VOX - Bananowy Song
I czas na kolejny rozdział mojej sętymentalnej historii. Wiosna i lato 2015 generalnie upłynęły zaskakująco... spoko, tj. był to ten okres, w którym było na tyle dobrze, że podczas jego trwania wiedziałem, że będę go wspominać jako ten, w którym trawa była zieleńsza, woda bardziej mokra, a Sandra bardziej Cretu. Spędziłem ją na graniu w gierku na starym gruchocie, który już wtedy ledwo co zipał, byciu studenciakiem i jakimś tam prowizorycznym życiu towarzyskim, wicie rozumicie, wychodzenie z kolegą porcysiakiem na miasteczko studenckie i słuchanie jego zachwytów nad Modest Mouse. Byłem też wtedy w Poznaniu i to nie byłaby w sumie jakoś szczególnie warta wzmianki historia, gdyby nie to, że to właśnie wtedy spotkałem munlupa na żywo na dworcu w Krakowie xdd. Lato praktycznie w całości spędziłem na piciu z jakimiś wieśniakami i graniu w GTA 5 - prawie, bo pod jego koniec starzy się tak w końcu na mnie wkurwili, że kazali mi iść do tej słynnej pracy. Z moimi ówczesnymi kompetencjami miałem dwie poważne opcje - McDonald's (hehe bo wiecie, student humana) oraz jakaś słuchawka na umowie zlecenie. Z jakichś przyczyn zdecydowałęm się na tę drugą i z jakichś przyczyn uznałem, że zamiast wynająć jakąś melinę, to będe dojeżdzać na uczelnię i do pracy z domu rodzinnego, co było pomysłem tyleż durnym, co karkołomnym, bo dni, w których byłem poza domem od 6 do 23 nie należały do rzadkości i z perspektywy czasu sam nie wiem jak ja to wytrzymałem. xd
Naturalnie nie byłem w stanie prowadzić zbyt długo takiego trybu życia, ale jednak myślę, że te pare miesięcy odebrało mi w dłuższej perspektywie parę dobrych lat życia i na dodatek gówno z tego mam. Z racji tego, że między końcem pracy a odjazdem ostatniego autobusu do mojego pierdolnika miałem ponad godzinę-półtorej czasu "wolnego", często wykorzystywałem ją do szwędania się po mieście i słuchania muzy. No i tutaj, bardzo płynnie, wręcz niezauważalnie, by nie rzec - niepostrzeżenie, przechodzimy do mojej wrzuty, bo trafiłem na nią słuchając jakichś randomowych pierdoletów na YouTube w jeden z takich dni, które spędziłem w całości na byciu PRODUKTYWNYM. Nie pamiętam czy był październik, może wrzesień, raczej wrzesień, trochę lało, ja stałem i czekałem na tramwaj linii 24 na przystanku którego nazwy nie sobie przypomnę, choćbym bardzo się skupił, no i wtedy usłyszałem te piosenkę i z jakichś przyczyn trafiła we mnie z całą siłą. To był jeszcze ten okres, gdy uznawałem termin GUILTY PLEASURE, ale nawet ten "wstyd" nie utrudnił mi zachwytu nad tą absurdalnie bezpretensjonalną, cheesy i uroczą piosenką. Wracam do niej co jakiś czas, bo w sumie jest bardzo spoko i ma ten czilerski vibe, taki w sam raz, żeby puścić sobie to podczas byczenia się na hamaku czy czymś tam. xd
https://www.youtube.com/watch?v=T5eknXd2K2o