Best of Forum III
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum III
Na wszystko przyjdzie pora. Przecież nie walimy tu utworów posortowanych w kolejności od najlepszego do najgorszego co nie? Utwór z setnej kolejki może być przecież lepszy niż ten z pierwszej.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nie? :Oshodan pisze:27 cze 2023 12:25Przecież nie walimy tu utworów posortowanych w kolejności od najlepszego do najgorszego co nie?
Żartuję, ja na bieżąco jadę z tym co mi na bani siedzi, co mnie jakoś tam grzeje i jeszcze sporo łakoci poupychanych mam w skarpetach na Boże Narodzenie itd xD
Nie planuję tak skrupulatnie jak Hien bo bym już w psychiatryku przy Was wylądował xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
No to niezłe korzystanie z Wikipedii, na której sam odpowiadam za pojedyncze hasła muzyczne xD
Podoba mi się tak pozytywny odbiór, ale i sam jakoś pewniej się czuję z bardziej swobodnym rzucaniem propozycji. To jednocześnie wcale nie oznacza sięgania po rzeczy przypadkowe, o nie, wręcz przeciwnie...
Memory Tapes - Swimming Field (2009)
Czas na jednego z większych nieobecnych w rozpisce. Im dłużej trwam w bestce, tym bardziej jestem zaskoczony początkowym pominięciem tego kawałka. Być może nie mam zbyt wiele do powiedzenia w kontekście projektu stojącym zań, ale statystyki i praktyka codzienności nie pozostawiają złudzeń - to kolejny niepozorny, ale ważny numer. Potrafiłem zapomnieć tytuł i ginąć w ogromnych powrotnych poszukiwaniach. Trochę nie wierzę w to, że otwiera tak nijaką i przeciętną płytę! Naprawdę, jak nigdy odradzam sprawdzania czegoś więcej. Szczególnie wtedy, gdy i u was dobrze kliknie w głowie. Nijaki ni to house, ni to chillwave na kiju. Tutaj udało się to cudne zjawisko uchwycenia pozornie nieuchwytnego. Jakiegoś momentu, chwili, pojedynczych rozmów, które w danym momencie były bardzo potrzebne, zaskakujące, uzdrawiające.
Po latach kojarzy mi się z P., na początku byłem poważnie zadurzony, a na szczęście dzisiaj łączą nas przyjazne stosunki. Historia związana z pierwszymi doświadczeniami teatralnymi, zawsze z kimś innym w związku, ale kto nie chciał kiedykolwiek sięgnąć po zakazany owoc? Moje pierwsze poważniejsze przygody romantyczne były dziwne i dobrze, że ten czas minął, ale w tamtym czasie (środek liceum) nie byłem jedyny tak poważnie poruszony urodą i przyjaznym charakterem. Potem zacząłem wpadać w gwałtowne miłostki kierowane w różne strony, ale ten punkt odniesienia był stały. Zamienił się w sensowną, choć znacznie mniej zażyłą relację. I tak wydarzyło się wiele charakternych sytuacji. Spotkania na imprezach w bardzo interesujących okolicznościach i przestrzeniach, pogadanki, driny. Najlepiej pamiętam nocne natchnione rozmowy.
Swimming Field to krótki kawałek osnuty w atmosferze jednej z takich rozmów. Formalnie ma dwie części - pierwsza bardziej atmosferyczna z wokalem i druga, ekspresyjny punkt kulminacyjny z odrobinę ostrzejszymi pasażami (ale bez przesady). Idealne niezrealizowane tło dla czegoś zapowiadającego małą niegrzeczność grzeszną. Jesteś dobrze wstawiony, siedzisz na przeciwko tej drugiej w łazience. Pozycja leżąca, dyskusje subtelnie przechodzą w rozważania o związkach, seksie, różnych doświadczeniach. Za duża bomba pod czaszką i zbyt dobre maniery, by ten klimat zniszczyć brutalną dosłownością i pretekstem. Z drugiej strony zrobiło się trochę bardziej gęsto. Po latach przyznam się do przekroczenia tego kroku z innymi osobami, ale w tym przypadku dobrze, że potencjał zdechł w zarodku. Znakomity kawałek, który zawsze się sprawdza pod ciepłe sentymenty.
https://youtu.be/-rG3DokeykE
Podoba mi się tak pozytywny odbiór, ale i sam jakoś pewniej się czuję z bardziej swobodnym rzucaniem propozycji. To jednocześnie wcale nie oznacza sięgania po rzeczy przypadkowe, o nie, wręcz przeciwnie...
Memory Tapes - Swimming Field (2009)
Czas na jednego z większych nieobecnych w rozpisce. Im dłużej trwam w bestce, tym bardziej jestem zaskoczony początkowym pominięciem tego kawałka. Być może nie mam zbyt wiele do powiedzenia w kontekście projektu stojącym zań, ale statystyki i praktyka codzienności nie pozostawiają złudzeń - to kolejny niepozorny, ale ważny numer. Potrafiłem zapomnieć tytuł i ginąć w ogromnych powrotnych poszukiwaniach. Trochę nie wierzę w to, że otwiera tak nijaką i przeciętną płytę! Naprawdę, jak nigdy odradzam sprawdzania czegoś więcej. Szczególnie wtedy, gdy i u was dobrze kliknie w głowie. Nijaki ni to house, ni to chillwave na kiju. Tutaj udało się to cudne zjawisko uchwycenia pozornie nieuchwytnego. Jakiegoś momentu, chwili, pojedynczych rozmów, które w danym momencie były bardzo potrzebne, zaskakujące, uzdrawiające.
Po latach kojarzy mi się z P., na początku byłem poważnie zadurzony, a na szczęście dzisiaj łączą nas przyjazne stosunki. Historia związana z pierwszymi doświadczeniami teatralnymi, zawsze z kimś innym w związku, ale kto nie chciał kiedykolwiek sięgnąć po zakazany owoc? Moje pierwsze poważniejsze przygody romantyczne były dziwne i dobrze, że ten czas minął, ale w tamtym czasie (środek liceum) nie byłem jedyny tak poważnie poruszony urodą i przyjaznym charakterem. Potem zacząłem wpadać w gwałtowne miłostki kierowane w różne strony, ale ten punkt odniesienia był stały. Zamienił się w sensowną, choć znacznie mniej zażyłą relację. I tak wydarzyło się wiele charakternych sytuacji. Spotkania na imprezach w bardzo interesujących okolicznościach i przestrzeniach, pogadanki, driny. Najlepiej pamiętam nocne natchnione rozmowy.
Swimming Field to krótki kawałek osnuty w atmosferze jednej z takich rozmów. Formalnie ma dwie części - pierwsza bardziej atmosferyczna z wokalem i druga, ekspresyjny punkt kulminacyjny z odrobinę ostrzejszymi pasażami (ale bez przesady). Idealne niezrealizowane tło dla czegoś zapowiadającego małą niegrzeczność grzeszną. Jesteś dobrze wstawiony, siedzisz na przeciwko tej drugiej w łazience. Pozycja leżąca, dyskusje subtelnie przechodzą w rozważania o związkach, seksie, różnych doświadczeniach. Za duża bomba pod czaszką i zbyt dobre maniery, by ten klimat zniszczyć brutalną dosłownością i pretekstem. Z drugiej strony zrobiło się trochę bardziej gęsto. Po latach przyznam się do przekroczenia tego kroku z innymi osobami, ale w tym przypadku dobrze, że potencjał zdechł w zarodku. Znakomity kawałek, który zawsze się sprawdza pod ciepłe sentymenty.
https://youtu.be/-rG3DokeykE
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Beka trochę z tej wikipedii, ja generalnie też nie jestem fanem takiego suchego i opisowego pisania o muzyce. Jakaś ciekawostka przemycona mimochodem spoko, ewentualnie jak już to zwięzła parafraza bez encyklopedycznego zacięcia to spoko, ale też nie za bardzo mam ochotę się bawić w dziennikarza muzycznego. Nie ma z tego pieniędzy tak czy siak (a tak mi przynajmniej mówił mój serdeczny przyjaciel, który takowym jest), no chyba, że pójdzie się ścieżką celebrycką, ale wtedy trzeba być albo jak Kuba Wojewódzki, albo mieć z nim styczność, a w takim układzie to ja to pierniczę i w korpo siedzieć wolę. xD
O odbiorze swojego kawałka nie napiszę za wiele, bo tbh nie jestem niczym zaskoczony, ja wam dałem dobry utwór, a wy napisaliście, że jest dobry. Zero zaskoczeń, może tylko zasugeruję koledze ROBERTOWI, by sięgnął po to Genesis kiedyś, bo mimo wszystko to był dobry zespół i ta płyta o sprzedawaniu Anglii za funcioka jest bardzo dobra też.
Boards of Canada - Palace Posy
Generalnie to ja już w tej zabawie powoli trochę przestaję się bawić w wycieczki nostalgiczne i okołosentymentalne, bo szczerze mówiąc to chyba już opisałem wam pół swojego życia tymi wrzutami - a już na pewno dużo fragmentów, które nie były warte żadnej wzmianki. Wszak jednym z roczników, o których najczęściej tutaj pisałem był rok 2013, w którym albo nie robiłem nic, albo miałem depresję. Plaga upałów oraz dzisiejsze dziwne warunki atmosferyczne nie kazały mi dzisiaj zrobić sobie tej podróży do tego okresu w moim życiu i tych wydarzeń. Jeśli nie one to zatem co? Szczerze to nic, chciałem jakoś zgrabnie zakończyć ten wstęp, ale nie miałem lepszego pomysłu.
W każdym razie CHYBA nie pochylałem się nad okresem wczesnego lata tamtego roku, a nawet jeśli to było to tak dawno temu, że ni cholery tego nie pamiętam, a uznajmy, że fakt, iż od tamtych wydarzeń upłynęła praktycznie równa dekada jest spoko okazją ku temu. No z grubsza to u mnie to wszystko wyglądało tak, że pierwszą połowę tamtego roku prawie totalnie przebimbałem (z perspektywy obecnego człowieka, który bez pracy dłużej niż kilka tygodni dostaje pierdolca jest to dla mnie prawie niewyobrażalne) i skończyło się to tak sobie, bo oprócz braku życia towarzyskiego, pieniędzy i czegokolwiek gdzieś w połowie maja miałem też złamane serce, bo w tym spierdolonym czasie jakimś cudem poznałem taką jedną typiarę z prostytutka Szczecina, z którą złapałem wspólny język, do której coś tam poczułem i generalnie to nawet wydawało mi się, że się zakochałem, co w sumie też odnajduję zabawnym z obecnej perspektywy, no i myślę, że wzmianka o złamanym sercu powinna wam podpowiedzieć, że ta znajomość nie zakończyła się wzięciem wspólnego kredytu na ekspres do kawy. No w każdym razie to był ten moment, w którym uznałem, że to tak dalej być nie będzie i postanowiłem coś ze sobą zrobić na poważnie, więc oprócz puszczenia montażowej muzyczki z Rockiego, zapisałem się na studia oraz poszedłem do pracy. Tą pracą było co prawda zapieprzanie na budowie u starego bez jakiejkolwiek umowy, ale wychodzę z założenia, że jeśli w tamtym czasie chodziłem do pewnego miejsca i wykonywałem różne czynności za które pobierałem gratyfikację finansową, to jednak pracowałem.
Gdzieś tutaj powinienem spróbować płynnie przejść od faktu tej pracy na budowie do opisywanego zespołu - może umówmy się, że na tej budowie były deski czy coś, nie mam lepszego pomysłu prostytutka. No w każdym układzie jakoś tak wyszło, że w tamtym okresie jako-tako trzymałem rękę na pulsie bieżącej muzyczki i wyszedł (do tej pory) ostatni album popularnych BOARDSÓW. Odsłuchałem go prawdę powiedziawszy bardziej po to, by być na bieżąco niż z jakiegokolwiek innego powodu, bo do tamtej pory znałem tylko jedną ich płytę, której nawet nie lubiłem, i zostałem zauroczony. Ja generalnie uważam, że ten album i ten utwór to muzyka idealnie skrojona pod lato - i ja wiem, że generalnie to to określenie kojarzy się z hitami radia eska rmf najlepsza muzyka i czymś pokroju Get Lucky, ale wiecie dobrze o co mi chodzi. O ten dusznie upalny klimat, o błękitne niebo i złociste pola pszenicy oblane pomarańczowym słońcem napierdalającym tak, że żyć się nie da. I jak sobie tak teraz puściłem ten kawałek to aż mnie sieknął ten klimat lata 2013, poczułem smród busa wiozącego mnie do Krakowa celem zawiezienia papierów na socjologię (tbh to do dziś żałuję, że ją rzuciłem), poczułem średnio przyjemny zapach małopolskiej wsi i świadomość tego, że nie mam świadomości tego, że za parę lat wyląduję we Wrocławiu.
Tradycyjnie mi wyszło o wszystkim innym niż o muzyce. Być może powinienem przekleić parę zdań z Wikipedii albo nie wiem skąd, ale zamiast tego napiszę klasycznie BIERZCIE I SŁUCHAJCIE TEGO.
https://youtube.com/watch?v=ov0FAPhRK0c
O odbiorze swojego kawałka nie napiszę za wiele, bo tbh nie jestem niczym zaskoczony, ja wam dałem dobry utwór, a wy napisaliście, że jest dobry. Zero zaskoczeń, może tylko zasugeruję koledze ROBERTOWI, by sięgnął po to Genesis kiedyś, bo mimo wszystko to był dobry zespół i ta płyta o sprzedawaniu Anglii za funcioka jest bardzo dobra też.
Boards of Canada - Palace Posy
Generalnie to ja już w tej zabawie powoli trochę przestaję się bawić w wycieczki nostalgiczne i okołosentymentalne, bo szczerze mówiąc to chyba już opisałem wam pół swojego życia tymi wrzutami - a już na pewno dużo fragmentów, które nie były warte żadnej wzmianki. Wszak jednym z roczników, o których najczęściej tutaj pisałem był rok 2013, w którym albo nie robiłem nic, albo miałem depresję. Plaga upałów oraz dzisiejsze dziwne warunki atmosferyczne nie kazały mi dzisiaj zrobić sobie tej podróży do tego okresu w moim życiu i tych wydarzeń. Jeśli nie one to zatem co? Szczerze to nic, chciałem jakoś zgrabnie zakończyć ten wstęp, ale nie miałem lepszego pomysłu.
W każdym razie CHYBA nie pochylałem się nad okresem wczesnego lata tamtego roku, a nawet jeśli to było to tak dawno temu, że ni cholery tego nie pamiętam, a uznajmy, że fakt, iż od tamtych wydarzeń upłynęła praktycznie równa dekada jest spoko okazją ku temu. No z grubsza to u mnie to wszystko wyglądało tak, że pierwszą połowę tamtego roku prawie totalnie przebimbałem (z perspektywy obecnego człowieka, który bez pracy dłużej niż kilka tygodni dostaje pierdolca jest to dla mnie prawie niewyobrażalne) i skończyło się to tak sobie, bo oprócz braku życia towarzyskiego, pieniędzy i czegokolwiek gdzieś w połowie maja miałem też złamane serce, bo w tym spierdolonym czasie jakimś cudem poznałem taką jedną typiarę z prostytutka Szczecina, z którą złapałem wspólny język, do której coś tam poczułem i generalnie to nawet wydawało mi się, że się zakochałem, co w sumie też odnajduję zabawnym z obecnej perspektywy, no i myślę, że wzmianka o złamanym sercu powinna wam podpowiedzieć, że ta znajomość nie zakończyła się wzięciem wspólnego kredytu na ekspres do kawy. No w każdym razie to był ten moment, w którym uznałem, że to tak dalej być nie będzie i postanowiłem coś ze sobą zrobić na poważnie, więc oprócz puszczenia montażowej muzyczki z Rockiego, zapisałem się na studia oraz poszedłem do pracy. Tą pracą było co prawda zapieprzanie na budowie u starego bez jakiejkolwiek umowy, ale wychodzę z założenia, że jeśli w tamtym czasie chodziłem do pewnego miejsca i wykonywałem różne czynności za które pobierałem gratyfikację finansową, to jednak pracowałem.
Gdzieś tutaj powinienem spróbować płynnie przejść od faktu tej pracy na budowie do opisywanego zespołu - może umówmy się, że na tej budowie były deski czy coś, nie mam lepszego pomysłu prostytutka. No w każdym układzie jakoś tak wyszło, że w tamtym okresie jako-tako trzymałem rękę na pulsie bieżącej muzyczki i wyszedł (do tej pory) ostatni album popularnych BOARDSÓW. Odsłuchałem go prawdę powiedziawszy bardziej po to, by być na bieżąco niż z jakiegokolwiek innego powodu, bo do tamtej pory znałem tylko jedną ich płytę, której nawet nie lubiłem, i zostałem zauroczony. Ja generalnie uważam, że ten album i ten utwór to muzyka idealnie skrojona pod lato - i ja wiem, że generalnie to to określenie kojarzy się z hitami radia eska rmf najlepsza muzyka i czymś pokroju Get Lucky, ale wiecie dobrze o co mi chodzi. O ten dusznie upalny klimat, o błękitne niebo i złociste pola pszenicy oblane pomarańczowym słońcem napierdalającym tak, że żyć się nie da. I jak sobie tak teraz puściłem ten kawałek to aż mnie sieknął ten klimat lata 2013, poczułem smród busa wiozącego mnie do Krakowa celem zawiezienia papierów na socjologię (tbh to do dziś żałuję, że ją rzuciłem), poczułem średnio przyjemny zapach małopolskiej wsi i świadomość tego, że nie mam świadomości tego, że za parę lat wyląduję we Wrocławiu.
Tradycyjnie mi wyszło o wszystkim innym niż o muzyce. Być może powinienem przekleić parę zdań z Wikipedii albo nie wiem skąd, ale zamiast tego napiszę klasycznie BIERZCIE I SŁUCHAJCIE TEGO.
https://youtube.com/watch?v=ov0FAPhRK0c
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Melki, do roboty, bo za 24h idziesz na ścięcie. Królowa już podpisała odpowiednie papiery.
Ja to się nauczyłem już, że nie wszyscy widzą te dobre strony DŻENESIS i tbh ja po latach też z taką sympatią nie podchodzę do płyt z Gabrielem, głównie ze względu na to jakim Banks był wtedy wankerem na klawiszach. Ale zebrałoby się z tego okresu dużo wybitnych, takich po prostu fajnych, rzeczy. Cieszę się też, że Ray Wilson mnie nie obraził nigdy w pracy, bo mogę z czystym sumieniem propsować Trolling All Stations.mintaj pisze:27 cze 2023 22:31bo mimo wszystko to był dobry zespół i ta płyta o sprzedawaniu Anglii za funcioka jest bardzo dobra też.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Podoba mi się odbiór Something to Believe in w wielu miejscach. Swoją drogą Bon Jovi zaczynali kilka lat przed Guns'n'Roses, ich i Metalliki na pewno nie będzie, to nigdy nie były moje klimaty. Mintaj, myślę, że z każdej bardzo popularnej grupy czy piosenkarza można by zrobić mem, delikwent na pewno dostarczył materiałów i powodów po temu
. W sumie nie ma nawet co się rozpisywać.
Kolejna piosenka z gatunku "piosenki sprzed lat":
Zbigniew Kurtycz - Cicha woda brzegi rwie:
https://www.youtube.com/watch?v=IwSwcSh1F2M
Piosenka znana mi od zawsze, od małego, dziadek lubił podśpiewywać tę i szereg innych, podobnych piosenek przy różnych okazjach. Szeregu z nich na pewno już nie pamiętam. Generalnie był barwnym człowiekiem o wesołym usposobieniu (ostatnio usłyszałem od pewnej gdzieniegdzie znanej ponoć pani, że to prymitywne, nazwisko pani przemilczmy
). Co jakiś czas, kiedy odkrywam jakąś książkę/film/piosenki sprzed lat, to przypominam sobie różne jego powiedzonka, których używał.
Przypomniała mi się jakiś czas temu, już wiele lat po jego odejściu, kiedy szedłem przez góry wzdłuż szemrzącego strumienia (na pewno swoją rolę odegrały tutaj wspomnienia ze Słowackiego Raju i jego szlaków licznie poprzecinanych ciekami wodnymi na czele ze słynnym Przełomem Hornadu i trzydziestometrową przepaścią nad żółtą kipielą. Ładna, melodyjna kompozycja nawiązująca do znanego powiedzenia tytułem.
Melodię piosenki napisał Adolf Rosner (kojarzę tylko jednego Adolfa, urodził się jeszcze przed wojną, taki dziadek lokalnie grający w szachy), a tekst znany autor utworów dla dzieci Ludwik Jerzy Kern. Zaśpiewał Zbigniew Kurtycz (autor refrenu) w aranżacji orkiestry Kazimierza Turewicza oraz fortepianu Jerzego Abratowskiego. Czytam opis piosenki i widzę, że łączy się ona (poprzez nawiązanie do podobnych tradycji muzycznych - czyli amerykańskich, rock & rollowych, ale i jazzowych) z utworami śpiewanymi przez niedawno wrzucaną tu przeze mnie Marię Koterbską.
A tak piosenkę odświeżył Maciej Maleńczuk:
https://www.youtube.com/watch?v=qusT97QjToo
Kolejna piosenka z gatunku "piosenki sprzed lat":
Zbigniew Kurtycz - Cicha woda brzegi rwie:
https://www.youtube.com/watch?v=IwSwcSh1F2M
Piosenka znana mi od zawsze, od małego, dziadek lubił podśpiewywać tę i szereg innych, podobnych piosenek przy różnych okazjach. Szeregu z nich na pewno już nie pamiętam. Generalnie był barwnym człowiekiem o wesołym usposobieniu (ostatnio usłyszałem od pewnej gdzieniegdzie znanej ponoć pani, że to prymitywne, nazwisko pani przemilczmy
Przypomniała mi się jakiś czas temu, już wiele lat po jego odejściu, kiedy szedłem przez góry wzdłuż szemrzącego strumienia (na pewno swoją rolę odegrały tutaj wspomnienia ze Słowackiego Raju i jego szlaków licznie poprzecinanych ciekami wodnymi na czele ze słynnym Przełomem Hornadu i trzydziestometrową przepaścią nad żółtą kipielą. Ładna, melodyjna kompozycja nawiązująca do znanego powiedzenia tytułem.
Melodię piosenki napisał Adolf Rosner (kojarzę tylko jednego Adolfa, urodził się jeszcze przed wojną, taki dziadek lokalnie grający w szachy), a tekst znany autor utworów dla dzieci Ludwik Jerzy Kern. Zaśpiewał Zbigniew Kurtycz (autor refrenu) w aranżacji orkiestry Kazimierza Turewicza oraz fortepianu Jerzego Abratowskiego. Czytam opis piosenki i widzę, że łączy się ona (poprzez nawiązanie do podobnych tradycji muzycznych - czyli amerykańskich, rock & rollowych, ale i jazzowych) z utworami śpiewanymi przez niedawno wrzucaną tu przeze mnie Marię Koterbską.
A tak piosenkę odświeżył Maciej Maleńczuk:
https://www.youtube.com/watch?v=qusT97QjToo
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Melki wrzucił live z tv jakiś, ja podrzucam studyjna wersję Cichej Wody do plejki
Kolejka 22. (72.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
Kolejka 22. (72.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... TowX0m1hWY
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
To będę pierwszy, a co.
Bomb the Bass - Tidal Wave
Heh, śmiesznie, tzn. Hien poinformował mnie - w kontrze do mojej wrzutki albumowej - iż chciał zapodać ten numer (ciekawi mnie jednakowoż, że na początku lata, podczas gdy zdaje się, iż i on ma podobne z całym krążkiem skojarzenia, co i ja), a ja mu trochę ten plan zepsułem. Ale też sam poradziłem, żeby numer wrzucił anyway, nie takie dziwactwa to odchodziły xD No to co, macie snippet całego Clear, na które kolej przyjdzie pewnie (oby!) pod koniec sierpnia/na początku września. Co mogłem o tym numerze napisać to już napisałem we wrzutce albumowej, tutaj się po prostu pod tym podpiszę i będę dalej rozpływał, albowiem piosenka jest to zacna. Głos Minnie, to delikatne, niemal "kropelkowe" pianino w tle, lekki bicik, cichutkie pady i ledwo zauważalne pogłosy, cudo. Nie mam więcej do powiedzenia, rzadko słucham tego numeru bez pozostałych 2 z mojej "clearowej" trójcy. Ale jak już słucham to i tak się zachwycam.
Justin Timberlake - Cry Me a River
Znów to ciekawe uczucie, że niby słyszałem już ten numer, ale jednak nie mogę być tego w 100% pewnym... no dobra, słyszałem go, ale kojarzy mi się tym przedrefrenowym podejściem jeszcze z jakimś kawałkiem, którego teraz totalnie nie mogę sobie przypomnieć. W ogóle jestem prawie całkowicie przekonany, że tańczyłem do tego kawałka z jakąś laską na jakiejś dyskotece szkolnej, ale detale też są teraz całkowicie poza mną. No, nic nie poradzę na to xD Pomijając lekką wtopę techniczną ze strony Wuja, no to utwór jest... poprawny. Nie jest to jeszcze ten Timberlake, którym wg mnie warto się zachwycać (a jak go oceniłem przy jednej z albumowych jakiś czas temu, chyba już całkiem spory lol), ot, takie tam Eska-core popowe granie przełomu wieków, które jest mocno nasycone r'n'b i produkcyjnym efekciarstwem. W tej odsłonie to niespecjalnie moje klimaty, za to przyjemna koniec końców wycieczka w przeszłość. Trochę ciężko mi przełknąć, że jak ja się rodziłem to na topie było Living in a Box i Depeche Mode z Personal Jesus, a teraz dorośli są ludzie, którzy urodzili się PO premierze tej piosenki. Jakby, czego się spodziewałem, dzieciaki dorastają, ale wciąż jakoś mnie to tak... Najfajniejsze jest outro z chórem. Za to okładka wygląda tak, jakby Timberlake pozował na tle Górniczej Doliny z pierwszej części Gothica i za to dodatkowy props.
L.O.X. - Ryde Or Die, Bitch
Murzyn wraca z murzyńskim contentem z gatunku "Bardzo Murzyński Content" i powiem, że daje radę po raz kolejny, wkręca się ten numer niemiłosiernie, chyba to zasługa sampli na bicie, ta zloopowana gitara, która brzmi bardziej jak pianino, które z kolei brzmi trochę tak, jakby w klawisze uderzał nieco pijany i nieco przygłuchy muzykant z podrzędnego baru na jakichś smutnych przedmieściach (może przy granicy z Meksykiem). Jeszcze te "sapnięcia" w tle, które mogą być równie dobrze nieco uefektowionymi skreczami, cały taki luzacki klimat tego numeru, no co ja mogę powiedzieć, nawet te strzały z tyłu w pewnym momencie dokładają do pięknego nastroju xD Timbaland w refrenie z tym "dołowym" stylem wypowiadania wyszedł przekonująco, Eve tak samo. Zgadzam się z kol. Jackiem, jest to taki summer jam, luźny i poważny jednocześnie, trochę bekowy w całym swoim wydźwięku, ale też zupełnie nieprzypadkowy. Jest groovy, jest funky, bujam się. To jeden z tych kawałków, które się dla mnie czuje. No to ja to czuję czas na TE KOCIE RUCHY.
Memory Tapes - Swimming Field
Dragon jednocześnie zbudował fajny klimat wrzutki i go kompletnie rozbroił, albowiem strasznie mi się ten numer spodobał, za to jak tylko pomyślałem o potencjale wykonawcy i tym, co mogę usłyszeć na całym krążku, zostałem sprowadzony na ziemię stwierdzeniem, że nie warto xD SMUTEG, ale co poradzisz człowieku. Generalnie podpisuję się pod tym, co Robert rzekł, albowiem klimat tego numeru bardzo pasuje jako background do takich sytuacji. Oczywiście, prowadząc swój cokolwiek interesujący pod kątem relacji styl życia nie raz nie dwa znalazłem się w opisanym przez wrzucającego położeniu, zdarzało się zresztą czasem jakieś granice przekroczyć (czasem było warto, czasem ani trochę), z reguły zawsze był jakiś tam soundtrack, ale chyba nic tak dreamowego, co jednocześnie buduje poczucie tęsknoty za czymś, czego się może nawet nie miało? Albo miało, ale zawsze w jakichś takich złych, shady okolicznościach, albo zwyczajnie kolor płytek w łazience był nie taki i drażnił, albo kabina od prysznica uwierała w plecy, albo zwyczajnie muzyka nie była zbyt dobra... Bo ta byłaby wprost doskonała. Kto wie, może będę jeszcze miał okazję sobie posłuchać w odpowiednim settingu. Na razie się trochę rozpływam i daję okejkę.
Boards of Canada - Palace Posy
O tym, jakie odczucia mi towarzyszyły przy okazji premiery Tomorrow's Harvest już pisałem, więc mogę tylko szybko podsumować tamten wywód, że właściwie to żadne, albowiem o ile zdawałem sobie sprawę z wagi zespołu, to niczego od nich nie znałem xD Podszedłem do tego jak należy w 2017, latem, i właśnie zacząłem od Tomorrow's Harvest jako świeżynki. Po tylu latach znam ten krążek niemal na pamięć, wliczając w to oczywiście tę wrzutę. Osobiście znalazłbym nieco lepszych kandydatów na wrzutki utworowe, np. fenomenalne Nothing Is Real, które fantastycznie eksploruje świat duchologii, tu jest jakoś tak... bardziej generikowo, zwyczajnie, grzecznie? Nie umiem tego lepiej nazwać. Nie ma klimatu starych nagrań dźwiękowych ze studia BBC Radiophonic Workshop, jest trochę zbyt nowocześnie. Jednocześnie szanuję za nostalgia value Mintaja, albowiem ten numer też mi bardzo latem zalatuje, ja to mam trochę do siebie pretensje, że wziąłem się za ten album latem właśnie, albowiem pasuje mi bardziej na jesień, taką wczesną może, ze słonecznymi i ciepłymi od słońca ale mroźnymi od powietrza porankami, chociaż potrafię sobie wyobrazić imć Sebę, jak ten popierdala z taczką po rusztowaniu albo nosi deski, oldskulowe słuchawki na głowie, walkman w kieszeni i leci Palace Posy. Może wiezie deski na taczce? Że to niespecjalnie możliwe, jak deski są długie? Well, NOTHING IS REAL. Boards of Canada zawsze na propsie.
Zbigniew Kurtycz i Barbara Dunin - Cicha Woda
Właściwie uświadomiłem sobie teraz, że o ile tytuł znam i słowa refrenu (chociaż połowę tychże) też, to generalnie nigdy chyba tego nie słyszałem xD Ani melodii nie kojarzę, ani głosu wokalisty, no nic. Najsilniejsze skojarzenie mam związane z użyciem tytułu w pewnym dialogu w jednej z książek serii Pan Samochodzik, ale nie będę eksploatował tego tematu, gdyż jestem już dostatecznie wkurzony nadchodzącą ekranizacją (czy raczej - znów, niestety - adaptacją) pozycji z Templariuszami zrealizowaną przez Netfliksa... Znowu nadchodzi Radio Pogoda zmiksowane z Latem z Radiem, wczasy w Krynicy albo nad jakimś nieco zapomnianym jeziorem pośrodku zapomnianego lasu, głównie emeryci i panie w średnim wieku, tną w brydża całe popołudnie i słuchają takich piosenek z lekko trzeszczącego (ale wciąż sprawnego!) Grundiga, komary gryzą, woda się ładnie błyszczy w promieniach słońca, skrzypi puszka od konserwy turystycznej i pachnie świeży chleb baltonowski dowieziony rano do pobliskiego GS-u. Zaraz się ogolę używając do tego żyletki Polsilver i kremu Wars, który oczywiście zaaplikuję na skórę pędzlem, następnie ubiorę koszulę z Anilany, wciągnę spodnie z Próchnika, wsunę buty ze Skogaru i wsiądę do swojej Syrenki, którą podjadę na najbliższą stację benzynową nalać 90-oktanowej etyliny i skoczę do lokalnego miasteczka zjeść w restauracji Społem bryzola ze smażonymi ziemniakami. Wracając zakupię paczkę Carmenów i ciepłe piwo lokalnego browaru. Natrafię na patrol milicji. A milicjant będzie Kubą, który zdzieli mnie tonfą w łeb, bo nawet nostalgia ma swoje granice. Melczet-core na pełnej, z rocka Jethro Tull, z muzyki typowo radiowej Europe Top 100 z roku 1453, czekam na mikstejpy z Lascaux. Ale wciąż mi się podoba <3
Bomb the Bass - Tidal Wave
Heh, śmiesznie, tzn. Hien poinformował mnie - w kontrze do mojej wrzutki albumowej - iż chciał zapodać ten numer (ciekawi mnie jednakowoż, że na początku lata, podczas gdy zdaje się, iż i on ma podobne z całym krążkiem skojarzenia, co i ja), a ja mu trochę ten plan zepsułem. Ale też sam poradziłem, żeby numer wrzucił anyway, nie takie dziwactwa to odchodziły xD No to co, macie snippet całego Clear, na które kolej przyjdzie pewnie (oby!) pod koniec sierpnia/na początku września. Co mogłem o tym numerze napisać to już napisałem we wrzutce albumowej, tutaj się po prostu pod tym podpiszę i będę dalej rozpływał, albowiem piosenka jest to zacna. Głos Minnie, to delikatne, niemal "kropelkowe" pianino w tle, lekki bicik, cichutkie pady i ledwo zauważalne pogłosy, cudo. Nie mam więcej do powiedzenia, rzadko słucham tego numeru bez pozostałych 2 z mojej "clearowej" trójcy. Ale jak już słucham to i tak się zachwycam.
Justin Timberlake - Cry Me a River
Znów to ciekawe uczucie, że niby słyszałem już ten numer, ale jednak nie mogę być tego w 100% pewnym... no dobra, słyszałem go, ale kojarzy mi się tym przedrefrenowym podejściem jeszcze z jakimś kawałkiem, którego teraz totalnie nie mogę sobie przypomnieć. W ogóle jestem prawie całkowicie przekonany, że tańczyłem do tego kawałka z jakąś laską na jakiejś dyskotece szkolnej, ale detale też są teraz całkowicie poza mną. No, nic nie poradzę na to xD Pomijając lekką wtopę techniczną ze strony Wuja, no to utwór jest... poprawny. Nie jest to jeszcze ten Timberlake, którym wg mnie warto się zachwycać (a jak go oceniłem przy jednej z albumowych jakiś czas temu, chyba już całkiem spory lol), ot, takie tam Eska-core popowe granie przełomu wieków, które jest mocno nasycone r'n'b i produkcyjnym efekciarstwem. W tej odsłonie to niespecjalnie moje klimaty, za to przyjemna koniec końców wycieczka w przeszłość. Trochę ciężko mi przełknąć, że jak ja się rodziłem to na topie było Living in a Box i Depeche Mode z Personal Jesus, a teraz dorośli są ludzie, którzy urodzili się PO premierze tej piosenki. Jakby, czego się spodziewałem, dzieciaki dorastają, ale wciąż jakoś mnie to tak... Najfajniejsze jest outro z chórem. Za to okładka wygląda tak, jakby Timberlake pozował na tle Górniczej Doliny z pierwszej części Gothica i za to dodatkowy props.
L.O.X. - Ryde Or Die, Bitch
Murzyn wraca z murzyńskim contentem z gatunku "Bardzo Murzyński Content" i powiem, że daje radę po raz kolejny, wkręca się ten numer niemiłosiernie, chyba to zasługa sampli na bicie, ta zloopowana gitara, która brzmi bardziej jak pianino, które z kolei brzmi trochę tak, jakby w klawisze uderzał nieco pijany i nieco przygłuchy muzykant z podrzędnego baru na jakichś smutnych przedmieściach (może przy granicy z Meksykiem). Jeszcze te "sapnięcia" w tle, które mogą być równie dobrze nieco uefektowionymi skreczami, cały taki luzacki klimat tego numeru, no co ja mogę powiedzieć, nawet te strzały z tyłu w pewnym momencie dokładają do pięknego nastroju xD Timbaland w refrenie z tym "dołowym" stylem wypowiadania wyszedł przekonująco, Eve tak samo. Zgadzam się z kol. Jackiem, jest to taki summer jam, luźny i poważny jednocześnie, trochę bekowy w całym swoim wydźwięku, ale też zupełnie nieprzypadkowy. Jest groovy, jest funky, bujam się. To jeden z tych kawałków, które się dla mnie czuje. No to ja to czuję czas na TE KOCIE RUCHY.
Memory Tapes - Swimming Field
Dragon jednocześnie zbudował fajny klimat wrzutki i go kompletnie rozbroił, albowiem strasznie mi się ten numer spodobał, za to jak tylko pomyślałem o potencjale wykonawcy i tym, co mogę usłyszeć na całym krążku, zostałem sprowadzony na ziemię stwierdzeniem, że nie warto xD SMUTEG, ale co poradzisz człowieku. Generalnie podpisuję się pod tym, co Robert rzekł, albowiem klimat tego numeru bardzo pasuje jako background do takich sytuacji. Oczywiście, prowadząc swój cokolwiek interesujący pod kątem relacji styl życia nie raz nie dwa znalazłem się w opisanym przez wrzucającego położeniu, zdarzało się zresztą czasem jakieś granice przekroczyć (czasem było warto, czasem ani trochę), z reguły zawsze był jakiś tam soundtrack, ale chyba nic tak dreamowego, co jednocześnie buduje poczucie tęsknoty za czymś, czego się może nawet nie miało? Albo miało, ale zawsze w jakichś takich złych, shady okolicznościach, albo zwyczajnie kolor płytek w łazience był nie taki i drażnił, albo kabina od prysznica uwierała w plecy, albo zwyczajnie muzyka nie była zbyt dobra... Bo ta byłaby wprost doskonała. Kto wie, może będę jeszcze miał okazję sobie posłuchać w odpowiednim settingu. Na razie się trochę rozpływam i daję okejkę.
Boards of Canada - Palace Posy
O tym, jakie odczucia mi towarzyszyły przy okazji premiery Tomorrow's Harvest już pisałem, więc mogę tylko szybko podsumować tamten wywód, że właściwie to żadne, albowiem o ile zdawałem sobie sprawę z wagi zespołu, to niczego od nich nie znałem xD Podszedłem do tego jak należy w 2017, latem, i właśnie zacząłem od Tomorrow's Harvest jako świeżynki. Po tylu latach znam ten krążek niemal na pamięć, wliczając w to oczywiście tę wrzutę. Osobiście znalazłbym nieco lepszych kandydatów na wrzutki utworowe, np. fenomenalne Nothing Is Real, które fantastycznie eksploruje świat duchologii, tu jest jakoś tak... bardziej generikowo, zwyczajnie, grzecznie? Nie umiem tego lepiej nazwać. Nie ma klimatu starych nagrań dźwiękowych ze studia BBC Radiophonic Workshop, jest trochę zbyt nowocześnie. Jednocześnie szanuję za nostalgia value Mintaja, albowiem ten numer też mi bardzo latem zalatuje, ja to mam trochę do siebie pretensje, że wziąłem się za ten album latem właśnie, albowiem pasuje mi bardziej na jesień, taką wczesną może, ze słonecznymi i ciepłymi od słońca ale mroźnymi od powietrza porankami, chociaż potrafię sobie wyobrazić imć Sebę, jak ten popierdala z taczką po rusztowaniu albo nosi deski, oldskulowe słuchawki na głowie, walkman w kieszeni i leci Palace Posy. Może wiezie deski na taczce? Że to niespecjalnie możliwe, jak deski są długie? Well, NOTHING IS REAL. Boards of Canada zawsze na propsie.
Zbigniew Kurtycz i Barbara Dunin - Cicha Woda
Właściwie uświadomiłem sobie teraz, że o ile tytuł znam i słowa refrenu (chociaż połowę tychże) też, to generalnie nigdy chyba tego nie słyszałem xD Ani melodii nie kojarzę, ani głosu wokalisty, no nic. Najsilniejsze skojarzenie mam związane z użyciem tytułu w pewnym dialogu w jednej z książek serii Pan Samochodzik, ale nie będę eksploatował tego tematu, gdyż jestem już dostatecznie wkurzony nadchodzącą ekranizacją (czy raczej - znów, niestety - adaptacją) pozycji z Templariuszami zrealizowaną przez Netfliksa... Znowu nadchodzi Radio Pogoda zmiksowane z Latem z Radiem, wczasy w Krynicy albo nad jakimś nieco zapomnianym jeziorem pośrodku zapomnianego lasu, głównie emeryci i panie w średnim wieku, tną w brydża całe popołudnie i słuchają takich piosenek z lekko trzeszczącego (ale wciąż sprawnego!) Grundiga, komary gryzą, woda się ładnie błyszczy w promieniach słońca, skrzypi puszka od konserwy turystycznej i pachnie świeży chleb baltonowski dowieziony rano do pobliskiego GS-u. Zaraz się ogolę używając do tego żyletki Polsilver i kremu Wars, który oczywiście zaaplikuję na skórę pędzlem, następnie ubiorę koszulę z Anilany, wciągnę spodnie z Próchnika, wsunę buty ze Skogaru i wsiądę do swojej Syrenki, którą podjadę na najbliższą stację benzynową nalać 90-oktanowej etyliny i skoczę do lokalnego miasteczka zjeść w restauracji Społem bryzola ze smażonymi ziemniakami. Wracając zakupię paczkę Carmenów i ciepłe piwo lokalnego browaru. Natrafię na patrol milicji. A milicjant będzie Kubą, który zdzieli mnie tonfą w łeb, bo nawet nostalgia ma swoje granice. Melczet-core na pełnej, z rocka Jethro Tull, z muzyki typowo radiowej Europe Top 100 z roku 1453, czekam na mikstejpy z Lascaux. Ale wciąż mi się podoba <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ancien Régime - Eternity Road
Otwieram lodówkę, a tu zimna fala (musiałem). O lol, jaki ten wokal jest totalnie ejtisowy, jak połączenie Rolanda Orzabala i Roba Rowe’a z Cause & Effect. W ogóle ten kawałek mi totalnie przypomina ten band, tylko w wersji bardziej gitarowej, zimnofalowej. Albo jestem zrąbany, albo ten zespół nie ma nawet strony na Wikipedii (więc Wuja by był w dupie, gdyby to była jego wrzuta). Dobrze mieć w życiu przynajmniej jednego Adriana M., bo wtedy może ci on w strategicznym momencie przypomnieć, co mówiłeś o zespole, który generalnie masz w dupie i nie pamiętasz swojej opinii na jego temat po 10 latach. Nie pamiętam co mi wtedy incel Dev puszczał, ale ten tekst o Joy Division brzmi faktycznie jak coś, co mogłem powiedzieć. W/w kawałek nie brzmi już jak JD, tzn brzmi, bo produkcja zalatuje Hannettem na kilometr, ale muzycznie jest trochę inny świat. Może JD mogliby tak brzmieć, gdyby Curtis się nie powiesił. Nie dowiemy się. Szkoda, że AR też się rozwiązali, brzmi to bardzo fajnie, chociaż to nie ich numer. No, ale mieli fach w łapie, gość na wokalu brzmi doskonale, zawsze mnie dziwiło, że takie zespoły, którym teoretycznie nic nie brakuje, dają sobie jednak spokój, kiedy np. ja i Musiał, męczymy się niesamowicie nagrywając muzykę chałupniczo, bez żadnego wsparcia, próbując godzić to z pracą i obowiązkami. No, ale ok, co ja wiem o tych czterech Włochach, może ich dopadło to samo, albo po prostu uznali, że to nie ma sensu. Nie wiem, smutne tak czy inaczej, tak jak melancholijny jest ten utwór. Duża okejka od Munlupa.
Justin Timberlake - Cry Me A River
Wuja poluje na łatwy prejz i wie, że go tu znajdzie. Ależ to jest klasyk. Wuja trochę zamieszał tą wikiepdią z dupy i pomysłem, że to cover. Panie. Ty naprawdę nie słyszałeś, że te kawałki nie mają ze sobą NIC wspólnego? XD Inny tekst, inna melodia, inny numer. Każdy wiedział w tamtym czasie kto to pisał i o czym to jest, że Justin rozstał się z Britney Spears (to było tak głośne, że wiedzieli o tym wszyscy, nawet totalnie niezainteresowani, w tym Ella Fitzgerald, która śpiewała o tym już w latach 50) i to jest lament song w temacie. Po latach numer nadal brzmi świeżo. Produkcja Timbo trochę lżejsza niż potem na Futuresex, te uderzenia jak o kosz na śmieci nie wychodzą aż tak na przód. Poza tym, gęściutko i cieplutko, jak to u Timbalanda, rytmika i milion pomysłów naraz. Również w stylu Timbo, numer brzmi dosyć psychodelicznie. Myślę, że między innymi dzięki temu udało się Timberlake’a sprzedać jako solowego artystę, gdyby ktoś inny produkował ten album, to podejrzewam, że byśmy tu teraz na temat „Cry Me a River” nie rozmawiali. Nie wiem już serio co napisać, bo kawałek jest tak dobry. Ja bym może wybrał z tego okresu „Rock Your Body” (jak już poruszamy się w rejonie singli), ale ten kawałek też uwielbiam, jest doskonały, a Justin właśnie wspinał się na szczyt swoich możliwości. Piękne czasy.
Jeszcze jedna bura dla Wuja, jest fajna oficjalna wrzuta na YT dobrej jakości, to Ty wrzucasz jakieś barachło w kiepskiej jakości. Jakże tak.
The LOX - Ryde or Die, Bitch (feat. Timbaland & Eve)
Zawsze mnie bawił w hip-hopie ten nacisk na podkreślanie featów w tytułach, ALE kiedy zaczyna się poznawać wykonawców i producentów, to zaczyna to mieć znaczenie. Zwłaszcza, że w tamtym czasie mieć Timbalanda w czymkolwiek, to był bilet do świata hitów. Facet był jak kilka dodatkowych zer w kwocie. W zasadzie jedyne co tu jest słabe, to ta mega chujowa okładka, po prostu nie wierzę, że to przeszło, i że ktoś uważał to za dobry pomysł xD Jezu, 00sy… Akurat leje kiedy to piszę, i mam takie skojarzenie z momentem, kiedy przyjeżdżasz nad morze, w pierwszym dniu dawno temu uzgodnionego urlopu, a tu pada deszcz, siedzisz w pokoju i się wkurwiasz. Jednocześnie wiesz, że nie będzie lało wiecznie, więc desperacko starasz się ratować sytuację i włączasz np. ten numer. I nagle działa. Tak, ten kawałek jest tak letni, że nawet aura za oknem tego nie jest w stanie zepsuć. Rok temu, jadąc autostradą na wakacje, całą jazdę słuchaliśmy tego typu muzy, Timbo w zasadzie przewijał się ciągle, bo leciały Justin, Madonna, Nelly, czy solówki Mosleya. Kiedy słyszę w/w kawałek, to już czuję ten klimat, jest super. Wszystko tu fajne. No ok, może nie wszystko. Odgłosy wystrzałów już tak cringują, że bardziej się nie da. Poza tym, elegancka porcja Timbalanda w tej kolejce (piszę jakby to był jego numer, co już mocno świadczy o jego pozycji i sympatii jaką darzą go ludzie).
Memory Tapes - Swimming Field
O, mamy kolejną wersję „Pale Shelter”, powiem nawet, że już mi się Musiała zeszłoroczny hit tak zakodował, że kiedy w „Swimming Field” wchodzi gitara, to w głowie słyszę wokal „is it me, is it you? this is all we can do”. Ja te dwa akordy ubóstwiam, więc co. Kolejny łatwy prejz. Kawałek jest na tyle inny od poprzedniego coveru „Pale Shelter” i oryginału, że wytwarza inną, bardziej dreamową, ale nadal ekscytującą atmosferę. Utwór jest skandalicznie krótki jak na Dragona, wieć byłem mocno zaskoczony i zbulwesrowany kiedy zaczął się kończyć. Pachnie mi ten kawałek soundtrackiem do „Zmierzchu” i mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć tego, że jest to z mojej strony komplement najwyższych lotów. Ciekawe zabiegi, ciekawe instrumentarium, fajne wokale. Taki mocno hipsterski ten kawałek, ale w dobrym tego słowa rozumowaniu. Wyczuwam tutaj ten duchowy aspekt i klimat jakiegoś rodzącego się uczucia, czy tam samotnych wieczorów poświęconych na rozmyślanie o niesamotnych wieczorach.
BTW, pytanie do Deva, pamiętasz ten jeden numer RAA z samplem harfy, co się nazywał „Friendly Deer”? Nie jest to praktycznie to samo? xD
Boards of Canada - Palace Posy
Takich BoCów się nie spodziewałem i mówię to jako osoba, która gówno wie o tym zespole. Ten rytm i dźwięki perkusyjne kojarzą mi się z tymi scenkami z kreskówek, kiedy jakaś postać wchodzi w jakiś klej, wylany budyń, czy coś w tym stylu, no generalnie coś lepkiego, i powoli człapie żeby się z tego bagna wydostać. Cztery minuty tego człapania. Jest w tym kawałku coś, co przypomina mi trochę Ozric Tentacles, ale jakby ktoś zrobił wersję 500% slower (to zresztą brzmi jakby wszystko było obniżone). Jakieś trochę egipskie motywy, jakby to był soundtrack do jakiejś gry ala Zelda, gdzie akurat zalicza się Sun Temple, czy coś. Bit nie buja, on napieprza. Przedzieramy się ciężko przez pustynię, bez wody, żeby dostać się do Krakowa i zapisać na to socjo (też bym żałował, gdybym rzucił, może nawet żałuję, że nigdy nie zacząłem). Seba to nie jest zwykły chłopak, to jest HIPSTER. To jest, w mojej głowie, jego wersja „Ziemi, planety ludzi” de Saint-Exupéryʼego z soundtrackiem nagranym SPECJALNIE na tę okazję przez Boards of Canada. Jest to bardzo przyzwoity OST, nie coś do czego będę wracał z bijącym sercem, ale z uznaniem na pewno.
Zbigniew Kurtycz i Barbara Dunin - Cicha Woda
Nie będę wyjątkowo ganił Melkiego za wrzutę w gorszej jakości, ponieważ dobrze rozumiem różnice między studyjnymi wersjami nagranymi na płytę, a wersjami które oryginalnie pojawiały się w programach TV. Sam wolałem dać Kalinę w wersji z Kabaretu Starszych Panów, bo wersja wydana potem na CD, to po prostu nie było to. Nie wiem, czy u Melkiego to świadome działanie, czy po prostu z lenistwa wziął pierwsze lepsze co się na YT wyświetliło, ale podejrzewam, że to co wrzucił jest w istocie lepsze niż późniejszy re-recording. „Cicha Woda” to jest utwór naturalnie mi znany, to jak z „Chałupy Welcome To”, czy „Żono Moja”, jak mieszkasz w Polsce, to po prostu to znasz i koniec. Ze względu na taneczny charakter, zawsze mi się ta piosenka kojarzyła z czymś do czego starsi ludzie bawią się na weselach. Siedzą zgaszeni kiedy leci jakieś „Despacito”, ale kiedy tylko wjeżdża „Czarny Alibaba”, „Złote Obrączki”, czy właśnie „Cicha Woda”, to odpalają się, jakby im 20 lat odjęto, i nie można ich ściągnąć z parkietu. Dla mnie to to już trochę zalatuje cygańskimi przyśpiewkami, na które mam alergię. Niemniej, jest w „Cichej Wodzie” coś takiego, co jednak przełamuje tę wstępną niechęć i ostatecznie, po kilkukrotnym przesłuchaniu, nie potrafię nie ulec urokom tej piosenki. Może nie jest to kawałek, o który zdarza mi się prosić na weselach (jest nim Toto – Africa), ale go cenię. Wersji Maleńczuka pozwoliłem sobie nie sprawdzać, jeżeli jakoś taka muzyka działa, to tylko w formie wykonań z epoki. Jakakolwiek nowsza interpretacja jest skazana na porażkę.
Ogólnie chyba wszystkich pochwaliłem, więc panowie ładnie kończycie ten czerwiec. Oby lato było w waszym wykonaniu równie dobre.
Otwieram lodówkę, a tu zimna fala (musiałem). O lol, jaki ten wokal jest totalnie ejtisowy, jak połączenie Rolanda Orzabala i Roba Rowe’a z Cause & Effect. W ogóle ten kawałek mi totalnie przypomina ten band, tylko w wersji bardziej gitarowej, zimnofalowej. Albo jestem zrąbany, albo ten zespół nie ma nawet strony na Wikipedii (więc Wuja by był w dupie, gdyby to była jego wrzuta). Dobrze mieć w życiu przynajmniej jednego Adriana M., bo wtedy może ci on w strategicznym momencie przypomnieć, co mówiłeś o zespole, który generalnie masz w dupie i nie pamiętasz swojej opinii na jego temat po 10 latach. Nie pamiętam co mi wtedy incel Dev puszczał, ale ten tekst o Joy Division brzmi faktycznie jak coś, co mogłem powiedzieć. W/w kawałek nie brzmi już jak JD, tzn brzmi, bo produkcja zalatuje Hannettem na kilometr, ale muzycznie jest trochę inny świat. Może JD mogliby tak brzmieć, gdyby Curtis się nie powiesił. Nie dowiemy się. Szkoda, że AR też się rozwiązali, brzmi to bardzo fajnie, chociaż to nie ich numer. No, ale mieli fach w łapie, gość na wokalu brzmi doskonale, zawsze mnie dziwiło, że takie zespoły, którym teoretycznie nic nie brakuje, dają sobie jednak spokój, kiedy np. ja i Musiał, męczymy się niesamowicie nagrywając muzykę chałupniczo, bez żadnego wsparcia, próbując godzić to z pracą i obowiązkami. No, ale ok, co ja wiem o tych czterech Włochach, może ich dopadło to samo, albo po prostu uznali, że to nie ma sensu. Nie wiem, smutne tak czy inaczej, tak jak melancholijny jest ten utwór. Duża okejka od Munlupa.
Justin Timberlake - Cry Me A River
Wuja poluje na łatwy prejz i wie, że go tu znajdzie. Ależ to jest klasyk. Wuja trochę zamieszał tą wikiepdią z dupy i pomysłem, że to cover. Panie. Ty naprawdę nie słyszałeś, że te kawałki nie mają ze sobą NIC wspólnego? XD Inny tekst, inna melodia, inny numer. Każdy wiedział w tamtym czasie kto to pisał i o czym to jest, że Justin rozstał się z Britney Spears (to było tak głośne, że wiedzieli o tym wszyscy, nawet totalnie niezainteresowani, w tym Ella Fitzgerald, która śpiewała o tym już w latach 50) i to jest lament song w temacie. Po latach numer nadal brzmi świeżo. Produkcja Timbo trochę lżejsza niż potem na Futuresex, te uderzenia jak o kosz na śmieci nie wychodzą aż tak na przód. Poza tym, gęściutko i cieplutko, jak to u Timbalanda, rytmika i milion pomysłów naraz. Również w stylu Timbo, numer brzmi dosyć psychodelicznie. Myślę, że między innymi dzięki temu udało się Timberlake’a sprzedać jako solowego artystę, gdyby ktoś inny produkował ten album, to podejrzewam, że byśmy tu teraz na temat „Cry Me a River” nie rozmawiali. Nie wiem już serio co napisać, bo kawałek jest tak dobry. Ja bym może wybrał z tego okresu „Rock Your Body” (jak już poruszamy się w rejonie singli), ale ten kawałek też uwielbiam, jest doskonały, a Justin właśnie wspinał się na szczyt swoich możliwości. Piękne czasy.
Jeszcze jedna bura dla Wuja, jest fajna oficjalna wrzuta na YT dobrej jakości, to Ty wrzucasz jakieś barachło w kiepskiej jakości. Jakże tak.
The LOX - Ryde or Die, Bitch (feat. Timbaland & Eve)
Zawsze mnie bawił w hip-hopie ten nacisk na podkreślanie featów w tytułach, ALE kiedy zaczyna się poznawać wykonawców i producentów, to zaczyna to mieć znaczenie. Zwłaszcza, że w tamtym czasie mieć Timbalanda w czymkolwiek, to był bilet do świata hitów. Facet był jak kilka dodatkowych zer w kwocie. W zasadzie jedyne co tu jest słabe, to ta mega chujowa okładka, po prostu nie wierzę, że to przeszło, i że ktoś uważał to za dobry pomysł xD Jezu, 00sy… Akurat leje kiedy to piszę, i mam takie skojarzenie z momentem, kiedy przyjeżdżasz nad morze, w pierwszym dniu dawno temu uzgodnionego urlopu, a tu pada deszcz, siedzisz w pokoju i się wkurwiasz. Jednocześnie wiesz, że nie będzie lało wiecznie, więc desperacko starasz się ratować sytuację i włączasz np. ten numer. I nagle działa. Tak, ten kawałek jest tak letni, że nawet aura za oknem tego nie jest w stanie zepsuć. Rok temu, jadąc autostradą na wakacje, całą jazdę słuchaliśmy tego typu muzy, Timbo w zasadzie przewijał się ciągle, bo leciały Justin, Madonna, Nelly, czy solówki Mosleya. Kiedy słyszę w/w kawałek, to już czuję ten klimat, jest super. Wszystko tu fajne. No ok, może nie wszystko. Odgłosy wystrzałów już tak cringują, że bardziej się nie da. Poza tym, elegancka porcja Timbalanda w tej kolejce (piszę jakby to był jego numer, co już mocno świadczy o jego pozycji i sympatii jaką darzą go ludzie).
Memory Tapes - Swimming Field
O, mamy kolejną wersję „Pale Shelter”, powiem nawet, że już mi się Musiała zeszłoroczny hit tak zakodował, że kiedy w „Swimming Field” wchodzi gitara, to w głowie słyszę wokal „is it me, is it you? this is all we can do”. Ja te dwa akordy ubóstwiam, więc co. Kolejny łatwy prejz. Kawałek jest na tyle inny od poprzedniego coveru „Pale Shelter” i oryginału, że wytwarza inną, bardziej dreamową, ale nadal ekscytującą atmosferę. Utwór jest skandalicznie krótki jak na Dragona, wieć byłem mocno zaskoczony i zbulwesrowany kiedy zaczął się kończyć. Pachnie mi ten kawałek soundtrackiem do „Zmierzchu” i mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć tego, że jest to z mojej strony komplement najwyższych lotów. Ciekawe zabiegi, ciekawe instrumentarium, fajne wokale. Taki mocno hipsterski ten kawałek, ale w dobrym tego słowa rozumowaniu. Wyczuwam tutaj ten duchowy aspekt i klimat jakiegoś rodzącego się uczucia, czy tam samotnych wieczorów poświęconych na rozmyślanie o niesamotnych wieczorach.
BTW, pytanie do Deva, pamiętasz ten jeden numer RAA z samplem harfy, co się nazywał „Friendly Deer”? Nie jest to praktycznie to samo? xD
Boards of Canada - Palace Posy
Takich BoCów się nie spodziewałem i mówię to jako osoba, która gówno wie o tym zespole. Ten rytm i dźwięki perkusyjne kojarzą mi się z tymi scenkami z kreskówek, kiedy jakaś postać wchodzi w jakiś klej, wylany budyń, czy coś w tym stylu, no generalnie coś lepkiego, i powoli człapie żeby się z tego bagna wydostać. Cztery minuty tego człapania. Jest w tym kawałku coś, co przypomina mi trochę Ozric Tentacles, ale jakby ktoś zrobił wersję 500% slower (to zresztą brzmi jakby wszystko było obniżone). Jakieś trochę egipskie motywy, jakby to był soundtrack do jakiejś gry ala Zelda, gdzie akurat zalicza się Sun Temple, czy coś. Bit nie buja, on napieprza. Przedzieramy się ciężko przez pustynię, bez wody, żeby dostać się do Krakowa i zapisać na to socjo (też bym żałował, gdybym rzucił, może nawet żałuję, że nigdy nie zacząłem). Seba to nie jest zwykły chłopak, to jest HIPSTER. To jest, w mojej głowie, jego wersja „Ziemi, planety ludzi” de Saint-Exupéryʼego z soundtrackiem nagranym SPECJALNIE na tę okazję przez Boards of Canada. Jest to bardzo przyzwoity OST, nie coś do czego będę wracał z bijącym sercem, ale z uznaniem na pewno.
Zbigniew Kurtycz i Barbara Dunin - Cicha Woda
Nie będę wyjątkowo ganił Melkiego za wrzutę w gorszej jakości, ponieważ dobrze rozumiem różnice między studyjnymi wersjami nagranymi na płytę, a wersjami które oryginalnie pojawiały się w programach TV. Sam wolałem dać Kalinę w wersji z Kabaretu Starszych Panów, bo wersja wydana potem na CD, to po prostu nie było to. Nie wiem, czy u Melkiego to świadome działanie, czy po prostu z lenistwa wziął pierwsze lepsze co się na YT wyświetliło, ale podejrzewam, że to co wrzucił jest w istocie lepsze niż późniejszy re-recording. „Cicha Woda” to jest utwór naturalnie mi znany, to jak z „Chałupy Welcome To”, czy „Żono Moja”, jak mieszkasz w Polsce, to po prostu to znasz i koniec. Ze względu na taneczny charakter, zawsze mi się ta piosenka kojarzyła z czymś do czego starsi ludzie bawią się na weselach. Siedzą zgaszeni kiedy leci jakieś „Despacito”, ale kiedy tylko wjeżdża „Czarny Alibaba”, „Złote Obrączki”, czy właśnie „Cicha Woda”, to odpalają się, jakby im 20 lat odjęto, i nie można ich ściągnąć z parkietu. Dla mnie to to już trochę zalatuje cygańskimi przyśpiewkami, na które mam alergię. Niemniej, jest w „Cichej Wodzie” coś takiego, co jednak przełamuje tę wstępną niechęć i ostatecznie, po kilkukrotnym przesłuchaniu, nie potrafię nie ulec urokom tej piosenki. Może nie jest to kawałek, o który zdarza mi się prosić na weselach (jest nim Toto – Africa), ale go cenię. Wersji Maleńczuka pozwoliłem sobie nie sprawdzać, jeżeli jakoś taka muzyka działa, to tylko w formie wykonań z epoki. Jakakolwiek nowsza interpretacja jest skazana na porażkę.
Ogólnie chyba wszystkich pochwaliłem, więc panowie ładnie kończycie ten czerwiec. Oby lato było w waszym wykonaniu równie dobre.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No wiesz, czasami można się na tych oczekiwaniach łatwego prejzu przejechać jak dupą po nieheblowanej desce.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Bomb The Bass - Tidal Wave
Chociaż dev i Hien nie są bliźniakami to jednak chwilami da się wyczuć unikalną więź między panami, jest jakaś cudna symbioza w tym wszystkim, Hien narzeka że oo dev mu zrąbał plany a wręcz przeciwnie - uważam że zrobił mu przysługę pchając BTB teraz. Ta wrzutka robi idealne, zachęcające mocno intro do płyty z którą niedługo przyjdzie nam się zmierzyć, pianinko, niespieszny downtempo bicik i zwiewny wokal, no i pogoda za oknem idealna na takie klimaty. Co tu dużo mówić - jakże cieszę się że ja i inni będziemy mieli ten numer ze sobą na wakacje a nie na przełomie sierpnia/września dopiero, cudna muzyka i już chyba wiem jaki album wrzucę w przyszłym roku na lato
Ancien Regime - Eternity Road
Za to wrzutka deva brzmi mi mocno końcem lata, takie dream popowe smętki które przypominają mi wrzucane przez niego w albumach Wild Nothing. No i wokal który n-ty raz już kojarzy mi się mocno z samym Musiałem (masakra, może to narcyzm z jego strony i lubi słuchać sam siebie po prostu hehe). Nie wiem no, smętkuje trochę ten numer a ja kompletnie nie mam wajbu na taką melancholię obecnie, zaczynają się wakacje i słucham tego i widzę deva wrzucajacego ten numer niczym gościa z tego mema o kolesiu jadącym na rowerze i wkładającym sobie kija w szprychy. I trochę meham a ten dev leży zbolały no bo mi nie siadło.
Justin Timberlake - Cry Me A River
Tu faktiko łatwa okejeczka no bo jeśli wrzucać coś z debiutu to myślę że najpierw właśnie to a dopiero w drugiej kolejności sięgać po Rock Your Body. Bo może i RYB buja i w ogóle jest bardzo teges luzackie ale Cry Me A River to był dla mnie i pewnie wielu ludzi poznających Justina ten moment AŁA jakie to dobre i w ogóle. Oczywiście duża zasługa w tym samego Timbo Bimbo ze swoją zwariowaną produkcją ale to ogólnie jest ładny i bardzo fajny numer o rozstaniu. Latało to w tv non stop i katowałem to i odczuwam ekscytację jak tylko słyszę te klawisze we wstępie. Ta produkcja to w ogóle jest srogi zalążek/zapowiedź tego co potem było na FutureSex/LoveSounds, bo różne bity Tima znam ale jednak widać mieli z JT swoje brzmienie razem. Wspominkuję i serduszkuję.
Memory Tapes - Swimming Fields
No i znowu wchodzimy na teren dream popowego smętkowania i co ja mam z tym fantem zrobić? Co tu napisać po tym co już przeszedłem z wrzutką deva? No dobra, tu nie jest aż tak źle, jest jakaś melancholia ale nie taka smutna, lol? Jakkolwiek może bzdurnie to brzmi, faktycznie to trochę wpada w chillwave i zwyczajnie jest takim dobrym muzakiem pod letnie zachody słońca a ja teraz akurat siedzę i jest już ten popołudniowy letni chill i nawet to pasuje. Ten numer jest bardziej neutralny vibem więc nie skazuję go na straty choć faktycznie - jest jakby za krótki, kończy się tak nagle szybko. Rzetelny muzak w dobrym sensie tego słowa który na pewno w odpowiednich okolicznościach może zdrowo zapaść w głowie.
Boards of Canada - Palace Posy
Kurde mamy z mentosem chyba inną definicję letniego klimatu bo te synthy nijak nie napawają mnie wakacyjnym vibem. Słucham tego i mając w pamięci opis mentosa myślę sobie że to nie tak było - może on zapieprzał na budowie, katował się tą muzą dodatkowo i dlatego właśnie miał depresję wtedy? Brzmi to trochę jak soundtrack do takiej mozolnej, niewolniczej pracy, jako taka dodatkowa kara, żeby dobić tego niewolnika i żeby nie myślał sobie że kiedykolwiek będzie wolny albo szczęśliwy. Liczyłem na fajny klimat jak z ubiegłorocznej wrzuty utworowej Dragona, niestety rozczaro.
Zbigniew Kurtycz - Cicha woda
No i na końcu Melki który potrafi wyskoczyć z czymś totalnie od czapy jak mało kto (trochę jak Czez ale jego w zabawie już nie ma). Faktycznie po czytaniu wcześniejszych recek jest trochę ten klimat wakacji w czasach Polski Ludowej, słońce niemiłosiernie praży w miejscowości nad jeziorem czy morzem a jakiś pan z wózkiem i parasolem zaprasza na wodę sodową tudzież inne lody. Numer to ot zwiewny i żwawy fokstrocik, ot taki numer do wesołego podśpiewywania, to taka cecha wielu tych starych utworów chyba, jakoś te proste melodie i teksty zapadają w pamięć na długo. Niby spoko ale czy wiele warta była ta wycieczka w przeszłość, nie wiem. Melki starzeje się na naszych oczach hehe, jak dojdziemy do melodii śpiewanych przez pradziada ciekawe czy streamingi dadzą radę.
Chociaż dev i Hien nie są bliźniakami to jednak chwilami da się wyczuć unikalną więź między panami, jest jakaś cudna symbioza w tym wszystkim, Hien narzeka że oo dev mu zrąbał plany a wręcz przeciwnie - uważam że zrobił mu przysługę pchając BTB teraz. Ta wrzutka robi idealne, zachęcające mocno intro do płyty z którą niedługo przyjdzie nam się zmierzyć, pianinko, niespieszny downtempo bicik i zwiewny wokal, no i pogoda za oknem idealna na takie klimaty. Co tu dużo mówić - jakże cieszę się że ja i inni będziemy mieli ten numer ze sobą na wakacje a nie na przełomie sierpnia/września dopiero, cudna muzyka i już chyba wiem jaki album wrzucę w przyszłym roku na lato
Ancien Regime - Eternity Road
Za to wrzutka deva brzmi mi mocno końcem lata, takie dream popowe smętki które przypominają mi wrzucane przez niego w albumach Wild Nothing. No i wokal który n-ty raz już kojarzy mi się mocno z samym Musiałem (masakra, może to narcyzm z jego strony i lubi słuchać sam siebie po prostu hehe). Nie wiem no, smętkuje trochę ten numer a ja kompletnie nie mam wajbu na taką melancholię obecnie, zaczynają się wakacje i słucham tego i widzę deva wrzucajacego ten numer niczym gościa z tego mema o kolesiu jadącym na rowerze i wkładającym sobie kija w szprychy. I trochę meham a ten dev leży zbolały no bo mi nie siadło.
Justin Timberlake - Cry Me A River
Tu faktiko łatwa okejeczka no bo jeśli wrzucać coś z debiutu to myślę że najpierw właśnie to a dopiero w drugiej kolejności sięgać po Rock Your Body. Bo może i RYB buja i w ogóle jest bardzo teges luzackie ale Cry Me A River to był dla mnie i pewnie wielu ludzi poznających Justina ten moment AŁA jakie to dobre i w ogóle. Oczywiście duża zasługa w tym samego Timbo Bimbo ze swoją zwariowaną produkcją ale to ogólnie jest ładny i bardzo fajny numer o rozstaniu. Latało to w tv non stop i katowałem to i odczuwam ekscytację jak tylko słyszę te klawisze we wstępie. Ta produkcja to w ogóle jest srogi zalążek/zapowiedź tego co potem było na FutureSex/LoveSounds, bo różne bity Tima znam ale jednak widać mieli z JT swoje brzmienie razem. Wspominkuję i serduszkuję.
Memory Tapes - Swimming Fields
No i znowu wchodzimy na teren dream popowego smętkowania i co ja mam z tym fantem zrobić? Co tu napisać po tym co już przeszedłem z wrzutką deva? No dobra, tu nie jest aż tak źle, jest jakaś melancholia ale nie taka smutna, lol? Jakkolwiek może bzdurnie to brzmi, faktycznie to trochę wpada w chillwave i zwyczajnie jest takim dobrym muzakiem pod letnie zachody słońca a ja teraz akurat siedzę i jest już ten popołudniowy letni chill i nawet to pasuje. Ten numer jest bardziej neutralny vibem więc nie skazuję go na straty choć faktycznie - jest jakby za krótki, kończy się tak nagle szybko. Rzetelny muzak w dobrym sensie tego słowa który na pewno w odpowiednich okolicznościach może zdrowo zapaść w głowie.
Boards of Canada - Palace Posy
Kurde mamy z mentosem chyba inną definicję letniego klimatu bo te synthy nijak nie napawają mnie wakacyjnym vibem. Słucham tego i mając w pamięci opis mentosa myślę sobie że to nie tak było - może on zapieprzał na budowie, katował się tą muzą dodatkowo i dlatego właśnie miał depresję wtedy? Brzmi to trochę jak soundtrack do takiej mozolnej, niewolniczej pracy, jako taka dodatkowa kara, żeby dobić tego niewolnika i żeby nie myślał sobie że kiedykolwiek będzie wolny albo szczęśliwy. Liczyłem na fajny klimat jak z ubiegłorocznej wrzuty utworowej Dragona, niestety rozczaro.
Zbigniew Kurtycz - Cicha woda
No i na końcu Melki który potrafi wyskoczyć z czymś totalnie od czapy jak mało kto (trochę jak Czez ale jego w zabawie już nie ma). Faktycznie po czytaniu wcześniejszych recek jest trochę ten klimat wakacji w czasach Polski Ludowej, słońce niemiłosiernie praży w miejscowości nad jeziorem czy morzem a jakiś pan z wózkiem i parasolem zaprasza na wodę sodową tudzież inne lody. Numer to ot zwiewny i żwawy fokstrocik, ot taki numer do wesołego podśpiewywania, to taka cecha wielu tych starych utworów chyba, jakoś te proste melodie i teksty zapadają w pamięć na długo. Niby spoko ale czy wiele warta była ta wycieczka w przeszłość, nie wiem. Melki starzeje się na naszych oczach hehe, jak dojdziemy do melodii śpiewanych przez pradziada ciekawe czy streamingi dadzą radę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ale sraken pierdaken mudżynski, ja nie moge, gdzie tu dream pop xD po co sb robić krzywdę etykietkami
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A jak miał inaczej określić to skojarzenie?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jak to jest dream pop to pozdro600, szczególnie w porównaniu z wrzutą deva. Liczę na bojową obronę, idę po kisiel
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie wiem, nie jestem specem, też zdarza mi się rzucać skrótami myślowymi kiedy mam z czymś skojarzenie. Może na RYM jest inaczej napisane, ale mnie to średnio obchodzi xD Mogłem się kłócić z Devem, że jakiś rockowy numer, który wrzuciłem nie jest punkiem, ale tbh who cares.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Prędzej warto się kłócić o lekko zlewkowy charakter opisów niż etykietki, mnie to tam zwisa, ale jednocześnie zawsze ociupinkę zaskakuje, cusz
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A kto się kłóci? Jak dla Ciebie to już jest kłótnia to pozdro600 xD przerzucamy się uwagami i tyle. Zresztą, ja się z Murzynem zgadzam, że to ma dream popowy vibe.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jeśli Dragon nie zauważył to miałem na myśli że choć w pierwszym kontakcie się skrzywiłem tak później wrzuta zyskała i zasadniczo pod koniec ją w sumie chwalę? 
Mi takie rozmyte gitarki zawsze od razu się dream popowo kojarzą yyyy
P.S.2
Jestem prostym Murzynem, operuję prostymi skojarzeniami/skrótami myślowymi kiedy się na czymś NIE ZNAM
Mi takie rozmyte gitarki zawsze od razu się dream popowo kojarzą yyyy
P.S.2
Jestem prostym Murzynem, operuję prostymi skojarzeniami/skrótami myślowymi kiedy się na czymś NIE ZNAM
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie sądzę, że pozytywna uwaga wyklucza to, że można się do niej odnieść, to chyba oczywiste. Gitarki dla mnie pracują trochę inaczej niż u Reżimu, no i sam jakoś inaczej widzę dream pop w głowie, więc luks, pięknie się różnimy
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
I co, damy radę do jutra?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn