Best of Forum III
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Jak może nie wychodzić prostytutka słuchanie muzyki, zakładasz słuchawki czy tam odpalasz głośniki, naciskasz Play i słuchasz, żadna filozofia
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
nie wiecie kto to jest Paweu Te? Czy wy jestescie normalni?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Jest taka scena na forum depeche mode gdzie melczet wbija z dyskografia Pawła t i krzyczy WY WSZYSCY JESTEŚCIE NIEOSLUCHANI
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Paweł co?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
TE!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
DE!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Debbie Harry - Inner City Spillover
https://www.youtube.com/watch?v=tIt1Jp-WUek
Niedawno wrzucałem panią Debbie jako wokalistkę Blondie, a tu zaproponuję jej dokonania jako artystki solowej. Rzecz jest tym bardziej uzasadniona, że na jej debiutanckim albumie Koo Koo (1981) występowali inni muzycy (poza nierozłącznym Chrisem Steinem). Album produkowali Nile Rodgers i Brendan Edwards z popularnego wtedy zespołu Chic. Nie osiągnął wielkiego sukcesu, przynajmniej nie takiego, jakiego by się spodziewano. Okładkę stworzył kontrowersyjny H. R. Giger (podrzucałem już Danziga, którego okładkę zrobił właśnie on, stworzył też dzieło na ELP - Brain Salad Surgery). W zasadzie mogłoby być ciekawiej, gdybym wrzucił Surrender lub Backfired czy nawet Jump, Jump, ale postanowiłem poszukać czegoś mniej oczywistego. Padło więc na Inner City Spillover. Muzykę mocno podszytą funkiem, podbitą dość spokojnym bitem, w średnio szybkim tempie. Zdecydowanie nie jest to muzyka punkowa, rock zszedł na dalszy plan, pani zaproponowała syntezę innych gatunków, co mieli wokalistce za złe fani (tego typu ludzie do dziś się ani trochę nie zmienili). Dlatego brzmi inaczej niż Blondie na Blondie, na Autoamerican czy The Hunter. Kawałek bardzo rytmiczny, co podkreśla sposób śpiewania Debbie Harry, na swój sposób hipnotyczny i wciągający. Poznałem Koo Koo niewiele później od Eat to the Beat czy Parallel Lines, to musiał być pewnie rok 2010 albo 2011, ale wkręciłem się w nią później.
Bardzo ciekawe to śródmieście, pełne dziwnych typów, osobliwych sytuacji, placów budowy, awantur, graffiti i piosenkarzy pop. Wielkich zegarów, hazardzistów, rozsypujących się ścian i recyklingu. Specyficzny, miejski klimat. Muzyka dużo spokojniejsza, mniej natarczywa (bas i perkusja), nie ma dominującej gitary elektrycznej, pani swoim śpiewem zbliżającym się do melorecytacji opowiada różne historie i te właśnie historie polecam Wam!
Jako pewną ciekawostkę dorzucam wersję extended, która nie tak dawno temu (czyli dwa miesiące temu, na rozszerzonej wersji Koo Koo) się ukazała. Podobne mają Backfired i The Jam Was Moving. Trochę inny tekst piosenki, trochę dłuższa, ale klimat ten sam:
https://www.youtube.com/watch?v=KedcxlrWs08
https://www.youtube.com/watch?v=tIt1Jp-WUek
Niedawno wrzucałem panią Debbie jako wokalistkę Blondie, a tu zaproponuję jej dokonania jako artystki solowej. Rzecz jest tym bardziej uzasadniona, że na jej debiutanckim albumie Koo Koo (1981) występowali inni muzycy (poza nierozłącznym Chrisem Steinem). Album produkowali Nile Rodgers i Brendan Edwards z popularnego wtedy zespołu Chic. Nie osiągnął wielkiego sukcesu, przynajmniej nie takiego, jakiego by się spodziewano. Okładkę stworzył kontrowersyjny H. R. Giger (podrzucałem już Danziga, którego okładkę zrobił właśnie on, stworzył też dzieło na ELP - Brain Salad Surgery). W zasadzie mogłoby być ciekawiej, gdybym wrzucił Surrender lub Backfired czy nawet Jump, Jump, ale postanowiłem poszukać czegoś mniej oczywistego. Padło więc na Inner City Spillover. Muzykę mocno podszytą funkiem, podbitą dość spokojnym bitem, w średnio szybkim tempie. Zdecydowanie nie jest to muzyka punkowa, rock zszedł na dalszy plan, pani zaproponowała syntezę innych gatunków, co mieli wokalistce za złe fani (tego typu ludzie do dziś się ani trochę nie zmienili). Dlatego brzmi inaczej niż Blondie na Blondie, na Autoamerican czy The Hunter. Kawałek bardzo rytmiczny, co podkreśla sposób śpiewania Debbie Harry, na swój sposób hipnotyczny i wciągający. Poznałem Koo Koo niewiele później od Eat to the Beat czy Parallel Lines, to musiał być pewnie rok 2010 albo 2011, ale wkręciłem się w nią później.
Bardzo ciekawe to śródmieście, pełne dziwnych typów, osobliwych sytuacji, placów budowy, awantur, graffiti i piosenkarzy pop. Wielkich zegarów, hazardzistów, rozsypujących się ścian i recyklingu. Specyficzny, miejski klimat. Muzyka dużo spokojniejsza, mniej natarczywa (bas i perkusja), nie ma dominującej gitary elektrycznej, pani swoim śpiewem zbliżającym się do melorecytacji opowiada różne historie i te właśnie historie polecam Wam!
Jako pewną ciekawostkę dorzucam wersję extended, która nie tak dawno temu (czyli dwa miesiące temu, na rozszerzonej wersji Koo Koo) się ukazała. Podobne mają Backfired i The Jam Was Moving. Trochę inny tekst piosenki, trochę dłuższa, ale klimat ten sam:
https://www.youtube.com/watch?v=KedcxlrWs08
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Akurat w tym przypadku może i lepiejmintaj pisze:04 lip 2023 14:29Jest taka scena na forum depeche mode gdzie melczet wbija z dyskografia Pawła t i krzyczy WY WSZYSCY JESTEŚCIE NIEOSLUCHANI
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Anne-Marie – Ciao Adios
Anne-Marie to brytyjska wokalistka i autorka tekstów, na którą przypadkowo natknąłem się na YT parę lat temu. Występowała wtedy na feacie u innego wykonawcy. Jej wokal na tyle mnie zaintrygował, że postanowiłem sprawdzić co nieco z jej solowego dorobku. Posłuchałem kilka singli i ściągnąłem jedyny w tamtym czasie jej album Speak Your Mind. Album jest muszę przyznać całkiem niezły. Jest tam parę naprawdę dobrych utworów.
Lubię oryginalny wokal Anne-Marie. Jest w tym głosie jakiś taki fajny brud i moc. A jej utwory to po prostu radiowy, wpadający w ucho współczesny pop. Takie też jest wydane na singlu Ciao Adios. Przyjemna zagrywka gitarowa, dobry bit, dobra i chwytliwa melodia. Idealny przebój na lato. Kiedy mam ochotę posłuchać czegoś lekkiego i niezobowiązującego, otwieram szufladę z napisem „radiowe przeboje shodana”, gdzie wśród innych wykonawców leżą sobie piosenki Anne-Marie.
https://www.youtube.com/watch?v=s-bdyAkwaDo
Anne-Marie to brytyjska wokalistka i autorka tekstów, na którą przypadkowo natknąłem się na YT parę lat temu. Występowała wtedy na feacie u innego wykonawcy. Jej wokal na tyle mnie zaintrygował, że postanowiłem sprawdzić co nieco z jej solowego dorobku. Posłuchałem kilka singli i ściągnąłem jedyny w tamtym czasie jej album Speak Your Mind. Album jest muszę przyznać całkiem niezły. Jest tam parę naprawdę dobrych utworów.
Lubię oryginalny wokal Anne-Marie. Jest w tym głosie jakiś taki fajny brud i moc. A jej utwory to po prostu radiowy, wpadający w ucho współczesny pop. Takie też jest wydane na singlu Ciao Adios. Przyjemna zagrywka gitarowa, dobry bit, dobra i chwytliwa melodia. Idealny przebój na lato. Kiedy mam ochotę posłuchać czegoś lekkiego i niezobowiązującego, otwieram szufladę z napisem „radiowe przeboje shodana”, gdzie wśród innych wykonawców leżą sobie piosenki Anne-Marie.
https://www.youtube.com/watch?v=s-bdyAkwaDo
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
na chwilę uciekamy od pamiętnikarstwa
Fuck Buttons - Surf Solar (2009)
A po nocy przychodzi dzień. Trochę żałuję, że ten numer nigdy nie towarzyszył różnym interesującym, bardziej bezpośrednim wydarzeniom. Z drugiej strony odkryłem go w czasach, gdy poważniejsze doznania, emocje i odloty generowała muzyka sama w sobie, a nie bliscy mi ludzie. Pierwszy kontakt z FB przy okazji pierwszej Elektroniki Żara. JMJ zaprosił ich (bo to duet) do jednego kawałka, konkretnie Immortals. Po latach uważam go za wyjątkowo zwyczajny numer, ale wtedy wydał mi się na tyle interesujący i sympatyczny, że postanowiłem sprawdzić, czy panowie aby nie tworzą czegoś równie przyjaznego w odbiorze na swoim poletku. Nie pamiętam już konkretnej daty lub okresu. Na pierwszą próbę ognia poszedł właśnie wrzucany Surf Solar. O matko, ale się odbiłem xD Ładne arpeggia, ciekawe melodie. W czasach między gimnazjum i liceum reagowałem jednak niechęcią (nawet na forum kiedyś o tym pisałem) na jakieś bardziej hałaśliwe rzeczy, a tutaj one wychodzą na pierwszy plan! Człowiek potrzebował obycia, osłuchania. Wtedy największe eksperymenty, jakie przyswoiłem, to nagrania Aphexa i Autechre, lecz w tym przypadku zupełnie nie wystarczało. Któregoś dnia za czasów bujania się między MBV a Death Grips postanowiłem sprawdzić dawno zapomniane i odrzucone nagranie. TOTALNA PRZEMIANA. Cała płyta weszła bez żadnego rozczarowania, ale to jest potężna godzinka grania! Zażarło na tyle, by sprawdzić pozostałe longpleje (poza Tarot Sport, z którego pochodzi Surf Solar) i liznąć solowe projekty. Reszta nie przyniosła już tylu wrażeń, choć i tak jest naprawdę solidna.
Niby otwiera płytę, ale przypomina to potraktowanie drzwi wejściowych kopniakiem. Ekipa wbija do pomieszczenia, wygania dotychczas zajmujących melinę pozerów, rozsiada się wygodnie i zaczyna narkosesję. Na tego typu nagraniach odkrywałem potężną refleksję, że nawet tego typu dźwięki można podać subtelnie, sensownie, że potrafią generować ciekawe, dotychczas niespotykane wrażenia. Może sprawiać wrażenie przeciągniętego, ale jestem dziwnie pewien, że w formie mocno skróconej pigułki byłoby nie do słuchania, nie zadziałoby należycie. Najpierw wjeżdżają arpeggia, potem solidny bit, a później konsekwentnie jedna po drugiej wchodzą bardzo sensownie nałożone partie i efekty, które w punkcie kulminacyjnym, działając jednocześnie sieją spustoszenie. Im głośniej, tym lepiej, choć to wcale nie oznacza, że pod kołdrą najbardziej oczywistego jazgotu nie dzieją się patenty warte odkrycia. Jest kilka niespodzianek. Ostra atmosferyczna muzyka. Cała płyta to podróż przez różne stany świadomości. Podoba mi się zabieg połączenia wszystkiego w jedno, jakby całość była jedną wielką kompozycją. W porównaniu do takiego Equinoxe stąd znacznie łatwiej da się wyciągnąć reprezentatywne, najciekawsze kawałki. Wszystkim przekonanym proponuję od razu sięgnąć po całość, naprawdę wciąga.
https://www.youtube.com/watch?v=rKd7WQSk-1Y
Fuck Buttons - Surf Solar (2009)
A po nocy przychodzi dzień. Trochę żałuję, że ten numer nigdy nie towarzyszył różnym interesującym, bardziej bezpośrednim wydarzeniom. Z drugiej strony odkryłem go w czasach, gdy poważniejsze doznania, emocje i odloty generowała muzyka sama w sobie, a nie bliscy mi ludzie. Pierwszy kontakt z FB przy okazji pierwszej Elektroniki Żara. JMJ zaprosił ich (bo to duet) do jednego kawałka, konkretnie Immortals. Po latach uważam go za wyjątkowo zwyczajny numer, ale wtedy wydał mi się na tyle interesujący i sympatyczny, że postanowiłem sprawdzić, czy panowie aby nie tworzą czegoś równie przyjaznego w odbiorze na swoim poletku. Nie pamiętam już konkretnej daty lub okresu. Na pierwszą próbę ognia poszedł właśnie wrzucany Surf Solar. O matko, ale się odbiłem xD Ładne arpeggia, ciekawe melodie. W czasach między gimnazjum i liceum reagowałem jednak niechęcią (nawet na forum kiedyś o tym pisałem) na jakieś bardziej hałaśliwe rzeczy, a tutaj one wychodzą na pierwszy plan! Człowiek potrzebował obycia, osłuchania. Wtedy największe eksperymenty, jakie przyswoiłem, to nagrania Aphexa i Autechre, lecz w tym przypadku zupełnie nie wystarczało. Któregoś dnia za czasów bujania się między MBV a Death Grips postanowiłem sprawdzić dawno zapomniane i odrzucone nagranie. TOTALNA PRZEMIANA. Cała płyta weszła bez żadnego rozczarowania, ale to jest potężna godzinka grania! Zażarło na tyle, by sprawdzić pozostałe longpleje (poza Tarot Sport, z którego pochodzi Surf Solar) i liznąć solowe projekty. Reszta nie przyniosła już tylu wrażeń, choć i tak jest naprawdę solidna.
Niby otwiera płytę, ale przypomina to potraktowanie drzwi wejściowych kopniakiem. Ekipa wbija do pomieszczenia, wygania dotychczas zajmujących melinę pozerów, rozsiada się wygodnie i zaczyna narkosesję. Na tego typu nagraniach odkrywałem potężną refleksję, że nawet tego typu dźwięki można podać subtelnie, sensownie, że potrafią generować ciekawe, dotychczas niespotykane wrażenia. Może sprawiać wrażenie przeciągniętego, ale jestem dziwnie pewien, że w formie mocno skróconej pigułki byłoby nie do słuchania, nie zadziałoby należycie. Najpierw wjeżdżają arpeggia, potem solidny bit, a później konsekwentnie jedna po drugiej wchodzą bardzo sensownie nałożone partie i efekty, które w punkcie kulminacyjnym, działając jednocześnie sieją spustoszenie. Im głośniej, tym lepiej, choć to wcale nie oznacza, że pod kołdrą najbardziej oczywistego jazgotu nie dzieją się patenty warte odkrycia. Jest kilka niespodzianek. Ostra atmosferyczna muzyka. Cała płyta to podróż przez różne stany świadomości. Podoba mi się zabieg połączenia wszystkiego w jedno, jakby całość była jedną wielką kompozycją. W porównaniu do takiego Equinoxe stąd znacznie łatwiej da się wyciągnąć reprezentatywne, najciekawsze kawałki. Wszystkim przekonanym proponuję od razu sięgnąć po całość, naprawdę wciąga.
https://www.youtube.com/watch?v=rKd7WQSk-1Y
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mentos prostytutka dawaj
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No to ten, fajnie, że BoC (biuro obsługi cuckolda) zebrało powszechny poklask, pochwały i takie tam. No, prawie, bo Murzyn znowu coś tam wybrzydzał i w ogóle, ale pewnie za mało rapujących murzynów czy coś, by mu się spodobało HYHY. Cieszę się, że Munlup celnie mnie zdiagnozował jako hipstera, że zachęciłem WUJA do poznania całości (polecam!) i zgadzam się z Robertem, że w sumie to chyba dobrze jest jak jest, tj. też mam dziwne wrażenie, że potencjalny kolejny album BoCów mógłby tylko zaburzyć praktycznie perfekcyjną dyskografię.
Anna Maria Jopek - Ale Jestem
W tym odcinku swoich przygód nie tylko usilnie próbuję zdjąć z siebie łatkę angstowca wrzucając coś skrajnie losowego, ale bawię się w cosplay paru forumowiczów: wujasa, bo śpiewająca pani, melczeta, bo wrzucam coś, co mógłby wrzucić mój dziadek, trochę murzyna, bo jemu też się zdarzało wrzucać jakiś stary polski pop i w sumie to tyle, bo nie jestem z gumy, by naciągnąć analogie do kogokolwiek innego tutaj.
Generalnie to ten... Trochę nie trafiłem z terminem, bo tak się złożyło, że piosenka, którą wam zapodaję to polska kandydatura na Eurowizję w 1997 roku i generalnie to w przypadku potencjalnej kolejki tematycznej związanej z tą imprezą za X lat jestem w piździe, ale TRUDNO. Może to i lepiej, fakt, że dopiero w tym roku polubiłem się z Eurowizją jest w sumie zbyt świeży na tę zabawę. Albo i nie jest, nie wiem, nie znam się. Wiem tyle, że w tym roku świetnie się bawiłem, jednak ta cała otoczka rywalizacji międzynarodowej robi robotę i ogląda się to bardzo przyjemnie, ale mniejsza z tym. Wracając do tematu, to z kronikarskiego obowiązku nadmienię tylko, że wrzucona przeze mnie piosenka jakiegoś wielkiego szału nie zrobiła, ja nie wiem dlaczego tak się stało i w ogóle, ona była pierwsza w kulach i takie tam, aczkolwiek patrząc na cuda, które reprezentowały nas w latach późniejszych i czasem we wcześniejszych jedenaste miejsce możemy uznać za w miarę solidny wynik (zwłaszcza, że byliśmy wyżej nad ruskimi hyhyhy).
Rok wydania mógłby gdzieś jakoś sugerować, że tę piosenkę znam od dzieciństwa i z dzieciństwem mi się kojarzy czy coś podobnego lub w ten deseń. No ale jednak no nie bardzo, bo prawdę powiedziawszy usłyszałem ją gdzieś późną wiosną 2020. To był ten śmieszny czas szczytu pandemii, w którym pozamykano nas wszystkich w domach i wychodziliśmy z nich z tylko do Biedronki czy innego Lidla(na marginesie, to jestem ciekaw tego jak będziemy wspominać ten okres za kilka lub kilkanaście lat). Nie pamiętam, czy tu o nim pisałem, ale szczerze mówiąc wspominam go całkiem dobrze i czasem czuję się z tym faktem aż dziwnie.
To jest związane z tym, że okres przed tą pandemią był, delikatnie rzecz ująwszy, słaby, w zasadzie to znaczna część 2018 i prawie cały 2019 rok były dla mnie jakąś udręką i męczarnią - o przejebanej pracy, w której tkwiłem chyba tylko dlatego, że miałem syndrom sztokholmski pisałem szabernaście razy, ale wymazałbym ten rok z pamięci, gdyby nie fakt, że - jak to często bywa - w jego trakcie totalnie randomowo poznałem grupę świetnych osób, którzy z czasem stali się przyjaciółmi. Pomijając to, w tamtym chorym czasie miałem poważne problemy z nawiązywaniem relacji, przeżyłem śmierć bliskiej osoby, no i wdawałem się w toksyczną relację, która totalnie nie rokowała i doprowadzała mnie do pasji szewca (czy jakoś tak). W wiosnę 2020 wbijałem więc kończąc tę toksyczną jazdę bez trzymanki w mało przyjemny sposób, ledwo rzuciwszy magisterkę, która była mi totalnie niepotrzebna i teżmnie doprowadzała do kurwicy i w ogóle sfrustowany wszystkim.
I ja się z tym naprawdę dziwnie czuję, bo gdy się okazało, że sprawa jest więcej niż poważna i okazało się, że wprowadzono coś pokroju stanu wyjątkowego, powoli wszystko zaczęło się zmieniać. Zapomniałem o beznadziejnych studiach, presja na socjalizowanie się z ludźmi, których albo mam w dupie, albo za którymi nie przepadam odeszła w cień, miast tego rozwinąłem relacje z ludźmi, o których pisałem parę linijek wyżej, wyprowadzili się moi irytujący lokatorzy i nawet ta cholerna praca była zbawieniem, bo dawała namiastkę normalności i stabilizacji. Ja wiem, że generalnie to był straszny czas, do dziś mam w pamięci obrazki przepełnionych szpitali, współczuję wszystkim ofiarom tego gówna (sam przechodziłem wkrótce przed startem bestki, też prehistoria) i butowałbym wszystkich ludzi pieprzących o tym, że to plandemia, ale nic nie poradzę na to - odżyłem, gdy świat płonął.
Okres ten to był jednocześnie okres intensywnego rozwoju mojej grupki na fejsiku, na której zgromadziłem jakimś sobie znanym tylko sposobem grupkę autystów, i nie tylko, wrzucających nagrania ze starej tv. Szczerze mówiąc, nie będę pieprzyć, że było inaczej i nie spędzałem dużej ilości nadmiarowego wolnego czasu na jej oglądaniu - w innym przypadku raczej bym na tę piosenkę po prostu nie trafił. Powinienem tutaj coś o niej napisać, prawda? No generalnie to jest fajna, jak to mawia młodzież jest EPICKA i w ogóle super i podoba mi się. I ma tekst, który próbuje silić się na taki, co to afirmuje życie, ale tak średnio, ale mimo to i tak mi się podoba.
Chyba zamiast o niej pisać, po prostu wrzucę wam suchara, którego kiedyś ułożyłem: Do baru wchodzi Anna Maria Jopek, a barman na to: cała trójka wysiadać. Albo może uznajmy, że go nie napisałem, a zamiast tego napisałem, żebyście brali i słuchali tego.
https://www.youtube.com/watch?v=PTfxCyISzOk
W ramach bonusa dla chętnych - wywiad z piosenkarką i jej fajnymi butami przeprowadzony na antenie publicznej Jedynki przez Siouxie Sioux oraz teledysk w jakości 14,4p: https://www.youtube.com/watch?v=CsOfunCrRLU
Anna Maria Jopek - Ale Jestem
W tym odcinku swoich przygód nie tylko usilnie próbuję zdjąć z siebie łatkę angstowca wrzucając coś skrajnie losowego, ale bawię się w cosplay paru forumowiczów: wujasa, bo śpiewająca pani, melczeta, bo wrzucam coś, co mógłby wrzucić mój dziadek, trochę murzyna, bo jemu też się zdarzało wrzucać jakiś stary polski pop i w sumie to tyle, bo nie jestem z gumy, by naciągnąć analogie do kogokolwiek innego tutaj.
Generalnie to ten... Trochę nie trafiłem z terminem, bo tak się złożyło, że piosenka, którą wam zapodaję to polska kandydatura na Eurowizję w 1997 roku i generalnie to w przypadku potencjalnej kolejki tematycznej związanej z tą imprezą za X lat jestem w piździe, ale TRUDNO. Może to i lepiej, fakt, że dopiero w tym roku polubiłem się z Eurowizją jest w sumie zbyt świeży na tę zabawę. Albo i nie jest, nie wiem, nie znam się. Wiem tyle, że w tym roku świetnie się bawiłem, jednak ta cała otoczka rywalizacji międzynarodowej robi robotę i ogląda się to bardzo przyjemnie, ale mniejsza z tym. Wracając do tematu, to z kronikarskiego obowiązku nadmienię tylko, że wrzucona przeze mnie piosenka jakiegoś wielkiego szału nie zrobiła, ja nie wiem dlaczego tak się stało i w ogóle, ona była pierwsza w kulach i takie tam, aczkolwiek patrząc na cuda, które reprezentowały nas w latach późniejszych i czasem we wcześniejszych jedenaste miejsce możemy uznać za w miarę solidny wynik (zwłaszcza, że byliśmy wyżej nad ruskimi hyhyhy).
Rok wydania mógłby gdzieś jakoś sugerować, że tę piosenkę znam od dzieciństwa i z dzieciństwem mi się kojarzy czy coś podobnego lub w ten deseń. No ale jednak no nie bardzo, bo prawdę powiedziawszy usłyszałem ją gdzieś późną wiosną 2020. To był ten śmieszny czas szczytu pandemii, w którym pozamykano nas wszystkich w domach i wychodziliśmy z nich z tylko do Biedronki czy innego Lidla(na marginesie, to jestem ciekaw tego jak będziemy wspominać ten okres za kilka lub kilkanaście lat). Nie pamiętam, czy tu o nim pisałem, ale szczerze mówiąc wspominam go całkiem dobrze i czasem czuję się z tym faktem aż dziwnie.
To jest związane z tym, że okres przed tą pandemią był, delikatnie rzecz ująwszy, słaby, w zasadzie to znaczna część 2018 i prawie cały 2019 rok były dla mnie jakąś udręką i męczarnią - o przejebanej pracy, w której tkwiłem chyba tylko dlatego, że miałem syndrom sztokholmski pisałem szabernaście razy, ale wymazałbym ten rok z pamięci, gdyby nie fakt, że - jak to często bywa - w jego trakcie totalnie randomowo poznałem grupę świetnych osób, którzy z czasem stali się przyjaciółmi. Pomijając to, w tamtym chorym czasie miałem poważne problemy z nawiązywaniem relacji, przeżyłem śmierć bliskiej osoby, no i wdawałem się w toksyczną relację, która totalnie nie rokowała i doprowadzała mnie do pasji szewca (czy jakoś tak). W wiosnę 2020 wbijałem więc kończąc tę toksyczną jazdę bez trzymanki w mało przyjemny sposób, ledwo rzuciwszy magisterkę, która była mi totalnie niepotrzebna i teżmnie doprowadzała do kurwicy i w ogóle sfrustowany wszystkim.
I ja się z tym naprawdę dziwnie czuję, bo gdy się okazało, że sprawa jest więcej niż poważna i okazało się, że wprowadzono coś pokroju stanu wyjątkowego, powoli wszystko zaczęło się zmieniać. Zapomniałem o beznadziejnych studiach, presja na socjalizowanie się z ludźmi, których albo mam w dupie, albo za którymi nie przepadam odeszła w cień, miast tego rozwinąłem relacje z ludźmi, o których pisałem parę linijek wyżej, wyprowadzili się moi irytujący lokatorzy i nawet ta cholerna praca była zbawieniem, bo dawała namiastkę normalności i stabilizacji. Ja wiem, że generalnie to był straszny czas, do dziś mam w pamięci obrazki przepełnionych szpitali, współczuję wszystkim ofiarom tego gówna (sam przechodziłem wkrótce przed startem bestki, też prehistoria) i butowałbym wszystkich ludzi pieprzących o tym, że to plandemia, ale nic nie poradzę na to - odżyłem, gdy świat płonął.
Okres ten to był jednocześnie okres intensywnego rozwoju mojej grupki na fejsiku, na której zgromadziłem jakimś sobie znanym tylko sposobem grupkę autystów, i nie tylko, wrzucających nagrania ze starej tv. Szczerze mówiąc, nie będę pieprzyć, że było inaczej i nie spędzałem dużej ilości nadmiarowego wolnego czasu na jej oglądaniu - w innym przypadku raczej bym na tę piosenkę po prostu nie trafił. Powinienem tutaj coś o niej napisać, prawda? No generalnie to jest fajna, jak to mawia młodzież jest EPICKA i w ogóle super i podoba mi się. I ma tekst, który próbuje silić się na taki, co to afirmuje życie, ale tak średnio, ale mimo to i tak mi się podoba.
Chyba zamiast o niej pisać, po prostu wrzucę wam suchara, którego kiedyś ułożyłem: Do baru wchodzi Anna Maria Jopek, a barman na to: cała trójka wysiadać. Albo może uznajmy, że go nie napisałem, a zamiast tego napisałem, żebyście brali i słuchali tego.
https://www.youtube.com/watch?v=PTfxCyISzOk
W ramach bonusa dla chętnych - wywiad z piosenkarką i jej fajnymi butami przeprowadzony na antenie publicznej Jedynki przez Siouxie Sioux oraz teledysk w jakości 14,4p: https://www.youtube.com/watch?v=CsOfunCrRLU
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Może to i dobrze, że jeszcze nie było takiej. Mam dwie opcje w głowie, w tym jedna to Rafał Brzozowski. Tak, z tych powodów.mintaj pisze:06 lip 2023 01:14w przypadku potencjalnej kolejki tematycznej związanej z tą imprezą za X lat jestem w piździe, ale TRUDNO
Chyba już jesteśmy dawno po tym momencie, gdzie miałem więcej interakcji z Sebą na tej grupce niż tutaj xdOkres ten to był jednocześnie okres intensywnego rozwoju mojej grupki na fejsiku
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Mentos pisze, że chce zrzucić z siebie łatkę angstowca, po czym tworzy przeładowany złością opis wrzutki 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Jak tam widzisz złość, to ja jestem Mariusz
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
albo Paweł
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Belbury Poly - Green Grass Grows
Typowy Dev, ma perfekcyjny numer do wrzucenia na Halloween, wrzuca go latem. Szkoda, bo wrzuta traci niesamowicie przez to. Z jesienną aurą za oknem, to byłby cios w nery, a tak to jest lekkie piernięcie. Kawałek brzmi jak intro do jakiegoś starego serialu w stylu „The Addams Family”, czy „The Munsters”, czuć w tym ten luźny, trochę przerysowany creepy klimat. Wokal brzmi jak generowany przez kompjuter i nie byłbym zdziwiony gdyby tak w istocie było. Śmieszne, bo Musiał to opisuje jako coś niesamowicie pokręconego, kwaśnego, itd., a dla mnie to brzmi jak normalny kawałek z lat 60/70. Jedyne co jest w istocie niepokojące, to to, że jest to symulacja nagrana dekady później. No, ale mnie duchologia ogólnie creepuje. O ile wspominanie starych czasów jest fajne, próby reanimacji zawsze budzą wątpliwości i niepokój. W tym konkretnym wydaniu to kupuję, bo numer jest po prostu fajny, ale odkładam go na jesień, o ile nie zapomnę.
Flight Facilities - I Didn't Believe
Sytuację ratuje Murzyński. Kiedy widzę trzy litery G, A i T (niekoniecznie w tej kolejności), to już wiem, że będzie dobra wrzuta, bo Jacek stanowi fajne sito do całych godzin godzin muzyki z tych gier. Tym razem to nie rnb, to taneczny pop z damskim wokalem i dobry groovem. Jak wchodzi bas, to już wiadomo, że będzie gorąco i mamy lato proszę państwa. Dobry bit, groove, świetny wokal, całość przypomina mi trochę taneczne numery z lat 00wych, kiedy takie powtarzanie frazy było na porządku dziennym w mainstreamie. No i pojawia się dzwoneczek z Mercy Street/Expansions, więc można nawet powiedzieć, że bestka doczekała się recurring motifu w formie unikalnego instrumentu. Najs. Warto też zauważyć, że to kolejny odcinek „Zakochanego Murzyna” i gdyby taki serial istniał, to to powinna być piosenka grająca w czołówce. Murzyn wprowadza nam porządną dawkę wakacji (i romantyzmu) do naszego zimnego forum Depesz Mołd, nie da się tego przecenić.
Debbie Harry - Inner City Spillover
Nadeszła chwila wiekopomna, bo Melki, jadąc na oparach, wysypał się już teraz kompletnie z Blondie. Co teraz będzie? Zobaczymy, a tymczasem mam powtórkę z albumu, którego w całości nie słuchałem od wielu lat - „Kookoo”. To jest płyta bardzo dobra, pamiętam że zrobiła na mnie za pierwszym razem lepsze wrażenie niż np. „Eat to the Beat”. Kawałek, który zapodał Melki, to takie „smutne reggae”, może nie tak do końca smutne, ale też nie wesołe (mądrego aż miło posłuchać). To jest IMO dosyć fajna zapowiedź tego, co Blondie zrealizowali potem na „The Hunter” i aż żal dupe ściska, że się po tej płycie rozpadli, a Debbie na „Rockbird” poszła już w kompletnie innym kierunku. Fajny groove, świetne gitary, jakieś psychodeliczne dźwięki przetworzonych organów w tle. Melki tym razem fajnie zaskoczył, wybierając mniej popularny utwór z płyty i wybrał dobrze.
Anne-Marie – Ciao Adios
Wuja, lol, jaki letniaczek wjechał xD Powiedziałbym, że chylę czapkę, ale ja nią wręcz rzucam w kierunku Shodana. Dobra, słychać od razu, że to taka Rihanna w domu, ale jednocześnie jest to na tyle fajne, że jakiekolwiek podobieństwa nie stanowią dla mnie tutaj problemu i powodów do narzekania. Anna-Marie śpiewa fajnie, numer w tle jest bardzo przyjemny i ma odpowiedni vibe. Wtórność tego kawałka nie robi mi żadnej różnicy, to jest jeden z tych utworów, który ma mieć przede wszystkim dobrze zrealizowaną i uchwyconą atmosferę, a IMO to się tutaj bardzo przyzwoicie udało. Kawałek od razu ląduje na mojej urlopowej playliście. Mam nadzieję, że szuflada „radiowych przebojów shodana” nie zamknie się zbyt szybko, bo dopiero się rozkręcamy.
Fuck Buttons - Surf Solar
Znam tę nazwę, ale tylko z nazwy (heh), nie wiem czy właśnie nie ze względu na zapro od JMJarra. Po wrzucie Wuja, ten numer wali po ryju. Nagle wchodzi randomowe napierdalanie po klawiszach samplem z Zeldy, tbh znając Dragona, myślałem, że będzie to samo leciało przez 10 minut, ALE NIE. Nagle wkracza najklasyczniejszy kick w historii oraz, proszę państwa, cowbell. No i się okazuje nagle, że tu jednak będą jakieś konkrety. W sumie sam nie wiem, czy wolałbym gdyby faktycznie to był monotonny ambient przez 10 minut, czy to, czym ostatecznie ten kawałek jest. Momentami brzmi to jak otępione xanaxem Crystal Castles, ale bez afer na zapleczu. Powiem szczerze, męczyłem się z tym numerem okrótnie, nawet nie wiem dlaczego, bo to nie jest jakaś wymagająca muzyka. Słuchałem i słuchałem, wiało to nudą, pomimo tego, że brzmienie samo w sobie jest spoko. Za którymś razem w końcu to jakoś weszło. Zauważyłem, że najlepszą rzeczą w tym jest długość. Gdyby to było krótsze, to po prostu bym mehnął i rzucił w kąt, ale przez to, że to trwa ile trwa, byłem jakby zmuszony obcować z tymi dźwiękami (z grubsza grającymi to samo non stop) i w tym czasie zdążyłem się z tym oswoić i nawet polubić. To trochę jak z ludźmi, chwilowe kontakty mogą zrobić złe wrażenie, ale jakieś dłuższe sesje z osobnikiem ukazują go w innym świetle (ale to też działa w odwrotną stronę, lub się nie zmienia, więc to nie jest reguła). W każdym razie, moja opinia ostatecznie przechyla się na strone pozytywną. Dodatkowe brawa za eleganckie outro. Bez szaleństw, ale jednak.
Anna Maria Jopek - Ale Jestem
Heh. No ok, niby Eurowizja, to prostytutka moje pole, ale lol, heh. Znam ten numer, tzn. jak wszedł refren to zdałem sobie sprawę, że oczywiście znam ten numer. Jak na Anne Marię Popek, jest to wyjątkowo strawne, znowu słyszę jakieś echa Dave Matthews Band. Jako kandydatury na Ojrowizję, to ja tego w ogóle nie czaję xD Tzn. ok, patrząc pod kątem sprzedawania jakichś lokalnych stylówek, to może nawet ma sens, ale czy to też jest jakaś uber-polska muza? Nie wiem, natomiast pamiętam, że Jopkowa miała wtedy faktycznie swój moment fejmu i nie jest dla mnie jakimś ciężkim zaskoczeniem, że z automatu ją oddelegowano na tę imprezę. Ja bym tak raczej średnio smsy na to wysyłał (zwłaszcza w 97 r.). Jopkowa kojarzy mi się z dwiema rzeczami, 1) z paroma numerami, zwłaszcza jednym singlem, z płyty nagranej z Patem Mathenym, który był ok i miał fajny klip, 2) z tym, że już po tym boomie, głównie słyszałem o niej kiedy Kydryński, w swojej cringowej audycji, regularnie, pomiędzy jakimiś smooth jazzowymi szlagierami, przypominał, że ją posuwa. Ten kawałek budzi jakieś tam miłe wspomnienia z daaaawnych lat, nie powiem, że nie, i generalnie jak na Annę Marię Jopek-Wesołowską, jest to szczególnie niecringowa rzecz, pomimo TOTALNIE cringowego tekstu. Spodziewałem się jakiegoś kompletnego gówna, więc w efekcie nawet jestem pozytywnie zaskoczony (o zgrozo). Mentoss to jest taki janusz, który nad łóżkiem ma powieszony wielki plakat BIG BLACK, ale jak nikogo nie ma w domu, to ukradkiem, na słuchawkach, słucha Anny Marii Jopek. I ja to szanuję.
BTW, obejrzałem ten wywiad, bo dałem się nabrać na Siouxie Sioux i na fajne buty (są chujowe). Dotarło też do mnie, że Jopek ma głos jak Małgorzata Kożuchowska, i w ogóle pierdoIi jak jakaś natchniona uczennica Pawlikowskiej. Stara telewizja jest bezlitosna. Mój ulubiony moment, to kiedy Siouxie w 4:38 przerywa jej to pierdoIenie, bez żadnej innej przyczyny (bo czas się nie kończył) niż to żeby przestała pierdoIić. Brawa.
Kolejka generalnie spoko. Murzyn i Wuja zafundowali letniaczki pierwszej klasy, Melki fajną i jakościową podróż w przeszłość, Dev numer który będzie super za parę miesięcy, Dragon monotonne pitolenie, które rośnie, a Mentos super wywiad z Kożuchowską. To się nazywa LATO (2008).
Typowy Dev, ma perfekcyjny numer do wrzucenia na Halloween, wrzuca go latem. Szkoda, bo wrzuta traci niesamowicie przez to. Z jesienną aurą za oknem, to byłby cios w nery, a tak to jest lekkie piernięcie. Kawałek brzmi jak intro do jakiegoś starego serialu w stylu „The Addams Family”, czy „The Munsters”, czuć w tym ten luźny, trochę przerysowany creepy klimat. Wokal brzmi jak generowany przez kompjuter i nie byłbym zdziwiony gdyby tak w istocie było. Śmieszne, bo Musiał to opisuje jako coś niesamowicie pokręconego, kwaśnego, itd., a dla mnie to brzmi jak normalny kawałek z lat 60/70. Jedyne co jest w istocie niepokojące, to to, że jest to symulacja nagrana dekady później. No, ale mnie duchologia ogólnie creepuje. O ile wspominanie starych czasów jest fajne, próby reanimacji zawsze budzą wątpliwości i niepokój. W tym konkretnym wydaniu to kupuję, bo numer jest po prostu fajny, ale odkładam go na jesień, o ile nie zapomnę.
Flight Facilities - I Didn't Believe
Sytuację ratuje Murzyński. Kiedy widzę trzy litery G, A i T (niekoniecznie w tej kolejności), to już wiem, że będzie dobra wrzuta, bo Jacek stanowi fajne sito do całych godzin godzin muzyki z tych gier. Tym razem to nie rnb, to taneczny pop z damskim wokalem i dobry groovem. Jak wchodzi bas, to już wiadomo, że będzie gorąco i mamy lato proszę państwa. Dobry bit, groove, świetny wokal, całość przypomina mi trochę taneczne numery z lat 00wych, kiedy takie powtarzanie frazy było na porządku dziennym w mainstreamie. No i pojawia się dzwoneczek z Mercy Street/Expansions, więc można nawet powiedzieć, że bestka doczekała się recurring motifu w formie unikalnego instrumentu. Najs. Warto też zauważyć, że to kolejny odcinek „Zakochanego Murzyna” i gdyby taki serial istniał, to to powinna być piosenka grająca w czołówce. Murzyn wprowadza nam porządną dawkę wakacji (i romantyzmu) do naszego zimnego forum Depesz Mołd, nie da się tego przecenić.
Debbie Harry - Inner City Spillover
Nadeszła chwila wiekopomna, bo Melki, jadąc na oparach, wysypał się już teraz kompletnie z Blondie. Co teraz będzie? Zobaczymy, a tymczasem mam powtórkę z albumu, którego w całości nie słuchałem od wielu lat - „Kookoo”. To jest płyta bardzo dobra, pamiętam że zrobiła na mnie za pierwszym razem lepsze wrażenie niż np. „Eat to the Beat”. Kawałek, który zapodał Melki, to takie „smutne reggae”, może nie tak do końca smutne, ale też nie wesołe (mądrego aż miło posłuchać). To jest IMO dosyć fajna zapowiedź tego, co Blondie zrealizowali potem na „The Hunter” i aż żal dupe ściska, że się po tej płycie rozpadli, a Debbie na „Rockbird” poszła już w kompletnie innym kierunku. Fajny groove, świetne gitary, jakieś psychodeliczne dźwięki przetworzonych organów w tle. Melki tym razem fajnie zaskoczył, wybierając mniej popularny utwór z płyty i wybrał dobrze.
Anne-Marie – Ciao Adios
Wuja, lol, jaki letniaczek wjechał xD Powiedziałbym, że chylę czapkę, ale ja nią wręcz rzucam w kierunku Shodana. Dobra, słychać od razu, że to taka Rihanna w domu, ale jednocześnie jest to na tyle fajne, że jakiekolwiek podobieństwa nie stanowią dla mnie tutaj problemu i powodów do narzekania. Anna-Marie śpiewa fajnie, numer w tle jest bardzo przyjemny i ma odpowiedni vibe. Wtórność tego kawałka nie robi mi żadnej różnicy, to jest jeden z tych utworów, który ma mieć przede wszystkim dobrze zrealizowaną i uchwyconą atmosferę, a IMO to się tutaj bardzo przyzwoicie udało. Kawałek od razu ląduje na mojej urlopowej playliście. Mam nadzieję, że szuflada „radiowych przebojów shodana” nie zamknie się zbyt szybko, bo dopiero się rozkręcamy.
Fuck Buttons - Surf Solar
Znam tę nazwę, ale tylko z nazwy (heh), nie wiem czy właśnie nie ze względu na zapro od JMJarra. Po wrzucie Wuja, ten numer wali po ryju. Nagle wchodzi randomowe napierdalanie po klawiszach samplem z Zeldy, tbh znając Dragona, myślałem, że będzie to samo leciało przez 10 minut, ALE NIE. Nagle wkracza najklasyczniejszy kick w historii oraz, proszę państwa, cowbell. No i się okazuje nagle, że tu jednak będą jakieś konkrety. W sumie sam nie wiem, czy wolałbym gdyby faktycznie to był monotonny ambient przez 10 minut, czy to, czym ostatecznie ten kawałek jest. Momentami brzmi to jak otępione xanaxem Crystal Castles, ale bez afer na zapleczu. Powiem szczerze, męczyłem się z tym numerem okrótnie, nawet nie wiem dlaczego, bo to nie jest jakaś wymagająca muzyka. Słuchałem i słuchałem, wiało to nudą, pomimo tego, że brzmienie samo w sobie jest spoko. Za którymś razem w końcu to jakoś weszło. Zauważyłem, że najlepszą rzeczą w tym jest długość. Gdyby to było krótsze, to po prostu bym mehnął i rzucił w kąt, ale przez to, że to trwa ile trwa, byłem jakby zmuszony obcować z tymi dźwiękami (z grubsza grającymi to samo non stop) i w tym czasie zdążyłem się z tym oswoić i nawet polubić. To trochę jak z ludźmi, chwilowe kontakty mogą zrobić złe wrażenie, ale jakieś dłuższe sesje z osobnikiem ukazują go w innym świetle (ale to też działa w odwrotną stronę, lub się nie zmienia, więc to nie jest reguła). W każdym razie, moja opinia ostatecznie przechyla się na strone pozytywną. Dodatkowe brawa za eleganckie outro. Bez szaleństw, ale jednak.
Anna Maria Jopek - Ale Jestem
Heh. No ok, niby Eurowizja, to prostytutka moje pole, ale lol, heh. Znam ten numer, tzn. jak wszedł refren to zdałem sobie sprawę, że oczywiście znam ten numer. Jak na Anne Marię Popek, jest to wyjątkowo strawne, znowu słyszę jakieś echa Dave Matthews Band. Jako kandydatury na Ojrowizję, to ja tego w ogóle nie czaję xD Tzn. ok, patrząc pod kątem sprzedawania jakichś lokalnych stylówek, to może nawet ma sens, ale czy to też jest jakaś uber-polska muza? Nie wiem, natomiast pamiętam, że Jopkowa miała wtedy faktycznie swój moment fejmu i nie jest dla mnie jakimś ciężkim zaskoczeniem, że z automatu ją oddelegowano na tę imprezę. Ja bym tak raczej średnio smsy na to wysyłał (zwłaszcza w 97 r.). Jopkowa kojarzy mi się z dwiema rzeczami, 1) z paroma numerami, zwłaszcza jednym singlem, z płyty nagranej z Patem Mathenym, który był ok i miał fajny klip, 2) z tym, że już po tym boomie, głównie słyszałem o niej kiedy Kydryński, w swojej cringowej audycji, regularnie, pomiędzy jakimiś smooth jazzowymi szlagierami, przypominał, że ją posuwa. Ten kawałek budzi jakieś tam miłe wspomnienia z daaaawnych lat, nie powiem, że nie, i generalnie jak na Annę Marię Jopek-Wesołowską, jest to szczególnie niecringowa rzecz, pomimo TOTALNIE cringowego tekstu. Spodziewałem się jakiegoś kompletnego gówna, więc w efekcie nawet jestem pozytywnie zaskoczony (o zgrozo). Mentoss to jest taki janusz, który nad łóżkiem ma powieszony wielki plakat BIG BLACK, ale jak nikogo nie ma w domu, to ukradkiem, na słuchawkach, słucha Anny Marii Jopek. I ja to szanuję.
BTW, obejrzałem ten wywiad, bo dałem się nabrać na Siouxie Sioux i na fajne buty (są chujowe). Dotarło też do mnie, że Jopek ma głos jak Małgorzata Kożuchowska, i w ogóle pierdoIi jak jakaś natchniona uczennica Pawlikowskiej. Stara telewizja jest bezlitosna. Mój ulubiony moment, to kiedy Siouxie w 4:38 przerywa jej to pierdoIenie, bez żadnej innej przyczyny (bo czas się nie kończył) niż to żeby przestała pierdoIić. Brawa.
Kolejka generalnie spoko. Murzyn i Wuja zafundowali letniaczki pierwszej klasy, Melki fajną i jakościową podróż w przeszłość, Dev numer który będzie super za parę miesięcy, Dragon monotonne pitolenie, które rośnie, a Mentos super wywiad z Kożuchowską. To się nazywa LATO (2008).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Belbury Poly - Green Grass Grows
No ciekawy utworek, nie powiem. Na początku byłem trochę skonsternowany. Pomyślałem, że dev nam tu jakiś The voice of junior zapodaje czy coś. Potem przeczytałem opis i trochę mi to pojaśniło. W każdym razie w miarę kolejnych odsłuchów podoba mi się coraz bardziej. Fikuśny ten bas i pocieszne wesołe klawisze. Fajne to po prostu. I dziecięcy wokal też fajny. Miałem na początku pisać, że nie wiem, czemu dev uważa dziecięcy głos za niepokojący. No ale potem skojarzyłem sobie ten klimat z grą KISS Psycho Circus: The Nightmare Child. A nawet trochę z Bioshockiem. I zadziałało - jest w sumie w tym utworze coś takiego creepy. Uchwyciłem ten klimat, choć chwilę to trwało. Wesołe klawisze przecież też potrafią być niepokojące, o ile twórcom uda się wytworzyć odpowiedni klimat.
Utwór jest bardzo dobry i mocno się wkręca. No i super okładka. Aż jestem ciekaw, co prezentuje reszta albumu.
Flight Facilities - I Didn't Believe (feat. Elizabeth Rose)
Kolejny utwór dokładnie w stylu strippeda. Rytmiczny, taneczny, pogodny. I bardzo fajny. Już od pierwszych sekund człowiekowi nóżka chodzi w rytm tego wyrazistego bitu. Bas ładnie pogrywa. Perkusja też super (te bębny w tle tak ładnie uwypuklone na końcu). No i ta chyba gitara brzęcząca przez cały czas jest bardzo fajna. Ładna melodia wyśpiewana ładnym damskim głosem. Wielokrotnie powtarzana fraza to też coś, co lubię. W tle tu i ówdzie przewijają się różne ciekawe rzeczy. Podoba mi się to coraz bardziej w miarę kolejnych odsłuchów. Super brzmienie.
The Disposable Heroes of Hiphoprisy – Love is Da Shit
The Disposable Heroes of Hiphoprisy wspominam z bestki albumowej bardzo dobrze mimo, że wciąż nie mogę zapamiętać nazwy zespołu. Love is Da Shit to rzeczywiście bardzo melodyjny hip-hop. Franti właściwie bardziej śpiewa niż rapuje. Uwielbiam głos tego gościa. Perkusja jest fenomenalna i robi cały numer. Dosyć mocno kojarzy mi się z koncertowym Mercy in You. Klawisze brzmią po prostu świetnie. Zbyt wielu innych brzmień raczej nie ma, ale w sumie są niepotrzebne, bo to co jest w zupełności wystarcza. Jest niesamowity klimat.
Sprawdziłem też sobie wersję albumową i muszę powiedzieć, że też mi się podoba. Ma inny klimat, ale też jest spoko. Chociaż oczywiście ta wersja live lepsza. Idealna.
Debbie Harry - Inner City Spillover
Oho, Debbie w wersji reggae. Na początku byłem sceptyczny, ale się z czasem przekonałem do utworu. Jest całkiem dobry. Gitary pogrywają ciekawie. Klawiszowe tło godne uwagi, no i bardzo wyrazisty, mięsisty bas. Głos Debbie oczywiście na plus. No i super okładka, ale jak robił ją TEN Giger, to się nie ma co dziwić. Nawet nie wiedziałem, że on robił okładki do albumów.
Podsumowując bardzo przyjemny, rytmiczny numer.
Fuck Buttons - Surf Solar
Dragon wraca do trochę dłuższych instrumentalnych utworów. I dobrze, bo zazwyczaj je lubiłem. I ta propozycja jest bardzo dobra. Wręcz ekscytująca bym powiedział. Dobrze, że to trwa ponad 10 minut, bo długość działa zdecydowanie na korzyść tej muzyki. Nie potrafię za bardzo pisać o takiej muzyce, bo zwyczajnie brakuje mi fachowego słownictwa i wiedzy. Ale jest po prostu niesamowicie hipnotycznie. Początek spokojny. Elektroniczne arpeggia jak z jakiejś starej gry komputerowej typu kosmiczne strzelanki. Potem wchodzi tłusty bit, który napieprza wzorowo prawie do końca. W 1:52 wchodzi motyw, który strasznie mi się podoba, choć nie wiem, jak go określić. A w 2:22 dochodzą mocarne zagrywki, pewnie z klawisza, choć brzmią jak jakaś gitara elektryczna. I potem mamy już to samo w sumie brzmienie wzbogacane jednak o jakieś dodatkowe rzeczy. W końcówce utwór zgrabnie wyhamowuje.
Całość robi na mnie spore wrażenie. Zgadzam się, że to ostra, ale jednocześnie niezwykle atmosferyczna muzyka. Inwazyjna, ale i takiej człowiek czasem potrzebuje. Podkręcenie potencjometru daje lepszy efekt.
Anna Maria Jopek - Ale Jestem
Po ostrej jeździe zafundowanej przez Dragona dostajemy chwilę wytchnienia od Mentosa. Utwór znam od dawna. Właściwie od momentu powstania. Była to piosenka na Eurowizję, więc puszczali często w tv. Utwór bardzo typowy myślę dla lat 90’. I właśnie z moimi pierwszymi latami pobytu w Orzyszu mi się kojarzy. Wtedy Jopek miała swoje 5 minut. Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tego utworu, ale w sumie jest całkiem niezły. Spokojna melodyjna piosenka brzmiąca bardzo klasycznie. Skrzypce po drugiej zwrotce jakby żywcem podpieprzone Irlandczykom z The Corrs. Fajne chórki w refrenie.
Czy się na Eurowizję nadawała tego nie wiem, ale w sumie osiągnęła całkiem przyzwoity wynik.
Znowu bardzo fajna kolejka wyszła, choć przyznać muszę, że na początku w ogóle mi się nie podobała.
No ciekawy utworek, nie powiem. Na początku byłem trochę skonsternowany. Pomyślałem, że dev nam tu jakiś The voice of junior zapodaje czy coś. Potem przeczytałem opis i trochę mi to pojaśniło. W każdym razie w miarę kolejnych odsłuchów podoba mi się coraz bardziej. Fikuśny ten bas i pocieszne wesołe klawisze. Fajne to po prostu. I dziecięcy wokal też fajny. Miałem na początku pisać, że nie wiem, czemu dev uważa dziecięcy głos za niepokojący. No ale potem skojarzyłem sobie ten klimat z grą KISS Psycho Circus: The Nightmare Child. A nawet trochę z Bioshockiem. I zadziałało - jest w sumie w tym utworze coś takiego creepy. Uchwyciłem ten klimat, choć chwilę to trwało. Wesołe klawisze przecież też potrafią być niepokojące, o ile twórcom uda się wytworzyć odpowiedni klimat.
Utwór jest bardzo dobry i mocno się wkręca. No i super okładka. Aż jestem ciekaw, co prezentuje reszta albumu.
Flight Facilities - I Didn't Believe (feat. Elizabeth Rose)
Kolejny utwór dokładnie w stylu strippeda. Rytmiczny, taneczny, pogodny. I bardzo fajny. Już od pierwszych sekund człowiekowi nóżka chodzi w rytm tego wyrazistego bitu. Bas ładnie pogrywa. Perkusja też super (te bębny w tle tak ładnie uwypuklone na końcu). No i ta chyba gitara brzęcząca przez cały czas jest bardzo fajna. Ładna melodia wyśpiewana ładnym damskim głosem. Wielokrotnie powtarzana fraza to też coś, co lubię. W tle tu i ówdzie przewijają się różne ciekawe rzeczy. Podoba mi się to coraz bardziej w miarę kolejnych odsłuchów. Super brzmienie.
The Disposable Heroes of Hiphoprisy – Love is Da Shit
The Disposable Heroes of Hiphoprisy wspominam z bestki albumowej bardzo dobrze mimo, że wciąż nie mogę zapamiętać nazwy zespołu. Love is Da Shit to rzeczywiście bardzo melodyjny hip-hop. Franti właściwie bardziej śpiewa niż rapuje. Uwielbiam głos tego gościa. Perkusja jest fenomenalna i robi cały numer. Dosyć mocno kojarzy mi się z koncertowym Mercy in You. Klawisze brzmią po prostu świetnie. Zbyt wielu innych brzmień raczej nie ma, ale w sumie są niepotrzebne, bo to co jest w zupełności wystarcza. Jest niesamowity klimat.
Sprawdziłem też sobie wersję albumową i muszę powiedzieć, że też mi się podoba. Ma inny klimat, ale też jest spoko. Chociaż oczywiście ta wersja live lepsza. Idealna.
Debbie Harry - Inner City Spillover
Oho, Debbie w wersji reggae. Na początku byłem sceptyczny, ale się z czasem przekonałem do utworu. Jest całkiem dobry. Gitary pogrywają ciekawie. Klawiszowe tło godne uwagi, no i bardzo wyrazisty, mięsisty bas. Głos Debbie oczywiście na plus. No i super okładka, ale jak robił ją TEN Giger, to się nie ma co dziwić. Nawet nie wiedziałem, że on robił okładki do albumów.
Podsumowując bardzo przyjemny, rytmiczny numer.
Fuck Buttons - Surf Solar
Dragon wraca do trochę dłuższych instrumentalnych utworów. I dobrze, bo zazwyczaj je lubiłem. I ta propozycja jest bardzo dobra. Wręcz ekscytująca bym powiedział. Dobrze, że to trwa ponad 10 minut, bo długość działa zdecydowanie na korzyść tej muzyki. Nie potrafię za bardzo pisać o takiej muzyce, bo zwyczajnie brakuje mi fachowego słownictwa i wiedzy. Ale jest po prostu niesamowicie hipnotycznie. Początek spokojny. Elektroniczne arpeggia jak z jakiejś starej gry komputerowej typu kosmiczne strzelanki. Potem wchodzi tłusty bit, który napieprza wzorowo prawie do końca. W 1:52 wchodzi motyw, który strasznie mi się podoba, choć nie wiem, jak go określić. A w 2:22 dochodzą mocarne zagrywki, pewnie z klawisza, choć brzmią jak jakaś gitara elektryczna. I potem mamy już to samo w sumie brzmienie wzbogacane jednak o jakieś dodatkowe rzeczy. W końcówce utwór zgrabnie wyhamowuje.
Całość robi na mnie spore wrażenie. Zgadzam się, że to ostra, ale jednocześnie niezwykle atmosferyczna muzyka. Inwazyjna, ale i takiej człowiek czasem potrzebuje. Podkręcenie potencjometru daje lepszy efekt.
Anna Maria Jopek - Ale Jestem
Po ostrej jeździe zafundowanej przez Dragona dostajemy chwilę wytchnienia od Mentosa. Utwór znam od dawna. Właściwie od momentu powstania. Była to piosenka na Eurowizję, więc puszczali często w tv. Utwór bardzo typowy myślę dla lat 90’. I właśnie z moimi pierwszymi latami pobytu w Orzyszu mi się kojarzy. Wtedy Jopek miała swoje 5 minut. Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tego utworu, ale w sumie jest całkiem niezły. Spokojna melodyjna piosenka brzmiąca bardzo klasycznie. Skrzypce po drugiej zwrotce jakby żywcem podpieprzone Irlandczykom z The Corrs. Fajne chórki w refrenie.
Czy się na Eurowizję nadawała tego nie wiem, ale w sumie osiągnęła całkiem przyzwoity wynik.
Znowu bardzo fajna kolejka wyszła, choć przyznać muszę, że na początku w ogóle mi się nie podobała.