Best of DM (nasze top 5)

Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 25 lip 2025 11:50

Ja mam taką którą poznałem jedząc śniadanie
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 25 lip 2025 14:48

Miejsce 2 - Everything Counts (Absolut Mix)

Teraz będzie trochę alternatywniej, bo remiks, ale też będzie znów osobiście - albowiem to jest kawałek, który towarzyszył mi absolutnie całe popołudnie pewnego wrześniowego, sobotniego przedpołudnia w roku 2006. Wyszedłem z domu, w kurtce discman, na discmanie moja kolekcja depeszowo-simplemindsowo-neworderowa, zaś Musiał biegnie na autobus, potem na tramwaj, i pruje na łódzki Dworzec Kaliski. Wkrótce przyjedzie pociąg z Wrocławia, na który czekam.

Z tego zaś pociągu wysiądzie pewien człowiek, który będzie pierwszą osobą z tego forum, jaką poznam na żywo - Bartini. Najpierw mały background. JAKIEKOLWIEK wersje utworów DM będące remiksami poznałem dopiero w grudniu 2004, kilka dobrych miesięcy po tym, jak w ogóle poznałem DM per se. Nadchodziła gwiazdka, a ja powoli wymieniałem gry komputerowe, które kupowałem sobie w ramach prezentów na albumy muzyczne wykonawców, których zacząłem srogo poznawać.

Ważnym tego elementem było, rzecz jasna, DEPECHE MODE. W 2004 obłowiłem się jak diabli - Videos 86>98 (i to na DVD!), Devotional, albumy S&S, ABF i CTA w łączonym boksie, 101 oraz rzecz najświeższa - REMIXES. Te remiksy spodobały mi się tak bardzo, że napieprzałem je cały następny rok przy każdej możliwej okazji. World in My Eyes w wersji Mode to Joy zawsze będzie mi się kojarzyć ze słoneczno-śnieżną podróżą z Nowego Targu w stronę Murzasichla na narty.

Podobnie Personal czy Policy of Truth, dość wspomnieć kapitalne remiksy ETS, no ja generalnie odpływałem z tymi wersjami. Dopiero nadejść miała wiosna 2005 i moje siedzenie w b-side'ach (głównie dzięki f.ś.p. EveS), dopiero miałem odlecieć z Soulseekiem jeszcze jeden rok później zasysając masowo nieoficjalne wydawnictwa, bootlegi spod znaku Ultra Rare Trax i inne tego typu badziewia (gdzie jednak trafiłem na całą masę fajnych rzeczy), dużo rzeczy się miało wydarzyć. Ale to później.

Tymczasem były skrajnie OFICJALNE rzeczy, ale absolutnie (HE HE) mi one nie przeszkadzały, wprost przeciwnie. Tak się złożyło, że Absolut Mix należał wówczas do również - co się później okazało - ulubionych numerów Bartiniego, więc złożyło się cokolwiek ciekawie. Gdy odebrałem gościa z dworca wsiedliśmy w autobus linii 6 zgierskiego MUKu i polecieliśmy do mnie. Pamiętam, że spędziliśmy większość dnia siedząc przed jego laptopem i po prostu słuchając muzy.

Było to o tyle ciekawe, iż f.ś.p. Bartini sprzedał mi wówczas MASĘ rzeczy - KnŻ, Pudelsów, Hurt, ale także wrzucił mi Koncerty Chińskie Jarre'a w totalnie enigmatycznym dla mnie wówczas formacie dźwiękowym - FLAC, oraz zasugerował zassanie jakiegoś linuksowego odtwarzacza, by je odpalić. W ogóle wcisnął mi wówczas fizyczną kopię Ubuntu, gdzie tych kopii miał z dziesięć w swoim plecaku, cholera wie po co. Choć gorąco namawiał mnie, bym sobie Linuksa zainstalował, nigdy tego nie zrobiłem.

Tak sobie siedzieliśmy dojąc herbatę, gadaliśmy to o forum, to o muzyce, to o polityce, a ja jeszcze nie wiedziałem, że to będzie wstęp do długiej i dość ciekawej przyjaźni (która w jakiejś formie trwa do dziś, ostatni raz widzieliśmy się w maju, więc nie tak dawno temu), choć ta była najeżona masą kwasów. Głównie dlatego, że niecałe dwa lata później zaczęliśmy współpracować muzycznie i to wygenerowało masę problemów, ale o tym pisał już choćby Hien, tak więc ja sobie daruję.

Choć rzeczy na playerze było wtedy dużo, co kilka utworów leciał tenże Absolut Mix a my zachwycaliśmy się możliwościami robienia ciekawych, nietypowych (Adrian Sherwood: "Am I a joke to you?") remiksów i zastanawialiśmy się, czy my kiedyś moglibyśmy robić takie rzeczy. Absolut zawsze będzie mi się kojarzył z tamtym czasem, z wrześniem 2006 i z w mniejszym lub większym stopniu moim początkiem drogi zostawania, well, muzykiem. Jak to wyszło to wyszło, ale wyszło.

Nadmienię na sam koniec, iż samo Everything Counts też bardzo lubię, po dziś dzień zresztą, ale nie mam z nim aż tak rozbudowanych wspomnień (MOŻE JESZCZE). Ta historia może wypadać blado w stosunku do poprzedniej, niemniej jednak K. już nic nie przebije, umówmy się. Ostatnio wzięło mnie na wspominki i myślę, że mimo wszystko Bartini też zasługuje na bycie "zaznaczonym" w tych historiach. Zwłaszcza, że był on pierwszą osobą, która do mnie na tym forum napisała.

Zaraz po mojej rejestracji. Życie było wtedy trochę prostsze. Albo tak mi się dziś wydaje.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 lip 2025 16:59

Gdzie link? ^^
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 28 lip 2025 20:25

Śmielutko Pany, ma ktoś jeszcze jakieś refleksje/wspominki zwiazane z DM?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6500
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 29 lip 2025 20:21

Mam. A jutro/pojutrze zapewne będę miał wenę, żeby o nich napisać ;)
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6500
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 29 lip 2025 20:21

Mam. A jutro/pojutrze zapewne będę miał wenę, żeby o nich napisać ;)
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 31 lip 2025 19:46

Czekamy Melki

I na resztę też.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6500
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 31 lip 2025 20:30

To jeszcze poczekajcie do rana.
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6500
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 01 sie 2025 10:08

Dobra, jak nie wrzucę teraz, to nie wiem, kiedy. Więc wrzucam:

Cover Me

Jeden z najpiękniejszych kawałków DM z ostatnich lat. Nastrojowy, powoli się rozwija, a potem, w długiej końcówce, niespiesznie odpływa gdzieś za horyzont. Bardzo podoba mi się śpiew Gahana, wolne tempo, "kosmiczne" brzmienie. Miejsce w środku płyty, takie swoiste centrum (nie tylko przez numer na samym środku, ale po mamy miniaturkę Eternal w raczej minorowym instrumentarium, a przed rwane, połamane You Move - na ich tle Cover Me wypada bardzo klasycznie.

Ale ja nie o tym chciałem napisać. A o tym, że usłyszałem tę piosenkę na żywo, na warszawskim koncercie (VII 2017). Jej zalety podkreśliło dobre umiejscowienie w setliście - zaraz po tym, jak In Your Room i WIME rozruszały publiczność (Corrupt to super kawałek, ale wrażenie na koncercie zrobił umiarkowane; choć ja bawiłem się dobrze) i płynął już razem z publicznością. I to jest chyba jedno z moich najpiękniejszych wspomnień z występów DM (w sumie byłem na dwóch, równie dobrze mógłby się tu znaleźć Welcome To My World jako pierwszy utwór DM słyszany na żywo albo Heaven) - był klimat, była moc (i jest dalej), była demonstracja: dalej tworzymy wielkie, czarujące piosenki. I to działa (działa tym bardziej, że następne w secie są piosenki Martina - czyli A Question of Lust i Home)! I lata od koncertu Cover Me dalej jest jednym z najchętniej odtwarzanych przeze mnie nowszych kawałków. Piękna sprawa. Moc koncertu, wsparcia publiki, nastrojowość, płynne łączenie starego z nowym, klimat kawałka, wokal, końcówka, wszystko.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 sie 2025 10:19

XD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 01 sie 2025 10:50

No co. Zdążył.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
slick
Posty: 7029
Rejestracja: 15 lis 2004 17:36
Ulubiony utwór: Everything Counts
Lokalizacja: Warszawa

Post 01 sie 2025 12:33

devotional pisze:
16 lip 2025 10:12
uważając ją za kiepski, popowy szajs bez duszy
Bardzo ładnie ujęte. :D
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 01 sie 2025 12:43

devotional pisze:
16 lip 2025 10:12
smak i rozum przychodzą z wiekiem
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 sie 2025 13:00

W zestawie z zapaleniem prostaty, bólem w krzyżu i brzuchem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 01 sie 2025 13:44

Niska cena niebycia idiotą
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 sie 2025 17:28

Zapraszam

Hien
mintaj
Livv
Czez

i shodan jak już wróci z wojaży
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 sie 2025 18:27

Wróciłem, zasiadam.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9735
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 05 sie 2025 23:25

Ogarne po urlopie
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
Livv
Posty: 772
Rejestracja: 22 lut 2024 22:16
Ulubiony utwór: Blue Dress Personal Jesus

Post 06 sie 2025 21:46

Personal Jesus

Sama nie wiem, jak zacząć tą wrzutę. Przyznam, że nie zdołałam przeczytać waszych wpisów ze względu na prywatne życie. Ale chętnie je nadrobię w swoim czasie, być może się odniosę prywatnie… ;)
Personal Jesus dla mnie to temat rzeka… Naprawdę! Utwór, który zmienił moje życie i doprowadzał do upadku nie jeden raz. Z jednej strony absolutna kompromitacja w życiu uczuciowym naznaczona była ciągłym, obsesyjnym słuchaniem PJa i analizowaniem tekstu. Można powiedzieć, że byłam bardzo zdeterminowana w poszukiwaniu swojej prawdy na temat danego situationshipu, czyli odwzajemnienia uczucia. Z drugiej kiedy leciał PJ, było wiadomo, że to już osobista kapitulacja i momentalna rezygnacja z marzeń romantycznej nastolatki.

Utwór od początku poznania zespołu miał dla mnie wyjątkowe znaczenie. Muzycznie mi się bardzo podobał, słyszałam o różnych coverach (Od Mansona po Casha) i zawsze rozumiałam appeal. Utwór jest w istocie wyjątkowy i opisujący pewien okres w muzyce lat 90, a przynajmniej tak sobie wyobrażam życie w latach 90, że taki PJ w radiu był CZYMŚ. Dygresja. Uwielbiałam tekst od początku I nadal JESTEM ZAKOCHANA. Jest piękny i trudny, opisuje miłość jako formę najwyższego poświęcenia i rezygnacji z siebie dla drugiej osoby. Czytałam, że lirycznym punktem wyjścia Martina była relacja Elvisa i Priscilli, a konkretnie jej stosunek wobec tego rock’n’rollowego ucieleśnienie namiętności. Bardzo mnie to zawsze fascynowało. Zawsze byłam zwolenniczką takiej definicji miłości, która jest absolutna i trwała, niezniszczalna. Być może w kontekście chrześcijańskiego modelu wychowania, a być może w kontekście moich doświadczeń, wierzyłam w ten obraz bardzo długo. Marzyłam o takiej miłości, jako przeciwieństwo moich poprzednich doświadczeń z chłopcami. Jak mówiłam, byłam niejednokrotnie ofiarą przemocy seksualnej, więc jest to temat dla mnie ważny.
Dla mnie Personal był ucieleśnieniem miłości jakiej zawsze pragnęłam- zarówno pragnęłam ją dawać, jak i czuć. Choć myślę, że bardziej to pierwsze. Często po to, żeby zapomnieć o sobie, żeby nie myśleć o problemach ani o potrzebach. Wyparcie doprowadza Ciebie do tego stopnia, że wierzysz w swoją miłość do drugiej osoby, choć jedynie ją wykorzystujesz. Desperacko uciekasz przed prawdą o sobie i o tym, w jakim burdelu żyjesz przez tyle lat. Na tym właśnie była oparta moja relacja z chłopakiem, który mnie rzucił. Czasami jestem mu za to wdzięczna, czasami go za to nienawidzę. Ale nie zmienia to faktu, że widzę swoje błędy.
Moja definicja miłości wyjęta żywcem z Personala jest formą toksycznej ucieczki w zapomnienie, od początku skazanej na porażkę- konfrontację lub kapitulację. Wmawiam sobie, że kogoś kocham, chce się szybko zaangażować i myśleć tylko o drugiej osobie. Uciekam w nasz wspólny świat, który tak naprawdę jest moim światem z dodatkiem drugiej osoby, która odgrywa w nim rolę pocieszyciela opłakującego (treny reference). Zauważyłam u siebie ten mechanizm i zrozumiałam, skąd moja fascynacja Personalem. Idealnie opisywał moją formę eskapizmu. Miłość rzeczywiście potrafi być jak narkotyk, jeśli pozwala na to, żeby chociaż przez chwilę być w Ciele kogoś innego, niż siebie samego. Z czystej nienawiści do samego siebie. To nie jest miłość, ale obsesja, która do niczego nie prowadzi…
Widzę, że mam ten problem i zamierzam omówić go na terapii. Myślę, że ma swoje podwaliny w autyzmie, jest to logicznie powiązane z hiperfikcjami. Dygresja. Personal Jesus rzeczywiście można określić jako soundtrack mojego życia. Rzeczywiście opisuje moje życie uczuciowe i wszystkie porażki w nim, jakie zdołałam osiągnąć przez te kilka lat mojego nastoletniego życia, a nawet wcześniej! Jak można tak bardzo nienawidzić swojego życia, że ucieka się od niego w wyidealizowany życiorys drugiej osoby? Nie wiem, ale wiem, że to świadczy o moim długotrwałym problemem z depresją. I wielu innych rzeczach strefy prywatnej.
Cieszę się z tego, że widzę światło nadziei w tunelu. Ponieważ w końcu po latach miałam odwagę przyznać się przed sobą o tym problemie. O moim uzależnieniu od ludzi i ich uwagi, spowodowanym skumulowaną nienawiścią moją lub innych. I cieszę się, że mam siłę do zmian. Proces leczenia ran jest długotrwały, ale wartościowy.

Nie napisałam za dużo o swoich doświadczeniach, raczej o moich przemyśleniach na temat doświadczeń. Myślę, że nie chciałabym w kółko Werterować nad jednym, choć chyba tak wyszło teraz XD. Jest to dosyć osobisty wysryw, dlatego nie uważam, że to takie złe. Po prostu prawda na mój temat.
;*
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 09 sie 2025 11:52

Lillian

To jest ten odcinek, w którym robię to co zapowiadałem od dawna, tj. cofam się do pradziejów. Tym razem wehikuł spierdole eeee tj. czasu pokazuje rok 2009. Każdy z was pewnie pamięta ten rok - większość głównie z powodu wzmożonej aktywności tutaj, spowodowanej premierą Sounds of the Universe. Cóż, ja z tego roku pamiętam głównie łojącą wszystkich Barcelonę Pepa Guardioli, wszechobecny w mediach KRYZYS (którego wcale nie odczuwałem) oraz to, że byłem młodym, niezbyt rozgarniętym i przytłoczonym praktycznie wszystkim licealistą z krzywymi zębami.

I nie wiem czy to wszystko zebrane do kupy sprawiło, że jestem w tym miejscu w którym teraz jestem, ale część z tych rzeczy miała na to wpływ.

Przełomowym wydarzeniem owego roku, w którym żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały na szczególne wydarzenia, było założenie stałego łącza w okolicach sierpnia. To nie jest tak, że pochodziłem z jakiejś arcybiednej rodziny czy coś - moja rodzina wybudowała się tam gdzie do dziś mieszka jakoś parę tygodni po podłączeniu linii telefonicznej, przez co do tej pory nie mamy możliwości posiadania telefonu stacjonarnego i wszelkie Neostrady nie wchodziły w grę. Cóż, losowe zbiegi okoliczności mam chyba w genach.

W każdym razie, pojawienie się Internetu mocno wpłynęło na mój rozwój kulturalny, bo to nie tak, że ówczesny Internet był jakoś szczególnie atrakcyjny, ale też nie był pieprzonym śmietnikiem jakim stał się teraz. Jak zapewne pamiętacie z moich opowieści, do tamtej pory muzyka nie odgrywała szczególnej roli w moim życiu, ale właśnie wtedy postanowiłem to zmienić.

Tyle tylko, że nie za bardzo wiedziałem jak się za to zabrać. O laście jeszcze nie miałem pojęcia, RYMie tym bardziej, więc po prostu błądziłem. Pamiętam jak przez mgłę, że jakiś ziutek na Wykopie (tak, wiem) wrzucił w swoim czasie jakąś losową kompilację hitów z 90sów, którą ściągałem empetrójka po empetrójce z Wrzuty czy czegoś podobnego. xd Najbardziej utkwiły mi w pamięci radia internetowe.

Nie wiem czy były szczególnie popularne, ale jestem przekonany, że to był ich szczyt popularności, bo jakoś wkrótce pojawiły się te wszystkie Spotifaje, Tajdale i siusiaki muje dzikie VEVO, sam zresztą pamiętam, że nawet Gadu-Gadu forsowało wówczas coś pokroju własnego. I właśnie nie pamiętam już, czy było to coś na wspomnianym GG (to się nazywało jakoś Open.fm czy podobnie), czy może gdzieś indziej, a może w moich snach, ale pamiętam, że przez pewien bardzo krótki okres słuchałem jakiegoś radyjka z ROCK w nazwie.

Czemu bardzo krótki? Powód jest prosty - tracklista składała się z kilku puszczanych naprzemiennie utworów. Nie pamiętam ilu, raczej mógłbym je policzyć na palcach jednej ręki, i być może nawet u osoby, która niekoniecznie miałaby wszystkie palce. Rzecz jasna, nie pamiętam większości tych utworów, poza jednym. Tym wymienionym w tytule. Nie mam pojęcia czemu z całej dyskografii Depeche Mode leciał akurat ten utwór. Może to jakaś siła wyższa, może po prostu komuś się podobał, może nie ma to znaczenia. W każdym razie przez pewien czas uruchamiałem to radyjko internetowe tylko po to, by tego utworu posłuchać (potem sobie uświadomiłem, że po prostu mogę go pobrać w mp3).

I w sumie to śmieszne, że coś tak niepozornego wpłynęło jednak dość znacząco na rozwój mojego gustu, bo potem zacząłem kraść z internetu inne utwory Depeche Mode. Wtedy nadal robiłem to dość losowo, więc ściągawszy pierwsze-lepsze empetrójki z jakichś stron, które od dawna nie istnieją ściągnałem choćby Corrupt, a pierwszym albumem była kompilacja People Are People. No a potem to z górki - przeczytanie całego internetu poświęconego wzdłuż i wszerz, albumy studyjne, forum, kariera, dwójka dzieci i pies, ale o tym albo napisałem, albo sami wiecie.

I to wszystko zapewne przez jakieś radyjko internetowe z losowym plikami mp3 jakiegoś Krzyśka z Internetu.

Nie wiem co zostawię sobie na ostatni odcinek.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15