Straszna kupa z pupy. To jest ta kontrkultura, na którą narzeka Melki, a czego i ja strasznie nie lubię xDHien pisze:01 cze 2022 14:57Pół godziny to nie, ale ta spowolniona wersja Computer Love, o której pisze Dev, to w istocie jest złoto
https://www.youtube.com/watch?v=GR116G6-NDw
W ogóle ja sobie dużo bardziej cenię scenę slowed 10000% niż vaporware.
Best of Forum
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Re:
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Mnie to spowolnione Computer Love też nie rusza.
Dejw dzisiaj nawet zamieścił wszystko w jednym poście! Wielkie brawa [widownia klaszcze żywiołowo].
Dejw dzisiaj nawet zamieścił wszystko w jednym poście! Wielkie brawa [widownia klaszcze żywiołowo].
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tak naprawdę to ja pisałem za Deva, żeby było szybciej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Stąd ten oskar dla Kraftwerk.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
xDDDD
Jeszcze idź za mnie do pracy, ja będę mógł spać
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mogę spać za Ciebie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Byle nie z nim 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dev zaskoczył drogowców i wrzucił szybko recenzje, zatem zostaje nam stary duet hamulcowych - M&M's.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Melki gra w szachy, a Mentos obmyśla zemstę na Dejvie. 
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Wyrzuci mnie ze swojej starotelewizyjnej grupy xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Niegłupie....
<księżycopętlos nie krzycz - recki wlecą wieczorkiem>
<księżycopętlos nie krzycz - recki wlecą wieczorkiem>
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ej, ale tam jest fajny content 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Choć ostatnio coś się niektórym poyebało i zamiast wrzucać kadry telewizyjne zaczęli dyskutować nad rzeczami, które po prostu kiedyś były, a teraz to ich nie ma
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dev tak jak dawno zasłużył by go z tych bestek bezceremonialnie wy*ebać tak raz po raz przypomina dlaczego jeszcze to nie nastąpiło, te recki to złoto, idealny balans nostalgii i humoru na poziomie klasowego pajaca, oczy same zacieszają xdddd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Argumentem za pozostawieniem deva w grze jest też to, że nie czekamy jakieś 3 miesiące na te teksty
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Gdyby trzeba było czekać więcej niż dwa tygodnie, to bym dawno olał ten temat.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Wrzucę dzisiaj/w nocy; przy tym bólu głowy wydaje się to niepodobieństwem, ale wrzucę.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kraftwerk - Computer Love
Ta zabawa mi uświadomiła pewną przezabawną rzecz: mam większy problem z pisaniem o muzyce, którą znam i lubię niż o muzyce, której nie znam. W tym pierwszym przypadku cały czas mam z tyłu głowy to, że się powtarzam i nie wnoszę nic nowego, ewentualnie popadam w egzaltację. Z Kraftwerkiem problem jest nie tylko taki, że wszystko o tym zespole napisano, ale i że pisaliśmy o nim na tym forum relatywnie niedawno. Szczerze to pisząc ponownie, że Komputer Świat to płyta wspaniała trochę czuję się tak jakbym pisał peany nt. tego, że woda jest mokra. xd
Ale kaman, jak inaczej nazwać płytę, która poruszą problematykę komputerów i technologii, która nie zestarzała się przez cztery dekady ani o jotę? A ta kompozycja to perła w koronie, Munlup imo celnie zwrócił uwagę na idealne wyważenie równowagi między melodyjnością popu a bezduszną "robotycznością" tej muzyki. Dobra, wiem, że napisał to ciut inaczej, i że określenie robotyczność jest dość chujowe, ale nic lepszego mi nie przychodzi do głowy, bo przecież nie użyję tutaj słowa industrial xD Ja tylko dodam, że owa ROBOTYCZNOŚĆ potęguje wydźwięk warstwy lirycznej, która w sumie teraz jest jeszcze bardziej aktualna niż wtedy - cóż, nawet w świecie, komputerów, zaawansowanej sztucznej inteligencji i zegarków z gigabajtami pamięci każdy potrzebuje miłości i akceptacji.
I to jest uniwersalna prawda (futbolu) i teraz pozwolę sobie płynnie przejść do kolejnego kawałka, który w sumie jest poświęcony mniej więcej tej samej tematyce, którym to jest...
Pezet & Czarny HIFI - Co jest ze mną nie tak
No cóż, tutaj nie siadło i takie rzeczy uświadamiają mi czemu w większości przypadków meham na polski rap. Kawałek trwa trzy minuty, a ciągnie się jak coś co długo się ciągnie. W ogóle czemu intro trwa pół piosenki, masakra jakaś xd Może i dałbym radę utożsamiać się z podmiotem lirycznym, gdybym też próbował się pogodzić z rozstaniem/dostaniem kosza, ale nie jestem i jak się tak patrzy z boku to słuchanie jak się typ wije, próbując śpiewać o tym, że niby ma byłą gdzieś, ale nie ma, jest trochę smutne, a trochę żenujące. Muzycznie też takie ni w rybę, ni w zupę. Meh kolejki.
Michael Jackson - In the Closet
Chyba urodziłem się parę lat za późno na to, by mieć jakiś sentyment do Jacksona - o jego wizycie w Polsce i niedoszłym parku rozrywki tylko słyszałem po latach. Bardziej pamiętam kontrowersje związane z jego stylem życia i pogrzeb, wokół którego zamieszanie było faktycznie groteskowe - atmosfera w mediach była prawie taka jak po śmierci papaja, a w radio jego hiciory leciały do porzygu. Może wyjdę na buca jak Jari, ale trochę przez to, a trochę przez otoczkę KRÓLA POPU zawsze miałem dystans do jego muzyki, choć nie powiem, bym jej jakoś nie lubił. Acz nie przeszkadza mi to, że za typem stała armia producentów i że po jego śmierci nagle objawili się jego "fani" xd
Anyway, daje zielone, bo to jest odkrycie kolejki. Bałem się trochę tego kawałka, bo szczerze mówiąc okładka trochę odpycha (MJ chyba zainspirował się okładkami zespołu Pendragon xddd) i spodziewałem się jakiejś chały, ale jestem naprawdę mile zaskoczony. W sumie to nawet zabawne, bo ta okładka oddaje klimat tej muzyki - tu panuje wręcz barokowy przepych i nie mam tu bynajmniej na myśli ilości dźwięków na sekundę muzyki (pozdro Alan) tylko przepych świetnych pomysłów i hooków. W tych sześciu minutach z hakiem dzieje się wiele, ale są to rzeczy świetne, na dodatek genialnie wyprodukowane. Odkrycie kolejki, o taki pop, o take arenbi nic nie robiłem.
Carbon Based Lifeforms -MOS 6581
Smoku jak zawsze smoczy i wrzuca ten sam kawałek osiemnasty raz. Munlup zauważył, że coś było na rzeczy z tym Soundgardem, ale nie udało się smokowi uśpić naszej czujności, oj nie :mrgreen... Tego typu muzyka rodem z kompilacji beats to relax/study jest o tyle bezpieczna, że raczej ciężko o jakichś szczególnie słabych przedstawicieli gatunku, ale ten kij ma dwie strony i nie przypominam sobie zbyt wielu ambientów, które mógłbym wrzucić do swojego topu wszechczasów (acz pewnie coś się pojawi). Nie wiem, przyjemnie się tego słucha, trochę bardzo mi to zalatuje Boards of Canada - szczególnie te fragmenty z przekształconym głosem. Z drugiej strony jednak ta muzyka nie jest tak "duchologiczna" jak BoC, te wspomniane wcześniej fragmenty i dźwięki syren dodają całości takiego pierwiastka czegoś dziwnego, niepokojącego. Intrygujące, nie powiem, że nie, będę starał się to jakoś rozgryźć gdzieś i kiedyś.
Belinda Carlisle - Circle in the Sand
Kolejna z rzeczy, które znałem, ale chyba ciężko tego nie znać. Generalnie lubię single Belindy Carlisle, co jest niesamowitym zaskoczeniem wiedząc o tym, że generalnie to lubię ejtisowy pop. Płyt nie sprawdzałem, bo znajac życie poza singlami i jakimś jednym-dwoma deep cuts wiele ciekawego tam nie ma, ale może się mylę.
Kawał świetnego, melodyjnego grania, kto tego nie słyszy, ten kawał drania. Trochę prychłem z opisu Melczeta, który oprócz mostka uwzględnił oooo wokalistki, ale po odsłuchaniu doszedłem do wniosku, że w sumie to faktycznie jest jedna z fajniejszych części tej piosenki. W ogóle lubię pozytywny vibe tej piosenki, kojarzy mi się trochę z tym uczuciem, gdy się zakochasz i jest fajnie i jest się szczęśliwym i wiele więcej do szczęścia nie trzeba. Trochę tylko ta coda jest jakaś taka dziwna, ale może to kwestia tego, że w singlowej wersji jej nie ma i to raczej ja mam dysonans, a nie że coś z nią nie tak.
ACZKOLWIEK gdybym miał uporządkować te kawałki od najlepszego do najsłabszego, to ten by się znalazł w drugiej połowie, ale to tylko i wyłącznie kwestia mocarnej konkurencji. Dziwne rzeczy się dzieją w tej zabawie - najpierw shodan propsuje polski hiphop, potem ja propsuję wrzutę shodana i nie daje zielonego popowi z lat 80, a na dodatek Musiał nie wrzucił swoich recek ostatni. Munlup jak to przeczyta to pewnie dostanie skurczu rąk od przecierania oczu ze zdziwienia xd xd xd
Empire Of The Sun - Walking On A Dream
Chyba gdzieś tu pisałem, że nie przepadam za popem z przełomu 00s/10s. Trochę porabany ten bias, pozornie powinno być inaczej, bo wiecie - dorastanie, młodość, te sprawy. Ale ja wolałem zamiast tego włóczyć się po zadupiach, słuchać muzyki i siedzieć na forach poświęconych Depeche Mode. Mam bardzo mocne skojarzenia z MGMT, a zgadnijcie co sądzę o MGMT. Dla podpowiedzi tylko powiem, że to samo co o popie z przełomu 00s/10s. Skojarzeń z Pet Shop Boys nie słyszę ani nie widzę żadnych, poza tym, że to i to to duet, acz może bardziej współczesne PSB tak brzmi. Nie wiem, bo jakoś nie sluchałem ich płyt z przełomu 00s/10s. Ciekawe dlaczego....
Ja w sumie słyszę, że to nie jest jakieś złe. Gdybym silił się na obiektywność to bym napisał, że to fajny, wakacyjny pop czy coś, ale jednak drażni mnie ta stylistyka muzyczna, drażnią mnie wokale i w ogóle jakieś takie to. Musiałowi sie i tak upiekło, że w tej kolejce pojawił się Pezet, więc nie zroastuje go AŻ tak. ;]
Zatem pomijając dwa ananasy to fajna i równa kolejka.
Ta zabawa mi uświadomiła pewną przezabawną rzecz: mam większy problem z pisaniem o muzyce, którą znam i lubię niż o muzyce, której nie znam. W tym pierwszym przypadku cały czas mam z tyłu głowy to, że się powtarzam i nie wnoszę nic nowego, ewentualnie popadam w egzaltację. Z Kraftwerkiem problem jest nie tylko taki, że wszystko o tym zespole napisano, ale i że pisaliśmy o nim na tym forum relatywnie niedawno. Szczerze to pisząc ponownie, że Komputer Świat to płyta wspaniała trochę czuję się tak jakbym pisał peany nt. tego, że woda jest mokra. xd
Ale kaman, jak inaczej nazwać płytę, która poruszą problematykę komputerów i technologii, która nie zestarzała się przez cztery dekady ani o jotę? A ta kompozycja to perła w koronie, Munlup imo celnie zwrócił uwagę na idealne wyważenie równowagi między melodyjnością popu a bezduszną "robotycznością" tej muzyki. Dobra, wiem, że napisał to ciut inaczej, i że określenie robotyczność jest dość chujowe, ale nic lepszego mi nie przychodzi do głowy, bo przecież nie użyję tutaj słowa industrial xD Ja tylko dodam, że owa ROBOTYCZNOŚĆ potęguje wydźwięk warstwy lirycznej, która w sumie teraz jest jeszcze bardziej aktualna niż wtedy - cóż, nawet w świecie, komputerów, zaawansowanej sztucznej inteligencji i zegarków z gigabajtami pamięci każdy potrzebuje miłości i akceptacji.
I to jest uniwersalna prawda (futbolu) i teraz pozwolę sobie płynnie przejść do kolejnego kawałka, który w sumie jest poświęcony mniej więcej tej samej tematyce, którym to jest...
Pezet & Czarny HIFI - Co jest ze mną nie tak
No cóż, tutaj nie siadło i takie rzeczy uświadamiają mi czemu w większości przypadków meham na polski rap. Kawałek trwa trzy minuty, a ciągnie się jak coś co długo się ciągnie. W ogóle czemu intro trwa pół piosenki, masakra jakaś xd Może i dałbym radę utożsamiać się z podmiotem lirycznym, gdybym też próbował się pogodzić z rozstaniem/dostaniem kosza, ale nie jestem i jak się tak patrzy z boku to słuchanie jak się typ wije, próbując śpiewać o tym, że niby ma byłą gdzieś, ale nie ma, jest trochę smutne, a trochę żenujące. Muzycznie też takie ni w rybę, ni w zupę. Meh kolejki.
Michael Jackson - In the Closet
Chyba urodziłem się parę lat za późno na to, by mieć jakiś sentyment do Jacksona - o jego wizycie w Polsce i niedoszłym parku rozrywki tylko słyszałem po latach. Bardziej pamiętam kontrowersje związane z jego stylem życia i pogrzeb, wokół którego zamieszanie było faktycznie groteskowe - atmosfera w mediach była prawie taka jak po śmierci papaja, a w radio jego hiciory leciały do porzygu. Może wyjdę na buca jak Jari, ale trochę przez to, a trochę przez otoczkę KRÓLA POPU zawsze miałem dystans do jego muzyki, choć nie powiem, bym jej jakoś nie lubił. Acz nie przeszkadza mi to, że za typem stała armia producentów i że po jego śmierci nagle objawili się jego "fani" xd
Anyway, daje zielone, bo to jest odkrycie kolejki. Bałem się trochę tego kawałka, bo szczerze mówiąc okładka trochę odpycha (MJ chyba zainspirował się okładkami zespołu Pendragon xddd) i spodziewałem się jakiejś chały, ale jestem naprawdę mile zaskoczony. W sumie to nawet zabawne, bo ta okładka oddaje klimat tej muzyki - tu panuje wręcz barokowy przepych i nie mam tu bynajmniej na myśli ilości dźwięków na sekundę muzyki (pozdro Alan) tylko przepych świetnych pomysłów i hooków. W tych sześciu minutach z hakiem dzieje się wiele, ale są to rzeczy świetne, na dodatek genialnie wyprodukowane. Odkrycie kolejki, o taki pop, o take arenbi nic nie robiłem.
Carbon Based Lifeforms -MOS 6581
Smoku jak zawsze smoczy i wrzuca ten sam kawałek osiemnasty raz. Munlup zauważył, że coś było na rzeczy z tym Soundgardem, ale nie udało się smokowi uśpić naszej czujności, oj nie :mrgreen... Tego typu muzyka rodem z kompilacji beats to relax/study jest o tyle bezpieczna, że raczej ciężko o jakichś szczególnie słabych przedstawicieli gatunku, ale ten kij ma dwie strony i nie przypominam sobie zbyt wielu ambientów, które mógłbym wrzucić do swojego topu wszechczasów (acz pewnie coś się pojawi). Nie wiem, przyjemnie się tego słucha, trochę bardzo mi to zalatuje Boards of Canada - szczególnie te fragmenty z przekształconym głosem. Z drugiej strony jednak ta muzyka nie jest tak "duchologiczna" jak BoC, te wspomniane wcześniej fragmenty i dźwięki syren dodają całości takiego pierwiastka czegoś dziwnego, niepokojącego. Intrygujące, nie powiem, że nie, będę starał się to jakoś rozgryźć gdzieś i kiedyś.
Belinda Carlisle - Circle in the Sand
Kolejna z rzeczy, które znałem, ale chyba ciężko tego nie znać. Generalnie lubię single Belindy Carlisle, co jest niesamowitym zaskoczeniem wiedząc o tym, że generalnie to lubię ejtisowy pop. Płyt nie sprawdzałem, bo znajac życie poza singlami i jakimś jednym-dwoma deep cuts wiele ciekawego tam nie ma, ale może się mylę.
Kawał świetnego, melodyjnego grania, kto tego nie słyszy, ten kawał drania. Trochę prychłem z opisu Melczeta, który oprócz mostka uwzględnił oooo wokalistki, ale po odsłuchaniu doszedłem do wniosku, że w sumie to faktycznie jest jedna z fajniejszych części tej piosenki. W ogóle lubię pozytywny vibe tej piosenki, kojarzy mi się trochę z tym uczuciem, gdy się zakochasz i jest fajnie i jest się szczęśliwym i wiele więcej do szczęścia nie trzeba. Trochę tylko ta coda jest jakaś taka dziwna, ale może to kwestia tego, że w singlowej wersji jej nie ma i to raczej ja mam dysonans, a nie że coś z nią nie tak.
ACZKOLWIEK gdybym miał uporządkować te kawałki od najlepszego do najsłabszego, to ten by się znalazł w drugiej połowie, ale to tylko i wyłącznie kwestia mocarnej konkurencji. Dziwne rzeczy się dzieją w tej zabawie - najpierw shodan propsuje polski hiphop, potem ja propsuję wrzutę shodana i nie daje zielonego popowi z lat 80, a na dodatek Musiał nie wrzucił swoich recek ostatni. Munlup jak to przeczyta to pewnie dostanie skurczu rąk od przecierania oczu ze zdziwienia xd xd xd
Empire Of The Sun - Walking On A Dream
Chyba gdzieś tu pisałem, że nie przepadam za popem z przełomu 00s/10s. Trochę porabany ten bias, pozornie powinno być inaczej, bo wiecie - dorastanie, młodość, te sprawy. Ale ja wolałem zamiast tego włóczyć się po zadupiach, słuchać muzyki i siedzieć na forach poświęconych Depeche Mode. Mam bardzo mocne skojarzenia z MGMT, a zgadnijcie co sądzę o MGMT. Dla podpowiedzi tylko powiem, że to samo co o popie z przełomu 00s/10s. Skojarzeń z Pet Shop Boys nie słyszę ani nie widzę żadnych, poza tym, że to i to to duet, acz może bardziej współczesne PSB tak brzmi. Nie wiem, bo jakoś nie sluchałem ich płyt z przełomu 00s/10s. Ciekawe dlaczego....
Ja w sumie słyszę, że to nie jest jakieś złe. Gdybym silił się na obiektywność to bym napisał, że to fajny, wakacyjny pop czy coś, ale jednak drażni mnie ta stylistyka muzyczna, drażnią mnie wokale i w ogóle jakieś takie to. Musiałowi sie i tak upiekło, że w tej kolejce pojawił się Pezet, więc nie zroastuje go AŻ tak. ;]
Zatem pomijając dwa ananasy to fajna i równa kolejka.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No to został Melki, który nie odkrył jeszcze ibupromu. Wuja Shodan powinien tu nam zrobić jakieś małe, przyspieszono "wojsko".
Huknąć tu i tam, a my zrobimy ze dwa przysiady, jedną pompkę i od razu głowy przestaną boleć.
Huknąć tu i tam, a my zrobimy ze dwa przysiady, jedną pompkę i od razu głowy przestaną boleć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Głowa mnie boli potwornie cały dzień, ibuprom średnio pomaga, jestem jak otępiały, ale jedziemy 
Kraftwerk - Computer Love
Jeden z moich pierwszych (świadomych) kontaktów z Kraftwerkiem miał miejsce, kiedy wśród innych płyt w domu odkryłem składankę The Very Best Of. Od razu moją uwagę przyciągnęły piosenki z Computerwelt - zwłaszcza Taschenrechner - nie wiem w sumie, dlaczego - i Autobahn. Jakoś od początku podobał mi się ten zespół, również album, z którego pochodzi Computer Love (Computerliebe, ja jednak chyba wolę wersje niemieckojęzyczne), choć częściej wracam do Trans Europa Express czy Die Mensch Maschine.
Biorąc pod uwagę tylko upodobania osobiste niespecjalnie jakoś rozumiem, czemu tego typu muzykę określa się jako odhumanizowaną, jest w niej przecież i silny związek ze światem, który żyjemy (tak! na co dzień wszędzie mamy do czynienia z komputerami! niespodzianka!) i jest w niej zawartych wiele emocji (więcej niż w gitarowym łomocie, a przynajmniej ja je dużo łatwiej przyswajam), a brzmi to w dalszym ciągu bardzo fajnie (od razu skojarzyłem, skąd tak dużo mojej sympatii czy to do See You, czy do World In My Eyes). Zgrabna melodia, rytm, a wszystko w bardzo spokojnym tonie. Znakomita płyta i znakomity jej przedstawiciel - tego typu piosenki mają to do siebie, że mogą trwać bardzo długo i nie zwraca to zbytniej uwagi dzięki transowemu rytmowi. Warstwa liryczna cały czas aktualna. Na swój sposób jest to fascynujące, jak taka mechaniczna muzyka jest zarazem bardzo ludzka. To jest coś, czego można słuchać ciągle i ciągle do tego wracać.
Pezet & Czarny HIFI - Co jest ze mną nie tak
Fajnie, że przez 1'25'' z 3'31'' trwa wstęp, mało ciekawy zresztą
. Co jest z tobą nie tak, gościu malinowy? Nie wiem, może to, że trudno określić, o co ci, typie, chodzi. Tęsknisz za dziewczyną czy jej nienawidzisz? Nadajesz, że nie umiesz, chociaż chciałbyś? To się nadaje do przeżycia, może przegadania z kimś znajomym, ale po co o tym rapować? To ani ciekawe, ani zabawne, ani nawet specjalnie agresywne. Okropny typ. A sam kawałek krótki i bez wyrazu.
Michael Jackson - In the Closet
Zacznę od anegdoty - kolega wsiadł kiedyś do autobusu, a jakaś starsza pani obróciła się za nim i zawołała: o, Michael Jackson! Na co kolega zmieszany: ale, proszę pani, przecież on nie żyje
. Czy on jest podobny do Jacksona? A skąd, nawet po wybieleniu muzyka!
Jackson to takie nazwisko, które jest niemal synonimem muzyki pop, jedno z największych nazwisk na tym padole. Pamiętam, jakie było zamieszanie, jak zmarł i potem, kiedy jego ciemne sprawki wyszły na jaw. Przeczytałem temat o śmierci muzyka i myślę, że niektórzy mogli sobie darować (Jari pewien temat poruszył chyba w nieodpowiednim momencie, ale już Kieca to się zachował jak undergroundowy bojownik, co jest żenujące - Jari wtedy poszedł w ślad za nim - ech...) Ja go generalnie kojarzyłem z największych przebojów, bo to nie do końca moja estetyka (za bardzo amerykańska).
Kawałek słyszę pierwszy raz i jest mocny, tak, jest mocny, robi wrażenie. Wstęp trochę od czapy, taka filmowa introdukcja, ale potem ten bardzo chwytliwy bit, a przede wszystkim kapitalny refren, który na długo zostaje w pamięci. Warstwa rytmiczna w tej piosence jest mocarna. W którymś momencie przyszło mi do głowy, że może to jest trochę za długie... Wokale znakomite, któryś raz słucham i nie mogę się oderwać, Shodan wygrywa w cuglach tę kolejkę razem z Hienem. Spowolnienie z żeńskim wokalem jak najbardziej na plus, urozmaicenie tylko wychodzi na dobre In The Closet. Serio, kapitalna sprawa, do tego się będzie wracać!
PRO8L3M - Księżycowy krok
Nie, no, znowu rap. Wydawało mi się, że wszystkiego jestem w stanie posłuchać, ale przy słuchaniu tego gatunku zacząłem rozumieć, gdzie są moje granice poznawcze. Melodeklamacja znowu mi nie odpowiada, recytatorzy zawsze wydają mi się bardzo podobni do siebie. Cała ta nawijka o brudnej gotówce (sorry, ale to jak z jednego szablonu) mnie zniesmacza, ta stylistyka jest wybitnie nie dla mnie. Rytm jest jakiś dziwny, trudno go uchwycić na dłuższą metę, trochę to niespójne. Chociaż to Aya RL może i tworzy niezły kontrast, ale przypomina mi to taki mix od czapy, wszystko tam wrzucono bez zastanowienia się, czy pasuje. Dla odmiany filmowy, ciekawy podkład budzi inne, sympatyczniejsze skojarzenia. O, tak, podkład może być, klimatyczny, jest ok.
Carbon Based Lifeforms -MOS 6581
A tu mamy kolejną porcję muzyki ambientowej, wyciszającej, relaksacyjnej, ilustracyjnej, elektronicznej. Przez te głosy w tle przypomniało mi to o Signify, ale to po prostu pierwsze skojarzenie. W sumie nie przywołuje na myśl jakichś konkretnych obrazów, ale nietrudno pobudzić przy tym wyobraźnię. W sumie nie wiem, co napisać, mam wrażenie, że przy poprzednich, podobnych wrzutkach napisałem już wszystko. Fajnie się tego słucha, mimo wrażenia pewnej monotonii na pierwszym planie w tle cały czas bardzo dużo się dzieje, pełen chill out można przy tym osiągnąć. Myślę, że to może chwycić tak, jak Yokota. Jestem jak najbardziej za.
Empire Of The Sun - Walking On A Dream
Przyjemna, melodyjna piosenka, te wysokie zaśpiewy są świetne. Kojarzy mi się to z latami zerowymi, wtedy - zdaje się - takiej muzyki było sporo. Lekki, sympatyczny kawałek, dla mnie jak najbardziej na plus. Ten bit jest całkiem bujający, a sam utwór na tyle spokojny, że nadaje się do słuchania przy różnych okazjach. Ten wstęp, pierwsze dźwięki są w dechę, jakby przywoływały lata 80. Solidne, całkiem mocne brzmienie, dla mnie to kolejna rzecz może nie do zapoznania się w większej ilości (nie wiem, czy by weszło), ale do zapamiętania. Fajnie.
Kraftwerk - Computer Love
Jeden z moich pierwszych (świadomych) kontaktów z Kraftwerkiem miał miejsce, kiedy wśród innych płyt w domu odkryłem składankę The Very Best Of. Od razu moją uwagę przyciągnęły piosenki z Computerwelt - zwłaszcza Taschenrechner - nie wiem w sumie, dlaczego - i Autobahn. Jakoś od początku podobał mi się ten zespół, również album, z którego pochodzi Computer Love (Computerliebe, ja jednak chyba wolę wersje niemieckojęzyczne), choć częściej wracam do Trans Europa Express czy Die Mensch Maschine.
Biorąc pod uwagę tylko upodobania osobiste niespecjalnie jakoś rozumiem, czemu tego typu muzykę określa się jako odhumanizowaną, jest w niej przecież i silny związek ze światem, który żyjemy (tak! na co dzień wszędzie mamy do czynienia z komputerami! niespodzianka!) i jest w niej zawartych wiele emocji (więcej niż w gitarowym łomocie, a przynajmniej ja je dużo łatwiej przyswajam), a brzmi to w dalszym ciągu bardzo fajnie (od razu skojarzyłem, skąd tak dużo mojej sympatii czy to do See You, czy do World In My Eyes). Zgrabna melodia, rytm, a wszystko w bardzo spokojnym tonie. Znakomita płyta i znakomity jej przedstawiciel - tego typu piosenki mają to do siebie, że mogą trwać bardzo długo i nie zwraca to zbytniej uwagi dzięki transowemu rytmowi. Warstwa liryczna cały czas aktualna. Na swój sposób jest to fascynujące, jak taka mechaniczna muzyka jest zarazem bardzo ludzka. To jest coś, czego można słuchać ciągle i ciągle do tego wracać.
Pezet & Czarny HIFI - Co jest ze mną nie tak
Fajnie, że przez 1'25'' z 3'31'' trwa wstęp, mało ciekawy zresztą
Michael Jackson - In the Closet
Zacznę od anegdoty - kolega wsiadł kiedyś do autobusu, a jakaś starsza pani obróciła się za nim i zawołała: o, Michael Jackson! Na co kolega zmieszany: ale, proszę pani, przecież on nie żyje
Kawałek słyszę pierwszy raz i jest mocny, tak, jest mocny, robi wrażenie. Wstęp trochę od czapy, taka filmowa introdukcja, ale potem ten bardzo chwytliwy bit, a przede wszystkim kapitalny refren, który na długo zostaje w pamięci. Warstwa rytmiczna w tej piosence jest mocarna. W którymś momencie przyszło mi do głowy, że może to jest trochę za długie... Wokale znakomite, któryś raz słucham i nie mogę się oderwać, Shodan wygrywa w cuglach tę kolejkę razem z Hienem. Spowolnienie z żeńskim wokalem jak najbardziej na plus, urozmaicenie tylko wychodzi na dobre In The Closet. Serio, kapitalna sprawa, do tego się będzie wracać!
PRO8L3M - Księżycowy krok
Nie, no, znowu rap. Wydawało mi się, że wszystkiego jestem w stanie posłuchać, ale przy słuchaniu tego gatunku zacząłem rozumieć, gdzie są moje granice poznawcze. Melodeklamacja znowu mi nie odpowiada, recytatorzy zawsze wydają mi się bardzo podobni do siebie. Cała ta nawijka o brudnej gotówce (sorry, ale to jak z jednego szablonu) mnie zniesmacza, ta stylistyka jest wybitnie nie dla mnie. Rytm jest jakiś dziwny, trudno go uchwycić na dłuższą metę, trochę to niespójne. Chociaż to Aya RL może i tworzy niezły kontrast, ale przypomina mi to taki mix od czapy, wszystko tam wrzucono bez zastanowienia się, czy pasuje. Dla odmiany filmowy, ciekawy podkład budzi inne, sympatyczniejsze skojarzenia. O, tak, podkład może być, klimatyczny, jest ok.
Carbon Based Lifeforms -MOS 6581
A tu mamy kolejną porcję muzyki ambientowej, wyciszającej, relaksacyjnej, ilustracyjnej, elektronicznej. Przez te głosy w tle przypomniało mi to o Signify, ale to po prostu pierwsze skojarzenie. W sumie nie przywołuje na myśl jakichś konkretnych obrazów, ale nietrudno pobudzić przy tym wyobraźnię. W sumie nie wiem, co napisać, mam wrażenie, że przy poprzednich, podobnych wrzutkach napisałem już wszystko. Fajnie się tego słucha, mimo wrażenia pewnej monotonii na pierwszym planie w tle cały czas bardzo dużo się dzieje, pełen chill out można przy tym osiągnąć. Myślę, że to może chwycić tak, jak Yokota. Jestem jak najbardziej za.
Empire Of The Sun - Walking On A Dream
Przyjemna, melodyjna piosenka, te wysokie zaśpiewy są świetne. Kojarzy mi się to z latami zerowymi, wtedy - zdaje się - takiej muzyki było sporo. Lekki, sympatyczny kawałek, dla mnie jak najbardziej na plus. Ten bit jest całkiem bujający, a sam utwór na tyle spokojny, że nadaje się do słuchania przy różnych okazjach. Ten wstęp, pierwsze dźwięki są w dechę, jakby przywoływały lata 80. Solidne, całkiem mocne brzmienie, dla mnie to kolejna rzecz może nie do zapoznania się w większej ilości (nie wiem, czy by weszło), ale do zapamiętania. Fajnie.