Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 sty 2026 21:52

Nikt tak pięknie nie mówi o warszawie jak jej mieszkańcy ^^
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 sty 2026 13:00

Nie mówmy o stolicy już please

Porozmawiajmy o muzyce

Halo Wrocław oddaję Wam głos
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 16 sty 2026 13:29

część sekcji wrocławskiej dojedzie dzisiaj nocą w przynajmniej dwóch tematach
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 sty 2026 16:32

chyba przed wtorkiem zdążę huehue
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 sty 2026 19:15

Tomáš Dvořák - By The Wall

Dobrze wiedzieć, że nie mam zmian dementywnych czy innych zaburzeń. Dobrze pamiętałem tę robocią mordkę, specyficzną kreskę gry i kanciasto-planszowy vibe wokół, choć nie zagrałem ani minuty. Przy takiej ilości rzeczy dobry powrót jest jak błogosławieństwo. Zdecydowanie tak, zamułka bez smęcenia. W tym przypadku jesteśmy już wyjątkowo blisko tego, czego słucham do spania pod późny wieczór czy noc. Lekko, kameralnie, bez przepychu, a jednocześnie całość się delikatnie rozwija. Wyraźnie filmowe, dołączony obrazek sprzyja wrażeniu wypoczynku w momencie, gdy po prostu korzystasz z chwili i dostrzegasz, że jest to naprawdę przyjemne, beztrosko radosne. Robi ciepełko na serduszku. Trochę Hatakeyama, trochę contemporary, dużo przyjemnych oswojonych brzmień. Z nutką melancholii. Zostało mi coś z przesadnego rozmyślania, więc muszę sobie zachować na przyszłość takie granie. Świetna wrzutka.

Troels Brun Folmann – Croft Manor

Znowu atmosfera, znowu takie aktywne tło, a do tego mocna kontekstowa historia. Za takie rzeczy trwamy w bestkach, c'nie. Jeszcze lepiej, gdy forumowicze atakują twardo atmosferycznym graniem, mi to w graj! Nawet subtelnie przechodzi z robocich rozmyślań do takiego oczekiwania w pokoju na jakąś psycho zadymę. Głęboko pod spodem pseudo arpeggia na efektach, orientalne akcenty z przodu, płynąca perka delikatnie buja. Wszystko się zgadza. Można bez skrępowania słuchać samego w sobie. Rozbierając z pozytywnego wrażenia, znowu ilustracyjnie ze skromnym motywem, do którego dochodzi drugi. Tyle absolutnie wystarcza, by efektywnie grało spokojnie dłużej niż tutaj zaproponowane siedem minut. Nad takimi patentami też myślałem w czasach gimnazjalnej wczuty na FLa. Niby taki prosty efekt końcówy, ale trzeba mieć rękę i słuch, by wykonać to w należyty sposób. Hien nie spuszcza z tonu, kolejny dobry kawałek.

Foals - Inhaler

Takie MTV Rocks-core, tyle że mniej pozerskie. Słychać, że to zespół, a nie wykwit solidnej pracy producencko-magicznej. Wokal dość charakterny, by nieść kawałek. Oczywiście kompletnie nie znam zespołu, za dużo rzeczy kwitnie w kolejce, by od razu zapodać na TAPET, ale to taki typ wrzutki, że można być spokojnym w kwestii jej obecności w podsumowaniu sezonowym. Trochę troszkę bardziej wymyślny rock, który nie ma momentów dłużyzn, wodolejstwa i wytwarzania koła na nowo. Jest energetycznie, brzmienie gitar w porządeczku. Niby efekty mocno wyeksploatowane, ale członek z tym, wypada po prostu spoko. Początek 2013 roku to pierwsze oznaki zarostu, zdjęcie legitymacyjne prawie na łyso w swetrze, Heaven, Radio Zet po 22:00 i Marcin Wojciechowski. Wtedy Radomit Wit to nie był dość śmieszny reporter, tylko gość od nocnego programu, który robił robotę. Przyjemny czas, jeszcze chwilę przed gimnazjalnym mordorem. Daję okejkę.

Sota Fujimori, Naoyuki Sato - Existence

Nie wiem co tam brzmi śmiesznie w kontekście gier, bo wbrew mojemu wiekowi w gry grywałem relatywnie rzadko. Jak już siadałem, to ogrywałem średnio stare tytuły, które nie pasują ani do typowego przedstawiciela młodszego pokolenia, ani starszego. Formuła 1 na PlayStation? Tak, ale z sezonu 2000. GTA2? Też na PSie - tak, po 2010 roku. PESa trzeba szanować, choć grałem tylko w edycję 2008. Swoje jednak przy niej spędziłem. Ulubiona drużyna? Kurczę blade, to oczywiste, że LOKOMOTIW MOSKWA. Zielono-czerwone stroje i Sychev na napadzie. To tak jakbym nie miał za mało rzeczy do wspominania lub dał się łatwo wpisywać w etykietki. Na Javie za to też lubiłem mobilne mutacje PESa, z tym że tam zawsze tłukłem Dynamem Kijów. W piłkarstwo ze znajomymi zagrałem dopiero w czasach licealnych. Piwo i FIFA, never forgetti, bo było całkiem przyjemnie i zabawnie. Gdzieś w tamtym czasie uświadomiłem sobie, że jednym z moich ulubionych klubów jest US Sassuolo Calcio. No dobra, a co o wrzutce? Modelowa wrzutka dla gier sprzed 20-25 lat. Trochę jak do Tekkena, trochę wyścigówka, a trochę sportowe EMOCJE, bo przecież chodzi o większą energię, pot i wkurw, że się za mocno przytrzymało przycisk szczału z całej pety w okienko. Kwestia ilustracyjności? Patrz wyżej. Wszystko się zgadza. Krótki, charakterny motyw. Rozwinięcie typu "zostawione włączone menu główne w ramach przerwy na siku" - ten segment "dramatyczny" w środku sprawdza się znakomicie. Lekko od czapy, choć wciąż na miejscu. Tym razem konkretniej rytmicznie i basowo. Fajne, uniwersalny wehikuł czasu.

Szanuję za spójność tematyczno-klimatyczną kolejki.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 sty 2026 19:20

mintaj pisze:
16 sty 2026 13:29
część sekcji wrocławskiej dojedzie dzisiaj nocą w przynajmniej dwóch tematach
ok seba to dawaj w tym drugim tera
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 17 sty 2026 02:35

Tomáš Dvořák - By The Wall

Machinarium pamiętam z beatki i kojarzę jako tytuł - jeden z setek tytułów, które chciałem ograć, ba, nawet miałem na telefonie, ale nie ograłem i sam nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem. Kiedyś może to zrobię (tak, wiem, pewnie to samo pisałem 4 lata temu), bo tytuł sprawia wrażenie uroczej i sympatycznej przygodówki, a lubię generalnie urocze i sympatyczne przygodówki. Ten fragment soundtracku pewnikiem więc by do niej pasował, gdyby się w niej znalazł, bo jest sympatyczny, uroczy i ciepły. Bardzo komfortowa i ładna muzyka, taka w sam raz, żeby zanurzyć się pod kocykiem z gorącą kawusią w jakiś jesienny wieczór i nwm, grać w jakąś przygodówkę. Specjalne wyróżnienie dla motywu na klarnecie, co się pojawia w okolicach 2:30. I generalnie to czuję się zachęcony do tego, by sprawdzić więcej.

Troels Brun Folmann – Croft Manor

W przeciwieństwie do wrzucającego, zdecydowanie wolę współcześniejsze odsłony serii Tomb Raider. Nie mam za dużo sentymentu do tych starych, bo w latach 90 PlayStation to mogłem ujrzeć najwyżej w reklamie w telewizorze, a sam dorwałem się do nich dosyć późno - w którymś CD-Action w 2007 dołączono jedną z części i niestety, ale się odbiłem. Dziwne sterowanie, korytarzowy design poziomów i trącąca myszką szata graficzna dawały mi efekt uncanny valley i generalnie trochę się od tego tytułu odbiłem. Plus ten zasłaniający się tacą dziadek był dla mnie mocno creepy xd Tbh o wiele cieplej myślę o tej trylogii zainicjowanej rebootem z 2013 - ten to nawet przeszedłem i generalnie wspominam jako fajną gierkę akcji. Tak samo jak wrzucający, w Legendę też grałem (i to na jakichś 4 konsolach xd) i też jej nie przeszedłem. Mimo to wspominam ją ciepło - choćby dlatego, że oglądałem ją u tego samego kolegi, do którego chodziłem na Pro Evo.
Zabawna sprawa generalnie, bo niby teoretycznie mógłbym tu ponarzekać na taką "typową" soundtrackowość, że niby brzmi to jak typowa muzyczka z menu jakiejś gry czy coś podobnego, jak to czyniłem niedawno, ale.... W tym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadza. To chyba przez to, że ten główny motyw jest po prostu zbyt dobry - taki jednocześnie arystokratyczno-dynamiczny, czyli w sumie idealnie pasujący do Lary Croft. Szanuję.

Foals - Inhaler

Szkoda, że nie udało się zrobić kolejnej edycji soundtrackowo-gierkowej, ale trudno - już w sumie jedną taką "pełną" mieliśmy. O Foals mogę napisać wiele - np. To, że rymuje sie z Coals (a to fajny zespoł, tylko muzycznie taki se). Kiedyś bym pewnie zjechał jak burą kurwę za samą łatkę INDIE i w sumie to nawet miałem to zrobić w pierwszej chwili, ale to ten klasyczny casus, gdzie po paru odsłuchach ZASKOCZYŁO. Bo są tu i fajne gitarki, dużo ciekawych motywów, solidne refreny i generalnie - zaskakująco niebanalna kompozycja. Lubię się tak zaskakiwać, więc leci propsik.

sanah & Daria Zawiałow - Eldorado

A dajcie mi prostytutka święty spokój.

Kolejka prawie idealna.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 17 sty 2026 12:35

nie trzeba było tyle czekać heh
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 sty 2026 12:50

No trudno, Seba widać zastosował czerwony przycisk tą razą, generalnie wiemy co miał do przekazania xd

Ja ze swojej strony chciałem napisać że miło że growa wrzutka Wam tak ładnie siadła. Poza ewentualnymi dublami z Machinarium takich więcej chyba już nie będę miał.

Tymczasem lecę otwierać następną kolejkę.

Czas przestać się gibać w te i we wte z tymi wrzutkami, miałem tym wlecieć w minionej kolejce ale się zawahałem, potem jednak Seba poruszył jedną drobną kwestię i myślę sobie trzeba nadrobić. Także Czarny wraca z kolejnymi rapsowymi korkami.

Black Moon - Reality (Killing Every...)
(1994)

Skoro z grubsza po łebkach zaprezentowałem Wam już pierwszą ligę nowojorskiej sceny hh to pora teraz sięgnąć nieco głębiej po nazwy mniej znane przeciętnemu Kowalskiemu. Duża ilość wiedzy w tym temacie przyszła w roku 2008 za sprawą gigantycznej kolekcji empetrójek pod nazwą Ego Trip's Greatest Singles zebranej przez jakichś fanów książki Ego Trip's Book of Rap Lists. Była to książka wydana przez twórców rapowego magazynu Ego Trip w której zawarli całe mnóstwo przeróżnych zestawień na temat hip hopu z czego traktowały one temat mniej lub bardziej serio, od najlepszych/najgorszych okładek czy rapowych ksywek po... doprawdy wszystko co przyszło im do głowy. Na końcu tej cudownej księgi którą za młodu dane było mi poczytać za sprawą starszego brata było zestawienie najlepszych rapowych singli od roku 1979 po rok 1998 (książka ukazała się na początku 1999 roku). Na każdy rocznik autorzy zebrali po 40 pozycji z czego niektóre z singli były wymienione tam wraz z b-side'ami. I w takiej samej formie ktoś zebrał to wszystko po latach do kupy i puścił owo mocarne kompendium rapowej muzyki w formie empetrójek do sieci.

Chyba nie muszę nawet mówić Wam jak ostro katowałem te foldery gdy dopadłem je w swoje ręce. To było dla mnie jak wejście na kolejny level gry. Tak oto usłyszałem o ekipie producenckiej Beatminerz. Duet ten stworzony z braci o ksywkach Mr. Walt i DJ Evil Dee wyprodukował pierwszy album grupy Black Moon w roku 1993, a następnie produkował dla innych grup które kolektywnie określano mianem Boot Camp Clik. Zespoły te cechowało charakterystyczne brzmienie Beatminerz i generalnie hardkorowy uliczny styl bliższy brzmieniom Wu-Tangu czy Onyx, jednak w odróżnieniu od tamtych grup członkowie BCC nigdy zbytnio nie zabiegali o komercyjne sukcesy i pozostali wierni swojemu brzmieniu zyskując kultowy status wśród słuchaczy rapu. Grupę Black Moon tworzy trzech kolesi - wspomniany już DJ Evil Dee z duetu producenckiego Beatminerz oraz raperzy 5ft i Buckshot (zwłaszcza on bo nawija solo właściwie w większości utworów) - dlatego tak zaczepiłem Sebę w kontekście Buckshot LeFonque, wiem że dla laików to bez znaczenia ale jak coś to będzie teraz wiedział że mówiąc po prostu "Buckshot" ktoś mógłby pomylić rapera o tej ksywie z tym zespołem Branforda Marsalisa lub odwrotnie.

Anyway, numer którym Was dziś częstuję to jest właśnie jeden z tych b-side'ów które uwzględniono na liście najlepszych singli roku 1994 jako druga strona singla I Got Cha Opin. Może ta wrzutka muzycznie nie zaoferuje Wam nic czego byście nie słyszeli, niemniej ciężko wyobrazić mi sobie zimową bestkę bestkę bez takiej nowojorskiej pocztóweczki ode mnie. No i poza tym długo już nie robiłem Wam takiej wycieczki a chcę Was po tych bardziej undergroundowych kręgach też trochę oprowadzić. Gdybym miał powiedzieć za co sobie cenię Black Moon i resztę Boot Camp Clik to chyba po prostu za tą bezkompromisowość, to yolo podejście do życia no i te mroczne produkcje Beatminerz, jest w tym coś fascynującego i egzotycznego dla mnie po prostu.

"You got your nine by your waistline (and)
Me and my niggas don't give a damn
We got the Bucktown Boot Camp attitude, kill a man"

https://youtu.be/TpcIhm-K1sk?si=l_kiaxxKoEMEgJUn
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 17 sty 2026 12:55

Oczywiście, i tak szanuję za PRÓBY i OSZCZĘDNOŚĆ pozostałych Graczy
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 sty 2026 13:07

CHWAŁA TYM KTÓRZY POLEGLI W WALCE
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 sty 2026 09:32

Akira Yamaoka - Beneath the Null Moon

Pierwszego „Silent Hilla”, pamiętam z lat 90 głównie, jako obrazek na telewizorach kolagów, którzy mieli plejki, a ja miałem inne konsole, bo byłem swego rodzaju konsolowym hipsterem. W rzeczywistości, chodziło po prostu o konkretne gry i mniejsze parcie na piractwo, którego obecnie już praktycznie nie praktykuję w kontekście gier. Seria nadrabiana była później. Co zazwyczaj ludzi zachwyca w grach z tej serii, poza fabułą, jest muzyka. Akira znany jest przede wszystkim z „Silent Hill”, ale jest to bardzo godny fame. Wrzucam kawałek „Null Moon”, z „Silent Hill 2”, w wersji z wydanego w ubiegłym roku remake’u autorstwa polskiego dev teamu Bloober, bo zwyczajnie uważam, że ta wersja jest lepsza. Jako, że nigdzie w necie nie ma odpowiedniej listy płac, to nie wiem ile tutaj nagrał sam Akira, a ile ekipa polaków, dlatego nie pokuszę się o przypisanie konkretnej grupy wokalnej, a szkoda, bo by mogło być ciekawie. W każdym razie, klasycznie prezentuję muzykę bez kontekstu, bo z jakiegoś powodu, ci którzy grają w gry, rzadko grają w te gry, co ja. Polecam bardzo „Silent Hill 2”, niezależnie od tego, czy oryginał, czy remake, jedno i drugi to konkretne przeżycie. Niemniej, liczę że utwór obroni się sam, bo Akira wielkim kompozytorem jest.

https://youtu.be/-FRLQjXPBp0?list=RD-FRLQjXPBp0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 19 sty 2026 21:21

I Break Horses - Load Your Eyes (2011)

Więcej musiałowej (Musiałowej? Nie mogę zapamiętać zasad wszystkich zmian od początku tego roku...) hipsteriady, Captured Tracks i przyległości, zima przełomu 2012/2013, Cold Showers, Foals, tzw. revival życia (akwen wodny, fakt autentyczny), alternatywne dziewczyny, narkotyki al dente i fatalna robota w fatalnym gastro. Ale co dobrych rzeczy (ze swojej perspektywy) poznałem, to moje. I Break Horses to na pewno jeszcze 12 lat temu był duet, teraz chyba już tylko jedna osoba, wokalistka, Szwedka Maria Lindén i jej partner, Fredrik Balck (też Szwed). Wydali trzy albumy, jeden w 2011, drugi w 2013 a potem trzeci w pandemii i powiem tylko jedno - jest cienki jak wodzionka.

Ale pierwszy i drugi diabelnie mi się podobały. Co prawda nie wydała ich żadna wytwórnia, której twórczość bym specjalnie badał, ale wystarczył system fejsbukowych polecajek i występy w Room 205. Udawałem wtedy, że wsiąkam w "niezależną" elektronikę, a to brzmienie mi się wówczas dokładnie z czymś takim kojarzyło. Lubiłem zakładać słuchawki na uszy, popinać po zaśnieżonej i lodowatej Pradze i słuchać sobie właśnie takich rzeczy. Grosza przy duszy żem nie miał, w kieszeni zmięta paczka białoruskich fajek kupowanych pokątnie u nikczemnie wyglądających ludzi wystających pod wiaduktem kolejowym w ciągu Zamoyskiego obok pewnego słynnego stadionu.

Tanie to były czasy i pod wieloma względami ciężkie, pod innymi zaś na pewno inspirujące i dostarczające dużo nowych, cóż, wrażeń. Oraz sporo nowej muzy, wszak niedługo później - w marcu 2013 - w końcu sięgnąłem po no-man po raz pierwszy. Znów zima, znów mróz i śnieg, tylko katar niepotrzebny. A łamanie koni wciąż wchodzi! Lubię ten numer, lubię tego wykonawcę i kiedyś... kiedyś będzie tu dubel.

https://youtu.be/AiNvfM9fGio?si=qSccaah4WUzTTTxv
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 19 sty 2026 22:11

Deathprod — Dead People's Things (2004)

Z piekła do czegoś przyjemniejszego, czyli pożoga i pustkowie w wyjątkowo satysfakcjonującej formie, bo bez żeńskich wokali. Dark ambientu też musiałem się uczyć przez pewien czas. Im mniej taniego efekciarstwa, szczucia samplami czy też chaosu koncepcyjnego, tym lepiej. Po Merzbowie, Kevinie Drummie czy Zornie nawet hałasy rozumiem. Z Deathprod historia jest o tyle prosta, że punktem wyjścia do dalszych poszukiwań był całkiem udany ambientalny split wydany z Geirem Jenssenem (ps. Biosphere)... znaczy byłby, gdyby nie to, że Morals and Dogma [płyta-źródło wrzutki] słuchałem przynajmniej pół roku wcześniej niż Nordheim Transformed [split]. Na pewno musiałem zerknąć, niesiony dobrymi skojarzeniami z innych współprac Norwega. Płyty z Higher Intelligence Agency to są piękne atmosferyczne, mroźne rzeczy. W przypadku tego artysty nie mamy jednak IDMowej zajawki. To prędzej elektroakustyczne eksperymenty lub ponure drony, które ujmują surowością, minimalizmem i przeszywającym nastrojem już po kilkudziesięciu sekundach. Muzyka do wczuwania, nie opisywania. Będzie mi jednak miło, gdy napiszecie trochę więcej niż jedno zdanie...

Propozycja z gatunku jakościowych pereł schowanych na lepszy czas. Klimatycznie współgra ze spektaklem, na którym byłem w sobotę we wrocławskiej Pantomimie. Tam black metal, gra w sztuczność i znakowość, sadystyczne historyjki braci Grimm. Mniej niewiadomo jak wymyślnych metafor, więcej powodów do wczucia się, potraktowania widzianego jako coś czysto estetycznego, odczuwanego nie tylko rozumem. Wsłuchajcie się, a zrozumiecie.

YouTube nie lubi udostępniania tego utworu: witamy w bestce Bandcamp. W razie czego dysponuję plikiem MP3.

https://deathprod.bandcamp.com/track/de ... les-things
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 sty 2026 13:07

Ja w tamtym czasie prowadziłem dość bujne życie towarzyskie (teraz jednak o połowę mniej rozbudowane) i gdzie nie poszedłem to ten kawałek grał.
to ja tylko szybko napiszę, że cieszę się, że go nie mam. I że nie wiem co napisać o waszych opiniach na temat mojej wrzuty, więc w sumie nie napiszę NIC

Deftones - MX

Póki co wracam do współczesności. I cyklu o nazwie "Rzeczy, do których byłem irracjonalnie uprzedzony, ale się przekonałem". No, powiedzmy, bo w sumie to nie jest tak, że byłem jakiś bardzo uprzedzony do Deftones, ale długi czas byłem przekonany, że to jakiś nu-metal dla dzieci i młodzieży, który w sumie nie jest warty jakiejś szczególnej uwagi. I jak to w przypadku takich uprzedzeń bywa - w dupie byłem, gówno słyszałem, żadnego pojęcia nie miałem.

Bo już nawet nie chodzi o szufladki, ale po prostu Deftonesi są COOL zespołem. I tylko i tyle aż tyle. Ze "zwykłym" metalem to mam taki problem, że on zazwyczaj za bardzo stara się być cool i zazwyczaj przewracam wtedy oczami, bo jak widzę te maskaradę, bufonadę i cyrk to nie umiem go traktować poważnie, a ta muzyka ma jakąś taką lekkość i swobodę przy których czapka z daszkiem sama obraca się na bok, a okulary przeciwsłoneczne nasuwają na twarz.

Chciałem wrzucić jakimś oczywistym bangerem, ale powoli bo powoli jestem na etapie wygrzebywania deep cutów. Nie wiem, czy MX to jakiś szczególnie mało znany kawałek, ale póki co to mój faworyt z kategorii nieco mniej oczywistej. Ja to generalnie prosty chłop jestem i ten zabieg ze wstawkami jakiejś randomowej typiary w refrenie po prostu u mnie zaskoczył i ten no.

Tyle, bo nie chce mi się ostatnio nic, a co dopiero pisać o muzyce. Nie zrażajcie się tymi 35 minutami, bo utwór trwa niecałe 5, ale z jakichś przyczyn któś uznał, że wstawienie 30 minut ciszy i dwóch hidden tracków na płytę będzie dobrym pomysłem. No cóż - na pewno jest to pomysł oryginalny.

Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=k9kgN2938lI
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 sty 2026 13:24

Kolejka 21. (196.)

111. Black Moon - Reality (Killing Every...) (stripped)
112. Akira Yamaoka - Beneath the Null Moon (Hien)
113. I Break Horses - Load Your Eyes (devotional)
114. Deathprod — Dead People's Things (Dragon)
115. Deftones - MX (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 sty 2026 07:38

Akira Yamaoka - Beneath The Null Moon

Pierwsze elektroniczne dźwięki skojarzyły mi się z ostem do Twin Peaks: Fire Walk With Me, potem jednak zaraz wchodzi cała gama innych brzmień - ciepły bas, gitara, pianinko i smyczki. Te chórki wokalne uzupełniające całość są mocno ETHEREAL. Ta melodia smyczków jest spoko, razem z wokalami tworzy bardzo podniosły klimat. Doceniam też brzmienie i pracę perkusji. Fajne outro. Ten utwór ma elementy które są w porządku, ale całość nie przemawia do mnie jakoś za bardzo, trochę nie mój vibe chyba.

I Break Horses - Load Your Eyes

Spodobało mi się to specyficzne wykorzystanie automatu perkusyjnego (przynajmniej tak obstawiam że to automat leci), prosty motyw ale już na wejściu jakoś wyróżnił mi ten numer spośród całej masy musiałowej hipsteriady. A może po prostu jako zwykły Murzyn wyczulony jestem zwłaszcza na perkusyjne rytmy co w połączeniu z moją nowofalową wrażliwością sprawia że skłaniam się ku opinii że ten kawałek jest naprawdę spoko i ładny z tymi wszystkimi synthami, gitarkami i zwiewnymi wokalami. Po prostu chwyta mnie połączenie surowości tego bitu z delikatnością całej reszty, tak bym to chyba najlepiej wyjaśnił.

Deftones - MX

A dajcie mi spokój z jakimiś nu-metalami.

A tak serio mówiąc to w sumie nie znam ich, okładkę kojarzę z jakichś zestawień mega hiper ważnych albumów czy coś w ten deseń, zawsze myślałem że to jakaś pretensjonalna muza dla pretensjonalnych dupków i w sumie to co usłyszałem nadal skłania mnie ku tej opinii. Motyw z tymi zniekształconymi głosami i laską wtrącajacą się to tu to tam raczej wywołuje u mnie wzrusz ramion i przewracanie oczyma, bardziej mnie bawi niż skłania do kiwania z uznaniem głową. W tym przypadku nasze banieczki z mentosem się daleko rozmijają - czyt. a dajcie mi spokój z jakimiś nu-metalami.

Deathprod - Dead People's Things

Smoku nieświadomie trafił w sam środek mojego obecnego mindsetu. Tak się niestety złożyło że w minionym tygodniu uśpiliśmy naszego czworonoga który był pierwszym psem w moim życiu jakim się opiekowałem i ta wrzuta doskonale oddaje wszystkie emocje które lęgną się teraz w głowie. Pustka, ból, poczucie winy, gniew, ogólny stan beznadziei i otępienia ciągnący się bez końca. Ta wrzutka brzmi równie żałośnie jak się chwilowo czuję. Od paru dni nieco bezskutecznie szukałem nawet jakiejś melodii która by może nieco pomogła w tych chwilach i dopiero ten numer wyszedł mi idealnie naprzeciw. Pewnie w innych okolicznościach mógłbym przejść obok tego utworu obojętnie i całkiem możliwe że nie będę miał ochoty do niego wracać ale w tej chwili smocza bestka jednocześnie pisze moją własną. Piękny utwór napotkany we właściwym momencie którego jednak pewnie ciężko będzie słuchać za jakiś czas.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 sty 2026 12:48

Black Moon - Reality (Killing Every...)

O ile nie uważam się za przeciętnego Kowalskiego w kwestii amerykańskiego hip-hopu, tak za przeciętnego Nowaka już tak, i nazwy mi obce już dawno zaczęły się pojawiać wśród wrzut Murzyna. Jacek się wkurzy, ale to nie będzie odkrywcza recenzja, znowu sięgnę po te same zestawy przymiotników. Rozbawił mnie ten początek z rzucaniem fakami, tzn. wiadomo, to jest amerykański hip-hop, dzik sra w lesie, itd., ale mimo wszystko, nie wiem, wybuchłem cichym śmiechem xD Poza tym, klasycznie, absolutnie doskonały bit, niby brzmi jak milion innych w tamtych czasach, ale dla mnie to jest archetyp loopa perkusyjnego starego hh, w wersji jaką lubię i szanuję najbardziej. Co się oprócz tego dzieje, to masterclass z dobierania sampli. Atmosfera jest zbudowana mistrzowsko, trochę momentami to brzmi, jakby pochodziło z okolic „Dummy”.
W kwestii rapu, po prostu fajny rap na poziomie. Kolejny świetny hip-hopowy kawałek, acz dodam, że ten ma szansę zakręcić się u mnie na dłużej i, mimo wszystko, jest w nim coś unikalnego, innego. Murzyn stworzył nam tutaj prawdziwą encyklopedię, o ile nie biblię hip-hopu.

I Break Horses - Load Your Eyes

Klasycznie u Musiała, zaczynam czytać od drugiego paragrafu, bo kolega nauczył się z nich korzystać. Pisanie magisterki nie poszło do końca na marne. W kwestii kawałka, zaczyna się jak jak jakiś radykalny cover „Teardrops”, a potem wchodzę genericowe wokale ala dream pop. Niemniej, wiem, że Musiał takie wokale lubi, więc wszystko na miejscu. Nie wiem, może to ta sugestia Szwecji, ale trąci mi to elektronicznym Roxette. Ja do Roxette mam podejście ambiwalentne, większość tego, co znam mi dynda, ale parę utworów bardzo lubię. Tutaj jest nawet trochę fajniej, ale z drugiej strony, kurde. Mam problem z taką muzyką, że potrzebuję dużo czasu i materiału, żeby wyrobić sobie jakąś sensowną i w miarę sprawiedliwą opinię. Tutaj by mi pasowało żeby zespół wjechał do albumowej, no ale begars kent bi czuzers. Póki co, wzruszę ramionami na to łamanie koni, ale to nie znaczy, że jest źle. Jest przyzwoicie. Może to kwestia tego, że nie jestem (na szczęście) warszawiakiem? Z drugiej strony, Musiał też nie jest.

Deathprod — Dead People's Things

O kurde, link do Bandcampa. Weszliśmy chyba w nowy etap bestki, szanuję. Trochę jak w przypadku Murzyna, co ja mogę jeszcze napisać o typowych ambientach wrzucanych przez Dragona? Zawsze są przynajmniej dobre, tutaj kawałek bardzo dobry, ale mój słownik nie wypluje więcej ciekawych rzeczy, niż to co już napisałem. Niemniej, czy to jest Ondes Martenot, który robi te chórki? Nie wiedziałbym co to jest, gdyby nie Radiohead, ale po przesłuchaniu setki razy takich rzeczy jak How to Disappear Completely, czy Where I End, to nie potrafię nie strzygać uchem przy tym brzmieniu. W każdym razie, fajnie to współgra z tym praniem na tarce, które uskutecznia się w tle (a może na pierwszym planie wręcz?). Tak popadłem trochę w zadumę, widząc poniżej 2 USD. Mało, jak za tak dobrą muzykę.

Deftones - MX


Szanuję Sebę za rasowy trolling z tymi 37 minutami xD Tej minuty zastanawiania się, jakim cudem Deftones mają taki długi numer, nikt mi nie zabierze. Wkładam ja do szafki z napisem „rusty the clown”. Ja tam lubię taką muzykę. Nie znam Deftones, mam znajomego, który bardzo chwali i w ogóle zespół, chyba będzie grał w Łodzi w tym roku, no ale. Szkoda, że nikt mi ich nie pokazał w liceum, tzn. może pokazał, ale zaginęło między innymi rekomendacjami z grona alternatywnej ciężkiej muzyki. To jest coś, co będzie mi idealnie pasowało na mój punkowy maj. Chętnię sięgnę po więcej. Trochę beka, bo ten kawałek to taki przykład z encyklopedii gatunku, jest tu wszystko, co w tego typu muzyce już słyszałem wiele razy, ale też zakładam, że to było jedno ze źródeł. Przypominają mi się lata 90 i wczesne zerowe. Dzieci mogą się teraz śmiać, ale nadal uważam, że to było cool brzmienie.


Kurde, naprawdę doskonała kolejka. Każdy dowiózł z typowej dla siebie stajni, czego nie zaplanowaliśmy, a jednak wyszło.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 23 sty 2026 20:51

Black Moon - Reality (Killing Every...)

Wow, po prostu wow i tyle mam do powiedzenia. Właściwie na tym mógłbym reckę skończyć lol. Numer jest po prostu wyborny i, kurde, żeby większość h-h tak brzmiała, to może dziś byłbym w zupełnie innym miejscu. A tak naprawdę byłbym w tym samym, bo czemu miałbym nie być, za to z przyjemnością mogę odkrywać tego typu rzeczy. Przestrzenność tego kawałka przy jednoczesnej jego dźwiękowej klaustrofobiczności jest wprost nie do opisania. Bit? Doskonały. Hotel? Nie no, nie będę rzucał tanimi żartami. Doskonałe jest tutaj wszystko, sample, brzmienia, świetny wokal, podniecam się. Toż to bardziej trip hop i jestem w stanie wyobrazić sobie wykorzystanie tego właśnie bitu przez no-man, a może NAoP? ;( Czilowe, nostalgizująco-przemyśleniowe, aż się chce wiosennych nocy i łażenia po kiepsko oświetlonych lampami sodowymi ulicach opuszczonego miasta... Złoto!

Akira Yamaoka - Beneath the Null Moon

Okurde, Silent Hill 2, aż się łezka w oczku zakręciła, grało się grało... w pirata oczywiście, gorylion lat temu, w dodatku chyba był to jakiś nieoficjalny (a może oficjalny?) port, już nie pamiętam dobrze. Co się przy tej grze zesrałem, to moje, creepy pielęgniarki na zawsze zostaną w mojej głowie. Rimejk mi polecano, ale nie siadłem jeszcze i raczej prędko się to nie wydarzy. Faktycznie numer wrzucany od tej gry jest dobry, bardzo filmowy tho i o ile nie jest to dla mnie jakaś wada, to ciężko mi go sobie wyobrazić w oderwaniu od kontekstu, w którym był oryginalnie umieszczony (chociaż takie The American Dollar nagrywali chociaż zbliżone rzeczy, więc, jak zawsze, what do I know). Jest nieco niepokojąco, ale bez przesady, za rogiem nie czai się w tej chwili Piramidogłowy. Z technicznej i kompozycyjnej perspektywy to jest po prostu solidny kawał muzyki i tyle, więc oczywiście propsuję i chylę copkę, albowiem w grach wiele fajnych rzeczy kryć się może.

Deathprod - Dead People's Things

Łot ken aj sej... Jest Dragon, jest ambient. Jest ambient Dragona, jest mrocznie i niepokojąco. Tu dla odmiany rzecz "stand-alone", którą totalnie mogę wyobrazić sobie jako element soundtracku do jakiegoś niezalowego space shootera w stylu Aliena, w którego zagrałem cały jeden raz miliard lat temu. Podoba mi się ten klimat choć mało udziela (a może powinien przy tej solidnie zimowej pogodzie za oknem i mojej izolacji wywołanej chorobą?), ale to nie szkodzi. Zwłaszcza końcówka ładnie siada, przypomina trochę rzeczy robione w elektronice przez ludzi z BBC Radiophonic Workshop w latach 60. Jakby jakiś theremin tam w tle siedział. Zdecydowanie bardziej pod horrory z domieszką sci-fi a nie historię Węgier, którą właśnie czytam. Długie bo długie, ale mimo to nie męczące. Za bardzo lubię muzykę tła. Więc generalnie gicik.

Deftones - MX

Besta bawi i uczy, nazwę Deftones słyszałem gorylion razy a okładkę albumu, z którego pochodzi mentosowa wrzuta widziałem chyba jeszcze częściej. Jednocześnie nigdy po nich nie sięgnąłem. Był czas, że mi się pomieszali z Blink 182 i nic nie mogę z tym zrobić. W zasadzie trochę jak pisze imć Munlup, na taką muzę był "swój czas" i dziś to ja się czuję na to trochę za stary chyba. W sensie, nigdy nie będę raczej w stanie wajbować z tym tak, jak potencjalnie mógłbym z tym wajbować, gdybym tylko słuchał takiej muzyki będąc w liceum, no ale wtedy słuchałem ejtisów i tak o... Generalnie fajny jest ten kawałek, choć ja przy swoim krótkim (ale w sumie aż dwukrotnym, w 2003 i w 2011) stopie na przystanku "nu metal" wybierałem Limp Bizkit (które jest fajne i tyle). Murzyn z kolei pisze, że jest to trochę pretensjonalne i ja też się z tym do pewnego stopnia zgadzam, w sensie ludzie, których znałem te ponad 20 lat temu i którzy słuchali takich rzeczy byli pretensjonalni (ja z kolei udawałem wielkiego nonkonformistę śmiejąc im się w twarz wraz z Camouflage). Ta laska "przez telefon" brzmi trochę tanio, no ale takie były prawa epoki, mądrość etapu, whatever. Trochę ciekawostka dla mnie, trochę fajnie, że coś od nich liznąłem, ale raczej nie przesłucham całego albumu. Wciąż - jest tu jakiś znaczek jakości.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 26 sty 2026 23:23

Wjadę jutro