01. Kto Wam wbił do głowy, że dobry gitarzysta to wirtuoz - w domyśle, grający z prędkościa światła? Jakaś dziwna szuflada tu jest. Dobry gitarzysta, to przede wszystkim gitarzysta z wyczuciem, można zagrać tylko jeden dźwięk w utworze, ale to musi być 'ten' dźwięk, dający dreszcze na plecach, budzący jakiś klimat, będący taką kropką nad 'i'. Niestety Gore od czasów MFTM po prostu napieprza w gitarę gdzie popadnie, brzdąka te swoje melodyjki (bez improwizacji), pipka ten sam riff na zasadzie loopa (Dream On, I Feel You, Barrel, Personal, Wrong itp itd) - dla ułatwienia - mógłby sobie kupić BoSS'a z serii GT i ma tam opcję 'looped live mode', wystarczy wtedy zagrać jeden riff a potem samo leci a rączki wykorzystać np do onanizmu

I patrząc na poczynania Gore z gitarą śmiem twierdzić, że gitarzystą jest co najwyżej przeciętnym/średnim.
02. Ja jak najbardziej wyobrażam sobie powrót DM do klawiszy z dużym pominięciem gitary (najwyżej 2-3 numery na koncert). Pragnę zauważyć, że wiele utworów granych teraz z gitarą można równie dobrze zagrać bez niej.
03. Ktokolwiek zabierze się za produkcję nowego albumu powinien im puścić ich 3 ostatnie płyty a potem powiedzieć: Panowie, to jest przykład jak nie gramy! Niestety, ale ten zespół po odejściu Wildera stylistycznie się pogubił, wpisał się jedynie w pewien wypracowany model i styl, ale brzmienio, a co za tym idzie i stylistycznie, bardzo zjechał w dół.