Best of Forum VII
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jak mawiał poeta "wrzucaj endżoja swego, bo tak szybko są podjebywane"
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Visage - Visa-age (1980)
Visage przedstawiać pewnie nie trzeba, wszak wystarczył im jeden hit, ażeby okrzyknąć tę bieda-supergrupę ikoną new romantic (właściwie chyba nigdy nie było takiego gatunku muzycznego per se, to po prostu ruch w sztuce, ale nieważne). Fade to Grey jest jednak tak zarzygane i zajechane, że nawet mnie dawno temu przestało się podobać. Jednocześnie muszę nadmienić, że zarówno na swoim pierwszym jak i drugim krążku (odpowiednio Visage i The Anvil z odpowiednio 1980 i 1982 roku) ci goście naprodukowali trochę naprawdę fajnej, choć typowo ejtisowej muzy. O trzecim albumie (Beat Boy z 1984) wypowiadać się nie będę, bo tam są całe 2 numery a reszta do wystrzelenia w kosmos wraz z kolejną misją Sławosza U-W.
Czemu "supergrupy"? Bo Visage to oprócz nieżyjącego już od ponad dekady Steve'a Harringtona znanego jako Steve Strange także 2/3 Ultravoxu i 3/5 Magazine, a - było nie było - obydwa te zespoły jakiś ślad na scenie postpunkowej zostawiły (choć Ultravox, jeszcze z wykrzyknikiem w nazwie, jak najbardziej od punku zaczynał). Mieliśmy tam więc i Billy'ego Currie i Robina Simona z Ultravoxu (członkowie zespołu nie bardzo wiedzieli co ze sobą począć po odejściu Foxxa), mieliśmy także Johna McGeocha i Barry'ego Adamsona z Magazine. Adamson później stał się członkiem The Bad Seeds, potem grał solo, nawet trafił do naszych zabaw, tak więc... Przede wszystkim jednak byli tam także Rusty Egan i Midge Ure z Rich Kids, czyli grupy, którą założył Glen Matlock z Sex Pistols. Czemu to ważne? Bo w ten sposób Currie poznał Ure'a i zaprosił go, by ten został nowym frontmanem Ultravoxu po tym, gdy Foxx kopnął ich w dupę, a to otworzyło zupełnie nowy rozdział w historii grupy. TAK CZY INACZEJ.
Czemu "bieda"? Bo tak serio, poza Urem i Adamsonem to kto się tam na czym wybił... niemniej jednak otwarcie mieli zacne. Naprawdę - ja ten ich debiut (zatytułowany po prostu Visage) bardzo lubię. Jest tam sporo dobrej muzy z epoki, bardzo tą epoką naznaczonej. Wyróżnia się jednak pośród nich jeden numer zwłaszcza, i jest to moja wrzuta. Kawałek pt. Visa-age jest generalnie o przyjemnościach podróżowania (no bo wiecie, WIZA, hehe) i tak się złożyło, że zawsze towarzyszy mi na początku lata. No dobra, może nie zawsze, ale często od 2006 roku, kiedy to zapoznałem się z całością płyty po raz pierwszy. Z początku w ogóle myślałem, że to jakiś błąd i pomyłka, bo na krążku jest też utwór pt. Visage (który nawet był singlem; na marginesie, kiedyś widziałem wideo doń na MTV Classic i na trzech paskach po kolei było VISAGE VISAGE VISAGE, trochę jak z TALK TALK grupy TALK TALK z minialbumu TALK TALK), no bo ten myślnik to chyba przypadkiem... No, nie było to przypadkiem, całkem zamierzone i całkiem dobre.
Także na ten moment, na samym początku wakacji (kto je ma ten je ma), chciałbym zadedykować ów utwór wszystkim wyjazdowiczom. Może nawet nie będziecie potrzebowali wiz aby dojechać tam, gdzie się wybieracie. Niech się imć Sebastian dobrze bawi w Rumunii (ja się w Bukareszcie bawiłem wspaniale) i może sobie posłucha, bo może mu się spodoba. Albo i nie, gdyż to wciąż ejtisy ejtisowe i nie sposób od tego uciec, choć wprawne ucho dostrzeże nawet delikatny ślad Kraftwerku (wtedy chyba wszyscy ich w mniejszym lub większym stopniu kopiowali bądź się do nich odwoływali). Na każdą podróż jak znalazł, zwłaszcza samolotem, można poczuć tzw. klimat. Zaś motyw z gwizdaniem na samym końcu jest całkiem filmowy, choć nieco tani.
Zapraszam do bramek, odlatujemy w ciągu 45 minut!
https://youtu.be/7xOlSeSGKd8?si=FtNR-wEiHvT9mR7a
Visage przedstawiać pewnie nie trzeba, wszak wystarczył im jeden hit, ażeby okrzyknąć tę bieda-supergrupę ikoną new romantic (właściwie chyba nigdy nie było takiego gatunku muzycznego per se, to po prostu ruch w sztuce, ale nieważne). Fade to Grey jest jednak tak zarzygane i zajechane, że nawet mnie dawno temu przestało się podobać. Jednocześnie muszę nadmienić, że zarówno na swoim pierwszym jak i drugim krążku (odpowiednio Visage i The Anvil z odpowiednio 1980 i 1982 roku) ci goście naprodukowali trochę naprawdę fajnej, choć typowo ejtisowej muzy. O trzecim albumie (Beat Boy z 1984) wypowiadać się nie będę, bo tam są całe 2 numery a reszta do wystrzelenia w kosmos wraz z kolejną misją Sławosza U-W.
Czemu "supergrupy"? Bo Visage to oprócz nieżyjącego już od ponad dekady Steve'a Harringtona znanego jako Steve Strange także 2/3 Ultravoxu i 3/5 Magazine, a - było nie było - obydwa te zespoły jakiś ślad na scenie postpunkowej zostawiły (choć Ultravox, jeszcze z wykrzyknikiem w nazwie, jak najbardziej od punku zaczynał). Mieliśmy tam więc i Billy'ego Currie i Robina Simona z Ultravoxu (członkowie zespołu nie bardzo wiedzieli co ze sobą począć po odejściu Foxxa), mieliśmy także Johna McGeocha i Barry'ego Adamsona z Magazine. Adamson później stał się członkiem The Bad Seeds, potem grał solo, nawet trafił do naszych zabaw, tak więc... Przede wszystkim jednak byli tam także Rusty Egan i Midge Ure z Rich Kids, czyli grupy, którą założył Glen Matlock z Sex Pistols. Czemu to ważne? Bo w ten sposób Currie poznał Ure'a i zaprosił go, by ten został nowym frontmanem Ultravoxu po tym, gdy Foxx kopnął ich w dupę, a to otworzyło zupełnie nowy rozdział w historii grupy. TAK CZY INACZEJ.
Czemu "bieda"? Bo tak serio, poza Urem i Adamsonem to kto się tam na czym wybił... niemniej jednak otwarcie mieli zacne. Naprawdę - ja ten ich debiut (zatytułowany po prostu Visage) bardzo lubię. Jest tam sporo dobrej muzy z epoki, bardzo tą epoką naznaczonej. Wyróżnia się jednak pośród nich jeden numer zwłaszcza, i jest to moja wrzuta. Kawałek pt. Visa-age jest generalnie o przyjemnościach podróżowania (no bo wiecie, WIZA, hehe) i tak się złożyło, że zawsze towarzyszy mi na początku lata. No dobra, może nie zawsze, ale często od 2006 roku, kiedy to zapoznałem się z całością płyty po raz pierwszy. Z początku w ogóle myślałem, że to jakiś błąd i pomyłka, bo na krążku jest też utwór pt. Visage (który nawet był singlem; na marginesie, kiedyś widziałem wideo doń na MTV Classic i na trzech paskach po kolei było VISAGE VISAGE VISAGE, trochę jak z TALK TALK grupy TALK TALK z minialbumu TALK TALK), no bo ten myślnik to chyba przypadkiem... No, nie było to przypadkiem, całkem zamierzone i całkiem dobre.
Także na ten moment, na samym początku wakacji (kto je ma ten je ma), chciałbym zadedykować ów utwór wszystkim wyjazdowiczom. Może nawet nie będziecie potrzebowali wiz aby dojechać tam, gdzie się wybieracie. Niech się imć Sebastian dobrze bawi w Rumunii (ja się w Bukareszcie bawiłem wspaniale) i może sobie posłucha, bo może mu się spodoba. Albo i nie, gdyż to wciąż ejtisy ejtisowe i nie sposób od tego uciec, choć wprawne ucho dostrzeże nawet delikatny ślad Kraftwerku (wtedy chyba wszyscy ich w mniejszym lub większym stopniu kopiowali bądź się do nich odwoływali). Na każdą podróż jak znalazł, zwłaszcza samolotem, można poczuć tzw. klimat. Zaś motyw z gwizdaniem na samym końcu jest całkiem filmowy, choć nieco tani.
Zapraszam do bramek, odlatujemy w ciągu 45 minut!
https://youtu.be/7xOlSeSGKd8?si=FtNR-wEiHvT9mR7a
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Chipmunki, lol...
YE przyjął się lepiej niż mi się wydawało, że się przyjmie, nawet jeśli bez szału i entuzjazmu. Nie będę umierać na wzgórzu tej wrzuty, więc skwituję to stwierdzeniem, że OKEJ i przejdę do kolejnej, którą będzie to...
Republika - Poranna Wiadomość
Mam trochę ambiwalentny stosunek do Republiki jako zespołu (za stacją telewizyjną o tej nazwie, delikatnie rzecz ujmując nie przepadam). Niby lubię, niby cenię, niby szanuję, niby nie mam kontrargumentów na tezy o tym, że Ciechowski wielkim poetą był, ale jednocześnie w moim osobistym rankingu to nigdy nie był zespół, który przekroczyłby granicę między zespołem, który lubię a zespołem który lubię bardziej. I może brzmię faktycznie jak musiał oceniający moje wrzuty w depeszwizji, ale trudno - będę Musiał z tym żyć.
Szczerze mówiąc, sam nie wiem, czy to jest kwestia tego, że podszedłem do tego zespołu na tym etapie życia, w którym mogłem być nań niegotowy, czy może to faktycznie jest zespół nie do końca trafiający w mój specyficzny gust, bo wieki nie słuchałem ich płyt w całości. To w sumie dobry pretekst, by do nich wrócić i to zweryfikować, wszak w tej zabawie niejednokrotnie wrzucałem przykłady projektów, które kilkanaście lat temu wcale a wcale mnie nie zachwyciły, a teraz kocham je miłością matczyną.
Ale mniejsza z tym. Republika to dla mnie póki co nadal zespół momentów, ale momenty były, oj były, parafrazując klasyka, a poniższa wrzuta jest jednym z nich.
A dlaczego akurat Poranna Wiadomość? Ano, nie chciałem wlatywać z jakimiś Białymi Flagami czy innymi Sexy Telefonami w Bikini, bo niby te wszystkie rzeczy bardzo lubię i w ogóle, ale mimo wszystko - to dość zgrane płyty, a nie były dla mnie szczególnie ważne, bym chciał wyskakiwać z kartą Endżoja. Więcej sensu miałoby wrzucenie Mamony, bo do dziś pamiętam wszechobecny w ówczesnej telewizji teledysk z zasypywanym kasą zespołem, ale tę wrzutę juz 100 lat temu zabrał mi Melczet.
I chyba dobrze się stało, bo mogłem wyskoczyć z asem z rękawa. Zawsze mnie ten numer na swój sposób intrygował - niby motyw z odliczaniem nie jest jakiś szczególnie oryginalny, ale mam ciary przy tym tajemniczym lektorze i niby też ktoś mógłby wykpić patent z tymi strzępkami rozmowy między jakąś parą, ale fakt, że nie wiemy co to za ludzie i o czym tak właściwie do końca rozmawiają po prostu działa na moją wyobraźnię. Może to jacyś uwięzieni gdzieś ludzie, może to kochankowie obserwujący wybuch bomby atomowej, a może to jakieś stare małżeństwo które ogląda powtórkę jakiegoś filmu czy ki czort - nie wiem, wybierzcie lub wymyślcie coś sobie.
A to wszystko na tle bardzo dobrego, chłodnego instrumentala. On w sumie też może być pozornie prosty, ale co z tego, skoro mimo tego jest dobry, a poza tym słyszę i dostrzegam dużo kapitalnych detali jak te miarowe klawisze brzmiące jak kolejne odliczanie w tle czy moment z urwaniem głównego motywu. A zresztą... zaraz sami to usłyszycie, zatem bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=-2hR-hkgTNc
YE przyjął się lepiej niż mi się wydawało, że się przyjmie, nawet jeśli bez szału i entuzjazmu. Nie będę umierać na wzgórzu tej wrzuty, więc skwituję to stwierdzeniem, że OKEJ i przejdę do kolejnej, którą będzie to...
Republika - Poranna Wiadomość
Mam trochę ambiwalentny stosunek do Republiki jako zespołu (za stacją telewizyjną o tej nazwie, delikatnie rzecz ujmując nie przepadam). Niby lubię, niby cenię, niby szanuję, niby nie mam kontrargumentów na tezy o tym, że Ciechowski wielkim poetą był, ale jednocześnie w moim osobistym rankingu to nigdy nie był zespół, który przekroczyłby granicę między zespołem, który lubię a zespołem który lubię bardziej. I może brzmię faktycznie jak musiał oceniający moje wrzuty w depeszwizji, ale trudno - będę Musiał z tym żyć.
Szczerze mówiąc, sam nie wiem, czy to jest kwestia tego, że podszedłem do tego zespołu na tym etapie życia, w którym mogłem być nań niegotowy, czy może to faktycznie jest zespół nie do końca trafiający w mój specyficzny gust, bo wieki nie słuchałem ich płyt w całości. To w sumie dobry pretekst, by do nich wrócić i to zweryfikować, wszak w tej zabawie niejednokrotnie wrzucałem przykłady projektów, które kilkanaście lat temu wcale a wcale mnie nie zachwyciły, a teraz kocham je miłością matczyną.
Ale mniejsza z tym. Republika to dla mnie póki co nadal zespół momentów, ale momenty były, oj były, parafrazując klasyka, a poniższa wrzuta jest jednym z nich.
A dlaczego akurat Poranna Wiadomość? Ano, nie chciałem wlatywać z jakimiś Białymi Flagami czy innymi Sexy Telefonami w Bikini, bo niby te wszystkie rzeczy bardzo lubię i w ogóle, ale mimo wszystko - to dość zgrane płyty, a nie były dla mnie szczególnie ważne, bym chciał wyskakiwać z kartą Endżoja. Więcej sensu miałoby wrzucenie Mamony, bo do dziś pamiętam wszechobecny w ówczesnej telewizji teledysk z zasypywanym kasą zespołem, ale tę wrzutę juz 100 lat temu zabrał mi Melczet.
I chyba dobrze się stało, bo mogłem wyskoczyć z asem z rękawa. Zawsze mnie ten numer na swój sposób intrygował - niby motyw z odliczaniem nie jest jakiś szczególnie oryginalny, ale mam ciary przy tym tajemniczym lektorze i niby też ktoś mógłby wykpić patent z tymi strzępkami rozmowy między jakąś parą, ale fakt, że nie wiemy co to za ludzie i o czym tak właściwie do końca rozmawiają po prostu działa na moją wyobraźnię. Może to jacyś uwięzieni gdzieś ludzie, może to kochankowie obserwujący wybuch bomby atomowej, a może to jakieś stare małżeństwo które ogląda powtórkę jakiegoś filmu czy ki czort - nie wiem, wybierzcie lub wymyślcie coś sobie.
A to wszystko na tle bardzo dobrego, chłodnego instrumentala. On w sumie też może być pozornie prosty, ale co z tego, skoro mimo tego jest dobry, a poza tym słyszę i dostrzegam dużo kapitalnych detali jak te miarowe klawisze brzmiące jak kolejne odliczanie w tle czy moment z urwaniem głównego motywu. A zresztą... zaraz sami to usłyszycie, zatem bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=-2hR-hkgTNc
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Sara James - Salty
Jako że wreszcie pogoda dopisuje i mamy istne lato, to będzie wlatywać muzyka odpowiednia na takie okoliczności, czyli letnia, lekka i przyjemna. Przynajmniej dla mnie. Czy też muzyka z Eski, jak to lubicie określać.
Sara James to nasza rodzima wokalistka, z której osobiście jestem bardzo dumny. Córka polki i Nigeryjczyka pomimo młodego wieku ma już na koncie swoje małe sukcesy: wygrana edycja The Voice Kids, drugie miejsce w Konkursie Piosenki Eurowizji Junior oraz udział w finale edycji talent show America’s Got Talent. Ma też na koncie wydany w ubiegłym roku album Playhouse. Mnie osobiście ten album bardzo miło zaskoczył. Kibicowałem Sarze, bo już od jakiegoś czasu byłem fanem jej barwy głosu. Wg mnie mocno wyróżnia się talentem wokalnym na tle innych polskich wokalistek młodego pokolenia, co zostało docenione również za granicą. Cieszy również, iż Sara bierze czynny udział w procesie tworzenia muzyki.
Salty to mój ulubiony utwór z albumu. Niezwykle lekki, melodyjny i dobrze brzmiący numer, w którym Sara prezentuje się znakomicie. I który nijak nie ma zamiaru mi się znudzić.
https://www.youtube.com/watch?v=-TvsP8M ... rt_radio=1
Jako że wreszcie pogoda dopisuje i mamy istne lato, to będzie wlatywać muzyka odpowiednia na takie okoliczności, czyli letnia, lekka i przyjemna. Przynajmniej dla mnie. Czy też muzyka z Eski, jak to lubicie określać.
Sara James to nasza rodzima wokalistka, z której osobiście jestem bardzo dumny. Córka polki i Nigeryjczyka pomimo młodego wieku ma już na koncie swoje małe sukcesy: wygrana edycja The Voice Kids, drugie miejsce w Konkursie Piosenki Eurowizji Junior oraz udział w finale edycji talent show America’s Got Talent. Ma też na koncie wydany w ubiegłym roku album Playhouse. Mnie osobiście ten album bardzo miło zaskoczył. Kibicowałem Sarze, bo już od jakiegoś czasu byłem fanem jej barwy głosu. Wg mnie mocno wyróżnia się talentem wokalnym na tle innych polskich wokalistek młodego pokolenia, co zostało docenione również za granicą. Cieszy również, iż Sara bierze czynny udział w procesie tworzenia muzyki.
Salty to mój ulubiony utwór z albumu. Niezwykle lekki, melodyjny i dobrze brzmiący numer, w którym Sara prezentuje się znakomicie. I który nijak nie ma zamiaru mi się znudzić.
https://www.youtube.com/watch?v=-TvsP8M ... rt_radio=1
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Widzę, że nie wszyscy chcą iść na rękę Sebie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
dobra, lećcie tę kolejeczkę beze mnie
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kolejka 18. (168.)
97. *NSYNC feat. Nelly - Girlfriend (The Neptunes Remix) (stripped)
98. Marek Biliński - Dom w dolinie mgieł (Hien)
99. Visage - Visa-age (devotional)
100. Republika - Poranna wiadomość (mintaj)
101. Sara James - Salty (shodan)
97. *NSYNC feat. Nelly - Girlfriend (The Neptunes Remix) (stripped)
98. Marek Biliński - Dom w dolinie mgieł (Hien)
99. Visage - Visa-age (devotional)
100. Republika - Poranna wiadomość (mintaj)
101. Sara James - Salty (shodan)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Seba, DOOM!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Myk myk na szybkości przed wyjazdem. Chciałem napisać coś o tym, że gdyby był Robert to bym pewnie jeszcze w samolocie słuchał jego wrzuty, ale dajcie spokój.
*NSYNC feat. Nelly - Girlfriend (The Neptunes Remix)
Jak zapewne pamiętacie chociażby z best of albumy, raczej tak se jest mi po drodze muzycznie z Timberlandem - czy to w tej bardziej "ambitnej" odsłonie, czy też boysbandowej. Niby spoko muzyk, niby spoko kolo, ale nie trafia do mnie to. Nie mam też sentymentu do *NSYNC, bo generalnie w okolicach 2002 roku o muzyce wiedziałem tyle, że ASEREJE mnie wkurza i że laski z Tatu to lesbijki. Może gdybym dłużej był z byłą był, to bym w pewnym momencie to odkrył i się jarał, bo ona była łasa na wszystko co miało jakiekolwiek pierwiastki r'n'b i pochodziło z początku 21 wieku. xD Niby sympatyczny letniaczek, ale nie umiem się zakręcić i znaleźć tu czegoś dla siebie. Przepraszam.
Marek Biliński – Dom w Dolinie Mgieł
Kurczę, lubię w tych zabawach tutaj to, że często udaje się tu sprzedać coś totalnie randomowego komuś totalnie randomowego, np. mnie Biggiego czy Hienowi Bilińskiego. Sam w sumie jestem zdziwiony trochę faktem, że po latach u mnie mocno zyskał, bo miałem w swoim życiu okres, w którym uważałem, że to jakaś hipsterska zajawka, na szczęście jednak ZMĄDRZAŁEM. Aczkolwiek przyznam, że nie eksploatowałem katalogu jakoś intensywnie i tu akurat nie bije się mocno w pierś - klubowe remixy Ucieczki z tropiku czy jakieś dziwne kolaboracje z xxannaxxami raczej mnie nie zachęciły do tego, acz dobrze wiem, że kolega Hien mi tu zaraz powie, że jednak dużo tracę.
A jeśli chodzi o ten utwór - dużo napisał wrzucający. Ja kocham to późnoprlowskie brzmienie, które dla wielu może być tandetne, ale dla mnie kryje się w tym jakaś magia związana z ZEITGEISTEM. Czasem się zastanawiałem dlaczego mnie biorą takie rzeczy i doszedłem do oczywistego wniosku, że to przez to, że późne ejtisy to epoka której z przyczyn naturalnych nie mam prawa pamiętać, ale z racji tego, że wychowywałem się w 90sach i to raczej w średnio rozwiniętym rejonie - jest mi pod wieloma aspektami bliska i znajoma. A fakt, że Biliński to artysta i umie wyczarowywać świetne dźwiękowe pejzaże pełne magii i klimatu na pewno nie przeszkadza.
PS Liczę na to, że w końcu uda mi się go zobaczyć na żywo.
Visage - Visa-Age
Dobra, widziałem lepsze gry słów niż ten tytuł, ale tu kończe jakąkolwiek krytykę. Visage to jeden z tych zespołów o których mogę napisać - ZNAM i w sumie niewiele więcej. Pewna stronka w necie mi sugeruje, że lata temu obczajałem ich debiut i nawet stwierdziłem, że jest okej. Pewnie to prawda, aczkolwiek przyznam osobiście, że bardzo słabo go pamiętam, nawet to rzekomo oklepane PRZEJŚĆIE W SZAROŚĆ ledwo co pamiętam. Nie wiem jaki jest odpowiednik fomo dla rzeczy które zna się zbyt słabo i się żałuje, że tak słabo, ale powiedzmy, że mam coś takiego z tym kawałkiem. Świetne brzmienie, chwytliwy refren, klimat, wszystko, no po prostu KLASYK przez duże K, ale jednocześnie klasyk nieograny, nieosłuchany, niezmaltretowany. Kapitalny, wręcz wzorowy synthpop z epoki, do którego muszę wrócić w większych dawkach. Dziękuje serdecznie za polecajkę i nie omieszkam sprawdzić tego utworu w PODRÓZY!
Sara James - Salty
O, MUZYKA Z ESKI hehe. Wiem, że jest ktoś taki jak SARA JAMES, możliwe, że świętowała sukcesy w Eurowizji dziecięcej, ale w sumie gdyby ktoś mi powiedział, że to postać z jakiejś nowej odsłony Terminatora (jestem tym dziadersem, który widział tylko 2 pierwsze filmy), to bym uwierzył. Internet mi mówi, że to małolata z rocznika 2008, i tu się czuję już dziwnie, bo moja siostra jest od niej tylko nieco starsza, a generalne to moja siostra jest bardzo młoda. Ten, no, kawałek nawet ok, nie drażni mnie, nie wadzi bardzo, półka rzetelno-poprawna, bo czasem miewam mood na takie klimaty i mniemam, że w tym przypadku siadłoby nawet nieźle.
Generalnie całkiem nieźle panowie
*NSYNC feat. Nelly - Girlfriend (The Neptunes Remix)
Jak zapewne pamiętacie chociażby z best of albumy, raczej tak se jest mi po drodze muzycznie z Timberlandem - czy to w tej bardziej "ambitnej" odsłonie, czy też boysbandowej. Niby spoko muzyk, niby spoko kolo, ale nie trafia do mnie to. Nie mam też sentymentu do *NSYNC, bo generalnie w okolicach 2002 roku o muzyce wiedziałem tyle, że ASEREJE mnie wkurza i że laski z Tatu to lesbijki. Może gdybym dłużej był z byłą był, to bym w pewnym momencie to odkrył i się jarał, bo ona była łasa na wszystko co miało jakiekolwiek pierwiastki r'n'b i pochodziło z początku 21 wieku. xD Niby sympatyczny letniaczek, ale nie umiem się zakręcić i znaleźć tu czegoś dla siebie. Przepraszam.
Marek Biliński – Dom w Dolinie Mgieł
Kurczę, lubię w tych zabawach tutaj to, że często udaje się tu sprzedać coś totalnie randomowego komuś totalnie randomowego, np. mnie Biggiego czy Hienowi Bilińskiego. Sam w sumie jestem zdziwiony trochę faktem, że po latach u mnie mocno zyskał, bo miałem w swoim życiu okres, w którym uważałem, że to jakaś hipsterska zajawka, na szczęście jednak ZMĄDRZAŁEM. Aczkolwiek przyznam, że nie eksploatowałem katalogu jakoś intensywnie i tu akurat nie bije się mocno w pierś - klubowe remixy Ucieczki z tropiku czy jakieś dziwne kolaboracje z xxannaxxami raczej mnie nie zachęciły do tego, acz dobrze wiem, że kolega Hien mi tu zaraz powie, że jednak dużo tracę.
A jeśli chodzi o ten utwór - dużo napisał wrzucający. Ja kocham to późnoprlowskie brzmienie, które dla wielu może być tandetne, ale dla mnie kryje się w tym jakaś magia związana z ZEITGEISTEM. Czasem się zastanawiałem dlaczego mnie biorą takie rzeczy i doszedłem do oczywistego wniosku, że to przez to, że późne ejtisy to epoka której z przyczyn naturalnych nie mam prawa pamiętać, ale z racji tego, że wychowywałem się w 90sach i to raczej w średnio rozwiniętym rejonie - jest mi pod wieloma aspektami bliska i znajoma. A fakt, że Biliński to artysta i umie wyczarowywać świetne dźwiękowe pejzaże pełne magii i klimatu na pewno nie przeszkadza.
PS Liczę na to, że w końcu uda mi się go zobaczyć na żywo.
Visage - Visa-Age
Dobra, widziałem lepsze gry słów niż ten tytuł, ale tu kończe jakąkolwiek krytykę. Visage to jeden z tych zespołów o których mogę napisać - ZNAM i w sumie niewiele więcej. Pewna stronka w necie mi sugeruje, że lata temu obczajałem ich debiut i nawet stwierdziłem, że jest okej. Pewnie to prawda, aczkolwiek przyznam osobiście, że bardzo słabo go pamiętam, nawet to rzekomo oklepane PRZEJŚĆIE W SZAROŚĆ ledwo co pamiętam. Nie wiem jaki jest odpowiednik fomo dla rzeczy które zna się zbyt słabo i się żałuje, że tak słabo, ale powiedzmy, że mam coś takiego z tym kawałkiem. Świetne brzmienie, chwytliwy refren, klimat, wszystko, no po prostu KLASYK przez duże K, ale jednocześnie klasyk nieograny, nieosłuchany, niezmaltretowany. Kapitalny, wręcz wzorowy synthpop z epoki, do którego muszę wrócić w większych dawkach. Dziękuje serdecznie za polecajkę i nie omieszkam sprawdzić tego utworu w PODRÓZY!
Sara James - Salty
O, MUZYKA Z ESKI hehe. Wiem, że jest ktoś taki jak SARA JAMES, możliwe, że świętowała sukcesy w Eurowizji dziecięcej, ale w sumie gdyby ktoś mi powiedział, że to postać z jakiejś nowej odsłony Terminatora (jestem tym dziadersem, który widział tylko 2 pierwsze filmy), to bym uwierzył. Internet mi mówi, że to małolata z rocznika 2008, i tu się czuję już dziwnie, bo moja siostra jest od niej tylko nieco starsza, a generalne to moja siostra jest bardzo młoda. Ten, no, kawałek nawet ok, nie drażni mnie, nie wadzi bardzo, półka rzetelno-poprawna, bo czasem miewam mood na takie klimaty i mniemam, że w tym przypadku siadłoby nawet nieźle.
Generalnie całkiem nieźle panowie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No ja uważam, że tracisz, bo jednak remiksy klubowe i jakiś z dupy kolabo trudno uznać, za jakikolwiek wyznacznik. Płyt Biliński nie nagrał jakoś bardzo dużo, więc no kaman.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No właśnie mam dziwne przeczucie, że pewnie tracę przynajmniej coś niezłego, więc COFAM TO CZEGO SIĘ NIE KAJAŁEM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Zapiszcie tą datę w kronikach, ten dzień gdy mentos wjechał pierwszy z reckami xdddddd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Dłużej bym myślał nad opisem niż Seba nad wrażeniami, krótka przerwa dobra rzecz! Naładuję się W*rsz*wą...
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ludzie, tu się musiało coś stać. Miliiiiicjaaaaa!stripped pisze:05 lip 2025 22:06Zapiszcie tą datę w kronikach, ten dzień gdy mentos wjechał pierwszy z reckami xdddddd
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Marek Biliński - Dom w dolinie mgieł
Numer ten znam z... winyla podarowanego mi swego czasu przez kolegę z pracy. Podarował mi kilka fajnych płyt ktore znalazł zagrzebane u siebie a wśród nich singiel Tonpressu Marka Bilińskiego i tu ciekawostka - na singlu są dwa utwory, ten wrzucony przez Kubę oraz "Ucieczka z tropików" i ja z miejsca założyłem wówczas że"Dom w dolinie mgieł" to jest obskjurowy b-side do tamtego najpopularniejszego utworu Bilińskiego właśnie. Teraz patrzę na discogs i tam opisane jest to tak że Dom... jest stroną A, strony podobno zaznaczone są na zewnętrzym pierścieniu winyla ale tbh pamiętam że oglądałem go dość dokładnie i nie byłem w stanie nijak rozpoznać który utwór jest na której stronie. Tym samym teraz sie dopiero dowiaduję że to słynna "Ucieczka z tropików" była b-sidem??? No ciekawe. Anyway, "Dom w dolinie mgieł" jest lepszy i sam planowałem wrzucić go kiedyś w końcu do bestki aż Kuba mnie uprzedził. Dla mnie to jest coś jak nasza rodzima wersja soundtracku do Miami Vice z tym że... powstała rok przed samym serialem, więc to może tak naprawdę Jan Hammer wzorował się na Bilińskim, kto wie. Słucham tego i widzę pościg duetu Crockett i Tubbs za bandziorami motorówką po kanałach gdzieś w Miami. Ewentualnie mam przed oczyma tą scenkę (żałuję że niektóre z tych ścieżek muzycznych nie są dostępne do odsłuchu bez dialogów):
https://youtu.be/CZpKsGwBwvU?si=FRGfpJLVaLpM-Bhh
Także dla mnie to jest wyjątkowowy numer bo ja nie czuję w nim pierwiastka PRLu właśnie a elektronikę pachnącą bardziej zachodnimi obrazkami już. Te leady, te arpy, plastikowy rytm, proste ale genialne i upakowane w przystępny radiowy format, można śmiało kompilować razem z Oxygene IV i Crockett's Theme na składankę chwytliwej muzyki elektronicznej (notabene posiadam nawet taką i oba te numery tam są xD). Klasyka elektroniki i to takiej skrojonej na lato właśnie, duży plusik dla Kuby.
Visage - Visa-age
Wizaż znam tylko ze słynnego Fade To Gray ale to doskonały numer, gdzieś w odmętach telefonu (albo komputera raczej bo już to pewnie przegrałem) mam nagrany filmik jak tym numerem częstowałem mojego syna jak miał chyba niecały rok xD Wiza-Ejdż też jest naprawdę spoko early synthpopowym kawałkiem. Na tyle spoko że będę miał ich na uwadze może gdy najdzie mnie ochota posłuchać takiej muzy (w sumie to Propaganda też nadal czeka w kolejce od momentu zachwytu numerem z depeszwizji, eh). Prochu tu nikt nie wymyśla ale jest esencja brzmienia z epoki, BYĆ MOŻE chociaż natchnie mnie to by pójść w te rejony w bestce też? Gra słów zgrabna, numer dowozi, nie będę się rozwodził nad tym, trzeba słuchać po prostu.
Republika - Poranna wiadomość
Kurde mentos to ma słabość widzę trochę do takich specyficznych instrumentali tudzież cosik jakby interludiów na płytach, mieliśmy już do czynienia z podobnymi wyborami spod szyldu Red Hot Chili Peppers i Nine Inch Nails z jego strony. Tu jest o tyle lepiej że to Republika a o niej można mówić dobrze albo wcale. Lubię klimat takich polskich nagrań z lat 80., to jest coś czego zachodnie nagrania przenigdy by nie oddały. Cóż to za odliczanie, do czego? Kontekst epoki plus ta mroczna dość muza i te werble, to wszystko sugeruje mi że mogło chodzić o zegar nuklearny, takie nasze rodzime Two Minute Warning? Pomiędzy 1980 a 1984 rokiem gdy Republika wydała "Nieustanne tango" zegar aktualizowano dwukrotnie, w samym '84 stanął na 23:57 co było najgorszym wynikiem od lat 50. i początku wyścigu zbrojeń. Utwór jak utwór, bardziej ma oddziaływać klimatem i działać na wyobraźnię i myślę że zgrabnie oddaje powagę czasów w jakiej panowie nagrywali. Z mojego punktu widzenia - bardziej ciekawostka.
Sara James - Salty
Łyżka dziegciu w beczce miodu. No nie jestem miłośnikiem tego typu popu, zwłaszcza że nie podoba mi się produkcja w tym numerze. Sara James nie urzeka mnie wokalnie, piosenka jak dla mnie kompletnie bez wyrazu, nudny bit 4x4 z leniwą pętlą basu, ani to dość funky by bujać ani jakoś chwytliwe. Refren niestety mnie drażni i denerwuje. Numer brzmi jak setki innych w radiu, czy to Dua Lipa czy Doja Cat sam nie wiem. Nie jestem targetem dla takiej muzy, sorki.
Numer ten znam z... winyla podarowanego mi swego czasu przez kolegę z pracy. Podarował mi kilka fajnych płyt ktore znalazł zagrzebane u siebie a wśród nich singiel Tonpressu Marka Bilińskiego i tu ciekawostka - na singlu są dwa utwory, ten wrzucony przez Kubę oraz "Ucieczka z tropików" i ja z miejsca założyłem wówczas że"Dom w dolinie mgieł" to jest obskjurowy b-side do tamtego najpopularniejszego utworu Bilińskiego właśnie. Teraz patrzę na discogs i tam opisane jest to tak że Dom... jest stroną A, strony podobno zaznaczone są na zewnętrzym pierścieniu winyla ale tbh pamiętam że oglądałem go dość dokładnie i nie byłem w stanie nijak rozpoznać który utwór jest na której stronie. Tym samym teraz sie dopiero dowiaduję że to słynna "Ucieczka z tropików" była b-sidem??? No ciekawe. Anyway, "Dom w dolinie mgieł" jest lepszy i sam planowałem wrzucić go kiedyś w końcu do bestki aż Kuba mnie uprzedził. Dla mnie to jest coś jak nasza rodzima wersja soundtracku do Miami Vice z tym że... powstała rok przed samym serialem, więc to może tak naprawdę Jan Hammer wzorował się na Bilińskim, kto wie. Słucham tego i widzę pościg duetu Crockett i Tubbs za bandziorami motorówką po kanałach gdzieś w Miami. Ewentualnie mam przed oczyma tą scenkę (żałuję że niektóre z tych ścieżek muzycznych nie są dostępne do odsłuchu bez dialogów):
https://youtu.be/CZpKsGwBwvU?si=FRGfpJLVaLpM-Bhh
Także dla mnie to jest wyjątkowowy numer bo ja nie czuję w nim pierwiastka PRLu właśnie a elektronikę pachnącą bardziej zachodnimi obrazkami już. Te leady, te arpy, plastikowy rytm, proste ale genialne i upakowane w przystępny radiowy format, można śmiało kompilować razem z Oxygene IV i Crockett's Theme na składankę chwytliwej muzyki elektronicznej (notabene posiadam nawet taką i oba te numery tam są xD). Klasyka elektroniki i to takiej skrojonej na lato właśnie, duży plusik dla Kuby.
Visage - Visa-age
Wizaż znam tylko ze słynnego Fade To Gray ale to doskonały numer, gdzieś w odmętach telefonu (albo komputera raczej bo już to pewnie przegrałem) mam nagrany filmik jak tym numerem częstowałem mojego syna jak miał chyba niecały rok xD Wiza-Ejdż też jest naprawdę spoko early synthpopowym kawałkiem. Na tyle spoko że będę miał ich na uwadze może gdy najdzie mnie ochota posłuchać takiej muzy (w sumie to Propaganda też nadal czeka w kolejce od momentu zachwytu numerem z depeszwizji, eh). Prochu tu nikt nie wymyśla ale jest esencja brzmienia z epoki, BYĆ MOŻE chociaż natchnie mnie to by pójść w te rejony w bestce też? Gra słów zgrabna, numer dowozi, nie będę się rozwodził nad tym, trzeba słuchać po prostu.
Republika - Poranna wiadomość
Kurde mentos to ma słabość widzę trochę do takich specyficznych instrumentali tudzież cosik jakby interludiów na płytach, mieliśmy już do czynienia z podobnymi wyborami spod szyldu Red Hot Chili Peppers i Nine Inch Nails z jego strony. Tu jest o tyle lepiej że to Republika a o niej można mówić dobrze albo wcale. Lubię klimat takich polskich nagrań z lat 80., to jest coś czego zachodnie nagrania przenigdy by nie oddały. Cóż to za odliczanie, do czego? Kontekst epoki plus ta mroczna dość muza i te werble, to wszystko sugeruje mi że mogło chodzić o zegar nuklearny, takie nasze rodzime Two Minute Warning? Pomiędzy 1980 a 1984 rokiem gdy Republika wydała "Nieustanne tango" zegar aktualizowano dwukrotnie, w samym '84 stanął na 23:57 co było najgorszym wynikiem od lat 50. i początku wyścigu zbrojeń. Utwór jak utwór, bardziej ma oddziaływać klimatem i działać na wyobraźnię i myślę że zgrabnie oddaje powagę czasów w jakiej panowie nagrywali. Z mojego punktu widzenia - bardziej ciekawostka.
Sara James - Salty
Łyżka dziegciu w beczce miodu. No nie jestem miłośnikiem tego typu popu, zwłaszcza że nie podoba mi się produkcja w tym numerze. Sara James nie urzeka mnie wokalnie, piosenka jak dla mnie kompletnie bez wyrazu, nudny bit 4x4 z leniwą pętlą basu, ani to dość funky by bujać ani jakoś chwytliwe. Refren niestety mnie drażni i denerwuje. Numer brzmi jak setki innych w radiu, czy to Dua Lipa czy Doja Cat sam nie wiem. Nie jestem targetem dla takiej muzy, sorki.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
*NSYNC feat. Nelly - Girlfriend (The Neptunes Remix)
Kurde, lubię NSYNC, ale ten numer brzmi dziwnie. Nie słyszę tu tego, za co ten boysband lubię. Fragmenty Justina brzmią nieco bardziej naturalnie, bo wchodzą tutaj w rejony rnb, ale też jest to daleki kuzyn tego, co udało się Timberlake’owi osiągnąć solo. Nelly wydaje się być trochę z dupy. To taki numer, do którego mógłbym mieć srogi sentyment gdybym go poznał wtedy kiedy Jaca, ale w tamtym czasie, to ja stroniłem od rnb, no bo pls, dipesz mołd. Wyczuwam całkiem niezły potencjał letni, a dziś akurat leje od rana więc pozdro xD W każdym razie, niedługo zaczynam urlop i wezmę pod uwagę ten kawałek od Jacy, ale też niczego nie obiecuję, bo trochę bez fajerwerków ta wrzuta.
Visage - Visa-age
Visage to ja poznaję od dupy strony, np. jestem w szoku, że tam grał Barry Adamson (o tym, że grał w Magazine też prostytutka nie wiedziałem), którego znam w zasadzie tylko z solowych płyt utrzymanych w stylu crime-jazzu. Od razu powiem, że ten refren WI-ZA, jest okropny, jest prostytutka tak okropny, że ma się ochotę wziąć cokolwiek ciężkiego pod ręką i wyjebać przez okno. W sumie szkoda, bo muzycznie jest to bardzo spoko kawałek, kojarzy mi się z Devo. Wszystko Visage, co póki co słyszałem, wydaje mi się głównie zabawą konwencją, bardziej niż poważnym piosenkopisarstwem. W każdym razie, nie jest to złe, zwrotki nawet wokalnie dostarczają, ale jak wchodzi refren, to się kończy zabawa. W każdym razie (2), jak na ejtisy jest to do przyjęcia, ale to trochę mało żeby wkręcić się w cokolwiek więcej tego Frankensteina. Deszczyk na końcu ładnie się łączy z deszczykiem za oknem.
Republika - Poranna Wiadomość
Kiedy zacząłem tracić nadzieję, że ta kolejka dostarczy coś naprawdę dobrego, wkracza Seba, cały na biało w czarne pasy. Mentos, jak wiemy, lubi dziwną muzę dla jej dziwności oraz być dziwny, dla bycia dziwnym. Nie dziwi mnie zatem, że z całej dyskografii Republiki (z której zna pewnie 3 płyty - debiut, Tango i Masakrę) wybrał sobie jeden z najbardziej eksperymentalnych fragmentów, jakie ten zespół ma do zaoferowania. Ale mi to nie przeszkadza, bo to jest bardzo dobre. Generalnie mam wrażenie, że Republika nie nagrywała słabych rzeczy. Tutaj brzmią trochę jak preludium do Obywatela G.C., ale z tą niepodrabialną energią i chaosem typowymi dla zespołu. Wiadomo, szkoda trochę, że niewiele tutaj można docenić wokalnego i tekściarskiego talentu Ciecha, ale też myślę, że nikt nie potrzebuje takich korepetycji po numerach Repy/Obywatela, które zdążyły już wlecieć do bestki. W każdym razie, doskonały kawałek, doskonałego zespołu.
Nie znalazłem info na temat tego, czyj to damski głos (bo męski to Grzegorz), zastanawiałem się, czy to już mogła być Potocka. Czego się za to przy okazji dowiedziałem, to to, że ten numer był raz na pierwszym miejscu Listy Przebojów Trójki.
Sara James - Salty
No niestety, długo to nie trwało. Wuja się strasznie zakochał w tym brzmieniu, a dla mnie to wszystko brzmi jak jeden kawałek. Mam wrażenie, że wszyscy prześcigają się w tym żeby nagrywać kawałki pod ten sam schemat, jednocześnie kompletnie nie wykazując się na polu kompozycji. Kolejna identyczna rzecz z eski do odhaczenia. Kolejny klon klona, kopiujący już wiele razy skopiowane rzeczy, ale też bez talentu, bo raz, że Sara James nie wyróżnia się niczym, a dwa, że produkcja tutaj celowała chyba w industrial, a nie pop, bo wszystko pierdzi. Mam wrażenie, że znowu wróciliśmy, jako kraj, na pole pt. ‘róbmy zachód za wszelką cenę’, tylko na tym etapie, w przeciwieństwie do lat 90, opanowaliśmy już papugowanie do tego stopnia, że nawet te urocze ślady polskości, totalnie zniknęły z tych piosenek i pozostaje tylko bezduszna kalka. Szkoda, bo w sumie słyszałem parę dużo lepszych kawałków Sary James, a ten nie dostarcza niestety.
Kurde, lubię NSYNC, ale ten numer brzmi dziwnie. Nie słyszę tu tego, za co ten boysband lubię. Fragmenty Justina brzmią nieco bardziej naturalnie, bo wchodzą tutaj w rejony rnb, ale też jest to daleki kuzyn tego, co udało się Timberlake’owi osiągnąć solo. Nelly wydaje się być trochę z dupy. To taki numer, do którego mógłbym mieć srogi sentyment gdybym go poznał wtedy kiedy Jaca, ale w tamtym czasie, to ja stroniłem od rnb, no bo pls, dipesz mołd. Wyczuwam całkiem niezły potencjał letni, a dziś akurat leje od rana więc pozdro xD W każdym razie, niedługo zaczynam urlop i wezmę pod uwagę ten kawałek od Jacy, ale też niczego nie obiecuję, bo trochę bez fajerwerków ta wrzuta.
Visage - Visa-age
Visage to ja poznaję od dupy strony, np. jestem w szoku, że tam grał Barry Adamson (o tym, że grał w Magazine też prostytutka nie wiedziałem), którego znam w zasadzie tylko z solowych płyt utrzymanych w stylu crime-jazzu. Od razu powiem, że ten refren WI-ZA, jest okropny, jest prostytutka tak okropny, że ma się ochotę wziąć cokolwiek ciężkiego pod ręką i wyjebać przez okno. W sumie szkoda, bo muzycznie jest to bardzo spoko kawałek, kojarzy mi się z Devo. Wszystko Visage, co póki co słyszałem, wydaje mi się głównie zabawą konwencją, bardziej niż poważnym piosenkopisarstwem. W każdym razie, nie jest to złe, zwrotki nawet wokalnie dostarczają, ale jak wchodzi refren, to się kończy zabawa. W każdym razie (2), jak na ejtisy jest to do przyjęcia, ale to trochę mało żeby wkręcić się w cokolwiek więcej tego Frankensteina. Deszczyk na końcu ładnie się łączy z deszczykiem za oknem.
Republika - Poranna Wiadomość
Kiedy zacząłem tracić nadzieję, że ta kolejka dostarczy coś naprawdę dobrego, wkracza Seba, cały na biało w czarne pasy. Mentos, jak wiemy, lubi dziwną muzę dla jej dziwności oraz być dziwny, dla bycia dziwnym. Nie dziwi mnie zatem, że z całej dyskografii Republiki (z której zna pewnie 3 płyty - debiut, Tango i Masakrę) wybrał sobie jeden z najbardziej eksperymentalnych fragmentów, jakie ten zespół ma do zaoferowania. Ale mi to nie przeszkadza, bo to jest bardzo dobre. Generalnie mam wrażenie, że Republika nie nagrywała słabych rzeczy. Tutaj brzmią trochę jak preludium do Obywatela G.C., ale z tą niepodrabialną energią i chaosem typowymi dla zespołu. Wiadomo, szkoda trochę, że niewiele tutaj można docenić wokalnego i tekściarskiego talentu Ciecha, ale też myślę, że nikt nie potrzebuje takich korepetycji po numerach Repy/Obywatela, które zdążyły już wlecieć do bestki. W każdym razie, doskonały kawałek, doskonałego zespołu.
Nie znalazłem info na temat tego, czyj to damski głos (bo męski to Grzegorz), zastanawiałem się, czy to już mogła być Potocka. Czego się za to przy okazji dowiedziałem, to to, że ten numer był raz na pierwszym miejscu Listy Przebojów Trójki.
Sara James - Salty
No niestety, długo to nie trwało. Wuja się strasznie zakochał w tym brzmieniu, a dla mnie to wszystko brzmi jak jeden kawałek. Mam wrażenie, że wszyscy prześcigają się w tym żeby nagrywać kawałki pod ten sam schemat, jednocześnie kompletnie nie wykazując się na polu kompozycji. Kolejna identyczna rzecz z eski do odhaczenia. Kolejny klon klona, kopiujący już wiele razy skopiowane rzeczy, ale też bez talentu, bo raz, że Sara James nie wyróżnia się niczym, a dwa, że produkcja tutaj celowała chyba w industrial, a nie pop, bo wszystko pierdzi. Mam wrażenie, że znowu wróciliśmy, jako kraj, na pole pt. ‘róbmy zachód za wszelką cenę’, tylko na tym etapie, w przeciwieństwie do lat 90, opanowaliśmy już papugowanie do tego stopnia, że nawet te urocze ślady polskości, totalnie zniknęły z tych piosenek i pozostaje tylko bezduszna kalka. Szkoda, bo w sumie słyszałem parę dużo lepszych kawałków Sary James, a ten nie dostarcza niestety.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Głupio opisywać bez wrzucania swojego, ALE... Visa-Age to jeden z niewielu kawałków Visage, który pamiętam bo bliższym kontakcie z tamtą płytą, a utwór Bilińskiego to również była moja potencjalna wrzuta xD Z tych "singlowych" niewątpliwie najlepszy.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A opisuj, mnie to nie przeszkadza.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Republika - Poranna Wiadomość
Właściwie nie wiem, czy to z mojej perspektywy "deep cut", bo bardzo niewiele razy go słyszałem, czy też jestem po prostu średnio ogarnięty. Generalnie jest to przedstawiciel mojej ulubionej Republiki, a więc tej, która łączy post-punkowość ejtisów i tę ich głębię brzmieniową zaproponowaną po raz pierwszy na de facto kompilacji 1991. No i później, rzecz jasna. A tutaj... zrobiło się okrutnie mrocznie, wojennie (a raczej zimnowojennie, hehehe), niebezpiecznie. Bardzo zawsze kupowałem "republikańską" polityczność w tekstach Ciechowskiego, ejtisy były do tego zresztą doskonałym tłem. Nie wiem, czy określiłbym ten utwór mianem "polskiego Two Minute Warning", zdecydowanie wyraźniej słyszę tutaj Fireside Favourites od Franka Toveya znanego jako Fad Gadget. Z jednej strony klimat końca i rozpadu, z drugiej zaś wszystko to podszyte jest jakąś nutą szaleństwa, może obłędu a na pewno braku sensu. Czyli zupełnie niczym dowolny konflikt między dwoma dowolnymi aktorami na arenie międzynarodowej. Produkcja oczywiście miodna, brzmienie instrumentów, ten psychotyczny klimat... Złoty numer, Seba się zna a Republika... Republika to wiadomo c'nie.
Sara James - Salty
Eska na pełnej, ale z drugiej strony - Wuja nas ostrzegał, czyż nie? Uczucia mam cokolwiek mieszane. Nikt tutaj Ameryki nie odkrywa, słyszałem to wszystko gorylion lat temu (np. w 2008, z którego to rocznika jest ta wokalistka lol...), niczym nie mogę być zaskoczony na tym etapie. Jednocześnie nie czuję się jakoś zmasakrowany przez uszy, ot, radiowy popik dla dzieciarni (i nie tylko zapewne), w sam raz na lato (albo i nie, gdzie różnica). To, co jest naprawdę straszne w tym numerze to wideo doń, które odpaliłem przypadkiem. Dziewczyna nie śpiewa jakoś tragicznie, muza nie jest jakaś tragiczna, nie będę tego słuchał z własnej inicjatywy, ale doszukuję się tu nawet paru fajnych rzeczy (np. podejście pod refren brzmi nieźle). Nie będzie Złotego Lauru Konsumenta (ani nawet srebra bądź brązu), ale wielkiej katastrofy także nie stwierdzono. Dziś nie dołączę do zespołu narzekających.
Marek Biliński - Dom w Dolinie Mgieł
Uh-oh, nie spodziewałem się tego. A nie spodziewałem się z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, faktycznie brzmi to bardziej jak Crockett's Theme od Crockett's Theme, co mnie zaskakuje. Po drugie, gdyby Munlup puścił mi to w aucie i wcisnął, że oto najnowsze The Advisory Circle, to ja bym to kupił. Ten konkretny kawałek przynajmniej ciągnie Ghost Boxem na kilkanaście kilometrów i robi to z wielką gracją i zręcznością. Jakoś Ucieczka z Tropików była dla mnie brzmieniowo trochę tania mimo wszystko, tutaj... jestem solidnie i bardzo pozytywnie zaskoczony! Czy mogę sobie pod to zrobić jakiś setting w głowie? Pewnie nawet tak, bo i czemu nie, Summer in Sopot '86, pościg dużym fiatem po BMC, ucieczka głównego złola przez molo i następnie do motorówki płynącej cholera wie gdzie... Brygady Dziewulskiego brakuje, ze śmigłowcem koniecznie prującym na tle zachodzącego słońca. Bardzo fajna, nieoczywista dla mnie muzyka ze świata, na którym się nie znam a - jak wszystko wskazuje - zapoznać się powinienem.
*NSYNC feat. Nelly - Girlfriend (The Neptunes Remix)
O *NSYNC wiem tyle, że jest stamtąd Timberlake. Zaś o Nellym tyle, że miał ten straszny utwór z Kelly Rowland gdzie rzeczona Kelly w wideoklipie do tegoż utworu wysyłała smsa przez Excela. Czy naprawdę użycie zwykłej aplikacji do wiadomości było tak dużym problemem? Czy nie można było choćby na ułamek sekundy zaryzykować wyświetlenie się gdzieś nazwy operatora? Nie wiem. Podobnie nie wiem, jakie są moje odczucia względem tego numeru. Uosabia on wszystko to, czego kiedyś w muzyce nie lubiłem i w takim 2002 roku na pewno bym po niego nie sięgnął z własnej woli. Dzieje się niewiele, jest płasko, mało interesująco, radiowo do bólu ale całkowicie bez melodyjności. Dla mnie jakiejkolwiek wprost. Z drugiej strony Timberlake, ale z trzeciej Nelly hui wie po co z tym swoim głęboko skrzeczącym głosem, jajo idzie znieść. Po kilku odsłuchach (dawałem tu szanse, żeby nie było) stwierdzam, że numer ten nie jest AŻ TAK zły a nawet ląduje w tym zestawieniu wyżej od SOLTI, niemniej jednak i po *NSYNC i po Murzynie spodziewałem się czegoś nieco lepszego. Pomyśleć byłoby można, że jak sobie w końcu fajną dziewuchę znalazłem to chwyci przez samo zajawienie tematu, ale niestety. Tym razem - no bonus.
Właściwie nie wiem, czy to z mojej perspektywy "deep cut", bo bardzo niewiele razy go słyszałem, czy też jestem po prostu średnio ogarnięty. Generalnie jest to przedstawiciel mojej ulubionej Republiki, a więc tej, która łączy post-punkowość ejtisów i tę ich głębię brzmieniową zaproponowaną po raz pierwszy na de facto kompilacji 1991. No i później, rzecz jasna. A tutaj... zrobiło się okrutnie mrocznie, wojennie (a raczej zimnowojennie, hehehe), niebezpiecznie. Bardzo zawsze kupowałem "republikańską" polityczność w tekstach Ciechowskiego, ejtisy były do tego zresztą doskonałym tłem. Nie wiem, czy określiłbym ten utwór mianem "polskiego Two Minute Warning", zdecydowanie wyraźniej słyszę tutaj Fireside Favourites od Franka Toveya znanego jako Fad Gadget. Z jednej strony klimat końca i rozpadu, z drugiej zaś wszystko to podszyte jest jakąś nutą szaleństwa, może obłędu a na pewno braku sensu. Czyli zupełnie niczym dowolny konflikt między dwoma dowolnymi aktorami na arenie międzynarodowej. Produkcja oczywiście miodna, brzmienie instrumentów, ten psychotyczny klimat... Złoty numer, Seba się zna a Republika... Republika to wiadomo c'nie.
Sara James - Salty
Eska na pełnej, ale z drugiej strony - Wuja nas ostrzegał, czyż nie? Uczucia mam cokolwiek mieszane. Nikt tutaj Ameryki nie odkrywa, słyszałem to wszystko gorylion lat temu (np. w 2008, z którego to rocznika jest ta wokalistka lol...), niczym nie mogę być zaskoczony na tym etapie. Jednocześnie nie czuję się jakoś zmasakrowany przez uszy, ot, radiowy popik dla dzieciarni (i nie tylko zapewne), w sam raz na lato (albo i nie, gdzie różnica). To, co jest naprawdę straszne w tym numerze to wideo doń, które odpaliłem przypadkiem. Dziewczyna nie śpiewa jakoś tragicznie, muza nie jest jakaś tragiczna, nie będę tego słuchał z własnej inicjatywy, ale doszukuję się tu nawet paru fajnych rzeczy (np. podejście pod refren brzmi nieźle). Nie będzie Złotego Lauru Konsumenta (ani nawet srebra bądź brązu), ale wielkiej katastrofy także nie stwierdzono. Dziś nie dołączę do zespołu narzekających.
Marek Biliński - Dom w Dolinie Mgieł
Uh-oh, nie spodziewałem się tego. A nie spodziewałem się z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, faktycznie brzmi to bardziej jak Crockett's Theme od Crockett's Theme, co mnie zaskakuje. Po drugie, gdyby Munlup puścił mi to w aucie i wcisnął, że oto najnowsze The Advisory Circle, to ja bym to kupił. Ten konkretny kawałek przynajmniej ciągnie Ghost Boxem na kilkanaście kilometrów i robi to z wielką gracją i zręcznością. Jakoś Ucieczka z Tropików była dla mnie brzmieniowo trochę tania mimo wszystko, tutaj... jestem solidnie i bardzo pozytywnie zaskoczony! Czy mogę sobie pod to zrobić jakiś setting w głowie? Pewnie nawet tak, bo i czemu nie, Summer in Sopot '86, pościg dużym fiatem po BMC, ucieczka głównego złola przez molo i następnie do motorówki płynącej cholera wie gdzie... Brygady Dziewulskiego brakuje, ze śmigłowcem koniecznie prującym na tle zachodzącego słońca. Bardzo fajna, nieoczywista dla mnie muzyka ze świata, na którym się nie znam a - jak wszystko wskazuje - zapoznać się powinienem.
*NSYNC feat. Nelly - Girlfriend (The Neptunes Remix)
O *NSYNC wiem tyle, że jest stamtąd Timberlake. Zaś o Nellym tyle, że miał ten straszny utwór z Kelly Rowland gdzie rzeczona Kelly w wideoklipie do tegoż utworu wysyłała smsa przez Excela. Czy naprawdę użycie zwykłej aplikacji do wiadomości było tak dużym problemem? Czy nie można było choćby na ułamek sekundy zaryzykować wyświetlenie się gdzieś nazwy operatora? Nie wiem. Podobnie nie wiem, jakie są moje odczucia względem tego numeru. Uosabia on wszystko to, czego kiedyś w muzyce nie lubiłem i w takim 2002 roku na pewno bym po niego nie sięgnął z własnej woli. Dzieje się niewiele, jest płasko, mało interesująco, radiowo do bólu ale całkowicie bez melodyjności. Dla mnie jakiejkolwiek wprost. Z drugiej strony Timberlake, ale z trzeciej Nelly hui wie po co z tym swoim głęboko skrzeczącym głosem, jajo idzie znieść. Po kilku odsłuchach (dawałem tu szanse, żeby nie było) stwierdzam, że numer ten nie jest AŻ TAK zły a nawet ląduje w tym zestawieniu wyżej od SOLTI, niemniej jednak i po *NSYNC i po Murzynie spodziewałem się czegoś nieco lepszego. Pomyśleć byłoby można, że jak sobie w końcu fajną dziewuchę znalazłem to chwyci przez samo zajawienie tematu, ale niestety. Tym razem - no bonus.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl