Best of Forum V

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 maja 2024 14:56

Ale ja jestem gotowy pewnie tak jak Hien, Mudżyn czy Czez nawet. Nie mam potrzeby dokładnego deklaratywnego zaproszenia, jak się urodzi potrzeba u shodana to chętnie zabiorę głos.

Wrzutę tutaj postaram się wrzucić dziś wieczorem lub jutro wieczorem.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 maja 2024 14:57

shodan pisze:
14 maja 2024 14:55
A weź. Ja mam zawsze dobre piosenki. Tyko wy nie zawsze się poznacie.
No i na to liczę, dawaj piosenkę. Może być Taylor Swift.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 14 maja 2024 15:20

Dragon pisze:
14 maja 2024 14:56
Ale ja jestem gotowy pewnie tak jak Hien, Mudżyn czy Czez nawet. Nie mam potrzeby dokładnego deklaratywnego zaproszenia, jak się urodzi potrzeba u shodana to chętnie zabiorę głos.

Wrzutę tutaj postaram się wrzucić dziś wieczorem lub jutro wieczorem.
Dobrze mowi, polac mu :D
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 maja 2024 15:29

Widzisz Wujas, wszyscy chcą
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 14 maja 2024 17:32

Z wyjazdową obsuwą, ale jestem.

Joe Bataan - Ordinary Guy

Właściwie wszystko mógłbym zamknąć w jednym i krótkim stwierdzeniu - fenomenalny numer. Luźny, wakacyjny, czilujący, nawet mimo dość w sumie smutnego tekstu (a może nie? Może wcale? Zależy jak patrzeć. Początek tego nie zwiastował, ale potem bardzo ładnie siadło, parę odsłuchów i o, oto jesteśmy. Podoba mi się bardzo końcowa część, choć grany tam motyw słyszałem już chyba ze sto razy, wciąż buja heh. No i te organy, jestem kupiony i tyle.

S10 - De Diepte

Okurde, wzięło mocno z zaskoczenia, w sensie, przy pierwszym odsłuchu jeszcze nie, ale przy drugim po prostu przepadłem. Niby nic zaskakującego, współcześnie popowy numer jakich w radio cała masa, a jednak dał radę się w mojej głowie przebić i to dość konkretnie. Prawdopodobnie jakiś wpływ na to miał również holenderski wokal, chyba jeszcze nie słyszałem nic śpiewanego w tym języku. Cóż, faktycznie brzmi jak niemiecko-angielski wypowiadany przez kogoś z mocno chorym gardłem. Refren, to raczej żadna niespodzianka, zdecydowanie najmocniejszy. Klimat mocno inny od Bataana, still jakoś mi pasuje do tej pory roku i aury za oknem. O Eurowizji nie wiem nic i od paru dni chcę wiedzieć jeszcze mniej, ale Hien dostarcza. Czy on kiedyś nie dostarczył?

Yoshitaka Azuma - Mooglight of Asia

Pisząc o tym numerze chyba nie napiszę nic więcej, czego nie naskrobaliby moi poprzednicy. Basically - jest super. Natężenie elektroniki podanej w orientalnym, słodko-kwaśnym sosie doskonale zaspokaja moje zapotrzebowanie na taką muzykę w tej chwili. Szkoda tylko, że we wszystkich warunkach mogłem słuchać tego wyłącznie za dnia, gdzie tu potrzebna jest noc, bezwzględnie. Podoba mi się, że są tu właściwie dwa osobne kawałki, a jednak mocno ze sobą powiązane. Scena z filmu - najpierw poszukiwanie przeciwnika, zapewne po jakichś portowych magazynach, może dzielnicy uciech, potem emocjonujący pojedynek samurajski z bardzo dynamicznym zakończeniem. Murzyn troszkę meha, ja się cieszę.

Enigma - Sadeness Part I

Jak ktoś dorastał w latach dziewięćdziesiątych to chyba musiałby żyć pod kamieniem, żeby nie znać Enigmy i tego numeru. Katowane w radio setki tysięcy milionów razy, na każdej stacji, znam na wylot i zanucę przez sen. Za dzieciaka bałem się trochę takiej muzyki lol, była nieco creepy w całej tej swojej mistycznej otoczce, która z jednej strony miała budować wrażenie jakiejś zmysłowości, a z drugiej po latach brzmi nieco tandetnie. Nigdy do końca nie rozumiałem, dlaczego księża tak bardzo się przypieprzali do muzyki new age zważywszy na te wszystkie sample i generalnie odniesienia lol. No dobra, może tytuł jest tutaj mało fortunny (btw, przez całe dekady byłem przekonany, że to jest misprint), ale chrzanić to. Fajna, nostalgiczna wrzutka przypominająca mi o tym, jak stary już jestem.

PS. Uwielbiam Return to Innocence

Genesis - That's All

Mentos trafił całkiem dobrze, albowiem That's All to jeden z moich ulubionych kawałków od Genesis, lubię w nim absolutnie wszystko. Skojarzeń z The Beatles nie wytrzymują jednak moje uszy, dla mnie to jest bardziej Billy Joel lol, nic na to nie poradzę. Albo w ogóle... No właśnie, z jakichś powodów tutaj najbardziej słyszę w Collinsie Fisha w pewnych momentach. Daaawno temu mi się paskudnie mylili, ale to pewnie już gdzieś dawałem znać. Albo nie. W każdym razie, ten utwór jest w ogóle dość ejtisowy i w aranżacji i w brzmieniu, te bębny, rytmiczne pianino, potem Banks wjeżdża z organami i prawie mam klamrę kolejki. Coś więcej? No, super piosenka, that's all (folks).

Wrzuta późniejszym wieczorem.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 14 maja 2024 18:25

Hien pisze:
14 maja 2024 15:29
Widzisz Wujas, wszyscy chcą
Chcą, ale pojechać po mnie. :D
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 maja 2024 18:47

No już nie rób z nas idiotów, przecież Cię nie prosimy specjalnie żeby Cię roastować.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 15 maja 2024 13:52

Metronomy - Heartbreaker (2008)

Metronomy to zespół, który poznałem kompletnie przypadkiem. Łaziwszy dla beki po blogach muzycznych i innych Piczforkach wczesną wiosną 2011 (John Foxx & the Maths & stuff), trafiłem na recenzję świeżutkiej płyty od nich, zatytułowanej The English Riviera. Opis mnie jakoś mocno może nie chwycił, podobnie opisywany gatunek, za to totalnie chwyciła mnie minimalistyczna okładka. Byłem u progu swojej tzw. "hipsterskiej" fazy, a więc pomyślałem, że na pewnych rzeczach warto się znać, no i zassałem. Cóż, miał to nie być mój gatunek, że tak to ujmę, a płyta już od 13 lat należy do moich bezwzględnie ulubionych. Po tejże przyszła pora na całe dwie poprzednie, tj. Nights Out z 2008 roku oraz nieco dziwaczny debiut (same instrumentale, poza jednym numerem gdzie nawet to nie wokalista śpiewa) o równie dziwacznym tytule Pip Payne (Pay the 5000 Pounds You Owe) z roku 2006. Z tychże dwóch najbardziej podeszło mi Nights Out, albowiem pojawia się tam coś bardziej "klasycznie piosenkowego" w stosunku do debiutu.

Metronomy założył w jakimś 2003 czy 2004 roku Brytyjczyk Joseph Mount, który dobrał sobie do współpracy dwóch ziomeczków, Oscara Casha na klawisze i Gabriela Stebbinga na bas. Stebbing odszedł po premierze drugiej płyty i został zastąpiony przez Nigeryjczyka Olugbengę Adelakana, który, muszę przyznać, ładnie po strunach napieprza. Przed wspomnianą wyżej The English Riviera na pokład dołączyła jeszcze perkusistka Anna Prior, a od jakichś dwóch albumów (łącznie wydali ich 7) siedzi jeszcze jeden typ na klawiszu. Metronomy zaczynali jako bardziej zespół studyjno-producencki, a ich głównym zajęciem było remiksowanie innych wykonawców, np. Gorillaz, Goldfrapp, Ladytron, Kate Nash, Franza Ferdinanda czy Zero 7, gdzieś się tam Lady Gaga przewinęła... Aż zaczęli robić rzeczy bardziej dla siebie, no i z tego właśnie urodził się drugi krążek. Heartbreaker nie był moim pierwszym zeń wyborem, miało nim być coś innego (również singiel, w ogóle single z Nights Out sobie bardzo dobrze radziły na listach), ale tak się poskładało...

Ostatnio zaliczam wyjątkowo podły streak nieudanych początków jakoś poważniej zapowiadających się relacji, zaś ten najświeższy - który dawał naprawdę dobry vibe - walnął zaraz po osiągnięciu pewnej sensownej prędkości (i to całkiem niedawno). W związku z tym pomyślałem, że nie będzie lepszego momentu na tę wrzutkę. Jest ona co prawda mocno post-breakupowa, ale te ponad 2 lata temu wrzucałem raz, że co innego, a dwa, że Nights Out poznałem już w maju 2011, a właśnie mamy maj, więc dlaczego znów nie zasilić swoich mechanizmów wrzutkowych paliwem nostalgii. Muszę tu jednak nadmienić, że o ile Nights Out i The English Riviera znam w całości niemal na pamięć, tak już czwarty ich album - Love Letters z 2014 roku (10 lat, jak ten czas leci) mocno na wyrywki, zaś kolejnych prawie w ogóle, mimo tego, iż je mam lol. Coś mi musiało chyba mocno usiąść z hajpem, ale obiecuję sobie, że do nich wrócę, moim zdaniem jest to naprawdę dobre połączenie odrobiny eksperymentów z po prostu przyjemnym graniem. Nawet tu, choć na smutno.

https://www.youtube.com/watch?v=qKxnPt4a68s
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 maja 2024 16:13

Zabawne bo ja znam jedynie ich album z 2016 roku zatytułowany Summer '08 heh
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 15 maja 2024 22:55

Widzę, że nie zostałem zrozumiany w kwestii swoich skojarzeń z Bitlami, nie chodziło mi stricte o brzmienie, tylko bardziej lekkośc i sprawność kompozytorską, no ale już do chrzanu z tym (a chrzan mamy doskonały, jak to powiedziałby Tadeusz Drozda). Ważne, że się podobało.

Dua Lipa - Houdini

Znowu gram kartą przeboju ostatnich dni, ale imo jest powód. Gdy rok temu sprzedawałem wam Jessie Ware, to pisałem o zmianach - ostatecznie z dużej chmury padł mały deszcz, tj. coś tam się pozmieniało, ale jakiejś rewolucji nie było. Nie wiem, czy chcecie słuchać pieprzenia o tym co się dzieje w moim życiu osobistym teraz, bo szczerze mówiąc to za dużo się nie dzieje, a jak już to nic szczególnie ciekawego, ale wszelkie znaki na ziemiu i niebie wskazują, że po kilku latach TERAZ JUŻ NAPRAWDĘ opuszczę gościnne mury Wrocławia, a aby było śmieszniej jest wcale niemałe prawdopodobieństwo, że w ogóle wyjadę z Polski.

Ten temat pewnie poruszę lub nie, w każdym razie mocno czuję się wiatrem zmian, ale ze względu na to, że staram się zachowywać minimalny poziom ogłady nie będę was katować wiadomym przebojem Scorpionsów.

Zamiast tego zaprezentuję PT forum utwór znanej i cenionej artystki z tzw. młodego pokolenia. No, względnie, bo laska jest parę lat młodsza ode mnie, a ja młody to byłem dawniej niż parę lat temu, ale wiecie o co chodzi.

Do niedawna jeszcze za Duą Lipą nie przepadałem i byłem dużym antyfanem tego kawałka sprzed kilku lat, w którym wykorzystała sampel Your Woman, no i generalnie byłem bez żadnego racjonalnego powodu uprzedzony. Mimo, iż zmieniło mi sie naprawdę niedawno, nie umiem wskazać konkretnego momentu, w którym się stało. Ot, czasem tak bywa, tak działa życie. W każdym razie uznajmy, że nie utyskuję jakoś bardzo z racji tego, że algorytm Facebooka regularnie mi podrzuca jej fotki oraz filmiki z koncertów, a poza tym bycie albańskim nacjonalistą jest cool.

Teoretycznie nawet pomimo tego powinienem olać album zatytułowany RADYKALNY OPTYMIZM, bo prawdę powiedziawszy ciężko o określenie, które by mnie mogło gorzej opisać. xD W każdym razie dałem szansę - może dlatego, że nie miałem nic lepszego do roboty w piątek wieczór, może dlatego, że po prostu uległem sile rekomendacji Tidala, być może dlatego, że nawet ja od czasu do czasu sprawdzam co tam jest teraz na czasie, a może jednak jestem tym albańskim nacjonalistą.

Ale to doskonały przykład na to, że czasem warto wyjąć głowę z dupy i sięgnąć po rzeczy teoretycznie z nieswojej bańki. To nie jest wybitny album, to nie było zmieniające życie doświadczenie ani nic w tym stylu, ale zamiast tego dostałem rzetelny popowy album. Niepisanym prawem takich albumów jest to, że zawierają minimum jeden nieprzyzwoicie dobry banger, no i tak, wiecie - to jeden z nich.

Dobra, bo miało być krotko, a znowu zacząłem pieprzyć trzy po trzy. Bierzcie i słuchajcie tego!

https://www.youtube.com/watch?v=TqK2GmxXiSM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 maja 2024 00:33

Blank Banshee - Frozen Flame (2016)

Dobrze przejść przez wszystkich naprawdę istotnych wykonawców zanim wejdę na poziom wrzucania dwójek. BB niewątpliwie do takich należy, ale taka natura jego twórczości, że nie zabijałbym się o proponowanie go szczególnie szybko. To bardzo wdzięczna muzyka do poszukiwania wielopiętrowych nawiązań czy inspiracji. Dzięki temu mogłem do niego nawiązać w innych, drugoplanowych zabawach naszego forum. Teraz czas na konkret. Gimnazjum było istotnym okresem poszukiwań. Swoją vaporową stronę odsłaniałem już kilka razy. Może nie robiłem tego w należycie chronologiczny sposób, bo BB poznałem równie szybko i wcześnie tak jak Macintosh Plus czy innych klasyków, ale mniejsza o to. Zaczęło się oczywiście od debiutu. Zerówka [Blank Banshee 0] to kopalnia cudownych sampli oraz źródło soczystych bangerów. Niby bawimy się w sentymenty vaporowo-duchologiczne, ale wzbogacamy je o element taneczny, rozrywkowy. Z niektórymi kawałkami związane są potężne anegdoty. Nie jestem zbytnio przekonany co do ich publikacji, są pośród nich historie dość pikantne i toksyczne. Apogeum zajawki na szefa vaportrapu przyniosło odkrycie stosunkowo świeżej MEGA z 2016 roku. Do dzisiaj zdarza się wracać do ciągu pierwszych pięciu kawałków z płyty. Klimat ewoluuje. Za tym projektem stoi zbyt świadomy twórca. Wie, że z czasem warto urozmaicać brzmienie i kompozycje. Jeszcze lepiej to słychać na ostatnich płytach, gdzie ucieka coraz bardziej w rzeczy typu new age, ogrywanie midi patentów, rozwiązania rodem z trackerów. Najnowszej nie chcę sprawdzać. Zatrzymałem się na Music for Menus, tutaj historia z rodowodem emocjonalno-gimnazjalnym powinna znaleźć finał. Więcej nie potrzebuje.

Bardziej stylowego vaportrapu nie znajdziecie. Frozen Flame to mój zdecydowany faworyt od lat. Ma trochę nocnego charakteru. Tego typu kawałki też potrafiłem ogrywać dziesiątki razy w czasach poważniejszego zapotrzebania. Pogoda coraz lepsza i stabilna w ciepłocie. Przyda się odrobina niepokoju, nawet jeśli pozornie sprawia wrażenie nie do końca dobrze wgranej tekstury w grze. O, tak będzie idealnie.

https://youtu.be/uNqp8czEf-o?si=OH72E7NLfzITsPo5
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 maja 2024 00:57

No i co Wujas, spam spamem, a chyba jednak piosenek Ci brakuje
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 maja 2024 05:19

Kendricka jeszcze nie dawał, poczekaj
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 16 maja 2024 07:39

Spokojnie. Wczoraj był dzień przekazywania bazy i zjazdu. Wróciłem do domu wieczorem wykończony.
Zaraz coś podeślę.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 16 maja 2024 08:20

David Bowie - Hallo Spaceboy (Pet Shop Boys Remix)

Wiem, że w kwestii Davida Bowiego wciąż mam ogromne tyły i sporo do nadrobienia. Ale już w 1995r. znałem akurat ten utwór, a dokładnie ten remix. Latało to wtedy po stacjach muzycznych srogo jako trzeci singiel Bowiego z wydanego w 1995r. albumu Outside. Na początku w ogóle myślałem, że to utwór PSB, do którego zaprosili gościnnie Davida. Dużo później się dowiedziałem, że było odwrotnie. Na albumie Outside jest zupełnie inna wersja utworu niż na singlu. Oczywiście ta z albumu też mi się podoba, choć obie wersje mocno się różnią. W remiksie czuć już wpływ Pet Shop Boys pełną gębą. Utwór będący połączeniem industrialnego rocka i elektroniki przerobili na dyskotekową modłę. Bo PSB po erze pop mocno zaczęli w latach 90' zanurzać się w bardziej dyskotekowych klimatach. No i ja wrzucam ten remiks, bo jego poznałem dużo dużo wcześniej, mocno się nim jarałem i w sumie nadal się jaram. Jak wielkim jestem fanem PSB z tamtych czasów chyba nie muszę przypominać. Do Bowiego też zawsze czułem ogromną sympatię mimo, że niewiele muzyki z jego przepastnej dyskografii znałem. Szczególnie w tamtym czasie. Na pewno zawsze bardzo lubiłem jego wokal, który tutaj w towarzystwie disco rytmów sprawdza się też znakomicie. Wokal oryginalny i niepowtarzalny. Neil Tennant też ma wokal nie do podrobienia i też go uwielbiam. Dwie takie firmy w jednym utworze - to musiało wypaść dobrze.
Wiadomo, że tu na forum jest sporo fanów pana Bowiego. Ciekawy jestem jednak, czy jest tu ktoś, kto jakimś cudem nie zna tego remixu?

https://www.youtube.com/watch?v=xw_YY7wy33k
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 maja 2024 08:54

Myślę Wujek że przeceniasz naszą znajomość jego dyskografii - przynajmniej moją, znam tylko 3 albumy Bowiego i wszystkie z lat 70.

Tymczasem...

Kolejka 15. (115.):

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... fKkgJiQeMj
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 16 maja 2024 10:07

Tego się nie spodziewaliście, co?

Eminem - Infinite

Po pierwsze, mam nieodparte wrażenie, że brzmienie tego podkładu już gdzieś słyszałem, i przychodzi mi na myśl numer pt. Butterfly od Crazy Town (nie znoszę go szczerze, ale wideo ma jeszcze gorsze), ale jakoś mi się to nie skleja w głowie ze względu na różnice czasowe. Nevermind. Lubię odkrywać takie początki artystów, którzy później odnieśli dość spektakularny sukces. Albo przynajmniej duży w swoich dziedzinach, np. pierwsze, na dobrą sprawę jeszcze bootlegowe albumy od Banco de Gaia dawały taki feeling, krążek zmontowany w całości w sypialni, może nawet w sypialni, najprostszy sprzęt, najprostsze ustawienia, żadnego przekombinowania, najważniejszy przekaz etc. Infinite ma przez to mocno vibe polskich nagrań hip-hopowych z czasów piwnicznych wielu dziś przecież bardzo znanych muzyków. Podoba mi się bardzo, klimatyczne, odpaliłem chyba ze 4 razy. Bardzo taki... liminalny klimat lol, dołożyć do tego okładkę i naprawdę można sobie wkręcić, że to jakiś inny Eminem, zbieżność ksyw, albo alternatywna rzeczywistość, w której Marshall Matters nigdy nie uzyskał rozgłosu, bądź z jakichś powodów wydał tylko ten album i potem przepadł gdzieś w świecie. Być może po usłyszeniu czegoś takiego w tym 2006 roku sam poszedłbym gdzieś indziej ze swoimi muzycznymi kierunkami, kto to może wiedzieć. Wielki znak jakości.

blink-182 - Dumpweed

Nazwę tego zespołu widziałem setki razy, ale nigdy mnie nawet nie korciło, by cokolwiek sprawdzić. Głównie dlatego, iż słyszałem wielokrotnie, że grają oni... metal? Z jakiegoś powodu docierały do mojej osoby takie informacje, i to uwaga - od osób, które ich... słuchały, więc mam podwójny mindfuck. Sprawdzam szybko na wiki, czy aby się nie pomyliłem... no, metalu na liście ogarnianych gatunków nie ma, także ponownie (nie pierwszy raz i nie ostatni) zrobiłem się w ch... Nieważne. Hien po raz kolejny ukazuje nam swoje pop-punkowe oblicze i - muszę przyznać - zawsze (a przynajmniej niemal zawsze) robi to bardzo dobrze, serwując tylko najgęstsze dostępne w swoich skarbcach propozycje. Energia wprost wylewa się z tej piosenki, gitary z odpowiednim pier*olnięciem, wokalista brzmi w refrenie trochę jak Brian Molko, ale to akurat sam traktuję jako komplement w jego stronę. Utwór króciutki, doskonale wpasowujący się w wymagania punku połowy lat 70., wali po głowie jak należy (obowiązkowo deską z autografem Tony'ego Hawka), aż chce się rzucić w pogo pod sceną (również będąc uzbrojonym w deskę). Śmiesznie trochę, albowiem pierwsze akordy gitarowe nasunęły mi wredne skojarzenia z openingiem do Przyjaciół (którego to openingu nie trawię), zaś ta podwójna stopa (tak to przynajmniej brzmi) i w ogóle berserk na garach w refrenie faktycznie może dać metalowy vibe. No, może nie wszyscy byli aż w takim błędzie trololo. Bardzo dobre, drugi znak jakości ^^

Dua Lipa - Houdini

Na początku nie skojarzyłem jednego z drugim, a potem zaczął mi bardziej rozwijać się w głowie tytuł, tzn. łączyć z czymś, co od jakiegoś czasu często słyszę w różnych lokalach bądź Uberach (względnie Boltach, trochę się nimi po Budapeszcie pojeździło) i - o zgrozo - dotarło do mnie, że łączę poprawnie jeszcze za nim odpaliłem ten numer. Swoją drogą, czy albańską nacjonalistką nie była już przypadkiem wcześniej Rita Ora? Cóż, od strony stricte muzycznej to nie jest jakoś bardzo złe, ale też jest... po prostu zwyczajne, słyszę po prostu to samo od jakichś 20 lat podawane po prostu na talerzu o innym kształcie i kolorze, sztućce teraz niebieskie (wcześniej były zielone), obrus we wzdłużne paski i skośne maziaje. Nic więcej. Wokalu nie jestem w stanie odróżnić od masy podobnych gwiazd (jak się prześledzi poprzednią dekadę rok po roku to już w ogóle), do potańczenia może i ujdzie, ale primo, ja do tańczenia wolę zupełnie inne rzeczy, a secundo, jakoś mnie persona DL odrzuca. Może to kwestia fatalnych jak do tej pory (dla mnie) numerów, które firmowała swoim nazwiskiem a o których wiem, że to była ona, jak wspomniane już przez imć Mentosa zarżnięcie motywu z Your Woman (wuj z tym, że ten też był samplowany), czy też fatalny crossover z Eltonem Johnem w jej wersji Cold, Cold Heart (przy czym, ku mojemu smuteczkowi, grzebał również Nick Littlemore z Empire of the Sun, god why). Traktuję trochę jako ciekawostkę, acz mogę jakoś tam zrozumieć stojące za tym pobudki. Nie dla mnie to tho.

Blank Banshee - Frozen Flame

Dawno nie było elektronicznych dziwactwo-ciekawostek od kol. Roberta, i oto jesteśmy. I tutaj już odczucia mam zgoła inne niż w przypadku opisanym wyżej, choć przecież również nie mogę powiedzieć, aby doszło tu do odkrycia jakiejś Ameryki. Dragon sam nie zaskakuje jakoś specjalnie biorąc pod uwagę, że serwował już podobne rzeczy wcześniej, a i ja się w nich przecież lubuję i niejednokrotnie na taką muzę wpadałem i z przyjemnością słuchałem. Krótkie to, niby w ogóle nieangażujące, a jednak uwagę skupia. Nie jest "oczojebnie" vaporwave'owe, więc też jakoś ekstremalnie nie zamęcza zbyt dużym zagęszczeniem filtrów czy detune'ów, mamy ładnie zmontowane tyle, ile trzeba, ażeby kawałek się podobał, no i super. Czego więcej można chcieć? I długie to też za specjalnie nie jest, za to jak ładnie usypia... Jak to młodzież mawia, fajen, daję dużą okejkę i w ogóle, i chyba schylę się po coś więcej, bo aż się prosi. Choć zdecydowanie bardziej pasuje pod deszcz niż taką piękną pogodę, jaka teraz za oknem w Mieście Stołecznym.

David Bowie [de facto feat. Neil Tennant] - Hallo Spaceboy (PSB Remix)

Wuja wlatuje jako ostatni i zbiera ekstremalnie łatwy prejz z mojej strony. Hallo Spaceboy to jeden z moich ulubionych, tak bezwzględnie ulubionych numerów od Bowiego, w dodatku pochodzi (choć rzecz jasna nie w tej wersji) z mojej absolutnie ulubionej jego płyty (zaraz obok Reality i Black Tie White Noise), czyli Outside. Utwór ten poznałem jednak najsamprzód właśnie w zapodanej przez Shodana wersji, albowiem tak został on umieszczony na bestce Bowiego z 2002 roku, od której (wraz z Reality) zaczęła się moja przygoda z Białym Księciem na pełnej. Był to rok 2008, tamten słynny, lato, coś tam coś tam (choć Reality na wyrywki znałem już od 2005), dużo się słuchało, potem w 2010 dużo wracało. Już sam fakt tego, że w tworzeniu tej wersji wzięli udział Pet Shop Boys mocno zadziałał mi na wyobraźnię. Nie rozczarowałem się, jest elektronicznie-tanecznie, ale jednocześnie w żaden sposób nie traci się sznytu Bowiego, który wspaniale pasuje i do takiej muzy (Tennant zaś robi świetne cameo z drugą zwrotką). Muszę przyznać, że po pierwszym zabraniu się za Outside trochę smutłem, że nie ma tam przynajmniej jeszcze jednego takiego numeru (szybko mi przeszło, cały album jest absolutnie genialny), disco Bowie mógłby być moim zdaniem ciekawszy od bardziej industrialowo-eksperymentalnego Bowiego, którym stał się przy okazji Earthlings. No ale już tam nieważne, chylę copkę przed po prostu geniuszami sceny muzycznej i tyle. Taka ciekawostka, PSB właśnie wydali nowy album. Szkoda, że takiej współpracy już nie powtórzą... Na marginesie dołożę, iż jeden z moich dobrych ziomków jest wielkim fanem Bowiego, ale niemal wyłącznie od startu jego kariery do mniej więcej połowy lat 70. (z jakimś tak uwzglęnieniem Trylogii Berlińskiej, to, co było później, za bardzo mu wiało ch*jem ze względu na EJTISOWY POP). Tak się złożyło, że między innymi to z nim byłem na majówkowym wyjeździe i postanowiłem go nieco doedukować puszczając mu Outside w całości (albowiem - jak się okazało - w ogóle nie znał tej płyty). Zachwycił się, zaś po odpaleniu towarzyszących albumowi singli stwierdził wyższość wersji PSB nad albumową. Tego się nie spodziewałem.

No no no, wyborna kolejeczka Drodzy Państwo, słuchałem z nieskrywaną przyjemnością, cały ranek mi ładnie zrobiła, choć pierwsze kawałki puszczałem sobie już wczoraj (tak naprawdę wszystko poza Wujaszkiem, którego propozycję - jak się dziś okazało - znam na wylot). Oby więcej tak, w sam raz na lato.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 16 maja 2024 10:23

Ja się spodziewałem, bo zawsze wjeżdzasz albo absurdalnie wcześnie, albo absurdalnie późno xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 maja 2024 10:26

Trochę tak, trochę nie. I tak bardziej zaskoczyłeś (pozytywnie) niż nie. Zatem walka o miano zamulacza kolejki nadal otwarta.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 maja 2024 11:42

Yay, Musiał w końcu wziął leki
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn