Best of Forum III
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum III
UB40 - (I Can't Help) Falling In Love With You
Znowu to zrobiłem. Pisałem posta bezpośrednio na stronie, która mi się na koniec oczywiście przypadkowo zamknęła. I cały opis poszedł w piz du.
No dobra podejście nr 2.
Teraz nastąpi taki mini serial w klimatach karaibskich. Bo mimo, że UB40 to zespół brytyjski, to gra muzykę reggae. (I Can't Help) Falling In Love With You to utwór Elvisa, który był coverowany przez wielu wykonawców. Ale mnie zawsze najbardziej jarała wersja UB40, choć oczywiście wszystkich nie słyszałem. Cover ten nagrano w 1993r. i był umieszczony na ścieżce dźwiękowej głośnego filmu z Sharon Stone "Sliver". Jest dla mnie tak wyjątkowy, że zdarzało mi się na imprezach z DJ-em zamawiać go z dedykacją dla żony. Kompozycja sama w sobie jest świetna. Świetny bas, świetne trąbki i głos wokalisty. Teledysk przedstawiający kadry z filmu przeplatane ujęciami samego zespołu też niezwykle klimatyczny. Czasami mam dylemat w tych naszych bestkach czy umieścić dany utwór w bestce utworowej czy klipowej, skoro zarówno warstwa dźwiękowa jak i wizualna zasługuje na uwagę. Tutaj jednak uznałem, że muzyka jest ważniejsza od naprawdę klimatycznego teledysku.
Utwór znowu z gatunku tych nostalgicznych przypominających stare dobre czasy.
https://www.youtube.com/watch?v=T-N7tKyHC4k
Znowu to zrobiłem. Pisałem posta bezpośrednio na stronie, która mi się na koniec oczywiście przypadkowo zamknęła. I cały opis poszedł w piz du.
No dobra podejście nr 2.
Teraz nastąpi taki mini serial w klimatach karaibskich. Bo mimo, że UB40 to zespół brytyjski, to gra muzykę reggae. (I Can't Help) Falling In Love With You to utwór Elvisa, który był coverowany przez wielu wykonawców. Ale mnie zawsze najbardziej jarała wersja UB40, choć oczywiście wszystkich nie słyszałem. Cover ten nagrano w 1993r. i był umieszczony na ścieżce dźwiękowej głośnego filmu z Sharon Stone "Sliver". Jest dla mnie tak wyjątkowy, że zdarzało mi się na imprezach z DJ-em zamawiać go z dedykacją dla żony. Kompozycja sama w sobie jest świetna. Świetny bas, świetne trąbki i głos wokalisty. Teledysk przedstawiający kadry z filmu przeplatane ujęciami samego zespołu też niezwykle klimatyczny. Czasami mam dylemat w tych naszych bestkach czy umieścić dany utwór w bestce utworowej czy klipowej, skoro zarówno warstwa dźwiękowa jak i wizualna zasługuje na uwagę. Tutaj jednak uznałem, że muzyka jest ważniejsza od naprawdę klimatycznego teledysku.
Utwór znowu z gatunku tych nostalgicznych przypominających stare dobre czasy.
https://www.youtube.com/watch?v=T-N7tKyHC4k
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wuja, powiem tylko jedno - WORD xD
Swoją drogą, możesz nadal wrzucić klip do tego kawałka do klipów, ja tak zrobiłem z Polaris i jakoś nie czuję, żeby zmarnował slot. Inna sprawa, że do tamtej bestki mógłbyś wrzucić COKOLWIEK.
Swoją drogą, możesz nadal wrzucić klip do tego kawałka do klipów, ja tak zrobiłem z Polaris i jakoś nie czuję, żeby zmarnował slot. Inna sprawa, że do tamtej bestki mógłbyś wrzucić COKOLWIEK.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ok ale jutro.
Prawie zawsze piszę w wordzie, ale czasem mi się zdarzy bezpośrednio na forum i wtedy dzieją się takie cuda.
Prawie zawsze piszę w wordzie, ale czasem mi się zdarzy bezpośrednio na forum i wtedy dzieją się takie cuda.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
no-man - All That You Are
Pierwszy kontakt z no-man miałem tu, na forum, jakieś 12 lat temu. Nie pamiętam już, od czego zacząłem, ale album Returning Jesus na pewno był jednym z pierwszych, które poznałem. Od razu mi zresztą wpadł w ucho. Melancholijny śpiew Tima, aranżacje Steve'a, delikatna gitara, cała ta baśniowa aura kojarząca się z miodownikiem, po którego pierwszym i drugim kawałku odpływam, który jest słodki, dobry i treściwy, wszystko to bardzo mi przypadło do gustu. All That You Are to chyba jeden z tych utworów z albumu, do których rzadziej wracam, w sumie nie wiem, dlaczego, raczej nie wyobrażam sobie tego w szybszym tempie, to by zabiło ten kawałek, ale wiem, że outra prawie nigdy nie słucham. To by mogło mieć dwie minuty. Dziwne, ale Close Your Eyes to ja bardzo lubię słuchać, a tu się trochę odbijam. To chyba ta gitara, ta rockowość, nie przepadam za tym. Jak ma być bardziej popowo, to ja jednak zwykle wolę elektroniczne motywy. Śmieszne, ale z płyty, którą bardzo lubię, Hien wrzucił piosenkę, która chyba najmniej mi odpowiada. Dobra rzecz, nie chcę, żeby to jakoś źle zabrzmiało, ale to nie mój ulubiony no-man. Taki letni utwór, który średnio we mnie rezonuje.
JPEGMAFIA - Baby I'm Bleeding
"Bezkompromisowy", "radykalny", oho, jest źle - przynajmniej tego się spodziewałem po takim opisie. Początek dosyć hałaśliwy, jakieś wrzaski na drugim planie, prawie jak Are People People?, a potem odpala się ten gość i zaczyna nawijać w bardzo wyzywający sposób, jakby wypluwał słowa jak kule z broni. Że też gość się nie zapowietrza przy tym? Tego się fajnie słucha jako ciekawostki dźwiękowej, ale żeby na dłuższą metę tego słuchać, to mi się za bardzo nie widzi.
Dire Straits - On Every Street
Dziwnie brzmi to wejście wokalu na dzień dobry, to trochę tak, jak Mudżyn kiedyś opisywał wstęp do I Feel You, że on tam jest po to, żeby nie miało się uczucia wejścia do mieszkania z pominięciem przedpokoju
. Za pierwszym razem, kiedy słuchałem tego (a poznałem płytę jakiś czas temu i trochę czasu do niej nie wracałem), pomyślałem: "o, zaraz tu wejdzie Greg Lake z jakimś Still... You Turn Me On". Końcówka chyba rzeczywiście lepsza od wokalnej części piosenki i to nie świadczy najlepiej o inwencji twórczej. Coś się chyba zaczęło wypalać, zwłaszcza żywość, energia. Lubię tę narracyjność Dire Straits, tę skłonność do opowiadania historii, a tu to muzyka przejmuje rolę opowiadacza, pobudza wyobraźnię, sprawia, że człowiek odpływa.
Ananda Shankar - Jumpin' Jack Flash
Żywy, energiczny kawałek, faktycznie świetnie pasowałby do szybkiej jazdy po mieście, także w grze, picia napojów w barze, imprezowania w klubie, zarówno za dnia, jak i wieczorem, a nawet w nocy, bez problemu sobie to wyobrażam. Ewidentnie soundtrack. Nie grałem na konsoli (no, parę razy się zdarzyło, ale żeby to jakoś lepiej pamiętać to nie). Myślę, że może funkcjonować w takim kontekście, ale nie wiem, czy w innym, bo nie próbowałem. Fajne ma to brzmienie, aż mi gdzieś tam skojarzyło się z ostatnią wrzutką rodem z Tears for Fears (Long, Long, Long Time). Jest git.
Grimes - REALiTi
Słuchając takich rzeczy pierwszy raz trudno odróżnić demo od skończonego produktu
. W tej wersji brzmi to jak nocna piosenka, trochę podobna do Jumpin' Jack Flash pod względem funkcji, ten bit w tle bardzo przyjemnie nastraja, to się raczej kojarzy z nocną jazdą, bez innych osób w pobliżu, coś takiego, co buduje nastrój. Wokal jakby z głębi, dobrze, że to się nie wysuwa na pierwszy plan, w sumie słucha się tego jak czegoś bardzo przystępnego. Wokal dobry, wbrew tytułowi wyprowadza raczej z realnego świata. Bardzo dziwne dźwięki w końcówce, coś jak z Iris Murdoch Cut Me Down, mniej więcej tak samo ryje banię. Lekki, spokojny kawałek, to jest dobre na chill out.
Kazik na żywo - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Zaczyna się ostrą rąbanką, jakby szykowaniem się do gry. Potem wchodzi Kazik i zaczyna swoją opowieść. Dobrze się go słucha (ale zazwyczaj się go słucha co najmniej przyzwoicie, przynajmniej kiedyś tak było, byłem nawet na koncercie i w sumie tylko potwierdził on moją opinię o wykonawcy). Wybuch "JA JESTEM KŁAMCĄ" robi wrażenie, to w pierwszej chwili nieźle wyrywa do góry. To brzmienie gitarowe takie standardowe i właśnie takie, jakiego ja za bardzo nie lubię, co jest chyba przyczyną tego, że nie słucham takiej muzyki zbyt często. Czuć jakiś angst, to rzężenie, ten wybuch, oczywiście, najlepiej działa za pierwszym razem, potem tylko pogłębia już zdobytą pozycję. Ten instrumentalny fragment taki dość typowy, co nie znaczy zły, a potem wraca refren i myśl, że to dobry kawałek. Dobry w sam raz na koncert, do ludzi, mniej może do słuchania dla siebie samego.
Pierwszy kontakt z no-man miałem tu, na forum, jakieś 12 lat temu. Nie pamiętam już, od czego zacząłem, ale album Returning Jesus na pewno był jednym z pierwszych, które poznałem. Od razu mi zresztą wpadł w ucho. Melancholijny śpiew Tima, aranżacje Steve'a, delikatna gitara, cała ta baśniowa aura kojarząca się z miodownikiem, po którego pierwszym i drugim kawałku odpływam, który jest słodki, dobry i treściwy, wszystko to bardzo mi przypadło do gustu. All That You Are to chyba jeden z tych utworów z albumu, do których rzadziej wracam, w sumie nie wiem, dlaczego, raczej nie wyobrażam sobie tego w szybszym tempie, to by zabiło ten kawałek, ale wiem, że outra prawie nigdy nie słucham. To by mogło mieć dwie minuty. Dziwne, ale Close Your Eyes to ja bardzo lubię słuchać, a tu się trochę odbijam. To chyba ta gitara, ta rockowość, nie przepadam za tym. Jak ma być bardziej popowo, to ja jednak zwykle wolę elektroniczne motywy. Śmieszne, ale z płyty, którą bardzo lubię, Hien wrzucił piosenkę, która chyba najmniej mi odpowiada. Dobra rzecz, nie chcę, żeby to jakoś źle zabrzmiało, ale to nie mój ulubiony no-man. Taki letni utwór, który średnio we mnie rezonuje.
JPEGMAFIA - Baby I'm Bleeding
"Bezkompromisowy", "radykalny", oho, jest źle - przynajmniej tego się spodziewałem po takim opisie. Początek dosyć hałaśliwy, jakieś wrzaski na drugim planie, prawie jak Are People People?, a potem odpala się ten gość i zaczyna nawijać w bardzo wyzywający sposób, jakby wypluwał słowa jak kule z broni. Że też gość się nie zapowietrza przy tym? Tego się fajnie słucha jako ciekawostki dźwiękowej, ale żeby na dłuższą metę tego słuchać, to mi się za bardzo nie widzi.
Dire Straits - On Every Street
Dziwnie brzmi to wejście wokalu na dzień dobry, to trochę tak, jak Mudżyn kiedyś opisywał wstęp do I Feel You, że on tam jest po to, żeby nie miało się uczucia wejścia do mieszkania z pominięciem przedpokoju
Ananda Shankar - Jumpin' Jack Flash
Żywy, energiczny kawałek, faktycznie świetnie pasowałby do szybkiej jazdy po mieście, także w grze, picia napojów w barze, imprezowania w klubie, zarówno za dnia, jak i wieczorem, a nawet w nocy, bez problemu sobie to wyobrażam. Ewidentnie soundtrack. Nie grałem na konsoli (no, parę razy się zdarzyło, ale żeby to jakoś lepiej pamiętać to nie). Myślę, że może funkcjonować w takim kontekście, ale nie wiem, czy w innym, bo nie próbowałem. Fajne ma to brzmienie, aż mi gdzieś tam skojarzyło się z ostatnią wrzutką rodem z Tears for Fears (Long, Long, Long Time). Jest git.
Grimes - REALiTi
Słuchając takich rzeczy pierwszy raz trudno odróżnić demo od skończonego produktu
Kazik na żywo - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Zaczyna się ostrą rąbanką, jakby szykowaniem się do gry. Potem wchodzi Kazik i zaczyna swoją opowieść. Dobrze się go słucha (ale zazwyczaj się go słucha co najmniej przyzwoicie, przynajmniej kiedyś tak było, byłem nawet na koncercie i w sumie tylko potwierdził on moją opinię o wykonawcy). Wybuch "JA JESTEM KŁAMCĄ" robi wrażenie, to w pierwszej chwili nieźle wyrywa do góry. To brzmienie gitarowe takie standardowe i właśnie takie, jakiego ja za bardzo nie lubię, co jest chyba przyczyną tego, że nie słucham takiej muzyki zbyt często. Czuć jakiś angst, to rzężenie, ten wybuch, oczywiście, najlepiej działa za pierwszym razem, potem tylko pogłębia już zdobytą pozycję. Ten instrumentalny fragment taki dość typowy, co nie znaczy zły, a potem wraca refren i myśl, że to dobry kawałek. Dobry w sam raz na koncert, do ludzi, mniej może do słuchania dla siebie samego.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
To ja tylko tak nadmienię bo czasami odnoszę wrażenie że niektórzy może jednym okiem zerkają na pisane przeze mnie opisy - ten numer NIE pochodzi z żadnego OSTa do gry. Chyba że to była tylko uwaga na zasadzie skojarzenia skoro już o tym wspomniałem.Malkolit pisze:03 kwie 2023 12:40Ewidentnie soundtrack. Nie grałem na konsoli (no, parę razy się zdarzyło, ale żeby to jakoś lepiej pamiętać to nie). Myślę, że może funkcjonować w takim kontekście, ale nie wiem, czy w innym, bo nie próbowałem.
MELCZET DAWAJ WRZUTĘ
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kurde, Melki, nie ogarniam Cię w ogóle. Rockowość Ci przeszkadza, ale wrzucasz same rockowe numery, czasami sto razy bardziej rockowe, niż cokolwiek w no-man. Co wyście tam wąchali w tych górach? I dawaj wrzutę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Beka straszna bo ja KOMPLETNIE nie wiem o co Melkiemu chodzi, aż odpaliłem ten numer ponownie myśląc że ominąłem jakieś ostre gitarowe rżnięcie np. jak z albumu Porcupine Tree wrzucanego PRZEZ MELKIEGO.
jeśli mentos jest pozbawiony logiki i pełen hipokryzji w swych wrzutkach i recenzjach to tu już całkiem nie wiem co powiedzieć xD
jeśli mentos jest pozbawiony logiki i pełen hipokryzji w swych wrzutkach i recenzjach to tu już całkiem nie wiem co powiedzieć xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, ja właśnie słucham wrzuconego W TEJ SAMEJ KOLEJCE przez Melkiego Danziga i tam są ostre rockowe fragmenty, na pewno w porównaniu z nołmenem. To trochę tak jakby Melki komuś zarzucał, że go nie lubi, bo ma na imię Tomek xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tego zarzutu trochę tez nie kumam, (chociaż Murzyn też to podnosił) i nie zgadzam się, że świadczy w jakikolwiek sposób o "inwencji twórczej". Często w utworach podoba się jakaś ich część bardziej od innych, nie widzę w tym jakiegoś wielkiego problemu, czy powodu by uznawać, że numer jest przez to słaby. Zwłaszcza w takim przypadku jak "On Every Street", w którym te dwa segmenty różnią się mocno środkami wyrazu i charakterem, co nie znaczy, że cześć balladowa nie jest dobry wstępem do szybkiej, niezależnie od tego, która podoba się bardziej. I takie połączenie jedne z drugim, jest właśnie imo świadectwem "inwencji twórczej", ale o czym my w ogóle mówimy, skoro Melki chwali bardziej część rockową, a chwilę wcześniej stwierdził, że rock go odrzuca xD Czasami naprawdę mam wrażenie, że bym wolał przeczytać recenzję "numer xxx to gówno", niż się potem pół dnia zastanawiać, co poeta miał na myśli.Malkolit pisze:03 kwie 2023 12:40Końcówka chyba rzeczywiście lepsza od wokalnej części piosenki i to nie świadczy najlepiej o inwencji twórczej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Efektownie wystawianie się na strzał, tak bym to ująłMalkolit pisze:03 kwie 2023 12:40"Bezkompromisowy", "radykalny", oho, jest źle - przynajmniej tego się spodziewałem po takim opisie.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No Melki to niezły gagatek. Ale mnie też się przydarzają takie dziwne rzeczy. Myślę, że każdemu w większym lub mniejszym stopniu.
No ale Melki to i tak MISZCZ.
No ale Melki to i tak MISZCZ.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Death Grips - Culture Shock (2011)
To musiało się stać, choć początkowo DG celowo pominąłem w przygotowaniach do bestki. Pod koniec 2021 roku wolałem się odciąć, ale ostatnio było parę pojedynczych powrotów, więc atmosfera się oczyściła. Czy tego chcę czy nie, DG byli jednym z moich ulubionych projektów przez pewien czas w liceum. Uważni słuchacze mojej kompilacji (lub w tym momencie zainteresowani) powinni wrócić do kawałka o nazwie boobz, ale PO kontakcie z Death Grips. Na przełomie wiosny i lata 2018 roku powstał szkielet pewnej EPki, który miał być podstawą dla dalszych prac nad pewnym projektem utrzymanym w podobnym stylu. Głównym bohaterem znów jest kolega M., z którym byłem wtedy w dobrych relacjach. Połączył nas przede wszystkim szczeniacki angst, podobne poszukiwania siebie w środowisku dookoła. Zanim jednak wszystko wymownie zweryfikował czas było na tyle dobrze, że spotykaliśmy się dość często na pogaduchach, wyjściach w miasto. Nie wiem, czy to kwestia jakiegoś wyższego mniemania, ale domyślam się, że jeden z jego ostatnich meltdownów w mediach społecznościowych był pośrednio skierowany do mnie. Był to czas poszukiwań pełną parą i mogło się wydawać, że zmierza to do czegoś więcej, ale skończyło się na jednej poważniejszej rozmowie, postawieniu spraw jasno i tak dalej. Dziś sprawia wrażenie przećpanego bananowego dzieciaka, który po pobieżnej lekturze trzech książek filozoficznych osiągnął inny wymiar, a teraz wciela się w rolę mentora. Gościa cedzącego banały rodem z najprostszych coachingowych scamów, ale o tak wielkim syndromie wyparcia, że żadne słowa krytyki nie są w stanie przebić się przez bańkę. Jedna z moich znajomych regularnie sprawdza jego poczynania, ja temat zostawiłem gdzieś na początku 2019 roku i nie za wiele mnie to interesuje.
Death Grips wbrew pozorom nie jest aż tak memiczne. Mieliśmy z M. swoje ulubione kawałki, teksty. Zanim nie wpadniesz w spiralę memów to może między jedną rąbanką a drugim zmyślnie wszytym samplingiem wyłapiesz o co tu biega... albo biegało do pewnego momentu. Pamiętam jeden ze śmiesznych obrazków, na którym autor przewiduje kolejne przemiany stylistyczne zespołu. Równie dobrze w przyszłości mógł być folk, psytrance, jazz, śpiewy wieśniaków z Mongolii. Ten typ humoru. Dla mnie ich muzyka to skuteczny katalizator dla wkurwu, wyższego napięcia, gwałtownych emocji. Teraz już może mniej, ale wtedy tłukłem naprawdę dziesiątki kawałków. Po latach pozostał mi tak naprawdę tylko Culture Shock, czyli jeden z najbardziej uporządkowanych numerów (yhm!) w ich katalogu. Ciekawa, prorocza końcówka... Odkrycia w zakresie sampli zostawiam wam. Podoba mi się kwaśny, industrialny bit. Nawijka jest przekonująca, zmyślnie użyty sztuczny głos, "refren" wpada do głowy i nigdy do końca z niej nie wyjdzie. Przynajmniej z mojej.
Uporałem się i czuję, że zrzucam głaz. Tak nie pisałem nawet do swojego prywatnego zeszytu na przemyślenia rurzne. Fajne uczucie.
https://youtu.be/WnsI67bHpmk
To musiało się stać, choć początkowo DG celowo pominąłem w przygotowaniach do bestki. Pod koniec 2021 roku wolałem się odciąć, ale ostatnio było parę pojedynczych powrotów, więc atmosfera się oczyściła. Czy tego chcę czy nie, DG byli jednym z moich ulubionych projektów przez pewien czas w liceum. Uważni słuchacze mojej kompilacji (lub w tym momencie zainteresowani) powinni wrócić do kawałka o nazwie boobz, ale PO kontakcie z Death Grips. Na przełomie wiosny i lata 2018 roku powstał szkielet pewnej EPki, który miał być podstawą dla dalszych prac nad pewnym projektem utrzymanym w podobnym stylu. Głównym bohaterem znów jest kolega M., z którym byłem wtedy w dobrych relacjach. Połączył nas przede wszystkim szczeniacki angst, podobne poszukiwania siebie w środowisku dookoła. Zanim jednak wszystko wymownie zweryfikował czas było na tyle dobrze, że spotykaliśmy się dość często na pogaduchach, wyjściach w miasto. Nie wiem, czy to kwestia jakiegoś wyższego mniemania, ale domyślam się, że jeden z jego ostatnich meltdownów w mediach społecznościowych był pośrednio skierowany do mnie. Był to czas poszukiwań pełną parą i mogło się wydawać, że zmierza to do czegoś więcej, ale skończyło się na jednej poważniejszej rozmowie, postawieniu spraw jasno i tak dalej. Dziś sprawia wrażenie przećpanego bananowego dzieciaka, który po pobieżnej lekturze trzech książek filozoficznych osiągnął inny wymiar, a teraz wciela się w rolę mentora. Gościa cedzącego banały rodem z najprostszych coachingowych scamów, ale o tak wielkim syndromie wyparcia, że żadne słowa krytyki nie są w stanie przebić się przez bańkę. Jedna z moich znajomych regularnie sprawdza jego poczynania, ja temat zostawiłem gdzieś na początku 2019 roku i nie za wiele mnie to interesuje.
Death Grips wbrew pozorom nie jest aż tak memiczne. Mieliśmy z M. swoje ulubione kawałki, teksty. Zanim nie wpadniesz w spiralę memów to może między jedną rąbanką a drugim zmyślnie wszytym samplingiem wyłapiesz o co tu biega... albo biegało do pewnego momentu. Pamiętam jeden ze śmiesznych obrazków, na którym autor przewiduje kolejne przemiany stylistyczne zespołu. Równie dobrze w przyszłości mógł być folk, psytrance, jazz, śpiewy wieśniaków z Mongolii. Ten typ humoru. Dla mnie ich muzyka to skuteczny katalizator dla wkurwu, wyższego napięcia, gwałtownych emocji. Teraz już może mniej, ale wtedy tłukłem naprawdę dziesiątki kawałków. Po latach pozostał mi tak naprawdę tylko Culture Shock, czyli jeden z najbardziej uporządkowanych numerów (yhm!) w ich katalogu. Ciekawa, prorocza końcówka... Odkrycia w zakresie sampli zostawiam wam. Podoba mi się kwaśny, industrialny bit. Nawijka jest przekonująca, zmyślnie użyty sztuczny głos, "refren" wpada do głowy i nigdy do końca z niej nie wyjdzie. Przynajmniej z mojej.
Uporałem się i czuję, że zrzucam głaz. Tak nie pisałem nawet do swojego prywatnego zeszytu na przemyślenia rurzne. Fajne uczucie.
https://youtu.be/WnsI67bHpmk
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nu dawać do pieca Panowie, co to za przestój
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Do środy chcę widzieć numery, jakby to powiedział Wuja, miski różowe, czy coś.
Melki, nie kantuj, umowa była, że recki wjeżdżają z numerem.
Melki, nie kantuj, umowa była, że recki wjeżdżają z numerem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Kiedy patrzyłem na Wasze wypowiedzi w temacie moich opinii, przyszło mi coś ciekawego do głowy. Ale to może nieco później. Tymczasem kolejna wrzutka:
ABBA - Super Trouper
https://www.youtube.com/watch?v=QfxNI-bmNJg
Nie jestem jakimś fanem musicali, co generalnie oznacza to, że jak mi ktoś zaproponuje oglądanie, to nie mam z tym problemu, ale sam z siebie raczej tego typu filmu nie włączę. I kiedyś tak się właśnie zadziało - usiedliśmy wspólnie w rodzinnym salonie, żeby obejrzeć sobie Mamma Mię. I to był strzał w dziesiątkę! Obejrzałem potem z moimi rodzicami jeszcze parę różnych filmów z muzyką na pierwszym planie, m.in. o Milesie Davisie i o Queen, ale to właśnie przeniesienie na ekran przebojów ABB-y stanowiło ten najważniejszy moment. Fantastyczna zabawa, piękne, kolorowe ujęcia, możliwość niemal włączenia się do zabawy z bohaterami filmu (przy tytułowym utworze, przy SOS, wiele można by fragmentów wymienić, panów wpadających do basenu jako niejako symbolu tamtego wieczoru też) stworzyły fantastyczną aurę. Wybrałem do zabawy jeden z utworów, które znalazły się na ścieżce dźwiękowej, choć tak naprawdę to ja lubię generalnie wszystkie lub prawie wszystkie ich przeboje, jakie pamiętam (Gimme! Gimme! Gimme!, Honey, Honey czy inna Chiquitita spokojnie mogłyby się znaleźć w tym miejscu).
Zawsze wiedziałem, że moi rodzice (i moja siostra też) są ludźmi mocno zainteresowani kulturą (napiszę coś o tym więcej potem), więc oglądanie filmu z nimi, rozmowy, dobra zabawa stanowiły niejako ukoronowanie kontaktów rodzinnych w tamtym czasie. Mama głównie zapoznawała mnie z różną polską muzyką sprzed lat (klasyki polskiej piosenki, także z filmu, polski bigbit, czyli panie Stanek, Majdaniec czy Sobczyk, Kaczmarski, Turnau czy Czerwone Gitary, zawsze też lubiła słuchać muzyki klasycznej, np. Haydna), a tata także i z klasykami muzyki rozrywkowej zza granicy (z nim byłem na koncertach Knopflera czy Rammsteina - tata bardzo chciał obejrzeć wielkie show - sam, jak wiem, słuchał tych wszystkich rockmanów, którzy byli popularni w czasach jego młodości, Ultravoksu, ale też dzięki niemu poznałem CCCatch). Kiedyś dla żartu, po koncercie Jethro Tull, kiedy mama zapytała mnie o to, co ci ludzie grają, puściłem mamie Bourree i bardzo podobała mi się reakcja
. Tata, jak już wspomniałem, zaszczepił we mnie sympatię dla elektroniki i przebojów ogólnie (powtarzał przy tym, że nie przekaz, jak to miłośnicy pewnej stacji głoszą, był najważniejszy).
Kiedyś jeszcze bodaj na rynku w Kościerzynie byliśmy razem na lokalnym festiwalu folkowym. Nie pamiętam już, kto grał, ale to też było ciekawe przeżycie.
Na półce u mnie stoi soundtrack z Mamma Mii. Dostałem go kiedyś od koleżanki, której podobna muzyka raczej nie interesuje (ona i jej towarzystwo lubowały się raczej w rzeczach nagrywanych zupełnie współcześnie, ewentualnie współczesnych remiksach starych przebojów. To była ciekawa przygoda: to wtedy zauważyłem naocznie, jak ważne jest bycie "na czasie" w podobnych kwestiach, wcześniej nie zwracałem na to większej uwagi, a to się działo już ponad 10 lat temu. Puszczali głównie współczesny pop, rap i metal (i Radio Eska, i RMF Maxxx)). Raczej nieczęsto leci, ale to fajna pamiątka po tamtej znajomości.
W ogóle posłuchałem sobie przy tej okazji najnowszej propozycji Szwedów (znów) i uważam (znów), że dziadki i babcie dali radę. Dobrze jest!
ABBA - Super Trouper
https://www.youtube.com/watch?v=QfxNI-bmNJg
Nie jestem jakimś fanem musicali, co generalnie oznacza to, że jak mi ktoś zaproponuje oglądanie, to nie mam z tym problemu, ale sam z siebie raczej tego typu filmu nie włączę. I kiedyś tak się właśnie zadziało - usiedliśmy wspólnie w rodzinnym salonie, żeby obejrzeć sobie Mamma Mię. I to był strzał w dziesiątkę! Obejrzałem potem z moimi rodzicami jeszcze parę różnych filmów z muzyką na pierwszym planie, m.in. o Milesie Davisie i o Queen, ale to właśnie przeniesienie na ekran przebojów ABB-y stanowiło ten najważniejszy moment. Fantastyczna zabawa, piękne, kolorowe ujęcia, możliwość niemal włączenia się do zabawy z bohaterami filmu (przy tytułowym utworze, przy SOS, wiele można by fragmentów wymienić, panów wpadających do basenu jako niejako symbolu tamtego wieczoru też) stworzyły fantastyczną aurę. Wybrałem do zabawy jeden z utworów, które znalazły się na ścieżce dźwiękowej, choć tak naprawdę to ja lubię generalnie wszystkie lub prawie wszystkie ich przeboje, jakie pamiętam (Gimme! Gimme! Gimme!, Honey, Honey czy inna Chiquitita spokojnie mogłyby się znaleźć w tym miejscu).
Zawsze wiedziałem, że moi rodzice (i moja siostra też) są ludźmi mocno zainteresowani kulturą (napiszę coś o tym więcej potem), więc oglądanie filmu z nimi, rozmowy, dobra zabawa stanowiły niejako ukoronowanie kontaktów rodzinnych w tamtym czasie. Mama głównie zapoznawała mnie z różną polską muzyką sprzed lat (klasyki polskiej piosenki, także z filmu, polski bigbit, czyli panie Stanek, Majdaniec czy Sobczyk, Kaczmarski, Turnau czy Czerwone Gitary, zawsze też lubiła słuchać muzyki klasycznej, np. Haydna), a tata także i z klasykami muzyki rozrywkowej zza granicy (z nim byłem na koncertach Knopflera czy Rammsteina - tata bardzo chciał obejrzeć wielkie show - sam, jak wiem, słuchał tych wszystkich rockmanów, którzy byli popularni w czasach jego młodości, Ultravoksu, ale też dzięki niemu poznałem CCCatch). Kiedyś dla żartu, po koncercie Jethro Tull, kiedy mama zapytała mnie o to, co ci ludzie grają, puściłem mamie Bourree i bardzo podobała mi się reakcja
Kiedyś jeszcze bodaj na rynku w Kościerzynie byliśmy razem na lokalnym festiwalu folkowym. Nie pamiętam już, kto grał, ale to też było ciekawe przeżycie.
Na półce u mnie stoi soundtrack z Mamma Mii. Dostałem go kiedyś od koleżanki, której podobna muzyka raczej nie interesuje (ona i jej towarzystwo lubowały się raczej w rzeczach nagrywanych zupełnie współcześnie, ewentualnie współczesnych remiksach starych przebojów. To była ciekawa przygoda: to wtedy zauważyłem naocznie, jak ważne jest bycie "na czasie" w podobnych kwestiach, wcześniej nie zwracałem na to większej uwagi, a to się działo już ponad 10 lat temu. Puszczali głównie współczesny pop, rap i metal (i Radio Eska, i RMF Maxxx)). Raczej nieczęsto leci, ale to fajna pamiątka po tamtej znajomości.
W ogóle posłuchałem sobie przy tej okazji najnowszej propozycji Szwedów (znów) i uważam (znów), że dziadki i babcie dali radę. Dobrze jest!
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Joe Cocker - Don't Let Me Be Misunderstood (1996 dla tej wersji)
Joe Cocker to gość, nad którym myślę nie trzeba się specjalnie rozwodzić. Fantastyczny wokalista, kapitalny głos (mimo tego, a może dzięki temu, że przez większość życia był skrajnie nałogowym palaczem), świetne interpretacje piosenek, które większość ludzi generalnie zna, ale nie zdaje sobie z tego sprawy (ja się do nich zaliczałem), albowiem jakieś 90% jego twórczości (jeśli nie więcej) to covery. I teraz ja zapodaję Wam, PT Forumowicze, cover, który jest dla mnie bardzo ważny i w otoczeniu innych już wrzucanych przeze mnie najntisowych numerów (głównie najntisowych) przenosi mnie w czasy dość beztroskiego dzieciństwa spędzonego w połowie na łódzkim Radogoszczu a w połowie w Zgierzu. Ten numer łączy mi się ze Zgierzem, ale nie dajcie się zwieść - nie ma tutaj krzty sympatii czy nostalgii wobec tej zapadłej dziury, w której giną wszystkie nadzieje i marzenia. Jest jedna, konkretna scena, no, może dwie. Siedzę przy stole w jadalni, w okna bije deszcz. Na pewno jest wiosna, jakiś kwiecień, może 1997 rok? Tak bym obstawiał. Z radyjka wmontowanego w bajerancki (jak na tamte czasy) elektroniczny zegarobudzik Phillipsa (ciągle działa!) leci ten właśnie numer. A ja się jaram. To tyle xD Co do samej piosenki... To rzecz jasna cover, cover czyj? Don't Let Me Be Misunderstood to piosenka, która coverowana była przez kilku artystów. Oryginał został napisany dla Niny Simone przez trzech jazzowych muzyków i kompozytorów, Bennie Benjamina, Horacego Otta i Sola Marcusa. Premierę kawałek miał w 1964 roku, a już 5 lat później został scoverowany przez Cockera na jego debiutanckim albumie. Jednak wersja, którą wrzucam, została wypuszczona na krążku Organic, który ukazał się w 1996. Cocker postanowił zrobić reworki paru utworów, które nagrywał już wcześniej, także mamy do czynienia z coverem coveru. Ale za to jakim! Jest wyjątkowo bujająco, lekko funkowo, niespiesznie i luźno. Osobiście kocham tę wersję właśnie, pierwotne wykonanie aż tak dobre nie jest. Inna sprawa, że dla mnie Cocker wyrobił sobie głos (choć, jakby się przysłuchać, to chyba zawsze brzmiał tak samo lol) na starość, jest lekko agresywnie i "crooky", co pasuje wprost wybitnie do przerabianych przez niego numerów. Właściwie cała masa piosenek jakie nagrał to mogłyby być z powodzeniem jego piosenki od razu. Ciekawostka - pierwsza wersja Never Tear Us Apart, jaką usłyszałem ever, była właśnie jego wykonaniem. I kiedy w zapomnianej już (STARA TELEWIZJA FTW) reklamie Orange (czy tam Idea to jeszcze była, nieważne) poleciał oryginał INXS, to ja pomyślałem, że ten oryginał to cover xD Mam nadzieję, że Hutchence się nie obraził. Tak czy inaczej, Cocker jest super, ta wersja jest super, wiosna jest super (dlaczego są minus dwa stopnie do huia), cała reszta już nie jest super, ale jak sobie posłucham Cockera, to przez chwilę jest. Posłuchajcie i Wy, PT Forumowicze, bo to zacna wersja jest.
https://www.youtube.com/watch?v=aJQpaEQUD1w
Joe Cocker to gość, nad którym myślę nie trzeba się specjalnie rozwodzić. Fantastyczny wokalista, kapitalny głos (mimo tego, a może dzięki temu, że przez większość życia był skrajnie nałogowym palaczem), świetne interpretacje piosenek, które większość ludzi generalnie zna, ale nie zdaje sobie z tego sprawy (ja się do nich zaliczałem), albowiem jakieś 90% jego twórczości (jeśli nie więcej) to covery. I teraz ja zapodaję Wam, PT Forumowicze, cover, który jest dla mnie bardzo ważny i w otoczeniu innych już wrzucanych przeze mnie najntisowych numerów (głównie najntisowych) przenosi mnie w czasy dość beztroskiego dzieciństwa spędzonego w połowie na łódzkim Radogoszczu a w połowie w Zgierzu. Ten numer łączy mi się ze Zgierzem, ale nie dajcie się zwieść - nie ma tutaj krzty sympatii czy nostalgii wobec tej zapadłej dziury, w której giną wszystkie nadzieje i marzenia. Jest jedna, konkretna scena, no, może dwie. Siedzę przy stole w jadalni, w okna bije deszcz. Na pewno jest wiosna, jakiś kwiecień, może 1997 rok? Tak bym obstawiał. Z radyjka wmontowanego w bajerancki (jak na tamte czasy) elektroniczny zegarobudzik Phillipsa (ciągle działa!) leci ten właśnie numer. A ja się jaram. To tyle xD Co do samej piosenki... To rzecz jasna cover, cover czyj? Don't Let Me Be Misunderstood to piosenka, która coverowana była przez kilku artystów. Oryginał został napisany dla Niny Simone przez trzech jazzowych muzyków i kompozytorów, Bennie Benjamina, Horacego Otta i Sola Marcusa. Premierę kawałek miał w 1964 roku, a już 5 lat później został scoverowany przez Cockera na jego debiutanckim albumie. Jednak wersja, którą wrzucam, została wypuszczona na krążku Organic, który ukazał się w 1996. Cocker postanowił zrobić reworki paru utworów, które nagrywał już wcześniej, także mamy do czynienia z coverem coveru. Ale za to jakim! Jest wyjątkowo bujająco, lekko funkowo, niespiesznie i luźno. Osobiście kocham tę wersję właśnie, pierwotne wykonanie aż tak dobre nie jest. Inna sprawa, że dla mnie Cocker wyrobił sobie głos (choć, jakby się przysłuchać, to chyba zawsze brzmiał tak samo lol) na starość, jest lekko agresywnie i "crooky", co pasuje wprost wybitnie do przerabianych przez niego numerów. Właściwie cała masa piosenek jakie nagrał to mogłyby być z powodzeniem jego piosenki od razu. Ciekawostka - pierwsza wersja Never Tear Us Apart, jaką usłyszałem ever, była właśnie jego wykonaniem. I kiedy w zapomnianej już (STARA TELEWIZJA FTW) reklamie Orange (czy tam Idea to jeszcze była, nieważne) poleciał oryginał INXS, to ja pomyślałem, że ten oryginał to cover xD Mam nadzieję, że Hutchence się nie obraził. Tak czy inaczej, Cocker jest super, ta wersja jest super, wiosna jest super (dlaczego są minus dwa stopnie do huia), cała reszta już nie jest super, ale jak sobie posłucham Cockera, to przez chwilę jest. Posłuchajcie i Wy, PT Forumowicze, bo to zacna wersja jest.
https://www.youtube.com/watch?v=aJQpaEQUD1w
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
ciekawe ile reggae'owych coverów upchniemy w jednej kolejce 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
W oczekiwaniu na kolegę Mentosa, wrzucam Wam ekstrakt z "Seba M. review generator", może się przydać. Jeśli Seba nie wjedzie z niczym do jutra, to wrzucam wszystko łącznie z tym wzorem i potem uzupełnię tylko tytuł i wykonawcę.
"No ciekawe, że xxx rzucił kawałek yyy zespołu zzz, no ale szczerze mówiąc, to naprawdę NIE WIEM XDDD tzn w zasadzie wszystko jest super, fajne brzmienie, ale jednak coś nie do końca mi leży, ale nie potrafię powiedzieć co xDD Może ileś tam lat temu bym się tym bardziej pojarał, jak byłem jeszcze studentem i napieprzałem do tamtej nieszczęsnej pracy, no ale. Skończyły mi się już też zwroty, określenia, itd na takie wrzuty kolegi xxxx, więc po prostu napiszę, że kolega xxx zapodał fajny numer, taki do posłuchania i chyle copkę"
"No ciekawe, że xxx rzucił kawałek yyy zespołu zzz, no ale szczerze mówiąc, to naprawdę NIE WIEM XDDD tzn w zasadzie wszystko jest super, fajne brzmienie, ale jednak coś nie do końca mi leży, ale nie potrafię powiedzieć co xDD Może ileś tam lat temu bym się tym bardziej pojarał, jak byłem jeszcze studentem i napieprzałem do tamtej nieszczęsnej pracy, no ale. Skończyły mi się już też zwroty, określenia, itd na takie wrzuty kolegi xxxx, więc po prostu napiszę, że kolega xxx zapodał fajny numer, taki do posłuchania i chyle copkę"
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
wydało się.
HIEN TO AI
HIEN TO AI
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
SebaGPT
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl