Best of Forum VII

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 28 mar 2025 18:43

Kolejka 6. (156.)

26. Flume feat. Chet Faker - Left Alone (stripped)
27. Network! - Electric (Hien)
28. Paloma Faith feat. Teddy Swims - Only Love Can Hurt Like This (shodan)
29. Gina T. - Tokyo By Night (devotional)
30. King Crimson - The Night Watch (mintaj)
31. Space Art - Odyssey (Dragon)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 01 kwie 2025 07:54

Gina T. - Tokyo By Night

Zacznę od tego że dla mnie ten numer nie jest przedstawicielem italo disco a bardziej euro disco. Oczywiście wiem że te nurty się przenikały mocno tak jak każdy kwadrat jest prostokątem itd. ale ja uznaję podział wg którego italo disco to Savage, Ryan Paris, Gazebo, Baltimora zaś euro disco to właśnie już brzmienia typu Modern Talking, C.C. Catch, Sandra czy Bad Boys Blue. Na jakiej zasadzie to sobie dzielę? Ano wg najprostszego podziału w historii muzyki czyli muzykę dzielimy na dobrą i złą, dla mnie italo disco to dobra muza a euro disco to gówno (już nawet nie wspominając o fakcie że Ci pierwsi faktycznie pochodzili z Włoch a te pozostałe kapele to różne europejskie, często nawet niemieckie twory-potwory). I zasadniczo w tym miejscu recenzji chciałem napisać że no Gina T. to też jest euro disco i że należałoby spuścić ten numer w kiblu ALE... jest jedno ale, które paradoksalnie ratuje trochę ten kawałek. Chodzi właśnie o tą wzmiankę o Tokyo, bo jak zestawić sobie ten numer z obrazkami Japonii lat 80. powiedzmy to to kurde się naprawdę fajnie klei myślę, ten rodzaj kiczu pasuje mi tam jak ulał, o wiele lepiej niż jak wyobrażę sobie dyskę gdzieś w szaroburym RFN lat 80. Zatem tak rzutem na taśmę choć nie jest to moja broszka powiedzmy że nie hejtuję tego numeru a nawet w określonych okolicznościach to działa.

Network! - Electric

Lubię kiedy Kuba wychodzi czasem poza wzorcowe munlupizmy i rzuca czymś bardziej od czapy, no tu może też bez szaleństw ale electropopem też rzadko nas częstował. Podoba mi się brzmienie tego numeru choć jest trochę CHEAP jakby, to mi się kojarzy z And One takie pulsujące basy jak ten tutaj. Wokalistka ma ciekawy głos, przypomina mi pewną artystkę która pojawi się kiedyś w mojej bestce, tu niestety nie mogłem dojść co to za kobieta jest na wokalu a nawet zastanawiałem się czy to nie ona - miauczenie identyczne. Może dupy nie urywa ale wcale nie musi, wystarczy mi że daje to właśnie vibe tego jak to pisałem nieco cheap electropopu jakiego nie słucham na codzień i mi się podoba.

Paloma Faith feat. Teddy Swims - Only Love Can Hurt Like This

Wielka Brytania od jakichś 20 lat ma chyba monopol na wydawanie takich wokalistek śpiewających ten tzw. biały soul - Amy Winehouse, Duffy, Adele itd. Paloma ze swoim wokalem wpisuje się w podobne klimaty choć muzycznie nie wiem jak tam, tu akurat jest typowo retro zagrane to, ale ja sam pierwszy i chyba jedyny raz słyszałem o niej po współpracy z drum&bassowym duetem Sigma. Była chyba jedną z wielu wokalistek które wówczas wypływały na szersze wody po gościnnym występie na jakimś klubowym bangerku. Tu mamy miłosną soulową balladę która jest do bólu poprawna, dla mnie to jest typowy radiowy produkt, powiedzmy że Paloma niczym nie jest w stanie zaskoczyć w tym wydaniu dla mnie a towarzyszący jej Teddy jest dla mnie raczej nijaki. Przykro mi, nie jestem targetem, tego typu numery rzadko chyba wzbudzają we mnie coś więcej nad wzruszenie - ramion.

King Crimson - The Night Watch

Kolejne podejście do Karmazynowego Króla w bestce, myślę że dotychczas lepiej było wgryzać się w jego albumy niż pojedyncze numery. Nie będę ukrywał już na wejściu zaskoczyło mnie gdy ujrzałem że numer trwa niecałe 5 minut - jak się okazuje miało to znaczenie podczas pozniejszych odsłuchów. Rzecz w tym że kurde ten numer jest dla mnie stanowczo za krótki i ni cholerę nie byłem w stanie go ugryźć na tym dystansie. Intro jest już długie samo w sobie i zostają niecałe 4 minuty piosenki później. W sumie moje ucho najciekawsze co wyłapało to moment wejścia perkusji bo dostajemy lekki przyjemny groove i kolejny raz wyczuwam tu materiał do cięcia sampli, dobrych pałkarzy mieli Ci progrockowcy kurde. Ale poza tym mam poczucie że jest tu za mało treści w tym numerze i zanim co to on już dobiega końca a ja zostaję z mindfuckiem - słyszałem ja to czy mi się tylko śnił ten numer? Może tyle jestem w stanie napisać że brzmi to nieco faktycznie jak dziwny sen-półsen jaki otrzymujemy kiedy to człowiek wybudzony w środku nocy przez godzinę turla się z boku na bok próbując zmusić do snu aż pada zmęczony i śni takie dziwne coś zanim po pół godzinie budzi go dźwięk porannego alarmu. Czy cokolwiek można z niego zrozumieć? Czy cokolwiek wynika z mojej recenzji? Czy zrozumie to sam wrzucający ten utwór? NIE WIEM.

Space Art - Odyssey

O, i to kolejne zaskoczenie długością (a raczej krótkością) wrzuty w tej kolejce, dostajemy niecałe 4 minuty progresywnej elektroniki, coś nowego. Czytając opis z miejsca nastawiałem się na minimum 8 minut grania. Chyba kolejny niedosyt w tej kolejce bo numer nie ma dość czasu by zrobić odpowiedni - heh - progres. Oczywiście równie łatwo można przegiąć w drugą stronę u mnie, po prostu ten numer to nie jest Oxygene IV, brak mu chyba tego czegoś, chwytliwego riffu który złapał by mnie na tak krótkim dystansie a tak mam poczucie że dostaję fragment większego tortu który co prawda od góry ma piękną dekorację w kształcie jednorożca ale tego nie wiem bo całego tortu nie widziałem a ktoś ukroił mi mały kawałeczek jego dupy. Może zjadłem ze smakiem ale w sumie nie odróżniłbym od innych tortów jakie jadałem na weselach.


Nachwaliłem się minionych kolejek trochę to tym razem bardziej gorzko - fajne Network a potem nic tu po mnie raczej.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 kwie 2025 11:27

Flume - Left Alone (feat. Chet Faker)

Ta kompilacja fragmentów THIS IS AUSTRALIAN brzmi faktycznie jak jakieś potencjalne jingle Eurosportu xD Tak więc jestem, powiedzmy, na dzień dobry w domu. Dobra, melodyjna piosenka jako szkielet tego popisu nowych elektronicznych wtyczek (jak u Frinkinga), podoba mi się, że to jest krok zrobiony w stronę czegoś o strukturze klasycznego hitu. To jest jednocześnie mega chwytliwe, ale też takich rzeczy u nas w Zetce, czy Esce się nie słyszy, więc ma to nadal vibe egzotyczny. Letniaczek jak się patrzy, będę miał ze sobą podczas wyjazdów w słońcu. Zajebisty klimat. Murzyn dostarczył.

Paloma Faith - Only Love Can Hurt Like This (ft. Teddy Swims)

Hmm, powiem szczerze, że mam już dosyć muzyki stylizowanej. Uwielbiam muzę z lat 50/60, uwielbiam proga z lat 70, itd., ale już męczą mnie tanie stylizacje, montowane w 2020tych latach. Wokal Palomy mi nie robi, Teddy Swims jest spoko, ale to niestety niewiele ratuje. Są takie kompilacje muzyki sprzedawanej jako licencje dla twórców reklam, itd., i to tak brzmi. Bywają tam fajne kawałki, będę jeden taki miał, ale ten wujasowy mi średnio podszedł niestety. Może to ten sztuczny klimat mnie tak irytuje, a może to, że po prostu brzmi to jak coś wyplute pod sprzedaż i tylko pod sprzedaż, korzystając ze wszystkich możliwych gatunkowych klisz. Nie wiem. Nie chcę się pastwić, piosenka jest ładna, ale chyba by lepiej weszła w jakiejś edycji bożonardzeniowej, czy coś.

Gina T. - Tokyo By Night

Musiał szpanujący wyjazdem part X. Czy laska zaczyna utwór słowami „follow my cock”? Jeżeli nie, to i tak tego nie odusłyszę. Jak dla mnie to jest Tokyo przepuszczone przez filtr Sandry, no nie mogę powiedzieć, że mnie to grzeje. Takie typowe tanie ejtisy. Znawcy się będą kłócić, że nie prawda, ale prostytutka, chyba nawet lepiej się z tym czuję, że żaden ze mnie znawca xD Do takich numerów trzeba mieć osobisty background, Musiał ma, ja nie mam, w zasadzie na tym możemy zakończyć, bo to jest rzeczywiście lekkie italo sralo i tyle. Wuja jednak prezentował lepsze rzeczy w tym stylu, więc no niestety, o ile nie będę tego zjeżdżał, bo nie ma powodu, to też propsów nie mogę dać. Mam nadzieję, że chociaż atencyjne kompleksy lekko podpomowała ta wrzuta.

King Crimson - The Night Watch

Co by się nie działo w kolejkach, to wiem, że na końcu wjedzie Mentos i albo dosypie gównem, albo wrzuci odtrutkę na eskowe, czy ejtisowe szajsy. No i mamy to. Lubię „The Night Watch”, jest taki fajny live album KC, który się tak nazywa. GY!BE musieli mocno tego słuchać. Wetton czaruje głosem, ogólnie jest tu wiele rzeczy, za które lubię tę inkarnację Kingów Crimsonów. Segmenty przechodzą w siebie w sposób naturalny, nie ma tu odczucia sztucznego sklejania niesklejalnych motywów. Fripp wjeżdża z typowa dla siebie gitarką i jest fajnie. Krótko i na temat. Trochę zakurzony i mniej znany numer w repertuarze KC, fajnie że ktoś jeszcze w te rejony dociera, szok, że to Seba.

Space Art - Odyssey

Miałem już przeklejać recenzje na forum, a tu nagle zasko, bo jeszcze na końcu został Dragon. Fhrancuzka elektronika mająca bezpośrednie konotacje z Jarrem. Nie znałem. Tzn. kojarzę gościa, który towarzyszył Jarrowi na koncertach, ale nie znałem jego muzyki. Brzmi to spoko. Fajne połączenie żywej perkusji z analogami, Jarre też tego próbował live i w sumie tak to zapamiętałem. Aura za oknem raczej gówniana, ale rozumiem pragnienie przyciągnięcia weselszych wajbów, chyba każdy już trochę na to czeka. Fajna muzyka, nic wiekopomnego, czy zachęcającego do zagłębiania się w dyskografie tych panów, ale z drugiej strony to czemu nie. Czytam, że obaj muzycy nie żyją, ale 5 (7) wydanych albumów, to nie jest jakaś sroga liczba i ostatecznie, czuję się wystarczająco zaintrygowany, żeby sięgnąć po coś więcej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 01 kwie 2025 13:13

Flume - Left Alone (feat. Chet Faker)

No i bardzo dobrze, że Jacek czegoś tam nam pozazdrościł i wrzucił coś współcześniejszego. Ja lubię te bardziej współczesne, elektroniczne brzmienie. Pomysł z eksplorowaniem australijskich brzmień muzyki elektronicznej bardzo dobry. Trzeba poszukiwać nowych brzmień, bo to często się po prostu bardzo opłaca. Left Alone oczywiście od początku mnie zainteresowało. Świetny wokal na samym początku, ale potem też jest bardzo dobrze. Dobry bit, fajnie brzmiące syntezatory, chórki. To wszystko bardzo mi się podoba i byłbym rad z większej ilości tego typu muzyki.

Network! – Electric

I mamy kontynuację elektronicznego wątku. W to mi graj. Bardzo przyjemny taneczny bit. Mam wrażenie, że wszystkie patenty już gdzieś słyszałem, bo wszystko wydaje się znajome i z czymś się kojarzy. Ale to nieważne. Ważne, że dobrze brzmi i dobrze się tego słucha. Jest melodyjnie. Wokale też w porządku. Bardzo przyjemna nuta.

Gina T. - Tokyo By Night

I tu się zgadzam z Murzynem, że to nie jest raczej italo disco. Mocno za to zalatuje takimi wykonawcami jak C.C. Catch i Blue System. Generalnie nigdy jakoś nie słuchałem takiej muzyki dobrowolnie, choć też nigdy mi nie przeszkadzała. Nawet parę utworów bym wymienił, które mi się dosyć podobały. Te wszystkie utwory są do siebie bardzo podobne. Podobna konstrukcja, bity, chórki, różne zabiegi. Tak więc Tokyo by Night na pewno nie grzeszy oryginalnością. Ale gorsze jest to, że nie wyróżnia się też jakoś szczególnie melodią. Jest ok, można posłuchać, ale raczej w pamięci mi nie zostanie. C.C. Catch miała lepsze utwory. Że o Bad Boys Blue nie wspomnę. Poza tym nie mam pojęcia, czemu Dev przebywający w Tokyo chciał przy tej okazji koniecznie wrzucić italo disco? W ogóle jakiekolwiek disco? Japonia na pewno mi się z taką muzyką w ogóle nie kojarzy. Nawet jeżeli ma słowo Tokyo w tytule.
W ogóle bardzo zazdroszczę koledze tego wyjazdu. Strasznie bym chciał tam pojechać.

King Crimson - The Night Watch

A tfuuu znowu ten prog. Ale zaraz, to King Crimson, który kilka razy się już w bestkach pojawiał i prędzej czy później zdołał się zawsze u mnie nieźle przegryźć. I tutaj też jest bardzo spoko. Utwór jak na rock progresywny nie za długi. I w sumie dobrze. Długasy często potrafią przestraszyć. Fajny spokojny początek, skrzypce robią dobry klimat. Powoli się to rozkręca. Po dwóch minutach następuje ładny fragment z ładną gitarą. Wokalista świetnie daje radę. Naprawdę ładny ten utwór. KC potrafią jednak robić dobrą muzykę. Nawet jeżeli się za tym gatunkiem jakoś szczególnie nie przepada. Po prostu jest tutaj to wszystko fajnie uporządkowane. Nie ma chaosu jak u wielu innych progowych wykonawców. I jest jakiś klimat. Tutaj powiedziałbym taki dosyć filmowy. Byłby to idealny soundtrack do jakiegoś filmu o piratach na przykład. ;)

Space Art – Odyssey

Można by rzec kosmiczna podróż na wesoło. Już od samego początku figlarne klawisze zarażają dobrym humorem. Choć jak mam być szczery, to wolę niepokojące kosmiczne przejażdżki w stylu choćby „Songs of a Dead Dreamer”. Ale oczywiście nie zamierzam tu narzekać, bo jest ok. Krótko, lekko, optymistycznie. Za oknem akurat piękny słoneczny dzień, więc aura jak najbardziej pasuje. A czy mnie to skłoni do sprawdzenia czegoś więcej? Tym razem chyba jednak nie.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 kwie 2025 11:26

Flume, Chet Faker Left Alone

Heh, nawet Fluma można poznać via GTA SAndreas. Kręciłem się jakiś czas nieopodal jego muzyki. Mixtape z takimi ludźmi jak Jpeg, SOPHIE czy Kučka zrobił duże wrażenie. To po prostu dobre kombinacje na klubowo. Rzeczy bardziej w stylu r&b czy coś to mniej... chyba, że lecą w RAMie. Ja bym się w ogóle nie zdziwił obecnością tego kawałka i tam. Potrzebuje chwili, żeby się rozbujać. Za pierwszym razem wokal mnie strasznie odrzucił. Koniec końców chodzi o przyjemny zblazowany bicik, jakby zaraz miał się rytmicznie posypać. Gościnny ziomek dalej radzi sobie jak powinien, ładnie na nim leci. Moralne niepokoje, tyle że okraszone jakąś substancją. W ten sposób nie wychodzi tak źle, można słuchać bez problemu.

Network! Electric

Ciekawe jakubowe skojarzenia, choć dla mnie to jest taka ciepła muzyka, że do głowy przychodzą tylko jakieś vip roomy czy kraftowe kawiarnie z czasów, gdy nikt by ich tak nie określił. W ogóle śmiesznie, bo numer brzmi jak taka glamour parodia Kraftwerku. Electric electro srectro, robotyczne infantylne wokale (cringe?) i to jeszcze żeńskie, jakoś nie umiem tego zaakceptować. Jedna melodia trochę jak z Fade to Grey. Wokoder też dość bekowy, dodaje archaicznego sznytu, tak żeby moje skojarzenie miało jakiekolwiek potwierdzenie w faktach. Bardziej Kraftwerk niż Daft Punk, tak. Ani na klubowo, ani na moodowo. Zupełnie niezobowiązująca głupotka na znacznie lepszą pogodę.

Paloma Faith Only Love Can Hurt Like This

Rozumiem zajawę, ale to wciąż jest przedstawicielka nurtu popu jak ze stocka. Albo plastiki w średnim tempie i cykacze & clap albo tromby bomby rodem z paczki royalty free samples do zdobycia dzięki koledze, który ma za dużo wolnego transferu na Chomikuj pe el. Nie ma w tym życia, nie umiem zebrać w sobie jakichkolwiek głębszych emocji po kolejnym odsłuchu. Tytułowa fraza zaśpiewana odpowiednio dużo razy zaczyna bardziej irytować niż zachwyt w nas wzbudzać. Obecności kogoś jeszcze można nawet nie wyłapać. Wokalnie wszystko zbyt podobne do wszystkiego. Jest jakaś chrypa, sznycik r&b, ale nawet nie ma jak się wykazać ponad bezpieczny standard. Te tromby to jest najlepsze podsumowanie. Nie da mnie Palomy Wiary smak.

Gina T. Tokyo by Night

Zazdro tego Tokio. Sam bym się pokręcił między klubami jak z Enter the Void a terenami zielonymi, bo cały ten zgiełk miejski to raczej podziękuję, ale kierunek wyprawy wyborowy. Adrian rzadko kiedy nie trafia na odcinku duchologiczno-kliszowym, no to są moje ulubione wrzutki. Znakomite discopolowe brzmienie w stylu Rafała Paczkowskiego, new age klawisze, przyjemna głupota i prostolinijność tekstu. Skromna stylizacja bez szczególnego zawłaszczanka, elegancko. Jeszcze ta okładka, taki bardziej udany ryjec niż to, co w epoce zaproponował schyłkowy CAN. Niby z ducha ejtisowe, ale schemat, efekty i niektóre brzmienia mogły jeszcze uchodzić za relatywnie świeże. W Polsce bezwstydnie można byłoby to grać do końca wieku, a teraz zyskuje szlachetność w stylu kiedyśtobylnym. Tu kolejka ruszyła z kopyta.

King Crimson The Night Watch

Co chodzi o Starless and Bible Black... w epoce odkrywania może chodziła z mniejszą regularnością niż Red czy Larksi, ale to wciąż bardzo dobra płyta. Całe lata niczego z niej nie słuchałem, wspominki ożyły. Nie ma u mnie zbyt dużo potencjału do ponownego odsłuchu, w przypadku KC to zawsze kryzys bogactwa (tak, poza THRAK). Przyciężkawy klimat, ta dźwiękowa ściana na dzień dobry może przytłoczyć. Na szczęście potem robi się kameralnie, Wetton nie robi wysokich zaśpiewów i dobrze, całość jest bardziej wzruszająca. Bardziej emocjonalne niż Emocjonalna? W sumie... tylko dlatego nie wracam, gdzieś ten ładunek wyparował. To i tak bardzo dobry thrack, jeden z lepszych obok ostatniego duetu, tam znajduje się kulminacja płyty. Seba wspomina jeszcze o koncertówce, jest tam kilka pięknych wersji innych utworów. Gdy ktoś ma dość produkcji trochę jak z puszki, powinien sięgnąć po te nagrania. Dobra wrzuta o dużej wartości sentymentalnej.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 kwie 2025 11:30

Hien pisze:
01 kwie 2025 11:27
Czytam, że obaj muzycy nie żyją, ale 5 (7) wydanych albumów, to nie jest jakaś sroga liczba i ostatecznie, czuję się wystarczająco zaintrygowany, żeby sięgnąć po coś więcej.
Te płytki z ostatnich lat to Mr Perrier nagrywał już z synem perkusisty, ciekawe jak to wypadło. Na razie zrobiłem krok do tyłu... nie ma dramatu
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 kwie 2025 14:59

Flume - Left Alone feat. Chet Faker

Khym, nie wiem, co powiedzieć. Z jednej strony bicik fajny, muza tak w ogóle (ale jak się przegryzie po kilku odsłuchach), ale też wokal męczy wyjątkowo. Coś mi w nim po prostu nie pasuje, koleś jęczy, płacze, no rozumiem, że taki charakter tego utworu, ale trochę za bardzo. Imię Cheta Fakera (ksywę, whatever) znam od ponad dekady, ale nigdy niczego nie słyszałem. Ciekawe, bo gość chyba był popularny wśród hipsterów, więc gdzie ten rok 2012 czy tam 13... Przykro mi, no bonus na teraz, ale przez samą muzykę mogę powiedzieć, że to nie będą moje ostatnie słowa i nie wykluczam zmiany oceny po jakimś czasie. Na razie potrzebuję czegoś wyraźniej wiosennego.

Network! - Electric

Proszę proszę, mówię i mam. Czemu imć Munlup nigdy mi o nich nie wspomniał? A może wspomniał, tylko swoim zwyczajem nie pamiętam... Tutaj podobnie jak wyżej, czyli fajna muza i totalnie badziewne wstawki wokalne, ale te jednocześnie robią cały klimat kawałka. Kawałka, który mocno zalatuje jakimiś najntisami w elektropopie (a nawet takimi rzeczami, jak Snap!). Czytam na Discogs, że goście byli ze Szwajcarii. Cóż, najwyraźniej nie poszło im tak dobrze jak Yello, ale potrafię sobie wyobrazić bujanie się do takiej muzy. Damski wokal nieco drażni, ale dla odmiany dobrze leży z utworem. Naprawdę fajne to, kurdebele.

Paloma Faith - Only Love Can Hurt Like This feat. Teddy Swims

Paloma Faith, Paloma Faith... też musiałem się już spotkać z tym nazwiskiem, ale niewiele więcej wiem. Głos ma podobny do Sii, więc już wiem, skąd Wujkowa sympatia. Muszę powiedzieć, że nie brzmi źle. Cały ten Swims też bardziej Swims niż Drowns, ale też... czy ja już gdzieś tego wszystkiego nie słyszałem? Nawet aranżacja nie wydaje się być jakoś zaskakująca. Całość aż krzyczy rokiem 2013 (trochę jak wrzuta Murzyna), trochę trąci pretensjonalnością, obiektywnie nie mam się do czego przyczepić, ale jakoś motyli w brzuchu też nie czuję. Z podobnych do siebie tytułów wolę Only Love Can Break Your Heart od Seby. Tak więc nie tym razem.

King Crimson - The Night Watch

Urgh, znowu prog, ale po pierwsze, to Król Karmazynowy, po drugie, krótkie xD Nie no, King Crimson zawsze ma u mnie szczególne miejsce w serduszku, dlaczego i po co to już wiecie pewnie (bold of me to assume, że pamiętacie). A teraz serio - zacny utwór. Zwłaszcza podoba mi się ta delikatna gitara, która wchodzi po drugiej minucie, a potem zaczyna się szybkie śpieworecytowanie. Fripp robi frippendo, basik smuta, bębny zdają się być nagrywane w pokoju obok przy otwartych drzwiach, faktycznie jest trochę nocnie i liminalnie wprost. A obraz Rembrandta znam, zdecydowanie idzie go odnieść do tej piosenki. Albo na odwrót, ale czy to ważne? Super wrzutka <3

Space Art - Odyssey

Kurde, czy my już tutaj w tej zabawie nie słuchaliśmy takiej elektroniki z żywą perkusją? Raczej sobie tego nie uroiłem... Czyli zapewne standardowo, mózg mi się smaży. W każdym razie, bardzo dobra porcja grania od Smoka, czyli znawcy. Że jest trochę tandetnie? No, trochę jest, i co z tego? Kogóż to obchodzi? Funky kosmiczne skojarzenia w ogóle nie są kiczowate, są wręcz bardzo trafne i jakież inne mogłyby być w roku 1977? No właśnie. Pachnie trochę Belbury Poly, gdzie również takie analogowe brzmienia klawiszy przełożone są kremem w postaci żywej perki, basu czy gitar elektrycznych lub dęciaków. Daję znak jakości, jeszcze fajniej weszłoby w samolocie (który nagle się rozbija z wybrzmieniem ostatniego hitu lol).
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 kwie 2025 14:10

Flume - Left Alone

Znowu fajne backstory ze strony Murzyna i aż żałuję, że nie mam nic szczególnie ciekawego do napisania, by się odnieść, bo nie grałem nigdy w San Andreas po sieci, a z takich elektronicznych artystów z Australii to poza oczywistościami znam tylko Chelę (ciekawe, czy tu wleci heh). No ale sęk w tym, że tak sobie słucham tego i słucham, i wiecie no - wszystko fajnie, wszystko gra, ale coś mi tu nie chce zaskoczyć. Jest przyjemnie, jest "letniaczkowo", jest przyjemnie, ale czegoś mi tu brakuje, bym mógł serio się podjarać. Czekam na kolejne odcinki cyklu, może po nich mi się coś przestawi?

Network! - Electric

Heh, w tym przypadku właściwie to mógłbym zmienić treść opisu wrzuty Murzyna o 180 stopni. Czyli w sumie backstory jak backstory, zespół jak zespół, historia jak historia i kawałek jak kawałek - ot, typowy elektropop jakich powstawało na pęczki w swoim czasie. I mógłbym niby mehnąć i napisać, że to tylko poprawna rzecz czy coś, a w praktyce - zaskoczyło i buja mnie zdecydowanie najmocniej, a skandowanie tytułu w refrenie chodzi mi po głowie cały tydzień. xD Jak to działa - nadal nie wiem.

Paloma Faith - Only Love Can Hurt Like This (ft. Teddy Swims)

Pisanie o radiostacjach już mi się znudziło, ale nic nie poradzę, że znowu wylądowaliśmy za sprawą Wuja w tych rejonach i klimatach. Różnie się w takowych odnajduję, od pewnego czasu - właściwie wcale, ale czasem tam coś zaskoczy, czasem posłucham. Tutaj jestem znowu rozdarty, bo z jednej strony chcę pisać, że brzmienie to nie moja bajka, a z drugiej - w sumie całkiem miło mi się tego słucha. Jest ok.

Gina T. - Tokyo By Night

TAK, WIEMY, JESTEŚ W TOKIO. Faktycznie jak na 1991 rok brzmienie mocno zaskakujące, ktoś albo przespał parę lat, albo świadomie ignorował zmiany i trendy w ówczesnej muzyce rozrywkowej, albo nie wiem co tam jeszcze. Gdybym miał to klasyfikować za pośrednictwem metodologii Murzyna, to after all nie wrzuciłbym tej wrzuty do wora z napisem GÓWNO, ale też nie ulokowałbym tego wyżej niż półce RZETELNO-POPRAWNEJ. Ot, taka tam piosenka. To mówisz, Musiał, że byłeś w Tokio?

Space Art - Odyssey

Mógłbym niby się zasłaniać tym, że byłem tak późno z powodu konieczności słuchania francuskiej elektroniki, ale nie tym razem, bo okazało się, że jednak w tym nurcie można było być względnie zwięzłym. Uniwersum Jarre'a znam bardzo słabo, w sumie gdyby nie opis Roberta to bym nawet nie szukał skojarzeń tamże w pierwszej kolejności, jeśli mam być szczery. Trochę tym w sera, trochę kosmosu, ale przy tym jednocześnie wiosny i jest też takie na swój sposób radosne, ale też bez przesady. Majaczę? Być może, rozchorowałem się i leżę z gorączką w łóżku. xD W każdym razie BUJA.

Network świetne, Space Art. bdb, reszta solidno-rzetelna. Bywało lepiej…
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 kwie 2025 18:39

Widzę że to pierwsze uderzenie australijskiej fali z mojej strony nie wszystkich jeszcze porwało ale też nie jest źle bo poza Musiałem narzekań większych nie było. Zobaczymy czy coś się zmieni po kolejnych odcinkach, na razie nie będziemy się zbytnio oddalać...


Flume & Chet Faker - What About Us
(2013)

Tadaaa, cóż za zaskoczenie prawda? Otóż tak się zabawnie złożyło że rok po producenckim debiucie Flume połączył siły z Chetem Fakerem i we dwóch nagrali i wypuścili EPkę Lockjaw na którą składały się co prawda zaledwie 3 numery ale kurde jakie! Oprócz singlowego Drop The Game (z teledyskiem który na YouTube ma obecnie ponad 200 milionów wyświetleń!) i bardziej upbeatowego This Song Is Not About A Girl znalazł się tam właśnie ten trzeci (a drugi w trackliście) numer What About Us.

Kawałek ten poznany wraz z całą epką jesienią 2013 z miejsca przypadł mi do gustu, ale dopiero wiosną/latem następnego roku wybrzmiał dla mnie jakby w całej okazałości gdyż będąc jeszcze dość młodym i naiwnym (wciąż przed trzydziestką!) zakochałem się po uszy ale historię tego fatalnego zauroczenia już przybliżałem Wam w czasach pierwszej 25. W każdym razie wtedy vibe tego numeru uderzył we mnie z całą mocą, ten klimat niepewności towarzyszącej relacji dwojga ludzi stojącej pod dużym znakiem zapytania, to wszystko pięknie oddaje dla mnie właśnie What About Us począwszy od tytułowej frazy po linijki takie jak "It's clear to me you're not here for long", damn jak to się kołatało po czaszce wówczas.

Instrumentalnie jest elektronicznie ale już nieco mniej wonky co popowo po prostu z wisienką na torcie w postaci saksofonowej solóweczki na końcu, generalnie cud miód i orzeszki dla mnie. Dwóch znakomitych muzyków, dobry wokal Fejkera, świetny, choć smutny lawsong, murzyńska topka w bestce (choć jak na klasę tego kawałka i tak wjeżdża tu o jakieś 50 albo 100 pozycji za późno).

https://youtu.be/YHT-yNNzadc?si=70Vs51OMjnAXz9tR
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 kwie 2025 16:52

Kasia Kowalska - Straciłam swój rozsądek (1997)

Nieskuteczna manifestacja, no trudno. Było kilka dni przyjemności, a za niedługo powrót chłodu, mrozu i wszystkiego tego do czego wzdychają przedstawiciele frakcji "żywiej to było". Robertowy sterowiec obiera inny kurs w takim razie. Na tym etapie coraz trudniej o wieloletnie i kilkuaktowe historie stojące za, ale współczesność i codzienność wciąż przynoszą istotne doświadczenia muzyczne. Nie mam problemu ze znalezieniem dawnych punktów zaczepienia, więc zawsze wychodzą całkiem zgrabne klamry czy opowiastki.

Poza tym jednym utworem nigdy bym nie powiedział, że mam jakichkolwiek ulubieńców w repertuarze Kowalskiej. Jej muzyka jak taka codzienność tła, potrafię sobie przypomnieć rozmaite sytuacje, konteksty, gdzie niby właściwa zawartość to co innego, a i tak gdzieś tam z boku czaiły się pojedyncze piosenki. Jakaś kaseta sygnowana logiem Radia Zet z lat 90', świeże kompilacje "przebojów" z następnej dekady, obecność na telewizyjnych festiwalach. Do tego udział przy niektórych działaniach filmowych. Nocne Graffiti kojarzę z Polsatu sprzed co najmniej piętnastu lat, wtedy puszczali je znacznie częściej. Za ChRL oczywiście nie pamiętam dokładnie. Kojarzę za to właśnie Kowalską, Roberta Janowskiego, Marka Kondrata, jakieś nocne kadry (światła wielkich miast, wiadomo). Varius Manx przywołałbym prędzej, ale pewnie do końca życia będę walczył z dwoma wilkami wewnątrz: poczuciem kiczu oraz stosunku w stylu guilty pleasure wobec kawałków pokroju Tokyo czy Moon Song. Ruchome Piaski bardziej jak kicz, co innego podrzucany numer. To chyba jedyny powód, dla którego chciałbym tak w pełni świadomie wrócić do tego filmu. W latach dziecinnych praktycznie nie znałem, ale przy okazji jakichś spotów, zapowiedzi, zwiastunów słyszałem kawałek... i tak został w mojej głowie w formie wstępu do całości. Odkrycie samej piosenki po latach było dla mnie bardzo pozytywnym doświadczeniem, choć klimat nieszczególnie sprzyja uśmiechom rozmaitym. W momentach przesadzonych rozmyślań towarzyszyła mi bardzo często w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. Ciągnące się kolejowe wojaże, wrażenie nieposiadania jakiegoś szczerze i w pełni własnego miejsca - coś w ten deseń. Pod takie okoliczności pasuje idealnie. Poza tym to po prostu dobry kawałek. Lirycznie może odpowiadać stanom licealnym, ale klimatyczna gitara, przestrzenne efekty, piękny akustyczny mostek po pierwszej zwrotce... efektowny, dostojny rock pełną gębą. Zdecydowanie bardziej autentyczna niż Chylińska. Może tyle wystarczy.

https://www.youtube.com/watch?v=tWOUDkEZhkQ
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 kwie 2025 09:32

Dzień dobry, bawimy się? ^_^
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 kwie 2025 09:45

Twice a Man – Simple Patterns

Jako, że wiosna nie chce nadejść, to wykorzystam ten moment żeby puścić coś, czego dobrze będzie się słuchało w nocy. Przenoszę się wspomnieniami o okrągłe 20 lat, kiedy to wchłaniałem spore ilości elektroniki, nie tylko z imprez Synth Electro, ale też z rekomendacji znajomych. Tutaj wkracza niejaki Jacek z Zielonej Góry, z którym widywałem się sporadycznie, ale częściej pisaliśmy na GG. Jacek miał ciekawe podejście do muzyki i zgłębiał mocno różnego rodzaju zaułki syntezatorowych grup. Najbardziej lubił EBM, ale generalnie jego gust był wszechstronniejszy. W każdym razie, pewnego wieczora, Jacek w ramach wymiany muzyką, podesłał mi „Simple Patterns”, zespołu Twice a Man, którego to nazwa absolutnie niczego mi nie mówiła. Grupa pochodzi ze Szwecji, powstała pod koniec lat 70 i do dziś grają, nagrywają i występują. Uderzyła mnie mroczna otoczka tego numeru i zafascynował sam fakt, ile takich nieznanych zespołów czai się gdzieś za zakrętem, w który mógłbym nigdy nie skręcić, gdyby nie czyjaś rekomendacja. Zajebiście pracuje w tle gitara, robiąca potężny klimat w połączeniu z zaprogramowaną elektroniką. Z Jackiem nie mam kontaktu od wielu, wieeeelu lat, ale niektóre numery podrzucone przez niego w tamtym czasie, koło 2005 roku, zostały ze mną do dziś. Zresztą, teraz mam innego Jacka do muzycznych korków, hehe.

https://youtu.be/OPVxOQJKk5M
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 kwie 2025 13:40

Unconditional - Russian Groove (2001)

Zima niby to się skończyła, a tak naprawdę wcale nie. To już chyba tradycja, iż w drugiej połowie marca jest często bardzo słonecznie i ciepło, tylko strasznie łyso, zaś w kwietniu robi się zielono i kolorowo od kwiatków, niemniej jednak piździ przeokrutnie. W związku z tym drugim zapraszam na wycieczkę w przeszłość, tak w okolice 2002 roku i moich dawnych narciarskich wyjazdów w Tatry.

Już przynajmniej raz, przed jakimiś trzema laty, opowiadałem o pewnej składance płytowej, jaka była w rękach gospodarzy naszego "wiecznego pensjonatu". Składanka ta nosiła nazwę Radio Deejay i odkąd bezmyślnie wywaliłem posiadany jej rip z kompa 16 lat temu (RIP rip), nie mogę jej nigdzie dopaść. Szczęśliwie zarejestrowałem kilkoro wykonawców i kilka tytułów, np. Daddy DJ.

Znów czas na trochę "didżejowego dance'u" w postaci... włoskiego duetu Unconditional, co to żadnej płyty nie wydał, ale singli już zatrzęsienie. Jednym z nich jest moja wrzutka, czyli południowy tejk na rosyjską imprezową duszę zachlaną spirytusem i obżartą wędzoną słoniną. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale z tym numerem mam miłość od pierwszego usłyszenia. Cudownie łączy ze sobą tandetność brzmień przełomu wieków, dwa czy trzy takie same powtarzające się w kółko motywy, no i "egzotyczną przyprawę" w postaci stylistycznego nawiązania do WSCHODU.

Był czas, ale to naprawdę bardzo dawno temu, że katowałem ten utwór prawie bez przerwy. Stał się ważnym elementem osi całego mojego ówczesnego kanonu muycznego, który - gdyby nie ejtisy - zatrzymałby mnie gdzieś w okolicach Radia Eska. Mimo wszystko z pewną przyjemnością wracam do niektórych rzeczy, jakie wówczas poznałem. Żałuję, że nawet na Discogs nie mogę tamtej składanki zlokalizować, kto wie, co się tam jeszcze kryło, a czego już nie pamiętam... Ważne, że jak puszczam Russian Groove, to sala nagle jakby zahipnotyzowana i WSJE PADYMALI!

https://www.youtube.com/watch?v=CTmMBaTTQBA

PS. Na Radio Deejay była wersja singlowa i tę właśnie wrzucam, "oryginalna" jest o całe ponad 2 minuty dłuższa, ale singiel ma wszystko to, co powinien ten numer mieć we właściwych dawkach.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 08 kwie 2025 12:02

Zamulam, bo ostatnio jestem w jakimś totalnie amuzycznym nastroju i prawie w ogóle niczego nie słucham poza bestkami i depeszwizjami. Zastanawiam się nad tym na ile to jest skorelowane z tym, że od paru dni kaszlę jak wartburg Paździocha i generalnie jestem rozłożony zdrowotnie. W każdym razie widzę, że doceniliście tę mniej znaną stronę KC, którą wam sprzedałem, co mnie cieszy.

Krzysztof Komeda - Astigmatic

Myślę, że o wiele lepiej od jakichkolwiek prób opisu tej muzyki w moim wykonaniu, powiedzą o niej słowa Zygmunta Namysłowskiego, który brał udział w jej nagrywaniu:
Wszystko było na łapu-capu. [...] Właściwe próby do nagrania i samo nagrywanie odbywały się w tym samym czasie. Wszystkiego uczyliśmy się w chwili nagrywania. Sekcja rytmiczna i w ogóle cały skład grupy powstał zupełnie przypadkowo [...] Cała płyta Astigmatic powstała w ciągu jednej nocy w Filharmonii Narodowej.
No i ten, to mówi samo przez się. Tak jak najlepsze wrzuty w tej zabawie są zazwyczaj totalnie zaimprowizowane :D ;), tak najlepsza muzyka często powstaje totalnie spontanicznie, dzięki temu, ze odpowiednie osoby były w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie tudzież ze względu na ułożenie Jowisza w Skorpionie, jeśli ktoś woli wierzyć w takie rzeczy. Ta wrzuta to w zasadzie podręcznikowy przykład tego zjawiska, bo nawet ja się na niej poznałem od razu, a każdy jeden słuchacz jazzu z jakim się zetknąłem bije jej pokłony.

Czy to się zmieni po tej kolejce? Chętnie się dowiem. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://youtu.be/F2QKK1IZJl8?si=K_hXOk2YlEps7Ii7
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 08 kwie 2025 21:04

Halou - Arrhythmia

Kolejny utwór z serii - poznane w czasie trwania tej bestki. Dawno temu Hiem wrzucił do bestki zespół Halou z utworem Political. Z tego co pamiętam, to szału wielkiego ten utwór nie zrobił. Z wyjątkiem jednej osoby - u mnie zrobił. Mnie to od razu porwało, bo feelsy były spore. A ja ponad wszystko przedkładam feelsy. Dlatego zapoznałem się od razu z całym albumem z 2001r. pt. Wiser. I cały album mi się spodobał bardzo. A takie szczególne miejsce w moim sercu zajął ostatni utwór z albumu - Arrythmia.
Szczerze mówiąc nie liczę tu na wiele, ale ja nie gram dla poklasku. Wrzucam to, co mi w duszy gra. A Arrhythmia gra wyjątkowo pięknie.

https://youtu.be/bl0wC9I5ynk?si=vfzftum4Po7jjgX_
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 kwie 2025 21:29

Kolejka 7. (157.)

32. Flume & Chet Faker - What About Us (stripped)
33. Kasia Kowalska - Straciłam Swój Rozsądek (Dragon)
34. Twice A Man - Simple Patterns (Hien)
35. Unconditional - Russian Groove (devotional)
36. Krzysztof Komeda - Astigmatic (mintaj)
37. Halou - Arrhytmia (shodan)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 kwie 2025 11:36

Krzysztof Komeda - Astigmatic

Mentos zmusił mnie do kolejnego podejścia do Komedy w moim życiu bo pierwszy raz próbowałem to ugryźć kilka lat temu kiedy dostałem Astigmatic w prezencie na urodziny w pakiecie z dwoma innymi jazzowymi albumami. Dość powiedzieć że żadna z nich nie była jakoś mocno w moim stylu i nie sprawiła żebym stał się większym fanem jazzu niż dotąd może, niemniej od Komedy odbiłem się zdecydowanie najmocniej. Trudno nie docenić i nie sprejzować kunsztu muzycznego prezentowanego przez ten zespół tutaj, jednakże awangardowy jazz z lat 60. nigdy nie był i nie będzie moim konikiem, ja tej muzyki po prostu nie czuję i słuchanie jej nie sprawia mi frajdy, sama jakość wykonania tych kompozycji nie sprawi że z automatu polubię się z tą muzyką, nudzi mnie ona i wywołuje jedynie przebieranie nogami. Płytę dostałem na 30. urodziny, ale w tym przypadku nie wiem czy nawet 50. nie byłyby za wczesną okazją, zresztą nie wiem czy czas tu coś zmieni kiedykolwiek.

Halou - Arrhytmia

Zabawne że Wuja też przypomniał sobie teraz o Halou bo mi o nich trochę przypomniała depeszwizja, wibrafon z numeru Myslovitz jakoś sprawił że przypomniała mi się tamta wrzutka Kuby z bestki. Wtedy nie byłem przekonany i chyba napisałem że to brzmiało jak trip hop bez bitu, ale mniejsza o Political bo tu o wujkowej wrzutce teraz mowa. Niestety nie sprawi ona żebym miał ochotę na więcej muzyki od Halou a że tak powiem winna tu jest dla mnie wokalistka która mocno zawodzi w tym kawałku, klimat też jest taki trochę tanio mroczny/ponury jak dla mnie, jakoś to kojarzy mi się z wrzucanym do albumowej przez Wuja Massive Attack chyba, ta elektronika jakaś taka sobie mocno. Nie podoba mi się to niestety.

Unconditional - Russian Groove

Mieliśmy Japonię w ujęciu niby italo disco od holenderskiej piosenkarki to teraz dla odmiany ruski klimat zapodany przez włoski duet producencki. O ile Gina T jeszcze jechała kiczem w znośnych ilościach tutaj muzyka naprawdę szoruje dno bestki. Prosty dance'owy rytm, nieznośne synthy, wnerwiające okrzyki, tandetne zabiegi "stylizujące" na ruski groove... Musiał wjechał na pełnej. Zdecydowanie jeden z najgorszych numerów jakie słyszałem w tej zabawie. Zostawmy może ruski vibe rosyjskim artystom.

Twice A Man - Simple Patterns

Trochę ironicznym znajduję fakt że utwór o takim tytule serwuje takie... proste wzorce mieszanki gotyku z electropopem. Niby mroczne klawisze, złowroga gitara w tle, gotycki reverb, brak mi jednak czegoś w tej kompozycji co chwyciło by za ucho. Melodie nijakie, zapominalne, wokal bez wyrazu, numer który wlatuje jednym uchem i wylatuje drugim, dla mnie to taki stylizowany muzak. Trochę nudzi muzyka, trochę męczy wokal.

Kasia Kowalska - Straciłam swój rozsądek

Chyba faktycznie z przeróżnych polskich wokalistek lat 90. Kasia Kowalska jawi się jako jedna z tych najlepiej wyważonych między przystępnością i trzymającą niezły poziom, powiedzmy że na tyle ile miałem styczność z jej twórczością to nie bardzo jest się do czego przyczepić. Nie kojarzę tego utworu, ale to kawałek solidnego 90sowego pop rockowego grania z niezawodną Kowalską na wokalu. Poza tym jest to klimat jaki nostalgizuję nieco. Kowalska daje radę zarówno gdy śpiewa delikatne zwrotki jak i kiedy trzeba mocniej zaśpiewać w refrenie przy ostrzejszych gitarach. Pewnie nagle nie zacznę przesłuchiwać jej dyskografii i nie stanę się wielkim fanem ale szanuję, Kowalska baza, po prostu.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 12 kwie 2025 11:44

Wszyscy chyba dostali jakiegoś Fruehlingfieber...

Flume & Chet Faker - What About Us

Wow, proszę, wystarczyła następna kolejka i imć Mudżin dostarcza. Sto razy to lepsze od poprzedniego kawałka tego samego duetu. Nie, żeby mnie zmiatało jakoś z nóg, ale jest to, kurde, dobre. Muza świetna, ten totalnie laid back basik z klawisza, do tego przyjarane bębny, gdybym tylko znał to w ubiegłym tygodniu, to może wydłużyłbym noc o jeszcze godzinę. Ale nie znałem, więc ch*j. Naprawdę przyjemny utwór, mocno zmysłowy, z pozoru tanie zabiegi pasują wyjątkowo (ten sidechain od razu przypomina mi Foxxa z Hulkkonenem i ich Evangeline, to też był rok 2013, może wtedy ów efekt był na jakimś topie, nie wiem, NIE WIEM), pianinko lekko zbyt poważne, ale dodaje klimatu, sax... tylko ten sax mógłby być lepszy. Ej no, to się Murzynowi udało. Naprawdę porządna wrzuta.

Kasia Kowalska - Straciłam Swój Rozsądek

Huhuhu, Dragon zabiera mnie w podróż w przeszłość, którą... pamiętam. Najntisy zawsze pozostaną w moim sercu, zwłaszcza wczesną wiosną. Dorastanie najpierw na łódzkim Radogoszczu Wschodzie, potem niby w Zgierzu, ale na Rado bywało się niemal codziennie, jeszcze niezmasakrowane termo"modernizacją" bloki z wielkiej płyty, krzywe chodniki, łady 2107 i zastavy zaparkowane byle jak na ziemistych klepiskach udających trawniki, mogę tak w kółko. Nocne Graffiti kojarzę jako nazwę z tamtych czasów, ale film sam obejrzałem dopiero na YT w 10 częściach (ostatnio mnie złapała dziwna nostalgia za radością, jaką czułem po wpisaniu w wyszukiwarkę YT tytułu filmu, jaki chciałem obejrzeć, i widziałem "TYTUŁ FILMU, KTÓRY CHCĘ OBEJRZEĆ 1/10", autentycznie, podnieta porównywalna ze świętami i prezentami) w jakimś 2009 roku, kiedy mnie naszło na oglądanie polskich staroci (ahh te czasy przed 35mm.online). Wleciały Samowolka, Miasto Prywatne, no i to. Film oceniłem jako... mocno średni (podejrzewam, że dziś byłoby dużo gorzej), ale muzę miał przednią. Ja co prawda wybrałbym coś innego, ale narzekać nie będę - Kasia głos miała (ma nadal zdaje się lol) i talent też, numer co prawda pachnie dość tanim angstem, ale klimat powiązany bezpośrednio z obrazem Dutkiewicza jest bewzględnie zajebisty. Uhh, rozpisałem się, ale było o czym. Dziękuję za wycieczkę do roku 1997, kto wie, co jeszcze tam znajdę...

Twice a Man - Simple Patterns

Ociechuj, jakie to dobre jest! Mój żal do imć Munlupa zwiększa się ostatnio ekstrapolacyjnie, miał tyle fajnych rzeczy w zanadrzu i niczym się nie dzielił, podczas gdy ja podsyłałem mu niemal każdego obskjura (a zaczęło się od Moev) ;_; W każdym razie - naprawdę świetny numer, bębny, elektronika, nieco jęczące wokale, rzeczona gitara, pady w refrenie, jprdl. I to wszystko z ejtisów, tak więc potwierdza się coś, co powiedziałem już dawno temu sam - nawet te magiczne ejtisy mają jeszcze mnóstwo fajnych rzeczy schowanych przede mną, czekających na eksplorację. Wystarczy sięgnąć po nie, albo wziąć udział w bestce trololo. Głos wokalisty kogoś mi przypomina... ale za cholerę nie mogę sobie teraz w głowie ustawić, kogo dokładnie. Znajduję smutnym fakt, że na oficjalnym kanale YT ten numer ma raptem 43 wyświetlenia wisząc tam już ponad 2 lata... Ludzie się nie znają. Ok, jestem autentycznie zachwycony, na pewno sięgnę po cały album, to się aż prosi o bliższe poznanie. A myślałem, że Severed Heads to będzie mój ostatni top w wygrzebywaniu skamielin. Złoto <3

Krzysztof Komeda - Astigmatic

Dayum, ktoś mi każe zmierzyć się z polską legendą jazzu, względnie legendą polskiego jazzu, a ja chyba nie byłem na to gotowy. Na dodatek 23 minuty... w 23 minuty to ja jestem w stanie... a zresztą, kogo to obchodzi. Cóż, na pewno nie Komedę. Nazwisko znam, wszak to Wielki Kompozytor Był<TM>, a skoro Polak, to także Wielki Polak<TM>, głowa od tych tytułów boli. Aaa, i współpracował przez pewien czas z ojcem najpewniejszego przyszłego prezydenta tego nieszczęśliwego kraju. Ponieważ we wzmiankowanym wcześniej roku 2009 sięgałem także po klasyki polskiego kina z lat 50. i 60., no to siłą rzeczy gdzieś obcowałem z twórczością Komedy oglądając Polańskiego. Niewiele jednak jestem w stanie o tym teraz powiedzieć, minęło 16 lat. Więc może o samym numerze... to właściwie cała suita jest. Fajna, trzeba przyznać, bardzo nastrojowa i siadająca w głowie, ale kojarzy mi się bardziej z późnowieczornym spacerem po jesiennej warszawskiej Pradze, do wiosny (chyba w końcu, całe 10 stopni za oknem i słońce) pasuje tak se, ale być może ja nie mam wyczucia. Co do słów Namysłowskiego, czy tak nie powstały przypadkiem dwie ostatnie płyty Talk Talk, a na pewno jedna z nich? Zaś na pewno debiut .O.Rang, skądinąd fantastyczny (do dziś mam bul dópy, że nie wydali trzeciego krążka, tak się nie robi). Gdyby dać tutaj Komedzie jakąś alternatywną, lekko psychodeliczną okładkę... no, ale tak się przecież nie da, jazz ma kija w dupie. Dobrze, że muzycznie się broni, ale wrócę do tego jesienią. Teraz jest zbyt... ładnie lol.

Halou - Arrhytmia

Kurde, nie będzie to pewnie wielkim zaskoczeniem, ale ni cholery nie pamiętam Political od Hiena, aż musiałem sobie puścić ponownie. Wróciłem też do swojej recki tegoż dzieła i co się okazuje, ostro zapropsowałem. Po ponownym odsłuchu totalnie podtrzymuję swoje zdanie, piękny utwór. Ale też wrzutka Wujasa nie odstaje, choć brzmi nieco inaczej. Klimat nadal jest zachowany, mamy feelsy, odrobinę melancholii, ale takiej na distorcie (czuć, że to było nagrywane na przełomie wieków, gdyby było singlem, klip powinien mieć kolorystykę z Matrixa), Rebecca Coseboom nadal zamiata głosem. Jest dobrze, czuję się odpowiednio zaspokojony tą kolejką. Nie ma tu tanich rzeczy, a wszystko tanie tak naprawdę jest drogie. Może tylko pojękiwania w refrenie są zbyt jęczące... Ale poza tym? Wszystko gra i trąbi, wyjątkowo nastrojowe granie. Pady na koniec... Miodzio! Dziena Wujaszku <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 12 kwie 2025 12:24

Gdyby dać tutaj Komedzie jakąś alternatywną, lekko psychodeliczną okładkę... no, ale tak się przecież nie da, jazz ma kija w dupie
Jak widzę takie tejki, to wici opadają i nie tylko w zabawach nie chce się brać udziału...


https://duckduckgo.com/?q=bitches+brew+ ... s-brew.jpg

https://duckduckgo.com/?q=music+for+k+s ... L1069_.jpg

https://duckduckgo.com/?q=herbie+hancoc ... unters.jpg

Wkleiłem kilka przykładów lekko psychodelicznych w moim mniemaniu okładek płyt jazzowych, które świadczą o tym, że ten gatunek i jego przedstawiciele nie są burakami z kijem w dupie (i pewnie siedzą w zadymionych knajpach, by stereotypów nie było za mało xd).

Zresztą, uważam że okładki płyt z serii Polish jazz były estetyczne i bardzo podoba mi się ich spójna typografia.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 kwie 2025 12:54

Mimo wszystko okładka Astigmatic wydaje mi się jest dość ikoniczna
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup