I tu Cię zadziwię, bo mimo, żem stary fan DM to żadnego wydania DVD w całości nie widziałem. Po prostu mnie jakoś nie ciągnęło. Ale pooglądałem sobie w ostatnim czasie różnych utworów live na YT i mam zamiar nadrobić zaległości. Szczególną chrapkę mam na ONIP. Zespół był wtedy w świetnej formie.Daria The Revelator pisze:podejrzewam, że skoro są tu sami fani DM, to raczej nie ma tu osoby, któraby nie miała okazji obejrzeć koncertówek .
Najlepsze DVD Depeche Mode
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re:
-
Daria The Revelator
- Posty: 3337
- Rejestracja: 18 wrz 2006 00:29
- Ulubiony utwór: world in my eyes
- Lokalizacja: Lądek Zdrój
a to ja od siebie ONIP gorąco polecam, akurat mój pierwszy i ulubiony. 
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Jak mozna oddac glos wybierajac miedzy czyms co sie lubi na rowni? Dajcie jakas rade bo sam nie moge.
Enjoy The Silence
-
Jari
Devotional ale nie dlatego, że to fajne DVD tylko koncerty fajne były... DM niestety nigdy nie miało ręki do fajnych własnych wydawnictw video. Te dwa ostatnie potworki z Mediolanu i Paryża są bardzo liche - dodatki mizerne i oklepane, setlisty wiadomo, montaż teledyskowy... 101 wiadomo klasyka ale samo wydanie DVD też nie powala. Ostatecznie Devotional.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Jakby bylo DVD z 1985 roku, to pewnie bym glosowal bez namyslu. Ale niech juz strace i oddam glos na 101.
Enjoy The Silence
-
Lucza
- Posty: 368
- Rejestracja: 11 wrz 2010 19:08
- Ulubiony utwór: Shake
- Lokalizacja: Tu i tam
Devotional oczywiście na pierwszym miejscu u mnie, ten klimat, Dave z długimi włosami i w ogóle dla mnie cudo 
-
Miri
- Posty: 968
- Rejestracja: 10 maja 2010 21:00
- Ulubiony utwór: Everything Counts
Obejrzałam do tej pory wszystkie oficjalne koncerty (nawet te niewydane na DVD, czyli łącznie z fatalnym Live At Rock Am Ring i świetnym Live In Cologne). Nieco wahałam się przed wyborem z kilku powodów, ale może wyjaśnię.
Koncerty oglądałam w dość dziwnej kolejności - pomijając Barcelonę, najlepszy nieświadomie zostawiłam sobie na koniec. Pierwszy był dla mnie Live in Milan. W zasadzie teraz omijam ten koncert szerokim łukiem, podobnie jak ten niemiecki 'nieograr', głównie z racji przesadzonego montażu pod koniec (tego live'a z festivalu to jeszcze zrozumiem bo to było naprawdę "na żywo") oraz tego, że Dave nie miał już pomysłu na zwrócenie na siebie uwagi (za dużo wygłupów, za mało czystego śpiewu). Potem zobaczyłam sobie ONIP. To do tej pory moja czołówka, choć nie brzmi to miejscami jak Depeche Mode, tylko jak Gahan&Gore. Końcówka "When the body.." zawsze mnie zadziwia, bo publiczność zareagowała trochę po świńsku i zaczęła gwizdać, czego przy aranżacji panowie nie przemyśleli. Mimo to bardzo podoba mi się ten koncert i chyba pierwszy i ostatni raz byłam w stanie przecierpieć żeńskie chórki, ale momentami za mocno wg. mnie się wczuwały - np. jak w "Halo"...
Potem dopiero wzięłam się za Devotionala. Możecie sobie wyobrazić moją reakcję na wygląd i zachowanie Dave'a (wtedy jeszcze ciągle nie znałam całkowicie tej 'mrocznej' strony ich historii)... Jakkolwiek kiepsko patrzy się na taki chodzący szkielet, to trzeba przyznać - śpiewać to wtedy Dave potrafił. Trochę mi żal Alana zepchniętego na perkusję, ale gdyby mieli stuprocentowo wykorzystywać jego umiejętności, musieliby przerobić połowę setu na fortepianowe balladki. W Devotionalu bardzo mi się podoba scenografia i ta atmosfera jak na jakiejś mszy (choć wątpię, żeby na jakimkolwiek nabożeństwie fruwały staniki w stronę mistrza ceremonii). Powiem z ręką na sercu - długo nie potrafiłam podejść ponownie do tego koncertu, ale zmieniłam zdanie po przesłuchaniu SOFAD Live. Obserwowanie wszystkiego na scenie trochę odciągnęło mnie od samej muzyki i dopiero teraz doceniłam niektóre utwory i nawet nauczyłam się słuchać nielubionego do tej pory "Walking...". Devotional - jak najbardziej na plus.
101 to już zupełnie inna bajka. Ten live, jak i cała trasa koncertowa, to koncentracja całego DM z tego okresu. Mamy tu wszystko - Dave'a z lotniskiem i w białych spodniach, Martina w swoim ulubionym wydaniu, Alana w skórze, który wysyła uśmiechy do kamery (i przede wszystkim JEST), Fletcha nieśmiało coś "pinkającego" na klawiszach i fanki, które drą się ile sił albo próbują siłą znaleźć się na scenie. Niektórych piosenek nie było jeszcze nawet w planach i to mi się właśnie podoba - że Depeche Mode potrafili zagrać koncert nie trzymający się tylko i wyłącznie na "Never let me down again" i "Enjoy'u" (co ostatnio zdarza im się nagminnie... jakby nie mieli innych utworów...). Dlatego 101 to dla mnie zdecydowanie numer 1.
Koncerty oglądałam w dość dziwnej kolejności - pomijając Barcelonę, najlepszy nieświadomie zostawiłam sobie na koniec. Pierwszy był dla mnie Live in Milan. W zasadzie teraz omijam ten koncert szerokim łukiem, podobnie jak ten niemiecki 'nieograr', głównie z racji przesadzonego montażu pod koniec (tego live'a z festivalu to jeszcze zrozumiem bo to było naprawdę "na żywo") oraz tego, że Dave nie miał już pomysłu na zwrócenie na siebie uwagi (za dużo wygłupów, za mało czystego śpiewu). Potem zobaczyłam sobie ONIP. To do tej pory moja czołówka, choć nie brzmi to miejscami jak Depeche Mode, tylko jak Gahan&Gore. Końcówka "When the body.." zawsze mnie zadziwia, bo publiczność zareagowała trochę po świńsku i zaczęła gwizdać, czego przy aranżacji panowie nie przemyśleli. Mimo to bardzo podoba mi się ten koncert i chyba pierwszy i ostatni raz byłam w stanie przecierpieć żeńskie chórki, ale momentami za mocno wg. mnie się wczuwały - np. jak w "Halo"...
Potem dopiero wzięłam się za Devotionala. Możecie sobie wyobrazić moją reakcję na wygląd i zachowanie Dave'a (wtedy jeszcze ciągle nie znałam całkowicie tej 'mrocznej' strony ich historii)... Jakkolwiek kiepsko patrzy się na taki chodzący szkielet, to trzeba przyznać - śpiewać to wtedy Dave potrafił. Trochę mi żal Alana zepchniętego na perkusję, ale gdyby mieli stuprocentowo wykorzystywać jego umiejętności, musieliby przerobić połowę setu na fortepianowe balladki. W Devotionalu bardzo mi się podoba scenografia i ta atmosfera jak na jakiejś mszy (choć wątpię, żeby na jakimkolwiek nabożeństwie fruwały staniki w stronę mistrza ceremonii). Powiem z ręką na sercu - długo nie potrafiłam podejść ponownie do tego koncertu, ale zmieniłam zdanie po przesłuchaniu SOFAD Live. Obserwowanie wszystkiego na scenie trochę odciągnęło mnie od samej muzyki i dopiero teraz doceniłam niektóre utwory i nawet nauczyłam się słuchać nielubionego do tej pory "Walking...". Devotional - jak najbardziej na plus.
101 to już zupełnie inna bajka. Ten live, jak i cała trasa koncertowa, to koncentracja całego DM z tego okresu. Mamy tu wszystko - Dave'a z lotniskiem i w białych spodniach, Martina w swoim ulubionym wydaniu, Alana w skórze, który wysyła uśmiechy do kamery (i przede wszystkim JEST), Fletcha nieśmiało coś "pinkającego" na klawiszach i fanki, które drą się ile sił albo próbują siłą znaleźć się na scenie. Niektórych piosenek nie było jeszcze nawet w planach i to mi się właśnie podoba - że Depeche Mode potrafili zagrać koncert nie trzymający się tylko i wyłącznie na "Never let me down again" i "Enjoy'u" (co ostatnio zdarza im się nagminnie... jakby nie mieli innych utworów...). Dlatego 101 to dla mnie zdecydowanie numer 1.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Te jego dlugie wlosy i caly ten okres zycia Dave'a to porazka. Nie mowie tu oczywiscie o muzyce.
Enjoy The Silence
-
Lucza
- Posty: 368
- Rejestracja: 11 wrz 2010 19:08
- Ulubiony utwór: Shake
- Lokalizacja: Tu i tam
Czy ja wiem, czegoś go to na pewno nauczyło, a i długie włosy mu pasowały. Wydaje mi się, że musiał spaść na dno, żeby się od niego odbić.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Nie pasowaly 
Enjoy The Silence
-
Lucza
- Posty: 368
- Rejestracja: 11 wrz 2010 19:08
- Ulubiony utwór: Shake
- Lokalizacja: Tu i tam
Oczywiście, że pasowały, każdemu facetowi pasują (no może prawie każdemu) 
-
Marcin
- Posty: 880
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:22
- Ulubiony utwór: Secret to the End
- Lokalizacja: w promieniu X
Dalem glos na Devotionala,bez zadnego wachania ,gdyby na DVD wyszedl Live in Hamburg ,wtedy moglbym sie zawachac(sorry na tym kompie ,w miejscu gdzie jestem, brak polskich znakow
)
Proszę nabrać powietrza...zatrzymać...i nie oddychać!
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
SOFAD bardzo lubię i cenię, ale Devotionala to jednak chyba już nigdy nie polubię. Właściwie za wszystko, np. wygląd Gahana, wygląd sceny i panujący klimat, aranżację utworów.
Z kolei 101 jest bardzo fajna, ale prawie wszystko, co dla mnie w DM najlepsze miało powstać dopiero później.
Waham się więc między ONIP a Milanem.
Z kolei 101 jest bardzo fajna, ale prawie wszystko, co dla mnie w DM najlepsze miało powstać dopiero później.
Waham się więc między ONIP a Milanem.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Ale masz klina 
Enjoy The Silence
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jednak zagłosowałem na Live in Milan.
PTA to płyta wręcz stworzona do grania na żywo. Wszystkie utwory z tej płyty na koncercie brzmią rewelacyjnie.
Nawet John The Revelator. Kiedyś narzekałem na wokal w tym utworze, ale się jednak bardzo myliłem. Dave śpiewa tam zupełnie inaczej niż na płycie, nie tak mocno i dźwięcznie, z dużym wysiłkiem - co zresztą zrozumiałe - bo to nie łatwy utwór. Ale jednak bardzo ciekawą i fajną barwą głosu jakiej nie słyszałem u niego w żadnym innym utworze.
Poza tym w odróżnieniu od wielu innych mnie podoba się realizacja koncertu na DVD. Bardzo efektownie to wygląda.
PTA to płyta wręcz stworzona do grania na żywo. Wszystkie utwory z tej płyty na koncercie brzmią rewelacyjnie.
Nawet John The Revelator. Kiedyś narzekałem na wokal w tym utworze, ale się jednak bardzo myliłem. Dave śpiewa tam zupełnie inaczej niż na płycie, nie tak mocno i dźwięcznie, z dużym wysiłkiem - co zresztą zrozumiałe - bo to nie łatwy utwór. Ale jednak bardzo ciekawą i fajną barwą głosu jakiej nie słyszałem u niego w żadnym innym utworze.
Poza tym w odróżnieniu od wielu innych mnie podoba się realizacja koncertu na DVD. Bardzo efektownie to wygląda.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
No i klin puscil
. Tez mialem rozne dylematy, ale juz wybralem 101 i niech tak zostanie.
Enjoy The Silence
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Popieram, podobna argumentacja i u mnie. Płyta odpowiednia do grania live, dość ciekawy montaż, momentami przesadzony ale i tak ok, podoba mi się kosmiczny wystrój sceny, wbrew pozorom jednak to PTA zawsze będzie mi się kojarzyć kosmicznie a nie SOTU. Do tego całkiem niezły dobór kawałków, PTA uwielbiam a do tego m. in. Everything Counts, Just Can't Get Enough, Goodnight Lovers, czy boskie Home... Bardzo dużo pozytywnej energii, nie dołuje tak jak Devotional, choć ten też jest genialnym wydawnictwem.shodan pisze:Jednak zagłosowałem na Live in Milan.
PTA to płyta wręcz stworzona do grania na żywo. Wszystkie utwory z tej płyty na koncercie brzmią rewelacyjnie.
Nawet John The Revelator. Kiedyś narzekałem na wokal w tym utworze, ale się jednak bardzo myliłem. Dave śpiewa tam zupełnie inaczej niż na płycie, nie tak mocno i dźwięcznie, z dużym wysiłkiem - co zresztą zrozumiałe - bo to nie łatwy utwór. Ale jednak bardzo ciekawą i fajną barwą głosu jakiej nie słyszałem u niego w żadnym innym utworze.
Poza tym w odróżnieniu od wielu innych mnie podoba się realizacja koncertu na DVD. Bardzo efektownie to wygląda.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
FREE STATE
Więc zacznę tak: 101 i Devotional to swoista klasyka... i każdy fan DM powinien je mieć... 
- Na Devotionalu Dave moim zdaniem śpiewa na najlepiej ze wszystkich DVD i ogólnie tras koncertowych... a Anton pokazał, jak należy wyreżyserować porządne DVD koncertowe...
- One Night In Paris i The Videos 86>98 oraz Best Of Videos nie posiadam, więc się nie wypowiem...
- TTA:Live In Milan - świetne, jak napisał shodan, PTA to ideał do grania na żywo. Płytka jest zarąbista, a w HD koncert ogląda (i słucha) się wyśmienicie...
- TOTU:Live In Barcelona - wszystko fajnie, tylko ci widzowie... jak trupy jakieś
Tak więc:
1. 101
1. Devotional
2. TTA: Live In Milan
3. TOTU: Live In Barcelona
bez oceny: pozostałe 3 pozycje...
- Na Devotionalu Dave moim zdaniem śpiewa na najlepiej ze wszystkich DVD i ogólnie tras koncertowych... a Anton pokazał, jak należy wyreżyserować porządne DVD koncertowe...
- One Night In Paris i The Videos 86>98 oraz Best Of Videos nie posiadam, więc się nie wypowiem...
- TTA:Live In Milan - świetne, jak napisał shodan, PTA to ideał do grania na żywo. Płytka jest zarąbista, a w HD koncert ogląda (i słucha) się wyśmienicie...
- TOTU:Live In Barcelona - wszystko fajnie, tylko ci widzowie... jak trupy jakieś
Tak więc:
1. 101
1. Devotional
2. TTA: Live In Milan
3. TOTU: Live In Barcelona
bez oceny: pozostałe 3 pozycje...
-
Miri
- Posty: 968
- Rejestracja: 10 maja 2010 21:00
- Ulubiony utwór: Everything Counts
Publiczność na TOTU jest jeszcze w porządku, ale najgorsi ludzie to chyba byli w Paryżu na Exciter Tour. Te gwizdy pod koniec "WTBS", matko... Ale "Freelove" to potrafili zaśpiewać, to na plus.FREE STATE pisze: - TOTU:Live In Barcelona - wszystko fajnie, tylko ci widzowie... jak trupy jakieś
-
Fanta
- Posty: 2130
- Rejestracja: 12 sie 2006 16:33
- Lokalizacja: stolica
Czez pisze:Nie pasowaly
ależ pasowały,jeszcze jak
a ankieta - oczywiście Devotional,bez chwili namysłu i zbędnej dyskusji
Homo Gothikus Industrialis / back to life...