Album tygodnia:
Red Hot Chili Peppers - Unlimited Love
Niby album tygodnia, ale bardziej w kategorii rozczarowanie. Uwielbiam RHCP, ale odkąd ogłosili, że JF wraca do składu to miałem obawy. Widać było, że facet wraca ze względów finansowych (chore alimenty dla byłej) i gdyby nie to, to dalej dłubałby sobie swoje małe elektroniczne płytki, zamiast doo-funkować w zespole starych dziadów, którzy nie noszą koszulek. Josh K. stawał na głowie podczas swojej dziesięcioletniej kadencji żeby trochę ten zespół rozruszać, ale jeden telefon Johna F. (tak to sobie wyobrażam) i wiadomo, że posada, nawet jeśli nie była wolna, to już była xD Płyta jest słaba. RHCP dowalili 73 minuty muzyki, 17 utworów. Już samo to jest dramatem. Można było zostawić z tego 45 min i wtedy ta płyta broniłaby się połowicznie (bo akurat tyle dobrych kawałków by zostało). Nie wiem, ludzie w eterze się potwornie jarają, że to najlepsze co nagrali od czasu By The Way, ale prostytutka to jest bzdura. Zaraz po tym albumie przesłuchałem sobie nowe solo Josha ("This is the Show" jako Pluralone) i jest ono o wiele wiele lepsze, aż mam trochę wyrzuty, że nie dałem go jako album tygodnia. No nie ważne. Daję singla z nowego RHCP, które został zjechany chyba przez wszystkich, a mnie się wyjątkowo podoba, bo brzmi jak muza z menu w THPS xD
https://www.youtube.com/watch?v=lxHWfCzS5uQ
Utwór tygodnia:
Rizzle Kicks - Lost Generation
Lubię sobie raz na jakiś czas posłuchać tego kawałki, albo nawet całych albumów RK, bo mają taki mega luźny vibe, który kojarzy mi się z jakąś niezobowiązującą nasiadówką ze znajomymi, gdzieś w czasach studiów. Zespół gdzieś przepadł, a szkoda.
https://www.youtube.com/watch?v=iL51Tsh6Sdg