Best of Forum VII
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
no ja też
Przede wszystkim miło mi było czytać komplementy i miłe słowa na temat Genesis - zwłaszcza ze strony Murzyna, którego zwałem hejterem proga i jak zwykle fakty zaprzeczyły moim narracjom. Co prawda nadal nie wiem czy Musiał mnie pochwalił czy zbeształ (nie byłbym pewien czy w ogóle tego przesłuchał xD), ale już od dawna wychodzę z założenia, że nie muszę wszystkiego w życiu wiedzieć.
Motörhead - Ace of Spades
Nie lubicie rock and rolla?
Hallo Zgierz, Hallo Japonia, nie chcecie rock and rolla?
No i tak go prostytutka dostaniecie. Ale spokojnie, będzie krótko, więc może to jakoś przeżyjecie.
O tym, że MOTURHEAD wypadałoby tutaj wrzucić przypomniał mi tu swego czasu jeden z was, wrzucając wiadomo gdzie grafikę z soundtrackiem z bodaj THPS4, z której wynikało, że ja sam sprzedawałem kilka wrzut z niego i pod którą nawet napisałem, że jeden kawałek planuję wrzucić w bliżej niesprecyzowanej przyszłości. I, co za szok, ale ten bliżej niesprecyzowany moment ma miejsce właśnie teraz.
Nie będę tu pisać laurek dla Lemmy'ego, bo ja wiem, że był ikoną ROCKA AND ROLLA i tego stylu życia, który polegał na ruchaniu kresek oraz wciąganiu dup i szczerze mówiąc, jakoś tak nigdy to mi nie imponowało. Zresztą nie chcę tego pamiętać, wolę pamiętać to, że Hawkwind pamiętam jako całkiem-całkiem zespół, który znam stanowczo zbyt słabo i leży na hałdzie wstydu, a Motorhead było nie było wrzucam tutaj.
Laurki nie będzie choćby i z tego prostego faktu iż szczerze mówiąc nie znam zbyt wiele więcej, a sam utwór poznałem w dość abstrakcyjnych okolicznościach. Miało to miejsce jakoś na dzień przed moim pierwszym egzaminem maturalnym pisanym w maju 2011. Szczerze mówiąc, to był na tyle abstrakcyjny i dziwny (raczej w negatywny sposób) okres w moim życiu, że pamiętam go z jakichś szczątkowych wspomnień. Normalni ludzie wtedy pewnie siedzieli w podręcznikach do polajów i matematyk oraz powtarzali materiał, a ja?
A ja oglądałem śmiesnze obrazki i ściągałem muzykę z komputera brata, bo swojego w tamtym czasie z różnych przyczyn nie miałem. Pamiętam, że musiałem chyba kogoś stalkować na laście i pamiętam, że oprócz Motorhead odkryłem wówczas Spiritualized, które wrzucałem jakoś wieki temu przez co dużo wskazuje na to, że jestem jedyną osobą w dziejach, dla której te dwa projekty mają jakikolwiek wspólny mianownik.
A, coś o muzyce. No muzyka to generalnie brzmi tak, jak powinien brzmieć sztandarowy przedstawiciel gatunku. Szybko, dynamicznie, głośno. I tak, kurna, jest w tym przypadku. Idealny soundtrack pod burdę w podrzędnej spelunie czy inną scenę pościgu na harlejach. Ja to biorę w ciemno. A wy bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=86Iwytfa6ms
Przede wszystkim miło mi było czytać komplementy i miłe słowa na temat Genesis - zwłaszcza ze strony Murzyna, którego zwałem hejterem proga i jak zwykle fakty zaprzeczyły moim narracjom. Co prawda nadal nie wiem czy Musiał mnie pochwalił czy zbeształ (nie byłbym pewien czy w ogóle tego przesłuchał xD), ale już od dawna wychodzę z założenia, że nie muszę wszystkiego w życiu wiedzieć.
Motörhead - Ace of Spades
Nie lubicie rock and rolla?
Hallo Zgierz, Hallo Japonia, nie chcecie rock and rolla?
No i tak go prostytutka dostaniecie. Ale spokojnie, będzie krótko, więc może to jakoś przeżyjecie.
O tym, że MOTURHEAD wypadałoby tutaj wrzucić przypomniał mi tu swego czasu jeden z was, wrzucając wiadomo gdzie grafikę z soundtrackiem z bodaj THPS4, z której wynikało, że ja sam sprzedawałem kilka wrzut z niego i pod którą nawet napisałem, że jeden kawałek planuję wrzucić w bliżej niesprecyzowanej przyszłości. I, co za szok, ale ten bliżej niesprecyzowany moment ma miejsce właśnie teraz.
Nie będę tu pisać laurek dla Lemmy'ego, bo ja wiem, że był ikoną ROCKA AND ROLLA i tego stylu życia, który polegał na ruchaniu kresek oraz wciąganiu dup i szczerze mówiąc, jakoś tak nigdy to mi nie imponowało. Zresztą nie chcę tego pamiętać, wolę pamiętać to, że Hawkwind pamiętam jako całkiem-całkiem zespół, który znam stanowczo zbyt słabo i leży na hałdzie wstydu, a Motorhead było nie było wrzucam tutaj.
Laurki nie będzie choćby i z tego prostego faktu iż szczerze mówiąc nie znam zbyt wiele więcej, a sam utwór poznałem w dość abstrakcyjnych okolicznościach. Miało to miejsce jakoś na dzień przed moim pierwszym egzaminem maturalnym pisanym w maju 2011. Szczerze mówiąc, to był na tyle abstrakcyjny i dziwny (raczej w negatywny sposób) okres w moim życiu, że pamiętam go z jakichś szczątkowych wspomnień. Normalni ludzie wtedy pewnie siedzieli w podręcznikach do polajów i matematyk oraz powtarzali materiał, a ja?
A ja oglądałem śmiesnze obrazki i ściągałem muzykę z komputera brata, bo swojego w tamtym czasie z różnych przyczyn nie miałem. Pamiętam, że musiałem chyba kogoś stalkować na laście i pamiętam, że oprócz Motorhead odkryłem wówczas Spiritualized, które wrzucałem jakoś wieki temu przez co dużo wskazuje na to, że jestem jedyną osobą w dziejach, dla której te dwa projekty mają jakikolwiek wspólny mianownik.
A, coś o muzyce. No muzyka to generalnie brzmi tak, jak powinien brzmieć sztandarowy przedstawiciel gatunku. Szybko, dynamicznie, głośno. I tak, kurna, jest w tym przypadku. Idealny soundtrack pod burdę w podrzędnej spelunie czy inną scenę pościgu na harlejach. Ja to biorę w ciemno. A wy bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=86Iwytfa6ms
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wuja chce koniecznie wyrównać kolejki od poniedziałku do niedzieli.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Haelos - Another Universe
Powracamy ponownie do tego brytyjskiego zespołu trip-hopowego, który sam określa swoją muzykę jako "dark euphoria". Last.fm pokazuje, że pierwszy kontakt z nimi miałem w 2019r. Zawsze kojarzą mi się z London Grammar z powodu tego, że poznałem ich przypadkiem dokładnie w tym samym czasie. I przygoda z tymi obydwoma zespołami układała się bardzo podobnie, o ile nie identycznie. W owym 2019r. było trochę scrobbli i potem 4 lata przerwy. Ich pierwsze albumy uważałem wtedy za powiedzmy niezłe i tyle. Jakoś na tym moje zainteresowanie się czasowo zakończyło. Ale w trakcie trwania bestki utworowej przypomniałem sobie, że przecież lubiłem bardzo jeden utwór LG. Powróciłem więc do tego zespołu odkrywając przy okazji, że zespół ma już 3 albumy na koncie. Przy okazji niejako z automatu przypomniałem sobie o Haelos. I odkryłem, że Haelos poza znanym mi Full Circle ma też w dyskografii jeszcze jeden album z 2019r., który mi wcześniej umknął. I tak jak przepadłem w temacie LG za sprawą Californian Soil, tak oszalałem też na punkcie Haelos i ich drugiego albumu Any Random Kindness. Końcówka roku 2023 i cały 2024, to już było ostre eksploatowanie Haelos, a w szczególności Any Random Kindness właśnie.
Another Universe to otwieracz i zarazem trzeci singiel z tego albumu. Utwór utrzymany w spokojnym tempie. Lotti Benardout czaruje na wokalu, a klimat rozbraja mnie totalnie za każdym przesłuchaniem. Dla mnie rzecz absolutnie magiczna.
https://www.youtube.com/watch?v=sYt35uTJioA
Powracamy ponownie do tego brytyjskiego zespołu trip-hopowego, który sam określa swoją muzykę jako "dark euphoria". Last.fm pokazuje, że pierwszy kontakt z nimi miałem w 2019r. Zawsze kojarzą mi się z London Grammar z powodu tego, że poznałem ich przypadkiem dokładnie w tym samym czasie. I przygoda z tymi obydwoma zespołami układała się bardzo podobnie, o ile nie identycznie. W owym 2019r. było trochę scrobbli i potem 4 lata przerwy. Ich pierwsze albumy uważałem wtedy za powiedzmy niezłe i tyle. Jakoś na tym moje zainteresowanie się czasowo zakończyło. Ale w trakcie trwania bestki utworowej przypomniałem sobie, że przecież lubiłem bardzo jeden utwór LG. Powróciłem więc do tego zespołu odkrywając przy okazji, że zespół ma już 3 albumy na koncie. Przy okazji niejako z automatu przypomniałem sobie o Haelos. I odkryłem, że Haelos poza znanym mi Full Circle ma też w dyskografii jeszcze jeden album z 2019r., który mi wcześniej umknął. I tak jak przepadłem w temacie LG za sprawą Californian Soil, tak oszalałem też na punkcie Haelos i ich drugiego albumu Any Random Kindness. Końcówka roku 2023 i cały 2024, to już było ostre eksploatowanie Haelos, a w szczególności Any Random Kindness właśnie.
Another Universe to otwieracz i zarazem trzeci singiel z tego albumu. Utwór utrzymany w spokojnym tempie. Lotti Benardout czaruje na wokalu, a klimat rozbraja mnie totalnie za każdym przesłuchaniem. Dla mnie rzecz absolutnie magiczna.
https://www.youtube.com/watch?v=sYt35uTJioA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kolejka 5. (155.)
20. Bronski Beat - Smalltown Boy (dev)
21. Baby D - Take Me To Heaven (stripped)
22. Thomas Frinking - Frontside 360 (Hien)
23. Yves Tumor feat. James K - Licking An Orchid (Dragon)
24. Motörhead - Ace of Spades (mintaj)
25. Haelos - Another Universe (shodan)
20. Bronski Beat - Smalltown Boy (dev)
21. Baby D - Take Me To Heaven (stripped)
22. Thomas Frinking - Frontside 360 (Hien)
23. Yves Tumor feat. James K - Licking An Orchid (Dragon)
24. Motörhead - Ace of Spades (mintaj)
25. Haelos - Another Universe (shodan)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Bronski Beat - Smalltown Boy
Pomijając to, że numer kojarzy mi się z moją pierwszą dziewczyną, to generalnie nigdy go nie lubiłem. To wycie doprowadza mnie do szału. Włączyłem teraz, nie wiem po co, bo słyszałem miliony razy, i wyłączyłem po minucie. ciupciać Sommervilla i ten kawałek. Pamiętam, że mieli kilka innych utworów, które uważałem za spoko, ale nie za bardzo chce mi się teraz sprawdzać. Kwestia homofobii, to kompletnie osobna sprawa, oczywiście równie mocno jak ten numer, to należy ciupciać wszystkie objawy dyskryminacji względem ludzi o orientacji homo, itd. Niemniej, współczuję gejom takiego hymnu, to już lepiej włączyć sobie „We are Family”.
Baby D - Take Me To Heaven
Mudżyn, chcąc nie chcąc, startuje tam gdzie ja skończyłem w poprzedniej kolejce. Gdyby istniała encyklopedia 90sów, to ten numer mógłby się tam znaleźć jako rasowy przedstawiciel. Wokale, PIANINKO, te pady… od razu widzę siebie, ze swoim plecaczkiem, zasuwającego przez korytarz mojej szkoły. W kieszeni smerfne hity 2, na nogach kapcie z materiału na dywany, z tymi chamskimi gumowymi fragmentami, z których wychodziły węże. Śmiesznie się słucha takiej muzyki, jako czegoś retro. Wtedy to była muzyka świeża i pachniała przyszłością. Trudno było sobie wyobrazić, że coś może brzmieć nowocześniej, a dziś jest to muza trącąca domem starców. Mam trochę skojarzeń ze starym Bomb the Bass, ale Tim raczej nigdy nie wszedł po kolana w brejki, chociaż zdarzało mu się nawiązać. Zajebiste.
Yves Tumor - Licking An Orchid
Nocne pisanko by Smoku, piszę to żeby się Robert nie wkurwiał, że nikt go nie czyta, po prostu czasami nie da się do tego odnieść inaczej niż – przeczytałem, kiwnąłem głową w zadumie, nie mam nic do dodania, ani nie mam komentarza. Muzykę natomiast mogę skomentować (a co mi tam). Wokale są takie trudne do oceny, niby takie gadanie, ale ma coś w sobie, więc ostatecznie daję jednak plusa za nie, bo tworzą specyficzny klimat. Muzyka na wyoskim poziomie. Trochę chillowanka, potem edgy przesterowany pojazd po klawiszach, niby takie motywy się już zestarzały, ale nie dzieje się tu nic, co by generowała potrzebę pastwienia się, na szczęście moment jest krótki i nikt tu z niczym nie przeholował. Damskie outro zaskakujące i daje fajną i potrzebną kropkę nad i tego utworu. Nie wie, czy na długości całego albumu, nie byłoby to dla mnie zbyt mdłe, ale może to nie jest reprezentatywny utwór, albo po prostu lepiej zaryzykować i sprawdzić.
Motörhead - Ace of Spades
„Ace of Spades” usłyszałem pierwszy raz dosyć późno, bo koło 2002 r., kiedy w końcu zainstalowałem sobie Tonego Hawka 3. Na soundtracku, doskonałym jak zawsze, był ten kawałek. Zaletą gier THPS, poza zajebistym gameplayem i masą innych rzeczy, jest to, że jeśli gra się dużo, to niektóre kawałki słyszy się wielokrotnie, więc człowiek bezwiednie osłuchuje się z muzyką. Może gdybym słyszał to kilka razy w radiu, to bym mógł pomarudzić, choćby na wokal Lemmy’ego, ale jestem jednak w pozycji innej i mogę śmiało powiedzieć, że uwielbiam ten kawałek w 100%. Wokal jest fenomenalny, gitary masakrują taką niechlujnością jaką lubię, a sam kawałek, mimo że wcale nie brzmi jakby odkryto tu Amerykę, to myślę, że przynajmniej kilka Stanów i Brazylię dla mnie odkrył kiedy byłem tym wesołym 16latkiem, słuchającym na co dzień Depeche Mode. Zawsze będę wdzięczny serii THPS, że od zaplecza i łomem otwierała mi głowę na muzykę, która nie miała mi się wtedy prawa podobać.
Haelos - Another Universe
Moje pierwsze skojarzenie to Recoil, więc Wuja powinien być zadowolony. Skojarzenie to nie tyczy się może w 100% samego brzmienia, ale architektura numeru, ilości wszystkiego, trącą Alanem. Fragmenty orkiestrowe przywodzą mi na myśl ambientową wersję „subHuman”, jest sporo samplowania w tle i to takiego ciekawego, nic nie wychodzi za bardzo na pierwszy plan, tylko tworzy zapleczowe atmosfery. Bałem się wejścia bitu, bo to mogło wszystko zniszczyć. W pierwszej połowie utworu, jest kilka momentów kiedy wydaje się, że Haelos pękną i wjadą z jakimś standardowym loopem, ale to się nie dzieje. Kiedy w końcu wchodzi perksuja, to brzmi zupełnie inaczej niż się spodziewałem, czy raczej obawiałem. Może nie jest to coś czego kawałek potrzebował, ale wybrnęli i tak z klasą. Potem jakieś dźwięki, pejzażowe granie na padach, subtelne skrzypce, no powiem szczerze, że dawno Wuja nie zapodał czegoś tak interesującego, a zarazem klimatycznego. Ten przepych tu nie odrzuca, wiedzieli kiedy powiedzieć sobie stop. Jeżeli na coś miałbym narzekać, to może na zbyt wypolerowane, syntetyczne brzmienie, no ale nie będę srał na laurkę z takiego powodu.
Pomijając to, że numer kojarzy mi się z moją pierwszą dziewczyną, to generalnie nigdy go nie lubiłem. To wycie doprowadza mnie do szału. Włączyłem teraz, nie wiem po co, bo słyszałem miliony razy, i wyłączyłem po minucie. ciupciać Sommervilla i ten kawałek. Pamiętam, że mieli kilka innych utworów, które uważałem za spoko, ale nie za bardzo chce mi się teraz sprawdzać. Kwestia homofobii, to kompletnie osobna sprawa, oczywiście równie mocno jak ten numer, to należy ciupciać wszystkie objawy dyskryminacji względem ludzi o orientacji homo, itd. Niemniej, współczuję gejom takiego hymnu, to już lepiej włączyć sobie „We are Family”.
Baby D - Take Me To Heaven
Mudżyn, chcąc nie chcąc, startuje tam gdzie ja skończyłem w poprzedniej kolejce. Gdyby istniała encyklopedia 90sów, to ten numer mógłby się tam znaleźć jako rasowy przedstawiciel. Wokale, PIANINKO, te pady… od razu widzę siebie, ze swoim plecaczkiem, zasuwającego przez korytarz mojej szkoły. W kieszeni smerfne hity 2, na nogach kapcie z materiału na dywany, z tymi chamskimi gumowymi fragmentami, z których wychodziły węże. Śmiesznie się słucha takiej muzyki, jako czegoś retro. Wtedy to była muzyka świeża i pachniała przyszłością. Trudno było sobie wyobrazić, że coś może brzmieć nowocześniej, a dziś jest to muza trącąca domem starców. Mam trochę skojarzeń ze starym Bomb the Bass, ale Tim raczej nigdy nie wszedł po kolana w brejki, chociaż zdarzało mu się nawiązać. Zajebiste.
Yves Tumor - Licking An Orchid
Nocne pisanko by Smoku, piszę to żeby się Robert nie wkurwiał, że nikt go nie czyta, po prostu czasami nie da się do tego odnieść inaczej niż – przeczytałem, kiwnąłem głową w zadumie, nie mam nic do dodania, ani nie mam komentarza. Muzykę natomiast mogę skomentować (a co mi tam). Wokale są takie trudne do oceny, niby takie gadanie, ale ma coś w sobie, więc ostatecznie daję jednak plusa za nie, bo tworzą specyficzny klimat. Muzyka na wyoskim poziomie. Trochę chillowanka, potem edgy przesterowany pojazd po klawiszach, niby takie motywy się już zestarzały, ale nie dzieje się tu nic, co by generowała potrzebę pastwienia się, na szczęście moment jest krótki i nikt tu z niczym nie przeholował. Damskie outro zaskakujące i daje fajną i potrzebną kropkę nad i tego utworu. Nie wie, czy na długości całego albumu, nie byłoby to dla mnie zbyt mdłe, ale może to nie jest reprezentatywny utwór, albo po prostu lepiej zaryzykować i sprawdzić.
Motörhead - Ace of Spades
„Ace of Spades” usłyszałem pierwszy raz dosyć późno, bo koło 2002 r., kiedy w końcu zainstalowałem sobie Tonego Hawka 3. Na soundtracku, doskonałym jak zawsze, był ten kawałek. Zaletą gier THPS, poza zajebistym gameplayem i masą innych rzeczy, jest to, że jeśli gra się dużo, to niektóre kawałki słyszy się wielokrotnie, więc człowiek bezwiednie osłuchuje się z muzyką. Może gdybym słyszał to kilka razy w radiu, to bym mógł pomarudzić, choćby na wokal Lemmy’ego, ale jestem jednak w pozycji innej i mogę śmiało powiedzieć, że uwielbiam ten kawałek w 100%. Wokal jest fenomenalny, gitary masakrują taką niechlujnością jaką lubię, a sam kawałek, mimo że wcale nie brzmi jakby odkryto tu Amerykę, to myślę, że przynajmniej kilka Stanów i Brazylię dla mnie odkrył kiedy byłem tym wesołym 16latkiem, słuchającym na co dzień Depeche Mode. Zawsze będę wdzięczny serii THPS, że od zaplecza i łomem otwierała mi głowę na muzykę, która nie miała mi się wtedy prawa podobać.
Haelos - Another Universe
Moje pierwsze skojarzenie to Recoil, więc Wuja powinien być zadowolony. Skojarzenie to nie tyczy się może w 100% samego brzmienia, ale architektura numeru, ilości wszystkiego, trącą Alanem. Fragmenty orkiestrowe przywodzą mi na myśl ambientową wersję „subHuman”, jest sporo samplowania w tle i to takiego ciekawego, nic nie wychodzi za bardzo na pierwszy plan, tylko tworzy zapleczowe atmosfery. Bałem się wejścia bitu, bo to mogło wszystko zniszczyć. W pierwszej połowie utworu, jest kilka momentów kiedy wydaje się, że Haelos pękną i wjadą z jakimś standardowym loopem, ale to się nie dzieje. Kiedy w końcu wchodzi perksuja, to brzmi zupełnie inaczej niż się spodziewałem, czy raczej obawiałem. Może nie jest to coś czego kawałek potrzebował, ale wybrnęli i tak z klasą. Potem jakieś dźwięki, pejzażowe granie na padach, subtelne skrzypce, no powiem szczerze, że dawno Wuja nie zapodał czegoś tak interesującego, a zarazem klimatycznego. Ten przepych tu nie odrzuca, wiedzieli kiedy powiedzieć sobie stop. Jeżeli na coś miałbym narzekać, to może na zbyt wypolerowane, syntetyczne brzmienie, no ale nie będę srał na laurkę z takiego powodu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Motörhead - Ace of Spades
Pozwolę sobie zacząć od numerów które już znam i nawet nie kolejno bo mentosa wezmę na pierwszy ogień. Ejs of spejds znam prawdopodobnie dzięki najstarszemu z moich braci siedzącemu bardziej w gitarowych klimatach. W sumie nie bardzo nawet wiem co tu można napisać, jest to największy przebój tej grupy o ile mi wiadomo i nawet nie znam innego ich utworu, fajne energiczne metalowe rżnięcie o jakim już chyba wiecie że je nawet lubię, wszak sam wrzucałem do bestki Girlschool - żeńską kapelę heavy metalową wypromowaną przez Lemmy'ego we wlasnej osobie. Pomimo bycia znanym z bycia Murzynem tego forum mam w sobie nadal jakiś tam kucowaty pierwiastek i od wielkiego dzwonu mogę posłuchać takiej muzy. W THPS 3 nigdy nie grałem ale w sumie kawałek śmierdzi tym klimatem na kilometr. Osobiście nie wiem czy poświęcałbym slot na takiego "Enjoya" dla samego rzucania hitem ale to nie moja 25. na szczęście.
Bronski Beat - Smalltown Boy
Patrząc na zestaw tej kolejki spodziewałem się że to właśnie ten numer będzie takim najdobitniejszym wzruszeniem ramion dla mnie, ale chyba jednak nie? W ogóle przypomniało mi się z miejsca usłyszenie tego numeru w radyjku nocą jak miałem jakieś 12 lat może i zastanawiam się czy to nie był mój taki pierwszy świadomy kontakt z tym utworem. Choć tu również obcujemy z typowym "Enjoyem" w tym wypadku jednak dev dorzucił trochę jakiegoś backgroundu który pozwala nieco bardziej relować z kawałkiem. Ponadczasowy hymn który można jak widać interpretować szerzej niż tylko w ujęciu tematyki homofobii, a ja zawsze cenię sobie taką wieloznaczność i uniwersalność w muzyce (bądźmy szczerzy, to jeden z powodów dla którego Depeche Mode zostało moim ulubionym zespołem). Proste, zapamiętywalne melodie, fajny przekaz, doskonały vibe, klasyk po prostu, fajnie było tu wrócić. Żeby tylko nasz forumowy smalltown boy wrócił cało z tych wojaży po wielkim mieście
Thomas Frinking - Frontline 360
O, duże zaskoczenie ze strony Hiena. Fajnie że nasz kolega lubuje się w eurosportowych jinglach i dzięki temu serwuje potem taką muzyczkę. Trapowy bit, mid-range synthy, brzmi to fajnie, świeżo, lekko i ma spoko energię. Całkiem dobry numer jak na takie granie, dołączę go sobie do kilku jemu podobnych które mam w zanadrzu. Myślę że to dobry znak od losu że mógłbym w końcu i ja otworzyć przed Wami szufladę która wciąż czeka na rozpieczętowanie od początku bestki. Miłe zaskoczenie ten kawałek.
Yves Tumor feat. James K - Licking An Orchid
I kolejny przedstawiciel świeższego podejścia do elektroniki, wiosna wjeżdża do bestki na pełnej - bo dla mnie w sumie z elektroniką wiosna najbardziej się kojarzy od zawsze, tym bardziej taką rozmytą, subtelniejszą, lżejszą jakby. Tu jest lirycznie na smutno, jest tak jak Dragon wspomniał ten klimat niepewności, przedstawienie jakby tej sytuacji kiedy CHCIEĆ rozjeżdża się z MÓC. Dwie osoby, masa uczuć i różne przeszkody od losu. Numer nazywa się Licking An Orchid ale wydaje mi się że bardziej mówi o takim lizaniu cukierka przez papierek heh. To są klimaty z którymi mocno relowałem latami tkwiąc w przeróżnych nieudanych sytuacjach romantycznych, w tle była wtedy też odpowiednia muzyka do nich, zatem kolejna inspirujaca wrzuta w tej kolejce. Fajnie, propsuję.
Haelos - Another Universe
Haelos numer 2 czyli dobry dubel nie jest zły. Ciepło wspominam bestkowy debiut tej grupy i czekałem na kolejne odcinki, choć myślałem że może to będzie długograj. Trzecia wrzuta w tej kolejce w nowszych elektronicznych klimatach i co tu dużo mówić - pomimo tego że klasyki są fajne to jednak nowinki tym razem górą. Tu Haelos w bardziej smuteczkowym wydaniu jakby, ten bicik który wjeżdża z czasem mi akurat jak najbardziej siedzi bo jest taki w stylu Bonobo tudzież Four Teta, numer nabiera wtedy innego wyrazu dla mnie i nie jest jedynie smutkowaniem. Ja zresztą bardzo lubię połączenia smutnych vibe'ów z mniej lub bardziej tanecznymi rytmami. Naprawdę ładny numer, z tym bandem Wujas nie chybia.
Kurczę znów naprawdę smakowita kolejeczka mogę powiedzieć, do pełni szczęścia brakło o tyle że dwa numery jednak srogo osłuchane były więc mi to nie wniosło za wiele ale ogólnie ładnie dajecie do pieca, bestka coraz lepsza z czasem. No i dzięki tej kolejeczce mogłem skorygować sobie plany na resztę tej 25., dzięki za inspiracje!
Pozwolę sobie zacząć od numerów które już znam i nawet nie kolejno bo mentosa wezmę na pierwszy ogień. Ejs of spejds znam prawdopodobnie dzięki najstarszemu z moich braci siedzącemu bardziej w gitarowych klimatach. W sumie nie bardzo nawet wiem co tu można napisać, jest to największy przebój tej grupy o ile mi wiadomo i nawet nie znam innego ich utworu, fajne energiczne metalowe rżnięcie o jakim już chyba wiecie że je nawet lubię, wszak sam wrzucałem do bestki Girlschool - żeńską kapelę heavy metalową wypromowaną przez Lemmy'ego we wlasnej osobie. Pomimo bycia znanym z bycia Murzynem tego forum mam w sobie nadal jakiś tam kucowaty pierwiastek i od wielkiego dzwonu mogę posłuchać takiej muzy. W THPS 3 nigdy nie grałem ale w sumie kawałek śmierdzi tym klimatem na kilometr. Osobiście nie wiem czy poświęcałbym slot na takiego "Enjoya" dla samego rzucania hitem ale to nie moja 25. na szczęście.
Bronski Beat - Smalltown Boy
Patrząc na zestaw tej kolejki spodziewałem się że to właśnie ten numer będzie takim najdobitniejszym wzruszeniem ramion dla mnie, ale chyba jednak nie? W ogóle przypomniało mi się z miejsca usłyszenie tego numeru w radyjku nocą jak miałem jakieś 12 lat może i zastanawiam się czy to nie był mój taki pierwszy świadomy kontakt z tym utworem. Choć tu również obcujemy z typowym "Enjoyem" w tym wypadku jednak dev dorzucił trochę jakiegoś backgroundu który pozwala nieco bardziej relować z kawałkiem. Ponadczasowy hymn który można jak widać interpretować szerzej niż tylko w ujęciu tematyki homofobii, a ja zawsze cenię sobie taką wieloznaczność i uniwersalność w muzyce (bądźmy szczerzy, to jeden z powodów dla którego Depeche Mode zostało moim ulubionym zespołem). Proste, zapamiętywalne melodie, fajny przekaz, doskonały vibe, klasyk po prostu, fajnie było tu wrócić. Żeby tylko nasz forumowy smalltown boy wrócił cało z tych wojaży po wielkim mieście
Thomas Frinking - Frontline 360
O, duże zaskoczenie ze strony Hiena. Fajnie że nasz kolega lubuje się w eurosportowych jinglach i dzięki temu serwuje potem taką muzyczkę. Trapowy bit, mid-range synthy, brzmi to fajnie, świeżo, lekko i ma spoko energię. Całkiem dobry numer jak na takie granie, dołączę go sobie do kilku jemu podobnych które mam w zanadrzu. Myślę że to dobry znak od losu że mógłbym w końcu i ja otworzyć przed Wami szufladę która wciąż czeka na rozpieczętowanie od początku bestki. Miłe zaskoczenie ten kawałek.
Yves Tumor feat. James K - Licking An Orchid
I kolejny przedstawiciel świeższego podejścia do elektroniki, wiosna wjeżdża do bestki na pełnej - bo dla mnie w sumie z elektroniką wiosna najbardziej się kojarzy od zawsze, tym bardziej taką rozmytą, subtelniejszą, lżejszą jakby. Tu jest lirycznie na smutno, jest tak jak Dragon wspomniał ten klimat niepewności, przedstawienie jakby tej sytuacji kiedy CHCIEĆ rozjeżdża się z MÓC. Dwie osoby, masa uczuć i różne przeszkody od losu. Numer nazywa się Licking An Orchid ale wydaje mi się że bardziej mówi o takim lizaniu cukierka przez papierek heh. To są klimaty z którymi mocno relowałem latami tkwiąc w przeróżnych nieudanych sytuacjach romantycznych, w tle była wtedy też odpowiednia muzyka do nich, zatem kolejna inspirujaca wrzuta w tej kolejce. Fajnie, propsuję.
Haelos - Another Universe
Haelos numer 2 czyli dobry dubel nie jest zły. Ciepło wspominam bestkowy debiut tej grupy i czekałem na kolejne odcinki, choć myślałem że może to będzie długograj. Trzecia wrzuta w tej kolejce w nowszych elektronicznych klimatach i co tu dużo mówić - pomimo tego że klasyki są fajne to jednak nowinki tym razem górą. Tu Haelos w bardziej smuteczkowym wydaniu jakby, ten bicik który wjeżdża z czasem mi akurat jak najbardziej siedzi bo jest taki w stylu Bonobo tudzież Four Teta, numer nabiera wtedy innego wyrazu dla mnie i nie jest jedynie smutkowaniem. Ja zresztą bardzo lubię połączenia smutnych vibe'ów z mniej lub bardziej tanecznymi rytmami. Naprawdę ładny numer, z tym bandem Wujas nie chybia.
Kurczę znów naprawdę smakowita kolejeczka mogę powiedzieć, do pełni szczęścia brakło o tyle że dwa numery jednak srogo osłuchane były więc mi to nie wniosło za wiele ale ogólnie ładnie dajecie do pieca, bestka coraz lepsza z czasem. No i dzięki tej kolejeczce mogłem skorygować sobie plany na resztę tej 25., dzięki za inspiracje!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Bronski Beat Smalltown Boy
Mnie to nie ma czego współczuć szczególnie. Dobry kawałek, który tylko zyskuje w kontekście opisywanym przez poprzedników. Historia z nerwem, napięciem, zawsze to było dla mnie bardziej Run Away niż Smalltown Boy. W dzieciństwie lekcja nazywania piosenek nie zawsze na podstawie tego, co jest w tekście, była dopiero przede mną. Sympatyczny klubowy akcent trochę na osłodę. Poza tym numerem twórczości Sommervilla nie znam za bardzo. Szanuję przegiętą estetykę i zdolności wokalne, ale mimo pojedynczych prób nic z tego. Pozytywny występ w Orlando. Oczywiście numer również słyszany w polskim teatrze. Trochę Dolan, trochę WRPD, czyli Tom na wsi w TRze Warszawa. Zdaje się tam to słyszałem - pasuje idealnie do gejowego moralnego niepokoju w małomiasteczkowej scenerii. Sam z siebie wracam dość rzadko, choć od zawsze żywię elementarny szacunek. Z Wałbrzycha nie ma co uciekać (wyłącznie) z tego powodu.
Baby D Take Me To Heaven
Ładnie Jacek mówi, ładnie uczy depeszforumowe gremium różnic w tej tak zwanej kulturze REJWU. Za pierwszym razem kręciłem nosem, ale następnego dnia ruszyło z zaskoczenia. Pianinko wciąż najgorszym elementem... w sensie najmniej dobrym, choć wciąż dobrym. Można stąd śmiało wyciągnąć tak dużo inspiracji na przyszłość, jak i śladów historycznych. Między housem, spokojniejszym dnb oraz Orbitalem. Nie ukrywam, że ten kwasowy mostek z basowym przyłożeniem to jest najlepszy fragment. Cała reszta również nieźle buja, ale tam dzieją się rzeczy piękne, stricte rejwowe z epoki. Początkowo nie mogłem w głowie połączyć kropek. Takie uroki eklektycznych poszukiwań, po prostu. Fajne, tylko czy jest jakiś stricte acid dub remiks tego dzieła hehhe
Thomas Frinking Frontside 360
Jurosport to już nie jest mój Jurosport od momentu sprzedania stacji w ręce Discovery. Pozbyli się Wattsa, większej siatki wersji językowych na satelicie, a ostatnia zmiana logotypu to już był cios w serduszko. Mimo to dalej dowożą przy okazji realizacji transmisji tenisowych, świetna robota na igrzyskach... to chyba wciąż najczęściej oglądana przeze mnie telewizja sportowa. Wiele wspomnień mógłbym przywołać, ale lepiej poświęcić uwagę bardzo dobremu bangerowi zapodanemu przez Hiena. Na takie kontrasty mogę się pisać. Pięć kilo munlupizmów, a raz na jakiś czas podobne zaskoczenia i ja wciąż jestem w tym bez reszty. Atmosferyczny trapik godny uniwersum TTT2, tyle że bez orientalnych naleciałości. Więcej przestrzeni, lekkości, duużo przyjemnych brzmień. Muzycznie wciąż Jurosport potrafi dowieźć rzeczy, które zostają w głowie. Charakterne na tyle, by chcieć wracać samemu, czuć wręcz niedosyt przy odpowiednio małej dawce, ale to wciąż dobra muzyka tła, gotowa do puszczenia pod spoty promocyjne, zapowiedzi, portfolio stacji. Ten bezczas wspomniany przez Jakuba, znaczy się czas zawieszenia... ja to czuję. Bingo.
Motörhead Ace of Spades
Well... zdecydowanie bardziej wyobrażam sobie naukę pod maturę w stylu sebowym niż siedzenie przy książkach, no c'mon xD Przeglądanie portali muzycznych, kocie podchody do różnych piękności, wycieczki dookoła Wałbrzycha, a w domu co najwyżej lektury z własnego kręgu zainteresowań - po prostu mnóstwo wyciągałem z zajęć. W podobnej sytuacji widziałbym siebie sięgającego po Motorhead. Jakiś ranking, rzeczy niezbędne do poznania przez kopnięciem w kalendarz albo punkt wyjścia do znajomości z ciekawą osobą. Gdyby nie to, że jedyne interakcje z uniwersum Motorhead to skojarzenia z menelsko-lumpiarskim stylem życia fanatyków, to nawet w tej hipotetycznej opowieści byłby happy end. Koniec końców wychodzi mi inaczej, nawet młodsi fani są na tyle specyficzni, że w zderzeniu na żywo budzą mój dystans (delikatnie powiedziane). Sam numer zdecydowanie przerasta jakiekolwiek potencjalne konteksty. Jeśli nawet ja go kojarzę... to pewnie o czymś świadczy. Całkiem ostre łojenie z charakterną melodią tytułową. Wokal speluniarski, ale w konwencji łostrego grania sprawdza się prawidłowo. Inna sprawa, że ja się szybko spalam przy trochę dłuższym kontakcie z takim graniem. W formie krótkiej wrzutki do bestki jak najbardziej pasuje, więcej nie trzeba.
Haelos Another Universe
Stylistyczny i brzmieniowy groch z kapustą. Częściowo mógłbym przekleić wrażenia z poprzedniej wizyty Haelos w naszym świecie. Na plus elektronika, solidne basy, tak do połowy to się jakoś spina. Potem rozciągnięte dla samego rozciągnięcia, smyki robią z tego taką zerową muzykę radiową. Chłód i surowość całej reszty spokojnie by wystarczyły. Nie chcę się szarpać z etykietkami gatunkowymi, ale ja tu żadnych trip hopów nie słyszę. Indie elektronika godnie wyprodukowana z drobnymi błyskotkami stylistycznymi - można było to zmieścić w trzech minutach na luzie. Ten chłop na wokalu zbędny. Solidny średniaczek do szybkiego zapomnienia, poza brassami synthowymi tu się nic więcej nie dzieje.
Mnie to nie ma czego współczuć szczególnie. Dobry kawałek, który tylko zyskuje w kontekście opisywanym przez poprzedników. Historia z nerwem, napięciem, zawsze to było dla mnie bardziej Run Away niż Smalltown Boy. W dzieciństwie lekcja nazywania piosenek nie zawsze na podstawie tego, co jest w tekście, była dopiero przede mną. Sympatyczny klubowy akcent trochę na osłodę. Poza tym numerem twórczości Sommervilla nie znam za bardzo. Szanuję przegiętą estetykę i zdolności wokalne, ale mimo pojedynczych prób nic z tego. Pozytywny występ w Orlando. Oczywiście numer również słyszany w polskim teatrze. Trochę Dolan, trochę WRPD, czyli Tom na wsi w TRze Warszawa. Zdaje się tam to słyszałem - pasuje idealnie do gejowego moralnego niepokoju w małomiasteczkowej scenerii. Sam z siebie wracam dość rzadko, choć od zawsze żywię elementarny szacunek. Z Wałbrzycha nie ma co uciekać (wyłącznie) z tego powodu.
Baby D Take Me To Heaven
Ładnie Jacek mówi, ładnie uczy depeszforumowe gremium różnic w tej tak zwanej kulturze REJWU. Za pierwszym razem kręciłem nosem, ale następnego dnia ruszyło z zaskoczenia. Pianinko wciąż najgorszym elementem... w sensie najmniej dobrym, choć wciąż dobrym. Można stąd śmiało wyciągnąć tak dużo inspiracji na przyszłość, jak i śladów historycznych. Między housem, spokojniejszym dnb oraz Orbitalem. Nie ukrywam, że ten kwasowy mostek z basowym przyłożeniem to jest najlepszy fragment. Cała reszta również nieźle buja, ale tam dzieją się rzeczy piękne, stricte rejwowe z epoki. Początkowo nie mogłem w głowie połączyć kropek. Takie uroki eklektycznych poszukiwań, po prostu. Fajne, tylko czy jest jakiś stricte acid dub remiks tego dzieła hehhe
Thomas Frinking Frontside 360
Jurosport to już nie jest mój Jurosport od momentu sprzedania stacji w ręce Discovery. Pozbyli się Wattsa, większej siatki wersji językowych na satelicie, a ostatnia zmiana logotypu to już był cios w serduszko. Mimo to dalej dowożą przy okazji realizacji transmisji tenisowych, świetna robota na igrzyskach... to chyba wciąż najczęściej oglądana przeze mnie telewizja sportowa. Wiele wspomnień mógłbym przywołać, ale lepiej poświęcić uwagę bardzo dobremu bangerowi zapodanemu przez Hiena. Na takie kontrasty mogę się pisać. Pięć kilo munlupizmów, a raz na jakiś czas podobne zaskoczenia i ja wciąż jestem w tym bez reszty. Atmosferyczny trapik godny uniwersum TTT2, tyle że bez orientalnych naleciałości. Więcej przestrzeni, lekkości, duużo przyjemnych brzmień. Muzycznie wciąż Jurosport potrafi dowieźć rzeczy, które zostają w głowie. Charakterne na tyle, by chcieć wracać samemu, czuć wręcz niedosyt przy odpowiednio małej dawce, ale to wciąż dobra muzyka tła, gotowa do puszczenia pod spoty promocyjne, zapowiedzi, portfolio stacji. Ten bezczas wspomniany przez Jakuba, znaczy się czas zawieszenia... ja to czuję. Bingo.
Motörhead Ace of Spades
Well... zdecydowanie bardziej wyobrażam sobie naukę pod maturę w stylu sebowym niż siedzenie przy książkach, no c'mon xD Przeglądanie portali muzycznych, kocie podchody do różnych piękności, wycieczki dookoła Wałbrzycha, a w domu co najwyżej lektury z własnego kręgu zainteresowań - po prostu mnóstwo wyciągałem z zajęć. W podobnej sytuacji widziałbym siebie sięgającego po Motorhead. Jakiś ranking, rzeczy niezbędne do poznania przez kopnięciem w kalendarz albo punkt wyjścia do znajomości z ciekawą osobą. Gdyby nie to, że jedyne interakcje z uniwersum Motorhead to skojarzenia z menelsko-lumpiarskim stylem życia fanatyków, to nawet w tej hipotetycznej opowieści byłby happy end. Koniec końców wychodzi mi inaczej, nawet młodsi fani są na tyle specyficzni, że w zderzeniu na żywo budzą mój dystans (delikatnie powiedziane). Sam numer zdecydowanie przerasta jakiekolwiek potencjalne konteksty. Jeśli nawet ja go kojarzę... to pewnie o czymś świadczy. Całkiem ostre łojenie z charakterną melodią tytułową. Wokal speluniarski, ale w konwencji łostrego grania sprawdza się prawidłowo. Inna sprawa, że ja się szybko spalam przy trochę dłuższym kontakcie z takim graniem. W formie krótkiej wrzutki do bestki jak najbardziej pasuje, więcej nie trzeba.
Haelos Another Universe
Stylistyczny i brzmieniowy groch z kapustą. Częściowo mógłbym przekleić wrażenia z poprzedniej wizyty Haelos w naszym świecie. Na plus elektronika, solidne basy, tak do połowy to się jakoś spina. Potem rozciągnięte dla samego rozciągnięcia, smyki robią z tego taką zerową muzykę radiową. Chłód i surowość całej reszty spokojnie by wystarczyły. Nie chcę się szarpać z etykietkami gatunkowymi, ale ja tu żadnych trip hopów nie słyszę. Indie elektronika godnie wyprodukowana z drobnymi błyskotkami stylistycznymi - można było to zmieścić w trzech minutach na luzie. Ten chłop na wokalu zbędny. Solidny średniaczek do szybkiego zapomnienia, poza brassami synthowymi tu się nic więcej nie dzieje.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
a tu coś się ruszy?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Będę swojego dziś wieczorem, Waszego popołudnia
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Tak, wiemy, jesteś w Chinach
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jp jaka żenada
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Bronski Beat - Smalltown Boy
Nie przepadam gdy ktoś wrzuca tak znane utwory, bo mnie osobiście nic to nowego do świata muzyki nie dodaje. Ale oczywiście rozumiem takie zagrywki, z których sam czasami jestem zmuszony skorzystać. To jest bestka i każdy przedstawia swoje ulubione utwory bez względu na to, czy są szerzej znane, czy też nie. Smalltown boy to dobry utwór. Nigdy nie porwał mnie na tyle, żebym sam z siebie go włączał, albo chciał przesłuchać np. cały album, ale jednak lubię go i jak gdzieś leci, to słucham z pewną dozą przyjemności nawet. Mnie głos Sommerville’a kompletnie nie przeszkadza. Utwór jest melodyjny i dobrze zaaranżowany. Zagrywka na klawiszach bardzo charakterystyczna i zapamiętywalna. Jest ok. Co do tekstu – jest dosyć smutny, bo opowiada o braku akceptacji środowiska dla czyjejś odmienności. Teraz nie jest to już raczej powód do znoszenia upokorzeń. Wszędzie wokół spotyka się osoby o odmiennej orientacji seksualnej i nikt nie robi z tego tytułu problemu. Ale wierzę, że te 30-40 lat temu wcale nie było tak kolorowo.
Baby D - Take Me To Heaven
Od wejścia czuć tutaj lata 90’. Rzeczywiście to co wtedy wydawało się czymś na czasie mocno się do dziś zestarzało. Sporo muzyki z tamtego okresu już do mnie w ogóle nie przemawia z tego powodu. Ale Take Me To Heaven jest całkiem spoko utworem. Nie jakimś porywającym, ale jednak spoko. Najlepsze elementy tego utworu to perkusja i bas. Całkiem ciekawy jest też mostek. Wokal całkiem przyzwoity ale tylko tyle. Lubię bardzo pianino, choć akurat tutaj ono szału nie robi. Ogólnie dobry utwór choć pewnie w latach 90’ zrobiłby na mnie większe wrażenie.
Thomas Frinking – Frontside 360
Lubię bardzo Eurosport i zawsze jak tylko istnieje wybór między oglądaniem danej transmisji w Eurosporcie lub na innej platformie, ja wybiorę Eurosport. W dużej mierze ze względu na komentatorów, ale nie tyko. Te ich spoty reklamowe też są bardzo fajne. Prezentują fragmenty różnych dyscyplin sportowych w towarzystwie dobrze dobranej muzyki. Jestem pewien, że Frontside 360 nie raz słyszałem, choć tego nie pamiętam. Pewnie nigdy do tych muzycznych podkładów nie przywiązywałem jakiejś szczególnej uwagi traktując je jako tło pod obraz po prostu. Ale tutaj nam Hien wyłuskał konkretny utwór i muszę przyznać, że to kawałek całkiem dobrej muzyki. Świetnie robi za tło muzyczne w Eurosporcie, ale jako samodzielny utwór też daje radę. Przyjemne brzmienia w towarzystwie nieco wycofanych wokali robią niezły klimat.
Yves Tumor - Licking An Orchid (feat. James K)
No ja opisy Dragona też czytam jak najbardziej, choć przyznaję, że często mam problemy ze zrozumieniem. Co do muzyki - utwór dosyć udanie wkomponował się w tę kolejkę za utworem Hiena. Całkiem dobra rzecz. Podoba mi się ta delikatna gitara i praca perkusji. Damsko-męskie wokale też spoko. Po paru przesłuchaniach melodia wkręca się do głowy. Generalnie klimat dosyć przyjemnie chillujący z lekkim „wzmocnieniem” że tak powiem w drugiej części utworu. Ale wcale to w niczym nie przeszkadza.
Motörhead - Ace of Spades
No fakt, że ja nie lubię Rock and rolla. W ogóle nie znoszę jakichkolwiek odmian metalu. Mimo tego Ace of Spades nawet mnie nie wkurzyło. A to już duży sukces przy tego rodzaju muzyce. Kojarzę nazwę zespołu od dawna. Doskonale kojarzę też facjatę frontmana. Widywałem go kiedyś w pismach muzycznych i na modnych wtedy plakatach. Utwór jest krótki, zwarty, szybki. Gitary całkiem nieźle chodzą (mimo, że mnie i tak nie ruszają). Wokalista nawet śpiewa w odróżnieniu od wielu innych metalowców sprawiających wrażenie wymiotujących. No nie zapiszę sobie tego utworu na żadnej playliście ani nawet więcej nie włączę z własnej woli. Ale posłuchałem i przeżyłem bez walenia głową w ścianę, co samo w sobie jest prawie pochwałą.
Nie przepadam gdy ktoś wrzuca tak znane utwory, bo mnie osobiście nic to nowego do świata muzyki nie dodaje. Ale oczywiście rozumiem takie zagrywki, z których sam czasami jestem zmuszony skorzystać. To jest bestka i każdy przedstawia swoje ulubione utwory bez względu na to, czy są szerzej znane, czy też nie. Smalltown boy to dobry utwór. Nigdy nie porwał mnie na tyle, żebym sam z siebie go włączał, albo chciał przesłuchać np. cały album, ale jednak lubię go i jak gdzieś leci, to słucham z pewną dozą przyjemności nawet. Mnie głos Sommerville’a kompletnie nie przeszkadza. Utwór jest melodyjny i dobrze zaaranżowany. Zagrywka na klawiszach bardzo charakterystyczna i zapamiętywalna. Jest ok. Co do tekstu – jest dosyć smutny, bo opowiada o braku akceptacji środowiska dla czyjejś odmienności. Teraz nie jest to już raczej powód do znoszenia upokorzeń. Wszędzie wokół spotyka się osoby o odmiennej orientacji seksualnej i nikt nie robi z tego tytułu problemu. Ale wierzę, że te 30-40 lat temu wcale nie było tak kolorowo.
Baby D - Take Me To Heaven
Od wejścia czuć tutaj lata 90’. Rzeczywiście to co wtedy wydawało się czymś na czasie mocno się do dziś zestarzało. Sporo muzyki z tamtego okresu już do mnie w ogóle nie przemawia z tego powodu. Ale Take Me To Heaven jest całkiem spoko utworem. Nie jakimś porywającym, ale jednak spoko. Najlepsze elementy tego utworu to perkusja i bas. Całkiem ciekawy jest też mostek. Wokal całkiem przyzwoity ale tylko tyle. Lubię bardzo pianino, choć akurat tutaj ono szału nie robi. Ogólnie dobry utwór choć pewnie w latach 90’ zrobiłby na mnie większe wrażenie.
Thomas Frinking – Frontside 360
Lubię bardzo Eurosport i zawsze jak tylko istnieje wybór między oglądaniem danej transmisji w Eurosporcie lub na innej platformie, ja wybiorę Eurosport. W dużej mierze ze względu na komentatorów, ale nie tyko. Te ich spoty reklamowe też są bardzo fajne. Prezentują fragmenty różnych dyscyplin sportowych w towarzystwie dobrze dobranej muzyki. Jestem pewien, że Frontside 360 nie raz słyszałem, choć tego nie pamiętam. Pewnie nigdy do tych muzycznych podkładów nie przywiązywałem jakiejś szczególnej uwagi traktując je jako tło pod obraz po prostu. Ale tutaj nam Hien wyłuskał konkretny utwór i muszę przyznać, że to kawałek całkiem dobrej muzyki. Świetnie robi za tło muzyczne w Eurosporcie, ale jako samodzielny utwór też daje radę. Przyjemne brzmienia w towarzystwie nieco wycofanych wokali robią niezły klimat.
Yves Tumor - Licking An Orchid (feat. James K)
No ja opisy Dragona też czytam jak najbardziej, choć przyznaję, że często mam problemy ze zrozumieniem. Co do muzyki - utwór dosyć udanie wkomponował się w tę kolejkę za utworem Hiena. Całkiem dobra rzecz. Podoba mi się ta delikatna gitara i praca perkusji. Damsko-męskie wokale też spoko. Po paru przesłuchaniach melodia wkręca się do głowy. Generalnie klimat dosyć przyjemnie chillujący z lekkim „wzmocnieniem” że tak powiem w drugiej części utworu. Ale wcale to w niczym nie przeszkadza.
Motörhead - Ace of Spades
No fakt, że ja nie lubię Rock and rolla. W ogóle nie znoszę jakichkolwiek odmian metalu. Mimo tego Ace of Spades nawet mnie nie wkurzyło. A to już duży sukces przy tego rodzaju muzyce. Kojarzę nazwę zespołu od dawna. Doskonale kojarzę też facjatę frontmana. Widywałem go kiedyś w pismach muzycznych i na modnych wtedy plakatach. Utwór jest krótki, zwarty, szybki. Gitary całkiem nieźle chodzą (mimo, że mnie i tak nie ruszają). Wokalista nawet śpiewa w odróżnieniu od wielu innych metalowców sprawiających wrażenie wymiotujących. No nie zapiszę sobie tego utworu na żadnej playliście ani nawet więcej nie włączę z własnej woli. Ale posłuchałem i przeżyłem bez walenia głową w ścianę, co samo w sobie jest prawie pochwałą.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Baby D - Take Me to Heaven (Digital Edit)
Murzyn znów po murzyńsku ale inaczej (sic!). Przede wszystkim mam wrażenie, że ja to ten kawałek znam, tylko gdzieś mi go świadomość daleko zepchnęła. Dobra rzecz, przyznać muszę, fajnie się tego słucha. Takie bardziej lajtowe Dee-lite. Gdyby ktoś miał problem ze skojarzeniami, to murzyn dostarcza gdzie trzeba (huehue), czasem wystarczy parę razy rzucić "drop the bass". Czy ten faktycznie zaliczył dropa? Chyba nie, ale to nieważne, i tak było super.
Thomas Frinking - Frontside 360
Zawsze należałem do ludzi, którzy wolą sport uprawiać (choć to raczej od momentu, w którym zacząłem to świadomie robić samemu), niż go oglądać. Skisłbym z nudów przed dowolnym kanałem tego typu, well, nie jestem targetem. Niemniej jednak faktycznie muzie używanej na tychże kanałach w zapowiedziach, prezentacjach oferty programowej czy w formie identów często ciężko jest coś zarzucić. Tzn. pewnie można wiele, ale mnie się takie rzeczy podobają, mimo swojej serowości (tutaj słychać to dobrze). Bardziej d'n'b niż poprzedni kawałek, fajnie ze sobą korespondują. Daję dużą okejkę i odpalam przynajmniej ESPN.
Yves Tumor - Licking an Orchid
Okurde, tbh spodziewałem się szrotu, a dostałem naprawdę fajny, zmysłowy (acz też nieco melancholijny) kawałek od Smoka. Jestem naprawdę mile zaskoczony, buja wyjątkowo, w sam raz na wiosenne wieczory na mieście, ale takim odludnym (lub na podróż pociągiem do Jokohamy, którą właśnie odbywam). Wokale lekko przyduszone są? Są. Czilowe instrumentarium jest? Jest. Świetna perka w tle? Stwierdzono, zdecydowanie. Ten bit robi mocną robotę, a w całej reszcie nawet znajduję ślady DM. Bez znaczenia - Robert dostarczył i basta. Doskonała piosenka!
Moturhed - DIJEJSOFSPEJDS
Kurnia laga, co jest z Wami tym razem, kolejka samych doskonałych i gęstych wrzut. Najpierw Murzyn otwiera tanecznym letniaczkiem, potem Munlup wali soczystą elektroniką z Decathlonu, następnie Smoku zaprasza do siebie i nagle to. Mam nieco bekę, gdyż musiałem dotrzeć do refrenu by uświadomić sobie, że ja tę piosenkę dobrze znam. I choć nie przepadam za samym gatunkiem, tak tegoż jego przedstawiciela otaczam należną chwałą. Jakby, kurde, powiedzieć, że to klasyk to jedno, ale to jest po prostu dobry numer i mam co do niego dokładnie ten sam feeling czy tam vibe co imć Seba. Motocykle, kurz, szlugi, tanie piwo. Może w przyszłym roku będzie mi dane trochę tego doświadczyć to się pochwalę. Albo i nie. Póki co słucham już trzeci raz xD
Haelos - Another Universe
Aby słuchacz nie dostał wzwodu, kropla dziegciu w łyżce miodu. Było tak dobrze, pochwaliłem kolejkę, i musiało coś nie siąść. Padło na Wuja, ale to głównie z powodu przekombinowania tego numeru. Możnaby go skrócić o połowę, wywalić trochę tych przeszkadzajek i zbędnych wydłużeń a od razu byłoby lepiej. Lekkie rozczarowanko, bo klimat generalnie jest zachowany, ale to... To jednak nie jest to. London Grammar super, tutaj czuć wersję dyskontową i nic tego w moim odbiorze chyba nie zmieni. Więc najwyżej 3 z plusem w tym rozdaniu.
Murzyn znów po murzyńsku ale inaczej (sic!). Przede wszystkim mam wrażenie, że ja to ten kawałek znam, tylko gdzieś mi go świadomość daleko zepchnęła. Dobra rzecz, przyznać muszę, fajnie się tego słucha. Takie bardziej lajtowe Dee-lite. Gdyby ktoś miał problem ze skojarzeniami, to murzyn dostarcza gdzie trzeba (huehue), czasem wystarczy parę razy rzucić "drop the bass". Czy ten faktycznie zaliczył dropa? Chyba nie, ale to nieważne, i tak było super.
Thomas Frinking - Frontside 360
Zawsze należałem do ludzi, którzy wolą sport uprawiać (choć to raczej od momentu, w którym zacząłem to świadomie robić samemu), niż go oglądać. Skisłbym z nudów przed dowolnym kanałem tego typu, well, nie jestem targetem. Niemniej jednak faktycznie muzie używanej na tychże kanałach w zapowiedziach, prezentacjach oferty programowej czy w formie identów często ciężko jest coś zarzucić. Tzn. pewnie można wiele, ale mnie się takie rzeczy podobają, mimo swojej serowości (tutaj słychać to dobrze). Bardziej d'n'b niż poprzedni kawałek, fajnie ze sobą korespondują. Daję dużą okejkę i odpalam przynajmniej ESPN.
Yves Tumor - Licking an Orchid
Okurde, tbh spodziewałem się szrotu, a dostałem naprawdę fajny, zmysłowy (acz też nieco melancholijny) kawałek od Smoka. Jestem naprawdę mile zaskoczony, buja wyjątkowo, w sam raz na wiosenne wieczory na mieście, ale takim odludnym (lub na podróż pociągiem do Jokohamy, którą właśnie odbywam). Wokale lekko przyduszone są? Są. Czilowe instrumentarium jest? Jest. Świetna perka w tle? Stwierdzono, zdecydowanie. Ten bit robi mocną robotę, a w całej reszcie nawet znajduję ślady DM. Bez znaczenia - Robert dostarczył i basta. Doskonała piosenka!
Moturhed - DIJEJSOFSPEJDS
Kurnia laga, co jest z Wami tym razem, kolejka samych doskonałych i gęstych wrzut. Najpierw Murzyn otwiera tanecznym letniaczkiem, potem Munlup wali soczystą elektroniką z Decathlonu, następnie Smoku zaprasza do siebie i nagle to. Mam nieco bekę, gdyż musiałem dotrzeć do refrenu by uświadomić sobie, że ja tę piosenkę dobrze znam. I choć nie przepadam za samym gatunkiem, tak tegoż jego przedstawiciela otaczam należną chwałą. Jakby, kurde, powiedzieć, że to klasyk to jedno, ale to jest po prostu dobry numer i mam co do niego dokładnie ten sam feeling czy tam vibe co imć Seba. Motocykle, kurz, szlugi, tanie piwo. Może w przyszłym roku będzie mi dane trochę tego doświadczyć to się pochwalę. Albo i nie. Póki co słucham już trzeci raz xD
Haelos - Another Universe
Aby słuchacz nie dostał wzwodu, kropla dziegciu w łyżce miodu. Było tak dobrze, pochwaliłem kolejkę, i musiało coś nie siąść. Padło na Wuja, ale to głównie z powodu przekombinowania tego numeru. Możnaby go skrócić o połowę, wywalić trochę tych przeszkadzajek i zbędnych wydłużeń a od razu byłoby lepiej. Lekkie rozczarowanko, bo klimat generalnie jest zachowany, ale to... To jednak nie jest to. London Grammar super, tutaj czuć wersję dyskontową i nic tego w moim odbiorze chyba nie zmieni. Więc najwyżej 3 z plusem w tym rozdaniu.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Bronski Beat - Smalltown Boy
Cóż, przybijam sobie pionę z Musiałem i Jaśkiem LatoWillą. Też wychowywałem się na mentalnym zadupiu, gdzie każdy objaw odmienności od normy był traktowany jak posiadanie trądu i nawet nie wyobrażam sobie życia tam jako osoba o innej orientacji. Małe miasta i wsie może potrafią mieć swój urok, ale jako osoba, która spędziła tam ćwierć wieku za psie diabły nie chciałbym do takiej wracać. Ale za to cieszę się, że mogłem wrócić do tej piosenki, bo ją kocham i to jest sztandarowy wzorzec ejtisowego hitu, czyli takiego co świetnie brzmi, jest niebanalny muzycznie, a tekstowo jest naprawdę odważnym komentarzem społecznym. Duży props.
Baby D - Take Me To Heaven
Kurde, jako piwniczak powinienem chyba znać się lepiej na undergroundzie (śmiech). Nie ukrywam, że nie znam się na breakbeacie i tych wszystkich rejwowych rzeczach, bo gdy próbując poszerzyć swoją wiedzę w tej materii zobaczyłem raz diagram przedstawiający liczbę podgatunków muzyki elektronicznej, to się przeżegnałem i uciekłem do lasu. To co sprzedał Murzyn jest bardzo spoko. Czytając o kulturze rave nastawiałem się na coś… uhm, bardziej klubowego, intensywniejszego, a dostałem klasycznego przedstawiciela gatunku "4 rano lekka faza". Czyli spoko rzecz generalnie. Bierze.
Thomas Frinking – Frontside 360
Tbh nie oglądam prawie w ogóle Eurosportu w okresie poza igrzyskami (których też nie śledzę z jakąś pasją), bo tak się dziwnie złożyło, że w tej kwestii wygląda to u mnie tak, że tak jak mocno śledzę piłkę nożną, tak prawie w ogóle nie obchodzą mnie jakiekolwiek inne sporty. A z tego co pamiętam od lat ten sport nie jest tam prawie w ogóle reprezentowany. Trochę szkoda, bo jeszcze w czasach gimnazjalnych oglądałem Eurogole z polskim komentarzem Ale oprawę i otoczkę jak najbardziej szanuję, estetyczna topka.
Jeśli chodzi o sam kawałek, to nie wiem na ile to siła sugestii, ale faktycznie brzmi jak oprawa muzyczna do montażu jakiejś efektownej reklamy czy czegoś podobnego. Pewnie to też zasługa tego przytłumionego wokalu, przez który można mieć wrażenie, że to instrumental. Ciekawy vibe, fajne przejśćie w okolicach 2:30 i w sumie sympatyczne to nawet. W sam raz na RZETELNĄ półkę.
Yves Tumor - Licking An Orchid (feat. James K)
Mam wrażenie, że to kolejna z wrzut z Roberta, w której wspomina o nazwie, którą znam z banieczki nieżalowo-rymerskiej, ale z niczego więcej niż z nazwy. W 2018 to ja byłem już po studiach, zaczynałem ten niezbyt fajny okres w życiu, który przypłaciłem meltdownem i w ogóle był do dupy i trwało to gdzieś do pandemii (z krótką przerwą na lato/jesień 2019). Nie pamiętam jak poznawałem wówczas muzę, ale coś kojarzę, że chyba odchodziłem wówczas od formatu mp3, ale kogo to obchodzi. xD
Początkowo chciałem dissować, pisząc, że to niby typowe plumkanie spod znaku INDIE, które niby jest fajne, niby coś tam, niby nawet ma to jakiś klimat, ale nie jest to do końca moja bajka, ale za którymś tam razem - wzięło i zaskoczyło. To na pewno o czymś tam mówi. Spoko motyw z tym "screamerem" w 3 minucie i tą częścią, która następuje po niej, ja to kupuję. Nie sprawdzałem podczas rozważań o tematyce wszelakiej, może wypróbuję. Fajne to.
Haelos - Another Universe
Nawet nie pamiętam poprzedniej wrzuty tego zespołu - w sumie zgodnie z tym, co można było założyć po tym, że napisałem w swoim czasie, że wylądowała u mnie na półce z rzetelnościami. Tutaj… no tutaj jakoś ta myśli mi nie przeszła przez głowę. To jest na pewno jedna z ciekawszych i intrygujących propozycji Shodana (który ma u mnie ostatnio niezłą serię w tej zabawie), ale mam problem zwiazany z tym, że ja tu jakiś klimat słyszę, ale nie do końca umiem go "złapać", a jeszcze bardziej określić. Nie umiem racjonalnie tego wyjaśnić, ale mam wrażenie, jakby ten kawałek leciał gdzieś w oddali - nie że tak brzmi, po prostu ma taki vibe. Brzmi debilnie, w przeciwieństwie do tego kawałka. Intrygujący. Dobrze, że i tak będę słuchać Haelos intensywniej w bestce albumowej, więc nie muszę póki co sprawdzać całości teraz heh.
Może nie będę się zachwycać tą kolejką, ale nadal jest dobrze.
Cóż, przybijam sobie pionę z Musiałem i Jaśkiem LatoWillą. Też wychowywałem się na mentalnym zadupiu, gdzie każdy objaw odmienności od normy był traktowany jak posiadanie trądu i nawet nie wyobrażam sobie życia tam jako osoba o innej orientacji. Małe miasta i wsie może potrafią mieć swój urok, ale jako osoba, która spędziła tam ćwierć wieku za psie diabły nie chciałbym do takiej wracać. Ale za to cieszę się, że mogłem wrócić do tej piosenki, bo ją kocham i to jest sztandarowy wzorzec ejtisowego hitu, czyli takiego co świetnie brzmi, jest niebanalny muzycznie, a tekstowo jest naprawdę odważnym komentarzem społecznym. Duży props.
Baby D - Take Me To Heaven
Kurde, jako piwniczak powinienem chyba znać się lepiej na undergroundzie (śmiech). Nie ukrywam, że nie znam się na breakbeacie i tych wszystkich rejwowych rzeczach, bo gdy próbując poszerzyć swoją wiedzę w tej materii zobaczyłem raz diagram przedstawiający liczbę podgatunków muzyki elektronicznej, to się przeżegnałem i uciekłem do lasu. To co sprzedał Murzyn jest bardzo spoko. Czytając o kulturze rave nastawiałem się na coś… uhm, bardziej klubowego, intensywniejszego, a dostałem klasycznego przedstawiciela gatunku "4 rano lekka faza". Czyli spoko rzecz generalnie. Bierze.
Thomas Frinking – Frontside 360
Tbh nie oglądam prawie w ogóle Eurosportu w okresie poza igrzyskami (których też nie śledzę z jakąś pasją), bo tak się dziwnie złożyło, że w tej kwestii wygląda to u mnie tak, że tak jak mocno śledzę piłkę nożną, tak prawie w ogóle nie obchodzą mnie jakiekolwiek inne sporty. A z tego co pamiętam od lat ten sport nie jest tam prawie w ogóle reprezentowany. Trochę szkoda, bo jeszcze w czasach gimnazjalnych oglądałem Eurogole z polskim komentarzem Ale oprawę i otoczkę jak najbardziej szanuję, estetyczna topka.
Jeśli chodzi o sam kawałek, to nie wiem na ile to siła sugestii, ale faktycznie brzmi jak oprawa muzyczna do montażu jakiejś efektownej reklamy czy czegoś podobnego. Pewnie to też zasługa tego przytłumionego wokalu, przez który można mieć wrażenie, że to instrumental. Ciekawy vibe, fajne przejśćie w okolicach 2:30 i w sumie sympatyczne to nawet. W sam raz na RZETELNĄ półkę.
Yves Tumor - Licking An Orchid (feat. James K)
Mam wrażenie, że to kolejna z wrzut z Roberta, w której wspomina o nazwie, którą znam z banieczki nieżalowo-rymerskiej, ale z niczego więcej niż z nazwy. W 2018 to ja byłem już po studiach, zaczynałem ten niezbyt fajny okres w życiu, który przypłaciłem meltdownem i w ogóle był do dupy i trwało to gdzieś do pandemii (z krótką przerwą na lato/jesień 2019). Nie pamiętam jak poznawałem wówczas muzę, ale coś kojarzę, że chyba odchodziłem wówczas od formatu mp3, ale kogo to obchodzi. xD
Początkowo chciałem dissować, pisząc, że to niby typowe plumkanie spod znaku INDIE, które niby jest fajne, niby coś tam, niby nawet ma to jakiś klimat, ale nie jest to do końca moja bajka, ale za którymś tam razem - wzięło i zaskoczyło. To na pewno o czymś tam mówi. Spoko motyw z tym "screamerem" w 3 minucie i tą częścią, która następuje po niej, ja to kupuję. Nie sprawdzałem podczas rozważań o tematyce wszelakiej, może wypróbuję. Fajne to.
Haelos - Another Universe
Nawet nie pamiętam poprzedniej wrzuty tego zespołu - w sumie zgodnie z tym, co można było założyć po tym, że napisałem w swoim czasie, że wylądowała u mnie na półce z rzetelnościami. Tutaj… no tutaj jakoś ta myśli mi nie przeszła przez głowę. To jest na pewno jedna z ciekawszych i intrygujących propozycji Shodana (który ma u mnie ostatnio niezłą serię w tej zabawie), ale mam problem zwiazany z tym, że ja tu jakiś klimat słyszę, ale nie do końca umiem go "złapać", a jeszcze bardziej określić. Nie umiem racjonalnie tego wyjaśnić, ale mam wrażenie, jakby ten kawałek leciał gdzieś w oddali - nie że tak brzmi, po prostu ma taki vibe. Brzmi debilnie, w przeciwieństwie do tego kawałka. Intrygujący. Dobrze, że i tak będę słuchać Haelos intensywniej w bestce albumowej, więc nie muszę póki co sprawdzać całości teraz heh.
Może nie będę się zachwycać tą kolejką, ale nadal jest dobrze.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Cieszę się że z grubsza podobała Wam się ta krótka klubowa przygoda z Murzynem, postaram się w tej bestce jeszcze odsłonić przed Wami jakieś nieznane dotąd karty z mojej talii.
Flume - Left Alone (feat. Chet Faker)
(2012)
Miałem lecieć dalej moją chronologiczną historię muzyki ale trochę chyba pozazdrościłem niektórym nieco świeższych elektronicznych wrzutek w minionej kolejce i zainspirowało mnie to żeby jednak może w końcu po tych 155 kolejkach zacząć opowiadać Wam o jednym z najistotniejszych spotkań w mojej przygodzie z muzyką. A działo się to jakoś jesienią 2013 roku bodajże...
Wtedy to właśnie przeglądając pewnego razu forum serwera online na którym grywałem od kilku lat w GTA San Andreas w dziale z muzyką natknąłem się na nowy temat zatytułowany THIS IS AUSTRALIAN SOUND. Był tam raptem jeden post z linkiem do pewnego filmiku na youtube (notabene zatytułowanego właśnie jak wyżej) który był takim promocyjnym teaserem artystów z Australii reprezentujących świeże brzmienie muzyki elektronicznej. Abyście już na wejściu mieli jakieś pojęcie o czym mowa podaje link do owego filmiku najpierw:
https://youtu.be/4U_1rfv_GqU?si=xfCobbJILPLUh9MK
Przyznam że odpaliłem i z miejsca poczułem się mocno zaintrygowany, zatem czym prędzej zacząłem sprawdzać kolejnych wykonawców przedstawionych w tym promo miksie i tak odkryłem bogaty świat współczesnej (ówczesnej) elektroniki z Antypodów. Jak się z czasem okazało większość tych artystów skupiona była w jednej australijskiej wytwórni o nazwie Future Classic, więc zacząłem wertować ich kanał na YouTube i wsiąkłem na dobre w ten klimat. Brzmienia serwowane przez artystów z tej wytwórni są w głównej mierze mieszanką electropopu, trapu czy muzyki wonky charakteryzującej się trochę powykręcanymi lub zglitchowanymi dźwiękami, mid-range elektroniką czy zmanipulowanymi wokalami (myślę że ostatnie wrzuty Kuby i Wujka krążyły właśnie wokół trapu i wonky odpowiednio).
Myślę że taką centralną postacią która przewijała się w większości utworów które poznawałem wtedy był producent o pseudonimie Flume. Debiutował on w 2012 roku a na jego pierwszym albumie poza w większości instrumentalnymi utworami opartymi o elektronikę, bity i pocięte wokale w paru utworach towarzyszyli mu wokaliści bądź raperzy. Jednym z wokalistów którzy udzielili się gościnnie był Chet Faker - inny utalentowany muzyk i producent z Australii który także zaczynał dopiero swoją karierę muzyczną. Utwór Left Alone był jednym z highlightów albumu i jednocześnie zapowiadał początek świetnej współpracy artystycznej obu Panów. W tym numerze na nieco wykręconym wonky podkładzie od Flume Chet Faker rozpływa się w melancholii i serwuje gorzkie wersy w których wprost użala się nad sobą, śpiewa o swoim smutku wynikającym jak można się domyślać z sercowej porażki i o tym że chce być w tym momencie pozostawionym sam sobie. Na swój sposób można powiedzieć że to takie bardziej współczesne ujęcie zjawiska nieprzysiadalności, heh. Sądzę że ten numer to będzie odpowiedni wstęp do mojej bestkowej przewózki po Australii ukazujący chyba dwie najistotniejsze postaci tamtej sceny muzyki elektronicznej sprzed kilkunastu lat.
https://youtu.be/THMGdN7BjbY?si=t1xsAoTMMMENeM7W
Flume - Left Alone (feat. Chet Faker)
(2012)
Miałem lecieć dalej moją chronologiczną historię muzyki ale trochę chyba pozazdrościłem niektórym nieco świeższych elektronicznych wrzutek w minionej kolejce i zainspirowało mnie to żeby jednak może w końcu po tych 155 kolejkach zacząć opowiadać Wam o jednym z najistotniejszych spotkań w mojej przygodzie z muzyką. A działo się to jakoś jesienią 2013 roku bodajże...
Wtedy to właśnie przeglądając pewnego razu forum serwera online na którym grywałem od kilku lat w GTA San Andreas w dziale z muzyką natknąłem się na nowy temat zatytułowany THIS IS AUSTRALIAN SOUND. Był tam raptem jeden post z linkiem do pewnego filmiku na youtube (notabene zatytułowanego właśnie jak wyżej) który był takim promocyjnym teaserem artystów z Australii reprezentujących świeże brzmienie muzyki elektronicznej. Abyście już na wejściu mieli jakieś pojęcie o czym mowa podaje link do owego filmiku najpierw:
https://youtu.be/4U_1rfv_GqU?si=xfCobbJILPLUh9MK
Przyznam że odpaliłem i z miejsca poczułem się mocno zaintrygowany, zatem czym prędzej zacząłem sprawdzać kolejnych wykonawców przedstawionych w tym promo miksie i tak odkryłem bogaty świat współczesnej (ówczesnej) elektroniki z Antypodów. Jak się z czasem okazało większość tych artystów skupiona była w jednej australijskiej wytwórni o nazwie Future Classic, więc zacząłem wertować ich kanał na YouTube i wsiąkłem na dobre w ten klimat. Brzmienia serwowane przez artystów z tej wytwórni są w głównej mierze mieszanką electropopu, trapu czy muzyki wonky charakteryzującej się trochę powykręcanymi lub zglitchowanymi dźwiękami, mid-range elektroniką czy zmanipulowanymi wokalami (myślę że ostatnie wrzuty Kuby i Wujka krążyły właśnie wokół trapu i wonky odpowiednio).
Myślę że taką centralną postacią która przewijała się w większości utworów które poznawałem wtedy był producent o pseudonimie Flume. Debiutował on w 2012 roku a na jego pierwszym albumie poza w większości instrumentalnymi utworami opartymi o elektronikę, bity i pocięte wokale w paru utworach towarzyszyli mu wokaliści bądź raperzy. Jednym z wokalistów którzy udzielili się gościnnie był Chet Faker - inny utalentowany muzyk i producent z Australii który także zaczynał dopiero swoją karierę muzyczną. Utwór Left Alone był jednym z highlightów albumu i jednocześnie zapowiadał początek świetnej współpracy artystycznej obu Panów. W tym numerze na nieco wykręconym wonky podkładzie od Flume Chet Faker rozpływa się w melancholii i serwuje gorzkie wersy w których wprost użala się nad sobą, śpiewa o swoim smutku wynikającym jak można się domyślać z sercowej porażki i o tym że chce być w tym momencie pozostawionym sam sobie. Na swój sposób można powiedzieć że to takie bardziej współczesne ujęcie zjawiska nieprzysiadalności, heh. Sądzę że ten numer to będzie odpowiedni wstęp do mojej bestkowej przewózki po Australii ukazujący chyba dwie najistotniejsze postaci tamtej sceny muzyki elektronicznej sprzed kilkunastu lat.
https://youtu.be/THMGdN7BjbY?si=t1xsAoTMMMENeM7W
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Network! - Electric
Na początku 2009 r., przeszukiwałem różnego rodzaju blogspoty w poszukiwaniu ciekawej elektroniki, będąc w gazie po poznaniu, między innymi, „Future Chaos”. Tak natrafiłem na Network! i ich album „Monolectric”, wydany chyba rok wcześniej. Płyta, jak płyta, mam wrażenie, że w tamtym czasie wychodziło sporo takiego grania z damskim wokalem. Nie wiem, czemu zdecydowałem się akurat to ściągnąć, ani czemu po 16 latach nadal pamiętam o tym albumie. Coś musiało w tym być. Najbardziej zostały ze mną dwa kawałki, w tym „Electric”. Kojarzy mi się mocno z czasami studiów, z pochmurnymi dniami kiedy wychodziliśmy po zajęciach do lokali czy w plener, itd. Dużo wtedy słuchałem tej płyty. O zespole coś tam kiedyś czytałem, że to duet elektroniczny z wokalistką, ale więcej nie pamiętam i trochę mam w dupie. Z tego co wiem, od „Monolectric” niczego więcej nie wydali. Zostały gęste wspomnienia z różnych flirtów z wyższą uczelnią w tle, i luźniejszym czasem, który oczywiście se ne vrati i może dobrze.
https://youtu.be/wqCM1Ns7I-Q
Na początku 2009 r., przeszukiwałem różnego rodzaju blogspoty w poszukiwaniu ciekawej elektroniki, będąc w gazie po poznaniu, między innymi, „Future Chaos”. Tak natrafiłem na Network! i ich album „Monolectric”, wydany chyba rok wcześniej. Płyta, jak płyta, mam wrażenie, że w tamtym czasie wychodziło sporo takiego grania z damskim wokalem. Nie wiem, czemu zdecydowałem się akurat to ściągnąć, ani czemu po 16 latach nadal pamiętam o tym albumie. Coś musiało w tym być. Najbardziej zostały ze mną dwa kawałki, w tym „Electric”. Kojarzy mi się mocno z czasami studiów, z pochmurnymi dniami kiedy wychodziliśmy po zajęciach do lokali czy w plener, itd. Dużo wtedy słuchałem tej płyty. O zespole coś tam kiedyś czytałem, że to duet elektroniczny z wokalistką, ale więcej nie pamiętam i trochę mam w dupie. Z tego co wiem, od „Monolectric” niczego więcej nie wydali. Zostały gęste wspomnienia z różnych flirtów z wyższą uczelnią w tle, i luźniejszym czasem, który oczywiście se ne vrati i może dobrze.
https://youtu.be/wqCM1Ns7I-Q
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Paloma Faith - Only Love Can Hurt Like This (ft. Teddy Swims)
Kiedyś próbowałem się wgryźć w muzykę Palomy Faith. Uznałem, że czemu by nie spróbować skoro jej wokal mi się po prostu podoba. Nie bardzo się udało, bo mi jej muzyka zwyczajnie nie podeszła. Ale ten jeden utwór wywarł na mnie fantastyczne wrażenie. Stylizowana na lata 60-te ballada miłosna oparta o brzmienie głównie żywych instrumentów (perkusja, dęciaki, smyki). Utwór ma niezwykle filmowy klimat. Brzmi wręcz bardzo bondowsko. A to już coś, co naprawdę lubię. Paloma ma świetny głos, ale Teddy Swims też wypada super. Szczególnie fragmenty, gdzie śpiewają razem są niesamowicie satysfakcjonujące. Jest wersja z teledyskiem, gdzie Paloma śpiewa to sama. Ale myślę, że duet ze Swimsem jest jeszcze lepszy. Po prostu piękny numer.
https://www.youtube.com/watch?v=kFcZQUM4Vfg
Kiedyś próbowałem się wgryźć w muzykę Palomy Faith. Uznałem, że czemu by nie spróbować skoro jej wokal mi się po prostu podoba. Nie bardzo się udało, bo mi jej muzyka zwyczajnie nie podeszła. Ale ten jeden utwór wywarł na mnie fantastyczne wrażenie. Stylizowana na lata 60-te ballada miłosna oparta o brzmienie głównie żywych instrumentów (perkusja, dęciaki, smyki). Utwór ma niezwykle filmowy klimat. Brzmi wręcz bardzo bondowsko. A to już coś, co naprawdę lubię. Paloma ma świetny głos, ale Teddy Swims też wypada super. Szczególnie fragmenty, gdzie śpiewają razem są niesamowicie satysfakcjonujące. Jest wersja z teledyskiem, gdzie Paloma śpiewa to sama. Ale myślę, że duet ze Swimsem jest jeszcze lepszy. Po prostu piękny numer.
https://www.youtube.com/watch?v=kFcZQUM4Vfg
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Będę bardzo jednowymiarowy i przewidywalny.
Gina T. - Tokyo By Night (1991)
Z jednej strony trochę trudno uwierzyć, że tego typu numer w ostrym nurcie italo disco mógł zostać wydany w momencie, gdy Sandra, Sabrina i ludzie z CC Catch szli już w innych kierunkach (albo w żadnych) a w Stanach ciśnięto grunge. A jednak.
Gina T. to Gina Tielman, Holenderka, córka jednego z gości od Tielman Brothers, dość ciekawego bandu grającego rock and rolla z domieszką muzyki indonezyjskiej. Sama Gina poleciała jednak w klimaty już mocno przymierające w tamtym czasie (choć powiedzcie to Blue System), mimo to wciąż - dla mnie przynajmniej - bardzo spoko.
Jej debiutancki album miał mój wujek i pamiętam, jak bywał u niego puszczany. Tokyo By Night było w ogóle singlem, ale nie mam pojęcia, jak ten radził sobie na listach. W 1985 mógł być wielkim hitem, później... Cholera wie xd
Czy wykorzystuję fakt, że siedzę teraz w Tokio do wrzucenia tej piosenki do bestki? Być może. Planowałem wcisnąć tu jakieś dobre (w moim mniemaniu) italo disco i myślę, że ten kawałek nada się jak znalazł. Co do samego miasta to faktycznie utwór dobrze oddaje jego klimat, choć osobiście uważam zdecydowanie się przyjechać tutaj na prawie dwa tygodnie za błąd, mam już dosyć chaosu i hałasu xD przynajmniej mogę posłuchać wszystkich numerów, jakie mam w swojej bibliotece ze słowem "Tokyo" w tytule. Od Giny poczynając.
https://youtu.be/W2wvHgIYymQ?si=R2XKdbkoy_GhkovV
Gina T. - Tokyo By Night (1991)
Z jednej strony trochę trudno uwierzyć, że tego typu numer w ostrym nurcie italo disco mógł zostać wydany w momencie, gdy Sandra, Sabrina i ludzie z CC Catch szli już w innych kierunkach (albo w żadnych) a w Stanach ciśnięto grunge. A jednak.
Gina T. to Gina Tielman, Holenderka, córka jednego z gości od Tielman Brothers, dość ciekawego bandu grającego rock and rolla z domieszką muzyki indonezyjskiej. Sama Gina poleciała jednak w klimaty już mocno przymierające w tamtym czasie (choć powiedzcie to Blue System), mimo to wciąż - dla mnie przynajmniej - bardzo spoko.
Jej debiutancki album miał mój wujek i pamiętam, jak bywał u niego puszczany. Tokyo By Night było w ogóle singlem, ale nie mam pojęcia, jak ten radził sobie na listach. W 1985 mógł być wielkim hitem, później... Cholera wie xd
Czy wykorzystuję fakt, że siedzę teraz w Tokio do wrzucenia tej piosenki do bestki? Być może. Planowałem wcisnąć tu jakieś dobre (w moim mniemaniu) italo disco i myślę, że ten kawałek nada się jak znalazł. Co do samego miasta to faktycznie utwór dobrze oddaje jego klimat, choć osobiście uważam zdecydowanie się przyjechać tutaj na prawie dwa tygodnie za błąd, mam już dosyć chaosu i hałasu xD przynajmniej mogę posłuchać wszystkich numerów, jakie mam w swojej bibliotece ze słowem "Tokyo" w tytule. Od Giny poczynając.
https://youtu.be/W2wvHgIYymQ?si=R2XKdbkoy_GhkovV
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Moturgłowa zaskakująco nieźle się przyjęła. Chyba coś w tym jest, że taka muzyka jest super, ale w małych dawkach i określonym kontekście. Przypomniało mi się jak jesienią 2021 byłem ze znajomymi w tzw. ROCKOWYM pubie, gdzie leciały podobne rzeczy i przez pierwsze minuty twierdziliśmy, że w sumie fajne miejsce z klimatem, ale im dłużej tam byliśmy, tym bardziej dostawaliśmy kurwicy.
King Crimson - The Night Watch
Ta wrzuta to kolejny odcinek tego nieformalnego cyklu, w którym przedstawiam artystów, których cenię z mniej znanej strony. A co jak co, King Crimson tych odsłon, twarzy i wariacji miało od GROMA i myślę, że w sytuacji, gdy zezwalamy na duble, to jakoś głupio by było, gdybym zostawił was tu tylko z tą najbardziej znaną, którą notabene wrzucałem wieki temu. Bo tak jak debiut kocham i generalnie był dla mnie wstrząsem oraz opadem szczeny, to jednak prawie każdy twór Frippa i spółki był przynajmniej równie dobry (poza THRAK hehe).
No i ten, z racji tego, że miało być OBSCURE, to czas na reprezentanta albumu, w przypadku którego mam wrażenie, że mówi się o nim trochę mniej niz o reszcie, albo przynajmniej ja mam takie wrażenie. Bo jakoś tak wszyscy zachwycają się debiutami, Redami, Jaszczurkami oraz ich językami i jakkolwiek zacne to są rzeczy, tak Starless and Bible Black jakoś przechodzi bez echa. Zaraz ktoś mi wytknie, że pewnie jest zupełnie inaczej, ale to moje wrażenie i nikt mi go nie zabierze.
Dobra, to żeby ten - wrzucam uroczy kawałek pt. NOCNA ZMIANA, który nie ma nic wspólnego z dokumentem o okrągłym stole, tylko z obrazem Rembrandta. Jak ktoś się interesuje malarstwem renesansowym to pewnie wyłapie dużo nawiązań w warstwie tekstowej. Ja się nie znam, więc zdecydowanie bardziej utożsamiam ten utwór z klimatem jaki dawała ta okładka koncertówki KC o tej samej nazwie, czyli samotne siedzenie w cieciówce w nocy i czilera z pieskami. I w sumie to jakoś tak się składa, że ostatnimi czasy pracuję praktycznie cały czas popołudniami, więc siłą rzeczy spędzam noce w bardzo podobny sposób, więc niech będzie, że to utwór na czasie dla mnie.
Bierzcie i słuchajcie czy coś.
https://www.youtube.com/watch?v=WwFYy_Th7BA
King Crimson - The Night Watch
Ta wrzuta to kolejny odcinek tego nieformalnego cyklu, w którym przedstawiam artystów, których cenię z mniej znanej strony. A co jak co, King Crimson tych odsłon, twarzy i wariacji miało od GROMA i myślę, że w sytuacji, gdy zezwalamy na duble, to jakoś głupio by było, gdybym zostawił was tu tylko z tą najbardziej znaną, którą notabene wrzucałem wieki temu. Bo tak jak debiut kocham i generalnie był dla mnie wstrząsem oraz opadem szczeny, to jednak prawie każdy twór Frippa i spółki był przynajmniej równie dobry (poza THRAK hehe).
No i ten, z racji tego, że miało być OBSCURE, to czas na reprezentanta albumu, w przypadku którego mam wrażenie, że mówi się o nim trochę mniej niz o reszcie, albo przynajmniej ja mam takie wrażenie. Bo jakoś tak wszyscy zachwycają się debiutami, Redami, Jaszczurkami oraz ich językami i jakkolwiek zacne to są rzeczy, tak Starless and Bible Black jakoś przechodzi bez echa. Zaraz ktoś mi wytknie, że pewnie jest zupełnie inaczej, ale to moje wrażenie i nikt mi go nie zabierze.
Dobra, to żeby ten - wrzucam uroczy kawałek pt. NOCNA ZMIANA, który nie ma nic wspólnego z dokumentem o okrągłym stole, tylko z obrazem Rembrandta. Jak ktoś się interesuje malarstwem renesansowym to pewnie wyłapie dużo nawiązań w warstwie tekstowej. Ja się nie znam, więc zdecydowanie bardziej utożsamiam ten utwór z klimatem jaki dawała ta okładka koncertówki KC o tej samej nazwie, czyli samotne siedzenie w cieciówce w nocy i czilera z pieskami. I w sumie to jakoś tak się składa, że ostatnimi czasy pracuję praktycznie cały czas popołudniami, więc siłą rzeczy spędzam noce w bardzo podobny sposób, więc niech będzie, że to utwór na czasie dla mnie.
Bierzcie i słuchajcie czy coś.
https://www.youtube.com/watch?v=WwFYy_Th7BA
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Space Art - Odyssey (1977)
Manifestujmy. Manifestujmy dobry nastrój, życiodajną aurę i rozkwit świata tego mimo sporej beznadziejności jego. W tym sezonie jeszcze nie grałem z sekcji progresywnej elektroniki. Czas naprawić ten błąd. Kłaniam się znawcom muzyki, którzy mają świadomość geniuszu koncertów chińskich Żara. Co powiecie na sięgnięcie głębiej w norę towarzystwa współpracującego wówczas z JMJ? Po kilku latach osłuchiwania kanonicznych klasyków niby coraz trudniej znaleźć coś faktycznie pasjonującego, dobrego, potrafiącego zostać w głowie na dłużej niż chwilkę tylko. Czasem bywa tak, że po prostu jeśli coś nie uzyskało określonej renomy lub popularności, to zasługuje na niebyt i wieczne zapomnienie. Co chodzi o klasykę analogowego grania... to w sumie tak nie jest. W pierwszych latach rozkwitu nurtu i generalnie stylistyki trudno mówić o wyraźnych kopistach. Trochę jak z rockiem progresywnym - inny kraj pochodzenia bardzo często oznacza odmienne inspiracje, podobieństwa brzmieniowe w obrębie twórców z konkretnego miejsca, klimatyczne punkty styczne. Gdy myślę o francuskiej muzyce... progrock specyficznie liryczny, chwilami pretensjonalny, ale jednocześnie podszyty niepoprawnym optymizmem i kreatywnością. Elektronicy poza Pinhasem mają podobnie. Nie ma tu za dużo mroku. Nawet gdy jest, to skrojony z dramaturgiczną precyzją prowadzenia do optymistycznego finału.
Za szyldem Space Art stoi duet: klawiszowiec i perkusista. Dominique Perrier jeszcze w XXI wieku towarzyszył Jean-Michelowi podczas koncertów upamiętniających 30-lecie wydania Oxygene. Roger Rizzitelli to przede wszystkim elektroniczna perkusja na koncertach chińskich. Przed powołaniem do życia Space Art stanowili część zespołu Christophe'a. Swoją drogą Jarre na drugiej Electronice zaprezentował jeden utwór przygotowany razem z nim - przyjemna klamra stanowiąca dowód solidnego rozeznania na lokalnym rynku artystycznym na przestrzeni kilkudziesięciu dekad. Siadając po raz pierwszy do płyty, z której fragment wam podrzucam, nie miałem świadomości, że już wcześniej poznałem inne aktywności tych dżentelmenów.
Trip in the Center Head wraca do mnie z pewną regularnością. Pierwsze kontakty w sezonie pandemicznym raczej z rozwagą i ostrożnym poszanowaniem, ale im dalej w las, tym lepiej, więcej uznania, szacunku. Ciekawe kompozycje, bogata paleta brzmień, a do tego charakterystyczny pozytywny akcent bijący z tych nagrań. Funky kosmiczne skojarzenia nie są aż tak kiczowate. Nie dziwię się, że Jarre musiał się do nich odezwać - w końcu trafiło na fachowców. Odyssey to jeden z bardziej wyrazistych momentów, który wyraża więcej niż te wszystkie słowa napisane do tej pory. Zapraszam na kolejny znakomity lot.
Możecie sobie wybrać - czy rip z winyla zdobyty przeze mnie w epoce czy wersja ze streamingów. Drobne mankamenty nie powinny drażnić, ale w sumie nigdy tu nie do końca wiadomo heh
https://youtu.be/IyXVS73DV88
lub
https://www.youtube.com/watch?v=nbO2b5uPUXg
Manifestujmy. Manifestujmy dobry nastrój, życiodajną aurę i rozkwit świata tego mimo sporej beznadziejności jego. W tym sezonie jeszcze nie grałem z sekcji progresywnej elektroniki. Czas naprawić ten błąd. Kłaniam się znawcom muzyki, którzy mają świadomość geniuszu koncertów chińskich Żara. Co powiecie na sięgnięcie głębiej w norę towarzystwa współpracującego wówczas z JMJ? Po kilku latach osłuchiwania kanonicznych klasyków niby coraz trudniej znaleźć coś faktycznie pasjonującego, dobrego, potrafiącego zostać w głowie na dłużej niż chwilkę tylko. Czasem bywa tak, że po prostu jeśli coś nie uzyskało określonej renomy lub popularności, to zasługuje na niebyt i wieczne zapomnienie. Co chodzi o klasykę analogowego grania... to w sumie tak nie jest. W pierwszych latach rozkwitu nurtu i generalnie stylistyki trudno mówić o wyraźnych kopistach. Trochę jak z rockiem progresywnym - inny kraj pochodzenia bardzo często oznacza odmienne inspiracje, podobieństwa brzmieniowe w obrębie twórców z konkretnego miejsca, klimatyczne punkty styczne. Gdy myślę o francuskiej muzyce... progrock specyficznie liryczny, chwilami pretensjonalny, ale jednocześnie podszyty niepoprawnym optymizmem i kreatywnością. Elektronicy poza Pinhasem mają podobnie. Nie ma tu za dużo mroku. Nawet gdy jest, to skrojony z dramaturgiczną precyzją prowadzenia do optymistycznego finału.
Za szyldem Space Art stoi duet: klawiszowiec i perkusista. Dominique Perrier jeszcze w XXI wieku towarzyszył Jean-Michelowi podczas koncertów upamiętniających 30-lecie wydania Oxygene. Roger Rizzitelli to przede wszystkim elektroniczna perkusja na koncertach chińskich. Przed powołaniem do życia Space Art stanowili część zespołu Christophe'a. Swoją drogą Jarre na drugiej Electronice zaprezentował jeden utwór przygotowany razem z nim - przyjemna klamra stanowiąca dowód solidnego rozeznania na lokalnym rynku artystycznym na przestrzeni kilkudziesięciu dekad. Siadając po raz pierwszy do płyty, z której fragment wam podrzucam, nie miałem świadomości, że już wcześniej poznałem inne aktywności tych dżentelmenów.
Trip in the Center Head wraca do mnie z pewną regularnością. Pierwsze kontakty w sezonie pandemicznym raczej z rozwagą i ostrożnym poszanowaniem, ale im dalej w las, tym lepiej, więcej uznania, szacunku. Ciekawe kompozycje, bogata paleta brzmień, a do tego charakterystyczny pozytywny akcent bijący z tych nagrań. Funky kosmiczne skojarzenia nie są aż tak kiczowate. Nie dziwię się, że Jarre musiał się do nich odezwać - w końcu trafiło na fachowców. Odyssey to jeden z bardziej wyrazistych momentów, który wyraża więcej niż te wszystkie słowa napisane do tej pory. Zapraszam na kolejny znakomity lot.
Możecie sobie wybrać - czy rip z winyla zdobyty przeze mnie w epoce czy wersja ze streamingów. Drobne mankamenty nie powinny drażnić, ale w sumie nigdy tu nie do końca wiadomo heh
https://youtu.be/IyXVS73DV88
lub
https://www.youtube.com/watch?v=nbO2b5uPUXg