Best of Forum

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 mar 2022 02:13

Ja wstawiłem hemoroidalny ambient :D
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2022 07:54

To co, lecimy dalej? Czas najwyższy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 mar 2022 09:00

Mr. Fingers - Can You Feel It (Vocal Mix)

https://youtu.be/3rGTrOgYg1k

Kiedy w 2004 roku swoją premierę miała kolejna odsłona serii GTA - San Andreas wiedziałem już że będzie to nie tylko kawał dobrego grania ale też poznawania tony dobrej muzyki. Niestety jak to zwykle bywa premiera gry na PC przyszła później i ostatecznie przyszło mi pograć dopiero latem 2005 roku. Ta część serii nie tylko przyniosła mi kolejne fascynacje rapem którego w grze było dużo ale też pozwoliła mi zapoznać się bardziej z funkiem, country a nawet muzyką house. Do tamtej pory chyba do końca nie wiedziałem czym jest house, a większość rzeczy które znałem uznawałem tak naprawdę po prostu za muzykę dance (Daft Punk, Modjo czy jakieś kawałki Kylie Minogue która zanurzyła się w nu-disco na płycie Fever). Dla mnie był to bardziej pop, muzyka klubowa kojarzyła mi się raczej z chamskim techno czyli popularnymi wtedy "manieczkami" których nie trawiłem. Stację grającą muzykę house omijałem w San Andreas szerokim łukiem przez długi czas. Ale jak to bywa można natrafić na coś przypadkiem wsiadając w samochód zanim człowiek zdąży przełączyć radyjko na ulubione stacje rapowe i tak było tym razem. Ale pierwszym numerem który mnie oczarował było Can You Feel It? od Mr Fingers. Nie pamiętam już dokładnie ale możliwe że moją uwagę zwróciło brzmienie tych syntetorów okraszone osobliwą przemową (mocno w stylu słynnej mowy Martina Luthera Kinga "I Have a Dream"). Trzeba nadmienić że ten wczesny house prezentowany w grze trochę nijak ma się do tego czym ten gatunek jest obecnie (choć zdarzają się udane powroty do tej stylistyki), utwór Can You Feel It to flagowy utwór nurtu deep house prezentujący bardziej... wysublimowane brzmienie, czasem nieco bardziej jazzowy feel lub klimaty raczej pasujące do słuchania głeboką nocą w klubie niż w środku dnia w radio. Nagle słysząc te syntezatorowe brzmienia i niezwykły klimat tych utworów zrozumiałem że to musi być kolejny krok w mojej muzycznej ewolucji po mojej fascynacji synthpopem i electro. Z jednej strony house jest muzyką przeznaczoną do tańca ale numery takie jak Can You Feel It to coś więcej niż muzyka taneczna, deep house to muzyka równie dobrze nadająca się do słuchania na słuchawkach i głębokiego relaksu czy kontemplacji. Podstawą kawałka jest na pewno bujająca linia basu, okraszona pięknie dobranym leadem i padami, hihatami z niezwykłym reverbem (pamiętam że fascynowało mnie ich lekkie brzmienie wówczas) i wokalem Chucka Robertsa z utworu grupy Rhythm Controll "My House". Tak jest - oryginalne Can You Feel It powstało w 1986 r. jako instrumental ale DJ-e w klubach zaczęli tworzyć bootlegi miksując go z wokalem Robertsa (była też nawet wersja ze wspomnianą mową I Have a Dream od MLK) tworząc wersję wydaną w 1988 roku jako Vocal Mix. Od tamtej pory zrozumiałem że świat muzyki klubowej jest dużo większy i ciekawszy niż mi się zdawało i wsiąkałem w niego na dobre a house jako gatunek do dziś jest dla mnie jednym z ulubionych obok hip hopu czy funku.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2022 10:55

Laid Back – Sunshine Reggae

Połowa lat 90-tych, jestem z rodzicami nad morzem. Jest mega słoneczny dzień, czyste niebo, piękna pogoda. Wychodzimy na miasto ze spotkanymi znajomymi rodziców z Łodzi, z którymi córką Agnieszką chodziłem do przedszkola. Siedzimy sobie w jakimś ogródku piwnym, ojcowie piją piwko, coś tam jemy. W tle leci Sunshine Reggae i ojciec Agi zaczyna nagle śpiewać refren. Scena totalnie z dupy, w zasadzie typowy, lekko januszowy (są zdjęcia z tamtego dnia, facet miał skarpetki i sandały) wakacyjny moment jakich wiele. Ale utknęło mi to w pamięci tak bardzo, że przez lata, jak tylko gdzieś słyszałem Sunshine Reggae, to mi się to przypominało. I nie rozumiałem prawdziwej mocy tej sceny, dopóki jako dorosły, zarabiający na siebie człowiek, nie pojechałem na urlop. I wtedy mnie uderzyła moc takich wakacyjnych wyjazdów, resetu i doładowania jakie one dają. Siedzisz sobie nad tym morzem, pijesz piwko, w tle leci jakaś pasująca muzyka i nie trzeba myśleć o pracy, o remontach do zrobienia, o podwyżce czynszu, o wszystkich codziennych problemach, które zostają za magiczną granicą wakacji. Śpiewasz sobie to Sunshine Reggae i jest super.

Mniej więcej ćwierć wieku później, ten kawałek uderzył ponownie. W ubiegłym roku, borykając się z dosyć uciążliwymi i nieustępującymi problemami ze zdrowiem, szedłem zmarnowany i zdołowany do pracy. Akurat robili remont kibla na moim piętrze. Wyszedłem z windy, a typ, który samotnie coś tam dłubał przy futrynie, miał włączone radio. Wiadomo co leciało. Momentalnie poczułem się lepiej. Ja wiem, że to jest głupie xD

To jest najtypowszy pozytywny utwór jaki może być, o tym że masz się uśmiechnąć, że będzie dobrze, że wyluzuj (jeżeli jest jakiś mroczny, ukryty przekaz, o którym nie wiem, to nie chceęwiedzieć). Banały na maksa, ale jak każdy się prędzej czy później w życiu przekonuje, to właśnie banały najtrafniej życie określają.

Słyszałem i słuchałem Sunshine Reggae wielokrotnie przez te wszystkie lata, zawsze robiąc to z radością. To był jedyny utwór reggae jaki lubiłem, piszę w czasie przeszłym, bo od jakiegoś czasu (głównie dzięki Fishmans) zacząłem się przekonywać do reggae! Kolejny bastion padł.

Co zabawniejsze, do zeszłego roku byłem przekonany, że to śpiewa i gra jakiś typowy, czarny zespół z Jamajki. Byłem zbyt leniwy żeby się tym zainteresować wcześniej, zresztą nie miałem nawet wątpliwości. A tu się okazało, że Laid Back to dwóch (!) białasów (!!) z Danii (!!!), którzy generalnie grali synth-pop (!!!!), a Sunshine Reggae w ogóle nie jest reprezentatywny dla ich brzmienia. Murzyn (tak, TEN Murzyn ;)) polecił mi wtedy posłuchać innego singla i albumu, z którego te utwory pochodzą. O ile jakimś psychofanem Laid Back nie zostałem, to była to interesująca lekcja historii muzyki popularnej, zaś Sunshine Reggae na zawsze będzie moim top good vibes utworem.

https://www.youtube.com/watch?v=bNowU63PF5E
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 mar 2022 13:15

Murzyn zaproponował niepokojąco dobrego bangera, czyżby zwycięzca na dzień dobry?

Windows 98の - 夢

Oj, w gimnazjum było odkrywania bez liku. Jednym z poważniejszych przeżyć było wniknięcie w światu vaporwave'u. Środek drugiej dekady XXI wieku to było apogeum tego nurtu w tej części przestrzeni internetowej, z jaką miałem do czynienia. Aktywne grupki na facebooku, najszybciej rosnąca popularność twórców, wreszcie samo obrodzenie ciekawymi projektami muzycznymi, oprócz tego również m.in. popularność specjalnych sklepów z a e s t h e t y c z n ą odzieżą. Popkulturowy żart, który ewoluował w poważny artystyczny nurt krytyczny, obok którego socjologia i antropologia kultury nie przeszła obojętnie. Dziś wpisując w Google vaporwave można znaleźć wiele artykułów mniej lub bardziej naukowych, które nie ograniczają się tylko do analizy samej muzyki. Vapory zrobiły na tyle zamieszania, że częściowo są odpowiedzialne za zainteresowanie się szerszymi zagadnieniami duchologicznymi. Dziś takich prac jest bez liku, kiedyś chociażby wspominałem o Duchologii polskiej Olgi Drendy, które analizuje społeczny obraz transformacji ustrojowej i skojarzeniowe klisze związane z tym okresem. Polski vaporwave też powstawał i powstaje!

Nie umiem oszacować konkretnego momentu poznania, powiedzmy, że to początek 2015 roku. Na starcie oczywiście Macintosh Plus, te najbardziej popularne, dziś klasyczne produkcje - albo spowolnione i dodatkowo poszatkowane utwory z przeszłości albo kolaże sampli pochodzących z telewizji czy ogólnie mediów z przełomu 80-90'. Dla młodszych ode mnie to może być coraz trudniejsze odbierać tę muzykę tak intensywnie. Sam łapałem się na kojarzeniu zasłyszanych brzmień, konkretne struktury dźwiękowe potrafiły trafić w jakieś skrywane wspomnienia, skojarzenia z głębokiego dzieciństwa albo po prostu tego, o czym nie pamiętałem, a co mogło dawniej być dla mnie codziennością. Z drugiej strony duchologiczne może być prawie wszystko. Blank Banshee wydał niedawno Music for Menus, które dla wielu może być sentymentalną wycieczką w czasy intensywnej zabawy z Nintendo Wii - ale to już nie vaporwave.

Utwór, który podrzucam, pochodzi z drugiej płyty projektu Windows 98. Pierwsza to bardziej mem, który przetwarza systemowe dźwięki z Windowsa 98 właśnie i szatkuje je, tworząc z tego wykręcone trapowe numery. Druga jest już bardziej poważna, przede wszystkim zaskoczyła mnie niesamowitym eklektyzmem. Dalej mamy do czynienia z wieloma samplami, trapowymi pochodami rytmicznymi, ale utwory są dłuższe, inspiracje jakby szersze, jest miejscami bardziej jazzowo, pojawiają się ściany dźwięków, pełnoprawna gra ze słuchaczem. Podsyłany przeze mnie kawałek był tym pierwszym, który mnie chwycił, czegoś takiego szukałem będąc już rozczarowany kolejnymi nudnymi zbitkami sampli bez ładu i składu. A tutaj jest jednocześnie spokojnie, bujająco przez trapowy rozgrzany bit, a do tego z czasem jakby coraz bardziej zgryźliwie, rozgrzewa uszy. Gra z pozornym poczuciem melancholii, ukojenia.

Przez ten utwór vaporwave (z czasem pojmowany coraz szerzej) na długo zagościł na moich playlistach, wiele płyt poza tą potrafiło mnie zaskoczyć, co z pewnością jeszcze będziecie mieli okazję usłyszeć, bo to nie będzie jedyny vaporowy moment w moich propozycjach. Nie tylko pod względem pojedynczych numerów. ;) Tego typu muzyka budzi we mnie respekt, po takich odsłuchach nabierałem coraz większego zrozumienia dla różnych estetyk, które początkowo mogłem tępo odrzucić, ale po namyśle i wsłuchaniu się czy zrozumieniu uderzały we mnie ze zdwojoną siłą.

https://www.youtube.com/watch?v=oKlPKwAvnPQ
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 mar 2022 14:50

7. Falco - Out of the Dark (rok wydania 1998, rok pierwszego odsłuchu 2018)

https://www.youtube.com/watch?v=cyrdPtEHKzE

To jeden z tych utworów, którego wielkość przyszła po śmierci artysty (wraz z całą płytą). Wydaje mi się, że Falco szerzej przedstawiać nie trzeba. To jedyny austriacki piosenkarz, który zdobył światową sławę do tego stopnia, że jego najbardziej znany kawałek - Rock Me Amadeus (nie ma szans, żebyście kiedyś tego nie słyszeli) - był jedynym niemieckojęzycznym numerem, który wylądował na pierwszym miejscu amerykańskiej listy Billboard Top 100 (w 1985 roku). Gość jest kopalnią hitów, chociaż w większości śpiewał po niemiecku - właściwie nie ma złego singla. Zawsze był bardzo popularny w Europie, choć czasem zaliczał dołki w notowaniach. Album Out of the Dark (Into the Light) był, a raczej miał być jego wielkim comebackiem. 2 lata wcześniej wypuścił techno-singiel Mutter Der Man Mit Dem Koks Ist Da (fajny pun, bo koks jak i u nas to albo węgiel albo białe, zresztą to z niemieckiego przyszło), który był hiciorem (warto zauważyć, że wypuścił to pod pseudonimem, nie Falco), no i postanowił pójść za ciosem i zrobić comeback album. Z tym, że jeśli wczytać się w teksty utworów z tej płyty (zwłaszcza tytułowego), brzmi to jak pożegnanie. Co prawda jeszcze przed wziął udział w Donauinselfest, na który przyszło (na jego występ) zatrzęsienie ludzi i Austria znów oszalała, gość miał srogie kwasy w życiu. Mierzył się z postępującym uzależnieniem od alkoholu i (hehe) koksu, rozpadło mu się małżeństwo, okazało się, że nie jest biologicznym ojcem swojej alleged córki, wyprowadził się na Dominikanę, gdzie miał wielką willę (gość był najlepiej zarabiającym austriackim artystą) i spędzał czas na pisaniu tekstów, chlaniu i ćpaniu. Ogarnął się właśnie z tą płytą (która miała się w ogóle ukazać wcześniej pod innym tytułem, ale ciągle mu coś nie pasowało), zrealizował większość materiału i jeszcze zatelefonował do swojego gitarzysty nazwiskiem Polak, zapraszając go do siebie, żeby nagrać parę nowych numerów. To był 6 lutego 1998, tego samego dnia po południu Falco wpieprzył się swoim jeepem pod autobus i zginął na miejscu. Wyniki sekcji pokazały, że jego organizm miał w sobie wszystkie substancje, które tylko mógł przyjąć i dać radę wsiąść za kierownicę. Album ukazał się 3 tygodnie po jego śmierci. Falco miał 41 lat.

Pierwszy raz usłyszałem ten numer podczas odsłuchu gigantycznej bestki (będącej właściwie antologią jego twórczości), która ukazała się na jego 60 urodziny w 2017 roku, i nazywa się po prostu 60. Kawałek robi piorunujące wrażenie, kiedy zna się trochę jego historię (Falco znaczy, ale kawałka też) i cały background powstawania tego ostatniego materiału. Falco zdążył jeszcze zagrać ten numer właśnie na w/w Donauinselfest (dosłownie festiwal na wyspie na Dunaju). Footage z tego koncertu został użyty w wideoklipie (który jest oficjalny, choć trudno w to uwierzyć, bo wygląda jak random materiał wycięty z jego teledysków plus trochę generalnie randomowych rzeczy, wygląda mocno fan made), ale no najważniejsza jest muzyka i tekst. Teraz jedno i drugie bardzo mi pasuje z racji na różne rzeczy. Wiem, że pewnie nie wszyscy tutaj "szprechają", jednak nie widzę problemu - w necie jest od groma i jeszcze trochę tłumaczeń, i bardzo zachęcam, żeby się z tekstem zapoznać. Sam refren, jako jedyny porządnie wyśpiewany w tym bądź co bądź mocno recytowanym utworze bije po łbie - out of the dark (can you hear the voice that says) into the light, I give up and close my eyes. No i jeden z ostatnich fragmentów: muss ich den sterben um zu leben, co tłumaczy się na "czy muszę umrzeć by żyć", jest podawany jako dowód przez fanów na to, że Falco albo wiedział, że niedługo umrze, albo wręcz planował swoje samobójstwo. Utwór jest dobrym podsumowaniem jego twórczości i życia w ogóle (choć z dem, które zdążył nagrać przed śmiercią ukazały się jeszcze 2 albumy), które stało się wręcz żywotem archetypu sławy, która miała mocno gówniane życie osobiste (choć co się nabawił to jego). Polecam przy okazji całą płytę, jest naprawdę świetna. A Falco, cóż, zapamiętany głównie z superhiciorów (jak np. kontrowersyjna Jeanny czy Der Kommissar), ale co jakiś czas wraca, przynajmniej w Austrii. I dobrze, bo to był kawał nietuzinkowego artysty. Jedyny w swoim rodzaju. RIP Falco.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2022 15:18

Flaco żyje i nazywa się Michał Wiśniewski.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 mar 2022 15:51

Falco to Piotr Kupicha, tylko musicie się UWAŻNIE wsłuchać.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 mar 2022 15:58

Falco jest GLADKI
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2022 15:59

i RZETELNY
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 mar 2022 16:07

SCHAU SCHAU!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2022 16:08

daaarirero ho ho ho
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 mar 2022 16:09

Drech dich nicht um ;( ;( ;(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 mar 2022 16:14

Masz swój "*you're" moment, po którym nikt już Cię nie zaprasza na imprezy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 mar 2022 18:44

Eis - Najlepsze dni

https://www.youtube.com/watch?v=0eOE9Krya0I

Wrzucam COŚ OPTYMISTYCZNEGO. Czaicie? ;) ;) :/

Dobra, już nie będę.
W każdym ten kawałek wywołuje u mnie bardzo miłe wspomnienia związane z 2015 rokiem. Byłem jeszcze relatywnie młody, mieszkałem na wsi, z której dojeżdzałem regularnie do Krakowa na studia, miałem ekipę ziomków ze wsi i generalnie było jakoś tak... no spoko było. I niby człowiek myślał, że zaraz będzie to słynne dorosłe życie, praca od 8 do 16, kredyty i tego typu śmieszne jazdy, ale jednoczesnie miał to w dupie, bo chujowy okres był za mną, a do tego POWAŻNEGO DOROSŁEGO ŻYCIA miałem jeszcze parę lat, które wykorzystałem efektownie na oglądanie piłki nożnej, kłócenie się z randomowymi ludźmi w internecie oraz jeżdzenie do kobity we Wrocławiu. xD
No ale to później było, ten kawałek właśnie całkiem spoko oddaje stan takiego przyjemnego zawieszenia między młodością a dorosłością, które się często ma będąc na studiach (o ile nie ma się z ich powodu meltdownu xd), ma bardzo fajny, funkujący bicik (tutaj pewnie coś palnąłem, ale trudno, nie znam się xd) i nawet niektóre frazy Eisa, które brzmią dziś naiwnie, jakoś do całości pasują.
Fajnie, że kolesiowi się też udało odnieść sukces, o którym nawijał w tym utworze, bo z tego co pamiętam to chyba tera jest jakąś tam dyrektorem w o2 czy coś (w 2015 roku krążyły tylko jakieś ploty, ale nie dawał znaku życia - to się zmieniło, bo kojarzę, że w tamtym roku nawet wyszła jakaś odświeżona wersja Gdzie jest Eis?).
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 07 mar 2022 19:23

Dean Martin - That's Amore

Spodziewalibyscie sie tego po mnie? Watpie. A to dopiero poczatek niespodzianek. Dean Martin, tego pana prawdopodobnie znacie. Byl aktorem i piosenkarzem. Jeden z najslynniejszych filmow w ktorych zagral to kultowy western Rio Bravo, gdzie zreszta tez zaspiewal piosenke tytulowa. Przy okazji przez te wszystkie lata uzbieral tez troche szlagierow. A ja chcialbym podzielic sie z Wami tym jednym, ktory naprawde bardzo lubie. Poniewaz Martin byl z pochodzenia Wlochem, wiec we wloskiej restauracji, w ktorej bardzo czesto przebywalem w Londynie, nasluchalem sie tej piosenki. Puszczali tam m.in takie wlasnie kawalki. Nieraz przy dzwiekach tej lub innej w tym piosenki czulem sie, jakbym siedzial gdzies w toskanskiej wiosce, na jakims tarasie, czy ogrodzie, zajadajac sie jakas bruschetta popijajac winem...  Atmosfera w tej restauracji byla wlasnie taka m.in dzieki tej muzyce. Do tego ludzie, klimat...

https://youtu.be/OnFlx2Lnr9Q
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 mar 2022 22:49

Björk - Thunderbolt

Björk to wokalistka bardzo charakterystyczna, której głos i styl śpiewania można kochać lub nienawidzić. Ja akurat należę do jej gorących zwolenników, choć przyznać muszę, że zacząłem jej słuchać bardzo późno, bo zaledwie dwa lata temu z kawałkiem. Ale było warto.
Moim ulubionym utworem spośród wielu ulubionych utworów Björk jest Thunderbolt. Wykorzystano w nim coś takiego jak transformator Tesli, skonstruowany w formie instrumentu specjalnie na potrzeby płyty Biophilia. Na początku oczywiście nawet nie wiedziałem, co to w ogóle jest, ale bardzo spodobało mi się to brzmienie.
Utwór jest zbudowany tak, jak lubię najbardziej. Zaczyna się spokojnie tylko od wokalu i akordów organowych. Dopiero w trakcie trwania się rozwija i dochodzą kolejno inne instrumenty i warstwy dźwiękowe. Choć nadal pozostaje jednak utworem dosyć skromnym w brzmieniu. W końcówce znowu zwalnia i się wycisza.
Kolejna absolutnie fajna rzecz, to wykorzystanie chóru żeńskiego rodem z Islandii.
Sama linia melodyczna jest tu wg mnie bardzo wyrazista, co w przypadku Björk nie zawsze jest regułą.

https://www.youtube.com/watch?v=4dFRKQssVIg
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 mar 2022 23:15

Jakby ktoś potrzebował (np. Czez) - link do wszystkich kawałków rundy:

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY

P.S.

Ten link się nie zmienia, możecie go sobie dodać do biblioteki YouTube, aktualizuję playlistę co rundę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 08 mar 2022 05:49

Wracam do gry. Ale wrzucę kawałek po południu.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 mar 2022 06:32

O Cię Panie, nagły zwrot akcji! :o

Witamy ponownie na pokładzie kolego :fletch:
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup