Best of Forum (edycja filmowa)
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Zarzucasz nam olewkę, a sam obejrzałeś chyba dopiero wczoraj xd
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale ja mówię o odżywaniu się w temacie. Pytałem, czy ktoś oglądał, to się tylko Czez odezwał. Tak trudno dać znać?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie wiem co na to Dragon, ale myślę, że trzeba rzucić jakimś deadlinem, a w następnych kolejkach rzucać nimi z góry, bo choćby po sobie wiem, że bez takich limitów czasowych trudno się zebrać do oglądania. Proponuję połowę lutego jako definitywny deadline dla Ostatniego Komersu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10306
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Żaden problem, dwa tygodnie maks, szkoda marnować czas na oczekiwanie. Najłatwiejszy film najbardziej zmiótł z planszy (nikomu nie chciało się obejrzeć)
-
Czez
- Posty: 9729
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Obejrzales?shodan pisze:26 sty 2023 00:09Do końca tygodnia obejrzę. Rzeczywiście temat trochę zapomniany. Musisz Hien jako założyciel tematu trochę nas opierniczać, to się zbierzemy. Ponaglanie jednak człowieka mobilizuje.![]()
Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13788
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wiem że w sumie nikogo to ale jedynie jako motywator napiszę że nawet ja poza konkursem już Ostatni Komers obejrzałem
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja myślę, że kto obejrzał to może już powoli zacząć wrzucać recenzje. Za dwa tygodnie ruszymy po prostu z następną propozycją. Na razie wiem, że obejrzeli Czez, ja i Murzyn, który nie bierze udziału w zabawie xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
UWAGA, do wszystkich, którzy nie oglądali (czyli wszystkich poza Czezem), są spoilery, więc wrzucam na razie tylko dla Dragona.
Ostatni Komers
Ostatni komers, dzisiaj się rozstaniemy, dzisiaj się rozejdziemy, itd. Miałem spore opory przez obejrzeniem tego filmu, bo mnie takie obrazy przedstawiające dojrzewanie gdzieś na przełęczy patologii, najczęściej odrzucają. Co gorsza, większość z nich powiela te same wytarte schematy.
Rzuciłem okiem na cv reżysera, jest skromnie, ale od czegoś trzeba zacząć. „Ostatni komers” to jest film, który mogę określić jako ok. Nie jest ani wybitnie zły, ani wybitnie dobry, po prostu ok, ale „ok” ode mnie dla filmu w w/w klimatach, to już jest w sumie dosyć pozytywna ocena.
Nie chce mi się, w stylu Murzyna, opisywać filmu klatka po klatce, wszyscy w końcu go widzieliście (chociaż w momencie kiedy to pisze, to mało kto widział lol), więc skupię się na tych fragmentach, o których mam coś do powiedzenia. Fabularnie, jest tu potwornie dużo klisz, które znam z innych dzieł tego typu. Obowiązkowy motyw kościelny, jak w każdym polskim filmie, niezależnie od tego, czy w lewo, czy w prawo. Absolutnie obowiązkowy motyw z zajściem w ciąże jednej z głównych bohaterek. To jak film fantasy bez elfów, po prostu się nie da. Stały wątek romansu ze starszą osobą. Motywy ukrywające się za konfliktami również wszystkie zaczerpnięte z jakiegoś songbooka „realistycznych” filmów o nastolatkach. Krótko mówiąc, jest tu naprawdę niewiele świeżych pomysłów, ale w Polsce kręci się po prostu jeden film tego typu, tylko aktorzy się zmieniają. No, ale ten aspekt mamy za sobą i to wcale nie świadczy o tym, że chujowo się ogląda.
Aktorsko, są tu ludzie, którzy mi w ogóle nie robią i są ludzie, którzy są spoko i ich kreacje mnie w jakiś sposób przekonują. Tych drugich jest w sumie niewiele i na pierwszy plan wysuwa się mój imiennik o ksywie Łysy (ksywa też za ileś lat będzie pasowała). Gość w sumie nie robi wiele, nie mówi wiele, taki typowy czuły brutal, którego dialogi dostały mięśnie i krzywe spojrzenia. Ale ja to kupuję. Czy można tę postać polubić? No, w tym miejscu muszę powiedzieć, że nie da się polubić praktycznie żadnego z tych bohaterów, z jednym wyjątkiem. Obligatoryjny wątek LGBTQ wypluwa postać Tomka, jedyną postać w „Ostatnim Komersie”, która wzbudziła we mnie sympatię. Wiadomo, znowu klisza na kliszy: chłopak jest gejem, ale jest młody, coming out to samobójstwo, nie wiadomo o co chodzi, same problemy, a do tego zakochuje się w chłopaku siostry. Co mogli, to zwalili typowi na łeb, a on mimo to, nadal wydaje się być tu najbardziej normalny, wyluzowany, zdrowomyślący i zdrowopostęujący. Tańczy, pisze piosenki hip-hopowe, swój chłop. A do tego, chyba tylko on (może jeszcze trochę Łysy) wydaje się tutaj nie być totalną wydmuszką. Jeszcze do niego wrócę.
Damska część obsady do zapomnienia i to szybkiego, męska w większość zresztą też. To nie wina aktorów, tylko scenariusza, który tak, a nie inaczej tymi charakterami rozporządza. Łysy ma ten moment kiedy przyznaje się Monice do romansu, ale ostatecznie od kochanki też dostaje kosza, bo mąż (kolejny mocno zużyty wątek). W efekcie, na tytułowym ostatnim komersie po prostu odpływa. I to było fajne, bo fajnie zrealizowane, wizualnie, z fajną muzyką. No właśnie, Dragon mówi, że w filmie dobra muzyka i w sumie jak spojrzałem na soundtrack, to widzę tu dużo rzeczy ze świata Dragona. Ja się aż tak nie pojarałem, większość piosenek jednak meh, ale niektóre stanowiły klimatyczny dodatek do tego co się działo na ekranie, więc generalnie nie chcę się tutaj czepiać. Zresztą ta muza ma być związana z młodzieżą, a nie pierdami 30+.
No właśnie, co z dorosłymi? Dorośli prawie nie istnieją w tym filmie, poza jakimiś drobnymi epizodami jak ojciec Oliwii, kochanka Łysego, ksiądz, kurator. Reszta to jakieś kilkusekundowe cameo rodziców, sklepikarzy, itd. I słusznie, moim zdaniem. Stworzono taki mikrokosmos nastolatków, „Władcy Much” wygenerowane przez ujęcia, scenki, itd. Dorośli, to background noise w tej opowieści. Ale tak rzucam tym słowem „dorośli”, a czy bohaterowi stają się dorośli w trakcie trwania filmu. No, jest to na pewno jakaś droga ku temu. Opis „Ostatniego Komersu” mówi, że to „portret współczesnej młodzieży poszukującej tożsamości, przynależności i więzi”. Ładnie to brzmi na papierze, ale czy faktycznie widać tutaj to poszukiwanie tożsamości, przynależności i więzi? Są tego strzępy, ale nic z tego nie wydaje mi się być jakoś bardzo wiarygodne, a fakt, że większość z elementów scenariusza przemielono już wielokrotnie w innych filmach, tez nie pozwala do końca spojrzeć na „Ostatni Komers”, jak na coś więcej niż fikcję. To tyle jeśli chodzi o „współczesność” tej młodzieży, bo problemy mają te same co ludzie z pokoleń wstecz. Jedynie Tomek ma tutaj jakiś naprawdę kompletny arc. Ostatnia scena kiedy mocno wypity Łysy mówi „ja nie jestem pedałem” i zatacza się chodnikiem do domu, a Tomek jak gdyby nic, rusza w swoją stronę, to chyba moja ulubiona scena w całym filmie. Jest w tym coś abstrakcyjnego, jakby to był fragment jakiegoś polskiego Twin Peaks. Z jednej strony scena smutna, bo Tomek rzutem na taśmę dołącza do klubu bohaterów, którzy dostali kosza, ale też jest w tym coś dziwnie humorystycznego. Reżyser nie bawił się w usilne udramatyzowanie tej sceny. Szybkie odcięcie pępowiny, „nie jestem pedałem” i żyjemy dalej. Takie po prostu „smutne heh”. Pierwszy i nie ostatni cios w życiu Tomka, ale mam wrażenie, że chłopak to przetrwał, bo takim go przedstawiono w tym filmie. Dlatego dla mnie to jest przede wszystkim film o Tomku i Łysym, a reszta? No, reszta jest. Ewentualnie mogę wyróżnić Chomika, który jest taką pomocną pizdą. Chce dobrze, w ten swój naiwny, dziecinny sposób. Próbuje być dorosły w sytuacji tego wymagającej, korzystając z tych życiowych przyborów, które ma, a ma niewiele.
Murzyn wspomniał o „Kids”, filmie który przerabiałem i analizowałem na studiach, na zajęciach pt. „Niezależne kino amerykańskie” prowadzonych przez mojego promotora z licencjatu, profesora Andrzeja Pitrusa (wybitnego znawcy kina z JUESEJ). Tamten film, mimo że podobny, podobał mi się znacznie bardziej. No, ale Dawid Nickel, to nie Larry Clark i Harmony Korine. Tamten duet to było objawienie na skalę całego Sundance, jednocześnie mocno dzieląc krytyków (nagrody za najlepszy i najgorszy film). Niemniej, ja nadal seanse „Ostatniego Komersu” wspominam bardziej pozytywnie, niż negatywnie. Co się udało, to stworzyć fajny i bardzo konkretny klimat, właśnie przez specyficzne ujęcia, muzykę, itd. Nawet jeżeli treść niczym nie urzeka, klisza goni kliszę, a większość bohaterów to tylko twarze, to moim zdaniem klimat nadal taki film potrafi w jakimś stopniu udźwignąć i to się tutaj udało. Gdyby nie to, to raczej byłoby słabo.
I to w zasadzie wszystko co mam do napisania o „Ostatnim Komersie”. To nie jest absolutnie zły film, ale też nie jest to coś do czego z chęcią będę wracał. Te młodzieżowe rozterki są mi odległe na dwóch biegunach. Jestem za stary, żeby się w pełni utożsamiać z tymi ludźmi (kiedy ja byłem w tym wieku, życie było inne, ludzie byli inni, mimo wszystko), ale też np. nie mam jeszcze dziecka w tym wieku, żeby mnie ten film w jakiś sposób zaniepokoił, trzepnął, kazał się zastanowić. Dragonowi to wszystko jest bliższe, a do tego dochodzą jakieś osobiste konotacje z ekipą, która pracowała nad tym filmem. Jak ja szedłem do gimbazy, to w telewizji leciała „Spona”.
Ostatni Komers
Ostatni komers, dzisiaj się rozstaniemy, dzisiaj się rozejdziemy, itd. Miałem spore opory przez obejrzeniem tego filmu, bo mnie takie obrazy przedstawiające dojrzewanie gdzieś na przełęczy patologii, najczęściej odrzucają. Co gorsza, większość z nich powiela te same wytarte schematy.
Rzuciłem okiem na cv reżysera, jest skromnie, ale od czegoś trzeba zacząć. „Ostatni komers” to jest film, który mogę określić jako ok. Nie jest ani wybitnie zły, ani wybitnie dobry, po prostu ok, ale „ok” ode mnie dla filmu w w/w klimatach, to już jest w sumie dosyć pozytywna ocena.
Nie chce mi się, w stylu Murzyna, opisywać filmu klatka po klatce, wszyscy w końcu go widzieliście (chociaż w momencie kiedy to pisze, to mało kto widział lol), więc skupię się na tych fragmentach, o których mam coś do powiedzenia. Fabularnie, jest tu potwornie dużo klisz, które znam z innych dzieł tego typu. Obowiązkowy motyw kościelny, jak w każdym polskim filmie, niezależnie od tego, czy w lewo, czy w prawo. Absolutnie obowiązkowy motyw z zajściem w ciąże jednej z głównych bohaterek. To jak film fantasy bez elfów, po prostu się nie da. Stały wątek romansu ze starszą osobą. Motywy ukrywające się za konfliktami również wszystkie zaczerpnięte z jakiegoś songbooka „realistycznych” filmów o nastolatkach. Krótko mówiąc, jest tu naprawdę niewiele świeżych pomysłów, ale w Polsce kręci się po prostu jeden film tego typu, tylko aktorzy się zmieniają. No, ale ten aspekt mamy za sobą i to wcale nie świadczy o tym, że chujowo się ogląda.
Aktorsko, są tu ludzie, którzy mi w ogóle nie robią i są ludzie, którzy są spoko i ich kreacje mnie w jakiś sposób przekonują. Tych drugich jest w sumie niewiele i na pierwszy plan wysuwa się mój imiennik o ksywie Łysy (ksywa też za ileś lat będzie pasowała). Gość w sumie nie robi wiele, nie mówi wiele, taki typowy czuły brutal, którego dialogi dostały mięśnie i krzywe spojrzenia. Ale ja to kupuję. Czy można tę postać polubić? No, w tym miejscu muszę powiedzieć, że nie da się polubić praktycznie żadnego z tych bohaterów, z jednym wyjątkiem. Obligatoryjny wątek LGBTQ wypluwa postać Tomka, jedyną postać w „Ostatnim Komersie”, która wzbudziła we mnie sympatię. Wiadomo, znowu klisza na kliszy: chłopak jest gejem, ale jest młody, coming out to samobójstwo, nie wiadomo o co chodzi, same problemy, a do tego zakochuje się w chłopaku siostry. Co mogli, to zwalili typowi na łeb, a on mimo to, nadal wydaje się być tu najbardziej normalny, wyluzowany, zdrowomyślący i zdrowopostęujący. Tańczy, pisze piosenki hip-hopowe, swój chłop. A do tego, chyba tylko on (może jeszcze trochę Łysy) wydaje się tutaj nie być totalną wydmuszką. Jeszcze do niego wrócę.
Damska część obsady do zapomnienia i to szybkiego, męska w większość zresztą też. To nie wina aktorów, tylko scenariusza, który tak, a nie inaczej tymi charakterami rozporządza. Łysy ma ten moment kiedy przyznaje się Monice do romansu, ale ostatecznie od kochanki też dostaje kosza, bo mąż (kolejny mocno zużyty wątek). W efekcie, na tytułowym ostatnim komersie po prostu odpływa. I to było fajne, bo fajnie zrealizowane, wizualnie, z fajną muzyką. No właśnie, Dragon mówi, że w filmie dobra muzyka i w sumie jak spojrzałem na soundtrack, to widzę tu dużo rzeczy ze świata Dragona. Ja się aż tak nie pojarałem, większość piosenek jednak meh, ale niektóre stanowiły klimatyczny dodatek do tego co się działo na ekranie, więc generalnie nie chcę się tutaj czepiać. Zresztą ta muza ma być związana z młodzieżą, a nie pierdami 30+.
No właśnie, co z dorosłymi? Dorośli prawie nie istnieją w tym filmie, poza jakimiś drobnymi epizodami jak ojciec Oliwii, kochanka Łysego, ksiądz, kurator. Reszta to jakieś kilkusekundowe cameo rodziców, sklepikarzy, itd. I słusznie, moim zdaniem. Stworzono taki mikrokosmos nastolatków, „Władcy Much” wygenerowane przez ujęcia, scenki, itd. Dorośli, to background noise w tej opowieści. Ale tak rzucam tym słowem „dorośli”, a czy bohaterowi stają się dorośli w trakcie trwania filmu. No, jest to na pewno jakaś droga ku temu. Opis „Ostatniego Komersu” mówi, że to „portret współczesnej młodzieży poszukującej tożsamości, przynależności i więzi”. Ładnie to brzmi na papierze, ale czy faktycznie widać tutaj to poszukiwanie tożsamości, przynależności i więzi? Są tego strzępy, ale nic z tego nie wydaje mi się być jakoś bardzo wiarygodne, a fakt, że większość z elementów scenariusza przemielono już wielokrotnie w innych filmach, tez nie pozwala do końca spojrzeć na „Ostatni Komers”, jak na coś więcej niż fikcję. To tyle jeśli chodzi o „współczesność” tej młodzieży, bo problemy mają te same co ludzie z pokoleń wstecz. Jedynie Tomek ma tutaj jakiś naprawdę kompletny arc. Ostatnia scena kiedy mocno wypity Łysy mówi „ja nie jestem pedałem” i zatacza się chodnikiem do domu, a Tomek jak gdyby nic, rusza w swoją stronę, to chyba moja ulubiona scena w całym filmie. Jest w tym coś abstrakcyjnego, jakby to był fragment jakiegoś polskiego Twin Peaks. Z jednej strony scena smutna, bo Tomek rzutem na taśmę dołącza do klubu bohaterów, którzy dostali kosza, ale też jest w tym coś dziwnie humorystycznego. Reżyser nie bawił się w usilne udramatyzowanie tej sceny. Szybkie odcięcie pępowiny, „nie jestem pedałem” i żyjemy dalej. Takie po prostu „smutne heh”. Pierwszy i nie ostatni cios w życiu Tomka, ale mam wrażenie, że chłopak to przetrwał, bo takim go przedstawiono w tym filmie. Dlatego dla mnie to jest przede wszystkim film o Tomku i Łysym, a reszta? No, reszta jest. Ewentualnie mogę wyróżnić Chomika, który jest taką pomocną pizdą. Chce dobrze, w ten swój naiwny, dziecinny sposób. Próbuje być dorosły w sytuacji tego wymagającej, korzystając z tych życiowych przyborów, które ma, a ma niewiele.
Murzyn wspomniał o „Kids”, filmie który przerabiałem i analizowałem na studiach, na zajęciach pt. „Niezależne kino amerykańskie” prowadzonych przez mojego promotora z licencjatu, profesora Andrzeja Pitrusa (wybitnego znawcy kina z JUESEJ). Tamten film, mimo że podobny, podobał mi się znacznie bardziej. No, ale Dawid Nickel, to nie Larry Clark i Harmony Korine. Tamten duet to było objawienie na skalę całego Sundance, jednocześnie mocno dzieląc krytyków (nagrody za najlepszy i najgorszy film). Niemniej, ja nadal seanse „Ostatniego Komersu” wspominam bardziej pozytywnie, niż negatywnie. Co się udało, to stworzyć fajny i bardzo konkretny klimat, właśnie przez specyficzne ujęcia, muzykę, itd. Nawet jeżeli treść niczym nie urzeka, klisza goni kliszę, a większość bohaterów to tylko twarze, to moim zdaniem klimat nadal taki film potrafi w jakimś stopniu udźwignąć i to się tutaj udało. Gdyby nie to, to raczej byłoby słabo.
I to w zasadzie wszystko co mam do napisania o „Ostatnim Komersie”. To nie jest absolutnie zły film, ale też nie jest to coś do czego z chęcią będę wracał. Te młodzieżowe rozterki są mi odległe na dwóch biegunach. Jestem za stary, żeby się w pełni utożsamiać z tymi ludźmi (kiedy ja byłem w tym wieku, życie było inne, ludzie byli inni, mimo wszystko), ale też np. nie mam jeszcze dziecka w tym wieku, żeby mnie ten film w jakiś sposób zaniepokoił, trzepnął, kazał się zastanowić. Dragonowi to wszystko jest bliższe, a do tego dochodzą jakieś osobiste konotacje z ekipą, która pracowała nad tym filmem. Jak ja szedłem do gimbazy, to w telewizji leciała „Spona”.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13788
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wpadam na gościnny występ skoro i tak już obejrzałem i dopóki ten film jest omawiany to chyba nie narobię bałaganu jak dorzucę coś od siebie a przy okazji zawsze doleję jakiegoś paliwa do dyskusji.
Ostatni Komers
Dragon zaproponował nam seans czegoś co myślę dotyczy rzeczy i klimatów mu w miarę bliskich, młodzieżowe klimaty, emocjonalne rozterki, poszukiwanie własnej drogi i tożsamości. Raz na jakiś czas zdarzają się w naszym rodzimym kinie filmy probujące ugryźć tą tematykę z różnym skutkiem, z rzeczy polskich które widziałem nasuwają mi się na myśl Galerianki czy Świnki, z zagranicznych wspomniane przeze mnie na grupie Kids. Widząc logo Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na wejściu poczułem (być może mylnie, jestem laikiem) że o, znaczy się będzie kino bardziej niezależne, próbujące być nieco bardziej ambitne może, chały totalnej nie będzie.
Fabularnie faktycznie, film powiela różne klisze, to jest trochę takie Kids w domu, pozmieniano parę wątków, dorzucono kościół i polskie realia w tle i mamy film dla młodzieży na nasze podwórko.
W teorii myślę patrząc na filmowy plakat zamierzeniem może było opowiedzenie historii czterech osób których losy się przeplatają we wspólnej szkole, jednakże faktycznie przytaknąć muszę Kubie że (niestety jak to często bywa w naszym kinie) role kobiece potraktowano chyba trochę po macoszemu. Miłym zaskoczeniem była dla mnie obecność w filmie kilku twarzy znanych mi już z widzianego niedawno serialu Sexify (szczęśliwym zbiegiem okoliczności Komers choć starszy widziałem dopiero teraz już ich znając). Tym samym miałem miejscami delikatny handicap bo podoba mi się Sandra Drzymalska w roli takiej charakternej małolaty czy Dobromir Dymecki w roli czułego samotnego ojca Oliwii. Ale główne role jednak to duet Sitnicki (Łysy)/Matczak (Tomek), obaj kompletnie mi obcy ale dobrze grający swoje role. Łysy taki raczej stereotypowy blokers, jest po prostu dla innych synonimem zajebistości, typowy samiec alfa, ma nową fajną dziewczynę ale to mu nie wystarcza i szukając kolejnych wrażeń zalicza krótki romans z sąsiadką (albo krócej - zalicza sąsiadkę xD). Tomek jego wingman, najlepszy kumpel Łysego a w istocie wrażliwiec i w dodatku gej zakochany w koledze - na domiar złego chłopaku własnej siostry, to skomplikowane nagromadzenie romantycznych emocji mi się podobało akurat bo podbijało dramat Tomka który był między młotem a kowadłem. Z jednej strony siostra, mimo wszystko kochająca, zawsze lojalna i stająca w jego obronie a z drugiej chłopak w którym nieszczęśliwie się zakochał, szorstki heteroseksualista, w którego najdrobniejszych gestach Tomek rozpaczliwie doszukuje się akceptacji. Monika - o niej w sumie zdawkowo traktuje film - próbuje tworzyć związek z Łysym ale od początku traktowana jest trochę drugoplanowo przez niego samego i poza tym że raz po raz odbija się od ściany aż związek się rozlatuje nie dowiadujemy się o niej zbyt wiele (no ok poza wspomnianą już lojalnością wobec brata). Jest jeszcze na doczepkę trochę Oliwka, młodsza dziewczyna która pragnie być cool i marzy o starszym chłopaku z którym ostatecznie zalicza wpadkę po czym czar pryska. Zostając z problemem sama ostatecznie postanawia wrobić w ciążę niejakiego Chomika który natarczywie za nią chodzi i który po Tomku jest chyba też najbardziej tragicznym bohaterem opowieści bo nieświadomie wdepuje w niezłą kakę przez swoje zaślepienie.
Zasadniczo wszystkie wątki prowadzą do nikąd, sorry, do niczego pozytywnego chciałem rzec - Monika traci chłopaka, Łysy traci upragnioną kochankę, Tomek traci kumpla dostając jednocześnie kosza, Oliwka zostaje z dzieckiem i perspektywą poprawczaka, o Chomiku nawet nie myślę bo na pewno też ma przekichane, pod tym wzgledem zdaje się mamy taką paralelę ze wspomnianym filmem Kids że wszystko idzie ku gorszemu ostatecznie. Otrzymujemy zatem taki krótki dramatyczny wycinek z życia tej grupy znajomków.
Pod kątem bardziej technicznym niewiele pewnie mogę powiedzieć, film mi się podobał - obrazy, kolory, przede wszystkim muzyka i jej wykorzystanie (na propsie Explosion, w tle też chyba wychwyciłem Bellę Ćwir ale dokładnie nie zerkałem na soundtrack), choć te białe bejsbolowe czapeczki i techniawkowe nuty trącą bardziej klimatem wczesnych lat 2000., trochę revivalowo to brzmiało i wyglądało (kojarzyło mi się z Rysami od Dyspensa Records itp. klimatami). Nie sięgałbym po to osobno ale w filmie pięknie grało to wszystko.
Nie wiem na ile konieczne było to wtrącanie kościelnego wątku/tła, mam wrażenie że to takie wzięte z checklisty każdego polskiego filmu o prowincji ale nie żyję AŻ na takiej prowincji by wiedzieć na ile to się przekłada na życie tamtejszej polskiej młodzieży współczesnie. Jeszcze w ramach odniesień do cudzej twórczości ja w tych scenach podglądania i romansu ze starszą sąsiadką upatrywałem się trochę echa Kieślowskiego i jego Dekalogu VI/Krótkiego filmu o miłości, ale to luźne nawiązanie jednak, Agnieszce Żulewskiej - choć lubię ją oglądać - daleko do Szapołowskiej, choć też ma swój własny fajny magnetyzm.
Trochę zatem ten film jest tak posklejany z różnych znajomych klisz, nieco jak wygenerowany przez sztuczną inteligencję polski film o nastolatkach z prowincji z obowiązkowym nieco dziś już wątkiem LGBT. Nie jest to film zły, jest po prostu ok ale co najważniejsze - ja właściwie lubię takie filmy. To zakończenie może bez wielkich fajerwerków ale tym samym trochę bardziej realistyczne jak bardzo zwyczajnie urywają się te miłosne nadzieje Tomka. Łysy koniec końców nie wychodzi jakoś mocno wcale na głównego bohatera filmu bo historia Tomka jest tu ciekawsza na pewno.
Podobał mi się - choć epizodyczny - ojciec Oliwki, to że ukazano go jednak jako troskliwego a nie był kolejnym z tych rodziców co to tylko pasem potrafią przylać, choć może to było tylko odhaczenie też z checklisty samotnego ojca - samca beta.
Film był w sumie spoko, nie był za długi, akcja raczej spokojnie się toczyła, może za płytko pewne rzeczy ugryziono czy ukazano lub czasem marnowano czas na zbędne sceny ale gra aktorska była ok, oprawa dźwiękowa i obrazy też, obejrzałem trochę dla zabicia czasu i to było w sam raz na taką okazję. W sumie może to i lepiej że większej dramy na koniec nie zaserwowano bo potem człowiek by musiał do siebie dochodzić ("Sala samobójców" lub jej kontynuacja tak na mnie działały, trochę za intensywne, zresztą z Kids podobnie miałem, wolę z braku laku może słabiej zrealizowany film po którym jednak się lepiej czuję niż tamte wymienione).
Ostatni Komers
Dragon zaproponował nam seans czegoś co myślę dotyczy rzeczy i klimatów mu w miarę bliskich, młodzieżowe klimaty, emocjonalne rozterki, poszukiwanie własnej drogi i tożsamości. Raz na jakiś czas zdarzają się w naszym rodzimym kinie filmy probujące ugryźć tą tematykę z różnym skutkiem, z rzeczy polskich które widziałem nasuwają mi się na myśl Galerianki czy Świnki, z zagranicznych wspomniane przeze mnie na grupie Kids. Widząc logo Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na wejściu poczułem (być może mylnie, jestem laikiem) że o, znaczy się będzie kino bardziej niezależne, próbujące być nieco bardziej ambitne może, chały totalnej nie będzie.
Fabularnie faktycznie, film powiela różne klisze, to jest trochę takie Kids w domu, pozmieniano parę wątków, dorzucono kościół i polskie realia w tle i mamy film dla młodzieży na nasze podwórko.
W teorii myślę patrząc na filmowy plakat zamierzeniem może było opowiedzenie historii czterech osób których losy się przeplatają we wspólnej szkole, jednakże faktycznie przytaknąć muszę Kubie że (niestety jak to często bywa w naszym kinie) role kobiece potraktowano chyba trochę po macoszemu. Miłym zaskoczeniem była dla mnie obecność w filmie kilku twarzy znanych mi już z widzianego niedawno serialu Sexify (szczęśliwym zbiegiem okoliczności Komers choć starszy widziałem dopiero teraz już ich znając). Tym samym miałem miejscami delikatny handicap bo podoba mi się Sandra Drzymalska w roli takiej charakternej małolaty czy Dobromir Dymecki w roli czułego samotnego ojca Oliwii. Ale główne role jednak to duet Sitnicki (Łysy)/Matczak (Tomek), obaj kompletnie mi obcy ale dobrze grający swoje role. Łysy taki raczej stereotypowy blokers, jest po prostu dla innych synonimem zajebistości, typowy samiec alfa, ma nową fajną dziewczynę ale to mu nie wystarcza i szukając kolejnych wrażeń zalicza krótki romans z sąsiadką (albo krócej - zalicza sąsiadkę xD). Tomek jego wingman, najlepszy kumpel Łysego a w istocie wrażliwiec i w dodatku gej zakochany w koledze - na domiar złego chłopaku własnej siostry, to skomplikowane nagromadzenie romantycznych emocji mi się podobało akurat bo podbijało dramat Tomka który był między młotem a kowadłem. Z jednej strony siostra, mimo wszystko kochająca, zawsze lojalna i stająca w jego obronie a z drugiej chłopak w którym nieszczęśliwie się zakochał, szorstki heteroseksualista, w którego najdrobniejszych gestach Tomek rozpaczliwie doszukuje się akceptacji. Monika - o niej w sumie zdawkowo traktuje film - próbuje tworzyć związek z Łysym ale od początku traktowana jest trochę drugoplanowo przez niego samego i poza tym że raz po raz odbija się od ściany aż związek się rozlatuje nie dowiadujemy się o niej zbyt wiele (no ok poza wspomnianą już lojalnością wobec brata). Jest jeszcze na doczepkę trochę Oliwka, młodsza dziewczyna która pragnie być cool i marzy o starszym chłopaku z którym ostatecznie zalicza wpadkę po czym czar pryska. Zostając z problemem sama ostatecznie postanawia wrobić w ciążę niejakiego Chomika który natarczywie za nią chodzi i który po Tomku jest chyba też najbardziej tragicznym bohaterem opowieści bo nieświadomie wdepuje w niezłą kakę przez swoje zaślepienie.
Zasadniczo wszystkie wątki prowadzą do nikąd, sorry, do niczego pozytywnego chciałem rzec - Monika traci chłopaka, Łysy traci upragnioną kochankę, Tomek traci kumpla dostając jednocześnie kosza, Oliwka zostaje z dzieckiem i perspektywą poprawczaka, o Chomiku nawet nie myślę bo na pewno też ma przekichane, pod tym wzgledem zdaje się mamy taką paralelę ze wspomnianym filmem Kids że wszystko idzie ku gorszemu ostatecznie. Otrzymujemy zatem taki krótki dramatyczny wycinek z życia tej grupy znajomków.
Pod kątem bardziej technicznym niewiele pewnie mogę powiedzieć, film mi się podobał - obrazy, kolory, przede wszystkim muzyka i jej wykorzystanie (na propsie Explosion, w tle też chyba wychwyciłem Bellę Ćwir ale dokładnie nie zerkałem na soundtrack), choć te białe bejsbolowe czapeczki i techniawkowe nuty trącą bardziej klimatem wczesnych lat 2000., trochę revivalowo to brzmiało i wyglądało (kojarzyło mi się z Rysami od Dyspensa Records itp. klimatami). Nie sięgałbym po to osobno ale w filmie pięknie grało to wszystko.
Nie wiem na ile konieczne było to wtrącanie kościelnego wątku/tła, mam wrażenie że to takie wzięte z checklisty każdego polskiego filmu o prowincji ale nie żyję AŻ na takiej prowincji by wiedzieć na ile to się przekłada na życie tamtejszej polskiej młodzieży współczesnie. Jeszcze w ramach odniesień do cudzej twórczości ja w tych scenach podglądania i romansu ze starszą sąsiadką upatrywałem się trochę echa Kieślowskiego i jego Dekalogu VI/Krótkiego filmu o miłości, ale to luźne nawiązanie jednak, Agnieszce Żulewskiej - choć lubię ją oglądać - daleko do Szapołowskiej, choć też ma swój własny fajny magnetyzm.
Trochę zatem ten film jest tak posklejany z różnych znajomych klisz, nieco jak wygenerowany przez sztuczną inteligencję polski film o nastolatkach z prowincji z obowiązkowym nieco dziś już wątkiem LGBT. Nie jest to film zły, jest po prostu ok ale co najważniejsze - ja właściwie lubię takie filmy. To zakończenie może bez wielkich fajerwerków ale tym samym trochę bardziej realistyczne jak bardzo zwyczajnie urywają się te miłosne nadzieje Tomka. Łysy koniec końców nie wychodzi jakoś mocno wcale na głównego bohatera filmu bo historia Tomka jest tu ciekawsza na pewno.
Podobał mi się - choć epizodyczny - ojciec Oliwki, to że ukazano go jednak jako troskliwego a nie był kolejnym z tych rodziców co to tylko pasem potrafią przylać, choć może to było tylko odhaczenie też z checklisty samotnego ojca - samca beta.
Film był w sumie spoko, nie był za długi, akcja raczej spokojnie się toczyła, może za płytko pewne rzeczy ugryziono czy ukazano lub czasem marnowano czas na zbędne sceny ale gra aktorska była ok, oprawa dźwiękowa i obrazy też, obejrzałem trochę dla zabicia czasu i to było w sam raz na taką okazję. W sumie może to i lepiej że większej dramy na koniec nie zaserwowano bo potem człowiek by musiał do siebie dochodzić ("Sala samobójców" lub jej kontynuacja tak na mnie działały, trochę za intensywne, zresztą z Kids podobnie miałem, wolę z braku laku może słabiej zrealizowany film po którym jednak się lepiej czuję niż tamte wymienione).
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja się właśnie obawiałem zakończenia ala Sala Samobójców, bo to się odchorowuje potem długo. Drugiej części nie oglądałem, bo i pierwsza mi się nie podobała.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13788
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
O, miło wiedzieć że nie jestem odosobnionym przypadkiem. A kontynuacja nawet grubsza jest.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
I nie planuję jej oglądać, szkoda mi nerwów na to. Nie jestem fanem psychicznego gnojenia widzów w filmach, które niczego specjalnego sobą nie prezentują, więc chowają się za takimi chwytami. Jeżeli ktoś w tej bestce planuje coś takiego wrzucać, to niech uprzedzi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kontrolnie zapytuję - czy ktoś oprócz Czeza, mnie i nadprogramowego Murzyna, oglądał Ostatni Komers?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Obejrzałem.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja, Murzyn, Wuja, Czez z rigczem, pozostają Musiał i Mentos. Tydzień to dużo czasu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ostatni komers
Długo się zabierałem za ten film, bo naprawdę nie lubię polskich współczesnych filmów. Owszem czasami z żoną obejrzymy na Netfliks z nudów w jesienno-zimowe wieczory jakiś kryminalny polski serial, choć i te czasami potrafią razić z czasem różnymi rzeczami. Lubię bardzo stare polskie komedie, filmy sensacyjne czy dramaty. Ale teraz już się takich nie robi. Dlatego też do filmu Ostatni komers podchodziłem jak do jeża. Tym bardziej, że zdążyłem się zorientować, że to film o jakiejś dzieciarni. Czy obawy były słuszne?
Film jest w sumie takim wycinkiem z życia kilku ludzi w młodym wieku. Niektórzy z nich to wręcz wciąż dzieci. Wyłapałem te małe wątki właściwie w drugiej połowie filmu, bo do połowy za cholerę nie wiedziałem, o co w nim właściwie chodzi. Pierwsze 40 minut było tak potwornie nudne, że aż zerknąłem na licznik czasu, ile jeszcze do końca. Dzieciarnia miotała się po mieście prowadząc bezsensowne nic nie wnoszące rozmowy, jarając pety i pijąc browary. Wreszcie coś drgnęło i zaczęły się zarysowywać jakieś konkrety. Romans Łysego z obcą kobietą, jakieś homoseksualne podchody Tomka do kolegi, ciążowe rozterki Oliwi. Pomyślałem sobie, że może film wolno się rozkręcał, ale w końcu coś się zadzieje. Liczyłem w drugiej połowie filmu na jakiś konkretny rozwój wydarzeń, liczyłem, że wybuchnie jakaś grubsza afera, jakaś bomba, co przewróci ich świat do góry nogami. Coś dramatycznego. A tu nic. Łysy stracił kochankę, z powodu czego poszedł do klubu i tańczył sam z sobą. Potem się dodatkowo nawalił. Oliwi groził poprawczak za kradzież jednej flaszki przez jej kolegę. Chomik bał się gniewu matki za rzekome zrobienie dziecka. A Tomek zaliczył nieudany podryw kolegi, za co dostał krótką, aczkolwiek wcale nie jakąś brutalną odprawę. I tyle. Wątki, które zaczynały wreszcie jakoś się zawiązywać rozpłynęły się zupełnie bezgłośnie. Może zawiedziona miłość geja czy ciąża 15-latki dla nich samych są jakimś dramatem. Ale dla mnie jako widza w żadnym wypadku. Nie po to spędziłem nad filmem 80 minut, żeby odejść od telewizora w sumie z niczym.
Świat przedstawiony w filmie jest mi osobiście biegunowo odległy. Ja takich dylematów i przygód w młodości nie miałem. Bo tak jak pisał Hien to były inne czasy. A więc i ludzie byli inni. Biegało się za piłką całymi dniami, grało w siatkę, rozmawiało w sąsiadkami o filmach, muzyce. Nie piłem ani nie paliłem, bo nie miałbym po co wracać do domu. W filmie dzieciarnia chodzi jak chce i gdzie chce. Nie ma tam jakiegokolwiek nadzoru ze strony dorosłych, nie licząc dwóch zdań matki jednego z bohaterów w stylu: „powaliło was? Przyciszcie to” i „Do domu. Zaraz mi tu melinę urządzicie”. Dragon jest młody, więc może coś więcej powiedzieć, czy rzeczywiście dzisiejsza młodzież tak wygląda. Za mnie nie było takich atrakcji, używek, pokus. I nie było przyzwolenia na takie życie.
Co do aktorów to dla mnie zupełne anonimy. Nikogo nigdzie nie miałem okazji oglądać, ale jak mówię – nie lubię ówczesnego polskiego kina i nie lubię młodego pokolenia naszych aktorów. Żaden z bohaterów nie zyskał też mojej sympatii. W stosunku do wszystkich pozostałem zupełnie niewzruszony. Rzeczywiście postać Tomka taka trochę barwniejsza. Ale niewiele. Wątek kościelny wpleciony zupełnie zbędnie. Że niby ta rozhulana młodzież jednocześnie była jakaś bardzo religijna?
Od strony technicznej film zrealizowany całkiem dobrze. Muzyka oczywiście zupełnie nie dla mnie, ale do takiego filmu pasująca jak najbardziej.
Podsumowując film mi się niestety nie podobał. Z własnej woli nie włączyłbym tego na pewno. A jeżeli nawet, to po 15-20 minutach bym wyłączył. Bo zwyczajnie nie jestem miłośnikiem takich mdłych historii o trudnych dzieciakach. Jeszcze liczyłem na jakiś konkretny zwrot akcji. A tu nic. Po prostu nic. Film kompletnie nie dla mnie.
Długo się zabierałem za ten film, bo naprawdę nie lubię polskich współczesnych filmów. Owszem czasami z żoną obejrzymy na Netfliks z nudów w jesienno-zimowe wieczory jakiś kryminalny polski serial, choć i te czasami potrafią razić z czasem różnymi rzeczami. Lubię bardzo stare polskie komedie, filmy sensacyjne czy dramaty. Ale teraz już się takich nie robi. Dlatego też do filmu Ostatni komers podchodziłem jak do jeża. Tym bardziej, że zdążyłem się zorientować, że to film o jakiejś dzieciarni. Czy obawy były słuszne?
Film jest w sumie takim wycinkiem z życia kilku ludzi w młodym wieku. Niektórzy z nich to wręcz wciąż dzieci. Wyłapałem te małe wątki właściwie w drugiej połowie filmu, bo do połowy za cholerę nie wiedziałem, o co w nim właściwie chodzi. Pierwsze 40 minut było tak potwornie nudne, że aż zerknąłem na licznik czasu, ile jeszcze do końca. Dzieciarnia miotała się po mieście prowadząc bezsensowne nic nie wnoszące rozmowy, jarając pety i pijąc browary. Wreszcie coś drgnęło i zaczęły się zarysowywać jakieś konkrety. Romans Łysego z obcą kobietą, jakieś homoseksualne podchody Tomka do kolegi, ciążowe rozterki Oliwi. Pomyślałem sobie, że może film wolno się rozkręcał, ale w końcu coś się zadzieje. Liczyłem w drugiej połowie filmu na jakiś konkretny rozwój wydarzeń, liczyłem, że wybuchnie jakaś grubsza afera, jakaś bomba, co przewróci ich świat do góry nogami. Coś dramatycznego. A tu nic. Łysy stracił kochankę, z powodu czego poszedł do klubu i tańczył sam z sobą. Potem się dodatkowo nawalił. Oliwi groził poprawczak za kradzież jednej flaszki przez jej kolegę. Chomik bał się gniewu matki za rzekome zrobienie dziecka. A Tomek zaliczył nieudany podryw kolegi, za co dostał krótką, aczkolwiek wcale nie jakąś brutalną odprawę. I tyle. Wątki, które zaczynały wreszcie jakoś się zawiązywać rozpłynęły się zupełnie bezgłośnie. Może zawiedziona miłość geja czy ciąża 15-latki dla nich samych są jakimś dramatem. Ale dla mnie jako widza w żadnym wypadku. Nie po to spędziłem nad filmem 80 minut, żeby odejść od telewizora w sumie z niczym.
Świat przedstawiony w filmie jest mi osobiście biegunowo odległy. Ja takich dylematów i przygód w młodości nie miałem. Bo tak jak pisał Hien to były inne czasy. A więc i ludzie byli inni. Biegało się za piłką całymi dniami, grało w siatkę, rozmawiało w sąsiadkami o filmach, muzyce. Nie piłem ani nie paliłem, bo nie miałbym po co wracać do domu. W filmie dzieciarnia chodzi jak chce i gdzie chce. Nie ma tam jakiegokolwiek nadzoru ze strony dorosłych, nie licząc dwóch zdań matki jednego z bohaterów w stylu: „powaliło was? Przyciszcie to” i „Do domu. Zaraz mi tu melinę urządzicie”. Dragon jest młody, więc może coś więcej powiedzieć, czy rzeczywiście dzisiejsza młodzież tak wygląda. Za mnie nie było takich atrakcji, używek, pokus. I nie było przyzwolenia na takie życie.
Co do aktorów to dla mnie zupełne anonimy. Nikogo nigdzie nie miałem okazji oglądać, ale jak mówię – nie lubię ówczesnego polskiego kina i nie lubię młodego pokolenia naszych aktorów. Żaden z bohaterów nie zyskał też mojej sympatii. W stosunku do wszystkich pozostałem zupełnie niewzruszony. Rzeczywiście postać Tomka taka trochę barwniejsza. Ale niewiele. Wątek kościelny wpleciony zupełnie zbędnie. Że niby ta rozhulana młodzież jednocześnie była jakaś bardzo religijna?
Od strony technicznej film zrealizowany całkiem dobrze. Muzyka oczywiście zupełnie nie dla mnie, ale do takiego filmu pasująca jak najbardziej.
Podsumowując film mi się niestety nie podobał. Z własnej woli nie włączyłbym tego na pewno. A jeżeli nawet, to po 15-20 minutach bym wyłączył. Bo zwyczajnie nie jestem miłośnikiem takich mdłych historii o trudnych dzieciakach. Jeszcze liczyłem na jakiś konkretny zwrot akcji. A tu nic. Po prostu nic. Film kompletnie nie dla mnie.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wuja piszący z perspektywy przerażonego rodzica, to w końcu jakieś odświeżenie w temacie 
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18316
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
A wiesz, że nawet z tej strony na to nie patrzyłem? Na szczęście córka jest bardzo rozsądna i żadnych kłopotów nam nie sprawiała.
To naprawdę kino nie dla mnie.
To naprawdę kino nie dla mnie.
-
Hien
- Posty: 24625
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Spoko Shodan, ja też raczej nie oglądam nowych filmów z Polski, czasami coś się trafi przypadkiem, tak jak mówisz, na Netfliksie, ale to już jak kompletnie nie ma czego innego oglądać. Co innego polskie filmy sprzed lat 00, im dalej wstecz, tym lepiej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn