Best of Forum V

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 lut 2024 11:50

Shodan jeszcze rzuci nam jakąś Verbą lub innym Jeden Osiem L, coś tak czuję w kościach
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 lut 2024 12:05

on bankowo chadza po tych swoich mazurskich lasach i nuci "to ja i moja przestrzeeeeeń" :D
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 lut 2024 18:17

Nic z tego. Wszystkie godne uwagi utwory polskich gadczy już weszły.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 lut 2024 18:30

Kek. Mecenas polskiego rapu przemówił!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lut 2024 19:33

devotional pisze:
18 lut 2024 20:28
Damn, moją wrzuta... A czekajcie zresztą
Traktuję to jako wrzutę, więc został tylko Mentos.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 lut 2024 19:41

Wrzutka Seby? To ja wiem, pewnie "przepraszam"
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lut 2024 19:58

Było
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 lut 2024 20:15

może jest jakieś przepraszam 2
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 lut 2024 20:26

Przepraszam 2: Ostatnia Krew
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 lut 2024 20:28

Sorry I'm Late
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 lut 2024 22:44

Przepraszam.

Fajno, że udało się sprzedać klasyka muzyki okołoniezależnej i fajnie, że ktoś dzięki mojej wrzucie i pisaninie nadrobił jakąś zaległość i fajnie przeczytać pozytywne słowa na temat swojej propozycji. Generalnie fajnie.

The Rolling Stones - Gimme Shelter

Dobra wiadomość dla was: powoli kończą mi się zespoły z szeroko pojętej klasyki rocka, którymi mógłbym was zadręczać - niech Musiał nie myśli, że ma na to monopol. Zła wiadomość to taka, że jeszcze się nie skończyły i nie będę was dobijać faktem, że jesteśmy na etapie, gdzie możemy powtarzać wykonawców.

Tak czy siak popularni STONESI to jeden z tych zespołów, które przewijały się przez moje głośniki łamane na słuchawki dość często w swoim czasie, który miał miejsce gdzieś tak w pierwszej połowie poprzedniej dekady i jednak zasługuje na chociażby i takie uhonorowanie. Nawet jeśli praktycznie do nich nie wracam do nich od paru dobrych lat z zupełnie różnorakich przyczyn (trochę z powodu osłuchania, trochę wyewoluował mi gust muzyczny) to jednak nadal mam dużo respektu dla tych dziadków, i bynajmniej wcale nie tylko z powodu tego, że utrzymują się na scenie od miliarda lat.

Rolling Stonesów (powinienem tutaj przeforsować jakiś ROLLING joke) poznałem jakoś w liceum - można powiedzieć, że do tamtej pory żyłem pod kamieniem i ich nie znałem. To znaczy się - znałem nazwę i popularne logo z językiem, bo chyba tego się nie da nie znać, nawet żyjąc pod (toczącym się) kamieniem, ale nic poza tym. Jako że to był czas bardzo intensywnego nadrabiania zaległości, czym prędzej porwałem się na dyskografię i... no cóż, na początku trochę się odbiłem.

Jako że w tamtym czasie w Polsce Spotify było dopiero melodią przyszłości, posiłkowałem się dyskografią ściągnięta z nie do końca legalnego źródła. I tu generalnie pojawiały się problemy, bo te pierwsze albumy wychodziły w dwóch wersjach - przeznaczonej na rynek amerykański i rynek brytyjski, potem okazało się, że wielu rzeczy na tych albumach to w ogóle nie było, i to takich ważnych, a tak poza tym to ta muzyka jest archaiczna, dziwna i w ogóle. Istny koszmaret.

Zrobiłem coś, czego starałem się nie praktykować już wtedy, tj. ściągnąłem składankę ich największych hiciorów - w sumie to nie pamiętam czy to była jakaś oficjalna składanka, czy jakaś randomowa kompilacja, ale też nie wiem jakie to ma, prostytutka, znaczenie. xD W każdym razie W TYM KONKRENTYM PRZYPADKU był to strzał w dychę, bo się okazało, że ten zespół naprawdę fajnie grywał i potrafił miewać fajne piosenki, bo z tymi albumami to dajcie spokój, kto to widział.

Gimme Shelter zaskoczyło u mnie jakoś późnym 2010 rokiem, kiedy to wkraczałem w pełnoletność i generalnie robiłem to dość chwiejnym krokiem - tak delikatnie rzecz ująwszy otaczający mnie świat mocno mnie przytłaczał i przerastał, a że byłem wówczas maturzystą to czułem zbliżającą się wielkimi krokami presję dorosłego życia, które wkrótce miało nadejść i mnie przygnieść. I ja nie wiem czy zestawianie takich problemów z tekstem o wojnie w Wietnamie i atmosferą USA z tamtego okresu jest w ogóle na miejscu, ale ta apokaliptyczna atmosfera, którymi tamten orkes był przesiąknięty i ten kawałek też jest, mogła mocno mi się udzielić.

No i przy okazji tu jest wspaniałe intro i piękny wokal Merry Clayton.

Dobra - bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=RbmS3tQJ7Os
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 lut 2024 03:25

No co by nie mówić - dorosłość to gorzej jak wojna ;-)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 21 lut 2024 17:38

Talk Talk - I Believe in You (1988)

Czym jest Talk Talk to chyba tutaj nie muszę nikomu przedstawiać, więc moje standardowe noty biograficzne sobie daruję. Zamiast tego, skoncentruję się na feelsach, jakie ten kawałek mi daje. Musimy się przenieść w drugą połowę lutego 2007, kiedy to województwo łódzkie miało ferie zimowe, które to, z racji bycia piwniczniakiem-stulejarzem, spędziłem przede wszystkim przed kompem. Ciekawa sprawa, nie pamiętam za cholerę, w co ja wtedy mogłem w ogóle grać. Gdzieś mi się przebija przez głowę Age of Empires III, ta część z koloniami, no i... tak, to mogło być to. Ale to nie wszystko.

W tamtym czasie bardzo dużo czasu spędziłem na rozmowach nocą z pewnym dziewczęciem z Częstochowy, dla którego kilka ładnych i burzliwych lat później przeprowadziłem się do Krakowa na krótszą chwilę. Wydaje mi się, że już nawiązywałem do tej relacji - jakże formacyjnej dla mnie - w swoich wrzutkach, a na pewno jeszcze parę razy tak zrobię. Kiedy próbuję dziś w głowie przywołać tamten czas, to jest dosłownie właśnie to - siedzę przed kompem, gadam na GG z ową laską, słucham ton muzyki, tworzę własną (wtedy robiłem ostatnie już rzeczy w programach spod znaku eJay), bawię się apką StyleXP, bo potwornie nie podobał mi się oryginalny wygląd najpopularniejszego swego czasu systemu od Microshitu, maniakalnie przeglądam Deviantarta (ale nie przyznam się, pod jakimi hasłami), smuteczkuję na pełnej. Nie wiem, na ile pamięć mnie w tej chwili nie zawodzi, a na ile jest to po prostu bardzo charakterystyczna dla mnie romantyzacja przeszłości napędzana gęstą nostalgią (było nie było, od dziś do tamtego momentu minęło niemal tyle czasu, ile ja wówczas żyłem), ale w mojej głowie tamten okres, tamten luty wydaje się być bardzo... pusty. W sensie dosłownym, mało ludzi było wokół mnie, także fizycznie. Uwielbiałem łazić po zimowej Łodzi (wtedy było całkiem sporo śniegu) i zapamiętałem miasto jako potwornie wyludnione. Jakbym nikogo nie mijał na ulicach. To nie wszystko.

W tamtym czasie dobrze ziomkowałem się już z typem, z którym ziomkuję się do dziś (Hien miał okazję go poznać, ba! przez bardzo krótką chwilę był na tym forum xD), a który mieszkał w Warszawie. Zdarzyło mi się go wówczas odwiedzić, rano wsiadłem w pociąg na nieistniejącej już inkarnacji Dworca Fabrycznego, a wieczorem wracałem z Default City. Był to bodaj pierwszy raz, kiedy w ogóle byłem w Warszawie zupełnie sam, no, towarzyszyła mi oczywiście muzyka, bez której nigdzie się nie ruszałem. Dzień wybrałem wprost idealny na taką podróż, niemal cały czas padał śnieg, dopiero pod wieczór przestał, a Warszawa AD 2007 miała jeszcze ten vibe miasta pogranicza epok - już nie siermiężne lata 90., ale jeszcze nie ta przynajmniej starająca się być nowoczesną metropolia (mam zresztą wrażenie, że ten okres "przekształceń" trochę trwał, podobny opis dałem przy wrzutce Thieves Like Us ponad rok temu). Było szaro, poradziecko w szczerkowskim stylu, brudnawo, opuszczenie. Warszawę też zapamiętałem wówczas jako miasto przynajmniej częściowo martwe, może to przez pogodę, a może przez fakt, że o ile dobrze pamiętam wtedy jeszcze łódzkie i mazowieckie miały ferie razem (co zawsze powodowało katastrofę na podhalańskich stokach).

Miałem wtedy ze sobą playera Creative MuVo, którego mój ojciec kupił sobie do słuchania czytanek po niemiecku. Mój Zen Micro się wówczas trochę usmażył, więc udało mi się od niego pożyczyć ów sprzęcik i tak ruszyłem w podróż do Wielkiego Miasta (umówmy się, z perspektywy Zgierza nawet Toruń był wielki). Nie było tam za dużo pamięci, wrzuciłem tylko około 100 numerów (skąd pomysł, że w ogóle mógłbym dać radę to wszystko przesłuchać lol), a i tak przyczepiłem się może 10 najważniejszych. I to takich naprawdę najważniejszych, które wryły mi się w głowę okrutnie i kojarzę je już TYLKO z tamtym czasem. Roxy Music, John Foxx, Yazoo, ale także Lech Janerka, Recoil (jakże oryginalnie), czy Talk Talk właśnie. Talk Talk, które wtedy już długo znałem. Ale, jako prawdziwy fanboj ejtisów, równie długo zlewałem to, co nagrali po The Colour of Spring. Szczęśliwie przyszło otrzeźwienie i to w jak cudownych okolicznościach przyrody. Odbiło mi na punkcie tego numeru tak bardzo, że słuchałem go potem codziennie w ilościach przemysłowych. Najczęściej do rozmów z Częstochowianką i scrollowania Deviantarta heh. Tak się złożyło, że po dojechaniu do Warszawy musiałem jeszcze przeszło 3 godziny czekać na rzeczonego ziomka, więc spędziłem ten czas na łażeniu po centrum, bo tylko ten obszar znałem lol. Akurat otworzyli galerię handlową (nie trawię tego określenia btw) Złote Tarasy, więc mogłem chociaż w Empiku posiedzieć.

Generalnie jeśli chodzi o tamto łażenie po Stolicy, to ja mam kilka utworów, które dosłownie biły się o to miejsce w bestce, ale to nie wszystko - do samego końca miałem w planach inny, i zmieniłem zdanie na ostatnią chwilę, pisząc te słowa xD Talk Talk mimo wszystko najbardziej pasuje mi do owego niemal odrealnionego czasu, kiedy zresztą po raz pierwszy - ku własnemu zdziwieniu - doszedłem do wniosku, iż Warszawa zaczyna mi się podobać (aczkolwiek zamieszkałem tam dopiero ponad 5 lat później). Wtedy było w tym miejscu coś magicznego, mistycznego wręcz. Ciągle padający śnieg, nisko wiszące chmury, anonimowa masa ludzi przelewająca się przez "Patelnię", a po południu prawie wszyscy zniknęli. Zrobiło się cicho i spokojnie, wręcz niepokojąco. Martwo. Jak się do tego dołoży fakt, iż Hollis napisał tę piosenkę na cześć swojego brata, który popełnił samobójstwo (jeszcze jesteśmy w okolicach 5-ej rocznicy śmierci samego Hollisa)... Pod koniec dnia, kiedy ziomek już się zmaterializował, pojechaliśmy for fun "wukadką" do Podkowy Leśnej, która jeszcze nie była tak bardzo mocno zabudowana nawet jednorodzinnie, tzn. nie aż tak intensywnie, jak dziś. Wciąż sporo ulic było nieutwardzonych, nie brakowało drewnianych chałup i zawalonych różnym szajsem obejść, z kominów walił gryzący dym. Kiedy śnieg przestał w końcu padać, stanie w takich okolicznościach przyrody pośrodku improwizowanego skwerku i sączenie ciepłego browara z I Believe in You grającym w głowie stworzyło atmosferę końca, jakiegoś uwolnienia wręcz, trudno mi to opisać. Jestem człowiekiem skrajnie chorym na nostalgię, więc tego typu obrazy potwornie silnie do mnie przemawiają, aż się nie da powstrzymać łezki w oku. I nie ma to nic wspólnego z tym, że "blah blah blah, byłem młody'n'shit", tylko po prostu tego klimatu nie da się już powtórzyć (choćby dlatego, że już nie ma gdzie). Piękne wspomnienie zostało.

Tak na marginesie, ów ziomek właśnie wtedy pokazał mi The Cinematic Orchestra oraz Nicka Cave'a w całej swojej krasie, włączając na nieistniejących już konsolach w Empiku album And No More Shall We Part. Marzec upłynął pod znakiem odkrywania tych dwóch wykonawców (obok Kraftwerk i Briana Eno ma się rozumieć). Ja z kolei sprzedałem mu niecały rok wcześniej Depeche Mode i typ zakochał się w PTAku. Pamiętam taką scenę, jak wyszliśmy z przejścia podziemnego przy "Patelni", tuż obok wejść do metra, robiło się już ciemno, nie było niemal nikogo wokół, przystanęliśmy, a on nagle zaczął śpiewać "playing the angel isn't so easy where you're from". Co to ma wspólnego z moją wrzutką? Nic. Ale jak ładnie wtedy pasowało.

https://youtu.be/3EBTk5brQVY?si=2RrWva5wJE9EACb7
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 lut 2024 19:07

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 lut 2024 09:44

Wu-Tang Clan - Da Mystery of Chessboxin'

Pisałem już kiedyś, że jak Jaca wrzuca klasykę hip-hopu, to raczej jest pozamiatane, więc nie będę się powtarzał. Do takich baaardzo obszernych składów raperów podchodzę zazwyczaj z rezerwą, ale to jest Wu-Tang Clan i ich legendarny status nie wziął się z dupy. Bit jest bardzo dobry, nawijki są bardzo dobre. No, ja nie umiem za bardzo pisać o hip-hopie, ale coraz bardziej widzę różnice między tymi klasycznymi wykonawcami, korepetycje Murzyna robią swoje, ucho już wychwytuje unikalne elementy różnych składów, różnych beatmakerów, filozofii kryjącej się za albumami, itd. Kolejny doskonały numer z serii „Murzyn presents hip-hop” i w sumie nie obrażę się jeśli na jakimś etapie Wu-Tang pojawią się w albumówkach.

Bugge Wesseltoft - Somewhere in Between

O, Dragon wjeżdża z jedną z najbardziej interesujących swoich wrzut od daaawna, niejako odkrywając raczej mało u siebie eksploatowaną gębę (a raczej gębkę). Pięknie się to nam układa w tej kolejce do tej pory, Wu-Tang, potem Portishead z debiutu, a teraz niejako kontynuacja klimatów noir, ale większą dozą elektroniki i klimatów południowych. Kontrabas robi robotę, jak zawsze, wprowadza ten niepodrabialny jazzowy feeling. Klawisze też to podbijają. Wokal senny, dobrze się komponuje z resztą. Vibe mocno się wkręca. Jestem skłonny zabrać się za cały album, może wyjdę z tego starcia bardziej z tarczą niż Smoku. W każdym razie, znak jakości Munlupa zostaje przyklejony do kurtki Roberta.

DKA – Wybacz

Na moich kartach bingo 2024 z pewnością nie było historii o tym jak polski rap pomógł Wujowi przetrwać kryzys w małżeństwie. Ta bestka mówi o nas więcej niż kilkanaście lat pisania o DM na tym forum. 2006 r. też nie wspominam jakoś szczególnie, na początku rozpadł się mój pierwszy poważniejszy związek i mimo że z perspektywy czasu jestem bardzo zadowolony, że tak się stało, to wtedy nie było mi do śmiechu. Rozstanie z pierwszą dziewczyną zawsze jest specyficzne, bo wydaje się jakby uciekła ta jedyna szansa i świat się kończył. Szarpałem się wtedy długo żeby to jeszcze reanimować, nawet kiedy z drugiej strony był to już etap tak bardzo zamknięty, jak tylko się dało. Ostatecznie zostałem wtedy na kilka miesięcy wkręcony w bycie fuck-friendem, co było upokarzające, ale byłem młody (20 lat) i myślałem, że to nas w jakiś sposób znowu do siebie zbliży. Mówiąc w skrócie – a idź pan w siusiak. U Wuja sytuacja znacznie poważniejsze, bo jednak chodzi o małżeństwo. Cieszę się bardzo, że po tych prawie 20 latach, jest to tylko wspomnienie, a Wujas nadal jest mężem swojej żony. Jeśli chodzi o numer, no jest to jeden z przedstawicieli tego nieco tandetnego i przesłodzonego, ale w jakiś sposób uroczego polskiego rapu. Okładka wygląda trochę jak jakiś podręcznik do historii, sam DKA ma aparycję bardziej przewodniczącego klasy, niż polskiego rapera, ale to jak najbardziej pasuje do muzyki. Nie będę ukrywał, kontekst robi tutaj robotę, w innym wypadku mógłbym nie być szczególnie życzliwy, ale kiedy wracam myślami do tych momentów kiedy w związku zaczyna się sypać, to potrafię się odnaleźć nawet w takich utworach, jak „Wybacz”.

The Rolling Stones - Gimme Shelter

Był czas kiedy hejtowałem Stounsów, ale to było, klasycznie, w czasach kiedy znałem ich twórczość ekstremalnie pobieżnie. Przełamałem się na studiach, kiedy w ramach praktyk, pomagał w organizacji festiwalu „Off jak gorąco”, który odbywał się z ramienia WSHE, między innymi w studyjnym kinie Charlie. Tam, razem z moim najlepszym ziomem ze studiów, puszczaliśmy filmy na sali kinowej. Jednym z nich był koncert TRS, nakręcony przez Martina ‘ciupciać MCU’ Scorsese. Po tym seansie, zacząłem zupełnie inaczej myśleć o tych dziadach, mimo że sam koncert nie był nawet snapshotem jakichś ich najlepszych czasów, tylko w miarę bieżącego występu. To był 2008 r., czyli ten sam, w którym na stałe zmieniłem stronę mocy na gitary. „Gimme Shelter” to jest fenomenalny numer. Klimat, surowość brzmienia, vibe, motoryczny groove, niby śmietnik, ale wszystko tworzące spójną i zajebista całość. Jeżeli czegoś mnie nauczyli The Rolling Stones, to tego żeby nigdy nie mówić muzyce absolutnego i ostatecznego nie. Duży props from Mónloopz.

Talk Talk - I Believe in You

Kolejka kończy się utworem, który znam jak własną pościel. Zabawnie się składa, że ja i Musiał mamy w życie historie z kobietami z Częstochowy (lub okolic), do których jeździliśmy do Krakowa. U mnie zakończyło się to dobrze, u Deva nieszczególnie. Ową dziewczynę miałem okazję poznać, ostatni raz widziałem ją w 2011 r. (czy 10?) w towarzystwie Musiała i kilku wielkich baniaków z wodą. Potem, na przełomie 2011/2012 rozpętała się mega chryja, ja mówiłem Musiałowi „nie jedź tam”, a on mówił „masz rację”, po czym następnego dnia dowiadywałem się, że pojechał tam i nic dobrego z tego nie wyszło. Mniejsza.
Bawi mnie trochę jak z opisu Musiała można wywnioskować, że Hollis napisał ten numer na cześć tego, że brat popełnił samobójstwo. Ja dołożyłem swoje kilo gumisiów, jak powaliło mi się, że to „I Don’t Belive in You”. Biedny brat. W każdym razie, ja należę do tych, którzy traktują ostatnie dwie (trzy, jeśli doliczyć solo Marka) płyty Talk Talk, jak Pismo Święte. Ten kawałek zwłaszcza uwielbiam. Ten „refren” z organami i niebiańskimi chórkami, daje jakieś takie niewyobrażalne poczucie oglądania siebie z dystansu. Może trochę bredzę, ale „Spirit of Eden” to przeżycie praktycznie religijne. Wokal Marka jak zwykle graniczący z bełkotem (konia temu kto potrafiłby dokonać transkrypcji tekstów Talk Talk ze słuchu), ale jednocześnie pasujący idealnie do tła. To, czego dokonał ten zespół w czasie trwania swojej kariery, to jest coś, co trudno ogarnąć, więc zakończę tę recenzję smiejąc się z tego, że Grzesiu zakochał się w ptaku. Swoim oczywiście.

No, Panowie, same złote strzały. Kolejna doskonała kolejka, jak Wy to robicie?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 lut 2024 11:00

ja mówiłem Musiałowi „nie jedź tam”, a on mówił „masz rację”, po czym następnego dnia dowiadywałem się, że pojechał tam i nic dobrego z tego nie wyszło.
Miałem podobną historię jesienią tamtego roku, tylko zamiast Częstochowy był Poznań
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 lut 2024 07:06

Portishead - Mysterons

Dawno nie słuchałem Dummy ani czegokolwiek z debiutu Portis, z tego co pamiętam Mysterons chyba akurat średnio mi leżało więc dobrze było wrócić i zweryfikować. Było warto, ten utwór to absolutnie mistrzostwo, nie wiem w sumie co mogło by mi w nim nie leżeć, chyba theremin mi nie robił może wcześniej? Nieważne, może pomyliłem kawałki. Bit klasa z tymi wojskowymi werblami jakby, gitara jak należy skromnie i w punkt, Gibbons dramatyczna jak zawsze, niby z grubsza to samo co we wrzucanym przeze mnie Over no ale, dochodzi theremin i pod koniec jeszcze jeden synth się przewija i wtedy klimat robi się mocno jak z jakiegoś kina sci-fi z lat 60. Pierwsza klasa trip-hopu i co najlepsze oczywiście największą konkurencją dla nich było MA a jednocześnie nie - bo to całkiem odmiennie brzmiące projekty wewnątrz przecież jednego gatunku i inaczej gryzły temat. Świetny powrót do tego numeru.

Bugge Wesseltoft - Somewhere In Between

Nie wiem czy dzieło przypadku czy inspiracja wrzutką Hiena nieco ale Smoku bardzo zgrabnie pociągnął klimat kolejki jednocześnie robiąc to po swojemu. Nigdy dotąd nie słyszałem o tym wykonawcy ale takie 90sowe nu-jazzowe granie łykam jak pelikan. Może ciut drażni mnie ten dęciak wchodzący później ale ma to nieco wtedy vibe ostów do Twin Peaks nawet. Fantastyczny kontrabas, trochę taki basowy jazzowy klimat chwilami będę mógł Wam sprzedać jak w końcu wlecę z tym albumem Husky, myślę że w tym roku się uda. Ta wrzutka już od pierwszych dźwięków klawiszy jest absolutnie fenomenalna, chylę czapkę, jedna z najlepszych wrzut Smoka ever i do tego o idealnej porze jak dla mnie.

DKA - Wybacz

Wraz z wrzutą Wujasa wbijamy już w inne klimaty i przenosimy się do następnej dekady, rok 2006, wspomnień czar. DKA kojarzę tylko z jednego singla za którym nie przepadałem, koleś nie był jakimś mega sprawnym nawijaczem ALE nie o to chodzi w tej wrzutce przecież. Bo tu oto polski rap wrzuca nam WUJAS, największy mecenas gatunku i otwiera przy tym swoje twarde żołnierskie serducho wspominając trudny życiowy czas. I reszta traci znaczenie, co tu mówić, pięknie opisany kontekst i łatwiej zrozumieć i relować z takim numerem no a do tego hello - rok 2006, ostatnia klasa liceum dla mnie, czar nostalgii jest srogi. To jest coś co mógłby na szkolnym korytarzu z pierwszej empetrójki sprzedać mi ziomek z klasy, dobry chłopak z którym już kontaktu nie mam a długo się bujaliśmy razem. To jest rap jakiego nie słuchałem, który omijałem a dziś nostalgizuję go tak jak Co Cię Boli bo to mnie ominęło właśnie. Bo te numery wcale nie są takie złe jak je wtedy malowałem, jest naprawdę git. Życzę Wujasowi żeby za X czasu też był w stanie wrócić do moich polskich rapowych wrzutek i stwierdzić - ej, to jest ok :D

The Rolling Stones - Gimme Shelter

Nigdy jakoś nie wkręciłem się w Stonesów, planowałem sprawdzić pewną płytę i w sumie nie wyszło, lubię raptem jakiś jeden ich kawałek. Chyba nie spodziewałem się po tej wrzutce niczego a już zwłaszcza że to będzie jakiś soundtrack do wojny w Wietnamie. Kompozycja - bałagan, jak chyba większość ich muzy, nic się tu dla mnie szczególnie nie wyróżnia i nie chwyta za ucho, braku laku najlepiej robią to wokale a zwłaszcza damskie chórki są spoko. Poza tym trochę tak jakby to określił Czezu - jakby grały Muppety. Po ładnym nawet wstępie robi się potem trochę bałagan. Nie wiem, ja odnoszę wrażenie że gitary albo grają bez ładu i składu trochę albo nie są dobrze wyeksponowane w miksie, mam problem jeśli w rockowej muzie gitary mi nie banglają a kompozycja tu nie nadrabia mam wrażenie. Nie wiem, dla mnie średni ten numer i chyba lepszym showcasem ich możliwości był nawet mój indyjski cover Jumpin' Jack Flash :p

Talk Talk - I Believe In You

Talk Talk też przyznam szczerze znam słabo a poza największymi dwoma hitami jakoś nie przepadam chyba. Myślę że Hollis był tak specyficznym wokalistą że naprawdę wybrani jarają się jego śpiewem i ja do nich się nie zaliczam, zaś hity lubię bo to dobra muza jest abstrahując od jego wokalu. Ten kawałek jest taki rozwleczony jak flaki z olejem i kompletnie mi teraz nie leży nie będę ukrywał, to nie są klimaty jakimi raczyłbym się o tej porze roku, mam wrażenie że taka muzyka za bardzo podbija ten gówniano mokry klimat przedwiośnia. Jeśli przy Stonesach się coś wahałem tak tu jestem na nie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 24 lut 2024 19:59

Jak tam, słucha się?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 24 lut 2024 20:00

Mozolnie, ale tak.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 lut 2024 21:47

Taka dobra kolejka i takie męczarnie? Wyjdzie, że Melki miał rację
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn