Best of Forum (Edycja albumowa)
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
I have dreams Harold

Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Napisz, że to było prima aprilis, to chociaż jedna rzeczy Ci się uda, że mnie wkręciłeś.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Katie Melua - In Winter
Nie mam problemu ze słuchaniem świątecznych płyt o innych porach roku, być może dlatego, że np. jeden z albumów wymienionej w innym temacie Arianny Savall i spółki, poświęcony takiej właśnie tematyce, słuchałem po raz pierwszy we wrześniu, a i w innych chwilach roku się zdarzało i z uwagi na jakość muzyki jak najbardziej pasował.
Piosenki Katie Meluy poznałem, zapewne jak ogół, z przebojów radiowych takich jak Nine Million Bicycles czy Spider's Web. Nigdy jednak nie poświęciłem jej więcej uwagi i moja znajomość jej twórczości ograniczała się - aż do teraz - do tych kilku piosenek. Chociaż pani ma miły, przyjemny głos i dobrze się jej słucha. Z tego, co słyszę, to jest typ piosenkarki, której albo można słuchać całymi godzinami, albo człowiek jest kompletnie nie w nastroju na to. Ale piosenki bardzo przyjemne, miłe dla ucha, mnie to trochę przypomina podrzucane wcześniej przez shodana Folklore Taylor Swift, bo to dość podobne klimaty.
Podoba mi się pomysł np. z wykorzystaniem chóru w All-Night Vigil czy dodaniem partii smyczków w tle. Nie będę wymieniał poszczególnych utworów, płyta jako całość bardzo mi się podoba, faktycznie w sam raz na wprowadzenie świątecznej atmosfery do domu. Muzyka podniosła, nastawiona na stworzenie określonego nastroju, co się udaje, szczególnie, kiedy za oknem spadł śnieg
Shodan, bardzo udana propozycja i może zachęta do słuchania muzyki pani Katie?
Nie mam problemu ze słuchaniem świątecznych płyt o innych porach roku, być może dlatego, że np. jeden z albumów wymienionej w innym temacie Arianny Savall i spółki, poświęcony takiej właśnie tematyce, słuchałem po raz pierwszy we wrześniu, a i w innych chwilach roku się zdarzało i z uwagi na jakość muzyki jak najbardziej pasował.
Piosenki Katie Meluy poznałem, zapewne jak ogół, z przebojów radiowych takich jak Nine Million Bicycles czy Spider's Web. Nigdy jednak nie poświęciłem jej więcej uwagi i moja znajomość jej twórczości ograniczała się - aż do teraz - do tych kilku piosenek. Chociaż pani ma miły, przyjemny głos i dobrze się jej słucha. Z tego, co słyszę, to jest typ piosenkarki, której albo można słuchać całymi godzinami, albo człowiek jest kompletnie nie w nastroju na to. Ale piosenki bardzo przyjemne, miłe dla ucha, mnie to trochę przypomina podrzucane wcześniej przez shodana Folklore Taylor Swift, bo to dość podobne klimaty.
Podoba mi się pomysł np. z wykorzystaniem chóru w All-Night Vigil czy dodaniem partii smyczków w tle. Nie będę wymieniał poszczególnych utworów, płyta jako całość bardzo mi się podoba, faktycznie w sam raz na wprowadzenie świątecznej atmosfery do domu. Muzyka podniosła, nastawiona na stworzenie określonego nastroju, co się udaje, szczególnie, kiedy za oknem spadł śnieg
Shodan, bardzo udana propozycja i może zachęta do słuchania muzyki pani Katie?
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Brawa brawa brawa.
Panie shodanie jakieś dwa słowa nim przejdziemy dalej?
Panie shodanie jakieś dwa słowa nim przejdziemy dalej?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Panie Shodanie, szybko podsumowanie, bo mi recenzja Gaspopu zaczyna trochę walić stęchlizną.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Pany chwila, bo właśnie za 2 min. wychodzę z roboty. Za pół godziny się odezwę.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Brzmi jakby to Melki napisał.shodan pisze:01 kwie 2022 12:57Pany chwila, bo właśnie za 2 min. wychodzę z roboty. Za pół godziny się odezwę.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No więc powiem Wam, że jestem bardzo ukontentowany opiniami. Na serio spodziewałem się strasznych utyskiwań. Tymczasem trzy recki były bardzo pozytywne, a pozostałe też wcale nie takie złe. Rozumiem, że niektórzy na co dzień nie siedzą w takich klimatach. Dlatego doceniam, że nawet Dragon starał się uczciwie posłuchać i nawet wyłowił parę pozytywów. Bo szczerze mówiąc jego opinii się bałem najbardziej.
stripped lubi biciki i perkusję, ale niestety jeszcze będzie się musiał przynajmniej ze dwa razy dzięki mnie pomęczyć bez tego w niedługim czasie.
stripped lubi biciki i perkusję, ale niestety jeszcze będzie się musiał przynajmniej ze dwa razy dzięki mnie pomęczyć bez tego w niedługim czasie.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Lubię co nie znaczy że nie umiem bez nich żyć jak widać choćby po moich wrzutkach utworów nieraz 
Lećmy zatem z albumem Pop od GAS.
https://youtube.com/playlist?list=PLlq7 ... lPbMPY3uiY
Lećmy zatem z albumem Pop od GAS.
Ostatni w kolejce będzie Grimes z albumem Visions:Dragon pisze:10 mar 2022 12:20GAS - Pop
Proszę Państwa, oto Gaz. GAS to pseudo Wolfganga Voigta, człowieka-instytucję, jeśli chodzi o ambient techno. Myślę, że sam miałby problem z wymienieniem wszystkich nazw, pod którymi wydaje swoją muzykę od lat dziewięćdziesiątych. GAS to jego najlepsze wcielenie. Najpiękniejsze w jego twórczości jest to, że wszystkie płyty są dość podobne do siebie, ale po bliższym wsłuchaniu się, nieuleganiu pierwszym, mętnym wrażeniom, ujawnia się całe bogactwo tej muzyki. Najwięcej problemów przysparza mi debiut o zmyślnym tytule Gas i najnowsza płyta Der lange Marsch. Pierwsza to świadectwo rodzącego się stylu i standardu brzmienia Niemca ze wszystkimi tego konsekwencjami. Utwory często są za długie, konstruowane pętle brzmieniowo i klimatycznie nie są aż tak satysfakcjonujące. Miejscami też próbuje być bardziej konkretny rytmicznie, a to przy takich pejzażach w tle też nie działa. Der lange Marsch to coś w rodzaju przetworzenia motywów pochodzących ze wszystkich poprzednich płyt, tyle że jak dla mnie takie zestawienie może działać tylko wtedy, kiedy nie zna się niczego innego z repertuaru GASa. Nieciekawe, dziwne zmiksowane, a do tego przez większość materiału przewija się nadający rytm pisk z Rausch, przez co całość jest dodatkowo bardziej irytująca.
Mój pierwszy kontakt z jego muzyką to najpewniej jakieś pojedyncze utwory poznane na początku 2018 roku. Odbiłem się jak od ściany, takiej muzyki dopiero uczyłem się słuchać. Przyszedł jednak przełom czerwca i lipca tego samego roku. GAS zagrał wtedy na TNMK seta opartego na Narkopopie i Rausch, najnowszych płytach, które stanowiły powrót na rynek wydawniczy po 17 latach. Miałem tę przyjemność doświadczyć tego na żywo. Zabrakło mi tylko koca, żeby odbierać to na leżąco, ale tak hipnotyczna muzyka w połączeniu z późną porą i otaczającym przestrzeń półmrokiem zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Trzeba było zacząć słuchać płyt w całości. Od tamtej pory mogę śmiało określić się fanem GASa. Właściwie poza wyżej wspomnianymi dwoma krążkami reszta przyjęła się rewelacyjnie.
Pop to jego największe osiągniecie z czasów pierwszego wcielenia tego projektu. Moja równieśniczka! Na Pop składa się to samo, co pojawia się w starszych i nowszych płytach. To kilka dłuższych impresji elektronicznych osnutych w takiej leśnej, onirycznej, gęstej atmosferze. Sample z otoczenia, bogato brzmiące pady, interesująca melodyka, a przede wszystkim hipnotyczny rytm, poczucie zawieszenia czasu i przestrzeni. Czy ta muzyka może się zestarzeć? Miejscami bit wychodzi wyraźnie przed szereg, a czasami w ogóle się nie pojawia, rytm kontrolują inne dźwięki albo po prostu porządkuje się za sprawą powtarzanych fraz.
Mam nadzieje, że nie ulegniecie. Za pierwszym razem może być trudno skupić się na muzyce samej w sobie, ale jakaś lektura czy po prostu drobne zajęcie w tle może pomóc. Chociaż nie będę udawał, że ja potrafię odpoczywać przy tej muzyce bez dodatkowych bodźców. Po Rubyconie czas na grubszy odlot.
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... pJa-LKGi7I
https://youtube.com/playlist?list=PLlq7 ... lPbMPY3uiY
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Gas – Pop
Czasami zdarza się, że nowsze Windowsy się zawieszają, co jest wyjątkowo irytujące kiedy akurat słucha się muzyki i jakiś kilkusekundowy fragment się zapętla i będzie tak grał forever, dopóki się tego nie przerwie hard resetem. To jest vibe Gaspopu. Brzmi pejoratywnie, ale to bardziej obserwacja niż ocena. Ta płyta ma fajne twisty. Najpierw 5 minut numeru, który brzmi jakby ktoś się odlewał słuchając ambientu, a potem niespodzianka, drugi identyczny kawałek tylko ktoś się odlewa do ambientu przez 8 i pół minuty. W kolejnym numerze, ktoś już tyle nalał, że w tym pływa, ambient w tle trochę się zmienił, ale klimat jest cały czas podobny. Autor płynie na desce jak Jack w Tytanicu, w tle taki trochę post-apo krajobraz, ale zza okna, bo cały czas akcja dzieje się w domu. W czwartym utworze pojawia się bit, póki co jeszcze nieśmiały, ale jest. Cały czas słychać „wodę”, więc podejrzewam, że świat po prostu zalało. Poziom wody podnosi się w rytm bitu, więc umiarkowanie. Przyjemna motoryczność dodaje otuchy w tych niepewnych czasach. Ostatnie osoby wychodzą z pobliskiego silent disco i zaczynają pływać. Wiecie co jest słabe w wodzie? Ciężko tańczyć, a tu bit jest zaraźliwy. Litość przychodzi z piątym utworem, bo bit znika. Jest czas żeby się nad sobą zastanowić, dużo czasu bo ponad 10 minut. Woda cichnie, ale i tak cały świat zalało więc wszystko sobie przyjemnie dryfuje. Ale uwaga, bo w kolejnym kawałku słychać odkurzacz. Ktoś wpadł na pomysł, żeby całą wodę odkurzyć. Pomysł średni, ale co zrobić. Leci sobie szósty. W trakcie powraca woda, więc w sumie nie wiadomo co się dzieje, ale muzyka jest złowróżbna, więc podejrzewam, że dzieje się coś złego. A jednak nie, bo akcja z odkurzaczami się udała, czego efektem jest ostatni, siódmy utwór. Odkurzacz wciąga wodę, a gdzieniegdzie pojawił się już suchy ląd, na którym ludzie znowu mogą tańczyć. Z tej okazji powraca bit. Nie ma co się tu ograniczać, jak świętować to świętować, zatem bit będzie się ciągnął przez 15 minut, no ok, ostatnie kilka minut już bez. Gas – Pop, kurtyna opada.
Żeby z uwagą, na słuchawkach, przesłuchać 65 minut kilkusekundowych fragmentów zapętlonych po 10 minut, trzeba mieć wyobraźnię, bez tego jest raczej ciężko. Jedna z tych płyt, którą mógł nagrać praktycznie każdy z najprostszym programem do muzyki, a jednak zrobił to jakiś Niemiec i Pitchfork daje 9/10 xDDDD No, ale nie mogę powiedzieć, że było bardzo źle, bo jednak jakieś obrazy mi się w głowie potworzyły. No i czasami można się naprawdę wkręcić. A tak w ogóle to wg mojego lasta, słuchałem Pop dokładnie 4 lata temu. Pamiętam kto mi to podrzucił, ale samego albumu nie pamiętałem w ogóle.
Czasami zdarza się, że nowsze Windowsy się zawieszają, co jest wyjątkowo irytujące kiedy akurat słucha się muzyki i jakiś kilkusekundowy fragment się zapętla i będzie tak grał forever, dopóki się tego nie przerwie hard resetem. To jest vibe Gaspopu. Brzmi pejoratywnie, ale to bardziej obserwacja niż ocena. Ta płyta ma fajne twisty. Najpierw 5 minut numeru, który brzmi jakby ktoś się odlewał słuchając ambientu, a potem niespodzianka, drugi identyczny kawałek tylko ktoś się odlewa do ambientu przez 8 i pół minuty. W kolejnym numerze, ktoś już tyle nalał, że w tym pływa, ambient w tle trochę się zmienił, ale klimat jest cały czas podobny. Autor płynie na desce jak Jack w Tytanicu, w tle taki trochę post-apo krajobraz, ale zza okna, bo cały czas akcja dzieje się w domu. W czwartym utworze pojawia się bit, póki co jeszcze nieśmiały, ale jest. Cały czas słychać „wodę”, więc podejrzewam, że świat po prostu zalało. Poziom wody podnosi się w rytm bitu, więc umiarkowanie. Przyjemna motoryczność dodaje otuchy w tych niepewnych czasach. Ostatnie osoby wychodzą z pobliskiego silent disco i zaczynają pływać. Wiecie co jest słabe w wodzie? Ciężko tańczyć, a tu bit jest zaraźliwy. Litość przychodzi z piątym utworem, bo bit znika. Jest czas żeby się nad sobą zastanowić, dużo czasu bo ponad 10 minut. Woda cichnie, ale i tak cały świat zalało więc wszystko sobie przyjemnie dryfuje. Ale uwaga, bo w kolejnym kawałku słychać odkurzacz. Ktoś wpadł na pomysł, żeby całą wodę odkurzyć. Pomysł średni, ale co zrobić. Leci sobie szósty. W trakcie powraca woda, więc w sumie nie wiadomo co się dzieje, ale muzyka jest złowróżbna, więc podejrzewam, że dzieje się coś złego. A jednak nie, bo akcja z odkurzaczami się udała, czego efektem jest ostatni, siódmy utwór. Odkurzacz wciąga wodę, a gdzieniegdzie pojawił się już suchy ląd, na którym ludzie znowu mogą tańczyć. Z tej okazji powraca bit. Nie ma co się tu ograniczać, jak świętować to świętować, zatem bit będzie się ciągnął przez 15 minut, no ok, ostatnie kilka minut już bez. Gas – Pop, kurtyna opada.
Żeby z uwagą, na słuchawkach, przesłuchać 65 minut kilkusekundowych fragmentów zapętlonych po 10 minut, trzeba mieć wyobraźnię, bez tego jest raczej ciężko. Jedna z tych płyt, którą mógł nagrać praktycznie każdy z najprostszym programem do muzyki, a jednak zrobił to jakiś Niemiec i Pitchfork daje 9/10 xDDDD No, ale nie mogę powiedzieć, że było bardzo źle, bo jednak jakieś obrazy mi się w głowie potworzyły. No i czasami można się naprawdę wkręcić. A tak w ogóle to wg mojego lasta, słuchałem Pop dokładnie 4 lata temu. Pamiętam kto mi to podrzucił, ale samego albumu nie pamiętałem w ogóle.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
GAS - Pop
Spodziewałem się że ten album może być wyzwaniem do przesłuchania dla mnie bo choć istnieją w muzyce rzeczy ambientowe które naprawdę bardzo lubię tak jak już wspominałem przy okazji recenzji płyty Katie Melua umysł mój domaga się urozmaiceń, jeśli tylko brzmienie samo w sobie nie będzie dla mnie dość dobre czy interesujące. Jelinek był dobrą zapowiedzią takich fajnych minimalistycznych klimatów w przypadku Dragona ale potem uciekł on w różne inne ambienty które mniej mi podchodziły.
Album Pop charakteryzuje niezłe brzmienie, choć bardziej tu doceniam jakby jakość dźwięku niż barwy i klimat użytego instrumentarium. Pierwsze utwory albumu przeleciały mi dość obojętnie, dwa pierwsze brzmią bliźniaczo podobnie, trzeci troszkę lepiej od nich. W czwartym wchodzi bit i uczucie ulgi. Bit jest specyficzny, tam jakby fortepian/pianino pobrzmiewało dzwoniąco z nim razem i to jest fajne. Pop 5 ma nawet fajny synth, trochę w stylu Twin Peaks. W 6 wchodzi odkurzacz, jakby koncert się skończył i ktoś sprzątał scenę. No i mamy utwór 7 który brzmi jak napisy końcowe do tego filmu, w tle gościu z odkurzaczem dalej sprząta scenę ale do tego dorzucono bit. I to chyba najlepszy numer na tej płycie. No ambient house jest mi bliższy trochę więc tu łatwiej.
Przeleciało w tle, wynudziłem się z deka, wybacz ale na jednym odsłuchu poprzestałem. Musiałbym mieć mocno jakaś fazę na ambient albo cierpieć na bezsenność jakąś listopadową nocą by mi to mocno weszło podejrzewam. Nie jest to ambient z kręgu moich zainteresowań, ale może ja tak naprawdę wolę bardziej właśnie albo ambient house albo new age klimaty niż czysty ambient, albo cholera wie już w czym rzecz. Sorry ale meh. Zastanawiam się ile takich albumów jeszcze tu wjedzie bo im dalej w las tym większa niechęć może być moja i bardziej klepane na kolanie recenzje tego. Ten 7 numer zapiszę sobie na później żeby GAS miał szanse wrócić w mojej głowie jeszcze.
Spodziewałem się że ten album może być wyzwaniem do przesłuchania dla mnie bo choć istnieją w muzyce rzeczy ambientowe które naprawdę bardzo lubię tak jak już wspominałem przy okazji recenzji płyty Katie Melua umysł mój domaga się urozmaiceń, jeśli tylko brzmienie samo w sobie nie będzie dla mnie dość dobre czy interesujące. Jelinek był dobrą zapowiedzią takich fajnych minimalistycznych klimatów w przypadku Dragona ale potem uciekł on w różne inne ambienty które mniej mi podchodziły.
Album Pop charakteryzuje niezłe brzmienie, choć bardziej tu doceniam jakby jakość dźwięku niż barwy i klimat użytego instrumentarium. Pierwsze utwory albumu przeleciały mi dość obojętnie, dwa pierwsze brzmią bliźniaczo podobnie, trzeci troszkę lepiej od nich. W czwartym wchodzi bit i uczucie ulgi. Bit jest specyficzny, tam jakby fortepian/pianino pobrzmiewało dzwoniąco z nim razem i to jest fajne. Pop 5 ma nawet fajny synth, trochę w stylu Twin Peaks. W 6 wchodzi odkurzacz, jakby koncert się skończył i ktoś sprzątał scenę. No i mamy utwór 7 który brzmi jak napisy końcowe do tego filmu, w tle gościu z odkurzaczem dalej sprząta scenę ale do tego dorzucono bit. I to chyba najlepszy numer na tej płycie. No ambient house jest mi bliższy trochę więc tu łatwiej.
Przeleciało w tle, wynudziłem się z deka, wybacz ale na jednym odsłuchu poprzestałem. Musiałbym mieć mocno jakaś fazę na ambient albo cierpieć na bezsenność jakąś listopadową nocą by mi to mocno weszło podejrzewam. Nie jest to ambient z kręgu moich zainteresowań, ale może ja tak naprawdę wolę bardziej właśnie albo ambient house albo new age klimaty niż czysty ambient, albo cholera wie już w czym rzecz. Sorry ale meh. Zastanawiam się ile takich albumów jeszcze tu wjedzie bo im dalej w las tym większa niechęć może być moja i bardziej klepane na kolanie recenzje tego. Ten 7 numer zapiszę sobie na później żeby GAS miał szanse wrócić w mojej głowie jeszcze.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
GAS - Pop
Tego rodzaju muzyka z plam ambientowych rzeczywiście kojarzy się z Niemcami - za sprawą Tangerine Dream, ale też innych, podobnych grup. Wprawia w nastrój swoistej błogości, spokoju, nastrój medytacyjny, bardzo wyciszająca to muzyka. Tytuł płyty mocno przekorny. Utwory niby podobne do siebie, ale w nr 4 pojawia się ciekawa, transowa warstwa rytmiczna, która wyrywa z półsnu (dźwięki trochę jak z zegarów lub orientalnych bębenków). Z tymi utworami pewnie będzie u mnie jak z Moonloopem, czyli do słuchania na wyciszenie, w sam raz się nadają, mogą przy tym budzić coraz to nowe skojarzenia w wyobraźni. Coś z tą cieknącą wodą w tropikach rzeczywiście jest na rzeczy, zwłaszcza w dwóch początkowych utworach, pojawia się też coś na kształt łagodnych podmuchów wiatru, bardzo mi się to podoba, któryś już raz słucham i jestem ukontentowany. Utwory długie, spokojne, dobrze spełniają swoją rolę, pobudzają wyobraźnię. Chwilami miałem wrażenie, że są nawet aż za długie, bo to jest prawie 70 minut muzyki, a jednak te stare, dość, krótkie, trwające około 35-45 minut płyty miały najlepszy stosunek zawartości do długości (przynajmniej dla mnie). Pisanie, że wrócę do opisu, jest może nieco ryzykowne, ale muzyka jak najbardziej zachęca do częstych powrotów. Dobre, udane, współczesne, elektroniczne brzmienie, takie, jak lubię.
Tego rodzaju muzyka z plam ambientowych rzeczywiście kojarzy się z Niemcami - za sprawą Tangerine Dream, ale też innych, podobnych grup. Wprawia w nastrój swoistej błogości, spokoju, nastrój medytacyjny, bardzo wyciszająca to muzyka. Tytuł płyty mocno przekorny. Utwory niby podobne do siebie, ale w nr 4 pojawia się ciekawa, transowa warstwa rytmiczna, która wyrywa z półsnu (dźwięki trochę jak z zegarów lub orientalnych bębenków). Z tymi utworami pewnie będzie u mnie jak z Moonloopem, czyli do słuchania na wyciszenie, w sam raz się nadają, mogą przy tym budzić coraz to nowe skojarzenia w wyobraźni. Coś z tą cieknącą wodą w tropikach rzeczywiście jest na rzeczy, zwłaszcza w dwóch początkowych utworach, pojawia się też coś na kształt łagodnych podmuchów wiatru, bardzo mi się to podoba, któryś już raz słucham i jestem ukontentowany. Utwory długie, spokojne, dobrze spełniają swoją rolę, pobudzają wyobraźnię. Chwilami miałem wrażenie, że są nawet aż za długie, bo to jest prawie 70 minut muzyki, a jednak te stare, dość, krótkie, trwające około 35-45 minut płyty miały najlepszy stosunek zawartości do długości (przynajmniej dla mnie). Pisanie, że wrócę do opisu, jest może nieco ryzykowne, ale muzyka jak najbardziej zachęca do częstych powrotów. Dobre, udane, współczesne, elektroniczne brzmienie, takie, jak lubię.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
GAS - Pop
To nas nasz Dragonik poczęstował znowu instrumentalem.
Na temat Pop mam do powiedzenia i parę dobrych rzeczy i parę gorszych. Zacznijmy od dobrych. Jest na tym albumie sporo fajnego brzmienia. Hien pisze o wodzie. No i rzeczywiście ją jakby słychać. Jakby padał deszcz. W ogóle kojarzy mi się ta muzyka z odgłosami jakiegoś tropikalnego lasu deszczowego. I to mi się nawet podoba. Muzyka ma swój klimacik. I myślę, że właśnie podczas łażenia po lesie może się nieźle sprawdzić. I ja na pewno to sprawdzę. Fajnie brzmi Pop 4 i Pop 7 gdzie jest bicik. Ale podoba mi się też Pop 3, gdzie oprócz wody słychać odgłosy jakby wyjęte z kosmosu.
Hien i stripped słyszą Pop 6 i 7 odkurzacz. Ja ni cholery tego nie słyszę. Może mam w domu inny odkurzacz.
Z rzeczy mniej radosnych - utwory są mimo wszystko zbyt monotonne. I zbyt długie. Rzeczywiście słuchanie przez 10 minut jakiegoś prostego motywu zapętlonego do owych 10 minut, to trochę przesada. Coś tam mogłoby się dziać jeszcze w międzyczasie. Tak wiec uważam, że mimo niezłych brzmień to rzeczywiście muzyka, którą mógłby stworzyć może nie każdy, ale sporo ludzi obeznanych nieco w posługiwaniu się odpowiednim sprzętem. Bardzo prosta muzyka.
Czy będę do niej wracał? Niespecjalnie. Jest na świecie tyle naprawdę dobrej muzy, że byłoby to chyba marnowaniem czasu.
O pardon, obiecałem sprawdzić w lesie.
To nas nasz Dragonik poczęstował znowu instrumentalem.
Na temat Pop mam do powiedzenia i parę dobrych rzeczy i parę gorszych. Zacznijmy od dobrych. Jest na tym albumie sporo fajnego brzmienia. Hien pisze o wodzie. No i rzeczywiście ją jakby słychać. Jakby padał deszcz. W ogóle kojarzy mi się ta muzyka z odgłosami jakiegoś tropikalnego lasu deszczowego. I to mi się nawet podoba. Muzyka ma swój klimacik. I myślę, że właśnie podczas łażenia po lesie może się nieźle sprawdzić. I ja na pewno to sprawdzę. Fajnie brzmi Pop 4 i Pop 7 gdzie jest bicik. Ale podoba mi się też Pop 3, gdzie oprócz wody słychać odgłosy jakby wyjęte z kosmosu.
Hien i stripped słyszą Pop 6 i 7 odkurzacz. Ja ni cholery tego nie słyszę. Może mam w domu inny odkurzacz.
Z rzeczy mniej radosnych - utwory są mimo wszystko zbyt monotonne. I zbyt długie. Rzeczywiście słuchanie przez 10 minut jakiegoś prostego motywu zapętlonego do owych 10 minut, to trochę przesada. Coś tam mogłoby się dziać jeszcze w międzyczasie. Tak wiec uważam, że mimo niezłych brzmień to rzeczywiście muzyka, którą mógłby stworzyć może nie każdy, ale sporo ludzi obeznanych nieco w posługiwaniu się odpowiednim sprzętem. Bardzo prosta muzyka.
Czy będę do niej wracał? Niespecjalnie. Jest na świecie tyle naprawdę dobrej muzy, że byłoby to chyba marnowaniem czasu.
O pardon, obiecałem sprawdzić w lesie.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
GAS - Pop
Chciałem zacząć te recenzję od tego, że pamiętam jak poznałem GAS, ale jednak zweryfikowałem te słowa, bo się okazało, że siusiaka pamiętam - myślałem o nawiązaniu do narkopop i tego, że poznałem ten projekt jakoś wtedy, ale się okazało się, że to było ciut wcześniej. Nie wiem w jaki konkretnie to było sposób, RYM twierdzi, że to był początek 2015 roku, a wtedy byłem biednym, zblatowanym studenciakiem kulturoznawstwa, który zabijał depresję i myśli o braku perspektyw bujaniem się ze znajomym piszącym do Porcysa tudzież samemu po Krakowie, słuchaniem muzyki oraz robieniu tych wszystkich śmiesznych rzeczy, które robi się na studiach. Mniejsza z tym rysem historycznym, nie ma tu żadnego znaczenia - po prostu staram sobie się przypomnieć czemu wówczas sięgnąłem po tę płytę xD
Początkowo nie byłem przekonany. Coś mi nie trybiło w tej płycie, jakoś nie byłem w stanie wsiąknąć w jej klimat. Generalnie słuchając ambientu próbuje sobie wizualizować jakieś randomowe rzeczy (ha! ale antycypowałem kolejny album w kolejce!), a tu właśnie nie byłem jakoś w stanie. Nie wiem na ile Hieniałkowsky popsuł mi odsłuch, bo gdzieś z tyłu głowy miałem, że faktycznie mam doczynienia z krótkimi samplami rozciągniętymi do przerośniętych form xD Ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że cały czas miałem wrażenie jakiegoś... hmm niedopasowania.
Słucham sobie pierwszego utworu i próbuję sobie coś zwizualizować i nie mogę. Słyszę jednocześnie szum wodospadu, jakieś dziwne, szumiące COŚ w tle (to na pewno nie jest odkurzacz, ale nie umiem sprecyzować co to), a tu jeszcze obok są jakieś soundscape'y ala zapętlona muzyka z menu PS2 czy coś. Chaos, może nie jakiś skrajny i nie wkurza jakoś strasznie, ale jednak mi się to gryzie, mam dysonans. Drugi i trzeci kawałek - to samo, z kazdym mam z grubsza ten sam problem.
Coś w okolicach czwórki przeskakuje, bo mniej więcej wtedy zmienia się klimat, wchodzimy w klimaty silent disco i w sumie jest gicio, a gdybym stosował substancje psychoaktywne - mogłoby być pewnie jeszcze milej. Piątka jest git, a dalej wjeżdzają jakieś dziwne klimaty typu fabryka w środku dżungli, albo disco w fabryce w środku dżungli. Nadal jest trochę dziwacznie, ale im bliżej końca tej podróży, tym bardziej czuję się komfortowo w tych dziwnych miejscach. Summa summarum - było całkiem miło.
Chciałem zacząć te recenzję od tego, że pamiętam jak poznałem GAS, ale jednak zweryfikowałem te słowa, bo się okazało, że siusiaka pamiętam - myślałem o nawiązaniu do narkopop i tego, że poznałem ten projekt jakoś wtedy, ale się okazało się, że to było ciut wcześniej. Nie wiem w jaki konkretnie to było sposób, RYM twierdzi, że to był początek 2015 roku, a wtedy byłem biednym, zblatowanym studenciakiem kulturoznawstwa, który zabijał depresję i myśli o braku perspektyw bujaniem się ze znajomym piszącym do Porcysa tudzież samemu po Krakowie, słuchaniem muzyki oraz robieniu tych wszystkich śmiesznych rzeczy, które robi się na studiach. Mniejsza z tym rysem historycznym, nie ma tu żadnego znaczenia - po prostu staram sobie się przypomnieć czemu wówczas sięgnąłem po tę płytę xD
Początkowo nie byłem przekonany. Coś mi nie trybiło w tej płycie, jakoś nie byłem w stanie wsiąknąć w jej klimat. Generalnie słuchając ambientu próbuje sobie wizualizować jakieś randomowe rzeczy (ha! ale antycypowałem kolejny album w kolejce!), a tu właśnie nie byłem jakoś w stanie. Nie wiem na ile Hieniałkowsky popsuł mi odsłuch, bo gdzieś z tyłu głowy miałem, że faktycznie mam doczynienia z krótkimi samplami rozciągniętymi do przerośniętych form xD Ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że cały czas miałem wrażenie jakiegoś... hmm niedopasowania.
Słucham sobie pierwszego utworu i próbuję sobie coś zwizualizować i nie mogę. Słyszę jednocześnie szum wodospadu, jakieś dziwne, szumiące COŚ w tle (to na pewno nie jest odkurzacz, ale nie umiem sprecyzować co to), a tu jeszcze obok są jakieś soundscape'y ala zapętlona muzyka z menu PS2 czy coś. Chaos, może nie jakiś skrajny i nie wkurza jakoś strasznie, ale jednak mi się to gryzie, mam dysonans. Drugi i trzeci kawałek - to samo, z kazdym mam z grubsza ten sam problem.
Coś w okolicach czwórki przeskakuje, bo mniej więcej wtedy zmienia się klimat, wchodzimy w klimaty silent disco i w sumie jest gicio, a gdybym stosował substancje psychoaktywne - mogłoby być pewnie jeszcze milej. Piątka jest git, a dalej wjeżdzają jakieś dziwne klimaty typu fabryka w środku dżungli, albo disco w fabryce w środku dżungli. Nadal jest trochę dziwacznie, ale im bliżej końca tej podróży, tym bardziej czuję się komfortowo w tych dziwnych miejscach. Summa summarum - było całkiem miło.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Takie rzeczy zostały stworzone do słuchania ich w towarzystwie substancji psychoaktywnych. Mam wręcz teorię, że te kawałki są takie długie, bo do pewnego momentu człowiek się opiera, ale jak już pewien próg minie, to numer może lecieć nawet godzinę non stop jak Epic Sax Guy xD Oczywiście na pizgawce, bo bez to męczy już po 3 minutach.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
GAS - Pop
Vibe z powyższej króciutkiej dyskusji dot. tej muzyki i subtancji psychoaktywnych przypomina mi pewną grupę do tagowania na FB, ale no, nie sposób się z powyższym nie zgodzić. To mogłoby być idealne tło do pewnych czynności. Bez nich jest po prostu tłem. Słuchanie tej płyty nie było dla mnie złym doświadczeniem, no ale czułem się, jakbym przez godzinę po prostu gapił się w tapetę z kiepskim patternem. Ot, siedzę na sofie i wzrok na ścianę (bo akurat nie ma nic ciekawszego w okolicy). Hienałcze pisze, że mu się to kojarzy z laniem. Mnie z moim oddechem ostatnio (zwłaszcza te nagłe przerwania), bo w kółko mam parszywie mokry katar (właściwie to sama woda), i tak to mniej więcej brzmi jak oddycham. Co jest swoją drogą potwornie denerwujące, zanim zdążę odłożyć zużytą chusteczkę do nosa już muszę sięgać po kolejną. Tekstury w tle bardzo zalatują mi jednym numerem Eno - Unfamiliar Wind (Leeks Hills), bardzo polecam w ogóle, skojarzenie nasuwa się samo, ale to nic złego. Generalnie nie potrzebuję się spizgać, żeby słuchać takiej muzyki (Eno odkrywałem na pełnej 15 lat temu i byłem zachwycony), ale też no, nie stanowi to dla mnie teraz odkrycia. Gdyby nie to, że potem się MINIMALNIE rozkręca, plus słucham wszystkiego z YT i co kawałek są te cholerne reklamy, to być może bym nawet zasnął xD ale ilustracja do snów to mogłaby nie być zadowalająca. Chyba nieco nazbyt psychodelicznie
w ogóle znajduję to zabawnym, że wg list kawałki nazywają się po prostu Pop 1, 2, 3 etc., a na discogs wszystko jest jako Untitled. Przypomina mi trochę wczesne Throbbing Gristle pod tym względem, naparzanka dźwięków bez ładu i składu, pomysłu i tytułu. No, tutaj pomysł był, jest ład, ale taki na spacer do lasu wiosną (gdyby nie ten śnieg...). Nie, nie zmarnowałem czasu, było fajnie, ale faktycznie, płyta mogłaby być o połowę krótsza i nikt by nie zauważył. Pitchfork trochę się wspiął na górę pretensjonalności z tą oceną, a myślałem, że to Quietus w tym przoduje. Dragon - skąd Ty właściwie to wszystko bierzesz? xD
Btw, dodam jeszcze, że w swoich jednak dość interesujących muzycznych wojażach nie natknąłem się na tego wykonawcę wcześniej. Nazwę może i kojarzę (kojarzyłem?) ale słucham czegoś odeń po raz pierwszy. I tak nie najgorzej.
Vibe z powyższej króciutkiej dyskusji dot. tej muzyki i subtancji psychoaktywnych przypomina mi pewną grupę do tagowania na FB, ale no, nie sposób się z powyższym nie zgodzić. To mogłoby być idealne tło do pewnych czynności. Bez nich jest po prostu tłem. Słuchanie tej płyty nie było dla mnie złym doświadczeniem, no ale czułem się, jakbym przez godzinę po prostu gapił się w tapetę z kiepskim patternem. Ot, siedzę na sofie i wzrok na ścianę (bo akurat nie ma nic ciekawszego w okolicy). Hienałcze pisze, że mu się to kojarzy z laniem. Mnie z moim oddechem ostatnio (zwłaszcza te nagłe przerwania), bo w kółko mam parszywie mokry katar (właściwie to sama woda), i tak to mniej więcej brzmi jak oddycham. Co jest swoją drogą potwornie denerwujące, zanim zdążę odłożyć zużytą chusteczkę do nosa już muszę sięgać po kolejną. Tekstury w tle bardzo zalatują mi jednym numerem Eno - Unfamiliar Wind (Leeks Hills), bardzo polecam w ogóle, skojarzenie nasuwa się samo, ale to nic złego. Generalnie nie potrzebuję się spizgać, żeby słuchać takiej muzyki (Eno odkrywałem na pełnej 15 lat temu i byłem zachwycony), ale też no, nie stanowi to dla mnie teraz odkrycia. Gdyby nie to, że potem się MINIMALNIE rozkręca, plus słucham wszystkiego z YT i co kawałek są te cholerne reklamy, to być może bym nawet zasnął xD ale ilustracja do snów to mogłaby nie być zadowalająca. Chyba nieco nazbyt psychodelicznie
Btw, dodam jeszcze, że w swoich jednak dość interesujących muzycznych wojażach nie natknąłem się na tego wykonawcę wcześniej. Nazwę może i kojarzę (kojarzyłem?) ale słucham czegoś odeń po raz pierwszy. I tak nie najgorzej.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ok.
Dragon, jak Ci z naszym odbiorem?
Dragon, jak Ci z naszym odbiorem?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Przecież pisał, że z blogów xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Chyba sam ten blogi prowadzi xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup