LIVE - najlepsze wersje utworów - edycja post Memento Mori Tour
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
UWAGA
Everything Counts
Devotional Tour 23
Touring The Angel 21
Music For The Masses Tour 20
World Violation Tour 19
Some Great Reward 15
Black Celebration Tour 14
Memento Mori Tour 8
Global Spirit Tour 8
Construction Time Again Tour 7
a dla porównania, wyniki sprzed 5 (!!!!) lat, w większym gronie:
Everything Counts
29 Devotional Tour
24 World Violation Tour
23 Music For The Masses Tour
19 Touring The Angel
15 Black Celebration Tour
14 Global Spirit Tour
12 Some Great Reward
8 Construction Time Again Tour
Przechodzimy dalej, zaraz (ale tym razem już na serio zaraz) wrzucam Somebody
Everything Counts
Devotional Tour 23
Touring The Angel 21
Music For The Masses Tour 20
World Violation Tour 19
Some Great Reward 15
Black Celebration Tour 14
Memento Mori Tour 8
Global Spirit Tour 8
Construction Time Again Tour 7
a dla porównania, wyniki sprzed 5 (!!!!) lat, w większym gronie:
Everything Counts
29 Devotional Tour
24 World Violation Tour
23 Music For The Masses Tour
19 Touring The Angel
15 Black Celebration Tour
14 Global Spirit Tour
12 Some Great Reward
8 Construction Time Again Tour
Przechodzimy dalej, zaraz (ale tym razem już na serio zaraz) wrzucam Somebody
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Oho, to pewnie Mentos dołączy.
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Somebody
Zwracam uwagę na pewną zmianę, albowiem rozdzieliłem wykonania Petera i Alana z trasy TOTU. Pchanie ich do jednego wora po prostu nie ma sensu. Jedziemy:
Some Great Reward Tour 1984/1985
Pierwsze wykonania Somebody charakteryzują się tym, że zawierają podkład z wersji studyjnych. Różne dziwne dźwięki, okrzyki, itd. Martin po pierwszej zwrotce nuci melodię pianina, czego później już nie było. Na tej trasie robił tak tylko od koncertu w Manchesterze, do koncertów w Londynie, więc przez niecały miesiąc, ale mimo wszystko warto to odnotować. Ogólnie w kilku momentach śpiewa też inaczej, co później zmieniał. Charakterystyczna pauza w drugiej zwrotce, pojawia się już na tej trasie, podobnie jak dodatek „in a place like this I’ll get away with it”. To były takie czasy, że zespół bawił się wykonaniami dosyć często. Oczywiście warto zaznaczyć, że Martin na tej trasie ma krystaliczny głos, który zdecydowanie służy temu utworowi.
Tutaj wersja z Londynu
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1984 ... 644/07.m4a
a tu Bazylea, już trochę inaczej
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1984 ... 644/10.m4a
Black Celebration Tour 1986
Ostatni koncert SGRT był ostatnim koncertem dla wielu utworów i wydawało się, że dla Somebody też. To pojedyncze wykonanie z trasy BCT wydaje się być wyjątkiem potwierdzającym regułę, ale okazało się odwrotnie. Alan ma jakieś mocno ejtisowe brzmienie na klawiszu, Martin świetnie śpiewa, co zresztą nie powinno dziwić. Podkładu już nie ma, poza tym aranżacja bliźniacza do tej z poprzedniej trasy, acz Martin pomija fragment „in a place like this”. Końcowe zaśpiewy również trochę inne niż zwykle. Publika śpiewa cały czas, co pokazuje, że kawałek był mocno popularny. Nie pamiętam, żeby zespół kiedykolwiek był pytany o to wykonanie, więc nie wiadomo, czy to był spontan, czy przemyślana niespodzianka na koniec trasy. Stawiam raczej to drugie, chociaż z nimi nigdy nie wiadomo.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1986 ... 644/09.m4a
Music For The Masses Tour 1987/1988
Na tej trasie Somebody też było rzadkością. Wskoczyło pod koniec MFTMT w 1988 r. i to w zasadzie przypadek, że na „101” mamy to, a nie Pipeline. Nie zmienia to faktu, że to absolutnie klasyczna wersja Somebody. Brzmienie pianina nie zalatuje już tanim Casio, a o wokalu Martina można pisać książki. Moim zdaniem, między 88, a 90 rokiem, Gore był na absolutnej wyżynie kondycji wokalnej, a Somebody z Pasadeny jest tego doskonałym przykładem. Dla mnie, i pewnie dla wielu innych fanów, to jest ostateczne i wyczerpujące temat wykonanie koncertowe tej piosenki.
https://youtu.be/o2uPh2ihR8g
Devotional Tour 1993/1994
Pianino Alana w końcu brzmi jak pianino, bo jest prawdziwym pianinem. Alan gra o oktawę niżej, co tworzy ciekawy efekt, nadaje kawałkowi podniosłości. Nieco bardziej zwięzła wersja, Martin już się tak nie popisuje. Kawałek odsiedział na ławce całą jedną trasę, więc minęło 5 lat (w przypadku konkretnego wykonania poniżej, 6). Słychać, że Martin chlał, i to chlał bardzo. O ile w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że to wykonanie jest złe, to słychać już pewne fałsze, których wcześniej nie było oraz zaczątki stolcówy, która będzie nas nawiedzała od tego momentu praktycznie w każdym kawałku śpiewanym live przez Martina. Końcówka krótka i śpiewana nisko.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1994 ... 648/14.m4a
Singles Tour 1998
Wkraczamy tu do zupełnie innej krainy. Bardzo wolna i spokojna wersja. Pierwszy raz gra Peter Gordeno, który ma trochę inny styl niż Alan, bardziej bluesowy, niemniej warto zaznaczyć, że te wykonania z 1998 r. są jeszcze względnie podobne do tego, jak ten kawałek brzmiał wczesniej. Utrzymano niższą oktawę z poprzedniej trasy. Martin trochę pewniej śpiewa niż na poprzedniej trasie, ale też momentami idzie mu dosyć ślamazarnie. Trochę za dużo przerw w drugiej zwrotce.
Na końcu Gordeno wchodzi już mocno w swoją stylówę.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1998 ... CD2/05.m4a
Exciter Tour 2001
Somebody zostało na tej trasie odegrane tylko dwa razy, zapewne po to aby odhaczyć i nie popełnić błędu z World Violation. Ponownie za dużo przerw w drugiej zwrotce. U Martina zaczyna poważnie kształtować się stolcówa. Jeszcze nie tak irytująca jak dziś, ale podwaliny są. Muzycznie Gordeno jeszcze bardziej się rozsaloonowił. Ochy i achy Martina na końcu trochę kościelne. Publika w wykonaniu niżej ładnie śpiewa razem z Gorem.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2001 ... CD1/09.m4a
Touring The Angel 2005/2006
Somebody pojawiało się na tej trasie znacznie częściej, ale też nie był to stały punkt programu, takiego statusu kawałek po SGRT już nie odzyskał. Bardzo podobnie jak na poprzednich trasach, ale Martin pozbył się w końcu tych przerw i generalnie wydaje mi się, że śpiewa trochę lepiej. Peter trochę za bardzo robi momentami szopenówę, czasami to wypada lepiej, czasami gorzej. Zaśpiewy za końcu nieco bardziej w starym stylu.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2005 ... CD2/06.m4a
Tour of The Universe 2009/2010 – wersja z Peterem
Wersja z trasy promującej SOTU, nie brzmi na moje ucho zbyt inaczej niż wcześniejsza, ale jest kilka elementów, które ją wyróżniają. W drugiej zwrotce robi się cicho i Martin śpiewa przez chwilę a capella, razem z całą salą. Fajnie, będąc wykonawcą, mieć taki kawałek. Końcówka mocno bluesująca.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2009 ... CD2/05.m4a
Tour of The Universe 2009/2010 – wersja z Alanem
Jeśli chodzi o wersję z Alanem, to w zasadzie mamy powtórkę ze starych czasów, ale z wokalem Martina a.d. 2010, który w tym wykonaniu i tak brzmi nieźle. Kiedy już zacząłem osłuchiwać się ze świeższymi trasami w kontekście tego kawałka, uderzyło mnie jak bardzo, nadal, działa prostota tych alanowych wykonań (co jest jednak najbardziej niealanową rzeczą, jaką Alan mógł zrobić). Wilder gra ostrożnie, to jest jego pierwszy występ w DM od 1994 r. i być może ostatni. Nikt się tutaj nie spieszy, wszyscy cieszą się chwilą.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2010 ... 644/18.m4a
Delta Machine Tour 2013/2014
Somebody zaliczyło kilka wykonań na krzyż na tej trasie. Gordeno gra trochę bardziej pokornie, ale na końcu i tak się trochę rozbestwia. Martin jakby trochę lepiej wokalnie, znalazł sobie sposób na ten kawałek przy tamtejszych możliwościach. Uśmiechnięty, wyluzowany, wczuwa się, widać, że lubi śpiewać tę piosenkę, chociaż zachowuje sobie tę przyjemność na rzadkie okazje.
https://www.youtube.com/watch?v=69dr0E66EIw
Global Spirit Tour 2017/2018
Bardzo wolna i spokojna wersja. Martin aż się cały trzęsie śpiewając, ale wyjątkowo tutaj nie psuje to wrażenia, jak w przypadku Things U Said. Dochodzę do wniosku, że ten numer dojrzewa razem z Gorem. Facet śpiewa tę starą piosenkę i pewnie jest to nie byle jakie przeżycie dla kogoś w tym wieku, kto po ponad 30 latach może nadal śpiewać tę samą piosenką, którą napisał jako biegający w sukience dwudziestolatek. Zmęczony i zużyty głos, nabiera w tym kontekście zupełnie innego znaczenia.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2018 ... 128/14.m4a
Memento Mori Tour 2023/2024
Nieco, mam wrażenie, szybciej niż na Globalu, ale równie oszczędnie. Niby nadal typowy Gordeno, ale po prostu oszczędniej. Wróciła przerwa po „kiss me tenderly”. Końcowe zaśpiewa już bez nałożonych grubych efektów, jak na trasie wcześniej i chyba kilku poprzednich.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2024 ... 496/12.m4a
Moje typy:
12 Music for the Masses Tour
11 Some Great Reward Tour
10 Global Spirit Tour
9 Memento Mori Tour
8 Tour of the Universe - Alan
7 Devotional Tour
6 Black Celebration Tour
5 Tour of the Universe - Gordeno
4 Exciter Tour
3 Delta Machine Tour
2 Touring the Angel
1 Singles Tour
Spore zmiany u mnie, bardzo wysoko podciągnęła się wersja z Globalnego. Nie wiem, może po prostu rusza mnie ten rozliczeniowy charakter wykonań starego Martina, może to, że Gordeno trochę zwolnił też, ma to po prostu inny wydźwięk dla mnie, stolcówa czy nie, przemawia do mnie ta wersja. Wersja z ostatniej trasy, trochę na fali tego co w/w, też wysoko. Reszta z grubsza bez większych zmian.
Zwracam uwagę na pewną zmianę, albowiem rozdzieliłem wykonania Petera i Alana z trasy TOTU. Pchanie ich do jednego wora po prostu nie ma sensu. Jedziemy:
Some Great Reward Tour 1984/1985
Pierwsze wykonania Somebody charakteryzują się tym, że zawierają podkład z wersji studyjnych. Różne dziwne dźwięki, okrzyki, itd. Martin po pierwszej zwrotce nuci melodię pianina, czego później już nie było. Na tej trasie robił tak tylko od koncertu w Manchesterze, do koncertów w Londynie, więc przez niecały miesiąc, ale mimo wszystko warto to odnotować. Ogólnie w kilku momentach śpiewa też inaczej, co później zmieniał. Charakterystyczna pauza w drugiej zwrotce, pojawia się już na tej trasie, podobnie jak dodatek „in a place like this I’ll get away with it”. To były takie czasy, że zespół bawił się wykonaniami dosyć często. Oczywiście warto zaznaczyć, że Martin na tej trasie ma krystaliczny głos, który zdecydowanie służy temu utworowi.
Tutaj wersja z Londynu
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1984 ... 644/07.m4a
a tu Bazylea, już trochę inaczej
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1984 ... 644/10.m4a
Black Celebration Tour 1986
Ostatni koncert SGRT był ostatnim koncertem dla wielu utworów i wydawało się, że dla Somebody też. To pojedyncze wykonanie z trasy BCT wydaje się być wyjątkiem potwierdzającym regułę, ale okazało się odwrotnie. Alan ma jakieś mocno ejtisowe brzmienie na klawiszu, Martin świetnie śpiewa, co zresztą nie powinno dziwić. Podkładu już nie ma, poza tym aranżacja bliźniacza do tej z poprzedniej trasy, acz Martin pomija fragment „in a place like this”. Końcowe zaśpiewy również trochę inne niż zwykle. Publika śpiewa cały czas, co pokazuje, że kawałek był mocno popularny. Nie pamiętam, żeby zespół kiedykolwiek był pytany o to wykonanie, więc nie wiadomo, czy to był spontan, czy przemyślana niespodzianka na koniec trasy. Stawiam raczej to drugie, chociaż z nimi nigdy nie wiadomo.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1986 ... 644/09.m4a
Music For The Masses Tour 1987/1988
Na tej trasie Somebody też było rzadkością. Wskoczyło pod koniec MFTMT w 1988 r. i to w zasadzie przypadek, że na „101” mamy to, a nie Pipeline. Nie zmienia to faktu, że to absolutnie klasyczna wersja Somebody. Brzmienie pianina nie zalatuje już tanim Casio, a o wokalu Martina można pisać książki. Moim zdaniem, między 88, a 90 rokiem, Gore był na absolutnej wyżynie kondycji wokalnej, a Somebody z Pasadeny jest tego doskonałym przykładem. Dla mnie, i pewnie dla wielu innych fanów, to jest ostateczne i wyczerpujące temat wykonanie koncertowe tej piosenki.
https://youtu.be/o2uPh2ihR8g
Devotional Tour 1993/1994
Pianino Alana w końcu brzmi jak pianino, bo jest prawdziwym pianinem. Alan gra o oktawę niżej, co tworzy ciekawy efekt, nadaje kawałkowi podniosłości. Nieco bardziej zwięzła wersja, Martin już się tak nie popisuje. Kawałek odsiedział na ławce całą jedną trasę, więc minęło 5 lat (w przypadku konkretnego wykonania poniżej, 6). Słychać, że Martin chlał, i to chlał bardzo. O ile w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że to wykonanie jest złe, to słychać już pewne fałsze, których wcześniej nie było oraz zaczątki stolcówy, która będzie nas nawiedzała od tego momentu praktycznie w każdym kawałku śpiewanym live przez Martina. Końcówka krótka i śpiewana nisko.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1994 ... 648/14.m4a
Singles Tour 1998
Wkraczamy tu do zupełnie innej krainy. Bardzo wolna i spokojna wersja. Pierwszy raz gra Peter Gordeno, który ma trochę inny styl niż Alan, bardziej bluesowy, niemniej warto zaznaczyć, że te wykonania z 1998 r. są jeszcze względnie podobne do tego, jak ten kawałek brzmiał wczesniej. Utrzymano niższą oktawę z poprzedniej trasy. Martin trochę pewniej śpiewa niż na poprzedniej trasie, ale też momentami idzie mu dosyć ślamazarnie. Trochę za dużo przerw w drugiej zwrotce.
Na końcu Gordeno wchodzi już mocno w swoją stylówę.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1998 ... CD2/05.m4a
Exciter Tour 2001
Somebody zostało na tej trasie odegrane tylko dwa razy, zapewne po to aby odhaczyć i nie popełnić błędu z World Violation. Ponownie za dużo przerw w drugiej zwrotce. U Martina zaczyna poważnie kształtować się stolcówa. Jeszcze nie tak irytująca jak dziś, ale podwaliny są. Muzycznie Gordeno jeszcze bardziej się rozsaloonowił. Ochy i achy Martina na końcu trochę kościelne. Publika w wykonaniu niżej ładnie śpiewa razem z Gorem.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2001 ... CD1/09.m4a
Touring The Angel 2005/2006
Somebody pojawiało się na tej trasie znacznie częściej, ale też nie był to stały punkt programu, takiego statusu kawałek po SGRT już nie odzyskał. Bardzo podobnie jak na poprzednich trasach, ale Martin pozbył się w końcu tych przerw i generalnie wydaje mi się, że śpiewa trochę lepiej. Peter trochę za bardzo robi momentami szopenówę, czasami to wypada lepiej, czasami gorzej. Zaśpiewy za końcu nieco bardziej w starym stylu.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2005 ... CD2/06.m4a
Tour of The Universe 2009/2010 – wersja z Peterem
Wersja z trasy promującej SOTU, nie brzmi na moje ucho zbyt inaczej niż wcześniejsza, ale jest kilka elementów, które ją wyróżniają. W drugiej zwrotce robi się cicho i Martin śpiewa przez chwilę a capella, razem z całą salą. Fajnie, będąc wykonawcą, mieć taki kawałek. Końcówka mocno bluesująca.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2009 ... CD2/05.m4a
Tour of The Universe 2009/2010 – wersja z Alanem
Jeśli chodzi o wersję z Alanem, to w zasadzie mamy powtórkę ze starych czasów, ale z wokalem Martina a.d. 2010, który w tym wykonaniu i tak brzmi nieźle. Kiedy już zacząłem osłuchiwać się ze świeższymi trasami w kontekście tego kawałka, uderzyło mnie jak bardzo, nadal, działa prostota tych alanowych wykonań (co jest jednak najbardziej niealanową rzeczą, jaką Alan mógł zrobić). Wilder gra ostrożnie, to jest jego pierwszy występ w DM od 1994 r. i być może ostatni. Nikt się tutaj nie spieszy, wszyscy cieszą się chwilą.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2010 ... 644/18.m4a
Delta Machine Tour 2013/2014
Somebody zaliczyło kilka wykonań na krzyż na tej trasie. Gordeno gra trochę bardziej pokornie, ale na końcu i tak się trochę rozbestwia. Martin jakby trochę lepiej wokalnie, znalazł sobie sposób na ten kawałek przy tamtejszych możliwościach. Uśmiechnięty, wyluzowany, wczuwa się, widać, że lubi śpiewać tę piosenkę, chociaż zachowuje sobie tę przyjemność na rzadkie okazje.
https://www.youtube.com/watch?v=69dr0E66EIw
Global Spirit Tour 2017/2018
Bardzo wolna i spokojna wersja. Martin aż się cały trzęsie śpiewając, ale wyjątkowo tutaj nie psuje to wrażenia, jak w przypadku Things U Said. Dochodzę do wniosku, że ten numer dojrzewa razem z Gorem. Facet śpiewa tę starą piosenkę i pewnie jest to nie byle jakie przeżycie dla kogoś w tym wieku, kto po ponad 30 latach może nadal śpiewać tę samą piosenką, którą napisał jako biegający w sukience dwudziestolatek. Zmęczony i zużyty głos, nabiera w tym kontekście zupełnie innego znaczenia.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2018 ... 128/14.m4a
Memento Mori Tour 2023/2024
Nieco, mam wrażenie, szybciej niż na Globalu, ale równie oszczędnie. Niby nadal typowy Gordeno, ale po prostu oszczędniej. Wróciła przerwa po „kiss me tenderly”. Końcowe zaśpiewa już bez nałożonych grubych efektów, jak na trasie wcześniej i chyba kilku poprzednich.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2024 ... 496/12.m4a
Moje typy:
12 Music for the Masses Tour
11 Some Great Reward Tour
10 Global Spirit Tour
9 Memento Mori Tour
8 Tour of the Universe - Alan
7 Devotional Tour
6 Black Celebration Tour
5 Tour of the Universe - Gordeno
4 Exciter Tour
3 Delta Machine Tour
2 Touring the Angel
1 Singles Tour
Spore zmiany u mnie, bardzo wysoko podciągnęła się wersja z Globalnego. Nie wiem, może po prostu rusza mnie ten rozliczeniowy charakter wykonań starego Martina, może to, że Gordeno trochę zwolnił też, ma to po prostu inny wydźwięk dla mnie, stolcówa czy nie, przemawia do mnie ta wersja. Wersja z ostatniej trasy, trochę na fali tego co w/w, też wysoko. Reszta z grubsza bez większych zmian.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jak tam Wuja?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jeszcze chwilka.
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
12 MFTMT
11 Devotional
10 SGRT
9 TOTU - Wilder
8 DMT
7 TOTU - Gordeno
6 TTA
5 ExT
4 Singles Tour
3 MMT
2 GST
1 BCT
W 2020r. pisałem, że nawet lubię ten utwór. W sumie nie wiem, czemu tak pisałem, skoro go nie lubię. W każdym razie z każdym rokiem coraz mniej. A jak już mam przesłuchać 12 wersji live i je ze sobą porównywać, to mam ochotę na ten numer warczeć.
Najlepsza jest chyba jednak ta najklasyczniejsza wersja z MFTMT. W ogóle wygrywają u mnie wersje z Wilderem na pianinie (z wyjątkiem BCT). Bo wolę prostotę niż cudowania Gordeno. Somebody z Devotionala ma ładne nisko brzmiące pianino. BCT przegrało znowu za sprawą koszmarnie brzmiących klawiszy. A szkoda, bo dzięki świetnemu wokalowi i podkładom z albumu mogłaby ta wersja nawet wygrać. Wersja z GST to totalne flaki z olejem. Pozostałe wersje bardzo do siebie podobne. Nie jestem nawet w stanie wyłapać tych mikroskopijnych różnic pomiędzy nimi.
Pamiętam jeszcze z koncertów, na których byłem, że zawsze przy okazji odgrywania Somebody strasznie się nudziłem i miałem poczucie zmarnowanych kilka minut koncertu. Zamiast milionowego wykonu Somebody mogłoby przecież polecieć choćby takie kompletnie lekceważone przez zespół Breathe.
11 Devotional
10 SGRT
9 TOTU - Wilder
8 DMT
7 TOTU - Gordeno
6 TTA
5 ExT
4 Singles Tour
3 MMT
2 GST
1 BCT
W 2020r. pisałem, że nawet lubię ten utwór. W sumie nie wiem, czemu tak pisałem, skoro go nie lubię. W każdym razie z każdym rokiem coraz mniej. A jak już mam przesłuchać 12 wersji live i je ze sobą porównywać, to mam ochotę na ten numer warczeć.
Najlepsza jest chyba jednak ta najklasyczniejsza wersja z MFTMT. W ogóle wygrywają u mnie wersje z Wilderem na pianinie (z wyjątkiem BCT). Bo wolę prostotę niż cudowania Gordeno. Somebody z Devotionala ma ładne nisko brzmiące pianino. BCT przegrało znowu za sprawą koszmarnie brzmiących klawiszy. A szkoda, bo dzięki świetnemu wokalowi i podkładom z albumu mogłaby ta wersja nawet wygrać. Wersja z GST to totalne flaki z olejem. Pozostałe wersje bardzo do siebie podobne. Nie jestem nawet w stanie wyłapać tych mikroskopijnych różnic pomiędzy nimi.
Pamiętam jeszcze z koncertów, na których byłem, że zawsze przy okazji odgrywania Somebody strasznie się nudziłem i miałem poczucie zmarnowanych kilka minut koncertu. Zamiast milionowego wykonu Somebody mogłoby przecież polecieć choćby takie kompletnie lekceważone przez zespół Breathe.
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Somebody
SGR Tour
Modelowe wykonanie albumówki ze wszystkimi tego konsekwencj... mamy pauzę, dodatek, a podśpiewywanie dodatkowo podbija stawkę. W sumie to jak przy okazji Pipeline, tyle że daleki krewny i nieutrwalony szczególnie mocno w świadomości fanów i samego Martina xD robi z tego trochę inny kawałek, delikatnie lżejszy klimatycznie, choć tego nie da się do końca odciążyć.
BC Tour
Nie wiem, skąd refleksje Hiena o potencjalnym końcu koncertowego żywota Somebody. Być może jakiś duch epoki czy generalnie takie o wrażenie, ale to w końcu pierwszowy martinowy singiel vel patent na płeć żeńską podczas występów (nie tylko?). Historia tras pokazuje, że z czasem mniej chodzi o spójność na całym dystansie, a bardziej o utrzymywanie zainteresowania - tak własnego, jak i fanów. Brzmieniowo pasuje do standardu aranży w 1986 roku, czyli lekko już wiejące mychą sztuczne pianinko, ale sam fakt zagrania tylko raz plus brak płytowego tła czy też luźniejszy zaśpiew mimo jednak grania od linijki. To są niezłe ciekawostki.
MFTM Tour
Pipeline nie zagrali ani razu w Stanach, prędzej musieliby pilnować praw przy okazji Never Turn Your Back On Mother Earth heh W sumie to byłby znacznie lepszy wybór od czegoś, co zasługiwało tylko na to, co ma, czyli życie w świadomości fanatyków bootlegów. Żyleta ze 101ki to jest naprawdę kulminacja mocy w pierwszym okresie żywotności tego utworu na żywo. Wysoka forma, najciekawszy repertuar jak do pory (o to nie trudno), tu musiało wszystko wyjść bardzo dobrze. Pianinko brzmi dostojniej, poważniej. Tak po prostu mogło być.
Devo/Exotic
W tym przypadku to jeszcze mamy prawdopodobnie wszystkie grudniowe żylety na Wyspach Brytyjskich, a potem już różnie przy okazji światowych wojaży. Przez obniżoną oktawę jest dostojnie, podniośle, a jednocześnie w całej tej otoczce delikatnie bardziej psychodelicznie. Letni amerykański autopilot jednocześnie fascynujący i przerażający. Króciutka końcówka podbija wspomniane pozorne kwaśne kompromisy. Przez osobisty sentyment fanowski plus kontekst trasy - moja słabość. Co np. tutaj się wyrabia? Ta trasa to ciągle poznawcza zabawka, naprawdę.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1993 ... CD2/10.m4a
Singles Tour
Czego by nie włączył, od razu słychać różnicę w rękach biegających po klawiaturze. Więcej luzu, improwizacji, czasem mocno przesadzonych (no np. Barcelona - może i szybsza, jednak dzieje się tam chwilami straszny armagedon i odpust). Tu Hien podrzuca już końcówkę trasy, więc mamy kolejny charakterystyczny zabieg - spowalnianie kawałków z miesiąca na miesiąc. Wtedy jeszcze nie było aż tyle rzeczy w repertuarze 'akustycznym', ale pewne zabiegi już wjeżdżały i mościły sobie miejsce. Przynajmniej to jeszcze nie ten okres, gdy Martin był bardziej maszyną losującą niż wykonującą. Mimo gordenowskich akcentów szanuję. Już nie lukier, jeszcze nie tetryk.
Exciter Tour
Mannheim mam mocno ograne, ale w przypadku tej trasy trzeba biec po tureckie ekscesy. Pozornie to ten sam rozbiegany Gordeno. Przy bliższym kontakcie jest jednak tego jeszcze więcej, czyli już gorzej niż lepiej xD Nawet fanowskie cuda nie pomogą za bardzo. Martin wciąż w dobrej formie, nie zdążył zużyć energii w przypadku tego tytułu. Przerwy wkurzające, efekciarskie tylko przy okazji odczuwania na żywo. Po czasie raczej nie do słuchania.
TTA
Za dużo zmiennych do wyplucia różnego wyniku. Może na początku było spokojniej, co też widać po secie, ale nie wiem, czy jestem gotowy pod naszą zabawę na metodyczne przebicie przez wszystkie wykony z 2005 roku. Stopień rozimprowizowania porównywalny jw., pewnie przy okazji konkretnego koncertu mniejszy lub większy. Wtedy lubili się efektownie wykrzaczać, niestety. Do tego chyba najmocniejsze ekscesy alkoholowe, a przynajmniej najlepiej widoczne. Z drugiej strony Gordeno wyrobił się na tyle, że czasem potrafił naprawdę pięknie kombinować.
TOTU Peter
Martin coraz bardziej jak puchacz, ale przynajmniej trzeźwy. Brzmienie lepsze, aranże spokojniejsze, klimacik bardziej kameralny. Grane w dość dziwnym momencie trasy. Niezła forma, choć dla mnie tu ten numer był zbędny.
TOTU Alan
...a może był potrzebny tylko dla tego wykonu? Wilder to maksymalista, ale pod względem produkcji, tutaj przywraca klimat oraz nastrój, który przywołuje TAMTE czasy. Może od linijki, w porównaniu do Gordeno wręcz mocno bezpiecznie, ale tam to musiało być coś (wówczas i teraz) niewyobrażalnego. Końcówka trasy, więc wokalnie stolcówa obecna już bez wstydu. Jako muzyczny wehikuł czasu postawię minimalnie wyżej. Sam kontekst poniósłby i dalej, ale... wiecie.
Delta Tour
Strasznie lubię tę trasę. Nie tylko dlatego, że to pierwsza śledzona z zapałem detektywa i bardzo wczutego fana. Podczas całej trasy wciąż coś się działo. Wtedy brakowało mi deltowych kawałków. Teraz cieszę się, że i tak wypuścili tak dużo. Niestety, nie jestem w stanie wydobyć bootlegów któregokolwiek z czterech koncertów. Szkoda, bo dwa z nich to drugonocne perły (ten spod Nowego Jorku to np. Martin śpiewający Somebody, ale i When The Body Speaks, poza tym John The Revelator...). Wokalnie Martin mocno dostosowany, ale Gordeno... no cóż... bez rytmu ogrania zdarzają się błędy niewybaczalne. Tutaj na dzień dobry wypierdolka, kurczę blade xD Szanuję i tak, choć spowalnianie nie robi mi za bardzo klimatu.
GST
Powiem tak, na początku trasy na koncertach tej stolcówy nie było aż tak słychać. Ani nie byłem mocniej ogłuszony, ani nie wydarzyło się coś używkowego, po prostu to nie było po 130+ występach. Nigdy nie szaleli tak długo i to jeszcze w miłości do trzeźwości. Niby nic, ale do Somebody wówczas Corbjin zrobił im taki mały symboliczny akcent wizualkowy - chorągiewkę/flagę z tytułem. Przez wkurwiającego Gahana i nie najlepiej nagrane bootlegi do rzeczy ze Spirytu raczej nie wracam. Wróciłem do czegoś zgranego na samym początku - od razu inaczej. Wręcz ascetyczna gra, aż czuć w kościach tę przeszywającą przestrzeń. To pamiętam po sobie z Warszawy sprzed ośmiu lat. Dzięki sentymentowi i niezłym rzeczom w pierwszych miesiąch nie jest na ostatnim miejscu. Pod koniec zmęczony, ledwo dający radę Gore jeszcze musi się mierzyć z Gordeno, któremu nie były obce wykrzaczenia. Eh
MMT
Cieszę się, że nie trafiłem na żywo. Dobrze, że tylko końcówka trasy. Przynajmniej nie za każdym razem. W porównaniu do poprzedniczki jest szybciej, mniej grobowo, Gordeno więcej gra niż odpuszcza. Gore też odbił z formą, naprawdę nieźle. Nie da się ukryć upływu czterdziestu lat, dlatego czasem operowa diwa, czasem stolcówa, czasem pięknie płynie między dźwiękami. Mimo wszystko szybsze tempo wciąż mu sprzyja. Generalnie wtedy poprawili brzmienie, posiedzieli nad aranżami, to się ceni. Mimo wszystko przy takim Heaven czy nawet Strangelove to już nie to. Przy niektórych przyjemnie zgranych patentach (przerwa, akcentowanie Gordeno, zaśpiewy) naturalny uśmiech na mordce.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2024 ... 644/11.m4a
12 - Devo/Exotic
11 - Singles
10 - MFTMT
9 - TTA
8 - TOTU Alan
7 - SGRT
6 - TOTU Peter
5 - MMT
4 - GST
3 - DMT
2 - Exciter
1- BCT
SGR Tour
Modelowe wykonanie albumówki ze wszystkimi tego konsekwencj... mamy pauzę, dodatek, a podśpiewywanie dodatkowo podbija stawkę. W sumie to jak przy okazji Pipeline, tyle że daleki krewny i nieutrwalony szczególnie mocno w świadomości fanów i samego Martina xD robi z tego trochę inny kawałek, delikatnie lżejszy klimatycznie, choć tego nie da się do końca odciążyć.
BC Tour
Nie wiem, skąd refleksje Hiena o potencjalnym końcu koncertowego żywota Somebody. Być może jakiś duch epoki czy generalnie takie o wrażenie, ale to w końcu pierwszowy martinowy singiel vel patent na płeć żeńską podczas występów (nie tylko?). Historia tras pokazuje, że z czasem mniej chodzi o spójność na całym dystansie, a bardziej o utrzymywanie zainteresowania - tak własnego, jak i fanów. Brzmieniowo pasuje do standardu aranży w 1986 roku, czyli lekko już wiejące mychą sztuczne pianinko, ale sam fakt zagrania tylko raz plus brak płytowego tła czy też luźniejszy zaśpiew mimo jednak grania od linijki. To są niezłe ciekawostki.
MFTM Tour
Pipeline nie zagrali ani razu w Stanach, prędzej musieliby pilnować praw przy okazji Never Turn Your Back On Mother Earth heh W sumie to byłby znacznie lepszy wybór od czegoś, co zasługiwało tylko na to, co ma, czyli życie w świadomości fanatyków bootlegów. Żyleta ze 101ki to jest naprawdę kulminacja mocy w pierwszym okresie żywotności tego utworu na żywo. Wysoka forma, najciekawszy repertuar jak do pory (o to nie trudno), tu musiało wszystko wyjść bardzo dobrze. Pianinko brzmi dostojniej, poważniej. Tak po prostu mogło być.
Devo/Exotic
W tym przypadku to jeszcze mamy prawdopodobnie wszystkie grudniowe żylety na Wyspach Brytyjskich, a potem już różnie przy okazji światowych wojaży. Przez obniżoną oktawę jest dostojnie, podniośle, a jednocześnie w całej tej otoczce delikatnie bardziej psychodelicznie. Letni amerykański autopilot jednocześnie fascynujący i przerażający. Króciutka końcówka podbija wspomniane pozorne kwaśne kompromisy. Przez osobisty sentyment fanowski plus kontekst trasy - moja słabość. Co np. tutaj się wyrabia? Ta trasa to ciągle poznawcza zabawka, naprawdę.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm1993 ... CD2/10.m4a
Singles Tour
Czego by nie włączył, od razu słychać różnicę w rękach biegających po klawiaturze. Więcej luzu, improwizacji, czasem mocno przesadzonych (no np. Barcelona - może i szybsza, jednak dzieje się tam chwilami straszny armagedon i odpust). Tu Hien podrzuca już końcówkę trasy, więc mamy kolejny charakterystyczny zabieg - spowalnianie kawałków z miesiąca na miesiąc. Wtedy jeszcze nie było aż tyle rzeczy w repertuarze 'akustycznym', ale pewne zabiegi już wjeżdżały i mościły sobie miejsce. Przynajmniej to jeszcze nie ten okres, gdy Martin był bardziej maszyną losującą niż wykonującą. Mimo gordenowskich akcentów szanuję. Już nie lukier, jeszcze nie tetryk.
Exciter Tour
Mannheim mam mocno ograne, ale w przypadku tej trasy trzeba biec po tureckie ekscesy. Pozornie to ten sam rozbiegany Gordeno. Przy bliższym kontakcie jest jednak tego jeszcze więcej, czyli już gorzej niż lepiej xD Nawet fanowskie cuda nie pomogą za bardzo. Martin wciąż w dobrej formie, nie zdążył zużyć energii w przypadku tego tytułu. Przerwy wkurzające, efekciarskie tylko przy okazji odczuwania na żywo. Po czasie raczej nie do słuchania.
TTA
Za dużo zmiennych do wyplucia różnego wyniku. Może na początku było spokojniej, co też widać po secie, ale nie wiem, czy jestem gotowy pod naszą zabawę na metodyczne przebicie przez wszystkie wykony z 2005 roku. Stopień rozimprowizowania porównywalny jw., pewnie przy okazji konkretnego koncertu mniejszy lub większy. Wtedy lubili się efektownie wykrzaczać, niestety. Do tego chyba najmocniejsze ekscesy alkoholowe, a przynajmniej najlepiej widoczne. Z drugiej strony Gordeno wyrobił się na tyle, że czasem potrafił naprawdę pięknie kombinować.
TOTU Peter
Martin coraz bardziej jak puchacz, ale przynajmniej trzeźwy. Brzmienie lepsze, aranże spokojniejsze, klimacik bardziej kameralny. Grane w dość dziwnym momencie trasy. Niezła forma, choć dla mnie tu ten numer był zbędny.
TOTU Alan
...a może był potrzebny tylko dla tego wykonu? Wilder to maksymalista, ale pod względem produkcji, tutaj przywraca klimat oraz nastrój, który przywołuje TAMTE czasy. Może od linijki, w porównaniu do Gordeno wręcz mocno bezpiecznie, ale tam to musiało być coś (wówczas i teraz) niewyobrażalnego. Końcówka trasy, więc wokalnie stolcówa obecna już bez wstydu. Jako muzyczny wehikuł czasu postawię minimalnie wyżej. Sam kontekst poniósłby i dalej, ale... wiecie.
Delta Tour
Strasznie lubię tę trasę. Nie tylko dlatego, że to pierwsza śledzona z zapałem detektywa i bardzo wczutego fana. Podczas całej trasy wciąż coś się działo. Wtedy brakowało mi deltowych kawałków. Teraz cieszę się, że i tak wypuścili tak dużo. Niestety, nie jestem w stanie wydobyć bootlegów któregokolwiek z czterech koncertów. Szkoda, bo dwa z nich to drugonocne perły (ten spod Nowego Jorku to np. Martin śpiewający Somebody, ale i When The Body Speaks, poza tym John The Revelator...). Wokalnie Martin mocno dostosowany, ale Gordeno... no cóż... bez rytmu ogrania zdarzają się błędy niewybaczalne. Tutaj na dzień dobry wypierdolka, kurczę blade xD Szanuję i tak, choć spowalnianie nie robi mi za bardzo klimatu.
GST
Powiem tak, na początku trasy na koncertach tej stolcówy nie było aż tak słychać. Ani nie byłem mocniej ogłuszony, ani nie wydarzyło się coś używkowego, po prostu to nie było po 130+ występach. Nigdy nie szaleli tak długo i to jeszcze w miłości do trzeźwości. Niby nic, ale do Somebody wówczas Corbjin zrobił im taki mały symboliczny akcent wizualkowy - chorągiewkę/flagę z tytułem. Przez wkurwiającego Gahana i nie najlepiej nagrane bootlegi do rzeczy ze Spirytu raczej nie wracam. Wróciłem do czegoś zgranego na samym początku - od razu inaczej. Wręcz ascetyczna gra, aż czuć w kościach tę przeszywającą przestrzeń. To pamiętam po sobie z Warszawy sprzed ośmiu lat. Dzięki sentymentowi i niezłym rzeczom w pierwszych miesiąch nie jest na ostatnim miejscu. Pod koniec zmęczony, ledwo dający radę Gore jeszcze musi się mierzyć z Gordeno, któremu nie były obce wykrzaczenia. Eh
MMT
Cieszę się, że nie trafiłem na żywo. Dobrze, że tylko końcówka trasy. Przynajmniej nie za każdym razem. W porównaniu do poprzedniczki jest szybciej, mniej grobowo, Gordeno więcej gra niż odpuszcza. Gore też odbił z formą, naprawdę nieźle. Nie da się ukryć upływu czterdziestu lat, dlatego czasem operowa diwa, czasem stolcówa, czasem pięknie płynie między dźwiękami. Mimo wszystko szybsze tempo wciąż mu sprzyja. Generalnie wtedy poprawili brzmienie, posiedzieli nad aranżami, to się ceni. Mimo wszystko przy takim Heaven czy nawet Strangelove to już nie to. Przy niektórych przyjemnie zgranych patentach (przerwa, akcentowanie Gordeno, zaśpiewy) naturalny uśmiech na mordce.
https://media.dmlive.wiki/stream/dm2024 ... 644/11.m4a
12 - Devo/Exotic
11 - Singles
10 - MFTMT
9 - TTA
8 - TOTU Alan
7 - SGRT
6 - TOTU Peter
5 - MMT
4 - GST
3 - DMT
2 - Exciter
1- BCT