Best of Forum V

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum V

Post 01 mar 2024 12:07

Kelis - Good Stuff

Bardzo dobry numer. Bas rządzi od początku. Fajna melodia, bardzo zapamiętywalna. Bardzo dobre pianino w refrenach. Mnie się podobnie jak autorowi wrzutki podoba ten synth po drugiej zwrotce. Nie przeszkadza mi też rap wstawka. Bardzo nie lubię, jak ktoś odgrzewa stary hit po latach, remiksuje w nowej wersji i na siłę wplata tam rap. Była w swoim czasie straszna moda na to sztuczne i ujowe działanie. Ale w przypadku utworu Kelis nie ma z tym większego problemu, bo tak nagrali to od samego początku i brzmi to naturalnie. Sama Kelis ma bardzo fajny wokal. Generalnie dobry hit nam wyszedł. Bardzo dobre brzmienie, melodia, wokal. Wszystko jest na wsoim miejscu.
Od razu wczoraj na spacerze przesłuchałem cały album Kaleidoscope i jest całkiem spoko. Znalazłem jeszcze kilka naprawdę dobrych numerów.

Scott Walker – Epizootics!

Trochę mnie Hien na początku zmylił stwierdzeniem, że Walker był popowym wykonawcą. Spodziewałem się przez to czegoś zupełnie innego. Tymczasem dostaliśmy naprawdę przedziwną rzecz. Potem ponownie przeczytałem opis i rzeczywiście Kuba w dalszej części tekstu wspomina o muzycznych eksperymentach Scotta. I to jest przynajmniej dla mnie mocno eksperymentalna muzyka. Sam wokal jest niezłym dziwolągiem. Scott brzmi tak, jakby śpiewał cały czas na bezdechu. Wciąż nie wiem, co o nim myśleć. Powinien mnie szczerze mówiąc ten wokal wkurzać, ale z jakichś powodów tego nie robi. Hien pisze, że w głosie Scotta słychać melodie. Ja bym powiedział, że melodie to zbyt duże słowo. Tam wręcz nie ma prawie melodii wokalu (no może momentami). Ale o dziwo to też mi nie przeszkadza. A brzmienie? Pokręcone jak cholera, chaotyczne, dziwne. Ale i to mi nie przeszkadza. A wręcz w jakiś sposób zaciekawia. Naprawdę sporo razy posłuchałem Epizootics! i za każdym razem ze sporym zainteresowaniem. I to za każdym razem coraz większym. Te prawie 10 minut wcale mi się nie dłużyło. Warstwa dźwiękowa mocno intryguje. Sporo się dzieje w tle. Lubię te zagrywki na trąbkach, te perkusyjne gonitwy. Lubię zmiany tempa. To szybciej, to wolniej, to głośniej, to ciszej. Mile widziane dla mnie rzeczy. W środku fajne i klimatyczne przyhamowanie. Potem znowu eksplozja dźwięków. Dobre outro. Przedziwna muzyka, naprawdę. Ale ciekawa. Takie dziwolągi są na pewno lepsze, niż jakaś pospolite nudy od początku do końca. Korci mnie, żeby sprawdzić co też tam pan Walker wyczynia w innych utworach. I zapewne to zrobię. Przecież to nic nie kosztuje.

The Third Eye Foundation - What To Do But Cry?

Dragon stwierdzeniem „witam w świecie grozy” od razu mnie zaciekawił. Potem nieco błędnie odczytałem dalszą część akapitu. Myślałem, że pisząc „generalnie wolę metodyczne wciąganie w dość niepokojącą atmosferę niż gwałtowne przejścia” ma na myśli budowę tego utworu. Dlatego jeszcze bardziej się podjarałem. Bo ja jak mało co cenię sobie utwory tak zbudowane, na dodatek osadzone w świecie grozy. Już widziałem oczami wyobraźni kolejną perłę na miarę Static. Wpis w kolejnym akapicie „Zaczyna się z marszu, witamy ścianę dźwięku” nieco mnie jednak ostudził. A jak jest naprawdę? Bardzo dobrze mimo wszystko. Drum'n'bassowy bit, a w tle rzeczywiście mocno niepokojąco, wręcz złowieszczo, brudno, zgrzytliwie. Zniekształcone wokale tylko dodają klimatu. W 2:50 fajnie zmienia się perka. Dobre wyhamowanie na końcu. Lubię, jak Dragon mnie muzycznie zaciekawia. Tutaj znowu mu się udało.

Parov Stelar - Chambermaid Swing

Tutaj mamy w sumie sytuację odwrotną do tej z propozycji Hiena i Dragona. Bo jest fajnie, przyjemnie, nóżka chodzi i w ogóle. Ale nie czuję zaciekawienia. Nie mam ochoty jednak sprawdzić, co też jeszcze pan Stelar nagrał więcej. Swingujący utwór, który nie rani uszu, który może sobie lecieć z głośników bez problemu, ale chwilę po jego zakończeniu się o nim zapomina. Przede wszystkim prawie 6 minut to zdecydowanie za dużo na taki numer. Fajny początek, ale potem jak wchodzi ta zagrywka na klarnecie, to właściwie do końca nie ma już nic poza tym. I już po 3 minutach zaczyna się dłużyć. Nie hejtuję tego, nogą potupałem nawet, ale już mi wystarczy. Rzecz przyzwoita, acz nie wciągająca, nie angażująca, nie budząca u mnie emocji.

Dun - L'Epice

No i na koniec francuski prog. Niewdzięczny ten gatunek muzyki jest jak diabli. Potrafi mnie mocno zaciekawić jak choćby niektóre rzeczy od Wilsona. Dragon też już tu wrzucał włoskie progowe dziełko, które ujęło mnie iście baśniowym klimatem. Z drugiej strony jest ogrom progowych rzeczy, których bym nawet na śmietnik nie wyrzucił, bo szkoda zagracać śmietnika. Tutaj jest tak trochę pośrodku. Nie jest nieznośnie, ale też nie jest to coś dla mnie. Pierwsze odsłuchy były najgorsze. Potem jak się nieco osłuchałem, to z tego chaosu odgrywanego przez Muppety nawet co nieco dało się wyłowić. Ten flet nadaje tu takiego też nieco bajkowego zabarwienia. Dlatego skojarzenia Seby z kreskówkami nie są wcale tanie bezzasadne. Umiałbym sobie nawet taką kreskówkę w rytm tej muzyki wyobrazić. Nie będę kłamał, że będę w przyszłości słuchał zespół Dun czy że umieszczę ten utwór w best of podsumowania. Bo to nie jest nuta dla mnie na dłuższym dystansie. Ale jakoś skrzywdzony przez Mentosa też się nie czuję.

Murzyn nieźle zjechał tę kolejkę. Ja będę dużo łagodniejszy. Bo 3 pierwsze utwory mi się dosyć mocno spodobały i zaciekawiły. Wrzutki deva i Mintaja nieco na tym tle odstają, ale też jakieś od macochy nie są.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 mar 2024 13:58

Wujas mi coraz bardziej imponuje w tej kolejce, nie dość że wrzucił doskonały kawałek, to jeszcze poznał się na Walkerze (czego nie obstawiałem).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 mar 2024 00:32

Kelis - Good Stuff

Z Kelis wiąże się niesamowicie ciekawa historia. Nigdy sam z siebie jej w sumie nie słuchałem (no, do teraz), ale posiadam jeden jej album (ten z 2001 roku) na cedeku. Dowiedziałem się o tym mocno przypadkowo, bo podczas robienia porządków w płytotece jakieś 4 lata temu. Na 99,69% musiałem ten album podpieprzyć mojej byłej dziewczynie, więc możemy wstępnie założyć, że kolega Jacek przejął jej miano na tym forum od Roberta.
Też bym nie klasyfikował tego jako wrzuty rapowej, bo pierwiastek r'n'b jest tu ewidentnie intensywniejszy. Nie testowałem tego utworu zgodnie z intencją wrzucającego, bo ciężko opuścić szybę w samochodzie, gdy takowego się nie posiada. Zamiast tego słucham go leżąc na łózku i może całe szczęście w tym, że nie na fotelu, bo po prostu całkiem mi to zaskoczyło. Rapowe zwrotki wywołały raczej lekkie znużenie spowodowane tym, że brzmią jak najbardziej typowe rapowe wstawki w muzyce popularnej ever, ale cała resztą jest całkiem w pytkę. Fajne refreny, fajny wokal Kelis, no i pomijając te generyczne fragmenty, to brzmi to jak trzeba. Gdybym miał jakąkolwiek telewizję muzyczną te 25 lat temu, to bym się tym jarał, ale teraz bynajmiej źle nie jest. Daję rzetelkę.

Scott Walker - Epizootics!

Trochę się nakręciłem czytając opis Munlupa, bo fragment o muzyce nagranej przez popowego artystę niewychodzącego z piwnicy brzmi jak opis potencjalnej muzyki nagrywanej przeze mnie, gdybym miał jakikolwiek talent i poczucie rytmu. Ponieważ zgodnie z logiką w czymś takim powinienem albo zakochać się bez pamięci lub bardzo mocno odbić, to stoję w rozkroku, ale z lekkim wskazaniem na TY FAJEN TO. Za pierwszym odsłuchem, w ciemno rzecz jasna, trochę się odbiłem, ale bynajmniej nie z powodu tego, że to jest coś słabego, tylko z racji tego, że to jakby nie patrzeć (niecałe) dziesięć minut niezłego pokurwieństwa. Na szczęście było zupełnie jak w tym memie z psem i starym po tygodniu, czyli szybko udało mi się te bestię nie tylko oswoić, ale nawet i z nią zaprzyjaźnić. No bo jednak jest to (niecałe) dziesięć minut eksperymentów, jazgotu, pozornie nieprzystających do siebie motywów muzycznych, kakofonii i cholera wie czego, ale paradoksalnie słyszę w tym muzycznym zapisie schizofrenii coś konkretnego, a co więcej to coś mi się podoba. Skojarzenia z Bowiem całkiem sensowne, aczkolwiek szedłbym w drugą stronę, bo nie wierzę, że nie słuchał tego przed nagrywaniem Blackstar. W każdym razie - zasłużona okejka i laur konsumenta.

The Third Eye Foundation - What To Do But Cry?

Robert też nie odpuścił i też wrzucił coś, co zostało nagrane totalnie przez kogoś, kto zdecydowanie za rzadko dotyka trawy. Zaczęło się podobnie jak u Kuby, tj. też na początku odbiłem się z racji tego, że to było jakieś siakieś za dziwne na jeden odsłuch, ale problem w tym, że kolejne... no jakoś ten, nie porwały mnie. Drum'n'bassowy bit jest okej, ale... no właśnie, mam cały czas wrażenie, że ktoś puścił go na jednym kanale, na drugim, niezależnie od niego, włączono jakieś randomowe drony i jeszcze, żeby nie było zbyt nudno, z jakichś przyczyn w tle włączono jakieś randomowe SPOOKY odgłosy z bazy dźwięków. Wyszedł groch z kapustą, zupełnie nie czuję niepokoju, bardziej znużenie. Potencjał może i był, ale imo niewykorzystany. Nie czuję tego, sorry Robert. :<

Parov Stelar - Chambermaid Swing

Parov Stelar znam tylko z nazwy i jakiegoś tam kawałka słyszanego gdzieś mniej-więcej w okresie, o którym pisze Musiał i mimo mojej wątpliwej znajomości tematu, mam dziwne wrażenie, że jakoś wiele nie tracę zarówno nie znając tej muzyki, jak i nie przebywając w gronie kryptofanów tego zespołu (nie mieszkając w Warszawie być może i też). Słucham se i słucham i brzmi znajomo, internet mówi, że niby to było wykorzystane w jakiejś reklamie piwa i mniemam, że stąd to znam, bo nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy. Ok, przyznam, motyw wykorzystujący TĘ TRĄBKĘ jest całkiem chwytliwy, może nie na te pięć minut z hakiem, ale powiedzmy, że gdyby całość nieco skrócic to byłby git. No ale reszta... reszta to koszmaret. Bit brzmi płasko, klockowo, bas z sekwencera jest chujowy jak barszcz i generalnie wszystko co dzieje się dookoła tego "głównego" motywu skutecznie mnie do tego kawałka zniechęca, ze szczególnym wyróżnieniem części w okolicach 3:30 do 4 minuty. No i sample - to chyba miało być nawiązanie do złotej ery radia, wyszła impreza o tej tematyce w korpo. A tak w ogóle to nigdy nie słuchałem TOK FM. Dziękuję, wyiadam.

Masami Ueda, Saori Maeda - Free from Fear

W Resident Evil grałem rzadko i krótko, swego czasu ogrywałem czwórkę i w pełni rozumiem głosy sugerujące, że to jeden z najlepszych tytułów w dziejach branży. W każdym razie nie na tyle rzadko i krótko, bym nie kumał o co chodzi. W kategorii spooky (o co wam prostytutka z tym chodzi? Do halloween pół roku xD) rzeczy z tej edycji, ta wrzuta zdecydowanie wygrywa z tą zaproponowaną przez Roberta, nawet jeśli tamta powinna mi być teoretycznie bliższa. Czasem jednak wystarczą proste środki i brak silenia się na cholera wie co i tak jest w tym przypadku. Proste i dobre, jak najbardziej działa wyjęte z kontekstu. No i trochę trąci mi to starą telewizją, więc w ogóle jestem w domu. Jak najbardziej kupuję!

Generalnie to ten... kolejeczka może nie aż tak słaba, jak sugerował Murzyn, ale na pewno najsłabsza w tej edycji i w ogólnym rozrachunku wyróżniająca się bardziej dziwnością niż poziomem. Panowie Hien i Wuja dowieźli, kolega Murzyn mimo wszystko też, ale w przypadku pozostałych kolegów ewidentne wypadki przy pracy.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 mar 2024 01:25

Zamelduję się jutro, czyli w sumie już dzisiaj.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 mar 2024 16:43

Kelis Good Stuff

Mudżyn lubi takie bity, a dla mnie są dość generyczne ehh no cóż poradzić. Forumy konsekwentnie udowadniają to, jak pięknie można się różnić w wielu kwestiach. Brzmi spójnie i sensownie, ale mnie to nie bierze ponad takie zrozumienie i zaakceptowanie. Wokale czasem takie flegmatyczne, trochę od niechcenia. W refrenie rzuca się w uszy pokrętne porównanie z produktem, jakaś reklamacja może być grana w razie co? Normalnie nie zwróciłbym uwagi, ale przy tak oszczędnym kawałku wszystko poznane na wylot. Poza głosem Puszatego, którego kojarzę z wielu produkcji, a tu nie skojarzyłem, ups. Bit bardziej h-h niż r&b, więc teoretycznie Puszaty pasuje lepiej. W porównaniu do reszty wypada jakby obok wszystkiego, to brzmi dziwnie. If You Know You Know, dla mnie tylko i aż rzetelny neutral.

Scott Walker Epizootics!

Może to celowa taktyka, ale Hien bardziej komplikuje niż wyjaśnia, dzięki czemu warto było poczytać trochę więcej na temat Walkera. Tutaj mamy właściwe rozpoczęcie kolejki. Podoba mi się ten lekko dżezowy, brudny, duszny klimacik. Nic nie mam do wokalu. Przy wyższych rejestrach brzmi jak Sylvian, czyli całkiem spoko. Wszystko wypada całkiem teatralnie. Nie wiem jak na żywo, pewnie byłoby bardziej intensywnie. Niby nieporządek i chaos, ale szkielecik piosenkowy jakoś trzyma się w ryzach. Specyficzne kontrasty mają sens. Może wokalu jest nawet za dużo, szczególnie w środku nad dronami. Może w tekście tkwi jakaś właściwa treść, na którą warto byłoby zwrócić uwagę, ale dzieje się tak dużo, że z czegoś trzeba zrezygnować. Raczej wczuwam się w apokaliptyczny nastrój niż rozkminam niepoprawnego proroka. Groteskowa końcówka pewnie zyskuje w kontekście całej płyty. Cieszę się, że do bestki wracają wyzwania. Jestem na tak.

Parov Stelar Chambermaid Swing

Ciekawe o czym świadczy to, że nie znam ani jednego wykonawcy o którym wspomina dev. W electroswing nigdy nie wszedłem. Przez 99% dotychczasowego żywota nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Całkiem sympatyczny ekletyczny muzak, następny proszę. Trzeba przetestować użyteczność tego kawałka w przestrzeni jakiejś fancy warszawskiej kawiarni. Spróbujcie znaleźć lepsze zastosowanie. Trudno słuchać w skupieniu lub jakoś szczególnie się podniecić, akustyczne sample w połączeniu z typową elektroniką z epoki raczej mojego serduszka nie podbiją. Nie umiem sobie wyobrazić koncertu tego typa. Całkiem nieznośnie zawieszone między czymś do lekkich pląsów a tłem do picia kapucziny w przytaczanym lokalu, może być na Zbawixie. W RAMce przeszłoby bez bólu. Zresztą oni wydają kompilacje o nazwie RAM Cafe, o czym tu mówić. Co może lepiej do tego pasować jak nie lekka elektronika na dżezowo? Dev ma czasem takie propozycje w repertuarze. Do pojedynczych kontaktów spoko, ale nie na poważniejsze odkrywanie dyskografii.

Masami Ueda/Saori Maeda Free from Fear

Miałem już się zbierać do kolejnego opisu z puentą typu meh, ale coś innego wpadło mi do głowy. Jak przypominam sobie wszystkie doświadczenia z grami na PlayStation to faktycznie było kilka tytułów, które miewały ciekawsze atmosferyczne pauzy w momentach wczytywania/zapisywania poszczególnych przebiegów gry z kart pamięci. Gdy sobie dośpiewam ten kontekst i przypomnę o połowę młodszego Roberta, to pewnie mógłbym rzucić nawet konkretnymi przykładami. Niestety już dawno nie miałem PS1 w rękach, mimo że sprzęt częściowo wciąż jest w rodzinnym domu. Tu brakuje kabla, tam gry są już w dość przeciętnym stanie, a do tego joysticki też są po dziesiątkach rzutów o podłogę, nerwowych dociskaniach, itp. Pod tym względem kupuję ten klimat, shodan też ładnie o tym pisze. Nie lubię uniwersum Resident Evil, ale lubiłem krótkie przerwy od intensywnych rozgrywek. Pętla sama w sobie jest trochę za krótka i brzmieniowo nie poraża. Lubiłem muzykę ze Spyro czy rajdów samochodowych, tylko nie na tyle, by chcieć do niej wracać. Żeby nie było, ten motyw jest na tyle ciekawy, że naprawdę zachęca do sprawdzenia go w warunkach gry. Hmm...

Dun L'epice

Jestem dziwnie pewien, że w czasach produkowania list z ciekawymi płytami do zeszytów A5 na pewno wpisałem też Erosa. Wszystko spełnia warunki do znalezienia się na takowych. To było dość głupie zajęcie. Setki tytułów zapisywanych bez większego sensu. Znacznej większości nie sprawdziłem i pewnie nie sprawdzę, bo na dobre wyleczyłem się ze słuchania progrocka w takich dawkach jak wtedy. Seba jednak wyciąga pomocną dłoń. Nie napisał zbyt wiele konkretów, za to jest sporo podgatunków i kwestia unikania podstawowych grzechów twórców proga. Do tego tropy związane z rzeczami, które lubię. Hot Rats? Magma? Wyatt? Ok progers, wchodzę w to. Nie spodziewałem się aż tak technicznego grania, gęstego kombinowania z rytmem. Obok tego mamy tutaj też przyjemne, kameralne chwile oddechu. Naprawdę dobra rzecz, choć nie na zmęczoną i zamkniętą głowę. Pianino brzmi trochę dziwnie, ale to szczegół. Szczególnie, że im dalej w las, tym trudno nie wyłapać surowości w każdym wykorzystanym instrumencie. Nawet perkusyjne błyskotki są dziwne mrożące. Zabrać flet, a całość zacznie przypominać King Crimson z początku XXI wieku. Kulminacją szaleństwa jest wpierniczający się w pół rytmu syntezator pod koniec. Płyta długością nie przeraża, więc ląduje w poczekalni do odsłuchu w niedalekiej przyszłości.

TAKIEJ kolejki już dawno nie było. Jakoś tak wyszło, że najlepsze rzeczy to te najbardziej wykręcone. W szaleństwie jest metoda i pomysł na tak poważne kompozycje. Plusik też dla Shodana za obudzenie kolejnej chwilowej potrzeby zdobycia wszystkich fantów do uruchomienia PlayStation.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 mar 2024 17:05

Puszaty jeszcze tu wróci, zresztą obiecywał to w outro
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 mar 2024 17:19

No i elegancko, może sam coś rzucę w 2027 roku xd
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 mar 2024 17:29

Nie no, ja postaram się jego wątek może w tej 25. zakończyć
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 mar 2024 22:24

Kelis - Good Stuff

Trochę nie spodziewałem się, że jeszcze ktoś wrzuci Kelis poza mną do tej bestki, bądź też myślałem, że może to być inny numer. Tzn. coś, co ja znam, więc może bardziej hitowego (bo musiałbym to usłyszeć), a tego... nie kojarzę, po prostu. Kelis w sumie jest spoko, ja tam jej głos lubię, ten numer nie wkręca się jakoś mocno może, ale ma swój vibik. Najbardziej jej zaśpiewy, refren się średnio wyróżnia, ale nie jest to nic, co by mnie, nie wiem, zmęczyło. Takie good to stuff, bicik i w ogóle, nic ekstremalnie super, ale raz na jakiś czas jak znalazł. Czilowe wręcz trochę, a ja dziś cziluję, więc się cieszę.

Scott Walker - Epizootics!

Wow, imć Jakub dowalił taką karuzelą, że nie wiedziałem, o co się zaczepić. Chaos dźwiękowy, dzieje się dużo, jest głośno i niepokojąco (na pewno niespokojnie), wszystko mi dudni i się trzęsie, potem wjeżdżają te trąby i po chwili jest jeszcze ciekawiej. Plus głos Scotta, który brzmi niby z jakiegoś piekielnego rytuału, wszystko jest takie, nie wiem, pokręcone i psychiczne, nie wierzę, że typ nie był na gongu, jak to nagrywał. Ale bardzo mi się ta kombinacja brzmień spodobała, może nie od razu, niemniej jednak siadło. A ja lubię, jak coś siada, choć może takiego aż eksperymentn się nie spodziewałem.

The Third Eye Foundation - What to Do But Cry

A tutaj mamy jakby przedłużenie Walkera, czyli podobny vibe choć technika i wykonanie nieco inne. Wciąż długie, wciąż nieco rozwleczone, wciąż niepokoi (a nawet straszy), ale w nieco inny sposób. Tak, jak Walker mógłby być na OST do jakiegoś filmu od Argento, tutaj widzę raczej niezalowy horror bez nieziemskich efektów specjalnych (za to z genialną fabułą), który muzykę miał mieć nieco bardziej przystępną dla, powiedzmy, standardowego odbiorcy. Również bardzo propsuję, generalnie jak dotąd to i Hien to dwa z trzech najlepszych numerów w tej lekko pokręconej kolejce (takiej jeszcze nie pamiętam).

Shodan - Free From Fear

O serii gier Resident Evil nie wiem nic poza tym, że istniały, i że ludzie w to grali. Sam nie grałem, albo mi nie było po drodze, albo nikt mi tego nie proponował, nie sprzedawał, a potem było generalnie za późno. Jednocześnie mam i jakąś tam słabość do muzyki z gier (również z tych, w które nie grałem), oraz do dobrych, lekko creepy ambientowych utworów, którymi są też takie miniaturki. No i co mogę powiedzieć, to jest genialne. Nic wielkiego przecież, żadne rozbudowane kompozycje, pianino, klawisz w tle, wszystko tak doskonale robi robotę, no majstersztyk. Cała ta kolejka mnie dosłownie przeraża, ale Wuja wygrał.

Dun - L'epice

Niestety, nie powiem tego samego o Sebie. Jego wrzutka jest, na nieszczęście wielu, słaba. Prog wymieszany z progiem, potem więcej proga, szczypta proga i na deser prog. Ja już mówiłem wiele razy, jaki mam do tego gatunku stosunek, a zwłaszcza do jego tzw. starych, truskulowych przedstawicieli. Kombinacja stylów jest tutaj wprost kakofoniczna, muzyla a la Jethro Tull na początku, potem generalny rozpieprz dźwiękowy, gitary, bębny... Jestem trochę rozczarowany, bo spodziewałem się czegoś trochę innego. Są momenty tho, to muszę powiedzieć, na pewno sam samiutki początek mi się nawet podoba, jednak największym minusem jest długość. Nie uradzę. Następnym razem!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 mar 2024 22:28

buuuu
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 mar 2024 22:30

Ale jeeeeee, bo udało się skończyć przed rozpoczęciem tygodnia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 mar 2024 22:46

Muzyczka z gry RE odniosła spory sukces jak widzę. A miałem obawy przed wrzuceniem. Nie doceniłem niektórych z Was panowie.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 mar 2024 23:34

Przykro mi, że Diuna nie zebrała należnego jej poklasku, ale chyba już się pogodziłem, że czego bym nie wrzucił dopisawszy uprzednio, iż ma cokolwiek wspólnego z progiem, to zostanie to zjechane. TRUDNO. Pozdro dla nielicznych prawdziwych

Neil Young - Don't Let It Bring You Down

Neil Young technicznie rzecz biorąc już się w tej zabawie przewinął, ba, nawet z tym samym albumem - naturalnie mam tu na myśli cover Only Love Can Break Your Heart w wykonaniu Saint Etienne. Już nie pamiętam co tam konkretnie pisałem, ale zdziwiłbym się srogo, gdybym nie zapowiedział, że prędzej czy później wleciał autor oryginału.

No i jak zapowiedziałem, tak czynię.

Szczerze mówiąc - sam jestem nieco zaskoczony tym, że Neil Young wlatuje z mojej strony dopiero teraz. Z jednej strony od dawna słucham go relatywnie rzadko, z drugiej jednak - nie będe ukrywać, że był taki przedział czasowy, w którym mógłbym go umieścić w swoim topie. I nawet jeśli bym teraz go nie wymienił jednym tchem w gronie swoich muzycznych miłości, to był to romans gorący i intensywny (metafora godna Dejnarowicza tudzież Musiała po 3 Królewskich), nawet jeśli zakończył się poznaniem małej ledwie częściej bogatej dyskografii.

Dodam w każdym razie, że wspomniany przedział czasowy miał miejsce w tym okresie, w którym byłem "nieco" obrażony na proga, więc uznajmy, że ta wrzuta to swoista kontra do poprzedniej. Chociaż prawdę mówiąc dobre piosenki to ja lubiłem zawsze, więc nie ma bata - tak czy siak by mi zaskoczyły.

Tak po prawdzie mógłbym wybrać właściwie niemal cokolwiek z After the Gold Rush, które uważam za jeden z majstersztyków songwritingu w przypadku którego sam sobie się dziwię, że mogłem o nim zapomnieć. Po krótkiej konsultacji z samym sobą zapodaję wam podnoszącą na duchu, śliczną piosenkę o tym, że w życiu nie należy się poddawać przeciwnościom losu ani traktować go szczególnie poważnie.

Trąci banałem? Na podstawie tego co napisałem wyżej może i tak, ale ja tam uważam, że muzyka to ten ze środków przekazu, za pomocą którego da się przekazywać oczywistości w sposób taki, by nie więdły uszy. Jak to jest i jak to się dzieje? Ja nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić.

I nawet nie będę próbować. Będę wam za to sugerował, byście wzięli i posłuchali tego.

https://youtu.be/eVy1h2FcRiM?si=m7k6uhOHuiStJ_Ys
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 mar 2024 23:35

Było nas trzech w każdym z nas inna krew (jeden lubi bardziej zeuhl, drugi prog bez inspiracji muzyką klasyczną np)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 mar 2024 00:10

Powiem tylko, że jestem zadziwiony, że jednak wszyscy poza Murzynem się poznali na Walkerze. Warto wrzucać takie dziwadła, do czego też innych zachęcam. Tymczasem... pamiętacie jak ostatnio Mentos wrzucił numer w reakcji na mój? Teraz ja robię to samo. No może nie do końca, bo miałem ten kawałek na liście do wrzucenia w następnej kolejce xD, ale jak zobaczyłem numer Mentosa, to stwierdziłem, że trzeba się wychylić teraz.

Neil Young – I’m the Ocean

Do Neila Younga zabierałem się latami. To był jeden z tych wielkich, których wielkość czasami tak przytłacza, że człowiek boi się zacząć. Potem wychodzi jednak, że nie należało się tak srać. Ostatecznie zachęcił mnie ojciec, który nawet nie jest jakimś fanem Younga, ale ogarnia, że to jest dobra muzyka. No i poszło.

O dziwo, nie zaprezentuję tu Younga w wydaniu, które teoretycznie powinno mnie jarać najbardziej, czyli solo z gitarą i bardziej balladowego. Będzie za to Neil Young dający czadu. Dający czadu w motorycznej, Amerykańskiej podróży autostradą ciągnącą się przez setki tysięcy kilometrów. Takiej, która daje wiatru w żagle. Dziadzia wzruszył mnie ostatnim albumem zbierającym różne jego piosenki w wersjach minimal, tam też „I’m the Ocean” się znajduje, ale jednak zdecydowałem się na oryginał.

Jest w tej muzyce coś co porywa do czegokolwiek człowiek potrzebuje być porwany. W każdym wydaniu, Neil Young wielkim muzykiem był. I nawet jego głos, z początku budzący rozbawienie, okazuje się być ostatecznie piękny. Tak, też walę banałami i to takimi być może nawet przesadzonymi, ale mam wrażenie, że w wypadku takich artystów, to tylko banały są w stanie jakoś uchwycić zarówno atmosferę tychże kawałków, jak i zachwyt nimi.

Po ślicznotce od Seby, walę trochę szorstkim pomrukiem (DAYM SON), ale o ten kontrast też chodzi. Mam nadzieję, że dacie się porwać temu podmuchowi pustynnego wiatru. Mnie ten kawałek podnosi z kolan.

https://youtu.be/GvD0wGF0gP8
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 mar 2024 00:26

dawajcie wszyscy wrzucamy w tej kolejce neila younga
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 mar 2024 01:10

Ok

Darkside - Golden Arrow (2013)

To może teraz trochę spokojniej. Obecnie nie jestem w stanie powiedzieć ani słowa na temat historii poznania muzyki tego projektu. Żadna playlista, żadna grupa, nic nie przychodzi mi do głowy. Chcę rzucić czymś z płyty, która kilka lat temu zawróciła mi w głowie, a nie mam pod ręką żadnego punktu zaczepienia. Może jakaś zbiorcza lista dla reprezentantów różnych gatunków... tylko co po tym, gdy Psychic umyka jakimkolwiek etykietkom? Ten totalny eklektyzm mnie wciągnął, przeżuł i wypluł w okresie największych przemian, czyli wiosny/lata 2018. Do teraz zostały ze mną cztery kawałki. Zacząłem tutaj, potem było Against All Logic, czyli house'owa odnoga działalności Nicolasa Jaara. Kilkanaście miesięcy później sięgnąłem po solowy materiał wydany pod nazwiskiem. AAL jeszcze mnie zaintrygowało. Na tyle skutecznie, że bez problemu sprawdziłem drugą płytę. "Solowo" mnie znudził. Nic nie było wstanie zadziałać na mnie tak mocno jak debiut w ramach Darkside. Razem z Jaarem działa Dave Harrington.

Nie umiem znaleźć sensownego porównania. To będzie bardzo dziwne, ale zawsze myślę o tym projekcie w zestawieniu z Pink Floyd. To PF na elektroniczną modłę. Szczególnie z okresu Wish You Were Here. Mnóstwo przestrzeni, wszystko ma czas wybrzmieć, nie jest za szybko, ale też nie ma totalnego rozrzedzenia. Wokalu jak na lekarstwo. Czym to w ogóle jest? Nie nazwałbym tego piosenką. Golden Arrow ma jedenaście minut, ale nie wierzę, że nie da się ulec temu uroczemu, lekko hipnotycznemu klimatowi. Wciąga w niepowtarzalny sposób. Jednocześnie mocno elektroniczne, atmosferycznie, ale jest miejsce na subtelne zagrywki gitarowe lub uduchowione, organiczne brzmienia organów. Na RYMie przez lata użytkownicy nie mogli dojść do wniosku, jaki tag mógłby scharakteryzować muzykę na tej płycie. Teraz wybrali chillout, ale mam co do tego wątpliwości. Z drugiej strony zwyczajna "elektronika" to też nadużycie. Drzemie tu słynne Coś Więcej, którego naprawdę nie da się opisać.

Słuchając tego pierwszy raz w tym wieku, pewnie byłbym bardziej wyważony. Po pewnym czasie na pewno dałbym szansę. Mając lata osłuchania za sobą, nie umiem ukryć szczerego zadowolenia. Czasem zdarza się, że to nie jest ten dzień na ich muzykę. Dzisiaj po doświadczeniach filmowych moment oddechu się przyda. Może dlatego ten chillout tu pasuje? Siada pięknie, nie tak dobrze, jak dawniej, ale słucham kolejnych minut... przestaję gadać, wchodzi odlot. Znajdzie się miejsce dla następnych odważnych.

https://www.youtube.com/watch?v=NoFB1lOWDow
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 mar 2024 05:49

Nie znam nic Neila Younga, może być Kasia Stankiewicz?

Kasia Stankiewicz - Marzec
(2006)

Przyznaję że choć znam kilka innych i być może lepszych jej numerów tak uznałem że nie będę kombinował i rzucę tym pierwszym numerem Kasi którym się podjarałem w życiu. Mam odrobinę poczucie że nieraz wrzucałem fajne numery niektórych wykonawców które trochę nijak się miały do pierwszych rzeczy które przychodzą mi tak naprawdę na myśl jako wrzuta utworowa, teraz nie będę już tak kombinował.

Marzec był singlem promującym trzeci solowy album Kasi Stankiewicz pt. Mimikra. To był czas kiedy już wkręciłem się w muzykę DM i interesował mnie elektroniczny pop więc takie numery jak ten siłą rzeczy znajdowały się w zakresie moich zainteresowań a muszę przyznać że numer z miejsca mi się podobał. Klip do tego kawałka latał nieraz na VH1 i prawdopodobnie tam go wyhaczyłem. Elektryczne pianino, lekki prawie trip-hopowy bit, syntetyczne smyki a wiśnią na torcie ten plumkający niczym harfa klawisz wchodzący później. Tekst smutnawy, Stankiewicz na wokalu taka bez życia jakby ale to wszystko pasuje mi do koncepcji takiego depresyjnego numeru. Chociaż czy jest taki depresyjny do końca? Chyba niekoniecznie, bardziej rzekłbym opowiada o stanie takiego zawieszenia życiowego, dochodzenia do siebie po jakiejś traumie czy potknięciu w życiu a że ja sam wówczas (nomen omen w marcu 2006 roku właśnie) zaliczyłem pewien cios od losu tak relowałem z tym kawałkiem maksymalnie. Pamiętam że będąc chyba we Wrocławiu pod koniec 2006 roku pytałem w Empiku koleżkę z obsługi o ten album to kolo go zmehał że bieda, że Stankiewicz wali smęty i w ogóle jak nie ona a ja się tylko zdziwiłem, jarałem się że takie rzeczy nagrywa, że trochę elektronika a gdzieś jakoś też może wyczytałem że inspiracje były m.in. Depeche Mode (albo sobie dopowiedziałem? Ale wiadomo dość powszechnie że jest ona wielką fanką zespołu, na pewno oglądałem kiedyś raz program z nią w którym artyści wrzucali swoje ulubione klipy i opowiadali o nich - przeważnie po 1 na wykonawcę a w jej odcinku Kaśka wrzuciła dwa klipy depeszów - OWILM oraz ETS). W każdym razie jak za rok czy dwa w końcu mogłem przesłuchać ten album okazało się że nie jest wcale tak elektronicznie jak w tym numerze ale pozostałe single też były spoko, ale to już możecie sami sprawdzić bo ta płyta się ode mnie nie pojawi na pewno. Póki co daję Wam Marzec na marzec, słuchajcie i piszcie recki.

https://youtu.be/jTtCt8z-d9A?si=olMuBVu1OMEHzgBj
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 mar 2024 13:45

Olivia Rodrigo – Logical (2023)

Jeżeli szef tego tematu dopuścił możliwość wrzucania dubli, to trzeba w uzasadnionych przypadkach skorzystać. Oczywiście nie znaczy to, że nie mam już czego wrzucać. Ale zbliża się powoli rok, jak poznałem Olivię Rodrigo. Miesiąc marzec już zawsze będzie mi się kojarzył z muzyką Rodrigo. To zbyt ważny dla mnie wykonawca, żeby było inaczej. Co prawda last pokazuje, że scrobble zaczęły się w kwietniu, ale jednak album SOUR poznałem właśnie w marcu. Bo tuż przed wyjazdem służbowym nad Zalew Wiślany ściągnąłem tę płytę na przenośny odtwarzacz muzyki, który nie posiadał zdolności scrobblowania. Mamy więc znowu marzec i faza na muzykę Rodrigo, która się nigdy nie skończyła, teraz jeszcze bardziej wzrosła.
Pamiętacie pewnie moją fazę na utwór happier. Utwór, który po niespełna roku już przewodzi na last.fm w kategorii – najczęściej słuchany utwór ever. We wrześniu pojawiła się druga płyta Olivii, a na nim utwór Logical, który powtórzył dokładnie to samo co happier. Czyli spowodował, że ponownie oszalałem. Takie momenty zdarzają się jednak nieczęsto. Wiele razy przychodziła faza na coś, człowiek słuchał jak opętany, ale prędzej czy później jednak faza mijała. Nawet jak utwór na zawsze pozostawał w kręgu tych ulubionych, to nie wracał równie często jak na początku. Z Logical jest inaczej. Podobnie jak happier słucham właściwie bezustannie. Potrafię zapętlić sobie i słuchać wielokrotnie pod rząd nie mając ochoty w ogóle na nic innego. 600 scrobbli w pół roku wiele na ten temat mówi. A co mnie właściwie tak pociąga w Logical? Właściwie wszystko. Przepiękna kompozycja, bardzo emocjonalna, która porusza moją wrażliwą muzyczną strunę. Aranżacja najpiękniejsza z możliwych. Pianino brzmi obłędnie. Najpiękniejsze jakie słyszałem. Do tego wokal Olivii. Słucham bez przerwy i wciąż mam ciary. Żaden inny utwór mnie tak nie wzrusza. Dla takich piosenek warto po prostu żyć.
Któraś z płyt Rodrigo na pewno zawita w bestce. Może będzie to nawet GUTS. Ale Logical jest dla mnie zbyt ważnym utworem, żebym miał go nie uhonorować z osobna.

https://www.youtube.com/watch?v=-VRa1NQNTRI
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 mar 2024 18:46

Coldplay - Speed of Sound (2005)

Jest marzec 2024 roku. Kurdebele, w marcu 2006 nie spodziewałem się, że będę żył tak długo xD Tzn. jasne, że się spodziewałem (choć biorąc pod uwagę różne rzeczy, jakie mnie w życiu spotykały, to nie jest takie oczywiste), ale myślałem, że wszystko będzie wyglądało trochę inaczej. Tymczasem właściwie jest jak w 2006 roku, tylko zamiast do ogólniaka chodzę do roboty. Marzec 2006 był dla mnie bardzo ważny - po pierwsze, odkrywałem na pełnej Briana Eno w odsłonie ambientowej. Wkrótce miały dojść jego klasyczne już albumy wokalne z początku lat 70., ale to dopiero wiosną. Po drugie - i najważniejsze - był to miesiąc, w którym zaliczyłem koncerty dwóch wówczas najważniejszych dla mnie zespołów - Depeche Mode i Simple Minds (dwóch z trzech, ale New Order w Polsce zagrało wyłącznie raz i to na Openerze, akurat nie miałem pieniędzy). I to w odstępie raptem dwóch tygodni. Simple Minds już na pewno wspominałem przy okazji wrzutki do bestki albumowej, albowiem była to trasa promująca właśnie Black and White 050505. Tymczasem DM... zupełnie inna historia, ale tę już setki razy opisywałem, ba! są w czeluściach tego forum posty, które wprost wyrażają moje ostre podniecenie na myśl o tamtym zbliżającym się wydarzeniu. Słuchałem DM niecałe dwa lata wtedy (teraz stuknie dwadzieścia) i cieszyłem się jak dziecko. Nie miałem jeszcze żadnej empetrójki, ale miałem discmana czytającego MP3, więc latałem wszędzie z samodzielnie wypalanymi kompaktami. Z reguły miałem tam kompilacje różnych utworów różnych wykonawców, których wówczas słuchałem (obok DM i SM oczywiście), więc to był istny dźwiękowy misz-masz. Często były to zresztą fragmenty różnych albumów, albowiem całe się nie mieściły, więc wybierałem utwory, które wyraźnie wpadły mi w ucho. Tak na jeden z krążków trafiło Coldplay.

Coldplay znałem już wcześniej, choć przesadą będzie stwierdzenie, że jakoś mocno słuchałem. Martina i spółkę poznałem przez utwór In My Place, który - jak już wspominałem oceniając pewien numer Coldplay wrzucany przez imć Hiena - znałem od końca podstawówki (czyli roku premiery A Rush of Blood to the Head), albowiem ziomek z klasy miał go na kasecie i często latał po szkolnych dyskotekach (z czego się cieszyłem, bo można było tańczyć z laskami do tego jakże pięknego, wolnego numeru). Potem widywało się to i owo na stacjach muzycznych, to i owo słyszało się w radio. Kiedy ukazywało się X&Y, media świrowały na punkcie Talk opartego o kraftwerkowskie Computerliebe (wtedy zresztą pierwszy raz usłyszałem obydwa numery). Któregoś dnia jesieni 2005 roku, eksadmin tego forum, czyli Bartini, wrzucił na forumową pocztę (co to były za czasy) album Parachutes, który z ciekawości zassałem. A potem wrzucił tam X&Y, zaś Speed of Sound było jednym z pierwszych utworów, jaki zeń odpaliłem. Zostałem zaczarowany - dosłownie zaczarowany. To piękne pianino, o które opiera się główny motyw utworu zalało mi mózg (niczym krew HE HE HE), gdyż ja pianino kocham od zawsze, niemal w każdej postaci. Do tego fajna linia wokalna, na tamten moment ciekawy dla mnie tekst (bo taki vague i cryptic i niejednoznaczny i właściwie nie wiadomo o czym, czego innego może chcieć pretensjonalny 16-latek). Wracałem często, numer szybko wleciał na jedną z ww. kompilacji mojego autorstwa. Kojarzę go mocno z grudniem 2005, kojarzę ze styczniem, ale najbardziej kojarzę z marcem - albowiem zapieprzając z ojcem i wujem z Łodzi do Katowic tamtego pięknego popołudnia, miałem oczywiście discmana ze sobą i, pomimo posiadania na owym CDku całego Playing the Angel, poza I Want It All (które wtedy odkryłem po raz pierwszy tak naprawdę) słuchałem na zapętleniu WYŁĄCZNIE Speed of Sound. Dlaczego? A skąd mam wiedzieć?

Może nie chciałem się dokadzać Depeszami tuż przed koncertem, może po prostu charakter tego utworu doskonale pasował do aury panującej na zewnątrz, podróż "gierkówką" od Piotrkowa w stronę Katowic była niemalże magiczna z tym konkretnym kawałkiem na słuchawkach. Czas zleciał błyskawicznie, chwilę później przekroczyłem próg Spodka (co ciekawe, byli tam również wspomniany Bartini oraz Hien, i być może ktoś jeszcze z tego forum, kogo pominąłem xD), no i czekałem już tylko na swoich ówczesnych bogów. A gdy wracaliśmy do Łodzi... znów słuchałem Speed of Sound. Bardzo lubię wracać do tej piosenki, wracam dziś, jest marzec, wrócę jeszcze kilkanaście razy. Marzec pachnie różnymi wykonawcami, a to Bronski Beat, a to Brian Eno, a to Nick Cave, Elektrownia z Niemiec, The Cinematic Orchestra, John Foxx, Talk Talk, Little Dragon i Parov Stelar, Moev, Austra, Led Er Est, Banco de Gaia, Foals, Sin Cos Tan, Louie Austen, Perry Blake, Princess Chelsea, Jori Hulkkonen... ale zaczęło się od Coldplay. I do Coldplay dzisiaj wracam.

https://www.youtube.com/watch?v=04tC72kZM_o
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl