Best of Forum IV
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
no siusiak
Miałem nadzieję, że Mentos jeszcze wleci, ale zbieram się z pracy, nie planuje już dziś siedzieć przy kompie, więc zostawiam wrzutę. Miałem też nadzieję odkopać zapomniany już zwyczaj podsumowywania, ale no cóż, brakuje kompletu recenzji, to co tu podsumowywać.
And One – Speicherbar (Live)
Moją dziwaczną relację z And One próbowałem już w kilku różnych miejscach na tym forum wyjaśnić, ale szczerze mówiąc sam do dziś mam problem z tym, żeby zrozumieć dlaczego po tych wszystkich latach chce mi się jeszcze wracać do tych klaunów. Rzuciłem okiem na forumowy temat założony sto lat temu i widzę, że tam też przejawiam sprzeczne emocje - najpierw spuszczanie się nad „Bodypop” w 2006 r., a potem już raczej gorzkie posty mające vibe ‘jak ja mogłem tego zespołu słuchać’.
And One poznałem w 2001 r., o czym pisałem przy okazji Think About Mutation. Na tej samej składance (Machinery) znajdował się kawałek „When the Feet Hurts”, który nadal uznaję za jeden z moich ulubionych utworów zespołu, i który te ponad 20 lat temu wydawał mi się czymś niesamowicie innym od elektroniki, która do mnie docierała. Nie próbowałem wtedy nawet szukać niczego więcej, bo przypominam (a tym, którzy nie śledzą tematu dm track by track, oznajmiam), że nawet ze ściągnięciem albumów Depeche Mode miałem wtedy problemy. Ten bumerang wrócił do mnie w 2004 r., kiedy zacząłem bywać na imprezach około-DM, i poznawałem na nich tak zwane księstwa przyległe DM, które tymi księstwami były bardzo umownie, bo ta scena (którą nazywało się skrótowo – electro), nie miała wiele wspólnego z DM, a zespoły których ludzie słuchali jako jakiejś odskoczni od Gahanów i sp. z o.o., mocno się od siebie różniły. Gdzieśtam, kiedyśtam usłyszałem „Technomana Live”, zresztą słyszałem go też w audycji w Żaku, jeszcze dobre 4 lata zanim tam trafiłem. Zaintrygowało mnie to, więc zacząłem ściągać co akurat latało po p2p i byłem w szoku, jaki to jest fajny zespół, jak bardzo różni się od wszystkich innych „księstw przyległych” i ile jaja jest w to wszystko wetknięte. Od razu stałem się fanem. Pod koniec roku, dostałem z jakiejś okazji „Aggressora” i dzięki temu odkryłem te bardziej zwarte, a jednocześnie trochę poważniejsze oblicze And One. Myślę, że Steve Naghavi wspiął się na tym albumie na szczyt swojego talentu piosenkopisarskiego, a poza tym, do dziś uważam, że to najbardziej wyważona i interesująca brzmieniowo płyta tej grupy. Pod numerem piątym, znajduje się na niej „Speicherbar”, kawałek wyjątkowo sentymentalny, jak na And One, ale nie popadający w jakieś gatunkowe klisze. Naghavi osiągnął tu największą dojrzałość, jaką w ramach tego zespołu mógł osiągnąć, stąd pozostał już tylko powrót to pajacowania (ale w większości pajacowania z klasą, to muszę przyznać). Przedstawiam wam ten utwór w wersji koncertowej, ponieważ uważam, że dopiero tutaj został wykorzystany pełen potencjał tej kompozycji. Oryginał z płyty jest świetny i lubię sobie czasami do niego wrócić (kiedy mam ochotę na bardziej sofciarski wokal Steve’a), ale ta wersja urywa się dosyć nagle, gdy tymczasem live zalicza jeszcze jakże wzbogacający ten kawałek klimaks w postaci klawiszowej solówki i pięknego outra z orientalnymi zaśpiewami. Ponadto, większe wrażenie robi na mnie kiedy Naghavi śpiewa ile fabryka dała, bo głos ma nieprzeciętny, a czasami wydaje mi się, że na płytach nie za bardzo ma okazję/ochotę tak mocno pracować przeponą. Tutaj jego wokal jest mocny jak dzwon, i nawet te kilka fałszów tego dla mnie nie psuje. Tonacja muzyki jest tutaj odpowiednio obniżona względem wersji studyjnej, ale jako fani DM jesteśmy do takich zabiegów przyzwyczajeni.
Po tych 22 latach, wydaje mi się, że mój stosunek do And One osiągnął jakiś balans. Nadal jest to dziwna relacja, bo raz na jakiś czas przypomni mi się jakiś ich numer, co ciągnie za sobą kolejne i kończy się kilkudniowym bingem, który potem gaśnie, kiedy zobaczę jakiś kolejny nacjololo komentarz Naghaviego w necie, czy zabrnę playlistą w naprawdę obciachowe rejony ich dyskografii, ALE nie boję się przyznać, że jest to zespół warty uznania. Powiem nawet, że teraz słucha mi się ich lepiej niż kiedykolwiek, z jakimś większym zrozumieniem i otwartością, bez dziwnych porównań w głowie, a ze świadomością tego jak oryginalny band to jest, zwłaszcza jak na elektroniczny zespół pochodzący z Niemiec. Nie wracam do And One często, ale kiedy już wracam, to robię to prawdziwą przyjemnością.
https://www.youtube.com/watch?v=NIZ5O553L6Y
Miałem nadzieję, że Mentos jeszcze wleci, ale zbieram się z pracy, nie planuje już dziś siedzieć przy kompie, więc zostawiam wrzutę. Miałem też nadzieję odkopać zapomniany już zwyczaj podsumowywania, ale no cóż, brakuje kompletu recenzji, to co tu podsumowywać.
And One – Speicherbar (Live)
Moją dziwaczną relację z And One próbowałem już w kilku różnych miejscach na tym forum wyjaśnić, ale szczerze mówiąc sam do dziś mam problem z tym, żeby zrozumieć dlaczego po tych wszystkich latach chce mi się jeszcze wracać do tych klaunów. Rzuciłem okiem na forumowy temat założony sto lat temu i widzę, że tam też przejawiam sprzeczne emocje - najpierw spuszczanie się nad „Bodypop” w 2006 r., a potem już raczej gorzkie posty mające vibe ‘jak ja mogłem tego zespołu słuchać’.
And One poznałem w 2001 r., o czym pisałem przy okazji Think About Mutation. Na tej samej składance (Machinery) znajdował się kawałek „When the Feet Hurts”, który nadal uznaję za jeden z moich ulubionych utworów zespołu, i który te ponad 20 lat temu wydawał mi się czymś niesamowicie innym od elektroniki, która do mnie docierała. Nie próbowałem wtedy nawet szukać niczego więcej, bo przypominam (a tym, którzy nie śledzą tematu dm track by track, oznajmiam), że nawet ze ściągnięciem albumów Depeche Mode miałem wtedy problemy. Ten bumerang wrócił do mnie w 2004 r., kiedy zacząłem bywać na imprezach około-DM, i poznawałem na nich tak zwane księstwa przyległe DM, które tymi księstwami były bardzo umownie, bo ta scena (którą nazywało się skrótowo – electro), nie miała wiele wspólnego z DM, a zespoły których ludzie słuchali jako jakiejś odskoczni od Gahanów i sp. z o.o., mocno się od siebie różniły. Gdzieśtam, kiedyśtam usłyszałem „Technomana Live”, zresztą słyszałem go też w audycji w Żaku, jeszcze dobre 4 lata zanim tam trafiłem. Zaintrygowało mnie to, więc zacząłem ściągać co akurat latało po p2p i byłem w szoku, jaki to jest fajny zespół, jak bardzo różni się od wszystkich innych „księstw przyległych” i ile jaja jest w to wszystko wetknięte. Od razu stałem się fanem. Pod koniec roku, dostałem z jakiejś okazji „Aggressora” i dzięki temu odkryłem te bardziej zwarte, a jednocześnie trochę poważniejsze oblicze And One. Myślę, że Steve Naghavi wspiął się na tym albumie na szczyt swojego talentu piosenkopisarskiego, a poza tym, do dziś uważam, że to najbardziej wyważona i interesująca brzmieniowo płyta tej grupy. Pod numerem piątym, znajduje się na niej „Speicherbar”, kawałek wyjątkowo sentymentalny, jak na And One, ale nie popadający w jakieś gatunkowe klisze. Naghavi osiągnął tu największą dojrzałość, jaką w ramach tego zespołu mógł osiągnąć, stąd pozostał już tylko powrót to pajacowania (ale w większości pajacowania z klasą, to muszę przyznać). Przedstawiam wam ten utwór w wersji koncertowej, ponieważ uważam, że dopiero tutaj został wykorzystany pełen potencjał tej kompozycji. Oryginał z płyty jest świetny i lubię sobie czasami do niego wrócić (kiedy mam ochotę na bardziej sofciarski wokal Steve’a), ale ta wersja urywa się dosyć nagle, gdy tymczasem live zalicza jeszcze jakże wzbogacający ten kawałek klimaks w postaci klawiszowej solówki i pięknego outra z orientalnymi zaśpiewami. Ponadto, większe wrażenie robi na mnie kiedy Naghavi śpiewa ile fabryka dała, bo głos ma nieprzeciętny, a czasami wydaje mi się, że na płytach nie za bardzo ma okazję/ochotę tak mocno pracować przeponą. Tutaj jego wokal jest mocny jak dzwon, i nawet te kilka fałszów tego dla mnie nie psuje. Tonacja muzyki jest tutaj odpowiednio obniżona względem wersji studyjnej, ale jako fani DM jesteśmy do takich zabiegów przyzwyczajeni.
Po tych 22 latach, wydaje mi się, że mój stosunek do And One osiągnął jakiś balans. Nadal jest to dziwna relacja, bo raz na jakiś czas przypomni mi się jakiś ich numer, co ciągnie za sobą kolejne i kończy się kilkudniowym bingem, który potem gaśnie, kiedy zobaczę jakiś kolejny nacjololo komentarz Naghaviego w necie, czy zabrnę playlistą w naprawdę obciachowe rejony ich dyskografii, ALE nie boję się przyznać, że jest to zespół warty uznania. Powiem nawet, że teraz słucha mi się ich lepiej niż kiedykolwiek, z jakimś większym zrozumieniem i otwartością, bez dziwnych porównań w głowie, a ze świadomością tego jak oryginalny band to jest, zwłaszcza jak na elektroniczny zespół pochodzący z Niemiec. Nie wracam do And One często, ale kiedy już wracam, to robię to prawdziwą przyjemnością.
https://www.youtube.com/watch?v=NIZ5O553L6Y
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Beastie Boys - (You Gotta) Fight For Your Right (To Party)
Jak się niektórym nie podobała łagodna Melua, to teraz za karę będzie krzykliwie i hałaśliwie. Za dużo nie słuchałem nigdy muzyki tej amerykańskiej grupy hip-hopowej (lub określanej też jako rapcore), ale parę singli znam, jak choćby wrzucany w bestce clipowej przez Murzyna kapitalny Sabotage czy też właśnie (You Gotta) Fight For Your Right (To Party). Znam to od tak dawna, że już nawet nie pamiętam od kiedy ani w jakich okolicznościach to poznałem. Zapewne usłyszałem to w jakiejś muzycznej stacji telewizyjnej. A ponieważ utwór ma dodatkowo fajny jajcarski teledysk, to zakodowało się w głowie fest. Utwór pochodzi z ich debiutanckiego albumu z 1986r. Gitary kapitalnie chodzą, perkusja napieprza gorliwie, a chłopaki super drą mordy. Prosta recepta na dobry kawałek muzyki. Oczywiście w większych ilościach taki rodzaj muzyki to pewnie nie dla mnie, bo byłoby to nazbyt męczące. Ale od czasu do czasu coś słuchnąć to czemu nie.
https://www.youtube.com/watch?v=ClLCqZin9HY
Jak się niektórym nie podobała łagodna Melua, to teraz za karę będzie krzykliwie i hałaśliwie. Za dużo nie słuchałem nigdy muzyki tej amerykańskiej grupy hip-hopowej (lub określanej też jako rapcore), ale parę singli znam, jak choćby wrzucany w bestce clipowej przez Murzyna kapitalny Sabotage czy też właśnie (You Gotta) Fight For Your Right (To Party). Znam to od tak dawna, że już nawet nie pamiętam od kiedy ani w jakich okolicznościach to poznałem. Zapewne usłyszałem to w jakiejś muzycznej stacji telewizyjnej. A ponieważ utwór ma dodatkowo fajny jajcarski teledysk, to zakodowało się w głowie fest. Utwór pochodzi z ich debiutanckiego albumu z 1986r. Gitary kapitalnie chodzą, perkusja napieprza gorliwie, a chłopaki super drą mordy. Prosta recepta na dobry kawałek muzyki. Oczywiście w większych ilościach taki rodzaj muzyki to pewnie nie dla mnie, bo byłoby to nazbyt męczące. Ale od czasu do czasu coś słuchnąć to czemu nie.
https://www.youtube.com/watch?v=ClLCqZin9HY
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Seba ma czas do soboty rano żeby ogarnąć zaległości, potem przeskakuje kolejkę <shrug>
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Teraz pewnie przeżywa zawał po Legii, ale trzymamy kciuki za szybkie ogarnięcie się
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Biorę pod uwagę tę legie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
JA ŻYJĘ
Sistars - Nie zatrzymasz
Sistars przez długi, długi czas wydawały mi się być projektem skrajnie przypałowym, w zasadzie to sam nie wiem dlaczego. Jak sobie tak myślę, to może jest to powiązane z faktem bycia niejako "pod wpływem" ludzi, którzy mieli klapki z napisem Pink Floyd na oczach, więc siłą rzeczy ciężko mi było docenić R'n'b, na dodatek polskiego pochodzenia. Chyba już możemy powoli założyć, że zmieniłem się w Melczeta, skoro oprócz skrajnych opóźnień dorzucam pieprzenie o randomowych ludziach i ich gustach. Złe to nie jest i mehać nie będę, ale też nie zaciekawiło mnie to na tyle, bym miał zamiar sięgać po cały album, na swoim pogrzebie tego nie puszczę. Ot, fajnie się tego słuchało, ale nie znałem tego w 2007 ani nie dostałem pod to wówczas kosza, więc może to ma jakiś wpływ na moją ocenę, która jest neutralna z lekkim wskazaniem na plus.
The Postal Service – This Place Is a Prison
Zabawne, że ktoś w 2023 użył słowa hipster, nie słyszałem go od jakiegoś 2016 roku i nadal nie wiem, co ono, do ciężkiej prostytutki, oznacza - traktuję je po prostu jako randomowy slur. Mniejsza jednak z kwestią definiowania przedawnionych pojęć. Rozumiem poniekąd vibe bycia smutnym człowiekiem słuchającym smutnej muzyki w smutnych czasach, bo sam taki byłem gdzieś mniej więcej w okolicach początków poprzedniej dekady, albo chociaż wydawało mi się, że taki jestem. Ja tam w sumie lubię glicze, glitchwave'y i tego typu RÓŻNE TAKIE, może przez swoją chaotyczną osobowość, może po prostu lubię dekonstrukcję, a że na dodatek generalnie to lubię te wszsystkie munlupizmy, to w sumie powinno mi wychodzić, że ten kawałek powinienem polubić, no i tak się złożyło, że mnie chwycił. W sumie to nawet lowkey zachęcił mnie do sięgnięcia po całość (wraz z opisem hyhy), więc zobaczym jak to będzie czy coś. Propsik.
Kanding Ray - Nn/Peaks
Cieszę się, że dostajemy w tej kolejce kolejne glicze, choć nigdy nie napisałem, że na to czekałem czy że na to liczę. To jest muza, którą bym kiedyś był w stanie puścić ze 2 razy w tle, by potem dać na rymie 8/10 i kłócić się o jej zajebistość na jakiejś grupce na laście czy gdzie tam wówczas rezydowałem. W sumie może i jestem monotematyczny z tym pisaniem o swoich głupotkach robionych w internecie lata temu, ale tak se myślę, że jednak one mają spory wpływ na moje współczesne postrzeganie muzyki, bo pewnie znalazłbym multum rzeczy, o których byłbym w stanie napisać, że są równie dobre, ale jednocześnie nie słuchałoby mi się ich tak dobrze jak tej wrzuty. Bo tak jak pisałem przy Usłudze Pocztowej - ja takie brzmienie lubię, ja lubię dekonstrukcję, w sumie trochę to na mnie działa jak ASMR czy inne filmiki z krojenia rzeczy bardzo gorącym nożem. No i tak lekko mi przelatuje ten rozpad struktury muzyczki z wiadomości czy co to tam leci. Bardzo fajen, szanuję, 4 gwiazdki na RYMie.
Katie Melua - Sailing Ships From Heaven
Trochę to fascynujące, że dzięki temu forum znowu słyszę o Katie Melua - nie żebym był kiedykolwiek jej fanem, ale jeszcze tak do 2012 to często ją słyszałem w radio, nawet zdarzało mi się od święta zapuścić debiut i było o niej względnie głośno, a potem totalnie wyleciała z mojej orbity (zamknięto ją w budzie z czapaczuri). Ciężko mi na tej podstawie stwierdzić, czy faktycznie nie robi progresu jako artystka - możliwe, przecież tego nie zweryfikuję. Ja się w sumie lowkey nastawiłem na jakieś nudziarstwo czy coś nijakiego, a ten... w sumie to mi to siadło. Jak mi się coś tu nie podoba, to często piszę, że jedna z piosenek, które powstały w dziejach muzyki czy coś podobnego, sugerującego, że to jest po prostu nie wyróżnia się z tłumu i jest takie se - tutaj mamy przypadek, w którym też mógłbym to napisać, a mimo to po prostu ta piosenka do mnie trafia. Raz na jakiś czas tak się dzieje i to jest ten przypadek. Spoko kompozycja, fajny aranż i w ogóle laska ma glos jak dzwon, jestem pozytywnie zaskoczony.
Georges Vert - Jovan Freak
Na początku to nawet myślałem, że będę się tym jarał, bo w sumie to duchologia i te sprawy, ale z tymi starymi rzeczami to też jest tak, że trzeba się przegrzebywać przez tonę stęchlizny, by znaleźć coś interesującego, a ze stylizowanymi rzeczami to zaś jest tak, że ktoś coś nijakiego stylizuje na coś z innej epoki, co może sprawiać wrażenie interesującego, ale jak się tak człowiek przyjrzy, to się okazuje, że to po prostu ładnie zapakowane BELECO. Aż tak z tym kawałkiem nie jest, ale taka rozkmina mi przyszła do głowy, bo na początku byłem zaciekawiony - na początku mi się to kojarzyło z czymś pokroju OST do fikcyjnego serialu gangsterskiego inspirowanego Miami Vice z bałkańskiej TV z lat 80, ale z każdą kolejną chwilą ten kawałek przestawał być intrygujący i stawał się... zwykły. Tj. takie poprawne disco, w sumie to samo co z Sistars - ani to jakieś dobre, ani złe, ucho mogę zawiesić, ale piać z zachwytu nie umiem. Niby powinienem być rozczarowany, ale w sumie to też czuję się tak zblazowany, że nawet nie umiem się rozczarowywać muzyką. Takie o.
Kolejka w sumie całkiem fajna, bałem się, że zmeham jak towarzysz munlup, a tu w sumie nie było czego. Zaskoczyłem się meluą, spodobały mi się glicze, Sistars i serbskie disco też spoko. Naprawdę bywało gorzej. Cieszę się też, że siadła wam moja South Parkowa wrzuta, bo bałem się, że uznacie, że wrzucam jakieś gówno z badziewnym humorkiem, a tu praktycznie wyłącznie pozytywny feedback i w ogóle. Czas więc to zepsuć.
The Cure - One Hundred Years
Umówmy się - KJURY kiedyś tutaj musiały trafić, chociaż to nie jest zespół, który uznałbym za swój życiowy typ. I jest to dziwna sprawa, właściwie to sam nie umiem tego do końca racjonalnie wytłumaczyć. Znam ich jeszcze od 2010 roku - roku granicznego, w którym w ogóle zacząłem interesować się na poważnie muzyką, są więc ze mną praktycznie całe życie. Desintegration uwielbiam, a Pornography wręcz kocham. Robert Smith jest wspaniałym człowiekiem, którego uwielbiam. BYŁEM NA KONCERCIE W ŁODZI. A mimo to nadal nie jestem w stanie powiedzieć czy tam napisać z ręką na sercu, że The Cure to jest ścisły top moich wykonawców i w sumie to słucham ich względnie rzadko.
Ale mimo to, mam dla nich kącik w swoim zatęchłym, zarośniętym mechem sercu, a koncert w Łodzi będę uważał prawdopodobnie po kres swych dni jako jeden z lepszych w jakich uczestniczyłem - i to nawet pomimo faktu, że - delikatnie rzecz ująwszy - nie zachwyciłem się Łodzią, a po koncercie doszło do naprawdę niezręcznej i żenującej sytuacji, nie mówiąc już o tym, że zawiodłem się na paru osobach z Łodzi i szeroko pojętego internetu, które nas po prostu wystawiły (z drugiej jednak strony nie był to wieczór aż tak skrajnie beznadziejny, bo uratował go mój serdeczny kumpel i lokal SPALENI SŁOŃCEM).
Ponieważ już i tak musieliście na mnie się naczekać, będę litościwy i nie zapodam czegoś AŻ TAK oczywistego, bo rozważałem Lullaby (XDD), tylko otwieracz płyty, którą kocham i który zrobił na mnie gargantuiczne wrażenie od pierwszego odsłuchu - niesamowitym klimatem i gęstą jak coś, co jest gęste atmosferą. Niby w sumie też nie wiąże się z tym jakaś szczególna historia, po prostu siedziałem sobie w ciepły, sobotni, kwietniowy wieczór 2012 roku i obczajałem nowości i ten kawałek uderzył mnie z mocą tysiąca słońc czy wręcz lat. Wy pewnie to w przeważającej większości znacie, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć sto lat wszystkim osobom, które wkrótce będą mieć urodziny, a także brać i słuchać tego.
https://youtu.be/V7kIB8HTE3k?si=FwnTlXaqJvPGFOlg
Sistars - Nie zatrzymasz
Sistars przez długi, długi czas wydawały mi się być projektem skrajnie przypałowym, w zasadzie to sam nie wiem dlaczego. Jak sobie tak myślę, to może jest to powiązane z faktem bycia niejako "pod wpływem" ludzi, którzy mieli klapki z napisem Pink Floyd na oczach, więc siłą rzeczy ciężko mi było docenić R'n'b, na dodatek polskiego pochodzenia. Chyba już możemy powoli założyć, że zmieniłem się w Melczeta, skoro oprócz skrajnych opóźnień dorzucam pieprzenie o randomowych ludziach i ich gustach. Złe to nie jest i mehać nie będę, ale też nie zaciekawiło mnie to na tyle, bym miał zamiar sięgać po cały album, na swoim pogrzebie tego nie puszczę. Ot, fajnie się tego słuchało, ale nie znałem tego w 2007 ani nie dostałem pod to wówczas kosza, więc może to ma jakiś wpływ na moją ocenę, która jest neutralna z lekkim wskazaniem na plus.
The Postal Service – This Place Is a Prison
Zabawne, że ktoś w 2023 użył słowa hipster, nie słyszałem go od jakiegoś 2016 roku i nadal nie wiem, co ono, do ciężkiej prostytutki, oznacza - traktuję je po prostu jako randomowy slur. Mniejsza jednak z kwestią definiowania przedawnionych pojęć. Rozumiem poniekąd vibe bycia smutnym człowiekiem słuchającym smutnej muzyki w smutnych czasach, bo sam taki byłem gdzieś mniej więcej w okolicach początków poprzedniej dekady, albo chociaż wydawało mi się, że taki jestem. Ja tam w sumie lubię glicze, glitchwave'y i tego typu RÓŻNE TAKIE, może przez swoją chaotyczną osobowość, może po prostu lubię dekonstrukcję, a że na dodatek generalnie to lubię te wszsystkie munlupizmy, to w sumie powinno mi wychodzić, że ten kawałek powinienem polubić, no i tak się złożyło, że mnie chwycił. W sumie to nawet lowkey zachęcił mnie do sięgnięcia po całość (wraz z opisem hyhy), więc zobaczym jak to będzie czy coś. Propsik.
Kanding Ray - Nn/Peaks
Cieszę się, że dostajemy w tej kolejce kolejne glicze, choć nigdy nie napisałem, że na to czekałem czy że na to liczę. To jest muza, którą bym kiedyś był w stanie puścić ze 2 razy w tle, by potem dać na rymie 8/10 i kłócić się o jej zajebistość na jakiejś grupce na laście czy gdzie tam wówczas rezydowałem. W sumie może i jestem monotematyczny z tym pisaniem o swoich głupotkach robionych w internecie lata temu, ale tak se myślę, że jednak one mają spory wpływ na moje współczesne postrzeganie muzyki, bo pewnie znalazłbym multum rzeczy, o których byłbym w stanie napisać, że są równie dobre, ale jednocześnie nie słuchałoby mi się ich tak dobrze jak tej wrzuty. Bo tak jak pisałem przy Usłudze Pocztowej - ja takie brzmienie lubię, ja lubię dekonstrukcję, w sumie trochę to na mnie działa jak ASMR czy inne filmiki z krojenia rzeczy bardzo gorącym nożem. No i tak lekko mi przelatuje ten rozpad struktury muzyczki z wiadomości czy co to tam leci. Bardzo fajen, szanuję, 4 gwiazdki na RYMie.
Katie Melua - Sailing Ships From Heaven
Trochę to fascynujące, że dzięki temu forum znowu słyszę o Katie Melua - nie żebym był kiedykolwiek jej fanem, ale jeszcze tak do 2012 to często ją słyszałem w radio, nawet zdarzało mi się od święta zapuścić debiut i było o niej względnie głośno, a potem totalnie wyleciała z mojej orbity (zamknięto ją w budzie z czapaczuri). Ciężko mi na tej podstawie stwierdzić, czy faktycznie nie robi progresu jako artystka - możliwe, przecież tego nie zweryfikuję. Ja się w sumie lowkey nastawiłem na jakieś nudziarstwo czy coś nijakiego, a ten... w sumie to mi to siadło. Jak mi się coś tu nie podoba, to często piszę, że jedna z piosenek, które powstały w dziejach muzyki czy coś podobnego, sugerującego, że to jest po prostu nie wyróżnia się z tłumu i jest takie se - tutaj mamy przypadek, w którym też mógłbym to napisać, a mimo to po prostu ta piosenka do mnie trafia. Raz na jakiś czas tak się dzieje i to jest ten przypadek. Spoko kompozycja, fajny aranż i w ogóle laska ma glos jak dzwon, jestem pozytywnie zaskoczony.
Georges Vert - Jovan Freak
Na początku to nawet myślałem, że będę się tym jarał, bo w sumie to duchologia i te sprawy, ale z tymi starymi rzeczami to też jest tak, że trzeba się przegrzebywać przez tonę stęchlizny, by znaleźć coś interesującego, a ze stylizowanymi rzeczami to zaś jest tak, że ktoś coś nijakiego stylizuje na coś z innej epoki, co może sprawiać wrażenie interesującego, ale jak się tak człowiek przyjrzy, to się okazuje, że to po prostu ładnie zapakowane BELECO. Aż tak z tym kawałkiem nie jest, ale taka rozkmina mi przyszła do głowy, bo na początku byłem zaciekawiony - na początku mi się to kojarzyło z czymś pokroju OST do fikcyjnego serialu gangsterskiego inspirowanego Miami Vice z bałkańskiej TV z lat 80, ale z każdą kolejną chwilą ten kawałek przestawał być intrygujący i stawał się... zwykły. Tj. takie poprawne disco, w sumie to samo co z Sistars - ani to jakieś dobre, ani złe, ucho mogę zawiesić, ale piać z zachwytu nie umiem. Niby powinienem być rozczarowany, ale w sumie to też czuję się tak zblazowany, że nawet nie umiem się rozczarowywać muzyką. Takie o.
Kolejka w sumie całkiem fajna, bałem się, że zmeham jak towarzysz munlup, a tu w sumie nie było czego. Zaskoczyłem się meluą, spodobały mi się glicze, Sistars i serbskie disco też spoko. Naprawdę bywało gorzej. Cieszę się też, że siadła wam moja South Parkowa wrzuta, bo bałem się, że uznacie, że wrzucam jakieś gówno z badziewnym humorkiem, a tu praktycznie wyłącznie pozytywny feedback i w ogóle. Czas więc to zepsuć.
The Cure - One Hundred Years
Umówmy się - KJURY kiedyś tutaj musiały trafić, chociaż to nie jest zespół, który uznałbym za swój życiowy typ. I jest to dziwna sprawa, właściwie to sam nie umiem tego do końca racjonalnie wytłumaczyć. Znam ich jeszcze od 2010 roku - roku granicznego, w którym w ogóle zacząłem interesować się na poważnie muzyką, są więc ze mną praktycznie całe życie. Desintegration uwielbiam, a Pornography wręcz kocham. Robert Smith jest wspaniałym człowiekiem, którego uwielbiam. BYŁEM NA KONCERCIE W ŁODZI. A mimo to nadal nie jestem w stanie powiedzieć czy tam napisać z ręką na sercu, że The Cure to jest ścisły top moich wykonawców i w sumie to słucham ich względnie rzadko.
Ale mimo to, mam dla nich kącik w swoim zatęchłym, zarośniętym mechem sercu, a koncert w Łodzi będę uważał prawdopodobnie po kres swych dni jako jeden z lepszych w jakich uczestniczyłem - i to nawet pomimo faktu, że - delikatnie rzecz ująwszy - nie zachwyciłem się Łodzią, a po koncercie doszło do naprawdę niezręcznej i żenującej sytuacji, nie mówiąc już o tym, że zawiodłem się na paru osobach z Łodzi i szeroko pojętego internetu, które nas po prostu wystawiły (z drugiej jednak strony nie był to wieczór aż tak skrajnie beznadziejny, bo uratował go mój serdeczny kumpel i lokal SPALENI SŁOŃCEM).
Ponieważ już i tak musieliście na mnie się naczekać, będę litościwy i nie zapodam czegoś AŻ TAK oczywistego, bo rozważałem Lullaby (XDD), tylko otwieracz płyty, którą kocham i który zrobił na mnie gargantuiczne wrażenie od pierwszego odsłuchu - niesamowitym klimatem i gęstą jak coś, co jest gęste atmosferą. Niby w sumie też nie wiąże się z tym jakaś szczególna historia, po prostu siedziałem sobie w ciepły, sobotni, kwietniowy wieczór 2012 roku i obczajałem nowości i ten kawałek uderzył mnie z mocą tysiąca słońc czy wręcz lat. Wy pewnie to w przeważającej większości znacie, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć sto lat wszystkim osobom, które wkrótce będą mieć urodziny, a także brać i słuchać tego.
https://youtu.be/V7kIB8HTE3k?si=FwnTlXaqJvPGFOlg
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jeżeli wieczór uratowało SS, to musiało być naprawdę bardzo chujowo.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
The Smashing Pumpkins - Eye
Moja przygoda z TSP jest w sumie... żadna bym rzekł, ogranicza się do wspomnianego przez deva 1979 (świetny numer btw) i Today znanego z VH1 a które nie pamiętam jak leci ale że było fajne nawet. Raz kiedyś chyba rzuciłem uchem na Melancholię i to było tyle. A i coverowali Nevera bodajże ale też nie pamiętam. W każdym razie Eye jest bardzo spoko, podoba mi się brzmienie tego beatu, podobają mi się kwasowe synthy. Końcówka mocno przypomina mi trzaski z Playing The Angel. Kawałek trochę kojarzy się z musiałowymi wrzutkami Garbage czy The Cure i trzyma poziom gdzieś pomiędzy. Jest naprawdę spoko choć bez konkretnego zachwytu jeszcze.
Czerwone Świnie - Parafiańszczyzna
Why Leo, a właściwie Dragon. Wracamy do świata teatru współczesnego znanego i bliskiego na tym forum chyba tylko samemu wrzucającemu. Z jednej strony brawa za jaja i wyjebongo na nasze opinie a z drugiej ech znów musimy przez to brnąć... Muzycznie numer jest nawet spoko, kawałek fajnego punkowego grania, przesłanie rozumiem, nawet się mogę zgodzić z nim ale brzmi to zajebiście krindżowo po prostu. To jest taki bunt dla nastolatków jak dla mnie. Nie wiem kogo to jeszcze może czy miałoby jakoś szokować obecnie, to są banały, oczywistości dla mnie po prostu i Ameryki tu nikt nie odkrywa, mnie to nie bawi, raczej mierzi, prawa strona zaciera ręce po takich numerach żeby napierdalać lewactwo, ja żałuję że nie ma porządnej lewicy w tym kraju bo wybór zawsze jest między postkomuną a elgiebete z grubsza chyba i ten ich miks sprawia że jak coś jest dla każdego to jest też dla nikogo. Także no tego, ja rozumiem ale się nie ucieszyłem z tej wrzutki.
And One - Speicherbar (Live Julia)
O rany, jakże ja się skrzywiłem gdy tylko zobaczyłem że munlup rzucił ENDŁAN. Wszak wrzutka wuja w tej kwestii pozostaje do dziś jedną z niewielu szczerze znienawidzonych wrzutek w tej bestce u mnie, spodziewałem się więc najgorszego. Pierwszy odsłuch był... ok. Ale kolejne coraz lepsze, numer zaczął się wkręcać choć sam nie rozumiałem dlaczego. Wszak był tu taki sztywny okropny niemiecki akcent rodem z jakiegoś Rammsteinu czy Einsturzende Neubauten, kliszowa EBM-owa produkcja itede itepe. Ale jaką ten numer ma energię! Ten refren jednak z czasem porywa, brzmi to jak ost do jakiegoś przygodowego filmu, jest taka euforia w tym. Solówka spodobała mi się od razu i skojarzyła z debiutem Goldfrapp gdzie z kolei brzmi jej muza nieraz bondowsko więc koniec końców wyszedł mi z tego ost do jakiegoś niemieckojęzycznego Bonda i aż się zastanawiam jak ten film mógłby wyglądać. Obczaiłem też wersję studyjną kawałka i bez tej energii na żywo, brzmienia synthów i solówki to nie to samo. Pamiętam jak Hien w rozmowie ze mną psioczył że wuja nie potrafi zareklamować niektórych wykonawców i nieraz zapodaje wrzuty znając parę numerów na krzyż i teraz doskonale to rozumiem i się zgadzam. Doskonała wrzutka i uwaga - mój faworyt kolejki!
Beastie Boys - Fight For Your Right
Ale ale, spokojnie, dla wuja parę ciepłych słów też znajdę tym razem gdyż hehe ugiął się łatwo pod presją krytyki i jak na życzenie rzucił bangerem. Beka że to on pierwszy zapodaje w utworach Beastie Boys, ale to może i doskonały przykład tego że rzuca numerem kogoś o bogatej dyskografii znając ledwie jej procencik. Niemniej tu akurat trafił, numer znany doskonale acz nie słuchałem go nigdy dość uważnie więc tym razem wyłowiłem choćby fajne solo gitarowe którego nie kojarzyłem. Numer niby rapowy ale jak na ejtisy mocno hair-metalowy i headbangerowy. Doskonały przykład tego dlaczego lata 80. były uber cool. Fajna przypominajka wuju
The Cure - One Hundred Years
Tu zaspoileruję ale również dobra wrzutka acz jak dla mnie (który sam wrzucałem Figurehead) jest i tak parę lepszych numerów na samym Pornography. Przypominajka z czasów gdy człek leżał ciemnymi jesiennymi wieczorami w półnroku słuchając tej płyty i wpajając sobie jak to ma źle (dziś mogę z tego cisnąć bekę jedynie). Energiczny otwieracz najmroczniejszej płyty kjurów, zawiera z grubsza wszystko to czego można oczekiwać po tej płycie na dalszych numerach, ślepo brnącą do przodu perkusje, rzęrzące gitary, mhoczne teksty śpiewane dramatycznie przez Smitha. Jest ok, ale bez wyróżnienia (no ale wiadomo że jakby Seba chciał laury to by rzucił Lulejbi jezuniu).
Kolejeczka bardzo udana, byłaby nawet ideolo gdyby nie Smoku ale mam wrażenie że już tak kiedyś pisałem, ot widać taka przypadłość naszego redakcyjnego koleżki.
Moja przygoda z TSP jest w sumie... żadna bym rzekł, ogranicza się do wspomnianego przez deva 1979 (świetny numer btw) i Today znanego z VH1 a które nie pamiętam jak leci ale że było fajne nawet. Raz kiedyś chyba rzuciłem uchem na Melancholię i to było tyle. A i coverowali Nevera bodajże ale też nie pamiętam. W każdym razie Eye jest bardzo spoko, podoba mi się brzmienie tego beatu, podobają mi się kwasowe synthy. Końcówka mocno przypomina mi trzaski z Playing The Angel. Kawałek trochę kojarzy się z musiałowymi wrzutkami Garbage czy The Cure i trzyma poziom gdzieś pomiędzy. Jest naprawdę spoko choć bez konkretnego zachwytu jeszcze.
Czerwone Świnie - Parafiańszczyzna
Why Leo, a właściwie Dragon. Wracamy do świata teatru współczesnego znanego i bliskiego na tym forum chyba tylko samemu wrzucającemu. Z jednej strony brawa za jaja i wyjebongo na nasze opinie a z drugiej ech znów musimy przez to brnąć... Muzycznie numer jest nawet spoko, kawałek fajnego punkowego grania, przesłanie rozumiem, nawet się mogę zgodzić z nim ale brzmi to zajebiście krindżowo po prostu. To jest taki bunt dla nastolatków jak dla mnie. Nie wiem kogo to jeszcze może czy miałoby jakoś szokować obecnie, to są banały, oczywistości dla mnie po prostu i Ameryki tu nikt nie odkrywa, mnie to nie bawi, raczej mierzi, prawa strona zaciera ręce po takich numerach żeby napierdalać lewactwo, ja żałuję że nie ma porządnej lewicy w tym kraju bo wybór zawsze jest między postkomuną a elgiebete z grubsza chyba i ten ich miks sprawia że jak coś jest dla każdego to jest też dla nikogo. Także no tego, ja rozumiem ale się nie ucieszyłem z tej wrzutki.
And One - Speicherbar (Live Julia)
O rany, jakże ja się skrzywiłem gdy tylko zobaczyłem że munlup rzucił ENDŁAN. Wszak wrzutka wuja w tej kwestii pozostaje do dziś jedną z niewielu szczerze znienawidzonych wrzutek w tej bestce u mnie, spodziewałem się więc najgorszego. Pierwszy odsłuch był... ok. Ale kolejne coraz lepsze, numer zaczął się wkręcać choć sam nie rozumiałem dlaczego. Wszak był tu taki sztywny okropny niemiecki akcent rodem z jakiegoś Rammsteinu czy Einsturzende Neubauten, kliszowa EBM-owa produkcja itede itepe. Ale jaką ten numer ma energię! Ten refren jednak z czasem porywa, brzmi to jak ost do jakiegoś przygodowego filmu, jest taka euforia w tym. Solówka spodobała mi się od razu i skojarzyła z debiutem Goldfrapp gdzie z kolei brzmi jej muza nieraz bondowsko więc koniec końców wyszedł mi z tego ost do jakiegoś niemieckojęzycznego Bonda i aż się zastanawiam jak ten film mógłby wyglądać. Obczaiłem też wersję studyjną kawałka i bez tej energii na żywo, brzmienia synthów i solówki to nie to samo. Pamiętam jak Hien w rozmowie ze mną psioczył że wuja nie potrafi zareklamować niektórych wykonawców i nieraz zapodaje wrzuty znając parę numerów na krzyż i teraz doskonale to rozumiem i się zgadzam. Doskonała wrzutka i uwaga - mój faworyt kolejki!
Beastie Boys - Fight For Your Right
Ale ale, spokojnie, dla wuja parę ciepłych słów też znajdę tym razem gdyż hehe ugiął się łatwo pod presją krytyki i jak na życzenie rzucił bangerem. Beka że to on pierwszy zapodaje w utworach Beastie Boys, ale to może i doskonały przykład tego że rzuca numerem kogoś o bogatej dyskografii znając ledwie jej procencik. Niemniej tu akurat trafił, numer znany doskonale acz nie słuchałem go nigdy dość uważnie więc tym razem wyłowiłem choćby fajne solo gitarowe którego nie kojarzyłem. Numer niby rapowy ale jak na ejtisy mocno hair-metalowy i headbangerowy. Doskonały przykład tego dlaczego lata 80. były uber cool. Fajna przypominajka wuju
The Cure - One Hundred Years
Tu zaspoileruję ale również dobra wrzutka acz jak dla mnie (który sam wrzucałem Figurehead) jest i tak parę lepszych numerów na samym Pornography. Przypominajka z czasów gdy człek leżał ciemnymi jesiennymi wieczorami w półnroku słuchając tej płyty i wpajając sobie jak to ma źle (dziś mogę z tego cisnąć bekę jedynie). Energiczny otwieracz najmroczniejszej płyty kjurów, zawiera z grubsza wszystko to czego można oczekiwać po tej płycie na dalszych numerach, ślepo brnącą do przodu perkusje, rzęrzące gitary, mhoczne teksty śpiewane dramatycznie przez Smitha. Jest ok, ale bez wyróżnienia (no ale wiadomo że jakby Seba chciał laury to by rzucił Lulejbi jezuniu).
Kolejeczka bardzo udana, byłaby nawet ideolo gdyby nie Smoku ale mam wrażenie że już tak kiedyś pisałem, ot widać taka przypadłość naszego redakcyjnego koleżki.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No fajnie, że Ci się podobało, ale wiedz, że ja się nigdy nie uginam pod presją krytyki. A zresztą poczciwa Ketevan i tak wygrała w głosach 3:2.stripped pisze:02 wrz 2023 21:42Ale ale, spokojnie, dla wuja parę ciepłych słów też znajdę tym razem gdyż hehe ugiął się łatwo pod presją krytyki
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Tylko czemu to miałoby szokować lol plus generalnie nie kupuję konceptu chuchania dmuchania na "prawą stronę" byle nie pierdnąć bardziej konkretnie.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
To dopisz jej punkty w tabelce xDshodan pisze:02 wrz 2023 21:52No fajnie, że Ci się podobało, ale wiedz, że ja się nigdy nie uginam pod presją krytyki. A zresztą poczciwa Ketevan i tak wygrała w głosach 3:2.stripped pisze:02 wrz 2023 21:42Ale ale, spokojnie, dla wuja parę ciepłych słów też znajdę tym razem gdyż hehe ugiął się łatwo pod presją krytyki![]()
generalnie wzajemnie wysrywanie się na siebie obu stron mnie ni grzeje ni ziębi <ziew>Dragon pisze:Tylko czemu to miałoby szokować lol plus generalnie nie kupuję konceptu chuchania dmuchania na "prawą stronę" byle nie pierdnąć bardziej konkretnie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie rozumiem o co Wam obu chodzi.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No tak, prawdopośrodkizm i zdroworozsądkowizm najlepiej <ziew> ale tu wkraczamy na grunt dyskusyjek politycznych
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja jestem za, dawno to forum nie widziało politycznej gównoburzy
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja jestem przeciw, bo to jak dyskutowanie z tymi samymi tezami latającymi od lat w różnych miejscach w sieci czy mediach, nie będzie bitki
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
O nic Wuju, o nic. W życiu już tak jest że muszą być MY i muszą być ONI. Nawet jeśli możemy mieć podobne cele czy poglądy to i tak się możemy pokłócić
<3
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Dobrze, że nie ja zacząłem z buntem dla nastolatków przynajmniej xoxo
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No nie wiem, Ty go wrzuciłeś xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Można dośmieszniać, ale to dość niszowy projekt, dzieciaki teatralne raczej na to nie trafią, a Strzępka i Demirski nie celują w ten target. Trochę strzelanie w powietrze po prostu