Best of Forum IV

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Re:

Post 25 wrz 2023 22:54

mintaj pisze:
25 wrz 2023 20:04
Muszę przysiąść nad poprzednią płytą typa, bo zapoznałem się z nią jakiś czas temu i faktycznie na pierwsze ucho zrobiła na mnie całkiem niezłe wrażenie, ale to w sowim czasie. Na razie czas na...
Warto, warto, na bank siądzie. Całkiem stylowa, dość różnorodna, ze znacznie ciekawszym brzmieniem. Na winylu pewnie brzmi jak złoto.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 wrz 2023 06:12

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 26 wrz 2023 07:29

Rebel Babel - Tinderelations

Właściwie wyłącznie tytuł mówi mi tutaj mniej więcej o tym, że piosenka tyczy się w jakimś tam stopniu Tindera. Chociaż, jakby się tak wsłuchać w tekst (to, co idzie z niego zrozumieć przynajmniej), to jakiś tam sens to ma... Refren (chyba śpiewany przez Melę Koteluk, nie wiem, nie znam typiary) brzmi jak zestaw dość przypadkowych wokaliz, coś jak Julie Daske w jednym z numerów Banco de Gai. Co mogę powiedzieć... trochę mnie zaskakuje taka wrzuta ze strony Hiena, w sensie, nie przypisałbym takiej muzyki do niego, ale może świadczy to jedynie o moich zawężonych horyzontach i równie wąskim pojmowaniu. Nie mam pojęcia, kto recytuje drugi wers (męski głos, wiadomo), ale manierę ma podobną do Łony i trochę mnie to bawi. Jeśli o muzykę z kolei chodzi, to bicik jest bardzo fajny, gęsty i ospały niby smoła, jednak ładnie się wkręca i buduje taki, hmmm, obezwładniający klimat. Całe instrumentarium w tle też brzmi i dobrze i do tego jest bardzo sprawnie wyprodukowane. Wszystkie te nałożone na siebie trąbki dają mocno filmowy vibe, odnoszę wrażenie, że ten kawałek broniłby się nieco bardziej i był generalnie nieco lepszy, gdyby był instrumentalem. Słucham sobie tego trzeci raz i... no, nie jest źle, ale nie wiem, czy czuję się kupiony w całości. Zwłaszcza Koteluk (chyba?) trochę nazbyt zawodzi jak na mój gust. W ogóle w odniesieniu do tematu przewodniego tekstu owej piosenki muszę stwierdzić, że w połączeniu z muzyką jest to wyjątkowo dramatyczne w brzmieniu dzieło, może odrobinę za bardzo pretensjonalne przez to. Nie wiem z drugiej strony, nie reluję w żaden sposób, rzeczonej aplikacji nigdy nie miałem, nie mam i mieć nie zamierzam, żebym umierał starym kawalerem (za skrajnie dehumanizujący i przez to obrzydliwy uważam koncept przewalania w zdecydowanej większości zmyślonych profili randomów z prawej do lewej i na tej podstawie dokonywać potencjalnych wyborów osoby partnerskiej na - docelowo o zgrozo - całe życie, urgh; dobra, koniec rantu). Nie wiem po prostu, czy ta apka zasługuje na takie podejście do tematu xD Tak, oczywiście, znam pary z Tindera, nawet 2 małżeństwa, ale to nic nie zmienia. Podobnie nie zmienia się moje podejście do Tinderelations. Nie jest źle, powtarzam, pewnie mogło być gorzej, ale też dzisiaj wybieram inny gatunek.

Peja - Pijak

Znów zrobiło się rapowo i znów mam wrażenie, że swoją wrzutką wpasowałem się tutaj jak wół w zaprzęg karocy dziedzica xD Peja po raz kolejny, już chyba trzeci przecież, w dodatku to Peja coverujący Kaczmarskiego, tego jeszcze nie grali. Murzyn wraca w swoje czasy względnej alkoholizacji, i o ile średnio reluję z taką muzyką, to z taką fazą już jak najbardziej, bo i mnie przynajmniej dwa razy "udało się" w takowej znaleźć, z czego ostatni - na szczęście - już prawie 10 lat temu, Hien zresztą pamięta xD Na skutek dość przykrych rzeczy, jakie zdarzyły się w moim życiu latem 2014 (i trochę później też) zamknąłem się na działce pod Łodzią z dużym zapasem wódki, tuszonki i chleba baltonowskiego, no i żyłem sobie w ten sposób jakieś dwa tygodnie bez przejmowania się czymkolwiek, na przykład problematyką zachowania minimalnej higieny. Ten ostatni element zniknął, gdy w połowie września tamtego roku wróciłem do Warszawy (lato spędziłem w dużej mierze u starych, chyba, że na tej działce akurat) i wkrótce potem zacząłem Pierwszą Poważną Pracę<TM>, więc teraz byłem chlejusem pod krawatem (na szczęście nie trwało to długo). Słuchałem wtedy zupełnie innej muzyki i powiem Wam, że coś nawet z tamtego okresu wleci, może niedługo, zobaczymy, albowiem kolejka gęsta a ja mam dużo propozycji... no, ale nieważne. Co mogę jeszcze powiedzieć... Może wrócę do samej wrzuty xD Peja z jakichś powodów brzmi tu dla mnie jak... mocno przeangstowany Bartini, który jest nieco pewniejszy swojego wokalu (podmieńmy muzykę na downbeat elektronikę i Azbest jak malowany; na marginesie dodam, że rzeczony Bartini chciał kiedyś nagrać numer, do którego tekstem byłby wiersz pt., a jakże, Anioł Pijaków, nie pamiętam już, czyjego autorstwa, ale ewidentnie od wódy nie uciekniemy), faktycznie rapuje nieco z drewnem, ale co człowieku poradzisz, bit jest spoko, a najfajniejsza okładka tego albumu Poeci xD Powiem szczerze, że na tym etapie trochę mi to jednym uchem wlatuje a drugim wylatuje, mam przesyt związany z Peją. Jak jeszcze ktoś w następnym rozdaniu wrzuci, dajmy na to, Głuchą Noc, to I swear by Allah, kupuję w lumpie skejty. Trochę meham tutaj, nie jest bardzo źle, ale nie porywa mnie to ani trochę.

Birds of Paradise - Flying Home

Shodan zapodaje interesujący kontekst dla tej wrzutki i jeszcze wspomina o swoim obecnym położeniu. Cóż, na początek powiem, że postać Wuja to jest jeden wielki cios zadawany z jakichś powodów wciąż żywemu stereotypowi, jakoby żołnierze czy szerzej ludzie związani w jakikolwiek sposób z jakimikolwiek służbami mundurowymi byli nieczułymi i niewrażliwymi sukinkotami. Ktoś, kto wrzuca tyle (melancholijnie głównie przecież) śpiewających pań zdecydowanie nie może taki być xD Ale to dobrze, szukajmy człowieka w człowieku. Tutaj może typowych dla Wuja śpiewających pań brak (nawet, jeśli śpiewa pani lol), ale jest... soczysty klimat, który zawsze kojarzy się dość jednoznacznie - dość marszowy bit pod marszowe tempo, instrumentarium pod wojskowy szanson (jeszcze te fletowate, nie da się tego z niczym innym pomylić), mocny brzmieniowo refren, jeszcze ten bewzględnie jednoznaczny tekst. A jakby ktoś miał wątpliwości, JAKIMŚ CUDEM JESZCZE, to wystarczy poczytać komentarze pod filmem (który też przecież jest montażem zdjęć śmigłowców, c'mon), jest nostalgicznie, jest smuteczkowo, taka okołomilitarna wersja Homesick od Parova Stelara (i z jakimkolwiek tekstem). Nie mam zbyt wiele wspólnego z mundurówką, ale jako fanatyk reportażu naczytałem się sporo relacji żołnierzy służących tu i ówdzie (jednak ze swoim szczególnym zamiłowaniem wobec obszarów posowieckich i generalnie historii ZSRS wraz ich "misjami wojskowymi", zwłaszcza Afganistanem - błędnie nazywanym inwazją btw - muzycznie uderzałbym w klimaty bardziej defetystyczne, dołujące i w ogóle "wschodnie" trololo), więc przynajmniej w minimalnym stopniu jestem w stanie odczytać vibe takich utworów (choć dla mnie bewzględnie najlepszym z tego "gatunku" pozostaje Love Vigilantes od New Order), z tym, że to jest wciąż spojrzenie tak bardzo z zewnątrz, jak się tylko da. Ja osobiście nie wrzuciłbym tego numeru do swojej osobistej bestki, ale rozumiem, że tutaj ważny jest generalny feeling, i jak się czegoś nie czuje, to to po prostu nie kliknie. A tutaj nie kliknie do końca, bo chyba musiałbym siedzieć teraz w Libanie/Syrii/Iraku/względnie pod granicą z Imperium Kartoflanego Dyktatora, choć pośrodku lasu i tak tłukłbym w nieskończoność Cate Brooks z jej ambientami. Wuja, ładnie tam chociaż jest?

Games - Strawberry Skies

Trochę beka z tego, że Mentos "przypisuje" ten numer mnie, a trochę w ogóle nie ma beki, bo faktycznie brzmi nieeeco w moim stylu. Nie jest to może coś, co - gdybym sam znał - zapodałbym tutaj, ale też z drugiej strony, kto wie. O zespole wcześniej nie słyszałem, o okładce albumu już się wypowiedziałem, co do muzyki... ma vibe Realiti od Grimes, poważnie xD Jakby, już pierwsze dźwięki Truskawkowych Niebiesiech pchnęły moje myśli w tę stronę. Jest i elektronicznie i hipstersko, i tak jeszcze, nie wiem, alternatywnie? To jest coś, co mogłoby się ukazać pod szyldem Captured Tracks, gdyby nie to, że wytwórnia ta ma już chyba swoje najlepsze czasy za sobą (i jednak szugejz 4eva). Fajny bicik, dużo ejtisowej w brzmieniu elektroniki (ale takiej sztampowej, synthwave na pełnej w formie, w której w samych ejtisach nie był wcale tak powszechny), jednocześnie nie jest jakoś tak bardzo tanio (tzn. trochę jest, ale też kawałek ten, czy też w ogóle wykonawca, nie byli jakoś ekstremalnie popularni? Inaczej niemal na pewno bym o nich usłyszał, no, mniejsza). Wkręca się, na potańcówkę jak znalazł, albo jakąś intymną domówkę z mocno przykręconymi pastelowymi światłami. Szkoda jedynie, że wokalistka ma trochę za bardzo bezpłciowy głos dla mnie - tzn. z jednej strony on pasuje do tego kawałka, z drugiej na dłuższą metę męczy. Ponadto moment, w którym zmienia się trochę bit i laska ciągnie refren do samego końca jest dla mnie zmarnowanym potencjałem - przecież takie kawałki aż się karwasz tfasz proszą o jakiś soczysty saw-wave-driven riff, który wgniecie słuchacza w fotel, będzie wielkim i zaskakującym podsumowaniem utworu, le grande finale, climax, szczytowanie, jak zwał tak zwał, gdzie to jest do cholery? Dlaczego mamy tutaj wyłącznie ten płaski już wokal i po prostu pompowanie "stopa-werbel-stopa-werbel" bez żadnych wykrzykników? Wyjątkowe rozczarowanie. To już Killing the Mercy pod tym względem było pełnym wygrywem. My disappointment is immeasurable and my day is ruined. Z dużej chmury mały deszcz. Będę pewnie wracał, ale nie tak chętnie, jak do Realiti. Szkoda, naprawdę szkoda.

Asia Minor - Northern Lights

Francusko-turecki band progrockowy z lat 70. Tego jeszcze nie grali (a jednak grali, w latach 70.). Przez chwilę zastanawiałem się, czy to jakiś spin-off supergrupy Asia (kto ich pamięta trololo), coś na zasadzie Jefferson Airplane - Jefferson Starship (potem po prostu Starship), była Azja, będzie Azja Mniejsza lol. No, ale nie. Niemniej jednak, wciąż ciekawie, zwłaszcza jak na zespół, który ma swoją stronę na polskiej Wiki, ale już nie na angielskiej, co się nie zdarza specjalnie często (pozostałe języki to... rosyjski i ukraiński). Zabawne, że w tym numerze słychać sporo motywów, które normalnie przypisałbym muzyce bardziej arabskiej, niby Turcja to nie to samo, ale ewidentnie wszyscy tam od siebie kradli. Poza tym jestem skrajnie zokcydentalizowany (co może się wydawać aż nazbyt dziwne, biorąc pod uwagę moje ogólne zainteresowania), i koncept tego typu bandu składającego się przynajmniej w połowie z ludzi, których w życiu bym do rocka progresywnego nie przyporządkował jest dla mnie dość zaskakujący. Ale znów - moje ograniczone horyzonty, skoro Włosi kojarzyli mi się głównie z takim Gazebo, a w życiu nie wymyśliłbym sam np. Starego Reżimu, a to przecież też Włosi byli... Dość tego, czas na sam utwór. A więc, intro jest super, zresztą powtarzający te same zabiegi brzmieniowe mostek tak samo, takie okołoambiencikowe rzeczy zawsze na mnie działają. Gdy wchodzą gitary za pierwszym razem brzmi to bardzo przewidywalnie i "typowo progowo", cokolwiek by pod to nie podpiąć. O, gdy po mostku wchodzi część, w której pojawia się wokal, to jest super. Choć wokalista nieco zawodzi, to na Wiki czytam, iż śpiewał Turek, a to już dodaje pewnego vibe'u (albo, jako Człowiek Zachodu<TM> go sobie wmawiam, bo przecież jest EGZOTYCZNIE), gitary też tutaj lepiej brzmią, klawisze w tle są super, no generalnie numer ten zyskuje mocno w drugiej swojej części, ale też rozumiem (chyba) prawa, jakimi prog się rządzi. Kurde, niezłe to jest. Dragon lubi zaskoczyć, no i wziął i zaskoczył.

No no no, ciekawa kolejka muszę powiedzieć, choć początek trochę zbyt jednowymiarowy, a może tylko mi się tak wydaje? Z niecierpliwością czekam na kolejną!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 wrz 2023 07:51

Tbh jak na coś meham, to staram się chociaż jeden dodatkowy dzień sobie dać żeby dać szansę, ale widzę, że Dev przyjmuje jakieś ekspresowe zasady i teraz kolejkę robimy w dwa dni.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 26 wrz 2023 07:58

Tbh strasznie czekałem na tę kolejkę, tzn. chciałem posłuchać czegoś świeżego. Proszę o wybaczenie, acz nie przewiduję wielkich powrotów (choć Strawberry Skies Forever i wrzutka Dragona to growery, zdecydowanie).
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 wrz 2023 08:02

Mam wrażenie jakbym czytał siebie z nie wiem, poprzedniej kolejki czy jakoś xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 26 wrz 2023 08:04

devotional pisze:
26 wrz 2023 07:29
Wuja, ładnie tam chociaż jest?
No ładnie. Podlaskie wioski mają swój klimacik i pełno pięknych brzozowych zagajników w pasie przygranicznym.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 26 wrz 2023 08:10

Brzozy są super <3 akurat się w najbliższy weekend wybieram w okolice przygraniczne, ale bliżej Białej Podlaskiej... na samej granicy na Bugu stałem w czerwcu 2021, bardzo mi się tam podobało (minus posowieckie barwy na słupach granicznych naszego sąsiada).
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 26 wrz 2023 10:48

Rebel Babel Ensable (L.U.C) – Tinderelations

Przez ponad 70 sekund nic nie wskazuje na to, że to w ogóle jakiś hip-hop. Na początku się nawet nie zorientowałem, że to utwór po polsku. Bo ani nazwa wykonawcy ani tytuł na to nie wskazywały (a opis czytałem później). Powiem tak – podoba mi się. Jak na utwór h-h dużo tu śpiewania. Idealny rytm, fantastycznie brzmiący podkład. Trąbki robią robotę. Słucham i bujam się, bo inaczej się nie da. Podoba mi się refren i Koteluk na wokalu, choć chwilę trwało, zanim się przyzwyczaiłem do tego specyficznego sposobu śpiewania. Nawet fragmenty „gadane” nie przeszkadzają. Jest bardzo… klasowo. Wersja live też dobra. Jest tu po prostu coś więcej od jedynie monotonnego rapowania.

White House Records feat. Peja - Pijak

W sumie mogę chyba napisać coś w stylu z ostatniej kolejki. Bo co miałbym napisać? Jest to całkiem spoko, choć jednocześnie nie jest to muzyka dla mnie, muzyka, której chciałbym słuchać na co dzień. Podkład dobry, Peja też nawet obleci. Ale to jest taki typowy hip-hop. Coś jak muzyczny t-shirt basic. Koszulka bez żadnych dodatkowych nadruków czy ozdobników. I o ile takie proste t-shirty bardzo lubię, o tyle w hip-hopie preferuję, jak jest coś więcej. W Pijaku leci podkład, leci gadanie i tyle. Każdy utwór tego typu ma podobną konstrukcję. Podkłady się zmieniają, teksty (które i tak mnie nie interesują) też się zmieniają, ale poza tym wszystko jest wg tego samego schematu. We wrzutce powyżej jest śpiewany przez kobietę refren, więc różnica widoczna gołym okiem na plus dla mnie (pomijam inne kwestie). Wciąż nie mogę się oprzeć przy wrzutkach polskiego hip-hopu do porównań z Notoriousem. Jego muzyka to też jest hip-hop, ale ile tam się dzieje! Dwugodzinny album, podczas którego słuchacz ani przez chwilę się nie nudzi. W przypadku Peji pewnie nudziłbym się już przy drugim-trzecim utworze. Ale nie znaczy to, że hejtuję ten utwór. On jest naprawdę niezły, ale ja potrzebuję jednak trochę więcej od podkładu i rapowania. Piszę to jako kompletny laik w temacie hip-hopu. Piszę po prostu ze swojej perspektywy. Bo nigdy nie usłyszę w tej muzyce tego co Murzyn. A moje podejście do polskiego hip-hopu i tak przecież poprawiło się poprzez te bestki o jakiś milion procent.
I jeszcze jedno – gdybym chciał z jakiegoś powodu smutać przy alkoholu i się zadręczać, to osobiście nigdy nie robiłbym tego do takiej muzyki. No ale każdy jest inny.

Gazebo - I Like Chopin

No cóż, utwór znam oczywiście od zawsze, choć nie znałem nazwy wykonawcy. Utwór oczywiście absolutnie świetny. W końcu to italo disco i to w naprawdę dobrym wydaniu. Piękne zagrywki na pianinie, ładna i mocno wrzynająca się w pamięć melodia, dobre taneczne tempo i niezgorszy wokal. Nie da się nie lubić takiej muzyki. Po prostu klasyka w najlepszym wydaniu.
Dev pisze, że miał okresy, kiedy wstydził się przyznać do sympatyzowania z muzyką italo disco. Ja akurat się tej muzyki nigdy nie wstydziłem, choć oczywiście nawet dziś mam takie obszary, do których w życiu bym się nie przyznał nawet gdybym słuchał.

Games - Strawberry Skies

Myślę, że tym razem Mentos trafił idealnie, bo mimo narzekań deva to jest wrzutka dokładnie w jego stylu. Eitisowe brzmienie utworu bardzo spoko. Dobry i wyrazisty bit, ładny wokal i ładna linia melodyczna. Elektronika całkiem przyjemna. Nie wiem o co chodzi devowi z tą końcówką, gdyż wg mnie ona brzmi dokładnie tak, jak powinna. Więcej nie zawsze musi oznaczać lepiej. Jest dobrze jak jest. Często eitisowe utwory potrafią być po prostu nudne i bezpłciowe. Tutaj tak nie jest. Jest ciekawie. Tym bardziej, że utwór trwa zaledwie trochę powyżej 3 minut, więc w żaden sposób nie jest w stanie słuchacza zmęczyć.

Asia Minor - Northern Lights

O Dragon wreszcie daje odpocząć od polskiej muzyki. I dobrze, bo odmiana zawsze potrzebna. Nie wiedziałem czego się spodziewać, bo z progiem to może być różnie.
Utwór zaczyna się rewelacyjnie. Ten pierwszy spokojny segment jest świetny. Flet gra przepięknie i momentalnie kojarzy mi się z Rider II Wilsona. Delikatne tło robi cudny klimat. Ale głośne walnięcie bez ostrzeżenia w gary w trzeciej minucie wyrywa dosyć brutalnie z tego błogostanu. Ostre gitary też dają po uszach. Przy pierwszym odsłuchu byłem wręcz wkurzony, że tak to się potoczyło. Ale przy kolejnych odsłuchach wszystko się ułożyło jak należy. Potem utwór znowu się uspokaja, wchodzi wokal, robi się znowu wilsonowo. Bas pięknie buczy, gitary ładnie grają. Wokalista ma dobry głos. Sam bym tego może nie wychwycił, że to śpiewa Turek, ale jak już wiem o tym fakcie, to rzeczywiście zalatuje tym rejonem Europy. Krótko mówiąc dobra muzyka. I kto wie, może warto sprawdzić cały album?
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 wrz 2023 15:47

Asia Minor - Northern Lights

Prog yh... jak dotąd moje najlepsze doświadczenia z nim to były w sumie utworowe wrzutki Porcupine Tree i trochę wrzucony przez mentosa album KC. Northern Lights zaczyna się naprawdę ładnie i klimatycznie że tak się wyrażę, obawiałem się tego fletu a robi robotę. Kiedy wchodzi druga partia z gitarowymi riffami czar trochę pryska, robi się trochę kliszowo i nieco sandałowo... ale ta gitara nabiera potem fajnego przesteru. Potem znów wyciszenie i te delikatne dzwoneczki/cymbałki? Urokliwe, nie powiem. Wchodzi właściwa część piosenkowa, dramatyzm i powaga wyczuwalna w wokalu, to są takie elementy które mnie też odrzucają od tej muzyki. Nie wiem w sumie o czym to świadczy ale słuchając tego przypomniała mi się okładka Affenstunde grupy Popol Vuh, pasuje mi ona do takiej muzyki bo gdzieś to (jak różne inne progi) jakoś przypomina mi średniowieczne (i jednocześnie wieczorne) klimaty i chyba stąd skojarzenie z tamtym obrazkiem xd trochę nie wiem, w przypadku tej wrzuty jestem taki pół na pół, muzyka w większości spoko brzmi ale utwór i ten podniosły klimat mniej mi siedzą (trochę podobnie jak miałem z Janerką?).

Games - Strawberry Skies

Kurde, Games? Całkiem nie pamiętam że Daniel Lopatin brał w czymś takim udział a jednocześnie jakbym już tą okładkę kiedyś widział. Że niby musiałowa wrzuta? Eee, dla mnie nie, tu również czuję mentosa na kilometr i bardzo dobrze gdyż to jest mentos w wydaniu które u mnie przeważnie zbiera laury. Te jego offowe indie popowe synthowe wrzuty, pamiętam Rosebud, pamiętamy Grimes czy ten numer z Cyberpunka, wszystko z bardzo fajną mega różową wiosenną energią ale i teraz działa bo początek jesieni to taka odwrotność wiosny hehe. Podobają mi się te... no właśnie co, to brzmienie jakby ksylofonu? Towarzyszące synthy też spoko, wokal ładny, lekki. Nie no elegancki przebój tu mentos zapodał, czołówka kolejki, powiedzmy takie srebro spokojnie.

Peter, Sue & Marc - Birds of Paradise

To mi Wujaszek niezły numer wykręcił gdyż zapodał coś co ma wszelkie atrybuty wrzuty idealnej pod roast z mej strony a przy tym zasłonił to wszystko tarczą swojej nostalgicznej żołnierskiej opowieści, wytrącając mi oręż z ręki. To najlepszy jak dla mnie przykład tego jak Wasze opisy są w stanie całkowicie zmienić odbiór muzyki którą wrzucacie. Bo tu niby taka ballada co to ostro wonieje sandałem i brzmi jak z taśmy szpulowej moich starych (nic dziwnego, czytam że to szwajcarska kapela, czuć ten europejski sznyt i to musiało być popularne u nas), gitarka, Aaaaa-Aaaa chórki, totalnie krindżowe fleciki, rzewne wokale, byłbym na to mehał na kilometry gdyby nie ten background, ta trivia wujowa która z miejsca nadaje utworowi zupełnie innego znaczenia. Czytam i... rozumiem, rozumiem ten sentyment i od razu przychodzą mi do głowy jakieś stare filmy z wojną w tle, jakiś Rambo, jakiś M.A.S.H., i to tam też by mogło z powodzeniem lecieć w ostatniej scenie z bohaterem/bohaterami odchodzącymi/odlatującymi w stronę zachodzącego słońca, czuć w tym taką pieśń ku pokrzepieniu duszy, taki balsam z napisem HAPPY END. Całkiem ok wrzuta.

Gazebo - I Like Chopin

O Cię, klasyczek, może nawet poczułem leciutkie rozczarowanie że dev rzuca taką oczywistością ALEEEE jednak nie będę ukrywał - przyjemnie było posłuchać. W ogóle dev nam tu taki Wujas mode włączył z tą wrzutą heh, a nie mówię o tym że teraz już tylko połowa z nas nie wrzucała tu italo, czekam jak dojedzie reszta xd też w sumie nie wiem po co ten Szopen tu, chyba jedyne na szybko skojarzenie z pianinkiem jakie wynalazł autor ale nie szkodzi, nie wszystko z lat 80. musi mieć sens xd kurde no, przyjemniaczek i strefa komfortu taki numer, ja akurat bardziej niż to pianinko zawsze wolałem te skrzące się synthowe riffy w tym numerze i ten reverb na clapach, słucham i czekam czy na playliście wjedzie po tym Moments In Love (czemu? Tam zdaje się w klipie ludzie w tych barokowych perukach byli, u Gazebo chyba też ale pewności nie mam). Spoko wrzuta.

L.U.C. - Tinderelations

Hien nieświadomie uderzył tą wrzutką w mój czuły punkt, a wszystko oczywiście za sprawą śpiewającej tu Meli Koteluk, którą... no właśnie, Melę lubię, doceniam i być może kiedyś zgłębiłbym nawet mocniej jej dyskografię gdyby nie różne życiowe wypadki. Historia związana z Melą to właśnie rok 2014, etap mojego ślepego zakochania które kiepsko się dla mnie skończyło (choćby patrząc po mojej wrzucie). W każdym razie jeśli jest jakakolwiek muzyka którą znam dzięki właśnie mojemu ówczesnemu obiektowi westchnień to była to Mela i jej debiutancki album, który podobał mi się wtedy ale w chwili gdy całą relację trafił szlag nie byłem w stanie już Meli słuchać i nadal jest to trochę trudne bo to prawie tak jakby słyszeć głos tamtej dziewczyny, po prostu jest mi dziwnie, jest to takie słodko-gorzkie doświadczenie. Ale sama Mela to nie cały numer przecież, mamy LUCa który o dziwo mnie nie drażni jak zwykł dawniej (co do jego flow zawsze uważałem że brzmi jak przerysowany Rahim), Bisza też całkiem przyjemnie się słucha, on kojarzy mi się trochę z Tuszem Na Rękach (pseudonim rapera - Kuby Witka), bardzo przyjemne są te dęciaki w tle które mocno przywołują mi brzmienie z mojej wrzuty Terry'ego Rileya (pamiętacie te dęciakowe drony?), całkiem fajny damski wokal na zakończenie. Lirycznie spoko, nic mnie nie zakłuło w uszy, nawet może niezrozumiałe śpiewy Meli bo sam jej wokal jak już pisałem sprawia że nieco mięknę. Nie no, nie będę ukrywał, ulubiona wrzuta tej kolejki.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 wrz 2023 16:06

White House Records feat. Peja - Pijak

Projekt hip-hopowy organizowany przez gościa z Aggresivy 69 (LOL) z udziałem Rycha, interpretującego Kaczmarskiego, Jezu co za kupa gówna na papierze xD Jak to czytałem, to aż mi się śmiać chciało. Kaczmarskim gardzę jak tylko można gardzić człowiekiem, jego twórczością również, bo jest tyle warta co on sam był warty jako człowiek. Aggresivę, żeby było śmieszniej, nawet lubię za parę kawałków, ale co oni mają wspólnego z hip-hopem, nie wiem, chyba to właśnie lol. Mogę tylko współczuć, bo Bogusław Pezda musiał mieć przechlapane w szkole. Rychu, jak to Rychu. No i co z tego wyszło. Wyszło ok. Sam pomysł na album trochę z dupy, tzn. rozumiem zamysł i oryginalne podejście, ale czasami efekty nie są warte takich dziwnych crossoverów (chociaż Marysię Sadowską recytującą Osiecką do podkładów house’owych nadal szanuje). Żeby było najśmieszniej już, najbardziej mi się tu podoba Peja xD Rychu nie pisał tekstu, próbuje co może żeby jakoś to wypluć po swojemu i sam rap generalnie mi się podoba. Tekst, jak to Kaczmarski, słabizna. Rychu naprawdę to „dzieło” ratuje w tym kawałku, szok. Podkład jest niby spoko, ale też mam wrażenie jakbym słuchał „Seniority” w wersji „w domu”. No, ale Noon z najlepszych czasów „w domu”, to nadal spoko podkład. Nie będę mu (temu bitowi) pomnika stawiał jednak. Ostatecznie ten kawałek ratuje w całości przede wszystkim Rychu, kekam z tych wniosków mocno, no ale tak jest. Zaraz tu wyrosnę na jakiegoś hiper fana Peji, ale nie da się ukryć, że facet robi robotę i dźwiga całą resztę. Ogólne wrażenie znacznie lepsze niż się zapowiadało, bo takiego nagromadzenia sprzecznych sobie oraz mojemu gustowi rzeczy, to ja już dawno nie widziałem, a tu jednak całkiem ok ostatecznie.

Gazebo - I Like Chopin

Po dwóch raczej średnich wrzutach, Dev wraca z wrzucaniem bezpiecznych przebojów. Nie mam z tym problemu, bo to fajny numer. Wiele lat go znałem zanim się dowiedziałem, że to TO jest to słynne „I Like Chopin”, a Gazebo, to nie jest jakiś młody, hipsterski band. Początkowy arp kojarzy mi się, beka, z pianinową zagrywką z „Animal Ghost” no-man’a. Potem zaczyna się coś takiego, że ma się wrażenie, że zaraz wejdzie „You’re a Woman”. Jeszcze kiedy nie wiedziałem kto to gra, podejrzewałem Pet Shop Boys, bo refren jest totalnie w ich stylu. Dobra, koniec już tych porównań. Kawałek jest oczywiście bardzo spoko. Dużo mam tu sentymentu, ale myślę, że utwór jest na tyle dobry, że broni się bez wspomagania. Brzmienie zaskakująco dobre, jak na 83 r., bardziej bym obstawiał jakiś 88 r. Piosenka pod spodem bardzo dobra, świetne melodie wokalu, I like „I like Chopin”, i tyle. Wuja pisze, że się nie wstydził Italo Disco, no ale Wujek, kiedy to było. Wtedy wszyscy lubili Italo, a taki Dev, w gimbazie, w 2005 roku, to tak średnio mógł się chwalić. Od Italo do disco polo jest krótka droga, może nie w wypadku tego utworu, ale mówimy o całym Italo. W każdym razie, dla Deva leci okejka.

Peter, Sue & Marc - Birds of Paradise

Wujek zaskoczył, bo w końcu wjechał z czymś, co w znaczącym stopniu stanowi dla niego skarb sentymentalny, a w drugiej kolejności coś, co interesuje go czysto muzycznie. Ja nigdy nie byłem w wojsku, mogę sobie jedynie wyobrażać, jak to jest być w innym kraju na misji, która wiąże się z mniejszymi lub większymi, ale niebezpieczeństwami, z dala od rodziny i bliskich. Trudna sprawa. To oczywiste, że „Birds of Paradise” Wujka wzrusza, nawet kiedy siedzi sobie w domu, też bym tak reagował. Kawałek sam w sobie jest bardzo dobry, taki podniosły, ale w żadnym wypadku nie pretensjonalny. Kojarzy mi się jakby był użyty w jakimś musicalu ala „Hair”, co z mojej strony nie jest obelgą. Bardzo ładna piosenka, pięknie wykonana i wywołująca uczucie nostalgii, nawet u mnie, który nigdy rękach broni nie trzymał (chyba, że zabawkową). Pozostaje mi podziękować Wujkowu (bo z jakiegoś powodu wcześniej tego nie zrobiłem) za to, że faktycznie siedzi na tej granicy i pilnuje żebyśmy my mogli sobie siedzieć w domu i słuchać muzyki w spokoju.

Games - Strawberry Skies

To brzmi totalnie jak coś czym mógłby się pojarać Dev, w 100%. Średni damski wokal, zalatująca ejtisami elektronika, kupa reverbu i hipsteryzowanie, wszystko pasuje. Numer jest ok. Refren się wkręca, momentami pojawiają się ciekawe brzmienia. Może czasami robi się zbyt dream-popowo, jak dla mnie, ale nie będę się pastwił, jest spoko. Jest w tym tez coś sebowego, ale ten musiałowy obraz mocno mi tutaj wszedł do głowy i powiem, że ta mentosowa seria „wrzutek od innych” zaczyna już mi mieszać w głowie, bo traktuję ten numer i myślę o nim, jakby to była wrzuta Deva, a do cholery, nie jest xD W każdym razie, daje takie chłodne ok, nie wiem, czy to się ma szanse załapać do jakiegokolwiek finałowego best of best tej 25tki, ale cholera wie, może urośnie, może Seba wrzuci dużo gorszych rzeczy, itd. Zobaczymy. Nie jest źle, to na pewno.

Asia Minor - Northern Lights

Dragon ma trochę szczęście, że ostatnio mam mały nawrót słuchania muzyki progresywnej, ale myślę, że ta wrzuta i tak by się obroniła. Powiem więcej, jest fenomenalna. Miałem nadzieję, że jeśli Robert wrzuci już w końcu jakiegoś proga, to będzie to coś w tym stylu, no i się nie zawiodłem. Widzę, że album z 1980 r., więc wydany w czasach kiedy prog stał się zjawiskiem niechcianym, przestarzałym i trudnym do sprzedania. Nie wiem jaka była sytuacja w Turcji, czy we Francji, ale w Polsce myślę, że jeszcze by się takim graniem obronili, kawałek brzmi bardzo 70sowo. Co tu dużo mówić, za takie kawałki pokochałem kiedyś proga i słuchałem go często, gęsto i mocno. Klimatyczne, delikatne intro, jakby z jednej z Genesiowych ballad z „A Trick of the Tale”, zajebsite „dzwoneczki” i te wschodnioeuropejskie wpływy. Potem wchodzi odrobina rockowego nawalania i tutaj popadłem w zadumę nad tym, czy Steven Wilson słuchał Asia Minor. Fragmenty tego segmentu brzmią totalnie, jak fragmenty „Raider II” (zwłaszcza to gitarowe arpeggio w tle), którego to Dragon zresztą zjechał (go figure). Nie strawiłbym całego numeru w takim stylu, ale jako jakaś tam część, jest to niemal uroczy „must have” z wielkiej księgi tego „jak pisać typowe progresywne kawałki”. Nagle znowu wraca tamte spokojne granie, produkcja na wysokim poziomie, wszystko tu bardzo fajnie brzmi, gitary łechcą miło nostalgię „starego” fana proga. Wokal jest interesujący, taki dosyć smutny sam w sobie, w sensie głos tego faceta. Może momentami stara się za bardzo, ale głos ma bardzo ładny, no i to jest prog, więc czego ja chcę, że jakieś elementy teatralności wykonania się tutaj pojawiają. Trochę jak debil, słucham tego przy świetle dziennym, ale zaraz zassam płytę i wieczorem sobie zrobię jakiś seans z całością, bo zwyczajnie mam na to ochotę. Bardzo dobra wrzuca, aż się chce powiedzieć „Robercie, zapodawaj więcej progresyfu”.

No i co, kolejka bardzo fajna, wszystko mi się raczej podobało, w mniejszym lub większym stopniu, ale na nic nie meham. Jeśli mam wybrać zwycięzcę, to Smoku, ale reszta niedaleko.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 wrz 2023 01:30

Rebel Babel Ensemble Tinderelations

Nie powiedziałbym, że L.U.C. jest zupełnie anonimowy. Nawet ja, szary obywatel w temacie h-h kojarzę tę ksywkę. Fakt, dotarła do mnie wiele lat temu, ale samo to o czymś świadczy. Dzisiaj może faktycznie bliżej mu do pisania do szuflady, ale chyba publika nie zapomniała. W RAMce lubią raz na jakiś czas coś zapodać. Albumówka jest całkiem ok przy założeniu, że kompletnie nie zwracamy uwagi na tekst. Tych ludzi dobrze się słucha, bo wydają z siebie przyjazne dźwięki. Niestety większość z nich komunikuje się z nami po polsku i czy chcę czy nie - poszukuję jakiegoś sensu. Tekst to wyważanie otwartych drzwi w bardzo ogólny sposób. Wobec tego tytuł jest całkiem losowy, ale na szczęście nie tak przekombinowany jak większość propozycji na solowych płytach. Poważniejsze metafory zmieszane z bezpośrednimi hasłami związanymi z technologią... ja tego nie lubię, trąci mychą strasznie. Bit sam w sobie sympatyczny, na Spotify jest instrumental i robi robotę. Z całym bogactwem gości wychodzi eklektyczny bohomaz z przesadzonym patosem. Lubię Koteluk, ale w tym gąszczu różności broni się tylko tym "salto mortale". Dwóch różnych nawijaczy, a na koniec jeszcze jakaś dodatkowa laska. Groch z kapustą. Z ciekawości sprawdziłem sobie jak wygląda kwestia gości na Dialogach i natrafiłem na numer z Peją. Tam jest jeszcze gorzej xD Dałem szansę jeszcze wersji koncertowej. Nie będę się produkował jak głupi, dla mnie nic tu nie wyszło kompletnie. Zespół w miarę podaje, ale szef zbiorowiska bez charyzmy śpiewający o tym klikaniu, ouch. Dziwne poczucie losowości i zagubienia całego towarzystwa, nie za przyjemne. Nie wiem zupełnie, kto może być targetem takiej muzyki.

White House / Peja Pijak

Moje ulubione przetworzenie twórczości Kaczmarskiego to Upadek Ikara na trapowym bicie. Lekko zmemowane, ale zaskakująco przyjemne. Wiadomo, są też wspominane wielokrotnie Mury by Jean Michel Jarre, też sprawiają wrażenie poważnej dekonstrukcji. Aż dziwne, że bardziej nadęci rodacy się nie zesyrali. Poza tym nie słucham, nie lubię, nie cenię. Ten element odhaczony. Dalej. Generalnie sam koncept wydawnictwa, z którego pochodzi Pijak niby na papierze jest spoko, ale po kontakcie z kilkoma przykładami to jednak tylko teoretyczne zwycięstwo. Praktycznie nie zgadza się np. wiekowość języka. Czasami zbyt wysoki charakter tekstów nie pasuje do temperamentu raperów. Podobnie słabo działa to w drugą stronę. Projekty typu "Wodecki śpiewający kawałek Pei" (ALBO jakoś INACZEJ) działają tylko jako ciekawostka, czysty eksperyment w formie zderzenia cywilizacji. Dla mnie nie mają żadnych walorów artystycznego. Beka dla beki. Dobre jako chwilowe doświadczenie może, ale nie jako produkt czy tam DZIEŁO, do którego należy wracać. Gurala dukającego Lechonia to miejscami można słuchać z przyjemnością, bo ma tendencję do nawijania totalnych andronów, ale z wyczuciem i charyzmą, więc jemu jakikolwiek tekst nie jest straszny. Gorsze są te chamskie rozwiązania na bicie, wtedy chyba w samym wierszu też są odpowiednie przerwy i zmiany nastroju. Po pierwszym odsłuchu Pijaka miałem wrażenie, że właśnie usłyszałem najgorszy rapowy kawałek w historii i że to guwno będzie się teraz za mną ciągnąć. Wszyscy położyli temat. Rychu rypiący tekst bez jakiejkolwiek energii, z jakąś manierą robota. Skrecze i sample na koniec bitu wybrzmiały jak ponury żart. Ktoś to wydał chyba bez żadnego odsłuchu kontrolnego. Następnego dnia pozbyłem się energii rodem z roastu, no ale to dalej nie jest dobry kawałek. Złożone z zupełnie niepasujących elementów. Nocny wielkomiejski bit i taki grzeczny barowy tekst? I Richmond Rychu Pe? Wolałbym właśnie tutaj usłyszeć linijki z poprzedniej wrzutki. Za którymś razem można usłyszeć jakieś emocje u Rycha, ale to wrażenie maszynowego dukania za bardzo się narzuca - kwestia tego typu kiedy się poddasz, bo nigdy z tym nie wygrasz. Peja z tamtego czasu to liryczny agresor, momentami czuć że wolałby popłynąć w trochę mniej ułożonym i grzecznym języku, a tu dalej piruety, byle tylko się zmieścić. Masakra. Ten sam człowiek, który w tamtym czasie gasił raperów jak pety w dissach, poległ na tekście konesera przemocy. Z drugiej strony kto by się obronił...

Gazebo I Like Chopin

Uważnie słuchałem i PT Adrian podrzucił nam leciutko odświeżoną wersję, bo tu np. jeszcze bardziej wyróżnia się pianinko i wokal (ze szkodą dla tego drugiego). Tak to bywa z autorami jednostrzałowców, że potem właściwie trudno dokopać się do najpierwszej wersji, takiej naprawdę rodem z epoki. I Like Chopin to jednak zbyt udany pomysł, żeby aż tak się czepiać. To jeden z tych kawałków, które wciskam na pendrive'a gdy jestem w Wałbrzychu i odpalam gdy po domu kręci się mama. Wtedy zazwyczaj sprawdzam, czy ma ten moment, gdy musi sobie coś mimowolnie podśpiewać. Żadne Savage, Gazebo i Modern Talking jej nie obce. Sam dawniej wstydziłem się lekkiej słabości do klasyków italo, ale gdy do klasy dołączył mój późniejszy przyjaciel - wtedy wierny słuchacz - było mi z tym łatwiej. Łatwiejsze wytłumaczenie z oglądania porno z osobami trans to wcale nie jest głupie i czysto losowe porównanie, dzieciaki w liceum często oglądają bez żenady (ale i bez świadomości imo) znacznie gorsze rzeczy, a jednocześnie w odpowiednim gronie wcale się z tym nie kryją. Italo jest bezkompromisowe. Może i momentami kiczowate do bólu, ale w całkiem prosty, uroczy sposób wyzwala proste, wyraźne uczucia. Gorsza technika czy wyraźnie słyszalne akcenty doskonale łączą się z przebojowymi refrenami i oszczędnymi, ale równie charakternymi zagrywkami klawiszowymi. Już zwrotki nie są takie wcale byle jakie, choć i tak liczy się przede wszystkim pościelowy refren. Jest w nim coś staroświeckiego. Bardzo go lubię, już pierwsze Rainy days never say goodbye... od razu podrywa do śpiewania, wytwarza lekko sentymentalną aurę dookoła. Po wylądowaniu w bestce jeszcze mniej wstydliwie będę się przyznawał, że po prostu lubię tę piosenkę i już. A Szopena też doceniam.

Peter / Sue & Marc Birds of Paradise

Shodan ma dostęp do doświadczeń nieznanych zwykłym śmiertelnikom. Mnie nigdy nie rajcowała otoczka wokół wojska. Nawet w czasach bycia pasjonatem historii interesowałem się raczej np. kulisami polityki. Doświadczenia wypraw, poczucie tęsknoty ujętej w ten sposób to dla mnie obca materia. Nie będę miał sensownego porównania, zresztą byłyby do pewnego stopnia kłopotliwe i bez sensu. Wychodzę więc z założenia, że to taki specyficznie użytkowy utwór. Nie wiem, jak artyści się zapatrują na los swojego dziecka, ale myślę, że to całkiem nobilitujące, niezależnie od wartości artystycznej. Pewnie i tak tego nie wiedzą, ale co tam. Widzę po relacjach shodana i ludzi na YT, że pod tym względem kawałek spełnia/spełniał swoją rolę. Zaklinacz wspomnień, obietnica spotkania z najbliższymi, zwiastun nadejścia czasu spokoju wokół i chwili wytchnienia. To rozumiem i z tym nie da się polemizować, bo to osobiste kontakty, historie, nie w tym rzecz. Tutaj jednak spotykamy się też na polu muzycznym. Numer sam w sobie jest dla mnie dość ciężki, wręcz siermiężny. Między ABBĄ a takim baardzo klasycznym popem. Potężne harmonie wokalne, dostojne, bardzo wolne tempo, towarzysząca cały czas gitara i raz na jakiś czas wjeżdżający flet. Przypominam sobie dzieciństwo i prozaiczną czynność poszukiwania różnych stacji radiowych przy odbiorniku lub w telefonie. Repertuar rodem z radiowej Jedynki, Radia Plus czy dawnych Złotych Przebojów. Chyba tylko w taki sposób mógłbym się z tym spotkać jeszcze kiedyś. Rozumiem, ale to zbyt dalekie rewiry ode mnie.

Games Strawberry Skies

Lopatina to akurat dobrze kojarzę, ale Gierek do tej pory nie sprawdziłem. Wcale nie jest tak, że uczestniczył jeszcze w 2137 innych nagraniach... Samo OPN to właściwie studnia bez dna, choć im nowsza płyta, tym coraz więcej nijakiego nudzenia. Vapor i wyraźnie wracająca atmosferą do ejtisów elektronika u wielu artystów ewoluowały w odtwórcze kolaże lub nudny pop. Tutaj jesteśmy jeszcze przed wielkim boomem na sentyment, renesansem estetyki VHS i memiarzy wykorzystujących przestery, którzy po kilku latach aktywności zaczną stosować przemoc w stosunku do wyraźnie młodszych kob- Niech Pan Daniel wróci do takich nagrań i wyciągnie lekcje, czemu w 2010 roku to działało, a dzisiaj jest już trochę bez sensu. I tak wolałbym wersję bez wokali, jeśli taka w ogóle jest, ale śpiewy koniec końców wcale tak bardzo nie drażnią. Czasami mocno zlewają się z aranżem i może tu jest mały problem, a tak to jest git. Brzmienie rodem z gierki stworzonej w technologii raczkującego 3D na PSa, podoba mi się. Idealne pasuje pod sceny/misje w jakimś ośrodku spa, nad wodospadem, itp.. Tekst nie ma większego znaczenia, liczy się VIBE, który za którymś razem zacząłem wyraźnie wyczuwać. Elegancka sprawa, podobne instrumentalne vaportrapy mam od lat w serduszku, może kiedyś coś takiego rzucę.

Ciekawa jest ta pierwotna okładka. Faktycznie trochę historycznych flag, ale polskich mikronacji nie uświadczyłem, choć wtedy było ich dość sporo. Wiem coś o tym, bo już jako niespełna 11letnie dzieciątko zacząłem się w nich kręcić... Temat na odcinek podcastu dla patronów kanału SMOKU+.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 wrz 2023 01:51

shodan pisze:
26 wrz 2023 10:48
I kto wie, może warto sprawdzić cały album?
IMO warto, niecałe 35 minut muzyki, dla pierwszych dwóch (Nightwind i Northern Lights) wręcz obowiązkowo ;)
stripped pisze:
26 wrz 2023 15:47
Affenstunde grupy Popol Vuh, pasuje mi ona do takiej muzyki bo gdzieś to (jak różne inne progi) jakoś przypomina mi średniowieczne (i jednocześnie wieczorne) klimaty i chyba stąd skojarzenie z tamtym obrazkiem xd
Takie pastelowe, baśniowe trochę... podoba mi się to skojarzenie, ja bym nie wpadł xd
Hien pisze:
26 wrz 2023 16:06
Nie strawiłbym całego numeru w takim stylu, ale jako jakaś tam część, jest to niemal uroczy „must have” z wielkiej księgi tego „jak pisać typowe progresywne kawałki”.
No i dlatego to dla mnie też najmniej ciekawy moment. Po latach dalej całkiem nieźle pasuje, ale żeby było halal progresywnie to musiał się znaleźć obowiązkowo, żeby była i atmosfera i bardziej rockowe łojenie. Panowie z Asia Minor doskonale odrobili lekcje.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 wrz 2023 22:36

Kurde, znowu jestem ostatni, a nawet nie zamulam AŻ TAK BARDZO.

Rebel Babel - Tinderelations

Mam dziwny problem z LUCem, bo z jednej strony typ sprawia wrażenie maksymalnie pretensjonalnego typa który stoi gdzieś pomiędzy boomerem a millenialsem (coś jak większość tutejszej ekipy w sumie lol) i generalnie ma vibe typa, który uważa się za świadomego intelektualistę, gdyż wtrąca w swoje zdania słownictwo rodem z recenzji Pocysa oraz nie lubi Świata wg Kiepskich. Do dziś pamiętam jakiś wywiad z nim z czasów dogorywającej Machiny, w którym opowiadał o tym, że największym obciachem dla niego jest Karol Strasburger, noż prostytutka. XD Z drugiej trochę go lubię, jakby nie było jest z Wrocławia, a ja to miasto jednak muszę jakoś, cholera, lubić, i w sumie to podobało mi się nawet Planet LUC, które było na swój sposób urocze momentami - później to jednak typ za bardzo odleciał i zaczął nudzić tym swoim PffPryySryyenergocyrkopierdoleniem.
Welp, wrzuta mi nie siadła i chyba to jedno z największych przestrzeleń wrzucającego OPa w dziejach tej zabawy, możliwe, że i największe. Niby OBIEKTYWNIE ciężko się tu czegoś uczepić, ale drażni mnie ten kawałek, drażni mnie LUC, który jest tu tym najgorszym LUCem pieprzącym jakieś głupoty w tempie pociągu z Teleekspresu, Mela Koteluk powtarzająca SALTO MORTADELA (ja w ogóle myślałem bez sprawdzania tekstu, że tam jest coś o smerfach lol) i w ogóle strasznie wkurzający vibe ma ten kawałek, słuchając go czułem się jak na zlocie osób, z którymi zupełnie się nie dogaduje i między którymi a mną nie ma jakiejkolwiek chemii. Czyli w sumie jak na większości swoich randek na Tinderze hehe. Wersja live niby lepsza, ale też bez jakiejś rewelacji. Sorry, ale nie tym razem.

Peja - Pijak

Odnoszę wrażenie, że ta zabawa zmienia się w best of Peja, co mnie napawa w sumie sam nie wiem czym. Nie spodziewałem się w każdym razie Rycha tutaj tak często, tak samo jak LEGENDY SOLIDARNOŚCI - czyli ludzkiego śmiecia jak prawie każdy autorytet czy tam inny cieć moralności (zwłaszcza ostatnimi czasy). Dość losowy crossover, dosłownie brakuje tylko typa z zespołu którego nazwa brzmi jak wymyślona przez gimnazjalistę i ktory jest znany w środowisku polskiego fandomu Depeche Mode oh wait. Niby trochę się z tym kawałkiem powinienem utożsamiać, ale nie umiem, Rychu tu mnie nie przekonuje, generalnie brzmi to tak jak wyobrażam sobie coś rodem ze składnaki polscy raperzy wykonują poezję. Niby mogę docenić za nieco szersze niż typowy absolwent 4 klas podstawówki horyzonty (na polski hh to dużo), ale też bez przesady prostytutka, bo to Kaczmarski. xD No nie jest to jakieś straszne, ale przeleciało przez moje uszy, nie wywołując żadnego szczególnego wrażenia - w sumie analogia wuja z basicowym t-shirtem bardzo celna. Bywa.

Gazebo - I like Chopin

Rzadko wrzucacie tutaj rzeczy, które znam tak dobrze, że nawet nie muszę ich puszczać, by cokolwiek o nich napisać. Ale zrobiłem to (sprawdźcie mojego lasta, jeśli nie wierzycie...) i co więcej - z przyjemnością. Ten kawałek odkryłem relatywnie późno, gdzieś w tamtej dekadzie i bodaj w drugiej połowie, gdy już wychodziłem z tego infantylnego elityrazmu. Trochę mi się ta wrzuta kojarzy z tym okresem, gdy piwniczyłem na studiach i bujałem się z bratem GOLFEM DWA po wioskach z pendrive'm z kolekcją mp3 italo disco, czyli dobrze, a trochę też z tym okresem życia we Wrocławiu po rozstaniu z moją byłą - a to wspominam trochę mniej miło, bo też dużo piwniczyłem, za dużo piłem i generalnie byłem kurewsko samotny oraz nieszczęśliwy przez większość czasu. To chyba leciało też na weselu mojego kumpla, który był elitarnym RYMiarzem, co jednak odnajdywałem zabawnym. Tak czy siak, łezka wzruszenia się się w oku zakręciła, chociaż nie tęsknie za tamtymi czasami (nikt nie pytał, ale nie mam za czym, bo u mnie jest bardzo dobrze ostatnimi czasy). Wrzuta zasługująca na szacuna.

Birds of Paradise - Flying Home

Fajnie, że jutubowy skrobler mi to otagował jako piosenkę autora SZYMAS POLAND. Ocenianie tego pod kątem czysto muzycznym byłoby słabe. Nie moja bajka, nie moje klimaty, nie moje brzmienie. Ale kaman, jednak na coś się tu produkujemy pisząc te opisy, a nie jestem Konfederatą, by wyrywać wypowiedzi z kontekstu czy coś. Więc no, staram się wyobrazić kogoś, kto ma łzy ze wzruszenia słysząc tę piosenkę, bo właśnie wrócił z długiej misji pokojowej, czytam te wszystkie komentarze ludzi pod wrzutą i jestem w stanie zrozumieć, że dla kogoś to może być coś więcej niż tylko piosenka - jakkolwiek pretensjonalnie to zabrzmi. No i pod tym kątem poniekąd szanuję, chociaż wiadomo, że na moje playlisty best of to raczej nie zagości i bez odpowiedniego backgroundu sam z siebie tego nie puszczę.

Asia Minor - Northern Lights

Fajnie, że w tej kolejce zagościł ROCK PROGRESYWNY, bo dawno nie było go na tym forum, a ja się na starość godzę z tą muzyką - na pohybel nieżalowcom i nie tylko. O wzmiankowanym zespole w sumie to w życiu nie słyszałem, chociaż to chyba nie jest jakaś okrutna nisza i coś, o czym jedyne wzmianki w internecie pojawiają się w dwóch wątkach na forum Dinozaurów z ostatnimi postami datowanymi na 2011 rok. I kto wie, może w wolnej chwili ogarnę coś więcej, bo fajne to jest po prostu. Brzmi jednocześnie znajomo, bo wiadomix, że po progu symfonicznym można spodziewać się dokładnie tego, czego się oczekuje po rocku symfonicznym, ale momentami całkiem oryginalnie - coś jest z tymi gitarami. Brzmią nietypowo, przyciągają uwagę. Być może to kwestia też tego, że tak naprawdę w ostatnim czasie słucham mało muzy tego typu, przez co nie mam wrażenia wtórności, a właściwie to jest na odwrót - brzmi to dla mnie świeżo. To jest takie uczucie jak nwm, znalezienie nowej restauracji w której serwują pizzę taką jaką lubicie w sytuacji, kiedy dawno pizzy nie jedliście - nawet jeśli nie ma fajerwerków, to i tak jest zajebiście. Fajoska wrzuta, tak po prostu.

Dobra, kolega Robert uratował honor tej kolejki, bo inaczej to wiecie - siara by była, gdybym propsował tylko italo disco kolegi Musiała. W każdym razie, aby nie zamulać i zrekompensować wam to, że zawsze musicie na mnie tyle czekać, postanowiłem od razu zrecenzjować kolejną kolejkę:

klocuch - Kruci Gang

Jestem w szoku, że Hien przyznał się do tego, że tak naprawdę on był klocuchem. Szkoda, że nie wpadł na ten pomysł latem 2008, ale co zrobić. Fajna wrzuta, chociaż brakuje mi tu anemicznego wokalu i rzępolenia na akustyku. Nie wiem.

Peja - Pomidor

Fajna wrzuta, bo lubię pomidory. Śmieszna ta historia o tym jak była Murzyna pomyliła go z psem o tym imieniu, ale takie one są, fajnie, że się nie zeszli. SZANUJĘ, ale nie wiem

Adrian M - Best of Szuflada 2009

Niezłe, chociaż nagrane w Warszawie. JA TAM SZANUJĘ. W sumie nie wiem.

Śpiewająca pani - Jingiel Jedynki z 1994 roku

Wie... nie no, coście wy. NIE WIEM. Ale może zyskać jak w końcu przesłucham. Zobaczymy.

Bull of Heaven - Like a Wall in Which an Insect Lives and Gnaws

Dobrze, że kolega Robert wrzucił coś krótszego niż zazwyczaj, przesłuchałem 30 sekund i już wiem, że zajebiste.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 wrz 2023 23:50

Zawsze było wiadomo, że klocuch jest z Łodzi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 wrz 2023 23:57

mintaj pisze:
27 wrz 2023 22:36
Śpiewająca pani - Jingiel Jedynki z 1994 roku
Wolę w wersji Jedynka Jeedynka Je Je Jeee, ale ta też kozak.

No zaśmiałem się jak głupi przy NASTĘPNEJ kolejce, lovely
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 wrz 2023 00:17

Dobra, szkoda rozbijać tak genialny żarcik, ale przejdę już do właściwej następnej kolejki, bo jeszcze mam kompa włączonego.
Najpierw jeszcze dosłownie parę słów podsumowania w sprawie LUCa. Miałem świadomość, że ta wrzuta podzieli tu ludzi niczym Mojżesz Morze Czerwone, i w sumie tak się stało, z tym że większa część morza miała kolor sraki. Niemniej, był to zwycięzca u samego Murzyna, jedynego człowieka w naszym gronie, który w ogóle cokolwiek wie o hip-hopie, zatem cenię sobie jego okejkę bardziej niż ruszają mnie dissy pozerstwa. Wzorem większości udziałowców, na średnie przyjęcie numeru odpowiem dosyć bezpieczną wrzutą:

Crowded House – Don’t Dream It’s Over

Manlup rzadko wrzuca lokalne Enjoye, ale czasami mu się zdarza, i to jest taka okazja. Utwór znam, jak to się mówi, od zawsze. Nie pamiętam pierwszego razu, ale byłem dzieckiem. Od tego wspomnianego ‘zawsze’, uważałem że jest to utwór idealny, na pewno jeśli chodzi o bardziej popową odmianę miękkiego rocka. Wszystko tu jest perfekcyjne: tekst, melodie wokalu, refren, sekwencja akordów, główny riff, zakończenie, itd., nie wiem po co wymieniam, skoro napisałem, że wszystko. Mógłbym chwalić tutaj niuanse, jak np. ten najgenialniejszy na świecie podjazd gitary w 1:21, ale już sobie sami odkrywajcie takie rzeczy. To jest najwyższe możliwe osiągnięcie w uzyskaniu tego typu melancholii. Każdy piosenkopisarz zabiłby, aby mieć na koncie taki utwór. Mam w związku z „Don’t Dream It’s Over” tak wiele wspomnień, że nie potrafię nawet wskazać jednego konkretnego, które by się wybijało. Ta piosenka wraca w moim życiu jak bumerang i ostatnio wróciła ponownie, rozkładając mnie na łopatki w tym samym stopniu, co zawsze. Nie spotkałem w życiu osoby, która by tego utworu nie lubiła, więc jeżeli spotkam ją tutaj, to kurde, słabo xD

Pamiętam, że mieliśmy chyba w rodzinnym aucie jakieś best of Crowded House, na pewno z tego czasu pamiętam jeszcze ich drugi wielki hit „Weather With You”. Nie będę się jakoś znacznie rozpisywał, nie było nigdy w tle tego utworu żadnego dużego wydarzenia u mnie, żadnego brejkapu, czy coś. Nie wyobrażam sobie jednak żebym miał „Don’t Dream It’s Over” pominąć w tym zestawieniu, bo to jeden z niewielu utworów, który za każdym razem, od wielu dekad, robi na mnie to samo, olbrzymie wrażenie i porusza do głębi. Kto mehnie, ten naprawdę nie ma serca.

https://youtu.be/H7UMRkp7m80
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 wrz 2023 00:55

Hien pomógł tym wyborem, to będzie idealne umiejscowienie w kolejce - normalnie tak szybko bym się nie zebrał do pisania

Bluszcz - Sopot '86 (2020)

Epoka wrocławska stanowi poważny przełom w moim życiu. Jeszcze dwa lata temu byłem zawieszony w próżni. Niby studia się zaczęły, ale na dystans żadne znajomości nie mogły się sensownie rozwinąć. Jeden semestr studiów, a potem pandemia. Wrzesień 2021, wszystko stanęło w miejscu, choć nie było tego tak wiele. Nieśmiałe przebudzenie świata, powrót dojazdów na uczelnię i pojedynczych spotkań o innym charakterze. Pod koniec roku gwałtowna zmiana, nagle wpadam w związek, mieszkanie we Wrocławiu, za chwilę praca w teatrze. Człowiek ruszył z kopyta. Wiele więcej perspektyw na wyciągnięcie ręki. Kontakt z kulturą na szerszą skalę. Może trochę więcej popijaw niż wcześniej. Niezależnie od późniejszych losów i planowanej dalszej wędrówki w Polskę Wrocław mam i będę mieć głęboko w serduszku. Czemu taki wstęp? Bo Bluszcze są dla mnie najlepszym możliwym odbiciem relacji z tym miejscem na poziomie muzyki. Bredzenie, ale inaczej się nie da. W pewnym sensie symbolicznie zaczyna się tutaj. Wrocławski band zapodany we wrocławskim radiu. Dnia nie pamiętam, ale vibe musiał być zbliżony do tego okresu w roku, w którym obecnie jesteśmy. Ciepły dzień. Późne lato lub wczesna jesień. Wieczór się zbliża. I uderzenie pościelową balladą mocno czerpiącą z ejtisów. Generalnie Kresz, z której pochodzi Sopot '86, wciąż regularnie hula na moich słuchawkach. Nie mogę jej zmęczyć. Może poza gorszą końcówką z coverem Maanamu jako niezbyt smaczną wisienką na torcie. Wrocławski półświatek artystyczny skrywa dużo dobrego, od kreatywnych miejscówek przez inspirujących ludzi do czasu spędzonego w wartościowy sposób. Dziś to już dla mnie chleb powszedni, ale na początku był charakterystyczny efekt wow, którego już nigdy nie będzie.

W czasach bycia w związku to był po prostu nastrojowy kawałek trafiający bezpośrednio w czułe punkty mojej wewnętrznej sentymentalnej ciepłej kluchy. Po rozstaniu i w krótkim okresie wewnętrznego zmrożenia oraz apatii zyskał trochę goryczy. Teraz szalenie podoba mi się za ten tekst, który jest prosty, trochę z dystansem, ale ciekawie grający w perspektywie jawa-sen. Oczywiste tło podpowiada opowieść z minionej epoki, choć działa na podobnej zasadzie jak vaporwave. Wzór pewnego skojarzenia, który nie musi być zgodny z tym, jak wtedy było naprawdę. Może pasować tu i teraz, po prostu podbija aspekt wspominkowy. Muzycznie lubię to synthowe tło i celowo zblazowane wokale. Najbardziej wymiata mostek przed pierwszym refrenem. Moment oddechu, zamykasz oczy i odlatujesz. Nie wiem, ale po prostu tak bardzo kojarzy mi się z Wrocławiem i aurą panującą w wielu miejscach (szczególnie w okolicach Odry), że już na zawsze będzie sprzyjać przypominaniu sobie obrazów stamtąd. Do pewnych ludzi i sytuacji już przecież nie będzie powrotu, nie powinno być. Jak sobie dodatkowo zapodacie Odrę z ostatniej płyty, to może jeszcze pomoże, choć wiadomo, strasznie subiektywna sprawa. Dla mnie Wrocław brzmi właśnie w ten sposób. Jeden z najważniejszych polskich kawałków osobiście w ostatnich latach. Do dziś robi to coś w środku.

Następna wrzutka będzie małym zakończeniem polskiego odcinka smoczej bestki, przynajmniej na jakiś czas.

https://www.youtube.com/watch?v=VwsQ63s6pCU
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 wrz 2023 00:59

A Asia Minor... nie byłem pewien czy podpasuje, bo jest tutaj paru poważnych słuchaczy progrocka, ale po lekturze waszych wrażeń Robert z liceum zrobiłby takie YES. Prog zapodawany raz na jakiś czas ma dalej w sobie tę moc i fajnie, że nie tylko ja to czuję xD Mehy od ludzi bez miejsca na ten konkretny gatunek sera w sercu.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 28 wrz 2023 05:57

Czy Wy nie macie co robić tak późno w nocy i zawsze siedzicie na forum?

DIIV - Doused (2012)

Była przerwa na italo disco, wracamy do hipsterskiego grania AD 2012, ale w wydaniu bardziej "szugejzowym". Nazwa grupy (zniekształcone słowo "dive", ale "dive" było już zajęte; TAK, nawiązanie do Slowdive nie miało być przypadkiem) może coś tam mówić tutaj komuś, kto "szugejz" lubi i propsuje, i wcale nie patrzę tutaj na Mintaja (inna sprawa, że DIIV dla wielu był - jest? - trochę nazbyt hipsterski na bycie "szugejzem", ahh ci cholerni truschoolowcy). Ja wpadłem na nich przez - jakżeby inaczej - wytwórnię Captured Tracks, a więc choćby Wild Nothing, Beach Fossils, takie tam. Zresztą, DIIV to grupa założona przez gościa (nazywa się on Zachary Cole Smith), który był przez jakiś czas gitarzystą w Beach Fossils. Jednak BF brzmią bardziej "klasycznie", jeśli o ten gatunek chodzi - DIIV na swoim pierwszym krążku, Oshin, są przesyceni różnymi efektami, reverbami, etc. etc. I - standardowo - mnie się to podoba. Płytę Oshin, a więc ich debiut, poznałem kilka miesięcy po premierze, tj. we... wrześniu 2012. Matthew Dear nie był przecież sam, a miesiąc był to dla mnie niezmiernie ważny. Primo, mam w nim urodziny, secundo, zaraz minie dokładnie 11 lat (a więc właśnie od 2012 roku, to dla tych, którzy mogą mieć problemy z matematyką) odkąd przeprowadziłem się do Warszawy. Także muzykę, której wtedy słuchałem, kojarzę bardzo mocno z tym jakże ważnym dla siebie wydarzeniem.

Doused to pierwszy zdaje się singiel z tej płyty, jest energiczny, szybki, ma taki "podrywający" vibe, główny riff gitarowy jest prosty niby konstrukcja cepa, a wchodzi wprost doskonale. Cole Smith brzmi jak dzieciak, którym w sumie wtedy był, ale wokal pasuje mu do tej muzyki (image miał jeszcze gorszy, jak i cały zespół, nie polecam oglądać teledysku). Captured Tracks wyczuli odpowiedni moment na taką muzę, rozpromowali mu ten krążek w cały świat (bardziej w całe Stany, skąd band pochodzi), grupa stała się popularna, wpadło im w ręce mnóstwo forsy, skończyło się klasycznie - Cole Smith uzależnił się od designerskich dragów, wciągnął w uzależnienie swoją ówczesną partnerkę (którą, nota bene, była Sky Ferreira, Wuja jej nie wrzucał tutaj przypadkiem swego czasu?), był bardzo brzydki breakup, potem policja, odwyk i kolejny ich album ukazał się dopiero w 2016 roku (i już nie jest taki fajny jak ten pierwszy, albowiem całe Oshin jest moim zdaniem super i warte poznania), potem kolejny - dużo mroczniejszy - w 2019 i goście znów dokonali pełnego zanurzenia. Może znów ćpią? Tymczasem nasączcie się (hehe) ich pierwszymi dokonaniami i poczujcie jesień z prawdziwego zdarzenia, ale jesteście późnym wieczorem w centrum jakiegoś miasta, a z klubu naprzeciwko wylewa się na Was morze naprawdę dziwnie ubranej młodzieży po naprawdę dziwnym koncercie naprawdę dziwnego zespołu. Powiedziałbym, że tak było w 2012, ale teraz w takiej Warszawie to już w ogóle norma.

https://www.youtube.com/watch?v=Ekz6BLGeHz8
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl