Best of Forum V

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 01 cze 2024 02:23

Genesis It's Gonna Get Better

Znacznie ciekawsze niż That's All. Przede wszystkim więcej oddechu i lepszych rozwiązań. Mimo klasycznej progresyfnej maniery przesadnego kombinowania gdzie nie trzeba (po członek tak skomplikowane rytmy tutaj?) w wolnej chwili idzie słuchać bez większego marudzenia. Też ujęły mnie syntezatory. Basowy nie brzmi jak totalny dramat bez głębi, a ten z przodu przypomina sygnał wywoławczy - lubię takie doznania. Razem z dźwiękami puszczanymi dupą do przodu stanowią naprawdę zmyślne combo produkcyjnych patentów. Collinsa nie polubię przez wokal na dłuższym dystansie. Im bliżej końca tym coraz więcej kombinacji, więcej zmęczenia. Ostatecznie zostawia mnie w mocno nijakim nastroju. Początek za dobry, żeby móc przełknąć późniejsze nudy.

Reel Big Fish She's Famous Now

To już bardziej modelowy przedstawiciel Hien-ska type wrzutki bestkowej. Idealna do gierki czy serialu młodzieżowego o skejtach z epoki. Im więcej tego typu kawałków, tym więcej znieczulenia, ale nie mam ochoty kompilować nowych wrażeń ze zdań naskrobanych X miesięcy temu. Jak na trzy minuty trochę za długi. Końcówka bardziej efektywna w przypadku napisów końcowych po jakimś Zeke i Luther - gorzej w przypadku słuchacza, któremu przez ostatni tydzień ani trochę nie zebrało się na ska-wczutę. Trąby dudnią, solówka gitarowa obecna. Dla mnie wszystko zlewa się w jedno, nie kojarzy się z niczym ciekawym, ale szanuję kontekst anegdoty osobistej.

Dusty Springfield In Private

Ja tam się na sikstisowych (nie mylić z Siksą) piosenkarkach nie znam. Lepiej kojarzę pewną płytę Sex Shop Boys, gdzie Pani Dusty miała przyjemność i szansę się wykazać. Tam mamy banger, ale tutaj też wracamy do kawałka relatywnie dość rozpoznawalnego w Polszcze. Nawet jeśli po latach nie pamiętałem większości, to refren otworzył mi kolejną klapkę w głowie. Jeśli za produkcję odpowiadają panowie P, S i B to trochę słabo. Zawieszone między sceną klubową a muzą dla ludzi w średnim wieku w epoce. Klapa od kibla pracuje aż miło, podobnie zresztą plastikowe dęciaki i cała perka. Na chwilowe zauroczenie w porządku. Wielkiej miłości nie będzie. Wracam do bangera z Emm Akszuli.

Sascha Dickcycyan Darkness Falls

Nie da się ukryć, że t r o c h ę ambientu w życiu już słucham i nawet zrobiłem... Naprawdę rzetelna robota, do gry naprawdę spoko. Jednocześnie dostatecznie chłodno i mroźno, by oddać opisywany klimacik, ale też ludzko i cywilizowanie przez elementy stricte filmowe typu punktowe zagrywki na smykach. Pod mój odizolowany odsłuch wywaliłbym te symfonie, bardziej industrialne odgłosy oraz basowe pulsacje - wystarczyłyby przyjemnie zimne, surowe pady. Bez gry czy obrazu jako dodatkowego bodźca elementów jest zdecydowanie za dużo, a do tego nie zawierają naprawdę charakterystycznego motywu do zapamiętania. Sorki, pod tym względem jestem najbardziej wybredny.

RHCP Grand Pappy Du Plenty

Takich Red Hotów kompletnie nie znam. W ogóle dopiero po kilku latach odkryłem, że oni mieli już całkiem sporo nagrywek w latach 80'. Za sprawą Seby odkrywam kolejną warstwę cebuli prawdy - panowie potrafili zapakować do debiutu całkiem przyjemny rockowy instrumental z nutką industrialową, no nie da się ukryć. Nie brzmi to zupełnie jak oni, ciekawy eksperyment! Domyślam się, że reszta materiału z zupełnie innej bajki, ale to jest bardzo dobra zapowiedź kontaktu z czymś zaskakującym i świeżym, przynajmniej dla mnie. Po prostu ładne są te gitarowe zagrywki. Punktowa, subtelna perkusja dodaje filmowości. Może i RHCP nie mogliby nagrać Moments In Love, za to Art of Noise nie byliby w stanie stworzyć tego. Sebową wrzutę odbieram pozytywnie. Gdzie tu cokolwiek edgy xD Moja ulubiona płyta The Gateway, choć to z drugiej strony jedyna, którą znam w całości.

Kolejka typu "udało się przebrnąć".
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 02 cze 2024 00:32

Genesis - It's Gonna Get Better

Ja chyba żem ostatnio o tej płycie pisał, a jeśli jakimś cudem nie, to na pewno o Genesis, więc nie bardzo jest sens się powtarzać. W każdym razie na ten moment to mój ulubiony album tego zespołu, co być może powinno być przewrotne biorąc na poprawkę fakt, że mój ulubiony członek tego zespołu to Peter Gabriel, którego podczas nagrywania tej płyty nie było. No, przynajmniej ciałem, bo zaryzykuję tezę, że słychać tu jeszcze tego ducha progresywnego Genesis - kompozycja jest niebanalna, nawet jeśli słychać tu popowe zapędy Collinsa i ejtisy NA PEŁNEJ PIŹDZIE. Te puszczone od tyłu syntezatory faktycznie miodne, zabieg niby prosty, a jednak robi robotę i właśnie przez takie smaczki pisałem o skojarzeniach z Beatelsami, bo na ich późnych płytach było tego pełno. Generalnie słucha mi się tego lepiej niż dobrze, bo jakoś tak trąci z tego kawałka optymizmem, który to jakoś ostatnimi dniami czuję i któryto podkręciła mi notka Murzyna. BTW odkrywanie randomowych rzeczy typu b-side'y czy wydłużone edity przebojów faktycznie spoko, ale pisanie o tym to oczywistość jak coś skrajnie oczywistego, zresztą sam wrzuciłem coś takiego. xD Generalnie duży props.

Reel Big Fish – She’s Famous Now

Hien w wydaniu poppunkowym. Czy tam ska. Nie wiem, nie znam się. Czasem zastanawiam się, czy trochę mnie ominęło z racji tego, że w Tony Hawka grałem raczej krótko, bez jakiegoś większego zwracania uwagi na soundtrack i w sumie to najwięcej w czwórkę, którą dodano w swoim czasie do CD-Action i w której z jakichś przyczyn zamiast tego ska i pop-punka był polski hip-hop. Nie czuję tej muzyki, może znajdę jakieś pojedyncze rzeczy z tego nurtu, z którymi mógłbym się polubić, ale wątpie, bo zazwyczaj jak słyszę tę trąbki w otoczeniu gitar, to dostaję kurwicy. No tym razem na pewno się nie udało. Sorry, no bonus.

Dusty Springfield - In Private

Szczerze mówiąc, nie kojarzę tego turbohiciora, ew. na zasadzie takiej, że słyszałem, ale nie wiem co to. Teoretycznie obecność Polskich Składów Budowlanych powinna zwiastować jeśli nie znak jakości, to coś bardzo spoko, bo ten kawałek, o którym pisał Musiał, to nie tylko znam, ale i bardzo lubię. W praktyce? No jest poprawnie, jest rzetelnie, wszystko gra i buczy etcetera i blablabla, czuć, że to dziecko dwóch wybitnych pedałów parafrazując klasyka, ale jakoś tak nie mogę w sobie wzbudzić większej ekscytacji. Nie zdziwię się, jeśli mi ten kawałek nagle zaskoczy w momencie mojego życia, którego bym się nie spodziewał, np. gdy zejdę się z byłą Musiała, acz wtedy bałbym się, że w tym przypadku zamiast o niej pisałby w każdej notce o mnie. Na razie takie o.

Sascha Dikiciyan – Darkness Falls

Fajno, że Wuja zrobił nam flashback z bestki gierkowej, którą uśmierciłem, chociaż mimo wszystko jako jeden z ostatnich, a nie pierwszych. Gierka wygląda na ciekawą, może nawet i za pierdyliard lat dałbym szansę, ale ostatnio gram tak mało, że naprawdę nie chcę rzucać słów na wiatr. W sumie mógłbym przepisać dużą część notki Roberta - faktycznie, brzmi to super w kontekście soundtracku do giery i nadaje się jak najbardziej do samodzielnego słuchania, ale faktycznie oszczędniejszy w dźwięki i przeszkadzajki wszelkiej maści aranż by tu nie zaskodził. W każdym razie jest spoko, w sam raz by wizualizować sobie chłodną zimę, co w kontekście zbliżającej się plagi upałów jest dla mnie czymś pokroju zbawienia.

VdGG - Killer

O, van der Graafy. Chciałem was nimi kiedyś zakatować, co gorsza jakąś kobyłą, ale sobie odpuściłem i raczej prędko tego nie zrobię, pamiętając jak jojczeliście na takie Yes chociażby. Też nie poznałem całej dyskografii, tbh to nawet nie planuję i od razu przyznam, że poza intensywnie katowanym przeze mnie w swoim czasie Pawn Hearts, resztę znam dość pobieżnie. I tak prawdę powiedziawszy, czuję się trochę rozdarty, bo z jednej strony to jest bardzo fajne. Jest tu obłąkańczy wokal Hamilla, organy Hammonda, które loffciam, jazgotliwy saksofon, chaos, zmiany nastroju, tempa, klimatu i wszystko to, za co kocham pierwszą płytę King Crimson czy tam klasyczny rock progresywny. Tylko jednocześnie też mam wrażenie, że znam to aż za dobrze i jakby mi ktoś powiedział, że to jakiś niewydany kawałek ze wspomnianych Pawich Serc, to bym uwierzył. Welp, to nie jest granie, którego można słuchać w nieskończoność i formuła, która nigdy się nie wyczerpuje, o czym w sumie dobitnie świadczy to, jak skończył rock progresywny jako gatunek. Ale pomijając to - jest spoko i kiedyś tu prostytutka jeszcze wrócę.

No też nie zachwyciłem się tą kolejką, Murzyn dowiózł fajną rzecz, którą znam i Dragon też fajną, ale którą znam słabiej. Do reszty może wrócę w nieco innych okolicznościach, a może nie.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 02 cze 2024 02:24

W pon rano lecimy z następną kolejką, chyba że Hadto dowiezie wcześniej
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 cze 2024 19:38

No jestem, jestem.

Genesis - It's Gonna Get Better

Cóż, nie określiłbym tego lepszym niż That's All, które bardzo lubię, ale ma w sobie coś ten numer takiego, że się podoba. Tzn. mnie się podoba, na pewno w warstwie muzycznej, trochę słabiej wychodzi, kiedy wchodzi wokal. Zwrotki są moim zdaniem nieco nieciekawe pod kątem melodii, albo po prostu są wyjątkowo bardzo mocno "genesisowe", gdzie można było od tego trochę uciec. A może nie można było. Nie twierdzę przy tym, że ten wokal jest zły czy coś, ale w mojej opinii po prostu mogło być trochę lepiej. Tak czy inaczej fajny deep cut, przyjemnie się tego słuchało, nie znałem wcześniej. Właściwie spokojnie mogłoby być singlem samym w sobie. Elektryczny basik się pięknie wkręca. No i tekst jakoś do mnie przemawia. Good shit, tyle na ten temat.

Reel Big Fish - She's Famous Now

Gdyby wyciąć te wstawki dęte sugerujące ska, to spokojnie by mogło się znaleźć na soundtracku do jakiegoś American Pie, względnie innej teenage drama comedy z lat 90. Nie dziwota, że taki kawałek znalazł się na OST do Tony'ego Hawka. Na początku mehałem, ale koniec końców się wkręciło, dobre to jest. Wokal daje radę, energetyczny refren, gitary są super. No i lekko keknąłem z tekstu, co prawda nie mam z czym relować (aż tak ciekawe moje byłe nie były), ale ciekawie się Hienowi złożyło. Pewnie jeszcze ciekawiej, że lasce nie wyszło, takie bittersweet victory. O ska generalnie niewiele wiem, Madness znam a oni się trochę do ska zaliczają. W Tony'ego Hawka grałem tylko w drugą część ale ni cholery nie pamiętam, jaka tam była muza xD Dobrze, że jest Hien, propsy dla tej piosenki (i dla Hiena)

Sascha Dikiciyan - Darkness Falls

Wuja przełamuje kompletnie klimat i wrzuca coś gęsto jesiennego u progu lata. Ratuje mnie to, że w ciągu niemal każdego mojego odsłuchu tego numeru zwyczajnie padało, a właściwie lało (jeszcze właściwiej to nad Warszawą ostatnio ciągle burze), więc jakiś tam klimat się tworzył i udzielał. Bo generalnie to kawałek jest zacny mocno, klimatyczny, takie ambienciki Musiał lubi. A że lubi także muzę z gier, to już w ogóle. W zapodany tytuł growy oczywiście nie grałem, ale ja w ogóle od jakiegoś czasu w nic nie gram i mało wiem o tym, co teraz jest na topie. Niemniej jednak opis brzmi ciekawie i aż zachęca do zapoznania się. Żebym jeszcze czas miał to już w ogóle. Tak czy inaczej - bardzo dobry kawałek muzy, ale, kurde, czemu nie w jakimś listopadzie czy coś? Lekkie rozczarowanko z tego powodu.

Van der Graaf Generator - Killer

Jeśli o ten zespół chodzi to zawsze bawiła mnie trochę jego nazwa, nie do końca rozumiem, skąd pomysł na nią (a Wiki jakoś mi się nie chciało sprawdzać). No, jest to prog, znów długo i progowo i w ogóle tak mocno w stylu przełomu lat 60. i 70. Czyli, basically, powinienem hejtować, ale - o zgrozo - tak nie jest. Nie wiem, może magia Dragona zadziałała lol. Ale o co chodzi - jest dla mnie w tym utworze coś, co uwagę przyciąga, może te fajne brejki, może saksofon, może organy w tle, może wszystko po trochu. Nie nudzi się (choć długie, no, dłuższe niż typowe numery, ale na pewno nie progowe), nie męczy, wokal fajny, aż sam zacząłem to śpiewać, więc niech to mówi samo przez się. Dla mnie w sumie osobisty zwycięzca kolejki, nie spodziewałem się, że kiedyś tak napiszę hah.

Red Hot Chili Peppers - Grand Pappy Du Plenty

Oho, RHCP w strawnej dla mnie formie. No dobra, to nie jest też tak, że ja RHCP jakoś potwornie gardzę, bo to nie byłaby prawda (choć mogłem tak brzmieć wcześniej), ale jakoś też... no nie przepadam za nimi nie wiadomo jak. Mam parę numerów, które NAWET lubię, ale ich ogólny styl i śpiew Kiedisa (który niemal wszędzie brzmi dla mnie tak samo) mnie nieco zniechęcają. Także cóż za wybawienie, numer, gdzie po prostu tego wokalu nie ma, złoto xD A tak serio, dobre to jest. Lekko psychodeliczne, niepokojące, właściwie mogłoby być... soundtrackiem do jakiejś gry komputerowej i to z powodzeniem niemałym. Fajny kawałek muzyki, wszystko w nim na miejscu i dobrze dopasowane. Jest trochę westernowo, trochę nowofalowo wręcz, takie Wall of Voodoo na sterydach. Znak jakości.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 cze 2024 19:41

Dev uratował honor forum dewotis, bo normalnie (prawie) same HEJTERY
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 02 cze 2024 19:42

MI TEŻ SIĘ PODOBAŁO
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 cze 2024 19:43

OK ZWRACAM HONOR
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 02 cze 2024 20:51

OKK LEC FAKIN GO

Primus - Jerry Was a Race Car Driver

Primus zna praktycznie każdy, nawet jeśli o tym nie wie, wystarczy, że widział chociaż jeden odcinek „South Park”, do którego zespół nagrał utwór tytułowy. Niemniej, poza charakterystycznym wokalem Lesa Claypoola, tamten numer nie ma jakoś wiele wspólnego z brzmieniem, z którego Primus są najbardziej znani. Lubię ich bardzo, ale ostatecznie sięgam po największy „hit” i są ku temu powody. Nazwę tę kojarzyłem od dawna, pamiętam że w połowie lat 90 pojawiała się to tu, to tam, ale byłem smarkiem i siusiaka się znałem na muzyce, wtedy „Smerfne Hity” był na tapecie. Wszystko zmieniło się w 2000 r., kiedy zagrałem w pierwszego Tonego Hawka. Nie pamiętam, czy pisałem o tym przy okazji Goldfingera, ale pierwszy raz w tę grę grałem na N64 (a raczej na emulatorze, bo pomimo że miałem N64, to samej gry nie szło dostać). Rzecz w tym, że ze względu na małą ilość miejsca na cartridge’u, piosenki w tej wersji były pocięte i skrócone. Wyglądało to tak, że najczęściej leciała pierwsza zwrotka i refren, po czym wszystko wracało do początku i tak loop leciał w nieskończoność. W przypadku Jerrego, podjęto z jakiegoś powodu decyzję żeby zmontować to z samych instrumentalnych fragmentów kawałka. Tym samym, moje pierwsze zderzenie z Primusen, to była instrumentalna minuta kawałka, w słabym bitrejcie i mono, do tego z czkawką wywołaną średnim działaniem ówczesnej wersji emulatora. Co tu dużo mówić, od razu się zakochałem xD Zresztą całe OST z pierwszego Tonego to jest złoto, ale kilka numerów zwłaszcza zapadało w pamięć, w tym Jerry. Jakiś rok później, oglądając filmik dodany do THPS2, dowiedziałem się, że to ma wokal w oryginale. Ogarnąłem mp3 i co, teraz jestem tutaj z tym numerem. Co pozostaje w głowie przede wszystkim po sesji z tym kawałkiem, to charakterystyczna, absolutnie zajebista parta na basie, na którym gra lider i wokalista Les Claypool. Dodatkowy smaczek to wstawka "dog will hunt" z jednego z najlepszych filmowych sequeli jakie powstały - "Texas Chainsaw Massacre II". Po lekkim przebłysku słońca z Reel Big Fish, wpuszczam trochę mroczniejszych, psychodelicznych klimatów. Pamiętam jak jeździłem na desce w ciemniejsze, bardziej deszczowe dni i często Jerry grał mi w głowie. Na ten rok, jest to ostatni odcinek majowej serii, bo raz, że mamy już czerwiec, a dwa, że lekko pany zamulacie i nic więcej nie wcisnę. Bierzcie i słuchajcie, a potem jarajcie się.

https://youtu.be/_oanJVP5Tg8
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 cze 2024 20:55

A gdyby tak pójść we wrzutkach w jakiś całkiem nowy dla mnie kierunek...

Girlschool - Demolition Boys
(1980)

Muzyka heavy metalowa przez długi czas nie leżała w ogóle w kręgu moich zainteresowań, nawet kiedy już grywałem w GTA Vice City to w moich statsach stacja V-Rock ciągle widniała jako najmniej słuchana. Ale przyszła kryska na matyska i nawet do niej z czasem się przekonałem i był czas kiedy stała się tą najczęściej słuchaną, powoli zaczynałem rozróżniać co jest czym i że nie wszystko tam było na jedno kopyto. Zacząłem też trochę czytać na jej temat i zrozumiałem że chyba najbardziej po drodze było mi z zespołami reprezentującymi nurt New Wave Of British Heavy Metal - w skrócie NWOBHM, czyli taką drugą generację brytyjskich kapel metalowych, jeśli do pierwszej generacji zaliczymy Black Sabbath to w tej drugiej były Iron Maiden czy Judas Priest. Z jednej strony kontynuowały one nieco spuściznę BS jednocześnie łącząc ją z energią kapel punk rockowych, prekursorem takiego grania była muzyka grupy Motörhead. Złapawszy haczyk zacząłem szukać podobnego grania i zassałem sobie jakieś składanki z nurtu NWOBHM, tak natrafiłem na Girlschool.

Girlschool to była żeńska kapela metalowa powstała w 1978 roku w Londynie. Podobno to właśnie dzięki Lemmy'emu Kilmisterowi z Motörhead który usłyszał ich debiutancki singiel udało im się podjąć współpracę z większą wytwórnią. Z kronikarskiego obowiązku dopowiem jedynie że zespół wciąż istnieje, choć bez oryginalnej wokalistki i gitarzystki Kelly Johnson która zmarła na raka w 2007 roku. Co do Demolition Boys też w sumie niewiele muszę chyba mówić, to po prostu kawałek fajnego gitarowego grania skumulowanego z energią 4 fajnych babeczek, przebój choć może nie na skalę światową, niemniej wart odkrywania i odświeżania.

https://youtu.be/ejfnt8Q9T_s?si=USkiuwreUMfC8uaL
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 cze 2024 08:28

Cock Robin - When Your Heart Is Weak (1985)

Byłem na progu najntisów, cofam się aż do 1985 roku. Cock Robin to wciąż istniejący (acz po dłuższej przerwie i zmianach personalnych) amerykański zespół pop-rockowy, który największą popularność zdobył w ogóle w Europie i to dzięki przede wszystkim swojemu debiutowi (nazywał się tak samo, jak zespół). Wylazły z niego takie hiciory jak Thought You Were On My Side, The Promise You Made (które pierwszy raz usłyszałem pod postacią coveru Kate Ryan o zmienionym na francuski - i w ogóle śpiewanym po francusku - tytule La Promesse), no i wrzucany przeze mnie numer. Potem były jeszcze dwie płyty, aż zespół (na sam koniec to i tak był tylko "główny" duet, czyli wokalista/basista Peter Kingsbery i wokalistka/klawiszowa Anna LaCazio) się wziął i rozpadł. Po 2006 wydali więcej albumów niż w ejtisach lol. Nie słyszałem jednak żadnego z nich, w ogóle słyszałem mało od nich, ale tbh nie czułem bardzo potrzeby sprawdzać. Błąd?

When Your Heart Is Weak to jeden z tych kawałków, co to latami się zastanawiałem, kto to w ogóle wykonuje. W sukurs przyszły wyświetlacze w radiach samochodowych i zapisane sobie na jakiejś kartce tajemnicze COCK ROBIN. Z początku myślałem, że to pseudonim jakiegoś artysty (może prawdziwe imię i nazwisko?), ale jakoś nie po drodze było mi sprawdzać. Zapomniałem o tym utworze jak o wielu innych z czasów ejtisowych, które niegdyś mi się bardzo podobały, i dopiero tzw. Drugi Ejtisowy Revival z jesieni 2018 mi go wskrzesił. Z sukcesem o tyle, że lubię doń wracać. Ma w sobie coś wiosenno-letniego, z powodzeniem mogłoby się to znajdować na OST do Vice City (niestety dla siebie, w kraju pochodzenia zespół nigdy nie zdobył oszałamiającej popularności). Lubię takie granie, po prostu. Tak bardzo radiowy czil z epoki, jak to tylko możliwe, to całkiem dobry powód na taką wrzutkę. Ale nie tylko, choć o tym... kiedy indziej. ZAPRASZAM.

https://www.youtube.com/watch?v=PvrzfgFJ5po
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 cze 2024 12:32

dawno tak szybko nie

DJ BLIK - Powiększenie (feat. Szczyl) (2022)

Trzy archiwalia to dużo, czas na świeżynkę. Czerwiec to dla mnie najgorętszy i najważniejszy miesiąc: nie tylko z powodu urodzin, których swoją drogą tak bardzo oficjalnie nie obchodzę, ale też ze względu na wyjątkowość aury samej w sobie dookoła. Ostatnio co czerwiec to wiele różnych, gęstych, mocno zaskakujących i spotanicznych akcji, które stają się materiałem pod bardziej pikantne anegdotki. Zazwyczaj bywają ostatnie spoktania ze znajomymi przed dłuższą przerwą, coś w stylu imprezowo-wieczorowego trybu życia. Jak nie jestem najbardziej rozrywkowym człowiekiem na świecie, tak o tej porze roku trochę mi się udziela żywiołu i potrzeb rozmaitych. Nie widzę tego tak ostro jak rok temu, trochę za dużo obowiązków dookoła, ale kalendarz wydarzeń wypełniony raczej po brzegi. Do lipca będą pojedyncze dni na labę i gnicie w domu.

Z końcem semestru i sezonu teatralnego zbiega się rodząca we mnie potrzeba JAKIEJŚ zmiany. Pachnie czymś więcej, choć nie umiem tego do końca wyrazić. Znowu pojawia się trochę rozkmin do wewnątrz. Niektóre konwenanse osobiste zaczynają mi uwierać. Wisi w powietrzu potrzeba sprawdzenia, eksperymentu, wyjścia poza męczący w tej chwili schemat dnia, tygodnia. W zeszłym roku wyszło bardzo dobrze, oczyszczająco. Na trzeciego czerwca roku pańskiego dwudziestego czwartego jestem na razie ciekawy tego, co się może wydarzyć. Wszystko to jest dodatkowo podszyte aurą tajemnicy, kameralności, wieczorowej rozmowy nie o pogodzie... a wtedy w głowie mam jeden numer.

Rekomendacja od chwilowego męskiego obiektu zauroczenia, ale że nie mam piętnastu lat to się nie ośmieszam, nie błaźnię. DJ BLIK jest anonimową postacią... właściwie to funkcjonuje jako anonimowa truskawa. Trudno powiedzieć, kim tak naprawdę. To nie jest istotne w związku z tworzoną muzyką, ale po prostu budzi ciekawość. Świeżynka wydawnicza. Jak rok temu poznałem numery ze Szczylem, tak stopiowo odkryłem całą Topię. Przypadła mi do gustu. 2024 rok to z kolei EPka Phantasma. Trochę słabsza, ale w wokalnych kawałkach znowu BLIK osiąga peak tego, co lubię najbardziej. Feelsy pomieszane z szybkim pulsem klubowej atmosfery. Klasyk na nowe czasy. A Szczyl to zdolny typ, może ma trochę flegmatyczną nawijkę, ale dla mnie jest autentyczny. W Powiększeniu idzie jeden z lepszych fragmentów tekstu, jaki słyszałem ostatnio (albo przynajmniej zrobiły na mnie takie wrażenie, że raz na jakiś czas używam ich w życiu codziennym). Nie jednostajne bum bum, tylko zmyślnie ewoluujący kawałek.

Topia to taka płyta, gdzie jeden numer odpowiada (nazwą, charakterem, whatever) nazwie jednego z warszawskich klubów. Coś mi mówi, że Musiałowi siądzie najlepiej. Z drugiej strony wcale nie musi nikomu, nie będę zdziwiony jak Rychu z Kazkiem i Igim. Zapraszam w tany, ostatnio nawet w teatrze uskuteczniałem je na pełnej. Po dłuższej przerwie czas na bliższy kontakt z tym, co faktycznie teraz mi w duszy gra.

https://www.youtube.com/watch?v=78WmjaHCBw4
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 cze 2024 14:29

Lady Gaga – Always Remember Us This Way (2018)

Gdy w listopadzie byłem na granicy to mieszkałem w jednym pokoju z kolegą, który miał w telefonie jako dzwonek ustawiony fajny utwór. Dlatego zawsze lubiłem, gdy dzwonił jego telefon. Gdy zapytałem co to za utwór, to nawet nie wiedział. Powiedział, że poszuka później pliku i mi podeśle tytuł. No i rzeczywiście podesłał latynosko brzmiącą nazwę wykonawczyni i tytuł. Jakiś czas później żona, niemała fanka Gagi, na YT puszczała utwory ze ścieżki dźwiękowej filmu „Narodziny gwiazdy”, w której główne role grali Lady Gaga i Bradley Cooper. No i nagle usłyszałem ten utwór z kolegi telefonu. W innym wykonaniu oczywiście i w innej konwencji. Lady Gaga wykonuje to w formie klasycznej ballady na pianino, podczas gdy tamta wersja była dużo szybsza i w stylu reggae. Odpaliłem wikipedię i okazało się, że całą ścieżkę do filmu stworzyli Gaga, Cooper i niejaki Lukas Nelson. Więc tamta wersja reggae to był tylko cover. W każdym razie oryginalna wersja śpiewana przez Gagę podoba mi się nawet bardziej. Dlatego też zagłębiłem się nieco w ścieżkę dźwiękową z filmu „Narodziny gwiazdy” i okazało się, że tam ładnych piosenek jest znacznie więcej.
Nigdy nie byłem może jakimś wielkim fanem Gagi, ale zawsze odczuwałem do niej sympatię i pewien podziw. Bo to naprawdę wszechstronnie utalentowana kobieta. Dysponuje bardzo dobrym wokalem, sama komponuje, pisze teksty, gra na instrumentach, produkuje muzykę. Posiada w sobie jakiś bliżej nieokreślony magnetyzm, który przyciąga uwagę.

https://www.youtube.com/watch?v=p1godKRBeZc
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 cze 2024 19:40

Jak zawsze - przepraszam.

Widzę, że bardziej zamiast kawałka doceniliście dobór nietypowej rzeczy z dyskografii. I też fajnie i też spoko, ja to rozumiem, na waszym miejscu pewnie postąpiłbym tak samo. Czy to w takim razie oznacza, że w najbliższym czasie z mojej strony takich nietypowych propozycji będzie więcej? Nie wiem, ale na płytę Wishbone Ash z electro raczej nie liczcie.

The Who - Eminence Front

Wiem, że po Depeszwizji pewnikiem macie uczulenie na tę nazwę, i się wam nie dziwię, bo akurat z bogatej i nawet niezgorszej dyskografii Czezu musiał wybrać najbardziej oklepany i najbardziej prymitywny kawałek, który na dodatek zestarzał się jak mleko, ale trudno. Lubiłem ten zespół, może bez jakiejś wielkiej miłości, ale na pewno mam dużo sympatii do paru klasycznych płyt, chociaż jednak bardziej do pojedynczych rzeczy niż całości. W każdym razie spróbuję odczarować wam jakoś tę nazwę, a ja już dobrze wiem jak mogę to zrobić.

Ano - za pomocą kawałka z soundtracku do GTA. Tak, tak, Eminence Front znalazło się na soundtracku do znanej i lubianej części pt. San Andreas i rzecz jasna w ten sposób ten kawałek poznałem, bo wszystkie głosy wszędzie mówiły, że płyta It's Hard z której tenże utwór pochodzi jest cienka jak siki węża, a jakoś tak się złożyło, że mimo wszystko moja sympatia do KTOSIÓW była zbyt umiarkowana, by chciało mi się grzebać w takich albumach.

No w każdym układzie, enimenen front, które ponoć jest o stanie osiąganym po przedawkowaniu kokainy (a tak przynajmniej twierdzi Wikipedia, której ufam w tej materii bardziej niż sobie) jest czaderskie, coolerskie i jak sobie je tam nazwiecie. Doceniłem je na nowo podczas ponownego ogrywania ww. gierki gdzieś na przełomie 2012/13 roku. I znowu tu nie będzie jakiejś szczególnej historii za którą kryłby się romans, trauma, horror, miłośc czy inny lejtmotyw telenoweli. Nie, po prostu spodobało mi się i tyle, na dzień dzisiejszy to mój ulubiony kawałek tego zespołu i ten no.

No nie wiem co napisać. Napisałbym, że zdaję sobie sprawę, że to nie jest jakiś szczególny OBSKJUR, choćby w związku z faktem obecności w wyżej wymienionym tytule i na luzie go można znaleźć na każdej kompilacji The best of tego zespołu, jaką znalazłem, ale trudno. Mimo wszystko będę jednak bronić stwierdzenia, że to nie jest aż tak ograny i oklepany hicior.

No w każdym razie doceńcie te funkowe gitarki, mocne refreny i w ogóle. Nie będę pieprzyć kocopołów, nawet nie mam nic szczególnego do napisania. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=xODK_OwxpHM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 cze 2024 19:40

Jak zawsze - przepraszam.

Widzę, że bardziej zamiast kawałka doceniliście dobór nietypowej rzeczy z dyskografii. I też fajnie i też spoko, ja to rozumiem, na waszym miejscu pewnie postąpiłbym tak samo. Czy to w takim razie oznacza, że w najbliższym czasie z mojej strony takich nietypowych propozycji będzie więcej? Nie wiem, ale na płytę Wishbone Ash z electro raczej nie liczcie.

The Who - Eminence Front

Wiem, że po Depeszwizji pewnikiem macie uczulenie na tę nazwę, i się wam nie dziwię, bo akurat z bogatej i nawet niezgorszej dyskografii Czezu musiał wybrać najbardziej oklepany i najbardziej prymitywny kawałek, który na dodatek zestarzał się jak mleko, ale trudno. Lubiłem ten zespół, może bez jakiejś wielkiej miłości, ale na pewno mam dużo sympatii do paru klasycznych płyt, chociaż jednak bardziej do pojedynczych rzeczy niż całości. W każdym razie spróbuję odczarować wam jakoś tę nazwę, a ja już dobrze wiem jak mogę to zrobić.

Ano - za pomocą kawałka z soundtracku do GTA. Tak, tak, Eminence Front znalazło się na soundtracku do znanej i lubianej części pt. San Andreas i rzecz jasna w ten sposób ten kawałek poznałem, bo wszystkie głosy wszędzie mówiły, że płyta It's Hard z której tenże utwór pochodzi jest cienka jak siki węża, a jakoś tak się złożyło, że mimo wszystko moja sympatia do KTOSIÓW była zbyt umiarkowana, by chciało mi się grzebać w takich albumach.

No w każdym układzie, enimenen front, które ponoć jest o stanie osiąganym po przedawkowaniu kokainy (a tak przynajmniej twierdzi Wikipedia, której ufam w tej materii bardziej niż sobie) jest czaderskie, coolerskie i jak sobie je tam nazwiecie. Doceniłem je na nowo podczas ponownego ogrywania ww. gierki gdzieś na przełomie 2012/13 roku. I znowu tu nie będzie jakiejś szczególnej historii za którą kryłby się romans, trauma, horror, miłośc czy inny lejtmotyw telenoweli. Nie, po prostu spodobało mi się i tyle, na dzień dzisiejszy to mój ulubiony kawałek tego zespołu i ten no.

No nie wiem co napisać. Napisałbym, że zdaję sobie sprawę, że to nie jest jakiś szczególny OBSKJUR, choćby w związku z faktem obecności w wyżej wymienionym tytule i na luzie go można znaleźć na każdej kompilacji The best of tego zespołu, jaką znalazłem, ale trudno. Mimo wszystko będę jednak bronić stwierdzenia, że to nie jest aż tak ograny i oklepany hicior.

No w każdym razie doceńcie te funkowe gitarki, mocne refreny i w ogóle. Nie będę pieprzyć kocopołów, nawet nie mam nic szczególnego do napisania. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=xODK_OwxpHM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 cze 2024 22:03

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 cze 2024 10:42

Girlschool - Demolition Boys

Murzyn pokazuje swoją kucową gębę i robi to dobrze. Nie dziwię się, że Lemmy się pojarał, bo to brzmi dokładnie jak Motorhead, tylko z babkami na wokalu i to jest wygryw. Może na papierze by to mogło wyglądać różnie, ale końcowy efekt jest doskonały. Babki śpiewają normalnie, nie silą się na jakieś wokalne ekscesy, gitary brzmią rasowo, kawałek ma moc pędzącego pociągu, czyli wszystko na miejscu. Jest czad, jest poziom, ale jednocześnie ten aspekt kobiecy, który (co jest sztuką) dodaje kobiecości bez zmiękczania całości (rymy rymy). Jeszcze ta zajebista solówka w środku, nie mam pytań. Babeczki, których nikt by nie wyrzucił z łóżka, ze sceny, z radia, itd. Murzyn na propsie!

Cock Robin - When Your Heart Is Weak

siusiak drozd. Z piórem. Otworzyliśmy z Murzynem kolejkę gitarami, ale Musiał wjechał na ciepło.
Znam ten kawałek, bo refren jest dosyć charakterystyczny, ale oczywiście dopiero teraz dowiaduję się kto to grał. Nie mam melodii na ejtisy obecnie, sorry. Na chłodno oceniając, jest to ok, dokładnie to, czego mógłby słuchać ktoś ze Zgierza, w samotne wieczory. Momentami przypomina mi też China Crisis, ale jednak tamci nagrali lepsze piosenki. W każdym razie, odkładam to na bok, bo może przyjdzie moment lepszy na takie granie, obecnie szanuję, daję okejkę, itd.

DJ BLIK - Powiększenie

Lol, jaki chamski klon King Krula XDDD Jeżeli ten sam typ (Szczyl) śpiewa/rapuje i jest na okładce to kisnę totalnie XDDD Jestem ostatnio kompletnie znieczulony na polski hip-hop, ale to mnie po prostu zaskoczyło, bo nie miałem pojęcia, że mamy polskiego Archiego Marshalla. Zwalę to na ciężki szok, ale jest to naprawdę spoko. Podkład z początku wydaje się być niczym więcej ponad demo z Dance eJaya, ale potem faktycznie wychodzi jakiś kunszt, rozwija się to w ciekawy sposób i generalnie podoba mi się, że ta motoryka ani na chwile nie zostaje rozbita, a Szczyl dobrze ją podkręca. King Krule w domu, daje powód do dumy z domu, a podkład. No tyle powiem, że bije ostatniego Noona z Depeszwizji. Full wypas.

Lady Gaga – Always Remember Us This Way

Lubię Lady Gagę i słucham jej muzyki, ale paradoksalnie, kiedy zaczyna wjeżdżać w smęty, to tracę zainteresowanie, głównie dlatego, że ona nie umie w ballady za bardzo. Kiedy słucham singli, to wiem, że słucham Lady Gagi, to brzmienie jest nie do podrobienia. A w wypadku w/w kawałka, niewiele wskazuje, że to jest Lady Germanotta, a nie jakaś losowa laska, próbująca przebić się na liście Spotify z Lidla. „Narodziny gwiazdy” oglądałem, ok film, ale na jeden raz (podobnie „Dom Gucci”, który mnie lekko rozczarował jednak). Na szczęście dla tego kawałka, wokal Gagi też jest nie do podrobienia (ten męski gen) i robi ten utwór. Jest w tym coś uroczego, więc nie potrafię tego hejtować, ale też nie mogę powiedzieć, że dla takich rzeczy sięgam po Lady Gagę. Powiem nawet, że ma to lekki zadatek na letniaczka, może trochę zbyt nadmuchana atmosfera czasami wychodzi, ale ujdzie. Po paru razach, wchodzi lepiej.

The Who - Eminence Front

Dwie rzeczy są pewne w świecie – to, że Joost powinien był wygrać Eurowizję oraz to, że gdyby nie seria GTA, to Murzyn i Mentos do tej pory by słuchali Jeden Osiem L. Ja się na The Who nie znam, lubię „Baba O’Riley” i to by w sumie było na tyle, pewnie jeszcze znam kilka kawałków, ale nie wiem, że to gra The Who. Trochę siara, ale do wszystkich tych bandów w końcu jakoś dotrę, między innymi dzięki best of forum. Fajny, twardy bit, zajebista ta sekwencja na klawiszu/syntezatorze, wypasione rytmiczne gitary i te organy. Ogólnie chyba najgorszym elementem jest wokal, ale nie, że jakoś kosmicznie rujnuje całość, po prostu jest z lekko niższej półki niż instrumental. W każdym razie, jest to typowo sebowa wrzuta i typowy dziadyzm, do którego bez Seby bym docierał długo. Trzeba będzie chyba sięgnąć po jakieś best of The Who, chyba że od razu po jakiś album, nie wiem, ale powiedzieć, że czuję się zachęcony, to powiedzieć niewiele. Zajebiste.

Bardzo dobra kolejka proszę Państwa, nie było słabych rzeczy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 cze 2024 12:44

Ostro pojechaliście, albo wpadały rzeczy ze ścieżek dźwiękowych albo takie które... idealnie pasowałyby na takowe. Z tego względu pozwoliłem sobie dopisywać do kilku recek moje wyimaginowane źródła tych wrzutek xD


Primus - Jerry Was A Race Car Driver

Znam, znam, Primusa poznałem od d. strony trochę z tego co pamiętam bo są autorami jednego coveru kawałka który znam z GTA San Andreas. Jerry to raptem drugi i ostatni ich utwór jaki poznałem bo pokazano mi go jako takiego Enjoya i co by nie mówić nawet mi się podobał. Mimo wszystko zapomniałem o nim na lata, ostatni raz wspominałem ten numer gdy mentos wrzucił Discipline do albumowej bo tak mi się tamtejsza gra na basie skojarzyła z Primusem. Żeby było zabawniej - wracając do GTA San Andreas - to uważam Jerry'ego za jedno z najpoważniejszych pominięć przy tworzeniu soundtracku do tej gierki, jak dla mnie idealnie wpasowałby się gdzieś między Soundgarden, Faith No More i... Depeche Mode które na tej samej stacji radiowej reprezentowało Personal Jesus. Pięknie było wrócić po latach i złapać ostrego bakcyla na Jerry'ego, ta zagrywka na basie wciąż epicka, reszta dopełnia klimatu, wokal unikatowy i specyficzny, ten numer dla mnie to fantastyczny RODZYN wśród rozkwitającego alt rocka lat 90.

Potencjalne źródło - GTA San Andreas, stacja Radio X

Girlschool - Demolition Boys


Nie, nie, nie recenzuję własnego numeru ale tak jak wspomniałem znalazłem go przy okazji poszukiwań związanych z GTA Vice City a pięknie się to ułożyło w kolejce więc kontynuując wątek napiszę że to równie dobrze mogłoby pochodzić bezpośrednio z gry i dopisuję co następuje:

Potencjalne źródło - GTA Vice City, stacja V-Rock

Cock Robin - When Your Heart Is Weak

Z Girlschool przechodzimy płynnie do Cock Robin jedynie zmieniając stację podczas przejażdżki po Vice City, tak to widzę. Ejtisowy pop rock na pełnej, pastelowe synthy, dźwięczne gitary z reverbem i ten nostalgicznie zawodzący wokal który sprawia że z miejsca widzę jak ten koleś mógłby być ubrany, jaką mieć fryzurę i etc. Zespół znam z tego kawałka głównie, mam na jakimś składaku, zapomniany klasyk który też nie wiem jakim cudem pominięto układając osta do VC.

Potencjalne źródło - GTA Vice City, stacja Emotion 98.3

DJ Blik i Szczyl - Powiększenie

W tym miejscu robimy sobie przerwę od grania, siadamy przed telewizorem na seans (a nawet dwa) filmowy. Luźna nawijka na klubowym podkładzie, ostatnio trochę popularniejsze się to robi na naszym rodzimym podwórku. Napiszę tu po prostu że nie będę rozbierał numeru na czynniki pierwsze, wystarczy mi że podoba mi się, jest ok, czuję ten VIBE a nawet wizualizuje sobie to bardzo konkretnie filmowo ale trop ten również podrzucił mi sam Smoku.

P.S. skojarzeń z King Krule nie miałem i nie czuję tego tak acz wiem ocb, coś w tym wokalu i artykulacji może faktycznie podobnego minimalnie.

Potencjalne źródło: Ostatni komers

Lady Gaga - Always Remember Us This Way

Tu może zaskoczę ale ja właśnie wolę Gagę w wydaniu balladowym o wiele bardziej niż z komercyjnych tanecznych hitów. Prawdę mówiąc dopiero gdy usłyszałem ją w ten sposób to ją doceniłem, tu moim zdaniem jest większe pole do popisu wokalnego i czuć emocje. A Star Is Born obejrzałem i nawet powiem że niewykluczone że bardziej prejzowałbym duetowe Shallow ale z drugiej strony doceniam wybór czegoś mniej znanego. Numer jest po prostu ok.

The Who - Eminence Front

Gdy Musiał wjechał z Cockiem Robina pisałem do niego że śmiesznie się ta kolejka układa w klimatach jakby rodem z soundtracków do GTA i zastanawialiśmy się czy ktoś ten wątek pociągnie, nawet nie spodziewałem się że faktycznie tak się stanie i mentos sięgnie po kawałek bezpośrednio z growego soundtracku i to nie byle jaki bo to prawdziwy banger. Jak dla mnie Eminence Front to prawdopodobnie najlepszy kawałek The Who choć znam ich raptem z paru kawałków. Numer ten wylądował w GTA w stacyjce serwującej tzw. classic rocka ale co śmieszniejsze był jednym z pierwszych które mnie przekonały do siebie obok numerów Roda Stewarta czy Toma Petty, w sumie rozumiem dlaczego - miały one wspólny mianownik - były to już albowiem kawałki EJTISOWE. O ile już sam powolny wstęp z tymi klawiszami jest już bardzo fajny tak pamiętam że spore wrażenie robiło na mnie wejście tej basowej zagrywki w refrenie, DAMN to było tłuste w ch*j! Tekst mocno oddaje klimat ejtisowej rozpusty, chyba obecność tego kawałka w SA możnaby wytłumaczyć po prostu sromotnym pominięciem go przy kompletowaniu osta do Vice City. Strach pomyśleć co się będzie działo u mnie w bestce po premierze 6 części GTA xd



Kolejeczka głównie przemiłych powrotów, połowa wrzutek śmiało mogłaby być wrzucona przeze mnie, Smoku i Wujas też całkiem nieźle, słuchało się lekko, łatwo i przyjemnie!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 cze 2024 13:06

Dla mnie wgl bez związku z Komersem, ale szanuję xd
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 cze 2024 14:20

Ja tam widziałbym chłopaków gibających się przy tym w garażu:p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 cze 2024 14:24

W punkt, sam bym się gibał z nimi