Best of Forum IV
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
New Order – Crystal
Która to już wrzuta New Order? W sumie dopiero trzecia, wydawało mi się, że było tego więcej. Podobnie jak z The Cure, moja nadal nie wleciała, bo zarówno Dev, jak i Shodan mi spierdoIili plany, no ALE. Trzeba takie rzeczy brać na klatę, na mnie też przyjdzie czas z tymi bandami. Jedno wiem na pewno, Musiał nie podebrał mi tym razem wrzuty. „Crystal” jest spoko. Nie mam takich fajnych wspomnień w związku z tym kawałkiem, co PT kolega Musli, tbh nie mam żadnych wspomnień z nim związanych, może jedno… kiedy Dev opowiadał mi opisaną we wrzutce historię.
Zabawne, że akurat Musiał wrzuca New Order, które nie jest z ejtisów. Lubie to nowsze, poreunionowe NO, jest w tym sporo Sumnera z Joy Division, a piosenka sama w sobie jak zwykle dostarcza. Intro jest fajne, jest typowa dla New Order energia, ale w trochę innym wydaniu niż zwykle. Dobry singiel. Dobry utwór. Sumner jak zwykle fałszuje jak porabany, ale takie rzeczy trzeba zaakceptować jeśli chce się słuchać New Order. Przyznam, że nie mam zbyt wiele do napisania, bo kawałek znam dobrze, nie odkrywam tu czegoś nowego, a wracam do starego numeru, ale prejz oczywiście ode mnie jest. Zresztą nie wiem co ktoś by musiał tutaj NO wrzucić, żebym nie prejzował.
Łona feat. Lilu - Mów do mnie
Mógłbym tu rzucić jakiś żart o fiksacji Murzyna na ex-dziewczynie swojego brata, NO ALE zakładam, że też tutaj chodzi o muzykę xD Albumowa wrzuta wzbudziła we mnie uczucia mieszane, ale ostatecznie z odchyłem na lekki prejz. Tym razem będzie… pełny prejz hehe.
Zacznę od tego co mi się nie podoba, co byśmy mieli to z głowy. Największym minusem tego kawałka jest Łona xD Ja tego gościa nie lubię za bardzo jako rapera, jego rymy mnie nie grzeją, jego nawijka jest mdła. „Mów do mnie” byłoby znacznie lepsze gdyby tu była sama Lilu. Bałem się, że jej rap mnie nie powali, ale jednak stało się inaczej. Mam wrażenie, że na płycie to brzmiało znacznie bardziej ordynarnie i zaczepnie w jej wykonaniu, a tu? Tutaj jest bardzo delikatnie, „powietrznie”, kobieco, powiem wręcz, że zmysłowo. Refreny i mostki zaśpiewane po sistarsowemu i to również bardzo spoko Lilu wychodzi. Bit bardzo fajny, chillowy, ale też trochę tajemniczy, miejski, wieczorny. Po kilku przesłuchaniach nawet ten Łona przestaje tak przeszkadzać, bo odbieram go jako takie intro do dania głównego, którymi są druga zwrotka i refren w wykonaniu Lilu. Tym samym Murzyn po raz kolejny u mnie bardzo wysoko notowany, a raczej jego była bratowa. Swoją drogą, może Murzyn gdzieś to na forum lub mi na privie pisał, ale co się teraz dzieje z Lilu?
Czan - Śmierć przychodzi co dzień
O, Tymański. Bardzo daleko mi jest do padania na kolana przed tym gościem w stopniu, w którym robi to Dragon (czy w jakimkolwiek), ale jednocześnie ciesze się, że w końcu słyszę coś w jego wykonaniu, co mogę prejzować. Zgodzę się, że jest w tym fajna lekkość, która trudnego tematu nie zmienia w napuszoną karykaturę. Wokal Tymańskiego taki se, ale też mnie nie irytuje, trochę taka męska Wójcikowa. Muzycznie przyjemny rock. Z tym zawieszeniem między rockiem a jazzem, to Smoku trochę przesadza, jazz to tutaj jest może lekko zasugerowany, ale tak w 90% to jest rockowy numer i może nawet lepiej, bo by wtedy mogło zabraknąć tej lekkości. Doskonały finał i wszystko zamknięte w 3 minutach, co również na plus. Do czego doszło, że chwalę Tymańskiego? Nie wiem, ale nie będę udawał, że mi się to nie podoba.
Golden Life - Escape
Ło Panowie, nie wiedziałem, że to ma być polska kolejka. Wuja wrzuca Beastie Boys w domu na kiju. Jest to tak zaskakująco zaskakujące, że bierze z zaskoczenia. Pamiętam jeszcze te czasy kiedy na Zachód patrzyło się jak na jakiś prostytutka Gondor, czy inną fikcyjna krainę, gdzie dzieją się rzeczy, które w realiach (czyt. polskich) są niemożliwe. Nie, że brakuje pieniędzy, możliwości, czy coś, one są po prostu NIEMOŻLIWE I NIEISTNIEJĄCE. Zespoły z zagranicy nie istnieją naprawdę, nie da się ich dotknąć, doświadczyć, oni są tylko na obrazkach, na plakatach z Bravo, oni nie żyją naprawdę. Opis może abstrakcyjny, ale jeśli zapytacie kogoś, kto wychowywał się w tamtych czasach, zrozumie. Granica między nami, a nimi była tak gruba, wysoka i szeroka, jak tylko można było to pojąć naszymi małymi, wschodnioeuropejskimi mózgami, a ci, którzy za tę granicę wylecieli, nie wracali tacy sami. Piszę o tym, bo taki vibe odbieram z tego „Escape”. Chęć złapania tego Zachodu za skrawek obrusa, zerwania z tym murem, pokazania że my jesteśmy tacy sami i możemy to samo. Niestety, to nie była do końca prawda. Nie hejtuję tego Golden Life, raczej ze współczuciem klepię po plecach, bo wiem, że się starali.
The Microphones - I Want Wind to Blow
Wzrusza mnie ten pomysł Mentosa i wzrusza post dla mnie o mnie. Jednocześnie, Seba totalnie nie trafił xD A jednocześnie jednak trafił heh. Miło myśleć, że ktoś jeszcze mnie kojarzy tak mocno z Żakiem, mimo że w budynku radia nie byłem już od wieków. Myślę też, że nie puściłbym TM, bo mamy od takiej muzy speców w radiu, a przynajmniej mieliśmy, i są oni otoczeni taką legendą, że nawet puszczając Sufjana Stevensa czułem się nieswojo. Do rzeczy.
The Microphones kojarzy mi się z moim dobrym kolegą z oh, który to bardzo energicznie próbował mi sprzedać rzępolącą odmianę indie. Niestety przy The Microphones zrobił ten błąd, że z początku porównał ich do Modest Mouse, a ja z 3-4 płyt MM, które przesłuchałem, lubię połowę jednej (tej, co ją wszyscy generalnie w mniejszym lub większym stopniu lubią). Stwierdziłem jednak, że dam szanse i przesłuchałem, żeby było śmieszniej, właśnie „Glow, Pt 2”. To było, jak podpowiada last, w 2018 roku (nie wiedziałem, że to tak zleciało). Przez te 5 lat, nie wróciłem do tej płyty ani razu, co jednak o czymś świadczy. A o czym świadczy? (Musiał mode on) Że jestem piramidalnym kretynem (Musiał mode off). Ale może musiałem jakoś dojrzeć do tego, nie wiem, może wtedy to po prostu za bardzo nie siadło, bo to nie było dobry moment. Nie pamiętałem nawet, że już słyszałem „I Want Wind to Blow” i mam wrażenie, że ta muza (czyli wieśniackie indie ala Mikrofony, Modest Mouse, czy do jakiegoś stopnia Grizzly Bear, których jednak lubię) w dużych ilościach męczy, ale takie pojedyncze utwory tu i tam, wchodzą doskonale. Kiedy słucham tego numeru, widzę jakieś ruralne miasteczko w Stanach, otoczone daglezjami, z jakimś rezerwatem rdzennych mieszkańców Ameryki w pobliżu, z miejscami na ognisko, gdzie można napić się ciepłej herbaty i pośpiewać piosenki o mintaju (a potem przychodzi słoń i gasi to ognisko). Ta scena ma bardzo ścisłe i jednojakie brzmienie, te wszystkie zespoły są do siebie podobne, ale chyba wyszedłem już z etapu kiedy mi to w jakikolwiek sposób przeszkadza. Tym samym, The Mikrofony, z inside joke’u między mną, a moim ziomem, awansowali do wpisu na liście „trzeba do tego wrócić”. Rozczulają mnie te ledwo nastrojone akustyki ze strunami nie zmienianymi od dekady, te małe amerykano-folkowe motywy, ten sofciarski do przesady wokal (to była chyba niepisana zasada wokalu w indie, patrz Death Cab for Cutie) i fakt, że muzycy siedzą we flanelowych koszulach, traperskich czapkach i prawdopodobnie nie myli się od tygodnia. Tym samym, Seba kompletnie nie trafiając, trafił doskonale. Ciekawe, czy takie strzały polecą też w kierunku innych.
Kolejeczka w dupeczke, wszystko mi się podobało, nawet Tymański (SIC). No ok, Golden Life trochę z litości, ale mam dobry humor.
Która to już wrzuta New Order? W sumie dopiero trzecia, wydawało mi się, że było tego więcej. Podobnie jak z The Cure, moja nadal nie wleciała, bo zarówno Dev, jak i Shodan mi spierdoIili plany, no ALE. Trzeba takie rzeczy brać na klatę, na mnie też przyjdzie czas z tymi bandami. Jedno wiem na pewno, Musiał nie podebrał mi tym razem wrzuty. „Crystal” jest spoko. Nie mam takich fajnych wspomnień w związku z tym kawałkiem, co PT kolega Musli, tbh nie mam żadnych wspomnień z nim związanych, może jedno… kiedy Dev opowiadał mi opisaną we wrzutce historię.
Zabawne, że akurat Musiał wrzuca New Order, które nie jest z ejtisów. Lubie to nowsze, poreunionowe NO, jest w tym sporo Sumnera z Joy Division, a piosenka sama w sobie jak zwykle dostarcza. Intro jest fajne, jest typowa dla New Order energia, ale w trochę innym wydaniu niż zwykle. Dobry singiel. Dobry utwór. Sumner jak zwykle fałszuje jak porabany, ale takie rzeczy trzeba zaakceptować jeśli chce się słuchać New Order. Przyznam, że nie mam zbyt wiele do napisania, bo kawałek znam dobrze, nie odkrywam tu czegoś nowego, a wracam do starego numeru, ale prejz oczywiście ode mnie jest. Zresztą nie wiem co ktoś by musiał tutaj NO wrzucić, żebym nie prejzował.
Łona feat. Lilu - Mów do mnie
Mógłbym tu rzucić jakiś żart o fiksacji Murzyna na ex-dziewczynie swojego brata, NO ALE zakładam, że też tutaj chodzi o muzykę xD Albumowa wrzuta wzbudziła we mnie uczucia mieszane, ale ostatecznie z odchyłem na lekki prejz. Tym razem będzie… pełny prejz hehe.
Zacznę od tego co mi się nie podoba, co byśmy mieli to z głowy. Największym minusem tego kawałka jest Łona xD Ja tego gościa nie lubię za bardzo jako rapera, jego rymy mnie nie grzeją, jego nawijka jest mdła. „Mów do mnie” byłoby znacznie lepsze gdyby tu była sama Lilu. Bałem się, że jej rap mnie nie powali, ale jednak stało się inaczej. Mam wrażenie, że na płycie to brzmiało znacznie bardziej ordynarnie i zaczepnie w jej wykonaniu, a tu? Tutaj jest bardzo delikatnie, „powietrznie”, kobieco, powiem wręcz, że zmysłowo. Refreny i mostki zaśpiewane po sistarsowemu i to również bardzo spoko Lilu wychodzi. Bit bardzo fajny, chillowy, ale też trochę tajemniczy, miejski, wieczorny. Po kilku przesłuchaniach nawet ten Łona przestaje tak przeszkadzać, bo odbieram go jako takie intro do dania głównego, którymi są druga zwrotka i refren w wykonaniu Lilu. Tym samym Murzyn po raz kolejny u mnie bardzo wysoko notowany, a raczej jego była bratowa. Swoją drogą, może Murzyn gdzieś to na forum lub mi na privie pisał, ale co się teraz dzieje z Lilu?
Czan - Śmierć przychodzi co dzień
O, Tymański. Bardzo daleko mi jest do padania na kolana przed tym gościem w stopniu, w którym robi to Dragon (czy w jakimkolwiek), ale jednocześnie ciesze się, że w końcu słyszę coś w jego wykonaniu, co mogę prejzować. Zgodzę się, że jest w tym fajna lekkość, która trudnego tematu nie zmienia w napuszoną karykaturę. Wokal Tymańskiego taki se, ale też mnie nie irytuje, trochę taka męska Wójcikowa. Muzycznie przyjemny rock. Z tym zawieszeniem między rockiem a jazzem, to Smoku trochę przesadza, jazz to tutaj jest może lekko zasugerowany, ale tak w 90% to jest rockowy numer i może nawet lepiej, bo by wtedy mogło zabraknąć tej lekkości. Doskonały finał i wszystko zamknięte w 3 minutach, co również na plus. Do czego doszło, że chwalę Tymańskiego? Nie wiem, ale nie będę udawał, że mi się to nie podoba.
Golden Life - Escape
Ło Panowie, nie wiedziałem, że to ma być polska kolejka. Wuja wrzuca Beastie Boys w domu na kiju. Jest to tak zaskakująco zaskakujące, że bierze z zaskoczenia. Pamiętam jeszcze te czasy kiedy na Zachód patrzyło się jak na jakiś prostytutka Gondor, czy inną fikcyjna krainę, gdzie dzieją się rzeczy, które w realiach (czyt. polskich) są niemożliwe. Nie, że brakuje pieniędzy, możliwości, czy coś, one są po prostu NIEMOŻLIWE I NIEISTNIEJĄCE. Zespoły z zagranicy nie istnieją naprawdę, nie da się ich dotknąć, doświadczyć, oni są tylko na obrazkach, na plakatach z Bravo, oni nie żyją naprawdę. Opis może abstrakcyjny, ale jeśli zapytacie kogoś, kto wychowywał się w tamtych czasach, zrozumie. Granica między nami, a nimi była tak gruba, wysoka i szeroka, jak tylko można było to pojąć naszymi małymi, wschodnioeuropejskimi mózgami, a ci, którzy za tę granicę wylecieli, nie wracali tacy sami. Piszę o tym, bo taki vibe odbieram z tego „Escape”. Chęć złapania tego Zachodu za skrawek obrusa, zerwania z tym murem, pokazania że my jesteśmy tacy sami i możemy to samo. Niestety, to nie była do końca prawda. Nie hejtuję tego Golden Life, raczej ze współczuciem klepię po plecach, bo wiem, że się starali.
The Microphones - I Want Wind to Blow
Wzrusza mnie ten pomysł Mentosa i wzrusza post dla mnie o mnie. Jednocześnie, Seba totalnie nie trafił xD A jednocześnie jednak trafił heh. Miło myśleć, że ktoś jeszcze mnie kojarzy tak mocno z Żakiem, mimo że w budynku radia nie byłem już od wieków. Myślę też, że nie puściłbym TM, bo mamy od takiej muzy speców w radiu, a przynajmniej mieliśmy, i są oni otoczeni taką legendą, że nawet puszczając Sufjana Stevensa czułem się nieswojo. Do rzeczy.
The Microphones kojarzy mi się z moim dobrym kolegą z oh, który to bardzo energicznie próbował mi sprzedać rzępolącą odmianę indie. Niestety przy The Microphones zrobił ten błąd, że z początku porównał ich do Modest Mouse, a ja z 3-4 płyt MM, które przesłuchałem, lubię połowę jednej (tej, co ją wszyscy generalnie w mniejszym lub większym stopniu lubią). Stwierdziłem jednak, że dam szanse i przesłuchałem, żeby było śmieszniej, właśnie „Glow, Pt 2”. To było, jak podpowiada last, w 2018 roku (nie wiedziałem, że to tak zleciało). Przez te 5 lat, nie wróciłem do tej płyty ani razu, co jednak o czymś świadczy. A o czym świadczy? (Musiał mode on) Że jestem piramidalnym kretynem (Musiał mode off). Ale może musiałem jakoś dojrzeć do tego, nie wiem, może wtedy to po prostu za bardzo nie siadło, bo to nie było dobry moment. Nie pamiętałem nawet, że już słyszałem „I Want Wind to Blow” i mam wrażenie, że ta muza (czyli wieśniackie indie ala Mikrofony, Modest Mouse, czy do jakiegoś stopnia Grizzly Bear, których jednak lubię) w dużych ilościach męczy, ale takie pojedyncze utwory tu i tam, wchodzą doskonale. Kiedy słucham tego numeru, widzę jakieś ruralne miasteczko w Stanach, otoczone daglezjami, z jakimś rezerwatem rdzennych mieszkańców Ameryki w pobliżu, z miejscami na ognisko, gdzie można napić się ciepłej herbaty i pośpiewać piosenki o mintaju (a potem przychodzi słoń i gasi to ognisko). Ta scena ma bardzo ścisłe i jednojakie brzmienie, te wszystkie zespoły są do siebie podobne, ale chyba wyszedłem już z etapu kiedy mi to w jakikolwiek sposób przeszkadza. Tym samym, The Mikrofony, z inside joke’u między mną, a moim ziomem, awansowali do wpisu na liście „trzeba do tego wrócić”. Rozczulają mnie te ledwo nastrojone akustyki ze strunami nie zmienianymi od dekady, te małe amerykano-folkowe motywy, ten sofciarski do przesady wokal (to była chyba niepisana zasada wokalu w indie, patrz Death Cab for Cutie) i fakt, że muzycy siedzą we flanelowych koszulach, traperskich czapkach i prawdopodobnie nie myli się od tygodnia. Tym samym, Seba kompletnie nie trafiając, trafił doskonale. Ciekawe, czy takie strzały polecą też w kierunku innych.
Kolejeczka w dupeczke, wszystko mi się podobało, nawet Tymański (SIC). No ok, Golden Life trochę z litości, ale mam dobry humor.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Prince - The Future
Księcia znam ze trzy numery na krzyż raptem więc mamy Murzyna nadrabiającego Murzyna przy okazji, acz dla mnie od pewnego momentu Princ to trochę jeden z tych czarnych bardziej dla białych, jak Jackson. Ja wbrew pozorom a może zwłaszcza dlatego akurat dużo takich dużych nazwisk nie przerobiłem do tej pory ale w zamian pewnie jeszcze nieraz z jakimiś bardziej obskjurowymi rzeczami wyskoczę. Wracając do numeru z Batmana - trochę NIE WIEM, niby ok ale mam zastrzeżenia. Ten bit trochę za suchy czy lekko drewniany może jest dla mnie, mało okraszony i na dłuższą metę męczy czy nudzi nieco (wkurza mnie trochę to co tam rytmicznie stuka pod tym 4/4 bitem - nie wiem jak to ująć bo ni to cowbell ni to rimshot, nie no chyba cowbell?), zważywszy na szybkie tempo tego numeru sprawia to że po 3 minutach łapie się na tym że zerkam na zegarek bo mam poczucie że ta pętla przewinęła się już milionowy raz. Ten synth oooOooOoooOoo jest... dziwny. Z gitarami potem jest nieco funky nie przeczę ale i tak czegoś mi brak, nie żre to, nie buja jak powinno. Niby nadchodzą lata 90. ale tu jeszcze doimy ejtisy ostro, trochę przypomina mi to "The Invisible Man" Queen ale tam było jednak bardziej funky. Daję okejkę ale musiałem się powymądrzać z racji mojej murzyńskości xD
New Order - Crystal
W tym numerze za to jest o wiele więcej życia i takie granko to ja lubię. W poprzedniej kolejce dev zaskoczył niegitarowymi Dyniami to teraz dla odmiany nieco bardziej gitarowe New Order, bardzo mi to dobrze koresponduje z tą poprzednią jego wrzutą i dla mnie mogłyby leżeć na jednym soundtracku do czegoś. Podobają mi się te cykające hihaty, klasyczny niuorderowski wysoki bas, a przy tym wszystkim jednak nowocześniej i świeżo to brzmi. W zeszłym roku dev wrzucił fajny powrót a-ha po latach i teraz do tej nitki dorzuca swietny numer NO. Tu z kolei kawałek trwa i trwa i w ogóle nie męczy, bardzo dobry feeling. Hit kolejki!
Czan - Śmierć przychodzi co dzień
W Smokowie bez zmian, pozostajemy w kręgach autystycznych. Jakoś byłem pewien że mając Dragona i mentosa na pokładzie w końcu dotrzemy w te yassowe klimaty. Muzycznie numer jest w sumie w porządalu, nawet mnie jakoś nie mierzi ta wstawka na saksie gdzie ja zawsze mialem uprzedzenia do takiego free jazzowego grania. Tekstowo... no jest, jakoś tam jest, mnie osobiście jakiś rozmyślania nad śmiercią nie jarają, chyba na pewnym etapie życia ona robi się dość realna by nie chcieć jej przywoływać, choćby nawet słuchaniem One Hundred Years kjurów hehe. Nie czuję tu buddyjskiej głębi jakoś zbytnio bo może trudno mi traktować serio gdy to wychodzi od gościa odpowiedzialnego za Jesienną Deprechę czy Wieś Jak Malowanie, więc do końca nie mam pewności czy to na poważnie czy dla beki. Podsumuję nieco dyplomatycznie może mówiąc że nie jest źle, nie skrzywiłem się.
Golden Life - Escape
Tu Wujek mi rozwalił mózgownicę bo Golden Life kojarzyłem jedynie z 24.11.94 (czyli "życie choć piękne tak kruche jest"), nie miałem pojęcia że "Oprócz błękitnego nieba" to ich numer (WRÓĆ - mea culpa, to numer Maanamu coverowany i bardziej znany w wersji Golden Life) a tu jeszcze dostaje w twarz tak kontrastującym z tamtymi doznaniami numerem. Wczesna 3 RP, zachłyśnięcie Hameryką, granko faktycznie w stylówie Beastie Boys wczesnych, szok za szokiem. Za to cenię sobie Wujasa naszego że on takie numery ZNA kiedy ja albo inni nie znają bo Wujas tam był, słyszał i widział i żył tymi numerami kiedy wychodziły. Taka lekka, pozytywna wrzutka, niby wrzesień ale Wy tu lato robicie wrzutkami z devem.
The Microphones - I Want Wind To Blow
O, w końcu taka typowo sierpniowo-wrześniowa wczesno-jesieniarska wrzuta na jaką liczyłem ze strony munlupa, heh. Od pierwszego dźwięku jest w tych gitarach taka idealna doza melancholii - bez smutania zarazem, czyli faktiko takie coś w czym Kuba wiedzie tu prym. Pewnie to sugestia okładki ale no brzmi trochę ogniskowo też. Melodia całkiem ładna, niby nic specjalnego taka pioseneczka a zarazem rozumiem że jakoś tam urzeka, jest całkiem przyjemnie dopóki nie zjawia się przesterowana końcówka i wtedy trochę dopiero można wyczuć w tym ucho mentosa. Bardzo spoczko wrzuta, szkoda że urywa się próbując przejść w następny numer z płyty (znając moje zboczenia posiadając ten utwór w swej kolekcji empetrzy byłbym go wyciszył fadeoutem w edytorze audio).
Jestem naprawdę zadowolony z Was koledzy, w większym lub mniejszym stopniu każdy zapodał coś przynajmniej niezłego. Prym w kolejce bezapelacyjnie wiedzie dev serwując fajne, nieznane mi, nowsze oblicze Nowego Ładu, później prejz mój rozsypał się na resztę kolejki mniej lub więcej po równo. Było bogato i różnorodnie a co najważniejsze - na poziomie (mniejsza jaki to poziom ale ważne że był!)
P.S. liczę że kolega mentos nie będzie miękką fają i jak podjął się wyzwania na 5 tygodni to dojedzie i z propozycjami od reszty z nas nie bacząc na ewentualne mehy hehehy i inne.
Księcia znam ze trzy numery na krzyż raptem więc mamy Murzyna nadrabiającego Murzyna przy okazji, acz dla mnie od pewnego momentu Princ to trochę jeden z tych czarnych bardziej dla białych, jak Jackson. Ja wbrew pozorom a może zwłaszcza dlatego akurat dużo takich dużych nazwisk nie przerobiłem do tej pory ale w zamian pewnie jeszcze nieraz z jakimiś bardziej obskjurowymi rzeczami wyskoczę. Wracając do numeru z Batmana - trochę NIE WIEM, niby ok ale mam zastrzeżenia. Ten bit trochę za suchy czy lekko drewniany może jest dla mnie, mało okraszony i na dłuższą metę męczy czy nudzi nieco (wkurza mnie trochę to co tam rytmicznie stuka pod tym 4/4 bitem - nie wiem jak to ująć bo ni to cowbell ni to rimshot, nie no chyba cowbell?), zważywszy na szybkie tempo tego numeru sprawia to że po 3 minutach łapie się na tym że zerkam na zegarek bo mam poczucie że ta pętla przewinęła się już milionowy raz. Ten synth oooOooOoooOoo jest... dziwny. Z gitarami potem jest nieco funky nie przeczę ale i tak czegoś mi brak, nie żre to, nie buja jak powinno. Niby nadchodzą lata 90. ale tu jeszcze doimy ejtisy ostro, trochę przypomina mi to "The Invisible Man" Queen ale tam było jednak bardziej funky. Daję okejkę ale musiałem się powymądrzać z racji mojej murzyńskości xD
New Order - Crystal
W tym numerze za to jest o wiele więcej życia i takie granko to ja lubię. W poprzedniej kolejce dev zaskoczył niegitarowymi Dyniami to teraz dla odmiany nieco bardziej gitarowe New Order, bardzo mi to dobrze koresponduje z tą poprzednią jego wrzutą i dla mnie mogłyby leżeć na jednym soundtracku do czegoś. Podobają mi się te cykające hihaty, klasyczny niuorderowski wysoki bas, a przy tym wszystkim jednak nowocześniej i świeżo to brzmi. W zeszłym roku dev wrzucił fajny powrót a-ha po latach i teraz do tej nitki dorzuca swietny numer NO. Tu z kolei kawałek trwa i trwa i w ogóle nie męczy, bardzo dobry feeling. Hit kolejki!
Czan - Śmierć przychodzi co dzień
W Smokowie bez zmian, pozostajemy w kręgach autystycznych. Jakoś byłem pewien że mając Dragona i mentosa na pokładzie w końcu dotrzemy w te yassowe klimaty. Muzycznie numer jest w sumie w porządalu, nawet mnie jakoś nie mierzi ta wstawka na saksie gdzie ja zawsze mialem uprzedzenia do takiego free jazzowego grania. Tekstowo... no jest, jakoś tam jest, mnie osobiście jakiś rozmyślania nad śmiercią nie jarają, chyba na pewnym etapie życia ona robi się dość realna by nie chcieć jej przywoływać, choćby nawet słuchaniem One Hundred Years kjurów hehe. Nie czuję tu buddyjskiej głębi jakoś zbytnio bo może trudno mi traktować serio gdy to wychodzi od gościa odpowiedzialnego za Jesienną Deprechę czy Wieś Jak Malowanie, więc do końca nie mam pewności czy to na poważnie czy dla beki. Podsumuję nieco dyplomatycznie może mówiąc że nie jest źle, nie skrzywiłem się.
Golden Life - Escape
Tu Wujek mi rozwalił mózgownicę bo Golden Life kojarzyłem jedynie z 24.11.94 (czyli "życie choć piękne tak kruche jest"), nie miałem pojęcia że "Oprócz błękitnego nieba" to ich numer (WRÓĆ - mea culpa, to numer Maanamu coverowany i bardziej znany w wersji Golden Life) a tu jeszcze dostaje w twarz tak kontrastującym z tamtymi doznaniami numerem. Wczesna 3 RP, zachłyśnięcie Hameryką, granko faktycznie w stylówie Beastie Boys wczesnych, szok za szokiem. Za to cenię sobie Wujasa naszego że on takie numery ZNA kiedy ja albo inni nie znają bo Wujas tam był, słyszał i widział i żył tymi numerami kiedy wychodziły. Taka lekka, pozytywna wrzutka, niby wrzesień ale Wy tu lato robicie wrzutkami z devem.
The Microphones - I Want Wind To Blow
O, w końcu taka typowo sierpniowo-wrześniowa wczesno-jesieniarska wrzuta na jaką liczyłem ze strony munlupa, heh. Od pierwszego dźwięku jest w tych gitarach taka idealna doza melancholii - bez smutania zarazem, czyli faktiko takie coś w czym Kuba wiedzie tu prym. Pewnie to sugestia okładki ale no brzmi trochę ogniskowo też. Melodia całkiem ładna, niby nic specjalnego taka pioseneczka a zarazem rozumiem że jakoś tam urzeka, jest całkiem przyjemnie dopóki nie zjawia się przesterowana końcówka i wtedy trochę dopiero można wyczuć w tym ucho mentosa. Bardzo spoczko wrzuta, szkoda że urywa się próbując przejść w następny numer z płyty (znając moje zboczenia posiadając ten utwór w swej kolekcji empetrzy byłbym go wyciszył fadeoutem w edytorze audio).
Jestem naprawdę zadowolony z Was koledzy, w większym lub mniejszym stopniu każdy zapodał coś przynajmniej niezłego. Prym w kolejce bezapelacyjnie wiedzie dev serwując fajne, nieznane mi, nowsze oblicze Nowego Ładu, później prejz mój rozsypał się na resztę kolejki mniej lub więcej po równo. Było bogato i różnorodnie a co najważniejsze - na poziomie (mniejsza jaki to poziom ale ważne że był!)
P.S. liczę że kolega mentos nie będzie miękką fają i jak podjął się wyzwania na 5 tygodni to dojedzie i z propozycjami od reszty z nas nie bacząc na ewentualne mehy hehehy i inne.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Prince – The Future
Pamiętam doskonale jak w latach szkolnych nienawidziłem Princa. Nie znosiłem jego muzyki, nie znosiłem też jego samego. Postrzegałem go jako małego, ohydnego kurdupla. To, że nie łykałem jego muzyki mnie w ogóle nie dziwi. Bo jak napisał Hien do tego trzeba jednak dorosnąć. Ale czemu do niego samego pałałem taką niechęcią? Nie pytajcie, bo sam nie wiem. Po prostu tak było. Potem na wiele lat o nim właściwie zapomniałem. W międzyczasie chłopina odszedł z tego świata. A ja słysząc tu i ówdzie jego piosenki zauważyłem, że w sumie nic do tej muzyki nie mam. Nie znam jego dyskografii, posiadam tylko jedną składankę, znam ze dwie garście utworów, ale te utwory mi się z reguły podobają. Dopiero będąc bardziej świadomym słuchaczem zauważyłem, jak utalentowany to był gość. Jaki miał niesamowity wokal, taniec. Jaki niepowtarzalny image wykreował. Styl bycia, czyli to, co mnie u niego kiedyś denerwowało.
Utworu The Future nie słyszałem wcześniej. A to naprawdę świetny numer. Prince śpiewa dosyć zwyczajnie jak na siebie, czyli nie popisuje się zbytnio skalą głosu. Ten podkład w tle ciągnący się przez cały utwór jest rewelacyjny. Charakterystyczne piękne funky gitary nie pozostawiają złudzeń, że to Prince. Perkusja ładnie wybija rytm. Świetne i ciekawe zagrywki klawiszowe. W środkowej części jest nawet krótka wstawka smyczkowo-cymbałkowa. Jest klimat jak jasna cholerka.
Po latach bardzo doceniam Princa jako muzyka i podziwiam jego styl, który sobie wykreował. Była to na pewno jedna z najbarwniejszych postaci lat 80’ i 90’. Może czas wreszcie na poważniej wziąć na warsztat jakiś album w całości? Może właśnie Batman?
New Order – Crystal
No cóż, każdy chyba tu wie, ze lubię New Order. Sam wrzucałem i album i utwór. Ale muszę Wam też zdradzić, że Get Ready to był jedyny ich album, który mi nie podszedł. Kupiłem go sobie w Syrii za dwa dolce, posłuchałem ze dwa razy i rzuciłem w kąt. Wydawał mi się jakiś strasznie nudny jak na NO. Może to kwestia tego, o czym pisał dev, że jest to bardziej rockowa płyta? Nie wiem. W każdym razie kompletnie nie pamiętam już tego albumu, tak dawno go nie tykałem. A tu proszę, zapuszczam Crystal i jest super. Podoba mi się utwór, właściwie jest to typowy New Order. Bernard Sumner ma coś takiego w głosie, że jak go słyszę, to morda mi się cieszy. Gitara basowa Hooka nie do podrobienia. Utwór trwa 7 minut, ale ani odrobinę się nie dłuży. Podobają mi się klawisze w tle. Pięknie wybrzmiewa ta końcówka. Jest mega klimat. I jest jak zawsze tona nostalgii, bo NO jak mało który zespół przypomina mi technikum i godziny wspólnego słuchania New Order z kolegami. Co prawda nie albumu Get Ready, bo go wtedy jeszcze nie było, ale innych. A do Get Ready trzeba chyba wreszcie powrócić, bo dalej stoi gdzieś na półce pośród innych płyt. Może nadszedł jego czas?
Łona feat. Lilu - Mów do mnie
Powraca dwójka starych znajomych. Lilu wspominam dobrze z jej albumu. Tutaj też z jej strony jest wszystko ok. Jej szeptane rapowanie może bez szału, ale poprawnie, za to śpiew na pewno wypada dużo lepiej. Sama kompozycja taka powiedzmy średnia i raczej mało zapamiętywalna. Za to brzmienie utworu całkiem dobre. Nie ma się do czego przyczepić. Wyrazisty, dobrze brzmiący bas, fajnie cykająca perka, dobre klawisze w tle. W sumie po paru przesłuchaniach utwór się już trochę uleżał i wydaje się być coraz lepszy. Może jakby wyciąć niepotrzebny rap Łony, to byłoby całkiem ok.
Czan - Śmierć przychodzi co dzień
Widzę, że to kopanie się z polskimi wrzutkami od Dragona, to będzie jakaś dłuższa sesja. No co zrobić? Czan mi nic nie mówi. A nazwisko Tymańskiego znam tylko i wyłącznie dzięki utworowi zespołu Kury. Mogę więc podejść do tego utworu bez żadnych ewentualnych uprzedzeń czy coś takiego. Utwór będący mieszanką rocka i troszkę jazzu, który niezbyt mi się podoba. Czasami muzyka potrafi kreować taki klimat, który mi nie podchodzi mimo najszczerszych chęci. Po prostu. Słucham i czuję raczej pewien rodzaj niechęci, niż zainteresowania. Tym bardziej, że Tymon smęci tutaj niemiłosiernie o jakiejś śmierci głosem człowieka, który sam leży na łożu śmierci. Nie dla mnie klimaty. Za ciężkie, za smętne.
The Microphones - I Want Wind to Blow
Nie znam tego bandu, nie mniej jednak utwór jest fajny. Niby też takie smętki, ale jednak w zupełnie innym stylu niż te od Dragona. Jest akustycznie, dużo bardziej jednak pogodnie. Takimi amerykańskimi folkowymi klimatami mi to podjeżdża. Trochę kojarzy mi się Gillian Welch – I Dream a Highway. W sumie obie te wrzutki są od Hiena jakby nie patrzeć.
Gość w mojej wyobraźni siedzi sobie gdzieś na werandzie swojego rancza i brzdęka na gitarze podśpiewując, a wokół wietrzyk hula po prerii. Fajny klimat. Lubię takie rzeczy.
Pamiętam doskonale jak w latach szkolnych nienawidziłem Princa. Nie znosiłem jego muzyki, nie znosiłem też jego samego. Postrzegałem go jako małego, ohydnego kurdupla. To, że nie łykałem jego muzyki mnie w ogóle nie dziwi. Bo jak napisał Hien do tego trzeba jednak dorosnąć. Ale czemu do niego samego pałałem taką niechęcią? Nie pytajcie, bo sam nie wiem. Po prostu tak było. Potem na wiele lat o nim właściwie zapomniałem. W międzyczasie chłopina odszedł z tego świata. A ja słysząc tu i ówdzie jego piosenki zauważyłem, że w sumie nic do tej muzyki nie mam. Nie znam jego dyskografii, posiadam tylko jedną składankę, znam ze dwie garście utworów, ale te utwory mi się z reguły podobają. Dopiero będąc bardziej świadomym słuchaczem zauważyłem, jak utalentowany to był gość. Jaki miał niesamowity wokal, taniec. Jaki niepowtarzalny image wykreował. Styl bycia, czyli to, co mnie u niego kiedyś denerwowało.
Utworu The Future nie słyszałem wcześniej. A to naprawdę świetny numer. Prince śpiewa dosyć zwyczajnie jak na siebie, czyli nie popisuje się zbytnio skalą głosu. Ten podkład w tle ciągnący się przez cały utwór jest rewelacyjny. Charakterystyczne piękne funky gitary nie pozostawiają złudzeń, że to Prince. Perkusja ładnie wybija rytm. Świetne i ciekawe zagrywki klawiszowe. W środkowej części jest nawet krótka wstawka smyczkowo-cymbałkowa. Jest klimat jak jasna cholerka.
Po latach bardzo doceniam Princa jako muzyka i podziwiam jego styl, który sobie wykreował. Była to na pewno jedna z najbarwniejszych postaci lat 80’ i 90’. Może czas wreszcie na poważniej wziąć na warsztat jakiś album w całości? Może właśnie Batman?
New Order – Crystal
No cóż, każdy chyba tu wie, ze lubię New Order. Sam wrzucałem i album i utwór. Ale muszę Wam też zdradzić, że Get Ready to był jedyny ich album, który mi nie podszedł. Kupiłem go sobie w Syrii za dwa dolce, posłuchałem ze dwa razy i rzuciłem w kąt. Wydawał mi się jakiś strasznie nudny jak na NO. Może to kwestia tego, o czym pisał dev, że jest to bardziej rockowa płyta? Nie wiem. W każdym razie kompletnie nie pamiętam już tego albumu, tak dawno go nie tykałem. A tu proszę, zapuszczam Crystal i jest super. Podoba mi się utwór, właściwie jest to typowy New Order. Bernard Sumner ma coś takiego w głosie, że jak go słyszę, to morda mi się cieszy. Gitara basowa Hooka nie do podrobienia. Utwór trwa 7 minut, ale ani odrobinę się nie dłuży. Podobają mi się klawisze w tle. Pięknie wybrzmiewa ta końcówka. Jest mega klimat. I jest jak zawsze tona nostalgii, bo NO jak mało który zespół przypomina mi technikum i godziny wspólnego słuchania New Order z kolegami. Co prawda nie albumu Get Ready, bo go wtedy jeszcze nie było, ale innych. A do Get Ready trzeba chyba wreszcie powrócić, bo dalej stoi gdzieś na półce pośród innych płyt. Może nadszedł jego czas?
Łona feat. Lilu - Mów do mnie
Powraca dwójka starych znajomych. Lilu wspominam dobrze z jej albumu. Tutaj też z jej strony jest wszystko ok. Jej szeptane rapowanie może bez szału, ale poprawnie, za to śpiew na pewno wypada dużo lepiej. Sama kompozycja taka powiedzmy średnia i raczej mało zapamiętywalna. Za to brzmienie utworu całkiem dobre. Nie ma się do czego przyczepić. Wyrazisty, dobrze brzmiący bas, fajnie cykająca perka, dobre klawisze w tle. W sumie po paru przesłuchaniach utwór się już trochę uleżał i wydaje się być coraz lepszy. Może jakby wyciąć niepotrzebny rap Łony, to byłoby całkiem ok.
Czan - Śmierć przychodzi co dzień
Widzę, że to kopanie się z polskimi wrzutkami od Dragona, to będzie jakaś dłuższa sesja. No co zrobić? Czan mi nic nie mówi. A nazwisko Tymańskiego znam tylko i wyłącznie dzięki utworowi zespołu Kury. Mogę więc podejść do tego utworu bez żadnych ewentualnych uprzedzeń czy coś takiego. Utwór będący mieszanką rocka i troszkę jazzu, który niezbyt mi się podoba. Czasami muzyka potrafi kreować taki klimat, który mi nie podchodzi mimo najszczerszych chęci. Po prostu. Słucham i czuję raczej pewien rodzaj niechęci, niż zainteresowania. Tym bardziej, że Tymon smęci tutaj niemiłosiernie o jakiejś śmierci głosem człowieka, który sam leży na łożu śmierci. Nie dla mnie klimaty. Za ciężkie, za smętne.
The Microphones - I Want Wind to Blow
Nie znam tego bandu, nie mniej jednak utwór jest fajny. Niby też takie smętki, ale jednak w zupełnie innym stylu niż te od Dragona. Jest akustycznie, dużo bardziej jednak pogodnie. Takimi amerykańskimi folkowymi klimatami mi to podjeżdża. Trochę kojarzy mi się Gillian Welch – I Dream a Highway. W sumie obie te wrzutki są od Hiena jakby nie patrzeć.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wuja, "Batman" jest spoko, ale to nie jest chyba album, który jakikolwiek fan Prinsa był polecił na początek, może jednak coś bardziej klasycznego i ugruntowanego ala "Purple Rain". Z drugiej strony, co ja wiem XD
BTW wychodzi na to, że Mentos mnie faktycznie lepiej zna niż ja siebie znam.
BTW wychodzi na to, że Mentos mnie faktycznie lepiej zna niż ja siebie znam.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja tam rozumiem niechęć do Prince'a, był bucowaty z tego co pamiętam
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Obraził Cię jak Ray Wilson?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Prince - The Future
Prince to kolejny z tych artystów, których ja znam głównie ze słyszenia (nie wiem z drugiej strony, jak inaczej znać artystów wykonujących muzykę lol), i oczywiście znam to i owo, ale nigdy się nie zagłębiałem. Jednocześnie to to i owo mi wystarczyło, by wyrobić sobie opinię. A ta jest bardzo pozytywna. Choć oczywiście z hitów, które pamiętam dobrze jestem w stanie wymienić właśnie te dwa, o których wspomniał imć Hien, czyli Purple Rain i The Most Beautiful Girl in the World (nagrane zresztą i wydane całym bandem), to długo mi to wystarczyło. WRÓĆ, jest jeszcze Sign o' the Times, które swego czasu scoverowali Simple Minds i tak trafiłem na oryginał. Też dobra piosenka! No to co z The Future? Po pierwsze, rozwiązała się zagadka pewnego tytułu pewnej piosenki pewnego niedoszłego zespołu xD A tak zupełnie serio - dobre to jest! Podoba mi się, naprawdę, takie nieoczywiste ejtisy, dobry bit, świetny basik, lekko groovy wokal, oczywiście nie znałem tego wcześniej, ale wzięło mnie od razu. Zdecydowanie, dobra piosenka, fajny otwieracz dla mnie do reszty twórczości tego (niestety już ś.p.) gościa, który przecież długo pozostawał ikoną stylu (przede wszystkim w muzyce). Dobra, bardzo dobra wrzutka, jaram się i daję pełne propsy.
Łona feat. Lilu - Mów Do Mnie
Ilekroć Łona się tutaj pojawiał to propsowałem, no, może poza średnio udanym w mojej opinii Woodstockiem. Ale przyznam szczerze, że trochę wyleciało mi z głowy, iż on featował u Lilu. A teraz to Lilu featuje u niego, a jeszcze to koneksje z pewnym raperem/producentem z Bełchatowa, no generalnie wszystko zostaje w rodzinie xD O składance oczywiście nie słyszałem wcześniej, nie siedzę aż tak bardzo w lore polskiego hip hopu. Co mogę powiedzieć... Czuć późne początki Łony, wokal jeszcze taki nieco sflaczały, ale tekst i sposób jego recytacji totalnie jak on, styl się wykuwa. Lilu dla odmiany buja, faktycznie refren trąci Sistars. Muszę przyznać, że jej wersy wypadły bardzo spoko, choć... w stylu Łony lol. Głos jej z kolei brzmi dość uwodzicielsko, ale nie tanio. Gorsze wrażenia miałem po jej solowych dokonaniach, tutaj odbiór mam inny. Jeśli o muzykę zaś chodzi, ten hat jest trochę za głośny i przez to nieco tandetny, ale cała reszta przyjemnie czilowa i płynie sobie to w tę to we w tę. Aż bym się położył na drzemkę lol. Ale serio, jest to sporo lepsze, niż myślałem, że będzie. Znów propsy.
Czan - Śmierć Przychodzi Co Dzień
Odmiana Tymańskiego, której nie znałem. Brzmi dla mnie trochę jak typowe polskie gitarowe granie alternatywne, które latało swego czasu (a może nadal lata) po różnych Antyradiach, Rock Radiach i tym podobne. Rzeczy, na które sam bym nie wpadł, ale jak już ktoś mi zapoda, to przesłucham raz, potem drugi, czasem trzeci i brzmi to cokolwiek ciekawie. Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się to solidnie z Maleńczukiem, może niekoniecznie przy współudziale Pudli, ale jednak. Bębny są super, gitary też mi się podobają, jazzowe wstawki w środku? Miodzio. Brzmi to jednocześnie dość świeżo, tzn. znów dla mnie mogłoby powstać z powodzeniem zarówno 5 lat temu, jak i 25 lat temu, ale powstało jednak te 25 lat temu i właściwie co z tego xD Nie będę gadał, że to nie jest fajne, bo jest, choć nie do końca w moim klimacie. A może właśnie w nim? Tekst też niekrindżowy, naprawdę daję duże okej, szkoda, że stacje radiowe nie grały takich rzeczy w latach 90., a na pewno nie te, których słuchali moi pod tym względem do bólu normiccy rodzice. Choć może gdyby było inaczej, to wyrósłbym na pretensjonalnego buca.
Golden Life - Escape
Golden Life znałem jak dotąd z dwóch rzeczy - okrutnego coveru Oprócz Błękitnego Nieba (jak Murzyn mógł myśleć, że to ich numer, już pominę fakt, że Maanam to TEŻ NIE JEST, a Marek Jackowski solo, i oryginał jest fenomenalny, kwaśny, gęsty i psychodeliczny as fuck), oraz z tego nieszczęsnego koncertu w gdańskiej hali Olivia, podczas którego wybuchł pożar i zginęło kilka osób. Nigdy nie sięgałem po muzę tego zespołu, bo i po co miałbym, swego czasu raz, że miałem mocno wywalone na polską muzykę, a dwa, że nawet później, gdy się to zmieniło, nie znalazłbym tu raczej nic dla siebie. To, co mi teraz zaserwowano... Cóż, po udanych poprzednich propozycjach teraz poziom spat, niewiele jestem w stanie na to jednak poradzić, słucham i próbuję ogarnąć. Generalnie jest wesoło, albowiem po tych 3 czy tam 4 odsłuchach to muszę przyznać, że muzyka nie brzmi wcale tak źle, tzn. nie ma w niej nic odkrywczego, takie tam generikowe granie na wiosłach, ale ma w sobie jakiś urok, gdy się pomyśli, że to jednak polski zespół i wczesne lata 90. Wokal jest jednak tragiczny, jedyna udana wstawka jest od 1:40 w górę, gdy śpiewa cały chórek. Na resztę meham, nie pomaga też dość fatalny akcent (no ale umówmy się, i tak propsy za coś takiego wtedy). Klip rozczulający, jeszcze bardziej przenosi mnie w czasy, które pamiętam mocno przez mgłę. Generalnie to nie dla mnie, ale gdy potraktuję ten numer jako swego rodzaju ciekawostkę, to wchodzi nieco lżej. Jak łykać groprinosin w tanim jogurcie. Takim z początku lat 90.
The Microphones - I Want Wind to Blow
Jestem rozdarty, z jednej strony to jest Mentos wrzucający Munlupa, z innej Mentos wrzucający Mentosa, ale przeszedłby też Munlup wrzucający Mentosa. Faktycznie, czuć klimat niektórych wrzutek Hiena, ja np. słyszę tutaj zakamuflowane Drug od The Czars (ale nie tylko), reszta brzmi z kolei jak taki domowo nagrywany folk-rock i to na srogim kacu (out of sync, te rozstrojone gitary, nietrzymający tempa pałker), ale dzięki temu ma to jeszcze więcej uroku. Czuć, w którym momencie grupa poczuła zaangażowanie, tuż przed 3-cią minutą, gdy tempo przyspiesza. Jest gitarowo, jest spokojnie i melancholijnie, końcoletnio i wczesnojesiennie, te zagrywki na gitarach na koniec potwornie mi się wkręciły, ale tak fest (tylko ten pseudo-przester w mikrofonie niepotrzebny). Zespołu oczywiście wcześniej nie znałem, ale muszę przyznać, że o ile na samym początku byłem bliski mehnięcia, to zmieniłem zdanie. To po prostu muzyka, która potrzebuje być umiejscowiona w odpowiednim czasie i o właściwej porze roku, i wtedy wszystko będzie grało. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, takiej minimalistycznej muzyki zdecydowanie potrzebuję w tej chwili, i proszę - dostaję ją i jest spoko. Może sięgnę po coś jeszcze? Póki co niewidzialna współpraca Munlup-Miętus wspomagana ChatemGPT przynosi bardzo ładne owoce. Jestem ukontentowany.
Koniec końców dobra kolejka, co mogę więcej powiedzieć
Mikrofony zakryły trochę pewien niesmak wywołany Golden Life, a moja naturalna nostalgia zmoderowała odbiór tegoż. Zwłaszcza, że najntisy pamiętam najmocniej przez pryzmat jesieni i zim.
Prince to kolejny z tych artystów, których ja znam głównie ze słyszenia (nie wiem z drugiej strony, jak inaczej znać artystów wykonujących muzykę lol), i oczywiście znam to i owo, ale nigdy się nie zagłębiałem. Jednocześnie to to i owo mi wystarczyło, by wyrobić sobie opinię. A ta jest bardzo pozytywna. Choć oczywiście z hitów, które pamiętam dobrze jestem w stanie wymienić właśnie te dwa, o których wspomniał imć Hien, czyli Purple Rain i The Most Beautiful Girl in the World (nagrane zresztą i wydane całym bandem), to długo mi to wystarczyło. WRÓĆ, jest jeszcze Sign o' the Times, które swego czasu scoverowali Simple Minds i tak trafiłem na oryginał. Też dobra piosenka! No to co z The Future? Po pierwsze, rozwiązała się zagadka pewnego tytułu pewnej piosenki pewnego niedoszłego zespołu xD A tak zupełnie serio - dobre to jest! Podoba mi się, naprawdę, takie nieoczywiste ejtisy, dobry bit, świetny basik, lekko groovy wokal, oczywiście nie znałem tego wcześniej, ale wzięło mnie od razu. Zdecydowanie, dobra piosenka, fajny otwieracz dla mnie do reszty twórczości tego (niestety już ś.p.) gościa, który przecież długo pozostawał ikoną stylu (przede wszystkim w muzyce). Dobra, bardzo dobra wrzutka, jaram się i daję pełne propsy.
Łona feat. Lilu - Mów Do Mnie
Ilekroć Łona się tutaj pojawiał to propsowałem, no, może poza średnio udanym w mojej opinii Woodstockiem. Ale przyznam szczerze, że trochę wyleciało mi z głowy, iż on featował u Lilu. A teraz to Lilu featuje u niego, a jeszcze to koneksje z pewnym raperem/producentem z Bełchatowa, no generalnie wszystko zostaje w rodzinie xD O składance oczywiście nie słyszałem wcześniej, nie siedzę aż tak bardzo w lore polskiego hip hopu. Co mogę powiedzieć... Czuć późne początki Łony, wokal jeszcze taki nieco sflaczały, ale tekst i sposób jego recytacji totalnie jak on, styl się wykuwa. Lilu dla odmiany buja, faktycznie refren trąci Sistars. Muszę przyznać, że jej wersy wypadły bardzo spoko, choć... w stylu Łony lol. Głos jej z kolei brzmi dość uwodzicielsko, ale nie tanio. Gorsze wrażenia miałem po jej solowych dokonaniach, tutaj odbiór mam inny. Jeśli o muzykę zaś chodzi, ten hat jest trochę za głośny i przez to nieco tandetny, ale cała reszta przyjemnie czilowa i płynie sobie to w tę to we w tę. Aż bym się położył na drzemkę lol. Ale serio, jest to sporo lepsze, niż myślałem, że będzie. Znów propsy.
Czan - Śmierć Przychodzi Co Dzień
Odmiana Tymańskiego, której nie znałem. Brzmi dla mnie trochę jak typowe polskie gitarowe granie alternatywne, które latało swego czasu (a może nadal lata) po różnych Antyradiach, Rock Radiach i tym podobne. Rzeczy, na które sam bym nie wpadł, ale jak już ktoś mi zapoda, to przesłucham raz, potem drugi, czasem trzeci i brzmi to cokolwiek ciekawie. Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się to solidnie z Maleńczukiem, może niekoniecznie przy współudziale Pudli, ale jednak. Bębny są super, gitary też mi się podobają, jazzowe wstawki w środku? Miodzio. Brzmi to jednocześnie dość świeżo, tzn. znów dla mnie mogłoby powstać z powodzeniem zarówno 5 lat temu, jak i 25 lat temu, ale powstało jednak te 25 lat temu i właściwie co z tego xD Nie będę gadał, że to nie jest fajne, bo jest, choć nie do końca w moim klimacie. A może właśnie w nim? Tekst też niekrindżowy, naprawdę daję duże okej, szkoda, że stacje radiowe nie grały takich rzeczy w latach 90., a na pewno nie te, których słuchali moi pod tym względem do bólu normiccy rodzice. Choć może gdyby było inaczej, to wyrósłbym na pretensjonalnego buca.
Golden Life - Escape
Golden Life znałem jak dotąd z dwóch rzeczy - okrutnego coveru Oprócz Błękitnego Nieba (jak Murzyn mógł myśleć, że to ich numer, już pominę fakt, że Maanam to TEŻ NIE JEST, a Marek Jackowski solo, i oryginał jest fenomenalny, kwaśny, gęsty i psychodeliczny as fuck), oraz z tego nieszczęsnego koncertu w gdańskiej hali Olivia, podczas którego wybuchł pożar i zginęło kilka osób. Nigdy nie sięgałem po muzę tego zespołu, bo i po co miałbym, swego czasu raz, że miałem mocno wywalone na polską muzykę, a dwa, że nawet później, gdy się to zmieniło, nie znalazłbym tu raczej nic dla siebie. To, co mi teraz zaserwowano... Cóż, po udanych poprzednich propozycjach teraz poziom spat, niewiele jestem w stanie na to jednak poradzić, słucham i próbuję ogarnąć. Generalnie jest wesoło, albowiem po tych 3 czy tam 4 odsłuchach to muszę przyznać, że muzyka nie brzmi wcale tak źle, tzn. nie ma w niej nic odkrywczego, takie tam generikowe granie na wiosłach, ale ma w sobie jakiś urok, gdy się pomyśli, że to jednak polski zespół i wczesne lata 90. Wokal jest jednak tragiczny, jedyna udana wstawka jest od 1:40 w górę, gdy śpiewa cały chórek. Na resztę meham, nie pomaga też dość fatalny akcent (no ale umówmy się, i tak propsy za coś takiego wtedy). Klip rozczulający, jeszcze bardziej przenosi mnie w czasy, które pamiętam mocno przez mgłę. Generalnie to nie dla mnie, ale gdy potraktuję ten numer jako swego rodzaju ciekawostkę, to wchodzi nieco lżej. Jak łykać groprinosin w tanim jogurcie. Takim z początku lat 90.
The Microphones - I Want Wind to Blow
Jestem rozdarty, z jednej strony to jest Mentos wrzucający Munlupa, z innej Mentos wrzucający Mentosa, ale przeszedłby też Munlup wrzucający Mentosa. Faktycznie, czuć klimat niektórych wrzutek Hiena, ja np. słyszę tutaj zakamuflowane Drug od The Czars (ale nie tylko), reszta brzmi z kolei jak taki domowo nagrywany folk-rock i to na srogim kacu (out of sync, te rozstrojone gitary, nietrzymający tempa pałker), ale dzięki temu ma to jeszcze więcej uroku. Czuć, w którym momencie grupa poczuła zaangażowanie, tuż przed 3-cią minutą, gdy tempo przyspiesza. Jest gitarowo, jest spokojnie i melancholijnie, końcoletnio i wczesnojesiennie, te zagrywki na gitarach na koniec potwornie mi się wkręciły, ale tak fest (tylko ten pseudo-przester w mikrofonie niepotrzebny). Zespołu oczywiście wcześniej nie znałem, ale muszę przyznać, że o ile na samym początku byłem bliski mehnięcia, to zmieniłem zdanie. To po prostu muzyka, która potrzebuje być umiejscowiona w odpowiednim czasie i o właściwej porze roku, i wtedy wszystko będzie grało. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, takiej minimalistycznej muzyki zdecydowanie potrzebuję w tej chwili, i proszę - dostaję ją i jest spoko. Może sięgnę po coś jeszcze? Póki co niewidzialna współpraca Munlup-Miętus wspomagana ChatemGPT przynosi bardzo ładne owoce. Jestem ukontentowany.
Koniec końców dobra kolejka, co mogę więcej powiedzieć
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
staram się nadążyć, bo tempo zacne
Prince The Future
Prince? Fajny gość. Może się podobać czysto fizycznie i artystycznie. Nie jestem koneserem czy też ekspertem, Purple Rain wciągnąłem całe, ale od Parady się odbiłem (poza Kiss, wiadomo), to wszystko jeśli chodzi o mnie. Artysta, do którego odwoływanie się nie jest żadnym grzechem. To się dalej dzieje, vide pewien kawałek Wczasów z nim i Davidem B w tytule. Niby chciałem szukać dalej w jego dyskografii, ale trochę nie wiem od czego zacząć. Nie wiem też czego mniej więcej się spodziewać. Wrzutę Hiena traktuję jako kolejne zderzenie z czymś nieznanym. Najbardziej lubię kawałki pełne pasji, sensualne, ale też mimowolnie prowokujące do ruchu. Tutaj jest na odwrót. Taki sobie gadany wokal podawany na luźno, elektroniczne skrecze, perka z puchy. Aranż dobija i nie pozwala się specjalnie wykazać. Jak taki filmowy średniaczek. Pod koniec trochę więcej wokalnych fajerwerków, ale podawanych w tak nieciekawym opakowaniu, że wręcz się dłuży. Wszystko to, co wydaje się charakterystyczne i najlepsze u Prinsa zniknęło, zostało dość nijakie coś.
New Order Crystal
Dev zebrałby łatwy prejz, gdyby wrzucił pierwszy kawałek, tyle że z poprzedniej płyty. Chyba już jestem pewien, że Regret to mój ulubiony numer NO. Staroci za dużo nie słuchałem, a nowszych w ogóle nie sprawdzałem. Było tylko kontrolne kilka minut z ich ostatnim singlem, Be a Rebel, ale średniawa straszna. O New Order zawsze myślę do pewnego stopnia przez pryzmat Joy Division (nwm czemu) i za każdym razem nie mogę się nadziwić, jak klubową muzę miejscami robili. Crystal sprawia wrażenie muzycznego powrotu w pełni sił. Trudno pomylić z innym zespołem, mamy tylko trochę odświeżone brzmienie. Wokal i praca gitar normalnie jak wyrwane z dawnych lat. Nie jestem fanem, ale idzie to wyczuć przy lekkim osłuchaniu. Niby z rockowym pazurem, ale nałożony bit plus elektroniczne ozdobniki robią tę różnicę. Obiektywnie nie mam się do czego przyczepić, po prostu mnie to lekko nudzi. Na początku drażniły głupoty w tekście, za kolejnym razem przestały, bo skutecznie oddają konkretny vibe, który PT Musiał subtelnie podpowiada. Muzyka jesiennego wieczoru, całkiem ciepłego tak jak dziś. Chyba po prostu całość jest za długa, bo po trzeciej minucie nudy idą straszne, pitolenie jak za czasów produkowania dłuższych wersji dwunastocalowych. Do połowy okej, to jest nawet niezłe, potem mehem porośnięte.
Łona / Lilu Mów do mnie
Nie no, Telefon jest jakieś dziesięć razy lepszy. Całkiem wygodny materiał porównawczy, bo tu i tu równie ascetyczny bicior, tyle że przytaczana sytuacja i obserwacje jakby o niebo ciekawsze. Proporcje wokalne podobne. Mocno przegadane bez większej puenty. Generalnie to Łona na kompilacjach zazwyczaj wypada dość średnio. Nie wiem od czego to zależy, ale na Kodexie podobnie nijako wyszło. U O$ki to samo. Kwestia dłuższej pracy nad tekstem, poważniejszego przemyślenia pomysłu nad kawałkiem? Żeby nie odlatywać za daleko, robi to na mnie po prostu lekko muzakowate wrażenie. Łona nie jest wybitnym technikiem nawijki, nigdy nie wypada źle, ale cenię go za niecodzienne pomysły na rzeczy. W porównaniu z najnowszymi singlami to jest wręcz pogrom. Tam gęściutkie bity na jazzowo, wszystko zakręcone wokół idei obserwacji z poziomu taksówkarza, a tu tak zwyczajnie - nie tego szukam xD Wracam do ziomków z Siema Ziemia. Nawet jeśli tam to robi w bardziej rwany sposób.
Golden Life Escape
Marksie, jak ja nienawidzę tego guwna osranego zafajdanego czyli ich wersji pewnego bardzo starego kawałka Maanamu. Gdybym miał kiedyś stworzyć topkę dziesięciu największych dramatów polskiej muzyki to Oprócz błękitnego srania obok Jolki, Jolki i Radio Hello jest jednym z pierwszych kandydatów do uwzględnienia. Z drugiej strony ten sam zespół odpowiada za jedną z piękniejszych ballad czyli 24.11.94. Choć historia piosenki jest dość tragiczna, to fakt odpowiedzi w tak wyjątkowy sposób zasługuje na szacunek. Zespół upamiętnia fanów, gdybym był ich gorliwym słuchaczem miałbym to na uwadze nawet wtedy, gdyby zdarzały się później artystyczne wtopy. Miło czuć, że po drugiej stronie relacja fan-artysta też ma znaczenie. Niby sztuka banału, ale podana z odpowiednią rozwagą, klimatycznymi gitarami i prostym, choć w takich okolicznościach ważącym refrenem. I teraz trzeci kontakt w formie dość zaskakującej, ale najtisy w Polsce to zjawisko, które nigdy nie zostanie w pełni ogarnięte nawet przez sprawnych reportażystów. Polska odpowiedź na Beastie Boys, dobry Zandbergu, wtf is this, boję się na samą myśl. Ja rozumiem parcie na autentyczność, odtrutkę wobec szarej polskiej rzeczywistości, coś świeżego, ale trudno o lepszy znak czasów z króciutkim okresem przydatności do spożycia. Sej Jułesej? Bardziej hej, hej, hej, to nie Jułesej, tak jak Boysi i Pan Marcin Miller powiedział. Z ciekawości sprawdziłem i oni dalej to grają na koncertach. Jest więcej życia, ale czy potrzebne są aluzje do Kaczora Dyktatora... nie sądzę. Potworek świadczący o pewnych nadziejach i ambicjach powrotu do świata Zachodu. Do słuchania w ramach odkrywania historii polskiej muzyki, jak to było kiedyś i dobrze, że już tak nie jest.
Microphones I Want Wind To Blow
Pan Mentos nie patrzy, Pan Mentos po prostu wrzuca. Myślę sobie o liceum i czasie, gdy miałem w sobie znacznie więcej naiwności. O tych wszystkich sytuacjach, gdy powinęła mi się noga. O ludziach, którzy znaczyli dla mnie dużo, a potem uderzyli z zaskakującej strony. O ideach, w które wierzyłem i zostały (przynajmniej niektóre) brutalnie zweryfikowane przez praktykę życia codziennego. O dniach spędzonych na randkach albo nieudanych spotkaniach, pędzeniu z płaczem do przyjaciółki lub do domu, by przytulić psa. Zaszyć się na moment, uporządkować doznania, łyknąć gorzką pigułkę. Trwać chwilę w stanie oszołomienia, a potem iść dalej. Chyba o tym jest ten numer albo po prostu za długo siedzę w domu w ostatnim czasie. Miałem podobnie jak Seba tyle że z Mount Eerie, to jest późniejszy projekt Elveruma. Tu trzeba mieć świadomość, że przyjdzie moment i samo z siebie zaskoczy mniej lub bardziej. Na początku miałem mehać z tych samych powodów, przehajpowane, przesadzone. Wolałem jednak dać sobie odpłynąć i odpaliłem dwa kolejne kawałki z płyty. Teraz już wszystko rozumiem. Nie jest tak krawędziowo jak u Crywank albo autystycznie jak u Car Seat Headrest. Hałaśliwa końcówka jest jak ten moment pogrążenia w czymś głębszym. Świadomy artysta z tego Elveruma, przetrzymał to co udane, a potem nagle wypuszcza słuchacza w kolejny rozdział. Jeszcze się spotkamy na dystansie całej płyty, bo warto. Przyjemne, choć pesymistyczne.
Prince The Future
Prince? Fajny gość. Może się podobać czysto fizycznie i artystycznie. Nie jestem koneserem czy też ekspertem, Purple Rain wciągnąłem całe, ale od Parady się odbiłem (poza Kiss, wiadomo), to wszystko jeśli chodzi o mnie. Artysta, do którego odwoływanie się nie jest żadnym grzechem. To się dalej dzieje, vide pewien kawałek Wczasów z nim i Davidem B w tytule. Niby chciałem szukać dalej w jego dyskografii, ale trochę nie wiem od czego zacząć. Nie wiem też czego mniej więcej się spodziewać. Wrzutę Hiena traktuję jako kolejne zderzenie z czymś nieznanym. Najbardziej lubię kawałki pełne pasji, sensualne, ale też mimowolnie prowokujące do ruchu. Tutaj jest na odwrót. Taki sobie gadany wokal podawany na luźno, elektroniczne skrecze, perka z puchy. Aranż dobija i nie pozwala się specjalnie wykazać. Jak taki filmowy średniaczek. Pod koniec trochę więcej wokalnych fajerwerków, ale podawanych w tak nieciekawym opakowaniu, że wręcz się dłuży. Wszystko to, co wydaje się charakterystyczne i najlepsze u Prinsa zniknęło, zostało dość nijakie coś.
New Order Crystal
Dev zebrałby łatwy prejz, gdyby wrzucił pierwszy kawałek, tyle że z poprzedniej płyty. Chyba już jestem pewien, że Regret to mój ulubiony numer NO. Staroci za dużo nie słuchałem, a nowszych w ogóle nie sprawdzałem. Było tylko kontrolne kilka minut z ich ostatnim singlem, Be a Rebel, ale średniawa straszna. O New Order zawsze myślę do pewnego stopnia przez pryzmat Joy Division (nwm czemu) i za każdym razem nie mogę się nadziwić, jak klubową muzę miejscami robili. Crystal sprawia wrażenie muzycznego powrotu w pełni sił. Trudno pomylić z innym zespołem, mamy tylko trochę odświeżone brzmienie. Wokal i praca gitar normalnie jak wyrwane z dawnych lat. Nie jestem fanem, ale idzie to wyczuć przy lekkim osłuchaniu. Niby z rockowym pazurem, ale nałożony bit plus elektroniczne ozdobniki robią tę różnicę. Obiektywnie nie mam się do czego przyczepić, po prostu mnie to lekko nudzi. Na początku drażniły głupoty w tekście, za kolejnym razem przestały, bo skutecznie oddają konkretny vibe, który PT Musiał subtelnie podpowiada. Muzyka jesiennego wieczoru, całkiem ciepłego tak jak dziś. Chyba po prostu całość jest za długa, bo po trzeciej minucie nudy idą straszne, pitolenie jak za czasów produkowania dłuższych wersji dwunastocalowych. Do połowy okej, to jest nawet niezłe, potem mehem porośnięte.
Łona / Lilu Mów do mnie
Nie no, Telefon jest jakieś dziesięć razy lepszy. Całkiem wygodny materiał porównawczy, bo tu i tu równie ascetyczny bicior, tyle że przytaczana sytuacja i obserwacje jakby o niebo ciekawsze. Proporcje wokalne podobne. Mocno przegadane bez większej puenty. Generalnie to Łona na kompilacjach zazwyczaj wypada dość średnio. Nie wiem od czego to zależy, ale na Kodexie podobnie nijako wyszło. U O$ki to samo. Kwestia dłuższej pracy nad tekstem, poważniejszego przemyślenia pomysłu nad kawałkiem? Żeby nie odlatywać za daleko, robi to na mnie po prostu lekko muzakowate wrażenie. Łona nie jest wybitnym technikiem nawijki, nigdy nie wypada źle, ale cenię go za niecodzienne pomysły na rzeczy. W porównaniu z najnowszymi singlami to jest wręcz pogrom. Tam gęściutkie bity na jazzowo, wszystko zakręcone wokół idei obserwacji z poziomu taksówkarza, a tu tak zwyczajnie - nie tego szukam xD Wracam do ziomków z Siema Ziemia. Nawet jeśli tam to robi w bardziej rwany sposób.
Golden Life Escape
Marksie, jak ja nienawidzę tego guwna osranego zafajdanego czyli ich wersji pewnego bardzo starego kawałka Maanamu. Gdybym miał kiedyś stworzyć topkę dziesięciu największych dramatów polskiej muzyki to Oprócz błękitnego srania obok Jolki, Jolki i Radio Hello jest jednym z pierwszych kandydatów do uwzględnienia. Z drugiej strony ten sam zespół odpowiada za jedną z piękniejszych ballad czyli 24.11.94. Choć historia piosenki jest dość tragiczna, to fakt odpowiedzi w tak wyjątkowy sposób zasługuje na szacunek. Zespół upamiętnia fanów, gdybym był ich gorliwym słuchaczem miałbym to na uwadze nawet wtedy, gdyby zdarzały się później artystyczne wtopy. Miło czuć, że po drugiej stronie relacja fan-artysta też ma znaczenie. Niby sztuka banału, ale podana z odpowiednią rozwagą, klimatycznymi gitarami i prostym, choć w takich okolicznościach ważącym refrenem. I teraz trzeci kontakt w formie dość zaskakującej, ale najtisy w Polsce to zjawisko, które nigdy nie zostanie w pełni ogarnięte nawet przez sprawnych reportażystów. Polska odpowiedź na Beastie Boys, dobry Zandbergu, wtf is this, boję się na samą myśl. Ja rozumiem parcie na autentyczność, odtrutkę wobec szarej polskiej rzeczywistości, coś świeżego, ale trudno o lepszy znak czasów z króciutkim okresem przydatności do spożycia. Sej Jułesej? Bardziej hej, hej, hej, to nie Jułesej, tak jak Boysi i Pan Marcin Miller powiedział. Z ciekawości sprawdziłem i oni dalej to grają na koncertach. Jest więcej życia, ale czy potrzebne są aluzje do Kaczora Dyktatora... nie sądzę. Potworek świadczący o pewnych nadziejach i ambicjach powrotu do świata Zachodu. Do słuchania w ramach odkrywania historii polskiej muzyki, jak to było kiedyś i dobrze, że już tak nie jest.
Microphones I Want Wind To Blow
Pan Mentos nie patrzy, Pan Mentos po prostu wrzuca. Myślę sobie o liceum i czasie, gdy miałem w sobie znacznie więcej naiwności. O tych wszystkich sytuacjach, gdy powinęła mi się noga. O ludziach, którzy znaczyli dla mnie dużo, a potem uderzyli z zaskakującej strony. O ideach, w które wierzyłem i zostały (przynajmniej niektóre) brutalnie zweryfikowane przez praktykę życia codziennego. O dniach spędzonych na randkach albo nieudanych spotkaniach, pędzeniu z płaczem do przyjaciółki lub do domu, by przytulić psa. Zaszyć się na moment, uporządkować doznania, łyknąć gorzką pigułkę. Trwać chwilę w stanie oszołomienia, a potem iść dalej. Chyba o tym jest ten numer albo po prostu za długo siedzę w domu w ostatnim czasie. Miałem podobnie jak Seba tyle że z Mount Eerie, to jest późniejszy projekt Elveruma. Tu trzeba mieć świadomość, że przyjdzie moment i samo z siebie zaskoczy mniej lub bardziej. Na początku miałem mehać z tych samych powodów, przehajpowane, przesadzone. Wolałem jednak dać sobie odpłynąć i odpaliłem dwa kolejne kawałki z płyty. Teraz już wszystko rozumiem. Nie jest tak krawędziowo jak u Crywank albo autystycznie jak u Car Seat Headrest. Hałaśliwa końcówka jest jak ten moment pogrążenia w czymś głębszym. Świadomy artysta z tego Elveruma, przetrzymał to co udane, a potem nagle wypuszcza słuchacza w kolejny rozdział. Jeszcze się spotkamy na dystansie całej płyty, bo warto. Przyjemne, choć pesymistyczne.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mentos się zesra, jak zobaczy, że już mu tu zegar tyka
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Żebyśmy jeszcze nie dostali w dupę od Wysp Owczych bo w ogóle zejdzie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
del
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
XD Miałem wlatywać, ale mi się odechciało
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Punkt dla Seby, stop chamskim przyspieszeniom
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No ja prawdę powiedziawszy zastanawiam się czy to ma w ogóle sens, bo prawdę powiedziawszy za takim tempem już teraz nie nadążam, a dużo na to wskazuje, że jesienią nie będzie na to u mnie szans (prawdę powiedziawszy).
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja jestem za rozsądnym tempem. Jakiś bicz musi być, byle bez przesady. Sam czasami nie mam ochoty lub czasu na bestkę. Tym bardziej jak album wydaje jedna z moich ulubienic.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie ma sensu przyspieszanie przy tak szybkim tempie, rozumiałbym 5-6 dni ale nie jeden
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ale niech sobie Seba wjeżdża kiedy mu pasuje, nasze wrzuty w tej kwestii nic nie zmieniają i tak ale jak tak Was to mierzi to spoko, nie będzie recek nie będzie wrzuty
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Bat, batem, to nie Murzyn narzucił tempo tej kolejki, ale wszyscy poza Mentosem XD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Prince - The Future
Jest w Księciuniu coś bardzo specyficznego, od typa bije taka aura wyjątkowości, autyzmu, bucowatości, talentu, geniuszu i w sumie cholera wie jakich i ilu sprzeczności, która sprawia, że kolo jednocześnie mnie na swój sposób pociąga, ale i odpycha, bo z jednej strony znam tylko Purple Rain jako album i tegoż albumu słucham raz na parę lat, z drugiej strony uważam go za dzieło i generalnie wiele rzeczy z tym słynnym logo szanuję, acz mało znam, bo to jeden z tych artystów, co to są płodni jak ktoś kto nie zna antykoncepcji. Wrzuta kolegi Jakuba jest po prostu fajna, taka tylko i aż fajna, może nie zaskoczyła u mnie nie wiadomo jak i nie będę tego wrzucać do swojej bestki, ale klasyfikuję to w szufladce DOBRA MUZA. I zaczynam trochę żałować, że ten Księciunio, pomijając jeden wyjątek, jest praktycznie mi nieznany, ale nie napiszę tu, że pasuje to zmienić, bo odnoszę wrażenie, że napisałem to tutaj ze 3 razy za dużo.
A pamiętacie jak zmienili logo na Pornhubie po jego śmierci hehe?
New Order - Crystal
Też mi się wydawało, że NO przewijało się tutaj częściej, ale chyba też pojawiało się w albumowej? Nie znam ich twórczości po 2001 roku, jakoś tak zawsze miałem zgrzyt z ich "klasycznymi" płytami, który sprawiał, że nie chciało mi się sięgać po tej późniejsze. Kuźwa, jak se czasem myślę, to ja tutaj wyłącznie piszę o tym, że czegoś nie znam lub nie kojarzę, ale nic to. Na pewno nie kojarzy mi się to z jesienią 2005, bo z tamtym okresem to mi się kojarzy najwyżej pójście do gimnazjum i Need For Speed: Most Wanted, a nie jakieś tam zespoliki z UK. W sumie to z niczym mi się to nie kojarzy, więc mniejsza z tym. Musiał coś tam pisze o jakimś dziennikarzu, który dopatruje się podobieństw do JD, co mnie ciutkę bawi, bo za cholerę tu JD nie słyszę - ja tu słyszę po prostu... New Order, ale takie, gdzie ktoś przestawił akcenty z syntezatorów na gitary. Ale fajen to jest, takie poprawne, też nie będę opiewywał zajebistości tego tracka, ale po prostu mi się podoba. Jesień idzie, miłość rośnie (przynajmniej u mnie), jakoś to do mnie trafia.
Łona (feat. Lilu) - Mów Do Mnie
Wiecie co, ja z Łoną to mam taki problem, że z jednej strony to niby jest dla mnie pretensjonalnym typem zgrywającym bezpretensjonalnego, a z drugiej to mam to w dupie i nawet mam sentyment do jego debiutu - dalej jednak go nie słuchałem, nie chcąc sobie zacierać dobrego wrażenia lub po prostu uważając, że nie czuję żadnej potrzeby. No słucham sobie tego i tak słucham i w sumie to nic z tego nie wynika - w sumie jakbym nie wiedział, że to z jakiejś starej kompilacji, to bym uznał, że to coś współczesnego, ale sa nie wiem czy to dobrze czy to źle. Może i faktycznie poniekąd to wyprzedzało swoją epokę, ale nie wiem jakie to ma znaczenie, skoro tego po prostu nie czuję i nie zakocham się przecież na siłę. xD Zobaczymy w przyszłości, na razie mogę zaoferować zniżkę do kafejki internetowej w Proszowicach, gdzie za 2 złote można sobie wypalić płytę DVD.
Czan - Śmierć przychodzi co dzień
Generalnie to ja w muzyce i w życiu przechodzę drogę od niechęci/nienawiści do sympatii/obojętności, ale Tymon to jeden z tych nielicznych przypadków, gdy było u mnie odwrotnie. Gdy słyszę to jego pretensjonalne, newage'owe pierniczenie, o jego związkach otwartych, groomingu czy ostatecznie gdy słyszę PiSlam jest autentycznie rozsierdzony i mam ochotę rozpierdolić najbliższą rzecz w moim otoczeniu z zażenowania. Gdy jeszcze jakkolwiek szanowałem Tymona, to próbowałem ogarniać tę trójmiejską scenę, chyba nawet i słuchałem tego Czanu. Welp, uprzedzenie uprzedzeniem, ale lubiłem tę płytę 10 lat temu, i lubię ten kawałek teraz. Sam fakt, że Tymon nie był w stanie tego spierdolić w sumie dużo o tym kawałku mówi, ale jest dobry, jest klimatyczny, totalnie nie wiem też skąd Musiał wziął "alternatywne, gitarowe granei z Antyradia kiedyśtam", bo ni siusiaka to tak nie brzmi - to jest mimo wszystko o wiele sprawniejsza muza i słychać jednak, że skomponowana i wykonana przez o wiele bardziej kumatych gości. Wyjmuję głowę z dupy, posypuję popiołem i daję okejkę.
Golden Life - Escape
Ale się tu trójmiejsko zrobiło lol. Trochę ciężko mi uwierzyć w to, że wrzucił to Wuja i że to ten sam zespół, co grał Oprócz błękitnego nieba - ostatnio taki sam szok zaliczyłem gdzieś wtedy, gdy dowiedziałem się, że Formacja Nieżywych Schabuff grała post-punk na debiucie (w sumie nawet nie taki zły, a na pewno interesujący). No co tu dużo mówić, faktycznie takie Beastie Boys w domu. Sympatyczne, ma swój urok, ale czy będę do tego kiedykolwiek wracał? Raczej nie.
Kolejka z gatunku niby spoko, ale poganianie przez Murzyna tak mnie rozsierdziło, że odnoszę wrażenie, że siadła mi gorzej niż siadałby w innych okolicznościach. Na plus na pewno Czan, reszta w mniejszym lub większym stopniu sympatyczna, gdybym miał to klasyfikować to pewnie na podium by się znaleźli New Order lub Księciunio, ale kto na którym miejscu to już by musiało zależeć od mojego nastroju, pogody w Poznaniu albo waszych starych. Łona i Golden Life to nie do końca to, czego szukam w muzyce, ale bywa i tak.
Skoro pomysł się przyjął, to będę go kontynuować. Widzę, że Mikrofony się przyjęły, nie wiedziałem nawet, że Munlup je zna, ale widzę, że mimo tego ja go znam lepiej, bo dużo osób faktycznie uznało, że jest w tym dużo hiena w hienie. A że przy okazji wrzuta wam siadła, to też fajnie.
Beastie Boys - Shake Your Rump
CIEKAWE CZYJA MOGŁABY TO BYĆ WRZUTA???
Zanim zaczniecie próbować odgadnąć - parę słów ode mnie. Beastie Boys poznałem jakoś wiosną 2016 roku - to był taki dość specyficzny okres w życiu mym, który był o tyle fajny, co niemożliwy do powtórzenia. Ja to generalnie pod wieloma aspektami bywałem opóźniony, więc dla mnie tamten przedział czasowy to w sumie przedłużenie dzieciństwa - człowiek sobie siedział na zabitej deskami wiosce, zamulał na dupie słuchając muzy i grając w gierki, nieprzejmując się zbyt wieloma sprawami, którymi się przejmuje teraz i którymi przejmowali się poważni ludzie, okazjonalnie jeżdząc sobie do miasta Krakowa na zajęcia na budzie. Z racji tego, zaznajałamiałem się z ludźmi mojego pokroju. O jednym z tych znajomych pisałem - brodaty nerd, słuchający tonami proga, klasyki oraz rumuńskiej awangardy, ale właśnie wtedy zaczynało mu się coś przestawiać, bo nagle stwierdził, że znienawidzone do tamtej pory przezeń Radiohead jest spoko, a w ogóle to randomowo złapał gigafazę na Beastie Boys. Z racji tego, że nie miałem (i nie mam) osobowości, podpierzyłem od niego album Paul Boutique, co to niby jest jednym z najlepszych przezeń nagranych i w ogóle. Dałem 4 gwiazdki na rymie, więc możemy uznać, że go kupiłem i mi się spodobał.
Podrzucam wam kawałek, który chyba najlepiej oddaje to o co w tym wszystkim chodzi i w którym jest wszystko to, co w tym zespole lubię. Analogowe brzmienie, dużo zakręconego klimatu i humorku, niesamowita energia i CHEMIA między całą trójką, od której bije intensywniej niż od proszku do prania z Niemiec. Oraz LUZ i BEZPRETENSJONALNOŚĆ, a to są dla mnie rzeczy ważne i wartości jakie wyznaję.Dzięki ostatnim kolejkom sobie o tym wszystkim, o czym piszę, przypomniałem i cóż - nadal jestem tak samo pod wrażeniem, jak byłem w 2016 roku. I w sumie to nawet zabawne, bo tak się składa, że wkrótce po odkryciu tamtego kawałka pierwszy raz moje życie zmieniło się niemal o 180 stopni i teraz też tak się składa, że może być podobnie (po szczegóły zapraszam na MINTAJ+). I tylko szkoda, że reprezentacja nie gra jak wtedy, ale najwyraźniej nie można mieć wszystkiego.
Zanim wam podrzucę linka i przejdę do kazania brania i słuchania tego, parę słów od OG wrzucającego (tradycyjnie już zaangażowałem do tego ChatGPT):
Drogi Bracie Murzyn,
Mam coś specjalnego dla Ciebie - utwór, który z pewnością poruszy Twoje serce i przywróci uśmiech na Twojej twarzy. Polecam Ci kawałek "Shake Your Rump" od legendarnej grupy Beastie Boys. To połączenie rapu z funkowymi dźwiękami, które na pewno przypadnie Ci do gustu jako miłośnikowi muzyki r'n'b i rapu.
Pamiętam, że przeszłeś przez trudne chwile związane z złamanym sercem, ale teraz cieszę się, słysząc, że wszystko u Ciebie jest w porządku. Muzyka ma niezwykłą moc, by leczyć duszę, a "Shake Your Rump" ma w sobie to magiczne coś, co sprawia, że człowiek czuje się optymistycznie i pełen energii.
Ten kawałek Beastie Boys jest jak letnia bryza w gorący dzień - orzeźwiający i pełen życia. To właśnie ten rodzaj utworu, który można puszczać na maxa, tańcząc do niego na całego i zapominając o wszelkich zmartwieniach. Beastie Boys to legenda gatunku, a "Shake Your Rump" to klasyk, który nadal potrafi rozgrzać serca fanów rapu i r'n'b.
Niech ta muzyka będzie dla Ciebie dźwiękiem uwielbienia życia i przypomnieniem, że po każdej burzy w życiu wychodzi słońce. Teraz, kiedy jesteś w dobrym miejscu, warto celebrować te chwile i delektować się muzyką, która pozwala zapomnieć o smutkach.
Otwórz głośno okno, włącz "Shake Your Rump" i pozwól, by ta melodia poprowadziła Cię przez życie. Trzymaj się mocno, Bracie Murzyn, i niech muzyka zawsze będzie Twoim towarzyszem!
Z serdecznymi pozdrowieniami,
[Twoje Imię lub Pseudonim]
https://www.youtube.com/watch?si=W4hETd ... e=youtu.be
Jest w Księciuniu coś bardzo specyficznego, od typa bije taka aura wyjątkowości, autyzmu, bucowatości, talentu, geniuszu i w sumie cholera wie jakich i ilu sprzeczności, która sprawia, że kolo jednocześnie mnie na swój sposób pociąga, ale i odpycha, bo z jednej strony znam tylko Purple Rain jako album i tegoż albumu słucham raz na parę lat, z drugiej strony uważam go za dzieło i generalnie wiele rzeczy z tym słynnym logo szanuję, acz mało znam, bo to jeden z tych artystów, co to są płodni jak ktoś kto nie zna antykoncepcji. Wrzuta kolegi Jakuba jest po prostu fajna, taka tylko i aż fajna, może nie zaskoczyła u mnie nie wiadomo jak i nie będę tego wrzucać do swojej bestki, ale klasyfikuję to w szufladce DOBRA MUZA. I zaczynam trochę żałować, że ten Księciunio, pomijając jeden wyjątek, jest praktycznie mi nieznany, ale nie napiszę tu, że pasuje to zmienić, bo odnoszę wrażenie, że napisałem to tutaj ze 3 razy za dużo.
A pamiętacie jak zmienili logo na Pornhubie po jego śmierci hehe?
New Order - Crystal
Też mi się wydawało, że NO przewijało się tutaj częściej, ale chyba też pojawiało się w albumowej? Nie znam ich twórczości po 2001 roku, jakoś tak zawsze miałem zgrzyt z ich "klasycznymi" płytami, który sprawiał, że nie chciało mi się sięgać po tej późniejsze. Kuźwa, jak se czasem myślę, to ja tutaj wyłącznie piszę o tym, że czegoś nie znam lub nie kojarzę, ale nic to. Na pewno nie kojarzy mi się to z jesienią 2005, bo z tamtym okresem to mi się kojarzy najwyżej pójście do gimnazjum i Need For Speed: Most Wanted, a nie jakieś tam zespoliki z UK. W sumie to z niczym mi się to nie kojarzy, więc mniejsza z tym. Musiał coś tam pisze o jakimś dziennikarzu, który dopatruje się podobieństw do JD, co mnie ciutkę bawi, bo za cholerę tu JD nie słyszę - ja tu słyszę po prostu... New Order, ale takie, gdzie ktoś przestawił akcenty z syntezatorów na gitary. Ale fajen to jest, takie poprawne, też nie będę opiewywał zajebistości tego tracka, ale po prostu mi się podoba. Jesień idzie, miłość rośnie (przynajmniej u mnie), jakoś to do mnie trafia.
Łona (feat. Lilu) - Mów Do Mnie
Wiecie co, ja z Łoną to mam taki problem, że z jednej strony to niby jest dla mnie pretensjonalnym typem zgrywającym bezpretensjonalnego, a z drugiej to mam to w dupie i nawet mam sentyment do jego debiutu - dalej jednak go nie słuchałem, nie chcąc sobie zacierać dobrego wrażenia lub po prostu uważając, że nie czuję żadnej potrzeby. No słucham sobie tego i tak słucham i w sumie to nic z tego nie wynika - w sumie jakbym nie wiedział, że to z jakiejś starej kompilacji, to bym uznał, że to coś współczesnego, ale sa nie wiem czy to dobrze czy to źle. Może i faktycznie poniekąd to wyprzedzało swoją epokę, ale nie wiem jakie to ma znaczenie, skoro tego po prostu nie czuję i nie zakocham się przecież na siłę. xD Zobaczymy w przyszłości, na razie mogę zaoferować zniżkę do kafejki internetowej w Proszowicach, gdzie za 2 złote można sobie wypalić płytę DVD.
Czan - Śmierć przychodzi co dzień
Generalnie to ja w muzyce i w życiu przechodzę drogę od niechęci/nienawiści do sympatii/obojętności, ale Tymon to jeden z tych nielicznych przypadków, gdy było u mnie odwrotnie. Gdy słyszę to jego pretensjonalne, newage'owe pierniczenie, o jego związkach otwartych, groomingu czy ostatecznie gdy słyszę PiSlam jest autentycznie rozsierdzony i mam ochotę rozpierdolić najbliższą rzecz w moim otoczeniu z zażenowania. Gdy jeszcze jakkolwiek szanowałem Tymona, to próbowałem ogarniać tę trójmiejską scenę, chyba nawet i słuchałem tego Czanu. Welp, uprzedzenie uprzedzeniem, ale lubiłem tę płytę 10 lat temu, i lubię ten kawałek teraz. Sam fakt, że Tymon nie był w stanie tego spierdolić w sumie dużo o tym kawałku mówi, ale jest dobry, jest klimatyczny, totalnie nie wiem też skąd Musiał wziął "alternatywne, gitarowe granei z Antyradia kiedyśtam", bo ni siusiaka to tak nie brzmi - to jest mimo wszystko o wiele sprawniejsza muza i słychać jednak, że skomponowana i wykonana przez o wiele bardziej kumatych gości. Wyjmuję głowę z dupy, posypuję popiołem i daję okejkę.
Golden Life - Escape
Ale się tu trójmiejsko zrobiło lol. Trochę ciężko mi uwierzyć w to, że wrzucił to Wuja i że to ten sam zespół, co grał Oprócz błękitnego nieba - ostatnio taki sam szok zaliczyłem gdzieś wtedy, gdy dowiedziałem się, że Formacja Nieżywych Schabuff grała post-punk na debiucie (w sumie nawet nie taki zły, a na pewno interesujący). No co tu dużo mówić, faktycznie takie Beastie Boys w domu. Sympatyczne, ma swój urok, ale czy będę do tego kiedykolwiek wracał? Raczej nie.
Kolejka z gatunku niby spoko, ale poganianie przez Murzyna tak mnie rozsierdziło, że odnoszę wrażenie, że siadła mi gorzej niż siadałby w innych okolicznościach. Na plus na pewno Czan, reszta w mniejszym lub większym stopniu sympatyczna, gdybym miał to klasyfikować to pewnie na podium by się znaleźli New Order lub Księciunio, ale kto na którym miejscu to już by musiało zależeć od mojego nastroju, pogody w Poznaniu albo waszych starych. Łona i Golden Life to nie do końca to, czego szukam w muzyce, ale bywa i tak.
Skoro pomysł się przyjął, to będę go kontynuować. Widzę, że Mikrofony się przyjęły, nie wiedziałem nawet, że Munlup je zna, ale widzę, że mimo tego ja go znam lepiej, bo dużo osób faktycznie uznało, że jest w tym dużo hiena w hienie. A że przy okazji wrzuta wam siadła, to też fajnie.
Beastie Boys - Shake Your Rump
CIEKAWE CZYJA MOGŁABY TO BYĆ WRZUTA???
Zanim zaczniecie próbować odgadnąć - parę słów ode mnie. Beastie Boys poznałem jakoś wiosną 2016 roku - to był taki dość specyficzny okres w życiu mym, który był o tyle fajny, co niemożliwy do powtórzenia. Ja to generalnie pod wieloma aspektami bywałem opóźniony, więc dla mnie tamten przedział czasowy to w sumie przedłużenie dzieciństwa - człowiek sobie siedział na zabitej deskami wiosce, zamulał na dupie słuchając muzy i grając w gierki, nieprzejmując się zbyt wieloma sprawami, którymi się przejmuje teraz i którymi przejmowali się poważni ludzie, okazjonalnie jeżdząc sobie do miasta Krakowa na zajęcia na budzie. Z racji tego, zaznajałamiałem się z ludźmi mojego pokroju. O jednym z tych znajomych pisałem - brodaty nerd, słuchający tonami proga, klasyki oraz rumuńskiej awangardy, ale właśnie wtedy zaczynało mu się coś przestawiać, bo nagle stwierdził, że znienawidzone do tamtej pory przezeń Radiohead jest spoko, a w ogóle to randomowo złapał gigafazę na Beastie Boys. Z racji tego, że nie miałem (i nie mam) osobowości, podpierzyłem od niego album Paul Boutique, co to niby jest jednym z najlepszych przezeń nagranych i w ogóle. Dałem 4 gwiazdki na rymie, więc możemy uznać, że go kupiłem i mi się spodobał.
Podrzucam wam kawałek, który chyba najlepiej oddaje to o co w tym wszystkim chodzi i w którym jest wszystko to, co w tym zespole lubię. Analogowe brzmienie, dużo zakręconego klimatu i humorku, niesamowita energia i CHEMIA między całą trójką, od której bije intensywniej niż od proszku do prania z Niemiec. Oraz LUZ i BEZPRETENSJONALNOŚĆ, a to są dla mnie rzeczy ważne i wartości jakie wyznaję.Dzięki ostatnim kolejkom sobie o tym wszystkim, o czym piszę, przypomniałem i cóż - nadal jestem tak samo pod wrażeniem, jak byłem w 2016 roku. I w sumie to nawet zabawne, bo tak się składa, że wkrótce po odkryciu tamtego kawałka pierwszy raz moje życie zmieniło się niemal o 180 stopni i teraz też tak się składa, że może być podobnie (po szczegóły zapraszam na MINTAJ+). I tylko szkoda, że reprezentacja nie gra jak wtedy, ale najwyraźniej nie można mieć wszystkiego.
Zanim wam podrzucę linka i przejdę do kazania brania i słuchania tego, parę słów od OG wrzucającego (tradycyjnie już zaangażowałem do tego ChatGPT):
Drogi Bracie Murzyn,
Mam coś specjalnego dla Ciebie - utwór, który z pewnością poruszy Twoje serce i przywróci uśmiech na Twojej twarzy. Polecam Ci kawałek "Shake Your Rump" od legendarnej grupy Beastie Boys. To połączenie rapu z funkowymi dźwiękami, które na pewno przypadnie Ci do gustu jako miłośnikowi muzyki r'n'b i rapu.
Pamiętam, że przeszłeś przez trudne chwile związane z złamanym sercem, ale teraz cieszę się, słysząc, że wszystko u Ciebie jest w porządku. Muzyka ma niezwykłą moc, by leczyć duszę, a "Shake Your Rump" ma w sobie to magiczne coś, co sprawia, że człowiek czuje się optymistycznie i pełen energii.
Ten kawałek Beastie Boys jest jak letnia bryza w gorący dzień - orzeźwiający i pełen życia. To właśnie ten rodzaj utworu, który można puszczać na maxa, tańcząc do niego na całego i zapominając o wszelkich zmartwieniach. Beastie Boys to legenda gatunku, a "Shake Your Rump" to klasyk, który nadal potrafi rozgrzać serca fanów rapu i r'n'b.
Niech ta muzyka będzie dla Ciebie dźwiękiem uwielbienia życia i przypomnieniem, że po każdej burzy w życiu wychodzi słońce. Teraz, kiedy jesteś w dobrym miejscu, warto celebrować te chwile i delektować się muzyką, która pozwala zapomnieć o smutkach.
Otwórz głośno okno, włącz "Shake Your Rump" i pozwól, by ta melodia poprowadziła Cię przez życie. Trzymaj się mocno, Bracie Murzyn, i niech muzyka zawsze będzie Twoim towarzyszem!
Z serdecznymi pozdrowieniami,
[Twoje Imię lub Pseudonim]
https://www.youtube.com/watch?si=W4hETd ... e=youtu.be
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA