Best of Forum II
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Trochę jak mówić, że Nelly by pasowała do Twin Peaks.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kogoś boli ta Nelly ostro widzę xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To Cleo Sol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Cleosol brzmi jak nazwa leku odksztuśnego, nie sądzicie?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nerwo Sol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Siadam. Słucham jeszcze raz i naprawdę nie wiem z czego ha kolego. Od samego wstępu w tym numerze chodzą takie creepy brzmienia rodem z tego serialu, oglądam na bieżąco, wiem co mówię. Jak ten numer ma się do reszty Shreeva nie mam pojęcia, mówię co tu słyszę. Jest klimat thrillera/horroru sci-fi taki (pierwsze 3-4 minuty utworu przynajmniej, potem klimat się zmienia)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie oglądałem Twin Peaks, ale jeżeli są tam jakieś ufoludki, to Redshift by pasował. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No ok, skojarzenia to skojarzenia, każdy ma swoje. BTW nie oglądanie x-files i twin peaks powinno być karalne.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To jaką karę mam sobie wymierzyć? 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Żadną, po prostu obejrzeć XD Myślę, że, Twin Peaks by Ci się spodobało.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Może kiedyś będzie bestka seriali, to mi zadasz.
A na poważnie pewnie wypadałoby wreszcie kiedyś obejrzeć.
A na poważnie pewnie wypadałoby wreszcie kiedyś obejrzeć.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Twin Peaks, przynajmniej absolutna podstawa czyli pierwsze dwa sezony, to nie jest dużo oglądania. X-files to już inna sprawa, ale nie wierzę, że nigdy nie oglądałeś.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
X-files to akurat widziałem. Dosyć dawno temu, ale widziałem.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dobra, kończymy off top. Wrócimy do tego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Nie gadaj shodan, ze nie widziales Twin Peaks, przecie to było mocno popularne w Polsce na początku lat 90 poprzez emisję w Jedynce, nawet moi starzy oglądali xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Cleo Sol - Butterfly
Wydaje mi się, że zakres śpiewających pań zostaje skutecznie wyczerpywany przez shodana, i tutaj już - może dlatego, że wrzuca kto inny, może dlatego, że chwilowo mam przesyt - jakoś nie siada. Tzn. nie jest to złe, ale też jakoś mi specjalnie w ucho nie zapada. Ot, generikowe śpiewanie i granie, przyjemnie, spokojnie i czilowo, ale jakoś nic poza tym. I naprawdę, odpalałem kilkakrotnie, za każdym razem odkrywałem coś ciekawego w tym numerze (przyznaję), ale całość mi się nie skleja na tyle, bym mógł to uznać za highlight rundy. Trochę... szkoda? Ale ja wiem? Nie wyrzucam z playlisty do której czasem wracam, więc spodziewam się, że może siąść później, w najmniej oczekiwanym momencie. W mojej głowie to troszkę popłuczyny po Birdy, ale nie na tak fajnym poziomie. Nic nie uradzę
Nelly Furtado - Circles
Nooo, i tutaj się rozkręcamy! Co za dobry kawałek, co za bit, co za charakter! Synthy mnie wyjątkowo kupiły, głos Nelly jest generalnie super, zresztą znam ją nieco - myślę, że mogę tak powiedzieć - bowiem lata temu słuchałem w całości 2 jej albumów - Folklore i Loose. Ten pierwszy zassałem dopiero po tym drugim, ale znałem Powerless z regularnych airplayów na stacjach typu VH1 albo Viva. Prawdę mówiąc długo nie wiedziałem, że to jest ta sama babka, co śpiewała I'm Like a Bird. Nie byłem zbyt domyślny xD obydwie płyty zassałem w 2007 roku dla swojej kumpeli, która prosiła mnie o zorganizowanie jej różnej muzyki, jaką znała z radia bądź w/w stacji telewizyjnych i miała ochotę na więcej, niż tylko single. Przesłuchiwałem wtedy każdą taką podrzucaną jej rzecz (właśnie tak wpadłem na Kelly Clarkson), a Loose należało do tych z nich, przy których zatrzymałem się na dłużej. Album jest świetny, podoba mi się niemal każdy numer na nim (może poza Maneater, które było wtedy trochę zarżnięte radiowo już), Promiscuous, Say It Right i In God's Hands to złoto. Cofnąłem się o płytę wstecz i na tym się zatrzymałem. Jak widać znów ze szkodą dla siebie, i o ile wiedziałem, że Loose Hien zna, nie pomyślałbym, że wciągnął się w Furtado bardziej. Jakoś nigdy o tym nie gadaliśmy xD fenomenalna wrzuta, chciało mi się skakać po mieszkaniu. Bardzo wakacyjny numer, bardzo żywy, bardzo dobry, po prostu. Chyba wrócę do dyskografii! Przyznaję srebro, całkowicie zasłużenie. Idę tańczyć.
Redshift - Heaven is a Turquoise Avenger
Dragon odpalił swoje secret vaults i znów wyciąga coś cokolwiek intrygującego. No, taka była moja pierwsza myśl, a słuchałem tego numeru z 5 razy, bo tak mi wszedł (mimo swojego czasu trwania, nie nudziłem się w ogóle). Odjazdowy, nieco psychodeliczny elektro-soundtrack do filmu a la Carpenter wymieszany z Cronenbergiem, albo do... moich snów xD musiałem aż wyedytować ten opis, gdyż Hien wspomniał dość ciekawą historię. Nie będę jej jednakowoż rozwijał, by nie zabierać linijek i Waszego czasu, ale powiem, iż pierwsze 2 razy słuchałem tego kawałka przysypiając i wygenerował on straszne obrazy w mojej głowie, gdzie płynę sobie w kołyszącej się łódce na jakimś morzu skrytym mgłą (ale jest środek dnia), wokół stoją ruiny jakichś budowli, platform wiertniczych, torpedowni, jakieś rury z kratami wychodzą w wodę, jest creepy as fuck, ale tym bardziej, muzyka podeszła pod to fenomenalnie. Niepokój budowany tutaj przez chyba każde użyte brzmienie został ze mną aż do końca kolejki przy każdym odsłuchu. Jest groźnie, jest creepy, jest nieco mrocznie ale nie w tandetny sposób. Czuć tutaj najntisowe sznyty, ale arpeggio wrzuca mnie w jakieś niewydane nagrania Żara. Świetny seans muzyczny, od teraz to będzie moja muza do drzemek, kiedy będę chciał, by śniły mi się koszmary. Brzmi to strasznie, ale to komplement xD Dragon dla mnie wygrał kolejkę.
Emily Browning - God Help the Girl
Kurde, niestety tutaj podobnie jak w przypadku pierwszego numeru, będącego wrzutą Golasa. Nnnope. Słuchałem kilka razy, przeleciało uszami totalnie, nie zapamiętałem niemal nic. Nie, ja DOSŁOWNIE nie zapamiętałem niemal nic, w sensie, po 4 odsłuchach nie byłem nawet w stanie zanucić melodii. Totalne zero, nie wiem, czy to dobrze, czy to źle, ale jest. Tzn. nie ma. Stylizacja tego numeru trąci myszką bardzo, piąty odsłuch po tych czterech mnie dosłownie zmęczył. Tym razem shodan może być zawiedziony po tym, jak zapraisowałem mu Alicię Keys, no ale nie można mieć wszystkiego. Tutaj daję minus, ale dawałem szanse, po prostu nie pykło. Nie zawsze będzie.
Coil - The First Five Minutes After Death
No wow, w końcu ktoś wrzucił coś jednego z tych "klasycznych" wykonawców, co to nigdy nie wiadomo, co właściwie wybrać ale potem, jak komuś się spodoba, nie wiadomo za co się zabrać xD nie wiem osobiście, kto miał bardziej powaloną dyskografię z popłuczyn po Throbbing Gristle. Coil, Psychic TV (oni chyba jednak wygrywają), czy Chris&Cosey/Carter-Tutti? Planowałem się zabrać za Coil zaraz po tym, jak poznałem Tutti i Cartera w ich solowych inkarnacjach (wspólnych przecież) i podstawę Throbbing Gristle (bo to jednak industrialowy klasyk, choć moim zdaniem EN jest lepsze), ale nigdy nie wiedziałem, od czego zacząć. Wrzucałem więc randomowe numery z YT, nawet niektóre z tego krążka, ale na ten konkretny nie natrafiłem (byłem zbyt zajęty eksploracją tytułów takich jak The Anal Staircase). Kawał grubej, nieco odjechanej i zdecydowanie niepokojącej muzyki, Miętus zaskakuje jak zawsze, daje wielkiego plaskacza ale nie dłonią a plastrem trochę nadgniłego i cuchnącego schabu z kością. To źle? Absolutnie, to wciąż schab, tylko wyciągnięty z jakiejś zimnej i cuchnącej piwnicy, czyja wina, że się tam znalazł? A może lubię salmonellę? Kiedyś długo się zastanawiałem, jak ludzie mogą lubić BDSM w różnych postaciach (zwłaszcza tych ostrzejszych), skoro na pierwszy rzut oka nie ma to nic wspólnego z przyjemnością. Aż sam polubiłem, podobnie jak tego typu muzykę. Słuchanie z własnej woli Hamburger Lady TG, Armenii EN czy właściwie czegokolwiek od Coil to specyficzny rodzaj dźwiękowej rozkoszy, i widzę, że Seba zdecydowanie sobie na nią pozwala. Czytając pozostaje opinie nt. tego utworu widzę, że dobrze trafił. Nadchodzi brąz.
Kurde, co za nierówna kolejka xDDD
Wydaje mi się, że zakres śpiewających pań zostaje skutecznie wyczerpywany przez shodana, i tutaj już - może dlatego, że wrzuca kto inny, może dlatego, że chwilowo mam przesyt - jakoś nie siada. Tzn. nie jest to złe, ale też jakoś mi specjalnie w ucho nie zapada. Ot, generikowe śpiewanie i granie, przyjemnie, spokojnie i czilowo, ale jakoś nic poza tym. I naprawdę, odpalałem kilkakrotnie, za każdym razem odkrywałem coś ciekawego w tym numerze (przyznaję), ale całość mi się nie skleja na tyle, bym mógł to uznać za highlight rundy. Trochę... szkoda? Ale ja wiem? Nie wyrzucam z playlisty do której czasem wracam, więc spodziewam się, że może siąść później, w najmniej oczekiwanym momencie. W mojej głowie to troszkę popłuczyny po Birdy, ale nie na tak fajnym poziomie. Nic nie uradzę
Nelly Furtado - Circles
Nooo, i tutaj się rozkręcamy! Co za dobry kawałek, co za bit, co za charakter! Synthy mnie wyjątkowo kupiły, głos Nelly jest generalnie super, zresztą znam ją nieco - myślę, że mogę tak powiedzieć - bowiem lata temu słuchałem w całości 2 jej albumów - Folklore i Loose. Ten pierwszy zassałem dopiero po tym drugim, ale znałem Powerless z regularnych airplayów na stacjach typu VH1 albo Viva. Prawdę mówiąc długo nie wiedziałem, że to jest ta sama babka, co śpiewała I'm Like a Bird. Nie byłem zbyt domyślny xD obydwie płyty zassałem w 2007 roku dla swojej kumpeli, która prosiła mnie o zorganizowanie jej różnej muzyki, jaką znała z radia bądź w/w stacji telewizyjnych i miała ochotę na więcej, niż tylko single. Przesłuchiwałem wtedy każdą taką podrzucaną jej rzecz (właśnie tak wpadłem na Kelly Clarkson), a Loose należało do tych z nich, przy których zatrzymałem się na dłużej. Album jest świetny, podoba mi się niemal każdy numer na nim (może poza Maneater, które było wtedy trochę zarżnięte radiowo już), Promiscuous, Say It Right i In God's Hands to złoto. Cofnąłem się o płytę wstecz i na tym się zatrzymałem. Jak widać znów ze szkodą dla siebie, i o ile wiedziałem, że Loose Hien zna, nie pomyślałbym, że wciągnął się w Furtado bardziej. Jakoś nigdy o tym nie gadaliśmy xD fenomenalna wrzuta, chciało mi się skakać po mieszkaniu. Bardzo wakacyjny numer, bardzo żywy, bardzo dobry, po prostu. Chyba wrócę do dyskografii! Przyznaję srebro, całkowicie zasłużenie. Idę tańczyć.
Redshift - Heaven is a Turquoise Avenger
Dragon odpalił swoje secret vaults i znów wyciąga coś cokolwiek intrygującego. No, taka była moja pierwsza myśl, a słuchałem tego numeru z 5 razy, bo tak mi wszedł (mimo swojego czasu trwania, nie nudziłem się w ogóle). Odjazdowy, nieco psychodeliczny elektro-soundtrack do filmu a la Carpenter wymieszany z Cronenbergiem, albo do... moich snów xD musiałem aż wyedytować ten opis, gdyż Hien wspomniał dość ciekawą historię. Nie będę jej jednakowoż rozwijał, by nie zabierać linijek i Waszego czasu, ale powiem, iż pierwsze 2 razy słuchałem tego kawałka przysypiając i wygenerował on straszne obrazy w mojej głowie, gdzie płynę sobie w kołyszącej się łódce na jakimś morzu skrytym mgłą (ale jest środek dnia), wokół stoją ruiny jakichś budowli, platform wiertniczych, torpedowni, jakieś rury z kratami wychodzą w wodę, jest creepy as fuck, ale tym bardziej, muzyka podeszła pod to fenomenalnie. Niepokój budowany tutaj przez chyba każde użyte brzmienie został ze mną aż do końca kolejki przy każdym odsłuchu. Jest groźnie, jest creepy, jest nieco mrocznie ale nie w tandetny sposób. Czuć tutaj najntisowe sznyty, ale arpeggio wrzuca mnie w jakieś niewydane nagrania Żara. Świetny seans muzyczny, od teraz to będzie moja muza do drzemek, kiedy będę chciał, by śniły mi się koszmary. Brzmi to strasznie, ale to komplement xD Dragon dla mnie wygrał kolejkę.
Emily Browning - God Help the Girl
Kurde, niestety tutaj podobnie jak w przypadku pierwszego numeru, będącego wrzutą Golasa. Nnnope. Słuchałem kilka razy, przeleciało uszami totalnie, nie zapamiętałem niemal nic. Nie, ja DOSŁOWNIE nie zapamiętałem niemal nic, w sensie, po 4 odsłuchach nie byłem nawet w stanie zanucić melodii. Totalne zero, nie wiem, czy to dobrze, czy to źle, ale jest. Tzn. nie ma. Stylizacja tego numeru trąci myszką bardzo, piąty odsłuch po tych czterech mnie dosłownie zmęczył. Tym razem shodan może być zawiedziony po tym, jak zapraisowałem mu Alicię Keys, no ale nie można mieć wszystkiego. Tutaj daję minus, ale dawałem szanse, po prostu nie pykło. Nie zawsze będzie.
Coil - The First Five Minutes After Death
No wow, w końcu ktoś wrzucił coś jednego z tych "klasycznych" wykonawców, co to nigdy nie wiadomo, co właściwie wybrać ale potem, jak komuś się spodoba, nie wiadomo za co się zabrać xD nie wiem osobiście, kto miał bardziej powaloną dyskografię z popłuczyn po Throbbing Gristle. Coil, Psychic TV (oni chyba jednak wygrywają), czy Chris&Cosey/Carter-Tutti? Planowałem się zabrać za Coil zaraz po tym, jak poznałem Tutti i Cartera w ich solowych inkarnacjach (wspólnych przecież) i podstawę Throbbing Gristle (bo to jednak industrialowy klasyk, choć moim zdaniem EN jest lepsze), ale nigdy nie wiedziałem, od czego zacząć. Wrzucałem więc randomowe numery z YT, nawet niektóre z tego krążka, ale na ten konkretny nie natrafiłem (byłem zbyt zajęty eksploracją tytułów takich jak The Anal Staircase). Kawał grubej, nieco odjechanej i zdecydowanie niepokojącej muzyki, Miętus zaskakuje jak zawsze, daje wielkiego plaskacza ale nie dłonią a plastrem trochę nadgniłego i cuchnącego schabu z kością. To źle? Absolutnie, to wciąż schab, tylko wyciągnięty z jakiejś zimnej i cuchnącej piwnicy, czyja wina, że się tam znalazł? A może lubię salmonellę? Kiedyś długo się zastanawiałem, jak ludzie mogą lubić BDSM w różnych postaciach (zwłaszcza tych ostrzejszych), skoro na pierwszy rzut oka nie ma to nic wspólnego z przyjemnością. Aż sam polubiłem, podobnie jak tego typu muzykę. Słuchanie z własnej woli Hamburger Lady TG, Armenii EN czy właściwie czegokolwiek od Coil to specyficzny rodzaj dźwiękowej rozkoszy, i widzę, że Seba zdecydowanie sobie na nią pozwala. Czytając pozostaje opinie nt. tego utworu widzę, że dobrze trafił. Nadchodzi brąz.
Kurde, co za nierówna kolejka xDDD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nadchodzi brąz xdddddd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czuję kakao.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Cleo Sol - Butterfly
O, znowu shodan wrzuca śpiewającą panią. HEH.
Ty, no nie wiem. Generalnie to za każdym razem jak słyszę śpiewającą panią w tej zabawie, to mam ochotę napisać, że to nie jest muzyka z mojej bajki, ale propsuję, ale jeśli robię to praktycznie za każdym razem, to czy faktycznie jest to rzecz nie z mojej bajki? Chyba nie, ale wydaje mi się też, że już kiedyś miałem podobne rozkminy. xD Generalnie jest tak o - ani nie będę szkalował, bo nie ma za co, nie będę prejzował, bo nie jest to jakiś gejczendżer, nie nazwę tego średniakiem, bo nie jestem symetrystą, po prostu jestem na tak. RZETELNE tu może nie pasuje, ale sympatyczne lub urokliwe tudzież pozytywne - to tak. Propsuję, ciupciać fałszywych, spoko muza z przekazem od czarnucha pis joł.
Nelly Furtado - Circles
Ja to generalnie to tak widzę, że w tej kolejce to dość dużo (czyt. więcej niż jedna) jest nazw, które tak z kilkanaście lat temu było słychać często tu i ówdzie, a teraz coś o nich słyszę rzadziej. Nelly Furtado jest jednym z nich, z nią to się wiąże w ogóle niesamowita historia, bo latami myślałem, że tego jej hiciora z Inbalandem słuchałem w roku 2004, po czym się okazało, że wyszedł w 2006. xD Wtedy raczej nie siedziałem na forach, bo nawet nie za bardzo miałem dostęp do internetu (pojawił się u mnie rok później), w roku premiery tego kawałka to już to praktykowałem, ale 2012 to był akurat rok mojego intensywnego progresyfowania, więc gdzie tam prostytutka miałem sięgać po singiel Nelly Furtado. xD Kurde, i generalnie to wam powiem, że chyba kolega JAKUB wraca do formy, dawno nie słyszałem jego wrzuty, która tak by mi siadła i którą tak bym prejzował - rośnie z każdym odsłuchem i coś czuje, ze chyba mam jedno z większych odkryć tej zabawy. Złoto, świetna produkcja, świetne wokale, swietne wszystko, fajny vibe wczesnych lat 10' i w ogóle wszystko tu jest w PYTĘ. Mamy zwycięzcę, o take rzeczy partycypuję w tej zabawie.
Redshift - Heaven is a Turquoise Avenger
Dawno nie było kobyły od dragona xD No cóż, już po tytule widzę, że jest lepiej niż w poprzedniej kolejce, a teraz właśnie sobie tego słucham i hmm... nie wiem, ta pierwsza część to o wiele, wiele bardziej mi się kojarzy ze stroną B albumu "Heroes" Bowiego bardziej niż z Mandarynkami. Totalnie brzmi to jak coś, co Bowie mógł stworzyć po całym tygodniu zapijania papryki mlekiem (napisałem melkim lol), ale Eno zapomniał włączyć REC i nikt o tym nie usłyszał. Dalej się robi tak jakoś... plemiennie? xD Nie wiem, coś jakby Tangerine Dream z klasycznego okresu dla jajcurów nagrywało world music, ew. TD z alternatywnego wymiaru, w którym tworzy world music. xD Jest to dość przyjemne i odświeżające doświadczenie, słychać bukiet intrygujących inspiracji (sory, Borys Dejnarowicz przebiegł mi przez klawiaturę) i w ogóle no wprowadziło mnie to w fajny trans taki oooooooo. Im dalej, tym faktycznie bardziej mandarynkowo, ale też jakoś bardziej hmmmm postapokaliptycznie? Właśnie im dalej w las, tym intensywniejsze mam skojarzenia z wizjami postapokaliptycznymi, a to jakimiś pustkowiami, a to jakimiś opustoszałymi ruinami miast i tego typu pierdoletami. Jest mrocznie, gęsto, podoba mi się to. Daję okejkę.
Emily Browning - God Help the Girl
Uwaga na marginesie: Belle i Sebastian to był całkiem przyjemnie zamulający zespół (nie da się nie zamulać mając cokolwiek wspólnego z imieniem Sebastian, believe me), przynajmniej zapamiętalem ich jako takich którzy robili trochę nudne, ale zgrabne i wdzięczne piosenki. I w sumie to by pasowało do opisu tej piosenki, bo to w sumie taki tam stylizowany popik, ale tyle w tym uroku i w ogóle, że po prostu nie jestem w stanie napisać nic nacechowanego negatywnie, ani neutralnie. Ładniutkie takie, ale jednocześnie wiem, że w dłuższej perspektywie pewnie by mnie brzuch rozbolał czy coś.
Muse - Starlight
Musiał i Muse - kombinacja, z którą dawno nie miałem bliższej styczności... Kolejny zespół, o którym słuch w mojej bańce zaginął po 2015 roku, nigdy nie był z mojej bańki i w ogóle nigdy się weń poważnie nie wgłębiłem i nie wgłębie, bo nie i elo. Nie wiem, czuje się jakbym siedział u mojego kolegi Mariusza 12 lat temu i jakbyśmy grali w karciochy czy coś, a w tle leciała Eska Rock i Antyradio i ten kawałek w przeciągu godzinnego spotkania zdążył zostać puszczony z 5 razy, czasem przeplatany jakimś Ganzenrołzes. To skojarzenie z gatunku raczej średnich, bo niby czemu coś takiego wspominać źle, ale skoro nawet aparat nostalgii nie przemielił tych spotkań jako zjawisk pozytywnych, to kurde o czym my tu mówimy? xD Dobra, tak generalnie jakby chyba trochę zmierzam do niczego, by nie rzec - bredzę, ale no muzycznie mnie to ni grzeje, ni ziębi, ale jakoś się jestem w stanie utożsamić z kolegą Musiałem, bo też przeżywam dostawanie kosza jak świnia orgazm, aczkolwiek nigdy nie pomagało mi w tym słuchanie Muse (w sumie to raz dostałem kosza od ich fanki LMAO). Ale rozstania rozstaniami, muzycznie jestem na no kurde średnio i tego się trzymam.
Kruca faks, ale fajna kolejeczka generalnie. Znowu dissuje musiała, ale wierzę, że odkuje się. Kiedyś. Albo chociaż nie zjadę go po całości. Też kiedyś. Reszta bdb, munlup rozwalił system, świetna wrzuta kolegi smoka i b urokliwe pioseneczki. Naprawdę dobry poziom!
O, znowu shodan wrzuca śpiewającą panią. HEH.
Ty, no nie wiem. Generalnie to za każdym razem jak słyszę śpiewającą panią w tej zabawie, to mam ochotę napisać, że to nie jest muzyka z mojej bajki, ale propsuję, ale jeśli robię to praktycznie za każdym razem, to czy faktycznie jest to rzecz nie z mojej bajki? Chyba nie, ale wydaje mi się też, że już kiedyś miałem podobne rozkminy. xD Generalnie jest tak o - ani nie będę szkalował, bo nie ma za co, nie będę prejzował, bo nie jest to jakiś gejczendżer, nie nazwę tego średniakiem, bo nie jestem symetrystą, po prostu jestem na tak. RZETELNE tu może nie pasuje, ale sympatyczne lub urokliwe tudzież pozytywne - to tak. Propsuję, ciupciać fałszywych, spoko muza z przekazem od czarnucha pis joł.
Nelly Furtado - Circles
Ja to generalnie to tak widzę, że w tej kolejce to dość dużo (czyt. więcej niż jedna) jest nazw, które tak z kilkanaście lat temu było słychać często tu i ówdzie, a teraz coś o nich słyszę rzadziej. Nelly Furtado jest jednym z nich, z nią to się wiąże w ogóle niesamowita historia, bo latami myślałem, że tego jej hiciora z Inbalandem słuchałem w roku 2004, po czym się okazało, że wyszedł w 2006. xD Wtedy raczej nie siedziałem na forach, bo nawet nie za bardzo miałem dostęp do internetu (pojawił się u mnie rok później), w roku premiery tego kawałka to już to praktykowałem, ale 2012 to był akurat rok mojego intensywnego progresyfowania, więc gdzie tam prostytutka miałem sięgać po singiel Nelly Furtado. xD Kurde, i generalnie to wam powiem, że chyba kolega JAKUB wraca do formy, dawno nie słyszałem jego wrzuty, która tak by mi siadła i którą tak bym prejzował - rośnie z każdym odsłuchem i coś czuje, ze chyba mam jedno z większych odkryć tej zabawy. Złoto, świetna produkcja, świetne wokale, swietne wszystko, fajny vibe wczesnych lat 10' i w ogóle wszystko tu jest w PYTĘ. Mamy zwycięzcę, o take rzeczy partycypuję w tej zabawie.
Redshift - Heaven is a Turquoise Avenger
Dawno nie było kobyły od dragona xD No cóż, już po tytule widzę, że jest lepiej niż w poprzedniej kolejce, a teraz właśnie sobie tego słucham i hmm... nie wiem, ta pierwsza część to o wiele, wiele bardziej mi się kojarzy ze stroną B albumu "Heroes" Bowiego bardziej niż z Mandarynkami. Totalnie brzmi to jak coś, co Bowie mógł stworzyć po całym tygodniu zapijania papryki mlekiem (napisałem melkim lol), ale Eno zapomniał włączyć REC i nikt o tym nie usłyszał. Dalej się robi tak jakoś... plemiennie? xD Nie wiem, coś jakby Tangerine Dream z klasycznego okresu dla jajcurów nagrywało world music, ew. TD z alternatywnego wymiaru, w którym tworzy world music. xD Jest to dość przyjemne i odświeżające doświadczenie, słychać bukiet intrygujących inspiracji (sory, Borys Dejnarowicz przebiegł mi przez klawiaturę) i w ogóle no wprowadziło mnie to w fajny trans taki oooooooo. Im dalej, tym faktycznie bardziej mandarynkowo, ale też jakoś bardziej hmmmm postapokaliptycznie? Właśnie im dalej w las, tym intensywniejsze mam skojarzenia z wizjami postapokaliptycznymi, a to jakimiś pustkowiami, a to jakimiś opustoszałymi ruinami miast i tego typu pierdoletami. Jest mrocznie, gęsto, podoba mi się to. Daję okejkę.
Emily Browning - God Help the Girl
Uwaga na marginesie: Belle i Sebastian to był całkiem przyjemnie zamulający zespół (nie da się nie zamulać mając cokolwiek wspólnego z imieniem Sebastian, believe me), przynajmniej zapamiętalem ich jako takich którzy robili trochę nudne, ale zgrabne i wdzięczne piosenki. I w sumie to by pasowało do opisu tej piosenki, bo to w sumie taki tam stylizowany popik, ale tyle w tym uroku i w ogóle, że po prostu nie jestem w stanie napisać nic nacechowanego negatywnie, ani neutralnie. Ładniutkie takie, ale jednocześnie wiem, że w dłuższej perspektywie pewnie by mnie brzuch rozbolał czy coś.
Muse - Starlight
Musiał i Muse - kombinacja, z którą dawno nie miałem bliższej styczności... Kolejny zespół, o którym słuch w mojej bańce zaginął po 2015 roku, nigdy nie był z mojej bańki i w ogóle nigdy się weń poważnie nie wgłębiłem i nie wgłębie, bo nie i elo. Nie wiem, czuje się jakbym siedział u mojego kolegi Mariusza 12 lat temu i jakbyśmy grali w karciochy czy coś, a w tle leciała Eska Rock i Antyradio i ten kawałek w przeciągu godzinnego spotkania zdążył zostać puszczony z 5 razy, czasem przeplatany jakimś Ganzenrołzes. To skojarzenie z gatunku raczej średnich, bo niby czemu coś takiego wspominać źle, ale skoro nawet aparat nostalgii nie przemielił tych spotkań jako zjawisk pozytywnych, to kurde o czym my tu mówimy? xD Dobra, tak generalnie jakby chyba trochę zmierzam do niczego, by nie rzec - bredzę, ale no muzycznie mnie to ni grzeje, ni ziębi, ale jakoś się jestem w stanie utożsamić z kolegą Musiałem, bo też przeżywam dostawanie kosza jak świnia orgazm, aczkolwiek nigdy nie pomagało mi w tym słuchanie Muse (w sumie to raz dostałem kosza od ich fanki LMAO). Ale rozstania rozstaniami, muzycznie jestem na no kurde średnio i tego się trzymam.
Kruca faks, ale fajna kolejeczka generalnie. Znowu dissuje musiała, ale wierzę, że odkuje się. Kiedyś. Albo chociaż nie zjadę go po całości. Też kiedyś. Reszta bdb, munlup rozwalił system, świetna wrzuta kolegi smoka i b urokliwe pioseneczki. Naprawdę dobry poziom!
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA