Best of Forum VII

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 sie 2025 03:35

Apoptygma Berzerk - Bitch

Tak, EBM w tym stylu i takim wykonaniu balansuje na granicy pastiszu. Tylko trochę przeszarżować z brzmieniem klawiszy, jeszcze więcej robotycznej maniery na wokalu i byłaby tragedia. Ostatecznie na koniec nawet ujdzie, choć nie jest aż tak efektownie jak przy okazji poprzedniego spotkania z tym zespołem. Elementy transopodobne na plus, te acidowe też. Reszta... bardziej jak ciekawostka. Jeszcze ten specyficzny gniew bijający z tego, tak jakby jeszcze cała reszta dojeżdżała ciężarem gatunkowym. Bardzo dziwna sprawa ugułem. Śmiesznie, że Adrian uciekł przed odpowiedzią na zaczepki xd

Nitzer Ebb - Warsaw Ghetto (Dub Mix)

Do polubienia tylko ze względów poszukiwawczych. Aż mi się przypomniała własna opcja na Dub wersję jedno z kawałków, jakie przygotowałem na początek istnienia (i jak się okazało jednocześnie koniec) naszego "zespołu". Podobnie jak tutaj trochę luźne współbrzmienia, dość toporny rytm, z rzadka bardziej uporządkowane, taneczne fragmenty. Nigdy nie pałałem większą ciekawością w stosunku do Nitzer Ebb, McCarthy'ego słuchałem w zasadzie tylko przy okazji Recoil. Bardziej electro niż industrial, ale słychać, że nie czuć do końca tej taneczności. Raczej test brzmień, tak. Niezłe gdy jest się w ciągu poznawczym rzeczy z epoki. Poza tym też czysta ciekawostka, dwa razy max, potem można tylko cierpliwie dosłuchać do końca, zrozumieć, wyciągnąć kciuk w górę, odłożyć na półkę. Może co najwyżej ciekawa rzecz do samplowania perkusji pod własne projekty?

Luomo - Tessio

Ach, Vladziu... lubię jego muzykę, ale jednocześnie bardzo ostrożnie ją dawkuję. Luomo to taka klubowa skrajność, tyle że Sasu nie umie się pohamować z określonymi preferencjami. Jako Vladislav Delay siedzi bardziej w gliczach, specyficznie mulącej atmosferze albo, jak w ostatnich latach, sięga po hałasy. Już kilka razy łapałem się na chęci podrzucenia czegoś. Ostatecznie, jak widać, do tej pory cisza. Jako Luomo chwilami robi bardzo stylowy, lekki house, ale w wielu momentach powinien się zatrzymać. Zdecydowanie bardziej wolę go w opcji Vladek. Kawałek w wielu miejscach gaśnie. Trudno do końca wejść w ten groove, a atmosferyczne przystanki są dość specyficzne. Sam wokal w porządku, ale tego nie ciągnie. Pozytywnie oceniam na RYMie. Pewnie inne fragmenty Vocalcity postawiłbym wyżej heh Po latach coraz mniej serduszka dla deep house'u. Na podstawie tego wycinka podtrzymuję swoje zdanie przepisane przez Sebę. Do inbowania w tle, do czytania, do pisania rzeczy różnych bardzo spoko. Na lepszych słuchawkach idzie docenić solidny bas. Poza tym posucha w tle! Słuchane w skupieniu rozprasza uwagę, nudzi, choć teoretycznie co jakiś czas dzieje się coś istotnego. Spuchnięty radio edit. Być może dlatego nie pamiętam odsłuchu całej płyty, choć same nagrania kojarzę dość dobrze. Brakuje tu czegoś więcej, szczególnie pod kątem tworzonego klimaciku - nie umiem się wczuć.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 sie 2025 05:43

To ja może tego

Przejdę po prostu dalej

Young MC - Know How
(1988)

Moja miłość do oldschoolowych rapsów zaczęła się u mnie oczywiście od kontaktu z GTA Vice City, od tamtej pory praktycznie każdy kolejny poznany przeze mnie kawałek rapowy z lat 80. traktowałem niemal religijnie, miałem kompletnego fioła na punkcie tego klimatu, marzyłem żeby mieć dres Adidasa, nosić czapkę Kangola i tańczyć breaka xD to było coś mojego, coś co odróżniało się od komercyjnego gangsta rapu lat zerowych który też chłonąłem i czym wyróżniałem się wśród zjadaczy rapu wokół których i tak znałem w sumie niewielu, większość rówieśników raczej traktowała ten gatunek jak pop słuchając Eminema albo jakichś bekowych kawałków Grupy Operacyjnej. Mniejsza o większość, przejdźmy do mojej dzisiejszej wrzuty i fajnej historyjki nt. tego jak ją poznałem.

Zacznijmy od początku a było to hen hen... latem roku 2008 chyba, jakoś tak, kiedy spędzałem wakacje u brata w UK. W czasie wolnym od dorywczej pracy jeździłem tu i tam po Londynie i zwiedzałem różne kąty, pewnego dnia wybrałem się na słynną Portobello Road gdzie praktyczniejsze cały tydzień funkcjonuje uliczny market z ciuchami, pamiątkami, antykami itd (jeśli ktoś z Was oglądał film Notting Hill być może kojarzy taką smutaśną scenę z Hugh Grantem idącym tamtędy przez 4 pory roku). W każdym razie przechadzałem się tą marketową ulicą pomiedzy różnymi straganami aż nagle natrafiłem na pewne interesujące powiedzmy stoisko. Prowadził je albowiem prawdziwy kurde MURZYN - wielki, czarny, przypakowany koleś który rozłożył się na ziemi z pirackimi składankami wypalanymi na kompie okraszonymi jakaś okładką skleconą na szybko w Photoshopie chyba, z tego co kojarzę zatytułował je bodajże GHETTO FUNK i próbował opychać po parę funtów sztuka. Widząc moje zainteresowanie (zdaje się że jak przechodziłem z jego boomboxa puszczał akurat jakiś znajomy kawałek) "zaatakował" mnie i puścił KNOW HOW. Oczywiście podjarałem się z miejsca jak dzieciak w sklepie ze słodyczami, ALE że byłem bidnym studentem i marzyłem wówczas jedynie o kupowaniu legalnych płyt niestety zlałem jego ofertę nabycia jedynej i niepowtarzalnej kompilacji jego autorstwa, obejrzałem jedynie okładkę i na trackliście wyczytałem co to za numer odpalił mi na zachętę. Nie muszę chyba mówić że dziś - po latach - ekstremalnie żałuję tej decyzji bo pozbawiłem się możliwości posiadania naprawdę unikatowej pamiątki z tamtych wakacji w Londynie, ale przynajmniej ten kawałek pozostał ze mną na dłużej (ściągnąłem go z neta jak tylko wróciłem do domu brata).

Know How oparty jest o kilka dość mocno popularnych w rapie sampli tworzących żwawy bit z funky gitarą. Odpowiednią dawkę tłuszczu do miksu dobawia świetny bas, całość jest żywa i trochę taneczna, breakdance można by pyknąć na spokojnie niezależnie od Young MC wypluwającego z siebie słowa niczym karabin. Stara szkoła na pełnej, słuchając tego numeru można z miejsca poczuć na sobie ciężar złotych łańcuchów noszonych przez czarnych raperów w tamtej dekadzie xD ciekawostka jeszcze odnośnie produkcji która wyczytałem dopiero teraz - producentem byli The Dust Brothers czyli Ci sami kolesie odpowiedzialni za Shake Your Rump wrzucane dawniej przez mentosa (to co nie lubiłem i się przeprosiłem, Murzyn a strange man is).

Znów jadę czarno i funky, odpalcie kocie ruchy i zatańczcie na głowie Panowie.

https://youtu.be/zSXTOeU1lMk?si=dcp8oZM07PyjNwkK
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 sie 2025 07:49

Scatman John – Hey You!

Wróciłem z urlopu, a dla mnie to taki naturalny moment na koniec lata, z uwagi na co miałem problem rok temu, kiedy urlop wypadł mi na przełomie czerwca i lipca, i musiałem „męczyć się” z latem przez prawie dwa miesiące, w głowie będąc gotowym na jesień. W tym roku, pociągnę temat wakacyjny jeszcze przez chwilę.

Nie chcę robić tutaj ekstensywnej wikipedii, ale parę słów trzeba o artyście napisać. Scatman John, zanim stał się Scatmanem, był Johnem Larkinem, klasycznym jazzmanem, który próbował bez skutku rozwinąć karierę. W desperacji, przeprowadził się do Berlina, gdzie w końcu udało mu się zdobyć jakąś popularność. Wtedy, jego agent zaproponował nagranie płyty tanecznej, a John, jako człowiek otwarty, ale też odrobinę naiwny, stwierdził, że ok, bo chciał dotrzeć do jak największej ilości osób ze swoim przekazem, a owy przekaz, jakkolwiek cheesy by nie był, do dziś wspominany jest miło. Tak narodził się Scatman John.

Fanem Scatmana byłem praktycznie od początku, kiedy w 95 r. usłyszałem jego największy hit pt. „Scatman”. Moi rówieśnicy mogą nie pamiętać tego tak dobrze jak ja, ale facet był mega popularny w Polsce. Jego, chyba jednorazowa, wizyta była celebrowana z taką pompą, że mega-wywiad w studiu telewizyjnym oraz koncert, były transmitowane przez TVP na cały kraj, a z tej okazji pękł jakiś rekord oglądalności. To był 1996 r. i jakiś czas później, będąc we wrocławskim PDT, zobaczyłem kasetę „Scatman’s Word” i namówiłem mamę żeby mi to kupiła. Rok później wleciało „Everybody Jam!” i te dwa albumy katowałem bardzo mocno w drugiej połowie tamtej dekady.

Wyjdzie na to, że nie byłbym Munlupem, gdybym nie wrzucił z tej okazji B-SIDE SCATMANA, ale to nie do końca jest tak. „Hey You” to rzeczywiście b-side z jednego singla z debiutu Scatmana (i to singla, który nie zawojował szczególnie), ale piosenkę tę poznałem, kiedy na drugim albumie, czyli „Everybody Jam!”, pojawił się re-recording tego kawałka, pod tytułem „U-Turn”. Tej wersji słuchałem przez całe lata i ona kojarzy mi się z wieloma wyjazdami nad morze w tamtym czasie. Dopiero po wielu latach, usłyszałem oryginał. Wrzucam go z prozaicznego powodu, po prostu podoba mi się bardziej. Babka na feacie jest lepsza niż ta w „U-Turn” i generalnie vibe bardziej mi podchodzi. Ostatnie podrygi lata oraz ostatnie podrygi mojej elektronicznej 25-tki, niech się jeszcze pobujają w rytm czegoś tanecznego i czysto wakacyjnego. RIP John Larkin.

https://youtu.be/ZK1ggQXJgU0?list=RDZK1ggQXJgU0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 sie 2025 11:24

Warrington-Runcorn New Town Development Plan - Gateway to the North (2021)

Pod tą długą i dziwną nazwą kryje się jeden typ - Gordon Chapman-Fox. Jest to, mówiąc wprost, kolejny członek rodziny, na czele której stoją Jim Jupp (Belbury Poly) i Cate Brooks (...po prostu Cate Brooks, za dużo projektów ma na sobie). Analogowe syntezatory, długie pasaże i arpy, pulsujące basy i mało bitów, klimat zdecydowanie bardziej ambientowy. Podczas gdy Jupp oddawał hołd programom przyrodniczym, Brooks informacyjnym (jako The Advisory Circle), zaś Concretism (nota bene z tej samej wytwórni co W-RNTDP, czyli Castles in Space) łączył jedno z drugim w surowy i mocno paranoiczny sposób, tak Chapman-Fox kłania się czemuś zupełnie innemu - architekturze.

Ale nie byle jakiej, chodzi bowiem o brytyjski powojenny modernizm-brutalizm, dla którego muza Chapmana-Foxa jest soundtrackiem, a ten nurt w architekturze jest jego muzą. Chapman-Fox mieszka w Runcorn, jednym z dwóch miast-osiedli ze swojej nazwy, tak więc ta nie jest ani trochę przypadkowa. Zbudowano je w latach 70. bądź pod koniec 60., nie pamiętam już dobrze (choć o tym czytałem lol) i stanowią one przykład bardzo funkcjonalnego modernizmu z całym dobrodziejstwem inwentarza tego nurtu. A ja jestem jego, no cóż, fanem, choć w Polsce późny modernizm traktuje się jak gówno, bo realizował się przede wszystkim za PRLu (nie wybaczę Emilii, komuś stanie się krzywda).

Poznałem gościa przypadkiem, szukając po Bandcampie innych wydawnictw Conretism... Aż trafiłem na tę lekko dziwaczną, by nie rzec kuriozalną nazwę projektu, potem spojrzałem na okładkę... WIEDZIAŁEM, że się polubimy. Odpaliłem pierwszy numer. Właśnie ten, Gateway to the North. Był sierpień 2022, ja siedziałem w swoim ówczesnym warszawskim mieszkaniu przy Lotników. Zassałem, wrzuciłem na telefon i słuchałem bez przerwy chyba ze 3 dni. Najlepiej weszło, gdy pojechałem z całym albumem (Interim Report, March 1979) na słynne stołeczne osiedle Przyczółek Grochowski, zbudowane w sixtiesach według projektu Zofii i Oskara Hansenów.

A osiedle to jest istotą modernizmu powojennego, włóczenie się po jego ciągach i galeriach godzinami stanowi jedną z moich ulubionych rozrywek. Zostało jeszcze trochę miejsc w Warszawie, gdzie do takiej muzyki można pospacerować. Szczęśliwie jeszcze są też inne w innych miejscach. Moim ulubionym egzemplarzem naprawdę późnego modernizmu, który wpada mi do głowy jak tylko o tym pomyślę jest... budynek przychodni rodzinnej na łódzkim Radogoszczu Wschodzie. Zdarzyło się mi słuchać W-RNTDP również i pod nim. Lato, gorunc i wspaniała, przytłaczająca architektura, beton, stal i szkło czyli wszystko to, co inspirowało również Foxxa.

Przez dwa "x" hehe. A tutaj ciekawostka... remix ostatniego singla W-RNTDP robił Vince Clarke, zaś sam Chapman-Fox jest... nie wiem, kim jest, ale wystrzelił ostro z popularnością, co rusz jest w trasie koncertowej, robi DJ-sety, wydaje płytę za płytą (wszystkie są świetne, tak na marginesie), te płyty rozchodzą się jak ciepłe bułeczki i gość jest na ewidentnie alternatywnym topie na Wyspach. Skąd się rekrutują tacy ludzie? Jeszcze z tak mało w sumie przystępną muzyką, bo to brzmi dosłownie jak TAC skierowane do stawiania Nowej Huty. A jednak siadło, i to siadło na pełnej. Zapraszam na niecałe 3 minuty z Powiatowym Inspektoratem Nadzoru Budowlanego.

Kurde, nie mógłbym mieszkać na wsi.

https://youtu.be/28ygXdWtsM4?si=KO_UIIuQINqfCIXW

PS. Nie wskoczyłbym na Munlupa za wrzucanie Bitch latem, albowiem pamiętam dobrze, jak słuchaliśmy tego razem w moim aucie pod koniec sierpnia właśnie 2022 roku. Dobrze siadło, wyjątkowy numer. Ja tam lubię ten angst.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 sie 2025 12:01

Teraz to pamiętasz smh
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 sie 2025 13:27

jak słuchaliśmy tego razem w moim aucie pod koniec sierpnia właśnie 2022 roku
Ryje mi czosnek, że beatka już wtedy istniała.

Ze swojej strony nadmienię, iż cieszę się niezmiernie z racji tego, iż Luomo wam siadło i potwierdzam - nie wypaliłem się do cna i coś tam jeszcze będę w stanie wykrzesać.

Kraftwerk - Spacelab

Kiedyś. Dziś wjeżdzam z oczywistym i banalnym wyborem. Ale uważam, że po prostu mój udział w tej zabawie byłby niekompletny, gdybym nie wrzucił Kraftwerk. Zwłaszcza, że to bestka pozwoliła mi uświadomić sobie, że to jednak był zespół wybitny, co dodatkowo potwierdził koncert, który zaliczyłem w poprzednim tygodniu. Poza tym kaman - chyba tylko ja nie wrzucałem Kraftwerk w jakiejkolwiek zabawie. xD

I to w sumie był powód dla którego przez tak długie lata się wzbraniałem. Nie miałem jakiejś swojej jednej konkretnej rzeczy, którą mógłbym wrzucić, bo praktycznie każdy z was mnie już zdołał uprzedzić - Komputer Świat wrzucił do albumowej jeszcze Czez na początku zabawy, Der Telefon Anruf Murzyn kiedyś tam, ktoś tam wrzucił jeszcze coś tam i tak dalej i tak dalej, przez co uważałem, że po prostu na tym forum nie ma utworów Kraftwerka dla ludzi z moim wykształceniem i ten zespół będzie moim największym nieobecnym tej zabawy.

Z pomocą przyszedł koncert sprzed tygodnia, o którym mógłbym napisać, że to było widowisko piękne, cudowne, wspaniałe i jeszcze jakieś, co też niniejszym czynię. W pierwszej kolejności rozważyłem nawet wrzucenie Pocket Calculator, bo wykonanie tego utworu po polsku było najmocniejszym momentem koncertu zawierającego same mocne momenty, ale z racji tego, że było to dostaniecie Spacelab. Powodów bym mógł wymienić pewnie i z kilka. Po pierwsze - nie było, po drugie - rozczuliła mnie wizualizacja, po trzecie - to świetny utwór, ale wy to pewnie sami dobrze wiecie.

Dobra, bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=nZXYnVBK0fY

https://youtu.be/8uCbvTyhh_g?si=HHAQX1rQyDWcYkJK&t=615 - od 10:15 wizualizacja jak coś
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 sie 2025 13:39

Też jeszcze nie wrzucałem Kraftwerk o ile dobrze pamiętam...
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 sie 2025 13:41

W albumowej wrzucałeś

A nie, to nie ty xd Nie pytajcie dlaczego, ale byłem pewien, że Tour de France to była wrzuta Musiała
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 sie 2025 13:45

Lol, ja w ogóle zapomniałem, że TdF było wrzucane xDDD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 sie 2025 15:53

XD
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 sie 2025 21:38

Też o tym nie pamiętałem. W ogóle to Musiał niby robił paczki mp3 z bestek i depeszwizji, to było pół roku temu, czy coś xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 sie 2025 21:57

Nadal robię i nie w MP3 a we FLACach i mam obsuwę nie powiem przez kogo ;(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 sie 2025 21:58

Przez kogo
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 sie 2025 22:22

To napisz
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 sie 2025 02:19

Petr Kotvald - Milujem se čím dál víc (1990)

Ostatnio coś bardziej archiwalnego to teraz czas na relatywną świeżynkę. Znowu sierpień, znowu czeskie wyprawy, więc mogę rzucić coś podbijającego moje zainteresowanie tym kierunkiem świata. Żyjąc w Wałbrzychu, niby jest się świadomym bliskości granicy, ale pamiętam czasy, gdy bez samochodu czy zaplanowanej wyprawy zbiorkomem nie było tak łatwo stąd wziąć i gdzieś turystycznie pojechać. Niegdyś wydarzenie z serii niemożliwe, a teraz kwestia rozsądnego planu (niewymagającego masy czasu) i gotowe na wyciągnięcie ręki. Obok poszerzania horyzontów myślowych z biegiem lat dziwnym trafem poszerzała się siatka połączeń autobusowych. Gimnazjum to otwarcie na znaczną większość kierunków wewnątrz powiatu wałbrzyskiego. W liceum doszły częstsze wycieczki do Wrocławia, w tym ze względów czysto edukacyjnych. Dziś mam za sobą tysiące przejazdów, niezliczoną masę przebytych kilometrów. Miejski autobus do pierwszej większej miejsowości w Czechach (z niego znowu skorzystam w sobotę), potem powrót sezonowych pociągów do Skalnego Miasta. W zeszłym roku wakacyjne wycieczki kolejowe do Trutnova i Hradec Kralove. Nie ma przypadków, są znaki. Jedyny patriotyzm, o jaki można mnie podejrzewać, to ten lokalny, małoojczyźniany, więc do dziś korzystam, organizuję sobie małe wyprawy (z różnym skutkiem).

Szerokie otwarcie na kierunek czeski zmotywowało mnie do większego zainteresowania ichniejszą kulturą. Mniej więcej ogarniam konteksty kulturowe, kwestie historyczne ostatniego stulecia. Na studiach zetknąłem się z wieloma tropami literackimi. W liceum M. często chwaliła Kunderę, nawet przeczytałem Nieznośną lekkość bytu... Ten Hradec Kralove był dla mnie zawsze symbolicznym punktem docelowym. Niby oddalony równie daleko co Wrocław, ale dawniej wydawał się kompletnie nieosiągalny. W końcu miasto partnerskie Wałbrzycha, rolę grała tutaj nie tylko kwestia czysto poznawcza i turystyczna. W zeszłym roku zaplanowałem dość partyzancką przeprawę ichniejszymi pociągami osobowymi, cel osiągnięty. W międzyczasie zacząłem słuchać trochę czeskich stacji radiowych. Tu też szerszy kontekst dla ciekawości. Rodzinne mieszkanie znajduje się w takim miejscu, że bez problemu idzie złapać na odbiorniku trzy rozgłośnie. Te prywatne mniej ciekawe, dla wrażenia lepszego rozpoznania terenu spędziłem sporo czasu przy najbliższym oddziale publicznego nadawcy. Od tamtej pory staram się słuchać dość regularnie, choć częściej oczywiście w wolnym czasie. Czuć, że to program skierowanwy raczej do starszego grona odbiorców. W ramówce jest jakiś godzinny program z archiwalnymi skeczami, radio bazar, publicystyka o prozie codzienności i zupełnie zwyczajnych dylematach zamiast rozpolitykowania. Właśnie w takim otoczeniu miałem przyjemność poznać muzykę m.in. Petra Kotvalda.

Pod kątem muzycznym to chyba najlepsze doświadczenie, bo już się bałem, że tam naprawdę klepią tylko lokalne wersje światowych przebojów. Trochę jak stereotyp, ale z drugiej strony słyszałem masę tego typu rzeczy w opisywanym radio czy czeskiej knajpie (choć w tym przypadku to raczej sprawka Polaków) w Karpaczu. U nas to już mniej popularne zjawisko, tam bezwstydnie obecne w publicznej przestrzeni. Tym lepiej było poznać coś z kręgu wręcz duchologicznego. Dzięki różnym forumom i bliższym k o l e g o m lubię wiele polskich autorskich płyt z tego okresu, a przy pewnej słabości do czeskiego języka jeszcze łatwiej było polubić Gejzír. Dobre brzmienia klawiszowe, sporo dobroci prosto z automatu perkusyjnego (elektrickych bicich - za okładką płyty), do tego przyjemny barytonowy głos pana Petra i mamy to. Ukłony dla pana Jindrzicha Parmy za wysoki poziom produkcji w większości kawałków. Bywa bardziej optymistycznie, beztrosko tanecznie, coś jakby z niepokojem, ale w aurze widowiska scenicznego... Są też melancholijne ballady pokroju Milujem Se Cim Dal Vic. Nawet tekst nie jest taki zły, ma coś w sobie. Zanim znowu znajdę się v Česku, zostają mi muzyczne wspominki z czasów, których nie przeżyłem, a i tak grają na wrażliwszych strunach aż miło. Tę płytę to kupiłbym nieironicznie, kawałek pięknego synthpopu. Świadectwo początku mojej słabości dla naszych południowych sąsiadów.

https://www.youtube.com/watch?v=pzQ69_mmfHI
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 sie 2025 05:27

Kolejka 23. (173.)

123. Young MC - Know How (stripped)
124. Scatman John - Hey You! (Hien)
125. Warrington-Runcorn New Town Development Plan - Gateway to the North (devotional)
126. Kraftwerk - Spacelab (mintaj)
127. Petr Kotvald - Milujem se čím dál víc (Dragon)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 sie 2025 03:10

Young MC Know How

Pełnoprawny ZAJAWKOWICZ z tego nieoficjalnego sprzedawcy, hue hue. Nie stać cię na płytę, to ją zapierdziel ze sklepu. Albo przynajmniej skompiluj jakiś wyjątkowy zestaw, który nawet jeśli zażre tylko w jednym momencie, to ostatecznie jest wygrany. Pod tym względem nie mam romantycznych historii młodzieżowych. Tony Chomiczych plików mp3, kolekcje znajomych, w kwestii rapu źródło u starszego brata. Żarowy Oxygene 7-13 zgrany już po luźnej refleksji, że wcale nie potrzebuję płyt, gdy do wieży mogę podpiąć pendrajwa ze świeżo przygotowanym zestaw w razie potrzeby. Dłuższy wstęp nie dla przykrycia słabego wrażenia podrzucanego kawałka, to po prostu kolejna niezła historia. Sama wrzutka rzetelny, solidny reprezentant klasyki. Bardziej dla znawców i poszukiwaczy niż względnych jaroszy, szczególnie w tej półce wiekowej. Z drugiej strony przyjemnie starzeją się te rzemieślniczo cięte bity z ciepłą sekcją rytmiczną i klimatycznymi funky akcentami. Gość rapuje całkiem świeżo, jest dobry. Bez dukania, bez przeciągania, spoko. Nie słyszałem o nim wcześniej, być może herezja, ale wobec tego, co rzuciłem gdzieś wyżej chyba wcale nie. Zbieram kolekcją godną lekcję ha i pe ha o pe.

Scatman John Hey You!

Noo tak, naiwność to chyba słowo klucz, gdy przychodzi wymyślić cuś na temat kariery muzycznej Pana Scatmana. Dodatkową trudność sprawia średnia znajomość tematu, trzeba klecić z kurzu. Najpopularniejszy kawałek znany od najmłodszych lat. Pasuje pod dziecięcą energię, nie przytłacza przekazem (fiu, fiu...). W czasach beztroski jeszcze przed pseudointelektualnym dystansem przyjmowałem większość #klasyków jak leci, bez większego rozeznania - z wyłączeniem disco polo czy rzeczy, do których miałem osobistą urazę ze względów rodzinnych czy coś. Być może ta historia ma w sobie pierwiastek romantyczności, ale z drugiej strony scat ewoluował w mem (wydarty z jakiegoś offowego obiegu). Mogę szanować próby wyjścia szerzej, tyle że po kilku minutach zabawa jest już poznana w pełnym stopniu. Nie ma tu żadnych gliczy, wyjścia ponad format (w tym przypadku eurodance właściwie). Co więcej, wszystko co najlepsze tutaj to jest związane z klasycznymi rzeczami w gatunku. Odpowiednio stylowy bit, pani lasia śpiewająca odnajduje się dobrze. Poza tym jest jeszcze Scatman Pan, który jak w dawno niesłyszanym hiciaku - trochę piparapipo, zwrotki jak seria z maszynowego, ich tekst nigdy nie miał większego znaczenia. Żeby nie było zaraz, że uskuteczniam jakieś pastwienie się, nie mam nic do Scatmana Pana jak i eurodance'u. Po prostu w tej historii już więcej szczególnie nie da się odkryć. Dawniej natknąłem się na stricte jazzowe utwory w jego repertuarze... no też nie rzucały na kolana. Na szczęście to nie przypadek Lichtmana, gdzie jepepejja poza postironiczną otoczką to czysta żenada i kpina ze wszystkiego. Tu jest przynajmniej autentyczna próba, ja to rozumiem.

Warrington-Runcorn Novi Mesto Development Plan Gateway to the North

Adrian eM czaruje Roberta eM opisem, nawiązaniami, konceptem, ręką Cate Brooks wciapaną w ten projekt... a potem rzuca trzyminutową miniaturkę w stylu dobrze znanym bez żadnych szczególnych dodatków, ehh. Jestem monotematyczny, ale przebicie się przez dyskografię Tangerine Dream nauczyło mnie wielu rzeczy. Jedna z nich leci mniej więcej tak: nawet najbardziej wymyślna idea nie pomoże, gdy muzycznie nie masz za wiele do zaprezentowania (na pewnym etapie kariery artystycznej). Kurczę, nie wiem czy to kwestia panoszenia się Thorstena czy wyraźnie wypalenie Edgara, ale oni w pewnym momencie klepali te same sekwencje niezależnie czy chcieli nagrać coś o Kafce, twórczości Dantego albo sięgali po etniczne inspiracje. W elektronice sekwencyjnej opartej na analogach można całkiem sporo wymyślić, ale nie w ten sposób. Może potrzebuję spaceru przy architekturze z przytaczanej epoki, NIE WIEM. Może jest tak, że słyszałem dość dużo podobnych rzeczy i mnie na sam super świeży pomysł w teorii nie można złapać z wykorzystaniem tych samych zgranych kart. N-Plants od Biosphere to samo, ale na poziomie ni to ambientu, ni to gliczy, czegoś blisko raster-noton, ale zbyt zachowawczo, bezpiecznie... Dobrze pamiętałem, że w zeszłym roku próbowałem sprawdzić ich najnowszą Your Community Hub. Mnie takie progelektroniczne wodolejstwo o średnio ciekawym brzmieniu coraz bardziej usypia, a to nie jest dobry znak. Znacznie lepsze były te płytki podrzucane na priv, ojj tak.

Kraftwerk Spacelab

Głupio się zachwycać po wielu tekstach na ich temat przy okazji innych potężnych pozycji w dyskografii, ale to naprawdę jeden z bardziej udanych pomysłów artystycznych w historii rzeczy. Odrobina pohamowania czy dbania o pewien poziom osiągnięty w czasach dla nich najlepszych nie zaskodziłaby każdemu innemu artyście, któremu groziłoby obniżenie lotów. Może bez kasowania jakichkolwiek śladów czy też specyficznego recyklingu jak u Noona. W końcu Kraftwerk też potrafili na koncertach dawniej testować kawałki, które ostatecznie nie weszły na żaden krążek. Ostrożność procesowa (artystyczna) (czasem) jest w porządku. Chłop Maszyna utrwaliła ich kanoniczny wizerunek, przyniosła decydujące o statusie sukcesy. Modelka, Roboty, bez tego trudno sobie wyobrazić wiele rzeczy. Nigdy nie rozpieszczali długością płyt, a jednak mimo surowości, pozornej oszczędności jest tam mnóstwo bogactwa, klimatu, pionerstwa. Czego się nie złapiesz, tam masa dobrego do wydobycia. Motoryczne kosmische z syntezatorowym brzmieniem wysokiej próby. Przetarcie szlaku dla elektro, atmosferycznej elektroniki z rytmem, tak, to między innymi to. Dla takich odkrywek jest się ich fanem, a po dłuższym czasie odstawienia wraca z przyjemnością jak przy pierwszej fazie pozytywnej wczuty, choć może już nie tak długotrwałej. Lata mijają, a na żywo wciąż dowożą, choć mieliśmy trochę zmian w składzie. Czasem porażają urokiem, zdolnością tak mocnego zakonserwowania, jak i godnego odświeżenia. Kurczę, wciąż jest w tym moc, treść, wartość, źródło inspiracji. Klasa.

PS Po krótkim przejrzeniu całości zgrywki z koncertu utożsamiam się z tym zachwyconym ziomkiem.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 sie 2025 11:54

Glicze u Scatmana lol. KTO BY TO CHCIAŁ XD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 sie 2025 13:27

Rzucam tak przykładowo, jakieś przełamanie byłoby spoko, no takie słowo wybrałem
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 sie 2025 09:39

Scatman John - Hey You!

Z eurodancem od zawsze było mi średnio po drodze, za Scatmanem nigdy też szczególnie nie przepadałem. Dziś po latach podchodzę z większym zrozumieniem i może nawet jakaś sympatią do Mr. Scatman, ale generalnie mam wrażenie że jak ktoś słyszał jeden jego przebój to słyszał je wszystkie. Facet (albo ktoś jemu) wymyślił sposób na siebie i miał dzięki temu swoje 5 min. a za tantiemy z największego hitu pewnie i tak mógł potem żyć spokojnie. Tu jedyne co jakoś wyróżnia ten kawałek to damski wokal w refrenie, nawet całkiem przyjemny ale ogólnie rzecz biorąc nie kręci mnie ten numer i nie wnosi zbyt wiele do mojej znajomości Scatmana.

Warrington-Runcorn Novi Mesto Development Plan - Gateway to the North

Dev znów uderza w klimaty muzyki emulującej czasy zamierzchłe, duchologii i muzyki liminal spaces. Tu jednak odnoszę wrażenie dorobiono dużo więcej filozofii do tej muzy niż ona faktycznie oddaje. Co prawda 3 minuty (ok, 2,5 minuty muzyki) ale i tak odnoszę wrażenie że to po prostu analogowa miniaturka bez większej wartości muzycznej, niby ten wstęp ma nas naprowadzić na jakieś klimaty po czym otrzymujemy smutne pływające synthy które jakoś tam dołująco po prostu działają, nie ma ten kawałek dla mnie takiego CZEGOŚ w sobie jak choćby wrzutka Concretism którą byłem szczerze zachwycony (jednak lepsze brzmienie tam było).

Kraftwerk - Spacelab

Tu dostajemy chociaż oryginalne analogowe brzmienie z epoki bez żadnego naśladownictwa, wszak pionierzy stylu. Tylko że gdzieś na tym skończą się moje pochwały chyba bo o ile brzmienie wiadomo spoko tak ta kompozycja sama w sobie jest po prostu nudna. Gdzieś za mało tu się dla mnie dzieje na te 6 minut i brak jakiejś chwytliwszej zagrywki która by pozostawała później w głowie, jedyne co mi się kołacze to ten basowy arp który miło kojarzy mi się z Honeyroot i ich numerem Heavy Drops. Samo latanie w kosmosie to dla mnie jednak mało żebym szczerze odleciał słuchając tego.

Petr Kotvald - Milujem se čím dál víc

Dragon wraca znów odrobinę duchologicznie ale tym razem z ciekawostką zza południowej granicy. Tu będzie raczej krótko i do brzegu - nie przepadam jakoś szczególnie za czeskim językiem (acz sam w drodze wyjątku mogę mieć taką wrzutkę kiedyś) a kawałek ten kojarzy mi się jakoś z tą balladą Top One co to sam Dragon ją właśnie kiedyś wygrzebał. Zbyt kiczowe dla mnie chyba znów.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup