Grzesia (geja lub nie) już z nami nie ma. "Dla zachowania zdrowia psychicznego", jak to określił z przymrużeniem oka nasz wychowawca, przepisał się do równoległej. Jego strata - dziś już zrobiło się fajnie. Jutro mamy otrzęsiny, dziś zamiast fizyki i chemii zrobili nam zajęcia integracyjne i naprawdę zaczynam się wczuwać w klimat klasy. Owszem, są może ze dwie osoby, z którymi z pewnością nie zostanę best frends, ale na trzydzieści osób to sukces. Przekrój zainteresowań klasy jest naprawdę szeroki - taniec towarzyski, steampunk, manga&anime, rock, gotowanie, ciuchy... Pewnie się odnajdę. W gruncie rzeczy jest sympatycznie.
Wycieczką też się już tak bardzo nie przejmuję. Plan będzie bardzo luźny - oprócz tzw. rajdu batorowca w dniu ostatnim), same spacerki, wjazd na Skrzyczne, zejście pieszo, zajęcia integracyjne z tą samą babką, co dziś... Fajnie. Nie będzie to wyglądało tak, jak moje wycieczki z gimnazjum, gdzie celem było zwiedzenie tysiąca obiektów (z przewodnikiem) w czterdzieści osiem godzin. Tam raczej będzie luz. Szkoda tylko, że trzeba jakieś jedzenie zabrać, bo wyżywienia nie ma (robimy ściepę jedzeniową - kupię jakieś dwa dżemy i będzie git