Best of Forum IV
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kano - Good Youtes Walk Amongst Evil
Nie spodziewałem się zobaczyć Kano w tej bestce, bo wydawało mi się, że to dosyć niszowy raper, ale z drugiej strony sam fakt, że ja go znam, świadczy jednak o czymś innym. Rap gościa to taki trochę czarny-Eminem, ale z mniejsza ilością zgrywy w głosie. Nie mam teraz szczególnie ochoty na hip-hopy, zwłaszcza współcześniejsze, szybsze i bardziej agresywne, ale dla Kano zrobię wyjątek, bo po prostu gościa lubię. Bit jest fajny, rap jest spoko, podobają mi się te wokalizy w tle i prostota całej kompozycji. Może tło jest trochę zbyt elektroniczne i poszatkowane, ale to jest po prostu moja preferencja na dzisiejszy dzień, biorę to pod uwagę. Synthy pachną trochę zimą. Ok, odgłosy strzałów już zahaczają o totalną żenuę, ale nie każdy czarny raper ma jaja żeby z tego zrezygnować, bo inaczej czarni słuchacze z getta by się oburzyli. Zgadzam się z Murzynem, że brzmi to unikatowo, na pewno na tle tego co Jacek prezentował do tej pory w kategorii hip-hop. Anyway, spoko wrzuta, daję okejkę!
SARSA - Zapomnij mi
Wujek to się lubi tłumaczyć. Wrzuca numer Srarsy, ale żebyśmy czasem nie pomyśleli, że jest jakimś fanem, czy co, bo jeszcze się w Orzyszu rozejdzie, że Artur słucha Sarsy xD Ja się nie znam na Sarsie, kojarze, że jest jeden kawałek, który uważałem za spoko, ale nie znam nawet jego tytułu, co już świadczy o tym, że moja sympatia do tego numeru ogranicza się do tolerancji kiedy leci w radiu, a nie żeby słuchać z własnej woli. „Zapomnij mi” jest takie, heh, no nie wiem nawet jakie, chyba po prostu trochę nijakie. Mam wrażenie, że to jest typowy przykład radiowego polskiego kawałka, one wszystkie są do siebie koszmarnie podobne, takie do pobujania się na jakimś rozdaniu nic nie znaczących nagród dla polskich wykonawców, w jakiś amfiteatrze, z januszami w publice i obowiązkową transmisją w piątek wieczorem na TVP. Wujowi polecam jednak słuchać więcej polskiej muzyki, bo myślę, że jako naród potrafimy robić lepsze rzeczy niż generic damski pościelowy pop. To by mogła być Sylwia Grzeszak, Ania Dąbrowska, Sylwia Wiśniewska, itd., dałbym się nabrać na wszystko (chociaż akurat Grzeszczak i Dąbrowska mają fajne kawałki i trochę bardziej rozpoznawalne głosy). No wybacz Wujku, nie kręci mnie ta piosenka, ani wykonanie. Nie będę hejtował, bo jest mi ten utwór kompletnie obojętny.
The Soft Moon - Crush
Kto prosił o odtrutke na świąteczny klimat lol. Pewnie Dragon i Mentos, jak znam życie, ale ja akurat nie i dziwię się, że akurat Dev chce kogokolwiek odtruwać od świąt, to jest jeden z największych fanów Bożego Narodzenia, jakiego znam. No, ale wychodzi na to, że nic nie wiem o ludziach, a Warszawa potrafi zgnoić każdego. Mam jednego scrobbla Soft Moon, numeru „It Kills”, który przesłuchałem w styczniu 2018 r. Nie mam pojęcia skąd to się wzięło wtedy w playliście, samego kawałka też nie pamiętam. Dev twierdzi, że 10 lat temu zjechałem coś, co mi włączył, możliwe, że tak było, ja wtedy zjeżdżałem wiele rzeczy, które mi puszczał. Ja się pytam, gdzie był Musiał z takimi utworami w październiku, czy listopadzie? Nigdzie, bo kawałek kojarzy mu się z grudniem, tusze. Niestety widzę z drugiej strony barykady, że chyba lepiej celować w aurę niż własne wspomnienia. Albo się uprzeć i robić swoje. (Yeah) whatever. Ogólnie kawałek jest ok. Brzmi strasznie płasko, ale to oficjalna wrzuta YT, więc chyba tak ma być. Motorycznie, zimnofalowo, post-punkowo nawet. No, generalnie brzmienie jest bardzo spoko. Największy problem tego kawałka, to chyba to, że jest po prostu trochę nudny. Wejście wokalu w 2:30 każe sobie zadać pytanie: po co? Po co wchodzić z wokalem, który jest raczej słaby i nic nie wnosi do numeru? Jako instrumental podobałoby mi się to bardziej. Końcówka taka trochę zalatująca nieco bardziej hardcorową wersją Clan of Xymox z czasów 4AD. Niby fajne, ale brakuje tu tego czegoś, co np. ma wspomniany Koks, albo nawet Bauhaus. Darcie ryja i post-punkowanie dla samego darcia ryja i post-punkowania bywa spoko, ale tutaj mam wrażenie, że to nie do końca działa. Może to dlatego, że projekt zaczął w 2009 r. i to jest po prostu imitacja jakiegoś brzmienia, ale bez zrozumienia tego skąd się ono wywodzi. Nie wiem. Dla mnie to jest neutralna wrzuta, nie zjade jej, bo jest ogólnie ok, ale też się nie zachwycam, ani nie obiecuje powrotów po zamknięciu podsumowania. Fun fact: myślałem, że kojarzę tę nazwę i że to jest generalnie dużo starszy zespół, ale heh, myliło mi się z Soft Machine. SORRY. Mam jeszcze prośbę do Deva – nie odtruwaj mnie od świąt. Ja wiem, że jesteś Smutny Musiał (TM), ale nie wszyscy muszą być.
Antenne - Here to Go
Chwała, że Dragon nie chce nikogo odtruwać tym razem, bo ten typ też tak ma. Jestem kupiony już na samplowanych miotełkach, ale to nie koniec dobrego. Ledwo słyszalne basowe tło tworzy klimat, z czasem pojawiają się interesujące, kosmiczne efekty oraz przesterowane melodie na gitarze (której z początku nie rozpoznałem jako gitary, to jest dopiero sztuka). Uspokajam, że skojarzenia z Portisami same by mi przyszły do głowy, beż sugerowania się opisem, ale też nie mam zamiaru ciągnąć tego tematu, my wiemy i tyle. Zgadzam się z Murzynem, że to ma vibe Twin Peaks, widziałbym ten duet grający podczas napisów w 3 sezonie. To jest zdecydowanie jedna z najlepszych wrzut Smoka w bestkach. Nie mam w sumie żadnych zastrzeżeń, kawałek jest piękny, przez niego się płynie. Nie jest łatwo znaleźć jakieś informacje o zespole w necie, tzn. czyt. nie ma strony na wikipedii, itd. Czuję się zachęcony żeby sprawdzić więcej, zdaję sobie sprawę, że to może być ślepy zaułek, ale czemu nie zaryzykować. W każdym razie, doskonała wrzuca od Dragona, masz Pan passe, więc zakładam że zaraz dostanę w ryja tik-tokiem, bo za dużo tych pochwał.
Alice in Chains - Them Bones
No to prawda, Mentos idzie trochę na łatwiznę, bo rzeczywiście nie znam nikogo, kto by nie lubił Alice in Chains (nawet jeśli tylko „Nutshell”). Ja się nie będę sprzeczał, lubię Alice in Chains, i o dziwo często zdarza mi się słuchać zimą tego typu muzyki. To jest taki ciepły rock, te gitary mają w sobie coś przyjemnego, jak siedzenie przy kominku, czy coś. Pokrętła skręcone na low, odpowiednie przetworniki do wywołania efektu kocyka. To nie jest kominkowa muzyka, ale w sumie, gdyby odpowiednio podkręcić żar, dolać trochę benzyny. To jest taki muzyczny walec (ale nie w sensie muzycznym, ROZUMIECIE), który jedzie, rozjeżdża wszystko na swojej drodze i nie da się go zatrzymać. Ten kawałek mógłby tak się toczyć wieczność, ale gaśnie sam z siebie, trochę jakby się ta benzyna skończyła. I jest ok, mimo że to tylko 2 minuty z hakiem (ale czy trzeba więcej?). Poznałem AiCh w liceum (a kiedy xD), kiedy mój kolega, metal, podał mi na przerwie słuchawkę i puścił, hehe, oczywiście „Nutshell”. On przeżywał wtedy brejkap z dziewczyną, która zresztą chodziła z nami do klasy, oni się znali wcześniej i wiecie, liceum, dziecięciem będąc, itd. Poprosiłem go wtedy żeby mi wypalił dyskografię na cd-r’a (większość tutaj wie jak to było), to były jakiejś podłej jakości mp3, ale słuchałem tego mocno w domu, to było jakoś na przełomie 2003 i 2004 r. Jestem chyba odrobinę starszym pokoleniem i tego typu muzykę sprzedawały mi smutne kuce na szkolnym korytarzu, a nie GTA. No nie ważne, w każdym razie szanuję, lubię, dobrze się słucha tego „Them Bones” i wielka okejka ode mnie, ale to było oczywiste.
Kolejka taka spoko. Na pierwszym miejscu Dragon, z jedną z najlepszych wrzut ever. Potem Murzyn z Kejno i Mentos ze Stanem, tu łatwe okejki bo znam wykonawców, a i utwory wybrane nieźle. Dev widzę postanowił wstawać z kolan stopniowo, więc liczę, że to Soft Moon to taki etap przejściowy i następna wrzuta będzie miała już kompletny rigcz. Wujek niestety mnie nie porwał utworem wyplutym przez generic radio pop generatora, ale nie ma tragedii.
Nie spodziewałem się zobaczyć Kano w tej bestce, bo wydawało mi się, że to dosyć niszowy raper, ale z drugiej strony sam fakt, że ja go znam, świadczy jednak o czymś innym. Rap gościa to taki trochę czarny-Eminem, ale z mniejsza ilością zgrywy w głosie. Nie mam teraz szczególnie ochoty na hip-hopy, zwłaszcza współcześniejsze, szybsze i bardziej agresywne, ale dla Kano zrobię wyjątek, bo po prostu gościa lubię. Bit jest fajny, rap jest spoko, podobają mi się te wokalizy w tle i prostota całej kompozycji. Może tło jest trochę zbyt elektroniczne i poszatkowane, ale to jest po prostu moja preferencja na dzisiejszy dzień, biorę to pod uwagę. Synthy pachną trochę zimą. Ok, odgłosy strzałów już zahaczają o totalną żenuę, ale nie każdy czarny raper ma jaja żeby z tego zrezygnować, bo inaczej czarni słuchacze z getta by się oburzyli. Zgadzam się z Murzynem, że brzmi to unikatowo, na pewno na tle tego co Jacek prezentował do tej pory w kategorii hip-hop. Anyway, spoko wrzuta, daję okejkę!
SARSA - Zapomnij mi
Wujek to się lubi tłumaczyć. Wrzuca numer Srarsy, ale żebyśmy czasem nie pomyśleli, że jest jakimś fanem, czy co, bo jeszcze się w Orzyszu rozejdzie, że Artur słucha Sarsy xD Ja się nie znam na Sarsie, kojarze, że jest jeden kawałek, który uważałem za spoko, ale nie znam nawet jego tytułu, co już świadczy o tym, że moja sympatia do tego numeru ogranicza się do tolerancji kiedy leci w radiu, a nie żeby słuchać z własnej woli. „Zapomnij mi” jest takie, heh, no nie wiem nawet jakie, chyba po prostu trochę nijakie. Mam wrażenie, że to jest typowy przykład radiowego polskiego kawałka, one wszystkie są do siebie koszmarnie podobne, takie do pobujania się na jakimś rozdaniu nic nie znaczących nagród dla polskich wykonawców, w jakiś amfiteatrze, z januszami w publice i obowiązkową transmisją w piątek wieczorem na TVP. Wujowi polecam jednak słuchać więcej polskiej muzyki, bo myślę, że jako naród potrafimy robić lepsze rzeczy niż generic damski pościelowy pop. To by mogła być Sylwia Grzeszak, Ania Dąbrowska, Sylwia Wiśniewska, itd., dałbym się nabrać na wszystko (chociaż akurat Grzeszczak i Dąbrowska mają fajne kawałki i trochę bardziej rozpoznawalne głosy). No wybacz Wujku, nie kręci mnie ta piosenka, ani wykonanie. Nie będę hejtował, bo jest mi ten utwór kompletnie obojętny.
The Soft Moon - Crush
Kto prosił o odtrutke na świąteczny klimat lol. Pewnie Dragon i Mentos, jak znam życie, ale ja akurat nie i dziwię się, że akurat Dev chce kogokolwiek odtruwać od świąt, to jest jeden z największych fanów Bożego Narodzenia, jakiego znam. No, ale wychodzi na to, że nic nie wiem o ludziach, a Warszawa potrafi zgnoić każdego. Mam jednego scrobbla Soft Moon, numeru „It Kills”, który przesłuchałem w styczniu 2018 r. Nie mam pojęcia skąd to się wzięło wtedy w playliście, samego kawałka też nie pamiętam. Dev twierdzi, że 10 lat temu zjechałem coś, co mi włączył, możliwe, że tak było, ja wtedy zjeżdżałem wiele rzeczy, które mi puszczał. Ja się pytam, gdzie był Musiał z takimi utworami w październiku, czy listopadzie? Nigdzie, bo kawałek kojarzy mu się z grudniem, tusze. Niestety widzę z drugiej strony barykady, że chyba lepiej celować w aurę niż własne wspomnienia. Albo się uprzeć i robić swoje. (Yeah) whatever. Ogólnie kawałek jest ok. Brzmi strasznie płasko, ale to oficjalna wrzuta YT, więc chyba tak ma być. Motorycznie, zimnofalowo, post-punkowo nawet. No, generalnie brzmienie jest bardzo spoko. Największy problem tego kawałka, to chyba to, że jest po prostu trochę nudny. Wejście wokalu w 2:30 każe sobie zadać pytanie: po co? Po co wchodzić z wokalem, który jest raczej słaby i nic nie wnosi do numeru? Jako instrumental podobałoby mi się to bardziej. Końcówka taka trochę zalatująca nieco bardziej hardcorową wersją Clan of Xymox z czasów 4AD. Niby fajne, ale brakuje tu tego czegoś, co np. ma wspomniany Koks, albo nawet Bauhaus. Darcie ryja i post-punkowanie dla samego darcia ryja i post-punkowania bywa spoko, ale tutaj mam wrażenie, że to nie do końca działa. Może to dlatego, że projekt zaczął w 2009 r. i to jest po prostu imitacja jakiegoś brzmienia, ale bez zrozumienia tego skąd się ono wywodzi. Nie wiem. Dla mnie to jest neutralna wrzuta, nie zjade jej, bo jest ogólnie ok, ale też się nie zachwycam, ani nie obiecuje powrotów po zamknięciu podsumowania. Fun fact: myślałem, że kojarzę tę nazwę i że to jest generalnie dużo starszy zespół, ale heh, myliło mi się z Soft Machine. SORRY. Mam jeszcze prośbę do Deva – nie odtruwaj mnie od świąt. Ja wiem, że jesteś Smutny Musiał (TM), ale nie wszyscy muszą być.
Antenne - Here to Go
Chwała, że Dragon nie chce nikogo odtruwać tym razem, bo ten typ też tak ma. Jestem kupiony już na samplowanych miotełkach, ale to nie koniec dobrego. Ledwo słyszalne basowe tło tworzy klimat, z czasem pojawiają się interesujące, kosmiczne efekty oraz przesterowane melodie na gitarze (której z początku nie rozpoznałem jako gitary, to jest dopiero sztuka). Uspokajam, że skojarzenia z Portisami same by mi przyszły do głowy, beż sugerowania się opisem, ale też nie mam zamiaru ciągnąć tego tematu, my wiemy i tyle. Zgadzam się z Murzynem, że to ma vibe Twin Peaks, widziałbym ten duet grający podczas napisów w 3 sezonie. To jest zdecydowanie jedna z najlepszych wrzut Smoka w bestkach. Nie mam w sumie żadnych zastrzeżeń, kawałek jest piękny, przez niego się płynie. Nie jest łatwo znaleźć jakieś informacje o zespole w necie, tzn. czyt. nie ma strony na wikipedii, itd. Czuję się zachęcony żeby sprawdzić więcej, zdaję sobie sprawę, że to może być ślepy zaułek, ale czemu nie zaryzykować. W każdym razie, doskonała wrzuca od Dragona, masz Pan passe, więc zakładam że zaraz dostanę w ryja tik-tokiem, bo za dużo tych pochwał.
Alice in Chains - Them Bones
No to prawda, Mentos idzie trochę na łatwiznę, bo rzeczywiście nie znam nikogo, kto by nie lubił Alice in Chains (nawet jeśli tylko „Nutshell”). Ja się nie będę sprzeczał, lubię Alice in Chains, i o dziwo często zdarza mi się słuchać zimą tego typu muzyki. To jest taki ciepły rock, te gitary mają w sobie coś przyjemnego, jak siedzenie przy kominku, czy coś. Pokrętła skręcone na low, odpowiednie przetworniki do wywołania efektu kocyka. To nie jest kominkowa muzyka, ale w sumie, gdyby odpowiednio podkręcić żar, dolać trochę benzyny. To jest taki muzyczny walec (ale nie w sensie muzycznym, ROZUMIECIE), który jedzie, rozjeżdża wszystko na swojej drodze i nie da się go zatrzymać. Ten kawałek mógłby tak się toczyć wieczność, ale gaśnie sam z siebie, trochę jakby się ta benzyna skończyła. I jest ok, mimo że to tylko 2 minuty z hakiem (ale czy trzeba więcej?). Poznałem AiCh w liceum (a kiedy xD), kiedy mój kolega, metal, podał mi na przerwie słuchawkę i puścił, hehe, oczywiście „Nutshell”. On przeżywał wtedy brejkap z dziewczyną, która zresztą chodziła z nami do klasy, oni się znali wcześniej i wiecie, liceum, dziecięciem będąc, itd. Poprosiłem go wtedy żeby mi wypalił dyskografię na cd-r’a (większość tutaj wie jak to było), to były jakiejś podłej jakości mp3, ale słuchałem tego mocno w domu, to było jakoś na przełomie 2003 i 2004 r. Jestem chyba odrobinę starszym pokoleniem i tego typu muzykę sprzedawały mi smutne kuce na szkolnym korytarzu, a nie GTA. No nie ważne, w każdym razie szanuję, lubię, dobrze się słucha tego „Them Bones” i wielka okejka ode mnie, ale to było oczywiste.
Kolejka taka spoko. Na pierwszym miejscu Dragon, z jedną z najlepszych wrzut ever. Potem Murzyn z Kejno i Mentos ze Stanem, tu łatwe okejki bo znam wykonawców, a i utwory wybrane nieźle. Dev widzę postanowił wstawać z kolan stopniowo, więc liczę, że to Soft Moon to taki etap przejściowy i następna wrzuta będzie miała już kompletny rigcz. Wujek niestety mnie nie porwał utworem wyplutym przez generic radio pop generatora, ale nie ma tragedii.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
kano Good Youtes Walk Amongst Evil
Chyba najbardziej hipsterska wrzutka Mudżyna w bestce. Ładny wyciąg encyklopedyczny, jak dla mnie pomieszane jest tutaj absolutnie wszystko to, co zostało wymienione. Połamany rytm, lekko vaporowe brzmienie. Do tego nie za dużo basu, choć robi czasami lekkie spustoszenie w uszach. Najgorszym elementem jest tutaj nawijka, która na tak technicznym i charakternym podkładzie brzmi jak seria z karabinu maszynowego. Nie do końca się połapałem, a w momentach dodatkowych okrzyków wręcz poddałem. Refrenik na tle reszty bez szału, też przelatuje bezszelestnie przez uszy. Przynajmniej bit złoto, tu jest naprawdę blisko takiego Stotta czy Ital Tek. Grime wydawał mi się bardziej agresywny, a jednocześnie nie tak skomplikowany, paradoksalnie łatwiej przyswajalny. No czasem tak bywa, ostatnia solowa płyta Sokoła też ma dobrą produkcję, tylko sam raper nie dojechał na właściwą stację.
Goblin Tenebre
Lubię Gobliny, bo lubię klasyczną Suspirię. Z tego powodu przed odsłuchem całkiem ciepłe odczucia i oczekiwania. Słychać lata 70' pełną gębą. Pal licho ten disco sznyt, ale pasaże klawiszowe rodem z kościoła obok wokalu potraktowanego vocoderem? Akurat w przypadku końca tamtej dekady to był już całkiem popularny zabieg stylistyczny. Zbiór wielu sprzeczności. Niby motywy syntezatorowe, charaktertystyczne mroczne hooki idealne pod horrory, a z drugiej strony zupełnie generyczna i nijaka warstwa disco. Nie jest to taki mrok pełną gębą, więc całość brzmi zaskakująco spójnie, no ale te elementy nie za bardzo mi siadły. Z obrazkiem filmowym pasuje znacznie lepiej. Musi być lekko kiczowato, choć nie brakuje realnie wytworzonego (choćby częściowo) uczucia niepokoju. W przypadku takiej muzyki i tak dość wyraźnie wybija się na tle obrazka, ale aż tak nie przytłacza i wytraca uwagi. Czyli robi robotę. Do soundtracku Suspirii nie wracam. Nie oznacza to jednak, że mi się nie podobał. Tu ostatecznie jest całkiem podobnie.
Sarsa Zapomnij mi
Jak dla mnie to bardziej kwestia pewnej małej hipokryzji, gdy Wujas krytykuje i narzeka, a potem regularnie wrzuca przedstawicieli danego nurtu czy w ogóle zjawiska kultury, które piętnuje, ale czasem też śmieszy, fakt. Sarsę kojarzę za sprawą okropnego singla Naucz mnie. Tutaj też jest subtelne połączenie emo-gimnazjalnej energii emocjonalnej z dość porządką, ale zupełnie zwyczajnie popową produkcją - przynajmniej ten kawałek jakoś mi się spodobał. Zwrotek nie jestem w stanie rozkminić. Tyle dobrego, że stanowią strawne przejście do najprzyjemniejszego fragmentu, czyli refrenu. Ładnie tutaj płynie wokal, robi się całkiem pościelowo. Jest w tym taka energia zdystansowania, rozliczenia. Teraz jest przestrzeń, bym mógł na to w ten sposób spojrzeć. Na pewno najłatwiejszy kawałek z całej stawki, przyjemnie się wracało za każdym razem. Jaca ma rację ze skojarzeniami z rom-komem... Kiedyś znacznie częściej oglądałem kanał Sfilmowanych. W swoim czasie zrecenzowali Porady na zdrady i właśnie w tej produkcji wykorzystano wrzucany przez wujasa kawałek xD Fragment tego refrenu znalazł się w recenzji, więc to niby nie jest mój pierwszy kontakt z, ale całości nigdy nie słyszałem. Nie mam nic przeciwko obecności takich piosenek w największych rozgłośniach radiowych. Lepsze to niż chujowe klubowe remiksy klasyki czy wieśniacki dance. Nieśmiały kciuk w górę dla Sarsy.
BTW podoba mi się ta okładka. W takim imidżu blisko jej do potężnej Olgi Mysłowskiej.
The Soft Moon Crush
Pamiętam jak przez mgłę (w stylu dzisiejszej) Warszawę wyglądającą jak z opisu Musiała. Młody człowiek tyle o niej słyszał, a potem jakoś na początku podstawówki tam pojechał i zderzył się z podobnie zastanymi najtisami miejscami jak w Wałbrzychu. Tramwaje, autobusy, infrastruktura, architektura, Jarmark Europa. W takich okolicznościach muzyka w stylu Soft Moon narzuca się wręcz automatycznie, gdy nie ma pod ręką Siekiery czy innych Mittfochów. Po tylu post-punkowych wrzutkach to jednak przypomina picie herbaty parzonej po raz kolejny z tego samego woreczka. Ze względu na kontekst będę wyrozumiały. W zasadzie całość zaczyna się po dwóch minutach, bo do tej pory mamy do czynienia z całkiem niezłe zrobionym instrumentalem w ramach stylistycznej konwencji. Gitarowy jazgot, motoryczne dudnienie, doomerski klimat. Potem jeszcze wjeżdża zduszony wokal, który za pierwszym razem mnie zaskoczył. Nie wiem czy jest potrzebny czy nie, gdy się pojawia nie mamy szczególnej zmiany, ewolucji. Całkiem jednowymiarowy numer. Lubię odtrutki świąteczne, choć w tym roku jakoś ten klimat nawet nie chce się udzielić, więc jest jak jest. Wciąż wolę rzeczy pokroju Ice Ages by dev, sorry
Alice in Chains Them Bones
Coś musi być w tym powszechnym szacunku dla AiC. Wcale się temu nie dziwię, może całe Dirt nie siadło mi zbyt dobrze, ale wobec potężnego Would? trudno przejść obojętnie. Jeśli komuś słoń nie nadepnął na ucho i nie zdusił serducha, to musi mieć jakieś uznanie dla nich. Tytułu nie pamiętałem, dopóki nie odpaliłem nie pomógł mi nawet opis. W bestce padło już wiele numerów, ale ten jak mało który przypomina mi szybkie podróże samochodem po opustoszałych drogach San Andreas lub wspinaczki po Górze Chiliad. Szczególnie nocą, gdy aura poszczególnych miejsc kieruje podświadomość w stronę oczekiwania jakiegoś niepokojącego zdarzenia lub pojawienia się groźnej postaci, dziwnego zjawiska. Kiedy rozbijam się bryczką po mieście w rytm Them Bones czy innych bangerów z Radia X to co innego, ale w tych czasem mocno zamglonych, tajemniczych miejscach robiło się gęsto. Dzięki RYMowi mogę się podzielić informacją, że całe Dirt sprawdzałem na samym początku pandemii. Jest w tym coś symbolicznego. Czas izolacji, dbania o swoje bezpieczeństwo, zdrowie, a elementem soundtracku tamtego okresu była płyta pozornie nieznana. Jakaś stabilność i tutaj musi być, gdy jej openerem jest tak dobrze znany kawałek. Czasem trudno odróżnić muzykę od kontekstu, z którym wiąże się pierwszy (lub regularny) kontakt. Relacja Seby jakoś pasuje mi do mojej powyższej opowieści, więc chyba zgrzytów nie ma. Krótki, zwarty kawałek, w którym zapakowano całkiem sporo i każdy użyty patent broni się znakomicie. Solóweczka gitarowa w środku jest trochę płaczliwa, ale to nie jest jakaś przytyk. Jakoś nie umiem szczegółowo opisywać samej muzyki w tym przypadku, nie będę się kopał z koniem. Bardzo dobry numer. A GTA San Andreas do tej pory sam w całości nie przeszedłem.
Kolejka różnych różności i odczuć względem rzucanych rzeczy. Chyba Soft Moony podobały mi się najmniej... Gobliny robią robotę solidnością, Kano ma przynajmniej bardzo dobry bit. Na żyletki AiC przed Sarsą, a co!
Chyba najbardziej hipsterska wrzutka Mudżyna w bestce. Ładny wyciąg encyklopedyczny, jak dla mnie pomieszane jest tutaj absolutnie wszystko to, co zostało wymienione. Połamany rytm, lekko vaporowe brzmienie. Do tego nie za dużo basu, choć robi czasami lekkie spustoszenie w uszach. Najgorszym elementem jest tutaj nawijka, która na tak technicznym i charakternym podkładzie brzmi jak seria z karabinu maszynowego. Nie do końca się połapałem, a w momentach dodatkowych okrzyków wręcz poddałem. Refrenik na tle reszty bez szału, też przelatuje bezszelestnie przez uszy. Przynajmniej bit złoto, tu jest naprawdę blisko takiego Stotta czy Ital Tek. Grime wydawał mi się bardziej agresywny, a jednocześnie nie tak skomplikowany, paradoksalnie łatwiej przyswajalny. No czasem tak bywa, ostatnia solowa płyta Sokoła też ma dobrą produkcję, tylko sam raper nie dojechał na właściwą stację.
Goblin Tenebre
Lubię Gobliny, bo lubię klasyczną Suspirię. Z tego powodu przed odsłuchem całkiem ciepłe odczucia i oczekiwania. Słychać lata 70' pełną gębą. Pal licho ten disco sznyt, ale pasaże klawiszowe rodem z kościoła obok wokalu potraktowanego vocoderem? Akurat w przypadku końca tamtej dekady to był już całkiem popularny zabieg stylistyczny. Zbiór wielu sprzeczności. Niby motywy syntezatorowe, charaktertystyczne mroczne hooki idealne pod horrory, a z drugiej strony zupełnie generyczna i nijaka warstwa disco. Nie jest to taki mrok pełną gębą, więc całość brzmi zaskakująco spójnie, no ale te elementy nie za bardzo mi siadły. Z obrazkiem filmowym pasuje znacznie lepiej. Musi być lekko kiczowato, choć nie brakuje realnie wytworzonego (choćby częściowo) uczucia niepokoju. W przypadku takiej muzyki i tak dość wyraźnie wybija się na tle obrazka, ale aż tak nie przytłacza i wytraca uwagi. Czyli robi robotę. Do soundtracku Suspirii nie wracam. Nie oznacza to jednak, że mi się nie podobał. Tu ostatecznie jest całkiem podobnie.
Sarsa Zapomnij mi
Jak dla mnie to bardziej kwestia pewnej małej hipokryzji, gdy Wujas krytykuje i narzeka, a potem regularnie wrzuca przedstawicieli danego nurtu czy w ogóle zjawiska kultury, które piętnuje, ale czasem też śmieszy, fakt. Sarsę kojarzę za sprawą okropnego singla Naucz mnie. Tutaj też jest subtelne połączenie emo-gimnazjalnej energii emocjonalnej z dość porządką, ale zupełnie zwyczajnie popową produkcją - przynajmniej ten kawałek jakoś mi się spodobał. Zwrotek nie jestem w stanie rozkminić. Tyle dobrego, że stanowią strawne przejście do najprzyjemniejszego fragmentu, czyli refrenu. Ładnie tutaj płynie wokal, robi się całkiem pościelowo. Jest w tym taka energia zdystansowania, rozliczenia. Teraz jest przestrzeń, bym mógł na to w ten sposób spojrzeć. Na pewno najłatwiejszy kawałek z całej stawki, przyjemnie się wracało za każdym razem. Jaca ma rację ze skojarzeniami z rom-komem... Kiedyś znacznie częściej oglądałem kanał Sfilmowanych. W swoim czasie zrecenzowali Porady na zdrady i właśnie w tej produkcji wykorzystano wrzucany przez wujasa kawałek xD Fragment tego refrenu znalazł się w recenzji, więc to niby nie jest mój pierwszy kontakt z, ale całości nigdy nie słyszałem. Nie mam nic przeciwko obecności takich piosenek w największych rozgłośniach radiowych. Lepsze to niż chujowe klubowe remiksy klasyki czy wieśniacki dance. Nieśmiały kciuk w górę dla Sarsy.
BTW podoba mi się ta okładka. W takim imidżu blisko jej do potężnej Olgi Mysłowskiej.
The Soft Moon Crush
Pamiętam jak przez mgłę (w stylu dzisiejszej) Warszawę wyglądającą jak z opisu Musiała. Młody człowiek tyle o niej słyszał, a potem jakoś na początku podstawówki tam pojechał i zderzył się z podobnie zastanymi najtisami miejscami jak w Wałbrzychu. Tramwaje, autobusy, infrastruktura, architektura, Jarmark Europa. W takich okolicznościach muzyka w stylu Soft Moon narzuca się wręcz automatycznie, gdy nie ma pod ręką Siekiery czy innych Mittfochów. Po tylu post-punkowych wrzutkach to jednak przypomina picie herbaty parzonej po raz kolejny z tego samego woreczka. Ze względu na kontekst będę wyrozumiały. W zasadzie całość zaczyna się po dwóch minutach, bo do tej pory mamy do czynienia z całkiem niezłe zrobionym instrumentalem w ramach stylistycznej konwencji. Gitarowy jazgot, motoryczne dudnienie, doomerski klimat. Potem jeszcze wjeżdża zduszony wokal, który za pierwszym razem mnie zaskoczył. Nie wiem czy jest potrzebny czy nie, gdy się pojawia nie mamy szczególnej zmiany, ewolucji. Całkiem jednowymiarowy numer. Lubię odtrutki świąteczne, choć w tym roku jakoś ten klimat nawet nie chce się udzielić, więc jest jak jest. Wciąż wolę rzeczy pokroju Ice Ages by dev, sorry
Alice in Chains Them Bones
Coś musi być w tym powszechnym szacunku dla AiC. Wcale się temu nie dziwię, może całe Dirt nie siadło mi zbyt dobrze, ale wobec potężnego Would? trudno przejść obojętnie. Jeśli komuś słoń nie nadepnął na ucho i nie zdusił serducha, to musi mieć jakieś uznanie dla nich. Tytułu nie pamiętałem, dopóki nie odpaliłem nie pomógł mi nawet opis. W bestce padło już wiele numerów, ale ten jak mało który przypomina mi szybkie podróże samochodem po opustoszałych drogach San Andreas lub wspinaczki po Górze Chiliad. Szczególnie nocą, gdy aura poszczególnych miejsc kieruje podświadomość w stronę oczekiwania jakiegoś niepokojącego zdarzenia lub pojawienia się groźnej postaci, dziwnego zjawiska. Kiedy rozbijam się bryczką po mieście w rytm Them Bones czy innych bangerów z Radia X to co innego, ale w tych czasem mocno zamglonych, tajemniczych miejscach robiło się gęsto. Dzięki RYMowi mogę się podzielić informacją, że całe Dirt sprawdzałem na samym początku pandemii. Jest w tym coś symbolicznego. Czas izolacji, dbania o swoje bezpieczeństwo, zdrowie, a elementem soundtracku tamtego okresu była płyta pozornie nieznana. Jakaś stabilność i tutaj musi być, gdy jej openerem jest tak dobrze znany kawałek. Czasem trudno odróżnić muzykę od kontekstu, z którym wiąże się pierwszy (lub regularny) kontakt. Relacja Seby jakoś pasuje mi do mojej powyższej opowieści, więc chyba zgrzytów nie ma. Krótki, zwarty kawałek, w którym zapakowano całkiem sporo i każdy użyty patent broni się znakomicie. Solóweczka gitarowa w środku jest trochę płaczliwa, ale to nie jest jakaś przytyk. Jakoś nie umiem szczegółowo opisywać samej muzyki w tym przypadku, nie będę się kopał z koniem. Bardzo dobry numer. A GTA San Andreas do tej pory sam w całości nie przeszedłem.
Kolejka różnych różności i odczuć względem rzucanych rzeczy. Chyba Soft Moony podobały mi się najmniej... Gobliny robią robotę solidnością, Kano ma przynajmniej bardzo dobry bit. Na żyletki AiC przed Sarsą, a co!
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
DYSKRETNIE przypomnę, że umawialiśmy na dziś na zakończenie tej kolejki. Zapraszam Musiała (który obiecał dziś być), Wujka i Mentiego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Kano - Good Youtes Walk Among Evil
O pierunie, jaka karuzela dźwiękowa. Pogubiłem się przy każdej próbie odsłuchu, i w ogóle trochę beka, jak czytam o tym, że Kano to taki "czarny Eminem", albowiem głos gościa brzmi mi na... białasa, nie wiem, dlaczego xD ot, po prostu. Dziwne to, jakby ktoś pożenił wrzuty Dragona z wrzutami Murzyna, i jeszcze dorzucił trochę "klasycznych syntezatorowych brzmień" z ejtisowej stajni Musiała. Bardzo specyficzne, jednocześnie dość przyjemne, faktycznie, tak jak napisał Hien, jest w tym coś z zimy (nawet przez dłuższą chwilę walił dziś rano śnieg na Pradze, ale już go nie ma). Najbardziej melodyjne było "everyday" powtarzane na samym końcu, kiedy dało się złapać jakąś strukturę tego numeru. Bit pogliczowany, że głowa boli, klawisz out of sync, dobre do słuchania na lekkim haju może. Ale musi mi wystarczyć stołeczny smog, still me like it, chociaż to zdecydowanie wzięło z zaskoczenia.
Goblin - Tenebre
Nie będę aż tak pryncypialny, więc użyję nazwy "Goblin", choć w teorii to nie do końca Goblin, za to będę wytykał hipokryzję, i "MUSIAŁ, DLACZEGO NIE WRZUCIŁEŚ TEGO NA HALLOWEEN/ŚWIĘTA/LATO/SRATO/UTRATĘ DZIEWICTWA/WYBUCH WOJNY", a tu kol. Kurek zapodaje diabelskimi dziadami (dosłownie, te organy w tle brzmią jak z soundtracku do cmentarnego levelu w platformówce Gex, względnie niczym z numeru Heinerklinge Jeffa van Dycka i Sakiego Kaskasa do NFS2, na marginesie, Hien, nie wspominałeś właśnie tego brzmienia, jak słuchaliśmy Heinerklinge wracając w Wroca?) TUŻ PRZED BOŻYM NARODZENIEM. I jeszcze bezczelnie się z tym nie kryje. No dobra, ale do rzeczy. Po pierwsze, fajny numer, trąci dicho na kilometr, ktoś mógłby mi to sprzedać jako studyjny odprysk od Bee Geesów, zanim Robin zdecydował się na full-time solową karierę. Niby tego progu trochę tu jest, ale jest on bardzo delikatny i imho ledwie zauważalny, ważniejsza jest warstwa soundtrackowa. Te organy robią niesamowitą robotę, poza tym okrutnie szanuję perkę, wkręca się razem z basem strasznie, no, ale tak to już jest z DISKO (DLA DISKO ZROBIĘ WSZYSTKO), nieziemsko klimatyczny utwór. Jaram się, choć filmu oczywiście nie znam, nie widziałem, może obejrzę kiedyśtam (może w niedzielę, jak dobrze pójdzie, obejrzę film besktowy, bo ile można), ale jeśli miałbym się kierować samym ostem (a i tak nie mogę, bo przecież Argento znam już z Suspirii), to zdecydowanie warto.
Sarsa - Zapomnij Mi
Mam odczucia podobne do przedpiszących, albowiem numer Naucz Mnie zabił we mnie resztki wrażliwości na jakąkolwiek polską muzykę, przypomniał, dlaczego swoje teksty piszę po angielsku i sprawił, że rzygam już KAŻDYM nowym polskojęzycznym artystą (bardziej inkluzywnie: osobą artystyczną). Co prawda o moje prywatne 1-sze miejsce biją się od dłuższego czasu Sanah, Taco Hemingway i Zdechły Osa, ale też konkurencja jest silna. Dobra, to co z tymi podobnymi odczuciami? Primo, lekkie samozaoranie Shodana, no ale to raz nie pierwszy, i podejrzewam, że nie ostatni xD Ratuje się o tyle, że ten numer nie jest AŻ TAK straszny, jak bym się spodziewał, jej wokal aż tak nie męczy, co więcej, brzmi mi... zupełnie inaczej niż w tych innych paru kawałkach, jakie od niej znam. Refren się faktycznie nieco wybija, nie jest nie wiadomo jaki, ale ładnie kontrastuje z resztą utworu (a raczej go podkreśla). Tekst jakiś taki mamrotany, ale nie cierpię bardzo próbując się w niego wsłuchiwać, ot takie radiowe granie w sam raz w standardzie Polski A i pół, do radio i do puszczania w herbaciarni. Daję... meh, ale nie do końca, bo jednak spodziewałem się czegoś sporo gorszego xD Za Ale Jazz opuściłbym to forum, przysięgam.
Antenne - Here to Go
No no no, muszę przyznać, że ze swoim opisem Dragon wstrzelił się wprost IDEALNIE, albowiem czytając go i słuchając tego numeru wprost bezproblemowo odnalazłem się w zapodanym przezeń settingu - wyobraziłem sobie siebie samego idącego ulicami Wałbrzycha, koniecznie jakichś wypizdowatych okolic (np. tam, gdzie dworzec WAŁBRZYCH GŁÓWNY Z KTÓREGO UCIEKŁ MI POCIĄG BO NIE BYŁO GDZIE ZAPARKOWAĆ AAA), jest szaro i buro, śnieg leży, całe zaspy, ale to już jest śnieg w kolorze Polski, patrzą na mnie oczy kamienic (credits to Łukasz Lach), a raczej wyziewa z nich pustka, bramy cuchną wilgocią i starością, pojedyncze pomarańczowe sodówki dodają tylko trupiego charakteru, z kominów wali gryzący dym, który zatruwa mi płuca nie mniej, niż ćmiony powoli czerwony marlboras. Atmosfera jest eerie af, nikogo w zasięgu wzroku choć oko wykol, taki obrazek wczesnego grudnia w dowolnym poradzieckim kraju Europy Wschodniej bądź Azji Centralnej (uwielbiałem oglądać takie zdjęcia z tych miejsc). Gdzieś w czyimś mieszkaniu gra trzeszczące radio, gdzieś w studni stoi syrenka bez kół, na stosikach z cegieł... Obłędny jest ten numer pod tym względem, klimat buduje od pierwszych dźwięków, ta perka robi niesamowitą robotę. Przypomina mi w ogóle muzyczkę, która leciała w tle w Maksie Paynie 2, poziom z tym creepy "parkiem rozrywki", gdzie chowała się Mona. Mówię oczywiście o pierwszej eksploracji, potem robi się tam niezła rozpierducha. Ten kawałek jest... polski na wskroś, naprawdę. Feelsuję, reluję i takie tam, idealna dawka mroku do godziny 16 w grudniu. Chyba pójdę dziś na spacer na jeszcze niezgentryfikowane fragmenty Pragi. Będzie czad (dosłownie lol).
Alice in Chains - Them Bones
Byłem ciekaw, kto pierwszy wrzuci tutaj AiC. To jest taki zespół, że ja przede wszystkim wiedziałem, że istnieje, i że to klasycy grunge'u. Ale to nie była nigdy za bardzo moja muzyka, dość powiedzieć zresztą, tak naprawdę to unikałem jej jak ognia lol. Zmieniło się trochę pod wpływem mojej pierwszej warszawskiej dziewczyny<TM>, co rok temu zadedykowałem jej pewną hipsterską wrzutkę. Ona w ogóle słuchała bardzo różnych rzeczy, od polskiego undergroundowego rapu, po mocniejszą elektronikę, ale też jakaś tam indie alternatywa (sprzedała mi Foalsów np.), niemniej jednak jej all time favourite zespołem pozostawało właśnie Alice in Chains, a za Staleyem płakała niejednokrotnie. Nie raz żeśmy słuchali, najczęściej Would?, za którym wprost szalała, ale ten numer też mi się teraz przypomniał. Obydwa kawałki zresztą pochodzą z tej samej płyty i musieliśmy słuchać tego właśnie z płyty w moim starym aucie. Kiedy usłyszałem to pierwszy raz? W aucie właśnie? Może puszczała mi to z telefonu? Może obowiązkowy element rytualny podczas leżenia na łóżku w oszczędnych ilościach garderoby i jarania szlugów? Nie przypomnę sobie, ale przypomniałem sobie sam numer, to już nieźle. I powiem, że mi się podoba (czyli musiał mi się podobać już wtedy, albo po prostu chciałem się podlizać), naprawdę, nie jest męczący jak np. Nirvana (w większości dla mnie). Staley trochę jęczy, ale ma też bardzo dobry wokal, gitary są bardzo spoko, żeby mi taką gitarową muzykę sprzedawano jak byłem dzieciakiem, a nie, kurde, Iron Maiden...
Proszę Państwa, dobra kolejeczka, co ja będę mówił. Tylko Sarsa trochę odstaje, cała reszta... Goblin skradł mi serce, ale Antenne skradli mi duszę, nawet, jeśli ta składała się już głównie z benzo(alfa)pirenu. Przejdę się dziś powdychać palone opony.
O pierunie, jaka karuzela dźwiękowa. Pogubiłem się przy każdej próbie odsłuchu, i w ogóle trochę beka, jak czytam o tym, że Kano to taki "czarny Eminem", albowiem głos gościa brzmi mi na... białasa, nie wiem, dlaczego xD ot, po prostu. Dziwne to, jakby ktoś pożenił wrzuty Dragona z wrzutami Murzyna, i jeszcze dorzucił trochę "klasycznych syntezatorowych brzmień" z ejtisowej stajni Musiała. Bardzo specyficzne, jednocześnie dość przyjemne, faktycznie, tak jak napisał Hien, jest w tym coś z zimy (nawet przez dłuższą chwilę walił dziś rano śnieg na Pradze, ale już go nie ma). Najbardziej melodyjne było "everyday" powtarzane na samym końcu, kiedy dało się złapać jakąś strukturę tego numeru. Bit pogliczowany, że głowa boli, klawisz out of sync, dobre do słuchania na lekkim haju może. Ale musi mi wystarczyć stołeczny smog, still me like it, chociaż to zdecydowanie wzięło z zaskoczenia.
Goblin - Tenebre
Nie będę aż tak pryncypialny, więc użyję nazwy "Goblin", choć w teorii to nie do końca Goblin, za to będę wytykał hipokryzję, i "MUSIAŁ, DLACZEGO NIE WRZUCIŁEŚ TEGO NA HALLOWEEN/ŚWIĘTA/LATO/SRATO/UTRATĘ DZIEWICTWA/WYBUCH WOJNY", a tu kol. Kurek zapodaje diabelskimi dziadami (dosłownie, te organy w tle brzmią jak z soundtracku do cmentarnego levelu w platformówce Gex, względnie niczym z numeru Heinerklinge Jeffa van Dycka i Sakiego Kaskasa do NFS2, na marginesie, Hien, nie wspominałeś właśnie tego brzmienia, jak słuchaliśmy Heinerklinge wracając w Wroca?) TUŻ PRZED BOŻYM NARODZENIEM. I jeszcze bezczelnie się z tym nie kryje. No dobra, ale do rzeczy. Po pierwsze, fajny numer, trąci dicho na kilometr, ktoś mógłby mi to sprzedać jako studyjny odprysk od Bee Geesów, zanim Robin zdecydował się na full-time solową karierę. Niby tego progu trochę tu jest, ale jest on bardzo delikatny i imho ledwie zauważalny, ważniejsza jest warstwa soundtrackowa. Te organy robią niesamowitą robotę, poza tym okrutnie szanuję perkę, wkręca się razem z basem strasznie, no, ale tak to już jest z DISKO (DLA DISKO ZROBIĘ WSZYSTKO), nieziemsko klimatyczny utwór. Jaram się, choć filmu oczywiście nie znam, nie widziałem, może obejrzę kiedyśtam (może w niedzielę, jak dobrze pójdzie, obejrzę film besktowy, bo ile można), ale jeśli miałbym się kierować samym ostem (a i tak nie mogę, bo przecież Argento znam już z Suspirii), to zdecydowanie warto.
Sarsa - Zapomnij Mi
Mam odczucia podobne do przedpiszących, albowiem numer Naucz Mnie zabił we mnie resztki wrażliwości na jakąkolwiek polską muzykę, przypomniał, dlaczego swoje teksty piszę po angielsku i sprawił, że rzygam już KAŻDYM nowym polskojęzycznym artystą (bardziej inkluzywnie: osobą artystyczną). Co prawda o moje prywatne 1-sze miejsce biją się od dłuższego czasu Sanah, Taco Hemingway i Zdechły Osa, ale też konkurencja jest silna. Dobra, to co z tymi podobnymi odczuciami? Primo, lekkie samozaoranie Shodana, no ale to raz nie pierwszy, i podejrzewam, że nie ostatni xD Ratuje się o tyle, że ten numer nie jest AŻ TAK straszny, jak bym się spodziewał, jej wokal aż tak nie męczy, co więcej, brzmi mi... zupełnie inaczej niż w tych innych paru kawałkach, jakie od niej znam. Refren się faktycznie nieco wybija, nie jest nie wiadomo jaki, ale ładnie kontrastuje z resztą utworu (a raczej go podkreśla). Tekst jakiś taki mamrotany, ale nie cierpię bardzo próbując się w niego wsłuchiwać, ot takie radiowe granie w sam raz w standardzie Polski A i pół, do radio i do puszczania w herbaciarni. Daję... meh, ale nie do końca, bo jednak spodziewałem się czegoś sporo gorszego xD Za Ale Jazz opuściłbym to forum, przysięgam.
Antenne - Here to Go
No no no, muszę przyznać, że ze swoim opisem Dragon wstrzelił się wprost IDEALNIE, albowiem czytając go i słuchając tego numeru wprost bezproblemowo odnalazłem się w zapodanym przezeń settingu - wyobraziłem sobie siebie samego idącego ulicami Wałbrzycha, koniecznie jakichś wypizdowatych okolic (np. tam, gdzie dworzec WAŁBRZYCH GŁÓWNY Z KTÓREGO UCIEKŁ MI POCIĄG BO NIE BYŁO GDZIE ZAPARKOWAĆ AAA), jest szaro i buro, śnieg leży, całe zaspy, ale to już jest śnieg w kolorze Polski, patrzą na mnie oczy kamienic (credits to Łukasz Lach), a raczej wyziewa z nich pustka, bramy cuchną wilgocią i starością, pojedyncze pomarańczowe sodówki dodają tylko trupiego charakteru, z kominów wali gryzący dym, który zatruwa mi płuca nie mniej, niż ćmiony powoli czerwony marlboras. Atmosfera jest eerie af, nikogo w zasięgu wzroku choć oko wykol, taki obrazek wczesnego grudnia w dowolnym poradzieckim kraju Europy Wschodniej bądź Azji Centralnej (uwielbiałem oglądać takie zdjęcia z tych miejsc). Gdzieś w czyimś mieszkaniu gra trzeszczące radio, gdzieś w studni stoi syrenka bez kół, na stosikach z cegieł... Obłędny jest ten numer pod tym względem, klimat buduje od pierwszych dźwięków, ta perka robi niesamowitą robotę. Przypomina mi w ogóle muzyczkę, która leciała w tle w Maksie Paynie 2, poziom z tym creepy "parkiem rozrywki", gdzie chowała się Mona. Mówię oczywiście o pierwszej eksploracji, potem robi się tam niezła rozpierducha. Ten kawałek jest... polski na wskroś, naprawdę. Feelsuję, reluję i takie tam, idealna dawka mroku do godziny 16 w grudniu. Chyba pójdę dziś na spacer na jeszcze niezgentryfikowane fragmenty Pragi. Będzie czad (dosłownie lol).
Alice in Chains - Them Bones
Byłem ciekaw, kto pierwszy wrzuci tutaj AiC. To jest taki zespół, że ja przede wszystkim wiedziałem, że istnieje, i że to klasycy grunge'u. Ale to nie była nigdy za bardzo moja muzyka, dość powiedzieć zresztą, tak naprawdę to unikałem jej jak ognia lol. Zmieniło się trochę pod wpływem mojej pierwszej warszawskiej dziewczyny<TM>, co rok temu zadedykowałem jej pewną hipsterską wrzutkę. Ona w ogóle słuchała bardzo różnych rzeczy, od polskiego undergroundowego rapu, po mocniejszą elektronikę, ale też jakaś tam indie alternatywa (sprzedała mi Foalsów np.), niemniej jednak jej all time favourite zespołem pozostawało właśnie Alice in Chains, a za Staleyem płakała niejednokrotnie. Nie raz żeśmy słuchali, najczęściej Would?, za którym wprost szalała, ale ten numer też mi się teraz przypomniał. Obydwa kawałki zresztą pochodzą z tej samej płyty i musieliśmy słuchać tego właśnie z płyty w moim starym aucie. Kiedy usłyszałem to pierwszy raz? W aucie właśnie? Może puszczała mi to z telefonu? Może obowiązkowy element rytualny podczas leżenia na łóżku w oszczędnych ilościach garderoby i jarania szlugów? Nie przypomnę sobie, ale przypomniałem sobie sam numer, to już nieźle. I powiem, że mi się podoba (czyli musiał mi się podobać już wtedy, albo po prostu chciałem się podlizać), naprawdę, nie jest męczący jak np. Nirvana (w większości dla mnie). Staley trochę jęczy, ale ma też bardzo dobry wokal, gitary są bardzo spoko, żeby mi taką gitarową muzykę sprzedawano jak byłem dzieciakiem, a nie, kurde, Iron Maiden...
Proszę Państwa, dobra kolejeczka, co ja będę mówił. Tylko Sarsa trochę odstaje, cała reszta... Goblin skradł mi serce, ale Antenne skradli mi duszę, nawet, jeśli ta składała się już głównie z benzo(alfa)pirenu. Przejdę się dziś powdychać palone opony.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wątpię, ale już nie pamiętam, co ja wtedy mówiłem.devotional pisze:15 gru 2023 12:48Hien, nie wspominałeś właśnie tego brzmienia, jak słuchaliśmy Heinerklinge wracając w Wroca?)
Swoją drogą, ten bas w "Tenebre" mi maksymalnie przypomina bas Arkadiusza Żaka w numerach z debiutu Franka Kimono. Gdyby Korzyński produkował Goblin, to już by było grubo.
Dla chętnych wrzucam wideo z jednego z niewielu (a dwóch dostepnych na YT) występów tego składu xD
https://www.youtube.com/watch?v=5n4YnndEuhc
Tamten "Goblin" nie koncertował, choćby ze względu na brak nazwy, ale parę razy wystąpił z playbacku w TV, i to w/w wykonanie to kwintesencja. Warto choćby dla hipsterskiej bluzy Claudio Simonnettiego i creepy kukieł grających na bębnach.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dev co znaczy samozaoranie shodana?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To, że zalegasz z recenzjami.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
To, że sie zaorałeś.
ZGADNIJCIE CO, ZGADNIJCIE KTO
Kano - Good Youtes Walk Amongst Evil
Gdzieś mi się ostatnio obiło, że Londyn jest niesamowicie chujowym miejscem do życia, bo może i zarobki są tam niezłe, ale ceny przy tym tak kosmiczne, że nawet menagera średniego szczebla nie stać na zakup mieszkania tamże ani przemieszczanie się w inny sposób niż za pośrednictwem metra, a jedzenie dosłownie kosztuje majątek. Ja nie wiem, nie znam się, z domu nie wychodzę, ale jak ktoś może to niech potwierdzi. W każdym razie próbuję sobie w kontekście życia w takiej cywilizacyjnej puszczy ulokować gdzieś tego Kano i kurde... no nawet wchodzi. Grime to mi się kojarzy z byłą Muska, którą wrzucałem i nie ukrywam, że moja wiedza o istnieniu tego zjawiska ogranicza się do tego, że wiem o istnieniu tego zjawiska. I, kurde, fajne to - koleżka Murzyn notuje fajną serię, bo z tego co pamiętam, to jakoś regularnie go propsuję. Jeśli ten może i nieznośny dla życia każdego poniżej klasy wyżśzej średniej Londyn jest kulturowym tyglem, to to faktycznie jest jego solidny muzyczny reprezentant, bo brzmi jak mieszanina dwóch różnych muzycznych światów, ale sprawna, zgrabna i przyjemna, wyciągająca ekstrakt tego, z co z nich najlepsze. Duży props.
Goblin – Tenebre
Lata słyszałem o tym Goblinie, nawet mam flashbacka z jakiegoś 2017 jak wbijam randomowo na to forum, by napisać 5 postów i się zmyć i MUNLUP (wtedy znany przeze mnie jako Jakub) napisał mi w jakimś wątku o tym zespole. Nie zagłębiąłem się, bo to był okres, w którym raczej byłemżem odwrócon od rocka progresywnego, a fakt, że mowa o zespole z Włoch nieszczególnie mnie zachęcał do dalszego zagłębiania się. xd A, ten, fajen to. Koledzy z duetu Munlup&Murzyn (prawie jak Mann i Materna) w tej kolejce postanowili nas uraczyć totalnie randomowymi mashupami i tutaj też takowym dostaliśmy po pysku, bo jak inaczej nazwać PROGRESYWNE DISCO? Wyszło cudacznie, ale na pewno nie pokracznie, acz jednak faktycznie bardziej mi to pasi pod Halloween czy coś tego pokroju. Ale tak czy siak, jak to mawia młodzież, BAZA.
Sarsa - Zapomnij mi
Na tej okładce Sarsa wygląda niemal identycznie jak moja przyjaciółka z Łodzi lol. Tak w sumie piszę o tym nie wiadomo po co, bo szczerze mówiąc - nie wiem o czym tu pisać. No kawałek brzmi jak jedna z tych setek rzeczy, które przewijają się przez playlisty RMFów czy Zetek i jak se lecą w tle w biurze to są do przeżycia, ale też pod warunkiem, że nie za często. Piosenka jakich wiele, a poza tym polacy stworzyli mnóstwo dobrej muzyki i sam jej od cholery zapodawałem w tej bestce, więc bez takich mi tu...
The Soft Moon - Crush
W sumie to też nie potrzebowałem odtrutki na przedświąteczną atmosferę, bo ani wcale tego nie ma jakoś dużo, ani tym bardziej mnie to nie drażni, ba, własciwie to się cieszę, że będę miał pretekst do ruszenia dupy z piwnicy i ODPOCZYNKU, bo potrzebuje go jak kania dżdżu. The Soft Moon trąci mi jakimś porcysem, tj. coś mi ta nazwa mówi i nie wykluczam, że mogłem nawet być na jakimś ich koncercie na offie, którego nie pamiętam, ale w życiu tego nie słuchałem sam z siebie. A to bardzo fajne, BRUDNE, noisowe granie. Mimo, iż jestem w dobrym nastroju mam ochotę na rasowy i czysty (czyli brudny) post-punk i to jest dokładnie to, czego poczebowałem. Dodaję debiut do obadania na świętego któregoś. Świetna wrzuta, duża okejka.
Antenne - Here to Go
Kolejkę kończymy (no, powiedzmy...) wrzutą tak niszową, że aż kolega Robert musiał ją wrzucić na jutuby. Doskonale pamiętam czasy podróży busikami z relatywnie dużej miejscowości do tej ciut mniejszej i w takowych spędziłem w pewnym okresie bardzo dużo czasu - myślę, że w swoim czasie poświęcę im jakąś wrzutę, bo jednak w trakcie tych godzin spędzonych w tych puszkach poznałem niejeden album, przeczytałem niejedną książkę oraz obejrzałem niejeden serial. Kolega propozycji... tfu, propozycja kolegi Roberta brzmi jak Portishead i nie brzmi jednocześnie, bo z jednej - wokal dość podobny, ogólny vibe i klimat też, ale z drugiej strony - w Portisheadzie nie było rzeczy tak intensywnych jak ten basowy motyw, który przebrzmiewa przez cały ten kawałek. Lakonicznie stwierdzę, że po prostu to jest ładne i tyle. Odnoszę na półkę z rzeczami poprawnymi i niezłymi, ale słowem klucz jest ODNOSZĘ, a nie ciskam krążkiem o regał i liczę, że trafi.
Tentego, wszystko mi się mniej lub bardziej podobało. Okej, Sarsa ciut mniej, ale jednak to była zbyt bezpieczna propozycja. xD Jak będę emerytem, to poobczajam te wasze grime'y, post-punki i italo-progi, SERIO i SŁOWO DAJĘ. Na razie wszystkie szanuję i nad każdą kłaniam się, rzucając grosika do kapelutka.
ZGADNIJCIE CO, ZGADNIJCIE KTO
Kano - Good Youtes Walk Amongst Evil
Gdzieś mi się ostatnio obiło, że Londyn jest niesamowicie chujowym miejscem do życia, bo może i zarobki są tam niezłe, ale ceny przy tym tak kosmiczne, że nawet menagera średniego szczebla nie stać na zakup mieszkania tamże ani przemieszczanie się w inny sposób niż za pośrednictwem metra, a jedzenie dosłownie kosztuje majątek. Ja nie wiem, nie znam się, z domu nie wychodzę, ale jak ktoś może to niech potwierdzi. W każdym razie próbuję sobie w kontekście życia w takiej cywilizacyjnej puszczy ulokować gdzieś tego Kano i kurde... no nawet wchodzi. Grime to mi się kojarzy z byłą Muska, którą wrzucałem i nie ukrywam, że moja wiedza o istnieniu tego zjawiska ogranicza się do tego, że wiem o istnieniu tego zjawiska. I, kurde, fajne to - koleżka Murzyn notuje fajną serię, bo z tego co pamiętam, to jakoś regularnie go propsuję. Jeśli ten może i nieznośny dla życia każdego poniżej klasy wyżśzej średniej Londyn jest kulturowym tyglem, to to faktycznie jest jego solidny muzyczny reprezentant, bo brzmi jak mieszanina dwóch różnych muzycznych światów, ale sprawna, zgrabna i przyjemna, wyciągająca ekstrakt tego, z co z nich najlepsze. Duży props.
Goblin – Tenebre
Lata słyszałem o tym Goblinie, nawet mam flashbacka z jakiegoś 2017 jak wbijam randomowo na to forum, by napisać 5 postów i się zmyć i MUNLUP (wtedy znany przeze mnie jako Jakub) napisał mi w jakimś wątku o tym zespole. Nie zagłębiąłem się, bo to był okres, w którym raczej byłemżem odwrócon od rocka progresywnego, a fakt, że mowa o zespole z Włoch nieszczególnie mnie zachęcał do dalszego zagłębiania się. xd A, ten, fajen to. Koledzy z duetu Munlup&Murzyn (prawie jak Mann i Materna) w tej kolejce postanowili nas uraczyć totalnie randomowymi mashupami i tutaj też takowym dostaliśmy po pysku, bo jak inaczej nazwać PROGRESYWNE DISCO? Wyszło cudacznie, ale na pewno nie pokracznie, acz jednak faktycznie bardziej mi to pasi pod Halloween czy coś tego pokroju. Ale tak czy siak, jak to mawia młodzież, BAZA.
Sarsa - Zapomnij mi
Na tej okładce Sarsa wygląda niemal identycznie jak moja przyjaciółka z Łodzi lol. Tak w sumie piszę o tym nie wiadomo po co, bo szczerze mówiąc - nie wiem o czym tu pisać. No kawałek brzmi jak jedna z tych setek rzeczy, które przewijają się przez playlisty RMFów czy Zetek i jak se lecą w tle w biurze to są do przeżycia, ale też pod warunkiem, że nie za często. Piosenka jakich wiele, a poza tym polacy stworzyli mnóstwo dobrej muzyki i sam jej od cholery zapodawałem w tej bestce, więc bez takich mi tu...
The Soft Moon - Crush
W sumie to też nie potrzebowałem odtrutki na przedświąteczną atmosferę, bo ani wcale tego nie ma jakoś dużo, ani tym bardziej mnie to nie drażni, ba, własciwie to się cieszę, że będę miał pretekst do ruszenia dupy z piwnicy i ODPOCZYNKU, bo potrzebuje go jak kania dżdżu. The Soft Moon trąci mi jakimś porcysem, tj. coś mi ta nazwa mówi i nie wykluczam, że mogłem nawet być na jakimś ich koncercie na offie, którego nie pamiętam, ale w życiu tego nie słuchałem sam z siebie. A to bardzo fajne, BRUDNE, noisowe granie. Mimo, iż jestem w dobrym nastroju mam ochotę na rasowy i czysty (czyli brudny) post-punk i to jest dokładnie to, czego poczebowałem. Dodaję debiut do obadania na świętego któregoś. Świetna wrzuta, duża okejka.
Antenne - Here to Go
Kolejkę kończymy (no, powiedzmy...) wrzutą tak niszową, że aż kolega Robert musiał ją wrzucić na jutuby. Doskonale pamiętam czasy podróży busikami z relatywnie dużej miejscowości do tej ciut mniejszej i w takowych spędziłem w pewnym okresie bardzo dużo czasu - myślę, że w swoim czasie poświęcę im jakąś wrzutę, bo jednak w trakcie tych godzin spędzonych w tych puszkach poznałem niejeden album, przeczytałem niejedną książkę oraz obejrzałem niejeden serial. Kolega propozycji... tfu, propozycja kolegi Roberta brzmi jak Portishead i nie brzmi jednocześnie, bo z jednej - wokal dość podobny, ogólny vibe i klimat też, ale z drugiej strony - w Portisheadzie nie było rzeczy tak intensywnych jak ten basowy motyw, który przebrzmiewa przez cały ten kawałek. Lakonicznie stwierdzę, że po prostu to jest ładne i tyle. Odnoszę na półkę z rzeczami poprawnymi i niezłymi, ale słowem klucz jest ODNOSZĘ, a nie ciskam krążkiem o regał i liczę, że trafi.
Tentego, wszystko mi się mniej lub bardziej podobało. Okej, Sarsa ciut mniej, ale jednak to była zbyt bezpieczna propozycja. xD Jak będę emerytem, to poobczajam te wasze grime'y, post-punki i italo-progi, SERIO i SŁOWO DAJĘ. Na razie wszystkie szanuję i nad każdą kłaniam się, rzucając grosika do kapelutka.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Hien, czy Ty jesteś Dragon?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A co ma Dragon do tego?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Yakuza: Like A Dragon fajna giera ponoc
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No Yakuzy generalnie są fajne, więc jeśli o to Wujkowi chodzi, to nadal nie kumam, ale szanuję za wybór gry.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Seba, a ty jesteś Musiał?
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja nic nie muszę
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
A to, że pytałem akurat Dragona, bo on jak to on - lubi być enigmatyczny.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
faktycznie pytanie poszło do mnie sry
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Mierzymy czas, mamy tylko 3 minuty
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dragon jest tak enigmatyczny, że aż jest Musiałem, który z drugiej strony w ogóle nie jest enigmatyczny, bo wiemy o każdym razie kiedy przespał się z kobietą.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dragon jest tak enigmatyczny, że sam nie wie, o co mu chodziło.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Cieszę się, że mamy to za sobą.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn