Najpierw ekscytacja a później album zaczynał mnie nudzić coraz bardziej. Z SOTU jest odwrotnie: najpierw podszedłem do niego chłodno, a teraz album mnie coraz bardziej wciąga. Myślę, że nie ma się co czepiać warsztatu, itd., w końcu jaki zespół dzisiaj używa sprzętu sprzed 30, 40 lat? Równie dobrze mogli pójść na łatwiznę i wydać gitarowe disco, jak to zrobiło U2 na najnowszej płycie. Progres w porównaniu do poprzedniej płyty jest znaczny i za to należą się duże brawa dla DM, bo oni zawsze robili - i robią - muzykę nie oglądając się na innych (inaczej niż U2), po prostu robią muzykę, którą lubią i nienawidzą szufladkowania a przecież nie od dziś wiadomo, że króluje stereotyp "mrocznego DM" a oni się od tego dystansują i odcinają. I słusznie.
I na koniec pytanie do Stelmacha: - Gdzie niby na SOTU słychać Paper Monsters i Hourglass?
Ten człowiek ma coś z głową nie tak.