Best of Forum (Edycja albumowa)
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Postaram się streszczać, miałem dosyć gęsty tydzień, ale płyty słuchałem i tylko zostało napisać kilka słów. A że będzie to recenzja z odnośnikami, to i muszę na to poświęcić chwilę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja posłuchałem fest, tylko opisać nie ma kiedy. W weekend to uczynię.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Żeby trochę Dragonowi poprawić humor po gwałcie na Siksie, wrzucam napisany właśnie tekst o DJu Spookym. Mam nadzieję, że Robert będzie rad i wesół.
DJ Spooky - Songs of a Dead Dreamer
Do tej pory, znałem dwa albumy, które w satysfakcjonujący sposób łączyłyby dla mnie elementy trip-hopu, jazzu, noir, ambientu, industrialu, itd.. - „Wild Opera” no-man i „Dummy” Portishead. Teraz już znam trzy. Każda z tych płyt podchodzi do tematu w trochę inny sposób. Z Wilsona był żaden DJ, ale miał nosa do sampli i ich użycia. Geoff Barrow jest fenomenalnym DJem i sam „produkował” wiele sampli. Jego sety, które grał w latach 90 bezpośrednio przed wejściem Portishead na scenie, bardzo mi się skojarzyły z DJem Spookym (czy raczej odwrotnie). Tutaj przykład takiego setu https://www.youtube.com/watch?v=q4Y_-T0drwo przy czym w przeciwieństwie do Spooky’ego, Barrow dużo skreczuje.
O samym Spookym w życiu nie słyszałem, i teraz mi autentycznie głupio, bo wychodzi na to, że to jest znana postać w świecie trip. No, ale co, lepiej późno niż wcale.
W każdym razie, płyta mnie ujęła od samego początku brakiem jakichś sztywniejszych ram. Fajna zabawa pięknymi, tłustymi bitami i dźwiękiem samym w sobie. Pierwsze trzy kawałki traktuję jako rozbieg, kilka zmył, wprowadzenie w świat Spooky’ego. „Galactic Funk” w końcu wprowadza bit, a bity są na tym albumie rewelacyjne. Wprawdzie sam utwór wydaje się trochę z dupy względem tego co jest wcześniej i co jest później, ale można to wybaczyć, bo brzmi dobrze.
Pierwszy poważniejszy cios wchodzi z „Hologrammic Dub”. Tutaj moje skojarzenia pierwszy raz wędrują w kierunku no-man i ich mixu „Diet Mothers” - https://www.youtube.com/watch?v=iE20iEs_QsU – nawet linia basowa jest podobna i te uderzenia gitary. Nie mówię tu o jakimś świadomych wpływach jednego na drugie, raczej po prostu wyczuwam lubowanie się w zbliżonym wajbie. Oczywiście u Spooky’ego ma to bardziej DJski, mniej uporządkowany, ale bardziej hipnotyczny klimat. „Dance of Morlocks” piękny przerywnik, trochę w stylu Portishead z drugiego albumu, ale oczywiście dwa lata przed tą płytą.
Z „Juby” fajnie wyłania się te orientalny rytm po czterech minutach dronowania, kiedy wydaje się, że wszystko już o tym utworze wiemy. To co się dzieje w tle, jest fenomenalne (i znowu kojarzy mi się trochę z no-man). Organowe intro i outro też super. Przy „Thoughts Like Rain” mam za to skojarzenia z własnym numerem, który kiedyś nawet Wam wrzucałem przy jakiejś okazji do bestki utworów. Bawiłem się wtedy różnymi generatorami robiącymi po prostu przestrzenny, mroczny vibe a w tle dorzuciłem breakbeat. DJ Spooky uderza tu w ten klimat, ale oczywiście realizacyjnie jest to na nieosiągalnym dla mnie poziomie. Uwielbiam takie rzeczy.
„Anasi Abstrakt” to jest potężna kobyła. Dobry DJ jest w stanie naprawdę dużo ciekawego zrobić w 11 minut, jednocześnie korzystając z tego, że może sobie pozwolić na przyzwoite ilości repetycji. No i tutaj jest masterclass z tego. W ogóle ten bit, który wchodzi koło 2:40 jest wspaniały. I więcej nawet nie trzeba pisać, kto takie coś czuje, ten czuje. Ten rytmiczny dźwięk kojarzy mi się z melodicą u Gorillaz, ale czy to jest tutaj melodica, to nie wiem. W drugiej połowie wchodzi inny, równie zajebisty bit. Wiwatom nie ma końca. Dobra, bo Dragon pomyśli, że się nabijam, a mnie się to naprawdę podoba. Ale potem wchodzi kolejna kobyła, „Grapheme”, i tu już album mógł się wysypać przy nagromadzeniu długasów. Na szczęście nic się nie wysypuje, bo kawałek ma inny charakter. Jeżeli ktoś gra lub sampluje ksylofon/wibrafon, to już ma u mnie order uśmiechu Munlupa. I tutaj wchodzi ta genialna partia, a potem chyba najlepszy, najtłustszy bit na całym albumie. Czapki z głów. Znowu mam też skojarzenia z no-man i trochę z Portishead, ale podkreślam, że to nie są skojarzenia, które mają sugerować brak oryginalności, czy nie daj Boże, jakieś zarzuty o kradziejstwo (ala Tricky zakurwiający „Glory Box”). Po prostu to ważne dla mnie zespoły/płyty, a DJ Spooky to takie dosyć grube objawienie w tej chwili. Ta cześć płyty to są praktycznie same hajlajty.
„Nihilismus Dub” to fenomenalny exercise na loopach jazzowaych, czyli to co lubię najbardziej. Jakiś konkretny fragment zapętlony i wokół niego orbitują smaczki. Jest żywy saksofon w jednym z niewielu na tym albumie featów. Gęsta atmosfera przywodząca mi na myśl „To Kill a Dead Man” Portishead, bardzo filmowy materiał. Aż szkoda, że też nie trwa 10 minut, bo rozwijanie tego w tym czasie byłoby już sztuką samą w sobie.
„The Terran Invasion...” to moment, w którym album oznajmia, że wchodzi w ostatni zakręt i trzeba się szykować na finał. Zmiana klimatu. Kojący, nostalgiczny loop, który przywodzi mi na myśl „Pokka Pokka” Fishamans. Potem lekka ściema i riff wraca. Bity wpadają w to niemal po pijaku.
Wszystko brzmi jakby DJ Spooky grał set pod wodą. Wchodzi bit i znowu vibe, który mógłbym wciągać kilogramami. Taka obserwacja z boku, że zajebiście się słucha tego albumu bez patrzenia na playlistę. Z początku patrzyłem co chwila, bo chciałem wiedzieć, które kawałki mi się najbardziej podobają (potem wyszło, że ¾ albumu), ale to świetnie funkcjonuje jako płynny, długi set. To „On the Run” które potem wchodzi wprawdzie trochę z dupy, ale ok, niewiele na tej płycie momentów, których mógłbym się przyczepić.
Mimo wszystko, płyta powoli przestaje w tym momencie angażować i „Hight Density” ratuje się drumowym bitem, który kojarzy mi się z jeszcze inną grupą, ale na razie nie wspomnę jaką, żeby sobie przyszłej wrzuty w utworach nie palić. W każdym razie, ten twist reanimuje album na te ostatnie minuty, kiedy wydawało się, że Spooky przegiął pałę z długością. Outro ładnie kończy całość, zresztą jak to, lol, outro xD
No dobra w opór jest ta płyta. Nie wiem czy warto, żebym dalej się spuszczał na tym tylko opisując ogół, chyba nie. To nie tylko rzetelny, ale też po prostu bardzo kreatywny i klimatyczny trip-hop, czerpiący ze źródeł które cenię. Słucha się tego doskonale. Jedna z najbest wrzut Dragona w tym temacie. 11/10.
DJ Spooky - Songs of a Dead Dreamer
Do tej pory, znałem dwa albumy, które w satysfakcjonujący sposób łączyłyby dla mnie elementy trip-hopu, jazzu, noir, ambientu, industrialu, itd.. - „Wild Opera” no-man i „Dummy” Portishead. Teraz już znam trzy. Każda z tych płyt podchodzi do tematu w trochę inny sposób. Z Wilsona był żaden DJ, ale miał nosa do sampli i ich użycia. Geoff Barrow jest fenomenalnym DJem i sam „produkował” wiele sampli. Jego sety, które grał w latach 90 bezpośrednio przed wejściem Portishead na scenie, bardzo mi się skojarzyły z DJem Spookym (czy raczej odwrotnie). Tutaj przykład takiego setu https://www.youtube.com/watch?v=q4Y_-T0drwo przy czym w przeciwieństwie do Spooky’ego, Barrow dużo skreczuje.
O samym Spookym w życiu nie słyszałem, i teraz mi autentycznie głupio, bo wychodzi na to, że to jest znana postać w świecie trip. No, ale co, lepiej późno niż wcale.
W każdym razie, płyta mnie ujęła od samego początku brakiem jakichś sztywniejszych ram. Fajna zabawa pięknymi, tłustymi bitami i dźwiękiem samym w sobie. Pierwsze trzy kawałki traktuję jako rozbieg, kilka zmył, wprowadzenie w świat Spooky’ego. „Galactic Funk” w końcu wprowadza bit, a bity są na tym albumie rewelacyjne. Wprawdzie sam utwór wydaje się trochę z dupy względem tego co jest wcześniej i co jest później, ale można to wybaczyć, bo brzmi dobrze.
Pierwszy poważniejszy cios wchodzi z „Hologrammic Dub”. Tutaj moje skojarzenia pierwszy raz wędrują w kierunku no-man i ich mixu „Diet Mothers” - https://www.youtube.com/watch?v=iE20iEs_QsU – nawet linia basowa jest podobna i te uderzenia gitary. Nie mówię tu o jakimś świadomych wpływach jednego na drugie, raczej po prostu wyczuwam lubowanie się w zbliżonym wajbie. Oczywiście u Spooky’ego ma to bardziej DJski, mniej uporządkowany, ale bardziej hipnotyczny klimat. „Dance of Morlocks” piękny przerywnik, trochę w stylu Portishead z drugiego albumu, ale oczywiście dwa lata przed tą płytą.
Z „Juby” fajnie wyłania się te orientalny rytm po czterech minutach dronowania, kiedy wydaje się, że wszystko już o tym utworze wiemy. To co się dzieje w tle, jest fenomenalne (i znowu kojarzy mi się trochę z no-man). Organowe intro i outro też super. Przy „Thoughts Like Rain” mam za to skojarzenia z własnym numerem, który kiedyś nawet Wam wrzucałem przy jakiejś okazji do bestki utworów. Bawiłem się wtedy różnymi generatorami robiącymi po prostu przestrzenny, mroczny vibe a w tle dorzuciłem breakbeat. DJ Spooky uderza tu w ten klimat, ale oczywiście realizacyjnie jest to na nieosiągalnym dla mnie poziomie. Uwielbiam takie rzeczy.
„Anasi Abstrakt” to jest potężna kobyła. Dobry DJ jest w stanie naprawdę dużo ciekawego zrobić w 11 minut, jednocześnie korzystając z tego, że może sobie pozwolić na przyzwoite ilości repetycji. No i tutaj jest masterclass z tego. W ogóle ten bit, który wchodzi koło 2:40 jest wspaniały. I więcej nawet nie trzeba pisać, kto takie coś czuje, ten czuje. Ten rytmiczny dźwięk kojarzy mi się z melodicą u Gorillaz, ale czy to jest tutaj melodica, to nie wiem. W drugiej połowie wchodzi inny, równie zajebisty bit. Wiwatom nie ma końca. Dobra, bo Dragon pomyśli, że się nabijam, a mnie się to naprawdę podoba. Ale potem wchodzi kolejna kobyła, „Grapheme”, i tu już album mógł się wysypać przy nagromadzeniu długasów. Na szczęście nic się nie wysypuje, bo kawałek ma inny charakter. Jeżeli ktoś gra lub sampluje ksylofon/wibrafon, to już ma u mnie order uśmiechu Munlupa. I tutaj wchodzi ta genialna partia, a potem chyba najlepszy, najtłustszy bit na całym albumie. Czapki z głów. Znowu mam też skojarzenia z no-man i trochę z Portishead, ale podkreślam, że to nie są skojarzenia, które mają sugerować brak oryginalności, czy nie daj Boże, jakieś zarzuty o kradziejstwo (ala Tricky zakurwiający „Glory Box”). Po prostu to ważne dla mnie zespoły/płyty, a DJ Spooky to takie dosyć grube objawienie w tej chwili. Ta cześć płyty to są praktycznie same hajlajty.
„Nihilismus Dub” to fenomenalny exercise na loopach jazzowaych, czyli to co lubię najbardziej. Jakiś konkretny fragment zapętlony i wokół niego orbitują smaczki. Jest żywy saksofon w jednym z niewielu na tym albumie featów. Gęsta atmosfera przywodząca mi na myśl „To Kill a Dead Man” Portishead, bardzo filmowy materiał. Aż szkoda, że też nie trwa 10 minut, bo rozwijanie tego w tym czasie byłoby już sztuką samą w sobie.
„The Terran Invasion...” to moment, w którym album oznajmia, że wchodzi w ostatni zakręt i trzeba się szykować na finał. Zmiana klimatu. Kojący, nostalgiczny loop, który przywodzi mi na myśl „Pokka Pokka” Fishamans. Potem lekka ściema i riff wraca. Bity wpadają w to niemal po pijaku.
Wszystko brzmi jakby DJ Spooky grał set pod wodą. Wchodzi bit i znowu vibe, który mógłbym wciągać kilogramami. Taka obserwacja z boku, że zajebiście się słucha tego albumu bez patrzenia na playlistę. Z początku patrzyłem co chwila, bo chciałem wiedzieć, które kawałki mi się najbardziej podobają (potem wyszło, że ¾ albumu), ale to świetnie funkcjonuje jako płynny, długi set. To „On the Run” które potem wchodzi wprawdzie trochę z dupy, ale ok, niewiele na tej płycie momentów, których mógłbym się przyczepić.
Mimo wszystko, płyta powoli przestaje w tym momencie angażować i „Hight Density” ratuje się drumowym bitem, który kojarzy mi się z jeszcze inną grupą, ale na razie nie wspomnę jaką, żeby sobie przyszłej wrzuty w utworach nie palić. W każdym razie, ten twist reanimuje album na te ostatnie minuty, kiedy wydawało się, że Spooky przegiął pałę z długością. Outro ładnie kończy całość, zresztą jak to, lol, outro xD
No dobra w opór jest ta płyta. Nie wiem czy warto, żebym dalej się spuszczał na tym tylko opisując ogół, chyba nie. To nie tylko rzetelny, ale też po prostu bardzo kreatywny i klimatyczny trip-hop, czerpiący ze źródeł które cenię. Słucha się tego doskonale. Jedna z najbest wrzut Dragona w tym temacie. 11/10.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Hien po wcześniejszej słownej utarczce z Dragonem postanowił tym razem przydziobać. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A Ty Wuja lepiej sam pisz recenzje, a nie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jutro napiszę. Jeszcze raz w tej chwili słucham.
Lubię posłuchać sobie czegoś po przeczytaniu czyichś recenzji. To daje dodatkowe sugestie, na co zwrócić ponownie baczniejszą uwagę.
Lubię posłuchać sobie czegoś po przeczytaniu czyichś recenzji. To daje dodatkowe sugestie, na co zwrócić ponownie baczniejszą uwagę.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
DJ Zbuki - Songs of a Dead Dreamer
Dragon wystrzelił z czymś, co jest platyną, która zamienia się w okrutnie czarną masę pochłaniającą wszelkie światło jak tylko odwróci się wzrok. Ciężar gatunkowy tego wydawnictwa jest wprost niesamowity. To jest coś, co mogłoby być soundtrackiem do awangardowego filmu sci-fi, albo personalnego bad tripa na jakichś podejrzanego pochodzenia grzybach. To jest jednocześnie wszystkim i niczym konkretnym po trochu. Dub, industrial, dark electro, amalgamat iście kosmiczny. Jaram się od pierwszego przesłuchania, od drugiego czuję niepokój, od trzeciego jestem zmęczony, a przy czwartym współlokatorzy pytają mnie, po co mi ten nóż w ręku. Ten krążek jest tak creepy, że głowa mała. Nie będę w stanie rozbić tego wydawnictwa na czynniki pierwsze tak szczegółowo, jak Hien, bo to jest dla mnie jedna z tych rzeczy, które się albo po prostu czuje albo nie. Ja to poczułem. Klimat wchodzi bardzo, jeszcze od przedpołudnia nie ma u mnie w klatce prądu (piszę to z telefonu), więc wymuszony mrok potęguje wrażenie izolacji i szaleństwa. Długo się musiałem wsłuchiwać, żeby coś konkretnie wyróżnić (ale bezstratnie dla odbioru całości), bowiem numery się tutaj bardzo dla mnie ze sobą zlewają, jeśli nie zwracać uwagi na subtelne przejścia. Do tych, które mi szczególnie zapadły w pamięć zaliczę Hologrammic Dub, Thoughts Like Rain, Grapheme i Nihilismus Dub. Właściwie to jest ciekawe, że w czasie swoich dość długich jednak podróży przez muzyczne dziwactwa nigdy na to nie wpadłem, a nazwę DJ Spooky słyszę po raz pierwszy w życiu właśnie dzięki Dragonowi. Ale było zdecydowanie warto to poznać, kapitalna płyta. Zgodzę się z Hienem, że gdyby mocno to wszystko wypolerować, lekko pozbawić głębi i dorzucić breakbeaty, wyszła by Wild Opera na sterydach. Muszę tutaj kończyć, gdyż zostały mi 2% baterii, ale Dragon jest dla mnie zwycięzcą absolutnym. Zasysam to cholerstwo i będę się katował resztę roku. Mgły tylko brakuje za oknem.
Dragon wystrzelił z czymś, co jest platyną, która zamienia się w okrutnie czarną masę pochłaniającą wszelkie światło jak tylko odwróci się wzrok. Ciężar gatunkowy tego wydawnictwa jest wprost niesamowity. To jest coś, co mogłoby być soundtrackiem do awangardowego filmu sci-fi, albo personalnego bad tripa na jakichś podejrzanego pochodzenia grzybach. To jest jednocześnie wszystkim i niczym konkretnym po trochu. Dub, industrial, dark electro, amalgamat iście kosmiczny. Jaram się od pierwszego przesłuchania, od drugiego czuję niepokój, od trzeciego jestem zmęczony, a przy czwartym współlokatorzy pytają mnie, po co mi ten nóż w ręku. Ten krążek jest tak creepy, że głowa mała. Nie będę w stanie rozbić tego wydawnictwa na czynniki pierwsze tak szczegółowo, jak Hien, bo to jest dla mnie jedna z tych rzeczy, które się albo po prostu czuje albo nie. Ja to poczułem. Klimat wchodzi bardzo, jeszcze od przedpołudnia nie ma u mnie w klatce prądu (piszę to z telefonu), więc wymuszony mrok potęguje wrażenie izolacji i szaleństwa. Długo się musiałem wsłuchiwać, żeby coś konkretnie wyróżnić (ale bezstratnie dla odbioru całości), bowiem numery się tutaj bardzo dla mnie ze sobą zlewają, jeśli nie zwracać uwagi na subtelne przejścia. Do tych, które mi szczególnie zapadły w pamięć zaliczę Hologrammic Dub, Thoughts Like Rain, Grapheme i Nihilismus Dub. Właściwie to jest ciekawe, że w czasie swoich dość długich jednak podróży przez muzyczne dziwactwa nigdy na to nie wpadłem, a nazwę DJ Spooky słyszę po raz pierwszy w życiu właśnie dzięki Dragonowi. Ale było zdecydowanie warto to poznać, kapitalna płyta. Zgodzę się z Hienem, że gdyby mocno to wszystko wypolerować, lekko pozbawić głębi i dorzucić breakbeaty, wyszła by Wild Opera na sterydach. Muszę tutaj kończyć, gdyż zostały mi 2% baterii, ale Dragon jest dla mnie zwycięzcą absolutnym. Zasysam to cholerstwo i będę się katował resztę roku. Mgły tylko brakuje za oknem.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dev, po dwóch płytach już ma zwycięzcę kolejki, pozdro xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
DJ Spooky – Songs of a Dead Dreamer
Bez wątpienia wolę Dragona proponującego swoje instrumentalne ambienty, niż te różne inne wynalazki. Bo Songs of a Dead Dreamer to na pewno bardzo dobry album. Choć gdy na początku zobaczyłem literki DJ, to się nieco zaniepokoiłem. Bałem się, że to może być jakaś techno młócka. Ale już same tytuły utworów poprawiły mi humor. The vengeance of galaxy 5, Galactic funk, Dance of the morlocks, In the valley of the shadows, The terran invasion of Alpha Centauri – te wszystkie tutuły nasuwały mi przyjemne skojarzenia. Wszystkie nawiązywały do klimatów s-f, które bardzo lubię. I sama muzyka w bardzo wielu miejscach rzeczywiście brzmi kosmicznie. Gdy wybrzmiewa Dance of the morlocks, to nie potrafię sobie wyobrazić niczego innego, jak zielonych ufoludków wędrujących po obcej planecie. A raczej żółtych, bo sporo czasu spędziłęm kiedyś grając w grę w klimatach s-f “Dark Colony”, gdzie walczyło się na obcych planetach z właśnie żółtymi ufoludkami uzbrojonymi w broń laserową. Soundtrack z tej gry miał miejscami podobny klimat i brzmienie. W ogóle podczas prawie wszystkich utworów moja wyobraźnia mocno pracowała wyobrażając sobie kosmos, obce planety, obce cywilizacje, podróże międzygalaktyczne i cholera wie co jeszcze. Słuchałem album w różnych sytuacjach: w pracy, podczas grania w WoT, podczas jakichś czynności domowych, w skupieniu, w samochodzie. I odbiór był też różny. Gdy słuchałem tego w drugim planie, jakby przy okazji, to było średnio. Ta płyta potrzebuje jednak pewnej uwagi, skupienia. Najlepiej odebrałem ją dzisiaj podczas jazdy samochodem z Giżycka. Droga prowadziła przez las lub ośnieżone pola i łąki, tylko w kilku miejscach poprzecinanych małymi wioskami. Samotna jazda i słuchanie albumu w takiej zimowej i dosyć odludnej scenerii była bardzo satysfakcjonująca. Bo wydaje mi się, że to dobra pora roku na tę muzykę. Nie miałem okazji jeszcze wybrać się z nią na pieszą wycieczkę po zimowych bezdrożach, ale na pewno przy najbliższej okazji to uczynię.
Albumu posłuchałem sporo. Może i z 10 razy. Większość utworów już potrafię zidentyfikować, ale to wciąż za mało, żebym był w stanie utwór po utworze to wszystko dokładnie opisać. Musiałbym te opisy robić na bieżąco podczas słuchania. Ale postaram się wyłuskać to, co zapamiętałem.
Trzy pierwsze krótkie utwory to dobre wprowadzenie w te międzygalaktyczne klimaty. W Phase interlude zaczyna fajnie pogrywać perkusja. Lubię takie gary. Kojarzą mi się nawet nieco z Recoil.
Galactic funk to już pierwsza perełka. Galaktyczny funk ze świetną perkusją i gitarą. W tle różne kosmiczne dźwięki. W Hologrammic dub znowu dobra majestatyczna perkusja. Cudny rytm. Jakiś niby flet w połączeniu z niepokojącymi kosmicznymi dźwiękami brzmią jak opowieść o jakichś starych kosmicznych cywilizacjach. O Dance of the morlocks już pisałem. Ufoki na całego. Klimat niepokojący i gęsty jak miód. Juba zaczyna się od jakichś kosmicznych organów. No wszystko kojarzy mi się na tym albumie z kosmosem, grami s-f, książkami s-f i w ogóle z jednym wielkim S-F. W Juba słychać też echa Jarre’a. Potem fenomenalny wręcz bas i znowu flet ten co Hologrammic dub. W tle dźwięki przywodzące mi z kolei na myśl grę FarCry. Za to Thoughts like rain ma dźwięki bardzo w stylu soundtracku do System Shock 2. Potem wchodzi świetny bas i perkusja. To jest wręcz kosmiczny jazz.
Potem krótkie ale świetne In the valley of the shadows. Na początku Anansi Abstrakt mamy powrót do żółtych ufoków. Ciekawe klawisze a potem znów bajeczny bas i perkusja. Grapheme pięknie kontynuuje wątek kosmosu. Długi piękny utwór. W Nihilisumus dub robi się znowu jazzowo, ale wciąż w klimatach s-f. Oczyma wyobraźni widzę, jak ufoludki siedzą sobie i grają kosmiczny jazz.
Potem powoli powolutku następuje wygaszanie pieca, choć do końca jest bardzo ciekawie. W The terran invasion of Alpha Centauri mógłbym przysiąc, że słyszę odgłosy przelatujących promów kosmicznych. Potem znów genialna linia basowa i wtórująca jej perkusja. W Machine phylum słychać cymbałki. Oczywiście kosmiczne, a jak. To ładne zwieńczenie i wyciszenie tego albumu.
No cóż, album w klimatach jakie bardzo lubię. Mnóstwo niesamowicie fascynujących dźwięków. Dźwięków jednoznacznie kojarzących mi się z kosmosem. Ale nie takim z horrorów jak Alien, a raczej jak ze wspomnianej wyżej gry Dark Colony. Ewentualnie z filmu Marsjanie atakują. No ale oprócz tych klimatycznych motywów to też naprawdę kawał fantastycznej muzyki. Te tłuste bity, partie basowe, perkusyjne są fenomenalne. Jest klimatycznie, jest niepokojąco, jest klasowo. Ściągnąłem sobie ten album w wersji nawet szerszej niż proponował Dragon, bo aż 18-utworowej. I jestem zachwycony. To obok subHuman to zdecydowanie najlepsza rzecz od Dragona. A fragment od Galactic funk do Anansi Abstrakt to już w ogóle pierwsza klasa.
Pewnie trochę chaotyczny ten mój opis. Mam wrażenie, że nazbyt często powtarzałem się z niektórymi zwrotami i wyrażeniami. Ale śpieszyłem się między meczami. Dragon musi mi wybaczyć. Dla niego chyba i tak ważniejsze, że sprawił mi tym albumem potężną satysfakcję i przyjemność.
Będą powroty na 100%, będzie też sprawdzanie innych rzeczy od tego wykonawcy.
Bez wątpienia wolę Dragona proponującego swoje instrumentalne ambienty, niż te różne inne wynalazki. Bo Songs of a Dead Dreamer to na pewno bardzo dobry album. Choć gdy na początku zobaczyłem literki DJ, to się nieco zaniepokoiłem. Bałem się, że to może być jakaś techno młócka. Ale już same tytuły utworów poprawiły mi humor. The vengeance of galaxy 5, Galactic funk, Dance of the morlocks, In the valley of the shadows, The terran invasion of Alpha Centauri – te wszystkie tutuły nasuwały mi przyjemne skojarzenia. Wszystkie nawiązywały do klimatów s-f, które bardzo lubię. I sama muzyka w bardzo wielu miejscach rzeczywiście brzmi kosmicznie. Gdy wybrzmiewa Dance of the morlocks, to nie potrafię sobie wyobrazić niczego innego, jak zielonych ufoludków wędrujących po obcej planecie. A raczej żółtych, bo sporo czasu spędziłęm kiedyś grając w grę w klimatach s-f “Dark Colony”, gdzie walczyło się na obcych planetach z właśnie żółtymi ufoludkami uzbrojonymi w broń laserową. Soundtrack z tej gry miał miejscami podobny klimat i brzmienie. W ogóle podczas prawie wszystkich utworów moja wyobraźnia mocno pracowała wyobrażając sobie kosmos, obce planety, obce cywilizacje, podróże międzygalaktyczne i cholera wie co jeszcze. Słuchałem album w różnych sytuacjach: w pracy, podczas grania w WoT, podczas jakichś czynności domowych, w skupieniu, w samochodzie. I odbiór był też różny. Gdy słuchałem tego w drugim planie, jakby przy okazji, to było średnio. Ta płyta potrzebuje jednak pewnej uwagi, skupienia. Najlepiej odebrałem ją dzisiaj podczas jazdy samochodem z Giżycka. Droga prowadziła przez las lub ośnieżone pola i łąki, tylko w kilku miejscach poprzecinanych małymi wioskami. Samotna jazda i słuchanie albumu w takiej zimowej i dosyć odludnej scenerii była bardzo satysfakcjonująca. Bo wydaje mi się, że to dobra pora roku na tę muzykę. Nie miałem okazji jeszcze wybrać się z nią na pieszą wycieczkę po zimowych bezdrożach, ale na pewno przy najbliższej okazji to uczynię.
Albumu posłuchałem sporo. Może i z 10 razy. Większość utworów już potrafię zidentyfikować, ale to wciąż za mało, żebym był w stanie utwór po utworze to wszystko dokładnie opisać. Musiałbym te opisy robić na bieżąco podczas słuchania. Ale postaram się wyłuskać to, co zapamiętałem.
Trzy pierwsze krótkie utwory to dobre wprowadzenie w te międzygalaktyczne klimaty. W Phase interlude zaczyna fajnie pogrywać perkusja. Lubię takie gary. Kojarzą mi się nawet nieco z Recoil.
Galactic funk to już pierwsza perełka. Galaktyczny funk ze świetną perkusją i gitarą. W tle różne kosmiczne dźwięki. W Hologrammic dub znowu dobra majestatyczna perkusja. Cudny rytm. Jakiś niby flet w połączeniu z niepokojącymi kosmicznymi dźwiękami brzmią jak opowieść o jakichś starych kosmicznych cywilizacjach. O Dance of the morlocks już pisałem. Ufoki na całego. Klimat niepokojący i gęsty jak miód. Juba zaczyna się od jakichś kosmicznych organów. No wszystko kojarzy mi się na tym albumie z kosmosem, grami s-f, książkami s-f i w ogóle z jednym wielkim S-F. W Juba słychać też echa Jarre’a. Potem fenomenalny wręcz bas i znowu flet ten co Hologrammic dub. W tle dźwięki przywodzące mi z kolei na myśl grę FarCry. Za to Thoughts like rain ma dźwięki bardzo w stylu soundtracku do System Shock 2. Potem wchodzi świetny bas i perkusja. To jest wręcz kosmiczny jazz.
Potem krótkie ale świetne In the valley of the shadows. Na początku Anansi Abstrakt mamy powrót do żółtych ufoków. Ciekawe klawisze a potem znów bajeczny bas i perkusja. Grapheme pięknie kontynuuje wątek kosmosu. Długi piękny utwór. W Nihilisumus dub robi się znowu jazzowo, ale wciąż w klimatach s-f. Oczyma wyobraźni widzę, jak ufoludki siedzą sobie i grają kosmiczny jazz.
Potem powoli powolutku następuje wygaszanie pieca, choć do końca jest bardzo ciekawie. W The terran invasion of Alpha Centauri mógłbym przysiąc, że słyszę odgłosy przelatujących promów kosmicznych. Potem znów genialna linia basowa i wtórująca jej perkusja. W Machine phylum słychać cymbałki. Oczywiście kosmiczne, a jak. To ładne zwieńczenie i wyciszenie tego albumu.
No cóż, album w klimatach jakie bardzo lubię. Mnóstwo niesamowicie fascynujących dźwięków. Dźwięków jednoznacznie kojarzących mi się z kosmosem. Ale nie takim z horrorów jak Alien, a raczej jak ze wspomnianej wyżej gry Dark Colony. Ewentualnie z filmu Marsjanie atakują. No ale oprócz tych klimatycznych motywów to też naprawdę kawał fantastycznej muzyki. Te tłuste bity, partie basowe, perkusyjne są fenomenalne. Jest klimatycznie, jest niepokojąco, jest klasowo. Ściągnąłem sobie ten album w wersji nawet szerszej niż proponował Dragon, bo aż 18-utworowej. I jestem zachwycony. To obok subHuman to zdecydowanie najlepsza rzecz od Dragona. A fragment od Galactic funk do Anansi Abstrakt to już w ogóle pierwsza klasa.
Pewnie trochę chaotyczny ten mój opis. Mam wrażenie, że nazbyt często powtarzałem się z niektórymi zwrotami i wyrażeniami. Ale śpieszyłem się między meczami. Dragon musi mi wybaczyć. Dla niego chyba i tak ważniejsze, że sprawił mi tym albumem potężną satysfakcję i przyjemność.
Będą powroty na 100%, będzie też sprawdzanie innych rzeczy od tego wykonawcy.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ej dobra, tydzień zleciał. Mentos prosimy o recenzję ino raz.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Cedzicie tego Spooky'ego jakby to były jakieś ambienty 5-ciogodzinne.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Niedobrze bo to znaczy że od jutra SimplY minds a mnie się nie chce. To pewno mehne a potem mi sie spodoba
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja to znam ten album Simly Minds, Devo mi podrzucał w naszej wymianie. Dobra płyta.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie znam. Nie mam zdania. Przejdźmy już do Technique, bo to akurat znam.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
To poznaj xDDragon pisze:05 gru 2022 20:25Nie znam. Nie mam zdania. Przejdźmy już do Technique, bo to akurat znam.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
DJ Spooky - Songs of a Dead Dreamer
Whoa. Żarty się skończyły - Polska poza mundialem, inflacja maleje, ja podkładam fundamenty pod wykaraskanie się z życiowego bagna, w którym tkwiłem znaczącą część tego roku i nawet Dragon wrzuca album, który brzmi bardzo poważnie i nagrany przez kogoś o bardzo poważnym pseudonimie artystycznym. Być może bardziej by pasowało, acoby kolega smoku zapodał tę płytę gdzieś w okolicach nwm Halloween, ale dobra jest, nie trza psuć, dobre rzeczy jednak potrafią się obronić bez kontekstu czasowego.
DJ Spooky to ktoś, kogo mogłaby mi podrzucić moja ex albo ktoś, kogo mógłbym odkryć przez RYMowych autystów kilka lat temu, ale nie pamiętam ani rekomendacji od tej pierwszej, ani nawet na RYMie ten album nie ma zbyt wielu ocen. Na szczęście od czego są powroty na dawno nieodwiedzane fora PHP!
Album zaczyna się od zniekształconego dźwięku powiadomienia Gadu-Gadu, które następnie przechodzi w dźwięk syreny policyjnej. To nam z grubsza daje do zrozumienia z czym będziemy mieć do czynienia: z tym, że będę pieprzył od rzeczy. Ale kurczę, to jest naprawdę ten typ muzyki, której po prostu zdecydowanie jest lepiej słuchać niż ją opisywać. xD Faktycznie jest tu spory rozrzut stylistyczny, gdybym miał przypisać tej płycie jakąś konkretną łatkę to chyba bym użył TROCHĘ TEGO, TROCHĘ TAMTEGO, bo cudów mecyi jest tu co niemiara i ciężko to wrzucić do jednego wora.
Pierdyknę parę zdań na temat tych kawałków, które po tych 3 odsłuchach zrobiły na mnie największe wrażenie Na Galactic Funk słyszę te wszystkie wrzuty murzyna, które zostały nagrane przez innych murzynów ale z kosmosu i brzmi to jak muzyka z kosmosu. I to jest super. Hologrammic Dub jest super, bo dub generalnie jest super i ciężko go sknocić, a ten tutaj brzmi mocarnie, industralnie i generalnie to świetnie łączy klimat wielkomiejskiej dżungli z jamajskim vibem czy coś. No i to jest super. I jeszcze Thoughts Like Rain jest super. Bo brzmi jak te nieironiczne vapory typu 2 8 1 4. A one były super. No i Anansi Abstrakt też jest super. Po prostu. Bardzo mi się też podobał ten kawałek o inwazji Alpha Centauri z 2794, chociaż parę cyferek bym w tytule przestawił HEHE.
Nad całością unosi się baardzo specyficzny klimat. Wielkie miasto w dystopijnym futurystycznym świecie, post-apo, jakieś losowe strzępki i fragmenty z bliżej niesprecyzowanej przyszłości, która raczej zapowiada się... no niespoko. Niby nic nowego, nawet może za bardzo ograne w ostatnich latach, ale ta płyta ma to mityczne COŚ, czego generalnie szukam i co sprawia, że nie brzmi to tanio, a mógłbym tak zaryzykować, zwłaszcza czytając o tym całym Illbiencie. ALE NIE, to brzmi świeżo, to jest naprawdę przekonujące, to jest naprawdę... super. Jedna z fajniejszych płyt kolejki, a może i zabawy.
JUŻ WAS NIE BLOKUJE
Whoa. Żarty się skończyły - Polska poza mundialem, inflacja maleje, ja podkładam fundamenty pod wykaraskanie się z życiowego bagna, w którym tkwiłem znaczącą część tego roku i nawet Dragon wrzuca album, który brzmi bardzo poważnie i nagrany przez kogoś o bardzo poważnym pseudonimie artystycznym. Być może bardziej by pasowało, acoby kolega smoku zapodał tę płytę gdzieś w okolicach nwm Halloween, ale dobra jest, nie trza psuć, dobre rzeczy jednak potrafią się obronić bez kontekstu czasowego.
DJ Spooky to ktoś, kogo mogłaby mi podrzucić moja ex albo ktoś, kogo mógłbym odkryć przez RYMowych autystów kilka lat temu, ale nie pamiętam ani rekomendacji od tej pierwszej, ani nawet na RYMie ten album nie ma zbyt wielu ocen. Na szczęście od czego są powroty na dawno nieodwiedzane fora PHP!
Album zaczyna się od zniekształconego dźwięku powiadomienia Gadu-Gadu, które następnie przechodzi w dźwięk syreny policyjnej. To nam z grubsza daje do zrozumienia z czym będziemy mieć do czynienia: z tym, że będę pieprzył od rzeczy. Ale kurczę, to jest naprawdę ten typ muzyki, której po prostu zdecydowanie jest lepiej słuchać niż ją opisywać. xD Faktycznie jest tu spory rozrzut stylistyczny, gdybym miał przypisać tej płycie jakąś konkretną łatkę to chyba bym użył TROCHĘ TEGO, TROCHĘ TAMTEGO, bo cudów mecyi jest tu co niemiara i ciężko to wrzucić do jednego wora.
Pierdyknę parę zdań na temat tych kawałków, które po tych 3 odsłuchach zrobiły na mnie największe wrażenie Na Galactic Funk słyszę te wszystkie wrzuty murzyna, które zostały nagrane przez innych murzynów ale z kosmosu i brzmi to jak muzyka z kosmosu. I to jest super. Hologrammic Dub jest super, bo dub generalnie jest super i ciężko go sknocić, a ten tutaj brzmi mocarnie, industralnie i generalnie to świetnie łączy klimat wielkomiejskiej dżungli z jamajskim vibem czy coś. No i to jest super. I jeszcze Thoughts Like Rain jest super. Bo brzmi jak te nieironiczne vapory typu 2 8 1 4. A one były super. No i Anansi Abstrakt też jest super. Po prostu. Bardzo mi się też podobał ten kawałek o inwazji Alpha Centauri z 2794, chociaż parę cyferek bym w tytule przestawił HEHE.
Nad całością unosi się baardzo specyficzny klimat. Wielkie miasto w dystopijnym futurystycznym świecie, post-apo, jakieś losowe strzępki i fragmenty z bliżej niesprecyzowanej przyszłości, która raczej zapowiada się... no niespoko. Niby nic nowego, nawet może za bardzo ograne w ostatnich latach, ale ta płyta ma to mityczne COŚ, czego generalnie szukam i co sprawia, że nie brzmi to tanio, a mógłbym tak zaryzykować, zwłaszcza czytając o tym całym Illbiencie. ALE NIE, to brzmi świeżo, to jest naprawdę przekonujące, to jest naprawdę... super. Jedna z fajniejszych płyt kolejki, a może i zabawy.
JUŻ WAS NIE BLOKUJE
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Co Ty chrzanisz Mentos. Przecież to bez wątpienie ufoludki na Alpha Centauri. Albo co najmniej na Marsie.mintaj pisze:05 gru 2022 23:20Nad całością unosi się baardzo specyficzny klimat. Wielkie miasto w dystopijnym futurystycznym świecie, post-apo, jakieś losowe strzępki i fragmenty z bliżej niesprecyzowanej przyszłości,
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Shodan w jednym temacie zarzuca kawałkom dziecinność, a tutaj sam używa zwrotu "UFOLUDKI" przy dosyć poważnej muzie. Bój się Boga, Wujek.
BTW, Dragon to ex Mentosa, CONFIRMED.
BTW, Dragon to ex Mentosa, CONFIRMED.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Forumowe złote usta za rok 2022 xDmintaj pisze:05 gru 2022 23:51To nam z grubsza daje do zrozumienia z czym będziemy mieć do czynienia: z tym, że będę pieprzył od rzeczy.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl