Best of Forum VII

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 cze 2025 11:33

Camouflage – Spacetrain

Grono wrzucających Camouflage nie jest może tutaj szerokie, ale istnieje, a ja do niego dołączam. Camou, tak jak większość tego grajdoła, poznałem na początku lat 00wych, a nawet bliżej środka tychże. Wsiąkłem dosyć szybko, bo to jest po prostu bardzo dobry zespół. Na wierzchu mają łatę klona DM, ale kiedy wkręcić się w dyskografię, to szybko wychodzi, jak bardzo mylne to założenie jest. Do „Spice Crackers” dotarłem relatywnie późno, bo ten album ma opinię tego bardziej edgy, eksperymentalnego i trudnego, z powodu czego nie odniósł sukcesu, a zespół się rozpadł na kilka lat. I faktycznie, jak na Camouflage, to jest tu dosyć kwaśno, ale nie bez tak zwanej gęstej treści. Najlepszym przykładem jest właśnie „Sapcetrain”. Powiem wprost, wzrusza mnie ten numer. Jest w nim coś takiego bardzo smutnego, a jednocześnie aranżacja nie pozwala usiedzieć na miejscu spokojnie. Camouflage prezentują tutaj poziom mistrzowski w budowaniu atmosfery motorycznym graniem, z udziałem ambientu. Spokojnie mogli to pociągnąć na kilkanaście minut i bym w ogóle nie narzekał. Klimaty iście kosmiczne, momentami wręcz kraut-rockowe. Przez 8 minut trzymamy się tego pociągu, aż w końcu puszczamy i on odjeżdża, a my słyszymy tylko jak się oddala. Jeden z najlepszym momentów w muzyce elektronicznej, jak dla mnie. Tak kończy się ten album i mogę też powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych finałów, jakie dane mi było słyszeć. Marcus pobrzmiewa mi tu czasami Bowiem, może nie samym głosem, ale frazowaniem. Koniec pisania, pora na słuchanie. Zostawiam Wam ten zajebisty deep cut i liczę, że się poznacie!

https://youtu.be/y5zZ8Oa3mms?list=RDy5zZ8Oa3mms
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 24 cze 2025 15:03

Samantha Fox - Touch Me (I Want Your Body)

A i ja walnę sobie hiciorkiem z lat 80'. Kto wtedy żył, to doskonale pamięta tę brytyjkę, bo to była jedna z bardziej znanych piosenkarek nurtu disco w tamtym czasie. Miała kilka hitów, z których bez wątpienia ten debiutancki singiel Touch Me był najpopularniejszy. Utwór Touch Me jest podręcznikowym przykładem eitisowego przeboju. Zawiera wszystkie zabiegi typowe i charakterystyczne dla tamtej dekady (również te kiczowate). Przy tym jest niezwykle chwytliwy. Od dawna tego numeru nie słyszałem szczerze mówiąc. Aż ostatnio jadąc samochodem poleciała ta piosenka w radio. Od razu podkręciłem głośność. I stwierdziłem ze zdziwieniem, że to jest nadal naprawdę fajny przebój. Podobał mi się nawet dużo bardziej teraz po kilku dekadach niż wtedy, gdy brylował w dyskotekach i na listach przebojów. Podoba mi się wokal Samanthy i jej uroczy sposób śpiewania. Podoba mi się też gitara i jakże charakterystyczne klawisze.
Utworu Touch Me nie miałem wcześniej na liście do bestki, ale po usłyszeniu go w radio nie miałem wątpliwości, że to miejsce mu się należy. W końcu to kawałek mojej młodości jakby nie było.

https://www.youtube.com/watch?v=_CMW-zqXtaY
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 25 cze 2025 13:19

Wolf Parade - Fine Young Cannibals (2008)

Jest sobie taki zespół, który nazywa się Wolf Parade. Zespół ten zaczynał jako trio, potem zamienił się w kwartet, potem znów w trio a teraz znów jest kwartetem (nie wiem, czy kogokolwiek to tutaj obchodzi). Powstał w kanadyjskim Montrealu w 2003 roku, ale wyjątkowo jego członkowie to anglojęzyczni goście (Automelodi też jest z Montrealu a Paradis śpiewa wyłącznie po francusku). Zrobili demo, potem dwa chałupnicze EP aż w 2005 wydali debiut. Nie będę tutaj tłukł wielkiej biografii zespołu, albowiem zamierzam w swoim czasie wrzucić ww. debiut do albumowej. Ten jest jednak dość istotny dla historii, albowiem przez ów debiut ich poznałem. A jeśli chodzi o ścisłość - przez swoją dobrą kumpelę jeszcze z czasów podstawówki, która wciskała mi go całkiem długo za sprawą gościa, z którym chodziliśmy do jednej klasy w ogólniaku. Dość powiedzieć, że ja wtedy siedziałem po uszy w nowej fali (jest Słynna Jesień 2005), więc fakt, że kupiła mnie solidnie gitarowa alternatywa z wyraźnie akustycznymi bębnami to było coś. A kupiła.

Na tyle, że z nieskrywaną podjarą czekałem na follow-up. Ten nadarzył się w roku 2008, w czerwcu, akurat po formalnym skończeniu przeze mnie ogólniaka. At Mount Zoomer okazał się być wydawnictwem nieco przystępniejszym brzmieniowo od poprzedniczki, dla mnie nawet ciekawszym. Spośród wszystkich zawartych na krążku produkcji, najbardziej siadła mi moja dzisiejsza wrzutka. Numer jest motoryczny, dość monotonny na pierwszy rzut ucha, ale to jego bezwzględna zaleta. Minimalizm realizacji powoduje, że napięcie zdaje się rosnąć bez końca aż... kończy się piosenka, ale w sumie to nie przeszkadza, przynajmniej mnie. Bardzo podoba mi się również tekst, który jest dość inteligentnie napisanym "antyromansem". Czego chcieć więcej? Zapewne samego Wolf Parade, band jeszcze w 2010 wydał kolejną płytę nawiązującą stylistycznie do debiutu a potem na wiele lat przepadli... Na szczęście wrócili już jakiś czas temu z równie dobrymi rzeczami. Dziś zapraszam Was do czerwca 2008, kiedy wszystko wydawało się być proste. A, i pogoda była ładna.

https://youtu.be/-KEGqVgtwn0?si=O4Je2eYCfnwlAAJI
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 cze 2025 13:19

robert m: dość pierredolenia

Krenz/Cichoń - PTAKI (2025)

Świeżynka prosto ze stołu mikserskiego zdjęta, bo premiera była przedwczoraj. Pan Antoni Krenz królem dubu i brejków jest, ale im dalej w las, tym kolejne płyty producenckie są bardziej hip-hopowe. Pierwszy kontakt to na pewno polecajki dobrego znajomego M.J., który rozkochany w dubowych brzmieniach urabia mnie na coraz większego fana tego typu grania. Pośrednio dzięki niemu odblokowałem się na rege granie, choć bardziej rasowe niż radiowo-piosenkowe. Polskie podziemie dziś robi coraz więcej szumu wokół siebie, a przynajmniej wkracza do kolejnych baniek, w których maczam paluchy. Pierwszy raz Krenza słyszałem trzy lata temu, momentem kluczowym było (niestety) ominięcie tercetu Tonfa-Krenz-Phattrax na TNMK, a niektórzy grali tam rok po roku. (stety) Na szczęście Łukasz Lorenc pewnego wiosenno-letniego wieczoru zapodał w RAMce reprezentatywne kawałki i jakoś tak było pewniej sięgnąć po resztę. RYM wskazuje cztery płyty, ale przede wszystkim liczą się trzy od Krenz Reborn. Tam dużo brejków, niewiele wokali. Z każdą kolejną robi się bardziej mikstejpowo. Polski Sklep to z kolei całkiem dużo nawijek od samego Krenza, wypada naprawdę spoko. Tu podrzucam delikatnie feelsowy kawałek z gościnką Cichonia. Efektownie wykorzystany sampel, przekaz taki do utożsamienia. Cichoń, Ziomcy... tu też część znajomych z teatru podrzucała tropy nowej starej szkoły na wiele miesięcy przed obecnością u Krenza. Trudno będzie o coś bardziej "na świeżo", także ten

https://youtu.be/Y0rCi7J6w20
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 25 cze 2025 21:16

Fajnie było usłyszeć miłe słowa na temat Autechre. Tym razem nawet zrozumiałem cokolwiek z recenzji Musiała, a to już coś!

KANYE WEST - Power

O Kanye Weście, Ye, czy też pieprzonym Przygłupie powiedziano i napisano już wielokrotnie wszystko. W tym odcinku nawet nie podejmuję się próby opisu postaci, bo każdy ją, każdy o niej słyszał i każdy pewnie zetknął się z genialnymi performensami w social mediach, a są pośród czytających, ci co nie mieli okazji, to ja od razu powiem, że nie warto o ile nie jest się miłośnikiem obserwowania patologii.

Zamiast tego chyba już ciekawsza będzie moja "osobista" przygoda z YE, czy jak on tam teraz na siebie każe wołać. xD Zaczęła się na początku poprzedniej dekady, najpierw dzięki pewnemu popularnemu serialowi animowanemu, który w ogóle sprawił, że zacząłem być świadomy istnienia tej postaci i jednocześnie od razu dowiedziałem się, że gość z wypierdolonym w kosmos ego, a następnie dzięki premierze My Beautiful Dark Twisted Fantasy, bo w okołomuzycznym internecie ta płyta była niemal wszędzie pod koniec 2010, z racji faktu, że Pitchfork dał jej wysoką ocenę i w ogóle stwierdził, że to album roku i w ogóle.

Co prawda w mojej bańce Pitchfork raczej nie uchodził za szczególnie poważne medium, ale do mojej bańki jakoś trafiła, bo chociaby pamiętam, że ktoś tam się oburzył z powodu faktu samplowania King Crimson. Rzecz jasna nie sprawdziłem tej płyty... wtedy. Dałem jej szansę parę lat później, gdy wyszedł kolejny popularny album typa, Yeezus bodajże i uznałem, że jeśli czegoś w życiu jestem pewien to tego, że nie rozumiem albumów, które na Pitchforku dostają tytuł płyty roku. Tak - to był eufemizm na niesamowite gówno.

No ale jak to z wieloma w danym momencie irytującymi rzeczami bywa, po pewnym czasie stają się neutralne lub nawet budzą dziwną sympatię. Minęło kilka lat, ja w sumie o typie i jego twórczości zdołałem zapomnieć, nie wiem jak to wyglądało po drugiej stronie. W roku pańskim 2016 tak się śmiesznie składało, że dużo grałem i jakoś w tamtym momencie ogrywałem tytuł o nazwie Saints Row 3. Dla tych co nie grają lub nie wiedzą, to był to taki dość mocno zwariowany i losowy klon GTA, przy którym oryginał jest realistycznym symulatorem.

Tak się niefortunnie i zabawnie złożyło, że w otwierającej grę misji w tle leciał jakiś dynamiczny hip-hopowy kawałek, który zawierał sampel z 21st Century Schizoid Man. W pierwszej chwili nawet nie powiązałem go z tym, o czym pisałem nieco wyżej, i pisząc te słowa cieszę się niezmiernie z tego faktu, bo pewnie bym był uprzedzony, a tak po prostu mi zaskoczył. I czego bym nie powiedział o wspomnianym artyście, to jednak cieszę się, że chociaż w niewielkim stopniu do jakiegoś fragmentu jego twórczości się przekonałem.

Czekam, aż ktoś tu napiszę, że beatka zjadła ogon do tego stopnia, że zamiast soundtracków z GTA wlatują soundtracki z klonów GTA. Dla pierwszej osoby, która to zrobi - wielkie nic. Bierzcie i słuchajcie tego wszyscy.

https://www.youtube.com/watch?v=k8JflBNovLE
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 cze 2025 21:30

Kolejka 17. (167.)

91. Hammer - Pumps and a Bump (stripped)
92. Camouflage - Spacetrain (Hien)
93. Samantha Fox - Touch Me (shodan)
94. Wolf Parade - Fine Young Cannibals (devotional)
95. Krenz/Cichoń - PTAKI (Dragon)
96. Kanye West - POWER (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 cze 2025 16:56

Camouflage - Spacetrain

Mam lekki zgryz z tym numerem bo dzisiaj dopiero zorientowałem się że w tym kawałku jest bas, heh. Dopiero jak założyłem moje duże słuchawy na uszy dzisiaj ten basik mnie uderzył i się zdziwiłem bo zmienia on trochę oblicze tego numeru. Dotychczas numer brzmiał dla mnie jak klasyczne dość kosmiczne granie a jednocześnie z tą gitarą (keytarą? synth jakiś pewnie po prostu) przypominał mi melodię z napisów końcowych Vice City:

https://youtu.be/NotBSy_SRnk?si=fQp-mtYv-KLkPDnp

Ten basik... dla mnie brzmi nieco z dupy przy tym bo zajeżdża grą wideo ale w stylu jakiejś energicznej retro platformówki, nie klei mi się to z tym poza tym całkiem zgrabnym kawałkiem choć wokal np. uważam tu za zbędny, może przez te wspomniane skojarzenia wystarcza mi sama muza. Najbardziej zaskakujący w tej wrzucie był chyba opis bo Hien pisze że on tu słyszy "jeden z najlepszych momentów w muzyce elektronicznej" a Kuba raczej należy do osób które wolą zwykle napisać dwa słowa za mało niż o jedno za dużo. No ja się aż tak nie podjarałem tym kawałkiem, ale nie będę też dyskutował z tą opinią, dla każdego co innego.

Samantha Fox - Touch Me

Z jednej strony czekałem kiedy Wuja znowu rzuci jakąś klasyką a z drugiej jak wiadomo nie należę do fanów tego ejtisowego euro disco. Nie znam tej Pani, może gdzieś widziałem to nazwisko ale numeru nie kojarzę. Powiem krótko - nie podoba mi się. Wokal jakich tysiące, jak te wszystkie Sandry itp. laseczki z epoki, numer typowy toporny-ciosany hicik dla europejskich dyskotek lat 80., nie, to nie dla mnie niestety.

Wolf Parade - Fine Young Cannibals

Od pierwszych odsłuchów to myślę obok Samanthy Fox był dla mnie słaby punkt kolejki. Kompletnie nie wiem co Musiał usłyszał w tym kawałku, uprzedzał wszak że jest monotonny i... no to gdzieś chyba zabija mi ten numer tak naprawdę. Teraz dopiero zauważyłem że ma 6,5 minuty, przy tym rozwleczonym tempie tym bardziej rozumiem już dlaczego męczył mnie każdy jeden odsłuch... Uh oh oh, there's nothing here - przynajmniej panowie są szczerzy heh. Girarowe przejścia jedynym jasnym punktem tego kawałka dla mnie.

Krenz/Cichoń - PTAKI

Vibe... w sumie jest spoko, takie tam wyjebawszy na wszystko, nic tylko latać jak ptak i srać na wszystko. Zmiana tempa fajna z wejściem drugiego koleżki. Ten luz/bezpretensjonalność w nawijce kojarzy mi się trochę z Dinalami. Niby nie takie to złe ale kurde 1,5 minuty? Numer z przedwczoraj? I ląduje od razu w bestce życia, no nwm czy warto było szaleć tak...?

Kanye West - PAŁA

Śmiesznie bo nawet ja sam mając w planach parę różnych numerów Westa do bestki gdzieś w świetle różnych wydarzeń minionych miesięcy go u siebie z bestki trochę scancelowałem, po prostu aż głupio mi było z nim wyskakiwać. Smutne to jest że koleś z takim drygiem do produkcji i różnych nietuzinkowych wersów ma takie szambo we łbie, ehhh, jest mi tak zwyczajnie po fanosku żal. To był taki wonder boy, rapowy the chosen one który z bohatera zmienił się w Vadera hy. Miast zbawić rap ściągnął go w otchłań autotjunów. Dojdziemy do tego wątku jeszcze może a tymczasem mentos rzucił pałę tzn POWER i jak wiadomo to jest Ye u szczytu sławy jeszcze przed najgorszymi życiowymi decyzjami (te akcje z Taylor to wiadomo pikuś przy tym co jest ostatnio). Lubiłem ten numer bo to dobry singielek był na dobrą sprawę a sampling KC akurat z jego strony to majstersztyk bo któż inny bardziej pasuje by nosić miano 21st Century Schizoid Man jak nie Kanye właśnie? Nic tu odkrywczego nie napiszę raczej, to był fajny numer z lepszych czasów tego rapera, może wrzuta mentosa sprawi że jednak odblokuję go z bestki jeszcze, kto wie.


Nie wiem no Pany, jakoś takie to wszystko że NIE WIEM, depeszwizja dupy nie urwała a i tak lepiej od bestki, jedziecie na oparach już?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 26 cze 2025 17:37

Zobaczymy Murzyn zaraz te Twoje cudactwa. Czy takie lepsiejsze. :D
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 cze 2025 17:52

czarne wygibasy jakieś dzikie kto to widział komu to poczebne
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 cze 2025 10:19

Hammer - Pumps and a Bump

Kurde, nie spodziewałem się korepetycji z loru MC Hammera. Znam go z tych samych hitów, z których zna go większość ludzi, wrzutę Murzyna słyszę, świadomie przynajmniej, po raz pierwszy.
Bardzo fajna rzecz, kojarzy mi się z kilkoma fajnymi kawałkami z tamtej epoki, nie tylko gangsta, ale też rnb. Nie będę się rozpisywał, bo i numer nie jest skomplikowany, jest zajebiście. Murzyn ostatnio na wyjątkowo wysokim poziomie i to jest kolejny przykład. Niby w sumie nic, ale samo to, że to jest MC Hammer, i że teraz dopiero się dowiaduję, że występował w pewnym momencie jako Hammer, ma wartość dużą.

Samantha Fox - Touch Me (I Want Your Body)


Touch Me, już od dłuższego czasu kojarzy mi się z reklamą detergentów do kibla, w której przeróbka tej piosenki był użyta.

https://youtu.be/tsuQziSBbMc

I siusiak, i nie jestem w stanie już tego odusłyszeć, odzobaczyć i w jakikolwiek sposób odseparować.
Numer, jak numer, typowe ejtisy na poziomie, dobry hit, który już nie robi na mnie wrażenia, bo ile można tego słuchać. Nie mam żadnych osobistych wspomnień, poza w/w, więc też nie rzucę tutaj żadną fajną historią o tym, jak dostałem kosza z Touch Me w tle. Wrzuta na przyzwoitym poziomie, ale o wartości niewielkiej pod kątem poznawczym, czy nowego spojrzenia na coś znanego, bo też Wuja nie zaserwował żadnego interesującego kontekstu. Przesłuchałem i lecę dalej.

Wolf Parade - Fine Young Cannibals


Ehh, czerwiec 2008, początek LATA 2008™. Lubię Wolf Parade, zawsze ceniłem to twarde, niemal kwadratowe brzmienie jakie oni mają. Poznałem ich po Musiale, w 2010 r., kiedy usłyszałem ich w granych w Żaku. Wrócę do tej historii w odpowiednim momencie, natomiast teraz prejznę sobie wrzutę musiałową, bo jest zajebista. Ponownie, niby nic, typowe, najtypowsze wręcz indie, ale ja takie rzeczy lubię. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że mógłbym tego słuchać wtedy co Musial, ale nie znałem wtedy Musiała i Musiałbym to jakoś gdzieś inaczej usłyszeć, a raczej nie za bardzo wiem gdzie by to mogło być. W każdym razie, wiadomo, że Musiał to taki landmine, czasami można się przez niego wpierniczyć w straszne gówno, ale nie tym razem.

Krenz/Cichoń - PTAKI

Kiedyś śmiechłem, jak Morrissey powiedział, że nie lubi rapu, bo wokal jest zawsze taki sam. Ale teraz jak się nad tym zastanawiam, to może po prostu Stiwen Patryk nasłuchał się polskiego hip-hopu w krótkim czasie kiedy mieszkał w Krakowie. Bo rap tu jest naprawdę słaby, powielenia poweilenia i to taki, nie wiem, nawet warsztatowo i technicznie bez szału. Każdy się teraz może dorwać do mikrofonu, taki mój wniosek. Natomiast podkład całkiem interesujący. Wprawdzie siusiak by mnie strzelił gdybym tych pisków miał słuchać na przestrzeni albumu, ale pomysły jakieś tam są, realizacja fajna, nie da się tego ot tak hejtować, bo to by było jednak aroganckie. Fajnie raz na jakiś czas dostać coś z aktualnego polskiego hh, tak żeby wiedzieć (poprzednio dostałem Mate, więc mogło być gorzej), no więc wiem i mogę dalej nie słuchać. Ale mimo wszystko propsy (trochę recenzja ala Musiał).

KANYE WEST - Power

Kanye, pojeb jakich mało, ale nie można odmówić mu tych wszystkich naprawdę dobry albumów i utworów, które nagrał. O „Power” usłyszałem ze względu na szum, wokół tego, że Kanye samplował KC bez zgody Frippa i tamten wkurzył się niczym Czesław Niemen na Wzgórze.
Nie przesłuchałem wtedy tego kawałka, przesłuchałem jakiś czas później, wzruszyłem ramionami i teraz słucham go znowu i spoko. Kanye potrafi w sampling, zawsze to jest na jakimś poziomie, Fripp nie powinien czuć się urażony samym kawałkiem, acz rozumiem, że nie każdy jest jak Wuja, że mu podpierdolisz tuje, a on się tylko uśmiechnie. No jest to na zwykłym poziomie Westa, czyli dobre. Zastanawiam się, czy on nie użył tego głównie ze względu na to, że wiedział jak zareaguje Fripp, i że zrobi się kupoburza, no ale. Kogo to obchodzi. Jak to mawiał Michał Mustang „komu to potrzebne, jak jesteśmy pod boską opieką?”.

No, kolejka dziwaczna powiem Wam. Murzyn i Musiał dostarczyli dobre rzeczy, powiedzmy że Mentos też niezłą, resztę kulturalnym „ok” określę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 01 lip 2025 03:08

MC Hammer Pumps and a Bump

Rap profesor podrzuca szokujący okaz prosto z lat 90'... w sensie szokująco słaby, prawda? Prawda? Mógłbym łatwo wejść w skórę nie wiadomo jakiego znawcy, ale to po prostu nieudany eksperyment. Plastikowa pętla, zupełnie nieangażująca nawijka, śmieszne chórki na siłę rozciągające kawałek, nawijanie tytułowej frazy w nieskończoność. W erze przeżarcia postmodernizmem można tego słuchać równie ironicznie co na niby, wchodząc w nurt najtisowego 'nasty' hip-hopu, tylko po co heh Teledysk tylko podbija wrażenie humorystyczne. Dużo ludu, masa klisz. Nawet nie ma za dużo szczucia cycem (prędzej tyłkami), za to ten fifląg pod galotkami wygląda dodatkowo śmiesznie. Zero powodu do cenzury, naprawdę, przewrażliwienie na punkcie potencjalnej erotyczności rzeczy przy jednoczesnym przymykaniu oka na jej szeroką obecność (ale bardziej między wierszami) jest słabe. Sam atak MC Hammera na coś bardziej 'plemiennego' nie mógł się udać, na pewno nie w ten sposób. Ani śmiesznie, ani poważne, zapadające w pamięć lub wyraźnie irytujące. Po prostu dziwne.

Camouflage Spacetrain

W czasach przedbestkowych uchodzili w głowie mej za ordynarnych kserujących depeszową styluwkę, a dzięki Waszym wrzutkom poważnie zmieniam zdanie. Najpierw świetna propozycja shodana, melancholijny pop najwyższej próby z wysmakowanymi elektronicznymi akcentami. Teraz Hienę z kawałkiem godnym wrzucenia na potencjalne kompilacje krautrockowych pereł z lamusa lub ciekawych współczesnych re-interpretacji nurtu - właśnie w Bureau B. Z jednej strony strasznie motoryczny kawałek, choć wcale nie jest taki szybki - bas i perka jak z klasycznego automatu pięknie ciągną całość. Prędzej do feelsów czy melancholijnych utopienia myśli w chwilach zwątpień, ładne. Z drugiej strony soczyście synthowy, dużo efektów też jak z lat 70'. Bardzo udana sztuka imitacji. Wokal najmniej efektowny, chyba że w refrenach. Tu gitarowa zagryweczka niby kliszowa, ale ze względu na stylistyczne nawiązania baardzo w punkt. Tu prędzej krautrock niż Depeche Mode u T.Love'ów. I to jeszcze wyszło w 1995 roku? O w dupę, z marszu zapisuję na mojej poczekalni. No ładnie! Tak, pociąg niegorszy od wyczynów Neu czy Dusseldorfu, tyle że w innym dźwiękowym sosie. Depeche Mode na taką archeologię stylistyczną zdecydowali się dopiero dwa lata temu.

Samantha Fox Touch Me

Hiciorek? Tak, zgadzam się. Po latach słucham bardziej skupiony i jednak ejtisowe upiory wyłażą z szafy bez opamiętania. Myślałem, że to zawsze brzmiało ostrzej, było opakowane mniej plastikowym brzmieniem, jednocześnie nie było tak sztywne i napakowane arpeggiami, pętlami, itede itepe. Nie jestem szczególnie klubowo-tanecznym człowiekiem. Zapewne w epoce numer chodził jak zły po parkietach. Raczej prowokował bardziej wyzywające i bezpośrednie pląsy niż subtelne ruchy, ale mnie się nigdy nie zdarzyło sprawdzić go 'w praktyce'. Słuchany w domu jest po prostu okej. Może trochę bardziej rozlazły niż myślałem - choć prawdą jest, że na pełnym dystansie nie słyszałem tego latami. Ciekawy powrót, bez szans na dłuższe i bardziej owocne pożycie.

Wolf Parade Fine Young Cannibals

W nieformalnym pojedynku na motorykę nie ma szans z Kamouflażem, ale to też inny gatunek, więc wybaczanko. Dev zwraca uwagę na tekst i on - dla bardziej wczutych - robi większe wrażenie. Całość dla mnie raczej usypiająca, nie czuję tego napięcia, stonerskie gitarki są zbyt gęste i mulące. W połączeniu z perkusyjnym dudnieniem na raz, dwa, trzy trochę osłabia czujność. Łatwo zrzucić na pogodę czy osobiste doświadczenia dni ostatnich. Trudno też nie zauważyć, że na odcinku indie-stonerskim zdarzały się tutaj po prostu ciekawsze kawałki. Bardziej wymyślny refren aż tak nie 'niesie', mała rytmiczna zmiana w dalszej części... trochę sztuka dla sztuki uchem laika, sorki. Muszę jednak docenić fajerwerki quasi improwizowane pod koniec. Może i do przegranej sprawy, ale przynajmniej było wyraźne urozmaicenie, pasowały.

Kanye West POWER

Byłem dzisiaj na spacerze i myślałem, w jaki sposób się do niego odnieść. Niby koza czy inni gargamele też społecznie nabroili, a jednak łatwiej byłoby mi oceniać ich artystyczne wyroby. Ameryka to jest jednak dystopia i kraj trzeciego świata jednocześnie. Świat szurii religijnej, docenianego przeze mnie bogatego mikroklimatu ambientu, queerowego teatru, a obok np. bohaterowie popkultury jako krawędziowi naziole. No prostytutka, są jakieś granice deluzji czy przyzwolenia na publiczną aktywność, gdy zmierza w takim kierunku. Ostatnie wybryki i tekstowe wybiegi bohatera wrzutki odebrały mi resztki radochy ze słuchania jego muzyki. Na pewno doprowadził do tego, że widzę coraz mniej szans powrotów. Nawet, gdy wciąż to jest niezła muzyka, to teraz i tutaj wystarczy mi spojrzeć na tekst... kompletnie zaprzepaszczona energia, aranżacyjny błysk, skłonność do łamania schematów. W jego przypadku wolałem czasy świeżo przed pandemią, gdy jeszcze filmy Karela na jego temat były podszyte przyjemną atmosferą obcowania z teorią spiskową z bezpiecznego dystansu. Teraz nie ma iluzji, nie ma (czasem niezbędnego) rozgraniczenia między artystą a człowiekiem. A szkoda, bo POWER to naprawdę dobrze pomyślany kawałek, dobry bicior. Black Skinhead czy I'm In It wrócą na słuchawki co najwyżej przy okazji zbyt intensywnych myśli seksowych. Golddigger chyba tylko z sentymentu za czasami żywej muzycznej VIVY, jeszcze nie tej serialowej. POWER zostaje ze mną jako jeden z elementów podrzucanego do DW kolażu.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 01 lip 2025 22:09

Hammer - Pumps and a Bump

Z rzeczy o których pisał imć Murzyński wiedziałem o istnieniu PIĘCIU CIASTEK oraz o bankructwie tego niesamowitego artysty, filantropa oraz człowieka kultury, ale nie miałem bladego pojęcia o w zasadzie czymkolwiek co się działo pomiędzy. Teraz się dowiedziałem i cieszę się niezmiernie, bo lubię czytać o ludziach barwnych i nieszablonowych, nawet jeśli zawsze mi jest smutno gdy dochodzę do fragmentu o ich bankructwie. Pomimo tego, kariera popularnego rapera tudzież tancerza znanego jako Młot nie zakończyła się chyba jakoś bardzo tragicznie, przynajmniej jak tak czytam jego biografię na Wiki, więc można dostrzec jakieś analogie z moją przygodą z tą piosenką. Nic to wielkiego, raczej nie będę wracać tu za często, ale słuchałem bez bólu i nawet ten "pozerski" kontekst mi szczególnie nie przeszkadzał. Ot, taki tam poprawny kawałek g-funkowy, zapomnę o nim pewnie w połowie słuchania kolejnego utworu.

Camouflage – Spacetrain

Hmmm. Nie wiem co myśleć o tym zespole, bo niby przewijał się tu parukrotnie w różnych zabawach, a mimo to nadal może pierwsze skojarzenie z nimi to to, że mają w dyskografii utwór brzmiący jak Depeche Mode, a z tych wspomnianych wyżej nie pamiętam w sumie żadnego. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie najlepiej o mnie świadczy, ale to nic nowego. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że tutaj… no tutaj jest nieźle, a nawet i lepiej. Z początku wcale nie byłem przekonany, ale to faktycznie jest jeden z tych przypadków, gdzie PRZESKOCZYŁO MI W GŁOWIE, i to jeszcze zanim wydaliłem z siebie recenzję.
Faktycznie, pobrzmiewa to space rockiem czy tam innym krautem, faktycznie ten bas jest super motoryczny i teoretycznie powinno mi się to gryźć w połączeniu z synthpopem, i to na dodatek jeszcze 90sowym, ale... nie gryzie i buja. Może jedynie wzmianka o Bowiem ze strony wrzucającego wywołała u mnie lekkie WTF, ale się nie czepiam, bo sam miewam dziwne skojarzenia - po prostu ten wokal ni cholery mi się z nim nie kojarzy. Kurde, naprawdę klawe to i może to outro bym skrócil, bo nie do końca mnie przekonuje, ale pomijając ten detal to jestem pozytywnie zaskoczony.

Samantha Fox - Touch Me (I Want Your Body)

Mam wrażenie, że utwory które znam przed pisaniem opisów to jedna z większych pulapek tej zabawy. Zawsze gdy je widzę to wydaje mi się, że wystarczy przesłuchać se je raz i napisać że fajne, po czym wrócić do Csa, a w praktyce mam z nim ciężary większe niż w przypadku pisania o czymś, czego zupełnie nie znam. Bo ten. nie mam żadnej ciekawej historii (a już na pewno nie takiej, którą chciałbym się podzielić) związanej z tym utworem, nie mam bladego pojęcia gdzie i kiedy usłyszałem pierwszy raz ten kawałek, bo po prostu wiem, że go znam za to że go znam i w sumie to co mogę napisać, prostytutka, o Samancie Fox? XD Z merytorycznych rzeczy napiszę tylko, że lubię tę piosenkę, dawno jej nie słuchałem sam z siebie, podoba mi się jej cukierkowe brzmienie i partie gitarowe, które są maksymalnie CHEESY, ale właśnie dlatego mi się podobają. Fajne, fajne, jak mnie najdzie na słuchanie ejtisowych hiciorów to pewnie tu wróce.
A, i pro forma mogę dodać, że pamiętam jak słuchałem tego utworu w kwietniu 2016 siedząc na krześle, to pierwszy świadomy odsłuch od początku do końca jaki pamiętam i wiem też, że typiara jest lesbijką. No, coś tam jednak się udało napisać.

Wolf Parade - Fine Young Cannibals

Doceniam motyw nazwania utworu nazwą innego zespołu, bo osobiście uważam, że takie zjawiska powinny mieć miejsce częściej, tak samo jak nazywanie płyt oraz utworów nazwą zespołu. Ale pomijając to… no faktycznie takie generic indie rockowe granie. Chyba się zestarzałem czy coś, jeszcze z parę lat temu za to bym hejtował, a teraz? Teraz to mi się to podoba. Nic to wielkiego, nic szczególnie oryginalnego, ale jest fajna sekcja rytmiczna, są fajne gitarki i w ogóle ten refren, TEN CHOLERNY REFREN, który naprawdę jest COOL. Na dodatek mocno mi się z czymś kojarzy, ale nie jestem w stanie zidentyfikować z czym. xD Dobra piosenka, po prostu.

Krenz/Cichoń - PTAKI

Tak szczerze to w sumie dopiero po jakimś czasie powiązałem tę wrzutę z faktem, że paru moich znajomych hajpowało ten album i nawet wspominało, że byli na premierowym odsłuchu gdzieś tam i kiedyś tam w Warszawie. Ja nie byłem jak coś. Generalnie to nawet ciekawe, na to pieprzenie o ptakach srających na głowy szybko przestałem zwracać uwagę, ale całość jest chyba na mój gust ciut przeładowana i zbyt chaotyczna? Moje ADHD dostaje ADHD gdy słyszę nawijajacego kolesia symultanicznie z tym samplem brzmiącym na damski wokal, bo mam wrażenie, że odpaliłem jakąś kartę na YT w tle czy coś. Na dystansie dłuższym niż te półtorej minuty bym miał ciężary, tutaj mam wrażenie obcowania z jakimś intensywnym skitem. Niby średnie, ale paradoksalnie zachęciło do sprawdzenia całości, bo jestem trochę ciekaw jakby to brzmiało w kontekście całego albumu. A, i fajna okładka!

Generalnie to kolejka z gatunku takich co zapowiadały się mid, ale okazały gut. Gdybym miał nadal bawić się w wybieranie topów i dołów, to kolejkę by wygrał Hien, a przegrał któryś z raperów, ale też żaden z nich nie był szczególnie tragiczny no.

Z racji tego, że w niedzielę lecę do Rumunii i wracam w następną sobotę, to raczej odpuszczę kolejną kolejkę, chyba że nwm szybko się ogarniecie z tą i wleci kolejna, to moooże jakoś przed sobotą rzutem na taśmę się wyrobię.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 lip 2025 08:43

No Panowie, kończcie już bo lecicie w ch*ja
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 02 lip 2025 09:02

Sie robi doktorku.

Hammer - Pumps and a Bump

Znam MC Hammera z dwóch wspomnianych w opisie utworów. Wiedziałem też, że z czasem pozbył się przedrostka MC. Pumps and a Bump nie znałem, ale w sumie niewiele straciłem. To jest rodzaj hip-hopu, który mnie średnio interesuje. Niby buja, niby wpada w ucho za sprawą chwytliwego refrenu, ale tak naprawdę za chwilę nie pozostawia nic po sobie. Dobry może na zakrapianą zabawę nad basenem tak jak w clipie. Ale nie do domowych odsłuchów. Utwór dodatkowo niepotrzebnie przeciągnięty do 5,5 minuty. No i zdecydowanie wolałem oglądać Hammera w alladynkach niż w tych obciachowych galotach.

Camouflage – Spacetrain


Zespół Camouflage poznałem zaraz po DM. Po prostu koledzy depesze wyprawili mnie do sklepu muzycznego po kasetę Camouflage. Zespołu niby podobnego do DM. W sumie czy te zespoły są do siebie podobne, to dyskusyjna sprawa. Może chodziło im bardziej o to, że oba wtedy grały elektroniczną muzykę. W każdym razie spodobały mi się dwa pierwsze albumy Camouflage. Szczególnie Methods of Silence miał dla mnie taki bardzo tajemniczy klimat. Potem był jeszcze świetny Meanwhile i Bodega Bohemia. Następnie na długie lata o zespole zapomniałem. Dopiero pod wpływem forumowych dyskusji sięgnąłem po te późniejsze albumy. Są one niezłe, choć już mnie nie porwały tak, jak te stare. Utworu Spacetrain szczerze mówiąc w ogóle nawet nie pamiętam.
Posłuchałem sobie sporo razy tej kolejki i Spacetrain z czasem naprawdę do mnie przemówił. Tytuł utworu świetnie oddaje jego charakter. Bo to naprawdę brzmi jak podróż pociągiem przez kosmos. Bardzo motoryczny i dobrze brzmiący numer. Kosmiczne dźwięki wylewają się wiadrami. Wokal spoko. Zawsze lubiłem głos Marcusa i jego styl śpiewania jakby od niechcenia. Rewelacyjna końcówka utworu. Naprawdę muszę powrócić do tego albumu i uczciwiej posłuchać.

Wolf Parade - Fine Young Cannibals

Z początku pomyślałem, że Dev pocićkał kolejność i najpierw podał tytuł utworu a potem dopiero nazwę zespołu. Bo taki zespół znam w przeciwieństwie do Wolf Parade.
Na początku trochę się nudziłem, ale potem w miarę kolejnych odsłuchów było coraz lepiej. Mogę teraz z czystym sumieniem napisać, że mi się nawet podoba. Nie nazwałbym tego utworu motorycznym. Raczej bardzo rytmicznym. Fajnie chodzi perkusja. Bardzo fajnie pogrywają gitary, szczególnie w drugiej części. Dobry wokal i linia melodyczna (szczególnie refren). Czy jest monotonnie? Może i jest, ale co z tego, skoro to działa. I w ogóle tych 6,5 minuty nie czuję.

Krenz/Cichoń - PTAKI

Zaskakujący utwór muszę przyznać. Nie dość, że taka świeżynka, to jeszcze trwa ledwie 1,5 minuty. No i zaskakujące, że Dragon dał się tak szybko temu porwać. Ja sam miewam często takie fazy, choć z umieszczeniem utworu w bestce wolę jednak poczekać chociaż kilka miesięcy. Polski hip-hop mnie raczej nigdy nie porwie. Podkład może być, zmiana tempa ciekawa. Natomiast na minus te wiewióreczki i jednak długość utworu. Bo zanim z niego cokolwiek wyniknie, to już się kończy. „Wokalizy” też nie mają u mnie czego szukać.

Kanye West – POWER

West to dziwny człek. Te jego stylówy i zachowania wywołują często uśmiech politowania. Czytałem kiedyś o nim artykuł i nie mogłem się nadziwić jego odpałom. Gościu wyraźnie ma problemy psychiczne. No ale to nie znaczy, że nie może przy tym robić dobrej muzyki. Nie znam zbyt wiele od niego, ledwie parę utworów gdzieś tam zasłyszałem. POWER jest nawet dosyć interesujący, choć nie idealny. West dobrze rapuje, podkład jest ok. A nawet bardzo ok. Dobrze to brzmi. Dobra perkusja, fajne gitary. Momentami jest wręcz fantastycznie. Ale na dłuższą metę jednak irytują mnie nieco te zapętlone zaśpiewy „oo-ee-eeeeee-eeeeeeeeee”. Bez tego byłoby dużo lepiej. Na szczęście w końcówce West z tym odpuszcza i jest od razu lepiej. Ale ogólnie dobry numer. Na pewno dużo lepszy od utworu Hammera.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 lip 2025 07:41

Hammer - Pumps and a Bump

Wow, muszę przyznać, że tego się chyba nie spodziewałem. Hammera znam WYŁĄCZNIE z Can't Touch This, także przyjemnie odkrywa się deep cut, który nie powinien być deep cutem, bo był singlem... Zastanawiam się, czemu taki numer przeleciał niezauważenie przez taką Polskę w najntisach, kiedy mnóstwo podobnych rzeczy śmigało po stacjach radiowych. To jest funkowa definicja najntisów dla mnie, całe brzmienie tego utworu, jego ogólny charakter, te chórki, bit, no i piszczący klawisz w tle, który przywodzi na myśl GTA:SA. Naprawdę jestem, kurde, zaskoczony, ale pozytywnie, numer wkręcił mi się nieziemsko xD GIMME YER GERLZ ŁIW A PAMPSENEBAMP. Ciężko to wywalić z głowy. Skromne, a złote, że pozwolę sobie na takie odwrócenie popularnego cytatu z kiepskiego filmu. Aż szkoda, że to się nie przebiło bardziej i IMĆ Hammer skończył jak skończył. Niezasłużenie! Cudowny, lajtowy letniaczek <3

Makuflaż - Spacetrain

Właściwie całą swoją recenzję tego utworu mógłbym zamknąć w zdaniu z popularnego jakieś szyberdzieści lat i dwóch prezydentów temu filmiku (do którego, z nieznanych mi powodów, dołożono muzyczkę z The Sims) - "Babciu, ta piosenka jest zajebista". Albowiem, prostytutka, jest. Spacetrain usłyszałem po raz pierwszy wraz z całymi Spice Crackers wiosną 2009. Miałem ten album wcześniej, ale poza dosłownie jednym numerem (który był zresztą coverem), tj. Bad News, nie słuchałem niczego więcej, bo mi się... nie podobało. Ja to jednak byłem ograniczonym gówniarzem. Sudden revelation przyszło nagle i niespodziewanie, zaś moje odkrywanie tej płyty trwało kolejne 3 lata z hakiem (jako ostatnie siadło mi A Place in China w grudniu 2012 i już na zawsze będzie mi się kojarzyło z pewnym liczeniem). Dziś jestem jej bezwzględnym i absolutnym fanem, Camouflage goes acid techno i wychodzi im to bardziej niż wspaniale. Rzeknę jedynie, że nie umiem od dawna słuchać Spejstrejnu bez uprzedniego odpalenia Ronda's Trigger i Travelling Without Moving, albowiem wszystkie te 3 numery stanowią dla mnie całość, tak dobre mają przejścia między sobą (zwłaszcza TWM to genialne intro). Złoto, złoto całkowite, pamiętam dobrze, kiedy w marcu 2013 prułem pociągiem z Miasta Łodzi do Miasta Stołecznego, sypał śnieg, a ja stałem na końcu ostatniego wagonu i patrzyłem, jak drobne płatki giną w pędzie składu ledwo rozświetlane sygnałami jego końca (był wieczór). Hien zna się na rzeczy, ale z drugiej strony, nie wiedzieliśmy tego?

Samantha Fox - Touch Me

Pamiętam czasy jakichś 4 prezydentów temu, kiedy siedziałem na forum80s.pl i latałem po różnych tematach szukając ciekawej ejtisowej muzy (do dziś nie rozumiem, czemu się wtedy wysrałem na Falco). Wszędzie, WSZĘDZIE była Samantha Fox zaraz obok Sandry (ta pierwsza stanowiła niemalże żeński odpowiednik Astleya z jego zniszczonym później przez sociale hiciorem z tamtych czasów), a obok niej - banda smutnych, stulejarskich użytkowników tego forum spermiących do wg "wszystkich" najważniejszego atutu piosenkarki - jej (niedokładnie cytuję) gargantuicznego biustu. Literalnie chciało się człowiekowi zwracać treść żołądka czytając te wysrywy... No ale ściągnąłem, posłuchałem. I co? I nic, tbh nie rozumiem popularności tego utworu. Jest dla mnie zbyt... dosłowny, zbyt hmmm tani? No nie, wolę Sandrę dużo bardziej, albo nieco wyraźniej jednak zamaskowane tekstowo sposoby na wyrażanie wzrostu chuci, jak to np. bywało u Roxette. Touch Me stanowi jakiś tam symbol swoich czasów, ale niespecjalnie mnie grzeje. Lata osiemdziesiąte miały więcej naprawdę ciekawszych rzeczy do zaoferowania, tutaj, jak rozumiem, zadziałał przede wszystkim czynnik nostalgiczny. I ja to szanuję, ale dziękuję, postoję.

Krenz/Cichoń - Ptaki

Ok, to było dziwne xD Z jednej strony bowiem technicznie/produkcyjnie trzyma się to kupy i brzmi całkiem spoko, jedynie te cholerne chipmunki denerwują jak sam skurczysyn, człowiek ma wrażenie, jakby mu trochę łeb się palił. Z drugiej strony trwa to wszystko krócej niż moje pisanie tej recenzji. Nim zdążyłem puścić ten kawałek ponownie, poleciał następny od Krenza i... również trwał półtorej minuty. Jak rozumiem to miał być jakiś znak rozpoznawczy? Na dodatek ten drugi był nieco fajniejszy, ale tylko nieco, bo potem wszedł autotune na totalnie chamskim ustawieniu i zachciało mi się płakać. Nie wiem, odsuwam się od polskiego rapu. Okazuje się jednak, iż mogę być nim niedługo trochę zbombardowany, ale o tym kiedy indziej, albo w ogóle, bo i kogo to obchodzi. Traktuję to w kategoriach ciekawostki, Ptaki znaczy, jest w tym jakiś vibe rzeczy ghostboksowych, do których dorwał się Quebonafide i stwierdził, że to będzie świetny materiał na mashup. No ja nie jestem przekonany. Chociaż...

Kanye West - Power

Wolałbym się tutaj nie wypowiadać, ale logika bestki to logika bestki. Kanye... gardzę typem ostro. Nigdy nie potrafiłem przekonać się do czegokolwiek, co stworzył, ale dla mnie to jest o jeden rap za daleko chyba. Sample samplami, są faktycznie ciekawie wykorzystane i w ogóle, no ale gdzieś mi się tam obiło o uszy, że typ producentem to jest akurat niezłym. Gorzej ze wszystkim innym. Nie jestem targetem takiej muzyki i raczej nigdy nie będę, są chyba dla mnie pewne granice. Tzn. tak naprawdę to nie ma, ale taka muza mnie bardziej męczy niż nie. To już wolę te (sine prostytutka) Ptaszory z wrzuty Dragona. Albo Matę... nie no, tyle to nie. Maty nie wolę. Ale Ye tym bardziej. Zaś hype na MBDTF ominął mnie zupełnie, jestem za to wdzięczny losowi. Mentos potrafi into good wrzutki, ale nie tym razem! Przechodzę obok, idę dalej, prosto w skwar.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 lip 2025 07:54

Amen. Chciałbym wierzyć że mentos załapie się jeszcze do tej kolejki więc spieszę z wrzutką.

*NSYNC feat. Nelly - Girlfriend (The Neptunes Remix)
(2002)

Czas na wrzutkę z którą obiecywałem sobie wjechać jakoś w tej 25. i jedną z niewielu którą chciałbym zachować z tych planowanych pierwotnie do niej. W minionym roku Kuba wjeżdżał z taką r&b wrzutką pt. Do You Wrong i mój numer jest utrzymany w podobnym klimacie tego gatunku z początku lat zerowych.

*NSYNC czyli boysband z Florydy który stał się trampoliną do kariery Justina Timberlake'a a ten singiel był myślę jednym z ważnych przyczyn ku temu. Pierwotnie Girlfriend miało ukazać się na singlu w albumowej wersji ale kilka tygodni przed premierą podjęto decyzję o oddaniu numeru do zremiksowania producenckiemu duetowi The Neptunes (znanemu Wam już choćby z mojej wrzutki Kelis) oraz o dorzuceniu na dokładkę rapowanych zwrotek w wykonaniu Nelly'ego (którego to sama wytwórnia próbowała odwieść od tego pomysłu uważając że chłop zrujnuje sobie karierę tym posunięciem - spoiler - mylili się). Jak się okazało remiks wyszedł całkiem zgrabnie i stał się jedynie początkiem dłuższej współpracy The Neptunes zarówno z Nellym jak i Justinem Timberlakem który wkrótce potem rozpoczął solową karierę.

Kawałek ten kojarzy mi się z wiosną i latem 2002 roku, byłem wówczas w połowie mojej edukacji gimnazjalnej kiedy wiecie w klasie już pojawiały się pierwsze nastoletnie zauroczenia itd. i każdy chciał mieć dziewczynę ale nie każdy umiał sie do tego zabrać jak należy heh. W każdym bądź razie temat dziewczyn i związków był jak najbardziej na tapecie więc tego typu numery o wyrywaniu ich też. Podoba mi się niepodrabialna produkcja Neptunes, rapsy Nelly'ego nie wadzą, lubię bardzo to jak Justin ze swoim wokalem zgrabnie uzupełnia jego zwrotkę. Dobry bangerek do zimnego łokcia na lato, polecam.

https://youtu.be/sEwgjHHFuM0?si=tt2yv6PWSViVhDdw
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 lip 2025 09:32

Z tymi 'chipmunkami' to jak z gównem do statku, kochani... to nawet nie są one.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 lip 2025 09:51

Regularnie wnoszę gówno na statek, więc sobie wypraszam :F
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lip 2025 10:07

Wrzuty dajcie chipmunki
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lip 2025 10:54

Seba dawaj!

Marek Biliński – Dom w Dolinie Mgieł

Markiem Bilińskim zacząłem się interesować na poważnie dzięki Mentosowi, który wrzucił „Sen Mistrza Alberta”, wcześniej to było dla mnie popularne nazwisko z serii polskiego odpowiednika kogośtam z zagranicy. Kiedy zacząłem zgłębiać jego płyty, oczywiście okazało się, że facet ma swój styl, swoją paletę brzmień i kupę talentu. To, czym się Biliński wyróżnia, podobnie zresztą jak Jarre, to nie tylko czarowanie technikaliami, ale też niesamowity dryg do melodii.

Zawsze kiedy wychodzę z domu do pracy i jest ładna pogoda i nieskazitelnie czyste, niebieskie niebo, to myślę sobie, że dziś jest dzień na Marka Bilińskiego. Jego muza, kojarzy mi się z PRL-owską Polską (a na fotach blokowisk z tamtych czasów, zawsze jest ładna pogoda) i lotami w kosmos, generalnie kosmosem. Mam taki zajebisty bootleg Bilińskiego, nagrany, że tak powiem, oficjalnie, z koncertu z obchodów 70-lecia LOT-u. Nie ma nic bardziej polskiego, niż to. Jako ktoś, kto dosyć ostro zaczął wjeżdżać w tylny katalog artysty (przesłuchałem więcej niż Seba), powinienem, jak to ja, wlecieć tutaj z jakimś ostrym deep cutem. Rzecz w tym, że ten deep cut, który najchętniej bym wrzucił, to „Sen Mistrza Alberta” xD Ostatecznie, mógłbym wrzucić coś innego, mniej znanego, bo facet nagrał wspaniałe płyty, ale stwierdziłem, że nie będę cudował, skoro tak naprawdę mam ochotę wrzucić „Dom w Dolinie Mgieł”, który popularnością ustępuje tylko „Ucieczce z Tropiku” (o ile).

„Dom w Dolinie Mgieł” to jest tak zajebisty kawałek, że nie chce mi się nawet tłumaczyć dlaczego, bo to powinno być oczywiste. Syntezatory, melodie, klimat, wszystko podane na tacy. W marcu, byłem na koncercie Bilińskiego, i o ile był to koncert minimal, niemal klasyczny, to w/w numer zabrzmiał porażająco. Poznając albumy tego artysty, nabrałem niesamowitego szacunku do tego co robił i co próbuje robić nadal, a tamten koncert jeszcze bardziej mnie w tym zultrasował.

Jeżeli Marek Biliński będzie w waszej okolicy grał koncert, idźcie koniecznie, a teraz, cytując fundatora, bierzcie i słuchajcie tego.

https://youtu.be/fJ8wHMkvQoc?list=RDfJ8wHMkvQoc
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn