Best of Forum V

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 cze 2024 05:03

Duży tłum
Mały tłum
Jeden ch*j



My na pewno tej samej piosenki słuchaliśmy?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 cze 2024 06:50

No właśnie ten fragment nazwałem sobie refrenem.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 cze 2024 09:07

mały refren
duży refren
wkurzony Wuj
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 cze 2024 10:06

he he, legendarny tekściarz Hien znów w akcji. :)
Wkurzony może być co najwyżej Dragon. Mnie się jedynie jego utwór nie podoba. Dawaj Dragon te vapory lepiej.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 cze 2024 12:40

Najlepiej to recki niech da :p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 cze 2024 00:08

W 99% czasu mam to w d*, bo od zawsze inaczej podchodzę do tego kawałka, ale można i tak, luks
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 cze 2024 01:01

Primus Jerry Was A Race Car Driver

Ten numer zdecydowanie najlepszy w tegorocznym skate rzucie Hiena. Trochę jak Kraftwerk przez odpalanie furmanki na dzień dobry, trochę jak Elephant Talk przez soczysty basik. Nie przeszkadza mi nawet ten Klocuch na początku zwrotek. Nie żebym był jakoś mocno rozbudzony emocjonalnie. Bardziej może siąść pod jakąś rozpierduchę samochodem w grze przy stanowczo zbyt dużej prędkości. Nie jestem wielbicielem desek w grze, w Tonego Hawka nie grałem, wszystkie miniatury na JAVA nie działały na moich Nokiach. Jedynie w Spyro na PlayStation trochę trików sobie porobiłem, bo było tam w głównej "kampanii" jedno z ciekawszych zadań do wykonania z deską w roli głównej. Niezłe, całkiem zaskakujące. Trochę nie wiem jak to do końca zaklasyfikować, dzięki czemu jeszcze bardziej bangla.

Girlschool Demolition Boys

Z Vice City lubiłem najbardziej te stricte popowe radyjka. Heavymetalowe przebieranki z lat 80' siadały raz od wielkiego dzwonu, najprędzej też w trakcie wykonywania trudniejszej misji, gdy mniej interesowało lecące w tle brzdękanie. Niby gitarki całkiem ostro pracują, jest solidnie nabębnione, ale dzięki temu pozornie lekkiemu i nieoczywistemu wokalowi brzmi naprawdę wyjątkowo. Wraz z wjazdem solówki robi się już bardziej typowo, z lekka nudnawo, bo wielkiej wirtuozerii czy pomysłu nie wyłapałem. Ciekawostka? Obskjur? Brzmi w porządku, raczej najciekawszy jest właśnie wokal. Nigdy nie jest za późno na obudzenie w sobie nieznanych potrzeb artystycznych, ale nie czuję w tej chwili chęci dogrzania się OSTRYM GRANIEM w większej dawce.

Cock Robin When Your Heart Is Weak

Dev ładnie zafiksował się na punkcie klasyków z ejtisów, do których dziś trochę trudniej dotrzeć. Co trafiam na Złote Przeboje, to coraz częściej nakurzają jakieś szambo z XXI wieku, totalny absurd. Te dziesięć lat temu na ich antenie spokojnie można było trafić tego typu kawałki znacznie częściej... stąd pewnie refren zabrzmiał mi wyjątkowo znajomo. Przyjemny pop o lekko refleksyjnym charakterze. Znów ostrzejsze gitary, choć subtelnie schowane z tyłu. Oddają przestrzeń dla cyfrowych symfonii i jednych w swoim rodzaju klawiszy - trudno pomylić epokę. Na współczesnych emulacjach czy analogach tak soczystych padów się nie wykręci, a już na pewno nie w godzinę. Wokal nie przeszkadza, ale też nie wyróżnia się zbytnio. Ładne, pewnie moja mama kojarzy znacznie lepiej.

Lady Gaga Always Remember Us This Way

Kurczę, Gaga potrafi znacznie więcej i lepiej niż kolejne porcje płaczliwych, ale dość nijakich ballad. Filmu nie widziałem. Moja była druga połówka miała znacznie bliżej do Gagi, więc pewnie musiałem to kiedyś słyszeć. Nic dziwnego, że obecnie słuchałem tego jakby na nowo, bez żadnych szczególnych wspominek za plecami. Znacznie bardziej wolę plastik fantasik z początków kariery, nie mówiąc już o Chromatice, a przede wszystkim płytce z remiksami od całej śmietanki sceny queerowej. Sensownie napisany i ułożony numer, tyle że w RAMce nastawiałbym się na coś ciekawszego po ostatnim takcie oraz dżinglu. Nawet charakterystyczny wokal brzmi jakoś mniej typowo dla jej repertuaru, a bardziej jakby podobny do nikogo. Do jej tematu jeszcze wrócimy, z pewnością (hehe), bo tego typu muzyka od niej zapowiada się równie ciekawie co płyty z Bennettem, czyli nie za bardzo.

The Who Eminence Front

W San Andreas grałem znacznie częściej niż VC, a K-DST jest o niebo lepsze niż V-Rock na jedno kopyto. Znam się na The Who podobnie jak Hien. Podchodziłem do kawałka z ciekawością, a tu z każdym kolejnym elementem wspomnienia wracały coraz mocniej. Wierzę Sebie, gdy mówi o słabości płyty, z której pochodzi wrzuta, ale jednocześnie to kolejny kontakt z tym zespołem, a ja do tej pory nie sprawdziłem jakiejś płyty na pełnym dystansie... Kolejny banger oznacza konieczność podjęcia wyzwania. Świetny numer przywołujący wieczorowe przejażdżki w grze na dłuuższym dystansie. Nawet inscenizowany zachód słońca z takimi rytmami w tle robił wrażenie. Niezależnie o czym jest śpiewane, to jest kawałek typu czuję dobrze człowiek. Świetna jest ta pętla syntezatorowa na początku, później zresztą też nie ma nudy. Chwytliwy refren, klimatyczne gitarki, jest pięknie, co tu dużo mówić. Czuć funky jazzy odcisk w tym numerze. Piękny powrót, a do tego wreszcie wiem czyja to robota. Gra gitara!
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 cze 2024 12:05

Ja tylko, nie pierwszy raz z resztą, zwrócę uwagę żeby się tak nie skupiać na tym elemencie skejterskim i hawkowym, bo to jedynie munlupowy kontekst historyczny, a lwia część tych numerów nie powstała z myślą o grze, a w przypadku Primus, to i związek ze sceną skejterską ogranicza się tylko do krótkiej scenki z klipu do Jerrego. Swoją drogą, polecam zobaczyć ten klip z wykonania kawałka na żywo

https://youtu.be/u-JsDjVYPEI?si=IhXGi6FES9dlJsQg

I zwrócić uwagę z jaką lekkością Les Claypool wykonuje te basowe figury jednocześnie śpiewając i TAŃCZĄC. Facet miał w sobie warsztat techniczny i wirtuozerię żeby bez spiny grać w jakimś King Crimson, gdyby nie to, że Les był zdecydowanie zbyt wyluzowany na babranie się w jakieś związki z Frippem. Klasyfikacja tego w latach 90 stanęła na funk metalu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 cze 2024 13:07

Miętus czekamy
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 08 cze 2024 14:42

Już wlatuję i od razu poganiam z Depeszwizją, bo w momencie, gdy zaczynam to pisać to mam głosy od zaledwie dwóch osób!!!

Primus - Jerry Was a Race Car Driver

Nie pamiętam czy już o tym pisałem, ale w okresie mojego wczesnego interesowania się szeroko pojętą muzyką robiłem podejścia do Primusa. Liczyłem chyba na więcej klimatów rodem piosenki z intro South Parku i odbiłem się, bo jednak dostałem nie do końca to, czego oczekiwałem. Pomijając jeden wyjątek, który pozwolę sobie zachować na szabanastą edycję tej zabawy. Generalnie to jakoś nigdy nie udało mi się w ten zespół na poważnie wkręcić, w latach późniejszych miałem kilka prób, ale jedyne co konkretnego mogę o nich napisać to to, że jedna z nich odbyła się w tak zatłoczonym autobusie, że aż mi duszno na samą myśl i nie wykluczam, że podświadomie ten zespół zaczął mi się z tego powodu źle kojarzyć. Przechodząc do meritum: Nie za bardzo wiem co tu mrocznego, całość właśnie mocno mi trąci wspomnianą na początku kreskówką dla dorosłych, zwłaszcza przez ten GOOFY wokal Claypoola i teraz se myślę, że gdybym sięgnął po ten kawałek w tym cholernym 2010 roku, to różnie to mogłoby się potoczyć. Bas gigabaza. Generalnie bardzo mi się podoba, bo jakbym miał to jakoś słowami kilkoma opisać to bym napisał, że to Discipline nagrane przez kogoś, kto się naoglądał South Parku, a to dla mnie byłaby cholernie duża rekomendacja. Generalnie to Primus sucks.

Girlschool - Demolition Boys

Najsampierw chciałbym docenić okładkę, która jest graficznym odzwierciedleniem NWOBHM - jest równie kiczowata, co cudowna. Ja długo te rejony omijałem dość dużym łukiem, bo pamiętam, że kiedyś mocno się odbiłem od jakiejś kompilacji Iron Maiden, ale po prostu potrzebowałem dużo czasu, by zauważyć (obecnie dla mnie oczywisty) fakt, że to jest muzyka, która działa dozowana w małych dawkach. No i tak jest w tym przypadku, fajne gitarki, kozacka solówa i w ogóle W PYTE TO JEST. Baza i rigcz jak to mawiają młodzi, CZADZIOR I ROZPIERDOL jak to mawiam ja.

Cock Robin - When Your Heart Is Weak

No i z V-Rock przełączamy radiostację na Radio Złote Przeboje. Zabawne, że Musiał opisując biografię Kutasa Robina (hehe wyborny żarcik, ale nie powtórzę go więcej) pisze o tym, że nie chce mu się sięgać po późne płyty, bo to jest pierwsza osoba, która kojarzy mi się z ogarnianiem współczesnych albumów ejtisowych zespołów (drugą jest Munlup). Kurde no, ciężko mi tu cokolwiek napisać, to jest jeden z tych ejtisowych przebojów, które lubię i nie pomijam, gdy lecą na autoodtwarzaniu czy tam nie przełączam radia, gdy leci, ale sam z siebie włączam rzadko. Też mi coś świta, że słuchałem tego dość często w 2018 roku, ale nie dam sobie za to nic uciąć, bo nie miałem w owym czasie żadnego lasta ani niczego podobnego. W każdym razie podpisze się pod tym, że to ma vibe OST do Vice City i słyszałbym to tam na luzie. No jest spoko generalnie.

DJ BLIK - Powiększenie (feat. Szczyl)

Ja się na początku trochę przestraszyłem bo nazwa DJ Blik i SZCZYL na feacie zwiastowały mi jakieś postironiczne gó, wróć, dzieło którego nie rozumiem. Generalnie to nie utożsamiam się do końca z tym, o czym pisze smoku, zwłaszcza, że od kilku lat czerwiec to dla mnie miesiąc jak każdy, a poza tym jestem rasowym piwniczakiem i najbardziej spontaniczna rzecz jaką zrobiłem w ostatnim czasie to pójście do Lidla zamiast Carrefoura na zakupy. No i jak to bywa z takimi rzeczami, które nie powinny mi zaskoczyć - zaskoczyło. No całkiem mi się to podoba, tekst może nie jest jakiś arcygenialny, albo inaczej - nie RELUJĘ z nim, może to kwestia różnicy wieku, może stylu życia, ale muzycznie jest tu całkiem fajnie. Nie chcę, byście mnie źle zrozumieli, bo jest spoko, ale zdecydowanie preferuję warstwę muzyczną. Bit jest zmyślny, ciekawy, spoko poprowadzony i w ogóle ten REFREN, o który poszło tyle piany tutaj, mocno mi się wkręca. Intrygująca rzecz, może i sięgnę po więcej, bo czemu by nie właściwie?

Lady Gaga – Always Remember Us This Way

Pamiętam te czasy, gdy Lady Gaga wyskakiwała z dosłownie każdej lodówki i prowokowała moich znajomych jakimiś rzeczami typu sukienka z mięsa czy faktem, że jakaś gw*zdka pop miała czelność wspominać o inspiracjach Bowiem czy Iron Maiden. To trwało gdzieś do 2013, bo mam wrażenie, że po tym roku mainstream jakoś o niej zapomniał, albo przestało być o niej tak głośno, ew. jak już to w kontekście kariery aktorskiej, bo właśnie jedną z nielicznych rzeczy które pamiętam jest film, z którego OST wrzutę zapodaje Wuja. Nie muszę chyba mówić, że nie oglądałem 8). Tak jak moi niektórzy przedmówcy, Lady Gagę preferuję w wydaniu elektroniczno-klubowym, zwłaszcza gdy mówimy o bangerach z debiutu, ale ta balladka jest po prostu ładna. Słyszę tu emocje, w które w po prostu jestem w stanie uwierzyć, a umówmy się, że jeśli ten aspekt wypada przekonująco, to reszta ma znaczenie drugorzędne. O jakichś rzeczach typu spoko wokal, produkcja etc. nie ma sensu pisać, bo to oczywistości. Jest lepiej niż się spodziewałem.

Wystarczyło opieprzyć i w końcu jakaś ciekawa i klekletyczna kolejka. Gdybym miał coś wybrać to bym się zastanawiał między Primusem a DJ Blikiem, ale szczerze to wszystko mi się tu podobało. Git malina panowie.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 cze 2024 15:07

mintaj pisze:
08 cze 2024 14:42
Nie za bardzo wiem co tu mrocznego,
Seba widzę klasycznie czytanie ze zrozumieniem lv hard
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 08 cze 2024 15:27

Sranie z pierdzeniem, ani w kontekście poprzedniej wrzuty, ani w jakimkolwiek to nie jest nijak mroczne
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 cze 2024 15:55

Słówek łapanie z czepianiem się, hehe. Kto skumał ten skumał, Pixies to pop-punk i koniec dyskusji.

Jedźmy dalej.

Gene Harris - Losalamitoslatinfunklovesong
(1974)

Kiedy w trzeciej bodajże kolejce bestki wrzucałem Lonniego Liston Smitha z jego Expansions pamiętam jak Kuba określił tamten numer mianem "leniwego funku", ciekaw jestem zatem co powie teraz, chyba to już będzie zasługiwać na miano "pavulon funku" :D Loslalalabatatasfunlawsong czy jak to się tam zwie hehe to taki prawdziwy rodzynek wśród znanej mi czarnej muzyczki. Po raz pierwszy usłyszałem go na jednej ze składanek serii Mastercuts o których Wam już kiedyś wspominałem. Całkiem niewykluczone że mogłem go gdzieś słyszeć w formie pociętych sampli czy pętli, jeśli nie to z pewnością jest to dobry materiał do cięcia.

Moja relacja z tym numerem nie była zbytnio zażyła, ja go posłuchałem, doceniłem i latami on leżał sobie w zakamarkach mej pamięci, przyszedł jednak moment w moim życiu kiedy przypomniałem sobie o nim i trochę zapętlałem. Było to mianowicie w listopadzie 2021 roku kiedy wróciłem do domu ze szpitala po mojej operacji kręgosłupa. Ten pierwszy miesiąc po powrocie do domu to był mega dziwny czas dla mnie, nie potrafiłem się trochę odnaleźć w tej sytuacji. Nie było mnie w domu prawie 2 tygodnie, tęskniłem za rodziną a oni za mną, jeszcze to były czasy procedur pandemicznych więc nawet nie było odwiedzin. Zajebiście cieszyłem się na powrót do zdrowia oraz powrót do domu ale to wszystko jak się okazało nie było wcale takie proste. Jeśli chodzi o zdrowie to po operacji byłem potwornie osłabiony, nigdy przedtem nie czułem się taki słaby chyba, pamiętam jak po kilku dniach wyszedłem z domu do Biedry to było dla mnie jak wyprawa na księżyc bez mała, nie wspominając o wchodzeniu na 4. pietro w drodze powrotnej. Jeśli zaś chodzi o rodzinę tu też powrót do pełni rodzinnego życia trochę mi zajął, raz że ze względu na szwy i stan zdrowia dla mojego komfortu na początku sypiałem sam, dwa że mój syn po tych dwóch tygodniach rozłąki jakby nabrał dystansu do mnie i był trochę trudny w obejściu, sprawy nie ułatwiał mi wcale fakt że ja przez tą moją fizyczną słabość stałem się potwornie nerwowy i ciągle się kłóciliśmy. Siedziałem zatem w domu na zwolnieniu, spędzając pół dnia samotnie a wieczorami samotnie leżąc w swoim wielkim łóżku i często towarzyszył mi wtedy ten numer Gene'a Harrisa.

Losalamitoslatinfunklovesong to kawałek ciepłego, leniwego jazz-funku, z grubsza utwór instrumentalny oparty o perkusję, bas, miauczącą gitarę i funky syntezator, jednakże zawiera też wokal. Poza takimi typowymi jazzowymi wokalizami damski wokal śpiewa tu jedno zdanie które służy za refren i to zdanie trafiło właśnie do mnie wtedy dość mocno - "I want to tell you that I love you and I want to come home". Rzecz jasna u mnie nie dotyczyło to fizycznego a tego bardziej metaforycznego powrotu do domu ale jak najbardziej zadziałało. Jak widać czasem niewiele potrzeba, byle drobnostka na którą człowiek trafi w odpowiednim miejscu i czasie żeby kawałek trafił do czyjejś bestki życia. A że klimat numeru jest wybitnie tropikalny (już na wejściu słuchacza wita dobrze Wam już znany trójkąt pobrzmiewący brazylijskim forro - podobny jak we wrzutkach Expansions czy Mercy Street) to podrzucam Wam ten numer teraz a nie dajmy na to w listopadzie robiąc z tego jakąś wrzutkę "rocznicową", hy. Pozostaje wrzucić na luz i życzyć miłego odbioru:)

https://youtu.be/pDJFPHuaIKI?si=r2l4IfNX0xO1Y0RX
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 cze 2024 17:18

The Jimi Hendrix Experience - 1983... (A Merman I Should Turn to Be)

W tej gitarowej 25-tce nie mogło zabraknąć absolutnej klasyki kultu gitary. Muza Dżimiego otaczała mnie od absolutnie najwcześniejszych lat, bo ojciec jest jest giga-fanem Hendrixa, ma więcej jego płyt niż ja mam płyt no-man. Przez lata traktowałem to jako coś wartego uznania, ale bez jakiegoś wielkiego uczucia, no ale potem zacząłem pękać. Zaczęło się, raczej klasycznie, od „All Along the Watchtower” w wersji Jimiego, absolutnie definitywnej i zajebistej, a potem powoli było dalsze odkrywanie zajebistości samego Hendrixa na innych płytach z jego udziałem. I tu dochodzimy do formacji The Jimi Hendrix Experienxe i albumu „Electric Ladyland”, dzieła przełomowego. „1983... (A Merman I Should Turn to Be)” to kawałek, który łączy w sobie sporo różnych zabiegów typowych dla takich odnóży muzyki jak blues, rock i psychodelia, a nawet śladowe ilości jazzu. Jest tu w zasadzie wszystko to, co lubię w muzyce Hendrixa, świetna piosenka, doskonała gitara (wyjątkowo bez wirtuozerskich popisów), świetny wokal i kozackie psychodeliczne wstawki, a do tego chemia między muzykami, mimo że utwór nagrano w okrojonym składzie. Noel Redding nie był obecny podczas tej sesji nagraniowej, zatem Jimi, poza gitarami i perkusjonaliami, zagrał tez na basie. Oprócz niego, Mitch Mitchell na perkusji oraz gościnnie, Chris Wood z Traffic na flecie. Gęsty jest to numer i długi, ale nie przynudza. Moim zdaniem jest to ukoronowanie krótkiego życia Hendrixa i jego kariery, a co najfajniejsze, jest to też ulubiony jego kawałek mojego taty. Ciekawe, czy moje przyszłe dziecko tez doceni. Zobaczymy. Na razie przekonam się, czy doceni forum.

https://youtu.be/STqIt30wt2M
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 cze 2024 01:47

Tim Hecker - Black Phase (2016)

Wielokrotnie próbowałem podejść do Heckera tak, by móc go wam tutaj dobrze przemycić. Było trudno, ale może w nastroju pourodzinowym uda się to wyzwanie? Nie chcę spalić tematu nieobytym, a znawców wrzucić w przewidywalny kierunek. Po prostu zacznę od początku.

Muzykę Tima poznałem niedługo po rozpoczęciu liceum. Wtedy było relatywnie niedługo po wydaniu Love Streams. Szukałem nowinek elektronicznych. Trafiłem na płytę wykonawcy docenionego, kojarzonego przez wielu ludzi w środowisku, do jakiego aspirowałem (lol). Dla mnie kompletny anonim. Po latach wychodzi na to, że zacząłem od płyty, która przeszła jakby bez echa. Coś w tym jest. Zarówno wcześniejsze i późniejsze bywają bardziej intensywne, choć charakterystyczna chropowatość, brud, zniekształcenia to patenty rozpoznawalne na dystansie całej dyskografii. Długo nie mogłem się otrząsnąć po Music of the Air, ale w tym przypadku raczej sobie wmawiałem niż faktycznie czułem coś więcej. Przy wsiąkaniu w płytę na ostatnim przystanku czekał utwór, który poważnie mnie zaskoczył, zrobił wrażenie. Tą wrzutką staram się zachować na dłużej tamto wrażenie.

Black Phase. Teoretycznie nie pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy. Na pewno najwcześniej poznany utwór wzbudzający większe emocje. Może to nie jest odpowiednia pora (by zaśpiewać mor-) po Stottcie i innych eksperymentach, ale trudno. Po progresywnej elektronice, Autechre czy Aphexie to właśnie tutaj w pewien sposób uczyłem się słuchania rzeczy pozornie brzydkich, o zaskakującej teksturze, mocno dysonansowych. Pod tymi chropowatymi dźwiękami kryje się kawałek potężnych emocji. Będzie dość neurotycznie, chłodno, z pazurem, ale nie takim jak myślicie. Niby gitara, niby coś innego akustycznego, zupełnie nie do ogarnięcia. W tle chóralny poemacik. Dzieje się.

Nie wracam do TH za często, jest dla mnie zbyt pstrokaty pod nocne odsłuchy. Mimo to zawsze będzie całkiem wysoko w hierarchii. Ze względu na tę małą sprzeczność musi wlecieć dopiero teraz.

Do tego piękna okładka. W erze uwielbienia vaporów i pierwszej miłości do duchologii paleta rodem z flag bi/trans sprawdziła się doskonale jako wabik. Swoją drogą, jego muzyka też potrafi budzić głęboko skrywane demony... Przygoda dla odważnych, nie ma co.

https://www.youtube.com/watch?v=71_kKucEKSg
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 10 cze 2024 20:44

Dawno, o ile w ogóle, nie miałem w dziejach zabawy aż tak pozytywnego feedbacku jak teraz. Dla takich rzeczy się spóźniam eee tj partycypuję.

New Order - World in Motion

Powiedzmy, że postaram się pociągnąć serię mniej znanych wrzut znanych wykonawców, które mogłyby przedstawiać ich z innej strony. Piszę mogłyby, bo sam nie uważam, by ta piosenka jakoś wyróżniała się brzmieniowo na tle dyskografii Nowego Zamówienia, ale powiedzmy, że jest to rzecz względnie nietypowa na ten zespół.

Zespół, który planowałem parę razy wrzucić, ale szczerze mówiąc nigdy nie było ku temu jakiegoś szczególnie dobrego powodu. Bo wiecie no, ja generalnie go cenię, szanuję i w ogóle lubię, ale też jakoś nie mam zbyt wielu kandydatów do wrzucenia tutaj. Blue Monday już i tak ktoś wrzucił przede mną, a te wszystkie Bizarre True Shellshocki są spoko, ale chyba nie aż tak, by się tu pojawić - no w każdym razie zawsze pojawiało się coś innego.

No i tu wchodzi na biało ten oto względnie mało popularny i trochę zapomniany singiel, który został napisany jako hymn reprezentacji Anglii przed Mundialem 1990. I o ile występ Brytoli wyglądał jak każdy ich występ na wielkiej imprezie, tj. był sukcesem względnie umiarkowanym, tak singiel ten zajął pierwsze miejsce na liście przebojów i w swoim czasie musiał być rzeczą. A przynajmniej tak przypuszczam na podstawie relacji nielicznych, którzy pamiętają rok 1990 i nadal żyją, bo ponoć rapowana wstawka Barnesa zapadała w pamięć.

No ale chyba najważniejsze jest to, że to jeden z nielicznych przykładów okołopiłkarskiego przeboju, który jest w miarę słuchalny i który lubię. Jakoś tak nie zdążyłem go wrzucić w trakcie Mundialu w Katarze, nie wrzucałem go podczas ważnych meczów reprezentacji, więc nadrabiam tę zaległość czym prędzej.

Jestem ciekaw waszego feedbacku, więc bierzcie i słuchajcie tego czy coś.

https://www.youtube.com/watch?v=87YnE9fdlCU
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 cze 2024 20:48

Czekam zatem na te mniej znane wrzuty
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 10 cze 2024 20:53

to se jeszcze poczekasz
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 10 cze 2024 20:58

Ja tam się cieszę bo znałem tylko Blue Monday a potem Technique ;(

P.S.
No i te inne utworowe wrzutki tu, Crystal na propsiw było
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 cze 2024 21:56

To jest w sumie dosyć ciekawe znać tylko Blue Monday i całe Technique, kompletnie nie kumając Bizzare Love Traingle, True Faith, itd. Ta bestka robi z nas pośmiewisko.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn