Best of Forum

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 cze 2022 00:55

Zwijam się z bólu xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 05 cze 2022 01:03

Przyznaję, że nie za bardzo słyszę w Axe rozkminy typu "żyjemy w społeczeństwie", ale może ja się nie znam. Albo nie żyję w społeczeństwie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 cze 2022 01:14

Rozkminy typu "zrośnięty z fotelem ktoś marnuje się sam" to dla mnie ten poziom refleksji
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 05 cze 2022 02:01

No ja raczej nie interpretuję ich jako komentarza nt. kondycji społeczeństwa w późnym PRLu xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 cze 2022 02:20

I ja też nie, a na pewno nie tak drobiazgowo xd bo pod tym względem to już byłaby żenada
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 06 cze 2022 20:03

Teto Preto - Em D+Ividas

Zapowiadało się fajnie, a potem... te laski śpiewające większość numeru wszystko trochę popsuły xD w sensie byłoby dużo lepiej, gdyby nie one. Tak... naprawdę dużo lepiej. Muzyka nie jest jakaś straszna, faktycznie ciekawie jest posłuchać elektroniki z miejsc, w których by się jej nie spodziewało (z drugiej strony na jakiej podstawie miałbym zakładać, że w Ameryce Południowej nie słuchają/robią elektroniki, jeśli są mongolskie zespoły hip-hopowe do ciężkiej cholery). Takie trochę minimal... acid? Techno? Minimal acid techno? Dźwiękami instrumentarium elektronicznego jest spoko, nie będę aż tak surowy jak Hien, nawet, jeśli gdzieś ciągnie MySpace'owym wszystkim i niczym jednocześnie. I to naprawdę zasługiwało na lepszy wokal, choć może przemawiać przeze mnie lekki bias, bo lubię brzmienie języka portugalskiego (skisłem z shodanowego "języka brazylijskiego"). Jestem więc... na pograniczu. Bo źle nie jest, ale mogło być dużo lepiej. Fajnie, że Dragon nie wrzuca znów trwającego półtorej godziny ambientu bez wyraźnego początku i końca, ale to jeszcze nie to.

Gregory Porter - Holding On

Dokładnie jak... Dragon rzekł. RAM cafe bije z tego numeru na 10 kilometrów, puszczam go na Służewcu i dzwonią z Młocin, czy nie chcę kupić ostatniego zafoliowanego egzemplarzu pierwszej części składanki Pieprz i Wanilia. Ale jest fajnie. Lubię bardzo takie brzmienia, muszę mieć na nie vibe co prawda, ale jak już mnie dopadnie, to nie ma zmiłuj. Z tym, że takiej muzyki mogę słuchać z przyjemnością tylko w marcu albo jesienią, albo tuż przed świętami (nic nie poradzę na takie skojarzenia). Trąbka robi robotę, ale trąbka zawsze robi robotę w takich sytuacjach i przy takim aranżu. Jest chill, aż mam ochotę założyć płaszcz (mimo panującego na zewnątrz ukropu) i wypie*dolić przed siebie udając, że siąpi deszcz i zaraz będą świątecznie dekorować miasto. Właściwie to mogę spokojnie dać temu srebro, bo zasługuje. Wszystko się ładnie zgrywa i daje mi przyjemne odczucia jesieni 2008, kiedy zacząłem odkrywać taką muzykę. Jak widać zawsze jest tam coś do odkrycia.

The Smiths - I Won't Share You

Wiedziałem, że prędzej czy później Hien wrzuci coś od The Roberts, albo przynajmniej Sorrimmeya solo, i się doczekałem, ale... mają dla mnie lepsze numery :P nie było źle, ale trochę nudnawo. Muzycznie się dla mnie zaczęło ciekawie robić na sam koniec, kiedy wszystko zaczęło cichnąć. Zdaję sobie sprawę z tego, iż Morrissey to postać, którą albo się PRZYNAJMNIEJ lubi, albo się nią gardzi bo inaczej się nie da. Ja jestem ofc w tej pierwszej grupie choć w The Smiths się bardziej zanurzyłem dopiero w 2018 roku (w 2005, kiedy pierwszy raz dostałem jedną z ich bestek totalnie się na nią wylałem). Jednocześnie nigdy nie rozumiałem ich fenomenu w tym sensie, że (to było chyba wywołane premierą dość nędznego firmu z Gordon-Levittem) niemal wszyscy ludzie określający się jako alternatywni musieli ich słuchać i uwielbiać. Do mnie trafiała część tekstów, za to muzyka momentami zbyt lepka od cukru. Ta dychotomia długo mnie nieco odpychała. Po latach doceniłem przynajmniej część ich działalności, ale ten kawałek mnie znów ani tam nie zbliża ani nie oddala. Może przez presleyowski vibe, a ja nie mam, i nigdy nie miałem vibe'u na Presleya.

Birdy - Voyager

Faktycznie, shodan wypracowuje tutaj pattern w stylu Dragona czy wręcz mnie momentami xD ale ten shodanowy wyraźniejszy. Nastroiłem się przez Portera na tyle, że kupuję ten kawałek, chociaż daję jednocześnie wrzucającemu pewien kredyt, bo faktycznie ile można ;( muzyka czilowa, płynąca i leniwie i lekko melancholijnie (co zresztą zgrywa mi się z tekstem), jest dobrze. W uszy wpada mi głos wokalistki, gdyż dla odmiany kobieta nie brzmi jak enty klon Bjork (uśmiecham się tutaj do Anji Oyen Vister z Flunk i Sarah Blasko, obie panie lubię, ale cholera, w zbyt dużych ilościach brzuch aż boli), więc zdecydowanie wygryw pod tym względem. Gdzieś tam sobie leci w tle a jednocześnie przykuwa moją uwagę, potem leci znów, a potem... skończyło się i miałem ochotę odpalić raz jeszcze. Dobra wrzutka od shodiego, byłoby srebro gdyby nie Porter, więc daję brąz. Czy pójdę w ślady Hiena jeszcze nie wiem, no ale wszystko przede mną. Nagle ludzie mnie teraz zawalają muzyką, więc się okaże.

Cocteau Twins - Persephone

A wiecie, że CT wzięli nazwę od kawałka Simple Minds? xD Tyle że takiego, co to nigdy się nigdzie oficjalnie nie ukazał, bowiem jest demem z samych początków zespołu. Nie było to demo na tyle dobre, by je rozwinąć i wrzucić na Life in a Day (czyli ich debiut), a ich drugi album, Real to Real Cacophony był już zdominowany brzmieniowo przez producenta Johna Leckiego, który miał własne wizje co do kierunków ich twórczości (mimo tego, że ukazał się w tym samym roku, co ich parapancurowy debiut brzmi jak soczysty kraut) i je konsekwentnie realizował. W każdym razie - właśnie przez Simple Minds zainteresowałem się Cocteau Twins (tak samo jak wcześniej Brianem Eno) i było to lato 2010, więc już kawał czasu temu. Z tym, że w całości przeleciałem wyłącznie ich albumy wydane w latach 90., które wówczas mi bardziej podeszły od starszych klasyków, były bardziej dreamowe, bardziej spokojne, wyważone, no nie wiem. I długo nie wiedziałem, co ludzie widzą w ich "mroczniejszych" czasach. I teraz mam. Ten numer to złoto w tym rozdaniu, choć brzmienie bębnów słyszałem już chyba w co trzecim ejtisowym kawałku (np. AFOS). Gdzieś puszczam je mimo uszu i koncentruję się na gitarach Guthriego i jak zawsze wywalającej z kapci Fraser, pozwalam, żeby reverby (które osobiście uwielbiam) rozwaliły mi czaszkę, niech gotycki sznyt wepchnie mnie z powrotem w sidła mroku... a nie, właściwie po co, już tam jestem lol. Jest w pytę, keep up the good work!

The Cult - Siekiera

Podpisuję się obiema rencyma pod tym, co napisał Hien - to jest ten FAJNY Kult, bo Kazik ŚPIEWA a nie jęczy i beczy, a generalnie mało jest dla mnie w polskiej muzyce rzeczy tak mało strawnych, jak Kult w czasach lat 90. Moja pierwsza dziewczyna była gigantyczną fanką (musiałem być na 3 koncertach ;_;), moja dobra przyjaciółka jest nią nadal, był moment, że jak n-ty raz słyszałem Brooklyńską Radę Żydów, to moje poglądy biegły w stronę pewnego austriackiego akwarelisty. Celina, Baranek i tym podobne gówna powodują u mnie po dziś dzień krwawienie z uszu, które bardzo ciężko zatrzymać (stop, nie da się go zatrzymać). A to jest naprawdę spoko, jest melodyjnie, z sensem w dźwięku (w ogóle nie wiem dlaczego, ale Kazik przypomina mi tu trochę pewnego byłego admina tego forum gdyby ten umiał śpiewać xD), nie ma tych wszechobecnych trąb i puzonów, delikatnie zimnofalowo wręcz bym powiedział, choć z napędem Siekiery. Dobry kawałek, może nawet ex aequo brąz z Birdy, bo jestem pozytywnie zaskoczony. Swoją drogą, na pierwszym koncercie Kultu byłem w 2008 roku, w dawnym kinie Adria, Hien, czyżbyśmy i tam się minęli jak na Alphaville rok wcześniej? xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 cze 2022 20:13

Tak xd to był ten koncert lol xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 06 cze 2022 20:27

devotional pisze:
06 cze 2022 20:03
A wiecie, że CT wzięli nazwę od kawałka Simple Minds?
No to mamy rozwiązanie zagadki, czemu Cocteau Twins wygrali kolejkę. ;)
devotional pisze:
06 cze 2022 20:03
bo faktycznie ile można ;(
Tyle, ile wrzucanie eitisów. :P
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 cze 2022 20:33

Ogólnie jesteśmy nudni, bo wrzucamy tylko muzykę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 06 cze 2022 20:45

Hien pisze:
06 cze 2022 20:13
Tak xd to był ten koncert lol xd
Jeszcze parę kolejek i okaże się że minęliście się parę(naście) razy jeszcze w latach 80
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 cze 2022 09:30

Gdyby nie to, że urodziłem się w hospicjum w Zgierzu to pewnie by się nawet udało xD

Hien, może nawet staliśmy obok siebie w kolejce po browar xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 cze 2022 09:32

Miałem mówić że zaczęło się od rozdzielenia przy porodzie ;(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 cze 2022 09:45

Zaraz się okaże, że chodziliśmy do tego samego przedszkola i biłem małego Musiała.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 cze 2022 18:49

My tu gadu gadu a kawałki stygną, jak widać kolejka w 5 dni to nierealny termin, do lipca nie damy rady
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 cze 2022 19:45

Jestem przekonany, że przymuszanie przyniosłoby jeszcze większe problemy. Ja tam zaczynam odsłuchy płyty Dejwa i zastanawiam się na tym, co wrzucić dalej, ale jednocześnie wiem, że to przecież nie jest oczywista sprawa - tak z dnia na dzień rzucić się do odsłuchiwania prawie dwóch godzin muzyki (utwory + MoT) na tyle często, by móc potem to wszystko uczciwie opisać. Gorzej, że zazwyczaj jest głucha cisza, ale też nikt nie rzucił odgórnie obowiązku zgłaszania opóźnienia.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 cze 2022 20:11

Ja deva album raz obczaiłem na razie ale w międzyczasie można rzec ze 2-3 razy podchodziłem już do Susanne Sundfor

P.S.

no i Kate Bush też raz słuchałem dla odświeżenia ale wrócę jak przyjdzie pora
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 cze 2022 23:39

Toto Sroto - Em D+Ìvidas

Dragoncore wiele ma twarzy. Nie rzucę tutaj sucharem o tym, ze ta o dziwo nie jest ambientem trwającym kwartał, bo w sumie smoku już trochę odchodzi od wrzucania tego typu rzeczy plus to już się robi nudne xd. Props za odejście od europocentryzmu i podrzucenie czegoś z kraju kwitnącej faweli, aczkolwiek faktycznie nie jest to nic jakiegoś odkrywczego ni przełomowego. Nie, żebym uważał to za jakąś wadę, po prostu imo gdyby nie wokal i gdyby mi to puszczono w ciemno, to bym pewnikiem założył, że to powstało w Europie. Cóż, pewnie brazylijski niezal na swoich imprezach puszcza z grubsza to samo, co leci u nas.
Generalnie jest spoko, podobne rzeczy puszczała mi moja ex, gdy nie była ex i były fajne, problem się robił z tym, że na dłuższą metę taka muzyka jest trochę zbyt monotonna. Dlatego jestem ciekaw tego, jak zabrzmiałby cały album ;ppp Muzycznie jest gęsto, neurotycznie, wokal faktycznie dodaje temu jakiś metafizyczny pierwiastek, ale mimo wszystko jest tylko okej, by nie rzec RZETELNIE. Zaryzykuję też tezę, że bardziej by mi to siadło, gdybym to usłyszał na jakimś rave party albo w jakimś lewackim teatrze, jakoś tak odnoszę wrażenie, że bardziej to pasuje niż soundtrack do pierdzenia w stołek we wtorkowy wieczór i popijania herbatki z kubka z trollface.

Gregory Porter - Holding On

Murzyn wrzuca wyjących murzynów, cytując klasyka heh. Nie jestem jakimś wielkim fanem vocal jazzu, ja zdecydowanie bardziej wolę jak murzyny trąbią jakieś improwizacje przez pół godziny albo jakieś inne fusion nawalanki, ale jestem już na takim etapie, że nie uważam, by "soundtrack do jazzowej knajpy czy coś" było określeniem pejoratywnym (czy coś). Nadal nie jest to muzyka, którą mógłbym się zachwycać i której bym słuchał sam z siebie wyjątkowo często, ale cięzko mi powiedzieć cokolwiek złego na jej temat, bo jest przyjemna i robi jakąś atmosferę. Chyba trochę opis murzyna zrobił robotę tj. nastawił mnie pozytywnie do tej piosenki, bo słychać tu taki vibe odnalezienia duchowej stabilizacji po dłużsym okresie rozsterek sercowych i frustracji, a to jest jedno z najlepszych uczuć jakie istnieją, i fajno, że życie dopisało fajny epilog do tej historii. Daje okejkę i lecę dalej z tym śledziem.

The Smiths - I Won't Share You

Munlup wypalił się ostatecznie i podpierdala muzykę to czezowi, to mnie. Moja fana na Morissey'a była mocno upośledzona, bo tak prawdę powiedziawszy jarałem się tylko jedną płytą The Smiths, a pozostałe tylko i aż znam i lubię, ale praktycznie wcale ich nie pamiętam. No i też słuchałem ich w tym mitycznym okresie zlewania lirycsów, więc to i owo straciłem. Możecie to potraktować jako specyficzny coming out (zabawne w kontekście pisania o Morissey'u haha), nawet nie chcę dodawać, że nie przeczytałem jeszcze książki mojego dobrego kolegi poświęconej temu zespołowi, chociaż kupiłem ją jeszcze przed pierwszym lockdownem xddd Generalnie to ja muszę wrócić do twórczości tego pajaca, bo odnoszę wrażenie, że jednak strasznie duuużo rzeczy mi w tejże umknęło - jak chociażby ta urocza piosenka. Munlup praktycznie wyczerpał temat, świetny, minimalistyczny aranż i Morissey robiący robotę wokale. Szkoda, że typ z wiekiem skorwiniał, ale taki najwyraźniej los ludzi nie do końca przystosowanych do społeczeństwa (*przełyka nerwowo ślinę*), ale dobrze o tyle, że zanim to zrobił zostawił dużo fajnych tekstów i muzyki. Daję dużą okejkę.

Birdy - Voyager

Shodan wrzucający śpiewającą panią to trochę jak ja wrzucający recki na ostatnią chwilę ;]
Generalnie to nie będę odkrywczy i raczej niczego, o czym tu nie wspominano nie dodam, skojarzenia z Meluą i wszystkimi paniami wrzucanymi przez wuja shoddy'ego nasuwają się same przez się. Mocno JESIENIARSKIE to jest, ma mocny vibe melancholijnego spaceru w totalnie za długim płaszczu i spadających liści z drzew - jeśli jakimś cudem o tym nie zapomnę, to przetestuję w tych warunkach. Munlup ma trochę racji z tym, że jest to trochę wtórne, bo faktycznie w tej zabawie słyszałem dość często podobne rzeczy (acz nie tylko ze strony shoddiego), ale jakoś mi to strasznie nie przeszkadza. Pewnie będę wracać, acz raczej rekordu odtworzeń shodana nie pobiję xd

Cocteau Twins - Persephone


No i Melczet wygrał, ale ciężko nie wygrać wrzucając jednego z moich all-time faworytów (polska języka, trudna języka). CT poznałem 10 lat temu poprzez ludzi z pewnego specyficznego miejsca i nie kojarzą mi się z piciem na miasteczku studenckim. Zaintrygowało mnie to, że płytę te polecał i forsował jegomość, który generalnie już wtedy mocno stronił od wszelkiej maści muzyki rozrywkowej i uznałem, że musi być coś na rzeczy, skoro nawet taki buc jest w stanie ją docenić. I się nie zawiodłem - mimo iż słuchałem tej płyty pierwszy raz w specyficznych warunkach (jechałem tramwajem linii 24 w krakowie i lało lol) to zmiotła mnie niesamowicie od pierwszego razu i szybko wkręciła jak zło. Cały czas uwielbiam ten oniryczny klimat, wokalizy Elizabeth Frasier, całość naprawdę jest unikalna i magiczna. To po prostu definicja muzyki idealnej, wybitnej, arcywspaniałej, gdzie pisanie recenzji kończy się na wymienianiu synonimów do słowa GENIALNY. Murowany zwycięzca bez dwóch zdań, mimo wysokiego, wyrównanego poziomu reszty.

Men At Work - Who Can It Be Now?

Trochę śmiesznie się tego słucha bezpośrednio po kokto twins, bo chyba ciężko o bardziej odmienny klimat, mimo tego że technicznie i jendo i drugie to ejtisowy pop. W każdym razie o wysokim poziomie tej kolejki niechaj świadczy to, że nie zjechałem wrzuty deva. Strasznie CHEESY to jest - i sory za makaronizm, ale naprawdę nie przychodzi mi do głowy żadne określenie w języku polskim, które by oddawało klimat tego typu muzy jak to, ale akurat w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Bardzo przyjemne i sympatyczne, wpada w ucho, definicja lajtowej, pozytywnej muzyki, o którą nic nie robiłem. Czarny koń tej rundy!

Tak więc było nieźle, nie dam czerwa nikomu, bo serio nikt nie zasłużył. Wygrał melczet, bo trafił bezpośrednio w moje serducho i wrzucił przedstawiciela mojego topu życka, ale reszta też spoko. Jeśli już miałbym kogoś wyróżniać to Musiała i Moonloopa, ale na szczęście nie muszę, więc nie wyróżnię HEHE
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 09 cze 2022 06:38

Kurczę pieczone, dawno nie czułem takiej niechęci do działania, jak w ostatnich dniach.

Teto Preto - Em d+ìvidas

Mnie to się jakoś z latynoską częścią świata nie kojarzy - może poza nazwą wykonawcy, bo śpiew w różnych językach to się zdarza przecież w różnych kulturach muzycznych. Nigdy nie miałem do czynienia z brazylijskim electro, co najwyżej z brazylijską psychodelią. Dosyć mocne electro (podoba mi się to, nie lubię za bardzo wycofanej elektroniki, spokojnie można wielu jej wykonawcom zarzucić brak odwagi), bit wyrazisty, kawałek energiczny i... mimo wszystko zaskakująco mało bujający, raczej taki kawałek pod dosyć łupankową, klubową imprezę. Zaśpiew nieprzekonujący, pierwsze dźwięki to mi wręcz przypomniały o istnieniu remiksów Depeche Mode (np. Never Let Me Down Again). Kawałek RZETELNY, ale jakiś taki kiepski do wgryzania się. Generalnie jednak mnie, podobnie jak Mintajowi, ta muzyka kojarzy się wybitnie z Europą.

Gregory Porter - Holding On

Z trzema następnymi utworami mam pewien problem, bo ze względu na podobny klimat zlały się dla mnie w jedną całość. Jak słuchałem tego gościa, to od razu mi się przypomniał zmarły nie tak dawno Gordon Haskell, w sposobie śpiewania, w klimacie tych piosenek obu panów jest coś podobnego. Przyjemna, wyciszająca nuta, tylko pianino, delikatna rytmika, całość koncentruje się na wokaliście. To taka barowa albo klubowa muzyka dla niedużej widowni. To taka lekko jazzująca, amerykanizująca, niespiesząca się nigdzie muzyka, która dobrze się sprawdza - rzeczywiście! - przy złamanym sercu, głębszych rozterkach czy ogólnie popsutym humorze. Duży plus!

The Smiths - I Won't Share You

Ładna, spokojna, gitarowa piosenka, przyjemna barwa głosu wokalisty, sympatycznie się tego słucha. Nigdy nie interesowałem się specjalnie The Smiths czy Morrisseyem, jakoś nie czułem, żeby to były moje klimaty. Tekstowo ok. Może i faktycznie trochę brakuje rytmicznego podbicia, ale miłe to w odbiorze i generalnie w ogólnym odbiorze na plus, taki nieduży, bo to trochę mało wyraziste, ale jednak plus.

Birdy - Voyager

I kolejna spokojna, delikatna, przyjemna piosenka z miękkim, kojącym śpiewem wokalistki. Miło sobie płynie, delikatny rytm, rozumiem, że to się może podobać. Chyba dawno nie miałem niczego takiego, co mogłoby zgarnąć tak dużo odtworzeń w tak krótkim czasie. Faktycznie przypomina to poprzednie wrzutki Shodana, takie jak Katie Meluę czy Taylor Swift. Z pewnością nie jest to piosenka na każdą chwilę, na pewno nie na taką, w której się dużo i szybko i gwałtownie dzieje. Ale podoba mi się. Może spróbuję więcej (jak będę miał chwilę na słuchanie czegoś swojego, bo ostatnio z tym słabo).

Kult - Axe

Parę lat temu byłem na koncercie Kazika na gliwickich Igrach i to był jeden z lepszych koncertów na tego typu imprezie, jakie pamiętam, bo wykonawcy prezentowali muzykę, grali, śpiewali i na tym się skupiali, a nie na np. kretyńskich komentarzach o sobie i o widowni. Pamiętam tylko, że covery anglojęzyczne nie przypadły mi zbytnio do gustu (tam było coś z The Rolling Stones i nic nie dało się zrozumieć). Axe to kawałek ogólnie spoko, tyle że nie do zapamiętania na dłużej, mnie w każdym razie nie zapadł w pamięci ani grą instrumentalistów, ani warstwą wokalną. W sumie rytmika fajna, nieźle to zasuwa do przodu. Nie słuchałem w sumie od dawna żadnej z jego płyt w całości, ale występy to ogólnie dobrze skomponowane programy. Grupa na poziomie, wokalista, piosenka, dobra całość.

Men At Work - Who Can It Be Now?

Men At Work znam z ich wielkiego przeboju Down Under i... właśnie wymienionego Who Can It Be Now? (kiedyś lubiłem słuchać takich mniej znanych kawałków wykonawców znanych z wielkich przebojów. Wokalista ma przyjemną barwę głosu, a jak śpiewa wyższym głosem, to już w ogóle mamy pełny chill out, wiele kolorytu dodaje piosence saksofonista. Lekka, przyjemna piosenka, dobrze się tego słucha, lubię muzykę tamtych czasów, która fajnie wyraża radość życia, energię do działania, kolorową stronę świata, więc tym chętnie pochwalę Deva za tę wrzutkę. Bardzo dobry kawałek akurat w moim typie.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 09 cze 2022 08:36

Ja już z grubsza podsumowywałem, dopowiem jedynie że cieszę się że mam z głowy moją historyjkę i teraz będę mógł nadrobić wrzucanie g*wna do którego zachęcał Hien xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 cze 2022 12:33

Ja za swoją wrzutkę otrzymałem recki dokładnie takie, jakich się spodziewałem. Czyli przeważnie neutralne. Bo nie liczyłem na wielkie oklaski, ale też nie widziałem powodu, żeby dostać za to czerwień. Każdy ma tu jednak trochę, a czasami i nie trochę inny gust. Zarzucacie mi monotematyczność i ja to rozumiem. Ale takie są właśnie moje ulubione klimaty. Nie ominę najważniejszych dla mnie utworów z tego powodu. Choć bardziej rozrywkowe też będą, bo i takich słucham, choć dużo bardziej okazjonalnie jednak.
Dziwi mnie tylko przyrównywanie Birdy do Melui. Przecież to zupełnie co innego. A wokal to już w ogóle niepodobny. No i muzykę Birdy poznałem jednak ze dwa lata wcześniej.