Best of Forum VII
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum VII
I nawet ostatnio nie leci. 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Fajnie, że chociaż jedna osoba doceniła Uprzejmego Giganta, bo tak jak se was czytałem to miałem wrażenie, że szału nie było, nic wam to nie urwało. Trochę tylko nie rozumiem czemu akurat Musiał postanowił pisać o randomowych ludziach, którzy zapewne w życiu o tym zespole nie słyszeli, ale ja chyba naprawdę nie muszę wszystkiego rozumieć.
Autechre - Lowride
Katowaliśmy Autechre długo i intensywniem, a w niektórych przypadkach może nawet i namiętnie w bestce albumowej. Efekt był jaki był, niektórym się spodobało, niektórym mniej, ja tylko dodam od siebie (tak, tutaj), że chyba najbardziej mnie rozczuliła recenzja shodana, bo fajnie czytać kogoś, komu się po prostu chciało dostrzec muzykę w tej pozornie niepozornej zbitce randomowych dźwięków.
Dla tych przekonanych i dla tych nieprzekonanych mam coś z początków twórczości tego projektu, czyli tego okresu, który zdecydowanie przemawia do mnie bardziej, o czym pisałem szerzej w swoim czasie. Ta muzyka nie była jeszcze aż tak skomputeryzowana i zdehumanizowana (bo chyba ciężko też, by naprawdę taka była w świecie, w którym komputery i te wszystkie technologie nie były aż tak wszechobecne), a ja jednak chyba potrzebuję w muzyce tego analogowego pierwiastka i czynnika ludzkiego, by do mnie w pełni trafiła.
W porównaniu z tymi gliczami i trzaskami z [untitled] Lowride jest zdecydowanie przystępniejsze. Uważni słuchacze bestki być może rozpoznają sampel, który przewija się przez cały utwór, ale liczę na to, że Musiał tego nie przeczyta i napisze coś pokroju, że pierwszy raz słyszy to na uszy. ;]
O swojej przygodzie z Autechre to nie chce mi się pisać, bo w sumie nie ma o czym - jak wdepłem w hipsterke i słuchanie elektroniki na dobre, to dałem im szansę, bo usłyszałem, że to IDM tak samo jak Boards of Canada. No cóż, nie dostałem tego, czego się spodziewałem, co nie znaczy, że się zawiodłem. Swoją drogą, sam z siebie bym w życiu nie wpadł na to, by przypisać ich do tego samego gatunku, co pewnie o czymś tam mówi.
Dobra, bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=D1D91BOyIoU
Autechre - Lowride
Katowaliśmy Autechre długo i intensywniem, a w niektórych przypadkach może nawet i namiętnie w bestce albumowej. Efekt był jaki był, niektórym się spodobało, niektórym mniej, ja tylko dodam od siebie (tak, tutaj), że chyba najbardziej mnie rozczuliła recenzja shodana, bo fajnie czytać kogoś, komu się po prostu chciało dostrzec muzykę w tej pozornie niepozornej zbitce randomowych dźwięków.
Dla tych przekonanych i dla tych nieprzekonanych mam coś z początków twórczości tego projektu, czyli tego okresu, który zdecydowanie przemawia do mnie bardziej, o czym pisałem szerzej w swoim czasie. Ta muzyka nie była jeszcze aż tak skomputeryzowana i zdehumanizowana (bo chyba ciężko też, by naprawdę taka była w świecie, w którym komputery i te wszystkie technologie nie były aż tak wszechobecne), a ja jednak chyba potrzebuję w muzyce tego analogowego pierwiastka i czynnika ludzkiego, by do mnie w pełni trafiła.
W porównaniu z tymi gliczami i trzaskami z [untitled] Lowride jest zdecydowanie przystępniejsze. Uważni słuchacze bestki być może rozpoznają sampel, który przewija się przez cały utwór, ale liczę na to, że Musiał tego nie przeczyta i napisze coś pokroju, że pierwszy raz słyszy to na uszy. ;]
O swojej przygodzie z Autechre to nie chce mi się pisać, bo w sumie nie ma o czym - jak wdepłem w hipsterke i słuchanie elektroniki na dobre, to dałem im szansę, bo usłyszałem, że to IDM tak samo jak Boards of Canada. No cóż, nie dostałem tego, czego się spodziewałem, co nie znaczy, że się zawiodłem. Swoją drogą, sam z siebie bym w życiu nie wpadł na to, by przypisać ich do tego samego gatunku, co pewnie o czymś tam mówi.
Dobra, bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=D1D91BOyIoU
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
oczywiście Everyone But You to taki indie wyjątek w ich dyskografii, ale miło było poczytać propsy
Heidi Montag - I'll Do It (2010)
Ta historia może mieć znaczenie w kontekście analiz kulturoznawczych fenomenów celebrytów z niczego. W epoce uciekania przed rodzicami do łóżka, szybkiego wyłączania MTV z lecącym South Parkiem czy Pięścią Mistrza Zen, nie słyszałem o Heidi. Prędzej o Tili Tequili... wielbicieli króliczych dziur (ang. rabbithole) odsyłam do historii ewolucji jej poglądów. Co chodzi o Heidi Montag, to kolejna zaskakująco ciekawa artystka, która może tylko dodatkowo zajmuje się muzyką, ale gdy ma smażyć takie bangery... Zostanie ze mną na zawsze dzięki konkretnym pięknisiom napotkanym na swej drodze, kilku sympatycznym imprezom oraz skromnej drodze poznania. Jeśli nie przez bezpośrednie polecajki na żywo, to w wyniku wrzutek na Instagramie, dokładnie nie pamiętam. Przez krótką chwilę ważniejsza była wersja Ayeshy Erotiki. Oczywiście, ikony spotykają ikony. W tym przypadku AE po prostu zaśpiewała po swojemu pod oryginalny podkład. Nie trzeba było długo szukać, by dotrzeć do źródła. Lekko ponad dwa lata temu jej nagrania już były normalnie dostępne na Spotify. Angielska Wikipedia coś nadaje o TikToku i popularyzacji w zeszłym roku, ale znając i obracając się w określonych kręgach, muszę oddać honory. I'll Do It jest dość dobrze kojarzone znacznie dłuższy czas. Na fali pewnego sentymentu do zjawisk sprzed niespełna 20 lat zyskują przykładowo Gaga czy Britney, ale najwięcej nowego zamieszania robią artystki początkowo pominięte, z dalszych szeregów czy te, które odbiły się do wielkiej popularności. Przede wszystkim dominowały powody artystyczne. Puryści mogą się jej czepiać równie celnie co Gosi Andrzejewicz, ale grzeje mnie to mniej więcej tyle co kielonek Jagermeistera... czyli nie za bardzo. Brzmienie się zgadza, pewność przekazu również. Wokalnie zgodnie z zasadami decorum - sporo efektów, unikanie krystalicznej czystości. Ona To zrobi i ona To zrobiła, ktoś ma wątpliwości? Prowokuje do ruchów różnych. Jak lato, to lato, czas działać.
https://www.youtube.com/watch?v=LVliUwFxiSE
Heidi Montag - I'll Do It (2010)
Ta historia może mieć znaczenie w kontekście analiz kulturoznawczych fenomenów celebrytów z niczego. W epoce uciekania przed rodzicami do łóżka, szybkiego wyłączania MTV z lecącym South Parkiem czy Pięścią Mistrza Zen, nie słyszałem o Heidi. Prędzej o Tili Tequili... wielbicieli króliczych dziur (ang. rabbithole) odsyłam do historii ewolucji jej poglądów. Co chodzi o Heidi Montag, to kolejna zaskakująco ciekawa artystka, która może tylko dodatkowo zajmuje się muzyką, ale gdy ma smażyć takie bangery... Zostanie ze mną na zawsze dzięki konkretnym pięknisiom napotkanym na swej drodze, kilku sympatycznym imprezom oraz skromnej drodze poznania. Jeśli nie przez bezpośrednie polecajki na żywo, to w wyniku wrzutek na Instagramie, dokładnie nie pamiętam. Przez krótką chwilę ważniejsza była wersja Ayeshy Erotiki. Oczywiście, ikony spotykają ikony. W tym przypadku AE po prostu zaśpiewała po swojemu pod oryginalny podkład. Nie trzeba było długo szukać, by dotrzeć do źródła. Lekko ponad dwa lata temu jej nagrania już były normalnie dostępne na Spotify. Angielska Wikipedia coś nadaje o TikToku i popularyzacji w zeszłym roku, ale znając i obracając się w określonych kręgach, muszę oddać honory. I'll Do It jest dość dobrze kojarzone znacznie dłuższy czas. Na fali pewnego sentymentu do zjawisk sprzed niespełna 20 lat zyskują przykładowo Gaga czy Britney, ale najwięcej nowego zamieszania robią artystki początkowo pominięte, z dalszych szeregów czy te, które odbiły się do wielkiej popularności. Przede wszystkim dominowały powody artystyczne. Puryści mogą się jej czepiać równie celnie co Gosi Andrzejewicz, ale grzeje mnie to mniej więcej tyle co kielonek Jagermeistera... czyli nie za bardzo. Brzmienie się zgadza, pewność przekazu również. Wokalnie zgodnie z zasadami decorum - sporo efektów, unikanie krystalicznej czystości. Ona To zrobi i ona To zrobiła, ktoś ma wątpliwości? Prowokuje do ruchów różnych. Jak lato, to lato, czas działać.
https://www.youtube.com/watch?v=LVliUwFxiSE
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ten dubbingolektor był koszmarny, w pełni rozumiemszybkiego wyłączania MTV z lecącym South Parkiem
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie pamiętam lektora, tylko ten spitchowany dubling właśnie
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kolejka 16. (166.)
85. T.Love – Moje Pieniądze (Hien)
86. Deanie Ip - Hao Dong Xi (stripped)
87. Atlantic Popes - Talktalk (devotional)
88. Fink – Shakespeare (shodan)
89. Autechre - Lowride (mintaj)
90. Heidi Montag - I'll Do It (Dragon)
85. T.Love – Moje Pieniądze (Hien)
86. Deanie Ip - Hao Dong Xi (stripped)
87. Atlantic Popes - Talktalk (devotional)
88. Fink – Shakespeare (shodan)
89. Autechre - Lowride (mintaj)
90. Heidi Montag - I'll Do It (Dragon)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
aj leniuchy
T.Love – Moje Pieniądze
W idealnym świecie (równoległym) wciąż funkcjonuje tzw. giełda na wałbrzyskiej Piaskowej Górze. Poza porcelaną i innymi pierdołami wciąż powinno się móc kupić kasety z muzyką rozstawione na czymś pomiędzy deską do prasowania a stołem rodem wziętym ze szkoły postawionej w Polsce Ludowej. Początkowo miałem zgrywę z tej pierdzącej elektroniki. Brzmi jak dalszy kuzyn brzmień na pierwszym rapowym Kaziku, ale chyba to słuchacz ulega zgrywie artystów. W czasach Reni Jusis, a już po najistotniejszych wytworach Świetlickiego, Podsiadły (Jacka) czy Tymańskiego taki tekst podany z taki tłem to już pastisz. Za Chiny Ludowe nie doszukałbym się depeszowości tutaj, prędzej jakieś Stereolab czy coś, ale to przy solidnym wytężeniu wyobraźni. Częstochowskie rymy, pewnego rodzaju niezgrabność podania, a obok tego naprawdę chwytliwy refren z gitarowym zjazdem i wyczuwalna lekkość. Czegoś takiego po kompanii muńkowej bym się nie spodziewał i sam fakt nagrania należy się szacunek. Do tego jest całkiem przebojowo. Zaskakująca dziwnotka, jedna z ciekawszych wrzutek Jakuba w tym sezonie. Winszuję
Deanie Ip - 好東西
Chińskie czy niechińskie, brzmi uniwersalnie ponad czas i przestrzeń. Nawet bez większego odświeżenia pasowałoby bez zarzutu nocną porą w kasynie czy lobby hotelowym. Całkiem niezły wokal, w aranżu nie słychać sandałem, te specyficzne kwaśne organy najbardziej przywodzą na myśl dalekowschodnie klimaty. We fragmentach po angielsku brzmi prawie jak Bjork, co uważam za zaletę. Niewyróżniające się, poza językiem wykonania ofc, ale sprawiające przyjemność. Bezpieczny plusik dla tej użytkowniczki.
Atlantic Popes - Talktalk
Jeśli Rainer Bloss był ich wieloletnim producentem, to pod tym względem śp. Mistrz Klaus również pasuje, bo pracowali przy tej samej płycie heh Nawet nagrywali wspólnie. Nie znalazłem więcej informacji nt. dłuższej ingerencji Blossa w Alfawil, ale może po prostu nie jestem aż tak gorliwym researcherem. Wrzucany kawałek kolejnym zaskoczeniem kolejki. Świetne outsiderskie brzmienie, może nawet bardziej połowa lat 90' niż 2001 rok, szczególnie w odniesieniu do ówczesnych popisów TD/Klausa. Trochę muzyka do Sonica na Playstation, trochę nieironiczne klimaty plemienno-mistyczne. Wokal też w porządku, żadna wirtuozeria nie jest tu potrzebna, wszystko musi być równie okej, żeby jako całość bardziej chwyciło. Masz moją uwagę, Panie Adrianie!
Fink – Shakespeare
Skromnego forumowego fenomenu Finka raczej nie zrozumiem w najbliższej przyszłości. Całkiem rzetelnie pisarstwo, choć z tym "fuckin tragedy" i dalej idącym pompatycznym finałem to już mocno przesadzone. Podobnie jak rzucanie jesieniarskich kawałków w połowie czerwca. Gdy się nie dzieją jakieś muzyczne fajerwerki wykwintne i wykręcone, to chyba sześciu minut w takim formacie nie potrzebuję. Wokalnie sennie, flegmatyczna maniera obecna (pamiętamy Biszkopty Śniadaniowe), albo w to wejdziesz albo nie. Głupio się powtarzać i mielić to samo po raz enty - rzetelnie, ale nie dla mnie.
Autechre - Lowride
Autechre, jak mało który projekt, dla szczególnego wyczucia i wyłapania wszystkich inspiracji czy punktów zaczepienia, zasługuje na przebicie się płyta po płycie. Do dziś jestem dumny z tego osiągnięcia. Incunabula to jest znakomita rzecz, stamtąd najlepiej rzucić po prostu duetem Kalpol Introl/Bike... jeśli ciebie nie chwyci, to nie jest muzyka z twoich klimatów. Pierwsze niewinne gimnazjalne odsłuchy, piękna sprawa. Całość mocno wyrasta z korzeni techno, hip-hopu, ciepłego cyfrowego ambientu. Lowride to jest taki idealny kompromis między bujanką w dresie a pozornym chłodem i surowością na 4/4. Sampel Gang Starra... przy okazji wrzutki Jacka cieszyłem się jak dziecko, gdy wreszcie odkryłem źródło legendarnego pianinka grającego tutaj dłuższą chwilę (oczywiście zaraz napisałem do eksperta heh). Po latach wolę te bardziej wykręcone rzeczy, ale ostatnim takim większym odkryciem w ich twórczości były ślady hip-hopowej przeszłości na późniejszych płytach. Exai pod tym względem od razu daje się łatwiej słuchać. Przedwieczna klasyka na zawsze w serduszku, tam dalej jest jeszcze poszatkowany fragment... Autechre jak rzadko kiedy tak wprost blokerskie. Szacunek i chwała za taki wybór.
T.Love – Moje Pieniądze
W idealnym świecie (równoległym) wciąż funkcjonuje tzw. giełda na wałbrzyskiej Piaskowej Górze. Poza porcelaną i innymi pierdołami wciąż powinno się móc kupić kasety z muzyką rozstawione na czymś pomiędzy deską do prasowania a stołem rodem wziętym ze szkoły postawionej w Polsce Ludowej. Początkowo miałem zgrywę z tej pierdzącej elektroniki. Brzmi jak dalszy kuzyn brzmień na pierwszym rapowym Kaziku, ale chyba to słuchacz ulega zgrywie artystów. W czasach Reni Jusis, a już po najistotniejszych wytworach Świetlickiego, Podsiadły (Jacka) czy Tymańskiego taki tekst podany z taki tłem to już pastisz. Za Chiny Ludowe nie doszukałbym się depeszowości tutaj, prędzej jakieś Stereolab czy coś, ale to przy solidnym wytężeniu wyobraźni. Częstochowskie rymy, pewnego rodzaju niezgrabność podania, a obok tego naprawdę chwytliwy refren z gitarowym zjazdem i wyczuwalna lekkość. Czegoś takiego po kompanii muńkowej bym się nie spodziewał i sam fakt nagrania należy się szacunek. Do tego jest całkiem przebojowo. Zaskakująca dziwnotka, jedna z ciekawszych wrzutek Jakuba w tym sezonie. Winszuję
Deanie Ip - 好東西
Chińskie czy niechińskie, brzmi uniwersalnie ponad czas i przestrzeń. Nawet bez większego odświeżenia pasowałoby bez zarzutu nocną porą w kasynie czy lobby hotelowym. Całkiem niezły wokal, w aranżu nie słychać sandałem, te specyficzne kwaśne organy najbardziej przywodzą na myśl dalekowschodnie klimaty. We fragmentach po angielsku brzmi prawie jak Bjork, co uważam za zaletę. Niewyróżniające się, poza językiem wykonania ofc, ale sprawiające przyjemność. Bezpieczny plusik dla tej użytkowniczki.
Atlantic Popes - Talktalk
Jeśli Rainer Bloss był ich wieloletnim producentem, to pod tym względem śp. Mistrz Klaus również pasuje, bo pracowali przy tej samej płycie heh Nawet nagrywali wspólnie. Nie znalazłem więcej informacji nt. dłuższej ingerencji Blossa w Alfawil, ale może po prostu nie jestem aż tak gorliwym researcherem. Wrzucany kawałek kolejnym zaskoczeniem kolejki. Świetne outsiderskie brzmienie, może nawet bardziej połowa lat 90' niż 2001 rok, szczególnie w odniesieniu do ówczesnych popisów TD/Klausa. Trochę muzyka do Sonica na Playstation, trochę nieironiczne klimaty plemienno-mistyczne. Wokal też w porządku, żadna wirtuozeria nie jest tu potrzebna, wszystko musi być równie okej, żeby jako całość bardziej chwyciło. Masz moją uwagę, Panie Adrianie!
Fink – Shakespeare
Skromnego forumowego fenomenu Finka raczej nie zrozumiem w najbliższej przyszłości. Całkiem rzetelnie pisarstwo, choć z tym "fuckin tragedy" i dalej idącym pompatycznym finałem to już mocno przesadzone. Podobnie jak rzucanie jesieniarskich kawałków w połowie czerwca. Gdy się nie dzieją jakieś muzyczne fajerwerki wykwintne i wykręcone, to chyba sześciu minut w takim formacie nie potrzebuję. Wokalnie sennie, flegmatyczna maniera obecna (pamiętamy Biszkopty Śniadaniowe), albo w to wejdziesz albo nie. Głupio się powtarzać i mielić to samo po raz enty - rzetelnie, ale nie dla mnie.
Autechre - Lowride
Autechre, jak mało który projekt, dla szczególnego wyczucia i wyłapania wszystkich inspiracji czy punktów zaczepienia, zasługuje na przebicie się płyta po płycie. Do dziś jestem dumny z tego osiągnięcia. Incunabula to jest znakomita rzecz, stamtąd najlepiej rzucić po prostu duetem Kalpol Introl/Bike... jeśli ciebie nie chwyci, to nie jest muzyka z twoich klimatów. Pierwsze niewinne gimnazjalne odsłuchy, piękna sprawa. Całość mocno wyrasta z korzeni techno, hip-hopu, ciepłego cyfrowego ambientu. Lowride to jest taki idealny kompromis między bujanką w dresie a pozornym chłodem i surowością na 4/4. Sampel Gang Starra... przy okazji wrzutki Jacka cieszyłem się jak dziecko, gdy wreszcie odkryłem źródło legendarnego pianinka grającego tutaj dłuższą chwilę (oczywiście zaraz napisałem do eksperta heh). Po latach wolę te bardziej wykręcone rzeczy, ale ostatnim takim większym odkryciem w ich twórczości były ślady hip-hopowej przeszłości na późniejszych płytach. Exai pod tym względem od razu daje się łatwiej słuchać. Przedwieczna klasyka na zawsze w serduszku, tam dalej jest jeszcze poszatkowany fragment... Autechre jak rzadko kiedy tak wprost blokerskie. Szacunek i chwała za taki wybór.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
T.Love - Moje Pieniądze
Znajduję całkiem zabawnym, że choć na przestrzeni ostatnich 10 lat cyfra na początku mojego wynagrodzenia zdążyła się już parę razy zmienić na wyższą, a i tak wydaje mi się, że żyję na tym samym poziomie, co w 2014 roku. A potem wchodzę do neta, porównuję ceny podstawowych produktów i nagle wszystko jest jasne. Dzięki temu nieco reluję z tekstem tegoż utworu, który to utwór słyszę po raz pierwszy w życiu. Musiał to być jakiś radiowy deep cut o tyle, że nikt poza ew. Trójką tego nie puszczał (o ile w ogóle), no bo przecież KAMAN, CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ. Mam mieszany stosunek do T.Love. Z jednej strony wokal Muńka to jest marka sama w sobie, zdarzają im się naprawdę (NAPRAWDĘ) fajne i chwytliwe teksty, z muzą bywa różnie, no ale wiadomo. Z drugiej strony sam Muniek bardzo odleciał w ciągu ostatniej dekady, to dziwacznie klei się do naszej alt prawicy, to się od niej odżegnuje, nie wiem. Plus straciłem do nich sporo szacunku odkąd w jednym z ich klipów wystąpił nieżyjący już Grzegorz Miecugow. Nie potrafię tego do końca wyjaśnić. DM, podobnie jak Smoku, słyszę tu ilości aptekarskie, ale generalnie piosenka ta skradła mnie serduszko. Naprawdę (NAPRAWDĘ) kolejne złoto od Hiena ^^
Deanie Ip - Hao Dong Xi
Ociekurde, a co TO za nuta?! Primo, potrzebowałem chwili, żeby przypomnieć sobie oryginał (a i tak nie obeszło się bez jego puszczenia po prostu); secundo, dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że to jest chiński-kantoński i dlatego gówno rozumiem. No no, muszę przyznać, iż totalnie reluję z odczuciami naszego wczorajszego solenizanta. Swag i groove płynące z tego numeru to jedno, ale udało się zachować te właściwości oryginału przy jednoczesnym dodaniu azjatyckiego, wręcz typowo (kliszowo?) orientalnego sznytu i to nie tylko przez sam wokal, zwyczajnie taki duch się przez całą piosenkę unosi i zostaje długo po wduszeniu przycisku STOP. 1987 heh, Hong Kong był po lepszej stronie rzeczywistości jeszcze raptem 10 lat. Ale w tamtym momencie zostawił ejtisowy, wyjątkowo szykowny (sic!) i wysublimowany pop wymieszany z paroma kroplami Glorii Estefan. Kolorowe neony z okrutnie skomplikowanymi znakami hanji, zachodnie towary w eleganckich sklepach poprzetykane lokalnym badziewiem i lokalną absolutnie-nie-badziewną elektroniką, murzyńskie kasyna i ludzie o nikczemnych twarzach w absurdalnie dobrze skrojonych białych garniturach. Dym z cienkich chińskich papierosów, amerykański bourbon i afgański haszysz. Zapach innego, nieistniejącego już inaczej niż na filmowych taśmach i fotograficznych kliszach świata, który dla wielu był ostatnią wersją La Belle Époque, która już nigdy nie wróci, teraz lecimy na pełnej w stronę późnokapitalistycznej, cyfrowej dystopii. Tzw. comfort music, szanuję.
Fink - Shakespeare
Fink jest dla mnie gościem w stylu Colina Vearncombe'a lub Perry'ego Blake'a - chodzące studium melancholii, Człowiek Smutny Tekst, którego muzyka nada się zarówno na potrzeby nastoletniego pierwszego razu, jak i na uzupełnienie playlisty pogrzebowej. Jestem na siebie tym bardziej zły, że nie "kupiłem" go wcześniej, kiedy miałem ku temu dobrą okazję. Stanęło u mnie wpierw na płycie Resurgam, którą zresztą zasuflował mi kol. Munlup, a ile później wleciało Biscuits For Breakfast to aż wstyd się przyznawać. Fink ma tę jedną właściwość, której mimo wszystko nie posiadają ci wyżej przeze mnie wymienieni - pachnie hipsterstwem i to tak na kilka kilometrów. Nie jest to jednak żadnego rodzaju zarzut, niemniej jednak idzie to i usłyszeć w jego muzyce, i wyczytać w jego tekstach i generalnie wyczuć w jego muzycznym wajbie. Jestem aż zaskoczony, że w mojej tru-hipsterskiej banieczce sprzed dekady nikt go (chyba) nie słuchał. Może się spóźniłem, może przybyłem za wcześnie... No nic, utwór - jak zawsze u Finka - jest doskonały, świetnie wyważony pomiędzy delikatnym, nieco balladowym i akustycznym graniem a ostrzejszym podejściem, które przypomina mi też Editorsów z okolic An End Has a Start (minus ciężkie, tłukące bębny i wszechobecne pianino). Czuję się skrajnie oczarowany i zastanawiam jedynie, czy Finkowi oddać lato czy też poczekać do jesieni i dołożyć go do mojego słynnego jesiennego kanonu (gdyż pasuje jak ulał). No to co, no to złoto!
Autechre - Lowride
Jestem prześladowany i to przestało być śmieszne. Choć czy kiedykolwiek to było śmieszne... No i oczywiście przeczytałem to, co napisał imć Mintaj w całości, co więcej mogę powiedzieć - byłem bliski full time dissu, ale potem weszły pady i, najważniejsze, pianino, które jako żywo wali pewną murzyńską wrzutą Koola sprzed dłuższego czasu (akurat wczoraj słuchałem). Powiedziałbym, że czyni to ów numer numerem na lato, ale to nie do końca tak, chyba, że ktoś planuje spędzić lato w piwnicy otoczony komputerami. Najwyraźniej moja tolerancja na elektroniczne plumkanie jest jedynie na tyle rozwinięta i więcej nic z tego nie będzie. Czy mogę się mylić? Oczywiście. Nie jest źle, ale to wciąż nie jest moja para kaloszy ani nawet zwykłych kapci. Myślę, że to może być pewnego rodzaju klamra z wrzutą Jacy z tej kolejki - tutaj po prostu mamy tło do łażenia po futurystycznym, tym cyberpunkowym Hong Kongu, który już sam stał się jednym wielkim neonem reklamującym Netfliksa i chiński komunokapitalizm zarazem, żywność jest z plastiku a jedyny duch przeszłości to takie sample wtłaczane w nowoczesną, koniecznie AI-generated elektronikę. Dobrze, że papierosy wciąż są papierosami, tylko mniej w nich tytoniu a więcej syfiastej chemii. Pociągam łyk dietetycznej coli z papierowego kubeczka i idę w siną dal. Akurat końcówka tego numeru jest świetna, doskonale się składa.
Heidi Montag - I'll Do It
Trochę się gubię, label wskazuje na rok 2010, opis Smoka sugeruje rok 2020 zaś brzmienie tego numeru rok 2000 i początki tzw. nowoczesnego popu. Eska-core na pełnej, ale niestety poza tym lekko denerwującym na dłuższą metę brzmieniem klawisza jakby z epoki to nie ma dla mnie nic specjalnego do zaoferowania. A zwłaszcza nie najważniejszej dla mnie nostalgia value, która sprawia, iż wciąż chętnie sięgam po takie rzeczy jak np. Ann Winnsborn czy Hoobastank (ale tylko wtedy, kiedy nikt nie patrzy). Nie wiem, NIE WIEM, nie chcę jednoznacznie krytykować tej wrzutki gdyż niezaprzeczalnie coś ona tam w sobie nawet ma, ale też na dłużej nie przyciąga i uwagi nie przykuwa jak np. Rihanna z tamtych czasów (kaman, S&M to było złoto, o Disturbii nie wspomnę). Także no, nie napędza to moich tłoków, ale nie wykluczam potencjału na tzw. grower. Tekst nawet się broni, tylko wokal przeciętny jak moje umiejętności matematyczne. Robert miał już lepsze momenty, acz absolutnie rozumiem kontekst osobisty, bez niego ani rusz w przypadku jakiejkolwiek muzyki, a tej bestkowej to już w ogóle. Trzymajmy się osobistych doświadczeń, szanuję choć niespecjalnie się odnoszę. A może dawno nie byłem na imprezie tanecznej? After po warszawskiej Paradzie Równości mnie ominął gdyż bardzo unikam teraz możliwości spotkania jednej osoby, która z pewnością by się tam znalazła, ale może za rok, przy dużej ilości różu, brokatu i lakieru do paznokci. Względnie wyrzucę komputer za okno.
Znajduję całkiem zabawnym, że choć na przestrzeni ostatnich 10 lat cyfra na początku mojego wynagrodzenia zdążyła się już parę razy zmienić na wyższą, a i tak wydaje mi się, że żyję na tym samym poziomie, co w 2014 roku. A potem wchodzę do neta, porównuję ceny podstawowych produktów i nagle wszystko jest jasne. Dzięki temu nieco reluję z tekstem tegoż utworu, który to utwór słyszę po raz pierwszy w życiu. Musiał to być jakiś radiowy deep cut o tyle, że nikt poza ew. Trójką tego nie puszczał (o ile w ogóle), no bo przecież KAMAN, CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ. Mam mieszany stosunek do T.Love. Z jednej strony wokal Muńka to jest marka sama w sobie, zdarzają im się naprawdę (NAPRAWDĘ) fajne i chwytliwe teksty, z muzą bywa różnie, no ale wiadomo. Z drugiej strony sam Muniek bardzo odleciał w ciągu ostatniej dekady, to dziwacznie klei się do naszej alt prawicy, to się od niej odżegnuje, nie wiem. Plus straciłem do nich sporo szacunku odkąd w jednym z ich klipów wystąpił nieżyjący już Grzegorz Miecugow. Nie potrafię tego do końca wyjaśnić. DM, podobnie jak Smoku, słyszę tu ilości aptekarskie, ale generalnie piosenka ta skradła mnie serduszko. Naprawdę (NAPRAWDĘ) kolejne złoto od Hiena ^^
Deanie Ip - Hao Dong Xi
Ociekurde, a co TO za nuta?! Primo, potrzebowałem chwili, żeby przypomnieć sobie oryginał (a i tak nie obeszło się bez jego puszczenia po prostu); secundo, dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że to jest chiński-kantoński i dlatego gówno rozumiem. No no, muszę przyznać, iż totalnie reluję z odczuciami naszego wczorajszego solenizanta. Swag i groove płynące z tego numeru to jedno, ale udało się zachować te właściwości oryginału przy jednoczesnym dodaniu azjatyckiego, wręcz typowo (kliszowo?) orientalnego sznytu i to nie tylko przez sam wokal, zwyczajnie taki duch się przez całą piosenkę unosi i zostaje długo po wduszeniu przycisku STOP. 1987 heh, Hong Kong był po lepszej stronie rzeczywistości jeszcze raptem 10 lat. Ale w tamtym momencie zostawił ejtisowy, wyjątkowo szykowny (sic!) i wysublimowany pop wymieszany z paroma kroplami Glorii Estefan. Kolorowe neony z okrutnie skomplikowanymi znakami hanji, zachodnie towary w eleganckich sklepach poprzetykane lokalnym badziewiem i lokalną absolutnie-nie-badziewną elektroniką, murzyńskie kasyna i ludzie o nikczemnych twarzach w absurdalnie dobrze skrojonych białych garniturach. Dym z cienkich chińskich papierosów, amerykański bourbon i afgański haszysz. Zapach innego, nieistniejącego już inaczej niż na filmowych taśmach i fotograficznych kliszach świata, który dla wielu był ostatnią wersją La Belle Époque, która już nigdy nie wróci, teraz lecimy na pełnej w stronę późnokapitalistycznej, cyfrowej dystopii. Tzw. comfort music, szanuję.
Fink - Shakespeare
Fink jest dla mnie gościem w stylu Colina Vearncombe'a lub Perry'ego Blake'a - chodzące studium melancholii, Człowiek Smutny Tekst, którego muzyka nada się zarówno na potrzeby nastoletniego pierwszego razu, jak i na uzupełnienie playlisty pogrzebowej. Jestem na siebie tym bardziej zły, że nie "kupiłem" go wcześniej, kiedy miałem ku temu dobrą okazję. Stanęło u mnie wpierw na płycie Resurgam, którą zresztą zasuflował mi kol. Munlup, a ile później wleciało Biscuits For Breakfast to aż wstyd się przyznawać. Fink ma tę jedną właściwość, której mimo wszystko nie posiadają ci wyżej przeze mnie wymienieni - pachnie hipsterstwem i to tak na kilka kilometrów. Nie jest to jednak żadnego rodzaju zarzut, niemniej jednak idzie to i usłyszeć w jego muzyce, i wyczytać w jego tekstach i generalnie wyczuć w jego muzycznym wajbie. Jestem aż zaskoczony, że w mojej tru-hipsterskiej banieczce sprzed dekady nikt go (chyba) nie słuchał. Może się spóźniłem, może przybyłem za wcześnie... No nic, utwór - jak zawsze u Finka - jest doskonały, świetnie wyważony pomiędzy delikatnym, nieco balladowym i akustycznym graniem a ostrzejszym podejściem, które przypomina mi też Editorsów z okolic An End Has a Start (minus ciężkie, tłukące bębny i wszechobecne pianino). Czuję się skrajnie oczarowany i zastanawiam jedynie, czy Finkowi oddać lato czy też poczekać do jesieni i dołożyć go do mojego słynnego jesiennego kanonu (gdyż pasuje jak ulał). No to co, no to złoto!
Autechre - Lowride
Jestem prześladowany i to przestało być śmieszne. Choć czy kiedykolwiek to było śmieszne... No i oczywiście przeczytałem to, co napisał imć Mintaj w całości, co więcej mogę powiedzieć - byłem bliski full time dissu, ale potem weszły pady i, najważniejsze, pianino, które jako żywo wali pewną murzyńską wrzutą Koola sprzed dłuższego czasu (akurat wczoraj słuchałem). Powiedziałbym, że czyni to ów numer numerem na lato, ale to nie do końca tak, chyba, że ktoś planuje spędzić lato w piwnicy otoczony komputerami. Najwyraźniej moja tolerancja na elektroniczne plumkanie jest jedynie na tyle rozwinięta i więcej nic z tego nie będzie. Czy mogę się mylić? Oczywiście. Nie jest źle, ale to wciąż nie jest moja para kaloszy ani nawet zwykłych kapci. Myślę, że to może być pewnego rodzaju klamra z wrzutą Jacy z tej kolejki - tutaj po prostu mamy tło do łażenia po futurystycznym, tym cyberpunkowym Hong Kongu, który już sam stał się jednym wielkim neonem reklamującym Netfliksa i chiński komunokapitalizm zarazem, żywność jest z plastiku a jedyny duch przeszłości to takie sample wtłaczane w nowoczesną, koniecznie AI-generated elektronikę. Dobrze, że papierosy wciąż są papierosami, tylko mniej w nich tytoniu a więcej syfiastej chemii. Pociągam łyk dietetycznej coli z papierowego kubeczka i idę w siną dal. Akurat końcówka tego numeru jest świetna, doskonale się składa.
Heidi Montag - I'll Do It
Trochę się gubię, label wskazuje na rok 2010, opis Smoka sugeruje rok 2020 zaś brzmienie tego numeru rok 2000 i początki tzw. nowoczesnego popu. Eska-core na pełnej, ale niestety poza tym lekko denerwującym na dłuższą metę brzmieniem klawisza jakby z epoki to nie ma dla mnie nic specjalnego do zaoferowania. A zwłaszcza nie najważniejszej dla mnie nostalgia value, która sprawia, iż wciąż chętnie sięgam po takie rzeczy jak np. Ann Winnsborn czy Hoobastank (ale tylko wtedy, kiedy nikt nie patrzy). Nie wiem, NIE WIEM, nie chcę jednoznacznie krytykować tej wrzutki gdyż niezaprzeczalnie coś ona tam w sobie nawet ma, ale też na dłużej nie przyciąga i uwagi nie przykuwa jak np. Rihanna z tamtych czasów (kaman, S&M to było złoto, o Disturbii nie wspomnę). Także no, nie napędza to moich tłoków, ale nie wykluczam potencjału na tzw. grower. Tekst nawet się broni, tylko wokal przeciętny jak moje umiejętności matematyczne. Robert miał już lepsze momenty, acz absolutnie rozumiem kontekst osobisty, bez niego ani rusz w przypadku jakiejkolwiek muzyki, a tej bestkowej to już w ogóle. Trzymajmy się osobistych doświadczeń, szanuję choć niespecjalnie się odnoszę. A może dawno nie byłem na imprezie tanecznej? After po warszawskiej Paradzie Równości mnie ominął gdyż bardzo unikam teraz możliwości spotkania jednej osoby, która z pewnością by się tam znalazła, ale może za rok, przy dużej ilości różu, brokatu i lakieru do paznokci. Względnie wyrzucę komputer za okno.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale wiecie, że inspiracja nie musi od razu oznaczać kompletnej kalki? Dziwne, że Musiałowi muszę takie rzeczy tłumaczyć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Dziwne, że Dragonowi też
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
no tak, w końcu kiedyś papierosy były cennym źródłem probiotykow i witaminy cDobrze, że papierosy wciąż są papierosami, tylko mniej w nich tytoniu a więcej syfiastej chemii.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Deanie Ip - Hao Dong Xi
Murzyn nie wytrzymał i się zaczął wystrzeliwać z letniaczków, szkoda że miesiąc przed moim urlopem xD Bo to idealnie dopełnia trylogię, w której znajdują się Marengo i Maya. Azjatycki język dodaje zajebistego kolorytu. Czaję skojarzenia z Friday Night. Myślałem, że pierwszy wjadę tu z jakąkolwiek odmianą citypopu, ale Jaca mnie poniekąd ubiegł, ale bardzo dobrze. Pora zacząć karmić tym ludzi. Ja jestem zachwycony, będzie słuchane na plaży oraz podczas wieczorków z drinasem w łapie. Azjaci potrafią.
Atlantic Popes - Talktalk
Znowu zabrzmię jak Wujas, ale te bliskowschodnie fragmenty kojarzą mi się z „Super Mario Land” i levelami na pustyni. Ale to moje osobiste, subiektywne skojarzenie, mam świadomość zdupizmu. Poza tym, jest to fajny kawałek. Poniekąd, wyczuwam trochę klimaty XTC, a nawet solowego Partridge’a. Flety kojarzą mi się z Ciechowskim, bo on grał w taki sposób. Generalnie, jest to ciekawa sprawa. Lubię takie dalekie side-projecty robione dla czystego funu, bo tam nie ma spiny. Nie ma wielkiego szyldu, nie ma koncertowania za grube melony, nie ma walki o miejsca na listach przebojów. Wynikiem jest muza tworzona z czystej inspiry, bez zahamowań, z miłości do muzyki. W każdym razie, bardzo mi się podoba ta propozycja Musiała. Jest muzycznie różnorodnie, nietandetnie (jak na rodowód członków) i generalnie czuję się zachęcony do zgłębienia Atlantic Popes.
Fink – Shakespeare
Wujas ukradł mi wrzutę. Kiedy myślałem nad pierwszym wrzucanym tu Finkiem, to zastanawiałem się między tym utworem, a „Truth Begins” i ostatecznie wygrał ten drugi, ale to właśnie „Shakespear” był tym kawałkiem, który otworzył mi naprawdę szeroko drzwi do świata muzyki tego gościa. Stwierdziłem, że wrzucę go kiedyś indziej, ale Wuja był pierwszy i spoko. Ten numer to przede wszystkim naprawdę dobry tekst i wynikła z tego fajna piosenka, która do tego wszystkiego czaruje brzmieniem. Byłem na pięciu koncertach Finka między 2015, a 2019 rokiem i tylko na tym pierwszym, zagrał Szekspira. Pomyśleć, że to już 10 lat mija, jak słucham gościa. Ależ to leci. I w sumie o tym też ten numer, między innymi, jest. Wuja wie co dobre. A reszta dyskografii Finka, to będzie wspaniała przygoda. Nie ma co się spieszyć.
Autechre - Lowride
Bałem się, że po Finku, Autechre wejdzie, nie wiem, w ogóle? Ale słyszę, że to jest innego rodzaju Autechre. Brzmi trochę śmiesznie, jak czyjeś wczesne zabawy w Flu. Kurde, ten COWBELL. Motyw pianinowy kojarzę, czy to jest samplowane? Czy to jest to, co Seba mówi, że może ktoś skojarzy? prostytutka, no kojarzę, ale też nie wiem skąd. Ale kojarzę, proszę pół punkta chociaż przyznać. No generalnie fajnie mi się to kojarzy z moją własną muzyką, którą robiłem jakoś koło 2002/2003 roku, właśnie taką FL-heavy, z bardzo basicowymi, suchymi brzmieniami i loopami losowo wysamplowanymi z rzeczy, których wtedy słuchałem. To nie jest jakiś claim to fame, bo aż tak dobrze brzmiących produkcyjnie rzeczy nie wykręcałem. Fajny numer, do tego łechtający sentymenty w zaskakującym miejscu.
Heidi Montag - I'll Do It
Kurde, u mnie lato się jeszcze nie zaczęło, mimo że powinno. Pierwsze co mnie uderzyło, to to, że numer wydaje się być nagrany w mono. Tzn jest w stereo, ale wszystko, z premedytacją, rozłożone jest w środku. No, ale to nie jest materiał na 5 czy 7.1 i tak xD Jest w tym kawałka coś nostalgicznego, jakby ktoś mnie przeniósł do przełomu lat 90/00. Miłe i niezobowiązujące, ale fajnie letnie i miło buja. Nie będę się próbował dokopywać do czegoś więcej.
Murzyn nie wytrzymał i się zaczął wystrzeliwać z letniaczków, szkoda że miesiąc przed moim urlopem xD Bo to idealnie dopełnia trylogię, w której znajdują się Marengo i Maya. Azjatycki język dodaje zajebistego kolorytu. Czaję skojarzenia z Friday Night. Myślałem, że pierwszy wjadę tu z jakąkolwiek odmianą citypopu, ale Jaca mnie poniekąd ubiegł, ale bardzo dobrze. Pora zacząć karmić tym ludzi. Ja jestem zachwycony, będzie słuchane na plaży oraz podczas wieczorków z drinasem w łapie. Azjaci potrafią.
Atlantic Popes - Talktalk
Znowu zabrzmię jak Wujas, ale te bliskowschodnie fragmenty kojarzą mi się z „Super Mario Land” i levelami na pustyni. Ale to moje osobiste, subiektywne skojarzenie, mam świadomość zdupizmu. Poza tym, jest to fajny kawałek. Poniekąd, wyczuwam trochę klimaty XTC, a nawet solowego Partridge’a. Flety kojarzą mi się z Ciechowskim, bo on grał w taki sposób. Generalnie, jest to ciekawa sprawa. Lubię takie dalekie side-projecty robione dla czystego funu, bo tam nie ma spiny. Nie ma wielkiego szyldu, nie ma koncertowania za grube melony, nie ma walki o miejsca na listach przebojów. Wynikiem jest muza tworzona z czystej inspiry, bez zahamowań, z miłości do muzyki. W każdym razie, bardzo mi się podoba ta propozycja Musiała. Jest muzycznie różnorodnie, nietandetnie (jak na rodowód członków) i generalnie czuję się zachęcony do zgłębienia Atlantic Popes.
Fink – Shakespeare
Wujas ukradł mi wrzutę. Kiedy myślałem nad pierwszym wrzucanym tu Finkiem, to zastanawiałem się między tym utworem, a „Truth Begins” i ostatecznie wygrał ten drugi, ale to właśnie „Shakespear” był tym kawałkiem, który otworzył mi naprawdę szeroko drzwi do świata muzyki tego gościa. Stwierdziłem, że wrzucę go kiedyś indziej, ale Wuja był pierwszy i spoko. Ten numer to przede wszystkim naprawdę dobry tekst i wynikła z tego fajna piosenka, która do tego wszystkiego czaruje brzmieniem. Byłem na pięciu koncertach Finka między 2015, a 2019 rokiem i tylko na tym pierwszym, zagrał Szekspira. Pomyśleć, że to już 10 lat mija, jak słucham gościa. Ależ to leci. I w sumie o tym też ten numer, między innymi, jest. Wuja wie co dobre. A reszta dyskografii Finka, to będzie wspaniała przygoda. Nie ma co się spieszyć.
Autechre - Lowride
Bałem się, że po Finku, Autechre wejdzie, nie wiem, w ogóle? Ale słyszę, że to jest innego rodzaju Autechre. Brzmi trochę śmiesznie, jak czyjeś wczesne zabawy w Flu. Kurde, ten COWBELL. Motyw pianinowy kojarzę, czy to jest samplowane? Czy to jest to, co Seba mówi, że może ktoś skojarzy? prostytutka, no kojarzę, ale też nie wiem skąd. Ale kojarzę, proszę pół punkta chociaż przyznać. No generalnie fajnie mi się to kojarzy z moją własną muzyką, którą robiłem jakoś koło 2002/2003 roku, właśnie taką FL-heavy, z bardzo basicowymi, suchymi brzmieniami i loopami losowo wysamplowanymi z rzeczy, których wtedy słuchałem. To nie jest jakiś claim to fame, bo aż tak dobrze brzmiących produkcyjnie rzeczy nie wykręcałem. Fajny numer, do tego łechtający sentymenty w zaskakującym miejscu.
Heidi Montag - I'll Do It
Kurde, u mnie lato się jeszcze nie zaczęło, mimo że powinno. Pierwsze co mnie uderzyło, to to, że numer wydaje się być nagrany w mono. Tzn jest w stereo, ale wszystko, z premedytacją, rozłożone jest w środku. No, ale to nie jest materiał na 5 czy 7.1 i tak xD Jest w tym kawałka coś nostalgicznego, jakby ktoś mnie przeniósł do przełomu lat 90/00. Miłe i niezobowiązujące, ale fajnie letnie i miło buja. Nie będę się próbował dokopywać do czegoś więcej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
T.Love – Moje Pieniądze
Hien wspomina antykwariat w Łodzi z kasetami muzycznymi. Ja sam doskonale pamiętam sklep w Chojnicach z kasetami, gdzie na przestrzeni kilku lat zostawiłem sporo kasy. Pamiętam też szkolną wycieczkę do Krakowa w 1993r. i sklep muzyczny na Floriańskiej. Oczy mi się tam świeciły jak latarnie, taki był wybór kaset. Pamiętam, że kupiłem wtedy kasetę HSW z teledyskami Pet Shop Boys. Nazywało się to „Videography”. Pamiętam jakie to było dla mnie ogromne przeżycie. 18 clipów mojego ukochanego zespołu, z których części wcześniej nawet nie widziałem. Mam tą kasetę do dziś, choć sklep już dawno nie istnieje.
Co do T.Love – nie jestem znawcą tego zespołu. Znam tyle, co słyszałem w radio. I jestem do nich nastawiony raczej neutralnie. Lubię głos Mundka i wiem o nim tylko tyle, że nie cierpi komputerów. Muzycznie ani mnie nie zainteresowali, ani nigdy nie zrazili. Tym bardziej jestem miło zaskoczony utworem „Moje pieniądze”. Taka ilość elektroniki u nich to nietypowe. I to elektroniki, jaką naprawdę lubię. Wyobrażam sobie, ze ten basowy syntezator mógłby z powodzeniem zaistnieć na pierwszych płytach DM. Utwór ma bardzo fajną melodię, niezły tekst. Po prostu spoko rzecz. Na pewno najlepszy utwór T.Love jaki słyszałem.
Deanie Ip - Hao Dong Xi
Poza ichnim językiem w ogóle nie czuję tu żadnego azjatyckiego klimatu. Ale nie jest to problemem oczywiście. Utwór jest ok. To taki gatunek muzyki, który mi się dobrze słucha, który buja, a który jednocześnie nie rzuca mnie na glebę. Klimat właśnie takiego Sade, trochę Michaela Jacksona nawet. Ta basowa zagrywka jakby żywcem wyjęty z Billie Jean. No cóż – nóżka chodzi, człowiek się giba. I tak ma być. Na niektóre okazje jak znalazł.
Atlantic Popes – Talktalk
Muszę przyznać, że na początku trochę kręciłem nosem. Ale się przegryzło z czasem. Największe zarzuty miałem do wokalu i w sumie nadal mam. Taki jakiś smętny ten gościu po prostu. Ale sam utwór jest bardzo spoko. Mocno mi się z czymś kojarzy, ale nie mogę sobie przypomnieć z czym. Jest tutaj wyczuwalny taki orientalny klimat. A ja to lubię. Te bębny, klawisze, flet. To wszystko brzmi jak z jakiegoś Sindbada czy innych baśni z 1001 nocy. Przy takiej nucie zaraz mam przed oczami pałace sułtana w starożytnej Persji, złego wezyra, latające dywany, lampy Alladyna i tego typu rzeczy. No klimat jest po prostu fajny. Bardzo ładnie brzmi też saksofon. Tak że dobrze jest.
Autechre – Lowride
Po Untilted nie takiej muzyki się spodziewałem po Autechre. Na początku byłem wręcz zawiedziony. Gdzie te trzaski, glicze, nawalanki? Czemu tu jest tak grzecznie, spokojnie, wręcz nudno? No ale posłuchałem parę razy więcej i całkiem mi się spodobało. Dobrze to brzmi, fajny bit, automat perkusyjny. Fajne pianino, choć go szczerze mówiąc samodzielnie nie skojarzyłem. Bardzo dobrze brzmi też cowbell. Lubię ten instrument. Ogólnie jest spoko.
Heidi Montag - I'll Do It
Dragon lubi być przewrotny kiedy to czasem zarzuca czyimś wrzutkom efekty na wokalu, po czym nie przeszkadza mu to samo we własnych propozycjach. Tak samo jak niektórym dość wybiórczo raz radiowe granie odpowiada, innym razem nie. No ale mniejsza z tym. Przyzwyczaiłem się. Mnie też pewnie zdarza się być muzycznym hipokrytą.
Utworek jest całkiem spoko. Nic ponadczasowego czy szczególnego, ale słucha się przyjemnie. Ja lubię takie radiowe granie i tego nie ukrywam. Byle w rozsądnych dawkach. Najbardziej podoba mi się tutaj ten zapętlony klawisz. Melodie też całkiem w porządku. Poza tym nie ma się nad czym rozwodzić. Może być.
Solidna kolejka krótko mówiąc. Nikt poniżej oceny 4 nie zszedł.
Hien wspomina antykwariat w Łodzi z kasetami muzycznymi. Ja sam doskonale pamiętam sklep w Chojnicach z kasetami, gdzie na przestrzeni kilku lat zostawiłem sporo kasy. Pamiętam też szkolną wycieczkę do Krakowa w 1993r. i sklep muzyczny na Floriańskiej. Oczy mi się tam świeciły jak latarnie, taki był wybór kaset. Pamiętam, że kupiłem wtedy kasetę HSW z teledyskami Pet Shop Boys. Nazywało się to „Videography”. Pamiętam jakie to było dla mnie ogromne przeżycie. 18 clipów mojego ukochanego zespołu, z których części wcześniej nawet nie widziałem. Mam tą kasetę do dziś, choć sklep już dawno nie istnieje.
Co do T.Love – nie jestem znawcą tego zespołu. Znam tyle, co słyszałem w radio. I jestem do nich nastawiony raczej neutralnie. Lubię głos Mundka i wiem o nim tylko tyle, że nie cierpi komputerów. Muzycznie ani mnie nie zainteresowali, ani nigdy nie zrazili. Tym bardziej jestem miło zaskoczony utworem „Moje pieniądze”. Taka ilość elektroniki u nich to nietypowe. I to elektroniki, jaką naprawdę lubię. Wyobrażam sobie, ze ten basowy syntezator mógłby z powodzeniem zaistnieć na pierwszych płytach DM. Utwór ma bardzo fajną melodię, niezły tekst. Po prostu spoko rzecz. Na pewno najlepszy utwór T.Love jaki słyszałem.
Deanie Ip - Hao Dong Xi
Poza ichnim językiem w ogóle nie czuję tu żadnego azjatyckiego klimatu. Ale nie jest to problemem oczywiście. Utwór jest ok. To taki gatunek muzyki, który mi się dobrze słucha, który buja, a który jednocześnie nie rzuca mnie na glebę. Klimat właśnie takiego Sade, trochę Michaela Jacksona nawet. Ta basowa zagrywka jakby żywcem wyjęty z Billie Jean. No cóż – nóżka chodzi, człowiek się giba. I tak ma być. Na niektóre okazje jak znalazł.
Atlantic Popes – Talktalk
Muszę przyznać, że na początku trochę kręciłem nosem. Ale się przegryzło z czasem. Największe zarzuty miałem do wokalu i w sumie nadal mam. Taki jakiś smętny ten gościu po prostu. Ale sam utwór jest bardzo spoko. Mocno mi się z czymś kojarzy, ale nie mogę sobie przypomnieć z czym. Jest tutaj wyczuwalny taki orientalny klimat. A ja to lubię. Te bębny, klawisze, flet. To wszystko brzmi jak z jakiegoś Sindbada czy innych baśni z 1001 nocy. Przy takiej nucie zaraz mam przed oczami pałace sułtana w starożytnej Persji, złego wezyra, latające dywany, lampy Alladyna i tego typu rzeczy. No klimat jest po prostu fajny. Bardzo ładnie brzmi też saksofon. Tak że dobrze jest.
Autechre – Lowride
Po Untilted nie takiej muzyki się spodziewałem po Autechre. Na początku byłem wręcz zawiedziony. Gdzie te trzaski, glicze, nawalanki? Czemu tu jest tak grzecznie, spokojnie, wręcz nudno? No ale posłuchałem parę razy więcej i całkiem mi się spodobało. Dobrze to brzmi, fajny bit, automat perkusyjny. Fajne pianino, choć go szczerze mówiąc samodzielnie nie skojarzyłem. Bardzo dobrze brzmi też cowbell. Lubię ten instrument. Ogólnie jest spoko.
Heidi Montag - I'll Do It
Dragon lubi być przewrotny kiedy to czasem zarzuca czyimś wrzutkom efekty na wokalu, po czym nie przeszkadza mu to samo we własnych propozycjach. Tak samo jak niektórym dość wybiórczo raz radiowe granie odpowiada, innym razem nie. No ale mniejsza z tym. Przyzwyczaiłem się. Mnie też pewnie zdarza się być muzycznym hipokrytą.
Utworek jest całkiem spoko. Nic ponadczasowego czy szczególnego, ale słucha się przyjemnie. Ja lubię takie radiowe granie i tego nie ukrywam. Byle w rozsądnych dawkach. Najbardziej podoba mi się tutaj ten zapętlony klawisz. Melodie też całkiem w porządku. Poza tym nie ma się nad czym rozwodzić. Może być.
Solidna kolejka krótko mówiąc. Nikt poniżej oceny 4 nie zszedł.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mentos, MURZYN?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No jestem, jestem i to nawet nie ostatni.
T.Love - Moje pieniądze
Bardzo fajny deep cut, nie znałem i fajnie było poznać. Lekka elektronika spod ręki Smolika to coś czego nie spodziewałem się usłyszeć w numerze tej kapeli, miło się zaskoczyłem. Tekstowo fajowo, mogę relować, podoba mi się ogólnie to jak lekko właśnie podany jest ten temat, te chórki mnie rozbrajają xd munlup ma dryg do wyciągania takich obskjurów jak Strażnik Snu albo ten numer tu właśnie, propsuję.
Atlantic Popes - Talktalk
Ten numer ma taki specyficzny, poważny, groteskowo-mroczny klimat dla mnie trochę i to mi się kojarzy z Moev albo jakimś Coil. Produkcja w stylu lat 80. mocno, perkusja taka plastikowa do tego bongosy, efekty dźwiękowe, filmowy nieco vibe ma to nawet. Bujający nieco mroczny numer do którego buja się gawiedź w jakimś gotyckim klubie kiedy wpadają tam Policjanci z Miami (chyba te bongosy mi taki tropikalny klimat narzuciły). Te świerszcze fajnie wklejone na wstępie i na końcu - dobrze mi się słuchało tego numeru na zapętleniu w sumie. Takie se to, dupy nie urywa ale jako ciekawostka spoko.
Fink - Shakespeare
Chwaliłem dopiero Wuja za wrzutkę z depeszwizji, tu jednak pohamuję się z pochwałami bo ten numer ma dla mnie inny klimat. Jest bardziej sennie i zamułkowo i ten numer dużo bardziej kojarzy mi się jakoś z materiałem z Biscuits For Breakfast niż takim Truth Begins choćby. Nie przemawia do mnie ten kawałek jakoś, słucham tego znudzony. Brakuje mi chyba najbardziej perkusji takiej jak w tych fajniejszych numerach z płyty, tu jest takie akustyczne plumkane przynudzanko raczej.
Autechre - Lowride
Mentos mi to wysyłał swego czasu ale trochę to zlałem więc nawet ucieszyłem się na ten przymus posłuchania teraz. Lekko kwasowy 90sowy instrumental, ale summa summarum dużo roboty robi jednak ten sampelek z Gang Starr, dopóki pogrywa w otoczeniu automatu perkusyjnego jest to całkiem przyjemne. Dobra pętla broni się sama i jako digger lubię posłuchać różnych wariacji na dany temat. Potem jednak kiedy robi się czysto techno kwasowo nie robi już takiego wrażenia faktycznie, nawet odrobinę przypomina własne zabawy w FL Studio (łatwiej jak się ma taki samograj, gorzej gdy trzeba było samemu wymyślać melodie itd). Takie Bike leży o dwie klasy wyżej spokojnie, tu trudno przewidzieć na razie czy będą powroty.
Heidi Montag - I'll Do It
Kurde, ten numer brzmi jakby ktoś zebrał hity pierwszej dekady lat zerowych i próbował wycisnąć z nich taki wzorowy amalgamat radiowego popu tamtej ery.
Słyszę tu mocno echa produkcji Timbalanda zarówno solo (The Way I Are) jak i dla Nelly Furtado (Promiscous) czy Timberlake'a (Sexy Back) i do tego odrobinę Britney (Gimme More) czy Gagi (Just Dance). Poza tym że numer ten czerpie z bardzo dobrych wzorców to sam przy tym nie jest wcale najgorszy i się broni IMO. W 2010 zapewne mógłbym hejtować, po latach to całe Eska-core stało się dla mnie nostalgiczną comfort music. Bezpieczna okejka z mej strony.
T.Love - Moje pieniądze
Bardzo fajny deep cut, nie znałem i fajnie było poznać. Lekka elektronika spod ręki Smolika to coś czego nie spodziewałem się usłyszeć w numerze tej kapeli, miło się zaskoczyłem. Tekstowo fajowo, mogę relować, podoba mi się ogólnie to jak lekko właśnie podany jest ten temat, te chórki mnie rozbrajają xd munlup ma dryg do wyciągania takich obskjurów jak Strażnik Snu albo ten numer tu właśnie, propsuję.
Atlantic Popes - Talktalk
Ten numer ma taki specyficzny, poważny, groteskowo-mroczny klimat dla mnie trochę i to mi się kojarzy z Moev albo jakimś Coil. Produkcja w stylu lat 80. mocno, perkusja taka plastikowa do tego bongosy, efekty dźwiękowe, filmowy nieco vibe ma to nawet. Bujający nieco mroczny numer do którego buja się gawiedź w jakimś gotyckim klubie kiedy wpadają tam Policjanci z Miami (chyba te bongosy mi taki tropikalny klimat narzuciły). Te świerszcze fajnie wklejone na wstępie i na końcu - dobrze mi się słuchało tego numeru na zapętleniu w sumie. Takie se to, dupy nie urywa ale jako ciekawostka spoko.
Fink - Shakespeare
Chwaliłem dopiero Wuja za wrzutkę z depeszwizji, tu jednak pohamuję się z pochwałami bo ten numer ma dla mnie inny klimat. Jest bardziej sennie i zamułkowo i ten numer dużo bardziej kojarzy mi się jakoś z materiałem z Biscuits For Breakfast niż takim Truth Begins choćby. Nie przemawia do mnie ten kawałek jakoś, słucham tego znudzony. Brakuje mi chyba najbardziej perkusji takiej jak w tych fajniejszych numerach z płyty, tu jest takie akustyczne plumkane przynudzanko raczej.
Autechre - Lowride
Mentos mi to wysyłał swego czasu ale trochę to zlałem więc nawet ucieszyłem się na ten przymus posłuchania teraz. Lekko kwasowy 90sowy instrumental, ale summa summarum dużo roboty robi jednak ten sampelek z Gang Starr, dopóki pogrywa w otoczeniu automatu perkusyjnego jest to całkiem przyjemne. Dobra pętla broni się sama i jako digger lubię posłuchać różnych wariacji na dany temat. Potem jednak kiedy robi się czysto techno kwasowo nie robi już takiego wrażenia faktycznie, nawet odrobinę przypomina własne zabawy w FL Studio (łatwiej jak się ma taki samograj, gorzej gdy trzeba było samemu wymyślać melodie itd). Takie Bike leży o dwie klasy wyżej spokojnie, tu trudno przewidzieć na razie czy będą powroty.
Heidi Montag - I'll Do It
Kurde, ten numer brzmi jakby ktoś zebrał hity pierwszej dekady lat zerowych i próbował wycisnąć z nich taki wzorowy amalgamat radiowego popu tamtej ery.
Słyszę tu mocno echa produkcji Timbalanda zarówno solo (The Way I Are) jak i dla Nelly Furtado (Promiscous) czy Timberlake'a (Sexy Back) i do tego odrobinę Britney (Gimme More) czy Gagi (Just Dance). Poza tym że numer ten czerpie z bardzo dobrych wzorców to sam przy tym nie jest wcale najgorszy i się broni IMO. W 2010 zapewne mógłbym hejtować, po latach to całe Eska-core stało się dla mnie nostalgiczną comfort music. Bezpieczna okejka z mej strony.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
FL Studio jako porównanie dla muzy z 1993 roku, noo okej
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie ma w tym niczego dziwnego, podejrzewam, że do wczesnych FLi, zanim to było FL Studio, władowano dużo sampli ze sprzętu, którego Autechre używali w 1993.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Z wykorzystaniem sampli i ujęciem tego w ten sposób - luz
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
T.Love - Moje Pieniądze
W mojej bańce T.Love jest jednym z bardziej polaryzujących zespołów. Mam i znajomych, którzy autetycznie nienawidzą Muńka i częstochowskiej ferajny, mam znajomych, którzy wręcz uważają, że to jeden z najlepszych zespołów na polskiej scenie muzycznej. Cóż, jeśli w jakiejś kwestii miałbym być symetrystą, to chyba właśnie w stosunku do tego zespołu - musiałbym upaść na głowę, by stwierdzić, że Muniek to wybitny tekściarz i twórca, ale też nie powiem, bym dostawał spazmów słysząc taką Warszawę. Ot, zespół jak zespół, nawet sympatyczny, aczkolwiek jedyny longplay jakiego słuchałem, tj. Al. Capone, pamiętam głównie z tego, że składał się w jakichś 90% ze skitów i zapychaczy.
A tutaj? W sumie faktycznie dostałem T.Love próbujące stworzyć coś, co brzmi mniej-więcej jak Depeche Mode. Tekst niby trochę cheesy, ale powiedzmy że Martin mógłby napisać coś podobnego po paru piwach, instrumentalnie gdzieś mi to tam trąci nieśmiało ówczesnym DM, nawet zagrywka w refrenie brzmi jakoś znajomo i w ogóle. No i słucha mi się tego jak T.Love próbującego grać jak DM - niby bez bólu, ale też jakiejś szczególnej przyjemności. Plusik za klimat wczesnych lat zerowych, ale raczej nic więcej niźli ciekawostka.
Deanie Ip - Hao Dong Xi
Słuchałem se tego w ciemno, i se tak słuchałem, i naszła mnie taka kmina, że niby to brzmi egzotycznie, ale jednocześnie znajomo, po czym zapoznałem się z opisem Murzyna i zapaliła mi się lampka. Oryginalna Sade to dla mnie taki archetyp popu łamane na smooth jazz, który w sumie jest muzakiem dla białasów, którym jazz kojarzy się z zadymioną knajpą, ale jakimś cudem zarazem jest jednocześnie spoko. I tu słyszę ten sam VIBE, tylko zamiast białasa w marynarce jest jakiś azjatycki japiszon w podobnym miejscu gdzieś Hong Kongu. Całkiem udany przykład przywłaszczenia kulturowego, bo mimo zachowania klimatu oryginału, jest tu jakiś pierwiastek twórczy. Propsuję.
Atlantic Popes - Talktalk
Kolejny Musiałowy zespół na który w życiu bym nie wpadł, bo w życiu nie przeszedłby mi przez myśl pomysł ściągania kompletnej dyskografii Alphaville i przesłuchiwania wszystkich płyt projektów, w których partycypował pies trzeciego wokalisty etc. Kompozycja fajna, intrygująca, ciekawa, orientalizmy niby sztampowe, ale w sumie spoko, a saksofon co wjeżdza pod koniec to chyba od lat 80 czekał na swoją część, bo brzmi jak żywcem wyjęty z tej epoki. xD Problem mam z wokalem, nawet nie tyle z powodu tego, że jakoś mi do tej muzyki nie pasuje, ale z powodu tego, że nie do końca pasuje mi. xD Mimo wszystko ciekawostka.
Fink - Shakespeare
O, Fink. No nie zakochałem się w jego twórczości, ale już swoje napisałem przy pierdyliardzie płyt ze smuciarzami na akustykach w bestce albumowej, w tym i przy albumie Finka. Chyba po prostu nie da się mnie przyciągnąć na dłuższą metę samym typem z akustykiem, tak samo jak was nie da się wkręcić w popieprzeńśtwa Cardiacs czy coś. Słowem klucz będzie tutaj NA DŁUŻSZĄ METĘ, bo ten konkretny kawałek mi siada. Może z powodu tego, że chociażby coś się tu dzieje xD, ale generalnie to ciężko mi tu cokolwiek zarzucić. Ładne, przyjemne, fajnie zaaranżowane, generalnie to jestem prosty chłop i lubię jak coś tam powoli narasta, by skumulować się w intensywnym wybuchu w końcówce. No fajne no, zaskoczenie kolejki.
Heidi Montag - I'll Do It
Rok 2010 to ten rok, w którym zacząłem ŚWIADOMIE słuchać prawdziwego rocka typu Pink Floyd, Depeche Mode, Joy Division itd., więc jakoś tak się złożyło, że Heidi Montag i fakt wydania prezeń albumu jakoś mi umknął. W sumie do tej pory nie miałem pojęcia kto to, bo ówczesne MTV już wtedy kojarzyło mi się z badziewiem i tym, że maltretowali South Park lektorem, który bawił się w dubbing do wszystkich postaci. Koszmarne intro, później faktycznie taki amalgamat muzyki z epoki - trochę irytujący, trochę przywołujący wspomnienia czasów, kiedy było trochę prościej i znacznie spokojniej. Przyjemnostka.
Generalnie to tak średnio panowie, skoro jedną z wrzut, które siadły mi najbardziej był Fink. xD
W mojej bańce T.Love jest jednym z bardziej polaryzujących zespołów. Mam i znajomych, którzy autetycznie nienawidzą Muńka i częstochowskiej ferajny, mam znajomych, którzy wręcz uważają, że to jeden z najlepszych zespołów na polskiej scenie muzycznej. Cóż, jeśli w jakiejś kwestii miałbym być symetrystą, to chyba właśnie w stosunku do tego zespołu - musiałbym upaść na głowę, by stwierdzić, że Muniek to wybitny tekściarz i twórca, ale też nie powiem, bym dostawał spazmów słysząc taką Warszawę. Ot, zespół jak zespół, nawet sympatyczny, aczkolwiek jedyny longplay jakiego słuchałem, tj. Al. Capone, pamiętam głównie z tego, że składał się w jakichś 90% ze skitów i zapychaczy.
A tutaj? W sumie faktycznie dostałem T.Love próbujące stworzyć coś, co brzmi mniej-więcej jak Depeche Mode. Tekst niby trochę cheesy, ale powiedzmy że Martin mógłby napisać coś podobnego po paru piwach, instrumentalnie gdzieś mi to tam trąci nieśmiało ówczesnym DM, nawet zagrywka w refrenie brzmi jakoś znajomo i w ogóle. No i słucha mi się tego jak T.Love próbującego grać jak DM - niby bez bólu, ale też jakiejś szczególnej przyjemności. Plusik za klimat wczesnych lat zerowych, ale raczej nic więcej niźli ciekawostka.
Deanie Ip - Hao Dong Xi
Słuchałem se tego w ciemno, i se tak słuchałem, i naszła mnie taka kmina, że niby to brzmi egzotycznie, ale jednocześnie znajomo, po czym zapoznałem się z opisem Murzyna i zapaliła mi się lampka. Oryginalna Sade to dla mnie taki archetyp popu łamane na smooth jazz, który w sumie jest muzakiem dla białasów, którym jazz kojarzy się z zadymioną knajpą, ale jakimś cudem zarazem jest jednocześnie spoko. I tu słyszę ten sam VIBE, tylko zamiast białasa w marynarce jest jakiś azjatycki japiszon w podobnym miejscu gdzieś Hong Kongu. Całkiem udany przykład przywłaszczenia kulturowego, bo mimo zachowania klimatu oryginału, jest tu jakiś pierwiastek twórczy. Propsuję.
Atlantic Popes - Talktalk
Kolejny Musiałowy zespół na który w życiu bym nie wpadł, bo w życiu nie przeszedłby mi przez myśl pomysł ściągania kompletnej dyskografii Alphaville i przesłuchiwania wszystkich płyt projektów, w których partycypował pies trzeciego wokalisty etc. Kompozycja fajna, intrygująca, ciekawa, orientalizmy niby sztampowe, ale w sumie spoko, a saksofon co wjeżdza pod koniec to chyba od lat 80 czekał na swoją część, bo brzmi jak żywcem wyjęty z tej epoki. xD Problem mam z wokalem, nawet nie tyle z powodu tego, że jakoś mi do tej muzyki nie pasuje, ale z powodu tego, że nie do końca pasuje mi. xD Mimo wszystko ciekawostka.
Fink - Shakespeare
O, Fink. No nie zakochałem się w jego twórczości, ale już swoje napisałem przy pierdyliardzie płyt ze smuciarzami na akustykach w bestce albumowej, w tym i przy albumie Finka. Chyba po prostu nie da się mnie przyciągnąć na dłuższą metę samym typem z akustykiem, tak samo jak was nie da się wkręcić w popieprzeńśtwa Cardiacs czy coś. Słowem klucz będzie tutaj NA DŁUŻSZĄ METĘ, bo ten konkretny kawałek mi siada. Może z powodu tego, że chociażby coś się tu dzieje xD, ale generalnie to ciężko mi tu cokolwiek zarzucić. Ładne, przyjemne, fajnie zaaranżowane, generalnie to jestem prosty chłop i lubię jak coś tam powoli narasta, by skumulować się w intensywnym wybuchu w końcówce. No fajne no, zaskoczenie kolejki.
Heidi Montag - I'll Do It
Rok 2010 to ten rok, w którym zacząłem ŚWIADOMIE słuchać prawdziwego rocka typu Pink Floyd, Depeche Mode, Joy Division itd., więc jakoś tak się złożyło, że Heidi Montag i fakt wydania prezeń albumu jakoś mi umknął. W sumie do tej pory nie miałem pojęcia kto to, bo ówczesne MTV już wtedy kojarzyło mi się z badziewiem i tym, że maltretowali South Park lektorem, który bawił się w dubbing do wszystkich postaci. Koszmarne intro, później faktycznie taki amalgamat muzyki z epoki - trochę irytujący, trochę przywołujący wspomnienia czasów, kiedy było trochę prościej i znacznie spokojniej. Przyjemnostka.
Generalnie to tak średnio panowie, skoro jedną z wrzut, które siadły mi najbardziej był Fink. xD
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dość marudzenia, tera będzie kurde hicior
Hammer - Pumps and a Bump
(1994)
Myślę że kogoś takiego jak MC Hammer nikomu z Was tu specjalnie nie muszę przedstawiać, autor hitu Pięć Ciastek znany jest chyba każdemu z Was. Gdy miałem 6 lat mieliśmy u nas w domu nawet kasetę z którego pochodzi tamten numer i wówczas byłem przekonany że to pierwszy rapowy album w historii - bo to był pierwszy z jakim się spotkałem. Mieliśmy w domu też i późniejsze kasety tego rapera ale prawdę mówiąc niewiele z nich pamiętam. Pamięć o jego późniejszych dokonaniach odświeżyłem sobie po latach po seansie filmu Too Legit: The MC Hammer Story. Wówczas zwrócił moją uwagę wątek na temat tego jak MC Hammer chcąc utrzymać się w mainstreamie próbował dostosować swój wizerunek do panujących trendów.
Otóż jak zapewne kojarzycie facet zaczynał karierę nagrywając komercyjne pop rapowe numery uzupełnione obowiązkową taneczną choreografią i lśniącymi alladynkami na dupie. Nawijał pozytywne podnoszące na duchu kawałki takie jak Pray, tańcował w rytm Pięć Ciastek a gangsta raperzy z zazdrości wytykali go palcami jako sprzedawczyka. Ale trendy się zmieniły z czasem, taneczny new jack swing poszedł w odstawkę a na fali był bujający kalifornijski g-funk więc pan raper stwierdził że trzeba gonić za trendami. Zrzucił dopisek MC ze swojej ksywki i już jako Hammer wydał w 1994 album The Funky Headhunter na okładce którego prezentował się z imagem typowego gangsta rapera tamtej ery w czarnych ciuchach i okularach przeciwsłonecznych na twarzy. Singlem promującym to wydawnictwo był utwór Pumps and a Bump - bujający g-funkowy bangerek o preferencjach Hammera nt. płci pięknej w którym nawija jak to lubi kobitki z dużym tyłkiem oraz w butach na wysokim obcasie. Wisienką na torcie wszelkich kontrowersji zwiazanych z tą zmianą wizerunku Hammera był wideoklip w którym zaprezentował się nad basenem sowicie nasmarowany oliwką do ciała i ubrany jedynie w skąpe slipy które nijak nie potrafiły ukryć jego... erekcji. Klip okazał się na tyle wyzywający że wkrótce zbanowano go z muzycznych telewizji i Hammer musiał nakręcić drugą wersję. Oczywiście skończyło się na tym że dawni fani MC Hammera nie polubili się wcale z tą przemianą a fani gangsta rapu też jakoś ciepło go nie przyjęli i dwa lata później raper musiał ogłosić bankructwo.
Nawet jeżeli MC Hammerowi kariera nie wypaliła tak jak to sobie planował to chcę Wam pokazać że zostawił po sobie coś więcej niż jeden zapamiętywalny przebój a jakby kogoś interesował ten szokujący epizod z popkultury lat 90. to zostawiam też link do wideoklipu - dla kolegi, wiadomo.
Kawałek:
https://youtu.be/N92rSL4zIVc?si=pYGphZcQvAjmq1ZN
Wideoklip (1. wersja):
https://youtu.be/AlhEmWh3Cyo?si=DR2jhYSb_auISEkW
Hammer - Pumps and a Bump
(1994)
Myślę że kogoś takiego jak MC Hammer nikomu z Was tu specjalnie nie muszę przedstawiać, autor hitu Pięć Ciastek znany jest chyba każdemu z Was. Gdy miałem 6 lat mieliśmy u nas w domu nawet kasetę z którego pochodzi tamten numer i wówczas byłem przekonany że to pierwszy rapowy album w historii - bo to był pierwszy z jakim się spotkałem. Mieliśmy w domu też i późniejsze kasety tego rapera ale prawdę mówiąc niewiele z nich pamiętam. Pamięć o jego późniejszych dokonaniach odświeżyłem sobie po latach po seansie filmu Too Legit: The MC Hammer Story. Wówczas zwrócił moją uwagę wątek na temat tego jak MC Hammer chcąc utrzymać się w mainstreamie próbował dostosować swój wizerunek do panujących trendów.
Otóż jak zapewne kojarzycie facet zaczynał karierę nagrywając komercyjne pop rapowe numery uzupełnione obowiązkową taneczną choreografią i lśniącymi alladynkami na dupie. Nawijał pozytywne podnoszące na duchu kawałki takie jak Pray, tańcował w rytm Pięć Ciastek a gangsta raperzy z zazdrości wytykali go palcami jako sprzedawczyka. Ale trendy się zmieniły z czasem, taneczny new jack swing poszedł w odstawkę a na fali był bujający kalifornijski g-funk więc pan raper stwierdził że trzeba gonić za trendami. Zrzucił dopisek MC ze swojej ksywki i już jako Hammer wydał w 1994 album The Funky Headhunter na okładce którego prezentował się z imagem typowego gangsta rapera tamtej ery w czarnych ciuchach i okularach przeciwsłonecznych na twarzy. Singlem promującym to wydawnictwo był utwór Pumps and a Bump - bujający g-funkowy bangerek o preferencjach Hammera nt. płci pięknej w którym nawija jak to lubi kobitki z dużym tyłkiem oraz w butach na wysokim obcasie. Wisienką na torcie wszelkich kontrowersji zwiazanych z tą zmianą wizerunku Hammera był wideoklip w którym zaprezentował się nad basenem sowicie nasmarowany oliwką do ciała i ubrany jedynie w skąpe slipy które nijak nie potrafiły ukryć jego... erekcji. Klip okazał się na tyle wyzywający że wkrótce zbanowano go z muzycznych telewizji i Hammer musiał nakręcić drugą wersję. Oczywiście skończyło się na tym że dawni fani MC Hammera nie polubili się wcale z tą przemianą a fani gangsta rapu też jakoś ciepło go nie przyjęli i dwa lata później raper musiał ogłosić bankructwo.
Nawet jeżeli MC Hammerowi kariera nie wypaliła tak jak to sobie planował to chcę Wam pokazać że zostawił po sobie coś więcej niż jeden zapamiętywalny przebój a jakby kogoś interesował ten szokujący epizod z popkultury lat 90. to zostawiam też link do wideoklipu - dla kolegi, wiadomo.
Kawałek:
https://youtu.be/N92rSL4zIVc?si=pYGphZcQvAjmq1ZN
Wideoklip (1. wersja):
https://youtu.be/AlhEmWh3Cyo?si=DR2jhYSb_auISEkW
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup