Post
15 sty 2020 21:17
Ten humor to tak nie do końca można zrzucać tylko na reżysera, bo przecież nie on pisał scenariusz. Jego autorem jest Joss Whedon, który był odpowiedzialny za serial Buffy Postrach Wampirów, a obecnie za kilka filmów superbohaterskich Marvela. I jeżeli ktoś tu ładował humor, to właśnie Whedon, bo to w jego stylu. Jean-Pierre Jeunet jest bardziej facetem ubajkowiającym. Nie wiem czy oglądałeś jakieś inne jego filmu, pewnie mogłeś słyszeć o Amelii, bo to chyba jego najbardziej znany film. Najlepszy, to chyba Miasto Zaginionych Dzieci. Polecam, bo to naprawdę doskonały film. Widać po nim jak niesamowite oko ma Jeunet do obrazków jak ze snu. To było mega ryzykowne posunięcie ze strony Foxa, że zwrócili się do niego. Na tym etapie miał na koncie tylko dwa filmy, w dodatku oba francuskie. Kiedy przyjechał kręcić Obcego, nie znał nawet angielskiego więc porozumiewał się z ekipą za pomocą tłumacza, co pewnie było katorgą zarówno dla niego, jak i aktorów i reszty. Ja będę go bronił, bo wniósł do filmu wizualną świeżość, europejską egzotykę i przede wszystkim wybitnych aktorów - Rona Perlmana (Johner) i Dominica Pinona (Vriess, ten na wózku) oraz zdjęciowca i montażystę, z którymi pracował przy poprzednich, kultowych filmach. Jego pomysłem był na pewno alkohol w kostkach i scena, w której Generał Perez wyciąga sobie mózg z głowy. To był dosyć makabryczny, psychodeliczny humor. Cała reszta leży w scenariuszu, zwłaszcza dialogi.
Jeśli chodzi o doskonałych aktorów, to jest jeszcze Brad Douriff (Dr. Gediman), który powinien dostać Oscara za całokształt. O Sigourney Weaver oczywiście nie muszę wspominać. Winona Ryder to spoko aktorka, ale to raczej nie była jej najlepsza rola (chociaż tragedii tez nie ma).
Myślę, że Ressurection jest trochę niedoceniany i cierpi głównie dlatego, że jest porównywany z Alien i Aliens, a tutaj na prawdę nie idzie wygrać. Ten sam problem miał Alien 3, który w dodatku rozwścieczył fanów Aliens. Film ma swoje grzechy, ale warto docenić to, że próbowali zrobić coś nowego. I, o ile ożywienie Ripley przez klonowanie, było zabiegiem dosyć chamskim i na swój sposób tanim (typowe lata 90), to dzięki temu można było poruszyć kilak ciekawych, nowych dla serii kwestii, a do tego dobrze je ukazać. Mam tu głównie na myśli scenę, w której Ripley odkrywa salę ze swoimi nieudanych poprzedniczkami i pali wszystkie klony. Mocna scena, która moim zdaniem sama w sobie stanowi usprawiedliwienie dla pozornie taniego chwytu.
Sama Sigourney Weaver miała pole do popisu, bo to zarówno jest Ripley, jak i nie jest. Trochę zła, trochę dobra. Trochę człowiek, trochę Obcy. Podobało mi się też, że seria wróciła trochę do korzeni i ludzie znowu byli uwięzieni ze Xenomorfami na statku w kosmosie, bez możliwości ucieczki.
AR było pełne fajnych pomysłów, dobrej muzyki, kapitalnych zdjęć i świetnej atmosfery, ale przede wszystkim kontynuowało tradycję serii, czyli było zupełnie inne niż poprzednie części i wprowadziło wiele nowego. Pod tym względem szanuję tez prequele Scotta. To nie jest robienie starych filmów na nowo, bo ludzie bardziej je lubią. Aliens kiedyś też budziło kontrowersje. Trzeba mieć jaja, a że rezultat nie zawsze wychodzi najlepiej to inna sprawa, ale uważam, że warto ryzykować, bo bez takiego nastawienia, nie byłoby nawet pierwszego Obcego. W sumie nie wiem co tak naprawdę nie zadziałało w AR, bo nie da się ukryć, że film nie jest tak dobry jak poprzednie. Może dlatego, że twórcy nie poszli na maksa w żadną stronę. Z jednej strony śmiałe zaangażowanie Jeuneta i danie mu wolnej ręki, główna bohaterka, która jednocześnie jest protagonistką i antagonistką, śmiałe sceny ala seks Ripley z Obcym (że to przeszło!), czy Newborn, który był absolutnie rewelacyjny i szokująco odrażający. Z drugiej, wszystko to przepuszczono przez filtr pod tytułem "lata 90 w kinie science-fitcion", więc mamy niepasujący humor, troche taniego efekciarstwa, słabe dialogi. O dziwo sporo w tym filmie praktycznych efektów i komputerowy Obcy pojawiają się bardzo rzadko. Całe szczęście, bo wiadomo jak bym to wyglądało. Nawet w kręconym 7 lat później Aliens vs Predator (kolejny temat do dyskusji), cyfrowe kseny wyglądały źle.
Ostatecznie, AR to był ciekawy pomysł, z dobrymi ludźmi za sterami, ale brakiem pełnego wiatru w konkretne żagle. Whedon w pierwszej wersji scenariusza dorzucił nawet zakończenie na Ziemi, gdzie stoczono by epicką walkę z Obcymi. Ale by to był paździerz. Inna sprawa, że jego wstępnym pomysłem było to aby główną bohaterką był klon Newt. Studio uparło się jednak, że to ma być Ripley i Whedon jakoś to wypierdział.
Nie wiem, czy gdyby to była Newt to nagle byłoby dużo lepiej. Może dobrze, że to jednak była Ripley. Nie wiem. W każdym razie, lubię ten film i mimo wielu głupot i tak miał, moim zdaniem, więcej sensu niż Prometeusz i Covenant.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn