Gdybym urodziła się dwadzieścia pięć lat, to pewnie wyglądałabym jak depesz. W sumie z pominięciem białych spodni do skóry (przejadły mi się), to nawet fajny styl jak na subkulturę (zob. "ganguro"

). Moja koleżanka z Ukrainy notorycznie nosi jakieś martinowskie perły, czapki, buty, nawet włosy ma tlenione, ale po zdjęciach widzę, że jej to pasuje. Co innego ktoś w moim wieku ubrany z umiarem, a co innego pięćdziesięcioletni facet w szóstym miesiącu ciąży (z beczką piwa), ubrany od stóp do głów w czerń okraszoną różyczkami z Violatora.
Dalej poluję na ramoneskę (najlepiej noszoną, taniej wyjdzie). Białe spodnie w szafie już mam, ale w innym celu (po prostu latem w mojej szkole tylko takie się nadają). Może kupię sobie na zimę martensy i już na wiosnę będę mogła w tym uzbrojeniu uderzyć na zlot lol:. Ale fryzurę na razie mam jak Gahan na devotionalu

.