Best of Forum (Albumy - WRZUTKI)
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, bez Murzyna trochę sobie tego nie wyobrażam. Ale to jest MURZYN, pierwszy do marudzenia, rzucania grabkami, odchodzenia z depeszwizji i z albumowej... ehh. A potem nagle zmienia zdanie, wrzuca album, przed którym wszyscy padają na kolana, i okazuje się, że kurde nie warto było stękać. Tak jest ZAWSZE, Murzyn, więc wiesz. Nie, że jestem jakiś Nostrafajfus, ale tak będzie i tym razem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dobra, jeżeli RZECZYWIŚCIE nikt nie ma problemu żebym sobie zaklepał miejsce 5, czyli z największą szansą na listopad, to lecę.
Dla ułatwienia, wrzucam aktualny kalendarz:
1. Dragon lipiec
2. Musiał sierpień
3. ????? wrzesień
4. ????? październik
5. Munlup listopad
6. ????? grudzień
David Bowie – 01. Outside
Tudzież „Outside” jak normalni ludzie mówią. To jest album z serii „wszyscy tu słuchali”, do którego należą również „Dummy” i „In Rainbows”, płyty które dawno temu bym tu wrzucił, gdyby nie obgadano ich już dosyć mocno w innych tematach, co niejako czyni tego typu wrzutkę zbędną. Dlaczego robię w takim razie wyjątek dla „Outside”? Po pierwsze, Murzyn nie słuchał. To chyba jedyna osoba, która jeszcze się nie raczyła „Outside”, ale choćby z tego powodu warto. Po drugie, mam po prostu ochotę na jakąś dyskusję na temat tej płyty. Mam nadzieję, że ze względu na dosyć dobre rozeznanie w temacie przez większość uczestników (nawet Wuja, który ma „Outside” oklepane doskonale), sam etap „recenzowania” pójdzie szybko i będziemy mogli wykorzystać czas na rozmowę o szczegółach, wymianę opinii, ew jakieś inby, itd. Ze wszystkich albumów, które są popularne na tym forum, o tym mam ochotę z Wami pogadać najbardziej.
Nie wiem, czy jest sens ładować tu typowy opis, ale napiszę chociaż parę słów od siebie. „Outside” to jeden z pierwszych albumów Bowiego, który przesłuchałem w całości. Zadziwiła mnie ta muzyka. Można powiedzieć, że koncept pretensjonalny i zbyt ambitny (przez co, w efekcie, niedokończony), że brakuje tu charakterystycznego popu ala Bowie, że to i sramto, ale ostatecznie, wracam do tej płyty regularnie. O ile sam koncept trochę się rozjechał, tak ostatecznie nie ma to aż takiego znaczenia, chociaż cliffhanger boli do dziś, zwłaszcza mnie, fanatyka powieści kryminalnych w stylu „hardboiled detective”. Poza tym, muzycznie jest tu poważny koktajl, który jednocześnie zaskakuje niesamowitą spójnością. Poza tym, mimo, że pisałem inaczej (bo to też nie moja opinia tbh), jest tu sporo typowego popu ala Bowie. Refreny nadal dostarczają, rytmy nadal potrafią zabujać, a eksperymentalne fragmenty fundują niezwykłe przeżycia perkusyjne („A Small Plot of Land”), porno-ambientowe („Baby Grace (A Horrid Cassette)”), industrialne („I Am with Name ”), czy po prostu senno-klimatyczne („Wishful Beginnings”). Na koniec, dorzucone od czapy, ale absolutnie przepiękne i rozbrajające „Strangers When We Meet”, jedna z najlepszych piosenek Bowiego. Najlepiej jednak wszystko to wchodzi w całości. Cieszę się i jaram perspektywą omawiania tej płyty, nawet jeśli ktoś mehnie, albo z czymś się nie zgodzi.
Gdzie jest Leon? Czemu się bzykał z Ramoną? Jak naprawdę zginęła Baby Grace? Czy Nathan Adler dotarł do sedna sprawy? Kim jest Minotaur? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
Dla tych, którzy znają „Outside” na pamięć i potrafią w środku nocy, na końskiej dawce prozacu, wygwizdać od tyłu, dupą,, „The Motel”, proponuję dodatkowe zadanie - przesłuchanie oryginalnych „Leon Suites”, które są dostępne w dobrej jakości w necie (jak coś, to tez służę flakami). Na razie wstrzymam się z opinią, bo może nie będzie o czym gadać, a może będzie, zobaczymy. „Outside” przeszło długą drogę od wstępnego konceptu. Zresztą, może i sam napiszę recenzję własnej wrzuty, hehe. No, w każdym razie, liczę, że trafimy z tą płytą na listopad.
https://www.youtube.com/watch?v=7mhSoUZ ... 1DCqoDSBQF
O ile sama playlista skompilowana jest przez kogoś z rigczem, zewnętrznie, o tyle wszystkie filmy pochodzą z oficjalnego kanału Bowiego. Po prostu oficjalna playlista wpycha na siłę wersje klipowe dwóch kawałków.
Dla chętnych:
„Get Real”
https://youtu.be/6IvxrGSW27c?list=RD6IvxrGSW27c
„Leon”
https://youtu.be/5GgYBKvufh4?list=PLJB0 ... rHiX9-3GM9
https://youtu.be/aQK8j6ObNB4?list=PLJB0 ... rHiX9-3GM9
https://youtu.be/pFSw9pf0Nkw?list=PLJB0 ... rHiX9-3GM9
Dla ułatwienia, wrzucam aktualny kalendarz:
1. Dragon lipiec
2. Musiał sierpień
3. ????? wrzesień
4. ????? październik
5. Munlup listopad
6. ????? grudzień
David Bowie – 01. Outside
Tudzież „Outside” jak normalni ludzie mówią. To jest album z serii „wszyscy tu słuchali”, do którego należą również „Dummy” i „In Rainbows”, płyty które dawno temu bym tu wrzucił, gdyby nie obgadano ich już dosyć mocno w innych tematach, co niejako czyni tego typu wrzutkę zbędną. Dlaczego robię w takim razie wyjątek dla „Outside”? Po pierwsze, Murzyn nie słuchał. To chyba jedyna osoba, która jeszcze się nie raczyła „Outside”, ale choćby z tego powodu warto. Po drugie, mam po prostu ochotę na jakąś dyskusję na temat tej płyty. Mam nadzieję, że ze względu na dosyć dobre rozeznanie w temacie przez większość uczestników (nawet Wuja, który ma „Outside” oklepane doskonale), sam etap „recenzowania” pójdzie szybko i będziemy mogli wykorzystać czas na rozmowę o szczegółach, wymianę opinii, ew jakieś inby, itd. Ze wszystkich albumów, które są popularne na tym forum, o tym mam ochotę z Wami pogadać najbardziej.
Nie wiem, czy jest sens ładować tu typowy opis, ale napiszę chociaż parę słów od siebie. „Outside” to jeden z pierwszych albumów Bowiego, który przesłuchałem w całości. Zadziwiła mnie ta muzyka. Można powiedzieć, że koncept pretensjonalny i zbyt ambitny (przez co, w efekcie, niedokończony), że brakuje tu charakterystycznego popu ala Bowie, że to i sramto, ale ostatecznie, wracam do tej płyty regularnie. O ile sam koncept trochę się rozjechał, tak ostatecznie nie ma to aż takiego znaczenia, chociaż cliffhanger boli do dziś, zwłaszcza mnie, fanatyka powieści kryminalnych w stylu „hardboiled detective”. Poza tym, muzycznie jest tu poważny koktajl, który jednocześnie zaskakuje niesamowitą spójnością. Poza tym, mimo, że pisałem inaczej (bo to też nie moja opinia tbh), jest tu sporo typowego popu ala Bowie. Refreny nadal dostarczają, rytmy nadal potrafią zabujać, a eksperymentalne fragmenty fundują niezwykłe przeżycia perkusyjne („A Small Plot of Land”), porno-ambientowe („Baby Grace (A Horrid Cassette)”), industrialne („I Am with Name ”), czy po prostu senno-klimatyczne („Wishful Beginnings”). Na koniec, dorzucone od czapy, ale absolutnie przepiękne i rozbrajające „Strangers When We Meet”, jedna z najlepszych piosenek Bowiego. Najlepiej jednak wszystko to wchodzi w całości. Cieszę się i jaram perspektywą omawiania tej płyty, nawet jeśli ktoś mehnie, albo z czymś się nie zgodzi.
Gdzie jest Leon? Czemu się bzykał z Ramoną? Jak naprawdę zginęła Baby Grace? Czy Nathan Adler dotarł do sedna sprawy? Kim jest Minotaur? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
Dla tych, którzy znają „Outside” na pamięć i potrafią w środku nocy, na końskiej dawce prozacu, wygwizdać od tyłu, dupą,, „The Motel”, proponuję dodatkowe zadanie - przesłuchanie oryginalnych „Leon Suites”, które są dostępne w dobrej jakości w necie (jak coś, to tez służę flakami). Na razie wstrzymam się z opinią, bo może nie będzie o czym gadać, a może będzie, zobaczymy. „Outside” przeszło długą drogę od wstępnego konceptu. Zresztą, może i sam napiszę recenzję własnej wrzuty, hehe. No, w każdym razie, liczę, że trafimy z tą płytą na listopad.
https://www.youtube.com/watch?v=7mhSoUZ ... 1DCqoDSBQF
O ile sama playlista skompilowana jest przez kogoś z rigczem, zewnętrznie, o tyle wszystkie filmy pochodzą z oficjalnego kanału Bowiego. Po prostu oficjalna playlista wpycha na siłę wersje klipowe dwóch kawałków.
Dla chętnych:
„Get Real”
https://youtu.be/6IvxrGSW27c?list=RD6IvxrGSW27c
„Leon”
https://youtu.be/5GgYBKvufh4?list=PLJB0 ... rHiX9-3GM9
https://youtu.be/aQK8j6ObNB4?list=PLJB0 ... rHiX9-3GM9
https://youtu.be/pFSw9pf0Nkw?list=PLJB0 ... rHiX9-3GM9
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Hien topka formy w ostatnim czasie
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
PJ Harvey – I Inside The Old Year Dying
No to ja w takim razie biorę najlepszy chyba miesiąc do słuchania muzyki, czyli październik. Bo mam do zaproponowania bardzo jesienną płytę. Poznałem ją właśnie jesienią zeszłego roku. Pierwszy odsłuch nastąpił w pięknych okolicznościach. Ale najpierw był jeden utwór posłuchany na YT w wersji koncertowej. Był to otwierający album utwór Prayer at the Game, który z miejsca tak mnie oczarował, że postanowiłem sprawdzić cały album. Dotychczas co nieco muzyki od PJ posłuchałem, ale bez jakiejś większej zajawki. Jej wcześniejsze albumy były mniej lub bardziej rockowe. Utwór Prayer at the Game obiecywał coś więcej. Obiecywał jakiś wyjątkowy klimat. I nie pomyliłem się. Last.fm pokazuje, że ten “pierwszy” odsłuch płyty nastąpił w październiku 2025r. A dlaczego używam cudzysłowiu przy słowie pierwszy potem wyjaśnię. Pamiętam, że byłem w lesie na grzybach. Pogoda była typowo jesienna – ciężkie ołowiane chmury i siąpiący od czasu do czasu deszcz. Czyli tak jak najbardziej lubię. Już w domu patrząc na pogodę wiedziałem czego będę słuchał. Mając nadzieję na wyjątkowy klimat albumu PJ pomyślałem, że deszczowy dzień w lesie to najlepsza okazja. No i jak włączyłem I Inside The Old Year Dying, tak do końca kilkugodzinnego pobytu w lesie nie mogłem wyłączyć. Słuchałem jak zahipnotyzowany. Z 5 albo 6 razy pod rząd. Bo klimat albumu mnie zniszczył. To zupełnie inna PJ od tej rockmenki, którą znałem. Bo jej ostatni album jest po prostu dokładnie taki, o jakim marzyłem. Czasami człowiek błądzi w serwisach streamingowych w poszukiwaniu wyjątkowego klimatu. Człowiek wie, czego szuka, czego oczekuje, ale natrafić na taką muzykę jest niezwykle ciężko. Udaje się dosłownie raz na kilka lat. Ja wiem, że wrzucam w bestkach dużo radiowego popu, że słucham takiej muzyki w dużych ilościach. Ale wbrew pozorom głównym celem moich poszukiwań jest zawsze co innego. I wtedy, w ten październikowy dzień w lesie to znalazłem. Album na pewno nie radiowy, za to pełen klimatu, pełen duszy. Gdzie rzeczywistość przenika się z baśniowością. Album poruszający, dotykający najczulszych strun słuchacza. Niepokojący i oryniczny. Album gdzie folk opakowany jest w delikatną i wyważoną elektronikę. Momentami bywa bardzo akustycznie. Klimat płyty jest tak gęsty, że można by go kroić nożem.
Właściwie każdy utwór na tym albumie zasługuje na pochwałę, nie ma tutaj absolutnie fillerów.
Jak wspominałem moim nadrzędnym celem w muzycznych poszukiwaniach jest zawsze muzyka właśnie takiego typu, gdzie człowiek coś usłyszy i… przepada na zawsze.
Mam nadzieję, że Wam też się będzie dobrze tego słuchało. Że album kogoś zaintryguje. Polecam oczywiście poszukać jak najlepszych warunków do odsłuchów, bo to ma jak zawsze znaczenie.
Dodam może, że producentami albumu I Inside The Old Year Dying są John Parish i Flood.
Jeszcze słowo wyjaśnienia na temat cudzysłowiu przy zwrocie “pierwszy” odsłuch. Albowiem last.fm twierdzi, że ja ten album słuchałem już dwukrotnie wcześniej – w 2023 i 2024r. Problem polega na tym, że ja tego kompletnie nie pamiętam. Widząc te daty byłem niezwykle zdziwiony. Może słuchałem w nieodpowiednich warunkach, może przy okazji, bez należytej uwagi. A może wtedy nie byłem jeszcze gotowy na taką muzykę. Dlatego za datę poznania albumu uznaję tak naprawdę październik 2025r.
https://www.youtube.com/watch?v=9JJ8y8z ... sU&index=2
No to ja w takim razie biorę najlepszy chyba miesiąc do słuchania muzyki, czyli październik. Bo mam do zaproponowania bardzo jesienną płytę. Poznałem ją właśnie jesienią zeszłego roku. Pierwszy odsłuch nastąpił w pięknych okolicznościach. Ale najpierw był jeden utwór posłuchany na YT w wersji koncertowej. Był to otwierający album utwór Prayer at the Game, który z miejsca tak mnie oczarował, że postanowiłem sprawdzić cały album. Dotychczas co nieco muzyki od PJ posłuchałem, ale bez jakiejś większej zajawki. Jej wcześniejsze albumy były mniej lub bardziej rockowe. Utwór Prayer at the Game obiecywał coś więcej. Obiecywał jakiś wyjątkowy klimat. I nie pomyliłem się. Last.fm pokazuje, że ten “pierwszy” odsłuch płyty nastąpił w październiku 2025r. A dlaczego używam cudzysłowiu przy słowie pierwszy potem wyjaśnię. Pamiętam, że byłem w lesie na grzybach. Pogoda była typowo jesienna – ciężkie ołowiane chmury i siąpiący od czasu do czasu deszcz. Czyli tak jak najbardziej lubię. Już w domu patrząc na pogodę wiedziałem czego będę słuchał. Mając nadzieję na wyjątkowy klimat albumu PJ pomyślałem, że deszczowy dzień w lesie to najlepsza okazja. No i jak włączyłem I Inside The Old Year Dying, tak do końca kilkugodzinnego pobytu w lesie nie mogłem wyłączyć. Słuchałem jak zahipnotyzowany. Z 5 albo 6 razy pod rząd. Bo klimat albumu mnie zniszczył. To zupełnie inna PJ od tej rockmenki, którą znałem. Bo jej ostatni album jest po prostu dokładnie taki, o jakim marzyłem. Czasami człowiek błądzi w serwisach streamingowych w poszukiwaniu wyjątkowego klimatu. Człowiek wie, czego szuka, czego oczekuje, ale natrafić na taką muzykę jest niezwykle ciężko. Udaje się dosłownie raz na kilka lat. Ja wiem, że wrzucam w bestkach dużo radiowego popu, że słucham takiej muzyki w dużych ilościach. Ale wbrew pozorom głównym celem moich poszukiwań jest zawsze co innego. I wtedy, w ten październikowy dzień w lesie to znalazłem. Album na pewno nie radiowy, za to pełen klimatu, pełen duszy. Gdzie rzeczywistość przenika się z baśniowością. Album poruszający, dotykający najczulszych strun słuchacza. Niepokojący i oryniczny. Album gdzie folk opakowany jest w delikatną i wyważoną elektronikę. Momentami bywa bardzo akustycznie. Klimat płyty jest tak gęsty, że można by go kroić nożem.
Właściwie każdy utwór na tym albumie zasługuje na pochwałę, nie ma tutaj absolutnie fillerów.
Jak wspominałem moim nadrzędnym celem w muzycznych poszukiwaniach jest zawsze muzyka właśnie takiego typu, gdzie człowiek coś usłyszy i… przepada na zawsze.
Mam nadzieję, że Wam też się będzie dobrze tego słuchało. Że album kogoś zaintryguje. Polecam oczywiście poszukać jak najlepszych warunków do odsłuchów, bo to ma jak zawsze znaczenie.
Dodam może, że producentami albumu I Inside The Old Year Dying są John Parish i Flood.
Jeszcze słowo wyjaśnienia na temat cudzysłowiu przy zwrocie “pierwszy” odsłuch. Albowiem last.fm twierdzi, że ja ten album słuchałem już dwukrotnie wcześniej – w 2023 i 2024r. Problem polega na tym, że ja tego kompletnie nie pamiętam. Widząc te daty byłem niezwykle zdziwiony. Może słuchałem w nieodpowiednich warunkach, może przy okazji, bez należytej uwagi. A może wtedy nie byłem jeszcze gotowy na taką muzykę. Dlatego za datę poznania albumu uznaję tak naprawdę październik 2025r.
https://www.youtube.com/watch?v=9JJ8y8z ... sU&index=2
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Elegancka jesień się szykuje. Póki co mamy:
1. Dragon lipiec
2. Musiał sierpień
3. ????? wrzesień
4. Wuja październik
5. Munlup listopad
6. ????? grudzień
Więc pozostaje Seba i, naprawdę mam nadzieję, Murzyn. Może Murzyna zachęci to, że ma do wyboru slot BOŻONARODZENIOWY.
1. Dragon lipiec
2. Musiał sierpień
3. ????? wrzesień
4. Wuja październik
5. Munlup listopad
6. ????? grudzień
Więc pozostaje Seba i, naprawdę mam nadzieję, Murzyn. Może Murzyna zachęci to, że ma do wyboru slot BOŻONARODZENIOWY.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jakieś rapowane kolędy czy coś.
-
devotional
- Posty: 7403
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Wuja jak dopierniczył cudownie <3 jesienne rozdanie będzie pro. Więc też liczę na solidne domknięcie od Murzyńskiego
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
To jeśli mentos nie ma nic przeciwko to ja chętnie zaklepię już ten wrzesień.
Wrzuta wkrótce.
Wrzuta wkrótce.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Nie mam
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Seba na święta
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Slick Rick - Behind Bars
(1994)
Była wrzutka utworowa na zachętę jako teaser (celowo wrzucona teraz pod bardziej sprzyjającą pogodę) a za nią leci i cały album.
Behind Bars to album szczególny z tego względu że został nagrany przez Slick Ricka podczas odbywania wyroku za postrzelenie dwóch osób (w tym jego kuzyna który zajmował się kradzieżą i wymuszeniami i żerował m. in. właśnie na nim) co potraktowano jako próbę zabójstwa choć Rick utrzymywał że była to jedynie samoobrona przed okradającym go kuzynem. Po strzelaninie Ricky oddał się sam w ręce władz, przyjął wyrok i poszedł grzecznie odsiedzieć swoje a że był więźniem wzorowym to otrzymywał przepustki również w tym celu by nagrywać muzykę. W ten sposób na przepustkach zza krat nagrał drugi album The Ruler's Back i trzeci - mój ulubiony - Behind Bars.
Behind Bars jest zasadniczo albumem dość niedocenionym pomimo faktu że przy jego produkcji udział wzięło kilku czołowych rapowych producentów jak choćby Easy Mo Bee czy Pete Rock, choć tak naprawdę ich wkład tutaj prawdopodobnie nie należy po prostu do najlepszych produkcji w ich karierze. Dwa utwory (a wlaściwie jeden w dwóch odsłonach/częściach)wyprodukował sam Slick Rick, dwa jego didżej Vance Wright, dwa to remiksy - jeden pochodzący... z singla z poprzedniego albumu (???) a drugi to remix tytułowego singla Behind Bars autorstwa (i z udziałem) Warrena G. Biorąc pod uwagę czesci składowe tej płyty można powiedziec że była trochę klejona na siłę a mimo to uważam że buja i to całkiem nieźle. Tematycznie mamy historie widziane oczami Ricka zza krat (tytułowe wspomniane Behind Bars) ale jest trochę o kobietach (głównie złych, rozwiązłych uwodzicielkach i pijawkach - Sittin' In My Car, Cuz It's Wrong, I'm Captive), jest luźny i wesoły kawałek z udziałem duetu Nice & Smooth (brzmiący bardziej jak gościnka Ricka na ich kawałku) i jest też jeden z mój ulubionych utworów czyli All Alone (No One To Be With) czyli smutna historia kobiety pchającej swoje marne życie do przodu bez prawdziwej miłości u boku (najpierw zachodzi w ciążę i zostaje samotną matką a po latach jej dorosły syn trafia za kraty). Produkcyjnym highlightem jest dla mnie też ten wspomniany stary remix singla It's a Boy autorstwa Large Professora samplujący (uwaga!) wibrafon z utworu Cala Tjadera wklejony na fantastyczny tłusty drum break (pamiętam że próbując swych sił we Fruity Loopsie byłem kiedyś srogo zazdrosny o ten bit który jest jednocześnie prosty i genialny).
Oddaję w Wasze ręce tym razem album który nie jest uznanym przez krytyków klasykiem a raczej zapomnianą i niedocenioną pozycją w katalogu jednego z najbardziej charakterystycznych raperów w historii. Slick Rick nie należy wcale do grona raperów których bym jakoś namiętnie słuchał i dużo prędzej spodziewałem się że będę tu wrzucał coś z dyskografii Jaya-Z czy innego 50 Centa albo choćby Big Puna, rzecz w tym że moje ulubione ich albumy mają swoje wady, przestoje i momenty które skipuję a dużo chetniej zaprezentuję Wam coś po pierwsze mniej znanego a po drugie coś co sam chętniej przesłucham od deski do deski bez większego znużenia.
https://youtube.com/playlist?list=PLC80 ... HswbpJmkhv
(1994)
Była wrzutka utworowa na zachętę jako teaser (celowo wrzucona teraz pod bardziej sprzyjającą pogodę) a za nią leci i cały album.
Behind Bars to album szczególny z tego względu że został nagrany przez Slick Ricka podczas odbywania wyroku za postrzelenie dwóch osób (w tym jego kuzyna który zajmował się kradzieżą i wymuszeniami i żerował m. in. właśnie na nim) co potraktowano jako próbę zabójstwa choć Rick utrzymywał że była to jedynie samoobrona przed okradającym go kuzynem. Po strzelaninie Ricky oddał się sam w ręce władz, przyjął wyrok i poszedł grzecznie odsiedzieć swoje a że był więźniem wzorowym to otrzymywał przepustki również w tym celu by nagrywać muzykę. W ten sposób na przepustkach zza krat nagrał drugi album The Ruler's Back i trzeci - mój ulubiony - Behind Bars.
Behind Bars jest zasadniczo albumem dość niedocenionym pomimo faktu że przy jego produkcji udział wzięło kilku czołowych rapowych producentów jak choćby Easy Mo Bee czy Pete Rock, choć tak naprawdę ich wkład tutaj prawdopodobnie nie należy po prostu do najlepszych produkcji w ich karierze. Dwa utwory (a wlaściwie jeden w dwóch odsłonach/częściach)wyprodukował sam Slick Rick, dwa jego didżej Vance Wright, dwa to remiksy - jeden pochodzący... z singla z poprzedniego albumu (???) a drugi to remix tytułowego singla Behind Bars autorstwa (i z udziałem) Warrena G. Biorąc pod uwagę czesci składowe tej płyty można powiedziec że była trochę klejona na siłę a mimo to uważam że buja i to całkiem nieźle. Tematycznie mamy historie widziane oczami Ricka zza krat (tytułowe wspomniane Behind Bars) ale jest trochę o kobietach (głównie złych, rozwiązłych uwodzicielkach i pijawkach - Sittin' In My Car, Cuz It's Wrong, I'm Captive), jest luźny i wesoły kawałek z udziałem duetu Nice & Smooth (brzmiący bardziej jak gościnka Ricka na ich kawałku) i jest też jeden z mój ulubionych utworów czyli All Alone (No One To Be With) czyli smutna historia kobiety pchającej swoje marne życie do przodu bez prawdziwej miłości u boku (najpierw zachodzi w ciążę i zostaje samotną matką a po latach jej dorosły syn trafia za kraty). Produkcyjnym highlightem jest dla mnie też ten wspomniany stary remix singla It's a Boy autorstwa Large Professora samplujący (uwaga!) wibrafon z utworu Cala Tjadera wklejony na fantastyczny tłusty drum break (pamiętam że próbując swych sił we Fruity Loopsie byłem kiedyś srogo zazdrosny o ten bit który jest jednocześnie prosty i genialny).
Oddaję w Wasze ręce tym razem album który nie jest uznanym przez krytyków klasykiem a raczej zapomnianą i niedocenioną pozycją w katalogu jednego z najbardziej charakterystycznych raperów w historii. Slick Rick nie należy wcale do grona raperów których bym jakoś namiętnie słuchał i dużo prędzej spodziewałem się że będę tu wrzucał coś z dyskografii Jaya-Z czy innego 50 Centa albo choćby Big Puna, rzecz w tym że moje ulubione ich albumy mają swoje wady, przestoje i momenty które skipuję a dużo chetniej zaprezentuję Wam coś po pierwsze mniej znanego a po drugie coś co sam chętniej przesłucham od deski do deski bez większego znużenia.
https://youtube.com/playlist?list=PLC80 ... HswbpJmkhv
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No i to jest Murzyn <3
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn