Best of Forum III

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 30 sty 2023 06:45

I to jest myśl. Nie chcę nic mówić ale wuja np. zmarnował 4h czasu biorąc udział w tej dyskusji gdzie spokojnie mógł w tym czasie przesłuchać kolejkę ze 4 razy i zrecenzować ze 2 razy xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 31 sty 2023 16:18

The Immortals - Mortal Kombat

Kurde, co za wspomnienia ta wrzutka odblokowała <3 Tyle tylko, że... nie są to wspomnienia związane ani z grą, ani z żadnym innym medium, które łączyło się z tym tytułem xD Raz, że nigdy nie byłem wielkim fanem gier mordobiciowych, a dwa, że zwyczajnie nawet nie miałem za bardzo okazji w nie grać. Ale numer kojarzę mocno, by nie powiedzieć, że znam go właściwie na pamięć. Miałem go, gówniarzem będąc, w swojej kolekcji MIDI pozyskanej w dużej mierze od nauczycielki informatyki. Szybko nauczyłem się grać główny motyw na klawiszu (moja przygoda z muzyką, tzn. graniem jej zaczęła się od dekonstrukcji takich prostych motywów), cisnąłem go potem na pianinie stojącym w sali od wuefu u mnie w podstawówce i bajerowałem w ten sposób dziewczyny z klasy xD Działało, nie pytajcie jak. Nie była to zresztą jedyna nuta, którą grałem w ten sposób, chyba najsłynniejsze wykonanie zaliczyłem z No Limit od 2Unlimited, o którym wspomniał Golas. Co do samego numeru tutaj... cóż, dla mnie ma wymiar przede wszystkim nostalgiczny. Nie jestem go w stanie oceniać w żaden inny sposób, lubię wracać do takiej muzyki od czasu do czasu, słucham jej z przyjemnością, choć jest to przyjemność szczególnego wymiaru. I o, tak sobie jest. Propsuję, miła wycieczka w przeszłość.

Tupac - Pain

Murzyn znów wytyka mnie palcem trochę, pokazując, jak mało jestem ogarnięty w muzyce. Bowiem przy swoim mocno ograniczonym podejściu do hip hopu nie dawałem sobie szans na poznanie czegoś naprawdę ciekawego w gatunku, a tak, po raz kolejny już zresztą, dostaję w mordę czymś, co jest bardzo spoko. Tupac to oczywiście imię, które znam (trudno go nie znać, trzeba by pod kamieniem mieszkać), pi razy oko wiem, co mu się przytrafiło i w jakich okolicznościach. Jednocześnie nie ma to dla mnie zupełnie emocjonalnego wydźwięku, tzn. tak, jak napisał imć Kuba - to po prostu był element ich stylu życia, ich codzienność, która mocno odbijała się na twórczości. Balansowanie na granicy ze śmiercią przez cały czas przyniosło cokolwiek ciekawe efekty, gdyż tych numerów się dobrze słucha, ich teksty, choć mocno niepokojące, są naprawdę warte uwagi. Tutaj i bit super, i chórki w tle, i dość agresywny sposób rapowania, no po prostu wszystko działa. Mam kilka favourite'ów z murzyńskich wrzutek Murzyna, i tak zdecydowanie wpadnie do tegoż wora.

ARC - Filtered Through Haze

Dragon powinien być, bezapelacyjnie, DJem revivalu stacji radiowej The Journey z GTAIV. Jest elektronicznie, jest ambientowo, jest chillowo mocno i choć jest to znów "milion godzin tego samego" (Czez <3), to w ogóle nie męczy, a wprost przeciwnie - mocno relaksuje. Lubię taką muzykę, bo lubię ambient, a jeszcze jak jest on elektroniczny mocno w swym wydźwięku, no tym lepiej. Ot, złoto. Synteza Jarre'a i Tangerine Dream jest dobrym określeniem, na jakie wskazał Hien. Całość może brzmi momentami nieco zbyt... syntetycznie, ale właściwie nic mnie to nie obchodzi. No nie napiszę nic więcej, chyba słuchałem tego numeru najwięcej i z tej kolejki pewnie będę do niego wracał najczęściej. Wypróbowany do nauki, a to teraz najlepszy dla mnie vibe xD

Robert Janson feat. Mąż Córki Kwaśniewskiego - Małe Szczęścia

Ajjj, ten cholerny FLET. Jak on mnie drażnił, gdy miałem 8 lat, teraz mam prawie 30 więcej i dalej mnie drażni. Nic się nie zmieniło. Poza tym znów jest on - CIOS NOSTALGII. Bo, chcąc nie chcąc, kojarzy mi się ten kawałek soczyście z dzieciństwem, że bardziej się chyba nie da. Rozpisywałem się już tutaj przy innych okazjach o swoim dorastaniu w latach 90., które, jak się rozważy wszystkie za i przeciw, wspominam koniec końców dość miło i fajnie. Dużo się działo (na tyle, na ile dużo się może dziać w życiu 7-mio czy 8-mio letniego gnoja), najpierw mieszkałem tu, potem mieszkałem tam, tu sobie powyjeżdżałem, tam sobie powyjeżdżałem, różną muzykę poznawałem, bawiłem się ludzikami ze zgniecionego papieru, grałem na kompie w Gexa, żarłem masę słodyczy, no generalnie było spoko, i ten utwór zawsze mnie tam przenosi, nieważne, w jakich okolicznościach bym go nie usłyszał. Trochę słodkawo, trochę... nużąco, jak się przyjmie zbyt duże dawki, no ale też taki charakter tej muzyki wydawanej w tamtych czasach (mistrz Hiena z Ciechowskim męczącym flet). Nie jestem już sam w stanie ocenić, czy to dobrze czy źle, tak po prostu było i siusiak. Mimo wszystko fajnie się tego słuchało i wracało do czasów mocno dawnych. Na marginesie, byłem kiedyś na spotkaniu z Badachem (nie pytajcie, dlaczego i w jakich okolicznościach) i powiedział tam, że do muzyki pchnęło go usłyszenie za dzieciaka Walk of Life Dire Straits, w którym się zakochał i zapragnął wtedy zostać muzykiem. Zabawne, bo będąc gówniarzem sam uwielbiałem ten numer (do dziś lubię) i trochę szkoda, że moje pomysły na szkołę muzyczną starzy wybijali mi z głowy koniecznością zajęcia się "czymś poważnym". A może ożeniłbym się z prezydentówną.

Kury - Jesienna Deprecha

Był czas, że moim znajomi tego słuchali, tzn. Kur, i oczywiście gdzieś tam słuchali tego numeru. Ale prawdę mówiąc ja go w ogóle nie pamiętam xD Jest możliwe, że nigdy go sobie nawet nie włączyłem. Gdzieś tam słyszałem, że to jest muzyka robiona trochę dla beki, i nie mogę pozbyć się wrażenia, że nie było innego jej celu. Tymański mnie drażni swoim jestestwem odkąd tylko poznałem go bliżej jako artystę, żaden jego zespół/projekt muzyczny mnie nie kupił (a odpalałem sobie to czy owo), i teraz przy Kurach mam... dokładnie taką samą opinię. Muzycznie to jest proste jak skurczybyk, przypomina mi trochę Elektrycznego Węgorza (tylko, że ten naprawdę rozbawiał back in the day), tekst taki... strasznie byle jaki, napisany przez byle kogo w byle jakich warunkach. Końcówka się trochę wyróżnia muzycznie, w sensie jakieś tam skrzypce, harmoszka z klawisza, no ale nadal nie jest to jakiś szczyt czegokolwiek. Trochę taki pretensjonalny badziew dla zblazowanych nastolatków (nie, żebym sam takim nie był, ale na szczęście nie odpaliłem sobie wtedy takiej muzyki). Rozumiem wartość nostalgiczną, sam mam sentyment do pewnie gorszych rzeczy, ale to jest coś, co nadaje na zupełnie innych falach niż te, które ja odbieram. A o tym, że Polovirus był kultowy, nawet nie miałem pojęcia. Chrzanić to w sumie xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 31 sty 2023 22:39

The Immortals - Mortal Kombat

Kolega Hien wrzuca już którąś tam pieśń z gier komputerowych i mnie to bardzo rusza. Nie jestem wielkim i zapamiętałym graczem. Gram trochę cały czas, ale wciąż w te same ulubione tytuły. Czasami tam wleci coś nowego. Ale znam to uwielbienie do soundtracków do naprawdę ukochanych tytułów. Sam mam takich kilka i myślę, że coś z tego jeszcze tu wleci. Wiadomo, że bez znajomości gry i tematu można kręcić nosem. Ale jak się temat zna, to włącza się kosmiczna wręcz nostalgia i sympatia. Ja w MK trochę grałem. Szczególnie jak przyjeżdżał szwagier, to czasami pogrywaliśmy. Film też kiedyś oglądałem i klimat bardzo mi odpowiadał. Dlatego ten utwór, który doskonale znam, robi na mnie wrażenie podobne jak soundtracki do Alienów, SS2, Blood 2, Shogo itp. Robiła na mnie wrażenie muzyka do Thief, robiło wrażenie Friday Night, robi wrażenie i Mortal Kombat. Świat komputerowy z tamtych czasów miał tak cudowny urok, że już nigdy nic takiego mieć nie będzie. Bez względu mna technikalia. Świat komputerowy jest jedyny w swoim rodzaju.

ps. Wciąż zamiast Mortal Kombat słyszę Polo market.

2Pac - Pain (feat. Stretch)

Zgadzam się z tym, że jak stripped zapodaje amerykański hip-hop, to jest dobrze. I tu jest dobrze. 2Pac rzeczywiście brzmi chwilami jak Coolio. Szczególnie na początku mam wrażenie, że to wjeżdża Gangstas Paradise. No wielokrotnie już pisałem, że czarni mają świetny ten wokal i tu to słychać znakomicie. Podkłady super, damskie chórki super. Wszystko gra jak ta lala. To jest naprawdę przedziwne, że na codzień hip-hopu raczej nie słucham, ale zawsze jak pojawi się w naszych bestkach, to jestem bardzo zadowolony.

ARC - Filtered Through Haze

Tak jak stripped przyzwyczaił nas do dobrego poziomu hip-hopu (z USA), tak Dragon raczej przyzwyczaił nas do dobrego ambientu. No podoba mi się klimat tego utworu. Brzmienie chwilami bardzo kojarzy mi się z… no-man. Szczególnie początek. Potem nawet trochę z Żarem. Jest tajemniczo, niepokojąco, ciekawie. Nie wdaję się tam w żadne szczegóły techniczne. Po prostu dobrze mi się tego słucha. Lubię sobie przy tym utworze wyobrażać różne fajne rzeczy. Szczególnie kosmos, obce planety, ufoków. Dobra rzecz.

Morrissey - Spent the Day in Bed

Nie znam ani muzyki z udziałem Morrisseya (poza tym, co tu już było), ani jego samego. Nie wiem, co to za człowiek szczerze mówiąc. Dlatego jestem w sumie całkowicie neutralny wobec niego. Mogę na pewno stwierdzić, że wokal jest bardzo spoko. Ten utwór też jest spoko. Naprawdę dobrze się tego słucha. Zapamiętywalna melodia, nienajgorszy aranż. Taki radiowy przebój. Nie, żebym nie mógł bez tego od dzisiaj żyć, ale to bardzo przyjemna muzyka. Nie ma w sobie nic nadzwyczajnego niby, ale jest całkiem ok.

Kury - Jesienna Deprecha

Mentos jak już czymś zajebie, to szok. To jest naprawdę najbardziej nieprzewidywalny gość. I niczego się nie boi. Kury są tego przykładem. Wielką radochę mi zrobił tym utworem. Nie znam Polovirusa, Tymańskiego, ani Kur w ogóle, ale akurat Jesienną deprechę tak. Parę lat temu przyjechał do mnie mój szwagier i puścił mi to na YT.
Właściwie ten utwór ma wszystko, czym powinienem gardzić. Śmieszny wokal, tony kiczu i w ogóle. A jednak uwielbiam go tak bardzo, że od chwili pojawienia się Deprechy w tym temacie nie mogę przestać słuchać. Albo jak nie mogę słuchać, to chociaż nucić. Nigdy nie zwracam uwagi na teksty, ale z uwagi na to, że to po polsku, to biorę go pod uwagę i bardzo mi się podoba. Brzmienie jest na porządnym poziomie. Ta gitara w refrenach jest super. Automat perkusyjny fajnie pogrywa. Melodia chwyta za serce w niewytłumaczalny sposób. Klarnet w drugiej części lux. Pod koniec robi się tak trochę koszlawo i kulawo, ale wiem, że to zamierzone i brzmi uroczo. Słucham i się gibam bez końca.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 lut 2023 00:57

Ja się chyba wkopałem trochę tą wrzutą z Mortal Kombat, bo wszyscy wspominają, że albo w ogóle, albo mało grali w grę, a to w sumie jest kompletnie nieistotne, bo Techno Syndrome ma zero wspólnego z muzyką jaka jest w tych grach. W 2019, przy okazji MK 11, użyto remiksu tego kawałka w trailerze, dla fanów, i to tyle przez 30 lat. Ten utwór nie powstał nawet bezpośrednio do filmu, to bardziej fanowski tribute, ale kompletnie w stylu twórców. Gdyby usunąć ten okrzyk Mortal Kombat i sample z imionami postaci (które są z gry), to by mogło być wszystko.

Muzyka z gier to jest coś na co ja bym założył wręcz osobną bestke, ale bym tam siedział sam, poza Devem i jego jednym numerem z Gexa. Ale będę tu co jakiś czas podrzucał coś growego i to już stricte growego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 01 lut 2023 02:01

Niby tak, ale trochę nie. Klasyczna ofiara własnej popularności i szerokiej obecności w popkulturze. Chcąc nie chcąc przywołuje takie skojarzenia i refleksje.

Materiał z gier to byłoby soczyste grzebanie w archiwach, ale nie wiem, czy sam potrafiłbym poza 2-3 zdaniami coś więcej dorzucić
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 01 lut 2023 09:24

Ja bym potrafił wymienić parę gier, takich, w które sam grałem, które mają generalnie ponad 20 lat i to chyba wszystko. Przy czym przynajmniej dwie (jak nie trzy) z nich mają muzykę, do której nie chce mi się wracać, zostałyby w sumie ze cztery pozycje, no, może do ośmiu, ale to w porywach i to dużych.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 01 lut 2023 10:03

Miętus kończ waść tę kolejkę, robimy szpaler
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 lut 2023 10:41

Malkolit pisze:
01 lut 2023 09:24
Ja bym potrafił wymienić parę gier, takich, w które sam grałem, które mają generalnie ponad 20 lat i to chyba wszystko. Przy czym przynajmniej dwie (jak nie trzy) z nich mają muzykę, do której nie chce mi się wracać, zostałyby w sumie ze cztery pozycje, no, może do ośmiu, ale to w porywach i to dużych.
A zwykłych piosenek to byś nie chciał tu powrzucać? Pytam kontrolnie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 01 lut 2023 19:45

The Immortals – Techno Syndrome (7” Mix)

Z cyklu ciekawostki, których i tak nikt nie przeczyta: znam ten kawałek o jakieś dwadzieścia parę lat mniej niż kolega Munlup. Nie wiem dokładniej o ile, w czasach o których pisze Kuba to ja ledwo literki uczyłem się składać, a i poźniej franczyza Mortal Kombat nie leżała do końca w mojej orbicie zainteresować. W gierkowym temacie wypowiadałem się na temat moich skojarzeń i wspomnień z paroma odsłonami, z którymi miałem styczność, ale no nie jest to uniwersum, którym byłbym szczerze zajawiony i wątpie, by to się mogło kiedykolwiek zmienić. Zwłaszcza, że gram mało, a jak już to naprawdę nie jestem fanem bijatyk, chociaż z wiekiem bliżej mi do stwierdzenia, że jednak MK > Tekken, bo jednak ciut za dużo walk w Tekkenie przegrałem z osobami losowo nawalającymi w przycisku. Kawałek ma faktycznie w sobie to coś - niby te sample z gierki sprawiają wrażenie wklejonych totalnie z dupy i bycia wyciętym z randomowego teasera czy czegoś w ten deseń, ale ma to swój urok. Mocno to wczesno90sowe, dałbym znak jakości Top Secretu, gdybym tylko pamiętał czy było tam coś takiego. xd

2pac - Pain (Above The Rim)

Jednym z dowodów na to jak totalnie nie znam się na hip-hopie jest fakt, że praktycznie w ogóle nie znam muzy 2paca. Serio, moze słuchałem go ze 3 razy w życiu. xD Zastanawiam się trochę czemu, bo jakoś na początku mojej muzycznej przygody to jego nazwisko zawsze się przewijało w kontekście bycia takim amerykańskim Magikiem, wiecie - ludzie niesłuchający hiphopu lansowali, ze wielkim muzykiem był i w ogóle, a ja tego nie sprawdziłem i nawet nie pamiętam czy miałem to w dupie czy coś, ale po prostu nie i siusiak. No i wyglądał jak czarny Lepper, to też bardzo ważne.
Ponieważ recenzję Jarre'a zerżnąłem od murzyna pisząc własnymi słowami, mógłbym tutaj zrobić odwrotnie tj. przepisać jego tejk o tej piosence zamieniając parę słów, bo bit mi się bardzo podoba, ale totalnie nie rusza mnie 2pac w tym kawałku - jego głos mnie trochę drażni, zupełnie nie porywa, nie czuję tego wkurwu, za to bicik ma fajny, 90sowych vibe, trochę mi się kojarzy z jakimś filmem o graniu w kosza, który mógłby lecieć na jedynce wieczorem w 1999 roku czy coś. No ale jednocześnie podoba mi się ten sampel, więc trochę dua lipa. Ale tak czy siak - prejzuje.

ARC - Filtered Through Haze

Kurde, Robert mnie trochę wkurzył, bo chciałem zażartować, że wrzucił ARCĘ bez A, ale wtedy by wyszło RC i spalił mi potencjalny żart zajebiście wysokich lotów. :/ Niezależnie od tego jak wysokich - nie tak jak ten kawałek. Kolejny klasyczny dragoncore, który pojawiał się tutaj nie raz i nie dwa i który pewnie pojawi się tu więcej niż 0,00556 razy i kolejny raz napiszę, że to po prostu muzyka, która prawie zawsze mi wchodzi i męczy naprawdę w nomen omen kosmicznych dawkach. Podoba mi się tu wszystko, włącznie z tym, że brzmi to na tyle świeżo, że nie mam sensownego punktu odniesienia, bo kaman, nawet ja nie chodzę na łatwiznę do tego stopnia, by bawić się w jakieś porównania z Mandarynkami czy coś. xD Klasa, piękno i dobro.

Morrissey - Spent the Day in Bed

Znowu coś, co powinienem znać, ale tak się złożyło też, że prawie w ogóle nie słuchałem Morrissey'a solo, chociaż to zabawne, gdyż kiedyś bardzo lubiłem The Smiths i nadal lubię (dziżas, mój najlepszy kumpel napisał o nich książkę xD) i to dlaczego tak jest, to znowu kolejna odpowiedź na którą nie umiem znaleźć pytania. Albo na odwrót, ale powiedzmy, że chciałbym wystąpić w Va Banque i mentalnie się do tego przygotowuję. Opis deva doskonale rozumiem, ja nie umiem sobie narzucać obowiązków, ale sam jestem trochę przytłoczony swoimi, właśnie wróciłem z pobytu u rodziców i prawdę powiedziawszy to wydaje mi się, że zmęczył mnie on bardziej niż potencjalna praca, do której jutro wracam. xD Też generalnie nie mam jakichś szczególnych wspomnień związanych z miesiącem styczniem, aczkolwiek im dalej w las, tym bardziej mi się wydaje, że praktycznie nigdy nie był reprezentantywny w stosunku do roku jako całości, w zasadzie to jak sobie o tym myślę, to się okazywało, że reszta roku wygląda u mnie zupełnie inaczej niż ten miesiąc - a że mój styczeń był średni to znaczy że będzie albo przegięcie w dobrą lub złą stronę, tajm łyl tel.
Okej, rozpisalem sie jak zwykle nie na temat, przy czym nawet nie zdążyłem się odnieść do przedziału czasowego, z którego pochodzi ta piosenka. A w sumie to dość istotna i ciekawa kwestia, bo ja na początku myślałem, że to coś z jakichś najntisów czy początku XXI wieku, a tu się okazało, że bam 2017, a ten nibyklip wrzucono parę dni po mojej obronie licencjatu i tuż przed tym, gdy wyprowadzilem się do Wrocławia celem zamieszkania z moją ówczesną kobietą i podjęcia gównoroboty w Amazonie. Jaki Morrisey jest, taki jest, ale cholera jasna - typ po prostu piosenki pisać umie i niezależnie od tego ile głupiego by nie powiedział i nie zrobił, to tego daru nie stracił. I tego się może trzymajmy.

Robert Janson - Małe Szczęścia

Z polską muzyką rozrywkową z tamtej epoki to generalnie mam tak, że albo coś mi wchodzi jak złoto, albo odrzuca mnie na kilometr. Po prostu w niej jest coś takiego (i bez boomerskiego pierdololo, że kiedyś to była muzyka, a teraz to nie, aczkolwiek jak sobie tak pomyślę o latach zerowych to ciężko mi o te pozytywne przykłady xd), chyba ten duch specyficznej epoki, w której niby jeszcze próbowano lansować coś ambitnego a przy tym jednocześnie gapiono się na ten zachod jak cielę na malowane wrota i próbowano, z różnym skutkiem, inspirować się światowymi trendami.
WUJA znowu próbuje się wyłamać i zamiast italo disco wrzuca nam Składanka Muzycznej Jedynki core i akurat tym razem nie trafił - nigdy nie lubiłem tego kawałka, strasznie mnie zawsze drażnił. Nie cierpię tego fletu, nie cierpię tego wymuszonego, sztucznego nibyoptymistycznego tekstu, nostalgia factor tez tu nie działa, bo po prostu za baradzo też żadnych wspomnień z tą piosenką nie mam - no kiedyś sobie puściłem i pośmiałem się z tekstu, ale to nie jest top 10 moich najmilszych wspomnień w zyciu (ale nie czułem się tego dnia źle, więc top 15 pewnie już tak). No generalnie to ja jestem na nie i ten no... Wiesz, pieprzyć małe szczęścia jak Janson.

Ponownie dostarczyliście panowie, pomijając Małe Nieszczęścia wszystko mi się tu podobało, znowu wszyscy wrzucili co mieli wrzucić i czego się mogłem po nich spodziewać i praktycznie każdy na swoim tradycyjnym, wysokim poziomie. Nie umiem wybrać jednej piosenki, kazda jest inna, każda dobra, a wuja po prostu miał pecha, bo pewnie mógłbym sprejzować, gdyby polecial jeden z paru hitów Varius Manx, które zdarzało mi się swego czasu śpiewać po pijaku, a wybrał akurat coś, za czym nie przepadam
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 lut 2023 20:18

No i poszło ładnie. Fajna kolejeczka, no ok może nie wszystko mi się tak na stopro podobało, ale też nie było żadnych nieporozumień (były dot. poprzedniej kolejki, więc mam nadzieję, że w następnej nie posprzeczamy się o coś z zeszłorocznej bestki).

W ogóle a propos Morrisseya, to ja trochę nie wiem po co my w ogóle poruszamy jakieś sprawy pozamuzyczne, w sensie, facet chyba nikogo nie zabił, a piosenki pisze dobre, to po co zaśmiecać. Inna sprawa, że chyba nawet gdyby okazał się jakimś pedofilem i gościem nie ustępującym starszym w tramwaju, to i tak bym go ukradkiem słuchał. On jest po prostu zbyt dobry.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 01 lut 2023 20:22

mintaj pisze:
01 lut 2023 19:45

2pac - Pain (Above The Rim)

trochę mi się kojarzy z jakimś filmem o graniu w kosza, który mógłby lecieć na jedynce wieczorem w 1999 roku czy coś.
Kompletnie nie wiem czemu numer z filmu o koszykówce kojarzy Ci się z filmem o koszykówce ;(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 01 lut 2023 20:35

To możemy jechać dalej, na wstępie zaznaczyć chciałem jeszcze że jest mi niezmiernie miło z tak pozytywnego odbioru kawałka Dwupaka, szczerze to byłem przekonany że zostanie zmehana bo dla mnie osobiście kojarzy się nieco z wrzucanym przeze mnie Onyxem który Wam nie podszedł swego czasu (no bo to typowe murzyńskie biadolenie na los, ze spluwami i paleniem trawy w tle), także fajnie że nigdy nie da się przewidzieć Waszych reakcji do końca. Po tej intensywnej wrzutce potrzebowałem czegoś zupełnie odmiennego przy czym mógłbym się wyciszyć i parę fajnych kawałków odkopałem sprzed lat. Polecę dziś zatem jednym z numerów które za mną chodziły ostatnio, zwłaszcza że przy okazji mogę nawiązać trochę do czegoś o czym wspominał dev recenzując wrzutę Dragona.

Terry Riley - Poppy Nogood and the Phantom Band
(1969)

The Journey, stacja radiowa z GTA 4 grająca utwory ambientowe ale i różnych przedstawicieli minimalizmu - w tym omawianego już w albumach Philipa Glassa. To było źródło bardzo fajnej muzyki elektronicznej i nie tylko dla mnie, miałem w planach coś z tej playlisty zaserwować w swoim czasie ale to może później bardziej na etapie rekomendacji. Póki co wrzucam coś odkrytego już na własną rękę w efekcie zapoznania się z utworem Terry'ego Rileya zawartym na playliście radiowej The Journey. Był to utwór "A Rainbow In Curved Air", długa elektroniczna minimalistyczna kompozycja, bardzo przyjemne brzmienie klawiszy, miałem wrażenie że zawsze ten numer właśnie też słyszałem w kafejkach internetowych umieszczonych w grze. Zachęcony kawałkami z tej stacji radiowej sprawdzałem w tamtym czasie (tzn jakoś w 2012 r. gdy w to grałem) kilka albumów z których one pochodziły, tak odkryłem Glassa i tak sięgnąłem po album "A Rainbow In A Curved Air" Terry'ego Rileya. Jak się okazało na tę płytę składają się tak naprawdę zaledwie dwie kompozycje, strona A zawiera utwór tytułowy a strona B właśnie utwór Poppy Nogood and the Phantom Band.

Mam takie wspomnienie związane z tym utworem że był ciepły letni wieczór, leżałem na łóżku a przestrzeń wokół wypełniały te dźwięki. Spodobał mi się ten numer bo kojarzył mi się wtedy z tym co już znałem z muzyki Philipa Glassa, długie minimalistyczne instrumentalne pasaże z wykorzystaniem klawiszy i instrumentów dętych. Na tym jednak podobieństwa się kończą bo kompozycje Glassa z Koyaanisqatsi cechuje jednak pewna monumentalność, one trochę przytłaczają człowieka, tu jednakże energia utworu jest w moim odczuciu inna, o wiele lżejsza. Dla mnie to jest dobry kawałek właśnie do takiego relaksującego odsłuchu. Numer jest długi ale w trakcie słuchania jestem w stanie wskazać w nim jakby kilka różnych segmentów, dzięki czemu mnie nie zanudza. Najpierw na wstępie trochę nagromadzenie takich dronujących dźwięków, delikatny trans z którego wyrywa słuchacza coś jakby błąd w matrycy, nagle wcina się w to jednostajne basowe buczenie pojedyncza nuta wyżej brzmiącego klawisza który potem chodzi zapętlony i wprowadza dalej w trans aż rozmywa się w natłoku brzmień. Po kilkuminutowym wprowadzeniu jest moment wyciszenia i do głosu na tle basowych organów dochodzi saksofon wygrywając melodie które rozpływają się stopniowo poprzez echo czy może raczej delay (Riley dużo bawił się z zapętlaniem taśmy przy tworzeniu), w ten sposób powstają swoiste dźwiękowe fraktale, mój ulubiony element tego utworu. Ten segment brzmi chyba najbardziej sielsko i jakoś faktycznie trąci jakby sceną Canterbury (wyczytałem to w komentarzach i muszę przytaknąć, wyczuwam tu taką samą pastelowość jak u omawianego przez nas Wyatta). W dalszej części utworu saksofon zaczyna dopiero swoje dzikie tańce zapętlańce i wygrywa hipnotyczne świdrujące melodie, przed oczami malują mi się wtedy jakieś indyjskie bądź arabskie krajobrazy, zaklinacze węży i te sprawy xD

Co tu dużo mówić, jest to na pewno kompozycja i n t e r e s u j ą c a moim zdaniem i warto się nią z Wami podzielić. Lubię ten numer i wróciłem do niego po wielu latach teraz z pomocą kochanej Beatki. Znów krążę po orbicie GTA ale w miarę możliwości staram się jednak nie cytować tych soundtracków bezpośrednio a rzucić czymś z własnych wycieczek już.
Ciekaw jestem srogo Waszego odbioru i Waszych skojarzeń.

https://youtu.be/mgIT5xh1nJE
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 01 lut 2023 20:44

W ogóle a propos Morrisseya, to ja trochę nie wiem po co my w ogóle poruszamy jakieś sprawy pozamuzyczne, w sensie, facet chyba nikogo nie zabił, a piosenki pisze dobre, to po co zaśmiecać. Inna sprawa, że chyba nawet gdyby okazał się jakimś pedofilem i gościem nie ustępującym starszym w tramwaju, to i tak bym go ukradkiem słuchał. On jest po prostu zbyt dobry.
No gdybyśmy mieli pisać wyłącznie o muzyce, to pewnie te topki by wyglądały zupełnie inaczej, a już na pewno opisy większości (w tym moje).
No a jeśli chodzi o moją reckę to sory batory, ale typ sprawia wrażenie najbardziej antypatycznej osoby, jaką mogę sobie wyobrazić i jednak mimo wszystko ciężko mi się do tego, zwłaszcza w kontekście solowej twórczości, nie odnosić kurde
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 lut 2023 20:49

The Czars – Drug

Moja droga do The Czars miała swój początek na płytach Piano Magic, na których John Grant występował gościnnie na wokalu. Pisałem już nieraz, że uważam jego głos na najlepszy męski głos współczesnej muzyk, i ta opinia nie uległa zmianie. Kiedy zatem, jakoś na samym początku 2011 r., zobaczyłem w gazecie (chyba NME) reklamę jego pierwszej solowej płyty, to od razu się mocno zainteresowałem. Tamten album, „The Queen of Denmark”, to osobna historia na osobną okazję, ale głodny większej ilości nagrań z Grantem, zacząłem szperać bardziej i przypomniałem sobie, że nazwa The Czars krążyła już przy okazji tamtych nagrań z PM (bo wtedy jeszcze TC istnieli).

Ściągnąłem sobie album „The Ugly People vs the Beautiful People” i pojechałem z nim na narty z ojcem (to zresztą był nasz ostatni jak dotąd wyjazd, bo niestety obecnie trudno ogarnąć to czasowo). Last mi niestety nie może pomóc, bo słuchałem jeszcze wtedy muzyki z mp4, bez scrobblowania i dostępu do internetu, ale to musiało być jakoś na początku lutego. Jak to ja, zapuściłem sobie ten album kładąc się spać, i powiem Wam, że słuchanie otwarcia, czyli „Drug”, po ciemku, ale z widokiem na oświetlone księżycem góry, to było COŚ.

Pianino, gitara, ten fragment, który brzmi jak klawikord i miks dwóch wokali, z których jeden dobiega jakby z oddali. Do tego abstrakcyjny tekst Granta, trochę humorystyczny, trochę na poważnie. Klimat tego utworu mnie zmiażdżył, a wokal Johna jak zwykle w moich uszach brzmiał najlepiej na świecie. Wciągnąłem się wtedy mocno w The Czars, to było moje odkrycie 2011 roku.

Jakoś w listopadzie, udało mi się być na koncercie John Granta w Chorzowie, w Teatrze Rozrywki, w ramach festiwalu Ars Cameralis, na którym 4 lata wcześniej widziałem Piano Magic. Zagrał wtedy „Drug” i w ogóle cały koncert był zajebisty. Potem widziałem go jeszcze w 2013 r., na OFFie, na którego pojechałem specjalnie dla Granta, a to już dużo mówi.

The Czars to był strasznie pogubiony i niezrozumiany zespół, który nie wiedział, czy chce być grupą country, czy alt-rockową, czy indie, czy jazzującą, czy grungującą, czy siusiak wie co jeszcze, więc próbował być wszystkim. Z perspektywy, słucha się ich płyt wyśmienicie, ale minęło ćwierć wieku i trudno nie dojść do wniosku, że trochę wyprzedzili swoje czasy.

https://www.youtube.com/watch?v=rP94en2s3hQ
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 01 lut 2023 21:27

Piano Magic - The Blue Hour (2009)

Hien trochę wywołał wilka z lasu swoją wrzutką albumową, dostaniecie więc emocjonalny wyrzyg. Ale tbh i tak planowałem wrzucić ten numer, ładnie się wgryza w nastrój generowany przez okoliczności przyrody. Piano Magic to jest zespół, o którym więcej będzie w stanie powiedzieć kol. Jakub, niż ja, bo on jest fanem przez duże F i wcale się tutaj nie zgrywam (zresztą, wspomniał go w swojej wrzucie wyżej, a typ z The Czars u nich śpiewał, O CZYM TEŻ HIEN JUŻ WSPOMNIAŁ). Jestem wdzięczny, że mi tę grupę sprzedał, bo jest kapitalna. Przewodzi jej (a raczej przewodził, gdyż grupa od 2017 roku - kiedy to ich poznałem lol - właściwie nie istnieje) Glen Johnson, który był, o ile się nie mylę, właściwie jedynym stałym jej członkiem. Gość ma aparycję takiego skrajnie melancholijnego poety, który dopiero co wrócił z własnego pogrzebu, ale niespecjalnie się tym faktem przejął. Za to pisze wyśmienite teksty, po których przeczytaniu człowiek ma ochotę pójść na własny pogrzeb. Niekoniecznie w charakterze denata, że tak prowokacyjnie to ujmę. Znam w całości 3 ich płyty - absolutnie genialną The Troubled Sleep Of, Disaffected i Ovations, z której pochodzi ten oto numer tutaj. Numer, który kol. Jakub zaproponował mi do odsłuchu przy jednym z naszych tzw. smutnych autotripów jesienią 2018 roku. Od pierwszych dźwięków gitar, którymi kawałek się rozpoczyna, wiedziałem, że to będzie coś dla mnie. Jest dużo soczystego i lekko pretensjonalnego klimatu gotyku, a więc mrocznie, poza tym tekst o końcu relacji, więc dodatkowo dołująco. Trochę kisnę z komentarzy ludzi pod tą piosenką na YT, gdzie zarzucają artystom, iż brzmią jak copycat Dead Can Dance. Kisnę, bo Brendan Perry i Peter Ulrich (choć on już dawno w DCD nie był) dorzucali się twórczo do całej płyty xD Czy brzmią tutaj podobnie, no może trochę, ale znów - don't care. Bo jest super, jest mocno, jest... no to jest po prostu dobry seans muzyczny, w sensie całe Ovations nawet, choć jeśli o krążki chodzi, to z wymienionej przeze mnie trójcy najprzyjemniej wspominam The Troubled Sleep Of. Kto wie, może Hien kiedyś zapoda w albumowej, warto go poznać. Ale nie o tym.

The Blue Hour jest numer wszech miar wszechogarniającym. Spośród tych fragmentów twórczości Piano Magic, które znam i cenię, ten konkretny kawałek jest najbardziej dowalającym, najbardziej wgniatającym w ziemię, żaden mięsień twarzy nie ruszy się nawet o milimetr w jakimkolwiek grymasie próbując wywołać choćby biedny cień uśmiechu. Czemu postanawiam Wam nim dowalić? Hien miał swoje osobiste powody do wbijania go w naszą playlistę Tamtej Jesieni(TM), więc w razie czego on będzie mówił, a ja... no raczej nie jest tu żadną tajemnicą, że niemal dokładnie rok temu rozleciał mi się kilkuletni związek, i to tbh taki prawdziwie poważny w moim życiu (choć w paru paroletnich wcześniej już byłem, tutaj planowałem pierścionek kupować i takie tam). Wszystko się "zgrało" wprost wyśmienicie, gdyż dosłownie w przeciągu kilku dni skumulowało się ze sobą przejęcie przeze mnie po moim szefie dość skomplikowanych szkoleń otwierających przygodę świeżaków z moją firmą (a że obsługujemy pół Europy to zrobiło to ze mnie niemal twarz organizacji dla nowoprzybyłych), owo rozstanie, które desperacko próbowałem odwrócić (z marnym skutkiem) oraz - planowana, ale wciąż - operacja chirurgiczna, która potem zamknęła mnie na trochę ponad 3 tygodnie w domu rodziców w podłódzkim Zgierzu. Mimo tego, iż do szpitala zabrałem ze sobą ładowarkę od telefonu, w sąsiedztwie mojego łóżka nie było działającego gniazdka. Postanowiłem więc telefonu właściwie nie używać, a całą drogę jazdy tam słuchałem, cóż, właśnie tej piosenki, nic mi bardziej nie pasowało. Nie mogąc "złamać" jej czymkolwiek innym przy pomocy słuchawek doprowadziłem do sytuacji, w której w mojej głowie grał tylko Johnson ze swoją "wesołą" czeladką. Jak się jeszcze do tego dołoży lekturę o wojnie w byłej Jugosławii, którą zabrałem ze sobą, to wychodzi całkiem przyjemny koktajl. Jak tylko doszedłem do siebie po przymusowej rekonwalescencji (którą traktowałem jak pobyt w więzieniu, ratowała mnie jedynie... bestkowa zabawa xD), piłem kolejne półtora miesiąca, żeby to wszystko z siebie zrzucić xD Jednocześnie nawet po tym, gdy już trochę z całego tego syfu wyszedłem (tylko po to, by wpakować się w kolejny niedługo później, ale to inna historia), przyszła wiosna, nawet ze świeżą byłą się jakoś tam dogadałem, lubiłem wracać do tego kawałka. Nie chodziło wyłącznie (i nie chodzi nadal) o moje masochistyczne skłonności, to jest po prostu fantastyczna piosenka. No, ma dla mnie ciężki ładunek emocjonalny, triggeruje przykre wspomnienia (jeszcze w tę piękną okrągłą rocznicę), człowiek ma ochotę zamknąć się w domu, ale nie z vibem Morrisseya, a bardziej Curtisa oglądającego Stroszka i słuchającego The Idiot, NIEMNIEJ JEDNAK to jest po prostu w siusiak dobre. Nie podsumuję tego inaczej. Bestka jest osobista, więc moja wrzuta jest osobista, i ekspozycja emocjonalna też. Jeśli komuś to przeszkadza... nic nie poradzę. Słuchajcie sobie, przyszłość wielką niewiadomą jest, może Wam właśnie sufluję dobry break-up song.

https://www.youtube.com/watch?v=Fk66LpvJJDg
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 lut 2023 00:30

To się może wydawać bezpieczne, ale jednak za każdym razem te berlińskie, sekwencyjne wrzuty idą prosto z serducha i ich pozytywny odbiór zawsze mnie cieszy. Zapewniam, że zbyt wielu powtórek nie będzie, zresztą... czy ja tak naprawdę podrzucam to samo? ;)

Ametsub - Faint Dazzlings (2009)

Kolejna wrzutka wpisująca się w nieoczywisty sposób w mój kanon. Można rozsądnie zapytać - skąd wydobywam kolejny elektroniczny, a przy tym dość niszowy projekt? Przytoczenie okresu poznania jak zwykle pomaga zrozumieć. Poza tym nie mam nic ciekawego do powiedzenia na temat ziutka, który stoi za Ametsub. Tyle wiem, że to Japończyk. Gość, który przejawiał w ostatnim czasie jakieś dziwne, kwaśne, przemocowe zachowania wobec kobiet (a wiem to, bo po latach dla uczciwości sprawdziłem trochę więcej na jego temat). Kiedy poznałem jego muzykę wiedziałem tyle, co nic. Po odkryciu tych osobliwych relacji raczej nic się nie zmieni, więc nie ma co iść tymi śladami. To w ogóle nie pasuje do charakteru komponowanej przez niego muzyki. Jedyne sensowne odnośniki czasowe to są daty na RYMie i Instagramie. Wakacje 2018 roku, pod koniec sierpnia pochwaliłem się obserwującym mnie ludziom, że słucham sobie jego debiutanckiego longpleja. Nie miałem jeszcze wtedy Spotify, a chciałem być fajny, więc wrzucałem poobcinane screeny z odtwarzacza na telefonie lub fotki okładek, w dość średniej jakości zresztą. Faint Dazzlings pochodzi z drugiej płyty. Co śmieszniejsze, wszystko zaczęło się od... trzeciej i jak do tej pory ostatniej płyty, All Is Silence. Coś mi mówi, że musiały mnie przyciągnąć dwa czynniki. Po pierwsze, soczyste okładki. Jak się dość uważnie wsłuchacie, a potem dokładnie spojrzycie na obrazek ilustrujący The Nothings of the North (druga płyta właśnie), to będzie znali zagadkę. Ona wykorzystuje podobny koncept, tylko forma artystyczna jest inna.

O ile All Is Silence ma dość jesienny charakter, tak poprzednik jest chłodniejszy. Tutaj odbywa się pełnoprawna zima, kiedy pada śnieg, a wiatr sprawia, że na twarzy odczuwamy nieprzyjemne szczypanie. Wtedy wkręcałem się w IDM na pełnej i coraz bardziej otwierałem uszy na różne glicze. Ametsub to bardzo ciekawy artystyczny kompromis godzący te dwa nurty. Właśnie te etykietki stanowią drugi czynnik wpływający na moje zainteresowanie. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że tutaj gość bawi się miejscami w coś więcej. To naprawdę interesujący sound design z pompą, który zaskakuje wielością technik i bogactwem brzmienia (czyżby?). Największe wrażenie robiło na mnie konstruowanie tak spójnych emocjonalnie opowieści z tak różnorodnego, pozornie niespójnego materiału. AIS zawiera sporo doskonałych strzałów, ale ostatnia i chyba największa faza (która właściwie trwa do dzisiaj, tylko w różnym stopniu intensywności) związana jest z tym numerem. Kosmiczny, mroźny, dość ponury kawałek. Można go wyraźnie podzielić na trzy części, choć to mało pomocna uwaga. Znowu próbuję wkręcić was w jakiś vibe i mam nadzieję, że się uda. W ostatnim czasie znów częściej słuchałem i może nie za każdym razem, ale bardzo często (i jak zwykle) roztapiałem się wraz z wjazdem tej najbardziej rozbudowanej partii fortepianowej w środku. Mówiłem o bogactwie brzmienia, ale pewnie za pierwszym razem to nie będzie takie oczywiste. Dużo strzępów, świstów, basowych pulsacji, poszatkowanych dźwięków... kontrastowanie tego fortepianem robi wrażenie, szczególnie, że on jest dość podobnie przerobiony. Efekt końcowy tego kolażu fascynuje mnie do teraz. Dobre na smutki i refleksje różne. Najczęściej takie rzeczy tu wrzucam. Za dużo czasu w swoim życiu na to poświęciłem, ale przynajmniej została ze mną wspaniała muzyka, którą z radochą mogę się podzielić.

https://www.youtube.com/watch?v=MSgEedD ... bGluZ3M%3D
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 lut 2023 00:08

Dido - Here with me

Pamiętam czasy, kiedy zadebiutowała brytyjska piosenkarka Dido. Nie podam roku, bo debiutancki album No angel najpierw ukazał się w USA w 1999r., a dopiero dwa lata później został wydany globalnie. Więc możliwe, że single Dido zaczęły latać na muzycznych stacjach dopiero w pierwszej dekadzie tego wieku. A latały często. Bo z tego albumu pochodzi kilka naprawdę fajnych utworów. Dido miała talent do nagrywania naprawdę chwytliwych i dobrych numerów. Jednocześnie są to utwory, które potrafią się nie znudzić po paru odsłuchach.
Here with me uwielbiam od samego początku. To niezwykle piękna po prostu kompozycja. Nie na każdym kroku takie powstają. Linia melodyczna naprawdę mnie fascynuje. Ale za tym idzie też świetna aranżacja. Utwór zaczyna się klimatycznie i lekko niepokojąco. Bas dudni pięknie i złowieszczo. Potem klimat nieco się zmienia, gdy wchodzi perkusja i gitara akustyczna. Ale wciąż jest mega klimatycznie. Hipnotycznie. Wokal Dido bardzo mi odpowiada. Jest charakterystyczny i ciekawy.
Utwór jest niezwykle dobry i jednocześnie przywołujący pewne wspomnienia sprzed już dwóch dekad. Taka to kiedyś była muzyka i wciąż mnie ona rusza.

https://www.youtube.com/watch?v=3-otodgfrlI
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 lut 2023 00:08

edit
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 lut 2023 02:34

Frank Zappa - Peaches en Regalia

Jak pewnie zauważyliście, w tej edycji trochę staram się odrzucać tryb totalnej losowości i spontaniczności, dzięki któremu w poprzednich kolejkach dostawaliście totalnie od czapy rzeczy typu Bananowy Song czy inne soundtracki z Cyberpunka (ale żeście mnie za to zgnoiliiii) i staram się "odhaczać" artystów, którzy byli dla mnie ważni, wielcy i w ogóle, ale jakoś się nie pojawiali, gdyż albo było coś istotniejszego, albo nie byłem w stanie się na coś zdecydować, albo coś tam jeszcze.
O Franku Zappie dowiedziałem się pierwszy raz - strzelam - jakoś w 2010 roku, na pewnym forum muzycznym, które przewijało się tu wielokrotnie i jak o tym wspominam, to odnoszę wrażenie, że ono serio miało większy wpływ na mój rozwój niż mi się mogłoby wydawać. xD Ktoś tam stwierdził, że koleś był niezłym freakiem, który przy okazji nagrał nieco dobrej muzyki i wspominał o tym, że jego autobiografia pt. "Takiego mnie nie znacie" to rzecz godna rekomendacji, bo Zappa był takim nonkomformistą w świecie muzyki, co JKM w świecie polityki (ach, ówczesny prawicowy bias xD) i generalnie warto się z jego przemyśleniami zapoznać, a przy okazji na jej łamach "sprzedaje" dużo zabawnych historii. Jakimś cudem na początku 2011 roku, średnio legalnie ofc, dorwałem pdfa tej książki i może to nie była lektura, która zmieniła mój światopogląd, moje życie, a także wyleczyła mnie z problemów z chrapaniem, ale naprawdę czytanie tych absurdalnych historii jak ta o rzekomym konkursie obrzydliwości czy zapisu z procesu za nagrywanie "pornografii" to jedno z nielicznych pozytywnych wspomnień mych z tamtego czasu.
Zostawmy kwestię tego, co to mówi o czymkolwiek, bo to w gruncie rzeczy jest mało istotne. Z wyborem kompozycji nie miałem jakiegoś kosmicznego problemu, chociaż dyskografia tego doppelgangera Zlatana Ibrahimovicia jest kosmiczna i nawet nie łudzę się, że poznam choćby jej połowę. Pewnie nawet tyle nie warto, zresztą chyba jestem za małym/prostym żuczkiem, by wsłuchiwać się w jego próby tworzenia muzyki poważnej. Albo zbyt leniwym, to też jest jakaś opcja. Tym razem znowu was zakatuję czymś bardziej przyziemnym, więc jazz rockiem, więc shodany i murzyny wszelkiej maści mogą już składać modły do swoich Bogów czy gdzie tam chcą. Aczkolwiek będę litościwy - wybiorę kompozycję krótką i w miarę przystępną. I może przy tym ciut chaotyczną, ale skoro biorąc udział w tej zabawie przez rok nadal nie wyrobiłem "swojego" brzmienia, to czyż utwór o tytule GROCH Z KAPUSTĄ nie powinien do mnie pasować?
Tego NIE WIEM, więc bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=RGQxI0G6mKk
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lut 2023 07:32

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup