Best of Forum III

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 cze 2023 15:42

Owiny odhaczone, widzę jednak że te moje rytmiczne wrzutki różnie tutaj są odbierane, z Wesleyem było słabo, tutaj tak sobie, wrócę na ten szlak w swoim czasie. Myślałem czym tu rzucić dalej i jednak lepiej się pisze i wrzuca kiedy faktycznie jakiś temat lub vibe mocniej człowieka grzeje, pomyślałem sobie że o, Lanegan to dobry trop, że przy obecnym chwilowym spadku formy psychicznej zdało by się coś takiego na pokrzepienie i nawet mam taką wrzutę napisaną jeszcze za czasów pierwszej bestki więc chyba pozostaje mi jedynie...


...olać to...


...w końcu jestę Murzynę, hehe.



LL Cool J feat. Boyz II Men - Hey Lover
(1995)

Z jednej strony chodzą mi po głowie różne pokrzepiające nuty a z drugiej mam też obecnie mocną fazę na rytmy R&B lat 90., a że swoją drogą zbieram się też od długiego czasu by wlecieć w końcu z jakimś rapowanym lovesongiem i przypomniałem sobie teraz o idealnym numerze w tym temacie to nagła zmiana kierunku w ostatniej chwili.

Fajnych miłosnych numerów hip hopowych mam w zanadrzu sporo i na pewno kilka z nich z czasem usłyszycie (chyba że zdążycie wystrzelać się z utworów i opuścicie grę przedwcześnie), ale któż byłby lepszy od rozpoczęcia tej nitki z mojej strony jak nie mistrz w tym temacie czyli LL Cool J? Raper który zaczynał karierę w połowie lat 80. gdy królowali Run-DMC z czasem nieco zmienił brzmienie i zyskał miano naczelnego playboya gatunku, zresztą - ksywa do czegoś zobowiązuje chyba, LL Cool J to wszak skrót od Ladies Love Cool James. Jest to jeden z raperów w których dyskografię nie wgryzałem się jakoś mocno ale świadom jestem jego dość bogatego repertuaru hicików w jego dyskografii. Hey Lover nagrany z udziałem wokalnej grupy r&b Boyz II Men od zawsze był u mnie jednym z ulubionych wśród rapowanych motywów damsko-męskich, a że numer dotyczy sytuacji gdzie główny bohater zakochuje się w kobiecie będącej w związku z innym to niejeden raz mogłem wracać do niego mając osobiste odniesienie do niego. Dodajmy do tego fakt że oczywiście L jawi się tu jako zajebisty gość a ten drugi koleś nie jest wart funta kłaków mamy typową sytuację w której niby fajna dama (czy na pewno?) marnuje się u boku jakiegoś ćwoka podczas gdy nasz bohater poprzestaje na wzdychaniu i czeka na moment w którym dostanie swoją szansę (tylko czy on nastąpi?). Za przyjemnie bujający bit odpowiedzialny jest hitowy duet Trackmasters czyli Tone & Poke którzy w latach 90. niejednego rapera wywindowali na listy przebojów, wokalne harmonie w refrenie to rzecz jasna zasługa Boyz II Men którzy byli wtedy jednym z najgorętszych czarnych boys bandów, zatem gwiazdorska obsada i pewna recepta na dobre wyniki sprzedaży.

https://youtu.be/Klfg4PSp8ko
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 03 cze 2023 22:18

Toczyłem ostatnio dwie dyskusje dotyczące twórczości dla dzieci. Jedną z koleżanką, która wydała książkę o swoim ulubionym artyście (postanowiłem nie opisywać jej u siebie, żeby nie urazić), zorganizowała spotkanie autorskie na które przyszła jedna osoba (znaczy się ja, bo mi się nudziło) i zaczęła jechać równo po ludziach, że najlepiej sprzedają się książki dla dzieci, a ona pisze dla dorosłych. I drugą z mamą, która wyraziła dezaprobatę wobec takich właśnie opinii. Sam ostatnio czytam "Antologię bajki polskiej" i dochodzę do wniosku, że wiele z zamieszczonych tam dzieł i dziełek stoi na wysokim poziomie, a ich przyziemność jest wręcz zaletą.
Po takim wstępie postanowiłem się cofnąć do czasów dzieciństwa, kiedy mama puszczała z kaset różne piosenki (to były wyłącznie polskie piosenki), a wśród nich znajdował się przebój niedawno zmarłej (a bardzo leciwej już) słynnej polskiej piosenkarki, której imię nosi Bielskie Centrum Kultury, które odwiedziłem, a mianowicie:

Maria Koterbska - Parasolki

https://www.youtube.com/watch?v=yugEIsB2wV0

Piosenkę o aranżacji orkiestrowej, ale też nie jakiejś nachalnej, jak to najczęściej bywa z orkiestrą, śpiewa pani o uroczym wschodnim akcencie (charakterystyczne Ł). Opowiastka o bardzo przyziemnym charakterze, a po spędzeniu czasu ze znajomymi, którzy muszą wiele planować, bo mają małe dzieci, takie właśnie opowiastki nabierają znaczenia, kiedy skutki różnych działań są namacalne, a planować trzeba, a nie iść na przebój, bo wiele trzeba przewidzieć. Na przykład to, że może zacząć padać. Czasy dawne, dużo dawniejsze niż większość wrzucanych tu utworów. Dziś się inaczej śpiewa. Urocza piosenka, wiele ma wdzięku i przypomina piękne, młode, beztroskie chwile. I stary, kuchenny magnetofon. I różne uliczne tańce z mamą (choć to przede wszystkim Puchatek). Smacznego!
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 cze 2023 23:42

Nie wiem o kim pisała Twoja znajoma, ale zrzucanie winy na książki dla dzieci, to trochę szukanie winnego na siłę xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 cze 2023 12:45

Słodki Jezu, ale oblężona twierdza xD

Dobra, wracam do tzw. gry, bo widzę, że beze mnie to to tego nie będzie

Sławomir Łosowski - Nowe Narodziny

Miałem to wrzucić wcześniej, ale w sumie nawet trochę śmiesznie się złożyło, że wrzucam to po moim "wielkim powrocie" z absencji, którą można było spokojnie przeoczyć szybko mrugając oczyma. W sensie wiecie o co cho, że niby wrzucam to jako jakiś nowonarodzony człowiek czy ktoś powracający z wielkiej podróży, kto zmienił się tak nie do poznania, że aż ciężko uwierzyć, że to ten sam typ typa, co jeszcze nie tak dawno temu.
Sławomir Łosowski to klawiszowiec tego pierwszego Kombi - zespołu, który jest mi w zasadzie obojętny, ale o którym się naczytałem wielu peanów, pochwał i większość z nich mocno sugeruje, że sukces tego projektu był związany z obecnością tej osoby, a ta śmieszna reaktywacja KOMBIIII bez niego to marne popłuczyny. W sumie to chyba nie jest statement jakoś bardzo mocno odległy od stanu faktycznego, ale oba te projekty są mi dość słabo znane, więc nie będę się tu mądrzyć ani nic w ten deseń.
Tak po prawdzie to już nie do końca jestem w stanie skojarzyć skąd i w jakich okolicznościach poznałem ten kawałek. Przyznam się wam, że te 11 lat temu zdarzało mi się z nudów od czasu do czasu przeglądać tzw. konkurencyjne forum Dipesz Mołd, na którym już wówczas nie działo się szczególnie dużo ciekawego. Z jakichś niejasnych przyczyn pamiętam też, że byl tam taki typo, który się nazywał się kris czy jakoś tak i miał gołego kreta w awatarze czy coś takiego i był on w sumie jedną z nielicznych udzielających się tam osób, które dało się tam czytać, aczkolwiek z perspektywy czasu wydaje mi się, że po prostu na tle tej zgrai sprawiał wrażenie kogoś takiego, bo on dość mocno zachwycał się solowymi projektami autora mej wrzuty, sugerując miejscami, że to muzyka elektroniczna najwyższej próby i ukryta perła. Może i ma rację, ale mam wątpliwości.
Być może poznałem ten kawałek dzięki niemu, być może poprzez moją specyficzną zajawkę na starą telewizję, bo to jest muzyka, która była wykorzystywana w pierwszych latach emisji Polsatu podczas wyświetlania plansz z programem dnia. Nie wiem, myślę, że to nieważne, ale dobrze wy wiecie, żę ja mam tendencję do rozpisywania się na temat rzeczy nieważnych. Sedno jest w sumie takie, że im dłużej żyję, tym jakoś bardziej doceniam i szanuję ten krótki instrumental, słyszę tu coś magicznego, wywołuje u mnie to specyficzne uczucie nostalgii za czymś, czego nie mam prawa pamiętać i możę nawet w sumie metanostalgię za wspominaniem rzeczy, których nie mam prawa pamiętać.
Szczerze mówiąc, nie wrzuciłbym też tego kawałka, albo nie zrobiłbym tego teraz, gdyby nie dość ciekawy fakt, że jeden mój znajomy zajmujący się muzyką tworzy sobie "na boku" projekt hiphopowy i ostatnio nawet udało mu się zsamplować ten kawałek oraz nie omieszkał się mi podziękować za jego podrzucenie jakieś x lat temu i poczułem się fajnie, bo to prawdopodobnie rzecz najbliższa jakiemukolwiek mojemu związkowi z produkcją muzyczną w najbliższym czasie.
Nie pozostaje mi nic innego jak kazać wam brać i słuchać tego!

https://www.youtube.com/watch?v=cg8n38HRo_I
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 cze 2023 15:32

Wuja widzę lubi być nowym Mentosem lol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 cze 2023 19:04

success artystyczny? awruk bez komentarza

Ayesha Erotica - Emo Boy (2016)

Jest to opowieść zachwycająca i przykra zarazem. Od spontanicznej twórczości publikowanej na SoundCloudzie przez rosnącą popularność na TikToku do brutalnej interakcji z toksycznymi fanami i zakończenia kariery. Ayesha Erotica od samego początku bawiła się w hyperpopowe przegięte produkcje. W przeciągu trzech lat (2016-2018) wypuściła masę znakomitego materiału. Kampowe, przeseksualizowane teksty. Kreatywne obrabianie erotycznych opowieści na dziesiątki sposobów. Pierwsze płyty pokroju Big Juicy czy Barely Legal ukształtowały artystyczny wizerunek i styl Ayeshy. Balans między popem z początku XXI wieku a hip-hopowymi, mocno sugestywnymi tworami z nurtu miami bass (Baby Got Back, ktoś? coś? no ten kierunek np.) ulegał bardzo spokojnej ewolucji. Ostatnim zaplanowanym projektem miała być płyta opisywana jako "horny Christian pop album" Horny.4u, w połowie 2018 roku wyszedł singiel Vacation Bible School, kolejny po Literal Legend numer, który nieźle się przyjął jako podkład pod osobliwe twory na TikToku. Nie wyszedł dzięki anonimowemu dokserowi, który upublicznił prywatne informacje na jej temat, niepowołane do tego konta, imię i nazwisko, wyciekło też wiele wcześniej niewypuszczonych numerów. Pojawił się post na Instagramie, w którym ogłosiła koniec zabawy w muzykę. Od tego czasu poza nieustannie pojawiającymi się bootlegami nic nowego się nie pojawiło. Ci lepsi fani wysyłają ciepłą energię, dzielą się kawałkami bezinteresownie. Druga strona m.in. szuka zarobku poprzez ciągłe udostępnianie jej muzyki na Spotify wbrew woli zainteresowanej. Regularnie pojawia się i znika. Poza tym w mediach społecznościowych pojawiają się dziwne konta pozornie z nią związane. W całym tym cyrku wolę zostać przy samej muzyce i współczuć dziewczynie. Ciekawe co by było, gdyby nie to wydarzenie. Jej koleżanka, Slayyyter od tamtego czasu nakręciła wokół siebie więcej zainteresowania, inaczej odniosła się do podobnego zdarzenia. Dziś dalej wydaje muzykę, jeździ po świecie z koncertami (była też w Polsce). Ayesha była prekursorką, a i jej muzyka jest po prostu lepsza, więc możliwe, że hype wokół niej byłby jeszcze większy. Nie każdy jednak musi mieć predyspozycje do bycia popularną postacią na świeczniku. Jest jak jest.

Emo Boy pochodzi z debiutanckiej płyty, pierwszej, która wyszła w 2016 roku, czyli Big Juicy. Na późniejszej Barely Legal z tamtego samego roku jest bardziej minimalistycznie, pojawia się więcej ciekawych sampli, a poza tym gęsto tam od basu. Tutaj więcej popu niż hip-hopu. Brzmienie wszystkich numerów jest dość zwarte i różnice są niewielkie, ale przy lepszym osłuchaniu objawiają się w oczywisty sposób. Przede wszystkim za sprawą tekstów. Emo Boy przypomina coś, co pozornie mogłoby pasować pod jakiś występ cheerleaderek w High School Musical, ale w innym wymiarze, rzeczywistości rodem z amerykańskich pastiszy. Oto bowiem dziewczyna podjarała się na widok pewnego szczupłego chłopca i próbuje go w pewien sposób sobą zainteresować. Od pierwszego kontaktu nie da się wytrzeć z głowy dość regularnie pojawiającego się zawołania...

Do słuchania, do lekkiego pośmiania? Być może, ale z drugiej strony trudno o lepsze songs about fucking. Świadomie grające z kiczem, żenadą, bogate w interesujące nawiązania, dobre rozrywkowe granie. Szybko obok uśmiechu pojawiło się nieironiczne poszanowanie dla tego konceptu. Parę osób wyprzedziła względem pomysłu na siebie. Czysty hedonizm. Oczywiście obecne w moim życiu przy niejednej sympatycznej pogawędce czy spotkaniu ze znajomymi. We need to go deeper bez oglądania się za siebie

https://www.youtube.com/watch?v=QwrBp8NBAXY
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 cze 2023 22:02

The Farm - All Together Now

Będzie krótko, bo niewiele mam do powiedzenia o samym utworze i zespole. Wiem tylko, że The Farm, to brytyjski zespół z Liverpoolu. Znam tylko jeden ich utwór, który właśnie zaproponowałem w temacie. Pochodzi z 1991r. Poznałem go w jakiejś telewizyjnej stacji muzycznej i z miejsca mi się bardzo spodobał. Wtedy to nie były czasy jak teraz, że się siada, odpala sportify i słucha albumu, żeby sprawdzić resztę. Więc nie sprawdziłem. Po wielu wielu latach przypomniałem sobie o utworze i włączyłem, żeby sobie przypomnieć i zobaczyć, czy nadal mi się będzie podobał. Chociaż upłynęło grubo ponad 20 lat, podczas których go nie słuchałem, to wciąż doskonale go pamiętałem i potrafiłem zanucić w myślach. Ba nawet pamiętałem twarz wokalisty. Okazało się, że utwór nadal bardzo pozytywnie na mnie oddziałuje.
Bardzo energetyczny i rytmiczny numer ze zwolnieniami w refrenie. W zwrotkach fajnie burczą gitary elektryczne, ale nie nachalnie. Podoba mi się praca perkusji, basu i wielokrotnie powtarzany tytuł w drugiej części utworu. Wokal też całkiem spoko. Wrzuciłem wersję singlową, bo albumowa jest o prawie 2 minuty dłuższa i trochę się jednak dłuży. Myślę, że utwór brzmi bardzo brytyjsko i typowo dla lat 90'. Dla mnie był to bardzo fajny muzyczny powrót po wielu latach.

https://www.youtube.com/watch?v=f50Lbq9wAZo
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 05 cze 2023 11:28

Drodzy, wybaczcie spóźnienie, ale na swoje nieszczęście w połowie ubiegłego tygodnia się jorgnąłem, że mam w weekend zaliczenia na uczelni i trzeba się było uczyć xD Na szczęście pozaliczałem. Po drodze wysadziłem też mały ładunek jądrowy, i z tym będzie związana moja następna wrzutka, ale najsamprzód...

Lady Madlen - Kokos

Jeżu kolczasty, jak mnie to wymęczyło. Pomijając już fakt, że z pewnych powodów mam alergię na to imię/ksywę (Madlen znaczy), to jeszcze przy całej mojej sympatii do dziwacznych ludzi i ich dziwactw oraz dziwacznej muzyki, jaką słuchają i tworzą, to nie mogło się przebić. Jest bardzo możliwe, że to przez kontekst, a raczej jego brak, albowiem w odpowiednich okolicznościach, na jakimś ballroomowym afterze albo przynajmniej afterze po Paradzie Równości by to przeszło (choć byłem rok temu na afterze po Paradzie Równości w Warszawie i nie puszczali takiego... czegoś xD), z tym, że pewnie byłbym wówczas po kilku głębszych (względnie kilkunastu), w dobrym towarzystwie, etc. Tak więc żadna z tych rzeczy zachowana nie została, to oczywiste, no i zostałem ja, sam na sam z muzyką i tekstem. Muzyka jeszcze jak cię mogę, nic odkrywczego ale też nie męczyła szczególnie, nawet parę motywów mi się podobało. Wokal sam w sobie też niespecjalnie się wyróżniający, ale tekst zesłał mi w dół kręgosłupa ciary cringe'u. To wyjątkowo pretensjonalne łączenie języka polskiego z angielskim, te dziwne zdrobnienia, zwroty, jakoś mi nastrój wszedł na... zwrot, ale treści żołądka. Niestety, nie ma znaku jakości, albo ja jestem już za stary po prostu. Tak naprawdę jedno i drugie.

Owiny Sigoma Band - Nyiduonge Drums

Murzyn jak zawsze ratuje sytuację, w sensie, no kto by się spodziewał. Jeśli akurat nie ma czarnych rytmów sensu stricto to są czarne rytmy sensu largo, na jedno niemal wychodzi xD Murzyn jak coś wrzuca to niemal zawsze mi podejdzie, choć czasem po czasie, a jak mi nie podejdzie, bo to np. zbyt czarny rap, to potem zapodaje takim soulem/funkiem/nastrojowym czymkolwiek na dobrą sprawę, no i nie inaczej jest teraz. Nyiduonge Drums brzmi mi tak, jakby mogło się znaleźć na zapomnianych już kompilacjach Pieprz i Wanilia, albo jako fragment warm-upowego DJ setu w jakimś klubie grającym głównie alternatywne i obskjurowe rzeczy. Aż się chce do tego tańczyć, basik pięknie pracuje, tempo jest super, ten delikatny wokal w tle, cudowna sprawa. Tutaj mam zdecydowanie więcej odczuć (już pomijając to, że więcej pozytywnych w porównaniu do poprzedniego utworu w tej kolejce) niż przemyśleń, więc chyba nie napiszę nic więcej (więcej/więc/więcej, tracę formę), ale też nie ma sensu walić ścianę tekstu, kiedy w grę wchodzi VIBE. A tutaj on jest. Mnie to cieszy. Nic tak nie cieszy, jak seria z pepeszy (Murzyna).

JunkBunny - Sedona

Zabawne, tytuł słyszałem wcześniej, ale nie w tym konkretnym kontekście, albowiem prezentowany już przeze mnie chyba 2 kolejki temu (już rachubę tracę sam, jakby to zaśpiewał Hien) zespół Monaco składajcy się z Petera "Sexy Mana" Hooka i wannabe-Bernarda Sumnera miał na swoim debiucie instrumental pod tym właśnie tytułem. Nie mam pojęcia do dziś, co znaczy to słowo, i jakoś mi się nie chce sprawdzać. Kuba kontynuuje wrzutki w stylu deskorolkarskim (nie umiem tego lepiej określić xD), taki teenage pseudo-punk, który doskonale odnajdzie się na OST zarówno do kolejnej odsłony Tony'ego Hawka, jak i na OST do kolejnej odsłony American Pie. Muzyka ta, jak już powiedziałem/napisałem trochę wcześniej, ma swój setting, swój (znów to słowo!) KONTEKST, swoje czasy i grupę odbiorców, do której ja się nigdy nie zaliczałem. Nie bawi mnie to, nie jara, na dłuższą metę męczy. Background zespołu już ciekawszy od tego, co mają/mieli do zaoferowania. Także wybaczcie, ale dziękuję, postoję. Not this time.

Golec uOrkiestra - Wanna

To jest ciekawy przypadek, albowiem aż do refrenu nie wiedziałem, co to za numer, a potem wrzasnąłem EUREKA!, albowiem okazuje się, że go znam. Lata temu, ale naprawdę lata temu, jeszcze jakoś w gimnazjum (to... dwie dekady temu lol) miałem ziomka w klasie, który non stop (ale dosłownie) przez kilka tygodni podśpiewywał refren tegoż kawałka (jednocześnie psując mu tekst, albowiem pamiętam doskonale to jego "plum plum, plum żabka pływa, a żona bardzo nieszczęśliwa", jakby, wtf). Moi rodzice uwielbiali folk, tak więc Golce często towarzyszyli sprzątaniom do uroczystości rodzinnych, wojażom krajowym i zagranicznym (na szczęście miałem discmana, potem Zena), i po jakimś czasie znałem ich płyty na pamięć. Generalnie jak byłem pod koniec podstawówki/na początku gimbazy, to Golce byli ekstremalnie popularni i każdy znał teksty ich piosenek, wliczając w to najbardziej lamerskich ludzi w szkole. Pamiętam też, jak sam nadawałem ton śpiewając z kumplami teksty do Słodyczy czy tam Lornetki czy jeszcze czegoś w autokarze zmierzającym na zieloną szkołę. Potem mi przeszło, bo przeszła mi taka muzyka (zresztą, poznałem gorsze odsłony, np. - o zgrozo - Trebunie Tutki). No i potem były już tylko memy, właściwie zapomniałem większości z tego, co kiedyś nagrali. Coś tam coś tam konie po betonie i tyle w zasadzie. Także, co mogę powiedzieć, tutaj jest w sumie zabawny tekst, muzyka mało inwazyjna (jak na Golców, więc na plus), no i nostalgiczny chwyt zastosowany, choć przypadkiem. Przypomniałem sobie piosenkę, której ostatni raz słuchałem, jak przychodzili na świat ludzie, dla których tegoroczne parlamentarne będą pierwszymi wyborami w życiu. Jest laur konsumenta z tej okazji.

Kult - Generał Ferreira (Rząd Oficjalny)

Pamiętam ten numer z radio na pewno, ale nie pamiętam, którego xD Pewnie Trójki, na swojej jebutnej kolekcji hitów LPT mam ten numer pod którymś krążkiem, nie pamiętam teraz, ale wtedy, jesienią 2006 i zimą 2007 postawiłem sobie za punkt honoru poznać trochę nowych rzeczy i słuchać tych kompilacji od początku do końca. No i wypadło po iluś tam miesiącach na Kult i Generała, chciałem też bliżej się zapoznać z polską muzyką, z którą byłem mocno na bakier i nawet chwyciło. Głównie dlatego, że jak się wcześniej Kult znało z takich cudnych rzeczy jak Baranek, Brooklyńska Rada Żydów, Malcziki albo 220V (wiem, ostatnie dwa to po prostu Kazik w różnych odsłonach, ale ja wtedy tego nie rozróżniałem xD), to było miłe zaskoczenie. Utwór mocno zimnofalowy nawet, bez sekcji dętej (kto to słyszał, a raczej kto tego NIE słyszał), Staszewski... ŚPIEWA i to śpiewa czysto i bardzo ładnie, w ogóle przy tym numerze zawsze słyszę jego wokal jako taki... wokal protestu xD Ktoś ma pijacki wokal, ktoś dobry to love songów, ktoś przesadzał z podduszaniem ale też super brzmi (vide Bowness), a taki Kazik mógłby walić teksty o polityce non stop i bym się nie nudził. A sam tekst... No, zły nie jest, ale pamiętam, że i wtedy na mnie wielkiego wrażenia (choć refren jest spoko pomimo tego, że to dwa sformułowania powtarzane na zmianę). Wkręciło się, weszło, znów wywołało wspomnienia. Ciekawa rzecz od Shodana, zapamiętam dobrze.

A TERAZ WRZUTKA

Automelodi - Rayons de Rien (2010)

Za dobrze Wam było ze mną ostatnio, więc czas zapodać coś mocno w moim stylu, ale tak typowo w moim, czyli amalgamat ejtisów, alternatywy, hipsterskiego grania i kompletnego obskjura, którego poza mną zna może 5 osób w całym kraju xD Przed Państwem Automelodi, czyli na ten moment już jednoosobowy projekt (zaczynali jako trio, potem były 2 osoby, potem inne 2, tzn. frontman i inny typ niż ten poprzedni drugi, a teraz jest sam frontman) Xaviera Paradisa, który jest sobie francuskojęzycznym Kanadyjczykiem z Montrealu. Gość robi muzykę pod różnymi postaciami od jakiegoś 2004 roku, ale dopiero w 2008 zmontował zespół, który nazwał właśnie Automelodi. Podpisali kontrakt z nowojorską wytwórnią Wierd (już w niej nie są tak na marginesie), tą samą zresztą, która dała nam wrzucane przeze mnie w albumy Blacklist, wydali krótkie EP w 2009 i pierwsze LP w 2010. Zapodawany przeze mnie utwór jest właśnie z tego LP, pod tytułem po prostu Automelodi. Automelodi wypuścili (wypuścił?) jeszcze dwa krążki jak dotąd, jeden w 2013 i jeden w 2019. Do tego ostatniego wrócę, ale to za chwilę. Przede wszystkim, jak się zapewne zorientowaliście po tytule i stosownej informacji wcześniej w tym tekście, Paradis pisze teksty i śpiewa po francusku. W języku francuskim znam dosłownie kilka zwrotów (za to całkiem nieźle czytam, z tym, że nie rozumiem co xD), więc przez jakiś czas te teksty pozostawały dla mnie enigmą. Ale gość śpiewa je z konkretnym zaangażowaniem, wszędzie czuć jakieś emocje, więc też mnie to ciekawiło, co on tam z siebie wypluwa. Najpierw w sukurs przychodził mi translator, a potem na swojej oficjalnej stronie Paradis zaczął zamieszczać tłumaczenia tekstów (co ciekawe, tej sekcji już tam... nie ma). I tak się złożyło, że tekst do tego kawałka poznałem w pełni latem 2014, kiedy to zaangażowany byłem w dość dziwaczny pseudo-romans z kumpelą ze studiów, a który rozpadł się stosunkowo szybko. Że się zaangażowałem to zabolało, a bolało jeszcze bardziej, jak się okazało, że laska była zwyczajną oszustką. No i ten numer bardzo poprawiał mi wtedy humor xD Jak to możliwe?

Generalnie tytuł tłumaczy się najprościej jako "promienie niczego", ale ważniejsza jest jakby reszta tekstu, gdzie podmiot liryczny uświadomił sobie, że ma powyżej uszu tego, co druga osoba (z KONTEKSTU może wynikać, że chodzi o jakąś niedoszłą partnerską) próbuje mu znowu wcisnąć, do tego stopnia, że właściwie pomimo tego, że się spotkali (i tekst jest jakby wypowiadany w stronę tej osoby ewidentnie na żywo), to ów podmiot chce sobie jak najszybciej zniknąć, niemal zatyka uszy, najbardziej to koncentruje się na "les portes automatiques", żeby koniecznie zadziałały i wypuściły go z miejsca, w którym się teraz w jej towarzystwie znajduje. Czyli w skrócie, ta druga osoba kluczy, nie mówi nic konkretnego, typ ma dość i jest mocno zdeterminowany. No tekst jest generalnie super, ale w ogóle Paradis pisze super teksty, bardzo polecam sobie na własną rękę potłumaczyć, jak ktoś się wkręci. Podobają mi się randomowe wrzutki, które mogą być nawiązaniami do innych "dzieł kultury", np. wspomnienie Dra Strangelove we wrzuconym przeze mnie kawałku ("tel un cow-boy sur une charge atomique"). Zresztą, Paradis w ogóle jest spoko. Skąd to wiem? Bo go poznałem xD Jak w maju 2019 ukazywał się dłuuugo wyczekiwany trzeci krążek, Automelodi (wtedy duet) ruszyli w trasę i jakimś cudem znaleźli się w Polsce. Koncert odbył się w nieistniejącym już warszawskim klubie Pogłos, widownia to było... 7 osób, z czego jego muzykę znałem tylko ja i dwóch Francuzów, którzy okazali się być Erazmusami. Moja ówczesna dziewucha nie słyszała nawet jednej piosenki Automelodi przed występem, a bawiła się przednio. Ja zresztą też. Na koniec występu Paradis zszedł sprzedawać swój nowy album w postaci... plików FLAC na pinie do marynarki będącym jednocześnie pendrivem, oczywiście kupiłem, pogadałem z nim, a jak się okazało, że nie ma już nic lepszego do roboty (siedział z tym drugim typem i swoją dziewczyną, która handlowała absurdalnie drogim jak na taki gig merchem), to napił się z nami dwa drinki i sobie pogadaliśmy. Nie mam co prawda foty, czego trochę żałuję, ale sam koncert był fantastyczny. Dołóżmy do tego, że bilety były po... 20 złotych chyba, no to już w ogóle. Także taka to moja wrzuta, niekoniecznie dla frankofonów tho, za to na pewno dla tych, którzy chcą sobie ułatwić wywalenie z głowy osoby, która nie może się z niczym zdecydować, za to ciągle wraca jak bumerang. Na pytanie, jak długo można ten bumerang wciąż chwytać, odpowiadam - bardzo długo, wiem to po sobie xD Ale jeśli nawet mnie potrafi się skończyć cierpliwość... powiedzmy, że ostatnio dużo słucham tego utworu. I Automelodi tak ogólnie, bo wiosna, a ja Automelodi słucham wiosną (poznałem ich wiosną zresztą, jakoś w 2012). Polecam Wam, i ten numer, i płytę, i dwie kolejne, dużo tego nie ma. A słucha się bardzo fajnie! A niby... takie... NIC.

https://www.youtube.com/watch?v=St5rRadM4wo
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 cze 2023 11:44

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 cze 2023 21:55

LL Cool J feat. Boyz II Men - Hey Lover

Ahh, 90sowy hip-hop… ale właśnie. To brzmi jednocześnie 90sowo i nie90sowo, a wręcz nawet bym bardziej powiedział, że ten podkład nadaje się bardziej do, owszem 90sowego, ale kawałka rnb z damskim wokalem (podejrzewam, że to to tło w wykonaniu Boyz II Men tak działa). A tymczasem tu zwyczajowy, ale bardzo przyjemny, lekko staroświecki czarny rap. Viiiibeeee. Ale nie tylko, bo tu produkcja jest doskonała, brzmienie bardzo pełne (nie wiem jak to inaczej określić, więc wiecie, bełkot mode on), minimal, ale taki rozpychający się, więc ostatecznie nie pozostawiający jakoś dużo przestrzeni. Wyjątkowo to służy temu kawałkowi. Powiem szczerze, że kompletnie nie kojarzę twórczości LL Cool Dżeja (mimo, że te ksywę jak najbardziej tak). Dobry kawałek, może skrojony pod hit, ale zrobiono to dobrze. Btw historii opowiadanej w utworze, wiele razy kiedy byłem młodszy, bywałem w tej opisywanej sytuacji, uważając się za lepszego, a gościa z którym dziewczyna x była, za byle co i kogoś z kim x się marnuje. Nieraz okazywało się, że to nie prawda, że wcale nie jestem lepszy i po prostu nic nie wiem o tych ludziach, ani ich relacji. A nawet jeśli byłem lepszy, to tbh nie w lepszości tkwi sedno zakochania się ludzi i ich bycia ze sobą. W skrócie – bycie lepszym nie daje ci większego „prawa” do bycia z kimś. Takie smęcenie nad kobietą, której się nie ma, ma swój urok romantycznej kliszy, ale w rzeczywistości, często może być siusiaka warte. Takie tam rozmyślania na boku.

Maria Koterbska - Parasolki

Aż dziwne, że Melki, fan Blondie, nie wyłapał podobieństw do „Island of Lost Souls”. Dla mnie ma to ten sam vibe, ale z drugiej strony, wiele kawałków ma, a ja po prostu nie znam się za bardzo na takich hawajskich brzmieniach. Wokal Koterbskiej rzeczywiście jest specyficzny, ale to też takie czasy, nikt już nie śpiewa w taki sposób. Czuć w tym głosie jakąś szczerą radość i emocje, co w dzisiejszych czasach ustępuje auto-tunowi, sztucznemu smęceniu lub agresywnemu wypluwaniu słów (sorry za ten cringowy boomerski moment, ale myślę, że wiecie o co mi chodzi). Choćby z tego powodu, utwory tego typu należy traktować jak skarb narodowy, chronić je za wszelką cenę przed zapomnieniem, bo bez takich odniesień do przeszłości, nie wiem gdzie skończymy, w dupie prawdopodobnie. Dużo gniewu w tym wpisie, jak na tak luźną i wesołą piosenkę, o której tutaj piszę, ale może w tym rzecz, bo brakuje mi takiej delikatności i (nie wiem jak to nazwać) przyzwoitości, zwykłych uśmiechów, ludzkiej życzliwości i urokliwości. To taki przeciwległy biegun numerów w stylu „Beksa”. Poklepanie po plecach vs agresywne szarpanie za koszulkę. Zdecydowanie wybieram to pierwsze. Wspaniała piosenka, wspaniałe wykonanie i generalnie jedna z najlepszych wrzut Tomka.

Sławomir Łosowski - Nowe Narodziny

Kombi fajny zespół, może nie uważam się za fanatyka, ale ogólnie lubię sobie posłuchać czasami. Trochę to zabawne, że tak jechane Kombii, trzyma się w sumie całkiem dobrze („Pokolenie” zna chyba więcej osób, niż hity starego Kombi), a w sztafecie cringu, aktualne Kombi Łosowskiego wyrwało znicz, nagrywając rzeczy ala „OOOOO POLSKA DRUŻYNA, OOO DUPE WYPINA”. Łosia szanuję, ale jednak obecnie nie tworzy już niczego ciekawego, ani fajnego, a co mu chyba najlepiej wychodzi, to robienie z siebie mema na Instagramie. No, ale tutaj jest 1995 r. i kawałek powstały w sumie niedługo po tym, jak Kombi padło, a koledzy z zespołu już grali jako O.N.A. O ile Skawiński i reszta poszli ostro do przodu, Łosowski raczej nagrywał rzeczy orbitujące przy tym samym, wypróbowanym brzmieniu i melodiach. Brzmi to trochę jak coś z późnych polskich ejtisów, ale nagranego w latach 90 (ten leadowy klawisz był chyba wykorzystywany w każdym popularniejszym kawałku nagrywanym w latach 80 w naszym kraju). Choćby z tego powodu, kawałek kipi nieokreśloną nostalgią i przed oczami pojawiają mi się obrazy Polski z mojego dzieciństwa (ostatnio takie flashbacki serwował mi Wuja). O samym kawałku trudno powiedzieć więcej, bo to taki Łosowski does Łosowski, tylko z synem. Ja generalnie tego człowieka lubię, to jest teraz taki stary, dziwny dziad od elektroniki, ale ile takich mamy w mainstreamie? Łosowski to taki nasz Jarre, Hutter i Shulze w jednym, wyrobił sobie rozpoznawalny styl przesiąknięty polską pietruszką i schabowym, i sobie jest ze swoimi spodniami w paski i łysa glacą. Nie przeszkadza mi, że facet nigdy mentalnie nie wyszedł z lat 80, ma to swój urok, tak jak i w/w kawałek.

Ayesha Erotica - Emo Boy


Hej IMO BOOOJ. Dragon się nie poddaje, ale spoko, bo raz trafi, a innym nie trafi też, ale trochę mniej hehe. Czytnąłem tekst i szczerze rozbawiły mnie fajne nawiązania do kultury około-emo (grubo prychłem z „he bought me tickets to warped tour„), o ile „Kokos” zdawał się być sztuką dla sztuki, tutaj jest jakiś autentyczny i co najważniejsze, faktycznie śmieszny humor, który winduje tę konwencję na jakieś rejony, które można faktycznie za coś docenić. Wokal jest trochę lepszy, chociaż nadal ma to „terefere quality”, niemniej jest jakaś melodia i „he he he imo booooj” wkręca się tak jak powinno. No, po prostu idzie się tu o cokolwiek zaczepić, to nie jest tak, że mi się żal Dragona zrobiło po ostatnich recenzjach i jakoś go tu próbuję pocieszać na siłę. Muzycznie jest fajnie, hipnotycznie, bouncowo, nic nadzwyczajnego, ale nie musi być, żeby było fajnie. Historia faktycznie przykra, no ale co, życie (i internet). Argumentacja Smoka, jak zwykle dla mnie trochę niepotrzebna. Jaka jest różnica między kiczem i żenadą, a „świadomym graniem z kiczem i żenadą”? Ostatecznie nie robi to żadnej różnicy, bo efekt jest podobny, pytanie czy jest w tym coś fajnego, czy nie. IMO w tym wypadku coś jest. Ok, to nadal są rejony tanich prowokacji i muzyki tłoczonej w 5 minut, ale jest to już jakiś wyższy poziom, niż niektóre rzeczy w tym stylu, którymi dzielił się tutaj Smoku. Może nie kciuk w górę, ale takie machnięcie ręką ala żołnierz na granicy, przepuszczający samochody i krzyczący „możecie jechać”.

The Farm - All Together Now

Kurde, Wuja mi zrobił mindfuck, bo przez chwilę miałem wielką nadzieję, że to numer z czołówki pewnego australijskiego serialu puszczanego w połowie lat 90 w Polsce (pochodzącego właśnie z 1991 roku) o tym samym tytule, który bardzo lubiłem (po polsku to było „I Wszyscy Razem”). Niestety to nie to, ale w zamian dostałem kawałek, który dobrze znam, ale nie miałem pojęcia jak się nazywa. Shodan poleciał tu trochę Czezem, a ja Czeza za takie wrzutki zawsze bardzo ceniłem (Jeanette włączam sobie do dziś). Nie dawało mi jednak spokoju to, że znalem ten kawałek w jakiejś dużo bardziej współcześnie brzmiącej wersji. Szybki risercz i już wszystko było jasne, bo taka wersja została wypuszczona przy okazji Euro w 2004 r. i latała wszędzie (chyba nawet częściej niż „Forca”, oficjalny hymn mistrzostw). Ta wersja podoba mi się chyba nawet bardziej, ale ogólnie podoba mi się każda, bo kawałek jest bardzo spoko, ma bardzo silny refren i faktycznie, ma ten vibe śpiewania na stadionie, podobnie jak „Go West”. Bardzo sentymentalna piosenka, która kojarzy mi się z kawałkiem „Scatman’s World” Scatmana, który jest podobny. Dobra rzecz.

Automelodi - Rayons de Rien

Śmiesznie się tego słucha, ma to vibe czegoś z głębokich, italodiscowych czasów, nawet wokal brzmi jakby był nagrany w latach 80, a nie 20 lat temu (śmiesznie mi się to pisze, bo w mojej głowie, lata 80 nadal były 20 lat temu). Ja nie zawszę trawię język francuski w muzyce, tzn. nie mam nic do samego francuskiego, czy Francuzów jako kraju, ale czasami zdarza im się wypowiadać słowa jakby próbowali się wymelać (to samo niestety jest z hebrajskim) i to bywa wkurwiające. Niemniej, Paradis tego jakoś bardzo dużo nie robi i generalnie podoba mi się jego wokal i francuski w tym kawałku. Muzycznie, w zasadzie już wszystko napisałem, wehikuł czasu do lat kiedy pierwszy raz spojrzałem na świat, czyli nie do końca wehikuł, który powinien na mnie działać, ale jednak działa (muzycznie, to w Polsce tkwiliśmy z hitami lat 80 będąc już grubo w latach 90), ale nie brzmiący w tym po chamsku. To nie tylko kaprys, jest w tym jakieś szczere uwielbienie do takiego brzmienia i ja to kupuję, chociaż może nie powinienem. Bo to taki kawałek, który w zasadzie nie powinien mi się podobać, przynajmniej na papierze (betonowo ejtisowy kawałek śpiewany po francusku), a jednak mi się podoba. Potwierdza to tylko, że w tej bestce nieraz padają u nas pewne bastiony muzycznych biasów, niechęci, uprzedzeń, itd (szkoda tylko, że to się nie tyczy pop punku, ale siusiak). Można się z tego tylko cieszyć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 06 cze 2023 00:04

Hien pisze:
05 cze 2023 21:55
Jaka jest różnica między kiczem i żenadą, a „świadomym graniem z kiczem i żenadą”?
Dla mnie prosta zabawa. Są rzeczy po prostu nieudane, które może próbują być zabawne, w aktualny sposób trafiać do odbiorcy, a ostatecznie starzeją się szybko. Źle świadczą o twórcach, bywają powodem do wstydu, a do tego wykonano je ze świadomością bycia czymś więcej. Tutaj jest zupełnie inaczej. Na podkładce w stylu "jakaś anonimowa dziewczyna śpiewa o seksie jak gdyby nigdy nic" dzieje się wiele świadomych nawiązań, wybór brzmień próbuje imitować coś starszego, może wprowadzać w błąd (brzmi na starsze niż faktycznie jest), a tekst mimo prostej formuły jest nieźle pomyślany. Obok prostych rymów idą tu gęste odwołania środowiskowe. To samo można przyłożyć do filmu, teatru, wiadomo.

Tak, zapodałem instrukcję obsługi tego kawałka, ale dostałem fajne pytanie to udzielam odpowiedzi.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 cze 2023 07:16

Pkew Pkew Pkew - Mid 20's Skateboarder

Za sprawą munlupa wracamy do punkowego grania ze skejtowym backgroundem, tym razem jest już skejtowo na pełnej bo zarówno tematycznie jak i tym że numer pochodzi z THPS. Dwie minuty typowego punkowego grania, kilka prostych linijek tekstu, kwestią pozostaje czy komuś ten vibe siedzi lub nie. Tym razem nie podeszło, numer jest totalnie generikowy i brak mu czegoś co wyróżniałoby go na tle innych punkowych numerów których nie słucham hue hue. Jak wiadomo w punku nie siedzę, bliżej mi do post-punku było od zawsze, tudzież niektóre żywsze numery Nirvany łykałem no ale to Nirvana więc nie ma co wspominać nawet w tej sytuacji, problemem może być też fakt że warstwa liryczna nie była w stanie mnie zahaczyć bo obecnie nijak nie jestem bliski bycia dwudziestoparoletnim skejtem. Ostatecznie muszę mehnąć, nic tu po mnie.

Maria Koterbska - Parasolki

Całkiem już zapomniałem o tym fakcie że kiedy Melki mówi o muzyce dawnej to są to naprawdę stare szlagiery, w bardzo retro stylu. "Rudy rydz" był może sympatyczny ale nieszczególnie skłaniał do powrotów a tu... kto wie, kto wie. Takiej wrzutki z taką klasą i elegancją nie było w bestce od czasów Kaliny Jędrusik. Parasolki są jak wehikuł czasu do zamierzchłego PRL-u kiedy życie było chyba prostsze choć nie wiem czy łatwiejsze. Kiedy usłyszałem o ratuszu z cynfolii miałem niezłe WTF w głowie, ta wrzutka jest tak mocno archaiczna ale zarazem przeurocza. Podoba mi się sekcja rytmiczna (czy to jest cza-cza?), podobają mi się dęciaki no i rzecz jasna Koterbska z jej wspomnianą specyficzną wymową, tego się tak lekko słucha i to tak przyjemnie buja że dopiero za ostatnim razem (a słuchałem tego chyba z 5-6 razy) zwróciłem uwagę na całość tekstu i to jakim prostym morałem się kończy. Dzisiaj tak piosenek się nie pisze już chyba, ale to po trochu też kwestia tego że kiedy panowała cenzura artystom pozostawało pisać o codzienności i takich błahych sprawach. Świetna wrzutka Melki, fajnie że przypomniałeś o tej swojej "gębie" i urozmaiciłeś kolejkę.

Sławomir i Tomasz Łosowscy - Nowe narodziny

Trochę mnie zmyliła ta wrzutka na wejściu tą grafiką ale doczytałem że pochodzi ona z remastera z 2012 roku a numer zasadniczo jest z 1995 roku, co nie zmienia faktu że moim zdaniem i w 2012 numer mógłby brzmieć tak samo bo Łosowski to stary klamociarz chyba jest i podejrzewam że podobnego sprzętu do dziś używa. Jego klawisze brzmią raczej podobnie jak różnych innych rodzimych artystów z lat 80., jak dla mnie trochę tanio i czuć że to polska rzecz. Niemniej kiedy wchodzi pianinko całość pobrzmiewa soundtrackami Morodera (choćby tym wstępem do What A Feeling... Flashdance), numer mógłby spokojnie lecieć w jakimś polskim serialu czy filmie końca PRLu. Zabawne bo wydaje mi się że normalnie mógłbym mehnąć na ten numer ale w kontekście mentosa i tego backgroundu jego czuję tą taką nutę nadziei w tym kawałku i świeżej energii (jak na jego bestkę w ostatnim czasie) i podoba mi się to, więc może to chwilowy handicap ale daję okejkę.

Ayesha Erotica - Emo Boy

Dragon konsekwentnie prze w krainę viralów z Tik Toka i podobnych gagów. Raczej nie spodziewałbym się prejzować cokolwiek z tej nitki ale... ten kawałek jest spoko. Faktycznie produkcja ładnie naśladująca miami bass i brzmi to dobrze, numer zrobiony z jajem ale nie zepsutym no i nie wiem co myśleć kiedy refren wrzyna się w czaszkę i zachęca do nucenia, trochę mi z tym dziwnie xD nawijka kojarzy mi się trochę z zapomnianą już Lady Sovereign a trochę z
Yolandi z Die Antwoord. Nie wiem, może już taka specyfika tego całego hyperpopu że siłą rzeczy człowiek temu ulega (ale z Sophie nie było już tak fajnie jak pamiętam).

The Farm - All Together Now

To może być zaskoczenie roku że akurat wuja a nie ja czy ktoś inny jako pierwszy wrzuca tu taki numer w stylistyce baggy, w dodatku jakiś hicik którego w ogóle nie znałem od kapeli o której nawet nie słyszałem. Numer o zabarwieniu historycznym jednakże z refrenem tak uniwersalnym że spokojnie jestem w stanie wyobrazić sobie masy brytyjskiej młodzieży tańczącej i śpiewającej to pod wpływem ecstasy. Jak wiadomo ja wszelkiej maści fuzje rocka i dance garściami chętnie przyjmę i tu to otrzymuję, fajny breakbeat okraszony gitarami, nieco rzewne synthy faktycznie w stylu Go West od PSB i przesłanie miłości i braterstwa, ogółem przepis na perłę ery Madchesteru, jedna z najlepszych wrzutek wujka od początku istnienia bestki, bez kitu.

Automelodi - Rayons de rien

Nie wiem co myśleć o tym numerze powiem szczerze, ot synthowy ala ejtisowy francuski popik, z tym że strasznie bałaganiarski bym rzekł. Ten numer jest jak jedna wielka hałaśliwa plama dźwiękowa, odnoszę wrażenie że bit sobie biegnie a synthy sobie pierdzą po swojemu w swoim tempie i nic tu się kupy ni d.py nie trzyma. No dobra, trochę przesadzam, synthy może jeszcze jako tako bo bas pulsuje i "smyczki" płyną ale to co tam rzęzi w tle (synth czy gitara to?) robi straszny rozpier.ol w tym numerze dla mnie i sprawia że nie potrafię się skupić słuchając tego. Nie wiem, może to potrzebuje się przegryźć jak gitara w Come Back która na długie lata odstraszała mnie od tego numeru, tu identycznie czuję się jakbym miał gryzący sweter na sobie i przez to nie mógł się cieszyć z tego że jest mi ciepło, lol. Dopiero od mostku numer robi się znośny kiedy rzęrzenie ustaje i synthy te właściwe grają pierwsze skrzypce bardziej. Mimo wszystko dev obiecywał NIC i trochę nic dostarczył, opis tym razem dużo ciekawszy od samego numeru bo języka nie znam więc słuchając nie czuję od razu tego o czym ten numer niby opowiada. Numer leci do czyśćca.

Kurde no Panowie, ciekawa bardzo kolejka to była, poza Hienem i devem cała reszta zaliczyła moim zdaniem naprawdę interesujące przebudzenie i dostarczyła, plusem niech będzie też fakt że wujas przypomniał mi że powinienem wrzucić baggy a dev mały plus za to że przypomniał mi że mam francuskojęzyczną wrzutę na lato i dobrze byłoby nie przegapić momentu na nią. Kilka naprawdę fajnych odkryć w tej kolejce, wujas na czele a czas zweryfikuje resztę, Melki duży plus za podróż w miejsca w które mało kto tutaj nas zabiera, mentos wreszcie z jakąś pozytywną energią, Dragon w końcu z odpowiednio wyważonym i strawnym viralem .
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 cze 2023 11:58

Hien pisze:
05 cze 2023 21:55
Btw historii opowiadanej w utworze, wiele razy kiedy byłem młodszy, bywałem w tej opisywanej sytuacji, uważając się za lepszego, a gościa z którym dziewczyna x była, za byle co i kogoś z kim x się marnuje. Nieraz okazywało się, że to nie prawda, że wcale nie jestem lepszy i po prostu nic nie wiem o tych ludziach, ani ich relacji. A nawet jeśli byłem lepszy, to tbh nie w lepszości tkwi sedno zakochania się ludzi i ich bycia ze sobą. W skrócie – bycie lepszym nie daje ci większego „prawa” do bycia z kimś. Takie smęcenie nad kobietą, której się nie ma, ma swój urok romantycznej kliszy, ale w rzeczywistości, często może być siusiaka warte. Takie tam rozmyślania na boku.
Tru dat, taka prawda że liczy się tylko jak te dwie osoby działają w relacji ze sobą i w związkach nie działa prosta matematyka 2+2=4. Niemniej były też sytuacje kiedy po latach okazywało się że heh, miałem rację i dziewczyna marnowała czas, o czym jeszcze jakaś wrzutka będzie w swoim czasie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 cze 2023 12:43

Ano tego się nie przewidzi, ale bez ryzyka nie ma zabawy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 06 cze 2023 13:17

Pkew Pkew Pkew – Mid 20’s Skateboarder

No niestety ja też jak Murzyn muszę mehnąć, bo z punkiem mi kompletnie nie po drodze. Jeszcze te gitary są do łyknięcia, całkiem dobrze brzmią. Ale kompozycyjnie i wokalnie nie dla mnie. Takie gang wokale jak opisuje je Hien mocno mnie odrzucają. Nawet bardzo mocno. Munlup pisze, że śpiewają o "rzyganiu po krzakach". A dla mnie sam śpiew brzmi jak za przeproszeniem rzyganie. Brzydkie porównanie, ale tak odbieram to darcie japy. Z powodu takich właśnie wokali nigdy nie lubiłem np. wspomnianej przez strippeda Nirvany.
Dobrze, że Hien zapowiedział koniec tego punkowego serialu. Kamień z serca.

LL Cool J feat. Boyz II Men - Hey

Dosyć mocno w tej bestce chwalę murzynowe murzyńskie wrzutki, bo mi odpowiadają. Tutaj mamy rap z domieszką chyba soulu i R&B w balladowym wydaniu, więc tym bardziej powinienem być zachwycony. I w sumie jest bardzo spoko, choć do zachwytu coś tam jednak brakuje. Bardzo dobrze utwór brzmi. Produkcja na wysokim poziomie. Gość doskonale rapuje. Kompozycja jak najbardziej ok. W czym więc rzecz, ze nie mam ciar? Chyba wiem. To chyba wina Boyz II Men. Nie podchodzą mi te męskie chórki. Znam ten band od bardzo dawna i nigdy tych ich zaśpiewów nie lubiłem. Gdyby zamiast Boyzów za chórki robiła jakaś wokalistka, to by pewnie ładnie funkcjonowało. Jęczących Murzynów niestety niezbyt lubię. No ale to tylko taka malutka wada, bo generalnie utwór jest jak najbardziej ok.

Maria Koterbska – Parasolki

No i znowu mam pewien dylemat. Było już parę utworów w podobnym tonie pochodzących z podobnie archaicznych czasów. Zawsze byłem raczej na nie. No bo jak mam być uczciwy, to nie słucham takiej muzyki. Pod względem muzycznym kompletnie mnie ona nie interesuje. Ale z drugiej strony w takich momentach jak obecna, kiedy słucham takiej wrzutki czuję do niej pewien rodzaj sympatii. Bo to naprawdę urocza piosenka. Od razu sobie lecę myślami do tamtych czasów. To chyba lata 60’, choć mnie często takie utwory kojarzą się nawet z jeszcze wcześniejszym okresem. Nawet z czasami wojennymi lub tuż powojennymi, czyli ciężkimi dla Polaków. A wtedy taka beztroska i pogodna muzyka była pewnie na wagę złota. Lubię stare polskie filmy, w których zazwyczaj leci podobna nuta. Taką muzykę się kiedyś grało, no bo jaką miało się grać? Sam z siebie pewnie takiej nie włączę, ale jak leci, to nie przeszkadza. Za to przywodzi na myśl tamte pokolenia ludzi - naszych dziadków, rodziców, wujków.

Sławomir Łosowski - Nowe Narodziny

Na początku mi się poyebało po nazwisku, że to gość z Afromental. Jak przeczytałem, że z Kombi, to mina mi zrzedła, bo nie lubię Kombi. No ale w sumie nie jest tak źle. W sumie dobrze też nie, bo to zwyczajny muzak pachnący polskimi ejtisami z daleka. Mentos pisze, że to był podkład do „programu dnia” w tv i tak właśnie to odbieram. Ewentualnie mógłby robić za soundtrack w jakimś polskim filmie czy serialu z lat 80’. Do robienia za tło się nadaje. Muzycznie zaś nie przedstawia wielkiej wartości. Ale jak się komuś dobrze kojarzy i wywołuje nostalgię, to może być. Bo rzeczywiście wywołuje pewną nostalgię, nawet jak się go pierwszy raz słyszy. Do tamtych czasów, które pamiętam przecież doskonale. Nieinwazyjny instrumental, który nie zaciekawia, ale i nie przeszkadza jak leci.

Ayesha Erotica - Emo Boy

To prawda, że Dragon się nie poddaje. I z tymi wynalazkami Dragona jest różnie - raz trafi, innym razem nie. Tutaj nawet trafił nieźle. Utwór muzycznie niby żaden. Nie ma właściwie melodii. Brzmienie sprowadza się do basu, automatu perkusyjnego i różnego rodzaju skreczy. Ale brzmi to zadziwiająco dobrze. Bas i perka robią świetną robotę. W niewyjaśniony sposób słuchanie sprawia mi przyjemność. Słuchanie głosu tej dziewczyny też sprawia mi przyjemność. A im więcej razy słucham, tym jest lepiej. Wkręca się jak diabli. Szczególnie ta powtarzana w kółko fraza Hey emo boy! Tekst później robi się trochę wulgarny, ale już tam mniejsza z tym. Rusza mnie ten utwór.

Automelodi - Rayons de Rien

Kiedyś bardzo dużo słuchałem francuskojęzycznej muzyki, ale głównie w wydaniu pań. Głównie w 00’ latach. Potem mi przeszło. Ale lubię język francuski w muzyce. Tutaj gość ma dodatkowo całkiem przyjemny wokal.
Utwór zaczyna się trochę w stylu New Order. Tak mi się to brzmienie kojarzy. Melodia niczego sobie. Gitara basowa ładnie chodzi. Te synthy w tle rzeczywiście robią sporo zbędnego hałasu. Można było aranżacyjnie lepiej to poukładać. Zastosować mniej inwazyjnie brzmiące klawisze. Ale utwór mimo tego jest ok. Bez szału może, ale przyzwoity.
No i mamy kolejnego wykonawcę, z którym dev walił drinki i uciął sobie pogawędkę. Zobaczycie, że jeszcze się kiedyś przyzna do drinkowania z Gahanem. ;)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 cze 2023 13:26

Z Gahanem to najwyżej herbaty.

A z tym darciem mordy to nieźle jesteś wybiórczy Wuja, w Big Black Ci nie przeszkadzało.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 06 cze 2023 13:39

No tak to jest. U jednych przeszkadza, u innych nie. To jednak różne rodzaje muzyki są.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 cze 2023 13:40

No w tym wypadku, nie aż tak bardzo różne. A ta wzmianka o Nirvanie, to taka w stylu Łosowskiego w Afromental.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 cze 2023 18:23

Mid 20's Skateboarder

Nooo, i po streaku słabych pop-punkowych cudów Kuba wrzuca coś, co kradnie moje serduszko z miejsca xD Energia tego numeru, taka totalnie na wyjebce, ale jednak z zaangażowaniem, te piękne szarpiące gitary, mocny, zwielokrotniony wokal, właściwie nie ma się tu do czego przywalić, ale tak serio, choć to w teorii nie moja bajka. To jest dokładnie ten vibe, którego teraz potrzebuję, i w zgodzie z którym mam ochotę żyć. Pieprzyć deskę, i tak nigdy nie nauczę się jeździć (choć chwilkę próbowałem, i to stosunkowo niedawno temu, Hien może coś na ten temat powiedzieć xD, za to siedzenie po krzaczorach z ekipą ziomeczków w czarnych kapturach w towarzystwie zimnych browarów, paczka szlugensów i rzyganie za ławką to jest na ten moment moje marzenie. Ten utwór wspaniale oddaje taki klimat, mam ochotę nawet w pojedynkę poskakać między blokami, naszczać komuś na koło w aucie, walnąć ćwiartkę na hejnał i nastraszyć losową staruszkę (nie no, to ostatnie to przesada). Wyjątkowe wejście i - po odsłuchaniu całej reszty - wielki dla mnie zwycięzca tej kolejki.

Hey Lover

Będę brzmiał jak zdarta płyta, ale Murzyn being Murzyn. Z rapowymi love songami mam ten problem, że one nawet, jak próbują być ckliwo-romantyczne (ale niekoniecznie w taki super oczywisty sposób), to wciąż brzmią dla mnie jak 100% rap i nie potrafię się w nich odnaleźć, ani odnaleźć w nich ckliwości i romantyczności. Są jakieś takie... zbyt poważne xD Co nie zmienia faktu, że wrzutka jest dobra, z ciekawości i za delikatną sugestią Golasa sprawdziłem tekst i też mi się podoba, zresztą, bezczelnie się w nim odnajduję xD. Bicik niespiesznie sobie sunie przez utwór, gitara w tle daje taki fajny chillowy feeling, widać, że Trackmasters znają się na rzeczy. Poza tym, że numer ten ciągnie latami 90., że głowa mała, to wszystko jest elo. Zresztą, te lata 90. to też jest elo, bo taki rap jest mi w stanie pachnieć wyłącznie latami 90., i to jest super. Właściwie nie wiem, co więcej mogę powiedzieć, teraz już strasznie bredzę, więc najlepiej będzie, jak się przymknę. LL Cool J, jak swego czasu DJ Jazzy Jeff czy Lupe Fiasco, zachęca mnie do sprawdzenia reszty...

Parasolki

Była kiedyś taka stacja radiowa, która nadawała na pewno w Warszawie i paru innych dużych miastach w Polsce, nazywała się Nostalgia. Potem wykupiła je grupa CHYBA Eurozet i zmieniła na Radio Pogoda. Tam często leciała taka muzyka (zanim zmienili nazwę, ludzi, program etc., albowiem wówczas pompowano tam głównie Rynkowskiego z lat 90.), i nie potrafię się pozbyć i tego feelingu i jeszcze jednego... moja ś.p. prababka, co to już 16 lat nie żyje (a zmarła w słusznym wieku 91 lat), miała na swojej mocno oldskulowej działeczce (Hien ją zna, działeczkę znaczy) lampowy odbiornik radiowy Stolica. I jak się go włączało, to on tak fajnie trzeszczał, pykał i rzężał, a że był to odbiornik lampowy to generalnie odbierał tylko jedną stację, Program 1 Polskiego Radia. I w latach 90. (znowu te lata 90.) na różnych pasmach leciały takie starocie. Kojarzą mi się bardzo ze światem, który ostatni raz istniał może w latach 70., i wtedy jakoś zaczął odchodzić, znikać, ustępować nawet w Polsce ostrzejszemu bądź bardziej nowoczesnemu graniu (choć przecież niektórzy wykonawcy i w latach 2000 żyli i tworzyli, albo chociaż koncertowali). Vibe jest mocno babciny, stary ale ciepły, przyjemny. Zgadzam się z tym, co napisał Hien - taka muzyka to skarb i nie przez sam fakt bycia taką muzyką, ale kurde, maniera Koterbskiej, jej głos, to słynne "Ł", które swoją drogą wcale nie jest kresowe, jak zostałem ostatnio pouczony przez pewnego profesora (albo raczej nie do końca), świetna rzecz. Fajnie jest sobie czegoś takiego posłuchać od czasu do czasu. Zrobić naprawdę wycieczkę w taką prawdziwą przeszłość. Trochę trudno uwierzyć, że w czasach, kiedy jeszcze nagrywano takie rzeczy jako standard gatunkowy istnieli już Kraftwerk i koncertował Bowie.

Nowe narodziny

Nie mam pojęcia skąd, ale kojarzę ten utwór. Jest bardzo prawdopodobne, że po prostu słyszałem go na żywo, albowiem było mi dane być na koncercie Łosowskiego (i nawet gdzieś miałem zdjęcie z jego synem i nawet było wrzucone na to forum xD), zresztą, wraz z kolegą Bartinim, co to go już inne wymiary kultury pochłonęły. Łosowski i jego zespół grali we wrześniu 2006 z okazji... no właśnie, to był chyba Festiwal Dialogu Czterech Kultur (kiedy się jeszcze tak nazywał, zanim na miasto nie obraziła się wdowa po Knychalskim; w ramach tego samego festiwalu rok później wystąpili Alphaville, to ten koncert, co byłem tam z Hienem, tylko się wtedy nie znaliśmy jeszcze xD). Bartini był wtedy srogo wkręcony w stare Kombi, ale też solowego Łosowskiego (i jego próby reaktywacji starego Kombi, to nowe uważał za aberrację, zresztą, ja wciąż uważam je za aberrację), sprzedawał mi masę jego muzyki. Był czas, że się sam mocno wkręcałem, jesień 2008 to dla mnie sporo słuchania Skawińskiego, Łosowskiego i spółki, co ciekawe, najbardziej jarały mnie pierwsze płyty, te jeszcze raczej funkowe a nie tak oczywiście synthpopowe czy tam nowofalowe. Ten numer... no, taki Łosowski, dziś już nie robi to na mnie tak wielkiego wrażenia, albo nie mam teraz dobrego nastroju na taką muzykę. Ot, poprawny instrumental, i mimo tego, że zrobił go Łysy, to jakoś mnie to mija, obchodzi z boku i nie zostaje nawet na chwilę. Nie mogę się przez to zajarać, przyjemny prawie-muzak, mógłbym go nie zauważyć. Może, gdybym usłyszał to jako odtrutkę na Polską drużynę, to byłoby inaczej. No ale tego sobie nie zrobię xD Jednocześnie rozumiem wzrusz Mintaja, osobista relacja z muzyką to najlepsza rzecz dla tej bestki.

Emo Boy

Damn, gdybym się naćpał i wyskoczył do jakiegoś spooky przybytku, jakich w Warszawie nie brakuje, to pewnie bym srogo pobaunsował A KTO WIE CO JESZCZE. Nie no, tak serio, kolejne dziwactwo od Roberta, acz przyznać trzeba, że jest w nim coś ciekawego xD Bardziej brzmieniowo niż w przekazie, który faktycznie jest dość zabawny, nie wiem jednak, czy taki był zamiar. Również spodobały mi się nawiązania do tego kręgu kulturowego (lekko skisłem z My Chemical Romance), wokal Ayeshy nie był specjalnie inwazyjny, nawet ładnie pasuje do tego bitu, no ale właśnie, bit. Muzycznie strasznie mi się to wkręciło, proste jak diabli, a jednocześnie w połączeniu z jej chantowaniem "KAMAN FAK MI IMOBOOOI" niby mantry bardzo siada i nie chce głowy opuścić. Obok wrzuty Hiena i Golasa słuchałem tego najczęściej. Znowu coś, co jakoś mi sugeruje, żeby zapoznać się z resztą twórczości tej o to osoby. Tak to bywa z okołoqueerowym graniem, czasem wejdzie, a czasem nie, tutaj akurat weszło, więc jakby, why not?

All Together Now

Ciekawe, że shodanowi ten numer tak bardzo kojarzy się z latami 90. (to jakiś recurring motive moich recek w tej kolejce lol), albowiem ja w nim czuję i wyraźnie słyszę nawet lata 80. (czy też wciąż lata 80.), głos wokalisty, te gitary, w ogóle sposób śpiewania, tylko perka w tle jakoś wszystko zdradza, że to chyba jest zbyt dopracowane i zbyt "nieejtisowe", żeby było ejtisami. Jednocześnie strasznie mi się z czymś kojarzy, ale za cholerę nie powiem, z czym, nie mogę sobie przypomnieć xD Możliwe, że słyszałem coś bardzo podobnego kiedyś, a może słyszałem ten numer w okolicznościach, których nie mogę teraz przywołać. W ogóle mam ciekawe skojarzenia generalnie związane z muzyką tego typu, to jest dla mnie jakieś połączenie no-man z Pet Shop Boys i nawet a-ha xD No nie daje mi to spokoju... więc zaczynam risercz. I czego się dowiaduję? Że skojarzenia z PSB i Go West (zwrócił na to uwagę Kuba w swojej recenzji) nie są zupełnie z dupy. W ogóle zabawna sprawa - ten numer oryginalnie powstał w... 1983 roku pod tytułem No Man's Land i zespół (a raczej pierwsza jego inkarnacja pod inną nazwą) nagrywał go u samego Johna Peela. To on miał zasugerować takie a nie inne rozwiązanie brzmieniowe, które oparte jest o... Kanon D-dur Johanna Pachelbela xD A Go West jest w dużej mierze oparte o to samo. Zespół w ogóle, ale też jego debiut płytowy i sam ten utwór mają bardzo obszerne artykuły na Wikipedii (z których się dowiedziałem, że piosenka ta traktuje o pewnym konkretnym wydarzeniu z czasów I wojny światowej w ogóle). Za to w ogóle nie kojarzę tej piosenki w lekko zmienionej wersji na okazję Euro 2004. Musiało mnie to ominąć. Tak czy inaczej, bardzo fajna piosenka, weszła mi lekko i przypomniała czasy, kiedy potrafiłem się randomowo zachwycić czymś tak randomowym w brzmieniu, a jednocześnie tak przyjemnie osadzonym w moim dziwnym i niezbadanym po dziś dzień guście. Wuja się zna.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 cze 2023 19:17

Liczę Panowie, że utrzymany rytm i skończymy kolejkę do piątku?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn