Best of Forum V
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Peter Baumann - Phase by Phase
Generalnie to rzadko sięgam po solowe projekty uznawanych zespołów - jakoś tak zbyt często się nimi rozczarowuję. Nie chodzi mi o to, że są jakieś złe czy coś, po prostu mam taką teorię, i ja się z nia zgadzam, że istnieje coś takiego jak CHEMIA i sama jej obecność między grupą ludzi czyni daną rzecz wyjątkową. I np. bardzo lubię albumy Pink Floyd do Animals, ale solowego Watersa zdzierżyć ni siusiaka nie mogę (Gilmoura mogę, ale nie bardzo wiem po co). Śmieszy mnie Za Chwilę Dalszy Ciąg Programu, ale czegoś brakuje mi w KOC-u. No w każdym razie wrzuta smoka nie jest potwierdzeniem tej reguły, chyba, że na zasadzie wyjątku. Ja w sumie nie wiem czy mogę to nazwać proto minimal synthem, bo chyba jakby ten no... ten nurt już wtedy istniał, ale podoba mi się minimalizm tej kompozycji połączony z unikatowym, mandarynkowym brzmieniem (prostytutka, wiem, że brzmię jakbym pisał slogan reklamowy), które faktycznie jest nie do podjebania. GIGA BAZA
Robert Miles - Children
Jezu, Melczet, gdzieś ty mieszkał, że taka patologia, przy tym twoim opisie to polskie rodziny z filmów Smarzowskiego wyglądają jak klasa średnia w Niemczech czy coś. W każdym razie współczuję i się nie czepiam - też długo miałem specyficzne wyobrażenie o techno, bo do dziś pamiętam te mierne mixtape'y z łupaniną, które krążyły po gimnazjum na TDKach i tym podobnych. Niby potem się dowiedziałem, że to całe techno to nie do końca się z tym je i tym podobnym, ale to już inna historia.
Tym razem nie będę prejzować, bo z tej trójki radiowych uberklasyków tej kolejki ten jest zdecydowanie moim najmniej ulubionym. Jest kilka takich EVERGREENÓW o ponadprzeciętnej długości, które niby są powszechnie szanowane i uznawane (acz nigdy się nie zetknąłem z tym, by ktoś nazwał ten wałek DsoTM techno - wielki LOL), ale ja nie mogę ich słuchać i to jest jeden z nich (jakby kto pytał, to innym przypadkiem jest Kashmir LZ). Ten motyw po prostu nudzi mnie po dwóch max minutach, nawet te dropy, które Melczet nam bohatersko wypisał, ni siusiaka na mnie nie działają. Kiedyś słyszałem ten kawałek jako tło do zakończenia programu na Dwójce i tam mi leżał, ale słuchany ot tak, w Beatce - no ni cholery. Sory, nie tym razem.
PS też myślałem, że ktoś to wrzucił w ktorejś edycji xd
Magnetic Man feat. Katy B - Perfect Stranger
Jeśli mnie siusiak nie myli, to Katy B w tej zabawie przewinęła się dwa razy i raz ją nawet pochwaliłem, a drugi raz zjechałem, więc idąc tą logiką powinienem tę wrzutę nazwać średniakiem i iśc grać w CSa. W sumie to trochę się ku temu skłaniam, bo z jednej strony to całkiem mi sie ten kawałek podoba, a z drugiej to mam wrażenie, że jednak jest tę minutę czy tam dwie za długi i można byłoby trochę obciąć bez większej straty dla czegokolwiek, a z trzeciej jakoś nie chce mi się sprawdzać wersji singlowej (z czwartej mam dziś dzień, w którym nie za bardzo chce mi się cokolwiek). Generalnie to rzecz z gatunku RZETELNYCH, ma szansę równie mocno randomowo odpalić w bliżej niesprecyzowanej przyszłości, jak i przepaść w odmętach beatki. Na razie rzetelna półeczka, a co będzie dalej - na pewno, na pewno, pewnie, jasne, zobaczymy, czas pokaże, czas pokaże...
Nazareth - Love Hurts
Wiecie, że Nazareth nie tylko nagrał coś jeszcze poza tym kawałkiem, a nawet w ogóle istnieje i ostatnią płytę wydał niecałe dwa lata temu? Wątpie, by miał wiele wspólnego z zespołem, który nagrał chociażby ten kawałek, ale chciałem zaskoczyć nieszablonową ciekawostką, bo żadnej nieszablonowej historii związanej z zespołem nie mam. Wiem, że istnieje, opisywany kawałek na pewno kiedyś w życiu słyszałem, ale w sumie to nigdy nie sprawdzałem kto tam gra, co tam gra ani generalnie jakoś sobie nim głowy za bardzo nie zaprzątywałem - na pewno wpływ na to miał fakt, że swego czasu byłem dość mocno cięty na wszelkie zespoły opisywane jako AOR. Teraz jestem już dziadkiem i mam na to wyrąbane i stwierdzam, że ta najbardziej typowa w dziejach ballad rockowych ballada rockowa jest spoko. Chyba najzwyczajniej w świecie nie pojawił się żaden moment w moim życiu, który odpalałby jakiś ładunek emocjonalny związany z tą piosenką, ale najzwyczajniej w świecie DOCENIAM. Tyle.
Twitter - The Unheard Music
Miałem dziwne wrażenie, że słyszałem kiedyś tę płytę, bo skądś kojarzę ten spalony IKS z okładki, ale żadne źródła tego nie potwierdzają. W sumie logiczne, że leciało w X FILES XD XD XD.
Okej, przepraszam. Właściwie to ten... dziwię się, że nie usłyszałem tego w swoim krótkim, post-punkowym epizodzie, bo to jest rzecz kapitalna. Polecę banałami, ale są tu te wszystkie rzeczy, które mentosy znają i kochają. Spoko riff? No jest spoko riff, tak jak pan Kuba obiecał. Jeszcze bardziej spoko kompozycja? No ja bym się takich rzeczy po punku spodziewał i takie rzeczy dostałem i jestem z tego zadowolony. Brzmienie? Przytłumione, przymulone, może nawet i lekko psychodeliczne, faktycznie słyszę tu echa Doorsów, bo trochę trąci to psychodelą w paru miejscach. Jestem kupiony z miejsca. GIGABAZA.
Technotronic - Pump up the Jam
Co wy macie z tym ENDŻOJEM, lol. Faktem jest, że kawałek znany i w ogóle, ale to nawet nie ma za bardzo sensu, bo jakby no ten projekt był trochę One Season Wonderem, jakich pełno się w tamtym czasie przewinęło i nie za bardzo wiem gdzie tu analogia. Ale zostawmy to i w ogóle. Ja z tym kawałkiem to mam tak, że nie umiem go za bardzo poważnie traktować. Może to przez teledysk, który pamiętam jako mocno kiczowaty, może się naoglądałem memów (KURCZAKI, ZIEMNIAKI), może przez przegięcie, bo stężenie wczesnych najtisów przekracza wszystkie normy. Tak jak muzyki niepoważnej nie lubię, tak spośród kawałków, które traktuję niepoważnie, ten jest jednym z moich ulubionych. Generalnie spoko, okejka, na swój sposób szanuję i wracam - acz też nie jakoś specjalnie często.
Ty no, fajna ta kolejeczka w sumie wyszła - jak prawie zawsze, gdy chcę kręcić nosem na widok nazw, które się tu przewijają. Z rzeczy mi nieznanych to dwa spoko odkrycia i jedno intrygujące, a i rzeczy mi znane było dobrze sobie przypomnieć (może poza Children, ale nie powiem, żebym jakoś mocno cierpiał podczas odsłuchu), nawet jeśli prędko do nich nie wrócę.
Generalnie to rzadko sięgam po solowe projekty uznawanych zespołów - jakoś tak zbyt często się nimi rozczarowuję. Nie chodzi mi o to, że są jakieś złe czy coś, po prostu mam taką teorię, i ja się z nia zgadzam, że istnieje coś takiego jak CHEMIA i sama jej obecność między grupą ludzi czyni daną rzecz wyjątkową. I np. bardzo lubię albumy Pink Floyd do Animals, ale solowego Watersa zdzierżyć ni siusiaka nie mogę (Gilmoura mogę, ale nie bardzo wiem po co). Śmieszy mnie Za Chwilę Dalszy Ciąg Programu, ale czegoś brakuje mi w KOC-u. No w każdym razie wrzuta smoka nie jest potwierdzeniem tej reguły, chyba, że na zasadzie wyjątku. Ja w sumie nie wiem czy mogę to nazwać proto minimal synthem, bo chyba jakby ten no... ten nurt już wtedy istniał, ale podoba mi się minimalizm tej kompozycji połączony z unikatowym, mandarynkowym brzmieniem (prostytutka, wiem, że brzmię jakbym pisał slogan reklamowy), które faktycznie jest nie do podjebania. GIGA BAZA
Robert Miles - Children
Jezu, Melczet, gdzieś ty mieszkał, że taka patologia, przy tym twoim opisie to polskie rodziny z filmów Smarzowskiego wyglądają jak klasa średnia w Niemczech czy coś. W każdym razie współczuję i się nie czepiam - też długo miałem specyficzne wyobrażenie o techno, bo do dziś pamiętam te mierne mixtape'y z łupaniną, które krążyły po gimnazjum na TDKach i tym podobnych. Niby potem się dowiedziałem, że to całe techno to nie do końca się z tym je i tym podobnym, ale to już inna historia.
Tym razem nie będę prejzować, bo z tej trójki radiowych uberklasyków tej kolejki ten jest zdecydowanie moim najmniej ulubionym. Jest kilka takich EVERGREENÓW o ponadprzeciętnej długości, które niby są powszechnie szanowane i uznawane (acz nigdy się nie zetknąłem z tym, by ktoś nazwał ten wałek DsoTM techno - wielki LOL), ale ja nie mogę ich słuchać i to jest jeden z nich (jakby kto pytał, to innym przypadkiem jest Kashmir LZ). Ten motyw po prostu nudzi mnie po dwóch max minutach, nawet te dropy, które Melczet nam bohatersko wypisał, ni siusiaka na mnie nie działają. Kiedyś słyszałem ten kawałek jako tło do zakończenia programu na Dwójce i tam mi leżał, ale słuchany ot tak, w Beatce - no ni cholery. Sory, nie tym razem.
PS też myślałem, że ktoś to wrzucił w ktorejś edycji xd
Magnetic Man feat. Katy B - Perfect Stranger
Jeśli mnie siusiak nie myli, to Katy B w tej zabawie przewinęła się dwa razy i raz ją nawet pochwaliłem, a drugi raz zjechałem, więc idąc tą logiką powinienem tę wrzutę nazwać średniakiem i iśc grać w CSa. W sumie to trochę się ku temu skłaniam, bo z jednej strony to całkiem mi sie ten kawałek podoba, a z drugiej to mam wrażenie, że jednak jest tę minutę czy tam dwie za długi i można byłoby trochę obciąć bez większej straty dla czegokolwiek, a z trzeciej jakoś nie chce mi się sprawdzać wersji singlowej (z czwartej mam dziś dzień, w którym nie za bardzo chce mi się cokolwiek). Generalnie to rzecz z gatunku RZETELNYCH, ma szansę równie mocno randomowo odpalić w bliżej niesprecyzowanej przyszłości, jak i przepaść w odmętach beatki. Na razie rzetelna półeczka, a co będzie dalej - na pewno, na pewno, pewnie, jasne, zobaczymy, czas pokaże, czas pokaże...
Nazareth - Love Hurts
Wiecie, że Nazareth nie tylko nagrał coś jeszcze poza tym kawałkiem, a nawet w ogóle istnieje i ostatnią płytę wydał niecałe dwa lata temu? Wątpie, by miał wiele wspólnego z zespołem, który nagrał chociażby ten kawałek, ale chciałem zaskoczyć nieszablonową ciekawostką, bo żadnej nieszablonowej historii związanej z zespołem nie mam. Wiem, że istnieje, opisywany kawałek na pewno kiedyś w życiu słyszałem, ale w sumie to nigdy nie sprawdzałem kto tam gra, co tam gra ani generalnie jakoś sobie nim głowy za bardzo nie zaprzątywałem - na pewno wpływ na to miał fakt, że swego czasu byłem dość mocno cięty na wszelkie zespoły opisywane jako AOR. Teraz jestem już dziadkiem i mam na to wyrąbane i stwierdzam, że ta najbardziej typowa w dziejach ballad rockowych ballada rockowa jest spoko. Chyba najzwyczajniej w świecie nie pojawił się żaden moment w moim życiu, który odpalałby jakiś ładunek emocjonalny związany z tą piosenką, ale najzwyczajniej w świecie DOCENIAM. Tyle.
Twitter - The Unheard Music
Miałem dziwne wrażenie, że słyszałem kiedyś tę płytę, bo skądś kojarzę ten spalony IKS z okładki, ale żadne źródła tego nie potwierdzają. W sumie logiczne, że leciało w X FILES XD XD XD.
Okej, przepraszam. Właściwie to ten... dziwię się, że nie usłyszałem tego w swoim krótkim, post-punkowym epizodzie, bo to jest rzecz kapitalna. Polecę banałami, ale są tu te wszystkie rzeczy, które mentosy znają i kochają. Spoko riff? No jest spoko riff, tak jak pan Kuba obiecał. Jeszcze bardziej spoko kompozycja? No ja bym się takich rzeczy po punku spodziewał i takie rzeczy dostałem i jestem z tego zadowolony. Brzmienie? Przytłumione, przymulone, może nawet i lekko psychodeliczne, faktycznie słyszę tu echa Doorsów, bo trochę trąci to psychodelą w paru miejscach. Jestem kupiony z miejsca. GIGABAZA.
Technotronic - Pump up the Jam
Co wy macie z tym ENDŻOJEM, lol. Faktem jest, że kawałek znany i w ogóle, ale to nawet nie ma za bardzo sensu, bo jakby no ten projekt był trochę One Season Wonderem, jakich pełno się w tamtym czasie przewinęło i nie za bardzo wiem gdzie tu analogia. Ale zostawmy to i w ogóle. Ja z tym kawałkiem to mam tak, że nie umiem go za bardzo poważnie traktować. Może to przez teledysk, który pamiętam jako mocno kiczowaty, może się naoglądałem memów (KURCZAKI, ZIEMNIAKI), może przez przegięcie, bo stężenie wczesnych najtisów przekracza wszystkie normy. Tak jak muzyki niepoważnej nie lubię, tak spośród kawałków, które traktuję niepoważnie, ten jest jednym z moich ulubionych. Generalnie spoko, okejka, na swój sposób szanuję i wracam - acz też nie jakoś specjalnie często.
Ty no, fajna ta kolejeczka w sumie wyszła - jak prawie zawsze, gdy chcę kręcić nosem na widok nazw, które się tu przewijają. Z rzeczy mi nieznanych to dwa spoko odkrycia i jedno intrygujące, a i rzeczy mi znane było dobrze sobie przypomnieć (może poza Children, ale nie powiem, żebym jakoś mocno cierpiał podczas odsłuchu), nawet jeśli prędko do nich nie wrócę.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Robert M Children
W głębokim dzieciństwie miałem podobne skojarzenia z elektroniką. Mapa myśli? Chlanie, jazgot wydobywający się z chamsko włączonych na maksa głośników z jakiejś Calibry czy BMW. Pamiętam różne refleksje, z którymi się zetknąłem. Na przykład dobrze pamiętam przeświadczenie, że podobno techno mogłoby faktycznie odmóżdżać ludzi, w nie wiadomo jaki sposób obniżać zdolności intelektualne. Wiadomo, bujda na resorach. Kolejny osobliwy straszak przed kontaktem z czymś nie do końca opanowanym, opisanym i kontrolowanym. Wiele musiało minąć choćby do czasu, gdy zacząłem odróżniać techno od trance, chodzić na spektakle inspirowane kulturą klubową czy po prostu czytać smakowite reportaże na ten temat. Albo po prostu robić podobną muzykę, bo na swoim koncie mam pojedyncze kawałki techno/trance. Od tego miał się zacząć mój pierwszy zespół... demówki do dziś świecą w archiwum projektów FLa.
Z jednej strony to doświadczenie i cała droga od hejtera do miłośnika. Z drugiej cała ława muzyki, której jeszcze nie znam albo celowo nie sprawdzam. Miles to dla mnie nieprzepracowany temat. Sporo klasyków z epoki polubiłem, oswoiłem się z nimi. Są jednak bastiony kiczu nie do podbicia. Nie mam problemu z całym tłem, choć schematyczność i kwadratowość kompozycji z czasem drażni. Szanuję jednak za dobór brzmień, to chłodne, basowe tło jest naprawdę dobre. Pady, wokalizy, efekty. Szkoda tylko, że nad tym wszystkim mamy po prostu tandetną melodię fortepianu. Ona psuje wszystko. Na Ishkurze mądrzejsze głowy ode mnie w Dream Trance upatrują przyczyny upadku klubowego transu. Szybko ewoluował w coś kompletnie niestrawnego. Zanim jednak nadeszły numery z nienormalnie przeciągniętymi stadionowymi mostkami, żenująco ckliwymi hookami czy okropnymi wokalami mieliśmy najpierw pianino nad umpa-umpa. W wersji siedmiominutowej motyw ciągnie się w nieskończoność, a finał zaskakująco nie wybrzmiewa dostatecznie mocno. Poza tym "drobnym" szczegółem jest w porządku. Jarre ma otwartą głowę, lubi/lubił być na bieżąco. Coś mi mówi, że przed skończeniem Oxy7-13 musiał słuchać podobnych rzeczy. Ten transowy odcisk na jego płycie, ale też zagęszczenie efektów, rola basu w bardziej wyrazistych kawałkach - to wszystko pachnie podobnymi rzeczami co Miles.
Trochę boję się sprawdzać całość. Z jednej strony Children po prostu nie jest za dobre, ale ciekawi mnie, czy gdzieś w pewnym momencie Miles nie zrobił tego tak, jak powinien.
Magnetic Man / Katy B My Favourite Stranger
Bardzo dziwny kawałek. To naprawdę brzmi tak jak można sobie wyobrazić połączenie dubstepu z dnb, choć w sumie poza charakterystyczną pętlą na początku i w refrenie nie dzieje się za dużo ciekawego. Nie wiem jak krótsza wersja, ta jest dość męcząca. Początek w ogóle przypomniał mi jeden z singli Sophie Ellis-Bextor zrobiony w tamtym okresie z jakimś francuskim DJem. Tam było znacznie bardziej chamsko, ale do pewnego stopnia podobnie z tymi synthami. Za bardzo brzmi jak coś z tamtych czasów. Kojarzy mi się z RMF MAXXX i rzeczami do przeczekania przed ciekawszymi wałkami. Jak na dubstep to za mało basu (a za dużo plastiku, choć i tak lepiej niż u Skrillexa), jak na dnb to zbyt losowo wpierniczony break. W jakiejś grze by obleciało, a tak to NIE WIEM.
Nazareth Love Hurts
Z nazwy nie znałem, więc przed pierwszym odsłuchem ciekawość, a po kolejnych taktach trochę zaskoczenie, a trochę rozczarowanie. Dev mocno dziaduje, do tego kawałka wracałem najrzadziej. Nie wiem czy gdzieś tego w ostatnim czasie nie wykorzystano, ale nie wiedziałem, że kojarzę aż tak dobrze. Klasyczna ballada rockowa pełną gębą z takim filmowym zacięciem przy tym podbitym refrenie. W kwestii wokali trochę zgadzam się z shodanem, gość PRZESADZA xD jest płaczliwie do kwadratu. Tym razem macham na to ręką, bo cała reszta niezła. Szczególnie te gitarki i wrażenie lekkiego przesteru na wszystkim. Tylko nie warto za często wracać, ten lament wżera się do głowy za bardzo.
X The Unheard Music
Taki ze mnie znawca - myślałem, że to jakaś kolejna wrzutka ze środka lat 90'. Szczególnie przez ten ładny, efektowny zjazd klimatu w refrenie, to najlepszy moment kawałka. Potem następował moment przebudzenia i dłużej to oszustwo nie mogło działać. Jak na 1980 rok całkiem zaskakujące, choć w sumie po kilku odsłuchach działa to w różne strony. Trochę słychać dziadostwa przez spokojne tempo i ewidentne przedawkowanie organów, za dużo tu tej piwnicznej speluny. Na szczęście nie udaje się dobić zacnej reszty. Naprawdę przyjemny kawałek. Jest trochę oddechu w tej palarni i za to chwała.
VJ Dominion Tuskotronic
No tak, kurczaki i ziemniaki. Tym razem jednak nie będę stawiał wyżej przeróbki czy też mema, choć VJ Dominion to naprawdę szef w swoim fachu. Stanie się tak tylko dlatego, że już te kilka lat temu zajarałem się tym kawałkiem w oryginale. Ejtisowy house to kopalnia złotych rozwiązań i brzmień - nawet jeśli cała lawina wykonawców wykorzystywała ten sam sprzęt. Ze szkolnych imprez nie pamiętam. Nie bywałem za często, ale na pewno w moich czasach jeszcze dobrze miały się rzeczy pokroju Macareny lub Ace of Base niż house tego typu. Prawdziwie dyskotekowa muzyka, a do tego jest naprawdę dobra. Wszystko tutaj ładnie się starzeje. Kanoniczne hooki, melodie, bit. Człowiek się zastanawia jak można było na tak proste rzeczy nie wpaść wcześniej, ale łatwo mówić po czasie, nie żyjąc w epoce. Zazdroszczę kontaktu z tą muzyką praktycznie na świeżo. Jak niezbędny dopływ świeżego powietrza. Buja do dzisiaj, nie zamierzam tego kwestionować. No i co z tego, że najgorszym elementem jest wokal?
Madonna Like a Prayer
Czasami też mam potrzebę przemyśleń rurznych nt. osobistej zajawki danymi wykonawcami. Na dzisiaj nic nie przychodzi mi sensownego do głowy w większości przypadków. Czy to jakaś celowa strategia, wpływ otoczenia, efekt losowych poszukiwań czy właśnie konkretnych rekomendacji od ludzi... trochę mniejsza w momencie, gdy dany kawałek robi zamieszanie w głowie, staje się ważny. To jest najważniejsze. Trochę trudniej do tego wrócić w ramach rzetelnego opisu, ale z ręką na sercu powiem, że naprawdę wiele już z siebie tutaj dałem, czasem nawet z różnych względów zacząłem się hamować, kto wie, kto kiedyś to przeczyta...
Jesień 2020 pamiętam już jak przez mgłę, ale było parę wstrzających zjawisk nie do zapomnienia. Zdalny teatr lub grany na żywo, ale często dla pojedynczych widzów. W ogóle instytucje publiczne funkcjonujące z tygodnia na tydzień. Frustracja po informacjach o koniecznym lockdownie. Jakaś hipnotyczna powtarzalność dni, która zdawała się nie kończyć. Z drugiej strony pierwsza eksplozja spotkań ze znajomymi po dłuższym czasie. Od domówek po wspólne wyjścia na Strajk Kobiet albo protesty studenckie. Wbrew pozorom to był jeden z ciekawszych okresów życia do tamtej pory. Dobrze tak pisać po latach bez wspominania o kolejnych stratach w ludziach najbliższych. Nie słuchałem tak często Madonny, chłonąłem kolejnych queerowych wykonawców. Akurat wtedy dość dużo musiałem słuchać jeszcze np. YMO.
Like a Prayer, czyli modelowy przykład rzeczy dobrze znanej, ale bez poważnego wkręcenia się. Znam sporo płyt często bardziej niż powinienem. Potem wychodzą braki w dość zaskakujących miejscach. Nie pamiętałem, że ten kawałek jest aż tak drobiazgowo zbudowany, że wgl jest tak rozbudowany. Dzieje się dużo, dużo dobrego. Gospelowe śpiewy bez przesadnego patosu, z wyczuciem. Lekkie gitarki, hipnotyczna melodia wokali, która nienachalnie siada. Ładne są też te piruety basowe pod koniec, cholibka. Niby to mógł być oczywisty wybór, bo singiel, ale jednak jest co odkrywać po latach. Za to chwała.
W głębokim dzieciństwie miałem podobne skojarzenia z elektroniką. Mapa myśli? Chlanie, jazgot wydobywający się z chamsko włączonych na maksa głośników z jakiejś Calibry czy BMW. Pamiętam różne refleksje, z którymi się zetknąłem. Na przykład dobrze pamiętam przeświadczenie, że podobno techno mogłoby faktycznie odmóżdżać ludzi, w nie wiadomo jaki sposób obniżać zdolności intelektualne. Wiadomo, bujda na resorach. Kolejny osobliwy straszak przed kontaktem z czymś nie do końca opanowanym, opisanym i kontrolowanym. Wiele musiało minąć choćby do czasu, gdy zacząłem odróżniać techno od trance, chodzić na spektakle inspirowane kulturą klubową czy po prostu czytać smakowite reportaże na ten temat. Albo po prostu robić podobną muzykę, bo na swoim koncie mam pojedyncze kawałki techno/trance. Od tego miał się zacząć mój pierwszy zespół... demówki do dziś świecą w archiwum projektów FLa.
Z jednej strony to doświadczenie i cała droga od hejtera do miłośnika. Z drugiej cała ława muzyki, której jeszcze nie znam albo celowo nie sprawdzam. Miles to dla mnie nieprzepracowany temat. Sporo klasyków z epoki polubiłem, oswoiłem się z nimi. Są jednak bastiony kiczu nie do podbicia. Nie mam problemu z całym tłem, choć schematyczność i kwadratowość kompozycji z czasem drażni. Szanuję jednak za dobór brzmień, to chłodne, basowe tło jest naprawdę dobre. Pady, wokalizy, efekty. Szkoda tylko, że nad tym wszystkim mamy po prostu tandetną melodię fortepianu. Ona psuje wszystko. Na Ishkurze mądrzejsze głowy ode mnie w Dream Trance upatrują przyczyny upadku klubowego transu. Szybko ewoluował w coś kompletnie niestrawnego. Zanim jednak nadeszły numery z nienormalnie przeciągniętymi stadionowymi mostkami, żenująco ckliwymi hookami czy okropnymi wokalami mieliśmy najpierw pianino nad umpa-umpa. W wersji siedmiominutowej motyw ciągnie się w nieskończoność, a finał zaskakująco nie wybrzmiewa dostatecznie mocno. Poza tym "drobnym" szczegółem jest w porządku. Jarre ma otwartą głowę, lubi/lubił być na bieżąco. Coś mi mówi, że przed skończeniem Oxy7-13 musiał słuchać podobnych rzeczy. Ten transowy odcisk na jego płycie, ale też zagęszczenie efektów, rola basu w bardziej wyrazistych kawałkach - to wszystko pachnie podobnymi rzeczami co Miles.
Trochę boję się sprawdzać całość. Z jednej strony Children po prostu nie jest za dobre, ale ciekawi mnie, czy gdzieś w pewnym momencie Miles nie zrobił tego tak, jak powinien.
Magnetic Man / Katy B My Favourite Stranger
Bardzo dziwny kawałek. To naprawdę brzmi tak jak można sobie wyobrazić połączenie dubstepu z dnb, choć w sumie poza charakterystyczną pętlą na początku i w refrenie nie dzieje się za dużo ciekawego. Nie wiem jak krótsza wersja, ta jest dość męcząca. Początek w ogóle przypomniał mi jeden z singli Sophie Ellis-Bextor zrobiony w tamtym okresie z jakimś francuskim DJem. Tam było znacznie bardziej chamsko, ale do pewnego stopnia podobnie z tymi synthami. Za bardzo brzmi jak coś z tamtych czasów. Kojarzy mi się z RMF MAXXX i rzeczami do przeczekania przed ciekawszymi wałkami. Jak na dubstep to za mało basu (a za dużo plastiku, choć i tak lepiej niż u Skrillexa), jak na dnb to zbyt losowo wpierniczony break. W jakiejś grze by obleciało, a tak to NIE WIEM.
Nazareth Love Hurts
Z nazwy nie znałem, więc przed pierwszym odsłuchem ciekawość, a po kolejnych taktach trochę zaskoczenie, a trochę rozczarowanie. Dev mocno dziaduje, do tego kawałka wracałem najrzadziej. Nie wiem czy gdzieś tego w ostatnim czasie nie wykorzystano, ale nie wiedziałem, że kojarzę aż tak dobrze. Klasyczna ballada rockowa pełną gębą z takim filmowym zacięciem przy tym podbitym refrenie. W kwestii wokali trochę zgadzam się z shodanem, gość PRZESADZA xD jest płaczliwie do kwadratu. Tym razem macham na to ręką, bo cała reszta niezła. Szczególnie te gitarki i wrażenie lekkiego przesteru na wszystkim. Tylko nie warto za często wracać, ten lament wżera się do głowy za bardzo.
X The Unheard Music
Taki ze mnie znawca - myślałem, że to jakaś kolejna wrzutka ze środka lat 90'. Szczególnie przez ten ładny, efektowny zjazd klimatu w refrenie, to najlepszy moment kawałka. Potem następował moment przebudzenia i dłużej to oszustwo nie mogło działać. Jak na 1980 rok całkiem zaskakujące, choć w sumie po kilku odsłuchach działa to w różne strony. Trochę słychać dziadostwa przez spokojne tempo i ewidentne przedawkowanie organów, za dużo tu tej piwnicznej speluny. Na szczęście nie udaje się dobić zacnej reszty. Naprawdę przyjemny kawałek. Jest trochę oddechu w tej palarni i za to chwała.
VJ Dominion Tuskotronic
No tak, kurczaki i ziemniaki. Tym razem jednak nie będę stawiał wyżej przeróbki czy też mema, choć VJ Dominion to naprawdę szef w swoim fachu. Stanie się tak tylko dlatego, że już te kilka lat temu zajarałem się tym kawałkiem w oryginale. Ejtisowy house to kopalnia złotych rozwiązań i brzmień - nawet jeśli cała lawina wykonawców wykorzystywała ten sam sprzęt. Ze szkolnych imprez nie pamiętam. Nie bywałem za często, ale na pewno w moich czasach jeszcze dobrze miały się rzeczy pokroju Macareny lub Ace of Base niż house tego typu. Prawdziwie dyskotekowa muzyka, a do tego jest naprawdę dobra. Wszystko tutaj ładnie się starzeje. Kanoniczne hooki, melodie, bit. Człowiek się zastanawia jak można było na tak proste rzeczy nie wpaść wcześniej, ale łatwo mówić po czasie, nie żyjąc w epoce. Zazdroszczę kontaktu z tą muzyką praktycznie na świeżo. Jak niezbędny dopływ świeżego powietrza. Buja do dzisiaj, nie zamierzam tego kwestionować. No i co z tego, że najgorszym elementem jest wokal?
Madonna Like a Prayer
Czasami też mam potrzebę przemyśleń rurznych nt. osobistej zajawki danymi wykonawcami. Na dzisiaj nic nie przychodzi mi sensownego do głowy w większości przypadków. Czy to jakaś celowa strategia, wpływ otoczenia, efekt losowych poszukiwań czy właśnie konkretnych rekomendacji od ludzi... trochę mniejsza w momencie, gdy dany kawałek robi zamieszanie w głowie, staje się ważny. To jest najważniejsze. Trochę trudniej do tego wrócić w ramach rzetelnego opisu, ale z ręką na sercu powiem, że naprawdę wiele już z siebie tutaj dałem, czasem nawet z różnych względów zacząłem się hamować, kto wie, kto kiedyś to przeczyta...
Jesień 2020 pamiętam już jak przez mgłę, ale było parę wstrzających zjawisk nie do zapomnienia. Zdalny teatr lub grany na żywo, ale często dla pojedynczych widzów. W ogóle instytucje publiczne funkcjonujące z tygodnia na tydzień. Frustracja po informacjach o koniecznym lockdownie. Jakaś hipnotyczna powtarzalność dni, która zdawała się nie kończyć. Z drugiej strony pierwsza eksplozja spotkań ze znajomymi po dłuższym czasie. Od domówek po wspólne wyjścia na Strajk Kobiet albo protesty studenckie. Wbrew pozorom to był jeden z ciekawszych okresów życia do tamtej pory. Dobrze tak pisać po latach bez wspominania o kolejnych stratach w ludziach najbliższych. Nie słuchałem tak często Madonny, chłonąłem kolejnych queerowych wykonawców. Akurat wtedy dość dużo musiałem słuchać jeszcze np. YMO.
Like a Prayer, czyli modelowy przykład rzeczy dobrze znanej, ale bez poważnego wkręcenia się. Znam sporo płyt często bardziej niż powinienem. Potem wychodzą braki w dość zaskakujących miejscach. Nie pamiętałem, że ten kawałek jest aż tak drobiazgowo zbudowany, że wgl jest tak rozbudowany. Dzieje się dużo, dużo dobrego. Gospelowe śpiewy bez przesadnego patosu, z wyczuciem. Lekkie gitarki, hipnotyczna melodia wokali, która nienachalnie siada. Ładne są też te piruety basowe pod koniec, cholibka. Niby to mógł być oczywisty wybór, bo singiel, ale jednak jest co odkrywać po latach. Za to chwała.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Od razu uczciwie mówię, recki z mojej strony w niedzielę lub w ogóle poniedziałek, albowiem ściga mnie dwójka wykładowców i mój promotor, a prace leżą i kwiczą. Bardzo nie chcę stracić głowy (i tych studiów) 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Widać młodzież głęboko zakopana w notatkach i nauce
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Musiał najwyżej dojedzie z recenzjami i wrzutą, ZAPRASZAM MELKIEGO
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
To se jeszcze poczekasz xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Widzę, że Wuja podszedł do sprawy na poważnie, przed wyjazdem ogarnął dwie wrzutki, recenzje, itd, a reszta ma wyrąbane. Widać kto się tutaj dobrze bawi i myśli o tym, żeby reszty nie blokować.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Peter Baumann - Phase By Phase
To jest, Panie, dziwaczna elektronika, czyli taka, jaką lubię. Tzn. trochę nie jest dziwaczna, a trochę jednak jest, nawet uwzględniając kontekst czasowy i stylistyczny. Zaczyna się (i potem w sumie cały czas tak nieco brzmi) jak muza z jakiejś starej gry komputerowej, z jakiegoś powodu mam przed oczyma Heretica bądź Hexena (kto je pamięta), nawet nie wiem, dlaczego xD Jednocześnie klimat Berlina też tu jest, przez co robi się nieco mrocznie (co wcale nie wyklucza wymienionych przeze mnie gier). Tak, jak kupuje mnie ten sam początek, tak potem rozkręca się wszystko jeszcze fajniej, daje vibe jakiegoś jamu zarejestrowanego kompletnie przypadkiem na taśmie, bo akurat była pod ręką. Tego typu rzeczy wychodzą super, co zresztą pokazał Hien w ostatniej Depeszwizji, wrzucając impro Azbestu. Daję okejkę, a co.
Robert Miles - Children
Melczet kontynuuje streak kapitalnych numerów odpalających feelsy na pełnej. I oczywiście reluję z jego opisem "subkultury techno", albowiem miałem o niej podobne zdanie (długo, aż poznałem ludzi w niej siedzących, wówczas zarówno się polepszyło, jak i pogorszyło xD). Co do samego numeru, totalny klasyk, z najntisów znam aż za dobrze, radio grało co rusz, na dodatek przypomniało mi się, że ja pożyczyłem kiedyś od wuja (swojego wuja trololo, tego zresztą od Genesis czy Dire Straits) cały album, który ciągle gdzieś mam, bo nigdy mu go nie zwróciłem xD Coś mi we łbie świta, że mi się wtedy bardzo spodobał, także może niedługo wrócę, tak dla sprawdzenia. Children to jeden z dwóch numerów o tym tytule, które lubię (no dobra, więcej po prostu nie znam), i choć nie słyszałem dawno, to zawsze robi się na serduszku cieplej, choć i smutniej, bu kawałek zawsze mnie ładował w stany melancholijne (jeszcze z tym swoim srogo feelsowym klipem). RIP Miles, kawał fajnej muzy (a nawet śpiewała u niego Górniak). Znów okejka!
Magnetic Man ft. Katy B - Perfect Stranger
I Murzyn nie zwalnia tempa, kolejny highlight kolejki. Katy B ma w sobie coś, nie zawsze, ale czasem jednak tak (wszak zapropsowałem ją w swoim podsumowaniu wszechczasów, które pisałem bite 4 godziny xD), i tutaj zdecydowanie ma. Co prawda nie jest to zupełnie "mój poziom", ale też się ładnie wkręca. I ciekawe, że bardzo pomagają temu breakbeaty, które dają temu kawałkowi feeling mocno... stary. Lata 90. znów w moich głośnikach, choć dużo, dużo później. W sensie, serio, całe brzmienie tego numeru, w sensie (powtarzam się, wiem) użyte instrumentarium i produkcja, W SENSIE, no, wraz z tym bicikiem jest trochę tanie, to prawda, ale też pachnie najntisami w taki fajny, chyba niezamierzony sposób xD Ale dodaje mu to uroku, i tym klimacikiem właśnie mnie kupuje, także kolejna okejka w tej okej kolejce (jak dotąd).
X - The Unheard Music
Przy całej mojej sympatii do post punku i poszukiwaniu co ciekawszych wykonawców z tej "stajni" (nie mam teraz lepszego słowa) - a w pewnym momencie wynalazłem ich naprawdę dużo - zaskakujące jest dla mnie, jak wiele jeszcze się chowa. W sensie, naprawdę, w tamtych czasach był istny WYSYP tego typu grup i dosłownie KAŻDA miała coś ciekawego do powiedzenia. O tej grupie... mogłem słyszeć, ale niemal na pewno nie słyszałem nic od niej. Troszkę beka, że grupa X została wykorzystana w serialu The X-Files (którego nie oglądałem nigdy, więc i nie mogłem tego numeru zeń znać), ale też, co tu dużo mówić, numer jest świetny. Podoba mi się z jednej strony jego surowość, z drugiej pewna pieczołowitość w wykonaniu, dbałość o detale, wokale zalatują mi trochę Talking Heads (Byrne śpiewający z chórkiem), główny motyw gitarowy jest prosty jak budowa cepa, a wchodzi do głowy niby wiertło. Świetnie użyte organy, fajny refren, w ogóle ten numer brzmi trochę tak, jakby był nagrywany nieco na wyjebce, ale takiej totalnie zamierzonej, przez co paradoksalnie nie czuć, że jest ona zamierzona, a tworzy właściwy nastrój. Ja się jaram, czysta (a tak naprawdę lekko przybrudzona) przyjemność.
Technotronic - Pump Up the Jam
Jesus Christ, wiedziałem, że coś mi mówi ten wykonawca. W ogóle śmiesznie, albowiem w komentarzach masa ludzi pisze, że to jest numer z Kosmicznego Meczu, a ja go w ogóle tam nie pamiętam (no dobra, minęło trochę czasu, odkąd ostatni raz widziałem ten film, no ale, serio?). Mniejsza - przez cholerny polski trollnet czasów tak dawnych, że mój obecny wóz nie znajdował się jeszcze na etapie prac koncepcyjnych, cały czas, ALE TO CAŁY CZAS słyszę tutaj "JA PRAGNĘ POWTÓRZYĆ TE SŁOWA, CHCĘ ABY PAŃSTWO TO USŁYSZELI", nie mogę od tego wprost uciec. No dobra, postaram się. Albo i nie, bowiem nie pamiętam tego utworu z czasów przed tym cholernym filmikiem TUSKOTRONIC, co nie zmienia jednak faktu, że zawsze mi się ten podkład po prostu podobał xD Niestety, nie wajbuję z nim tak dobrze jak z resztą podobnych tworów tamtych czasów, czyli znowu najntisów. Może jest to spowodowane tym, co już napisałem wyżej - nie mam dobrego punktu odniesienia, a mem z naszym starym-nowym premierem za bardzo przeżarł mi mózg. Ale też za sam ten fakt (i wspomnienie swojej niewinnej młodości) daję tę okejkę, taką pół na pół, ale zawsze. Make my day.
Madonna - Like a Prayer
Czy to nie jest przypadkiem ten słynny zakamuflowany numer o miłości oralnej? Well, wielokrotnie już tutaj nadmieniałem, że Madonnę lubię i tę ejtisową też lubię, a nawet chyba bardziej niż późniejszą, gdyż ponieważ gdyż to od niej zaczęła się moja "madonnowa" edukacja - mój stary poza dostarczaniem mi rockowych ballad (w tej kolejce przecież) był też zakochany w Madonnie (już nie jest) i parę czarnych płyt się na Tamtej Słynnej Wieży<TM> kręciło. Na sto pro była tam też ta płyta, z której pochodzi ów numer. Nie jest to co prawda mój ulubiony Madonny z tamtych czasów, ale mam do niego sentyment, podoba mi się jej wokal, podobają mi się brejki między refrenami (tak mi brzmią zwrotki bez bitu), nawet gospel-chórek z południowej Alabamy daje radę. Jest i popowo i rozrywkowo i nieco sensualnie, ot, Madonna w pigułce. Jak bardzo zmieniła swoją emisję głosu na przestrzeni raptem paru lat wtedy to jest niesamowite... Hiciorkowy Throwback Thur... Friday znaczy. Me like it.
To jest, Panie, dziwaczna elektronika, czyli taka, jaką lubię. Tzn. trochę nie jest dziwaczna, a trochę jednak jest, nawet uwzględniając kontekst czasowy i stylistyczny. Zaczyna się (i potem w sumie cały czas tak nieco brzmi) jak muza z jakiejś starej gry komputerowej, z jakiegoś powodu mam przed oczyma Heretica bądź Hexena (kto je pamięta), nawet nie wiem, dlaczego xD Jednocześnie klimat Berlina też tu jest, przez co robi się nieco mrocznie (co wcale nie wyklucza wymienionych przeze mnie gier). Tak, jak kupuje mnie ten sam początek, tak potem rozkręca się wszystko jeszcze fajniej, daje vibe jakiegoś jamu zarejestrowanego kompletnie przypadkiem na taśmie, bo akurat była pod ręką. Tego typu rzeczy wychodzą super, co zresztą pokazał Hien w ostatniej Depeszwizji, wrzucając impro Azbestu. Daję okejkę, a co.
Robert Miles - Children
Melczet kontynuuje streak kapitalnych numerów odpalających feelsy na pełnej. I oczywiście reluję z jego opisem "subkultury techno", albowiem miałem o niej podobne zdanie (długo, aż poznałem ludzi w niej siedzących, wówczas zarówno się polepszyło, jak i pogorszyło xD). Co do samego numeru, totalny klasyk, z najntisów znam aż za dobrze, radio grało co rusz, na dodatek przypomniało mi się, że ja pożyczyłem kiedyś od wuja (swojego wuja trololo, tego zresztą od Genesis czy Dire Straits) cały album, który ciągle gdzieś mam, bo nigdy mu go nie zwróciłem xD Coś mi we łbie świta, że mi się wtedy bardzo spodobał, także może niedługo wrócę, tak dla sprawdzenia. Children to jeden z dwóch numerów o tym tytule, które lubię (no dobra, więcej po prostu nie znam), i choć nie słyszałem dawno, to zawsze robi się na serduszku cieplej, choć i smutniej, bu kawałek zawsze mnie ładował w stany melancholijne (jeszcze z tym swoim srogo feelsowym klipem). RIP Miles, kawał fajnej muzy (a nawet śpiewała u niego Górniak). Znów okejka!
Magnetic Man ft. Katy B - Perfect Stranger
I Murzyn nie zwalnia tempa, kolejny highlight kolejki. Katy B ma w sobie coś, nie zawsze, ale czasem jednak tak (wszak zapropsowałem ją w swoim podsumowaniu wszechczasów, które pisałem bite 4 godziny xD), i tutaj zdecydowanie ma. Co prawda nie jest to zupełnie "mój poziom", ale też się ładnie wkręca. I ciekawe, że bardzo pomagają temu breakbeaty, które dają temu kawałkowi feeling mocno... stary. Lata 90. znów w moich głośnikach, choć dużo, dużo później. W sensie, serio, całe brzmienie tego numeru, w sensie (powtarzam się, wiem) użyte instrumentarium i produkcja, W SENSIE, no, wraz z tym bicikiem jest trochę tanie, to prawda, ale też pachnie najntisami w taki fajny, chyba niezamierzony sposób xD Ale dodaje mu to uroku, i tym klimacikiem właśnie mnie kupuje, także kolejna okejka w tej okej kolejce (jak dotąd).
X - The Unheard Music
Przy całej mojej sympatii do post punku i poszukiwaniu co ciekawszych wykonawców z tej "stajni" (nie mam teraz lepszego słowa) - a w pewnym momencie wynalazłem ich naprawdę dużo - zaskakujące jest dla mnie, jak wiele jeszcze się chowa. W sensie, naprawdę, w tamtych czasach był istny WYSYP tego typu grup i dosłownie KAŻDA miała coś ciekawego do powiedzenia. O tej grupie... mogłem słyszeć, ale niemal na pewno nie słyszałem nic od niej. Troszkę beka, że grupa X została wykorzystana w serialu The X-Files (którego nie oglądałem nigdy, więc i nie mogłem tego numeru zeń znać), ale też, co tu dużo mówić, numer jest świetny. Podoba mi się z jednej strony jego surowość, z drugiej pewna pieczołowitość w wykonaniu, dbałość o detale, wokale zalatują mi trochę Talking Heads (Byrne śpiewający z chórkiem), główny motyw gitarowy jest prosty jak budowa cepa, a wchodzi do głowy niby wiertło. Świetnie użyte organy, fajny refren, w ogóle ten numer brzmi trochę tak, jakby był nagrywany nieco na wyjebce, ale takiej totalnie zamierzonej, przez co paradoksalnie nie czuć, że jest ona zamierzona, a tworzy właściwy nastrój. Ja się jaram, czysta (a tak naprawdę lekko przybrudzona) przyjemność.
Technotronic - Pump Up the Jam
Jesus Christ, wiedziałem, że coś mi mówi ten wykonawca. W ogóle śmiesznie, albowiem w komentarzach masa ludzi pisze, że to jest numer z Kosmicznego Meczu, a ja go w ogóle tam nie pamiętam (no dobra, minęło trochę czasu, odkąd ostatni raz widziałem ten film, no ale, serio?). Mniejsza - przez cholerny polski trollnet czasów tak dawnych, że mój obecny wóz nie znajdował się jeszcze na etapie prac koncepcyjnych, cały czas, ALE TO CAŁY CZAS słyszę tutaj "JA PRAGNĘ POWTÓRZYĆ TE SŁOWA, CHCĘ ABY PAŃSTWO TO USŁYSZELI", nie mogę od tego wprost uciec. No dobra, postaram się. Albo i nie, bowiem nie pamiętam tego utworu z czasów przed tym cholernym filmikiem TUSKOTRONIC, co nie zmienia jednak faktu, że zawsze mi się ten podkład po prostu podobał xD Niestety, nie wajbuję z nim tak dobrze jak z resztą podobnych tworów tamtych czasów, czyli znowu najntisów. Może jest to spowodowane tym, co już napisałem wyżej - nie mam dobrego punktu odniesienia, a mem z naszym starym-nowym premierem za bardzo przeżarł mi mózg. Ale też za sam ten fakt (i wspomnienie swojej niewinnej młodości) daję tę okejkę, taką pół na pół, ale zawsze. Make my day.
Madonna - Like a Prayer
Czy to nie jest przypadkiem ten słynny zakamuflowany numer o miłości oralnej? Well, wielokrotnie już tutaj nadmieniałem, że Madonnę lubię i tę ejtisową też lubię, a nawet chyba bardziej niż późniejszą, gdyż ponieważ gdyż to od niej zaczęła się moja "madonnowa" edukacja - mój stary poza dostarczaniem mi rockowych ballad (w tej kolejce przecież) był też zakochany w Madonnie (już nie jest) i parę czarnych płyt się na Tamtej Słynnej Wieży<TM> kręciło. Na sto pro była tam też ta płyta, z której pochodzi ów numer. Nie jest to co prawda mój ulubiony Madonny z tamtych czasów, ale mam do niego sentyment, podoba mi się jej wokal, podobają mi się brejki między refrenami (tak mi brzmią zwrotki bez bitu), nawet gospel-chórek z południowej Alabamy daje radę. Jest i popowo i rozrywkowo i nieco sensualnie, ot, Madonna w pigułce. Jak bardzo zmieniła swoją emisję głosu na przestrzeni raptem paru lat wtedy to jest niesamowite... Hiciorkowy Throwback Thur... Friday znaczy. Me like it.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ok, Melki ma czas do końca weekendu, chociaż i tak mam wrażenie, że to zbyt hojnie. Honorowo by było do końca soboty.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie sądziłem, że prędzej wrócę z Malty, niż zakończy się ta kolejka. 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Szczerze to ja sądziłem
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Podziękuj Panu Poecie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
W sumie tym razem mi to nawet pasowało, bo nie muszę nic nadrabiać na szybcika.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wystarczy, że ostatnią kolejkę recenzowałeś na szybcika. Szykujcie sobie wrzuty Panowie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
W sumie wcale nie. Przesłuchane było wszystko uczciwie o czym zaświadczyć może mój last.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale nie miałeś za dużo czasu, żeby te wrzuty się usiedziały. No, ale robiłeś to żebyśmy nie musieli czekać, tymczasem Melki trochę ma w dupie Twoje poświęcenie i wybrał się sam na urlop, do innego pokoju.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Pośmialiśmy się, ale Melki wyraźnie nadużywa wyrozumiałości i cierpliwości...
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Być może nie masz nic do roboty w weekend, ja przeciwnie.
Jutro wjedzie, przy czym jutro oznacza najpewniej noc (w ciągu dnia - 0% szans, podobnie dziś i wczoraj było 0% szans).
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Weekend mamy może od wczoraj, recki już prawie od tygodnia