Best of Forum III
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
uroki rozjazdów
Phew Phew Phew Mid 20s Skateboarder
Warto szanować za konsekwencję, choć z perspektywy laika tego gatunku kolejne propozycje mocno się ze sobą zlewają. Ta jest wyraźną miniaturką w porównaniu do reszty. Cztery linijki tekstu, rytmicznie skopany środek. Ofensywne gitarki, krzykliwe wokale. Przekaz robiący lekkie ciepło na serduszku, ale wrażenie rodem z młodzieżowego serialu na Disney XD budzi we mnie dystans do tego kawałka. Jeśli próbować odbierać na śmieszno, to nie mój typ humorku i treści budzącej uśmiech na twarzy. Głębokich analiz społecznych nie ma, zresztą nie ma takiej potrzeby. W takiej formie przypomina moje modelowe wyobrażenie (koniecznie) amerykańskiej muzy dla skejtów, którzy w pewnej odsłonie zbiorowej wyobraźni pomału zanikają.
LL COOL J / Boyz 2 Men Hey Lover
Mudżyn, Boyz II Men i nie ma choćby linijki wspomnienia o GTA San Andreas? Z ich repertuaru też się tam coś zmieściło, swoją drogą Motownphilly bardzo przyjemny kawałek do rozwałki na mieście. Za pierwszym razem użyte sample bardzo kojarzyły mi się z innym kawałkiem, w którym zostały użyte, ale może wrócę do tego w odpowiednim temaicie. Pomimo wielkiej miłości do masy hip-hopowego materiału czasami jest tak, że coś lepiej brzmi w innym otoczeniu i trochę się przemóc do zmiany zdania. Po kilku odsłuchach intensywne skojarzenie zniknęło, ale to też dlatego, że pojawiło się pewne rozczarowanie. Mimo ciekawych gości poza dźwiękami od Jacksona nie dzieje się za ciekawie. Bicior monotonny, mało urozmaicone aksamitne wjazdy Chłopców. Nad tymi dźwiękami wiele się obroni, ale właściwa historia trochę zbyt jednostajnie podana. Ciekawe, czy któregoś dnia zaskoczy i prędzej przyjdzie do głowy niż to moje pierwotne źródło, może być trudno.
Maria Koterbska Parasolki
Kiedyś się naśmiewałem z Augustowskich nocy, ale mi przeszło. Pewna w tym zasługa mojego kolegi, he he, który jest wielbicielem żeńskiego popu polskiego z głębokiego PRLu i nie tylko. Kolekcjonuje winyle, potrafi odróżnić Giżowską od Jarockiej bez wcześniej lektury forum 80s, czerpie ze słuchania podobnej muzyki sporą radość, energię do codziennego funkcjonowania. Taka postawa zrobiła na mnie wrażenie, dzięki temu bezwstydnie mogę słuchać Frąckowiak czy Sośnickiej. O Nie wiem, czy tak będzie i z Koterbską, patronką jedno z wrocławskich tramwajów, którym już wielokrotnie zdarzyło mi się przejechać. O opinię na jej temat jeszcze się nie zapytałem, ale przy najbliższej okazji to zrobię. Za pierwszym razem refren trochę mnie rozśmieszył, bo jest zbudowany w jakiś naiwny sposób. Im dłużej słuchałem, tym bardziej się wkręcałem i zacząłem doceniać prostotę. Ot co, przewrotna historyjka podana ze znacznie lepszym sznytem i większą subtelnością niż ostatnia... Dość kameralnie zaaranżowana, nie jest aż tak pompatyczna i w tym tkwi sukces tej piosenki. Przedniojęzykowe eŁ mniej drażniące niż u Demarczyk, szanuję. Przy naprawdę dobrym nastroju dam szansę paru utworom z tej kompilacji, którą podskórnie nam Melki tutaj przemyca.
Doznałem ciarek żenady, gdy poszukując informacji o Koterbskiej w Google zobaczyłem jeden z wyników wyszukiwania. Nie wiem co za mentalne spierdoliny mają wyższą potrzebę grillowania artystów z minionej epoki i ciągłego doszukiwania się agentów, spisków, współpracowników, ale jest to dla mnie zupełnie niesmaczne. W związku tym przyznam się, że nawet chwilę czytałem wspomniane forum, lecz w pewnym momencie musiałem przestać, bo szkoda mi folii na czapeczki, a jednocześnie za bardzo szanuję twórczość niektórych ludzi, by w ogóle stykać się z wytworami menelskich wyobraźni. Idę słuchać dalej tych Augustowskich nocy, mają interesujący tekst, ulala...
Program dnia PolSat 8 czerwca 1993 r. (Main Theme)
Śmieszna jest ta nowsza okładka. Starsza zastanawia użytymi czcionkami i kolorystyką, ale przynajmniej zdjęcie Łosowskich bardziej estetyczne. Nie to co (prawie) dwaj łysole, którzy sprawiają wrażenie łojących jakiś dziadorock z powerem, a potem robisz pikaczu minę, bo czerń i pompa budząca niezamierzoną śmieszność skrywają najtisową elektronikę, która czasem bardziej brzmi jak midi. Nazywam tutaj Nowe narodziny w ten sposób, bo mój pierwszy kontakt z utworem wiąże się w oczywisty sposób z moim zateresowaniem starą telewizją. Jeden z pierwszych programów dnia pierwszego wcielenia PolSatu, który widziałem, był wzbogacony o ten utwór, który sobie sympatycznie leciał w tle podczas prezentowania kolejnych pozycji programowych. Przez pewien czas myślałem, że to kolejna rzecz z anonimowego banku tworów przygotowanych do użytkowego przeznaczenia, a tu zaskoczenie, bo jeden z komentarzy odsyłał do Łosowskiego. Po latach muszę powiedzieć, że jego kompozycyjną rękę da się usłyszeć. Przy okazji odkrywania paru płyt Kombi z lat 80' poznałem Zaczarowane miasto, które przypadło mi do gustu. Teraz słyszę pewne podobieństwa, to przede wszystkim naprawdę charakterystyczne, takie do zapamiętania partie klawiszowe. W ten sposób elektroniki nie grał nikt. Mój stosunek do późniejszego konfliktu? Dawniej? Nie dziwię się, że budziło to różne emocje, ale teraz to trochę jak lekko zużyty mem. Stoję po stronie Klocucha, który trzyma stronę łysego z Kombi - ten pewnego dnia po prostu zapomniał hasła do konta i musiał założyć nowe, Kombii. To wyjaśnienie wystarczająco mnie satysfakcjonuje. A Nowe narodziny są naprawdę dobre, uderzają w nutkę nostalgiczną, mają dość dobre brzmienie. Początkowo byłem zdziwiony, że tu mogą iść w ogóle żywe bębny, bo brzmią dość plastikowo (jak bas z klawisza), ale w drugiej części robi się miejsce na taki akustyczny oddech. Trzeba dać szansę któregoś dnia całej płycie jak i reszcie repertuaru starego Kombi. Z nowszych tworów prędzej sięgnę po wyroby Skawińskiego i Tkaczyka, sorry.
Widzę, że tamtego pamiętnego uploadu na YT już nie ma, jest tylko rekonstrukcja... temat miłości do starej telewizji zasługuje na zdecydowanie dłuższą historię.
Farma All Together Now
Kiedyś to były czasy, a teraz to nie ma. Ja na ten przykład dalej często nie sprawdzam całej płyty, gdy natknę się na jakąś ciekawszą pojedynczą wrzutkę xD I to mimo regularnego płacenia za Spotify Premium. Nie jestem koneserem, wiadomo, ale faktycznie łatwo takie rzeczy kojarzyć z przełomem 80/90. Ładnie zachowany balans między popem a klubową, grzeczną houseową estetyką. Obowiązkowo pracują jeszcze gitarki, ale są jak zbędny szczegół przy melodyjnym wokalu, bujającym rytmie i ciepłym tle, które w wielu miejscach ładnie ciągnie się za resztą. Jak pamiętam Screamadelica brzmi dość podobnie, takie Loaded to najsensowniejsze skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy. Emanuje stąd dobra, pozytywna energia, podoba mi się. Do tej pory nie znałem przytaczanej piosenki w jakiejkolwiek formie.
Automelodi Rayons de rien
Poza angielskim i polskim nie bawię się w szczególnie głębokie odczytania tekstu, opieram się na samym wrażeniu, jakie muzyka chce we mnie wywoływać. W ten sposób dochodzę do tego, o czym to mniej więcej może być. Ściąga musiałowa pomaga, ale pewnych kwasów i wątów domyślałem się i tak. Faktycznie panuje tutaj dźwiękowy bourdelle, choć tylko pozornie. Gdyby jeszcze dołożyć jakąś smętną gitarę z przodu to dopiero byłby bigos, a tak niskotonowe pulsacje, jeden dłużej wybrzmiewający klawisz i drugi odpowiadający za małą ściankę dźwięku robią robotę. Nie wiem, czy cała płyta by mnie nie zmęczyła, bo tego typu hipsterstwo w dużych dawkach obecnego Roberta przytłacza, a później nie chce się wyławiać co ciekawszych fragmentów (przynajmniej nie zawsze mam natchnienie do czegoś takiego). Wydarzenie pokroju fancy artysta i śladowa ilość zgromadzonych mam za sobą, więc absolutnie rozumiem ten nastrój, sam na takim evencie bawiłem się doskonale. Nie mam obecnie takich personalnych rozterek, ale jest szansa, że o piosence z płyty obdarzonej estetycznym obrazkiem będę pamiętać. W porządku propozycja.
Polska sekcja zrobiła robotę!
Phew Phew Phew Mid 20s Skateboarder
Warto szanować za konsekwencję, choć z perspektywy laika tego gatunku kolejne propozycje mocno się ze sobą zlewają. Ta jest wyraźną miniaturką w porównaniu do reszty. Cztery linijki tekstu, rytmicznie skopany środek. Ofensywne gitarki, krzykliwe wokale. Przekaz robiący lekkie ciepło na serduszku, ale wrażenie rodem z młodzieżowego serialu na Disney XD budzi we mnie dystans do tego kawałka. Jeśli próbować odbierać na śmieszno, to nie mój typ humorku i treści budzącej uśmiech na twarzy. Głębokich analiz społecznych nie ma, zresztą nie ma takiej potrzeby. W takiej formie przypomina moje modelowe wyobrażenie (koniecznie) amerykańskiej muzy dla skejtów, którzy w pewnej odsłonie zbiorowej wyobraźni pomału zanikają.
LL COOL J / Boyz 2 Men Hey Lover
Mudżyn, Boyz II Men i nie ma choćby linijki wspomnienia o GTA San Andreas? Z ich repertuaru też się tam coś zmieściło, swoją drogą Motownphilly bardzo przyjemny kawałek do rozwałki na mieście. Za pierwszym razem użyte sample bardzo kojarzyły mi się z innym kawałkiem, w którym zostały użyte, ale może wrócę do tego w odpowiednim temaicie. Pomimo wielkiej miłości do masy hip-hopowego materiału czasami jest tak, że coś lepiej brzmi w innym otoczeniu i trochę się przemóc do zmiany zdania. Po kilku odsłuchach intensywne skojarzenie zniknęło, ale to też dlatego, że pojawiło się pewne rozczarowanie. Mimo ciekawych gości poza dźwiękami od Jacksona nie dzieje się za ciekawie. Bicior monotonny, mało urozmaicone aksamitne wjazdy Chłopców. Nad tymi dźwiękami wiele się obroni, ale właściwa historia trochę zbyt jednostajnie podana. Ciekawe, czy któregoś dnia zaskoczy i prędzej przyjdzie do głowy niż to moje pierwotne źródło, może być trudno.
Maria Koterbska Parasolki
Kiedyś się naśmiewałem z Augustowskich nocy, ale mi przeszło. Pewna w tym zasługa mojego kolegi, he he, który jest wielbicielem żeńskiego popu polskiego z głębokiego PRLu i nie tylko. Kolekcjonuje winyle, potrafi odróżnić Giżowską od Jarockiej bez wcześniej lektury forum 80s, czerpie ze słuchania podobnej muzyki sporą radość, energię do codziennego funkcjonowania. Taka postawa zrobiła na mnie wrażenie, dzięki temu bezwstydnie mogę słuchać Frąckowiak czy Sośnickiej. O Nie wiem, czy tak będzie i z Koterbską, patronką jedno z wrocławskich tramwajów, którym już wielokrotnie zdarzyło mi się przejechać. O opinię na jej temat jeszcze się nie zapytałem, ale przy najbliższej okazji to zrobię. Za pierwszym razem refren trochę mnie rozśmieszył, bo jest zbudowany w jakiś naiwny sposób. Im dłużej słuchałem, tym bardziej się wkręcałem i zacząłem doceniać prostotę. Ot co, przewrotna historyjka podana ze znacznie lepszym sznytem i większą subtelnością niż ostatnia... Dość kameralnie zaaranżowana, nie jest aż tak pompatyczna i w tym tkwi sukces tej piosenki. Przedniojęzykowe eŁ mniej drażniące niż u Demarczyk, szanuję. Przy naprawdę dobrym nastroju dam szansę paru utworom z tej kompilacji, którą podskórnie nam Melki tutaj przemyca.
Doznałem ciarek żenady, gdy poszukując informacji o Koterbskiej w Google zobaczyłem jeden z wyników wyszukiwania. Nie wiem co za mentalne spierdoliny mają wyższą potrzebę grillowania artystów z minionej epoki i ciągłego doszukiwania się agentów, spisków, współpracowników, ale jest to dla mnie zupełnie niesmaczne. W związku tym przyznam się, że nawet chwilę czytałem wspomniane forum, lecz w pewnym momencie musiałem przestać, bo szkoda mi folii na czapeczki, a jednocześnie za bardzo szanuję twórczość niektórych ludzi, by w ogóle stykać się z wytworami menelskich wyobraźni. Idę słuchać dalej tych Augustowskich nocy, mają interesujący tekst, ulala...
Program dnia PolSat 8 czerwca 1993 r. (Main Theme)
Śmieszna jest ta nowsza okładka. Starsza zastanawia użytymi czcionkami i kolorystyką, ale przynajmniej zdjęcie Łosowskich bardziej estetyczne. Nie to co (prawie) dwaj łysole, którzy sprawiają wrażenie łojących jakiś dziadorock z powerem, a potem robisz pikaczu minę, bo czerń i pompa budząca niezamierzoną śmieszność skrywają najtisową elektronikę, która czasem bardziej brzmi jak midi. Nazywam tutaj Nowe narodziny w ten sposób, bo mój pierwszy kontakt z utworem wiąże się w oczywisty sposób z moim zateresowaniem starą telewizją. Jeden z pierwszych programów dnia pierwszego wcielenia PolSatu, który widziałem, był wzbogacony o ten utwór, który sobie sympatycznie leciał w tle podczas prezentowania kolejnych pozycji programowych. Przez pewien czas myślałem, że to kolejna rzecz z anonimowego banku tworów przygotowanych do użytkowego przeznaczenia, a tu zaskoczenie, bo jeden z komentarzy odsyłał do Łosowskiego. Po latach muszę powiedzieć, że jego kompozycyjną rękę da się usłyszeć. Przy okazji odkrywania paru płyt Kombi z lat 80' poznałem Zaczarowane miasto, które przypadło mi do gustu. Teraz słyszę pewne podobieństwa, to przede wszystkim naprawdę charakterystyczne, takie do zapamiętania partie klawiszowe. W ten sposób elektroniki nie grał nikt. Mój stosunek do późniejszego konfliktu? Dawniej? Nie dziwię się, że budziło to różne emocje, ale teraz to trochę jak lekko zużyty mem. Stoję po stronie Klocucha, który trzyma stronę łysego z Kombi - ten pewnego dnia po prostu zapomniał hasła do konta i musiał założyć nowe, Kombii. To wyjaśnienie wystarczająco mnie satysfakcjonuje. A Nowe narodziny są naprawdę dobre, uderzają w nutkę nostalgiczną, mają dość dobre brzmienie. Początkowo byłem zdziwiony, że tu mogą iść w ogóle żywe bębny, bo brzmią dość plastikowo (jak bas z klawisza), ale w drugiej części robi się miejsce na taki akustyczny oddech. Trzeba dać szansę któregoś dnia całej płycie jak i reszcie repertuaru starego Kombi. Z nowszych tworów prędzej sięgnę po wyroby Skawińskiego i Tkaczyka, sorry.
Widzę, że tamtego pamiętnego uploadu na YT już nie ma, jest tylko rekonstrukcja... temat miłości do starej telewizji zasługuje na zdecydowanie dłuższą historię.
Farma All Together Now
Kiedyś to były czasy, a teraz to nie ma. Ja na ten przykład dalej często nie sprawdzam całej płyty, gdy natknę się na jakąś ciekawszą pojedynczą wrzutkę xD I to mimo regularnego płacenia za Spotify Premium. Nie jestem koneserem, wiadomo, ale faktycznie łatwo takie rzeczy kojarzyć z przełomem 80/90. Ładnie zachowany balans między popem a klubową, grzeczną houseową estetyką. Obowiązkowo pracują jeszcze gitarki, ale są jak zbędny szczegół przy melodyjnym wokalu, bujającym rytmie i ciepłym tle, które w wielu miejscach ładnie ciągnie się za resztą. Jak pamiętam Screamadelica brzmi dość podobnie, takie Loaded to najsensowniejsze skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy. Emanuje stąd dobra, pozytywna energia, podoba mi się. Do tej pory nie znałem przytaczanej piosenki w jakiejkolwiek formie.
Automelodi Rayons de rien
Poza angielskim i polskim nie bawię się w szczególnie głębokie odczytania tekstu, opieram się na samym wrażeniu, jakie muzyka chce we mnie wywoływać. W ten sposób dochodzę do tego, o czym to mniej więcej może być. Ściąga musiałowa pomaga, ale pewnych kwasów i wątów domyślałem się i tak. Faktycznie panuje tutaj dźwiękowy bourdelle, choć tylko pozornie. Gdyby jeszcze dołożyć jakąś smętną gitarę z przodu to dopiero byłby bigos, a tak niskotonowe pulsacje, jeden dłużej wybrzmiewający klawisz i drugi odpowiadający za małą ściankę dźwięku robią robotę. Nie wiem, czy cała płyta by mnie nie zmęczyła, bo tego typu hipsterstwo w dużych dawkach obecnego Roberta przytłacza, a później nie chce się wyławiać co ciekawszych fragmentów (przynajmniej nie zawsze mam natchnienie do czegoś takiego). Wydarzenie pokroju fancy artysta i śladowa ilość zgromadzonych mam za sobą, więc absolutnie rozumiem ten nastrój, sam na takim evencie bawiłem się doskonale. Nie mam obecnie takich personalnych rozterek, ale jest szansa, że o piosence z płyty obdarzonej estetycznym obrazkiem będę pamiętać. W porządku propozycja.
Polska sekcja zrobiła robotę!
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Powiem Ci Dragon że nawet nie kojarzyłem skąd ten sampelek jest, ale to chyba akurat dla mnie najmniej interesujący numer z tej płyty Jacksona i może dlatego :p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja nwm, ja od Jacksona słuchałem tylko Bad w całości xd
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mentosy kończcie tę kolejkę, było święto po drodze to jak dodatkowy weekend xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mentos to chyba za krótki ten urlop brał.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Pkew Pkew Pkew – Mid 20’s Skateboarder
Gdy tylko przeczytałem, że wzmiankowany zespół składa się z grupy jakichś bananów z dobrych, kanadyjskich domów drących ryja o tym, że im źle, bo mają czas na picie piwa oraz padają ofiarą niesamowitego hejtu i dyskryminacji XD, to coś czułem, że się nie zaprzyjaźnimy, oj nie. Tyle red flagów to nie widziałem nawet w magazynie na lotnisku, w którym składuje się czerwone chorągwie. Ale jak to bywa czasem z muzyką - czasem dwa minusy dadzą plus, czasem dwa plus dwa da czterysta dwadzieścia. I, jak to często bywa w takich przypadkach, po prostu słuchało mi się tego darcia ryja całkiem dobrze, jest tu faktycznie czysta, bezpretensjonalna dawka funu i dokładnie NIC więcej. Ja deską to mógłbym komuś najwyżej jebnąć w łeb miast robić tricki przeróżne, ale powiedzmy, że kupuję ten klimat. Jest ok.
LL Cool J feat. Boyz II Men - Hey Lover
Coś nasi koledzy z województwa łódzkiego zapodają w tej kolejce kawałki mocno PROBLEMATYCZNE pod kątem otoczkowo-tekstowym, tak jakby samo przebywanie w województwie łódzkim nie było problematyczne hehe. Tak, wiem, wrzucałem kawałek Shellaca, który był z grubsza o tym samym i rozkminy na temat tego ONA ZŁA JA DOBRY zostawiam gdzieś hen w liceum czy tam daleko. Sto lat temu byłem w z grubsza zbliżonej sytuacji i z perspektywy czasu to ja uważam, że to, iż zakończyła się na przelotnym romansi trwającym mniej-więcej tyle co trzy mrugnięcia okiem, za błogosławieństwo, bo laska miała tendencje do odpierdalania niesamowitego syfu i maniany takiej, że czasem to się zastanawiam nad tym jakim cudem ona jeszcze żyje i np. nie potrącił jej autobus na dworcu kolejowym czy coś. Mniejsza z tym anyway, kawałek po prostu jest DOBRY, znowu mamy sto procent murzyna w murzynie, lata 90 na pełnej i OST do Kosmicznego Meczu. Fajne, po prostu fajne.
Maria Koterbska - Parasolki
Pierwotnie tutaj pobawić się w szydercę, sowizdrzała i trochę wykpić tę piosenkę, bo wiecie: hehe Melczet wrzucił znowu jakąś składankę BEST OF TWOJA BABCIA czy coś w ten deseń. Faktycznie, wszystko tu trąci naftaliną - i ten wokal (faktycznie nikt już tak nie śpiewa), i aranż, i generalnie mocny wehikuł czasu do czasów Gomułki, odbudowywania Polski po wojnie i Kronik Filmowych. Ale kurde, nie umiem. Po prostu nie umiem. To tak szczery, by nie rzec naiwnie szczery, sympatyczny i bezpretensjonalnie uroczy kawałek, że po prostu nie mogę. Autentycznie mnie to wzrusza, jestem w stanie wyobrazić sobie słuchanie tego na POSIADÓWCE i słuchanie tego kawałka na pocztówce dźwiękowej z gramofonu Bambino. Bardzo fajna wrzuta!
Ayesha Erotica - Emo Boy
Po powrocie z czasów Polski Ludowej, z przesiadką na wczesne lata 90, wbijamy do współczesności - świata bodźców, Tiktoków, memów, wirali i innych muzbawek. Znowu się zaskakuję w tej kolejce, ale tym razem znowu zaliczyłem bezbolesne lądowanie mimo iż też nie jestem jakimś cholera wie jakim fanem tzw. muzyki memicznej. Szczerze mówiąc, to prawie w ogóle jej nie lubię, ale mniejsza z tym. Próbowałem coś poczytać o kontekście naświetlonym przez smoka, ale trafiłem na wątek na Reddicie, gdzie rabini pieprzą co im ślina na język przyniesie, więc odpuściłem. Skupiam się na muzyce, która jest po prostu... dobra. Generalnie takie mocno przegięte i przerysowane rzeczy na granicy kiczu i pastiszu (tak czuję, że rymuję), mnie męczą, bo ani nie są zabawne, ani nie są słuchalne, a tu to wszystko działa, jest w tym energia, a ten cheerlederski refren nadaje całości bardzo specyficznego, psychodelicznego wręcz klimatu. Czuję sie kupiony.
The Farm - All Together Now
Zaczyna się jak jakiś kawałek Vengaboys hehe. Kurczę, znowu fajny kawałek, taki sztandarowy wręcz poprock z tamtej epoki, którego musiało być pełno na MTV w tamtych czasach. Lubię takie niepozorne historie o polubieniu jakiegoś kawałka w nudnym i nieinteresującym kontekście typu siedzialem przed telewizorem i poleciało fajne, więc mi się spodobało, ale to przez to, że generalnie to ja lubię jak w moim życiu nie dzieje się nic, gdyż wiąże się to z bezpieczeństwem i stabilizacją. W sumie wkręca mi się to bardzo i myślę, że ten kawałek ma duże szanse na zostanie u mnie tzw. GROWEREM i częste powroty. Oceniam wysoko, bo czemu nie.
Automelodi - Rayons de Rien
Kolejkę kończymy francuskim niezalem od kolegi Adriana. Jak jeszcze chciało mi się robić cokolwiek, to zdarzało mi się parę razy chodzić na NIEZALOWE koncerty, nawet kogoś, kto nie był moim znajomym, i grały tam często zespoły o nazwach typu Rosa Vertow i brzmiały jak to, tylko bez francuskiego wokalu. Czyli po prostu lepsze lub gorsze PIOSENKI brzmiące jak lepsza lub gorsza imitacja Jesus and Mary Chain czy tam innego MBV, z charakterystycznym przesterem. I w sumie to fajnie sobie jest czegoś takiego od czasu do czasu posłuchać, wyjść na taki gig i napić się piwa albo dwudziestu ośmiu na takowym. A skoro jest fajnie, to czego chcieć więcej?
Okej, "detoks" chyba mi pomógł, bo jestem pod wrażeniem waszych propozycji w tej kolejeczce. Znowu każda z innej parafii i każda na swój sposób bardzo dobra. Oby tak dalej!
Gdy tylko przeczytałem, że wzmiankowany zespół składa się z grupy jakichś bananów z dobrych, kanadyjskich domów drących ryja o tym, że im źle, bo mają czas na picie piwa oraz padają ofiarą niesamowitego hejtu i dyskryminacji XD, to coś czułem, że się nie zaprzyjaźnimy, oj nie. Tyle red flagów to nie widziałem nawet w magazynie na lotnisku, w którym składuje się czerwone chorągwie. Ale jak to bywa czasem z muzyką - czasem dwa minusy dadzą plus, czasem dwa plus dwa da czterysta dwadzieścia. I, jak to często bywa w takich przypadkach, po prostu słuchało mi się tego darcia ryja całkiem dobrze, jest tu faktycznie czysta, bezpretensjonalna dawka funu i dokładnie NIC więcej. Ja deską to mógłbym komuś najwyżej jebnąć w łeb miast robić tricki przeróżne, ale powiedzmy, że kupuję ten klimat. Jest ok.
LL Cool J feat. Boyz II Men - Hey Lover
Coś nasi koledzy z województwa łódzkiego zapodają w tej kolejce kawałki mocno PROBLEMATYCZNE pod kątem otoczkowo-tekstowym, tak jakby samo przebywanie w województwie łódzkim nie było problematyczne hehe. Tak, wiem, wrzucałem kawałek Shellaca, który był z grubsza o tym samym i rozkminy na temat tego ONA ZŁA JA DOBRY zostawiam gdzieś hen w liceum czy tam daleko. Sto lat temu byłem w z grubsza zbliżonej sytuacji i z perspektywy czasu to ja uważam, że to, iż zakończyła się na przelotnym romansi trwającym mniej-więcej tyle co trzy mrugnięcia okiem, za błogosławieństwo, bo laska miała tendencje do odpierdalania niesamowitego syfu i maniany takiej, że czasem to się zastanawiam nad tym jakim cudem ona jeszcze żyje i np. nie potrącił jej autobus na dworcu kolejowym czy coś. Mniejsza z tym anyway, kawałek po prostu jest DOBRY, znowu mamy sto procent murzyna w murzynie, lata 90 na pełnej i OST do Kosmicznego Meczu. Fajne, po prostu fajne.
Maria Koterbska - Parasolki
Pierwotnie tutaj pobawić się w szydercę, sowizdrzała i trochę wykpić tę piosenkę, bo wiecie: hehe Melczet wrzucił znowu jakąś składankę BEST OF TWOJA BABCIA czy coś w ten deseń. Faktycznie, wszystko tu trąci naftaliną - i ten wokal (faktycznie nikt już tak nie śpiewa), i aranż, i generalnie mocny wehikuł czasu do czasów Gomułki, odbudowywania Polski po wojnie i Kronik Filmowych. Ale kurde, nie umiem. Po prostu nie umiem. To tak szczery, by nie rzec naiwnie szczery, sympatyczny i bezpretensjonalnie uroczy kawałek, że po prostu nie mogę. Autentycznie mnie to wzrusza, jestem w stanie wyobrazić sobie słuchanie tego na POSIADÓWCE i słuchanie tego kawałka na pocztówce dźwiękowej z gramofonu Bambino. Bardzo fajna wrzuta!
Ayesha Erotica - Emo Boy
Po powrocie z czasów Polski Ludowej, z przesiadką na wczesne lata 90, wbijamy do współczesności - świata bodźców, Tiktoków, memów, wirali i innych muzbawek. Znowu się zaskakuję w tej kolejce, ale tym razem znowu zaliczyłem bezbolesne lądowanie mimo iż też nie jestem jakimś cholera wie jakim fanem tzw. muzyki memicznej. Szczerze mówiąc, to prawie w ogóle jej nie lubię, ale mniejsza z tym. Próbowałem coś poczytać o kontekście naświetlonym przez smoka, ale trafiłem na wątek na Reddicie, gdzie rabini pieprzą co im ślina na język przyniesie, więc odpuściłem. Skupiam się na muzyce, która jest po prostu... dobra. Generalnie takie mocno przegięte i przerysowane rzeczy na granicy kiczu i pastiszu (tak czuję, że rymuję), mnie męczą, bo ani nie są zabawne, ani nie są słuchalne, a tu to wszystko działa, jest w tym energia, a ten cheerlederski refren nadaje całości bardzo specyficznego, psychodelicznego wręcz klimatu. Czuję sie kupiony.
The Farm - All Together Now
Zaczyna się jak jakiś kawałek Vengaboys hehe. Kurczę, znowu fajny kawałek, taki sztandarowy wręcz poprock z tamtej epoki, którego musiało być pełno na MTV w tamtych czasach. Lubię takie niepozorne historie o polubieniu jakiegoś kawałka w nudnym i nieinteresującym kontekście typu siedzialem przed telewizorem i poleciało fajne, więc mi się spodobało, ale to przez to, że generalnie to ja lubię jak w moim życiu nie dzieje się nic, gdyż wiąże się to z bezpieczeństwem i stabilizacją. W sumie wkręca mi się to bardzo i myślę, że ten kawałek ma duże szanse na zostanie u mnie tzw. GROWEREM i częste powroty. Oceniam wysoko, bo czemu nie.
Automelodi - Rayons de Rien
Kolejkę kończymy francuskim niezalem od kolegi Adriana. Jak jeszcze chciało mi się robić cokolwiek, to zdarzało mi się parę razy chodzić na NIEZALOWE koncerty, nawet kogoś, kto nie był moim znajomym, i grały tam często zespoły o nazwach typu Rosa Vertow i brzmiały jak to, tylko bez francuskiego wokalu. Czyli po prostu lepsze lub gorsze PIOSENKI brzmiące jak lepsza lub gorsza imitacja Jesus and Mary Chain czy tam innego MBV, z charakterystycznym przesterem. I w sumie to fajnie sobie jest czegoś takiego od czasu do czasu posłuchać, wyjść na taki gig i napić się piwa albo dwudziestu ośmiu na takowym. A skoro jest fajnie, to czego chcieć więcej?
Okej, "detoks" chyba mi pomógł, bo jestem pod wrażeniem waszych propozycji w tej kolejeczce. Znowu każda z innej parafii i każda na swój sposób bardzo dobra. Oby tak dalej!
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Melki, u know the drill.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Jestem w trakcie.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tylko nie wychodź na fajkę, bo to grozi amnezją.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Spoko, Hien, ja nie palę, a inne wyjście już zaliczyłem 
Pkew Pkew Pkew - Mid 20s Skateboarder
Przyznam, że kultura skate'ów, deskorolek i tym podobnych jest mi kompletnie obca, z chłopakami, którym się to podobało, raczej się w szkole nie dogadywałem. I z tym utworem będzie tak samo (przynajmniej na razie jest), te chóralne zaśpiewy wywołują we mnie gęsią skórkę, kojarzą mi się z okrzykami i zaśpiewami w takich miejscach, od których raczej stronię. Tekst do mnie nie trafia, podobne problemy są mi raczej obce. Instrumentarium pop-punka raczej nie przypadło mi do gustu. Tematyka, o której mówi Hien, brzmi już ciekawiej (jakby nie patrzeć, nie tylko osobom z np. klasy robotniczej, z której nie pochodzę, może się coś nie podobać dookoła). Generalnie rzępoli to, ale łagodnie, gdzieś tam idzie, ale to nie moje klimaty.
LL Cool J feat. Boyz II Men - Hey Lover
O! Zaczyna się jak typowa, czarna muzyka, tym razem ze sporego, eleganckiego klubu dla ludzi solidnie sytuowanych. Kawałek utrzymany w średnio szybkim tempie, w sam raz pod snucie opowieści, jak to się znów nie udało i... to zdaje egzamin. Elegancki bit, podobają mi się chórki Boyz II Men w refrenie, tworzą taki romantyczny nastrój w sam raz pod użalanie się nad sobą. Czasem trzeba. Dobry wokal, dobra nawijka. Całkiem delikatny podkład. Potem wchodzi refren i goście tak trochę zawodzą, ale dobre to jest. Udało im się rzeczywiście z rapowego kawałka zrobić coś romantycznego, przypomniał mi się nawet jakiś późniejszy przebój, może w stylu r'n'b, ale tytułu nie pamiętam. Fajne te ozdobniki w tle i... mamy złoto kolejki!
Sławomir Łosowski - Nowe Narodziny
Zaczyna się mocno staroświecko, potem wchodzi motyw też staroświecki (jak cymbałki lub flet z syntezatora), a potem... Potem człowiek sobie uświadamia, że to instrumental, co w zasadzie w założeniu brzmi źle, bo zapowiada się średnia muzyka tła, te chórki itd., ale ogólnie całość wychodzi bardzo przyjemnie, w sumie nie stoi daleko od takiego Memphisto w kategorii "odbiór", mogłaby współtworzyć soundtrack. Bit dosyć mocny, ale taka specyfika tych czasów (dobrze, że mechaniczny, przynajmniej tak brzmi, a brzmi dobrze). Jeszcze lepiej, że panów i ich przepychanki jakiś czas temu straciłem z oczu i uszu, bo ostatnie lata działalności w ich wydaniu, jakie pamiętam, nie były zbyt udane, a kłótnie o nazwę dość żenujące. Fajne okno na miniony świat, podoba mi się.
Ayesha Erotica - Emo Boy (2016)
Okładka jak z jakiegoś tandetnego soft porno. Bit trochę drewniany i aż nazbyt mechaniczny. Rzeczywiście, przypomina to trochę występ cheerleaderek, aczkolwiek z takim tekstem to wszystkie podobne dziewczyny zaraz by przegoniono z parkietu. To jest na tyle przegięte, że w moim odczuciu w jakimś tam stopniu się nawet broni, tj. słucham tego któryś raz i jeszcze nie doszedłem do wniosku: "dobra, dosyć tego, czas to wyłączyć, bo uszy puchną". Może dlatego, że stosunkowo prosty to kawałek, nie ma bałaganu w tle, a i wokalistka nie przesadza. I, jak pisze Mintaj, energii w tym dużo. Historia paskudna, ciekawe, ile karier się przez to skończyło, zanim się zaczęły na dobre. O dziwo, dobrze wchodzi.
Farma - All Together Now
Ciekawe. Nie znałem tego wcześniej, nawet po paru odsłuchach dalej sobie nie przypominam, żebym to wcześniej znał. Kontekst wydania tego utworu zupełnie mnie ominął, nic podobnego nie pamiętam z tamtych czasów (a całe Euro oglądałem). Zaczyna się dość niepozornie, po czym wchodzi całkiem przebojowy bit. Wokal wydaje mi się nieco bezbarwny, taki niewyróżniający się od wielu innych męskich wokali. Refren trochę przytłumiony. Sorry, ale dla mnie to jest piosenka, jakich wiele, nawet po wielu przesłuchaniach wyłapuję głównie powtórzenia tytułowej frazy. To nie dla mnie.
Automelodi - Rayons de rien
Francuskie euro disco. Pamiętam, że kiedyś lubiłem słuchać przebojów Kate Ryan, akurat wtedy, gdy dorastałem, to ta belgijska piosenkarka była na topie. Mało wyrazista, pustynno-konturowa okładka. Tego się słucha trochę jak muzyki sprzed 40 lat, jest w tym coś mocno retro. Tu by chyba trzeba było załapać kontekst i wczuć się mocniej, a póki co myślę, że ten kawałek przepłynął przeze mnie nie zostawiając mocniejszych wrażeń. Wokalista też średni. Za dużo rzeczy średnich w tej kolejce. Nawet moje opisy są średnie.
Zdecydowanym zwycięzcą kolejki jest... (fanfary) Mudżyn!!! Sporo muzyki o letniej temperaturze.
Pkew Pkew Pkew - Mid 20s Skateboarder
Przyznam, że kultura skate'ów, deskorolek i tym podobnych jest mi kompletnie obca, z chłopakami, którym się to podobało, raczej się w szkole nie dogadywałem. I z tym utworem będzie tak samo (przynajmniej na razie jest), te chóralne zaśpiewy wywołują we mnie gęsią skórkę, kojarzą mi się z okrzykami i zaśpiewami w takich miejscach, od których raczej stronię. Tekst do mnie nie trafia, podobne problemy są mi raczej obce. Instrumentarium pop-punka raczej nie przypadło mi do gustu. Tematyka, o której mówi Hien, brzmi już ciekawiej (jakby nie patrzeć, nie tylko osobom z np. klasy robotniczej, z której nie pochodzę, może się coś nie podobać dookoła). Generalnie rzępoli to, ale łagodnie, gdzieś tam idzie, ale to nie moje klimaty.
LL Cool J feat. Boyz II Men - Hey Lover
O! Zaczyna się jak typowa, czarna muzyka, tym razem ze sporego, eleganckiego klubu dla ludzi solidnie sytuowanych. Kawałek utrzymany w średnio szybkim tempie, w sam raz pod snucie opowieści, jak to się znów nie udało i... to zdaje egzamin. Elegancki bit, podobają mi się chórki Boyz II Men w refrenie, tworzą taki romantyczny nastrój w sam raz pod użalanie się nad sobą. Czasem trzeba. Dobry wokal, dobra nawijka. Całkiem delikatny podkład. Potem wchodzi refren i goście tak trochę zawodzą, ale dobre to jest. Udało im się rzeczywiście z rapowego kawałka zrobić coś romantycznego, przypomniał mi się nawet jakiś późniejszy przebój, może w stylu r'n'b, ale tytułu nie pamiętam. Fajne te ozdobniki w tle i... mamy złoto kolejki!
Sławomir Łosowski - Nowe Narodziny
Zaczyna się mocno staroświecko, potem wchodzi motyw też staroświecki (jak cymbałki lub flet z syntezatora), a potem... Potem człowiek sobie uświadamia, że to instrumental, co w zasadzie w założeniu brzmi źle, bo zapowiada się średnia muzyka tła, te chórki itd., ale ogólnie całość wychodzi bardzo przyjemnie, w sumie nie stoi daleko od takiego Memphisto w kategorii "odbiór", mogłaby współtworzyć soundtrack. Bit dosyć mocny, ale taka specyfika tych czasów (dobrze, że mechaniczny, przynajmniej tak brzmi, a brzmi dobrze). Jeszcze lepiej, że panów i ich przepychanki jakiś czas temu straciłem z oczu i uszu, bo ostatnie lata działalności w ich wydaniu, jakie pamiętam, nie były zbyt udane, a kłótnie o nazwę dość żenujące. Fajne okno na miniony świat, podoba mi się.
Ayesha Erotica - Emo Boy (2016)
Okładka jak z jakiegoś tandetnego soft porno. Bit trochę drewniany i aż nazbyt mechaniczny. Rzeczywiście, przypomina to trochę występ cheerleaderek, aczkolwiek z takim tekstem to wszystkie podobne dziewczyny zaraz by przegoniono z parkietu. To jest na tyle przegięte, że w moim odczuciu w jakimś tam stopniu się nawet broni, tj. słucham tego któryś raz i jeszcze nie doszedłem do wniosku: "dobra, dosyć tego, czas to wyłączyć, bo uszy puchną". Może dlatego, że stosunkowo prosty to kawałek, nie ma bałaganu w tle, a i wokalistka nie przesadza. I, jak pisze Mintaj, energii w tym dużo. Historia paskudna, ciekawe, ile karier się przez to skończyło, zanim się zaczęły na dobre. O dziwo, dobrze wchodzi.
Farma - All Together Now
Ciekawe. Nie znałem tego wcześniej, nawet po paru odsłuchach dalej sobie nie przypominam, żebym to wcześniej znał. Kontekst wydania tego utworu zupełnie mnie ominął, nic podobnego nie pamiętam z tamtych czasów (a całe Euro oglądałem). Zaczyna się dość niepozornie, po czym wchodzi całkiem przebojowy bit. Wokal wydaje mi się nieco bezbarwny, taki niewyróżniający się od wielu innych męskich wokali. Refren trochę przytłumiony. Sorry, ale dla mnie to jest piosenka, jakich wiele, nawet po wielu przesłuchaniach wyłapuję głównie powtórzenia tytułowej frazy. To nie dla mnie.
Automelodi - Rayons de rien
Francuskie euro disco. Pamiętam, że kiedyś lubiłem słuchać przebojów Kate Ryan, akurat wtedy, gdy dorastałem, to ta belgijska piosenkarka była na topie. Mało wyrazista, pustynno-konturowa okładka. Tego się słucha trochę jak muzyki sprzed 40 lat, jest w tym coś mocno retro. Tu by chyba trzeba było załapać kontekst i wczuć się mocniej, a póki co myślę, że ten kawałek przepłynął przeze mnie nie zostawiając mocniejszych wrażeń. Wokalista też średni. Za dużo rzeczy średnich w tej kolejce. Nawet moje opisy są średnie.
Zdecydowanym zwycięzcą kolejki jest... (fanfary) Mudżyn!!! Sporo muzyki o letniej temperaturze.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Szokens co za kolejka, ludzie włącznie ze mną prejzują Koterbską a Melki prejzuje Murzynów, dobrze że ten temat jeszcze przynosi jakieś zaskakujące rezultaty
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ano fajnie poszło. Ode mnie jedna w sumie uwaga, że jak czytam recki moich ostatnich wrzut, to odnoszę wrażenie, że niektórzy energicznie chowają się za tym, że nie mają nic wspólnego z kulturą skejtów, i koniec tematu. Może gdybym w ogóle nie pisał o skejtach i THPS, to przynajmniej by się niektórzy trochę bardziej wysilili pisząc co myślą, i co słyszą, bo IMO ten skejtowy background nie ma żadnego znaczenia, bo nie jest aż tak ściśle związany z muzyką (ponadto, dwie z tych wrzutek nie miałem nawet tego backgroundu a i tak pare osób musiało wspomnieć o deskach). Ja jednak staram się nie tłumaczyć swoich opinii tym, że nie jestem kobietą, więc nie lubię śpiewających pań, albo nie jestem czarny, więc mam zero do napisania o rapie, albo nie jestem transem, to z automatu odrzucam propozycje Dragona. Nieświadomie, sam dałem handicap dla tych, co chcieli mieć te wrzutki jak najszybciej z bani. Zobaczymy co będzie w przyszłym roku. Tymczasem
Think About Mutation – The Rewinding Seeds
Wiosna 2001 r., to taki dziwny okres, który jakby wisi w mojej głowie poza rokiem, z którego pochodzi, jakby to było jakieś DLC do gry, czy coś. Z tego czasu, głównie pamiętam dzień zakończenia roku szkolnego, w który to dzień, w domu, moja mama dostała ostrego skoku ciśnienia i musiałem wezwać pogotowie (z ciśnieniem mama zmaga się do dziś), ojca nie było, bo pojechał z kolegami na jakieś żagle. Przez jakiś czas nie wychodziłem z domu, żeby mamy nie zostawiać (w razie czego), więc dużo przesiadywałem u siebie w pokoju, czytając świeżo zakupiony komiks „Lobo vs Batman” (btw Lobo kończy właśnie 40 lat, kiedy to zleciało) i słuchając muzyki. Między innymi, katowałem wtedy kilka kaset, które kupiłem w koszu za 5 zł, w Geancie. „Machinery” to była dwuczęściowa kompilacja muzyki okołoelektronicznej, miałem ją na dwóch kasetach (nawet nadal mam). Co ciekawe, byłem pewien, że to jest coś związanego ze dawnym, polskim magazynem „Machina”, bo oni albo płyty dorzucane do gazety, albo jakieś swoje imprezy nazywali właśnie „Machinerami”. Parę miesięcy temu dopiero, robiąc research do tej wrzuty, dowiedziałem się, że to nie miało związku z „Machiną”, a tytuł jest z angielskiego więc czyta się maszinery. Kompilacje były przygotowywane przez niemiecki oddział labela Koch, a u nas wyszły wersje specjalne, z dołożonymi polskimi wykonawcami (między innymi Nowy Horyzont, Wieloryb i Agressiva 69). Kochałem te kompy. Mnóstwo tam był fantastycznych zespołów, np. Cubanate, The Prodigy, Oomph! (z czasów kiedy byli jeszcze dobrzy), czy And One, których poznałem właśnie dzięki tej składance. Na vol. 2, znajdowało się wrzucane przeze mnie „The Rewinding Seeds” Think About Mutation. To było jedno z większych odkryć dla mnie, bo w fajny sposób łączyło drumy, elektronikę i ciężkie granie na gitarach, dając połączenie, którego wcześniej nie znałem. Zespół pochodzi z Niemiec i w zasadzie rozpadł się niedługo po tym, jak go odkryłem. Co ciekawe, wrzucili ostatnio na Bandcamp kilka kompilacji niewydanych numerów, i z tej okazji zaktualizowali swoją stronę www po raz pierwszy od 2002 roku xD To jest takie abstrakcyjne uczucie kiedy patrzy się na typową stronę z early 00sów, która wygląda jak robiona we FrontPage Express, i ostatni news ma datę „2.05.2023”. Nie mogli mi zrobić lepszego sentymentalnego tła dla tej wrzuty. Kiedy słucham tego kawałka, od razu przenoszę się 22 lata w tył, widzę siebie w starym pokoju, na łóżku, z tymi komiksami przy poduszce i kasetami „Machinery”, które dawały mi potwornie dużo radości, a wydałem na nie łącznie 10 zł (o ile nie mniej, nie pamiętam). Piękne, na swój sposób, czasy kiedy takie odkrycia dawały znacznie więcej satysfakcji, bo nie były tylko wynikiem siedzenia przy kompie, ale fizycznych wycieczek w różne miejsca oraz ślepego farta, że za te 5 zł kupi się coś faktycznie interesującego.
https://www.youtube.com/watch?v=RSn7bLwXeqo
Think About Mutation – The Rewinding Seeds
Wiosna 2001 r., to taki dziwny okres, który jakby wisi w mojej głowie poza rokiem, z którego pochodzi, jakby to było jakieś DLC do gry, czy coś. Z tego czasu, głównie pamiętam dzień zakończenia roku szkolnego, w który to dzień, w domu, moja mama dostała ostrego skoku ciśnienia i musiałem wezwać pogotowie (z ciśnieniem mama zmaga się do dziś), ojca nie było, bo pojechał z kolegami na jakieś żagle. Przez jakiś czas nie wychodziłem z domu, żeby mamy nie zostawiać (w razie czego), więc dużo przesiadywałem u siebie w pokoju, czytając świeżo zakupiony komiks „Lobo vs Batman” (btw Lobo kończy właśnie 40 lat, kiedy to zleciało) i słuchając muzyki. Między innymi, katowałem wtedy kilka kaset, które kupiłem w koszu za 5 zł, w Geancie. „Machinery” to była dwuczęściowa kompilacja muzyki okołoelektronicznej, miałem ją na dwóch kasetach (nawet nadal mam). Co ciekawe, byłem pewien, że to jest coś związanego ze dawnym, polskim magazynem „Machina”, bo oni albo płyty dorzucane do gazety, albo jakieś swoje imprezy nazywali właśnie „Machinerami”. Parę miesięcy temu dopiero, robiąc research do tej wrzuty, dowiedziałem się, że to nie miało związku z „Machiną”, a tytuł jest z angielskiego więc czyta się maszinery. Kompilacje były przygotowywane przez niemiecki oddział labela Koch, a u nas wyszły wersje specjalne, z dołożonymi polskimi wykonawcami (między innymi Nowy Horyzont, Wieloryb i Agressiva 69). Kochałem te kompy. Mnóstwo tam był fantastycznych zespołów, np. Cubanate, The Prodigy, Oomph! (z czasów kiedy byli jeszcze dobrzy), czy And One, których poznałem właśnie dzięki tej składance. Na vol. 2, znajdowało się wrzucane przeze mnie „The Rewinding Seeds” Think About Mutation. To było jedno z większych odkryć dla mnie, bo w fajny sposób łączyło drumy, elektronikę i ciężkie granie na gitarach, dając połączenie, którego wcześniej nie znałem. Zespół pochodzi z Niemiec i w zasadzie rozpadł się niedługo po tym, jak go odkryłem. Co ciekawe, wrzucili ostatnio na Bandcamp kilka kompilacji niewydanych numerów, i z tej okazji zaktualizowali swoją stronę www po raz pierwszy od 2002 roku xD To jest takie abstrakcyjne uczucie kiedy patrzy się na typową stronę z early 00sów, która wygląda jak robiona we FrontPage Express, i ostatni news ma datę „2.05.2023”. Nie mogli mi zrobić lepszego sentymentalnego tła dla tej wrzuty. Kiedy słucham tego kawałka, od razu przenoszę się 22 lata w tył, widzę siebie w starym pokoju, na łóżku, z tymi komiksami przy poduszce i kasetami „Machinery”, które dawały mi potwornie dużo radości, a wydałem na nie łącznie 10 zł (o ile nie mniej, nie pamiętam). Piękne, na swój sposób, czasy kiedy takie odkrycia dawały znacznie więcej satysfakcji, bo nie były tylko wynikiem siedzenia przy kompie, ale fizycznych wycieczek w różne miejsca oraz ślepego farta, że za te 5 zł kupi się coś faktycznie interesującego.
https://www.youtube.com/watch?v=RSn7bLwXeqo
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
A jakby tak bez żadnych kombinacji rzucić jakimś fajnym kawałkiem po prostu?
Freak Power - Turn On, Tune In, Cop Out
(1993)
Odkładałem tę nitkę niejako w nieskończoność a opisując ją pokrótce powiedziałbym że jest w niej kilka moich ulubionych, luźnych numerów na ciepłe dni, dużo z nich pochodzi z lat 90., a ten wrzucany dzisiaj to zapomniany one hit wonder ze sceny zwanej acid jazz.
Acid jazz - gdybym miał go opisać po swojemu - to trochę taki uwspółcześnione jazz fusion lat 90., zasadniczą różnicą między nim a tym fusion z lat 70./80. jest fakt wplatania współcześniejszych gatunków do niego (głównie hip-hopowe/trip-hopowe bity czy rap). Akurat numer przeze mnie wrzucany nie daje może tego odczuć bo wpada bardziej w takie smooth jazzowe klimaty.
Freak Power to był w każdym razie dawny band basisty Normana Cooka znanego niedługo później solowo pod pseudonimem Fatboy Slim. Głos wokalisty Ashleya Slatera zaś - przyjemny, głęboki - sprawiał że długie lata żyłem w przeświadczeniu że jest to numer Laid Back xD Nie wspominając o fakcie że nie podobał mi się klip do tego numeru (z pamiętną dla mnie sceną w której na głowie łysego wokalisty stała paląca się i ociekając woskiem świeca) i tym samym bardzo długo samego numeru nie lubiłem xD Niemniej natknąwszy się na niego po kilku latach ponownie posłuchałem i stwierdziłem że przecież to jest jedwabiste heh. Taki wyczilowany jazzujący pop skrojony pod radyjko, najlepiej chyba do jazdy kabrioletem w słoneczny dzień. Bardzo podoba mi się linia basu podkreślona też fajnym brzmieniem klawiszy, gitara (na której tu akurat Norman Cook) pachnie słońcem, wokal balsamicznie koi i kapitalny jest mostek z dęciakami, bębenkami i bardziej funky zagrywkami na gitarze elektrycznej.
Numer ukazał się na singlu w 1993 roku ale nie był przebojem, stało się inaczej dopiero gdy wykorzystano go w reklamie Levi's i ponownie wydano na singlu 2 lata później.
https://youtu.be/eeaCbfrizC4
Freak Power - Turn On, Tune In, Cop Out
(1993)
Odkładałem tę nitkę niejako w nieskończoność a opisując ją pokrótce powiedziałbym że jest w niej kilka moich ulubionych, luźnych numerów na ciepłe dni, dużo z nich pochodzi z lat 90., a ten wrzucany dzisiaj to zapomniany one hit wonder ze sceny zwanej acid jazz.
Acid jazz - gdybym miał go opisać po swojemu - to trochę taki uwspółcześnione jazz fusion lat 90., zasadniczą różnicą między nim a tym fusion z lat 70./80. jest fakt wplatania współcześniejszych gatunków do niego (głównie hip-hopowe/trip-hopowe bity czy rap). Akurat numer przeze mnie wrzucany nie daje może tego odczuć bo wpada bardziej w takie smooth jazzowe klimaty.
Freak Power to był w każdym razie dawny band basisty Normana Cooka znanego niedługo później solowo pod pseudonimem Fatboy Slim. Głos wokalisty Ashleya Slatera zaś - przyjemny, głęboki - sprawiał że długie lata żyłem w przeświadczeniu że jest to numer Laid Back xD Nie wspominając o fakcie że nie podobał mi się klip do tego numeru (z pamiętną dla mnie sceną w której na głowie łysego wokalisty stała paląca się i ociekając woskiem świeca) i tym samym bardzo długo samego numeru nie lubiłem xD Niemniej natknąwszy się na niego po kilku latach ponownie posłuchałem i stwierdziłem że przecież to jest jedwabiste heh. Taki wyczilowany jazzujący pop skrojony pod radyjko, najlepiej chyba do jazdy kabrioletem w słoneczny dzień. Bardzo podoba mi się linia basu podkreślona też fajnym brzmieniem klawiszy, gitara (na której tu akurat Norman Cook) pachnie słońcem, wokal balsamicznie koi i kapitalny jest mostek z dęciakami, bębenkami i bardziej funky zagrywkami na gitarze elektrycznej.
Numer ukazał się na singlu w 1993 roku ale nie był przebojem, stało się inaczej dopiero gdy wykorzystano go w reklamie Levi's i ponownie wydano na singlu 2 lata później.
https://youtu.be/eeaCbfrizC4
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Dobra, czas na wrzutę. Dużo już czasu zastanawiam się, co powinno być następne i czas w końcu się zdecydować i wysłać.
Ale najpierw powiem, że miło mnie zaskoczył odbiór Parasolek, w sumie nie spodziewałem się. Hien, ta złość chyba była potrzebna, żeby zakończyć ją takim pozytywnym wpisem, uważam, że byłoby gorzej, gdyby to szło w przeciwną stronę. A w temacie Blondie ostatnio raczej słucham pierwszych ich nagrań, rodem z Against The Odds. Stripped, myślę, że te błahe piosenki nierzadko bywają ciekawsze od tych poważnych, np. Twoja wrzutka "Czuję się lepiey" ma moc! Shodan, no, właśnie! Słyszysz taki hit i od razu przypomina się starsze pokolenie: moja mama, babcia, ciocia jedna czy druga (jakoś dziwnym zbiegiem same panie). Dragon, też ostatnio czytałem produkcję podobnego osobnika, co gorsza, inni ją popierali i niejako napędzali.
Ale może nie trzeba wracać do tego tematu, trzeba raczej wrócić do młodych lat, wręcz tych najmłodszych, kiedy człowiek był mały i słuchał usypiających kołysanek, a w roli jednej z najważniejszych takowych występował utwór
Deszcze niespokojne (Ballada o pancernych):
https://www.youtube.com/watch?v=VwCQW-22b44
Tak jak poprzednia piosenka nierozłącznie kojarzy mi się z mamą, tak ten utwór od razu przywołuje mi w myślach tatę i jego głos śpiewającego "Deszcze niespokojne". Słucham go po raz pierwszy od dawna (znaczy nie, że raz) i od razu uderza mnie oszczędność aranżacji w porównaniu z Parasolkami czy kompletnie inne brzmienie w zestawieniu z takimi Czerwonymi Gitarami, bardzo delikatny akompaniament. Ta pierwsza zwrotka to zwykle bywa pomijana (brzmi znacznie mniej dostojnie od kolejnej, zwłaszcza z tą mamą i tymi szkolnymi ławami). Piękny, potężny, męski głos jest ozdobą tego przeboju.
Dodam jeszcze, że przy śpiewaniu tej kołysanki to tata zwykle zasypiał, a ja jeszcze leżałem (ten stary, czarny tapczan w kolorowe kształty mi się przypomniał, choć jego widok mocno już zatarł się w pamięci). Rodzice zawsze lubili stare, polskie filmy, wiele ich u nas leciało. Co jakiś czas uruchamia im się zresztą tryb: "przypomnijmy sobie..." i wjeżdża stary film/stary kabaret/stare występy festiwalowe czy coś. Utwór pamiętałem lepiej niż jakąkolwiek scenę filmową. Przyszło mi do głowy jeszcze kilka takich piosenek z dawnych lat, ale może będą wjeżdżać po kolei, a nie wszystkie naraz. Smacznego!
Ale najpierw powiem, że miło mnie zaskoczył odbiór Parasolek, w sumie nie spodziewałem się. Hien, ta złość chyba była potrzebna, żeby zakończyć ją takim pozytywnym wpisem, uważam, że byłoby gorzej, gdyby to szło w przeciwną stronę. A w temacie Blondie ostatnio raczej słucham pierwszych ich nagrań, rodem z Against The Odds. Stripped, myślę, że te błahe piosenki nierzadko bywają ciekawsze od tych poważnych, np. Twoja wrzutka "Czuję się lepiey" ma moc! Shodan, no, właśnie! Słyszysz taki hit i od razu przypomina się starsze pokolenie: moja mama, babcia, ciocia jedna czy druga (jakoś dziwnym zbiegiem same panie). Dragon, też ostatnio czytałem produkcję podobnego osobnika, co gorsza, inni ją popierali i niejako napędzali.
Ale może nie trzeba wracać do tego tematu, trzeba raczej wrócić do młodych lat, wręcz tych najmłodszych, kiedy człowiek był mały i słuchał usypiających kołysanek, a w roli jednej z najważniejszych takowych występował utwór
Deszcze niespokojne (Ballada o pancernych):
https://www.youtube.com/watch?v=VwCQW-22b44
Tak jak poprzednia piosenka nierozłącznie kojarzy mi się z mamą, tak ten utwór od razu przywołuje mi w myślach tatę i jego głos śpiewającego "Deszcze niespokojne". Słucham go po raz pierwszy od dawna (znaczy nie, że raz) i od razu uderza mnie oszczędność aranżacji w porównaniu z Parasolkami czy kompletnie inne brzmienie w zestawieniu z takimi Czerwonymi Gitarami, bardzo delikatny akompaniament. Ta pierwsza zwrotka to zwykle bywa pomijana (brzmi znacznie mniej dostojnie od kolejnej, zwłaszcza z tą mamą i tymi szkolnymi ławami). Piękny, potężny, męski głos jest ozdobą tego przeboju.
Dodam jeszcze, że przy śpiewaniu tej kołysanki to tata zwykle zasypiał, a ja jeszcze leżałem (ten stary, czarny tapczan w kolorowe kształty mi się przypomniał, choć jego widok mocno już zatarł się w pamięci). Rodzice zawsze lubili stare, polskie filmy, wiele ich u nas leciało. Co jakiś czas uruchamia im się zresztą tryb: "przypomnijmy sobie..." i wjeżdża stary film/stary kabaret/stare występy festiwalowe czy coś. Utwór pamiętałem lepiej niż jakąkolwiek scenę filmową. Przyszło mi do głowy jeszcze kilka takich piosenek z dawnych lat, ale może będą wjeżdżać po kolei, a nie wszystkie naraz. Smacznego!
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
The Connells - '74-'75
Tutaj opis będzie jeszcze krótszy od tego, który zamieściłem ostatnio, bo historia tego utworu jest właściwie identyczna jak w przypadku The Farm. Usłyszałem dawno temu w tv, bardzo mi się spodobało i zostało w głowie do dziś. Też był wieloletni okres zapomnienia o tej piosence, ale przy okazji szukania utworów do bestki przypomniałem sobie o '74-'75 i wpisałem na listę. Czyli znaczy to, że utwór ma dla mnie wartość i moc, skoro wciąż o nim pamiętam. Po latach podoba mi się równie mocno co kiedyś. A może i nawet mocniej, bo teraz znacznie bardziej doceniam akustyczne brzmienie niż kiedyś.
O The Connells wiem tylko tyle, że to amerykański zespół rockowy, który w latach 1985-2001 nagrał 8 albumów, z których oczywiście żadnego nie słyszałem. A w 2021 wydali nową płytę po 20 latach przerwy. '74-'75 pochodzi z 1993r. z albumu Ring. Utwór ten osiągnął sporą popularność w Europie. Jest to klasyczny, bardzo prosty utwór oparty na akustycznych gitarach i perkusji. Wokalista ma przyjemnie miękki głos. Ładna melodia po prostu sobie płynie. Nic więcej mi nie trzeba. Piosenka znowu wywołuje u mnie fajne nostalgiczne wspomnienia. Szczególnie jak sobie to posłucham w towarzystwie klimatycznego clipu.
https://www.youtube.com/watch?v=JH_4fYjf8Mk
Tutaj opis będzie jeszcze krótszy od tego, który zamieściłem ostatnio, bo historia tego utworu jest właściwie identyczna jak w przypadku The Farm. Usłyszałem dawno temu w tv, bardzo mi się spodobało i zostało w głowie do dziś. Też był wieloletni okres zapomnienia o tej piosence, ale przy okazji szukania utworów do bestki przypomniałem sobie o '74-'75 i wpisałem na listę. Czyli znaczy to, że utwór ma dla mnie wartość i moc, skoro wciąż o nim pamiętam. Po latach podoba mi się równie mocno co kiedyś. A może i nawet mocniej, bo teraz znacznie bardziej doceniam akustyczne brzmienie niż kiedyś.
O The Connells wiem tylko tyle, że to amerykański zespół rockowy, który w latach 1985-2001 nagrał 8 albumów, z których oczywiście żadnego nie słyszałem. A w 2021 wydali nową płytę po 20 latach przerwy. '74-'75 pochodzi z 1993r. z albumu Ring. Utwór ten osiągnął sporą popularność w Europie. Jest to klasyczny, bardzo prosty utwór oparty na akustycznych gitarach i perkusji. Wokalista ma przyjemnie miękki głos. Ładna melodia po prostu sobie płynie. Nic więcej mi nie trzeba. Piosenka znowu wywołuje u mnie fajne nostalgiczne wspomnienia. Szczególnie jak sobie to posłucham w towarzystwie klimatycznego clipu.
https://www.youtube.com/watch?v=JH_4fYjf8Mk
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Crystal Castles - Year of Silence
Miałem swego czasu w życiu taki etap, w którym bardzo lubiłem Crystal Castles. Brzmię trochę jakbym witał się na spotkaniu klubu Anonimowych Alkoholików albo czegoś podobnego, ale fakty są takie, że przez krótki okres mojego życia ta muzyka może nie była elementem mojej osobowości, ale dwie pierwsze płyty w swoim czasie uchodziły dla mnie za arcydzieło, zakatowałem je praktycznie na śmierć i właściwie to byłem alternatywką, chociaż mowa o czasach, w których nikt tego terminu nie znał (no i nie wpierdalałem xanaxu w ilościach hurtowych).
Tak, ponownie cofamy się do czasów prehistorycznych. Nazwa obijała mi się o uszy od praktycznie zawsze - a to obecność w OST którejś FIFY (swoją drogą, polecam wam czasem obczajenie soundtracków do gierek z tej serii - w sumie są dość zaskakujące), a to obecność Trójki w jakimś rocznym podsumowaniu muzycznym w Dzienniku Polskim (jedno z tych wspomnień, którym sam czlowiek się dziwi, że je pamięta - ale może to przez to, że w tym samym zestawieniu była mowa o płytach Marii Peszek oraz Pawła Kukiza i coś o ideologicznym pojedynku muzycznym xd), a to ktoś napisał na Karmelickiej na ścianie XXCUZZ ME fontem używanym przez ten zespół. Moja świadoma styczność to ten mityczny 2013 rok, wiosna uściślając, okres w sumie totalnej zamuły i pasożytnictwa, w którym to nie robiłem wiele poza poznawaniem muzyki i też jednocześnie ten etap, w którym chciałem być otwarty muzycznie, więc obczajałem jakieś różne rzeczy, które jeszcze nie tak dawno temu bym sam uznał za kurioza. I, proszę państwa, siekło, wzięło i porwało, chociaż to tylko była muzyczka brzmiąca jak z keygena, pod którą jakaś laska śpiewała LA COCAINA IS NOT GOOD FOR YOUU czy cuś, a potem to już poszło z górki.
Generalnie to ten, jak już mówiłem - całkiem lubię pierwszy album, nie lubię trzeciego, tego czwartego to nawet nie wiem czyt sprawdzałem xD, ale moim faworytem jest album zatytułowany (II), bo jest trochę jak filmowy sequel - czyli to samo co w pierwszej części, tylko więcej, mocniej, szybciej i intensywniej. A jakby mi to miało nie wystarczyć, to jest tam Robert Smith, chociaż w sumie ten kawałek z nim nie jest moim faworytem i chyba wolę praktycznie wszystko z tej płyty. Na przykład KAWAŁEK KTÓRY WRZUCAM, w którym bardzo ładnie wrzucono sampel z Sigur Rus (szczerze mówiąc dowiedziałem się o tym właśnie teraz) do elektronicznej sieczki i stworzono z niego gęste, psychodeliczne i intensywne USTROJSTWO, tak to nazwę, bo właściwie nie wiem jak nazwać je inaczej, które mnie totalnie bierze i które kupuję. Nadal kupuję, chociaż ewidentnie czuć w tej muzyce, że jest to relikt epoki, tamtej epoki, i ktoś złośliwy mógłby napisać, że się zestarzała - ja nie będę się z tym kłócił, chociaż tak nie uważam.
Po prostu bierzcie i słuchajcie tego (nie wiem jak to jest po islandzku)
https://www.youtube.com/watch?v=F2as7j0mK9I
Miałem swego czasu w życiu taki etap, w którym bardzo lubiłem Crystal Castles. Brzmię trochę jakbym witał się na spotkaniu klubu Anonimowych Alkoholików albo czegoś podobnego, ale fakty są takie, że przez krótki okres mojego życia ta muzyka może nie była elementem mojej osobowości, ale dwie pierwsze płyty w swoim czasie uchodziły dla mnie za arcydzieło, zakatowałem je praktycznie na śmierć i właściwie to byłem alternatywką, chociaż mowa o czasach, w których nikt tego terminu nie znał (no i nie wpierdalałem xanaxu w ilościach hurtowych).
Tak, ponownie cofamy się do czasów prehistorycznych. Nazwa obijała mi się o uszy od praktycznie zawsze - a to obecność w OST którejś FIFY (swoją drogą, polecam wam czasem obczajenie soundtracków do gierek z tej serii - w sumie są dość zaskakujące), a to obecność Trójki w jakimś rocznym podsumowaniu muzycznym w Dzienniku Polskim (jedno z tych wspomnień, którym sam czlowiek się dziwi, że je pamięta - ale może to przez to, że w tym samym zestawieniu była mowa o płytach Marii Peszek oraz Pawła Kukiza i coś o ideologicznym pojedynku muzycznym xd), a to ktoś napisał na Karmelickiej na ścianie XXCUZZ ME fontem używanym przez ten zespół. Moja świadoma styczność to ten mityczny 2013 rok, wiosna uściślając, okres w sumie totalnej zamuły i pasożytnictwa, w którym to nie robiłem wiele poza poznawaniem muzyki i też jednocześnie ten etap, w którym chciałem być otwarty muzycznie, więc obczajałem jakieś różne rzeczy, które jeszcze nie tak dawno temu bym sam uznał za kurioza. I, proszę państwa, siekło, wzięło i porwało, chociaż to tylko była muzyczka brzmiąca jak z keygena, pod którą jakaś laska śpiewała LA COCAINA IS NOT GOOD FOR YOUU czy cuś, a potem to już poszło z górki.
Generalnie to ten, jak już mówiłem - całkiem lubię pierwszy album, nie lubię trzeciego, tego czwartego to nawet nie wiem czyt sprawdzałem xD, ale moim faworytem jest album zatytułowany (II), bo jest trochę jak filmowy sequel - czyli to samo co w pierwszej części, tylko więcej, mocniej, szybciej i intensywniej. A jakby mi to miało nie wystarczyć, to jest tam Robert Smith, chociaż w sumie ten kawałek z nim nie jest moim faworytem i chyba wolę praktycznie wszystko z tej płyty. Na przykład KAWAŁEK KTÓRY WRZUCAM, w którym bardzo ładnie wrzucono sampel z Sigur Rus (szczerze mówiąc dowiedziałem się o tym właśnie teraz) do elektronicznej sieczki i stworzono z niego gęste, psychodeliczne i intensywne USTROJSTWO, tak to nazwę, bo właściwie nie wiem jak nazwać je inaczej, które mnie totalnie bierze i które kupuję. Nadal kupuję, chociaż ewidentnie czuć w tej muzyce, że jest to relikt epoki, tamtej epoki, i ktoś złośliwy mógłby napisać, że się zestarzała - ja nie będę się z tym kłócił, chociaż tak nie uważam.
Po prostu bierzcie i słuchajcie tego (nie wiem jak to jest po islandzku)
https://www.youtube.com/watch?v=F2as7j0mK9I
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
teraz ludożerka pokumała coś, jak miło
Troye Sivan - My My My! (2018)
Coraz mocniej udziela mi się panujący dookoła nastrój i będę go na razie przemycał w związku z kolejnymi wrzutkami. Troye Sivan jest jednym z tych bohaterów, który co roku pojawia się w statystykach mojego konta na laście. 2018 rok był przełomowy, o czym już wielokrotnie pisałem. Boom na odkrywanie rzeczy, poznawanie ludzi, wchodzenie w coraz bardziej spontaniczne interakcje - no to był dobry początek pewnej istotnej przemiany. Pamiętne próby na początku lata tamtego roku na ostatnim piętrze liceum. Może w obskurnej scenerii sali gimnastycznej, ale w bardzo dobrym towarzystwie. Dzięki tymu paru osobom odkryłem furtkę do wielu interesujących wykonawców. Po latach myślę sobie, że naprawdę masa rzeczy by się nie odbyła bez podszytego elementu romantycznego. Wybór szkoły, bo idzie do niej X. Zostawanie gdzieś dłużej, żeby spędzić dłużej czas z Y, dać się pokazać, w pewnym sensie przekonać do siebie. Dzisiaj to taka oczywista do odczytania szczeniacka taktyka, ale wtedy to było dla mnie coś absolutnie najważniejszego. Koncentrowało się w tym wszystko, cała reszta (towarzystwo z klasy, inne zainteresowania, hobby) zeszła na dalszy plan. Teraz to prędzej sentyment za robieniem konkretnych rzeczy niż kontaktem z tymi ludźmi, bo on się nigdy nie urwał.
Historia Sivana to przykład tej dobrej opowieści. Chłopak trochę znikąd, który od głębokiego dzieciństwa przejawiał spory talent artystyczny. Tu gdzieś śpiewał w konkursach, tam zaczął nawet przygodę z aktorstwem. Potem vlog na YouTubie, jego popisy wokalne zostały dostrzeżone przez branżowe tuzy z Australii i tak dziesięć lat temu zaczęła się przygoda z muzyką na poważnie. My My My! pochodzi z jego drugiego pełnoprawnego długograja wypełnionego po brzegi lekkimi popowymi kawałkami, które wydatnie przyczyniły się do zdobycia jeszcze większej popularności i rozpoznawalności. Tak jakby by było mało ze względu na fakt, że to sympatyczny mężczyzna o nieprzeciętnej aparycji. Potem był singiel z Charli XCX, w którym wracali do realiów popkultury rodem z 1999 roku. Dzięki niemu status gwiazdy został chyba już definitywnie zaklepany. Lubię wracać do wielu jego kawałków, podobno za jakiś czas pojawi się kolejna płyta. Od 2018 roku, w którym wyszedł Bloom, opublikował EPkę i kilka pojedynczych singli. Rok temu wyszedł Three Months, dość kameralny film, w którym zagrał główną rolę. Do tej pory po premierze wspomnianego obrazu raczej najwięcej działo się na Instagramie i TikToku.
My My My! jest dla mnie takim małym wehikułem czasu do opisywanej na samym początku epoki. Poza tym to bardzo rytmiczny, melodyjny bangerek, który emanuje energią udzielającą mi się o tej porze roku przy okazji odczuwania bardziej zażyłych relacji. Ostatnio z nimi trochę gorzej, do tych naprawdę wiążących ściśle i mocno raczej nie ma powrotu. Cieszę się z tego, co jest, nawet jeśli przelotne, to w pełni świadomie i bez żadnych krzywd po drodze. Pewnych rzeczy werbalnie drugiej osobie nie trzeba wyrażać, muzyczny ekwiwalent zawsze w cenie. Zresztą nie ma co tłumaczyć, warto słuchać
https://www.youtube.com/watch?v=CzxJS52YkIQ
Troye Sivan - My My My! (2018)
Coraz mocniej udziela mi się panujący dookoła nastrój i będę go na razie przemycał w związku z kolejnymi wrzutkami. Troye Sivan jest jednym z tych bohaterów, który co roku pojawia się w statystykach mojego konta na laście. 2018 rok był przełomowy, o czym już wielokrotnie pisałem. Boom na odkrywanie rzeczy, poznawanie ludzi, wchodzenie w coraz bardziej spontaniczne interakcje - no to był dobry początek pewnej istotnej przemiany. Pamiętne próby na początku lata tamtego roku na ostatnim piętrze liceum. Może w obskurnej scenerii sali gimnastycznej, ale w bardzo dobrym towarzystwie. Dzięki tymu paru osobom odkryłem furtkę do wielu interesujących wykonawców. Po latach myślę sobie, że naprawdę masa rzeczy by się nie odbyła bez podszytego elementu romantycznego. Wybór szkoły, bo idzie do niej X. Zostawanie gdzieś dłużej, żeby spędzić dłużej czas z Y, dać się pokazać, w pewnym sensie przekonać do siebie. Dzisiaj to taka oczywista do odczytania szczeniacka taktyka, ale wtedy to było dla mnie coś absolutnie najważniejszego. Koncentrowało się w tym wszystko, cała reszta (towarzystwo z klasy, inne zainteresowania, hobby) zeszła na dalszy plan. Teraz to prędzej sentyment za robieniem konkretnych rzeczy niż kontaktem z tymi ludźmi, bo on się nigdy nie urwał.
Historia Sivana to przykład tej dobrej opowieści. Chłopak trochę znikąd, który od głębokiego dzieciństwa przejawiał spory talent artystyczny. Tu gdzieś śpiewał w konkursach, tam zaczął nawet przygodę z aktorstwem. Potem vlog na YouTubie, jego popisy wokalne zostały dostrzeżone przez branżowe tuzy z Australii i tak dziesięć lat temu zaczęła się przygoda z muzyką na poważnie. My My My! pochodzi z jego drugiego pełnoprawnego długograja wypełnionego po brzegi lekkimi popowymi kawałkami, które wydatnie przyczyniły się do zdobycia jeszcze większej popularności i rozpoznawalności. Tak jakby by było mało ze względu na fakt, że to sympatyczny mężczyzna o nieprzeciętnej aparycji. Potem był singiel z Charli XCX, w którym wracali do realiów popkultury rodem z 1999 roku. Dzięki niemu status gwiazdy został chyba już definitywnie zaklepany. Lubię wracać do wielu jego kawałków, podobno za jakiś czas pojawi się kolejna płyta. Od 2018 roku, w którym wyszedł Bloom, opublikował EPkę i kilka pojedynczych singli. Rok temu wyszedł Three Months, dość kameralny film, w którym zagrał główną rolę. Do tej pory po premierze wspomnianego obrazu raczej najwięcej działo się na Instagramie i TikToku.
My My My! jest dla mnie takim małym wehikułem czasu do opisywanej na samym początku epoki. Poza tym to bardzo rytmiczny, melodyjny bangerek, który emanuje energią udzielającą mi się o tej porze roku przy okazji odczuwania bardziej zażyłych relacji. Ostatnio z nimi trochę gorzej, do tych naprawdę wiążących ściśle i mocno raczej nie ma powrotu. Cieszę się z tego, co jest, nawet jeśli przelotne, to w pełni świadomie i bez żadnych krzywd po drodze. Pewnych rzeczy werbalnie drugiej osobie nie trzeba wyrażać, muzyczny ekwiwalent zawsze w cenie. Zresztą nie ma co tłumaczyć, warto słuchać
https://www.youtube.com/watch?v=CzxJS52YkIQ
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ze względu na chrobowe (powiedzmy) daję Devovi czas do jutra.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No chyba na głowę ktoś tu upadł, taki był wyrywny aż się pochorował z tego wszystkiego?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Hien hipokryta!!1!1!1!1!1#1