Cóż, w 1990 roku, kiedy wychodził Violator, to ja dopiero byłem w planach, później te plany zaczęły się realizować.
Na dobre zacząłem słuchać Depeche Mode w 2009, więc największa fala depeszomanii mnie ominęła. Choć zauważam, że dziś słucham wielu przebojów takich jak Enjoy The Silence, Walking In My Shoes, Never Let Me Down Again, I Feel You, It's No Good i innych niemal jakby w tle radio grało. Choć sprawiają mi pewną przyjemność ze słuchania (Walking, Precious, Stripped jest chyba zbyt mało oczywiste, żeby się tu łapać).
Widzę po sobie wiele sentymentów, zwłaszcza do słuchanych za małego starych przebojów z lat 80. i 90. (tak, w tym tych znienawidzonych przez agresywnych zwolenników rocka) czy różnych klasyków polskiej piosenki (typu: Grzegorz Turnau, Helena Majdaniec itd.) Tym niemniej trochę odszedłem od tego i myślę, że jeśli człowiek chce znać nowe rzeczy, rozwijać się, to musi zapoznawać się z czymś, co odbiega pod różnymi względami od tego, czego słuchał wcześniej. Choć wcale nie jest to konieczne.
Dla mnie "depeszowy" to jest przede wszystkim Gahan, jego śpiew, barwa jego głosu, nie bardzo potrafię sobie wyobrazić słuchanie DM, gdyby miał odejść, jeśli to w ogóle nastąpi. Nasłuchałem się tylu rzeczy w wykonaniu DM, że jestem przyzwyczajony do różnych stylistyk i prędzej czy później łapię i nowe piosenki i ich brzmienie. Kiedyś też zdarzały im się wtopy (nudne It Doesn't Matter, kiepskie zaplanowanie, jak ma wyglądać MFTM i pewnie jeszcze coś by się znalazło). I później też (Peace).
W jednej z biografii DM (chyba Millera) cytowano Vince'a Clarke'a, który zadawał sobie pytanie: "tyle już osiągnąłem, po co to ciągnąć, skoro nie muszę" (w kontekście Gahana, który wyszedł z uzależnień). To jest chyba klucz: niektórym nie podoba się chyba, że DM nie są już tak zaangażowani, jak kiedyś. Bo nie muszą. I delikatnego Excitera też słucha się dobrze. Jedno, co zauważyłem u siebie to to, że inny mam nastrój, kiedy słucham DM 86>98, a inny, kiedy leci Exciter, Delta czy Spirit (i jeszcze inny przy CTA i SGR, trochę przy BC ze względu na industrialne wtręty). Exciter czy Delta są jakby spokojniejsze, mniej w nich pędu do przodu, są jakby bardziej refleksyjne dla mnie. Ale to tyle, to późniejsze DM też lubię, takie Corrupt to perełka dyskografii, Cover Me jest wspaniałe itd.
Martyr jest płytki, wpada jednym uchem, a wypada drugim. Melodia jest chwytliwa, ale w tym kawałku raczej więcej nie ma (wokal jest ok).
Rozpisałem się dużo, ale tak śledziłem dyskusję Hiena, Shodana i Dragona i zacząłem się zastanawiać, co ja sam uważam. Mam nadzieję, że napisałem zrozumiale.