Best of Forum (Albumy) vol. 2

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 cze 2025 18:20

Sorki Panowie ale jestem na wyjeździe i tak o

Lecimy

Haelos – Full Circle
shodan pisze:
26 mar 2025 14:32


Długo się ociągałem z wrzuceniem albumu i w sumie chyba tak miało być, bo dosłownie w ostatniej chwili zmieniłem decyzję. O tym, że będzie to zespół Haelos wiedziałem od dawna. Ale zamierzałem zaproponować ich drugi album „Any Random Kindness”. Byłem tego pewnym w 100%. Poznałem go na jesieni 2023 i miałem potem przez całą zimę na niego ostrą fazę. Zresztą mam ją w sumie do dzisiaj.
Pisałem chyba kiedyś przy okazji ich utworu, że debiutancki longplay uważam za dobry, chociaż nie potrafię się do niego w 100% przekonać. Otóż w niedzielę korzystając z pięknej słonecznej pogody skręcałem na tarasie nowe meble ogrodowe. I pomyślałem sobie, że dosyć dawno przecież nie słuchałem „Full Circle”. Więc włączyłem. Leciał utwór za utworem, a ja byłem coraz bardziej zaskoczony. Miałem wrażenie, jakby mnie jakiś piorun poraził. Słuchałem dobrze znanego mi od lat albumu, ale po raz pierwszy pojawiła się taka euforia! W to niedzielne przedpołudnie odkryłem ten album zupełnie na nowo. Dziwne to jest uczucie, ale jakże wspaniałe, kiedy słuchasz czegoś, co znasz od tak dawna i to coś nagle i niespodziewanie, zupełnie niby bez powodu, trafia cię prosto w serce. Utwory nagle wydają się być dużo lepszymi niż dotychczas. Od razu przypomniała mi się historia związana z Recoil. Przecież tak samo było z Liquid. Album przez wiele lat był gdzieś tam w mojej świadomości, aż pewnego dnia tak po prostu zadziałał jak należy. Wskoczył w swoje miejsce.
Tak więc słuchałem „Full Circle” i byłem naprawdę urzeczony tym brzmieniem. I zarazem zaskoczony dlaczego ja tego wszystkiego nie słyszałem wcześniej? Tzn. słyszałem, ale inaczej odbierałem. Nie tak intensywnie jak teraz. Nagle się okazało, że ten album w ogóle nie ustępuje „Any Random Kindness”. A tak wcześniej uważałem. Postanowiłem więc zaprezentować jednak „Full Circle”, gdyż z tego albumu nic tu jeszcze nie było w odróżnieniu od „Any Random Kindness”, który miał już swoich reprezentantów zarówno w bestce utworowej jak i depeszwizji.
O muzyce nie będę tutaj nic pisał, bo sami posłuchacie. Mam swoich wielkich faworytów w postaci „Dust” i niezwykle pięknego „Cloud Nine”. Ale wszystkie kompozycje stoją na bardzo wysokim poziomie. Ich muzyka określana jest jako trip-hop/indie. Moje poprzednie wrzutki w bestce utworowej były bardziej indie. Tutaj myślę, że i trip-hopu nie zabraknie.

https://www.youtube.com/watch?v=MKrrtgM ... 2w&index=1
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 cze 2025 00:47

Haelos - Full Circle (2016)

Pojedyncze wrzutki raczej usypiały czujność niż wzmagały zainteresowanie. Najlepiej wyszło przy okazji naszej odpowiedzi na Eurowizję, ale tam Weezer miał tak dużą siłę rażenia... wracam do dzisiaj z regularnością godną słusznej sprawy (kawałka Say It Aint' So). Wujas skutecznie nas znieczulił na najdrobniejsze odstępstwa w nurcie popu i pochodnych. Ostatnimi czasy jest na konkretnym kursie i tylko raz na jakiś czas wystrzeli z czymś spoza najlepiej ogranych spraw. Helios nie budził wielkich emocji, ale znacznie wolniejsze tempo pozwoliło rozłożyć kolejne odsłuchy w czasie. Bez pośpiechu, bez sapania nad głową, przy jednoczesnym zamknięciu spraw semestralnych i zbliżającym się końcu sezonu teatralnego. Co upichciłem?

Płyta nie jest zbyt długa. Niecałe pięćdziesiąt minut to jednostka godna umieszczenia na winylu. Nie wiem, czy sam materiał na to zasługuje, ale fanom pewnie w to graj. Zaczyna się niewinnie. Jak gdyby nadchodził tu głębszy koncept niż to, co się potem okaże. Dziwna decyzja ze zbędnym samplingiem, samo wrażenie rozbudzania, narodzin, wschodu Słońca spokojnie by wystarczyło. Tekst nie robi, a sprawia wrażenie natchnionego. Nie znam kontekstu, jest tutaj dla samego bycia. Poza tym całkiem przyjemnie brzmiący elektro wstęp dla Pray, które mogło być mroczniejsze, ale że z przodu mamy wokale, a elektronikę i basy z tyłu no to groch z kapustą... Ni to trip hopy, ni to indie. Nie czytałem opisu do dzisiaj, a i tak czuję rozczarowanie. Taka idealna wielkomiejska muzyka środka. Za dobra na zjebki, zbyt nijaka do zachwytów i szczerych propsów. Kolejna płyta z dogęszczaniem perkusji przez zabijanie jakiejkolwiek różnorodności i ciekawości. Tamburyn, eh... Kora na koncertach pokazywała jak destrukcyjny to gadżet. Jak gdyby niektóre patenty musiały się pojawiać na forumie niezależnie od pory roku, ułożenia planet, godziny odsłuchu, klimatu panującego u każdego z nas. Z roku na rok po prostu przechodzę nad czymś takim zupełnie bezwiednie.

Dust zawiera poważniejszy groove, tu niby łapie moją uwagę, a potem zaraz trochę zastyga. Na "this love aint' mine" odrobinę ciekawiej... ani na klubowo, ani czysto wokalnie, bo ponakładane tyle warstw, idą clapy... stracony potencjał. Numer ostatecznie zrobiony z kurzu na minimalnej pętli klawiszowej i ostrym dźwięku synthowym. W sumie większość kawałków tutaj działa w ten sposób, tu jeszcze lecę na świeżości. Full Circle przynosi trochę więcej życia wokalnie, więcej urozmaicenia (chłop spoko). Całkiem zabawne w kontekście całości są te wręcz dubstepowe basowe odciski... Tym razem nie ma nic więcej ponad to, mostki i tonącą w tle kolejną melodyjką klawiszową - ujdzie. Earth Not Above... fajniutki jest ten break! Skoro brzmieniowo nie za bardzo, to chociaż niech pobuja. Szkoda, że idzie na tle melancholijnego pianinka, trochę rzewnych wokali i niczego więcej w tle. Można pomędrkować - może to kwestia pierwszej płyty? Zbyt rozrzedzone pod każdym względem, wyczuwalne mocne niezdecydowanie - za mało melodyjne, rytmicznie przeciągnięte jakby miało inklinacje klubowe, przez większość czasu perkusyjny groch z kapustą mimo 1-2 wyróżników dla danego kawałka, wszystko podszyte smętnym pianinkiem, toną pogłosu, efektów, nie ma w tym lekkości. Byłaby przydatna.

Oracle kusi ozdobnikiem - fajny pomysł z poszatkowanymi wokalami w tle. Wiem natomiast, że pani śpiewającej już nie polubię. Z niebytu wjeżdża parkietowy bas, a za nim upupiająca śpiewana melodia, clap, tam dalej kolejny zapychacz z arpeggio synthowego... nie mam punktu zaczepienia, niestety. Przy Alone pierwsza uwaga: modelowo stockowe intro, ale delikatnie rozbujany groove próbuje atakować, to dobry znak - wbrew kolejnym nieznośnym powtórkom aranżacyjnym. Sztukateria perkusyjna godna podziwu, tylko czemu ma to służyć? Moc na koniec przerysowana strasznie, wszystko to przeszarżowane. Spowolnione wokale wręcz kiczowate, źle kiczowate w tej konwencji. Na Seperate Lives wokalna forma jest, znowu ten kogel mogel wzbił się ponad moce przerobowe i naprawdę daje radę - coś w tym podejrzanego, tak rozbudować aranże i brzmienia, by efekt końcowy wyszedł w ten sposób. Czepiałbym się bardziej, ale jak nigdzie indziej kontrast perkusyjna sałatka-basowy drop w refrenie wystarcza (choć może koniec końców lepiej wyszło w tytułowym? te dwa ze mną zostaną).

Sacred (fajnie, że chociaż tytuły depeszowe czasem) znowu zaskakuje na pół minuty. Wstęp z przestrzennym dźwiękiem o niskich tonach jak Autechre/Andy Stott w formacie piosenkowym, poza tym jw., tyle że trochę inaczej - znowu duet wokalny bardziej ratuje niż pasuje do dźwięków w tle. Zamiast arpeggio mamy potężne akordy organowe (?), ale mimo kliszy znowu całkiem nieźle, chłop jest w porządku, walczy dzielnie. Cloud 9, tu znów lepsza pętla perkusyjna, no ale przysłuchajcie się temu, co się dzieje w tle... czemu tak ;_; bez większego skupienia brzmi to całkiem nieźle jako imitacja, ale jeszcze ten pretensjonalny tekst, elektroniczny muł mulący głowę. Zostaje jeszcze Pale. Tu podobał mi się tylko wstęp, lepszy, bo inny od standardu płytowego, spokojniejszy. Koniec kompletnie nigdzie.

Trip hop to nie tylko subtelne brejki perkusyjne przy 4/4, przy tak skrojonym standardzie grania kompletnie nie wiem, kiedy miałbym tego słuchać. Podczas przejazdów pociągiem szło bez większego zarzutu, ale... Bez szczególnego rozbudowania klimatu, 3/4 kawałków albo już z mocno podkręconymi dołami albo z dodatkowym basowym kopem. Po prostu męczące. Może za dużo ambientów czy co, może to jest jakaś rodząca się zmiana odbioru muzyki. Pewnie to brzmi jak opisy niektórych nt. Autechre xD Tyle, że tu oczywiście łatwiej wyłapać próby ciekawszych akcentów. Powinienem powiedzieć: wykonane solidnie, tyle że kompletnie nieciekawie. Niezdecydowani pod jakimkolwiek względem. Nie ma kawałka śpiewanego solo. Brakuje wyraźniejszych ballad, mocniejszych przebojowych radiowych strzałów. Wszystko niezależnie od długości trwania przeciągnięte, bez wyrazu, z ciągłą potrzebą zmiany największych pierdółek, co jest kompletnie zbędne. W losowym kontakcie z pojedynczymi kawałkami pewnie po czasie będę myślał lepiej. Zaczyna się jeszcze jak was mogę, potem niestety wszystko na jedno kopyto. Paradoksalnie druga część płyty trochę lepsza, przede wszystkim wokalnie. Na plus cięte sample perkusyjne i pan wokalista. Na minus reszta. Ostatni odsłuch zaczynałem podążając z entuzjamem (młodych serc), w sumie dotychczas podrzucane kawałki z następnego longa wypadają znacznie lepiej. Szczególnie Boy / Girl depeszwizyjny!

W walce na ciekawszy support dla Depeche Mode... pewnie na Hope zareagowałbym podobnie, nie da się ukryć, że to bardziej podróbki niż pełnokrwiści stylowi wykonawcy (choć wokalistka Hope miała charyzmę).
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 cze 2025 12:03

prawie tydzień a tu nic, no no...
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 cze 2025 12:05

Do dedlajnu mamy czas
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 cze 2025 12:11

w końcu już żadne pierdzenie, słusznie
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 cze 2025 12:16

No wiesz kiedy Ty se mogłeś pisać Hejlosa myśmy z tym walczyli
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 cze 2025 12:37

Bohaterska recenzja pisana na miesięcznej labie xD uuuu
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 cze 2025 12:52

Niesamowity heroizm, winszuję
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 25 cze 2025 22:11

Dragon pisze:
25 cze 2025 12:03
prawie tydzień a tu nic, no no...
Dragon w innym temacie się obrusza na przypominajki, a tutaj sam pogania hultaj jeden. ;)
Lepiej niech ludziska trochę zamulą niż mają się wypowiadać na chybcika.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 cze 2025 22:17

That's the point ;) tylko, że w odpowiednich okolicznościach luzują lub spinają się narracje PT Forumowiczów, no cóż
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 25 cze 2025 22:23

W sumie patrząc przez pryzmat Lasta, to dwie osoby jeszcze nawet nie powąchały albumu Full Circle. :/
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lip 2025 10:11

Haelos - Full Circle

Wujek po trzech celnych utworowych strzałach zdecydował się w końcu uraczyć nas muzyką Haelos na dłuższym dystansie, mając za sobą pierwsze pozytywne wrażenia z obcowania z nimi podszedłem do tej płyty ze spokojem i nawet pewną nieskrywaną nadzieją. To musi być ten moment, teraz albo kurde... no kiedy?

Intro jak rozumiem ma jakby zasugerować słuchaczowi że oto będzie miał do czynienia z czymś wielkim, niezwykłym, głos jakiegoś mężczyzny - w domyśle może jakiegoś prezentera a może profesora czy uczonego który opowiada o rozprzestrzenianiu miłości na innych ludzi, jak rozumiem Haelos chcą taką energią zarazić poprzez swoją muzykę.

Właściwy album otwiera utwór Pray gdzie na breakbeatowym podkładzie wokalny duet damsko męski usilnie stara się wesprzeć na duchu każdego wątpiącego bądź mającego gorszy dzień słuchacza. W końcówce dla podbicia efektu dochodzą smyczki i słyszymy z głębi ponownie głos tego lektora ze wstępu płyty.

Drugi wokalny utwór to Dust, na spokojniejszym bicie już, opartym częsciowo - o ile się nie mylę, nie sprawdzałem - o samplowane bębny z utworu indyskiej artystki Laty Mangeshkar. Mniej wyrazisty to numer niż Pray, nie zostaje ze mną na dłużej.

Tytułowy Full Circle chyba tak naprawdę najbardziej zapadł mi w pamięć z tej płyty, co prawda znów oparty o jakiś breakbeatowy rytm - choć tym razem chociaż nie brzmi znajomo jakby był samplowany - na plus odrobinę wyróżnia się ten ciągnący się przed utwór synth i głośniejsze wokale w refrenie. Wokal faceta jest totalnie bez wyrazu w tym duecie niestety. Końcówka najlepsza gdy wchodzi drugi synth.

Wjeżdża dalej Earth Not Above i z miejsca słysząc to piano i bicik mam wrażenie z obcowania z "Teardrop od Massive Attack w domu". Potem na dobitkę oczywiście dochodzi kolejna oklepana samplowana tysiące razy pętla perkusyjna. Potem wyciszenie i brnięcie do kolejnej brzmiącej natchniono kulminacji, budowanie wrażenia że oto mamy do czynienia z jakimiś wielkimi emocjami jakby a ja guzik nic tu nie czuję bo wokalnie Haelos leży i nic nie oddaje.

Oracle to drugi obok tytułowego numer który wyrywa się z tego schematu oklepany breakbeat + natchiony wokal. Robi się bardziej elektronicznie, nieco kameralnie. Potem wchodzi fajny synth nawet, ma to jakiś smak przez chwilę. Ale wokale niestety przynudzają bez zmian.

Alone zmienia klimat na płycie i idziemy w bardziej balladowe rejony ale to wcale nie oznacza że jest lepiej. Przeciwnie bo przynudzania tylko przybiera na sile w tym momencie, zwłaszcza że na wokalu znów jest Pan Beznamiętny.

Seperate Lives czyli wracamy do brejków, robi się nawet klubowo na moment. Fajnie połamana ta pętla tutaj wyjątkowo, trochę słyszę w tym echa jakiegoś broken beat czy dubstepu może. No ale kolejny natchiony refren, na tej płycie albo mamy się modlić (pray) albo trwać (holding on), może to ma być jakaś płyta do walki z depresją albo coś, nie wiem.

Sacred ponownie klubowo bardziej, broken beat jakiś czy coś, smakowo nawet rozwiązane od strony produkcji. No ale wchodzi wokal i znowu pray, pray... No więc ja się modlę żeby płyta już się skończyła. Jeszcze te wyższe wokalnie momenty MY HEART OVER YOU brzmią spoko, kiedy koleżanka wjeżdża z większą mocą w wyższe rejestry zdaje się trochę windować to całość w górę. Koleżka czyli Pan Nijaki niestety do utylizacji. Muzycznie jeden z ciekawszych momentów płyty.

Cloud Nine znów spokojniejszy moment płyty, nawet spoko jest ten oszczędny aranż, zastanawiam się czy ten werbel samplowany z Ala Greena, brzmi dość charakterystycznie. Tekstowo znów jedziemy z niebem, wiarą itp. dużymi słowami, zastanawiam się tylko dlaczego to działa gdy operuje tym np. Martin Gore a jakoś nie klei mi się kiedy śpiewają o tym Haelos, brzmi mi to jakoś sztucznie u nich. Końcówka w sumie ŁADNA, produkcyjny minimal się sprawdził też.

Ostatni numer i na wejściu co? HOLD ON, heh... Nie wiem które z nich pisze te teksty czy robią to oboje ale chyba jakieś ciężkie momenty czy brejkapy przeszli nagrywajac tą płytę. Perkusja tym razem spoko, nie brzmi tak kliszowo chociaż. Ostatni odsłuch płyty trochę zwrócił moją uwagę bardziej na te ostatnie 3 utwory.


Kurczę nie wiem co powiedzieć prawdę mówiąc, naprawdę czekałem na albumową wrzutkę Haelos bo to co słyszałem do tej pory wszystko mi naprawdę smakowało. Wujas uraczył nas luźnym singlem a potem dwoma numerami z płyty Any Random Kindness i kiedy już był w ogródku i witał się z gąską... w ostatniej chwili zdecydował się wrzucić inny album. Na debiucie Haelos są jeszcze tworem niewykształconym jak dla mnie, nie ma tu takich fajnych elektronicznych numerów z jakimi Wuja nas zapoznał, jest więcej kliszowych brejków i pseudogospelowe refreny, szkoda tylko że wokalnie szału nie robią. Słuchając tej płyty nie wiem za bardzo dla kogo jest ta muza, brzmi... nijak dla mnie po prostu, nie wzbudza emocji takich jakie stara się usilnie sugerować że w niej siedzą. Haelos jawi się tu jak muzyczny twór bez twarzy który nie wie czym chce być, trochę przypomina mi pod tym kątem London Grammar (i tam też mieliśmy nawet "Teardrop w domu" na płycie heh), ale oni bronili się w bardziej kameralnych, akustycznych aranżacjach.
Słuchałem dużo razy tej płyty a nadal poza tytułowym numerem prawie nic mi w głowie nie siedzi, dużo rzeczy zlewa się w jedno, ta płyta jest jakby nagrana na jedno kopyto. Podsumowując niestety rozczarowałem się:(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 lip 2025 09:36

Tu też się delikatnie przypomnę że zaraz miną 3 tygodnie tej wrzuty
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 lip 2025 11:13

Haelos – Full Cricle

Haelos, pamiętam tak, że nie pamiętam w ogóle. Rzuciłem okiem na to co pisałem o wrzucie z utworów – „Another Universe” – no i tam bardzo chwalę. Piszę to, kiedy już mam napisaną całą recenzję „Full Circle” i w sumie smutek mnie bierze, że to nie inny album wrzucił Wuja. No, ale.

Najpierw Intro, kurde, kto jeszcze wrzuca intra na płyty? XD To by spokojnie mogło być częścią „Pray” i to by o wiele lepiej brzmiało i wyglądało. W każdym razie, samo „Pray” robi niezłe wrażenie jako wprowadzenie do albumu, ale ten kij ma dwa końce. Rzecz w tym, że o ile na tym etapie, przy pierwszym przesłuchaniu, jeszcze się tego nie wie, tak ten otwieracz odkrywa w zasadzie wszystkie karty jakie ta płyta ma do odkrycia. Niemniej, fajny numer to fajny numer. Na pewno na jego rzecz działa, że jest wcześnie na albumie, kiedy jeszcze to brzmienie nie zaczyna nudzić. Fajne efekty, spoko wokale (trochę ala Arcade Fire) i atmosfera.

„Dust” generalnie też jest spoko, ale już tutaj słychać, że zespół lubi grać jeden kawałek pod różnymi tytułami. Za pierwszym razem, trudno nie ulec wrażeniu, że wciąż jesteśmy w trakcie pierwszego utworu. Paleta brzmień identyczna, klimat kawałka identyczny, wokale wydają się być identyczne. Na tym etapie, to jest jeszcze do przyjęcia, ale wychodzi też już poza próby utrzymania stylistycznej spójności na albumie.

„Full Circle” zaczyna się fajnie, niemal jak „Reckoner” Radiohead. Ale już słyszę te organy i mam wrażenie, że to te same akordy co w kawałku wcześniej i jeszcze wcześniej. Wokale brzmią fajnie, zdecydowanie łatwiej jest przez nie zapamiętać ten kawałek. Mam wrażenie, że facet robi tu lepszą robotę niż babka. Kawałek jest naprawdę dobry, jego główne wady to po prostu wtórność względem materiału na płycie.

„Earth Not Above” się zaczyna, a co to wchodzi w 30 sekundzie? „Funky Drummer”? Jeden z najsłynniejszych breakbeatów, użyty między innymi w „Days In the Trees” no-mana? Ok, może za oryginalność loopów Haelos dostają lachę, ale co z tego skoro ten loop nadal robi robotę. Robi się trip-hopowo i nawet już nie będę marudził, że piosenka jest taka sama, jak poprzednie. Nawet na płycie Grace Jones wrzucanej przez Murzyna, na której było kilka wariacji jednego pomysłu, było milion razy bardziej różnorodnie, niż na „Full Cricle”. Niemniej, znowu przymykam oko, bo po prostu ten breakbeat mnie kupuje za każdym razem.

„Oracle” miałem po pierwszym przesłuchaniu, w notatkach, opisane jako „niby to samo, ale jakieś fajniejsze”. No i niewiele więcej mogę dodać xD Haelos już nie tyle wchodzą do tej samej rzeki, co po prostu na stałe w niej zamieszkali, niemniej dorzucają jakieś drobiazgi, które tę formułę w drobny sposób zmieniają i tutaj, przynajmniej pod kątem brzmienia, robi się trochę inaczej. Bardziej motoryczny i żywy bit, te fajne „chórki”, wszystko tutaj jakby klei się bardziej, nawet wokal, który nie mógłby już chyba bardziej pożerać ogona. Fajne są te syntezatory, które są połączone ze smykami lub je udają. Kawałek numer 6, a ja dopiero mam wrażenie jakby naprawdę zaczął się drugi. No, ale lepiej późno niż wcale. Jest to naprawdę dobre.

„Alone” zaczyna się jak jakaś podróba Timbalanda. Wokale znowu podobne. Zawsze szanowałem jak dużą wagę przykładał np. Morrissey, do melodii wokalu, żeby zawsze były inne, żeby były dobre, żeby się odznaczały. Haelos mają chyba odwrotną ideologię, albo po prostu w to nie potrafią. Po czterech przesłuchaniach, nie potrafię zanucić wokalu z żadnego kawałka, dosłownie niczego nie pamiętam. Inna sprawa, to to, że Haelos to jeden z tych zespołów, które grają całe kawałki od początku do końca tak samo, nie za bardzo można odnaleźć tu mostki czy refreny, po prostu numer isę zaczyna i leci tak samo aż do końca. To nie musi być złe, ale w wypadku Haeolos zdecydowania pogłębia brak pomysłów na albumie. W każdym razie „Alone” jest ok, jak większość na płycie, ale to takie bardzo zmęczone ok.

„Separate Lives”… prostytutka, powiedzcie mi, czy mnie powaliło, czy oni naprawdę używają tych samych akordów w każdym kawałku? I tych samych wokaliz? Słucham i słucham i naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z nimi? Mam wrażenie, że wiele płyt serwowanych przez Wuja, ma ten sam problem. Gdyby „Separate Lives” otwierało „Full Circle”, to pewnie bym się dużo cieplej wypowiadał, nawet bym bardziej chwalił ten numer niż „Pray”, ale po prostu kilka „Prayów” później, nie potrafię za bardzo wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu. Numer ratują fajne pętle w tle, ale to kurde no jest trochę mało.

Kiedy już naprawdę czuję zmęczony, wchodzi „Sacred” i trochę ratuje sytuację. Fajny bit, ładne tło. Śpiewają praaay i robią mi wodę z mózgu, ale o dziwo, te wokale w końcu się odrobinę wyróżniają. Ok, to pianie w czymś co chyba jest refrenem, jest irytujące, ale i tak uważam, że to jeden z ciekawszych i po prostu fajniejszych momentów płyty.

„Cloud Nine”, znowu loop, który kojarzę, ale nie mogę sobie przypomnieć z czego to jest. Kolejny kawałek, który na początku płyty by zrobił dużo lepsze wrażenie niż po koniec, kiedy jestem znudzony. Niemniej dam propsa, mimo wszystko, bo jest to dobre. Wtórne na przestrzeni płyty, ale dobre.

„Pale” wjeżdża padami i wokalem coverującym Haelos. Myślałem, że będzie tu trochę inaczej, ale znowu weszła perkusja i dostałem kotleta tak bardzo styranego, że bułka tarta już z niego opadła.

No niestety, głównym zarzutem jaki mam, to to, że to jest tak naprawdę singiel z różnymi wersjami tego samego. Nie znam innych płyt Haelos, ale tutaj naprawdę dokonali sztuki wielokrotnego pożarcia ogona. Tak jakby kompletnie nie mieli pomysłu, więc wracają do jednego kawałka, który im się udał i po prostu przerabiają go jak mogą, żeby zebrało się te 11 utworów. Cenię użycie breakbeatów w tych kilku kawałkach, ale też no kurde, poza tym, że łechta moją nostalgię, to też nie można powiedzieć, że to jakiś rzucający na kolana zabieg. Nie wiem, może to po prostu płyta typowo dla fanów, którzy już wcześniej mocno się wkręcili w ten zespół i potrafią łykać od nich autoplagiaty (też mam takie ulubione zespoły), ale dla mnie to było doświadczenie trudne. Myślałem, że to tylko wrażenie, które zejdzie przy drugim czy trzecim przesłuchaniu, ale nie. Gdyby zebrać z tego połowę i wydać jako EP, to by zdecydowanie lepiej żarło. I niestety mama wrażenie, że to samo pisałem o London Grammar.

Rozumiem, że my tu wrzucamy płyty dla nas best, a nie żeby sprzedać je za wszelką cenę innym, ale Wuja sam pisze, że do ostatniej chwili nie był zdecydowany, a to oznacza, że ta płyta nie jest chyba jednak aż tak „best of życia”, zresztą wrzuta weszła pod wpływem nagłej pojary, a jednak decyzji się nie powinno podejmować na gorąco, bo kończymy jak Murzyn xD Nie powiem, że płyta jest zła, bo generalnie utwory nie są tragiczne. Zdecydowanie lepiej by wypadały słuchane losowo, pojedynczo, raz na jakiś czas, niż zebrane w formie albumu (i to akurat na pewno pisałem o London Grammar). Nie będę jednak ściemniał, że mam ochotę wracać do „Full Circle” dziś, czy jutro, czy w ogóle. Chyba zatoczyłem już z nimi te pełne koło.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 08 lip 2025 11:28

Hien pisze:
08 lip 2025 11:13
Wuja sam pisze, że do ostatniej chwili nie był zdecydowany, a to oznacza, że ta płyta nie jest chyba jednak aż tak „best of życia”
Jedno jest pewne - Haelos od jakiegoś czasu należy do mojego top zespołów. A Full Circle i Any Random Kindness mimo, że trochę odmienne, to po prostu są dla mnie tak samo smakowite. Stąd wahania co wrzucić.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 lip 2025 11:33

To będę dobrym kolegą i posłucham tego "Any Random Kindness" nadprogramowo
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 lip 2025 16:29

3 tygodnie minęły, wystarczy. Z uwagi na to że mentos wraca dopiero jutro do końca tygodnia chcę tu widzieć reckę jego oraz jegomościa Musiała
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 13 lip 2025 22:52

HÆLOS - FULL CIRCLE

Pamiętacie ten okres, w którym śmialiśmy się głośno i donośnie z Murzyna z powodu tego, że bestka albumowa go przerosła podczas słuchania van der Graaf Generator? Pewnie, że pamiętacie, to było tzw. pytanie retoryczne. Sam byłem w gronie śmiejących się, ale z perspektywy czasu jakoś rozumiem Jacę, bo słucham tych waszych płyt i słucham i może jeszcze nie odebrały mi smaku życia jak Depeszwizja Czezowi, ale ta zabawa najdobitniej pokazuje, że byłem wychowywany muzycznie zupełnie inaczej niż większość forum i chyba też jednak szukam w muzyce czegoś innego niż PT gremium.

I w sumie to wszystko wskazywało na to, że opisywany niżej album zespołu HÆLOS będzie jedną z kolejnych płyt, które wezmę, odsłucham, coś tam skrobnę, coś tam wymęczę i rzucę frygnę na rzetelną półkę. Przez wszystko mam na myśli chociażby recenzje moich poprzedników czy fakt, że wrzuty z utworowej pamiętam jako rzetelne i nic ponad to. Szczerze mówiąc, gdybym był w stanie się zebrać i napisać tę recenzję przed swoim wyjazdem, to moja recenzja byłaby w mniej-więcej takim samym tonie.

ÆLe na nieszczęście dla goniącego z terminami Murzyna i na szczęście dla tej płyty - nie wyrobiłem się, dzięki czemu ta dostała ode mnie dużo dodatkowego czasu. Na szczęście, gdyż dzięki temu może nie dostałem jakiegoś magicznego objawienia czy czegoś w ten deseń, ale po prostu po tym dodatkowym odsłuchu jakoś tak uświadomiłem sobie, że mimo wszystko po prostu ją lubię.

I to jest tak, że ja sobie zdaję sprawę z jej wad, z tego że faktycznie jest trochę repetetywna, że jednak mimo wszystko brakuje TEGO CZEGOŚ (a może jeszcze tego czegoś nie usłyszałem?), co oddziela płyty niezłe od płyt wybitnych, ale zarazem ten album jest naprawdę przyjemny, klimatyczny, słychać tu jakiś pomysł na granie i po prostu dobrze mi się to słucha.

No i poza tym, kaman - to trip-hop, a jednak ciężko to spieprzyć. Różne źródła twierdzą też, że niby da się tę płytę zaszufladkować jako rzecz spod gatunku indietronica. Nie wiem do końca czy to prawda, ani też nie chcę wywoływać kolejnej inby poświęconej gatunkom, ale może to być jakiś klucz, bo generalnie rzeczy spod tej kategorii po prostu do mnie trafiają.

Jak zazwyczaj, odpuszczę sobie omawianie utwór po utworze, bo totalnie nie potrafię tego robić i nie jestem jakimś wielkim fanem tej formuły. Zgodnie z tradycją wyróżnię rzeczy, które u mnie zaskoczyły. O ile Intro/Spectrum do takowych raczej nie zaliczę, bo w sumie też nie traktuję tego jako niczego więcej niż wprowadzenie w klimat w tej płyty, tak jednak przejście do PRAYi sam ten utwór uważam za świetne. Bardzo fajny POPOWY kawałek. Generalnie lubię kawałki z damsko-męskimi duetami wokalnymi, a jeszcze bardziej lubię gdy mają mocarne, chwytliwe refreny i nietypowe patenty pokroju krzyczącej babeczki kontrastującej z niskim męskim głosem - w tym wykonaniu jakoś to do mnie trafiło.

DUST może jest bardziej "typowym" kawałkiem, który aż tak mnie nie buja z racji tego, że refren tu nie ma aż takiej mocy - ale jest po prostu okej, słucha się go przyjemnie i jest RZETELNY. W sumie bardziej do mnie trafia TYTUŁOWY, przy którym z jednej strony łapie się na poczuciu, że ta płyta faktycznie jest nieco repetytywna, ale jeszcze te patenty na mnie działają.

I przyznam tutaj, że gdzieś w tym momencie ta płyta nieco siada - niby nie ma tu jakichś złych momentów, ale też nie bardzo jestem skłonny cokolwiek chwalić czy wyróżniać. Ot, takie ORACLE (nie wiem na ile to siła sugestii, a na ile faktycznie tytułu zapisywane capsem wyróżniają się na tle reszty) jest w sumie niezłe, w kontekście całości nawet słucha się tego fajnie, ale jakichś peanów na cześć tej kompozycji nie napisze.

Ale jakoś tak pod koniec nagle znowu zaczęło mi się tej płyty słuchać i poszczególne kompozycje do mnie trafiać. SACRED kupuję na poziomie emocjonalnym, bo słyszę zaangażowanie w wokalu, CLOUD NINE ma fajne brzmienie, może nawet bym zaryzykował tezą, że nieco dubowe? Niby nic wielkiego, ale jakoś fajnie się tego słucha, tak samo jak zamykacza.

I tak w sumie wymieniłem 3/4 płyty (w sumie mógłbym też gdzieś umieścić ALONE) i lecąc w miarę chronologicznie, choć nie miałem tego robić. To nie jest żaden zarzut, ale pomijając bardzo dobre PRAY ciężko mi wyróżnić cokolwiek innego. Gdybym wrócił do niej jutro, to pewnie by się okazało, że preferuję inne rzeczy niż dzisiaj, a i nie dam sobie jelita załatać, że wymieniłbym dokładnie te same tytuły.

Ale niechaj was moja osobowość chwiejna nie zwiedzie, poza tym sami widziicie ile tych rzeczy jest. Nie mam żadnej zgrabnej metafory ani gierki słownej nawiązującej do tytułu płyty, więc tylko zwieńczę ją stwierdzeniem, że daje radę i jest okej. Polecam się, Mentos.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lip 2025 01:09

W sumie zabawna sprawa z tym trip hopem, bo o ile widzę, że na wikipedii czy discogs, używa się tego terminu w kontekście tej płyty, tak ja rzadko kiedy myślałem o tej muzyce jako trip hopowej. To, że tam parę razy użyto breakbeatòw (i to takich raczej mało oryginalnych), bardziej mi brzmiało jako ozdobik, niż element starego i zacnego nurtu. Więc najwyraźniej da się to spieprzyć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 14 lip 2025 02:46

Trip
hop

śmiechłem ale ok
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup