GEX (1995)
Gra, od której de iure zaczęła się moja przygoda z grami (de facto było to któreś Mario ogrywane na Pegasusie - chyba Pegasusie - w świetlicy zapewne nieistniejącego już sanatorium w nadmorskich Dąbkach w mniej więcej czasie premiery Gexa). Jest sobie maj 1998 i mam komunię. Wbrew obiegowym i popularnym żartom związanym z pieniędzmi z komunii, moje nigdy nie zniknęły nie wiadomo gdzie w nie wiadomo jakich okolicznościach, a zostały przeznaczone, na pierwszy w moim życiu komputer, zakupiony jakieś 2 miesiące później. Cóż to była za maszyna! Pentium II 200 MHz, 256 MB RAMu, grafika z procesorem Voodoo no i dźwiękówka Aureal Vortex, która dzięki dołączonej do płyty z driverami aplikacji MIDI Voyetry rozpoczęła moją fascynację robieniem muzy. Komputer był zakupiony od Optimusa i... w jakiś sposób ciągle go mamy, bo ojciec używa go w pracy xD (ale to w oczach wielu swoich znajomych ja jestem cokolwiek luddystą odpornym na nowinki techniczne...). Do wszystkiego Windows 95, 2 programy edukacyjne (jeden z dinozaurami i jeden z językiem angielskim), program o kuchni włoskiej i kosmetykach Lancome + 4 gry, z czego tylko jedna w dużym boksie (The Neverhood, który swoją drogą też wymaga wspomnienia). Pozostałe 3 były w zwykłych jewel case'ach z okładkami, których nie było widać, bowiem na frontach naklejone były słynne CERTIFICATES OF AUTHENTICITY od Microsoftu (chociaż tych 3 gier Microsoft był głównie dystrybutorem). Te 3 pozostałe to były Soccer, Monster Truck Madness i właśnie Gex.
Gex to platformówka niespecjalnie zręcznościowa, którą pomyliłem z... piłką nożną xD pamiętam, że prosiłem speca, który nam składał tego kompa i go konfigurował (wszyscy byliśmy tak przerażeni zupełnie nowym sprzętem w domu, że ojciec zabronił mi samodzielnego używania płyt CD żebym czegoś nie popsuł lol), żeby właśnie zainstalował mi grę z piłką. Przez ukryte okładki wskazałem Gexa no i... tak poszło. Gex jest absolutnie genialny. Dość powiedzieć, że do dziś mam oryginalne (wszystkie 4 zresztą) płyty z tamtych czasów, Gex znalazł się na moim koncie GOGowym kiedy tylko uświadomiłem sobie, że jest tam dostępny. Na czym polega ta gra? A więc mamy sobie wesołego zielonego gekona, który spędza dnie przed telewizorem wysiadując w swoim ulubionym wygodnym fotelu. Za dużo chyba oglądał tej telewizji, bo w pewnym momencie z telewizora wyskakuje łapsko Reza, "overlorda" świata mediów, który umieszcza Gexa w uniwersum swojego nowego show. Gex, żeby wydostać się z tego wymiaru musi przebić się przez kilka światów o dziwnych motywach poprzez odnajdywanie pilotów, którymi może wyłączyć odbiorniki blokujące wyjścia. Światów jest 6 - cmentarno-mroczny, kreskówkowy, afrykańsko-dżunglowy, chińsko-japoński i cyberpunkowy poziom bossa, gdzie bijemy się z samym Rezem. Jeśli po drodze na pozostałych poziomach zdobędziemy odpowiednią liczbę punktów oznaczanych przez złote muszki, po za*ebaniu Reza uzyskujemy pilot do bonusowego świata o wdzięcznej nazwie Planet X, który jest rozkosznie pastiszowo futurystyczny i ma bodaj najlepszą muzykę w całej grze (gdzie generalnie soundtrack jest gry mocną stroną, nie ma tu złego kawałka wliczając w to menu główne). Po drodze rozwalamy tabuny dziwacznych wrogów (skaczące pomidory będące dość oczywistym nawiązaniem do Potwornych Pomidorów, gladiatorzy z piłami zamiast rąk czy jaszczurki a la stripped), łapiemy muszki, życia i powerupy w postaci zamkniętych w kolorowych kapsułkach robali. Prócz nich są też rzecz jasna bossowie, którzy doganiają resztę stylistyki gry, jak rzygająca wiedźma czy pierdzący grubas. Whole lotta fun.
Gex to platformówka, a platformówki kojarzy się głównie z dziećmi. Tymczasem ta już na samym początku wydawała mi się dość hmm... dorosła, tzn. skierowana do trochę starszego gracza z odpowiednim rozeznaniem kulturowym, żeby odpowiednio zrozumieć wszystkie references. Ja za dzieciaka zresztą odcyfrowałem tylko jeden tekst Gexa, który lubię do dziś - było to "Hey Scoob, let's get back to the Mystery Van"

Gex sadzi tekstami przy niemal każdej akcji bądź też bezczynności, jeśli dłuższą chwilę nic nie robimy. Teksty są dopasowane do okoliczności, a więc inne, kiedy zdobywamy znajdźkę, inne, kiedy dostajemy po dupie a inne kiedy osiągamy miażdżące zwycięstwa. Wiele z nich to też po prostu luźne uwagi dot. przebywania bohatera w świecie telewizyjno-kinowym, np. "I just love a good Kubrick movie!". Wszystkie kwestie wypowiadane są przez amerykańskiego komika Danę Goulda, który przez kilka lat był odpowiedzialny za Simpsonów. Czuć specyficzny humor. Wspomniałem też o muzie (będącej dziełem Steve'a Henifina, który współtworzył m.in. OST do jednej z części Metal Gear Solid; ciekawą drogę niektórzy growi kompozytorzy przechodzą, podobnie wielki rozstrzał jest u jednego z największych, a więc Jeremy'ego Soule'a, który walnął zarówno OST do gier z serii Harry Potter jak i Skyrima) - jest super, dobrze pasuje do motywów poszczególnych poziomów (motyw główny planszy cmentarnej to mój must-be na Halloween), nie nuży, nie męczy, bezpośrednio po rozpoczęciu przygody z grą byłem nią tak zafascynowany, że nagrywałem ją sobie na kasety (poprzez podstawienie magnetofonu wyposażonego w mikrofon pod głośniki wbudowane w monitor i włączenie REC

). To była zresztą pierwsza świadomie pozyskana przeze mnie muzyka. Do dziś lubię wracać

.
Grafika się zestarzała po tych 30 już prawie latach od premiery, widać to zwłaszcza na dobrych monitorach albo po odpaleniu gry przez TV, ale lekką pikselozę równoważy fun. Poziomy były naprawdę fajnie zaprojektowane, dużo się działo, dużo trzeba było pokombinować. Wiem, że podobnych gier powstało zatrzęsienie i w tym konkretnym wypadku bardzo przemawia przeze mnie NOSTALGIA, ale też uważam, że jak na tamte czasy gra była naprawdę RZETELNIE zrealizowana, i napieprzanie w nią do dziś może być przyjemne (ostatnio grałem w lutym ubiegłego roku, przestałem szybko tylko dlatego, że robiłem to już dziesiątki razy i znam ją na pamięć

). Warto zauważyć, że jest to w ogóle pierwsza część trylogii - pozostałe 2 części, tj. Gex: Enter the Gecko i Deep Cover Gecko były jeszcze bardziej porąbane, jeszcze bardziej "dorosłe" (padały żarty nawiązujące np. do masturbacji), jeszcze bardziej przesycone popkulturą (darły łacha zwłaszcza z marki Jamesa Bonda) i przede wszystkim w 3D. Oryginalny Gex miał bowiem klasyczny "rzut z boku". W te 2... nie grałem

i przyznam, że jakoś mnie nie ciągnęło bardzo nigdy. Nawet nie wiem czemu, ale mechanizm tego zjawiska objaśniłem już w wątkach Best Of związanych z muzyką

może kiedyś.
Polecam Waszej uwadze, jeśli będziecie mieli ochotę na coś mało zobowiązującego. Czasem można się tu zaciąć, zwłaszcza na bossach, ale poza tym gra się stosunkowo łatwo. W dodatku przejście całości ciągiem zajmuje trochę ponad 3 godziny, więc przy spięciu dupy (i ew. pomocy z paroma "zagadkami" na YT) gra jest do rozbicia w 3 popołudnia. Na GOGu kosztuje grosze. Jedna uwaga - zdecydowanie najwygodniej gra się padem (na szczęście gra jak radziła sobie 20-parę lat temu ze zwykłym padem od Microsoftu rok temu poradziła sobie z padem od Xboxa podpiętym do laptopa, mapowanie odbyło się automatycznie i było bardzo intuicyjne), klawiatura bywa męcząca, kiedy trzeba wykonać jakąś sekwencję ruchów ogonem bądź też szybko biec. Ale to drobiazgi. Także no, "let's get it on!".
Dorzucam 2 filmy tutaj na dole, jeden z pierwszej planszy (cmentarnej), zresztą mój ulubiony na niej (Disco Inferno), a drugi to gameplay całej planszy Planet X (wraz z ukrytym levelem do którego nigdy nie dotarłem), gdzie moim faworytem jest The Web (ostatnie, a-a-a-ale powinno być pierwsze):
1.
https://www.youtube.com/watch?v=lStNWo6VPGU
2.
https://www.youtube.com/watch?v=KFfaISFGFDQ
Miłego seansu ^^
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl