Best of Forum (Edycja albumowa)

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 paź 2022 12:31

Raz, że możesz kłamać, znając Cię xD Ale zakładając, że nie, to nadal dziwi mnie poświęcanie takiej ilości miejsca na dogryzanie jakiemuś zespołowi, próbując sprzedać inny. Słabe to jest. Trochę jak wrzucić U2 i pastwić się nad Simple Minds, tak jakby to miało jakoś przekonać ludzi do U2, albo zwiększyć jego wartość.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 paź 2022 12:41

Tym śmieszniejsze mi się to zdaje kiedy te echa bitlesowania słychać na Discovery, idąc tym tropem można by rzec że bez nich nie byłoby ELO xd

Może był jakiś beef o którym nie wiem i dwa pokolenia temu bitelsowcy naparzali lajtowców po osiedlach xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 paź 2022 12:56

Ja myślę, że Musiał ma po prostu ból dupy, że TB byli (i są) bardziej znani i doceniani niż ELO. I po przesłuchaniu Discovery, to mnie to w ogóle nie dziwi. Koniec końców, Dev niektórych bardziej zraził w ten sposób do ELO, niż na odwrót.

Beef to pewnie taki jak między fanami DM, a metalami, czyli kompletnie bez sensu, ale istniejący z potrzeby bicia piany.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 paź 2022 15:19

Do końca miesiąca uporam się z Fiwer Lej
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 paź 2022 15:34

Ja dopiero 2 lub 3 listopada
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 28 paź 2022 20:14

Ja jestem gotowy od dawa, tylko przez te remonty nie ma czasu przysiąść do napisania recki, a wieczorem po robocie to najczęściej się już nic nie chce. Spróbuję jutro ogarnąć.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 paź 2022 20:16

Trzymam kciuki żebym był ostatni (co wiadomo, że się nie wydarzy).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 29 paź 2022 18:51

Fever Ray - Fever Ray

Stripped zaprasza do zaczarowanego świata Fever Ray. I ja w ten świat wchodzę razem z drzwiami. A nawet wbiegam. Widzę po opisie, że ten album jest dla kolegi strippeda bardzo ważny. Tym bardziej mi miło, że mogę mu właściwie tylko słodzić.
Pierwszy odsłuch w domu to był taki jak zawsze kontrolny. Rozpoznałem dwa single, jeszcze coś tam z lekka podłapałem i tyle. Trochę miałem wąty do tych niby męskich, a jak się okazuje damskich tylko przetworzonych wokali. Tak byłem też dosyć ostrożnie nastawiony do prawdziwego głosu Karin. Ale potem pojechałem do lasu na grzyby i zabrałem ze sobą oczywiście player z albumem Fever. I dopiero tam ta muzyka zrobiła na mnie odpowiednie wrażenie. Stripped pisze, że to taki chłodny, mroczny elektroniczny pop. I ja się z tym zgadzam. Uważam wręcz, że ten album ma chwilami bardzo niepokojący klimat. A gdzie takie rzeczy lepiej smakują niż w wielkim ciemnym lesie, gdzie dookoła nie ma żywej duszy? Uwierzcie mi to działa.
Już otwieracz jest bardzo dobry. Świetne i klimatyczne intro. Mroczne wokale robią wrażenie. Pięknie, acz subtelnie dudniący bas. I ten niepokojący syntezator w tle.
Potem mamy bardzo dobry singiel, który już znałem. Znów świetne intro utworu. Jakiś syntezator, który brzmi jakby coś w oddali wyło. I charakterystyczny, świetny wokal Karin. Tak teraz, gdy przewałkowałem ten album już tyle razy, mogę z pełną odpowiedzialnością to powiedzieć. W trzecim utworze Dry and Dusty Karin śpiewa niewiele swoim naturalnym głosem, ale za to jak pięknie.
Seven to jeden z moich ulubieńców. Fajna kompozycja i fajna elektronika. Dwa kolejne utwory też spoko. Ale wraz z utworem Nows the only time I know wracamy znowu na najwyższe obroty.
Keep the streets empty for me to kolejny singiel , który znałem. I to już jest poziom ekstremalnie wysoki w każdym elemencie. Jak to brzmi to szok. Niesamowita elektronika w połączeniu z gitarą akustyczną i wokalem Karin to jest jakiś kosmos.
Na koniec długi utwór, który wydaje się być instrumentalem, ale w końcu jednak wchodzą wokale.
Płyta ściągnęła mi się z dwoma bonusami (zresztą stripped też chyba taką zapodawał) i muszę powiedzieć, że tam to jest dopiero największe złoto. Cover Cave’a Stranger than kindness to jest po prostu gigant. Sprawdziłem z ciekawości wersję oryginalną Nicka i też jest super. Ale dopiero Fever Rey zrobiła z tego dzieło sztuki. Brzmienie od początku po prostu rozwala system. Znów te ekstremalnie przekształcone, nroczne wokale. Kompozycja sama w sobie jest ekstra. A brzmienie naprawdę robi wrażenie. Wyobraźcie sobie, jak to poleciało w słuchawkach w odludnym lesie. Wszędzie wokoło wysokie drzewa, jeszcze dodatkowo trafiłem na zgliszcza jakiegoś powojennego cmentarza z ruinami grobów. I ten ekstremalnie mroczny klimat w słuchawkach. Co chwila tylko odwracałem się przez ramię z niepokojem. Cofałem ten utwór z dobre kilkanaście razy.
Drugi cover z tymi pociesznie beczącymi barankami też fajny. Już nie tyle mroczny, co sympatyczny. Taka sielanka na koniec od Fever Ray.
Album ma bardzo spójne brzmienie. I bardzo niepokojące. A ja takie naprawdę lubię. Będą bardzo częste powroty, to pewne. Bo klimat tej płyty mnie kupił w całości. Dla strippeda to jedna z płyt życia. Dla mnie od niedawna też.
Stripped pisał, że drugi album Fever ma już inny klimat i go nie ujął. Ja z ciekawości i tak sprawdzę.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 30 paź 2022 15:17

Fever Ray - Fever Ray

Kiedy omawialiśmy wrzutkę The Knife obawiałem się, że doświadczenie Fever Ray na pełnym dystansie będzie równie słabe i nijakie. Przez wokale dodatkowo irytujące. Znowu trzy odsłuchy, znowu różne okoliczności i nawet z różnego sprzętu korzystałem. Jaki efekt?

Początkowo byłem mocno zmieszany, czyli wrażenia zgodne z zapowiedzią. Po paru dniach całość uporządkowała się w głowie i mogę coś sensownie powiedzieć bez puszczania płyty w tle dla doraźnego odświeżenia. Zaskakująco średni początek, od Seven pojawiają się rzeczy, które całościowo mogą się podobać. Płyta nie wydaje się aż tak mroczna, jak to sugeruje na przykład okładka albo wcześniej proponowany opis i recka wujka shodana. To efekt wielu czynników. Przede wszystkim aranże, które często zawierają bardzo dyskusyjne rozwiązania. Za pewne przekroczenie uważam wciskanie tutaj steel drums i fletni Pana (?), brzmią tutaj tak samo dobrze jak na anonimowych kompilacjach muzyki new age. Czyli brzmią źle. Drugim tanim zagraniem jest ten przetworzony wokal. On miał pewnie wzmagać mroczny klimat, a mnie on brzmi kiczowato, wręcz śmiesznie. If I Had a Heart brzmi jak taki dziwaczny eksperyment, trochę rytualnie, trochę poważnie, ale tego typu zagranie z wokalem niszczy całe szkatułkowo budowane wrażenie. Potem When I Grow Up, w którym mamy jakąś odpowiedź na to, co wcześniej robiła Bjork. Ta dziwna opowieść trwa, a ja trochę wywracam oczami. Nudy. Produkcja jest bardziej chilloutowa i pościelowa niż mroczna. Dry and Dusty znowu zniszczone efektem na wokalu. W Seven mamy wreszcie moment chwały i jest to znakomity pseudo refren. Gdyby zamiast pośredniego nudzenia było więcej melodyjnych numerów, które mają bogate brzmienie syntezatorów, sensownie poprowadzone wokale - oj byłoby więcej radochy z tej płyty. Potem coraz bardziej zwracam uwagę na aranże, wokale czasami prowadzą jakieś losowe partie. Concrete Walls to dobry przykład, instrumentalnie jeden z ciekawszych fragmentów, precyzyjnie poprowadzony bez zbędnego śmietnika perkusyjnego czy efekciarskiego. Gorzej z tym syntetycznym mruczeniem - przez to mam bardzo ambiwalentne odczucia, ale zapisuję, bo naprawdę elektronika tutaj jest bez zarzutu. Poza Seven spodobało mi się I'm Not Done, tutaj świetne wyszło to zbalansowanie patosu i rytmicznego szkieletu. Kontrabas i ta sałatka z clapów, wreszcie coś dla mnie. Keep the Streets Empty... byłoby lepsze w jeszcze większym minimalu, wokale to spokojnie ciągną. Bonusów nie słuchałem, sprawdziłem je za ostatnim razem. Here Before? Znowu instrumentalna rewelacja! Za kolejnym odsłuchem nawet ten absolutny offbeat na wokalu sprawia, że ta transowa szeptanka-kołysanka trafia w mój czuły punkt. Ostatecznie tutaj znalazłem swoją ulubienicę.

Ostatecznie do Seven, I'm Not Done i Here Before nie mam żadnych zarzutów, polubiłem je, to dobre numery. Blisko tego są Keep the Streets i Concrete Walls, ten drugi ma długą drogą do tego, by go polubić, ale przy ewentualnych powrotach raczej się przyjmie. Reszta przepływa bez większego wrażenia, ale i tak ciekawe doświadczenie, coraz trudniej o wrzutkę, od której naprawdę poważnie się odbijam.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 30 paź 2022 18:00

@ shodan - napisałeś o barankach, ja byłem przekonany że to odgłosy niemowlęcia, ewentualnie zmodulowane komputerowo, oboje byliśmy w błędzie, discogs podaje że w utworze pojawia się sampel z... fok Weddella :D

@Dragon - zdaje mi się że ani steel pan ani fletnia pana jako taka nie pojawia się na płycie, mogą być synthy brzmiące podobnie. Domyślam się że chodzi Ci może o perkusalia w Triangle Walks i mówisz o Keep The Streets Empty z tą fletnia, już kojarze.

Mimo wszystko nie wiem o jakie przekroczenie chodzi, nie kojarzą mi się te brzmienia z żadnym new age.
Przekroczeniem była dla mnie ta fleciarska kakofonia z numeru The Knife bardziej ;(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 30 paź 2022 19:04

Po prostu te brzmienia zupełnie nie pasują xd albo to zasługa dobrego samplingu albo doskonałego sprzętu, bo brzmią naprawdę jak prawdziwe instrumenty

Ta fletokakofonia przynajmniej jeszcze podbijała taki dziki klimat rodem z dżungli. Tutaj wdaje się jakiś dystans, a na pewno nie wychodzi nic poważnego, mrocznego, ciekawego.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 lis 2022 19:43

Mam taką cichą głupią nadzieję że przed weekendem uporacie się z tą płytą
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 02 lis 2022 20:28

Fever Ray

Kiedy byłem mały, miałem takiego kolegę, który mieszkał 3 piętra nade mną w bloku. Lubiłem do niego wpadać, bo miał Amigę CD TV. Lubiliśmy grać w Mortala, Street Fightera II i Lotusy, tzn. graliśmy też w inne gry, ale te trzy serie przede wszystkim mi się wryły w pamięć. Dlaczego ja w ogóle Wam o tym tutaj piszę? Bo cały album Fever Ray, przypomina mi klimat jednego kawałka z gry „Lotus III” pt. „Fog”. Oto on:

https://www.youtube.com/watch?v=TlZ8La7M7Q4

Kiedy miałem za sobą pierwsze trzy utwory z płyty Murzyna, pomyślałem sobie ‘no ok, ale pewnie to nie potrwa długo’. Okazało się jednak, że cały album taki jest. Wszystko w takim powolnym, hipnotycznym, jesiennym, mglistym klimacie. Możliwe, że nawet aż za bardzo spójnie, bo po pierwszym przesłuchaniu miałem wrażenie, że każdy kawałek był podobny i nie potrafiłem sobie przypomnieć żadnego konkretnego. Wyjątkowo nie odebrałem tego za minus, bo po prostu klimat całości bardzo mi siadł. Murzyn zapodał coś naprawdę dobrego na tę porę roku, więc sorry Dev, ucz się od Murzyna.

Żeby mieć to z głowy, napiszę co mi się nie podoba, a jest to głównie wokal, ale nie przez cały czas.
Laska próbuje na tej płycie różnych stylów i sposobów śpiewania. Najbardziej wnerwia mnie kiedy śpiewa jak rozwrzeszczane, rozpłakane dziecko. Bjork też tak czasami śpiewa i chyba dlatego nie potrafiłem nigdy się wkręcić w jej muzykę. Na szczęście nie na całej płycie tak jest. Sporo to również manipulacja pitchem, co od razu skojarzyło mi się z Arcą, ale też z King Krulem i nowszymi hip-hopami.

No, a teraz muzyka. Z jednej strony, jest tu dużo dziwnych zabiegów, które w innym kontekście mogłyby mi się nie spodobać, ale tu mi się podobają. Z drugiej są te foggy pady, które pojarały mnie od razu. Utwory skonstruowane są w sposób kwaśny, ale brzmienie niesie to wszystko przepięknie. Atmosfera przypomina mi trochę ostatnią wrzutkę Murzyna z cyklu „strzelających murzynów”. Ale to fajnie wchodzi. Ok, może ponownie mam tu do czynienia z płytą, która funkcjonuje przede wszystkim dzięki wajbowi, ale tak jak pisałem jakiś czas temu, vibe jest najważniejszy. Ten album nadal mi się zlewa w swojej treści i mam problem z rozróżnieniem niektórych kawałków, ale pls, mam mnóstwo czasu żeby się z tą płytą oswoić. Nie będę się silił żeby jakoś usprawiedliwić moją wysoką ocenę, podoba mi się i koniec xD

Ale żeby nie było, poopowiadam trochę o drobnicy. „When I Grow Up” jako pierwszy uderza mnie tym motywem podobnym do Lotusa. Zaraz potem wjeżdża ten płaczliwy wokal i już nie jest tak fajnie, ale jak się jakoś człowiek wprowadzi ‘in the zone’ to nawet to jest do przeżycia. „Dry and Dusty” ma bardzo podobny klimat, tylko wszystko leci na zwolnionych obrotach (i nie chodzi tylko o wrażenie wywołane przez to co się dzieje z wokalem). Jest jeszcze lepiej. To już jest stopro mglisty, blady poranek, albo wieczór w mieście, gdzie neony rozpływają się w tej mgle. Chyba mój ulubiony moment na całym albumie. „Traingle Walks” kontynuuje te klimaty w trochę innym opakowaniu, ale nadal bardzo efektywnie, mnie to bierze. „Concrete Walls” daje minimalem, który mi się bardzo podoba. Wraca hipnotyczność „Dry and Dusty”, wszystko płynie w bardzo trip-hopowym tempie. Trochę mi to momentami przypomina soundtrack z „Tomb Raidera”, możecie się śmiać, ale pewnie siusiaka znacie ost z „Tomb Raidera” i nie wiecie jaka tam dobra muzyka jest.
„Keep The Streets...” zjeżdża w trochę mroczniejsze rejony, ale nadal panuje ten wspaniały klimat.
„Coconut” wraca do tego wstępnego motywu, więc micha się cieszy, znowu wszystko sobie płynie w tej mgle. Utwory, o których nie wspomniałem również mi się podobają, ale na ten moment nie wywołują u mnie aż takiego szału. Mudżyno kazał słuchać bonusów. Nie lubię słuchać bonusów razem z właściwą płytą, bo zdarza mi się pogubić gdzie album się właściwie kończy i na jakim utworze, a to jest akurat dla mnie istotna sprawa, co kończy album. Te dodatkowe numery są ok, ale nie do końca pasują mi do reszty. „Stranger Than Kindness” wydaje mi się czymś bardziej konwencjonalnym na tle tego co słyszałem na właściwym albumie i gdyby wszystko tak brzmiało, to ten tekst nie był by taki kolorowy i pełen pochwał. Przyzwoita piosenka z fajnym brzmieniem, ale w sam raz na jednorazowy wyskok. Co innego „Here Before”. Piękne rozwinięcie tego co było na albumie, zabierające całość w trochę jaśniejszą stronę. Doskonały numer.

No i to tyle. Ten mój opis jest taki trochę bełkotliwy, bo się nieźle znarkotyzowałem tym albumem. Świetna wrzutka, świetnie dopasowana do aury, doskonałe doświadczenie i wrażenia moje z przesłuchań. Panie Murzyn, świecisz Pan przykładem i nawet gdybyś Pan teraz zaczął strzelać i generalnie być przestępcą, to ja bym Panu brawo bił, Panie Bebe.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 lis 2022 00:54

Fever Ray - s/t

Ponownie dzięki Murzynowi wypływam na przestrzenie oceanów, w których już kiedyś moja noga (czy tam płetwa sugerując się nickiem) stawała, ać w tym przypadku raczej bez nurkowania i zanurzania w najgłębsze głębiny, tylko co najwyżej troszeczkę się zanurzyłem. Że The Knife lubię i szanuję, to to wiecie, Fever Ray ogarnąłem niejako z doskoku i zapamiętałęm tę płytę jako taką, której w zasadzie nie zapamiętałem. W sumie to właśnie sprawdziłem sobie na RYMie na ile ją oceniłem i teraz się okazało, że oceny żadnej nie mam, więc albo musiałem przeoczyć tam ten album, albo po prostu go nie słuchałem i ciupciam od rzeczy xD
Generalnie to ten... jak na płytę nagraną i wyprodukowaną przez kogoś z The Knife ta płyta brzmi zaskakująco podobnie do twórczości The Knife. Jestem tym zaskoczony prawie tak samo jak faktem, że dziś czwartek, albo że Lech pokonał Villareal (dobra, to akurat jest spora niespodzianka). Identiko produkcja, identyko brzmienie, nawet zostały te charakterystyczne dla nich wokalne "dziwactwa", nie wiem jak to lepiej określić, by nie powielać tego co napisał wyżej kolega JAKUB... siusiaki-muje i dzikie węże? xd Został też ten specyficzny dziwaczny mikroklimat, który pamiętam z płyt tego zespołu, aczkolwiek wydaje mi się, że i tak tutaj jest ciut jakby... mroczniej? Może enty raz dałem się zasugerować okładką, może to faktycznie prawda, ale klimat jest gęsty, chciałem użyć oklepanej już frazy o podskórnym niepokoju, ale to raczej nie to. Murzyn nawiązywał do faktu, że Karin wydała ten album jakoś niedługo w okolicach narodzin swojego drugiego dziecka i może bym zaryzykował tezę, że to faktycznie jest płyta oddająca stan ducha w takim momencie życia, bo domyślam się, że to niezwykle ryjąca czosnek sytuacja, ale przecież ja tego nie wiem i nigdy się nie dowiem. xD
Możliwe skaninąd, że to też jest powód, dla którego tę płytę oceniam jako bardzo fajną, ale tez jednocześnie bez większych szans na trafienie do mojego ścisłego topu życia. Nie uważam tego za zarzut, wręcz przeciwnie: nie dla każdego jest miejsce w panteonie, a w klasie średniej-wyższej też można się urządzić i całkiem fajnie pożyć. Fajnie się tego słucha, wszystko jest tu spoko, zgodzę się z moimi poprzednikami, że to bardzo wyrównana płyta, gdzie ciężko o hajlajty, a co dopiero o jakichś bangerach mówić.
Po prostu płyta okej i tyle no, nie ma co tu więcej pisać.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 lis 2022 15:02

Fever Ray - Fever Ray

Aj, ciężki seans. Muzycznie świetnie, wręcz na granicy perfekcji, zaś jeśli chodzi o wokal... no, z Karin Dreijer Andersson mam ten sam problem, co z Bjork. Raz wchodzi dobrze, raz źle, teraz na dłuższą metę męczyło. Ale też miała kilka highlightów, do których jej wokal pasował jak złoto - Seven, Triangle Walks czy Now's The Only Time I Know. Słuchając tej płyty czułem się trochę tak, jakbym miał do czynienia z czymś od Gazelle Twin (zwłaszcza przez używane tu i ówdzie vocodery), ale w bardziej popowej i przez to przystępnej wersji. Produkcja jest dla mnie wyśmienita, klawisze, bity, przeszkadzajki, wszystko bardzo na swoim miejscu dla mojej wielkiej przyjemności. Jednocześnie, no cóż, mrok, który bardzo od tego nagrania bije. Zaczyna się już srogo ciężkim jak beton If I Had A Heart, a potem właściwie nie jest lepiej. Gęstość przebija się nawet na tych numerach, które docelowo aż tak gęste być chyba nie miały (Dry And Dusty? Uwielbiam w tym momencie). Ale jednocześnie te, które dosłownie takie są, jak np. Concrete Walls nie pozwalają w ogóle wyłączyć grania. Dlaczego zresztą miałbym to robić, jest wyśmienicie. Dla mnie Fever Ray jest w tym momencie - po odsłuchaniu tego krążka - lepsze od samego The Knife, w które nigdy jakoś bardzo nie wsiąknąłem tbh. Tu mam do czynienia z naprawdę soczystym wydawnictwem, i gdyby ktoś puścił mi Heartbeat po tym seansie, pomyślałbym, że Karin robiła u The Knife wyłącznie feat wokalny. Faktycznie, album wcelowany idealnie w porę roku i nawet aurę za oknem, więc podjaranie wręcz poza skalę wyrzuca. Mogłoby być jeszcze trochę ciemniej o tej porze tho... Chętnie wrzucę ten krążek w swoje playlisty, myślę wręcz, że to jest coś, co może mi spokojnie towarzyszyć tej jesieni na dłużej. Porozpływać się w I'm Not Done, czy przygnębiającym klimacie Keep The Streets Empty For Me... jak jeszcze wrzucę w to Cave'a robi się gęściej. Zimniej. Mgła i smog spowijają powoli smutne i pozbawione życia obrzeża miasta. Karin ze mną.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lis 2022 17:57

No i git. Zasadniczo nieco mnie dziwi że ktoś ma problem z tym przetworzonym wokalem, mi on robił klimat jak najbardziej. Dziwi mnie też prejz nad Seven które najmniej chyba lubię z tej płyty. A, jeszcze co do wokali, np. w refrenie Dry And Dusty, jak dla mnie to idealnie oddają fizyczne zmęczenie i wypalenie towarzyszące świeżo upieczonym rodzicom 😰 trochę może zdziwił mnie ten ogólny meh Dragona ale z drugiej strony jakby nie miał edgy opinii nie byłby Dragonem przecież xd

Fajnie że z grubsza podeszło a shodanowi (czego się spodziewałem) nawet bardzo, nie spodziewałem się chyba też takiego prejzu ze strony Hiena, fajowo i tyle. Cieszę sie że wstrzeliłem się w aurę, postaram się w następnej kolejce również sprawić Wam przyjemny seans, może tym razem jednak czymś cieplejszym jak herbata z miodem na jesienną aurę. Potem w wolnej chwili puszczę kolejkę dalej.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 lis 2022 18:33

Mi się przetworzony, pitchowany wokal podobał najbardziej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 lis 2022 22:56

Po tych paru dniach podtrzymuje ogólny meh na całość, ale spory szacunek dla wymienionych wcześniej kawałków
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 05 lis 2022 00:39

Dragon ale meh to jest głównie w lesie. :D
Może dlatego tak dobrze mi się tego tam słuchało.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 lis 2022 00:52

Nie nie nie shodan, w lesie jest meCh :)