Best of Forum IV
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No ale tekst wrzucenie smęta w swoim stylu nie jest nacechowany pejoratywnie, a ten o zjadaniu ogona już tak
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No nie wiem, ja tego nie pisałem żeby kogoś obrazić, tylko żeby podkreślić, że z pozoru większość tego typu wrzut Smoka, to rzeczy dla kogoś takiego jak ja, praktycznie identyczne. Przeliczyłem się z wrażliwością i poczuciem humoru wrzucającego, PRZEPRASZM. Tez bym na miejscu Seby bronił swojej byłej, szanuję.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ale ja nie pisałem o Dragonie nawet xd
Nieporozumienie, Lawler nagrywa od lat 90. a nie 80. więc siłą rzeczy nie zjada własnego ogona. Niemniej numer który brzmi bardzo dobrze odrobinę psuje ten drobny szczegół dla mnie jakim jest ten werbel
Nieporozumienie, Lawler nagrywa od lat 90. a nie 80. więc siłą rzeczy nie zjada własnego ogona. Niemniej numer który brzmi bardzo dobrze odrobinę psuje ten drobny szczegół dla mnie jakim jest ten werbel
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A, bo Ty TEŻ pisałeś o zjadaniu ogona xDDD Nie doczytałem, myślałem że Dragon się zesrał, bo jego wrzuty nazwałem zjadaniem ogona (może tez się o to zesrał, nie wiem). Jeśli nie, to się niepotrzebnie tu wpierdalam, tym bardziej PRZEPRASZM.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No cóż, takie zestawienie opinii jest zastanawiające, nie byłbym sobą, gdybym się nie odniósł. Jak widać słusznie 
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Mnie w przeszłości tyle razy dupa bolała przez Was, że już się chyba uodporniłem. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To prawda, Wuja regularnie raz w roku na kolonoskopię chodzi przez nas xD Moje "zjadanie ogona", to był wyraźny żart, mam nadzieję jest to czytelne, a jak nie to i tak trudno.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja do Sz.PT Hiena nic nie miałem
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Najbardziej bezsensowna inba jaką widziało to forum xD Proponuje udawać, że nic się tu nie wydarzyło, podobnie jak udajemy, że "Fugitive" to szybki numer, a Rob i Fab wg. wuja zasłużyli na prejz.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Swoją drogą Lawler ma w swoim dorobku też i takie kawałki, gdzie żywcem cytuje Tangerine Dream, ale to n i e t u t a j
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja sobie ogarnę ten album na dniach i ten drugi, co żeś tez polecał.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
W razie co służę plikami od k o l e g i
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Chyba serio będzie trzeba stworzyć jakiegoś bestkowego dropa
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wszyscy pójdziecie siedzieć
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
25 lat więzienia i 100 zł grzywny
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Was nie można sądzić was trzeba leczyc
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Najlepiej jakimś środkiem usypiającym.
Kuba Badach - Byłaś serca biciem
Pan Zaucha jak i jego muzyka są mi prawdę mówiąc zupełnie obojętne. Nigdy ten utwór mnie nie jarał. Nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, że mógłbym słuchać jakiegoś wąsatego gościa, który wygląda jak mój ojciec. W ogóle mam jakiś rodzaj uprzedzenie do polskiej muzyki z czasów PRL. Przypomniałem sobie oryginał przy okazji tej kolejki i nadal mnie nie jara. Czy więc ten utwór coverowany przez kogoś innego może zmienić coś w temacie? Badacha w poprzedniej turze sam wrzucałem na feacie, ale zaznaczę od razu, że Małe szczęścia to jedyny utwór, gdzie go w ogóle słyszałem. No i powiem szczerze, że młody Badach w utworze Jansona wokalnie wypadł o wiele lepiej. Tutaj rzeczywiście coś tam nieśmiało mruczy i w życiu bym nie pomyślał, że to ten sam wokalista. Sam utwór nadal mnie jakoś szczególnie nie grzeje. Za to całkiem niezła jest sama aranżacja utworu w konwencji smooth jazz. Jest po prostu nastrojowo. Szczególnie w tej części, w której mamy wokal. Gdyby ten wokal był lepszy, to może nawet bym przyklasnął. A tak jest tylko przyzwoicie. Ani nie świetnie ani chujowo. Po prostu akceptowalnie. A nawet wraz z ilością przesłuchań utwór nieco zyskiwał.
Kuba Badach bez nałożonych soczewek kontaktowych przypomina mi naszego byłego znakomitego siatkarza Sebastiana Świderskiego, więc już za to mały plusik.
Pulp – This Is Hardcore
Tutaj mam w sumie bardzo podobnie jak Murzyn. Uważam, że pierwsza część utworu jest wręcz fenomenalna. Jest niesamowicie filmowo, co jak wiecie lubię. Zasługa to oczywiście symfonicznej aranżacji. Ten utwór mógłby spokojnie robić za soundtrack do Bonda. A ja bondowskie klimaty uwielbiam. Niestety w okolicy 4 minuty coś się zmienia. Wchodzą gitary, które nieco, ale tylko nieco psują klimat. Oczywiście nadal jest spoko, ale wcześniej było lepiej. Dobrze, że te gitary nie zawodzą zbyt długo i utwór jednak powraca na właściwe tory. I znów jest bardzo dobrze. Ja nie mam nic do gitar, ale tutaj wolałbym, żeby ich nie było. Poza tym wokalista daje radę jak najbardziej. Sama melodia jest po prostu genialna. Niezwykły klimat.
Podsumowując to jest naprawdę utwór na granicy doskonałości. Troszkę te gitary niepotrzebne, ale przy dobrym utworze potrafię przymknąć oko na takie szczegóły.
Arcane - Philae
Cieszy mnie powrót Dragona do takich klimatów. Już myślałem, że przez całą rundę będzie nas bombardował polską muzyką. Na początek podoba mi się okładka. Jakiś syntezator robiący za prom kosmiczny leci przez kosmiczną pustkę. Ja od zawsze byłem urzeczony kosmicznymi klimatami i uwielbiam wszystko, co jest z tym związane. A tutaj nie tylko okładka jest kosmiczna, ale i sama muzyka. Lubię, gdy utwór wywiera na mnie konkretne skojarzenia. Ta muzyka wyraźnie kojarzy mi się właśnie z jakąś podróżą przez odległe galaktyki. Mocno mi zajeżdża klimatami żarowskimi. Utwór idealnie nadaje się jako podkład muzyczny pod jakiś program naukowy. Podobają mi się te elektroniczne arpy. Ja również należę do miłośników syntezatorów Mooga. Fantastyczny klimat się kreuje w Philae. Jest naprawdę niepokojąco. Potem wchodzi super bas i w końcu perkusja. Cały czas próbuję usłyszeć ten werbel, o który była wczorajsza „impreza”. Myślałem, że wiem jak brzmi werbel, ale jak on jest w tym utworze, to chyba jednak nie wiem. Albo są różne rodzaje tego instrumentu. W każdym razie z sekcją perkusyjną jest tutaj wszystko w najlepszym porządku. O nic się nie mogę w tym utworze przyczepić. Wszystko jest doskonałe. Kreowany klimat w szczególności.
To kolejny instrumentalny utwór Dragona, który kusi, żeby spróbować czegoś więcej od tego wykonawcy.
Tori Amos - Crucify
Tori Amos tu i ówdzie słyszałem, choć nie potrafiłbym wymienić żadnego tytułu piosenki ani niczego zanucić. Utwór Crucify znałem jak się okazuje, choć nie wiedziałem, że to śpiewa Tori Amos. Utwór jest bardzo dobry i ładnie zaaranżowany. Te zagrywki na pianinie brzmią cudnie (chyba nigdy nie przestanę podziwiać brzmienia tego instrumentu). Linia melodyczna bardzo spoko, wokal też. No brzmi to po prostu bardzo przyjemnie, lekko i nieinwazyjnie. Nie ma tam żadnych niepotrzebnych rzeczy. Utwór przelatuje przez uszy jak letni powiew wiaterku, który koi zmysły. Jest dobrze.
Andru Donalds feat. Evgenia Vlasova - Wind of Hope
No i mamy kolejny stary i nieco zapomniany przebój typowy dla lat 00’. Ten utwór nigdy może nie należał do kategorii „muszę go mieć na dysku”, choć skłamałbym mówiąc, że go nie lubię. Bo lubię. Oboje wokaliści jak najbardziej wywierają na mnie pozytywne wrażenie. Lubię takie damsko-męskie wokalne przeplatanki. Melodia całkiem ładna. Te zaśpiewy ojlajlajlajne czy tego chcę czy nie wkręcają się w głowę, że potem człowiek chodzi i to podśpiewuje. Fajny jest ten niski i wyraźny, choć nie nachalny bas.
Na pewno mój last nie zagrzeje się od ilości przesłuchań tego utworu, ale fajnie było znowu posłuchać po latach.
Kuba Badach - Byłaś serca biciem
Pan Zaucha jak i jego muzyka są mi prawdę mówiąc zupełnie obojętne. Nigdy ten utwór mnie nie jarał. Nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, że mógłbym słuchać jakiegoś wąsatego gościa, który wygląda jak mój ojciec. W ogóle mam jakiś rodzaj uprzedzenie do polskiej muzyki z czasów PRL. Przypomniałem sobie oryginał przy okazji tej kolejki i nadal mnie nie jara. Czy więc ten utwór coverowany przez kogoś innego może zmienić coś w temacie? Badacha w poprzedniej turze sam wrzucałem na feacie, ale zaznaczę od razu, że Małe szczęścia to jedyny utwór, gdzie go w ogóle słyszałem. No i powiem szczerze, że młody Badach w utworze Jansona wokalnie wypadł o wiele lepiej. Tutaj rzeczywiście coś tam nieśmiało mruczy i w życiu bym nie pomyślał, że to ten sam wokalista. Sam utwór nadal mnie jakoś szczególnie nie grzeje. Za to całkiem niezła jest sama aranżacja utworu w konwencji smooth jazz. Jest po prostu nastrojowo. Szczególnie w tej części, w której mamy wokal. Gdyby ten wokal był lepszy, to może nawet bym przyklasnął. A tak jest tylko przyzwoicie. Ani nie świetnie ani chujowo. Po prostu akceptowalnie. A nawet wraz z ilością przesłuchań utwór nieco zyskiwał.
Kuba Badach bez nałożonych soczewek kontaktowych przypomina mi naszego byłego znakomitego siatkarza Sebastiana Świderskiego, więc już za to mały plusik.
Pulp – This Is Hardcore
Tutaj mam w sumie bardzo podobnie jak Murzyn. Uważam, że pierwsza część utworu jest wręcz fenomenalna. Jest niesamowicie filmowo, co jak wiecie lubię. Zasługa to oczywiście symfonicznej aranżacji. Ten utwór mógłby spokojnie robić za soundtrack do Bonda. A ja bondowskie klimaty uwielbiam. Niestety w okolicy 4 minuty coś się zmienia. Wchodzą gitary, które nieco, ale tylko nieco psują klimat. Oczywiście nadal jest spoko, ale wcześniej było lepiej. Dobrze, że te gitary nie zawodzą zbyt długo i utwór jednak powraca na właściwe tory. I znów jest bardzo dobrze. Ja nie mam nic do gitar, ale tutaj wolałbym, żeby ich nie było. Poza tym wokalista daje radę jak najbardziej. Sama melodia jest po prostu genialna. Niezwykły klimat.
Podsumowując to jest naprawdę utwór na granicy doskonałości. Troszkę te gitary niepotrzebne, ale przy dobrym utworze potrafię przymknąć oko na takie szczegóły.
Arcane - Philae
Cieszy mnie powrót Dragona do takich klimatów. Już myślałem, że przez całą rundę będzie nas bombardował polską muzyką. Na początek podoba mi się okładka. Jakiś syntezator robiący za prom kosmiczny leci przez kosmiczną pustkę. Ja od zawsze byłem urzeczony kosmicznymi klimatami i uwielbiam wszystko, co jest z tym związane. A tutaj nie tylko okładka jest kosmiczna, ale i sama muzyka. Lubię, gdy utwór wywiera na mnie konkretne skojarzenia. Ta muzyka wyraźnie kojarzy mi się właśnie z jakąś podróżą przez odległe galaktyki. Mocno mi zajeżdża klimatami żarowskimi. Utwór idealnie nadaje się jako podkład muzyczny pod jakiś program naukowy. Podobają mi się te elektroniczne arpy. Ja również należę do miłośników syntezatorów Mooga. Fantastyczny klimat się kreuje w Philae. Jest naprawdę niepokojąco. Potem wchodzi super bas i w końcu perkusja. Cały czas próbuję usłyszeć ten werbel, o który była wczorajsza „impreza”. Myślałem, że wiem jak brzmi werbel, ale jak on jest w tym utworze, to chyba jednak nie wiem. Albo są różne rodzaje tego instrumentu. W każdym razie z sekcją perkusyjną jest tutaj wszystko w najlepszym porządku. O nic się nie mogę w tym utworze przyczepić. Wszystko jest doskonałe. Kreowany klimat w szczególności.
To kolejny instrumentalny utwór Dragona, który kusi, żeby spróbować czegoś więcej od tego wykonawcy.
Tori Amos - Crucify
Tori Amos tu i ówdzie słyszałem, choć nie potrafiłbym wymienić żadnego tytułu piosenki ani niczego zanucić. Utwór Crucify znałem jak się okazuje, choć nie wiedziałem, że to śpiewa Tori Amos. Utwór jest bardzo dobry i ładnie zaaranżowany. Te zagrywki na pianinie brzmią cudnie (chyba nigdy nie przestanę podziwiać brzmienia tego instrumentu). Linia melodyczna bardzo spoko, wokal też. No brzmi to po prostu bardzo przyjemnie, lekko i nieinwazyjnie. Nie ma tam żadnych niepotrzebnych rzeczy. Utwór przelatuje przez uszy jak letni powiew wiaterku, który koi zmysły. Jest dobrze.
Andru Donalds feat. Evgenia Vlasova - Wind of Hope
No i mamy kolejny stary i nieco zapomniany przebój typowy dla lat 00’. Ten utwór nigdy może nie należał do kategorii „muszę go mieć na dysku”, choć skłamałbym mówiąc, że go nie lubię. Bo lubię. Oboje wokaliści jak najbardziej wywierają na mnie pozytywne wrażenie. Lubię takie damsko-męskie wokalne przeplatanki. Melodia całkiem ładna. Te zaśpiewy ojlajlajlajne czy tego chcę czy nie wkręcają się w głowę, że potem człowiek chodzi i to podśpiewuje. Fajny jest ten niski i wyraźny, choć nie nachalny bas.
Na pewno mój last nie zagrzeje się od ilości przesłuchań tego utworu, ale fajnie było znowu posłuchać po latach.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Olewam Wasze miałkie i pozbawione głębi spory, plwam na dyskusje, za którymi nie nadążam. Wy tu pieprzycie, a ja wożę Kurka w tę i we w tę po Łodzi i odpalam szluga od szluga, aż gardło boli. Czas na recki.
Kuba Badach - Byłaś Serca Bitem
Kurdebele. Zbyt wiele recek zacząłem od słowa "kurdebele" lol. A tak zupełnie serio, jestem... nie wiem, co jestem. Lubię Andrzeja Zauchę, choć znam kilka numerów na krzyż (i WCIĄŻ sobie obiecuję, że sięgnę po więcej, ale wiecznie nie ma sposobności, albo to ja po prostu jestem zrąbany), niemniej jednak już po tych kilku zawsze oceniałem gościa jako fantastycznego muzyka z naprawdę dużą charyzmą. Oryginał murzyńskiej wrzuty oczywiście lubię najbardziej (jak mógłbym nie lubić kawałka, w którym w tekście wspominane są tramwaje trololo), więc też konfrontacja z dziwnym skądinąd coverem była dla mnie trudna. Jacenty wspomina mimochodem o lekkim RAM-core, ale ja się z tym nie zgodzę. Na RAMkach bywało trochę jazzu w różnych wersjach, smooth również, ale było tam też dużo alternatywnego popu, elektroniki i - przede wszystkim - rytmów okołolatynoskich, jednak leżących Hien daleko od Samba De Janeiro. Zupełnie szczerze, nie wiem, czy ten akurat kawałek dałby radę się znaleźć na jakiejś takiej kompilacji. Do Radia RAM w ogóle mi to nie pasuje szczerze mówiąc, już prędzej do SFT (a Trzciński był fanem takiej muzyki i w Fabryce Trzciny często grywały ansamble w stylu Badacha i jego ekipy; zresztą, to Trzciński kompilował składanki Pieprz i Wanilia, gdzie takiej muzyki również nie brakowało). Inna sprawa, że to z SFT wszedł Chris Botti jakiś czas temu xD Co ja mogę powiedzieć... Generalnie jako cover to to jest beznadziejne, Badach nie ma polotu Zauchy, jego zadziorności i mocy w głosie, brzmi trochę jak - przepraszam za sformułowanie - niedoruchany stulejarz, który sobie coś tam mamrocze pod nosem do mikrofonu na spotkaniu podobnych sobie w powiatowym domu kultury (bo się wstydzi śpiewac/recytować choć odrobinę głośniej), innymi słowy Badach ten kawałek masakruje. Co jest dla mnie trochę niezrozumiałe, bo on sam nie ma jakiegoś fatalnego głosu (chyba wspomniałem jak parę lat temu moja firma zorganizowała event w postaci... spotkania z Badachem, gdzie ten opowiadał trochę o swojej karierze, rozdawał ostatni krążek i zaśpiewał 2 numery), ba! potrafi brzmieć naprawdę dobrze, a tutaj jakoś tak... No ok, taki jest klimat numeru, ale wciąż NIE. A teraz mały twist - aranżacja muzyczna mi się podoba (żeby to standalone był, a nie cover...), ma ten wczesnojesienny (może nawet nie tak wczesno) vibe, o którym wspomina Kuba w swojej recce, i ja się z tym co do zasady zgadzam. Muzyka brzmi spoko i przez wzgląd na nią mógłbym darować Badachowi sflaczenie przy tym kawałku, który prosi się o to, by nie być ckliwą balladą. Ale do końca nie jestem w stanie, proszę o wybaczenie (albo, kurdebele, nie).
Pulp - This Is Hardcore
Kuba pisze - czy też raczej po prostu informuje - w treści swojej wrzutki, że zna całą wielką trójcę brit-popu. Śmieszki polegają na tym, że ja żadnego z tych wykonawców nie traktowałem jako pop, w sensie, dla mnie to nigdy pop nie był, to jest przecież muzyka gitarowa, pop to było, nie wiem, Sugababes, Pet Shop Boys, ale przecież nie ci goście od Song 2 czy tam Wonderwall. Jedyny numer Blur - spośród tych, które znam - jaki określiłbym mianem popu, to Girls & Boys (a to zdaje się był wyjątek brzmieniowy w ich, well, brzmieniu). Tutaj słyszę alternatywę (nie bijcie, ale to strasznie wymęczone określenie), po którą mógłbym sięgnąć parę lat temu, ale wtedy, kiedy poznawałem tych wykonawców (trochę przypadkiem), to akurat nie trawiłem takiej muzyki, więc nikomu nie dałem szansy (dla "zasady"). I oto jestem nieco wyprowadzany z błędu, bowiem ten numer jest naprawdę bardzo fajny. Ale bardziej muzycznie niż wokalnie, chwilami głos Jarvisa Cockera działa mi na nerwy tą swoją nazbyt ekspresyjną manierą (ale też nie sposób nie powiedzieć, że pasuje to do muzyki, bo pasuje). Jeśli o tę muzykę chodzi, to faktycznie jest tu trochę chaos, ale chyba spodziewałem się większego, widzę (i słyszę) tutaj logiczne spinanie się całości, robi to sens i brzmi bardzo dobrze. Zwłaszcza ostatnie 2 minuty mnie wyjątkowo kupują, utwór nabiera takiej agresywnej melancholii w swoim charakterze, dokładnie takiego vibe'u potrzebuję w tej chwili. Teraz sobie myślę, że nieco szkoda, iż kawałek ten nie poleciał podczas mojej i Hiena wczorajszej wycieczki po nocnej, podeszczowej Łodzi, gdyż pasuje wprost doskonale xD Króciutkie outro też doskonale robi robotę. Chyba inaczej wyobrażałem sobie Pulp, i - jak zawsze zresztą - byłem w błędzie. Naprawdę soczysta wrzuta, ani długość nie przeszkadza, ani na dłuższą metę również Cocker (ciekawe swoją drogą, jakby ten numer brzmiał w interpretacji Joe Cockera lol), może być moje "odkrycie na jesień". Zobaczymy wkrótce.
Arcane - Philae
Kurde, tuż obok Pulp Smoku sprzedaje mi lepę na ryj, po której mam szansę się ocknąć z muzycznego letargu (co i tak ostatnio trochę robię, ale zbyt wolno i ze zbyt małym zaangażowaniem). To jest naprawdę bardzo dobre - świetnie wyważa w sobie zarówno wspominane już przez przedmówców Tangerine Dream, jak i Jarre'a, ale też Cate Brooks (wiem, wspominam ją często, ale baba ma naprawdę masę różnorakiej muzyki wydanej pod setką szyldów, wszystko w innym stylu - choć wciąż do siebie podobne - i wszystko dobre). Pulsująca swobodnie ale i niespiesznie elektronika wciska mnie w jakieś bardzo lajtowe, czilowe rejony, ale pozostaje też nieco niepokojąca w swoim brzmieniu, co z kolei sugerowałoby jakiś świat snu... zdecydowanie za mało ostatnio sypiam
Powtórzę się, ale dobre to jest, naprawdę bardzo dobre. Trochę nic odkrywczego, ale prawda jest taka, że w tego typu muzyce to ja od dawna szukam rzeczy, które trochę już zjadają własny ogon i zupełnie mi to nie przeszkadza. Inna sprawa, że ja uwielbiam arpy i wszelkiego sortu zaprogramowane sekwencje dźwięków, do których potem dokłada się pady jakoweś, elektroniczne przeszkadzajki, ciche acz wyraźne riffy i tym podobne. Mam tego tutaj całkiem dużo, osią numeru jest ten moogowy arp i to jest wprost fantastyczne. Kiedy wchodzi ta elektroniczna perkusja to od razu do głowy przychodzi mi właśnie Cate Brooks (zwłaszcza kawałki z serii Commentaires albo Applied Science). Jest i kosmicznie (sugeruje to okładka i ten podły font) i naukowo jakoś, to spokojnie mógłby być podkład do filmu edukacyjnego ilustrującego prace jakiegoś zaawansowanego laboratorium. Marzyło mi się robić kiedyś taką muzykę, z rozrzewnieniem wspominam tę wspomnianą już przez Hiena próbę, podczas której urodziło się sporo fajnego materiału (który, a jakże, wylądował w szufladzie a wydany będzie na Święty Nigdy), a także już moje i Hiena solowe próby przygotowania czegoś podobnego brzmieniowo chyba zresztą na jakieś zamówienie... już nie pamiętam tego dobrze. I łezka się w oku kręci i w ogóle jakoś tak wszystko jest fajniejsze... To będzie wprost idealne na jakieś deszczowe popołudnie, jakich we wrześniu zapewne nie będzie brakowało. Mój faworyt kolejki chyba... Good job Smoku.
Francesco Napoli - Balla Balla
Znam całkiem sporo italo disco z przynajmniej dwóch powodów - primo, jeden z moich wujów jest i zawsze był fanem (ten sam wujo sprzedał mi ponad ćwierć wieku temu także Modern Talking, ale i Alphaville i Queenów), także często kupował różne kompilacje, które czy to w formie kaset czy płyt CD latały po jego kolejnych sprzętach grających przy różnych okazjach (dziś grill u tegoż wuja na działce, zgadnijcie, co będzie leciało...), i mnie się siłą rzeczy udzieliło, bo... lubię takie ejtisowe disco-granie. Z tym, że tutaj jest... no właśnie, co to jest, to jest jakiś srogi medley wszystkiego, co dało się wrzucić do jednego wora, ustawić na jedno tempo i dać jeden i ten sam bas z sekwencera (rozwaliła mnie apenińska wersja Stand By Me, ale disco Azzurro od Adriano Celentano też było wesołym doświadczeniem). Śmiesznie wyszło, na początku trochę hejtowałem, potem mi przeszło, albowiem jednak po prostu... lubię italo disco, słucham czasem Fancy'ego, Ricchi e Poveri czy Valerie Dore (kiedyś tu wleci, pomnijcie moje słowa), przestał mi przeszkadzać ten mashup wszystkiego ze wszystkim (bo to tez w sumie, koniec końców, jedno i to samo). Do tego to fajne przecież video, jest masa ludzi (podejrzewam, że właśnie w wieku mojego wuja), która uploaduje w ten sposób jakieś obskjurowe numery (głównie disco lol) na YT, można się poczuć jak u domorosłego DJa jakiejś prawie-pirackiej-stacji-radiowej, który nadaje właśnie kompletnie zapomniane starocie niemogące się już znaleźć w oficjalnym obiegu ze względu na problemy z ustaleniem własności praw do tychże. Miło i wakacyjnie, choć bardziej z wąsem i Harnoldem niż z prosecco, ale wciąż wszystko to strawne i przyjemne w odbiorze. Poczułem potrzebę wepchnięcia sobie do kolejki P.Liona... A jeszcze nie ma listopada! Zbrodnia, absolutnie.
Tori Amos - Crucify
Z Tori Amos mam dwie historie. Pierwsza jest taka, że ja generalnie ją znam, tzn. wiem, kim jest ta osoba i czym się zajmuje, widziałem (zaznaczam: WIDZIAŁEM) masę jej płyt, pamiętam lub kojarzę okładki, wiem, że w promocji jej osoby w drugiej połowie ejtisów miał pewien istotny udział... Stan Ridgway, który wepchnął ją na chórki w masie swoich numerów z tamtego czasu. Druga jest taka, że mimo mnóstwa prejzu, jakiego zbierała pośród np. wielu znanych mi osób, ja... NIGDY po nią nie sięgnąłem. Jednocześnie skądś wiedziałem, że gra fajne rzeczy i że te rzeczy by mi się spodobały xD Ale niczego nigdy nie odpaliłem, nie ściągnąłem, nie słuchałem z własnej woli i bardzo długo byłem przekonany, że generalnie nie słyszałem nic od niej tak po prostu. Aż odpaliłem ten kawałek i OCZYWIŚCIE okazało się, że go znam. Ale nie słyszałem... setki lat chyba, naprawdę. Czuję się wręcz wywołany do tablicy, bo mi zwyczajnie głupio. Po raz kolejny przez swoje muzyczne zdebilnienie, "nie bo nie", straciłem dawno temu okazję na poznanie naprawdę fajnej wykonawczyni (pomijając już fakt, że jakoś jej sama osoba bardzo mnie, khym, pociągała, nie wiem, czy to dobre słowo tutaj tbh), podobnie zresztą, jak lata temu odrzuciłem PJ Harvey (co ostatnio próbuję mniej lub bardziej naprawić). Czołobitnie biję czołem i stawiam prejzy temu utworowi. Raz, że mam do niego sentyment, o którego istnieniu w ogóle zapomniałem (bo i ten numer zniknął sprzed moich oczu, wróć, uszu, a dwa, że on jest po prostu dobry, ma mocny refren, to cudownie zaśpiewywane "czeieieieieiiieiieiiijns" chwyta mnie za serce, autentycznie, jeszcze to pianino, cała w ogóle, prostytutka, aranżacja jest fantastyczna. Musiałem to na pewno słyszeć w najntisach, ale to są dla mnie takie najntisy w stylu Joe Cockera, bardzo osobiste i bardzo hmm specyficzne, generujące srogie pokłady nostalgii (choć najbardziej tbh nostalgizuję do tamtych czasów przy Don't Speak od No Doubt). Faktycznie, bili mnie za ejtisy (wokół same skejty i metale), ale nie wiem, czy za Amos ktoś by się ośmielił. Ja bym dziś bił tych, co nie słuchają. Więc na początek dam sobie po ryju. Mentos jak zwykle wyciąga coś, czego miałem kiedyś tam posłuchać, i w końcu posłuchałem no i mam. Very good!
Jaka dobra kolejka wyszła kurde, tylko Badach mimikrujący Zauchę trochę napsuł i powietrze zanieczyścił, ale do przeżycia, nie było to po meksykańskim. Reszta to złoto na złocie, nie spodziewałem się. I jeszcze jaki - póki co - praise mojego numeru xD Z tej okazji dostaliście coś w ramach programu devotional+, a ja szykuję wakacyjną wrzutę na koniec wakacji...
Kuba Badach - Byłaś Serca Bitem
Kurdebele. Zbyt wiele recek zacząłem od słowa "kurdebele" lol. A tak zupełnie serio, jestem... nie wiem, co jestem. Lubię Andrzeja Zauchę, choć znam kilka numerów na krzyż (i WCIĄŻ sobie obiecuję, że sięgnę po więcej, ale wiecznie nie ma sposobności, albo to ja po prostu jestem zrąbany), niemniej jednak już po tych kilku zawsze oceniałem gościa jako fantastycznego muzyka z naprawdę dużą charyzmą. Oryginał murzyńskiej wrzuty oczywiście lubię najbardziej (jak mógłbym nie lubić kawałka, w którym w tekście wspominane są tramwaje trololo), więc też konfrontacja z dziwnym skądinąd coverem była dla mnie trudna. Jacenty wspomina mimochodem o lekkim RAM-core, ale ja się z tym nie zgodzę. Na RAMkach bywało trochę jazzu w różnych wersjach, smooth również, ale było tam też dużo alternatywnego popu, elektroniki i - przede wszystkim - rytmów okołolatynoskich, jednak leżących Hien daleko od Samba De Janeiro. Zupełnie szczerze, nie wiem, czy ten akurat kawałek dałby radę się znaleźć na jakiejś takiej kompilacji. Do Radia RAM w ogóle mi to nie pasuje szczerze mówiąc, już prędzej do SFT (a Trzciński był fanem takiej muzyki i w Fabryce Trzciny często grywały ansamble w stylu Badacha i jego ekipy; zresztą, to Trzciński kompilował składanki Pieprz i Wanilia, gdzie takiej muzyki również nie brakowało). Inna sprawa, że to z SFT wszedł Chris Botti jakiś czas temu xD Co ja mogę powiedzieć... Generalnie jako cover to to jest beznadziejne, Badach nie ma polotu Zauchy, jego zadziorności i mocy w głosie, brzmi trochę jak - przepraszam za sformułowanie - niedoruchany stulejarz, który sobie coś tam mamrocze pod nosem do mikrofonu na spotkaniu podobnych sobie w powiatowym domu kultury (bo się wstydzi śpiewac/recytować choć odrobinę głośniej), innymi słowy Badach ten kawałek masakruje. Co jest dla mnie trochę niezrozumiałe, bo on sam nie ma jakiegoś fatalnego głosu (chyba wspomniałem jak parę lat temu moja firma zorganizowała event w postaci... spotkania z Badachem, gdzie ten opowiadał trochę o swojej karierze, rozdawał ostatni krążek i zaśpiewał 2 numery), ba! potrafi brzmieć naprawdę dobrze, a tutaj jakoś tak... No ok, taki jest klimat numeru, ale wciąż NIE. A teraz mały twist - aranżacja muzyczna mi się podoba (żeby to standalone był, a nie cover...), ma ten wczesnojesienny (może nawet nie tak wczesno) vibe, o którym wspomina Kuba w swojej recce, i ja się z tym co do zasady zgadzam. Muzyka brzmi spoko i przez wzgląd na nią mógłbym darować Badachowi sflaczenie przy tym kawałku, który prosi się o to, by nie być ckliwą balladą. Ale do końca nie jestem w stanie, proszę o wybaczenie (albo, kurdebele, nie).
Pulp - This Is Hardcore
Kuba pisze - czy też raczej po prostu informuje - w treści swojej wrzutki, że zna całą wielką trójcę brit-popu. Śmieszki polegają na tym, że ja żadnego z tych wykonawców nie traktowałem jako pop, w sensie, dla mnie to nigdy pop nie był, to jest przecież muzyka gitarowa, pop to było, nie wiem, Sugababes, Pet Shop Boys, ale przecież nie ci goście od Song 2 czy tam Wonderwall. Jedyny numer Blur - spośród tych, które znam - jaki określiłbym mianem popu, to Girls & Boys (a to zdaje się był wyjątek brzmieniowy w ich, well, brzmieniu). Tutaj słyszę alternatywę (nie bijcie, ale to strasznie wymęczone określenie), po którą mógłbym sięgnąć parę lat temu, ale wtedy, kiedy poznawałem tych wykonawców (trochę przypadkiem), to akurat nie trawiłem takiej muzyki, więc nikomu nie dałem szansy (dla "zasady"). I oto jestem nieco wyprowadzany z błędu, bowiem ten numer jest naprawdę bardzo fajny. Ale bardziej muzycznie niż wokalnie, chwilami głos Jarvisa Cockera działa mi na nerwy tą swoją nazbyt ekspresyjną manierą (ale też nie sposób nie powiedzieć, że pasuje to do muzyki, bo pasuje). Jeśli o tę muzykę chodzi, to faktycznie jest tu trochę chaos, ale chyba spodziewałem się większego, widzę (i słyszę) tutaj logiczne spinanie się całości, robi to sens i brzmi bardzo dobrze. Zwłaszcza ostatnie 2 minuty mnie wyjątkowo kupują, utwór nabiera takiej agresywnej melancholii w swoim charakterze, dokładnie takiego vibe'u potrzebuję w tej chwili. Teraz sobie myślę, że nieco szkoda, iż kawałek ten nie poleciał podczas mojej i Hiena wczorajszej wycieczki po nocnej, podeszczowej Łodzi, gdyż pasuje wprost doskonale xD Króciutkie outro też doskonale robi robotę. Chyba inaczej wyobrażałem sobie Pulp, i - jak zawsze zresztą - byłem w błędzie. Naprawdę soczysta wrzuta, ani długość nie przeszkadza, ani na dłuższą metę również Cocker (ciekawe swoją drogą, jakby ten numer brzmiał w interpretacji Joe Cockera lol), może być moje "odkrycie na jesień". Zobaczymy wkrótce.
Arcane - Philae
Kurde, tuż obok Pulp Smoku sprzedaje mi lepę na ryj, po której mam szansę się ocknąć z muzycznego letargu (co i tak ostatnio trochę robię, ale zbyt wolno i ze zbyt małym zaangażowaniem). To jest naprawdę bardzo dobre - świetnie wyważa w sobie zarówno wspominane już przez przedmówców Tangerine Dream, jak i Jarre'a, ale też Cate Brooks (wiem, wspominam ją często, ale baba ma naprawdę masę różnorakiej muzyki wydanej pod setką szyldów, wszystko w innym stylu - choć wciąż do siebie podobne - i wszystko dobre). Pulsująca swobodnie ale i niespiesznie elektronika wciska mnie w jakieś bardzo lajtowe, czilowe rejony, ale pozostaje też nieco niepokojąca w swoim brzmieniu, co z kolei sugerowałoby jakiś świat snu... zdecydowanie za mało ostatnio sypiam
Francesco Napoli - Balla Balla
Znam całkiem sporo italo disco z przynajmniej dwóch powodów - primo, jeden z moich wujów jest i zawsze był fanem (ten sam wujo sprzedał mi ponad ćwierć wieku temu także Modern Talking, ale i Alphaville i Queenów), także często kupował różne kompilacje, które czy to w formie kaset czy płyt CD latały po jego kolejnych sprzętach grających przy różnych okazjach (dziś grill u tegoż wuja na działce, zgadnijcie, co będzie leciało...), i mnie się siłą rzeczy udzieliło, bo... lubię takie ejtisowe disco-granie. Z tym, że tutaj jest... no właśnie, co to jest, to jest jakiś srogi medley wszystkiego, co dało się wrzucić do jednego wora, ustawić na jedno tempo i dać jeden i ten sam bas z sekwencera (rozwaliła mnie apenińska wersja Stand By Me, ale disco Azzurro od Adriano Celentano też było wesołym doświadczeniem). Śmiesznie wyszło, na początku trochę hejtowałem, potem mi przeszło, albowiem jednak po prostu... lubię italo disco, słucham czasem Fancy'ego, Ricchi e Poveri czy Valerie Dore (kiedyś tu wleci, pomnijcie moje słowa), przestał mi przeszkadzać ten mashup wszystkiego ze wszystkim (bo to tez w sumie, koniec końców, jedno i to samo). Do tego to fajne przecież video, jest masa ludzi (podejrzewam, że właśnie w wieku mojego wuja), która uploaduje w ten sposób jakieś obskjurowe numery (głównie disco lol) na YT, można się poczuć jak u domorosłego DJa jakiejś prawie-pirackiej-stacji-radiowej, który nadaje właśnie kompletnie zapomniane starocie niemogące się już znaleźć w oficjalnym obiegu ze względu na problemy z ustaleniem własności praw do tychże. Miło i wakacyjnie, choć bardziej z wąsem i Harnoldem niż z prosecco, ale wciąż wszystko to strawne i przyjemne w odbiorze. Poczułem potrzebę wepchnięcia sobie do kolejki P.Liona... A jeszcze nie ma listopada! Zbrodnia, absolutnie.
Tori Amos - Crucify
Z Tori Amos mam dwie historie. Pierwsza jest taka, że ja generalnie ją znam, tzn. wiem, kim jest ta osoba i czym się zajmuje, widziałem (zaznaczam: WIDZIAŁEM) masę jej płyt, pamiętam lub kojarzę okładki, wiem, że w promocji jej osoby w drugiej połowie ejtisów miał pewien istotny udział... Stan Ridgway, który wepchnął ją na chórki w masie swoich numerów z tamtego czasu. Druga jest taka, że mimo mnóstwa prejzu, jakiego zbierała pośród np. wielu znanych mi osób, ja... NIGDY po nią nie sięgnąłem. Jednocześnie skądś wiedziałem, że gra fajne rzeczy i że te rzeczy by mi się spodobały xD Ale niczego nigdy nie odpaliłem, nie ściągnąłem, nie słuchałem z własnej woli i bardzo długo byłem przekonany, że generalnie nie słyszałem nic od niej tak po prostu. Aż odpaliłem ten kawałek i OCZYWIŚCIE okazało się, że go znam. Ale nie słyszałem... setki lat chyba, naprawdę. Czuję się wręcz wywołany do tablicy, bo mi zwyczajnie głupio. Po raz kolejny przez swoje muzyczne zdebilnienie, "nie bo nie", straciłem dawno temu okazję na poznanie naprawdę fajnej wykonawczyni (pomijając już fakt, że jakoś jej sama osoba bardzo mnie, khym, pociągała, nie wiem, czy to dobre słowo tutaj tbh), podobnie zresztą, jak lata temu odrzuciłem PJ Harvey (co ostatnio próbuję mniej lub bardziej naprawić). Czołobitnie biję czołem i stawiam prejzy temu utworowi. Raz, że mam do niego sentyment, o którego istnieniu w ogóle zapomniałem (bo i ten numer zniknął sprzed moich oczu, wróć, uszu, a dwa, że on jest po prostu dobry, ma mocny refren, to cudownie zaśpiewywane "czeieieieieiiieiieiiijns" chwyta mnie za serce, autentycznie, jeszcze to pianino, cała w ogóle, prostytutka, aranżacja jest fantastyczna. Musiałem to na pewno słyszeć w najntisach, ale to są dla mnie takie najntisy w stylu Joe Cockera, bardzo osobiste i bardzo hmm specyficzne, generujące srogie pokłady nostalgii (choć najbardziej tbh nostalgizuję do tamtych czasów przy Don't Speak od No Doubt). Faktycznie, bili mnie za ejtisy (wokół same skejty i metale), ale nie wiem, czy za Amos ktoś by się ośmielił. Ja bym dziś bił tych, co nie słuchają. Więc na początek dam sobie po ryju. Mentos jak zwykle wyciąga coś, czego miałem kiedyś tam posłuchać, i w końcu posłuchałem no i mam. Very good!
Jaka dobra kolejka wyszła kurde, tylko Badach mimikrujący Zauchę trochę napsuł i powietrze zanieczyścił, ale do przeżycia, nie było to po meksykańskim. Reszta to złoto na złocie, nie spodziewałem się. I jeszcze jaki - póki co - praise mojego numeru xD Z tej okazji dostaliście coś w ramach programu devotional+, a ja szykuję wakacyjną wrzutę na koniec wakacji...
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Z PJ Harvey to i ja mam problem, jakoś po prostu mnie odrzuca ta osoba. Muzyka mogłaby pomóc to zmienić, ale to czego słuchałem nie pomaga w ogóle. Jedyny argument, że Nick Cave ją posuwał, to w ogóle nie jest żaden argument.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ale coś konkretnego ci nie pasi czy po prostu tak o jej nie lubisz, bo nie?
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA