Best of Forum IV

Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 02 sty 2024 10:33

Faktury same się nie wystawia, ale gdy to nastąpi to napierdalam
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 sty 2024 12:45

shodan pisze:
02 sty 2024 08:54
Madonna co by nie mówić to jest firma.
Nie, nie, tam było inaczej

Firma to słowa z dedykacją dla ulicy
Raz tutaj dupę sprzedasz - całe życie się to liczy
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 02 sty 2024 18:51

Hien pisze:
30 gru 2023 16:26
mintaj pisze:
30 gru 2023 15:30
Porównywanie Caroline Polachek z Mery Spolsky to trochę jakby w recenzji Kraftwerka pisać o Mai Kraft xd
No, ale to porównanie jest DOKŁADNIE na takiej zasadzie.

Widzę, że generalnie towarzystwo dziś pozbawione humoru.
No to jak zawsze. Sory, ja jestem prostakiem ze wsi pod Krakowem, ja nie rozumiem dystyngowanego humoru łódzkiego...

Tak, znowu wjeżdzam z buta w kolejkę po jej "terminie ważności", ale tak to już ze mną jest. Aż dziwne, że nie wrzuciłem wczoraj czy tam przedwczoraj podsumowania 2003 roku. Generalnie to ten, nie świętowałbym sylwestra, bo jakoś tak się składa, że tego dnia prawie w ogóle nie celebruję poza swoją piwnicą. W tym słynnym DOROSŁYM życiu to może ze 3 razy wyszedłem gdziekolwiek świętować ten dzień, na dodatek prawie zawsze to było w Warszawie lol. Ale do tego dojdę (lub nie), na razie czas obadać coście tu nawrzucali.

Vitas - 7th Element

Rosyjska dyskoteka kojarzy mi się z zapachem wódy, potu, bigosu leżącego na słońcu przez kilka dni i tanich fajek oraz miejscem, w którym można dostać w zęby od randomowego gopnika za krzywe spojrzenie lub podobne winy. Okazuje się, że nie tym razem, bo tym razem na imprezce panuje zakaz dresów oraz pełna kulturka. Musiał tutaj mocno trafił w sedno sugerując kontekst czasowy oraz ten okres w dziejach rosji, w którym ten kraj przynajmniej chciał sprawiać wrażenie cywilizowanego. No i ciągnąc tę metaforę imprezki, to ja i tak, mimo tego pozytywnego zaskoczenia, bawię się tu tak sobie. Okej, jest to rzecz na pewno ciekawa pod wieloma aspektami, jak chociażby wspomniany przez Jakuba wizerunek sceniczny typa, próba naśladowania trendów z zachodu, czy nawet ten skrajnie losowy cytat z Kazika, który przebija się w tle. Tylko co mi po tym, skoro muzycznie zupełnie mnie to nie grzeje ani ziębi? Za bardzo brzmi to dla mnie jak podkład do viralowego filmiku, szczególnie to przewijające się pianie AHAHAHA i mam generalnie wrażenie, jakby za bardzo się starano zrobić z tego przebój, ale przedobrzono. No nie, nie bierze mnie to. Uznajmy, że mszczę się za Polachek czy coś.

Jaden Smith - Fallen

Mogę się podpisać pod słowami kolegi Czarnego nt. Sylwestra, bo też te nieliczne inby zawsze kończyły się dla mnie raczej tak sobie. I właściwie to nawet w tym samym czasie co kolega Jacek nawiązywałem pewną relację, która wydawało się, że będzie poważna i w sumie to przez długi czas była, no ale prawdę powiedziawszy to gdzieś tutaj analogie się kończą - chociażby z racji tego, że skończyła się jak się skończyła. Szanuję za odejście od sylwestrowego nastroju, bo na pewno 2 stycznia, w godzinach popołudniowych, brzmi to lepiej, niż słuchane 31 grudnia. No ten no, dobre to generalnie, coś w tym słyszę, to coś jest może i nie do końca z mojej bajki, bo jednak jestem stary dziad, a nie syn bogatego aktora, ale na pewno DOCENIAM i plasuję na tej słynnej rzetelnej półce. Daję okejkę, ale nie wiem czy sięgnę po więcej.

Madonna - Sorry

NIE MA ZA CO, ROBERT XDD
Też spędziłem sylwestra w tym samym gronie, co rok temu, czyli sam ze sobą. Szczerze mówiąc, też będę wspominać rok 2023 dość dobrze, bo jak sobie tak usiadłem w tę sylwestrową noc i uświadomiłem gdzie jestem w życiu teraz, a gdzie byłem rok temu, jak czułem się rok temu i jak czułem przedwczoraj, to nawet poczułem coś pokroju satysfakcji i dumy z tego, jaki progres mentalny i w ogóle odnotowałem i z tego jak uporałem się z gównem, które nie dawało mi żyć jeszcze nie tak dawno temu. Nie był to rok idealny, wydarzyło się parę rzeczy nie do końca przyjemnych, ale częściej niż rzadziej było dobrze, a z problemami radziłem sobie z zaskakująco dobrym skutkiem. Mam nadzieję, że tego nie spierdolę w 2024.
O Madonnie krótko, bo to jeden z tych evergreenów, o których pisze się, że to KLASYK i BENGER i w sumie to człowiek nie czuje potrzeby więcej pisać, bo to chyba trzeba mieć nie powiem co zamiast uszu, by tego nie słyszeć i nie czuć. Świetny kawałek, świetna produkcja, świetne brzmienie, świetna linia basu, świetna świetność. Ja Madonnę z lat zerowych znam tak se, ale jednak szanuję ten okres w jej karierze za to, że potrafiła nadążać za bieżącymi trendami w muzyce i po tylu latach na scenie tworzyć więcej niż bardzo dobry pop. No rewelacja, proszę państwa!

Joy - Touch By Touch

Se tak tego słuchałem i się zastanawiałem: skąd ja to u licha znam, bo moja notka miała krążyć wokół rozkmin nt. tego, że mnie się wydawało, że ja to już gdzieś słyszałem, i to nieraz. Jakąś podpowiedź podsunął kolega Robert, ale to chyba nie do końca celny strzał, bo widzę, że ten wcale-nie-plagiat pochodzi z 2021, a ja po tamtym roku to raczej mocno incydentalnie obcowałem z disco polo. No w każdym razie italo disco rodem z generatora, słyszałem tego typu wokale ze sto pińcdziesiąt razy, akordeon czy co to tam leci w refrenie ze drugie tyla razy, a takie brzmienie instrumentów perkusyjnych to ja już nawet nie policzę ila razy. Wersja 12 calowa chyba za długa na mój gust, bo jakoś od pewnego czasu znowu nie lubię pląsać przy muzyce. No mimo wszystko wolałbym to usłyszeć na weselu czy popijawie w remizie niż w domu, ale umówmy się, że nie miałem prawa oczekiwać niczego innego po tej kolejce. xD Ergo biorąc na poprawkę wszelkie okoliczności towarzyszące wlatuje okejka.

Vaya Con Dios - Nah Neh Nah

O, to jest to. Kolejny z kawałków, które znam doskonale, ale nigdy ani się nie zastanawiałem czyje to, ani tym bardziej nie puściłem z własnej, nieprzymuszonej woli. Trochę jestem zaskoczony tym, że to belgowie, bo byłem pewien na sto procent, że to jacyś latynosi czy ki czort. Mam tu generalnie taki problem, że nawet nie za bardzo wiem z czym ta piosenka miałaby mi się kojarzyć - ona po prostu w mojej świadomości sobie funkcjonuje, ale ja nie wiem czy ją znam z reklamy, filmu, radia, gierki czy może leciało to po strzelonych golach na stadionie Wisły. Moje skojarzenia dryfują w stronę serialu Dom z Papieru czy jakiejś reklamy telewizyjnej, czyli rzeczy irytujących, na dodatek nie pomaga wszystkiemu fakt, że nie lubię muzyki latynoskiej ani klasycznego rock'n'rolla. xd Sorry, ja słyszę, że to w swojej lidze jest niezłe i wiem, że może się podobać, ale jednocześnie jest to skrajnie nie dla mnie.

Jezu, jak się cieszę, że wracamy do "normalnych" kolejek. xd
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 02 sty 2024 19:19

No, ja generalnie poza jednym wydarzeniem, będę wspominał 2023 r. jako jeden z najgorszych w ciągu ostatnich 10 lat, a czy 2024 r. będzie lepszy, tego nie wiem. Kończąc ten pełen dystyngowanego łódzkiego humoru wywód, przejdę bezpośrednio do otwarcia noworocznej kolejki, ubolewając trochę, że nie udało nam się zamknąć tej 25-tki przed końcem roku. Było coś fajnego i katartycznego w rozpoczęciu nowej na początku 2023, a teraz mam wrażenie jakbym wysyłał spóźnione pocztówki świąteczne. Ta będzie pierwsza

A Perfect Circle – Orestes

„Orestes” miał otwierać nowe rozdanie, a będzie kończył tę dziwna kolekcję, która powstała przez ostatnie pół roku. Ważniejsze jest jednak to, że to pierwsza wrzuta w nowym roku, bo był to też utwór, którym otworzyłem rok 2015. Sylwestra roku poprzedniego spędziłem w Warszawie, w mieszkaniu, w którym pokój wynajmował wtedy niejaki Adrian M. Noc spędziliśmy w towarzystwie swoich, obecnie już byłych, partnerek, było trochę śmiechu, szampana piliśmy gdzieś w okolicach patelni, itd. Swego czasu miałem jeszcze na insta fotę Deva w noworoczny poranek, jak przegląda kalendarz z okładką stylizowaną na książkę Paulo Coelho. W każdym razie, wróciłem do domu i czułem się przytłoczony Warszawą, jak zwykle zresztą kiedy wracam z tego miasta. Zamknąłem się w pokoju i postanowiłem uspokoić głowę tym kawałkiem. Ze wszystkich zespołów, w których śpiewał Meynard James Keenan z Toola, najbardziej lubię A Perfect Cricle, głównie ze względu na bardziej różnorodne brzmienie i doskonały talent do pisania piosenek Billa Howerdela. Z bardziej znaczących postaci, w APC udziela się też James Iha z The Smashing Pumpkins. Kim jest Orestes, to pewnie pamiętacie ze szkoły, natomiast z dosyć poważnego tematu, udało się stworzyć coś lirycznie bardzo lekkiego i ładnego, z przepiękną muzyką w tle. Jest w tym kawałku jakieś upuszczenie energii, czy oczyszczenie, którego na początku 2015 r. potrzebowałem. Wtedy „Orestes” trafił do mojego żelaznego kanonu, pomimo że album „Mer de Noms” znałem już od dłuższego czasu. O ile bestkowy 2023 rok otworzyłem kompletnym chillem, tutaj serwuje mieszankę spokoju i wybuchu.

https://www.youtube.com/watch?v=TVF7Z3Pj_-I
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 sty 2024 19:25

Lilu feat. Sławek Sulej - Do dna
(2015)

Miałem nieco inne plany na koniec tej bestki ale aura jest zgoła odmienna od tej na jaką liczyłem więc vibe mi nieco siadł. Wobec powyższego atakuję dzisiaj numerem który zmieniał miejsce w kolejce tej 25. kilkakrotnie u mnie, najpierw miał być jedną z 10 pierwotnie planowanych polskich rapsów, które to chciałem wrzucać POD RZĄD przez ponad 2 miesiące (kek), następnie ubzdurałem sobie że to będzie dobry numer na setną i ostatnią kolejkę, ot takie zawołanie do wspólnego toastu i świętowania ale no... ten numer nie do końca o tym jest na dobrą sprawę. Może zatem równie dobrze pasować i teraz gdyż jest to poniekąd kawałek o zmianach, o zmianie na lepsze i porzuceniu złych nawyków, co może wpisywać się w klimat noworocznych postanowień i ogólnego poczucia nadziei na lepsze jaka nieraz udziela się ludziom w tym okresie.

Ale od początku. Lilu już znacie nieco, poznaliscie debiut, potem była druga płyta w 2011 taka też mocno misz-maszowa stylistycznie i śpiewano-rapowana a po niej w 2015 było Outro. Tytuł albumu nieprzypadkowy gdyż albumem tym Lilu postanowiła pożegnać się z rapem więc była to taka najbardziej stricte rapowa z jej płyt. I na tej oto płycie pojawił się kawałek z gościnnym udziałem Sławka Suleja. Kim jest ów Pan? Sławomir Sulej jest aktorem filmowym i teatralnym, bardzo charakterystycznym trzeba dodać i nie wykluczone że każdy z Was go kojarzy tylko nie wiedział że to on. Do takich najbardziej rozpoznawalnych jego epizodów - tak z głowy - myślę że można zaliczyć udziały w filmach Kiler (grał niejakiego Kudłatego), Poranek kojota (szef ochrony bodajże, ten co się wydzierał GDZIE JEST ŚWINIAAAA?) oraz Psy 2 (współwięzień w scenie otwierającej film, słynne "WYRWAŁEM CHWASTA"). Sulej jest aktorem Teatru Nowego w Łodzi, zaś Lilu studiowała aktorstwo tamże i podejrzewam że w ten sposób jakoś w końcu na siebie wpadli aż Lilu zaprosiła go do wspólnego numeru. Umówmy się, Sławomir Sulej nie ma może głosu jak aksamit ale dzięki temu idealnie wpisuje się tutaj w koncept tego numeru w którym śpiewa on dość nieskomplikowany refren i jeszcze outro, heh. Podoba mi się luz tego numeru i chyba też to że Lilu wprost nawija o pewnych niełatwych sprawach całość zamykając jednak jakąś pozytywną klamrą. Także tego no, szczęśliwego nowego i samych zmian na lepsze Panowie :)

https://youtu.be/RCA7yg48_Is?si=F9IMUSplICzAa9nR
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 sty 2024 20:46

Zaczynamy, dzień opóźnienia.

U2 - New Year's Day (1983)

Klisza na kliszy i kliszą pogania. Ale tbh mam to w dupie. W ubiegłym roku może byłem nieco bardziej wysmakowany, wrzucając Alphavillowego obskjura, który nawet zebrał jakiś minimalny prejz, a teraz dowalę czymś, co jest mniej więcej tak zaskakującym wyborem, jak rosół na wesele. O U2 i swoim stosunku doń już się wypowiadałem, zmieniał się on na przestrzeni lat mocno, ulegał różnym wpływom zewnętrznym i przemyśleniom wewnętrznym, i tak koniec końców zachwyciłem się Achtung Baby. Co nie zmienia faktu, iż cały czas uważam Bono za pretensjonalnego buca i raczej nie chciałbym z nim pójść na wódkę (wieść gminna niesie, niestety, że Kerr jest podobnym typem człowieka). Dobra dobra, to już i tak wiecie. No to czemu AKURAT TEN numer?

Bardzo dawno temu, tj. już 12 lat temu, na samym początku Roku Pańskiego 2012 Musiał miał doła (tzn. Musiał generalnie ciągle ma doła, ale wtedy był wyjątkowo silny). Coś tam coś tam relacja mi się ważna rozsypała nieco wcześniej (pamiętacie Ladytron 2 kolejki temu? Hope so), smutałem, w Sylwestra zabalowałem nieco bardziej, niż bym chciał, zapiłem, prawie zawaliłem studia chwilę potem, jeszcze kilka dni wyglądałem jak żul, a w Trzech Króli dostałem ostatecznego i soczystego kopa w dupę, po którym niespecjalnie chciałem się podnosić. Zanim to nastąpiło, dokładnie 1-go stycznia, niejako w nadziei na nieco lepszy rok względem tego syfu, który mnie wówczas otaczał, zarzuciłem na fejsa ten numer. Oczywiście, skutkowało to znalezieniem się w ogniu krytyki ze strony moich jakże wysmakowanych muzycznie znajomych, ostatecznie zapropsowali to tylko Hien i jeden mój dobry ziom, który teraz robi dobry lewicowy podcast (choć nie sam). No bo CZY NIE JEST TO NAZBYT OCZYWISTE? Dlatego może teraz, dla małego przełamania schematu, wrzucam ten kawałek 2-go stycznia (tak se to będę tłumaczył, a nie, że tak naprawdę to Miętus zamulił i zepsuł mi koncept, a w ogóle ten numer miał otwierać następne 25 and here we are), a taka ciekawostka, generalnie singiel miał premierę... 10-go stycznia, więc też nie wcelowali. A w ogóle to długo myślałem, że to jest w ogóle pierwszy singiel U2 ever, ale też oczywiście byłem zbyt leniwy, żeby to sprawdzić. Ahh, no matter.

Powiedzmy więc, ale zgodnie z prawdą w sumie, że jest to dla mnie taki numer przełomu. Co prawda te 12 lat temu jeszcze w pierwszych miesiącach roku dostałem przynajmniej dwukrotnie ostro po ryju (nawet trzykrotnie), to od wiosny zaczęło się polepszać, a potem po prostu wyniosłem się ze Zgierza, co do dziś uważam za swoją najlepszą decyzję w życiu. Z tym, że wtedy byłem młody, miałem 23 lata i jeszcze wiele mogło się wydarzyć, zaś teraz jestem stary, i jedyne, co może mnie dobrego czekać to to, że może w końcu znajdę w sobie odwagę, aby pewnym ludziom powiedzieć, aby się ode mnie raz na zawsze odje*ali. Nie będzie już zaskakujących plot twistów of fate, w ogóle niewiele będzie, ale przynajmniej jest dobra muzyka, i to U2, które nie tylko trawiłem, ale wprost uwielbiałem. Enjoy.

EDIT: Warto by tutaj dodać, że znam ten kawałek od lat 90. lekką ręką, i tak naprawdę od zawsze go lubiłem. Ta gitara biegnąca przez cały utwór była już za dzieciaka dla mnie - i pozostaje - jednym z najlepszych riffów, jakie słyszałem. Pełen niepokoju, zimny, daleki taki jakiś, podobne "eerie" odczucia dawało mi zawsze wzmiankowane już przy recce albumu Murzyna Children od ś.p. Roberta Milesa. Damn, ile bym dał, żeby "usłyszeć po raz pierwszy" ten numer ponownie.

https://www.youtube.com/watch?v=UjN-abpHiIw
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 02 sty 2024 23:12

Okej, byłem ciekaw waszych reakcji na Karolinę Polaczek i fajno, że w sumie prawie wszystkim się spodobała. Ja domyślam się tego, co kolega Jakub może mieć na myśli poprzez skojarzenie z warszawką, choć osobiście ni cholery takiego nie mam, no ale ja nie bujałem się z Kubą Wojewódzkim na Złotej 44, tylko bujałem się po Nowym Świecie o 4 nad ranem z ludźmi, którzy mają zespoły z fanbejsem liczonym w jednostkach. xd No nic, trudno, z takimi porównaniami ciężko polemizować, przynajmniej mi, bo sami wiecie co ja myślę o tym mieście. Mimo wszystko polecam sprawdzić kiedyś tam całą płytę, albo chociaż single, a nuż zaskoczą.

JEDZIEEEMY DALEJ

DNA feat. Suzanne Vega - Tom's Diner

Miałem przez chwilę problem związany z tym czy wrzucić ten utwór jako kawałek Suzanne Vegi, bo generalnie to sprawa jest taka, że to jest jej piosenka i w ogóle, czy może jako kawałek DNA, bo równie ważne jest to, że nie chodzi mi o oryginał, który jest wykonany a'capella/akustycznie i który to też generalnie jest spoko, ale to chyba jednak nie to. Pozwolę sobie to wrzucić więc w sposób, jaki zapisałem, bo po pierwsze to taki sposób zapisu widuję prawie wszędzie, a po drugie to oszczędzę sobie dwóch artystów, których i tak pewnie w toku tej zabawy raczej nie wrzucę.
Nie wiem czy jest sens, abym pisał wam kim Suzanne Vega była, bo prawdę powiedziawszy sam nie za bardzo wiem o niej cokolwiek, poza tym, że nagrała piosenkę Luca, którą zna każdy i tym, że jest folkową śpiewaczką, taką co to chciała być jak Cohen czy Reed tudzież inni im podobni. Z tego co mi wiadomo, to nawet jej to się w miarę powiodło, bo nagrywała jakieś albumy, zresztą nawet ten z którego pochodzi oryginał mojej propozycji sprzedawał się całkiem nieźle, ale POTĘGA PRZYPADKU lubi sobie od czasu do czasu wygenerować jakiś losowy scenariusz (i robi to od pradziejów, a my się podniecamy AI, które nie umie nawet wygenerować realistycznie wyglądających palców). No i z grubsza taki miał miejsce w tym przypadku, bo gdzieś parę lat po wydaniu oryginału dwójka szerzej nieznanych producentów stworzyła downtempowy remiks i jakoś tak się złożyło, że on się stał bardzo popularny, i nawet jestem skłonny stwierdzić, że w kręgach, do których folkowe piosenki zazwyczaj nie trafiają.
Znam niby tę piosenkę od lat, a może nawet i od miesięcy, ale szczerze mówiąc jakoś tak zaskoczyła u mnie parę dni temu. Chyba nie muszę pisać, że tak to z muzyką już jest, że człowiek nie zna dnia ni godziny, gdy mu coś randomowego, znanego od dawna nie zaskoczy i go nie uderzy. Ja już generalnie pisałem, że ostatnio to w życiu mi lepiej niż gorzej, ale tak prawdę powiedziawszy zmianę zacząłem odczuwać, gdy nauczyłem się nabierać zdrowego dystansu do świata. Trochę to kwestia pogodzenia się z losem, trochę uświadomienia sobie w pełni paru pozornie oczywistych prawd, a trochę tego i trochę tamtego. No i jakoś tak to się wiąże z tą piosenką, którą pierwszy raz od dawien dawna usłyszałem gdzieś wiosną poprzedniego roku, gdy leciała podczas napisów końcówych jednego z odcinków Za Chwilę Dalszy Ciąg Programu, i jakoś tak od razu mnie uderzył jej tekst, który perfekcyjnie oddawał stan ducha takiego obserwatora uczestniczącego, który niby się gdzieś znajdował i niby coś robił, ale w sumie to nie do końca to czuł. Taka, wiecie, jakby dysocjacja, ale bez elementu odklejenia czy niepewności.
By nie było, że zachwycam się tylko tekstem, co miałoby mnóstwo sensu w przypadku wrzucenia REMIKSU, to jednak nadmienię, że to nucenie, które pewnikiem od razu rozpoznacie, jest uzależniająco chwytliwe, a w ogóle to całość jest wyprodukowana i zaaranażowana na poziomie tweetów Zibiego Bońka.
Dobra, bez dalszego pierniczenia - bierzcie i słuchajcie tego wszyscy

https://www.youtube.com/watch?v=KQL7VNSCM18
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 sty 2024 00:37

coś za dobrze idzie ostatnio, ale chyba tym razem też nie utrudniam hihi

Reni Jusis - Ostatni raz (Nim zniknę) (2003)

Dziwna sprawa. Im dłużej się bawimy, tym rzadziej trzymam się kolejki czy tam hierarchii wrzutek na liście. Pół biedy gdybym wybierał inne zapisane rzeczy, ale coraz częściej lecę z pamięci. Zostaje mniej poważniejszych historii, a do sekcji "profesor Robert wykłada se" nie zamierzam wracać na stałe. Rzuciłem już tyle dyskusyjnych rzeczy (ich odbiór paradoksalnie mnie jara), że nie ma nad czym się zastanawiać tylko wrzucać bangery. Od stojących dronów przez klubowe rozwałki do wybitnego dziaderstwa.

Reni Jusis w tym momencie pasuje doskonale. Z jednej strony kontynuacja klubowego grania z żeńskimi wokalami, które trafia pod strzechy. Z drugiej kontekst autobiograficzny. Z trzeciej to po prostu znakomity numer. Nie pamiętam kulisów poznania całej Trans Misji, ale dobrze wspominam ten okres. Ostatnie tygodnie czystej wolności przed rozpoczęciem studiów (kolejnego okresu wolności). Pierwsze osobiste wycieczki do Wrocławia, pierwsze zakupy ciekawej literatury. W Wałbrzychu czekało jeszcze wiele niedokończonych spraw. Cały czas działała grupa teatralna. Jednocześnie pomogłem znajomym, komponując prawie godzinny podkład na ichniejszą wystawę w lokalnym kompleksie kulturalnym w byłej kopalni. Do tej pory uważam to za jedną z lepszych rzeczy, jaką zrobiłem. Obok tego wszystkiego pierwsze poważniejsze romanse, takie serio serio. Z lata 2019 nic nie zostało trwałego, a nawet zdarzył się jeden dość dziwny incydent. Po latach uważam, że z tamtym momencie zrobiłem o jeden wyskok za dużo, na szczęście bez żadnych negatywnych konsekwencji. Było to lekko nieodpowiedzialne, ale pamiętam klimat tego jednego wrześniowego wieczora. W jedną stronę słuchałem jakiegoś niszowego folku, a do Wałbrzycha wracałem z Ostatnim razem na słuchawkach. Przez pewien czas kojarzył mi się z tą paskudą. Szybko minęły kwasy i niepotrzebne skojarzenia, ten numer na to nie zasłużył.

Trans Misja zasługuje na jeszcze więcej uznania. Sam powinienem wrócić do całości, bo od tamtej pory poza Kiedyś Cię znajdę często hulają tylko dwa kawałki. Jeden opiera się na dość przewrotnym tekście o społeczeństwie (wiem jak to brzmi), ale robi robotę perspektywą narracji. Drugi to muzyczny odpowiednik ostatniego zapomnienia przed zakończeniem jakiejś relacji, która nie ma szansy dalej przetrwać. Pure horny music. Szalenie sensualny kawałek, choć w warstwie lirycznej subtelny, bez żadnych podtekstów. Nigdy nie uważałem muzyki Reni za coś wstydliwego. Trudno byłoby mieć w ogóle jakieś zdanie, gdy nie znało się nic więcej ponad Zakręconą i Kiedyś Cię znajdę. Ten numer (jak i wiele innych z płyty) to dowód na to, że w Polsce byli ludzie potrafiący podążać za trendami. Mieli czucie brzmienia, robili soczyste aranże. Skutecznie łączyli przyjemne z pożytecznym. Pomyśleć, że Jusis odpowiada tutaj za zaskakująco dużo rzeczy. Wersja singlowa zawiera jeszcze większy arpeggio zawrót głowy, ale za to zaczyna się bardziej chamsko. Tę znam od samego początku i wielbię od lat równie mocno. Rozwija się płynnie, wszystko wybrzmiewa jak należy. Oczywiście nie ma jej na YT. Irytująca tendencja do ciągłych zmian nazw płyt, wrzucania remasterów sprawia, że na Laście mam wyniki z trzech różnych wydań tej samej rzeczy, mimo że to w sumie to samo.

Pierwszy miks jest dla mnie bardziej wyrazisty, dlatego po raz kolejny podzielę się z wami czymś z prywatnej biblioteki. Nim ulotnię się ofc

https://youtu.be/WxedZsQEv5U
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 sty 2024 01:54

Czy my aby na pewno wracamy do "normalnych" kolejek? 🤭
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 sty 2024 11:09

Nessa Barrett – Dear God

Nessa Barrett to amerykańska piosenkarka portorykańskiego pochodzenia. Poznałem jej muzykę zupełnie przypadkowo w marcu 2023. A właściwie jej jedyny album Young Forever, który ściągnąłem na jeszcze sprawny wtedy przenośny player. Trafiło się na tej płycie kilka dobrych utworów. A w szczególności Dear God. Pamiętam, że akurat wyjechałem pod koniec marca na ćwiczenie nad Przekop Mierzei Wiślanej. Wojsko sobie wojowało, a ja włóczyłem się od rana godzinami po zupełnie pustej plaży i zarzynałem Dear God na zmianę z happier. Zapętliłem te dwa utwory i słuchałem bez końca. Szczególnie fajne wrażenie pamiętam, gdy pewnego ranka wstałem, a wokół było biało od napadanego w nocy śniegu. Wyszedłem na plażę. Niebo zasnute szarymi i ciężkimi chmurami, woda sina i wzburzona, plaża biała. Zacinał lodowaty wiaterek, który niósł ze sobą płatki wciąż prószącego śniegu. A ja łaziłem i słuchałem Nessy i Olivii. Bo uwielbiam taką aurę i zawsze od młodości w największe śnieżyce i zmiecie lubiłem chodzić na spacery. A takie spacery nad morzem to już w ogóle jakiś kosmiczny klimat.
Dear God to króciutki, niewiele ponad 2-minutowy utwór. Nessa w utworze zwraca się do Boga z różnymi pytaniami i problemami. Nessa tak w ogóle otwarcie przyznaje się do problemów ze zdrowiem psychicznym, w tym do depresji , zaburzeń osobowości i myśli samobójczych. Mimo młodego wieku ma już zresztą za sobą dwie nieudane próby samobójcze. Tak więc można potraktować, że utwór Dear God jest swoistym wołaniem o pomoc. Utwór ma do tego taki dosyć tajemniczy i niepokojący klimat. I bardzo mi się ten klimat podoba. Ładna kompozycja i aranżacja. Do tego tak któtka, że ma się wciąż niedosyt i chce się posłuchać znowu.
Dear God już zawsze, podobnie jak happier, będzie mi się kojarzyć z pobytem nad morzem na przełomie zimy i wiosny, pustymi plażami i wyjątkowymi muzycznymi uniesieniami.

https://www.youtube.com/watch?v=H7wIo4ozCq8
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 sty 2024 11:31

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 sty 2024 21:46

DNA feat. Suzanne Vega - Tom's Diner

Zabawnym odnajduję fakt że mentos tak narzekał na sylwestrową kolejkę po czym teraz rzuca klubowym evergreenem xD co by nie mówić dla mnie ten numer jednak jest bardziej dance niż trip i nie całkiem DOWNtempo. Klasyk, miło wspominam z czasów dzieciństwa a po latach miałem srogi problem żeby przypomnieć sobie kto to wykonywał, pamiętałem tylko jakieś skrawki wideoklipu i myślałem że to jakiś numer C+C Music Factory (równie kliszowe klipy mieli). Piękne połączenie tej acapelli z bitem - jak się okazuje - zapożyczonym od Soul II Soul, do tego smyki, odrobina saksu i piano które ma brzmienie dokładnie jakie lubię. Strzał w dziesionę, czyt. numer który prędzej czy później musiał pojawić się w tej bestce. Lush and sophisticated dance anthem, tak bym to ochrzcił.

Reni Jusis - Ostatni raz (nim zniknę)

Panowie widzę uparli się rzucać w tej kolejce tym co Murzyn lubi najbardziej w tematyce klubowej. Dawniej chyba ulubiony numer Reni dla mnie, jarałem się brzmieniem tych synthów a do tego ofkors smutny tekścik i jestem kupiony. Czasy kiedy naprawdę dobra muza powstawała w naszym kraju która mogła bez wstydu konkurować z zagranicznymi artystami. Świetny pop track na klubowym bicie. Niuanse między wersją alt a tą zwykłą prawie niewyczuwalne dla zwykłych śmiertelników, ja akurat nie kruszyłbym kopii o jakieś arpy w kawałku Jusis, dla mnie to wciąż bardziej pop niż elektronika. U mnie ten numer wleciałby śmiało na playlistę obok Zimy z wrzuty Chylińskiej. Za takie numery łatwa okejka ode mnie zawsze.

U2 - New Year's Day

O, to też wrzutka z serii tych które MUSIAŁy w końcu nastąpić. Fajno że nie będziemy musieli z tym czekać do któregoś kolejnego dubla U2 żebym to wrzucił. Dla mnie od zawsze topka numerów tej kapeli, top 3? Może top 5 bardziej, nadal wysoko po dziś dzień. Lubię to pianinko - rzadko spotykane w ich kawałkach - do tego świetna gitara z pazurem, surowsze wczesne brzmienie U2 bliższe post-punkowi no i już wtedy typowy dla Bono porywający anthemic chorus jakie potem uprawiał w kolejnych hitach przez lata. Smutne że wciąż aktualne, dawniej chodziło o stan wojenny w PRL a teraz co, kolejny rok mija a na Wschodzie nothing changes on New Year's Day. Świat wciąż potrzebuje takich utworów.

Nessa Barrett - dear god

No dobra, trzy łatwe okejki wleciały, starczy lizania się po jajkach. W końcu coś czego nie znam, wyczekiwana Nessa Barrett która nieraz gościła w wujkowym last.fm, byłem ciekaw kiedy wleci i co to za jedna no to teraz mam. I tu przyznam lekko się rozczarowałem bo laska w tym numerze przynajmniej brzmi dla mnie totalnie jak wygenerowany przez AI klon Billie Eilish. Billie w sumie jest spoko więc powiedzmy że ujdzie to na sucho ale numer nie porywa gdyż... nie ma na to czasu, jest stanowczo za krótki. Nie wiem, może za stary jestem, może w dobie tik toka normą jest nagrywanie 2 minutowych kawałków ale to brzmi jak teaser albo demo, dwie zwrotki z refrenem, drobne outro, do widzenia. Brakuje odrobiny rozbudowania tej kompozycji która ma nawet ok brzmienie. Myślę że w kontekście zachęcania do zgłębienia jej twórczości taki numer może reklamować ją nieco słabo. Uznajmy to za kciuk w bok, smutna Nessa zostaje na sesję poprawkową.

A Perfect Circle - Orestes

O, takiego nowszego rocka który nie trwałby pół godziny to dawno tu nie było chyba. Gitary podobają mi się od wejścia, brzmienie i melodia sprawiają że gdzieś odrobinę wyczuwam echo takiego To Wish Impossible Things od Kjurów. Brzmienie i ciepło tego numeru przemawiają na jego korzyść bardzo, jest to klimat takiej melancholii bez smutania jakby. Potem kiedy granie przybiera na intensywności Panowie trochę męczą konia jakby to była metalowa ballada (a może to w sumie to jest lol? Jakoś nie myślałem o tym numerze w ten sposób wcześniej). W każdym razie kiedy mi to zalatuje metalem to trochę nie jest moja bajka ale numer ogółem jest całkiem niezły.



Także taka to kolejeczka powiem Wam trudna do oceny - muzycznie naprawdę niezła natomiast tak się gwiazdy ułożyły że się trochę wynudziłem bo większość numerów znałem i tylko mogłem laurki pisać. Czasem bywa i tak, siłą rzeczy najlepiej na tym wychodzi Hien chyba bo trochę w kategorii odkryć nie miał rywali, biedna Nessa to nie ta liga.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 sty 2024 10:24

Lilu feat. Sławek Sulej - Do dna

Kurde, nie lubię Murzynowi jechać po rodzinie hehe. Ze wszystkich Lilu-centric rzeczy, które do tej pory były prezentowane w ramach bestek, ta jest najgorsza. Rap Lilu jest niesamowicie irytujący tutaj, bardzo try-hard, z takim sztucznym swaggiem. Ona miała już z tym problemy na płycie, ale nie w takim stopniu. Najlepiej brzmią rnb chórki, ale ich jest jak kot napłakał. Bit ani dobry, ani zły, taki genericowy podkład do polskiego hip-hopu. Feat. Sławomira Suleja w sumie dosyć trafny i adekwatny, ale nie ratuje niestety niczego. Chyba nawet lepiej by to brzmiało gdyby to był jego solowy kawałek. W pijackiej muzie można odnaleźć jakąś grację, co czynił np. Staszek Staszewski, a nawet jego syn, ale tutaj tego nie ma, jest zabawa konwencją i tyle. Niestety, prawdopodobnie najsłabsza wrzuta Jacka ever.

U2 - New Year's Day

Dev wjeżdża z klasykiem U2, czy raczej takim cichym klasykiem. Utwór niby o Solidarności i zamkniętym Wałęsie, ale mam wrażenie, że Bono dokleił tę narrację później, a kawałek może w jakiejś malutkiej części był tym faktycznie inspirowany. W każdym razie, ja nigdy nie traktowałem tego jako jakiś polski akcent w twórczości zespołu, niemniej kocham ten numer, bo jest doskonały.
Czasami udaje się zebrać w jednym utworze dużo dobrych motywów, i tu się to udaje. Miałem zacząć to opisywać, ale nagle zdałem sobie sprawę, że Musiał wrzucił single edit. A tu cała zwrotka wycięta, solo (które i tak jest krótkie w oryginale) jest chamsko ciachnięte, przez co brzmi jak kupa, na końcu nie ma tego zajebistego outra, tylko zapętlony refren… Jakoś mi się tak smutno zrobiło, bo to chyba jeden z najgorszych radio editów, jakie w życiu słyszałem. Szkoda. „New Year’s Day” oczywiście bardzo propsuję, ale ta wersja to jakiś żart.

DNA feat. Suzanne Vega - Tom's Diner


Znam, lubię, ale nie włączam tego sam z siebie. W zasadzie to wszystko co mogę napisać. Suzan znam dosłownie z tego i wspomnianej przez Sebe „Luki”. Myślałem kiedyś, przez chwilę, że może by warto jakiś album ściągnąć, ale to była tylko chwila i ulotniła się zanim zdążyłem sięgnąć po kompa. Był czas w latach 90-tych, kiedy „Tom’s Diner” leciał regularnie i wszędzie. To jest jeden z tych utworów, które każdy zna, ale nie wie kto to wykonywał (ala Nenanena i Your Woman) i wyjątkowo w tym przypadku wiedziałem wcześniej, że to Vega. Numer jest spoko, myślę że nawet bym pozytywniej do niego podszedł gdybym go nie znał, a tak to trudno mi podejść do niego na świeżo. Fajny bit, fajne pianino, fajne synthy w tle, sama Suzan też ok. Takie uznaniowe ok dla kawałka, którego z własnej woli nie włączę pewnie przez następne 30 lat.

Reni Jusis - Ostatni raz (Nim zniknę)

Pamiętam jak w okolicach wydania tej płyty, lub trochę później, Reni Jusis była w Szansie na Sukces (nie pamiętam w jakim charakterze) i Wojciech Mann rzucił jej, że dla niego perkusja to jest spocony facet za garami, a nie automat. Mówił to żartem (podejrzewam), ale pamiętam, że się wtedy mocno zbuldoczyłem, bo jak to, dlaczego, itd. Niemniej, również odnoszę wrażenie, że ta płyta Jusis nie dostała tyle prejzu na ile zasłużyła, tzn. to był komercyjny hit, ale artystycznie weszło w to znacznie więcej talentu niż ktokolwiek głośno mówi. Słuchanie Reni faktycznie nadal odbiera się jako coś, do czego generalnie przy znajomych człowiek się nie przyznaje. Tymczasem po latach wyłazi, że to był materiał zrealizowany na wysokim poziomie, a do tego doskonałe piosenki. Gdyby to leciało po angielsku, to by się tego nikt nie wstydził, taka ironia losu. W każdym razie utwór znam, lubię, może nie wracam do niego jakoś często, ale ten powrót w ramach bestki był przyjemny i utwierdzający w przekonaniu, że Reni Jusis wezyrem jest.

Nessa Barrett – Dear God

Hmm. Mam wrażenie, że gdzieś ten numer słyszałem, ale to raczej nie jest możliwe. Może to przez to, że to brzmi jak Billie Eilish w domu, jakby ktoś próbował podrabiać Billie Eilish kompletnie nie rozumiejąc o co chodzi w jej muzyce. Tworzy to bardzo mieszane uczucia u mnie. Nie potrafię tego odebrać jako czegoś oryginalnego i szczerego. Główne skojarzenie jakie mam, to muzyka tworzona przez AI, na podstawie algorytmów, próbek i obliczeń, gdzie pierwiastek ludzki ogranicza się do wciśnięcia enter. O dziwo, na minus jest też długość utworu. Zazwyczaj cenię miniaturki, ale tu mam wrażenie, że kawałek ucina się w momencie kiedy faktycznie odnajduje jakiś swój głos. Tak jakby to był jakiś demo fragment na Apple Music, a za resztę muszę zapłacić dychę. Głupio tak pisać o artystce, która ma za sobą wielokrotne próby samobójcze, mam nadzieję, że nigdy tu nie trafi żeby to przeczytać, ale nie jestem w stanie się podjarać tym utworem. Na sucho mogę powiedzieć, że nie jest to słabizna, ale wylatuje mi drugim uchem za każdym razem. Nie jest mi też fajnie któryś raz mehać na Wujka wrzutę.

Ogólnie Panowie noworoczna kolejka bardzo średnia. Aż 3 kawałki znałem, więc nuda. Może i utwory spoko (jeden tylko w koszmarnym edicie), ale jednak nic nowego, więc mało pojary. Nowości niestety słabe. Widać, że to szary ogon 25tki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 sty 2024 11:26

Hien przepisał wypowiedź Murzyna dot. Nessy Barrett, tyle że swoimi słowami. :lol:
Hien pisze:
04 sty 2024 10:24
Nie jest mi też fajnie któryś raz mehać na Wujka wrzutę.
Tym się akurat nie martw. O to tu chodzi, żeby pisać uczciwie, nawet jak to jest niepochlebne.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 sty 2024 11:30

myślałem kiedyś, przez chwilę, że może by warto jakiś album ściągnąć, ale to była tylko chwila i ulotniła się zanim zdążyłem sięgnąć po kompa
Ja wczoraj obczajalem drugi album, ten z którego pochodzą Luka i oryginał mojej wrzuty, no fajny jest
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7403
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 sty 2024 12:47

A Perfect Circle - Orestes

Kurde, pamiętam tamtego Sylwestra. Nie mogę uwierzyć w to, że minęło już ponad 9 lat od tamtego momentu, pamiętam go bardzo dobrze. Bukowińska, chlanie pod kebabem przy metrze, faktycznie patelnia też była grana, jakieś resztki śniegu nawet były. Miałem 25 lat i wydawało mi się, że mam wtedy wszystko, czego trzeba, a to był tylko początek problemów xD Bardzo fajna nuta, by nie powiedzieć wprost, zajebista. Było zwłaszcza miło, dopóki nie przeczytałem w opisie Hiena, że z APC (które do tej pory znałem z garstki numerów i pewnego zapomnianego już tematu na tym forum, który był zakładany chyba przez ś.p. Iwonkę) ma coś wspólnego z gościem z Toola, a ja mam sporo powodów, żeby Toola bardzo nie lubić i na tym poprzestanę. Nie wykluczam jednocześnie, że słyszałem już ten numer podczas pewnego popołudnia spędzanego na Rembertowie wczesną jesienią 2015 (mieszkałem tam z wzmiankowaną przez imć Hiena byłą, ona była fanką APC), leciało do sprzątania bo "akurat ukazał się nowy album". Dobra, walić wspominki, bardzo dobra piosenka, świetne gitary, kapitalny mostek z żywszymi bębnami i tą drugą gitarą, chyba nic lepszego pod tę aurę za oknem już nie usłyszę dzisiaj. Zimo, wróć!

Lilu ft. Sławomir Sóley - Do Dna

Kurde, znowu Lilu, a pan Sulej po raz pierwszy. Numer, jaki jest, każdy słyszy. Bit fajny, muza jest spoko, ale wokal Lilu... meham. Najgorsze są jednak te pijackie zaśpiewy "la la la", aż mi niedobrze, jak to słyszę. Szczerze mówiąc nie będę tu pisał, że ileś tam lat temu lepiej bym to przyjął, tzn. w jakichś studenckich, mocno pijanych czasach, kiedy chlało się ostro. Teraz chleję mniej, ale funu z takiej muzy nie miałbym nigdy. Pod tym względem odrzucał mnie m.in. Kazik, 220V śmieszyło mnie ostatni raz w 2002 roku, jak byłem w podstawówce. Głosu Suleja bym nie rozpoznał ni cholery gdyby ktoś mi nie napisał, że gość bierze w tym udział. Fun fact, poznałem go na żywo wiosną 2015, nie wiem, czy to było przed tym numerem, czy po nim. Nevermind, nie siadło mi zupełnie (choć w Sylwestra popiłem). Lilu miała lepsze rzeczy (z tego, co poznałem), tak samo jak są w tym kraju lepsi raperzy (lepsze raperki). Wolałbym Szklanki od Young Leosi na tym etapie tak szczerze mówiąc xD Ani mnie to porwało ani... Trochę hit and miss, spodziewałem się czegoś nieco lepszego na zakończenie kolejki od Murzyna (ale ten ma jeszcze szansę, został jeden numer).

DNA feat. Suzanne Vega - Tom's Diner

Obvious take bym powiedział, widzę tytuł i od razu słyszę to słynne "tututurutututuuruu" w głowie i nie ma cholery, bym się tego pozbył z niej przez następnych kilka godzin. Znam Suzanne Vegę z trzech rzeczy - dwóch numerów, które już tu każdy wymienił (to i Luka), oraz z propsowania Stana Ridgwaya, którego Vega była fanką. Nigdy chyba nie słyszałem żadnego innego numeru jej autorstwa, bądź robiłem to nieświadomie. Dodam, że bardzo wiele lat temu Vega mi się podobała nawet xD A jeśli chodzi o ten kawałek, to jest taka idealna radiowa muzyka tła, coś, co mogłoby lecieć na wiecznym zapętleniu, bądź po prostu utwór by się nie kończył, tu instrumentalny mostek, tam przejście, znowu to charakterystyczne nucenie, potem zwrotka, jakaś powtórzona, i znowu to samo. Taki idealny soundtrack do backroomsów w których jest widno, w pomieszczeniach są okna, za oknami lato, tylko wydostać się z tego labiryntu nie idzie. Lubię tę piosenkę, propsuję, chyba wzorem mintaja przesłucham cały album, bo właściwie dlaczego nie?

Reni Jusis - Ostatni Raz

O Reni Jusis usłyszałem pierwszy raz przy okazji piosenki Kiedyś Cię Znajdę, która była te 20 z okładem lat temu katowana chyba w każdej stacji radiowej w Polsce (miałem zresztą osobisty, bardzo negatywny stosunek do tego numeru). To jest dużo lepsze, też to słyszałem, możliwe, że na jakiejś zetkowej składance, które były srogo kolekcjonowane przez moich rodziców. Fajne to jest, miks popu i trensu, Reni ma naprawdę fajny głos, taki lekko eteryczny, ale świetnie pasuje do tej piosenki. Dragon dostarcza coś dragonowatego i jednocześnie coś, co mógłby wrzucić Miętus. Muzyka mi się tu bardzo podoba, pokazuje, że nawet w tym 2003 roku (czy którym tam) można było w Polsce robić fajną muzykę na - powiedzmy - europejskim poziomie, chociaż mam wrażenie, że specjalnie popularna to ona nie była. Właściwie cieplej się na serduszku robi, jak się ogarnie, że ta muza przeżywa swoją drugą młodość w tym momencie w queerowym półświatku. Jakbym się w tym 2003 zastanawiał, jacy ludzie będą się jarali muzyką, która wówczas powstawała (tak, jak ja jarałem się wtedy ejtisami, też minęło od ich środka 20 lat wtedy), a może myślałem, że nikt, bo jest jej za dużo i jest generikowa? Byłem w błędzie, a nawet mogę na to popatrzeć. Cool. Szkoda, że sam teraz nie mam 25 lat xD

Nessa Barrett - Dear God

Cóż, ten numer ma jeden zasadniczy plus, jeśli chodzi o jego ocenę - "visualizer" jest gorszy od samego utworu xD A utwór... Nie wiem, faktycznie, trąci nieco Bili Ajlisz, ale nie odczuwam tego aż tak bardzo, jak poprzednicy. Denerwuje mnie niestety głos Nessy, zgodzę się z Hienem, że kawałek sam w sobie brzmi jak demo, albo jakiś odrzut z prac studyjnych. Refren przywodzi mi na myśl przypominany tu już przeze mnie rok 2003 (nawet nie wiem, czemu tbh), to nucenie w tle w drugiej połowie jest najbardziej znośne. Reszta... Cóż, rozumiem zamysł takiego lamentu, skwitowanego "don't you hear me cry", ale to ciągle nie jest moja rzecz. Tbh Ajlisz była lepsza, fajniejsza, choć też mam do niej zarzuty. I szczerze powiedziawszy myślę, że ten utwór by zyskał, gdyby był... dłuższy. Te 2 minuty ledwo pozwalają na rozkręcenie się czegokolwiek. TikTok blablabla, bez przesady, to nie jest The Advisory Circle, żeby na albumy czy nawet Spotify wrzucać sypialniane identy. Mogą lepiej, wierzę w to. Może jeszcze kiedyś coś wpadnie i takie będzie. Lepsze znaczy. A teraz meh.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 sty 2024 21:48

A Perfect Circle Orestes

Hmm... ja bym sobie tego nie puścił po żadnej dalszej wycieczce. Hien wraca na moje ulubione poletko, tj. do rockowych feelsowych dobroci. Nie trzeba rozbudowanych aranży, aż tak przekombinowanych rozwiązań. Wjeżdża klimatyczna zagrywka gitarowa i już wiem, że jestem w strefie bezpiecznej, choć dookoła atmosfera ciut bardziej gęsta niż myślałem. Skoro Orestes, to musi być odrobina nostalgii, tajemnicy, niepokoju. Kawałek trochę się rozłazi, ale pod koniec przytomnie załadowano kolejną porcję gitary. Efekt naprawdę dobry. Wokal całkiem niezły, jest w nim ten kaliber emocji, który do mnie trafia. Jeszcze kilka odsłuchów i będę wiedział, czy zasługują na sprawdzenie całej płyty. Co dostaje szansę to od razu ląduje na wysokiej półce jak np. Bark Psychosis. Jeśli Hien szykuje małą klamrę dla całej setki, to przedpole zostało odpowiednio przygotowane. Props

Lilu / Sławomir Sulej Do dna

Uhuhu, w tej kolejce mamy dwa kawałki ze zbitką "dna". CO ZA PRZYPADEK. Jeśli ktoś wie do czego piję *wink*, to niech wybaczy niezbyt zgrabną formę nawiązania, no ale to wręcz obowiązek w tym przypadku. Niby wszystko na miejscu, a ja i tak bym wiele pozmieniał. Znacznie lepszy byłby refren nie z la la la tylko tym, co śpiewa pan aktor pod koniec. Samo outro trochę bez sensu. Rozumiem przekaz w stylu "najpierw ironicznie, a potem krytycznie". Sam właściwy tekst wystarcza. Wiadomo, że Polacy pijusy bez umiaru, co to na każdą sytuację znajdą pretekst do sięgnięcia po butlę. Nic nowego, ale przynajmniej nic wyraźnie słabego. Trochę strzał w powietrze. Dość staroszkolna nawijka, lekko drewniana, a do tego o oczywistych oczywistościach. Lilu fachowczyni pod względem wyraźnego przekazu. W połączeniu z teatralnym gościem mam wrażenie odsłuchu piosenki pochodzącej z jakiegoś poprawnego musicalu. Dużo elementów, skrzyżowanie gatunków, ale zabrakło mi w tym Czegoś Więcej. Do tego zdarzają się momenty walki ze zmieszczeniem się w bicie. Ehh

U2 New Year's Day

Oczywiste? Klisza? Jak dla kogo. W mojej epoce U2 było obecne w mediach dzięki Vertigo, Beautiful Day i Ordinary Love. Czasem jeszcze grali Sweetest Thing (topka wokalna Bono) i With Or Without You, to wszystko. Ich muzyka z początku ejtisów to dla mnie zupełnie obca sprawa. Dobrze odbieram to ich około post-punkowe oblicze. Piszę tak, bo dzięki gitarom i temu czemuś na kształt klawisza dzieje się całkiem sporo. W kwestii lirycznej mały manifest, wręcz hymn. Nie wiem jak z tymi poważniejszymi politycznymi kontekstami, ja wysiadam piętro niżej i tu czuję się lepiej. Są emocje, trochę więcej żywej energii, muzyka dojeżdża do wokalu. Chyba mocno lubiano to w Polsce, bo brzmi to podobnie do wielu rzeczy z dekady później, tyle że mało kto zbliżył się do takiego poziomu. Jest coś na rzeczy z eerie otoczką, mały mały nerwowy dreszcz zanim zadzieją się właściwe punkty kulminacyjne. Naprawdę dobre.

DNA / Suzanne Vega Boy Dinner

U Seby moment olśnienia nadszedł całkiem niedawno. U mnie to na pewno było w okresie dziecięcej fascynacji oldies tak po prostu. Zanim lepiej zacząłem ogarniać gatunki, historie, ciągi przyczynowo-skutkowe i inne głupoty to dzieliłem sobie wszystko dekadami, geniusz tkwiący w prostocie. Jedno z najpotężniejszych NUCEŃ w historii muzyki popularnej końca XX wieku. Wokół kawałka panuje aura lekkiego zapomnienia, a bardziej nawet anonimowości twórców. Suzanne to jeszcze, ale kim byli DNA? Jak szybko mignęli, tak szybko zniknęli. Wykorzystanie bitu od Soul II Soul? Rewelacja, lepiej nie można trafić. Nie pierwsi, nie ostatni. Do tego pulsujący bas, pady, sax & sex i gra gitara. Takie muzyczne noir. Zaskakująco proste, ale niech ktoś wpadnie na coś równie chwytliwego. Lubię wracać tam gdzie byłem już. 5/5 i do ulu

Twitty Zibiego to bardzo dobre porównanie - też oszczędne, może lekko przestarzałe, ale zawsze celne.

Ja tam boję się AI w kontekście dość słabej jakości wyrobów, które coraz bardziej atakują przestrzeń publiczną. Do tego krótkowzroczność boomerstwa i innej starszyzny. Na FB istnieją grupki z postami na dowód tego, że nie wszyscy ogarniają z czym mają do czynienia, zachwycając się zwyczajnym badziewiem.

Nessa Barrett dear god

Już się wypowiedziałem w tej kolejce na temat AI, więc tutaj sobie daruję w przeciwieństwie do niektórych powyżej, hihhi, TAK ŹLE NIE JEST. Nie wiem, jaką różnicę robi w odbiorze znajomość pochodzenia tej młodej kobiety. Robi całkiem podobną muzykę jak piosenkarka polskiego pochodzenia Rosalie czy też piosenkarka amerykańskiego pochodzenia Billie Eilish. Coraz poważniej przychylam się do teorii spiskowej, która polega na tym, że mamy wielu shodanów. Zastanawia mnie szczególnie ten shodan podrzucający nam całą serię młodych pań śpiewających rzeczy na granicy popu i r&b. Zazdroszczę tak szczerej zajawki na tym punkcie, wyniki z lasta są dla mnie wręcz szokujące. Sam numer naprawdę z gatunku billiepodobnych. Wokal lekko mamroczący, ale z wyższymi momentami. Kameralny aranż, dość wyciszony nastrój, choć jednocześnie artystka chce nam przekazać jakieś głębsze rozkminy. Robi to przy tak zwyczajnym i przezroczystym aranżu, że nie umiem tego złapać. Poza tym nawet mi się podoba, szczególnie bardziej dynamiczna druga część. Trochę jak z RAMki, trochę jak z generatora. Do picia kawy czy dłuższego posiedzenia z radiem w tle pasuje idealnie. When I Was Older to był bardzo dobry wybór, a to jest jakby z tej samej rodziny, więc jak najbardziej jestem na tak. Ta druga część buja, ale już od refrenu zaczyna się Coś dziać. Robi się nawet trochę spooky (bez przesady oczywiście), naprawdę niezły szybki strzał.

Trochę gorzej niż poprzednio, ale nadal znacznie więcej przyjemności niż słuchania z grymasem na twarzy. Do brzegu z czwartą ćwiartką!
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 05 sty 2024 09:49

A Perfect Circle – Orestes

Spodziewałem się czegoś innego, bo pomyliłem to z zespołem Inner Circle, tych od „A la la long”. :D
Rzeczywiście widać, że to już szary ogon nie tylko 25-ki, ale i setki, bo nawet Hien od paru kolejek jest zupełnie bez formy. Po początku utworu myślałem, że będzie nieźle. Niezgorsze brzmienie, spokojny klimacik. Ale potem przerodziło się to w nutę, za jaką nie przepadam. Taka niby ballada, ale zespołu tego typu, który nawet w balladach nie potrafi utrzymać brzmienia na wodzy. Musi być mocniejsze szarpanie struny, muszą być solówy. Nie podoba mi się to brzmienie. Nawet wokal mi nie podchodzi. Nie wiem jak to ująć, ale ten klimat mnie przybija i zniechęca do czegokolwiek. Nie potrafiłbym się przy tym wyluzować czy oczyścić głowę. Chyba bym był raczej jeszcze bardziej nabuzowany. I każde następne przesłuchanie pogłębiało to odczucie. Kompozycja też kompletnie niezapamiętywalna.

Lilu feat. Sławek Sulej - Do dna

Lilu z zapodawanego kiedyś albumu wspominam naprawdę dobrze. Tutaj jest niestety bardzo źle. Podkład kompletnie niczym się nie wyróżniający, a to w hip-hopie chyba największa wada dla mnie. Tak mi się dotychczas zdawało, dopóki nie usłyszałem duetu wykonawców. Lilu słabo rapuje, więc chyba dobrze, że postanowiła się jednak przerzucić na śpiewanie. Sławomira Suleja jako aktora bardzo lubię, ale niech on lepiej nie bierze się za muzykę i dalej gra w filmach. Jego gościnny występ tylko pogarsza sprawę. Utwór miał mieć w zamyśle taki, że tak powiem, pijacki klimat, ale Lilu to nie Kazik, żeby bezkarnie jej to uchodziło płazem. Fatalne są te mamrotane refreny Suleja. A końcówka to już w ogóle dramat. Jeszcze ten fragment hymnu na dodatek.
Wiem, że jęczę jak stara baba, ale to jest chyba naprawdę najgorsza kolejka Murzyna w tej zabawie.

U2 - New Year's Day

Oczywiście ekstremalnie łatwa okejka z mojej strony. Prawdą jest, że teraz jakoś dosyć rzadko słucham U2. Ale pamiętam czasy, gdy słuchałem ich jak wariat. Kupowałem kolejne albumy na kasetach, co nie było kiedyś sprawą łatwą. Ja nigdy nie dostawałem w domu żadnego kieszonkowego. W ogóle nikt mnie nie rozpieszczał tak, jak ja dzisiaj rozpieszczam swoje dzieci. Żeby mieć na kolejną wymarzoną kasetę musiałem się czasami uciekać nawet do podkradania ojcu jakichś drobniaków. Raz, drugi czy trzeci wziąłem z portfela jakieś grosze, czego on i tak nie zauważył, a ja w końcu nazbierałem na kasetę. Swoją drogą dziwne, że rodzice nigdy się mnie nie zapytali, skąd ja mam właściwie takie ilości kaset. Tak więc połykałem kolejne albumy U2 jak nawiedzony, jak jakiś muzyczny nałóg. Znałem każdy album na pamięć. Dopiero po Zooropa mi przeszło. Ale album War był jednym z moich ulubionych. Było tam sporo świetnych utworów. Uwielbiałem to ich wczesne brzmienie. Uwielbiałem Bono. Nie wiem, czy on jest bucem czy nie, ale właściwie w ogóle mnie to nie obchodzi. Wokalistą zawsze był nietuzinkowym.
New Year’s Day to naprawdę wspaniała kompozycja. Te gitary wciąż mnie wciskają w fotel. U2 to jeden z niewielu zespołów, których gitarowe harce wciąż bezwarunkowo toleruje. Bo wciąż brzmią wyjątkowo. Do tego świetna zagrywka na pianinie. Palce lizać.
I pomyśleć, że taki utwór jak New Year’s Day to w dyskografii U2 żadna wyjątkowa perła. Że mieli takich dużo więcej.
Ech stary fan U2 się we mnie odezwał.

DNA feat. Suzanne Vega - Tom's Diner

Znam ten utwór od czasów, w których pojawił się w eterze i latał tam dosyć długo. Nawet wiedziałem kto to wykonuje. Od Susanne Vegi znam też Luka i w sumie nic więcej. Dziewucha ma wokal bardzo podobny do niejakiej Jem. A sam utwór oczywiście bardzo dobry. Nie wiedziałem, że były jakieś inne wersje i że są tu sample z Soul II Soul. Całe życie się człowiek uczy. Te nucone fragmenty są rzeczywiście niezwykle zaraźliwe. Bit bardzo fajny. Lubię takie rytmiczne piosenki. Pianino i saksofon też na plus oczywiście. Ale przede wszystkim znów odżywają wspomnienia fajnych czasów, gdy siedzenie przed MTV czy Vivą było głównym źródłem poznawania muzyki. Ustalając listę do tej pierwszej setki w bestce nawet pomyślałem o tym utworze, ale nie umieściłem jednak. Byłem jednak gotów kiedyś tam do niego wrócić.

Reni Jusis - Ostatni raz (Nim zniknę)

Parę utworów Reni słyszałem w życiu i nigdy nic mnie nie zraziło. Ale też nie podjarało. To jest spoko muzyka, taka typowo radiowa, przebojowa. I jak gdzieś słyszę, to posłucham jak najbardziej. Ale nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby samemu coś od Reni sprawdzać, włączać, posłuchać. Nie czuję po prostu impulsu, który by mnie do tego skłaniał. Ten utwór jest naprawdę spoko, jest rzetelny. Ale wiem, że za chwilę przejdę nad nim do porządku dziennego i o nim zapomnę. Ta piosenka zresztą dosyć mocno przypomina Kiedyś cię znajdę. Obawiam się, że cała płyta może być na podobną modłę. Muzyka klubowa już tak chyba ma. Ale nie wiem, może się mylę. Sprawdzał z własnej woli nie będę.

Najlepsze tym razem piosenki mi znane. Z tych nieznanych jedna dobra, choć bez większych emocji i niestety dwa utwory do wystrzelenia w kosmos, byle dalej.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 sty 2024 11:34

Niby gdzie jest podobna do Kiedyś Cię znajdę?
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 05 sty 2024 11:35

No wszędzie.