Best of Forum III

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 lut 2023 10:45

Może byś numer wrzucił, a nie spamował xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 12 lut 2023 12:22

Ozric Tentacles - Mysticum Arabicola

Utwór, który wrzucam, można potraktować jako zajawkę Erplanda, z którego to pochodzi. Znajduje się pod numerem piątym na płycie (z dwunastu utworów), można go więc uznać za jej centralny punkt (czy jeden z takowych), kiedy to napięcie wyraźnie wzrasta (zresztą, kolejny na płycie Cracker Blocks - ha, nigdy nie zapamiętam chyba tych tytułów - jest dużo spokojniejszy, jakby rozładowywał tę napiętą atmosferę - czy zwykły vibe, jak by to nazwać). Charakterystyczna dla tego instrumentala jest figura rytmiczna, dookoła której cały kawałek jest zbudowany, a reszta dzieje się na dalszym planie. Króciutkie intro brzmi trochę jak uruchamianie pojazdu do jazdy, początkowo spokojnej, zamieniającej się potem w istne szaleństwo. Prym wiedzie - jak zawsze u Ozriców - rytm, a towarzyszące mu partie gitary są kapitalne. Między 1:15 a 1:20 wchodzi jakby instrumentalny chórek w tle, słychać w tle głosy, zaczyna się właściwa część. Utwór jest mocno inkrustowany samplami, słychać coś na kształt dęciaków, kunsztowną melodię gitarową, całość nieźle wprowadza w trans i dobrze się nadaje do pracy nad czymś jako tło. Około 3:45 - 3:50 aura się zmienia, Mysticum Arabicola staje się spokojniejsza jak przystanek w trasie przed dalszą podróżą. Koło 5:30 na pierwszym planie jest znów gitara, inne elementy znikają w tle (poza rytmem), uwypuklają się partie elektroniczne, taki rockowo-elektroniczny zestaw, niewychodzący zanadto ani w jedną, ani drugą stronę, brzmi iście orientalnie, magicznie, wiele w tym smaczków, szczególików, dużo do odkrycia. Gitara około 7:05 sugeruje przesilenie tej sielanki i rzeczywiście, koło 7:25 wraca na pierwszy plan początkowy motyw w większym natężeniu, bałagan w tle jest coraz większy, brzmienia są coraz bardziej krystaliczne (nie wiem, jak to nazwać), perkusjonalia cały czas pchają kawałek do przodu, sunie, aż wreszcie dobiega końca. Oczarował mnie ten utwór przy pierwszym kontakcie, który miał miejsce pewnie jakoś w styczniu 2014 (pamiętam zimową sesję na studiach, uczyłem się przy muzyce Ozrików, leciało po 6-7 płyt dziennie), stał się dla mnie takim wyrazistym przedstawicielem ich szalonego stylu. Pochodzi z roku 1990 i wciąż słucha się go doskonale (muzycy zawsze dbali o nowoczesne brzmienie muzyki, to ogromna zaleta zespołu). Smacznego!

https://www.youtube.com/watch?v=UN9ms_FAcog
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 12 lut 2023 15:42

Austra - Beyond a Mortal (2017)

Jest sobie taki kanadyjski zespół, co to ma nazwę po łotewsku, a gdyby miał po polsku, to byłaby to... Jastarnia xD Austra to w bałtyckiej mitologii bogini światła o ile dobrze pamiętam, a miasto Jastarnia pochodzi (najpewniej) od pre-kaszubskiego słowa "jastry", a więc jasny, zresztą zniekształconą wersją słowa "austra" jest właśnie "jastra", z tym, że w językach, których już się w tamtych rejonach nie uświadczy (podziękujcie Krzyżakom). Tyle trivii z dupy, czas na konkret. Zespół nazywa się tak nie bez powodu, gdyż założyła go kanadyjka o łotewskim pochodzeniu, Katie Stelmanis. Ona zresztą jest jedynym stałym jego członkiem, a "klasyczne" trio, które zaczynało w 2010 roku w tym momencie już nie istnieje (pozostali jego członkowie to perkusistka o równie mało anglosaskim nazwisku Maya Postepski oraz basista Dorian Wolf). Wydali od 2011 4 krążki, z czego zapodany przeze mnie numer pochodzi z trzeciego z nich, o tytule Future Politics. Ukazał się w styczniu 2017, i zawsze jakoś w styczniu/lutym go sobie odświeżam. Generalnie z Austrą mam problem. A polega on na tym, że ich pierwsza płyta była (z wyjątkiem może dwóch utworów) wybitna od początku do końca. Bardzo dynamiczna, żywa, elektroniczna do bólu, ale w taki bardzo dobrze zaplanowany i zrealizowany sposób, produkowała hit za hitem (będę miał wrzutkę do wideo z tego właśnie albumu, myślałem też zresztą o samym albumie), jedne nadawały się do siedzenia w ciemnym pokoju z toną ezoterycznych świeczek i kadzideł, drugie jako tło do orgii a jeszcze inne do srogiego wywijania po parkiecie. Niestety, wydany 2 lata później follow-up nie był już tak dobry (miał momenty tho, Home czy Painful Like są zaje*iste), rok później wrzucili naprawdę fajne EP, a potem wydali właśnie Future Politics, gdzie najlepszym utworem jest to, co zapodaję. 4 album, Hirudin, ukazał się w pandemii i nagrała go właściwie sama Stelmanis. Przesłuchałem go ze 3 razy i już nie pamiętam, co też coś o czymś mówi xD Poza tym Stelmanis jest... specyficzna. Ma dobry głos generalnie, bardzo eteryczny i zmysłowy, choć potrafi walnąć takim srogim dzwonem, że aż głowa mała. Niestety, momentami jej maniery wokalne są niemal nie do przeskoczenia. Pianie przebija do od Sii (a ja tego piania nie znoszę), wrzaski ocierają się o mild wersję Diamandy Galas (a naprawdę, kto choć raz usłyszał The Litanies of Satan albo Skotoseme wie, że "śpiewając" w Strange Hours musiała akurat być na odwyku), trzeba lubić. No ja lubię, choć nie wszystko, szczęśliwie w Beyond a Mortal pokazuje się z tej "spokojnej" strony. Sam numer jest mocno nastrojowy, sensualny i uderzający delikatnie w erotykę, również tematyką tekstu. Teksty Stelmanis to inna sprawa, bowiem te są głównie o sprawach - w dużym uproszczeniu - okołołóżkowych, ale z bardzo kulturowego punktu widzenia. Albo o polityce. Dość powiedzieć, że z tego co kojarzę, laska jest zagorzałą komunistką, mocno siedzi w idpolu, niektóre z jej dzieł lirycznie odnoszą się np. do kwestii genderowych czy tożsamościowych. Mnie, jako Naczelnemu Lewakowi Tego Forum(TM) to nie przeszkadza, ale mam paru znajomych, którzy się przez tylko to od niej i od Austry odbili. No, nic nie poradzę.

Dlaczego akurat ten numer? Ano, z dwóch powodów. Po pierwsze, jest luty, więc jest okazja. Future Politics nie jest najbardziej udaną płytą od łotewsko-kanadyjskiej blondyny, ale brzmieniowo zawsze była dla mnie zimna, zimniejsza dużo od dwóch poprzednich (tutaj właściwie nie wiem, czy powinienem Wam polecić ich debiut, a więc Feel It Break, czy poczekać, aż prawdopodobnie wbiję go w kolejkę albumową, bo jest naprawdę świetny), także doskonale pasuje klimatem na tę porę roku. Tzn. ten numer jest bodaj najzimniejszy, więc, jakby, TYM BARDZIEJ. Poza tym jest to utwór dla mnie bardzo osobisty można powiedzieć, choć nie był taki wtedy, te 6 lat temu. Czy był rok później? Rok później może trochę, ale rok później to przede wszystkim był Morrissey i chęć srania przy otwartych drzwiach (credits to Hien), chociaż no TROCHĘ BYŁO. Ale tylko trochę. To jest dla mnie numer, który poznałem ewidentnie zanim dostał swój, hmm, punkt zaczepienia. A kiedy już go dostał, to puścić nie chce. Powiedzieć, że mam z nim teraz jednoznaczne skojarzenia, to nie powiedzieć wiele. Wyobrażenie osoby, która pojawia się niemal znikąd, wszystko, co tylko da się zmienić zmienia, wliczając w to rzeczy, które zdawały się być skrajnie niezmienialne, a jednocześnie przyjmuje wszystko w takiej formie, w jakiej to zastała jest dla mnie konceptem tyle ważnym, ile niemal nieosiągalnym (powiedzmy, że zdarzyło się wcześniej raz, a też nie do końca). A potem nagle się to staje, wszystko wywrócone na lewą stronę, wszystko w nagłym ruchu i równie nagle się zatrzymuje, pęka, rozsypuje się na części i znów składa tak, jakby wcześniej nic się nie stało. A potem zmierza do nadnaturalnego wręcz spokoju, w którym kosmos z tekstu numeru Goldrush od Yello opada na ziemię, zostaje tylko ten ciemny pokój ze świecami i ten numer grający cicho z pochowanych w ścianach głośników. Nawet, jeśli siedzi się w tym pokoju samemu. Zapodaję także trochę więcej Musiałowej wiwisekcji, ale tym razem w mniej bezwzględnie dołującej formie. Post-punk a la Brendan Perry ustępuje miejsca lekko hipsterskiemu graniu z rejonów, które ktoś, kto nie zna specyfiki towarzystwa na tym forum mógłby przypisać Dragonowi (a może wcale nie), tyle tylko, że hipsterów już właściwie nie ma, gdyż lata temu - ewidentnie wbrew swojej woli a na pewno pierwotnym założeniom - zamienili się w mainstream. Choć pamiętam, jak przed 11-ma laty, gdy pierwszy raz sprzedano mi Feel It Break, przedstawiano to właśnie jako hipsterskie granie. Zresztą, pierwszy singiel z tegoż albumu wstawiłem wtedy na FB podpisując go odpowiednio xD Pamiętam, że nawet Hienowi się wtedy spodobał, choć kto by to teraz spamiętał. Stare czasy. A biorąc pod uwagę obecną kondycję Stelmanis, może lepiej, by nowych czasów nie było, chociaż ja tak zawsze pieprzę od rzeczy, a potem jak się album ukazuje, to zasysam. Uczciwie powiem, że całego Future Politics polecać nie będę (jednocześnie może wcale nie jestem tu jedyną osobą, która zna to wydawnictwo), ale powyższy numer uważam za jeden z 3 najlepszych, jakie Austra kiedykolwiek nagrała, a Stelmanis kiedykolwiek zaśpiewała. Jego minimalizm jest fantastyczny, klimat rozkosznie obezwładniający, wokal niesie się pustymi korytarzami wyglądających na opuszczone betonowych bloków mieszkalnych, wokół mgła i najntisowo żółte światło lamp sodowych...

https://www.youtube.com/watch?v=xX6gwH3ZmU4
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 lut 2023 18:38

Gnarls Barkley - Who Cares?
(2006)

Od wczoraj plątałem się i biłem z myślami co by tu rzucić do tej następnej kolejki. Wrzutka ktorą zaplanowałem i napisałem sobie już w minionym tygodniu ostatecznie została odłożona na półkę z myślą że być może lepiej będzie posłuchać albumu i rozważyć czy nie lepszym wyjściem będzie zapodanie całości w odpowiednim czasie (skoro brałem pod uwagę jeden z trzech utworów z jednej płyty i każdego z nich byłoby mi szkoda odrzucać postanowiłem się wstrzymać dopóki nie będę w 100% pewien co z tym fantem zrobić). W sumie nie wiem po co Wam ta informacja, na dobrą sprawę - WHO CARES?

No właśnie, i wtedy z pomocą przyszedł mi ten numer. Gnarls Barkley czyli duet Cee-Lo Green na wokalu i Danger Mouse jako producent (którzy w 2006 zawojowali listy przebojów i na stałe wbili się w świadomość szarego Kowalskiego hitem Crazy). Znałem ich ze słyszenia z różnych singli które wychodziły z ich debiutu i jednym z nich było też Who Cares?, piosenka niezwykle prosta a jednocześnie w swej prostocie genialna moim zdaniem.
Tekst tego utworu opiera się na zmyślnej grze słów z wykorzystaniem różnych przeciwstawnych sobie wyrażeń, jednocześnie zachowując przy tym pełen logiczny sens tego o czym Cee-Lo śpiewa.
Kawałek ten zaś brzmi trochę jak zwierzenia głównego bohatera na kozetce u psychiatry, mówi on tam o wszystkim co go boli - swojej skomplikowanej naturze, sercowych porażkach czy o tym że ludzie są chujowi przywdziewając różne maski i udając kogoś kim nie są. Nie wiem jak Wy ale mam nadzieję że w tym krótkim numerze znajdziecie również coś dla siebie, ja utożsamiam się z nim mocno i wraca on do mnie zawsze w takich chwilach jak teraz kiedy czuję się źle sam ze sobą i nic mnie nie cieszy, każdy miewa takie dni.
Uwag technicznych mam tu niewiele, aranżacja jest też raczej prosta i oparta na samplach z lat 70. a poza tym wydaje mi się (jestem tego raczej pewien) że niski głos wymawiający tytułowe WHO CARES należy do Isaaca Hayesa ale skąd i jak on tam się wziął - pojęcia nie mam i śladu po tym nie znalazłem, no ale... who cares?

https://youtu.be/7WlQWT-OJVg
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 13 lut 2023 23:57

52 Dębiec - Kto

No dobra obiecałem kiedyś Murzynowi polski hip-hop, więc miejmy to z głowy. Wiecie, że nie lubię polskiego hip-hopu, ale miałem taki mały okres w życiu, kiedy coś tam próbowałem nawet słuchać. Był to czas, kiedy siedziałem w Syrii, czyli lata 2003-2004. Miałem nawet kasetę z ulubionymi utworami polskiego h-h. Niebawem uznałem ten cały polski hip-hop za totalny cringe, ale jeden zespół dziwnym trafem lubię do dziś i potrafię posłuchać z nieskrywaną przyjemnością. Może to po prostu zasługa wokalu niejakiego Hana Solo, którego potrafię słuchać jako jedynego polskiego rapera bez zgrzytania zębami. Bo zwyczajnie go lubię. Miałem w czasach pobytu w Syrii całą kasetę 52 Dębiec i zasłuchiwałem się często. Potem mi przeszło i nie śledziłem już kariery tego projektu. Ale jak słyszę coś zespołu 52 Dębiec z tamtych czasów, to jestem uchachany.
Kto to super numer. Świetny refren, Super podkłady. Super głos Han Solo. No lubię gościa zwyczajnie. Ma bardzo charakterystyczny styl rapowania. W sumie te featy są niepotrzebne, bo ani Peji ani tego drugiego mistrza w ogóle nie lubię. Ale kij tam. Han Solo jak już się odzywa, to rekompensuje wszystko. Nawet wyglądał normalnie, a nie jak jakiś tępy, łysy kark.
Jest rok 2023, a ja to wciąż w niewytłumaczalny sposób bardzo lubię.

https://www.youtube.com/watch?v=Zhrq8kQOFEQ
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 lut 2023 00:00

top 1 zaskoczeń trzeciej edycji
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lut 2023 00:06

Zleci na top2 jeśli Mentos wrzuci swój numer przed środą.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 14 lut 2023 00:13

No, to faktycznie jest hit!
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 14 lut 2023 02:16

Parę słówek o Zappie - pamiętam to zdjęcie Munlupa (matko, ale ten czas zleciał), skojarzenie z PRLem niecodzienne, ale jak se tak myślę, to w sumie nie takie abstrakcyjne jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut ucha (a może właśnie i abstrakcyjne zarazem), generalnie cieszy raczej pozytywny feedback - na deva nie liczyłem, bo prędzej mi wyrośnie na kaszkiecie kaktus, niż on doceni coś nagranego przed 1982!
To oczywiście żarcik, bo kaszkietu nie noszę. A tymczasem podsyłam wam...

Saint Etienne - Only Love Can Break Your Heart

Oto jedna z wrzutek, którą kisiłem sobie gdzieś tam z tyłu głowy licząc na odpowiednią okazję, czas i/lub miejsce. A chyba nie ma lepszego momentu na wrzucenie takiej piosenki niż dzisiejsze święto - jedno z tych świąt, na które powinienem reagować alergicznie, ale tak się składa, że bardziej już mnie wkurza to ostentacyjne pierniczenie o nieobchodzeniu tegoż niż ono samo, przez właściwie jest dla mnie obojętne jak tlenki niereagujące z kwasami i zasadami. No ileż można tego słuchać, od trendów, zajawek, mód i zjawisk wszechobecnych gorsze są tylko te jęczybuły, które na każdym kroku muszą podkreślać, że ich te rzeczy nie obchodzą, nawet jeśli nikt nie dzwoni, nie pyta i nikogo to nie interesuje. Mnie w sumie od tego święta bardziej interesuje powrót Ligi Mistrzów.
Teraz proszę was o użycie wyobraźni i wyobrażenie sobie, że poprzez to zdanie płynnie przeszedłem od tematu piłki nożnej do tego zespołu. Bo niby wicie, nazwa luźno inspirowana pewną francuską drużyną piłkarską, której barwy nosiły takie tuzy jak Michel Platini czy Piotr Świerczewski oraz piłkarskie referencje przewijające się przez tę płytę. Jeśli się wam udało to gratuluję, aczkolwiek nagrody nie będzie. W sumie o zespole to za wiele więcej nie będzie, jakoś tak się szczególnie złożyło, że znam tę jedną jedyną płytę i szczerze mówiąc nie za bardzo się nim jakoś zainteresowałem, a nie chce mi się bawić w jakieś przepisywanie wikipedii, bo jednak nie w tym rzecz i nie o to tu chodzi. Ba, nawet nie potrafię za bardzo napisać kiedy i gdzie o tym zespole się dowiedziałem - internety mówią, że oceniłem ten album na RYMie w 2019 roku, ale to niemożliwe, gdyż na bank musiałem poznać go wcześniej (ale nie uprzedzajmy faktów, jak to mawiają). Już chyba prędzej mógłbym się rozpisywać o twórcy oryginału wrzuconej przeze mnie piosenki, ale on na bank dostanie ode mnie swoje pięć minut, chyba że akurat o nim też mi się zapomni albo dostanę w końcu bana na tę zabawę za te wieczne obsuwy. xD
Jeśli jakimś cudem nie wiedzieliście tudzież nie domyśliliście się, że wrzucam cover, no to teraz was o tym informuję. Szczerze mówiąc to nie przypominam sobie, bym jakikolwiek cover w przeciągu tej zabawy wrzucał - wychodzę jednak z założenia, że interpretowanie cudzych utworów i tekstów jest chyba ciut trudniejszym wyzwaniem, niż mogłoby się pozornie wydawać. No na pewno w taki sposób, by mnie to mogło jakkolwiek zaciekawić albo sprawić, że wrzuciłbym to coś do bestki. Tutaj pykło idealnie, bo jednocześnie utrzymano tutaj ducha pierwowzoru i wyciągnięto z niego, to co najlepsze, a zarazem na jego podstawie stworzono coś zupełnie świeżego i nowego. Jeśli nie docenicie tego pianinka, tego pięknego wokalu oraz uroku tej interpretacji to naprawdę mógłbym jeno conajwyżej w podsumowaniu sparafrazować słynne przemówienie Stonogi.
Zacząłem od narzekania na metanarzekanie, skończę na metaciekawostce. W ostatniej chwili rozważałem zmianę propozycji, co ciekawe też związanej z dzisiejszym już świętem. I aby było śmieszniej, to ta druga propozycja to rzecz, która byłaby bardziej na czasie, bo to była piosenka o miłości potężniejszej niż wiele rzeczy, w tym molibden oraz dąb Bartek. Żarcik polegałby na tym, że ta druga piosenka kojarzy mi się głównie z okresem po rozstaniu, zaś ta - z okresem, w którym jeszcze w moim związku jeszcze żarło. Nie wiem, jakoś nie mam ochoty ani potrzeby opisywać tutaj swoich wspomnień związanych z nim oraz tym kawałkiem, potraktujcie to jako swoistą pointę. A teraz bierzcie i słuchajcie tego!

https://youtu.be/YeasVBuBCtU
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 14 lut 2023 02:45

Hitem jest też to że w kolejce pojawiają się dwa POLSKIE numery RAPOWE i żaden z nich nie jest moją wrzutką (mało tego wrzuty wujasa nawet nie znam).

Kolejka 6. (56.) - Powrót Melczeta:

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 14 lut 2023 08:41

The Rosebuds - Give Me A Reason

Rzecz jasna na wejściu już pomyłka była kiedy zacząłem słuchać bo myślałem że mentos wrzucał tę kapelę ale on wrzucał tylko utwór o tytule Rosebud grupy U.S. Girls więc przez moment czułem lekki dysonans. Munlupowe The Rosebuds zaś wpisuje się w nitkę jego lekkich numerów o zakochaniu które ja w myślach określam mianem hien-core light z kolei :D kawałek pobrzmiewa mi latami 60. lub wczesnymi 70., jakieś Beach Boys może a może to autosugestia przez tą okładkę? Taki lekki, słoneczny numer, brakuje mi może podbicia taką sytuacją jak u Hiena by mocniej go docenić, łatwiej mi się wgryzać chyba w jego bardziej typowy melancholijny hien-core.

Ozric Tentacles - Mysticum Arabicola

Nie będę ściemniał, cieszę się że już troszeczkę próbowałem liznąć tego Erpland przed tą wrzutką bo ten numer nie zachęciłby mnie do zgłębiania tej płyty akurat. Brzmi mi to jak takie tanie udawane world music/world fusion, trochę mam flashbacki z albumu Banco Da Gaia przy tym. Z drugiej strony ta perkusja i trochę gitara przypominają mi to co słyszałem na albumowej wrzutce Porcupine Tree od Melkiego i to akurat to co uważałem za słabsze elementy tamtej płyty. Za ten numer akurat podziękuję, wiem już że na Erpland słyszałem bardziej interesujące mnie rzeczy.

Austra - Beyond A Mortal

Interesujące odkrycie, możliwe że gdzieś tą okładkę kiedyś widziałem ale ręki sobie uciąć nie dam. Podoba mi się to co słyszę, zarówno ta delikatna elektronika w tle jak i późniejszy lead, do tego połączenie tego zwiewnego damskiego wokalu z takim dość topornym bitem, robi mi to przyjemny dysonans. Mam nawet skojarzenia z Susanne Sundfør słuchając tego a jednocześnie jest to fajniejsze niż jej numery które tu słyszałem dotąd dzięki shodanowi. Czekałem na taki moment przebudzenia ze strony deva.

52 feat. Peja - Kto

Za wujkiem trafić ciężki jest, jeszcze się taki nie urodził chyba co by zagmatwane ścieżki shodanowego umysłu pojął. Zawsze tak to rozumiałem jakoś że shodan polskiego rapu nie znosi bo blokerstwo, bo przekleństwa i nic poza tym a tu wrzuca 52 z Peją, no chwileczkę... pozostaje chyba mi zapytać "KTO kłamie tu jak z nut?" :D
Wujas jak zaskoczy to klękajcie narody, no ale uprzedzał uczciwie że on sam nie ogarnia skąd jego sympatia do Hansa - prawdę mówiąc i ja tego nie ogarnę, akurat 52 Dębiec nigdy nie cierpiałem, na Rycha też swoją drogą byłem długo uczulony mając w klasie kumpla który był jego fanem i chodził z wiecznie skrzywioną miną niczym Rychu. No ale ale nie o nim tu mowa, przynajmniej nie głównie, 52 razem z innymi składami siedzącymi wtedy w polskim mainstreamie nie trawiłem srogo (Slums Attack, Ascetoholix, Trzeci Wymiar etc), właśnie to było dla mnie takie nic nie warte blokerstwo, toksyczna męskość na pełnej, s p e c y f i c z n y dobór linijek czy rymów ("gdy ubliżę upadniesz jak Jezus pod krzyżem, puszczą Ci zwieracze gdy popatrzę" - to sąsiedztwo linijek o Jezusie i zwieraczach mnie rozwaliło), drętwe w moim odczuciu flow ich nawijki itd... Podkład jest mocno generic w moim odczuciu i nie wgryza się w pamięć za bardzo, w refrenie gryzie mnie bardziej jeszcze to "Ktoooooo" z tym vibrato na wokalu. Niemniej - wujas zaskoczył i spoko że odkrył przed nami jakąś nieznaną nam dotąd twarz.

Saint Etienne - Only Love Can Break Your Heart

Mentos fajnie wjechał z tym numerem, przyjemnie do niego wrócić bo ja ten kawałek znam, uwielbiam go i na pewno kiedyś sam bym go tu zapodał. Możliwe że najpierw natrafiłem na klubowy remiks tego numeru nim doszedłem do tej wersji, oryginał Neila Younga może sprawdzałem ale już nie pamiętam nawet. W każdym razie świetny to kawałek jest, dla mnie jest trochę mimo wszystko jedyny w swoim rodzaju i nie stawiam go w rzędzie z jakimiś dance popowymi numerami tamtej ery, ma u mnie osobną szufladę.
Przed paroma laty kiedy parałem się jeszcze prowadzeniem fanpeja o muzyce próbując podbić aktywność na nim wrzucałem czasem jakieś śmieszne pseudo ankietki w stylu "który numer wolicie?" i zamieściłem wtedy właśnie Only Love Can Break Your Heart w duecie z innym jedynym kawałkiem który jakoś podobny vibe mi czynił a było to (wtedy też będące świeżym odkryciem dla mnie) The One To Wait grupy CCFX:

https://youtu.be/klsFQZjZYBY

W każdym razie propsy za ten numer, to była wrzutka trochę w stylu wrzucanego przez Ciebie one hit wondera Your Woman ale dużo fajniejsza dla mnie :)

Paktofonika - Priorytety

I kolejny udany fajny powrót dla mnie po dłuższej przerwie. Chyba nawet w jakiejś wstępnej liście numerów do bestki ten kawałek u mnie figurował ale ostatecznie padł pomysł że ten temat lepiej i sprawiedliwiej byłoby ugryźć całym albumem więc nie wykluczam że tu kiedyś wjedzie. W każdym razie dawniej był to chyba mój ulubiony kawałek z Kinematografii, hipnotyczne sample pianinka do dziś mi dobrze robią ale jedno zaskoczenie mi ta wrzutka przyniosła - mianowicie po 3,5 minucie kawałka zacząłem patrzeć na zegarek co nigdy mi się przedtem nie zdarzało, więc dziś jednak trochę mi się dłuży. No ale lata mojego hajpu na ten skład już minęły, przyjemnie było wrócić, możliwe że i jakiś numer osobno też kiedy wrzucę od nich, PFK w serduchu zostaje.

Kurde przyjemnie było wrócić do zabawy w szerszym składzie, nawet jeśli mi ten numer Ozriców nie robi to liczę jeszcze na niejedno zaskoczenie :)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lut 2023 10:10

Paktofonika - Priorytety

Stara szkoła. Zazdroszczę Dragonowi konkretnych wspomnień związanych ze słuchaniem Paktofoniki, bo ja nie mam żadnych. Tzn. słuchałem Paktofoniki i pamiętam jak to robiłem, ale nie wiązało się to z niczym wyjątkowym, ot siadałem do kompa i włączałem muzykę, w tle nie działo się nic, co by jakoś grubo podkreśliło te momenty w mojej pamięci. Nawet ekstremalnie krótki czas ze słuchaniem Sepultury w liceum pamiętam lepiej, bo mój ojciec wszedł raz do pokoju kiedy to robiłem, zrobił taką minę jakby mnie przyłapał, nie wiem, na oglądaniu gejowskiego porno i wyszedł. Po latach pewnie bym zrobił to samo. No, ale Paktofonika. Muzycznie ten numer kojarzy mi się z jakimiś wczesnymi instrumentalnymi skitami Mr. Hahna z koncertów Linkin Park. Mocno kwaśne, a w tym wypadku dosyć ponure. Pogoda dziś jest idealna pod takie dźwięki i takie teksty.
Ehh no z Paktofoniką jest trochę jak z „Tatą Kazika”, mówienie źle na ich temat odbierane jest jako brak dobrego wychowania i w ogóle bycie pretensjonalnym bucem, coś ala ludzie, o których pisał Mentos, którzy ignorują i nie świętują Walentynek, pierdoląc cały dzień o tym jak je ignorują i ich nie świętują. Na szczęście ja lubię Paktofonikę i daję propsa. Ten numer ma zbliżony vibe, do kawałka Biggiego, który wrzucał Murzyński w październiku. Może ten nadmiar częstochowskich rymów w drugiej połowie trochę bawi, ale przynajmniej trafne to wszystko, mimo wszystko. W każdym razie, bardzo spoko wrzutka.

Ozric Tentacles - Mysticum Arabicola

Podobnie jak Murzyn, muszę tutaj wyrazić lekkie zdziwienie, że mają do dyspozycji „Erpland”, Melki wybiera ten kawałek. Lepiej, jako umiarkowany fan OT, wyrażam zdziwienie, że mając do dyspozycji ich dyskografię, Melki wybiera akurat to, no ale takie uroki bycia kimś innym niż OP xD No, ALE, nie uważam też, że to jest złe. Ed Wynne ma jednak łeb pełen ciekawych pomysłów, ale trzeba się do nich trochę dokopywać, bo pobieżne przesłuchanie back katalogu Ozriców kończy się zazwyczaj wnioskiem, że grają non stop to samo. Gdzieś między tymi, faktycznie identycznymi momentami, znajdują się jakieś pojedyncze zagrywki, efekty, itd., które jeżą włos tam gdzie ktoś jeszcze ma włosy. No i jest tutaj sporo takich fragmentów. Trzeba mieć moment na takie granie, jak to generalnie na space rock. Dużo hipnotycznego, instrumentalnego grania, solówki bardziej i mniej konwencjonalne, pozorna monotonność. Paręnaście lat temu dużo częściej wracałem do Ozriców i faktycznie, wczesne Porcupine Tree miało takie momenty, ale tylko momenty. Dla mnie ten kawałek jest spoko, więcej nie będę pisał, bo będziemy omawiać cały album.

Austra - Beyond a Mortal

Zobaczyłem, że Austra i już układałem sobie w głowie jakieś przepraszające zdania do Deva, że sorry, ale ja Austry raczej nie polubię. Bo Musiał mi wciskał Austrę koło 2014 r. potwornie, a ja się odbijałem jak piłki od rakiety Igi. Było to wszystko słabe, pretensjonalne, śmierdziało warszawką i off festiwalem. Włączyłem a tu szok, bo numer jest dobry xD No, ale to 2017 r., może Austra się ogarnęła? Nie wiem, o ile Dev nie wrzuci ich albumu do bestki, to raczej się nie przekonam, ALE w/w kawałek jest świetny. Dobra, klimatyczna elektronika, bardzo właśnie mgielna (od razu mam skojarzenia z Fever Ray i Lotusem, a są to zacne skojarzenia), bardzo pasujący dobry wokal, w ogóle cały kawałek jest bardzo dobry. Śmieję się z siebie mocno, bo tak się skrzywiłem kiedy zobaczyłem „Austra” i byłem tak pewien, że to będzie gówno, że teraz szok i pozytywne wrażenie jest jeszcze silniejsze xD Co tu dużo pisać, kolega Adrianowski potrafi zaskoczyć ukręcając z gówna bata i przemieniając w wino, wodę którą wcześniej już przemieniono z wina. Jest super.

Gnarls Barkley - Who Cares?

Danger Mouse’a znam jako producenta i lubię płyty, którymi się zajmował. Kiedyś nawet typowałem go na nowego konsoletowego DM, ale to było dawno temu, obecnie nie wiem, czy byłby w stanie odcisnąć jakiekolwiek piętno w takim betonie. W każdym razie kojarzę nazwisko (jak się okazuje, nazwę) „Gnarls Barkley”, ale nie kojarzę muzyki. I jeśli mam być szczery, a raczej się nie szczypię ze szczerością w tym temacie, to trochę meh. Nie jest chujowe, ale mnie nie rusza, nie kręci. To jednocześnie trąci i nie trąci 00sami. Nie czuję za bardzo nostalgia factoru przy tym, vibe jest rzetelny, ale rzetelność to rzadko jest coś co mnie rusza emocjonalnie. Brzmi to trochę jak jakiś odrzut z płyty Gorillaz, o którym można powiedzieć tyle, że słusznie go odrzucono. Żeby było śmieszniej, pasuje mi ta stylistyka, pasuje mi ten styl śpiewania, podobają mi się te chórki w tle.. to trochę tak jakbym chwalił bombki, ale mehał na choinkę i chyba faktycznie tak to tutaj wygląda, bo po prostu utwór wydaje mi się nieciekawy. Jeżeli to był hit, to hehe. Sorry. Powinienem zażartować, że tytuł kawałka sam sobie jest komentarzem, ale się powstrzymam.

52 Dębiec - Kto

Wuja widzę z tych co książkę (ludzi) po okładce ocenia. No cóż. Ja ocenię sam numer, po samym numerze. Nie mam pojęcia kim jest Hans Solo, ale jak dla mnie typ brzmi jak jakiś prostytutka Król Julian xDDD Przecież to jest straszne na dłuższa metę xD Jak jakiś Kamil Bednarek w wersji „Down the road”. Przed oczami mam jakiegoś Sebę wciskającego zepsute zegarki na „rynku” pod stadionem ŁKSu. Shodan mnie zadziwia, bo hejtuje polski hip-hop, po czym wrzuca chyba najordynarniejszy numer polskiego h-h jaki słyszałem xD To pachnie dresem na kilometr, nie wiem, nie potrafię się jak Wuja sugerować fotkami raperów. Nie lubię się znęcać nad wrzutami Shodana, nie chcę żeby to wyglądało jak jakiś hejt za nasze ostatnie spory, ale nie mogę tego zapropsować, zwłaszcza jeśli w tej samej kolejce jest Paktofonika. Nie wiem, na mnie taki „jamajski” rap działa jak płachta na byka. Jakim prawe w ogóle gość nawiązuje do Hana Solo :/
No niestety Wuja, jest mi przykro, ale mi się to nie podoba. Tak przy okazji, to odnoszę wrażenie, jakby Shodan swoje najfajniejsze czasy przeżywał na misji w Syrii, bo w tylu wrzutkach się do tego odnosi, że nawet Murzyn tylu koszów nie dostał xD

Saint Etienne - Only Love Can Break Your Heart

Czasami po przeczytaniu wrzuty Mentosa, człowiek się zastanawia czy w ogóle przeczytał coś na temat kawałka, czy nie, i trzeba czytać drugi i trzeci raz żeby się przekonać, że faktycznie on coś o numerze napisał. Kurde no, kawałek jest fajny, fajne bity tam chodzą w tle (skądś znam ten ciężki loop, ale skąd?), muzycznie tez całkiem sporo eleganckich niuansów słyszę. Jedyne co mi się chyba tutaj średnio podoba, to wokal i nawet nie wiem czemu. Wuja oczywiście powie, że się czepiam śpiewających pań jak zawsze, a ja trochę nie wiem jak walczyć z takimi zarzutami kiedy w sumie za sam „damski wokal” nie zjechałem chyba nigdy żadnego utworu xD Ale babka po prostu ciągnie ciągle to samo i w pewnym momencie już nie mam siły na to, nie mam. No w każdym razie, to ma vibe takiego trip-hopowego „Your Woman”, więc ogólnie taka ostrożna okejka z mojej strony, ale też bez jakiegoś bardzo szaleńczego wybuchu radości, jak to się nieraz w przypadku rybnych wrzutek wydarza.

No i tyle, Panowie. Beka niesamowita, bo wygrywa tu zdecydowania Austra xD Człowiek się całe życie uczy. Namehałem się na Was i tradycyjnie mam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale co zrobić. Powinienem poczekać z tymi recenzjami na koniec kolejki, żeby się potem nikt nie mścił „dla zasady”, ale już za późno xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 14 lut 2023 10:28

Hien pisze:
14 lut 2023 10:10
Tak przy okazji, to odnoszę wrażenie, jakby Shodan swoje najfajniejsze czasy przeżywał na misji w Syrii, bo w tylu wrzutkach się do tego odnosi
No czasy to były bardzo dobre pomimo, że poza domem. Chociaż muzycznie wcale nie. A czemu się do tego tak niby często odnoszę? Nie mam za bardzo pamięci do dat związanych z poznaniem czy natężonym słuchaniem danej muzyki. Ale pobyt poza granicami kraju to jednak coś, co się pamięta. Jak i różne rzeczy z tym związane, jak choćby słuchanie muzyki. Szczególnie kupionej w arabskim pirackim sklepie muzycznym.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 14 lut 2023 12:29

The Rosebuds - Give Me a Reason

Hien skutecznie pracuje na to, żebym go znienawidził. Kolejny nie tylko po prostu dobry numer, ale w jakiś sposób wyciskacz emocji (ze mnie that is). Rocznicowy streak rozstania plus pewne inne rzeczy wokół podlewany taką muzyką za dobrze mi na głowę nie robi, intensyfikują się smuteczki i poczucie odrzucenia xD Abstrahując od emo-pierdół, na które pewnie i tak jestem za stary (ale ewidentnie się tym nie przejmuję), to jest naprawdę świetna piosenka. Jest bardzo... lajtowa? Nie przychodzi mi do głowy lepsze słowo. Niby nie dzieje się dużo, jest oszczędnie i nawet dość minimalistycznie (a i niewiele się brzmieniowo zmienia, całość jakby oparta o tych samych parę akordów, co ciągną kawałek przez całe 4 minuty z hakiem), ale jest to dokładnie to, czym powinno być, żadnych nadmiarowych rzeczy, które prawdopodobnie by tylko całość zepsuły. Słucha się bardziej niż przyjemnie, choć wydźwięk numeru jest teraz dla mnie raczej negatywny (tzn. tak na mnie oddziałuje, no ale co z tym zrobić). Głos Ivana Howarda (który na zdjęciach wygląda trochę jak model dla postaci randomowych zbirów z pierwszej odsłony Mafii) przypomina mi momentami Matta Berningera z The National, a to jest dla mnie bardzo miłe skojarzenie, gdyż bardzo lubię The National. Kolejna rzecz od Kuby, do której będę chętnie wracał, ale when the time comes. Albo nie wrócę już nigdy, kto to może wiedzieć.

Paktofonika - Priorytety

Był sobie rok 2002, ja słuchałem albo pojedynczych ejtisów albo trochę techno albo nagrywanych na kasetę magnetofoną wciśniętą w pseudo-przenośny boombox podstawiony pod monitor mojego pierwszego peceta (miał wbudowane głośniki) MIDI, którym w bieda-DAWie podmieniałem brzmienia na poszczególnych ścieżkach. W tym samym czasie ludzie wokół mnie zaczynali jarać się hip hopem, którego mnie raczej nie pozwalano w domu słuchać, blablabla, resztę już znacie. Miałem taką kumpelę (tzn. ciągle ją mam), o której zresztą pewnie już tu wspominałem przy innych okazjach, co to w tamtych czasach srogo siedziała w Paktofonice właśnie. Zresztą, WSZYSCY siedzieli wtedy w Paktofonice w "moim towarzystwie". Jarali się tą Kinematografią jak powaleni, a ja, cóż, zapuściłem sobie dwa numery i trochę mehnąłem. Dopiero rok później myślałem, że zaczynam to "czuć", ale znowu, już o tym pisałem chyba przy okazji recki albumu Pezeta. Z perspektywy czasu inaczej się tego wszystkiego słucha. Byłem zaskoczony, że wciąż - po tylu latach - pamiętałem całkiem dobrze tekst. Mimo niektórych nieco wnerwiających - bo nazbyt oczywistych - zabiegów w rymach, to to jest naprawdę dobry numer, taki neutralno-pesymistyczny, ale pod tę aurę teraz jak znalazł. Mam lekkie flashbacki z ubiegłego roku, bowiem mniej więcej w tym samym czasie słuchaliśmy przecież w/w Pezeta, czyż nie? I teraz znowu mam taki moment "zachłyśnięcia", że chyba najchętniej odświeżyłbym sobie cały krążek i pozastanawiał, gdzie bym był, gdybym jednak został skejtem. Dobra rzecz.

Ozric Tentacles - Mysticum Arabicola


Melczet wraca i... no właśnie, co? Chyba sporo czasu spędził ostatnio na graniu w GEXopodobne platformówki, względnie pierwsze i bardzo stare części jakichś ścigałek (NFS2 anyone?), albowiem muzyka ta brzmi jak... soundtrack do gry arcade z lat 90. xD Nie jestem w stanie tego wrażenia zmyć, zetrzeć, zrzucić, to po prostu takie jest, wszystko tu takie jest, zastosowane efekty, instrumentarium, harmonia, ta perka, słyszę to a zaraz potem wrzask z offu "FINAL LAP!". Nie mówię, że to źle, bo całość mi się generalnie podoba, chociaż - jak już to przedmówcy zauważyli - takie trochę biedniejsze i mniej elektroniczne Banco de Gaia. Najfajniejszą częścią utworu jest końcówka, gdzie te wszystkie strunowce tworzą świetne rytmiczne tło dla czegoś, co brzmi jak wiosło elektryczne przepuszczone przez 3 różne synthy. Tutaj zresztą mam też najmocniejsze skojarzenia z Tobym Marksem i jego worldami. Na sam-sam koniec już w ogóle robi się arcade'owo że głowa boli. Nie wpływa to negatywnie na mój odbiór tej nuty, ale jakoś ekstremalnie pozytywnie też nie, no nie jest to po prostu coś, co puściłbym sam z siebie (zresztą, do BdG być może też bym się nie przekonał, gdyby nie masowa wkrętka w Obsidian i okraszona tymże pewna przecudowna noc sprzed niemal równo 10-ciu lat), ale gdybym usłyszał to w 2001 w Raymanie 2, to pewnie bym sobie też zgrał na kasetę (czynności, które opisałem wyżej przy okazji Paktofoniki podejmowałem także wobec OSTów z ulubionych gier). Melki being Melki, tyle xD

Gnarls Barkley - Who Cares?

Beka, bo należałem aż do wczoraj do grona tych ludzi, którzy myśleli (a większość zapewne myśli tak nadal), że Gnarls Barkley to jeden typ, a nazwa duetu to po prostu jego imię i nazwisko xD Crazy oczywiście znam, ale nie byłem nigdy jakimś wielkim tego utworu fanem. Śmieszny był trochę, stacji nie przełączałem jak leciał w radio, ale żebym się jarał to byłoby zbyt wiele powiedziane. Tutaj jest, kurde, inaczej. Jest bardzo groovy, bujająco etc., plus numer ma idealną właściwie długość pod takie cuda. Break z "refrenem" brzmi fantastycznie, jest w taki przyjemny i wkręcający sposób "sflaczale". Czasem odpowiednia muzyka jest tak dobra, że zastępuje efekty dragów, i to jest dla mnie coś, co doskonale wpędziłoby mnie w klimat zjarania bez jarania (co mnie cieszy, bo jarania nie znoszę). Nie ma tutaj żadnego złego, niepasującego elementu, nic nie psuje tego kawałka, jest jak niedzielne letnie popołudnie w sytuacji, w której poniedziałek jest wolny i nic nie trzeba. Pewnie mam rzeczy do zrobienia we wtorek, albo gorzej - NA wtorek, ale tbh who cares? Bunkrów nie ma i tak dalej i tak dalej. Świetna wrzuta Murzyńskiego Golasa, jestem zachwycony.

52 Dębiec feat. Narciarze - Kto


WTF Wuja xDDD Tego to się nigdy kurde bym nie spodziewał, jakby, naprawdę xD 52 Dębiec znam z całych dwóch numerów - jeden to Konfrontacje (ale pamiętam go mocno jak przez mgłę) a drugi to oczywiście ci nieszczęśni To My Polacy. Nie sposób było tego nie znać zresztą, jeśli ktoś słuchał trochę Eski albo po prostu oglądał polskie kanały muzyczne w roku 2004. Ja co prawda wtedy byłem już mocno w Depeche Mode (niemal TYLKO w Depeche Mode), ale jednak człowiek czasem Vivę odpalił, czasem jakieś MTV (jeszcze wtedy klipy się zdarzały), no i oczywiście słynny obóz językowy w kaszubskich Ostrzycach, ja z dwoma ziomkami w swoim wieku w pokoju i jako jedyni mieliśmy telewizor - w związku z tym Viva leciała niemal non stop. I klip do To My Polacy, a jakże xD Mam bardzo podobny vibe słuchając tego numeru, taki hip hop, co to próbuje być poważny, ale nie wiem, czy do końca jest. Peję znałem swego czasu trochę lepiej niż 52, ale to też nie są moje klimaty, najwyżej kawałek uderza w jakieś tam nostalgiczne struny, i znów, co bym zrobił, gdybym był skejtem? Refren jest nieco catchy, jakoś mi się wbił w uszy, ale cała reszta jest dziwaczna. Jeszcze ten... Kazik na końcu? Wtf xD Z tych butów dawno wyrosłem, zresztą, nie byłem w stanie czy tego, czy Ascetoholixu, czy nawet Meza traktować poważnie nawet w tamtych czasach. Się nie zmieni.

Saint Etienne - Only Love Can Break Your Heart

Słucham sobie, słucham, i myślę, skąd ja to znam... cóż, nie to, ale niemal identyczny motyw i niemal identycznie zagrany, na jednym z numerów Princess Chelsea z jej ostatniej płyty (ostatniej, którą znam), o tytule (płyta i numer) The Loneliest Girl. Zresztą, sami posłuchajcie: https://www.youtube.com/watch?v=IJkLlhsMOPg. Pomimo tych bezczelnie oczywistych skojarzeń (a wyżej wspomniany kawałek bardzo lubię), utwór mi się bardzo spodobał. Wliczając w to ten "ciężki bit", o którym wspomniał Hien. To nieco przesłodzone pianino doskonale z nim kontrastuje, basik świetnie wybrzmiewa w tle, wokalistka jakoś mnie bardzo nie męczy, choć faktycznie w pewnym momencie chyba traciła już pomysły, co tam jeszcze można by z głosem zrobić. Nazwa grupy mi się gdzieś tam kilka razy obiła o uszy, ale byłem pewien, że to jest coś nowego, a tymczasem oni istnieją na scenie właściwie niemal tyle samo lat, co ja żyję. A się uchowałem, i to jest zupełnie pierwsza rzecz, jaką od nich słyszę. Że to indie, to się zgodzę, że dance (a tak są opisywani), to już może mniej, ale w sumie takiego lekkiego trip hopu spodziewałem się patrząc na okładkę, gdzie laska sugerująca bardziej featy niż pełnoskalowy udział w nagrywaniu stoi w towarzystwie funkowych Kargula i syna Pawlaka. Ale się bardzo ładnie wkręciło, chyba w tej chwili ze 4 raz słucham, ma w sobie coś mocno najntisowego, zresztą wkrótce będę miał podobną wrzutkę xD Nic odkrywczego, ale fajne, Miętus zaciera trochę Zappę, wreszcie mam tutaj jakąś neutralną nutę (a nawet kilkanaście), na których mogę się skoncentrować, miast bić się po głowie zakochanym Kubą (no offence). Good job. Chyba zainteresuję się resztą.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 lut 2023 13:57

Lecymy i witamy Melkiego na pokładzie!

the rosebuds give me a reason

Lekki, niezobowiązujący kawałek, który doskonale wpisuje się w pattern wrzutek Hiena. Tło jest trochę zimowe, ale prędzej słuchałbym latem. Wokalnie nieznośnie podobne do wszystkiego. Podoba mi się bardziej jako całość, trudno wyróżnić coś wyraźnie na plus. Bez lekturki opisu też do głowy przychodził mi serialowy charakter. You nie znam, ale sam kawałek ma na tyle uniwersalne brzmienie, że pasowałby do większości rzeczy, gdy zachodzi potrzeba podkreślić np. rodzące się uczucie między dwójką bohaterów, nie wiem, pierwszy "niewinny" pocałunek w parku latem? W tę stronę cuś. Sympatyczna propozycja znów.

ozric tentacles mysticum arabicola

To jest idealna zajawka Erpland pod wieloma względami. Pamiętam, że tyle razy próbowałem posłuchać całości za jednym razem i jeszcze nigdy nie wyszło. Arabikola przypominała mi się z tego względu, że któregoś dnia zatrzymałem się właśnie na niej... Punktem wyjścia dla kolejnej przeprawy będzie więc odbicie się od tego kawałka, znowu. Przeciętna pętla bez życia, która przygrywa przez całe dziewięć minut to test wytrzymałości i cierpliwości. Lubię sobie poczytać wrażenia poprzedników, Pan Musiał rozbija bank skojarzeniem z grą arcade. Jedyna szansa, bym dał się przekonać, to wielogodzinny kontakt w trakcie grania w coś na Plajtajszyn. Dzięki temu np. lubię muzykę do Spyro na PS, choć właściwie trudno przypomnieć sobie coś konkretnego. Stoi w miejscu i nigdzie nie zamierza iść, a z czasem staje się tylko bardziej irytujące. Klimatu samego w sobie nie ma. Elektronika taniutka, perka niebezpiecznie blisko MIDI, tribalowe pochody i gitarka w drugiej połowie przelewają czarę goryczy. Maya w najgorszych momentach była znacznie ciekawsza.

austra beyond a mortal

Oj, fajniutkie jest to brzmienie. Wieje chłodem. Na szczęście rytm czasami mniej drewniany, gdy wskakują hi-haty. Wokal bez zarzutu, czasami mam potrzebę posłuchać takich lamentów zamaszystych, ale utrzymanych w ryzach. Spełnia wszystkie warunki, żeby mi się podobało. Tylko czemu kawałek w środku umiera bez sensu? To nie tego typu muzyka, że to zadziała. Grzeczny, głęboko mrożony pop, który spokojnie zmieściłby się w trzech minutach. Nie ma takich fajerwerków, by przez niespełna sześć minut trzymać mnie w zachwycie. Jest spoko, ale za każdym razem zastanawiałem się czemu to tyle trwa xD Interesujące uwagi lewackie, ja muszę to sprawdzić w odpowiedniej chwili...

gnarls barkley who cares?

Crazy zrobiło takie spustoszenie w mojej głowie, że nie mam ochoty robić sobie krzywdy i odpalać go kiedykolwiek. Numer o wyjebce, co zaskakujące, jest trochę bardziej zblazowany, zdystansowany. Wydostaje się trochę soulu, a przy tym nie ma totalnej karykatury. Tylko pod koniec mamy coś więcej na wokalu, ale tak tutaj jest. Coś się szybko pojawia, to zaraz znika. W moim przypadku całość jednym uchem wpada, drugim wypada. Kontakt w refrenie taki humorzasty, prawie że memiczny. TEŻ kiedyś myślałem, że Gnarls Barkley to imię i nazwisko jakiegoś typa o ciemnejszej karnacji, który przez następne lata będzie tłukł równie proste, skoczne kawałki. Wbrew intencjom Mudżyna ja bym tego na smutki nie słuchał. Czasami jestem poważny człowiek, a wtedy zbyt wiele rzeczy mnie CARE, choćby w tej chwili heh

pięć dwa dębiec kto

Zamiast tekstu powinienem wysłać coś innego. Czasami spontanicznie wysyłam fotki swojej facjaty w reakcji na totalnie bizarne, niedorzeczne i żenujące rzeczy, jakie podsyłają moi znajomi na pewnej konwersacji na Messengerze. Wobec nich to jednak prędzej forma humorystyczna, a tutaj musiałbym poważnie zaliczyć facepalma. Mózg mi wypłynął uszami, gdy zorientowałem się, że to wybitne dzieło powstało po Na legalu, którą uważam za naprawdę udaną rzecz w wykonaniu sympatycznego Rycha Pe. Lubię Ryszarda i do wielu kawałków mam sentyment, ale że wysmaży coś takiego? To My Polacy też znam, ale miałem nadzieję, że ten groteskowy dresonacjonalizm jest potraktowany garścią dystansu. Tutaj pojawiają się kolejne linijki o orle xD Jest to niemożliwie pozerskie. Hans jest równie wiarygodny co Firma, ale w przeciwieństwie do nich nie jest aż tak przegięty (no i nie ma też legendarnych linijek, i bitów, i w ogóle...). Nie zasługuje na grama uwagi. Peja brzmi jak w czasach 997. Obronną ręką wychodzi Wiśnia, bo jego tekst nosi znamiona procesu myślowego, a nie jest jazdą na wytartych kliszach bez jakiejkolwiek charyzmy. Typ udaje byczka, a potem nagrywa numery z Liberem i Mezo. Ciekawe, czy też przeszedł reewangelizację i teraz jest tym grzecznym gościem. Kabarety to pamiętam, że zawsze na Dwójce leciały.

st etienne only love can break your heart

Wreszcie to ja mogę się pobawić w Mudżyna. Numer jak numer, jest całkiem przyjemny, ale gdy za pierwszym razem wleciał bit to coś zaświeciło mi w głowie. Ja to bardzo dobrze znam, tylko skąd? Po kilku sekundach już byłem pewien, że kolejna ekipa połakomiła się na coś z repertuaru Soul II Soul. Back to Life to naprawdę zacny kawałek, nie tylko pod względem charakterystycznej pętli, ale też mocarnych wokali.

https://www.youtube.com/watch?v=LC3Zu4puC1w

Wrzuta właściwa na kilometr pachnie tym momentem przełomu między 80-90, wtedy takie rzeczy wychodziły często gęsto i rzadko kiedy trafiał się zakalec. W tym przypadku szkoda, że całość właściwie kończy się w dwie i pół minuty, ale po paru kolejnych odsłuchach te r e p e t y c j e nie są aż tak drażniące. Taki wokal zasługuje na znacznie więcej.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 15 lut 2023 14:52

The Rosebuds – Give Me a Reason

Typowa hienowa wrzutka. A to oznacza jak zawsze w sumie dobry poziom. Tak jak ja preferuję raczej damskie wokale, tak u Hiena głównie rządzą męskie głosy. Po tych 56 kolejkach już naprawdę wyraźnie widać, a raczej słychać jego dominujący styl. Mnie ten styl pasuje. Bywały tu od Hiena co prawda fajniejsze rzeczy, ale Give me a reason też jest spoko. Bardzo przyjemny utwór o przyjaznym brzmieniu. Aranż jest dosyć prosty. Akordy klawiszowe i perkusja to podstawa. Do tego jakieś tu i ówdzie subtelne inne zagrywki czy to klawiszowe, czy też gitarowe. Wszystko oszczędnie podane, ale z gracją. Po prostu ładnie to brzmi. Wokal też bardzo ok. Jeżeli Hien z mojej strony obawiał się jakichś odwetów „dla zasady”, to pragnę go uspokoić, że ja się w takie rzeczy nie bawię. ;)

Paktofonika – Priorytety

Albo już się tak oswoiłem z tym polskim hip-hopem, albo jest to po prostu dobry utwór. Ale podoba mi się nawet. Jak zawsze najsłabszą stroną są wokale, ale i tak mi jakoś mocno nie przeszkadzają generalnie. Chyba rapuje tutaj kilku gości i jeden jest trochę irytujący w stosunku do pozostałych. Podkłady bardzo dobre. Zagrywka na pianinie bardzo ładna. Klawisze super brzmią. Fajny bit w umiarkowanym tempie. Jest dobrze. Słucha mi się tego nawet z pewną przyjemnością.

Ozric Tentacles - Mysticum Arabicola

No w sumie też się dziwię, że Melki wrzuca utwór z albumu, którego i tak za chwilę będziemy słuchać w bestce albumowej. Nie pamiętam go szczerze mówiąc mimo, że Erpland latem słuchałem, ale tylko raz i było to dawno. Ale jestem pewien, że teraz weszła mi ta muzyka dużo przyjaźniej, niż te parę miesięcy temu. Ta figura rytmiczna, o której pisał Melki jest rzeczywiście wyraźna, a cała reszta ją obudowuje. Podoba mi się ten rytm. Podoba mi się przede wszystkim orientalny charakter utworu. Te arabskie zagrywki na wszelkiego rodzaju fujarkach, gitarach i innych ustrojstwach to jest to, co w sumie lubię. Całkiem miło spędzone ponad 9 minut.

Austra - Beyond a Mortal

Nie znałem tej pani i nie słyszałem jej innych utworów, ale Beyond a Mortal bardzo mnie zaintrygował. Fajny klimat ma ten utwór. Co prawda ten początek jakiś strasznie od czapy, ale potem jest już super. Ta zapętlona zagrywka klawiszowa jest świetna. Wyrazisty bit i przepiękny wprost wokal. Taki delikatny, wręcz anielski. Może i chwilami może kojarzyć się z Sundfor. Ale też z inną wokalistką, której nie mogę sobie przypomnieć. Wyciszający środek bardzo dobry. Sprawia wrażenie, jakby piosenka miała się już kończyć. Na szczęście to nie koniec. Magiczny klimat ma ten utwór. Duża w tym zasługa wokalu właśnie. Normalnie już bym miał cały album na dysku, gdyby mi dev swoim opisem sam tego właściwie nie odradził, strasząc wokalem i w ogóle (Hien zresztą też). Ale chyba i tak to zrobię, bo wcale nie musi to oznaczać, że muszę mieć podobne odczucia. Utwór jest zbyt piękny, żeby choć nie spróbować poznać więcej.

Gnarls Barkley - Who Cares?

Typowa w sumie rzecz dla strippeda. Króciutki utwór, ale bardzo fajny. Takie typowo amerykańskie klimaty. Murzyn pisze, że tekst jest raczej o niewesołych sprawach. Nie sprawdzałem tłumaczenia, ale na mnie sam utwór sprawia wrażenie takiego bardzo pogodnego raczej. Ta mówiona wesołym głosem wstawka Who Cares jeszcze potęguje to wrażenie. Fajne te pojedyncze uderzenia w klawisze w zwrotkach. I te krótkie fujarkowe wstawki. Refren bardzo spoko. Wokal też. Nieźle bujający numer.

Saint Etienne - Only Love Can Break Your Heart

Jestem pewien, że już ten zespół gdzieś słyszałem. Nazwa dobrze mi znana na pewno. Nawet twarz wokalistki kojarzę. Cover czy nie, utwór bardzo dobry. Doceniam i ładny wokal i pianino. I parę innych rzeczy jak choćby bit, klawisze w tle, linię melodyczną. Wokalistka może śpiewa trochę monotonnie, ale widocznie takie było założenie, taki charakter utworu i na dystansie 4,5 minuty jestem to w stanie znieść bez problemu. Ładna piosenka.

Podsumowując dobra kolejka wyszła. Wszystko mi się podobało, a w szczególności magiczna wręcz Austra.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 15 lut 2023 16:32

Wuja, jak bardzo chcesz się zachwycić Austrą, zassij koniecznie ich debiut ^^
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 lut 2023 17:11

Czuję się nostalgicznie, bo podobnie jak rok temu... zalegają Melki i Mentos.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 15 lut 2023 20:22

devotional pisze:
15 lut 2023 16:32
Wuja, jak bardzo chcesz się zachwycić Austrą, zassij koniecznie ich debiut ^^
Posłuchałem parę singli Austry dzisiaj na YT i stwierdziłem, że są całkiem spoko.
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 16 lut 2023 11:47

Nocą albo jutro wyślę. Ja nawet nie zauważyłem, że ten czas tak szybko leci, a jeszcze dopadły mnie wizyty urzędowe ;(
Ale wszystkiego już słuchałem, o wszystkim mam już opinię, mam też wyraźnego faworyta i, niestety, kwiatek, który mocno odstaje od reszty.
Ale napiszę w nocy, bo za dnia na pewno nie będę miał czasu (niestety; mam wrażenie, że ostatnio ciągle brak czasu na wszystko, a chciałbym rzetelnie podejść do tematu). Mobilizacja jest, a i tak niewiele z tego wychodzi ;(