Best of Forum (Albumy) vol. 2

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18314
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum (Albumy) vol. 2

Post 12 gru 2023 21:46

Ja jestem w stanie je opisać, ale muszę podczas pisania na bieżąco jednak słuchać.
Nie wiem, w jakim czasie obrobimy się z Savall i Mansun, ale jak damy radę do świąt, to potem wolałbym wznowić zabawę w styczniu. Będę miał w międzyczasie gości, potem z pewnych przyczyn raczej pracowitą końcówkę roku. Nie wiem, czy będę miał czas na albumy.
Tzn. wrzutki można by dać, żeby chętni sobie w wolnej chwili słuchali.
Możliwe też, że i z tymi dwoma albumami niektóry i tak przeciągną do Nowego Roku. :D
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 gru 2023 22:02

No, jak mnie zmusiliście do przerwy w utworach, to tu tym bardziej należy, chociaż łatwo mi mówić, bo ja generalnie miałbym od dziś do końca roku wolne xD Wrzutę następnego albumu też już mam gotową, więc bajlando, jak ustalicie tak będzie spoko.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18314
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 12 gru 2023 22:08

Będziesz miał czas na przypominanie sobie stu kolejek utworowych do podsumowania. Ja od wczoraj przemaglowałem sobie utwory Twoje i Murzyna robiąc sobie przy okazji playlisty na Sportify z tych najlepszych. Jutro lecę dalej, bo wiele jednak zdążyłem pozapominać.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 gru 2023 22:15

Też już to robię, do świąt to już będę miał ogarniętą lwią część podsumowania best IV i stówki. Dla mnie to czysta przyjemność, a nie praca domowa, moje topki Waszych kawałków z poprzednich bestek są i tak w regularnej rotacji. Nie będzie łatwo ze stówy absolutnego topu wyciągnąć 25, ale to już będzie takie mega creme de la creme.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18314
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 13 gru 2023 10:53

Arianna Savall – Peiwoh

Szczerze mówiąc ja też się ucieszyłem, jak zobaczyłem, że Melki wrzucił Ariannę Savall. Doskonale pamiętałem utwór Preghiera, bo bardzo mi się podobał i nie raz do niego wracałem. A jak wypadł cały album? Powiem tak – wcale tak łatwo nie było i można go odbierać w różny sposób w zależności od dnia i nastroju. 78 minut muzyki w takim stylu to nie lada wyzwanie.
Po pierwszym odsłuchu byłem trochę przytłoczony. A i tak przesłuchałem wtedy w sumie połowę albumu, bo więcej nie dałem rady. Przez te wysokie zaśpiewy Arianny miałem wrażenie, że słucham jakiejś opery. No i ten pierwszy raz to słuchałem tak trochę przy okazji robienia czegoś. I w ten sposób ta muzyka nie zadziałała jak należy. Za kilka dni postanowiłem zmienić taktykę. Wieczorem w samotności usiadłem po ciemku w fotelu i posłuchałem w pełnym skupieniu. Próbowałem wychwycić wszystko, co się dało. Próbowałem sobie tą muzykę z czymś konkretnym powiązać. Wyrobić sobie jakieś wyobrażenie o niej. No i skojarzyła mi się z paroma rzeczami. Myślę, że przede wszystkim można tę muzykę nazwać muzyką dawną. Dzięki użytemu instrumentarium i specyficznemu wokalowi. W niektórych momentach przywodziła mi na myśl gry komputerowe typu Age of Empires czy Twierdza, gdzie akcja toczyła się w jakichś średniowiecznych lub nawet starożytnych czasach. W innych miejscach miałem przed oczyma jakieś pradawne osady schowane w głębi lasu, gdzie trwa biesiada, muzycy grają na starych instrumentach, chłopy piją przy stołach wino, a kobiety i dzieci tańczą wokół ogniska.
Preghiera to wg mnie najlepszy utwór z albumu. Przepiękna, bardzo smutna melodia, piękny śpiew Arianny, klimatyczne chórki i niesamowity nastrój. Jak ja uwielbiam takie smutne piosenki! Aż przechodzą dreszcze. To chyba na tę chwilę jedyny utwór, który potrafiłbym bez problemu zanucić i wymienić tytuł.
Drugi i trzeci utwór nie mają już w sobie tych pokładów smutku, ale też są bardzo dobre. W El Llenguatge Dels Ocells na początku pogrywa piękny instrument. Nie będę się silił na żadne nazwy, bo się na nich nie znam i mógłbym walnąć tylko gafę. Ale jest cudnie. Naprawdę w tym utworze zawiewa ciepełkiem. W ogóle myślę, że ten album jest raczej taki właśnie wiosenno-letni. Oczami wyobraźni widzę właśnie te wioski sprzed wieków i unoszące się z nich dźwięki muzyki w letni ciepły wieczór. Piękną melodię ma ten utwór.
Niby tyle razy przesłuchałem ten album, a nawet nie zarejestrowałem, że Arianna śpiewa w różnych językach. Teraz dzięki wnikliwości Hiena już to rozróżniam i muszę powiedzieć, że najbardziej podoba mi się ta muzyka w języku hiszpańskim.
She Moved Through the Fair to jakby zaśpiewy na kościelną modłę. Skromna aranżacja i anielski śpiew Arianny robią ładny klimat.
Suite Celta to już taka wiejska zabawa z dawnych czasów. Zalatuje mi to folkowymi klimatami krajów z północy Wielkiej Brytanii. Najładniejsza jest ta część z zaśpiewami pani Savall. Fragmenty instrumentalne podobają mi się nieco mniej, choć złe też nie są.
Cancion de la muerte pequeña ma ładną i klimatyczną melodię, ładne zagrywki, fajne bębny, ale chyba trochę przesadzili z długością. Prawie 9 minut to za długo jednak, szczególnie przy tylu utworach. Niemniej outro jest super.
Aurora to właściwie tylko harfa. Ten instrument ma naprawdę piękne brzmienie, ale trochę tu nie wykorzystano jego potencjału. Niby fajnie się tego słucha, ale czegoś mi brakuje. Mimo tylu przesłuchań nie jestem wciąż w stanie wychwycić żadnej konkretnej melodii.
Na tym zakończyłem pisanie o tym albumie w dniu wczorajszym, bo trzeba się było zbierać do domu. Ale w drodze z pracy dalej słuchałem na Sportify Peiwoh. Kontynuowałem od Aurory właśnie. Potem rano idąc do pracy pustymi ciemnymi ulicami też słuchałem właśnie drugiej części albumu, gdyż ta druga część była dotychczas dla mnie jednak trochę bardziej nieodkryta. Bo trochę mniej jej słuchałem i często na tym etapie albumu jednak pewne znużenie czy może przesyt dawały o sobie znać. Ale jakże pięknie mi się ta część albumu w tych warunkach ujawniła. Szczególnie rano właśnie. Nawet ta Aurora zaczęła się wreszcie lekko kształtować w mojej świadomości.
Krótki Si Tornes chyba najmniej mi imponuje w tej chwili. Taki raczej nie wyróżniający się utwór.
Harpa e delirio d'água to już wejście na wyższy poziom. Piękna melodia w równie pięknej aranżacji. Te smyki po prostu urzekają. Tworzą nieziemski klimat. Gitarowe arpeggio też robi wrażenie.
Anima Nostra to jest kolejna piękna rzecz. Dźwięk znanej nam już dzięki Dragonowi misy tybetańskiej robi super klimat. Czuję się jak w kościele. Potem zachwycający śpiew Arianny w przeszywającej pieśni. I znowu misa. Cudo.
Dalej mamy tytułowy instrumental znowu z harfą w roli głównej. Bardziej mi się to podoba od Aurory, bo harfie towarzyszą jednak jeszcze inne instrumenty. Tutaj wygrywane melodie są bardzo charakterne i zapamiętywalne. W ogóle słuchając tego widzę od razu oczyma wyobraźni gry strategiczne typu Tzar lub Age of Empires. To byłby idealny soundtrack do tych tytułów. Jakiś rycerzyk jedzie sobie na koniu przez mapę odsłaniając stopniowo kolejne tereny. W tym czasie chłopi w osadzie uprawiają ziemię i ścinają drzewa. Niezwykle przyjemna i fajnie się kojarząca kompozycja. Szczególnie w pierwszej połowie.
Adoucit La Mélodie to kolejna udana kompozycja. Trochę mi tu zajeżdża orientalnymi klimatami. Jakąś Turcją czy coś podobnego. I ja takie klimaty lubię.
Naonunai to na pewno jeden z moich ulubieńców. Wspaniały kontrabas zawsze na mnie działa. Do tego fajny męski drugi wokal.
La Musica Callada to jeden z ulubieńców Melkiego, ale i mój też. Znowu kontrabas. Piękne gitarowe zagrywki, pianino i przepiękna melodia wokalu. Fantastyczny utwór.
A apogeum piękna przychodzi wraz z Corazón: Muere O Canta. Co za cudna pieśń! Bo tak ją trzeba nazwać. Pisałem na początku, jeszcze wczoraj, że moim ulubieńcem jest Preghiera. Ale dzisiaj jestem skłonny przyznać, że to jednak Corazón: Muere O Canta robi na mnie największe wrażenie. Podniosła i smutna melodia przy skromnym akompaniamencie instrumentów dziś rano w drodze do pracy wywołała zimne dreszcze na moich plecach.
I na koniec Anima Nostra A 2. Fajne zamknięcie albumu ponownie z misą tybetańską. Kto by pomyślał, że kościelne zaśpiewy mogą być tak urzekające.
Nie pierwszy raz mi się zdarza, że piszę recenzję jakiegoś albumu na przestrzeni dwóch dni w międzyczasie jeszcze sporo słuchając. I drugiego dnia jestem mocno przekonany do wielu rzeczy, które jeszcze dzień wcześniej mnie nie przekonywały. Wczoraj miałem napisać, że pierwsza część albumu jest sporo lepsza od drugiej. Że druga część już mocno męczy i nie wnosi niczego do tej płyty. Na szczęście zabrakło mi wczoraj czasu na dokończenie opisu. Nie zabrakło go zaś na słuchanie drugiej połowy albumu, który przemówił do mnie z pełną mocą. Uważam wręcz teraz, że druga część jest nawet lepsza od pierwszej.
To nie jest łatwa muzyka. Przez wiele odsłuchów wiele utworów mi się zlewało zbytnio w jedno i to samo. Ale wytrwałość popłaca. Bo w pewnym momencie przychodzi taki moment, że nagle wszystko zaczyna przemawiać. Człowiek nagle bez ostrzeżenia wyłapuje niebywałe rzeczy, które jeszcze dzień wcześniej wydawały się czymś męczącym i niewyraźnym. Ucho po prostu zaczyna identyfikować pewne rzeczy, których wcześniej nie identyfikowało. Człowiek słuchał muzyki, a jednak jej nie słyszał. Na początku w ogóle myślałem, że ten album jest dla mnie nie do ogarnięcia. Oczywiście jedna rzecz nadal stwarza mi ogromny problem. Zawsze go mam, gdy tytuły nie są po angielsku. Nie jestem w stanie ich za Chiny Ludowe zapamiętać. Ale utwory rozróżniam już naprawdę dobrze. Nawet jak nie pamiętam tytułu, to w zdecydowanej większości przypadków jestem zdolny wskazać ich pozycję na albumie. Melki pisał, że żadna wersja z krążka nigdy nie dorówna występowi na żywo. Nigdy nie byłem na koncercie muzyki tego typu, ale jestem przekonany, że jest dokładnie tak, jak Tomasz mówi. Słuchanie tych kompozycji na żywo to musi być kompletnie niesamowite przeżycie. I bardzo mu zazdroszczę, że miał okazję to przeżyć.
Acha, w sobotę byłem na spacerze za miasto z Peiwoh w słuchawkach i w zimowej scenerii na tle zaśnieżonych pól i lasu bardzo dobrze mi się tego słuchało, choć zdążyłem posłuchać tylko pierwszych 7 utworów. Ale myślę, że jeszcze lepiej będzie się tego słuchało w ciepłe letnie wieczory. A wracał do Peiwoh będę bankowo i to nierzadko. Oczywiście to nie jest muzyka na każdą okazję. Ja jednak złapałem haczyk i już jest po ptokach.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13775
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 13 gru 2023 11:40

Arianna Savall - Peiwoh

Minęły już prawie dwa lata od tej chwili ale pamiętam jak Melczet wrzucał otwierający ten album utwór Preghiera i nawet go sobie chwaliłem we wrzutce utworowej, Melki wyróżniał się wtedy na tle reszty i miał w ten sposób handicap. Tym razem jednak przychodzi zmierzyć się z Panią Savall na dłuższym dystansie gdzie jej utwory kiszą się tylko we własnym sosie i nie będę ukrywał że to zmienia odbiór.

Albumowy otwieracz po czasie jednak mniej mi siedzi niż wtedy, to jeden z bardziej dramatycznie brzmiących kawałków na płycie, taki trochę smęt i nie przemawia do mnie tak dobrze jak parę innych momentów tego albumu. Zdecydowanie lepiej odbieram drugi El Llenguatge Dells Ocells, to tego typu utwory sprawiły że w pierwszych odsłuchach trochę zaszufladkowałem sobie ten album jako muzykę dobrą właśnie na święta, jest to też nieco podobne do muzyki grywanej w kościele na ślubach, delikatne i ciepłe brzmienie, podoba mi się też obecność ptasich śpiewów w tle, to z kolei budzi skojarzenia z jakimiś starożytnymi rzymskimi ogrodami spalonymi w słońcu. Nie jestem jakimś fanem takich operowych zaśpiewów ale ogólnie napiszę że jest to ŁADNE i w określonej sytuacji może zdać egzamin taka muzyka. Ptasie śpiewy płynnie prowadzą do trzeciego utworu ale kiedy pojawia się język niemiecki wzdrygam się. Akurat w takiej aranżacji mi to nie pasuje, trochę jak jakaś kolęda śpiewana po niemiecku, ten twardy język w połączeniuz delikatnym aranżem nie siedzi mi w uszach. Następnie Savall śpiewa po angielsku i zgodzę się z opinią że to też jakoś nie bardzo się sprawdza. Jakoś wyrywa mnie to z tego klimatu muzyki dawnej nieco a bardziej przypominają mi się jakieś prog rockowe próby tworzenia średniowiecznych klimatów, w sensie czuć że to klasyka robiona współcześnie. Na plus zdecydowanie wyróżnia się Suita Celtycka, leśny folk na propsie jak najbardziej, zielono mi od razu a i muzycznie najciekawiej. Prawie 9 minutowe Cancion... powraca w dramatyzujące klimaty, szkoda. Aurora niby przyjemny instrumental ale też raczej niezapamiętywalny. Im dalej w las tym więcej drzew, później z grubsza robi się recykling dotychczasowych patentów i zabiegów już, może z wyjątkiem misy tybetańskiej w Anima Nostra, to przyjemne momenty wyciszenia. Do końca myślę że na plus wyróżniają się jeszcze tytułowe Peiwoh oraz Naonunai, to drugie znów przywodzi mi na myśl klimaty świąteczne bądź ślubne, ciepły kontrabas robi robotę.

Jest mi nieco źle z tą myślą że to zapewne jest niezła płyta ale przeznaczona dla dość wąskiego grona słuchaczy i raczej do niego nie należę. Tym trudniej mi to pisać bo choć jesteśmy z Melkim trochę na różnych biegunach muzycznie on z entuzjazmem wypowiadał się o moich rapsach a ja tak nie umiem się podobnie wbić do tego świata Savall i wczuć w to. Z jednej strony to przyjemna muzyka której jest trochę za dużo, tzn. dystans jest trochę za długi by utrzymać moją uwagę i potrzebowałbym jeszcze wielu odsłuchów by naprawdę wszystko od siebie odróżnić, rzecz w tym że nie czuję żeby ta płyta była warta aż takiego zachodu i nie ciągnie mnie do spędzania z nią więcej niźli te 3 odsłuchy z hakiem. Mogę jedynie pozazdrościć doświadczeń koncertowych bo to na pewno świetne przeżycie tak obcować z ważnym dla siebie artystą tudzież go odkrywać poprzez takie wydarzenia. Ja czuję się nieco przytłoczony tą płytą i podejrzewam że nie będę do niej wracał.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13775
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 13 gru 2023 11:52

WRACAJĄC do tematu ewentualnej przerwy - prawdę mówiąc myślałem nawet o tym aby po każdej kolejce robić tydzień przerwy na następne wrzuty a przy okazji choćby w paru słowach podsumowywać kolejki albumowe. Mam trochę takie poczucie jakby wrzucanie płyt PRZED ostatnią płytą kolejki nieco rozpraszało i odbierało uwagę omawianej płycie bo już każdy myśli co dalej a nie skupia się tak na tym co jest tu i teraz.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 gru 2023 12:19

Ja tylko chciałem pochwalić Wuja, że zawsze się stara słuchać tych płyt z zaangażowaniem, kombinuje jakie warunki sobie stworzyć, myśli o tej muzyce, nie odpuszcza łatwo i nie boi się brzmień sobie obcych. Zupełnie inna kultura słuchania niż np. dwa przesłuchania podczas pisania przy kompiku, z setką zajęć w tle (ta osoba wie kim jest i że to do niej xD i nie, nie jest to Murzyn).

Co do przerw, to tydzień przerwy po każdej kolejce IMO nie wchodzi w grę. I tak nam to już zajmuje znacznie więcej czasu niż np. w 2022 r. Miesci nam się już bardzo mało albumów rocznie, zaczynam się wręcz zastanawiać, czy zdążę zaprezentować swój faktyczny życiowy top, zanim ludzie zaczną odpadać przez wypalenie, brak czasu, itd. Możemy natomiast zrezygnować z wrzucania opisów w czasie trwania ostatniej kolejki, o ile samo wrzucanie nie zajmie potem tygodnia, bo to jednak jest śmieszne. O ile nie oczekuje od wszystkich napisanych wcześniej wrzut w utworowej, to akurat z wrzutami na albumową ludzie mogliby już być gotowi pierwszego dnia, czasu jest więcej niż dużo.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 gru 2023 02:32

Arianna Savall - Peiwoh

Melki proponuje nam dość interesującą muzyczną opowieść. W kwestii samodzielnej odkrywania to o tyle utrudnione, że na temat płyty nie ma zbyt wiele informacji w internecie. Każdy podejdzie do tego na swój sposób jak rzadko kiedy w przypadku albumówki. Zrobiłem mały research, przyjrzałem się uważnie poszczególnym akapitom, linijkom. Z jednej strony wyjście naprzeciw oczekiwaniom zadowolonych po Preghierze. Z drugiej na tyle gęsty od źródeł, inspiracji, dodatkowych materiałów wewnątrz, że trudno tak naprawdę rzucić naprawdę konkretne, mocne uwagi. Rozumiem, że to taka artystyczna wizja nt. roli harfy w sztuce. Wątki czysto muzyczne mieszają się z filozofią, sprawami transcendentalnymi. Peiwoh zawiera fizycznie książeczkę wielkości 100 stron z całą ławą kontekstu do ogarnięcia. Do niej nie dotarłem. Poszczególne teksty i źródła pozwalają przynajmniej zwrócić uwagę na autorów niektórych liryków. Franciszek z Asyżu spotyka Garcię Lorkę, Rilkego oraz europejskich anonimowych bardów. Savall nie odpowiada tylko za selekcję, ale też aranżacje. Wielokulturowy zestaw spięty w celu, no właśnie, jakiegoś uniwersalnego przekazu czy może doświadczenia wyższego uczucia. Uduchowiony materiał to i może wręcz katharsis?

Jeśli miałem jakieś oczekiwania, to przy pierwszych kontaktach z materiałem szybko zniknęły. Jak już oględnie wiadomo, co się składa na całość, można wtedy zacząć sensownie szukać jakichś tropów do przechwycenia dla siebie. Trudno jednoznacznie oceniać. Całość jest dość długa i pewnie do takiej metodycznej, skrupulatnej analizy potrzebowałbym jeszcze kilku tygodni. Odnoszę jednocześnie wrażenie, że w przypadku dzieł na pograniczu muzyki klasycznej, sakralnej nie ma sensu osłuchiwać w nieskończoność. Ona działa na mnie w trochę inny sposób, wymaga innego dawkowania. Kompozycji Beethovena, Dworzaka czy Debussy'ego nie jestem w stanie słuchać dzień w dzień. Można to kwestia kulturowej konwencji, no ale byłoby to dla mnie podobne kuriozum jak oglądanie tego samego filmu czy spektaklu w teatrze. Trochę poważniejsza, bardziej wymagająca konstrukcja, która stawia duuży opór przed analizowaniem każdego elementu, części jedna po drugiej. Nie mam do tego kompetencji (ładna fraza), nie znam się, wolę zachować ostrożność.

Przyjmując klasyczny punkt widzenia i perspektywę, całość momentami się dłuży. Myślałem, że łatwiej jest słuchać z odstępami między kilkoma utworami, ale za jednym razem też można dać radę, tyle że materiał bardziej się zlewa. Łatwiej wyłapać zapychacze albo określone patenty na rozróżnienie utworów. Gorzej podtrzymać uwagę. Trochę jak Mudżyn ulegam wrażeniu, że jednak do połowy mamy prezentację różnych utworów, pomysłów i sposobów wykonania, a potem rozmaite kombinacje i alternatywne propozycje. Dosłownie to słychać przy okazji Anima Nostra, no ale mniej lub bardziej można odczuć w sytuacji, gdy druga część płyty zawiera bardziej zwarte rzeczy. W porównaniu do początku robi się wręcz piosenkowo i rytmicznie, jak głupio to nie zabrzmi. Lepiej tak niż odlatywać w stany lepszej wiadomości, co może być kompletnie niezrozumiałe. Inna sprawa, że na dystansie całej płyty mamy ciekawe przystanki. Ta muzyka wymaga na pewno odpowiedniej sytuacji odsłuchu lub kontaktu na żywo. Tu znów ogromna przewaga Melkiego. Jestem w stanie wyobrazić sobie nastrój panujący podczas występu, trochę inne brzmienie, gdy te dźwięki wypełniają przestrzeń. Tutaj brzmienie jest dość płaskie i bez wyraźnego wsłuchania się można przelecieć cały materiał jak przez nieszkodliwego muzaka. Hien największym beneficjentem jak do tej pory. W wielu przypadkach wystarczyłoby mi znacznie mniej czasu. 80 minut? Po połowie z coraz większym trudem, ale wciąż się wsłuchiwałem. Ambient działa zupełnie inaczej niż muzyka DAWNA, albo przynajmniej jej współczesna wizja.

Skupię się tylko na tym, co mi się spodobało. Preghiera broni się tak samo dobrze jak prawie półtora roku temu. Rozbudowana kompozycja, szerokie instrumentarium, nawet na wokalu mamy kogoś jeszcze. Trudno powiedzieć, co tak naprawdę ten utwór zapowiada. Równie dobrze openerem mogło być coś innego, ale z drugiej strony to była jedna z lepszych zapowiedzi. Następne El Llenguatge Dels Ocells, zaczynają się schody. Siłą płyty jest jednak zmyślne odpowiadanie na zniechęcenie słuchacza. Na nudę czy momenty przestoju dobre są wyraźniejsze motywy. Zaśpiew w duecie ze skrzypcami robi tu bardzo dobrą robotę. Potem wyróżniłbym She Moved Through The Fair za najbardziej ascetyczny klimacik, praktycznie sam wokal. Harfa momentami wydaje mi się niewykorzystana. Co innego wokale, na szczęście nie ma tu tylko wysokich, krótkich rejestrów i przesadnie powtarzanych piruetów. Instrumentalna Aurora mimo krótkiej długości przypomina zbiór trzech różnych miniaturek. Urzekająca była ta ostatnia część, z czymś bardziej wyrazistym właśnie. Jeśli już były momenty, gdzie arpeggia robiły wrażenie porównywalne z tym, co cenię np. w elektronice, to muszę wspomnieć o Harpa e delirio d'agua - podoba mi się to nieustannie narastające napięcie oraz urocza gitara (chyba razem z harfą). Anima Nostra w najbardziej oczywisty sposób stanowi przywołanie śladów religijnych. Misa pracująca na mniej mistyczny i psychodeliczny nastrój, tutaj zapowiada wręcz coś na kształt modlitwy. Savall trochę inaczej wykonuje ten utwór. Długie dźwięki na tle echa z misy, czysta muzyczna asceza, piękna rzecz. Wariacja na koniec płyty to dość przyjemny powrót, ale przede wszystkim sensowna klamra. Z natury wolę instrumentale, więc tytułowe Peiwoh też zostaje w głowie. Tu wręcz radykalna zmiana - mamy wyraźny rytm, w nieoczywisty sposób harfa wychodzi naprzód. Czasami ciekawie połączono utwory w jakieś dłuższe szeregi za sprawą dźwięków otoczenia, szczególnie tutaj to mi się podobało. Wyróżniłbym też mocniejszy jazzowy odcisk pod koniec płyty dzięki wykorzystaniu kontrabasu. La Musica Callada skrywa się w morzu słabszych utworów. Najpierw intro na kontrabasie, potem właściwy utwór z harfą i Savall znów w roli głównej, a na koniec zmyślne połączenie wszystkich elementów. To chyba najciekawsze odkrycie, które zapisuję na przyszłość.

Lekko irytowało żonglowanie językami. Na początku płyty to taka nachalna prezentacja. Hiszpański, angielski, niemiecki, włoski, kataloński... rozumiem zabieg, ale czasami wykłada się za sprawą pozornych głupotek, które na mnie jednak robią średnie wrażenie. Albo mocniejszy akcent albo generalnie przyśpiewkowo-ogniskowy nastrój. Niektóre utwory są też po prostu za długie, np. Cancion de la Muerte Pequena.

Może tyle wystarczy? Trudno o sensowne podsumowanie. Bardzo ciekawa rzecz, z której wydobywam coś dla siebie. Odbieram pozytywnie raczej ze względu na to, że pochodzi z zupełnie innego świata. Czasem takie zderzenie jest owocne. W przypadku bestki to dość trudne, gdzie czasu jest stosunkowo mało, a gdy jeszcze muzyka sporo wymaga od słuchacza, to znalezienie odpowiedniego sposobu na odbiór robi się naprawdę wymagające. Brakowało mi mocniej zarysowanego kontekstu. Koniec końców, przetrwałem, żyję, mam się po wszystkim dobrze.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 gru 2023 02:40

napisałem to mogę się wygłupiać
stripped pisze:
12 gru 2023 12:18
Panowie, JEST SPRAWA
Hmm... może i jakaś przerwa byłaby dobra, ale jestem bardziej za małym przyspieszeniem tej zabawy. W przypadku dłuższych czy trudniejszych rzeczy można mieć więcej czasu. Żeby tylko nie była to już reguła na stałe. Daleko mi do wypalenia, jeszcze mam co rzucać. Stałe spowalnianie trochę zmniejsza zainteresowanie.

Na Mansuny dałbym czas do 22/23 grudnia, potem do końca roku czas na wrzucanie płyt i z nowym rokiem może przyjdzie świeżość i lepsze tempo. Nie wiem, tak bym to widział.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 15 gru 2023 18:42

Adriana Savall - Peiwoh

Szczerze mówiąc, tak często zaczynam swoje "recenzje" od wzmianek o tym, że nie znam praktycznie w ogóle wykonawców, których wrzucacie (A NIBY TAKI NERD I W OGÓLE HO HO HO HO), że chyba zrecenzjuję kiedyś własną wrzutę, by móc zaczac w inny sposób. W każdym razie PEIWOH to jedna z bardziej niemoich rzeczy, bo prawie w ogóle nie słucham MUZYKI ŚWIATA, czy rzeczy spod znaku "Medieval Classical Music" (albo jak tam to dzikie nakurwianiee na harfach nazywacie) nie słucham, to już nawet śpiewające panie goszczą na moich głośnikach częściej niż takie klimaty. Trochę i z tego powodu tym razem nie nastawiałem się na NIC, bo naprawdę nie wiedziałem czego mogę się spodziewać.
Wiem, że jakimś tam naprowadzającym tropem była PREGHIERA (ha, doceńcie to płynne przejście od wstępu do sedna!), która kiedyś przewinęła się w utworowej, ale ten, no... no nie ukrywam, że nie wracałem i nie za bardzo ten kawałek pamiętałem. Próby sięgnięcia pamięcią do ówczesnej pisaniny średnio pomogły, bo poświęciłem temu kawałkowi dość mało uwagi i w sumie nie napisałem wiele konkretów poza dość oczywistym skojarzeniem. Chciałem to zwalić na fakt, że dopiero zaczynaliśmy, byliśmy młodzi i nie wiedzieliśmy dokąd zmierzamy, ale prawdę powiedziawszy, to za wiele się nie zmieniło. Trochę głupio pisać mi o takiej muzyce, że jest NIEZŁA, głównie w kontekście tego, jakim ważnym doświadczeniem była dla Melczeta, ale nic nie poradzę, że tak dla mnie jest. Dobrze się tego słucha, nie za bardzo wiem co tu mógłbym skrytykować, ale totalnie nie jestem w stanie poczuć tego samego co Melczet i odnoszę wrażenie, że to nie jest kwestia tego, że słucham tej muzyki na KOSSach Porta Pro z laptopa w piwnicy. Tak swoją drogą, to ni cholery nie olałbym mezcu z Niemcami z 2014 na rzecz jakiegokolwiek koncertu, ale za to odpuściłbym jakikolwieek mecz naszej reprezentacji z ostatnich 2 lat na rzecz jakiegokolwiek koncertu.
Umownie się umówmy, że to co pisałem wyżej można odnieść do pierwszych czterech kawałków. To niee jest tak, że one mi się jakoś zbiły w jedną masę, zwłaszcza, że ani to suita, ani one jakieś bardzo podobne - po prostu jakoś tak wyszło, że w moim odczuciu wszystkie brzmią tak, że najwygodniej i najlepiej mi je opisać tymi słowami. I już myślałem, że będę musiał wymyślać tysiąc sto sposobów na opisanie tego samego w różny sposób, gdy nie wjechała SUITEE CELTA brzmiąca totalnie jak... soundtrack do któregoś Wiedźmina (growego ofc). Poważnie, aż sprawdzałem, czy pani Adriana nie była zaangażowana w produkcję ścieżki dźwiekowej do tej gry, ale nie znalazłem żadnej informacji na ten temat. Trochę mnie to skonfudowało szczerze mówiąc, bo przy okazji wjechał soundtrack do jakiejś słowiańskiej inby czy czegoś w ten deseń i jednocześnie trochę klimaty ala Jig of Life Kate Bush. Zatrzymam się na stwierdzeniu, że jest to dziwne i interesujące. Cnacion De La Muerte coś tam coś tam to już powrót do klimatów o których pisałem wyżej i to jest trochę taka rzecz, na którą cię zabierają na wycieczce szkolnej, by cię odchamić, a ty no słuchasz tego, ale jednocześnie starasz powstrzymać ziewanie. ACZKOLWIEK bębny na koniec spoko.
AURORA trochę mnie śmieszy, bo to dla mnie coś pokroju długiej solówki instrumentalnej, tylko, że zamiast gitar są harfy. No i niby to brzmi lepiej niż taki Steve Vai napierdzielający techniczne solówy na flażoletach, a na pewno klimatyczniej, tylko, że ten... no to nadal nakurwianie solówy i jednak po jakimś czasie męczy. Moją opinię o Si Tornes możecie sobie przekleić z poprzedzającego go kawałka, tyle, że bez bębnów.
Ale to też nie chcę, by było tak, zże na wszystko narzekam, bo np. HARDA E DELIRIO D'AGUA jest już fajne i czuję przy tym jakieś ciepło, coś podniosłego i trafia do moich trzewi. Ale zaś potem wjeżdza ANIMA NOSTRA i czuję sie trochę jak podczas mszy w kościele, a tak się składa, że to jest jedna z najnudniejszych aktywności, jakie mogę sobie wyobrazić. Ale zaraz potem wjeżdza tytułowy kawałek i czuję się jak nastolatka z borderline'm, bo dla odmiany jest kapitalny. Może dlatego, że to brzmi jak DOBRA PIOSENKA, chociaż instrumentalna oraz cokolwiek się tu dzieje? Cholera jasna, jakby tak brzmiała cała płyta, to byłbym jej naprawdę sporym fanem i bym taaaakie peany pisał. I fajnie, że tuż po tym kawałku jest ADOUCIT LA MELODIE, bo też jest fajne i dobre, pobrzmiewa lekko orientalnie i w ogóle, chociaż jednak lekko drażnią mnie te wokalizy i nic na to nie poradzę, ale wolałbym chyba tę płytę bez nich.
Mam dziwny problemu z Naonunai, bo z jednej strony to jest niesamowicie cukierkowe, przesłodzone, zupełnie nie kumam dlaczego w języku angielskim, a ten dwugłos damsko-męski kojarzy mi się z jakimś Mietkiem Szczesniakiem śpiewającym z Anną Marią Jopek piosenki dla Papieża, ale z drugiej strony... jest w tej słodyczy coś pociągającego, nawet jeśli momentami zęby bolą za bardzo. Na razie wstrzymuję się od jednoznacznej opinii, bo chcę to jednocześnie spropsować i zjebać, a znając życie to i tak ta pisanina zestarzeje się jak mleko. xD
O ostatnich trzech kawałkach mogę napisać w sumie to samo co o pierwszych trzech - uznajmy, że zataczamy koło i w tym miejscu wrzucam pętlę rekurencyjną. No, gwoli formalności tylko nadmienię, że La Musica Callada zaczyna się interesująco, ale ZNOWU WJECHAŁ TEN WOKAL i jestem zmęczony tym patosem oraz gamą uczuć wyższych.
Generalnie trochę tę płytę dissuje, ale też jakby nie do końca, bo są tu rzeczy, które kupuję i szanuję. Ale chyba za bardzo to WZNIOSŁE i podniosłe, a ja naprawdę mam mocno ograniczoną tolerancję jeśli chodzi o patos. Okej, znalazłem tu coś dla siebie, jako coś puszczone w tle od czasu do czasu jest spoko, ale tylko tyle i aż tyle, na głębszą relację się nie nastawiam, bo jednak za mało tu czegoś innego poza wyznawaniem miłości do Pana. Cóż, tak to jest jak się podrzuca taką muzykę przyziemnemu prostaczkowi (chociaż Hildegardę z Bingen uwielbiam, więc jakąś tam szczątkę uduchowienia w sobie mam). Kciuka w dół nie dam, daję go w bok, ale lekko przechylam ku górze. Dziękuję za uwagę.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
3/5
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13775
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 gru 2023 15:01

dev nie zamulaj
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 19 gru 2023 11:36

Czy jak ja napiszę żeby musiał nie zamulal to będzie to cokolwiek znaczyć?
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
3/5
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13775
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 gru 2023 11:37

Musiał ma dzisiaj wjechać, czasem nawet naczelny zamulacz nic nie zmieni nie zamulając 🤷
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 gru 2023 12:02

Pobiliśmy chyba wszelkie rekordy z tą wrzutą Melkiego, kto by pomyślał, że babka z harfą może być aż tak wymagającą propozycją, a Biggiego z podwójnym koncept albumem zrobiliśmy w tydzień. Na szczęście, zewsząd dochodzą mnie słuchy, że Mansun jest ostro słuchany, więc liczę, że kiedy tylko wystartujemy, to posypią się recenzję. Oczywiście zakładam, że Malkolit, jak to Malkolit, nawet nie zaczął jeszcze tego albumu słuchać, bo przecież jeszcze omawiamy Sevall, ale już się pogodziłem z tym, że album, który miał być omawiany pod koniec listopada, będzie ostatecznie moja propozycją na święta (a kompletnie nie miało tak być...). Swoją drogą, zadziwia mnie ta sytuacja, bo Dev nawet nie słuchając jakiejś płyty, potrafi napisać na jej temat wiarygodną recenzję, nie wiem jak mógł nie wykorzystać tego talentu przy tej okazji xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13775
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 gru 2023 13:09

Myślę że po świętach, niezależnie od statusu omawiania Mansun uruchomię wrzuty na zimową kolejkę. I coś mi mówi że mogę być pierwszy tym razem 🤔
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 gru 2023 13:23

To ja zaklepuję pozycję nr 2, koniec z ogonami.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13775
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 gru 2023 13:29

Muszę uruchomić zeszyt na zapisy.

KTO ZAMAWIAŁ MAKOWIEC?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 19 gru 2023 15:01

Zaklepuje pozycje nr 3, bo pewnie pod koniec stycznia będę miał sesję/egzaminy czas
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 gru 2023 15:05

Koniec stycznia to obstawiam, że będzie dwójka lol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn