Best of Forum (Edycja albumowa)
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
John Carpenter/Alan Howarth - Escape from New York
Z muzyką Carpentera mam niewielkie doświadczenia. Do głowy przychodzą mi tylko motyw z Halloween oraz stworzony razem z JMJ utwór na pierwszą część Elektroniki. Uważam, że są całkiem ok, szczególnie ten pierwszy robi wrażenie właściwie podłożony pod cokolwiek. Słuchając Escape... nie byłem specjalnie zaskoczony stylem, ale taki konsekwentny minimalizm zrobił na mnie wrażenie. Jeśli on tak zawsze, no to ciekawie. Te miniatury same z siebie są konwencjonalnie skomponowane, wiadomo co pasuje do bardziej dynamicznych scen, co jako swoiste tło dla ilustracji, co np. jest po to, by nastraszyć albo kazać widzowi trwać w oczekiwaniu na przełom. Nasłuchałem się soundtracków tłuczonych przez Tangerine Dream i innych kompozytorów elektronicznych soundtracków, więc taka forma płyty mnie nie zaskakuje. Nie znam filmu (ale obiecuję poprawę!), więc opieram się tylko na muzyce.
W moim wypadku muszę potwierdzić obawy Hiena. Jest jednocześnie trudno przyswajalna i bardzo przewidywalna. Jak już jakaś miniatura się zaczyna, to ona do końca stoi w miejscu i niewiele poza tym, co wchodzi na dzień dobry, się pojawia. Na plus, że wszystkie są stosunkowo krótkie, nie da się nimi nasycić od razu. Poza tym wokalnym numerem, który tutaj jest wybitnie od czapy i irytuje. Film to film, a muzyka to muzyka, do minimalu wesoła pioseneczka ma się nijak. Nie ma też tutaj melodii, które wżerają się w głowę, co uważam za wadę. W 1980 roku zastosowane tu rozwiązania rytmiczne i brzmieniowe pewnie jeszcze się wyróżniały, ale potem ten schemat będzie przetwarzany i wywracany na wszelkie możliwe sposoby. Ciągnie się dla mnie wrażenie RZETELNOŚCI, sporej sprawczości produkcyjnej i nic poza tym. W drugiej części materiału więcej numerów opartych jest na prostych szkieletach perkusyjnych, a tego już na płytach TD nie lubiłem, bo bez obrazu sprawiają wrażenie demówek. Ale żeby nie było, że nic mi się nie spodobało w ogóle, utwory nr 9 (ciekawe sekwencyjne wariacje), 12 i 13 (perkusja przepuszczona przez efekty jak u Kraftwerk w TEE, albo w muzyce francuskiego projektu Ose) jak najbardziej na plus, tam to zestawienie brzmień jest najciekawsze. Końcówka ostatniego utworu jak później u YMO w tym samym czasie, utwór Loom przyszedł mi do głowy. Generalnie też jak już materiał jest w większości elektroniczny, to czemu nie w pełni? Momenty z gitarą i pianinkiem nie robią na mnie żadnego wrażenia. Klawiszowy bas zawsze w serduszku, dlatego np. tak lubię SOTU chociażby. Bez niego Fragile Tension, In Sympathy czy Peace nie byłyby tak dobre.
Nawet ten Debussy... Tomita (tak jak Wendy Carlos np.) to transkryptor totalny, a do tego mistrz brzmienia, nie tylko odtwarza wszystko z introligatorską precyzją, to do tego jest niesłychanie liryczny. Tutaj jest interpretacja w stylu Carpentera, czyli bardziej minimal, w porządku, ale nie tak efektownie jak u Japończyka. W porównaniu do reszty materiału jest jakby na bogatości.
Na pewno na moją opinię wpływa to, że nie znam filmu, ale Hien wrzuca tutaj sam soundtrack, a nie muzykę jako dodatek do filmu, a dla mnie dobry soundtrack musi się bronić sam. Ten bronił się tylko miejscami.
Z muzyką Carpentera mam niewielkie doświadczenia. Do głowy przychodzą mi tylko motyw z Halloween oraz stworzony razem z JMJ utwór na pierwszą część Elektroniki. Uważam, że są całkiem ok, szczególnie ten pierwszy robi wrażenie właściwie podłożony pod cokolwiek. Słuchając Escape... nie byłem specjalnie zaskoczony stylem, ale taki konsekwentny minimalizm zrobił na mnie wrażenie. Jeśli on tak zawsze, no to ciekawie. Te miniatury same z siebie są konwencjonalnie skomponowane, wiadomo co pasuje do bardziej dynamicznych scen, co jako swoiste tło dla ilustracji, co np. jest po to, by nastraszyć albo kazać widzowi trwać w oczekiwaniu na przełom. Nasłuchałem się soundtracków tłuczonych przez Tangerine Dream i innych kompozytorów elektronicznych soundtracków, więc taka forma płyty mnie nie zaskakuje. Nie znam filmu (ale obiecuję poprawę!), więc opieram się tylko na muzyce.
W moim wypadku muszę potwierdzić obawy Hiena. Jest jednocześnie trudno przyswajalna i bardzo przewidywalna. Jak już jakaś miniatura się zaczyna, to ona do końca stoi w miejscu i niewiele poza tym, co wchodzi na dzień dobry, się pojawia. Na plus, że wszystkie są stosunkowo krótkie, nie da się nimi nasycić od razu. Poza tym wokalnym numerem, który tutaj jest wybitnie od czapy i irytuje. Film to film, a muzyka to muzyka, do minimalu wesoła pioseneczka ma się nijak. Nie ma też tutaj melodii, które wżerają się w głowę, co uważam za wadę. W 1980 roku zastosowane tu rozwiązania rytmiczne i brzmieniowe pewnie jeszcze się wyróżniały, ale potem ten schemat będzie przetwarzany i wywracany na wszelkie możliwe sposoby. Ciągnie się dla mnie wrażenie RZETELNOŚCI, sporej sprawczości produkcyjnej i nic poza tym. W drugiej części materiału więcej numerów opartych jest na prostych szkieletach perkusyjnych, a tego już na płytach TD nie lubiłem, bo bez obrazu sprawiają wrażenie demówek. Ale żeby nie było, że nic mi się nie spodobało w ogóle, utwory nr 9 (ciekawe sekwencyjne wariacje), 12 i 13 (perkusja przepuszczona przez efekty jak u Kraftwerk w TEE, albo w muzyce francuskiego projektu Ose) jak najbardziej na plus, tam to zestawienie brzmień jest najciekawsze. Końcówka ostatniego utworu jak później u YMO w tym samym czasie, utwór Loom przyszedł mi do głowy. Generalnie też jak już materiał jest w większości elektroniczny, to czemu nie w pełni? Momenty z gitarą i pianinkiem nie robią na mnie żadnego wrażenia. Klawiszowy bas zawsze w serduszku, dlatego np. tak lubię SOTU chociażby. Bez niego Fragile Tension, In Sympathy czy Peace nie byłyby tak dobre.
Nawet ten Debussy... Tomita (tak jak Wendy Carlos np.) to transkryptor totalny, a do tego mistrz brzmienia, nie tylko odtwarza wszystko z introligatorską precyzją, to do tego jest niesłychanie liryczny. Tutaj jest interpretacja w stylu Carpentera, czyli bardziej minimal, w porządku, ale nie tak efektownie jak u Japończyka. W porównaniu do reszty materiału jest jakby na bogatości.
Na pewno na moją opinię wpływa to, że nie znam filmu, ale Hien wrzuca tutaj sam soundtrack, a nie muzykę jako dodatek do filmu, a dla mnie dobry soundtrack musi się bronić sam. Ten bronił się tylko miejscami.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Z jednym tylko się nie mogę zgodzić, dobry soundtrack nie ma obowiązku bronić się poza kontekstem filmu, bo to (lol) soundtrack. Może się nie podobać, wiadomo, ale absolutnie nie MUSI bronić się sam. To nie jest i nie powinien być priorytet przy soundtrackach. Zresztą, dopiero ostatnie dekady to traktowanie wydawania muzyki filmowej poważnie. Wcześniej osty wychodziły okrojone i to też często po czasie, lub w minimalnym nakładzie (np Blade Runner, który najpierw wyszedł jako cover album orkiestry).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No nie musi, bo soundtrack to nie są piosenki pop tylko muzyka skrojona pod obraz, więc też błędem byłoby oczekiwać że obroni się wyrwana z tego kontekstu, ale są takie przypadki. W przypadku Ucieczki z Nowego Jorku ocenianie soundtracku na sucho trochę mija się z celem IMO, bardziej traktowałbym go jedynie jako dodatnie punkty do oceny filmu. No ale Ciebie on zachwyca, podzieliłeś się nim z nami, ja kupuję go jako zimne futurystyczne tło do tego obrazu ale poza tym nie wiem czy będę chciał wracać.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
slick
- Posty: 7021
- Rejestracja: 15 lis 2004 17:36
- Ulubiony utwór: Everything Counts
- Lokalizacja: Warszawa
Fajnie gadacie o Recoil (strona 12 tego wątku i dalej) - viewtopic.php?p=196843#p196843
Czemu to nie jest w Solo? Aż się prosi, aby takie długie i rzeczowe dyskusje były w Recoil / Solo…
Czemu to nie jest w Solo? Aż się prosi, aby takie długie i rzeczowe dyskusje były w Recoil / Solo…
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Po prostu taką konwencję tematu przyjęliśmy że recenzje trafiają tutaj na bieżąco a tak naprawdę dyskusji jakiejś wokół poza recenzjami tu nie było moim zdaniem. Jeśli chcesz ja np. mogę swoją reckę skopiować i wkleić i tam.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie no jasne, to nic obowiązkowego, to żaden priorytet. Dla mnie powinien
Soundtrack to jest osobny twór, na nośnikach audio rządzi się trochę innym porządkiem. To nie case muzyki do telewizji. Gdyby jeszcze to było wydane w taki sposób, że wyciągnięto absolutnie wszystko, co leciało w filmie, no to może tak bym nie pisał, ale... Tutaj pewnie doszło do selekcji, jeszcze bardziej babrano się przy tej poszerzonej wersji dostępnej na Spotify chociażby.
A co jak na soundtrack składają się popowe piosenki skomponowane pod film?
Soundtrack to jest osobny twór, na nośnikach audio rządzi się trochę innym porządkiem. To nie case muzyki do telewizji. Gdyby jeszcze to było wydane w taki sposób, że wyciągnięto absolutnie wszystko, co leciało w filmie, no to może tak bym nie pisał, ale... Tutaj pewnie doszło do selekcji, jeszcze bardziej babrano się przy tej poszerzonej wersji dostępnej na Spotify chociażby.
A co jak na soundtrack składają się popowe piosenki skomponowane pod film?
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No ale nie mówimy o takich przypadkach, tzn. nie dyskutujemy ich w tym temacie bo to już są de facto składanki różnych wykonawców przeważnie, czasem nie, no dobra - są przypadki i takich popowych soundtracków ale rozmawialiśmy o film score raczej
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
To po co w ogóle je się wydaje osobno? Po co Hien to wrzucił? 
Piszesz Murzynie o dodatnich punktach dla filmu, no ale ja w ogóle w zabawie forumowej muzycznej nie chcę go brać pod uwagę. Słuchając soundtracków do znanych mi filmów osobno staram się w ogóle nie brać pod uwagę kontekstu sceny, po co. W filmie jest elementem ilustrującym, fizycznie wydana osobno jest elektronicznym minimalem, łzawą balladką fortepianową, czymkolwiek. Wydawanie muzyki do filmów nie kończy się na marketingu filmu, ma swoją wartość artystyczną przecież.
Piszesz Murzynie o dodatnich punktach dla filmu, no ale ja w ogóle w zabawie forumowej muzycznej nie chcę go brać pod uwagę. Słuchając soundtracków do znanych mi filmów osobno staram się w ogóle nie brać pod uwagę kontekstu sceny, po co. W filmie jest elementem ilustrującym, fizycznie wydana osobno jest elektronicznym minimalem, łzawą balladką fortepianową, czymkolwiek. Wydawanie muzyki do filmów nie kończy się na marketingu filmu, ma swoją wartość artystyczną przecież.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tak, chodzi o score, słowa soundtrack użyłem jako skrótu myślowego, bo myślałem, że każdy wie o co chodzi i widzi rożnicę między jednym a drugim.
To co piszesz Dragon nie ma sensu, bo co mają robić wydając to na cd? Przerabiać te numery żeby nagle nadawały się bardziej do auta, a nie do filmu?
Ludzie, którzy to kupują, najczęściej najpierw oglądają film. To jest trochę inna szkoła słuchania. Ja ten album wrzuciłem, bo jest w mojej topce i o to chodzi w tym temacie xD Nie nastawiałem się, że to komukolwiek wejdzie jak w masło i nie miałem tez zamiaru zmuszać ludzi do oglądania filmu za wszelką cenę. Sam najpierw oglądałem film. Dlatego zaznaczyłem, że bez tego kontekstu może nie wejść. Ale nie będę usilnie ludziom wciskał kitu, że ta płyta musi się bronić sama. Jeżeli każdy kompozytor muzyki filmowej ma skupiać się na tym żeby jego muza dobrze brzmiała zarówno w filmie, jak i na spotify, to jest to krótko mówiąc - obłęd.
To co piszesz Dragon nie ma sensu, bo co mają robić wydając to na cd? Przerabiać te numery żeby nagle nadawały się bardziej do auta, a nie do filmu?
Ludzie, którzy to kupują, najczęściej najpierw oglądają film. To jest trochę inna szkoła słuchania. Ja ten album wrzuciłem, bo jest w mojej topce i o to chodzi w tym temacie xD Nie nastawiałem się, że to komukolwiek wejdzie jak w masło i nie miałem tez zamiaru zmuszać ludzi do oglądania filmu za wszelką cenę. Sam najpierw oglądałem film. Dlatego zaznaczyłem, że bez tego kontekstu może nie wejść. Ale nie będę usilnie ludziom wciskał kitu, że ta płyta musi się bronić sama. Jeżeli każdy kompozytor muzyki filmowej ma skupiać się na tym żeby jego muza dobrze brzmiała zarówno w filmie, jak i na spotify, to jest to krótko mówiąc - obłęd.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No to już na samym poziomie wrzucenia tej płyty tutaj jest problem malutki, bo to jest założenie, że:
1) wszyscy słuchacze odbierają sztukę tak samo,
2) wszyscy zapoznają się z dziełem muzycznym tak samo, tj. po obejrzeniu filmu i przez pryzmat związków z filmem odbierają tę muzykę,
3) inna ocena zawsze jest nieuzasadniona.
Gadam głupoty wtedy, kiedy na tym wydawnictwie jest wyciągnięte absolutnie wszystko z filmu... albo każda sekunda nagrań została wykorzystana w filmie. Nie ma rady, muszę nadrobić film. Ale nie sądzę, bym nagle muzykę traktował lepiej osobno. W filmie będzie pasować, na klipie z okładką OSTa będzie się z czymś ścisłym kojarzyć.
TD często wydawało soundtracki, film scores zawierając na płytach masę materiału, który do filmu się nie załapał. A mogli przecież puszczać tylko to, co fizycznie poszło, efekt powinien być ten sam. Może chodziło o to, żeby nie puszczać zgrywek np. z dialogami, tylko zwrócić uwagę na fragment puszczony w filmie, pokazać go jako element całej przygotowanej kompozycji?
1) wszyscy słuchacze odbierają sztukę tak samo,
2) wszyscy zapoznają się z dziełem muzycznym tak samo, tj. po obejrzeniu filmu i przez pryzmat związków z filmem odbierają tę muzykę,
3) inna ocena zawsze jest nieuzasadniona.
Gadam głupoty wtedy, kiedy na tym wydawnictwie jest wyciągnięte absolutnie wszystko z filmu... albo każda sekunda nagrań została wykorzystana w filmie. Nie ma rady, muszę nadrobić film. Ale nie sądzę, bym nagle muzykę traktował lepiej osobno. W filmie będzie pasować, na klipie z okładką OSTa będzie się z czymś ścisłym kojarzyć.
TD często wydawało soundtracki, film scores zawierając na płytach masę materiału, który do filmu się nie załapał. A mogli przecież puszczać tylko to, co fizycznie poszło, efekt powinien być ten sam. Może chodziło o to, żeby nie puszczać zgrywek np. z dialogami, tylko zwrócić uwagę na fragment puszczony w filmie, pokazać go jako element całej przygotowanej kompozycji?
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ciekawa dyskusja. Film score to raczej nie muza dla normików, fanbase jest niszowy dość. Hiena mocno jara ten OST, zastanawiam się w jakiej sytuacji po niego sięga, jakich emocji szuka w nim, czy to po prostu retromania czu wspomina film i jego sceny za każdym odsłuchem?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Edytowałem posta, ale Dragon odpowiedział więc wkleję, ale najpierw się jeszcze odniosę do powyższego.
Podejrzewam, że film nie zmieni Twojej opinii, zresztą mi na tym nie zależy i się na to nie nastawiam. Dyskutujemy tu o tym, czy muzyka filmowa wydana na CD musi bronić się sama, a nie musi, a to dlatego, że: (i tu wklejam)
Muzyka filmowa wydawana jest dla konkretnej niszy odbiorców, ludzi którzy się nie przypierdalają, że muzyka filmowa brzmi jak muzyka filmowa, a nie materiał na Billboard100. Podejrzewam, że nikt nie kupuje tych płyt bez znajomości filmu, a jeżeli ktoś film zna i muzyka mu się podobała, to serio musze to tłumaczyć?
Poczytaj sobie Dragon o historii takich wydawnictw jak Varese Sarabande, czy La-La Land Records, o tym jak to wyglądało jeszcze 30 lat temu i dla kogo wypuszczane są aktualnie poszerzone wersje. To jest materiał dla koneserów tego typu muzyki. Te albumy zawsze będą ściśle połączone z filmami.
Każdy soundtrack, odarty z kontekstu filmowego, będzie w jakiś sposób upośledzony. Jednym to będzie przeszkadzało, drugim nie, ale nikt raczej nie kupuje score'ów, czy soundtracków, żeby znaleźć tam coś co będzie żyło własnym życiem.
Chyba, że faktycznie mówimy o modnych w latach 90-tych soundtrakach składających się z piosenek rożnych wykonawców (w zasadzie każdy ost do blockbusterów z lat 90 tak wyglądał, score'y z tych filmów nie były wydawane w ogóle, albo jako mega limity, albo z dwudziestoletnim poślizgiem), ale to jest zupełnie co innego, to są kompilacje piosenek z filmu i rządzą się tymi samymi prawami co kompilacje summer hits.
Podejrzewam, że film nie zmieni Twojej opinii, zresztą mi na tym nie zależy i się na to nie nastawiam. Dyskutujemy tu o tym, czy muzyka filmowa wydana na CD musi bronić się sama, a nie musi, a to dlatego, że: (i tu wklejam)
Muzyka filmowa wydawana jest dla konkretnej niszy odbiorców, ludzi którzy się nie przypierdalają, że muzyka filmowa brzmi jak muzyka filmowa, a nie materiał na Billboard100. Podejrzewam, że nikt nie kupuje tych płyt bez znajomości filmu, a jeżeli ktoś film zna i muzyka mu się podobała, to serio musze to tłumaczyć?
Poczytaj sobie Dragon o historii takich wydawnictw jak Varese Sarabande, czy La-La Land Records, o tym jak to wyglądało jeszcze 30 lat temu i dla kogo wypuszczane są aktualnie poszerzone wersje. To jest materiał dla koneserów tego typu muzyki. Te albumy zawsze będą ściśle połączone z filmami.
Każdy soundtrack, odarty z kontekstu filmowego, będzie w jakiś sposób upośledzony. Jednym to będzie przeszkadzało, drugim nie, ale nikt raczej nie kupuje score'ów, czy soundtracków, żeby znaleźć tam coś co będzie żyło własnym życiem.
Chyba, że faktycznie mówimy o modnych w latach 90-tych soundtrakach składających się z piosenek rożnych wykonawców (w zasadzie każdy ost do blockbusterów z lat 90 tak wyglądał, score'y z tych filmów nie były wydawane w ogóle, albo jako mega limity, albo z dwudziestoletnim poślizgiem), ale to jest zupełnie co innego, to są kompilacje piosenek z filmu i rządzą się tymi samymi prawami co kompilacje summer hits.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Sięgam po ten album, bo czuję się z nim mocno związany, z filmem zresztą też. W tym wypadku, nie staram się sprzedać muzyki uniwersalnie dobrej. Ja uważam, że to jest na bardzo wysokim poziomie, ale wartość muzyki o takiej naturze, zdecydowanie bardziej podlega dyskusji.stripped pisze:23 lut 2022 14:42Ciekawa dyskusja. Film score to raczej nie muza dla normików, fanbase jest niszowy dość. Hiena mocno jara ten OST, zastanawiam się w jakiej sytuacji po niego sięga, jakich emocji szuka w nim, czy to po prostu retromania czu wspomina film i jego sceny za każdym odsłuchem?
W skrócie - odpalam dla feelsów, kocham ten film, kocham tę muzye i jestem fanem brzmienia Carpentera, bo znajduję na jego płytach to, czego nie znajduję na innych. Czy łatwo tym zarazić innych samym jednym soundtrackiem? Nie, podejrzewam wręcz, że się nie da. Ale mieliśmy wrzucać ulubione płyty, to wrzucamy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No to po prostu naturalny konfikt interesów.Hien pisze:23 lut 2022 14:47Muzyka filmowa wydawana jest dla konkretnej niszy odbiorców, ludzi którzy się nie przypierdalają, że muzyka filmowa brzmi jak muzyka filmowa, a nie materiał na Billboard100. Podejrzewam, że nikt nie kupuje tych płyt bez znajomości filmu, a jeżeli ktoś film zna i muzyka mu się podobała, to serio musze to tłumaczyć?
Poczytaj sobie Dragon o historii takich wydawnictw jak Varese Sarabande, czy La-La Land Records, o tym jak to wyglądało jeszcze 30 lat temu i dla kogo wypuszczane są aktualnie poszerzone wersje. To jest materiał dla koneserów tego typu muzyki. Te albumy zawsze będą ściśle połączone z filmami.
Każdy soundtrack, odarty z kontekstu filmowego, będzie w jakiś sposób upośledzony. Jednym to będzie przeszkadzało, drugim nie, ale nikt raczej nie kupuje score'ów, czy soundtracków, żeby znaleźć tam coś co będzie żyło własnym życiem.
Nikt ich nie kupuje bez znajomości filmu, ale zapoznawać się jak najbardziej może. Po filmie - może docenić stopień dopasowania do klimatu i akcji. Po odsłuchu - może docenić specyficzny minimalizm, brzmienie, chcieć szybko sprawdzić, jak to działa w filmie, co weszło do filmu, itp.. Albo nie. Prawo słuchacza.
Nie ma co też mówić, że nikt nie szuka czegoś, co żyje swoim życiem. Poznęcam się nad TD jeszcze trochę, bo to bardzo dobry przykład tego, jak inaczej się do tego podchodzi. Nie tylko ich wątki filmowe były odświeżane i przetwarzane (Love On A Real Train a 5:23 Global Communication), ale sami też przetwarzali (znacznie późniejsza ich wersja motywu ze Stranger Things).
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja nigdzie nie napisałem, że osty nie mogą się bronić same w sobie, tylko że nie muszą.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Pany fajna dyskusja, ale ja uważam, że jeżeli ten album jest w topie Hiena, to go po prostu tu zamieścił. Ja nie oglądałem filmu, ale za to wyobraźnia popracowała i mi się podobało.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mój następny album już raczej nie wzniecie takich dyskusji, chociaż kto wie, bo tej powyżej też się kompletnie nie spodziewałem xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No to taka dyskusja trochę w temacie, ale obok tematu. Rubycon raczej przejdzie bez echa 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja znowu nie tylko bede ostatni, ale jeszcze opoznie te kolejke, sora
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Żeby się jeszcze nie okazało że to nie Mentos nam opóźni kolejkę 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup